Peter Schweizer:
VICTORY CZYLI ZWYCIĘSTWO
Tajna historia świata
lat osiemdziesiątych
CIA i "Solidarność"
Tytuł oryginału: Victory
Wydanie
pierwsze
The Atlantic Monthly Press, 1994
Polska Oficyna
Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1994
Tłumaczenie: Igor Apiński
--------------------------------------------------------------------------------------
Cytuję wybrane fragmenty. Strona w budowie. W kilku miejscach „nie
wytrzymałem” i dodałem swoje „trzy grosze”, oznaczone
inną czcionką i inicjałami „Z.U.” lub pseudonimem „Anonimus”.
Na zakończenie prezentacji
zamieszczę też nieco uwag i refleksji, wykraczających trochę poza zakres
tematyczny książki, sięgających do czasów współczesnych.
Anonimus
...........................................................................................................
Podziękowania
Chciałbym podziękować wszystkim, którzy zgodzili się ze mną rozmawiać na tematy
poruszone w tej książce. Są to: Caspar Weinberger, Bill Clark, George Shultz, Donald Regan, Robert McFarlane, John Poindexter, Richard Allen,
Herbert Meyer, Henry Roven,
William Schneider, Fred Ikle, Glenn Cambell, Ed Meese, Roger
Robinson, John Lenczowski, Stef
Halper, Alan Fiers, Dawid Wigg, Dewey Clarridge,
Allan Whittaker, Jerrold Post, Jewgienij Nowikow, Oleg Kalugin,
Mohammad Yousaf, Charles Wick, generał Jack Chain, Vincent
Cannistraro, Martin Anderson, Oleg Titkow, Władimir Kutinow, jak również ci wszyscy, którzy chcieli zachować
anonimowość. Kilku moich rozmówców było na tyle uprzejmych, że przeczytało i
zaopiniowało maszynopis książki.
Pisząc tę książkę korzystałem z solidnej, a zarazem inspirującej bazy, jaką zaoferował mi
wspaniałomyślny Instytut Hoovera w Stanford University.
...
(...) Jedynie autor jest odpowiedzialny za treść tej książki.
Szukam prawdy, a prawda przyniesie ci wolność.
Wstęp
Polityka amerykańska lat 80. stała się katalizatorem upadku Związku Radzieckiego. - mówi Oleg Kalugin,
były generał KGB1*. Jewgienij Nowikow, który należał do najwyższych władz Komitetu
Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, twierdzi, że polityka
rządu Reagana stanowiła główny czynnik sprawczy agonii systemu radzieckiego2.
Były radziecki minister spraw zagranicznych Aleksander Biessmiertnych
oświadcza na konferencji w Princeton University, że
takie programy, jak Inicjatywa Obrony Strategicznej (Strategic
Defense Initiative),
przyspieszyły upadek Związku Radzieckiego.3
Związek Radziecki zniknął z mapy świata,
ale nie za sprawą procesu reform czy
też stopniowo zawieranych umów dyplomatycznych albo w wyniku negocjacji.
Przestał istnieć, bo po prostu nie był w
stanie się utrzymać. Historycy będą debatowali jeszcze przez całe
dziesięciolecia, a może stulecia, które czynniki najbardziej zaważyły na upadku
systemu radzieckiego. Czy bankructwo ideologii państwowej? Czy fiasko było od
początku nieuniknione z racji tego, że komunizm jest niezgodny z ludzką naturą?
Czy zwapniała i zardzewiała gospodarka radziecka w końcu runęła pod własnymi
obciążeniami, tak jak dach zwala się pod ciężarem masy śniegu?
Można krótko odpowiedzieć, że te czynniki odegrały ważną rolę, lecz nie tylko
te - było ich o wiele więcej. Nie ma co do tego
wątpliwości, że jedną z głównych bolączek Kremla, najbardziej widoczną w
ostatnim dziesięcioleciu istnienia państwa, był kryzys zasobów. Do lat
siedemdziesiątych system radziecki mógł jakoś kuśtykać. Owszem, zawsze
brakowało żywności i wydajność zakładów produkcyjnych była niska, lecz z
początkiem lat osiemdziesiątych trudności gospodarcze stały się ogromne. Z tym
podstawowym problemem usiłował się uporać Michaił Gorbaczow za pomocą pierestrojki i glasnosti.
Nigdy by nie obrał tej drogi, gdyby nie długoletni kryzys systemu radzieckiego.
Badanie przyczyn upadku Związku Radzieckiego poza kontekstem polityki
amerykańskiej przypomina dochodzenie w sprawie nagłej, niespodziewanej i
tajemniczej śmierci, w którym to dochodzeniu nie bierze się nie tylko pod uwagę
możliwości morderstwa, ale nawet nie podejmuje się próby zbadania okoliczności
towarzyszących owej śmierci. Nawet gdyby
ofiara chorowała na nieuleczalną chorobę, inspektor śledczy ma obowiązek zbadać
wszystko. Co było przyczyną śmierci? Czy ofierze podawano leki,
które w odpowiednim czasie mogły jej pomóc, czy też ich nie podawano? Czy
istnieją jakieś niezwykłe okoliczności lub przedmioty, które można wiązać z jej
śmiercią?
Fakt, że upadek i pogrzeb Związku Radzieckiego nastąpiły bezpośrednio po
ośmioletniej prezydenturze najbardziej antykomunistycznego prezydenta w historii
Ameryki, niczego nie dowodzi. Wymaga jednak bardzo
wnikliwego rozpatrzenia, zwłaszcza w świetle okoliczności i dowodów, o
których dowiadujemy się dopiero teraz. Jak dotychczas niewiele prowadzi się badań nad
związkiem między polityką Reagana a upadkiem Związku Radzieckiego. Badania
skupiają się na polityce Gorbaczowa. Przypomina to
studia nad upadkiem Południa Stanów Zjednoczonych w wyniku wojny secesyjnej z
wyłącznym uwzględnieniem polityki generała Roberta Lee,
czyli bez rozpatrzenia polityki prowadzonej przez generała Ulyssesa
S. Granta.
Niektórzy uważają, że istnieje niewielki albo że w ogóle nie istnieje związek pomiędzy polityką
amerykańską w latach osiemdziesiątych a upadkiem Związku Radzieckiego.
Jak to sformułował Strobe Talbott
w programie telewizyjnym „Inside Washington::
Z punktu widzenia Kremla różnica pomiędzy konserwatywnym rządem republikańskim
a liberalnym rządem demokratycznym nie była taka wielka. Związek Radziecki upadł - zimna wojna raptownie się
skończyła w wyniku wewnętrznych sprzeczności czy tarć w samym Związku
Radzieckim i całym systemie. Zdarzyłoby się to najprawdopodobniej nawet
wówczas, gdyby ponownie wygrał wybory Jimmy Carter, a z nim Walter Mondale.
Byli radzieccy politycy nie podzielają tego poglądu. Faktem jest, że polityka
administracji Reagana wobec Związku Radzieckiego była pod wieloma względami
radykalnym zerwaniem z przeszłością. Ironia tego punktu
widzenia polega na tym, że ci, którzy teraz uważają, iż polityka amerykańska
miała niewielki wpływ na sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego, w latach
1970-80 zalecali zajęcie wobec Kremla pozycji bardziej ustępliwych. Regana nazywano „bezwzględnym kowbojem”, który
mógł nas wszystkich doprowadzić do konfliktu nuklearnego.
Fakt, że największe po II wojnie światowej wydarzenie pod względem
geopolitycznym miało miejsce po ośmioletniej prezydenturze Ronalda Reagana,
nazywano „szczęśliwym przypadkiem”. Może dobrze jednak byłoby przypomnieć tu
sobie słowa Napoleona wypowiedziane w chwili, gdy jego oficerowie skwitowali
osiągnięcia nie lubianego kolegi jako „szczęśliwy
przypadek”. Otóż Napoleon miał wówczas powiedzieć: to sprowadźcie mi tu więcej
takich generałów, którym
zdarzają się „szczęśliwe przypadki”.
