C. Northcote Parkinson:
Prawo
zw³oki
Ksi¹¿ka i
Wiedza - 1967
T³umaczy³ Juliusz Kydryñski
======================================================================
Cytujê wybrane fragmenty. Strona w budowie. Dedykujê
j¹, podobnie jak stronê „Prawo Parkinsona”, polskiej „Reformie S³u¿by Zdrowia”
z koñca dwudziestego wieku. Wprawdzie i
inne reformy godne s¹ wyró¿nienia, ale ta chyba jest najgodniejsza. Z.U. ======================================================================
Z ok³adki ksi¹¿ki
Ksi¹¿ka niniejsza zawiera
eseje profesora Parkinsona o ró¿norodnej tematyce, pisane w ró¿nych latach.
Czêœæ z nich nie by³a dot¹d publikowana w formie ksi¹¿kowej, jak „Prawo
zw³oki”, „Jak napisaæ pracê doktorsk¹”, „Proszê mi daæ Bia³y Dom”, „Jêzyk
dziennikarski”, „Brodaci barbarzyñcy”, „Zalew papieru”. Pozosta³e pochodz¹ z
ksi¹¿ki „The law and the Profits”.
..............................................................................................................................................................
Zawartoœæ ksi¹¿ki
1. Prawo zw³oki ......... 5
2. Jak napisaæ pracê doktorsk¹ ......... 16
3. Proszê mi daæ Bia³y Dom ......... 30
4. Jêzyk dziennikarski ......... 38
5. Brodaci barbarzyñcy ......... 49
6. Zalew papieru ....... 57
7. Drugie prawo Parkinsona ......... 65
8. Stare i nowe ......... 81
9. Marnotrawna wojna ......... 94
10. Brytyjska linia strat ......... 115
11. Wymiary strat ......... 134
12. Czwarte prawo Parkinsona ........ 153
..............................................................................................................................................................
Prawo zw³oki
…….. 5
Ju¿ wiele lat temu dowiedziono, ¿e istnieje
Obrzydliwy „Cz³owiek-Nie”. Stwierdzono, ¿e w ka¿dej instytucji s¹
ludzie, którzy na ka¿d¹ propozycjê mówi¹ „Nie”, czêœciowo po to, ¿eby unikn¹æ
brania za ni¹ odpowiedzialnoœci, a czêœciowo – ¿eby uchroniæ siê przed prac¹,
któr¹ mog³aby za sob¹ poci¹gn¹æ decyzja pozytywna. Mówi¹c „Tak” stwarza siê te
straszliw¹ mo¿liwoœæ, ¿e trzeba bêdzie coœ zrobiæ. Zawsze istnieje ryzyko
wyra¿enia zgody na coœ, co mo¿e okazaæ siê b³êdem. Mówi¹c „Nie” ryzykuje siê du¿o mniej, gdy¿
nikt nie bêdzie móg³ potem dowieœæ, ¿e zaproponowana akcja s³u¿y³aby istotnie zamierzonemu celowi.
Dlatego dla „Cz³owieka-Nie” odmowa jest celem samym w sobie, pozwala unikn¹æ
pu³apek i wysi³ków, które mog³yby wynikn¹æ z powiedzenia „Tak”. Dowiedziono tak¿e, ¿e na pewnych szczeblach
w³adzy „Ludzie-Nie” i „Ludzie-Tak” wymieniaj¹ siê nawzajem i ¿e do
nikogo z nich nie docieraj¹ ¿adne argumenty. Gdy odpowiedŸ brzmi „Nie”,
w³aœciw¹ reakcj¹ nie jest argumentowanie, lecz przeniesienie ca³ej dyskusji na
inny szczebel instytucji, gdzie odpowiedŸ bêdzie brzmia³a „Tak”. To s¹ fakty od
dawna dowiedzione, a obecnie ogólnie znane wszystkim pracownikom administracji.
Jednak¿e w naszym zmieniaj¹cym siê œwiecie nie ma
nic statycznego i ostatnie badania wykazuj¹, ¿e Obrzydliwego „Cz³owieka-Nie”
zastêpuje czêsto Zwlekaj¹cy Odk³adacz. Zamiast powiedzieæ
„Nie” ZO
mówi: „We W³aœciwym Czasie” (naukowo:
WWC), a te s³owa zapowiadaj¹ Odmowê Przez Zw³okê (naukowo: OPZ). Teoria OPZ
opiera siê na ustaleniu przybli¿onego pojêcia, jaki okres zw³oki bêdzie siê
równa³ odmowie.
Jeœli cz³owiekowi ton¹cemu, wzywaj¹cemu pomocy, odkrzykniemy: „We w³aœciwym czasie”, po czym nast¹pi
piêciominutowa pauza, bêdzie to ze wzglêdów praktycznych odpowiedŸ
negatywna. Dlaczego? Poniewa¿ zw³oka trwa³a d³u¿ej ni¿
¿ycie tego, kto nie umie p³ywaæ. Ta sama zasada œwietnie dzia³a w przypadku prawnym. A rozwiedziona z B
domaga siê opieki nad córk¹ (licz¹c¹ 17 lat), lecz adwokat informuje j¹,
¿e zanim sprawa zostanie rozstrzygniêta, córka bêdzie ju¿ pe³noletnia. W
dziedzinie sprzeda¿y detalicznej dostawca towarów ¿elaznych B informuje A, ¿e maszynka do strzy¿enia
trawników , której sobie ¿yczy, mo¿e byæ dostarczona za szeœæ miesiêcy (tzn. w
grudniu). Wszystko to s¹ przyk³ady na OPZ w jej prostszych formach.
Nowy wymiar
Tam gdzie jakaœ
nagl¹ca sprawa wymaga uzdrawiaj¹cego ustawodawstwa, zw³oka
przybiera nowy wymiar. Jednak¿e krytyczna przerwa wci¹¿ jest uzale¿niona od
przewidywanego okresu ¿ycia projektodawcy. W wypadku prawa rozwodowego, które
najczêœciej wymaga rewizji, Zwlekaj¹cy Odk³adacz przede wszystkim dowiaduje
siê o wiek i zdrowie reformatora zg³aszaj¹cego projekt ustawy. Przyjmuj¹c 70 lat za
podstawê swego obliczenia z³agodzonego
czynnikami ubezpieczeniowymi dochodzi do wniosku, ¿e reformator A mo¿e prawdopodobnie agitowaæ za
swym projektem jeszcze przez osiem lat. Odmowa Przez Zw³okê (OPZ) oznacza, ¿e postêpowanie „We
w³aœciwym czasie” (WWC) bêdzie w tym wypadku znaczyæ: dziewiêæ lat od teraz.
Uœwiadomienie sobie, ¿e
WWC jest wiêksze ni¿ Przewidywany Okres ¯ycia (PO¯) reformatora,
czêsto wystarczy dla utr¹cenia ca³ego pomys³u na samym pocz¹tku. Dla wielu
ludzi nastawionych altruistycznie œwiadomoœæ, ¿e czegoœ nie mo¿na zrobiæ
w ci¹gu ich ¿ycia, jest równoznaczna ze œwiadomoœci¹, ¿e nie mo¿na tego zrobiæ
w ogóle. Tam gdzie jakaœ po¿yteczna reforma wchodzi w ¿ycie, jak od czasu do
czasu musi siê zdarzyæ, jest to rezultat faktu, ¿e reformator ¿yje i pracuje o
ca³e lata d³u¿ej, ni¿ mo¿na by³o przypuszczaæ.