Kryzys zasobów, przed którym stanęło kierownictwo
radzieckie w latach osiemdziesiątych, nie powstał w wyniku polityki
amerykańskiej; był nieodłącznie związany z samym systemem. Jednak Stany Zjednoczone - co teraz wychodzi na jaw - prowadziły
zakrojoną na szeroką skalę politykę mającą na celu zaostrzenie tego kryzysu. Polityka ta realizowana była na wiele
sposobów: przez zakulisowe zabiegi dyplomatyczne, tajne operacje, zbrojenia,
które osiągały coraz wyższy poziom techniczny. Prowadzono również inne
działania, których celem było podcinanie podstaw radzieckiej gospodarki.
Ponadto Waszyngton, grając o wysoką stawkę, podejmował wysiłki, by osłabić
komunizm nie tylko w krajach Trzeciego Świata, lecz także w samym centrum
imperium.
Ronald Reagan (co nie ulega kwestii) zdecydowanie nie
pałał sympatią do marksizmu-leninizmu i radzieckiego eksperymentu. Uważał, że
rządy komunistyczne nie są "po prostu inną formą rządów", jak to ujął
George Kennan, lecz monstrualną aberracją. Prezydent Reagan miał silne wewnętrzne przekonanie, że
Związek Radziecki nie przetrwa, nie może przetrwać - wspomina George Shultz. -
Przekonanie to nie wynikało z rzeczywistej, dogłębnej znajomości problemów
Związku Radzieckiego, było jedynie instynktowne.4 (4 George Shultz, rozmowa z
autorem).
Ronald Reagan, dla większości
intelektualistów amerykańskich - matoł, zdumiewająco
trafnie oceniał stan zdrowia reżimu radzieckiego. Nadchodzące lata będą
wspaniałe dla naszego kraju, wolności i cywilizacji - powiedział do studentów Notre Dame University w maju 1981
r. - Zachód nie zapanuje nad komunizmem, lecz go
przewyższy. Nie będziemy się starać go demaskować, lecz przejdziemy nad nim do
porządku dziennego jako smutnym, dziwacznym rozdziałem historii ludzkości,
którego ostatnie stronice piszą się teraz. W czerwcu 1982 roku w
brytyjskim Parlamencie tak się wyraził:
W sensie ironicznym Karol Marks miał
rację. Jesteśmy świadkami wielkiego kryzysu o charakterze rewolucyjnym -
kryzysu, w którym wymogi porządku gospodarczego bezpośrednio kolidują z
wymogami porządku publicznego. Lecz kryzys ten nie rozwija się na wolnym,
niemarksistowskim Zachodzie, tylko w kolebce marksizmu-leninizmu, w Związku
Radzieckim (...) Widzimy strukturę polityczną, która nie ma związku ze swoją
bazą ekonomiczną, społeczeństwo, którego siły produkcyjne krępowane są przez
siły polityczne. Reagan stwierdził, że
marksizm-leninizm pozostanie "na wysypisku historii", i
przewidział, że w Europie Wschodniej i w samym Związku Radzieckim dojdzie do
„gwałtownych, powtarzających się protestów przeciw represjom”. 8 marca 1983 roku, w słynnym przemówieniu na temat Imperium
Zła, Reagan ponownie oświadczył: Uważam, że komunizm to kolejny smutny,
dziwaczny rozdział historii ludzkości, której ostatnie stronice piszą się
teraz.
Porównajmy te stwierdzenia z poglądami wybitnych
intelektualistów amerykańskich. Po odbytej w 1982 roku wizycie w
Moskwie Arthur Schlesinger
oświadczył: Widziałem więcej towarów w
sklepach, więcej żywności na targowiskach, więcej samochodów na ulicach -
wszystkiego więcej, oprócz kawioru, nie wiadomo zresztą z
jakiego powodu. Kierując swą krytykę pod
adresem administracji Ronalda Reagana pisał, że: ci ludzie w Stanach
Zjednoczonych, którzy uważają, że Związek Radziecki znajduje się na skraju
przepaści ze względów ekonomicznych i społecznych, że wystarczy jedno lekkie
pchnięcie, by w nią spadł, sami się oszukują. Schlesinger
porównywał tych Amerykanów do radzieckich dygnitarzy, którzy twierdzili, że są
świadkami ostatniego etapu istnienia kapitalizmu. Jednocześnie zaznaczył, iż po
obu stronach znajdują się osoby zawsze postrzegające inne społeczeństwa jako
mniej stabilne, niż są one w rzeczywistości. Każde
supermocarstwo ma własne problemy ekonomiczne, lecz to nie oznacza, że leży już
powalone na ringu.
Słynny ekonomista John Kenneth Galbraith
przedstawił w 1984 r. podobną ocenę. Rosyjski
system zdaje egzamin, ponieważ w przeciwieństwie do zachodniej gospodarki
przemysłowej w pełni wykorzystuje ludzkie zasoby. Wybitny sowietolog,
Seweryn Bialer z Columbia University zajął
następujące stanowisko w „Foreign Affairs”
(1982): Związek Radziecki nie jest ani nie będzie przez najbliższe dziesięć lat
dotknięty rzeczywistym kryzysem systemu, jest bowiem
dumnym właścicielem ogromnych, nie wykorzystanych rezerw mogących mu zapewnić
stabilność polityczną i społeczną, i pozwolić przetrwać nawet największe
trudności. Laureat Nagrody Nobla,
Paul Samuelson, ujął to jeszcze dobitniej w
podręczniku "Economics" (1981): Jest uproszczeniem sądzić, że większości
ludzi w Europie Wschodniej źle się powodzi. A profesor Lester
Thurow z Massasusetts Institute of Technology
jeszcze w 1980 roku utrzymywał w swoim podręczniku "The
Economic Problem", co następuje: Czy opanowanie zagadnień gospodarki może w
znacznym stopniu przyspieszyć wzrost ekonomiczny? Nadzwyczajny postęp dokonany
przez Związek Radziecki sugeruje, że może to się stać faktem. W roku 1920 Rosja
niewiele znaczyła na ekonomicznej mapie świata. Dziś jest państwem, którego
osiągnięcia ekonomiczne można porównać z osiągnięciami Stanów Zjednoczonych.
Strobe Talbott, w swym
artykule opublikowanym po ogłoszeniu przez tygodnik "Time"
Michaiła Gorbaczowa
„Człowiekiem Dziesięciolecia”, oświadczył, że „gołębie” w wielkiej, ciągnącej się przez czterdzieści lat debacie miały
całkowitą rację. Utrzymywał, że antykomuniści, jak ci w administracji
Reagana, opierali swoje poglądy na groteskowo
przesadnym pojęciu o potędze i możliwościach Związku Radzieckiego. Uważano, że
posiada on ogromną moc, obejmującą również wiarę w siebie, męstwo i środki
umożliwiające prowadzenie wojny totalnej. Historia jednak pokazuje, że było
wręcz przeciwnie. To liberalna lewica
konsekwentnie przeceniała siłę reżimu radzieckiego.
Przekonanie Ronalda Reagana o podstawowej słabości systemu radzieckiego
przejawiało się nie tylko w jego przemówieniach. Znalazło wyraz w prowadzonej
przez niego polityce. Administracja Reagana chciała
wykorzystać słabości Związku Radzieckiego do własnych celów strategicznych.
Komunizm był targany sprzecznościami niosącymi ze sobą śmiertelne zagrożenie.
Miał ambicje światowe i militarne, a jednocześnie stał przed wewnętrznymi
problemami ekonomicznymi i brakiem zasobów. Gdyby wywrzeć na Kreml dostatecznie
mocny nacisk, byłby zmuszony wybierać pomiędzy utrzymaniem statusu światowego
imperium a rozwiązywaniem problemów wewnętrznych.
Na początku
1982 roku prezydent Reagan wraz z kilkoma głównymi doradcami zaczął opracowywać
strategię, która polegała na zaatakowaniu podstawowych, najsłabszych punktów
ekonomicznych i politycznych systemu radzieckiego. W tym celu
przyjęliśmy szeroką strategię, która obejmowała również wojnę ekonomiczną -
wspomina Caspar Weinberger. - Była to supertajna
kampania prowadzona przy współpracy sojuszników oraz przy użyciu innych
środków.6 (6 Caspar Weinberger; rozmowa z autorem). Rozpoczęła się
ofensywa, mająca na celu przeniesienie centrum walki supermocarstw do bloku
radzieckiego, a nawet na teren samego kolosa.
Cele i środki tej ofensywy zostały nakreślone w serii tajnych dyrektyw
dotyczących bezpieczeństwa narodowego (NSDD), podpisanych przez prezydenta
Reagana w roku 1982 i 1983. (NSDD to oficjalna dyrektywa prezydenta skierowana
do doradców i departamentów, dotycząca kluczowych problemów polityki
zagranicznej. Zazwyczaj jest objęta ścisłą tajemnicą państwową, i tak było w
tym wypadku). Dyrektywy pod wieloma względami oznaczały zerwanie z polityką,
jaką Ameryka prowadziła jeszcze w niedawnej przeszłości. Podpisana przez
prezydenta w marcu 1982 roku NSDD-32 nakazywała dążenie do zneutralizowania
władzy radzieckiej w Europie Wschodniej i zalecała stosowanie tajnych działań i
innych metod wspierania antyradzieckich organizacji w tym rejonie. Przyjęta
przez Reagana w listopadzie 1982 r. NSDD-66 z kolei zapowiadała, że polityka Stanów
Zjednoczonych będzie miała na celu zniszczenie gospodarki radzieckiej metodą
ataku na jej „triadę strategiczną”, tj. na podstawowe środki uważane za
niezbędne radzieckiej gospodarce. Wreszcie w styczniu 1983 roku
Reagan podpisał NSDD-75, która nakazywała nie tylko
współistnienie z systemem radzieckim, lecz doprowadzenie do jego fundamentalnej
zmiany. Kilka z tych dyrektyw miało na celu
prowadzenie przez Amerykę agresywnej polityki, której wynikiem miało być
osłabienie władzy radzieckiej, oraz wojny ekonomicznej czy też wojny o środki
ze Związkiem Radzieckim. Administracja
Reagana nie spowodowała kryzysu radzieckiego, tylko go zaostrzyła.
----------------------------
Cytuję fragment z artykułu Konrada W. Studnickiego-Gizberta
pt. Breżniew panuje w Waszyngtonie, zamieszczonego w nr
1/06 przeglądu społecznego dziś, str. 107-113.
Anonimus
..................
„ (...) Za rządów Breżniewa,
na Zachodzie mówiono o ZSRR z szacunkiem albo z obawą, ale mało kto
kwestionował potęgę radzieckiego imperium. W 1979 roku uczestniczyłem w konferencji na temat Europy Wschodniej w Columbus, Ohio. Pierwszego dnia miałem referat, ale
przyzwoitość nakazywała, żebym pozostał do końca obrad, aczkolwiek konferencja
nie zapowiadała się na interesującą. (...) Perspektywa spędzenia czasu na nudnych
zebraniach w
nudnym mieście nie była atrakcyjna, toteż, raczej z rozpaczy niż z przekonania,
zacząłem dokładnie studiować program konferencji, żeby jakoś spędzić pozostałe
dwa dni. Niespodziewanie odkryłem, że w jej ramach odbywają się seminaria
poświęcone technologii i ekonomii radzieckiej , zorganizowane
przez Rand Corporation (centrum badań naukowych
lotnictwa USA) i kilku instytutów uniwersyteckich, związanych ze „społecznością informacyjną”
(jakie piękne nazwy przybierają służby
wywiadowcze!). Seminaria te okazały się
wyjątkowo ciekawe, większość uczestników ze „społeczności informacyjnej” było
dobrze poinformowanymi i inteligentnymi realistami. Pracowali nad poznaniem i
zrozumieniem systemu radzieckiego, bowiem uważali ZSRR za potencjalnego wroga,
a wroga traktuje się poważnie i z szacunkiem. Podkreślam te fakty, ponieważ
referaty i dyskusje brzmiały trochę jak propaganda radziecka opisująca
osiągnięcia ZSRR.
W chórze specjalistów amerykańskich, zachwyconych i
zaniepokojonych rozwojem imperium Breżniewa, drobnym,
ale znamiennym zgrzytem były wypowiedzi niepozornego, mówiącego kiepsko po
angielsku Rosjanina, byłego radzieckiego profesora i uciekiniera z ZSRR. Ten niepozorny Rosjanin mówił o nadchodzącym załamaniu się
radzieckiego imperium, o wzrastającym „nawisie
rublowym” (miliardach rubli zarobionych, ale nie wydanych i znajdujących się na
licznych kontach oszczędnościowych, gdzie czekały na obiecaną możliwość zakupu
samochodu lub mieszkania)), o wzrastającym egoizmie i korupcji „nowej klasy”
(menedżerów i specjalistów zaawansowanej technologii), o niewidocznym, ale
realnym, rozkładzie wewnętrznym partii. Oczywiście,
jego wypowiedź została uprzejmie zignorowana.
Pamiętając tego ignorowanego proroka, zadawałem sobie pytanie: dlaczego, gdy
niepozorne jednostki prawidłowo oceniają prawdopodobne konsekwencje istniejących
tendencji, są systematycznie lekceważone albo traktowane jako ludzie
niepoważni, zasługujący na litość albo na potępienie, podczas gdy ludzie
poważni, miarodajni i powszechnie szanowani utrzymują swój autorytet, nawet
jeśli ich przewidywania zasadniczych zmian są zwykle błędne? Po latach szukania odpowiedzi na to pytanie zrozumiałem,
że źródłem autorytetu „ludzi poważnych i
miarodajnych”, jest talent powtarzania, w pięknej formie, opinii innych „ludzi
poważnych”, zatem w konkurencji zasłużenia sobie
na miano „czołowego, uznanego autorytetu” wygrywa
ten, kto najbardziej myśli tak jak inni.
Wyniki tego systemu wyraża powiedzenie Howe’a, że „gdy wszyscy myślą tak samo to znaczy, że nikt nie myśli”. (...)”
----------------------------
Jeśli
chodzi o realizację strategii, to nastąpił prosty podział zadań. Nigdy nie bawiący się w szczegóły Reagan podjął decyzję, dokąd ma
prowadzić ten tor. Rada Bezpieczeństwa Narodowego (National
Security Council), William
Casey i Caspar Weinberger pilnowali, aby pociąg dotarł do miejsca
przeznaczenia.
Ponieważ znaczna część strategii polegała na prowadzeniu tajnych operacji,
dyrektor CIA, Casey, znalazł się w centrum dowodzenia. Stał się
najpotężniejszym dyrektorem CIA w historii Ameryki i miał stały dostęp do
prezydenta. Ponieważ i strategia była zakrojona na szeroką skalę, i było
konieczne stosowanie tajnych operacji, Casey często miał wgląd w obszary
polityki zagranicznej tradycyjnie zastrzeżone dla innych członków gabinetu. Bill Casey jakby prowadził swój własny Departament Stanu i
własny Departament Obrony – wspomina Glenn Campbell,
przewodniczący Prezydenckiej Rady do spraw Wywiadu (President’s
Intelligence Oversight Board) w latach osiemdziesiątych. – Był wszędzie, robił wszystko. „Dyrektor CIA” to tylko tytuł, który nic nie mówi o
tym, jak sprawowana przez Caseya funkcja wyglądala w
praktyce.7
Większa część działalności Caseya była owiana tajemnicą - nawet przed
niektórymi głównymi doradcami prezydenta. Nigdy się nie znało ruchów Billa
Caseya - wspomina Richard Allen, który był głównym
doradcą Reagana do spraw bezpieczeństwa narodowego.- Miał ten swój niewidzialny
czarny samolot, w którym mógł mieszkać. Latał dookoła świata, robiąc wszystko,
co tylko można sobie wyobrazić. Czasami nawet prezydent nie wiedział, gdzie on
się znajduje.8 (8 Richard Allen; rozmowa
z autorem).
Właśnie Casey trzymał w ręku kilka głównych spraw związanych ze strategią
Reagana, włącznie z tajnymi operacjami w Polsce, Czechosłowacji i w
Afganistanie. Zrobiłby wszystko, aby przysporzyć kłopotów Związkowi
Radzieckiemu - wspomina Donald Regan,
jego bliski znajomy, który był sekretarzem skarbu w rządzie Reagana oraz szefem
personelu Białego Domu.- Nigdy nie przestawał o tym myśleć. Miał na tym punkcie
obsesję.9 (9 Donald Regan; rozmowa z autorem).