NienawiϾ
W ten sposób reformator mo¿e prze¿yæ Zwlekaj¹cego Odk³adacza ZO, który
specjaln¹ nienawiœci¹ darzy reformatorów m³odszych od siebie. Dlatego zdarzaj¹
siê wypadki, ¿e czynnik
WWC jest mniejszy od PO¯,
a w konsekwencji powstaje jakieœ ma³o przekonywuj¹ce ustawodawstwo.
W rym miejscu koniecznie trzeba podkreœliæ, ¿e Zwlekaj¹cy Odkladacz rzadko mówi prosto z mostu: „Tego siê nie da zrobiæ w ci¹gu pañskiego
¿ycia”. Pozwala, ¿eby ten fakt ujawni³
siê w trakcie dyskusji.
- Nasz¹ najlepsz¹ metod¹ –
zaczyna – jest powo³anie Komisji Proceduralnej.
Cyniczny podkomitet
- Da nam to Zarys Propozycji,
której rozmaite fragmenty zostan¹ przedstawione podkomitetom
utworzonym po to, aby zajê³y siê prawnymi, finansowymi, cynicznymi,
technicznymi, politycznymi, histerycznymi, statystycznymi, bezskutecznymi i
zwyk³ymi aspektami planu. Podkomitety przedstawi¹
swoje sprawozdania Komisji Proceduralnej, która nastêpnie og³osi Sprawozdanie
Tymczasowe. Powinno siê je przed³o¿yæ Komisji Badawczej, która zbierze siê nie
póŸniej ni¿ w roku 1973. Zadaniem Komisji bêdzie zalecenie procedury, któr¹
powinniœmy przyj¹æ przy podejmowaniu decyzji, a przede wszystkim zastanowienie
siê, czy nale¿y w ogóle dalej coœ robiæ w tej sprawie.
Po krótkiej
przerwie dla zaczerpniêcia oddechu ZO ukoñczy³ na odwrocie koperty swoje
obliczenia, ile Zw³oki bêdzie siê równaæ Odmowie. Nakreœliwszy proces, który
siê bêdzie ci¹gn¹³ do roku, powiedzmy, 1975, zorientowa³ siê, ¿e dat¹ docelow¹
jest rok 1980. Mówi wiêc dalej, co nastêpuje:
- Jeœli przyjmiemy – a
podkreœlam, ¿e nie jest to tylko kwestia formalna – jeœli przyjmiemy, ¿e nale¿y
podj¹æ akcjê, wówczas koñcowe sprawozdanie Komisji zostanie przes³ane do
Miêdzyparlamentarnej Partii Pracy, która zaleci sk³ad Komisji Planowania.
Zadaniem Komisji Planowania bêdzie dotrzeæ do sta³ego podsekretarza stanu,
który przed³o¿y sprawê ministrowi. Je¿eli jego reakcja oka¿e siê
przychylna, sprawa zostanie wniesiona na Konferencje Partyjn¹ w Skegness. I Partia zadecyduje, czy Czas jest Odpowiedni –
czy nie jest za wczeœnie przed Powszechnymi Wyborami, a mo¿e za wczeœnie po
nich. W œwietle tej decyzji zadaniem ministra bêdzie wydanie dyrektywy.
Jednak¿e w tym stadium sprawy nie bêdzie on móg³ zrobiæ nic wiêcej, jak tylko,
w zasadzie, zaleciæ potrzebê dalszych badañ.
”Dlaczego nie”
To zwykle wystarczy, ¿eby pogrzebaæ sprawê, przy czym nie u¿yto ani jednego
argumentu przeciwko omawianej propozycji. Reformator
dostrzega przed sob¹ jedynie wizjê nie koñcz¹cych siê
komitetów, próbuj¹cych zadecydowaæ, czy w tym przypadku nale¿y dokonaæ
wstêpnych badañ punktów, które trzeba przedstawiæ Komisji. Komitetologia
(nauka o posiedzeniach komitetów) jest star¹ metod¹ grania na zw³okê, lecz w
nowoczesnym œwiecie technika zw³oki rozwinê³a siê wskutek powszechnie panuj¹cego pogl¹du o koniecznoœci
przeprowadzania badañ. Ja wiemy, w sprawach naukowych g³ówn¹ zasad¹ jest
poznawanie faktów. Ta sama zasada zastosowana do problemów ludzkich oznacza, ¿e
fala przestêpstw nie jest spraw¹ regu³y, lecz oceny. Je¿eli w Los Angeles
buntuj¹ siê Murzyni, pierwsz¹ nasz¹ reakcj¹ jest policzenie Murzynów, a drug¹
rozstrzygniêcie, czy oni s¹ tak czarni, jak ich maluj¹.
...
Nieodpowiedni zawód
Oficerów uczy³o siê zwykle w wojsku, a mo¿e wci¹¿ jeszcze ich siê uczy, jak
nale¿y przeprowadzaæ ocenê sytuacji.
...
Szybkie kr¹¿enie
Dzisiejszy przywódca musi pokonaæ wiele przeszkód, a Zw³oka jest czêsto
najgorsz¹ z nich.
...
Uproszczenie
W tym miejscu mo¿na zapytaæ, czy mno¿enie dokumentów nie opóŸnia przypadkiem
za³atwienia sprawy, zamiast j¹ przyspieszyæ. Zapewne, jest to mo¿liwe, lecz nie
nieuniknione.
(...)
Wrzesieñ 1966
Jak napisaæ
pracê doktorsk¹
…….. 16
(…) Dot¹d istnieje mo¿liwoœæ
uogólnieñ. Mo¿emy te¿ zaryzykowaæ dalsze przypuszczenie, ¿e gdzieœ w obrêbie
uniwersytetu, wyryte na niezniszczalnym granicie, znajduje siê szlachetne
motto, które przyœwieca wy¿szym studiom. Nikt w³aœciwie nie mo¿e go zobaczyæ.
Nikt nie mo¿e powiedzieæ dok³adnie, gdzie ono jest. Jednak¿e nawet najstarszy
wychowanek uczelni nie mo¿e zdecydowanie zaprzeczyæ, ¿e go nie ma. Otó¿ ukryta,
czy te¿ nie ukryta, w cieniu dzikiego wina inskrypcja istnieje i brzmi
nastêpuj¹co:
„£ATWIEJ COŒ ZACZ¥Æ, NI¯ Z TYM
SKOÑCZYÆ”.
W ramach zwyk³ego eseju nie mo¿na w pe³ni wyjaœniæ g³êbi i subtelnoœci tego
aforyzmu. Mo¿na go zastosowaæ zarówno do polityki uniwersyteckiej, jak i do
wysi³ku podjêtego przez fakultet do wykonania pracy, któr¹ powinna by³a wykonaæ
szko³a œrednia. Mo¿na go zastosowaæ do Dzia³alnoœci Oœwiatowej i do Programu
Nauk Spo³ecznych, do æwiczeñ wojskowych i do orkiestry. W gruncie rzeczy mo¿na
na ten temat napisaæ ksi¹¿kê. Tutaj na tych niewielu stronach zajmiemy siê nim jedynie w
odniesieniu do Przebiegu Studiów, prowadz¹cych do uzyskania stopnia Doktora
Filozofii. Rozpocz¹æ takie studia jest wzglêdnie ³atwo. Wyrwaæ siê z nich z
pergaminem w rêku jest coraz trudniej. Zabiera to tak¿e coraz wiêcej czasu , zwykle szeœæ lat, a zdarza siê, ¿e i osiem. Istnieje
wiele obiekcji natury ekonomicznej, spo³ecznej, a nawet uczuciowej przeciwko
poœwiêcaniu szeœciu lat
na zdobycie wy¿szego stopnia naukowego. Lecz owe akademickie
niedogodnoœci staj¹ siê jeszcze powa¿niejsze, poniewa¿ ko³a badañ naukowych
obracaj¹c siê, dr¹¿¹ sobie coraz to g³êbsz¹ koleinê, z której wielu uczonym
nigdy nie udaje siê wydostaæ. Dopuszczono do tego, ¿e praca doktorska, czêsto
na b³ahy temat, nadaj¹cy siê do szybkiego opracowania i od³o¿enia na bok, staje siê dzie³em
¿ycia. W obliczu owego niebezpieczeñstwa, które samo stanowi tylko jeden aspekt
Prawa rz¹dz¹cego wy¿szym wykszta³ceniem, oddamy doktorantowi przys³ugê
spo³eczn¹ ofiaruj¹c mu przewodnik u³atwiaj¹cy osi¹gniecie pewnego i szybkiego
sukcesu. Tak¹ w³aœnie
przys³ugê spo³eczn¹ chcemy teraz wyœwiadczyæ. Dla studenta, który
przeczyta niniejsze strony ze skupion¹ uwag¹, napisanie udanej pracy nie bêdzie
¿adnym problemem. I
czemu¿ mia³oby nim byæ?
Prace naukowe, jak wiemy, nale¿¹ do dwóch zasadniczych typów. W
pracach humanistycznych uczonoœæ kandydata ocenia siê wed³ug iloœci i niejasnoœci przypisów, zupe³nie tak,
jak akademick¹ pozycjê college’u mierzy siê iloœci¹
centymetrów oplataj¹cego je bluszczu. W pracach, których tematem s¹ nauki
œcis³e, wiedzê kandydata ocenia siê ³atwo wed³ug iloœci i z³o¿onoœci równañ.
Dlatego gwarancj¹ pe³nego sukcesu, zw³aszcza jeœli
idzie o nauki spo³eczne, jest napisanie pracy, która zawiera³aby zarówno
przypisy, jak i równania. Taka mieszanina wiedzy i uczonoœci nigdy jeszcze nie
zawiod³a.
Sztuki ³¹czenia
przypisów i równañ najlepiej nauczyæ siê
na przyk³adzie. Przypuœæmy, ¿e tematem twojej pracy s¹ podatki, jest to
zupe³nie dobry temat socjologiczny, któremu dotychczas poœwiêcano bardzo ma³o
uwagi. Przypuœæmy dalej, ¿e rozprawa zaczyna siê naprawdê od drugiego
rozdzia³u. Oparty na tych przypuszczeniach tekst powinien brzmieæ mniej wiêcej
w ten sposób:
Rozdzia³ II
PODATKI W ŒWIECIE
STARO¯YYTNYM
Do najwczeœniejszych systemów
podatkowych, których posiadamy
szczegó³owe wiadomoœci, zalicza siê system Chaldejczyków, u których 10%
podatek by³ rzecz¹ zwyk³¹1, lecz czêsto przekraczan¹.
Za czasów Dariusza, króla Persji2,
obliczono3, ¿e jego dochody skarbowe dosz³y do sumy
28 000 000 funtów wg wartoœci z roku 19044, przy czym
dodatkow¹ daninê przyjmowano w naturze, a domiar sp³acano enunuchami5. Nie wiemy, niestety, w jakim stosunku
by³y te sumy do dochodu narodowego ani do dochodów jednostek, ale zdaje siê, i¿
uczeni na ogó³ zgadzaj¹ siê co do tego, ¿e w obydwu wypadkach nie osi¹gnê³y one
10%, z wyj¹tkiem profesora Schnitzelsauerkrauta,
którego pogl¹dy, jak siê zdaje, podzielali inni przedstawiciele uniwersytetu w Getyndze6.
Wspominamy o tym jedynie po to,
aby uzasadniæ powo³anie siê na Niemców. To zawsze dobrze wygl¹da w pracy
naukowej. Nieco dalej powo³amy siê te¿ na Chiñczyków.
Pewne dokumenty odnalezione w
Niniwie rzucaj¹ nieco œwiat³a... w Tyrze7 i Sydonie8,
lecz jeszcze wiêcej wiemy o œci¹ganiu podatków w Atenach9, o czym wzmianka...10.
(...)
(...)
Przechodz¹c do póŸniejszego okresu, musimy nastêpnie odwo³aæ siê
do Praw Skarbowych Ptolemeusza
Filadelfosa18, który rz¹dzi³ Egiptem19..., wstêpuj¹c na tron po Ptolemeuszu I20,
... który by³ nieprawym21 synem Filipa
Macedoñskiego.Ów22...
Papirus skarbowy23,
odkryty przez... (i tak dalej i tak dalej).
(Uwaga
dla zecera: Proszê z³o¿yæ powy¿sze w taki sposób, aby jedna ca³a strona
obejmowa³a tylko przypisy, bez ¿adnego innego tekstu).
Odpocz¹wszy chwilê,
czytelnik powinien zdaæ sobie sprawê, ¿e cel techniczny polega³ dotychczas na
tym, aby zwiêkszaæ
stosunek przypisów do tekstu dopóty, dopóki nie dojdzie siê do
strony, gdzie nie bêdzie w ogóle ¿adnego tekstu. Wtedy egzaminuj¹cemu bêdzie
bardzo trudno przypomnieæ sobie, o czym rozdzia³ mia³ traktowaæ.
Mo¿na
przyj¹æ, ¿e w tym miejscu egzaminuj¹cy zostanie wytr¹cony z równowagi. Kiedy
jest on jeszcze otêpia³y z podziwu i przera¿ony g³êbi¹ twej wiedzy, musisz
nagle zmieniæ taktykê. Teraz nadszed³ czas na wprowadzenie twych rezerw
matematycznych. A zatem nagle rozpoczniesz ci¹gn¹æ dalej w ten sposób:
(...)
(…) Tutaj
osi¹gn¹³eœ kulminacyjny punkt swej pracy, Moment Prawdy, punkt, w którym
egzaminator raczej przyzna ci doktorat, ni¿ spróbuje czytaæ dalej. Daj
jeszcze na kilku nastêpnych stronach trochê algebry, a potem niech rzecz
skoñczy siê w sposób najbardziej dla ciebie wygodny. Niektórzy kandydaci
do stopnia Doktora Filozofii wype³niaj¹ resztê tomu fragmentami ze sprawozdañ Kongresu. Inni
posuwaj¹ siê tak daleko, ¿e ostatnie sto stron pozostawiaj¹ nie
zapisane. Jak¹kolwiek obierzesz metodê,
mo¿esz spokojnie przyj¹æ, ¿e nag³y zwrot do matematyki zupe³nie zdezorganizuje
twego egzaminatora i uczyni go niezdolnym do zebrania myœli.