Ta obsesja Caseya nie była nową sprawą. Miała swe korzenie w jego
doświadczeniach z II wojny światowej, kiedy to pracował w Biurze Służb
Strategicznych (Office of Strategic
Services)*. W
przekonaniu Caseya radziecki komunizm nie był nowym zagrożeniem, lecz bardzo
podobnym do tego, jakie stwarzały Niemcy hitlerowskie. Zadanie swoje
widział jako kontynuację tego, czego nie udało mu się dokonać po II wojnie
światowej – mówi Alan Fiers...
Istotną rolę w opisywanych wydarzeniach odegrał Caspar
Weinberger, wieloletni przyjaciel i współpracownik Reagana. Weinberger
niezwykle cenił innowacje techniczne i nie lubił komunizmu. W jego pojęciu
osiągnięcia techniki dawały Ameryce wyraźną przewagę, którą powinna wykorzystać
w celu osłabienia gospodarki radzieckiej. Pomysł polegał na tym, by stawiać
na naszą siłę i na ich słabość - wspomina Weinberger. - A to oznaczało
stawianie na gospodarkę i technikę. 11 (11 Caspar Weinberger;
rozmowa z autorem). Oznaczało to również zmianę priorytetów w wojskowym
współzawodnictwie Wschód-Zachód, a więc położenie nacisku na jakość, zamiast na
ilość. Weinberger
uważał, że amerykański postęp techniczny w dziedzinie wojskowości, gdyby go nie
hamować, nie dawałby Moskwie najmniejszych szans na dotrzymanie kroku. W
ściśle tajnych dokumentach Pentagonu Weinberger pisał o tym jako o formie wojny
ekonomicznej. Znał słabe punkty systemu radzieckiego i chciał to
wykorzystać.
Zaaranżowanie przez niego wzrostu zbrojeń nie oznaczało po prostu zwiększenia
budżetu na te cele. Jak pieniądze będą wydawane, było nie mniej ważne jak to,
ile będzie tych pieniędzy. Zdaniem
generała Mahmuta Achmatowicza
Gariejewa, Moskwę niepokoiło, że wzrost zbrojeń uległ
gwałtownej intensyfikacji (...) w tempie i formach
nigdy przedtem nie spotykanych. 12 (12
Mahmut Achmatowicz Gariejew
"M.F. Frunze: Military Theorist",
Casey i Weinberger to dwie wybitne postacie realizujące Reaganowską
strategię. Byli członkami pierwszego gabinetu Reagana i pozostali z prezydentem
przez długi okres jego drugiej kadencji. Najbardziej doniosłą rolę w
formułowaniu strategii odegrała Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Doradca do
spraw bezpieczeństwa narodowego, William Clark,
długoletni przyjaciel Reagana, nie miał prawa do podejmowania decyzji w
sprawach polityki zagranicznej, ale miał w nią wgląd i nadzorował przygotowanie
projektów najważniejszych elementów strategii. Członkowie Rady Bezpieczeństwa
Narodowego jak na przykład...
odegrali kluczową rolę w formułowaniu zasad strategii. McFarlane i Poindexter, który
objął po Clarcu funkcje doradcy do
spraw bezpieczeństwa narodowego, w czasie drugiej kadencji Reagana utrzymal najistotniejsze elementy strategii w nie
zmienionej formie.
Strategię stworzono i wprowadzono w początkowym
okresie prezydentury Reagana, a jej koniec nastąpił w 1987 roku, na skutek
trudnej sytuacji powstałej w wyniku wydarzeń w Iranie, odejścia kluczowych
urzędników państwowych oraz podziału w łonie administracji. Strategia polegała
na atakowaniu samego jądra systemu radzieckiego i obejmowała:
- tajną pomoc
finansową, wywiadowczą i wsparcie logistyczne dla ruchu
"Solidarności" w Polsce, co zapewniało przetrwanie opozycji w środku
radzieckiego imperium;
- znaczną pomoc finansową i militarną dla ruchu oporu w Afganistanie, jak
również dostawy dla mudżahedinów, służące przeniesieniu wojny na teren samego
Związku Radzieckiego;
- kampanię mającą na celu drastyczną obniżkę napływu twardej waluty do Związku
Radzieckiego w wyniku obniżek cen ropy naftowej, uzyskanych we współpracy z
Arabią Saudyjską, oraz ograniczenie radzieckiego eksportu gazu ziemnego na
Zachód;
- wyrafinowaną, szczegółowo opracowaną wojnę
psychologiczną, mającą podsycić niepewność i strach w kierownictwie radzieckim;
- kompleksową akcję na skalę światową z użyciem tajnej
dyplomacji włącznie - w celu drastycznego ograniczenia dostępu Związku
Radzieckiego do zachodniej najnowszej technologii;
- szeroko zakrojoną kampanię dezinformacji technologicznej w celu zniszczenia gospodarki
radzieckiej;
- wzrost zbrojeń utrzymanych na wysokim poziomie
technicznym, w celu doprowadzenia gospodarki Związku Radzieckiego do ruiny i
zaostrzenia kryzysu zasobów.
Projektem strategii i jej wdrożeniem zajmowało się zazwyczaj ograniczone grono
kilku członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego i gabinetu. Niewiele z tych
inicjatyw omawiano na zebraniach gabinetu - wspomina Clark
- Prezydent podejmował decyzje w obecności dwóch czy trzech doradców. 13
(13 William
Clark; rozmowa z autorem). Na przykład
sekretarz stanu, George Shultz, dowiedział się o Inicjatywie Obrony
Strategicznej* ledwie kilka godzin przed jej publicznym ogłoszeniem (* Tzw.
Inicjatywa Obrony Strategicznej (SDI) zakładała utworzenie do r. 2005
kosmicznego systemu militarnego, obejmującego wykorzystanie laserów wielkiej
mocy, setek sztucznych satelitów oraz najnowszych osiągnięć fizyki cząstek
wielkiej energii. SDI miała zapewnić Stanom Zjednoczonym absolutną kontrolę nad
całym globem i możliwość nagłego zniszczenia dowolnej liczby obiektów.). To że Stany Zjednoczone udzielały tajnej pomocy
"Solidarności", było wiadome tylko kilku członkom Rady Bezpieczeństwa
Narodowego. Ważka decyzja o pomocy dla mudżahedinów, mającej doprowadzić do
działań wojskowych na terenie Związku Radzieckiego, nigdy nie była omawiana
przez członków gabinetu. Prezydent przedyskutował sprawę tylko z Clarkiem oraz Caseyem i podjął
decyzję.
Duża część literatury na temat polityki amerykańskiej i końca zimnej wojny
- łącznie z "The Trun"
Dona Oberdorfera i "At
the Highest Levels" Michaela Beschlossa i Strobe'a Talbotta - traktuje niemal wyłącznie o niuansach zabiegów
dyplomatycznych. Takie podejście mówi więcej o autorach tych książek niż o
administracji Reagana. Ronald Reagan
bowiem nie uważał, że porozumienia o kontroli zbrojeń czy traktaty są
miarą jego sukcesów w polityce zagranicznej. Poświęcał niewiele czasu
większości propozycji porozumień o kontroli zbrojeń; walkę Wschód-Zachód
widział raczej w kategoriach wielkiej bitwy pomiędzy
Dobrem a Złem.
Książka ta nie usiłuje się zajmować opisaną już w piśmiennictwie dziedziną
dyplomacji i kontroli zbrojeń w okresie poprzedzającym koniec zimnej wojny. Nie
przedstawia też historii stosunków Stany Zjednoczone - Związek Radziecki w
krytycznym okresie. Usiłuje jedynie zdać sprawę z tajnych działań ofensywnych
na froncie gospodarczym, geopolitycznym i psychologicznym, mających na celu
podkopanie i osłabienie potęgi radzieckiej.
Na koniec należy wspomnieć za Kenem Aulettem: Żadnemu reporterowi nigdy się nie uda
odtworzyć minionych wydarzeń ze stuprocentową dokładnością. Pamięć uczestników
tych wydarzeń płata figle, zwłaszcza gdy patrzą na nie
z perspektywy osób, które już znają rozwiązanie. Reporter stara się uniknąć
niedokładnej relacji korzystając z wielu źródeł informacji. Jednakże dobrze
jest, jeśli Czytelnik - i autor - potraktują z odrobiną pokory te
dziennikarskie ograniczenia.