Wynikiem tego bêdzie nie tylko doktorat, lecz tak¿e dopuszczenie do
habilitacji. I tutaj oczekuje ciê nemezis. Bez ¿adnej
intencji z twej strony wsi¹kniesz w pogardzany i marnie p³atny zawód i wtedy raz
jeszcze przekonasz siê, ¿e £ATWIEJ COŒ
ZACZ¥C, NI¯ Z TYM
SKOÑCZYÆ.
Proszê mi daæ
Bia³y Dom
…….. 30
Wiele z naszych
marzeñ o w³adzy i presti¿u mo¿na by odkryæ ju¿ w dawnych „Baœniach z tysi¹ca i
jednej nocy”. Kalif
klaszcze w d³onie, a niewolnicy momentalnie padaj¹ na twarz. „PrzywiedŸcie do
mnie Wielkiego Wezyra” – grzmi. Niewolnicy znikaj¹ i wracaj¹ po kilku sekundach
z zadyszanym Wielkim Wezyrem.
…
Jêzyk dziennikarski
…….. 38
Moje
dziennikarskie wspomnienia siêgaj¹ dzieciñstwa i dni, kiedy czasami zanosi³em
artyku³y mojego ojca
do starego „Yorkshire Herald”. Pamiêtam, jak póŸnym wieczorem, w ka¿dym razie
póŸnym dla dwunastolatka, odnajdywa³em drogê przez s³abo oœwietlone korytarze,
poœród stukotu pras puka³em do drzwi redaktora i wrêcza³em artyku³ samemu wielkiemu
cz³owiekowi. Nie by³o tam ¿adnych poœrednich biur ani osobistych asystentów. Nie
proponowano, ¿eby przyjœæ znowu w czwartek przysz³ego tygodnia. By³ tam po
prostu tylko redaktor i ja.
…
Brodaci barbarzyñcy ……..
49
Czy¿by mia³a
wróciæ broda? ? Istniej¹ oznaki, ¿e to mo¿liwe. W ró¿nych krajach m³odzi ludzie
od³o¿yli brzytwê. Kiedy spojrzymy dooko³a, nie mo¿emy zaprzeczyæ, ¿e istnieje
tendencja do w³ochatoœci.
Je¿eli ten pr¹d bêdzie trwa³, wtedy to, co wci¹¿ jeszcze jest
wyj¹tkiem, doskonale mo¿e staæ siê regu³¹.
Na pierwszy rzut oka wydaje siê, ¿e
zmiany mody w dziedzinie ow³osienia mêskiej twarzy przedstawiaj¹ siê zupe³nie bez³adnie... Ale
pobie¿ne spojrzenie na historiê... Tiurniura by³a nie tylko modna , mia³a te¿ swoj¹ psychologiê. To samo dotyczy brody.
Noszona przez ludy najbardziej prymitywne, sta³a siê charakterystycznym rysem
wielu staro¿ytnych monarchii. Nieomal wszêdzie by³a symbolem dojrza³oœci,
m¹droœci i powa¿nego wieku.
Przeciw tej fa³szywej tradycji pierwsi zbuntowali siê Grecy, którzy cenili
m³odoœæ, ¿ywotnoœæ i zgrabn¹ sylwetkê. To, co siê zaczê³o od mody, sta³o siê
ostatecznie regu³¹, gdy Aleksander Wielki rozkaza³ swoim Macedoñczykom goliæ
siê, czyni¹c z tego sprawê dyscypliny wojskowej. Jako pretekst poda³, ¿e
przeciwnik w bitwie mo¿e chwyciæ za brodê. Prawdziwym motywem by³a niew¹tpliwie
chêæ podkreœlenia szczególnego charakteru tej cywilizacji, której sta³ siê
reprezentantem. Ludzie Wschodu mogli sobie nosiæ brody, Europejczycy nie mogli.
Ta w³aœnie tradycja przeniknê³a do republikañskiego Rzymu i sta³a siê rysem
charakterystycznym dla okresu jego najwiêkszej ekspansji.
Ale có¿ to znaczy³o? Dlaczego mia³oby to coœ znaczyæ? Mia³o to
znaczenie jako wyraz pewnej postawy wobec w³adzy. W staro¿ytnych monarchiach odziany w
pow³óczyst¹ szatê i brodaty patriarcha by³ uosobieniem dostojeñstwa, przy czym
szata ukrywa³a, byæ mo¿e, fizyczne niedo³êstwo, a broda os³ania³a zapewne
s³aboœæ podbródka. Pierwsze
lepsze popiersie rzymskiego senatora stanowi tu uderzaj¹cy kontrast, ujawniaj¹c
w ca³ej pe³ni charakter twarzy.
We wczesnym œredniowieczu przyszli
brodaci barbarzyñcy, a po nich równie brodaci zwolennicy islamu. Gdy losy
Europy przedstawia³y siê najgorzej (w VI i VII wieku), Frankowie
zarzucili brzytwê; pozostawili wszystko, co zosta³o z cywilizacji kap³añstwu,
które równoczeœnie i znamiennie zrezygnowa³o z brody. Kiedy po roku 1000
cywilizacja zaczê³a od¿ywaæ, jej zewnêtrznym symbolem by³a g³adko ogolona twarz. Do 1200 roku
golono wszystkie podbródki i tak by ju¿ zosta³o, gdyby nie krucjaty. Liczni
krzy¿owcy, naœladuj¹cy swych muzu³mañskich przeciwników, wrócili do domu na
koniach – brodaci i ubrani wed³ug mody pustynnej. W trzynasto-
i czternastowiecznej Europie by³o wiele bród, lecz moda golenia siê istnia³a
jeszcze po œmierci Chaucera; do tego stopnia, ¿e
ustawa z roku 1447 nakazywa³a Anglikom w Irlandii goliæ siê, ¿eby ró¿nili siê
od Irlandczyków.
Postêp rzadko rozwija siê w sposób
równomierny, istnia³y wiêc nieuniknione zahamowania;
najgorsze z nich trzeba przypisaæ Henrykowi VIII, który zapuœci³ brodê w roku
1535. To naœladownictwo mody francuskiej rozpowszechni³o siê szeroko,
jakkolwiek spotka³o siê z pewnymi oporami prawników i duchowieñstwa. Do dziœ
sêdziowie i prawnicy s¹ prawie zawsze g³adko ogoleni, a któ¿ widzia³ duchownego
z w¹sami? Za
czasów Jakuba I brody znów zaczê³y maleæ, przyjmuj¹c za Karola I kszta³t
przystrzy¿ony lub vandyckowski, a znik³y zupe³nie za
Karola II, który mia³ tylko leciutki œlad w¹sów. Stulecia od 1650 do 1850 roku
oznaczaj¹ dla Wielkiej Brytanii, a mo¿e i dla ca³ej Europy, okres najwiêkszych osi¹gniêæ. I przez
ca³y ten okres lub przez wiêksz¹ jego czeœæ na Zachodzie panowa³ powszechnie
g³adko ogolony podbródek. Stany Zjednoczone i Brytyjska Wspólnota Narodów
ustanowione zosta³y przez g³adko ogolonych i dla g³adko ogolonych, przy czym
imperium, nawiasem mówi¹c, by³o dzie³em spo³eczeñstwa, w którym nie noszono
¿akietów.
...
Z tego historycznego zarysu jedno wynika jasno, mianowicie, ¿e g³adko ogolona
twarz zwi¹zana jest z Zachodem we wszystkich okresach jego przodownictwa. Brody
charakteryzowa³y okresy upadku i niepewnoœci. Brody by³y os³on¹ wahania i
zw¹tpienia; pomiêdzy 1650 a 1850 nie by³o ich wiele.
Ale dlaczego w tym ca³ym ba³aganie broda
by³a elementem tak zasadniczym? Poniewa¿ za t¹ gêstwin¹ ludzie starsi
mogli ukry³ swoje niepewnoœci. Wezwany do objaœnienia prawdy Genesis, starszy teolog ukry³ siê poza barierê, która mog³a
wyobra¿aæ m¹droœæ wieków. Pytany o organizacjê armii dowódca, móg³ wycofaæ siê
za sw¹ brodê, za dymn¹ zas³onê z cygara. Pytany na tematy seksu, wiktoriañski
nauczyciel móg³ wykrêtnie skud³acieæ. Wypytywany
przez ¿onê, wiktoriañski lekkoduch móg³ wykorzystaæ brodê dla ukrycia rumieñca. Broda mog³a
zast¹piæ m¹droœæ, doœwiadczenie, argumentacjê lub szczeroœæ. Mog³a daæ
starszemu mê¿czyŸnie presti¿, nie oparty ani na ¿adnych osi¹gniêciach, ani na
zdolnoœciach umys³owych. Mog³a s³u¿yæ – i s³u¿y³a – jako ochrona protensjonalnoœci, pompatycznoœci, nieuczciwoœci i têpoty.
A teraz s¹ oznaki, ¿e broda mo¿e powróciæ. Jeœli tak
siê stanie, mo¿emy byæ pewni, ¿e jej celem bêdzie to samo, co przedtem. M³odzi
ludzie, którzy teraz s¹ brodaci, mog¹ staæ siê jeszcze bardziej brodaci, gdy
osi¹gn¹ wiek œredni. A
jeœli teraz s¹ w k³opocie, gdy usi³uj¹ siê zdecydowaæ, w co wierzyæ lub co
próbowaæ robiæ, w póŸniejszym ¿yciu bêd¹ w jeszcze wiêkszym k³opocie.
Zalew papieru …….. 57
Zagadnienie
papieru w nowoczesnym œwiecie datuje siê od wynalazku maszyny walcowej, której
zaczêto u¿ywaæ oko³o roku 1867, a któr¹ wkrótce zast¹piono ulepszonym modelem, zwi¹zanym z nazwiskiem Fourdriniera.
…
Drugie Prawo Parkinsona
…….. 65
Wydatki wzrastaj¹ wraz ze wzrostem dochodu.
Drugie Prawo Parkinsona, podobnie jak pierwsze, opiera siê na codziennym
doœwiadczeniu, ujawnia siê, skoro tylko siê je ustali, jest równie oczywiste,
jak proste. Kiedy ktoœ otrzymuje podwy¿kê pensji, zarówno on, jak i jego ¿ona
sk³onni s¹ zastanawiaæ siê, w jaki sposób nale¿y wydaæ ów dodatkowy dochód:
tyle na polisê ubezpieczeniow¹, tyle na konto oszczêdnoœciowe w banku, tyle na
fundusz powierniczy dla dzieci. Mogliby równie dobrze
zaoszczêdziæ sobie trudu, gdy¿ w ogóle ¿adna podwy¿ka nie wchodzi nigdy w
rachubê. Dodatkowa pensja zostanie wch³oniêta, pozostawiaj¹c rodzinê zaledwie
ze zrównowa¿onym bud¿etem, a czêsto z deficytem, który w³aœnie wzrós³.
Indywidualne wydatki nie tylko wzrastaj¹ wraz ze wzrostem dochodu, lecz maj¹
tendencjê do przekroczenia go, co prawdopodobnie dzieje siê zawsze.
Mniej powszechnie wiadomo, ¿e
to, co dotyczy jednostek, dotyczy równie¿ rz¹dów. Jakikolwiek by³by dochód
pañstwowy, zawsze znajdzie siê nagl¹ca potrzeba wydania go. Lecz miêdzy rz¹dami
a jednostkami istnieje ta zasadnicza ró¿nica, ¿e rz¹d rzadko zastanawia siê,
jaki jest jego dochód. Gdyby ktoœ z nas zastosowa³ met6ody skarbu pañstwa do
naszych spraw prywatnych, powinni byœmy zignorowaæ ca³oœæ naszego dochodu i
zastanawiaæ siê tylko nad tym, na co byœmy chcieli go wydaæ.
(…)
Stare i nowe …….. 81
I sta³o siê w owe dni, ¿e wyszed³ dekret od cesarza Augusta, ¿eby opodatkowano wszystek œwiat.
Wydaje siê, ¿e ów dekret odt¹d zawsze by³ egzekwowany. S³uszn¹ jednak rzecz¹
bêdzie dodaæ, i¿ w rzeczywistoœci August nie by³ pierwszym w³adc¹, któremu zaœwita³a
ta idea. Podatek jest tak stary jak œwiat; jego najwczeœniejsz¹ formê widzimy
na przyk³adzie dzia³alnoœci drobnego kacyka, który buduje sobie czêstokó³ u
ujœcia rzeki, u zbiegu dwóch rzek lub na górskiej prze³êczy i œci¹ga myto z
przechodz¹cego podró¿nika lub kupca.
(...)
Marnotrawna wojna
…….. 94
Marnotrawstwo,
podobnie jak samo opodatkowanie , ma swój pocz¹tek w
wojnie. Ludzie, którzy nie obiecuj¹ sobie d³ugiego ¿ycia, maj¹ swój w³asny
pogl¹d na to, co dotyczy wydatków. Marynarz, który odpala torpedê, kanonier,
który niszczy budynek zas³aniaj¹cy mu pole ognia, pilot, który sieje
zniszczenie ze swego czteromotorowego bombowca, nie mog¹ zbytnio martwiæ siê o
koszty. Oszczêdnoœæ przestaje mieæ znaczenie dla tych, którzy mo¿e ju¿ nigdy
nie bêd¹ p³aciæ rachunku. Zniszczenie mo¿e byæ marnotrawne, ale zniszczenie –
to wojna. Jest wiêc rzecz¹ naturaln¹ por¹banie fortepianu na podpa³kê, ¿eby
by³o ciep³o w nocy tym, którzy mog¹ ju¿
nie do¿yæ nastêpnego dnia. To beztroskie lekcewa¿enie w³asnoœci i wydatków
zaczyna siê na polu walki, ale rozci¹ga siê na ty³y, wzd³u¿ linii zaopatrzenia,
siêga toru kolejowego, przemierza morze i tak dociera w koñcu do Whitehall. Tutaj ³¹czy siê z rozrzutnoœci¹ zupe³nie innego
rodzaju; ow¹ rozrzutnoœci¹ w pracy personelu, na któr¹ autor zwróci³ uwagê w
poprzedniej ksi¹¿ce.