* Przypisy oznaczone
cyframi arabskimi są dziełem autora. Przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od
redakcji wydania polskiego.
---------
Cześć swoich uwag, z przyzwyczajenia, też oznaczyłem znakiem „*”, ale dodatkowo także
inicjałami „Z.U.” lub
pseudonimem „Anonimus”.
Nie powinny więc
mylić.
Z.U.
-------------------------------------------------------------------------
Spis treści ....... - brak.
Przypis Z.U.
-------------------------------------------------------------------------
1 ......... 19
Styczeń 1981 roku
był w Waszyngtonie szczególnie zimny. Padał śnieg i marznący
deszcz, od rzeki Potomac wiał przenikliwy wiatr. W
stolicy kraju panowała jednak ożywiona i gorąca atmosfera, która zwykle
towarzyszy oczekiwaniu na zmianę rządu. Zaledwie w dwa dni po inauguracji
swojej prezydentury Ronald Reagan wezwał do Gabinetu
Owalnego Williama Caseya, desygnowanego na dyrektora CIA. Z wielu względów było
to niezwykłe, by spotkał się on prywatnie z prezydentem na samym początku
kadencji. W końcu czekały jeszcze nie załatwione
sprawy związane z zatwierdzeniem budżetu i obsadzeniem wielu stanowisk. Nowy
rząd w centrum swych zainteresowań stawiał gospodarkę. Ronald Reagan nie
spotykał się jednak po prostu z dyrektorem wywiadu, lecz z bliskim doradcą,
któremu ufał.
Zaufanie to znalazło wyraz w
czasie trwania całej kampanii. Kiedy doszło do rozłamu w komitecie wyborczym
Reagana i zapanował w nim chaos, przewodniczącym kampanii został w styczniu
1980 roku Casey. Wiele
osób zapomina, że na początku 1980 roku wygrana Reagana nie budziła zbyt
wielkich nadziei – wspomina Richard Allen,
doradca Reagana do spraw bezpieczeństwa narodowego – Bill Casey pomógł całkiem zmienić sytuację1. W czasie kampanii
Reagan słuchał rad Caseya. Teraz zdawał sobie sprawę, że swoją obecność
w Gabinecie Owalnym zawdzięcza umiejętnościom menedżerskim i smykałce
politycznej Billa. Ronald Reagan czul się dłużnikiem Billa Caseya, podobnie jak
każdy zwycięski przywódca czuje się dłużnikiem osób, które umożliwiły mu
zwycięstwo – mówi Martin Anderson,
doradca Reagana w czasie kampanii wyborczej.2 Jednakże po upływie
kilku tygodni, które nastąpiły po wyborach 1980 roku, kiedy obsadzano najlepsze
stanowiska, Casey czuł się coraz bardziej rozczarowany. Myślał, że zaufanie i
poczucie łączących ich więzi zaowocuje przyznaniem mu stanowiska sekretarza
stanu, o którym marzył. Lecz Reagan wypowiedział się za Alexandrem
Haigiem, byłym naczelnym dowódcą wojsk NATO,
człowiekiem o bystrym, zdyscyplinowanym umyśle i wyczuciu potrzeb chwili. Haig nie należał do bliskiego otoczenia Reagana, nie
odegrał żadnej roli w jego kampanii wyborczej, nie był też jego przyjacielem
ani wielbicielem. Posiadał jednak cechy uważane za niezwykle ważne na tym
stanowisku: doświadczenie i prezencję.
Kiedy więc pod koniec
listopada prezydent wreszcie wezwał Billa Caseya i zaproponował mu stanowisko
szefa CIA, okazało się, że nie spełniły się marzenia byłego przewodniczącego
kampanii wyborczej. Dyrektor CIA z reguły realizował
założenia polityki, sam nie będąc jej twórcą. Rzadko kiedy
stawał się członkiem ścisłego zespołu rządowego. Z reguły nie znajdował się w
samym centrum władzy. Dyrektor CIA zazwyczaj tylko wykonywał czynności związane
z pracą wywiadu. Kiedy więc Reagan zaproponował mu to stanowisko, Casey odparł:
„Przemyślę to i dam odpowiedź.”
Im dłużej się zastanawiał,
tym bardziej zaproponowane stanowisko wydawało mu się nie do przyjęcia. To nie
było to, co by go satysfakcjonowało. Miał niezliczone plany i projekty, lecz
jednocześnie wiedział, że w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat
najprawdopodobniej nie zdarzy mu się już druga szansa znalezienia się w kręgu
władzy państwowej. Postanowił więc jak najlepiej wykorzystać tę, którą mu
stworzył Reagan, i wejść do kręgu ludzi podejmujących decyzje polityczne.
W kilka dni po złożeniu mu
propozycji zadzwonił do prezydenta-elekta i oświadczył, że przyjmie stanowisko,
ale pod trzema warunkami.
Po pierwsze, chciał zyskać
rangę członka gabinetu i zasiadać w zespole podejmującym decyzje w sprawach
polityki zagranicznej.
Drugim warunkiem było
przyznanie mu gabinetu w Białym Domu. Chciał mieć łatwy i szybki kontakt z
personelem Białego Domu i prezydentem, a nie żyć na wygnaniu w Langley. W polityce, podobnie jak w handlu
nieruchomościami, najważniejsza jest lokalizacja. Mógłby wtedy wpadać bez
uprzedzenia do Gabinetu Owalnego i mieć nieoficjalny wpływ na politykę. Gabinet
w Białym Domu był mu jednak potrzebny jeszcze z innego względu. Oto, co mówi w
całej sprawie Martin Anderson,
członek Prezydenckiej Rady do Spraw Wywiadu Zagranicznego (President’s
Foreign Intelligence Advisory Board): Posiadanie własnego gabinetu i sekretarki na
trzecim piętrze Old Executive
Office Building (OEOB) oznaczało, że Casey mógł bez
trudu potajemnie konferować z dowolną osobą z Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Mógł też
wykorzystywać swój gabinet do spotkań, które chciał utrzymać w tajemnicy przed
własnym personelem. Rozmowy telefoniczne, które prowadził z OEOB – i wtedy, gdy
sam dzwonił, i wtedy, gdy dzwoniono do niego – miały charakter prywatny, nigdy
nie były nagrywane ani rejestrowane, w przeciwieństwie do rozmów prowadzonych z
siedziby CIA.3
Trzeci i ostatni warunek
brzmiał: otwarte drzwi. Casey prosił prezydenta o zapewnienie mu bezpośredniego
dostępu do Gabinetu Owalnego w każdej chwili. Nie chciał pośrednictwa innych, by rozmawiać z prezydentem – mówi
Herb Meyer, specjalny asystent Caseya w CIA. – Chciał móc sam dzwonić do niego i spotykać
się z nim osobiście.4
Reagan natychmiast
przystał na warunki Caseya. W jednej chwili narodził się więc
najpotężniejszy dyrektor CIA w historii Ameryki. Zarówno oficjalnie, jak i
nieoficjalnie znalazł się w centrum polityki zagranicznej.
Lecz oprócz władzy urzędowej,
jaką miał dzierżyć, i gabinetu w Białym Domu, Casey posiadał jeszcze jeden
ważny atrybut, dzięki któremu mógł zostać najpotężniejszym dyrektorem CIA w
historii Ameryki – bliskie stosunki z prezydentem. Atrybut ten miał mieć
najważniejszy wpływ na karierę Caseya. Były
to pokrewne dusze – mówi Herb Meyer. – Amerykanie
pochodzenia irlandzkiego, którzy przetrwali wielki kryzys i mieli taki sam
światopogląd. Spotykali się dwa razy w tygodniu przez wszystkie lata prezydentury Reagana, zazwyczaj tylko we
dwóch. Często rozmawiali przez telefon. Doradcy do spraw bezpieczeństwa
narodowego przychodzili i odchodzili, a Bill Casey ciągle trwał na swoim
stanowisku. Był najpotężniejszym dyrektorem CIA w historii Ameryki.5
Casey, Allen, Weinberger, zdecydowani stawić czoło
wyzwaniu Związku Radzieckiego – wszyscy oni mieli wpływ na prezydenta.