Przypuszczenie, ¿e akumulacja personelu jest zagadnieniem nowym, by³oby
oczywiœcie zupe³nie nies³uszne. W British Museum istnieje ¿a³osny list napisany na papirusie w roku
288 n.e., podpisany: Servaeus Africanus,
zaadresowany do gubernatorów okrêgów w œrodkowym Egipcie i brzmi¹cy, jak
nastêpuje:
” Ju¿ z samych rachunków widaæ wyraŸnie, ¿e du¿a liczba osób, pragn¹cych
¿erowaæ na posiad³oœciach Skarbu, wynalaz³a dla siebie takie tytu³y, jak
kontrolerzy, sekretarze, czy nadintendenci, przez co
nie przynosz¹ oni ¿adnej korzyœci Skarbowi, lecz sami czerpi¹ zyski” (Papirus 752).
Oto problem w najwiêkszym skrócie, a szlachetny Rzymianin opisa³ go tak, ¿e
lepiej nie trzeba.
…
Brytyjska linia strat
…….. 115
Marnotrawna
wojna powinna by w teorii ust¹piæ miejsca oszczêdnej gospodarce pokojowej. Ale
w praktyce zwyczaj marnotrawstwa nie jest tak ³atwo usun¹æ. Ludzie, którzy
niczego nie sk¹pi¹ w nag³ej potrzebie, zdaj¹ siê czêsto traciæ wszelkie poczucie
kosztów, gdy kryzys ju¿ min¹³. Sk³onni s¹ mniemaæ, ¿e wysi³ek dokonany dla
ocalenia kraju przed obcym podbojem mo¿na przed³u¿yæ na tyle, aby obroniæ kraj
przed wszelkim z³em natury zdrowotnej, ekonomicznej i socjalnej, od którego
móg³by ucierpieæ.
…
Wymiary strat
…….. 134
Niektóre z publikacji nap³ywaj¹cych z
Pañstwowej Drukarni J.K.M. s¹ niew¹tpliwie wartoœciowe i ciekawe. Obejmuj¹ one
na przyk³ad Zestawienie Dochodów i Wydatków, przed³o¿one Izbie przez Ministra
Skarbu, oraz jeszcze bardziej zasadnicz¹ prace o Dochodzie Narodowym i
Wydatkach. Nikt nie mo¿e powiedzieæ o pierwszej publikacji, ¿e jej ukazanie siê
jest niepotrzebne, ani o drugiej – ¿e jej temat jest
b³ahy. Dzie³a tego rodzaju rzadko przykuwaj¹ uwagê recenzenta, ale ¿aden
sumienny krytyk ani nawet najbardziej uczone pismo nie mog³oby siê skar¿yæ, ¿e
autorzy tych prac -
dawniej nie znani, jak w pierwszym wypadku, nie nazwani w drugim –
wybrali tematy, którym brak powszechnego zainteresowania. (...)
(...)
Mierz¹c zmarnowany czas kraju, nie mo¿emy zignorowaæ krytycznej naroœli
na naszej gospodarce wytworzonej przez d³ug narodowy... (...)
Jednak¿e niezale¿nie od
straszliwego marnotrawstwa – konsekwencji zad³u¿enia, obserwujemy ustawiczne
trwonienie pieniêdzy na innych odcinkach. Dyskusja na ten temat by³aby wielce
uproszczona, gdyby omawianie bud¿etu cywilnego rozpoczêto od „p³ac urzêdników administracji”...
(...)
A zatem g³ówne punkty pozycji
bud¿etowych to œwiadczenia dla us³ug komunalnych, Narodowej S³u¿by Zdrowia
(³¹cznie z emeryturami, zasi³kami rodzinnymi i opiek¹ spo³eczn¹), subsydia
rolnicze i ¿ywnoœciowe i na koniec, inne us³ugi. (...)
(…)
Czwarte prawo
Parkinsona ........ 153
(Wywiad przeprowadzony z
profesorem Parkinsonem przez Alain Schifersa z miesiêcznika francuskiego "Réalités". Druk wg "Forum", luty 1966. T³um.
Jerzy Pañski)
Podczas
drugiej wojny œwiatowej w kwaterze g³ównej Royal Air Force by³o bardzo wiele
pracy. Na jej czele stali genera³, pu³kownik, podpu³kownik i major. Pewnego dnia
genera³ wyjecha³, codzienna iloœæ pracy zmniejszy³a siê o 25 procent. Wkrótce
potem pu³kownik poszed³ na urlop: robota do wykonania znów zmniejszy³a siê o 25
procent. Po tygodniu zachorowa³ podpu³kownik: major zauwa¿y³ wówczas, ¿e wci¹gu
godziny po pierwszym œniadaniu za³atwi³ ca³¹ pracê. Praca w 75 procentach
polega³a na wymianie listów, redagowaniu notatek oraz sporz¹dzaniu sprawozdañ
zawieraj¹cych ocenê stylu listów i notatek. Major ten nazywa³ siê Cyril Northcote Parkinson.
Profesor Parkinson ukoñczy³ uniwersytet w
Cambridge. By³ ju¿ cenionym uczonym w dziedzinie historii, kiedy w 1957 r.
og³osi³ swoje "Prawo Parkinsona", które zrobi³o furorê. C.N.
Parkinson zyska³ miêdzynarodow¹ s³awê.
Dziœ profesor Parkinson ma 56 lat. Wraz z
¿on¹ i dzieæmi i ze swymi kucykami usun¹³ siê na wyspê Guernsey,
sk¹d przygl¹da siê biurokracji ca³ego œwiata. Nasza rozmowa odbywa siê jednak w
Londynie, w klubie libera³ów, w samym centrum dzielnicy ministerstw, owej superbiurokracji brytyjskiej.
-
Panie profesorze, studia nad biurokracj¹ doprowadzi³y pana do wykrycia
czwartego prawa, które uzyska³o ju¿ du¿y rozg³os. Czy mo¿e pan scharakteryzowaæ
bardziej szczegó³owo to odkrycie?
- Czwarte Prawo Parkinsona znane szerzej jako "prawo
tysi¹ca" g³osi: jakakolwiek instytucja - rz¹dowa, przemys³owa, naukowa -
której zespó³ pracowników administracyjnych siêga tysi¹ca ludzi lub przekracza
tê liczbê, by istnieæ, nie potrzebuje ¿adnej innej dzia³alnoœci. Administracja
jest samowystarczalna, ¿ywi siê w³asn¹ prac¹. Jest to administracja dla administracji.
Jest to prawo ogólne, prawo natury,
podobnie jak prawo grawitacji. Sprawdziæ je jest bardzo ³atwo: przyk³adów jest
mnóstwo. Podam ten, który stanowi³ dla mnie punkt wyjœcia. W czasie ostatniej
wojny zak³ady Kruppa skoncentrowane by³y w okrêgu Essen. Centrala Friedricha Kruppa znajdowa³a siê w samym mieœcie i zatrudnia³a mo¿e
dwa tysi¹ce pracowników. Kiedy wszystkie fabryki zosta³y zburzone, zauwa¿ono,
¿e 2 tysi¹ce pracowników centrali pracuje równie gor¹czkowo jak przed wojn¹:
produkcja spad³a do zera, praca administracji nie zmniejszy³a siê ani o centymetr. Krupp zreorganizowa³
potem swoje przedsiêbiorstwo; zatrudnia obecnie 200 tysiêcy robotników, a w
zarz¹dzie pracuje 250 osób.