(...)
Problemy Reagana ze słuchem oraz niewyraźny sposób mówienia Caseya stały się
później powodem licznych wątpliwości, czy prezydent rzeczywiście rozumiał
propozycje zgłaszane przez Caseya. Jeden z byłych doradców do spraw
bezpieczeństwa narodowego tak wspomina: Czasami zastanawialiśmy się,
czy prezydent w pełni rozumie, co mówi Bill, i przed jakimi decyzjami stawia
kraj jednym skinieniem głowy.6 (6 Rozmowa z autorem).
Teczki Caseya aż pękały od map i wykresów przygotowanych dla nowego przywódcy.
Przyniósł również raporty wywiadu dotyczące gospodarki radzieckiej. „Panie
prezydencie”, powiedział Casey, „chcę poświecić ten czas na przekazanie panu
najnowszych informacji o sytuacji Rosjan. Nie powodzi się im dobrze, walczą z
trudnościami”. Podał prezydentowi dane dotyczące największych trudności
hamujących rozwój produkcji, braków, a także anegdotyczne informacje
wyciągnięte z raportów wywiadu. Przedstawił też wykres wzrostu i spadku wpływów
twardej waluty do Związku Radzieckiego. „Sytuacja jest gorsza, niż sobie
wyobrażaliśmy”, rzekł. „Chcę, by pan sam zobaczył, jak bardzo chora jest
gospodarka i w związku z tym, jak łatwym są celem. Są załatwieni. Gospodarka w
gruzach, w Polsce bunt, ugrzęźli w Afganistanie, na Kubie, w Angoli i w
Wietnamie; teraz
imperium jest dla nich samych ciężarem. Panie prezydencie, mamy
historyczną szansę – możemy im poważnie zaszkodzić. Chcę panu co tydzień przedstawiać materiały
wywiadu – nie przefiltrowane – na temat tego, co się tam dzieje. Przygotowuję
też opracowanie szerszych badań dotyczących naszych możliwości i tego, jak
możemy je z korzyścią spożytkować”.
Przez cały okres, kiedy był dyrektorem CIA, co piątek przedstawiał prezydentowi zapowiedziane materiały. Praktyka ta miała ogromny wpływ na spojrzenie Reagana na Związek Radziecki. Regularny wgląd do materiałów wywiadu przez prezydenta Stanów Zjednoczonych był precedensem. Fakt ten miał decydujące znaczenie dla kształtowania jego opinii o słabych punktach Związku Radzieckiego. Kiedy w 1982 roku doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego został William Clark, przepływ informacji wywiadowczych jeszcze bardziej wzrósł.
Prezydent słuchał przez dwadzieścia minut, aż w końcu powiedział: „Bill, może poruszysz tę kwestię na posiedzeniu Grupy Roboczej do spraw Bezpieczeństwa Narodowego?” I tak 30 stycznia po raz pierwszy na forum Grupy poruszony został temat tajnych operacji ofensywnych przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Poza prezydentem członkami Grupy byli w tym czasie: wiceprezydent Bush, Caspar Weinberger, Alexander Haig, Bill Casey i Richard Allen. Związek Radziecki wysyłał coraz więcej wojska do Afganistanu; znajdowało się tam wówczas 89 000 żołnierzy. Coraz liczniejsze radzieckie oddziały otaczały Polskę. Rosło prawdopodobieństwo inwazji. Europa Zachodnia wydawała się nie zwracać na to uwagi i udzielała Moskwie kredytów na budowę ogromnego gazociągu.
Spotkaniu przewodniczył Allen,
który od dawna uważał, że polityka Stanów Zjednoczonych wobec Związku
Radzieckiego jest błędna.
Dyskusja była bardzo
ożywiona – wspomina Weinberger. – Właśnie
wtedy zdecydowaliśmy, że istnieje potrzeba zajęcia twardego stanowiska w
sprawie Polski. Nie tylko w celu zapobieżenia inwazji, lecz także, aby znaleźć
sposoby podkopania radzieckiej władzy w Polsce9. (9 Gaspar Weinberger; rozmowa z autorem).
Dyskusja
ciągnęła się przez niemal dwadzieścia minut i zakończyła się żarliwym
przemówieniem Caseya. „Panie prezydencie, przez ostatnie trzydzieści lat
graliśmy na naszym terenie, unikając przeniesienia na ich pole. W ten sposób
się nie wygrywa. Kiedy są bezpieczni u siebie, nasze działania nie mają znaczenia. Ich postępowanie zmieni się dopiero wtedy, gdy my
zmienimy sposoby działania”.
Instynkt również skłaniał
prezydenta do podjęcia bardziej agresywnych kroków w polityce amerykańskiej. W
czasie swojej kampanii sporządził listę krajów, które od czasów Wietnamu
dostały się w strefę wpływów radzieckich. I teraz, po chwili milczenia, w końcu
powiedział: Uważam, że koncepcja Ala ma
szansę powodzenia na arenie publicznej – otrzymanie pomocy od naszych
sojuszników i tak dalej. Lecz koncepcja Billa wydaje mi się najbardziej
sensowna ze strategicznego punkt widzenia.10 (10 Obecni na spotkaniu
urzędnicy państwowi; rozmowy z autorem ).
Związek
Radziecki zdawał się rozumieć ten podział w ramach administracji. Oto co później powiedział sowietolog Seweryn Bialer:
Radzieccy specjaliści od analiz z pewnością
widzieli różnice i podziały w ramach administracji Reagana, chociaż początkowo
przykładali do nich niewielką wagę. Na przykład odróżniali antysowieckie
stanowisko byłego sekretarza Haiga i ogólnie
Departamentu Stanu od antysowieckiego i antykomunistycznego
stanowiska Departamentu Obrony i Białego Domu. Ci drudzy wykraczają poza to
stanowisko, nawołując do krucjaty przeciwko Związkowi Radzieckiemu.11
Dyskusja
ograniczyła się tylko do omówienia koncepcji, lecz to na początek wystarczyło.
Prezydent skłaniał się ku bardziej stanowczej polityce, takiej, która nie tylko
uniemożliwi Sowietom wchodzenie na obce terytoria, lecz przeniesie grę na ich
własne pole.
Na spotkaniu Grupy Roboczej do
spraw Bezpieczeństwa Narodowego postanowiono również, że administracja powinna
podjąć tajną operację psychologiczną, która wykorzystałaby słabe punkty Rosjan.
Sowieci obawiali
się Reagana, którego uważali za nieobliczalnego kowboja. Richard Allen spotkał się z ambasadorem radzieckim Anatolijem Dobryninem w okresie
tworzenia rządu. Uważali, że mają do czynienia z
wariatem pierwszej klasy - wspomina Allen.
- Byli śmiertelnie przerażeni.
Nowa administracja uważała, że warto podtrzymywać
ten wizerunek, a przynajmniej nie zmieniać go dla Kremla. Utrzymywanie
Sowietów w przekonaniu, że Reagan jest lekko pomylony, należało do jego
strategii - mówi Allen. Był to pomysł wysunięty
przez nieżyjącego już futurologa Hermana Khana. Porównywał
on walkę supermocarstw do niebezpiecznej zabawy, w której dwa samochody jadą na
siebie z naprzeciwka. Ani jedna strona, ani druga nie chce zderzenia, ale ani
jedna, ani druga, nie chce się też wycofać. W końcu jednak któraś musi to
zrobić, bo dojdzie do katastrofy. Jak Khan to zwięźle
ujął: Nikt nie chce w coś podobnego bawić się
z wariatem.
(A jeśli by to byli obaj
wariaci? Z.U.).
Tak więc wizerunek kowboja był korzystny z punktu widzenia strategii.
Na spotkaniu opracowano szczegóły nieoficjalnej, szeroko zakrojonej i
dopracowanej w najdrobniejszych detalach operacji psychologicznej (PSYCHOP).12
(12 Richard
Allen; rozmowa z autorem).
Celem jej było ukształtowanie takiego sposobu
myślenia Kremla, aby z psychologicznego punktu widzenia znalazł się w
defensywie, a tym samym był mniej skłonny do podejmowania ryzyka. Obejmowało to kilka działań wojskowych na
terenach przygranicznych Związku Radzieckiego. Była to sprawa niezwykle delikatna - wspomina były podsekretarz
obrony Fred Ikle - Nie robiono żadnych notatek, aby nie
pozostawiać śladów.13 (13 Fred Ikle;
rozmowa z autorem).