Inny przyk³ad o odmiennym znaczeniu. Zastanawia³em siê nad zagadnieniem
ambasad. Ambasada amerykañska w Londynie zatrudnia 750 ludzi, w Pary¿u zapewne
powy¿ej tysi¹ca. Bezpoœrednio po zakoñczeniu wojny, kiedy trzeba by³o zatrudniæ
jakoœ oficerów, s¹dzê, ¿e ambasada USA w Pary¿u zatrudnia³a 2 tysi¹ce ludzi.
Sytuacja obecna jest szczególnie niebezpieczna, poniewa¿ od czasu zakoñczenia
wojny powsta³o oko³o szeœædziesiêciu nowych ambasad we wszystkich stolicach.
Ka¿dego tygodnia jakiœ ambasador opuszcza placówkê, inny przyje¿d¿a. Ka¿dego
tygodnia pewna liczba radców, pierwszych sekretarzy, attachés
wojskowych lub morskich obejmuje stanowisko, inni sk³adaj¹ wizyty po¿egnalne.
Ka¿dego tygodnia wszyscy pozostali urz¹dzaj¹ na ich czeœæ cocktaile. Nie licz¹c
œwi¹t narodowych i rocznic wyzwolenia, ka¿dy ambasador organizuje przyjêcia, na
które przychodz¹ wszyscy inni. Daje to rytm dwóch przyjêæ na tydzieñ. Dyplomaci
nie maj¹ ju¿ czasu spotykaæ siê z mieszkañcami kraju. W Godesbergu
w NRF dyplomaci mieszkaj¹ w mieœcie dyplomatycznym razem z innymi dyplomatami.
Nie spotykaj¹ siê z Niemcami: w Godesbergu nie ma
Niemców.
- Jak wiêc okreœliæ idealn¹ liczbê sk³adu
osobowego sztabu g³ównego czy zarz¹du?
- Jest to ca³kowicie niemo¿liwe. Ka¿de przedsiêbiorstwo czy organizm publiczny
ma w³asne potrzeby.
Mogê tylko powiedzieæ, ¿e tysi¹c pracowników – to za du¿o. Ponad tysi¹c –
sytuacja staje siê niebezpieczna.
Mo¿na natomiast okreœliæ moment, kiedy instytucja staje siê zbyt gigantyczna.
Rozpoczyna siê wówczas proces, który okreœla trzecie Prawo Parkinsona:
„Ekspansja oznacza z³o¿onoœæ, a z³o¿onoœæ równa siê dekadencji”. Kiedy organizm siê
rozszerza, rodzi siê konformizm. Konformizm jest
nieuchronn¹ konsekwencj¹ gigantomanii.
- U¿y³ pan terminu „dekadencja”. Jak, pañskim zdaniem, mo¿na rozpoznaæ,
¿e dany organizm - prywatny czy publiczny - chyli siê ku upadkowi?
- Niech siê Pan
przyjrzy gmachowi zajmowanemu przez te instytucje. Jeœli jest zbyt nowy, zbyt
nowoczesny, zbyt ³adny, s¹ wszelkie dane, ¿e instytucja chyli siê ku upadkowi.
W organizmie bardzo aktywnym – zw³aszcza w okresie nastêpuj¹cym bezpoœrednio po
jego powstaniu -
wszyscy s¹ bardzo dynamiczni, pe³ni inicjatywy i nikt nie ma czasu
myœleæ o ozdobach. Najwiêksze dzie³a
dokonane zosta³y w budynkach przypadkowych, jak drewniane baraki w czasie wojny. Dopiero potem,
kiedy g³ówna praca zosta³a dokonana i pierwszy zapal min¹³, ludzie zaczynaj¹
rozgl¹daæ siê dooko³a siebie.
- Jest pan równie¿ za³o¿ycielem nowej
dyscypliny naukowej, któr¹ nazwa³ pan komitetologi¹.
Co nale¿y przez to rozumieæ?
- Komitetologia jest ga³êzi¹
nauk biologicznych. Jak wskazuje sama nazwa, zajmuje
siê ona badaniem komitetów w instytucjach zarówno publicznych, jak prywatnych,
a wiêc zarówno w radach ministrów, jak i w radach nadzorczych.
Komitet w fazie pocz¹tkowej liczy zazwyczaj piêæ osób. W sprawach handlowych
mog¹ wystarczyæ trzy. To jest liczba minimalna, poniewa¿ przy liczbie poni¿ej
trzech niepodobna wybraæ prezesa, sekretarza i mieæ jeszcze komitet. Piêæ
jednak jest liczb¹ najczêstsz¹, jeden lub dwu cz³onków mo¿e wówczas nie
przyjœæ, co nie przeszkadza, i¿ komitet mo¿e siê zebraæ w quorum trzyosobowym.
Trudno jednak siê do tego ograniczyæ, poniewa¿ s¹ ludzie, którzy uwa¿aj¹, ¿e
maj¹ prawo nale¿eæ do komitetu; ludzie ci s¹ bardzo nieszczêœliwi, krytykuj¹
komitet, mówi¹, ¿e Ÿle pracuje. Aby tych krytyków uciszyæ, normaln¹ metod¹...
jest wci¹ganie ich do komitetu. W ten sposób komitet dochodzi do 7, 8,
11, 13 osób. Proces ten zatrzymuje siê zazwyczaj w momencie, który nazwa³em „wspó³czynnikiem
bezskutecznoœci”. Wyra¿a siê on wzorem
mo (a – d)
x =
-----------------
y + p b
gdzie „m” oznacza przeciêtn¹ liczbê obecnych cz³onków, „o” – liczbê cz³onków ulegaj¹cych wp³ywom, „a” –
przeciêtny wiek, „d” – najwiêksz¹ odleg³oœæ miêdzy dwoma cz³onkami, „y” – czas istnienia komitetu, „p” – cierpliwoœæ
prezesa wed³ug skali Peabody, „b” – œredni¹ ciœnienia trzech najstarszych cz³onków.
Po osi¹gniêciu wspó³czynnika bezskutecznoœci piêciu pocz¹tkowych cz³onków tworzy
komitet wykonawczy. Ten z kolei wzrasta do 7, 8, 11, 13 cz³onków i wszystko
rozpoczyna siê od nowa. S¹ to cykle normalne w przyrodzie.
-
Podobne zjawiska rozrostu zaobserwowa³ pan równie¿ w dziedzinie opodatkowania i
w dziedzinie zu¿ycia papieru?