Czasami wysyłaliśmy bombowce nad Biegun Północny, by zostały wykryte
przez ich radary - wspomina generał Jack Chain,
były dowódca Dowództwa Strategicznych Sił Powietrznych (Strategic
Air Command). - Kiedy indziej znów bombowce zapuszczały się na ich tereny przygraniczne
w Azji czy Europie. W okresach szczytowych operacja ta obejmowała
kilka podobnych manewrów tygodniowo. Celowo odbywały się one nieregularnie, aby
efekt był tym bardziej niepokojący. Następnie przerywano serie lotów, a po
kilku tygodniach znów je kontynuowano.14 (14 Jack Chain;
rozmowa z autorem).
To naprawdę
odnosiło skutek - wspomina dr William Schneider,
podsekretarz stanu do spraw pomocy i techniki militarnej, który widział
posegregowane "raporty poakcyjne",
odnotowujące ruchy lotnictwa Stanów Zjednoczonych.- Nie
wiedzieli, co to wszystko znaczy. Eskadra wlatywała na terytorium powietrzne
Związku Radzieckiego, namierzały ją radary, jednostki stawały w pogotowiu. W
ostatniej chwili eskadra zawracała i leciała do domu. Pierwsze
wypady w ramach operacji PSYCHOP zaczęły się w połowie lutego i miały
początkowo na celu wywołanie niepewności, a także powstrzymanie Sowietów przed
wejściem do Polski. Stosowano je również później, przez cały okres prezydentury
Reagana, okazały się bowiem skuteczne, jeśli chodzi o
ich psychologiczny wpływ na Kreml.
("Ja se ne bojem! - Ja mam rak",
też mógł tak ktoś zareagować. Anonimus.)
(...) Jedną
z głównych tajnych operacji w tym czasie miało być wspieranie
mudżahedinów w ich walce przeciwko radzieckiej inwazji w Afganistanie. W
jakiś czas po inwazji, która miała miejsce w Boże Narodzenie 1979 roku, na
prośbę prezydenta Cartera, Stanfield Turner
opracował program, którego realizacja
miała w sensie pozytywnym tylko marginalne znaczenie przy wspieraniu
oporu. CIA kupowała egipską broń i przemycała ją przez Pakistan, przy współpracy
pakistańskiego ISI. W latach 1980-81 wartość dostarczonej broni sprowadzała się
w przybliżeniu do pięćdziesięciu milionów dolarów. Celem Stanów Zjednoczonych
było nękanie armii radzieckiej.
Waszyngton życzył sobie, aby
wszelka broń dostarczana ruchowi oporu była produkcji radzieckiej, co
umożliwiało mu wyparcie się tej działalności, gdyby Związek Radziecki wnosił skargi. CIA wybrało drogę przez Egipt z kilku
powodów. Kair ze zrozumieniem podchodził do walki swych muzułmańskich braci... Poza tym
dysponował zapasami broni radzieckiej, pozostałymi z lat sześćdziesiątych...
Skrzynie z bronią przemycano do
wyznaczonego rejonu. Broń ta pozostawiała jednak wie do życzenia. CIA płaciła
za dobrą broń... lecz mudżahedini otrzymywali stare
karabiny, starą amunicję i zardzewiały sprzęt...
Przez długie miesiące dowódcy mudżahedinów narzekali w rozmowach z łącznikami
CIA na nędzną jakość uzbrojenia. Lecz siedziba w Langley
nic w tej sprawie nie zrobiła, obawiając się, że konfrontacja z Egiptem może
ujawnić udział USA w operacji. Kiedy Casey został dyrektorem Agencji,
przeczytał kilka telegramów, które kursowały pomiędzy Kairem a Langley, i wpadł we wściekłość. (...)
Przez cały okres sprawowania
funkcji dyrektora, szczególnie przez pierwszy rok, Bill Casey reorganizował,
ożywiał i reorientował CIA. Za czasów jego
poprzednika, Stansfielda Turnera,
CIA została zdziesiątkowana.
Morale agentów było niskie. Pomimo opinii, jaką cieszyła się CIA
jako wszechmocna potęga, na początku 1981 roku była słaba i nieskuteczna. W miejscach, w których najbardziej
potrzebowaliśmy wartościowych agentów, wcale ich nie mieliśmy – wspomina
jeden z urzędników.
W opinii Ceseya
częściowo za tę sytuację odpowiedzialny był Kongres.
(...) Pozostawał problem morale.
CIA miała na swym koncie różne wstydliwe sprawy... (...) Bill Casey chciał,
by te sprawy nie obciążały już Agencji. Trudności ostatnich dziesięciu lat są już za nami – napisał do
pracowników na początku 1981 roku. – Nadszedł
czas, by CIA powróciła do tradycyjnej dyskrecji w sposobach działania.22
Nowy dyrektor był
zaskoczony, że odziedziczył tak nieliczne zastępy służb wywiadu. Bill był zdumiony – wspomina jego asystent
Herb Meyer. –
Przecież mimo wszystko byliśmy liderami w Wolnym Świecie, a nie dysponowaliśmy
ani jednym najwyższej klasy agentem tam, na miejscu, w Związku Radzieckim.
Pamiętając o swych doświadczeniach w Biurze Służb Strategicznych nie przyjmował
żadnych wyjaśnień, dlaczego doszło do takiego stanu rzeczy.23
Lata wojny miały
bardzo wielki wpływ na poglądy Billa Caseya, jeśli chodzi o metody prowadzenia
rozgrywek między narodami, wojny ekonomicznej oraz skuteczności tajnych
operacji. W 1944 roku armie alianckie przygotowywały się do ataku na Niemcy.
Problem polegał na
tym, że dysponowały niezwykle skromnym wywiadem na terenie samych Niemiec.
Miały agentów we Włoszech, Francji, Afryce Północnej i nawet w Europie
Środkowej, agentów, dostarczających cennych informacji, które ratowały życie
setek czy tysięcy ludzi i były pomocne aliantom w ich działaniach militarnych
przeciw armii niemieckiej. Lecz w samych Niemczech ich wywiad był
najskromniejszy. Nie mieli tam ani agentów, ani też nie mieli perspektyw na
zbudowanie siatki szpiegowskiej. Dowódcy alianccy zwrócili się z tym problemem
do „Dzikiego Billa” Donovana, dyrektora Biura Służb
Strategicznych. Ku ich zdumieniu przekazał sprawę tej najważniejszej i
najdelikatniejszej operacji trzydziestodwuletniemu byłemu podporucznikowi
marynarki, który nazywał się William Casey. Podporucznik marynarki został w
1943 roku konsultantem Biura do spraw Wojny Ekonomicznej (Board
of Economic Warfare).
(...) Praca ta wydawała się
Caseyowi interesująca, lecz marzył o większej aktywności. Tak więc w 1943 roku
po odbyciu rozmowy wstępnej... podpisał umowę i rok później został
mianowany przez Donovana szefem wywiadu na Europę.
Nominacja ta pochlebiała, lecz
zadanie Caseya było nie do pozazdroszczenia. Dzięki pomysłowości (oraz
naruszeniu pewnych zasad prawa) Casey stworzył siatkę szpiegowską na tyłach
wroga. Siatka była wielkim osiągnięciem wywiadu. Jak pisze Joseph Persico w książce „Piercing the Reich”, Casey potrafił zwerbować dwustu agentów, którzy penetrowali
samo serce hitlerowskiej fortecy – fałszowali dokumenty na tyle dobrze, że nie
budziły podejrzeń, produkowali znaczki tożsamości, które wprowadzały w błąd
sprytne gestapo, stworzyli złożoną, lecz niezawodną siatkę łączności,
obserwacji, zbierania faktów i dokonywania analizy na miejscu.25
Bill Casey w swojej
działalności wywrotowej wymierzonej
przeciwko Niemcom rozwinął akcję zakrojoną na niezwykle szeroką skalę i często
daleko posuniętą w swoich metodach. Wiedział, że zrzucenie Amerykanów poza
linie wroga nie będzie dobrym pomysłem, toteż zwerbował ochotników z
antyhitlerowskiej grupy POW [jeńców wojennych, przyp. red.]. Jego agenci mówili
po niemiecku, znali Berlin. Fakt, że korzystanie z POW w taki sposób było
pogwałceniem Konwencji Genewskich, nie powstrzymał młodego szpiega. Były to
straszne czasy.