- Wzrost
podatków jest istotnie konsekwencj¹ drugiego prawa Parkinsona, które g³osi: -
„Wydatki wzrastaj¹ proporcjonalnie do wysokoœci wzrostu dochodów”. W zakresie
papieru dwie s¹ przyczyny tego zjawiska: wynalazek papieru drzewnego, który
jest tani, oraz maszyn powielaj¹cych. Odbiæ dwieœcie kopii jest teraz równie ³atwo jak
50. Cz³owiek instynktownie sk³onny jest
u¿yæ dwustu. Nastêpnie trzeba je rozprowadziæ. W Anglii stworzyliœmy w zesz³ym roku
Ministerstwo Obrony ³¹cz¹ce dawne Ministerstwa Armii L¹dowej, Marynarki i
Lotnictwa. Zwolennicy tej reformy utrzymywali, ¿e po³¹czenie musi daæ oszczêdnoœci. Ja
twierdzi³em, ¿e stos papierów od razu wzroœnie trzykrotnie, poniewa¿ wszyscy
genera³owie zaczn¹ otrzymywaæ korespondencje admira³ów, wszyscy admira³owie
okólniki genera³ów itd. Ju¿ w pierwszych tygodniach ró¿nice wyra¿a³y siê w
tysi¹cach funtów.
Inflacja papieru zwi¹zana jest z d¹¿eniem biurokratów, by trzymaæ w rêku ca³¹
organizacjê. Metod¹ stosowan¹ zazwyczaj w wielkich organizacjach jest ¿¹danie
sprawozdañ, statystyk, dok³adnych informacji i na tej podstawie wydawanie
zarz¹dzeñ. Wynik jest dwojaki: odpowiedzialni kierownicy oddzia³ów trac¹
wszelk¹ inicjatywê, a ludzie w centrali nie maj¹ czasu na czytanie wszystkich papierów.
-
W swoich studiach biologicznych nad cia³ami spo³ecznymi mówi pan nawet o
sprawach seksualnych. Czy mo¿na istotnie stwierdziæ, ¿e instytucje posiadaj¹
jakieœ ¿ycie seksualne?
- Niew¹tpliwie. Obserwujemy przecie¿ zjawisko ³¹czenia
siê pewnych organizmów i w procesie tym jedno z towarzystw spe³nia rolê mêsk¹,
a drugie kobiec¹. Po pewnym czasie pojawia siê stadko ma³ych przedsiêbiorstw
filialnych, które s¹ dzieæmi poczêtymi z tego po³¹czenia…
- Jakich rad móg³by pan udzieliæ
m³odzieñcowi, który pragnie zrobiæ karierê?
- Przede wszystkim powinien siê
rozejrzeæ wœród mo¿liwych teœciów, nie zwracaj¹c ¿adnej uwagi na wygl¹d ich
córek. Drug¹ regu³¹ jest zasada anonimowoœci. Jeœli siê jest szarym urzêdnikiem
i ma siê pomys³y, trzeba pamiêtaæ, ¿e niedobrze jest mieæ pomys³. Nale¿y staraæ
siê ulokowaæ swój pomys³ w g³owie wiceprezesa tak, by zapomnia³ ca³kowicie, ¿e
pomys³ ten pochodzi od kogo innego. Takiego pracownika
bêdzie on uwa¿a³ za bardzo po¿ytecznego i wystarczaj¹co pozbawionego
inicjatywy.
- Ale pozostaje jeszcze najtrudniejszy
moment: jak siê pozbyæ tego "numeru pierwszego" i zaj¹æ jego miejsce?
- D³ugi czas uwa¿a³em, ¿e najlepiej nadaje siê do tego zagro¿enie
lotnicze. Nale¿y wmówiæ prezesowi, ¿e pojutrze niezbêdna jest jego obecnoœæ w
Tokio, po trzech dniach w Vancouver, a jeszcze póŸniej na konferencji
miêdzynarodowej w Melbourne. W ten sposób prezes umieszczony zostaje na
orbicie. Nag³e zmiany temperatury, przejœcie od s³oñca do œniegu powinny zrobiæ
swoje. Obecnie jednak ta metoda nie nadaje siê ju¿ do u¿ytku. W biologii znane
jest zjawisko wzrastaj¹cej odpornoœci owadów na œrodki owadobójcze: w pierwszym
roku owad jest nieco smutny, w drugim zaczyna siê przyzwyczajaæ, w trzecim
przywi¹zuje siê, w czwartym powstaje pytanie, czy potrafi siê bez nich obejœæ.
Podobnie jest z prezesami. Podró¿e lotnicze staj¹ siê rzecz¹ powszedni¹,
prezesi uodparniaj¹ siê.
- Wiêc jaka jest rada?
- Nie widzê
innej prócz morderstwa. Istnieje jeszcze metoda matematyczna, stosowana przez
specjalistów od organizacji pracy: idzie o kompletne oszo³omienie starego
prezesa za pomoc¹ nauki o prowadzeniu przedsiêbiorstwa. Jest to w gruncie
rzeczy swoista forma morderstwa.
-
Czy doradcy organizacyjni nie przynosz¹ ¿adnej korzyœci?
- Przynosz¹ niew¹tpliwie. W wiêkszoœci wypadków taki ekspert po
miesi¹cu studiów przedstawia okreœlony plan oszczêdnoœci. Nastêpnie, w chwili
kiedy koñczy swoj¹ pracê, proponuje zazwyczaj utworzenie w instytucji
wydzia³u organizacji pracy. Na ogó³ sumy zaoszczêdzone na podstawie jego
wniosków wystarczaj¹ w przybli¿eniu na pokrycie kosztów nowego wydzia³u.
-
Jednak¿e formu³y matematyczne, które ci eksperci tak ceni¹, posuwaj¹ naprzód
nasz¹ wiedzê o mechanizmach spo³ecznych i pan sam nawet przedstawia swoje
odkrycia w formie równañ.
- Ja nie jestem
matematykiem. Natomiast o¿eni³em siê sprytnie z dziewczyn¹, która zajmowa³a siê
wyk³adaniem tego przedmiotu. Kiedy piszê jak¹œ powa¿n¹ pracê naukow¹, uwa¿am,
¿e koniecznie trzeba w niej umieœciæ jakieœ równanie. To
sprawa stylu, sprawa estetyki. To urozmaica kolumnê. Nie jest rzecz¹ konieczn¹,
by formu³ka taka mia³a jakieœ znaczenie. Idê wtedy do ¿ony i powiadam:
"Moja droga, potrzebne mi jest równanie". I ¿ona uk³ada mi równanie.
Robi to bardzo dobrze.
-
Ostatnie pytanie, panie profesorze: czy biurokracja, której przerosty opisuje
pan w swoich dzie³ach, wydaje siê panu zjawiskiem nieuniknionym?
- .Nie ulega
w¹tpliwoœci, ¿e postêp techniczny, automatyzacja, sprzyjaj¹c rozwojowi zajêæ us³ugowych, sprzyja jednoczeœnie
rozwojowi biurokracji. Moim zdaniem zjawisko biurokracji jest znacznie szersze:
Jest to nieunikniony fina³ cywilizacji. Zwyrodnienia biurokratyczne towarzysz¹
zawsze okresom upadku. Biurokracjê spotyka siê zawsze, jak w ostatnich wiekach
Rzymu, w przededniu katastrofy. Myœlê, ¿e cywilizacja zachodnia przesz³a
ju¿ swoje apogeum, ¿e obecnie prze¿ywa swój schy³ek i biurokracja jest jednym z
objawów tego schy³ku.
======================================================================
| Literatura | Strona g³ówna |