Do końca stycznia 1945 roku
zdołał umieścić w Berlinie dwóch agentów. W marcu dysponował trzydziestoma siatkami. Miesiąc
później na terenie całych Niemiec dysponował pięćdziesięcioma pięcioma siatkami.
Ich metody działania były bardzo twórcze. „Grupa Szofer”, pseudonim jednej z grup
berlińskich, posługiwała się prostytutkami.
Lata wojny, przeżyte przez Caseya w
scenerii płaszcza i szpady, pozostawiły na nim znamię na całe życie. Całe to
doświadczenie głęboko się wryło w jego świadomość i ukształtowało pojęcie, czym
jest walka pomiędzy wrogami i na ile konieczne są śmiałe metody działania.
Wyuczone lekcje dotyczyły w takim samym stopniu radzieckiego komunizmu, jak i
niemieckiego narodowego socjalizmu. W "The Secret War Against Hitler",
książce wydanej pośmiertnie, pisał następująco: Uważam, że w dzisiejszych
czasach istotne jest zrozumienie, jak bardzo ważny był wywiad, tajne operacje i
zorganizowany ruch oporu. Dzięki tym metodom walki z Hitlerem, walki
zakończonej zwycięstwem, uratowano wiele istnień ludzkich. W przyszłości w
sytuacjach kryzysowych metody te mogą być bardziej skuteczne niż pociski i
satelity. Ich skuteczność wskazuje na potrzebę wykorzystania dysydentów
w akcjach przeciwko centrom władzy potęgi totalitarnej.26 (26
W. Casey "The Secret War Against Hitler", op. cit., str. XIV).
Stansfield Turner pozostawił mimo
wszystko swojemu następcy pewne ważne i cenne nabytki. Szpiegiem, którego Agencja
usadowiła na samych wyżynach bloku radzieckiego, był pułkownik Władysław
Kukliński*, oficer polskiego Sztabu Generalnego. Kukliński w sposób niezwykle
odważny dostarczał CIA stałych informacji dotyczących zamierzonych działań
radzieckich w Polsce. Jego tajne raporty obejmowały także informacje o
organizacji sił Układu Warszawskiego i planów operacyjnych w Europie. Kukliński
był tak supertajnym szpiegiem, że Turner przedstawiał
jego raporty tylko władzom najwyższym. Dostęp do nich miały wyłącznie osoby z
listy BIGOT. W Białym Domu za prezydentury Cartera na
liście BIGOT znajdował się tylko prezydent, wiceprezydent Mondale
i Zbigniew Brzeziński, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego.
--------
* Ryszard (nie
Władysław) Kukliński nie był „członkiem Sztabu Generalnego WP”, lecz oficerem I
Zarządu (Operacyjnego) w Sztabie Generalnym. Jego dostęp do planów
operacyjno-strategicznych Układu Warszawskiego był ograniczony do ewentualnych
działań Frontu Polskiego w razie wybuchu wojny.
--------
Za czasów Caseya
lista BIGOT również była krótka. Niewielu wiedziało o Kuklińskim.
Casey jednak marzył o dysponowaniu kilkunastoma Kuklińskimi
w całym bloku radzieckim. Pragnął też rozwinąć metody i stosowanie tajnych
operacji. Kiedy dyrektorem
był Turner, jak zauważa jeden z jego
współpracowników, William Gates: CIA pozostawała w defensywnym przysiadzie.27
Dla Caseya taka sytuacja była nie do
przyjęcia. Wciąż powtarzał swoim współpracownikom: Praca wywiadowcza niesie ze
sobą ryzyko. Oczekuję
więc, że się z nim zżyjemy.
Jedynej rzeczy, której powinniśmy unikać, to niepotrzebne ryzyko.28
William Casey przybył więc do Waszyngtonu i wkrótce stał się
najpotężniejszym dyrektorem CIA w historii Ameryki. Dzięki swoim osobistym
kontaktom z prezydentem oraz oficjalnej władzy członka administracji stał się
kluczową postacią
kształtującą politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych.
Tak więc na początku 1981 roku Casey powrócił do tajnych operacji
jako sprawdzonego środka działania. Zostały one ostatecznie wprowadzone w życie
w ramach strategii Rady Bezpieczeństwa Narodowego, zmieniły bieg zimnej wojny i
przyspieszyły upadek Związku Radzieckiego.
2 .........
34
Kiedy rząd instalował się w Białym Domu, Kreml
z zainteresowaniem obserwował rozwój sytuacji w Waszyngtonie. W latach siedemdziesiątych Moskwa nabrała odwagi - jej wpływy
na świecie rosły, potęga Ameryki słabła. W
1979 roku Leonid Breżniew
oświadczył publicznie, że przebieg wypadków od Wietnamu do Iranu rozpoczął nową
erę, w której "układ sił zmienia się na niekorzyść kapitalistów". Ameryka nadal
zachowywała ostrożność, przytłumioną wydarzeniami w Wietnamie, podczas gdy
Moskwa była śmiała i agresywna. Seria jej zabiegów
dyplomatycznych zaowocowała w Afryce Północnej. Miała potencjalnych sojuszników
w Ameryce Środkowej. W grudniu 1979 r. Kreml czul się tak pewnie (w istocie
zbyt pewnie), że był przekonany, iż może dyktować przebieg wydarzeń na świecie.
Z tego przekonania zrodziła się inwazja w Afganistanie, któremu walka na śmierć
i życie odebrała prawie wszystkie siły.
Radzieccy ideologowie, na przykład Michaił Susłow, w publicznych wypowiedziach twierdzili, że wybór
Reagana na prezydenta jest dowodem, że Ameryka "pozostaje w stanie
kryzysu". "Prawica dążąca do wojny" to oznaka "zbliżającego
się upadku" Ameryki. Prywatnie radzieckie kierownictwo jednak obawiało się
nowej administracji w Waszyngtonie.
W Komitecie Centralnym obawiano się Reagana - wspomina Jewgienij
Nowikow, wówczas pracownik Wydziału Międzynarodowego
Komitetu Centralnego. - Prezydentura Reagana była ostatnim rozwiązaniem, jakie
chcieliby widzieć w Waszyngtonie.1 Oleg Kaługin, ówczesny generał KGB odpowiedzialny za
kontrwywiad, zgadza się z tym twierdzeniem. Reagan i jego poglądy tak bardzo
niepokoiły rząd radziecki, że był on bliski histerii. Krążyły depesze o
nadciągającym kryzysie. Reagana postrzegano jako bardzo poważne zagrożenie2.
Kreml niebezpodstawnie obawiał się Reagana. W czasie
wyborów 1980 roku KGB i sojuszniczy wywiad gromadzili materiały o Reaganie i jego współpracownikach. Według pochodzącego z
1980 roku opisu wschodnioniemieckiej STASI, Reagan był "konsekwentnym
antykomunistą", który kiedyś prowadził kampanię usuwania osób
postępowych z przemysłu filmowego i ze związków*. STASI mówiło o
"zjadliwie antyradzieckiej postawie ", poświęceniu sprawie
"supremacji militarnej", pragnieniu "zmiażdżenia zdobyczy
rewolucji" oraz oddaniu się idei "wojny ekonomicznej" z Moskwą i
jej sojusznikami. To niepokoiło kierownictwo radzieckie. Materiały zebrane na
temat Reagana zawierały też cytat z jego przemówienia wygłoszonego w czasie
kampanii: Nikt
nie chce użycia bomby atomowej. Lecz wróg powinien co
noc kłaść się spać w przekonaniu, że możemy jej użyć. Wdrożona
operacja PSYCHOP miała stworzyć takie
wrażenie.
Poza danymi składającymi się na charakterystykę ideologiczną prezydenta-elekta,
wywiad dysponował zadziwiająco dużą liczbę informacji o jego życiu osobistym i
zwyczajach - nie lubi wiele zlecać podwładnym, nie
pije ani nie pali, z punktu widzenia ideologicznego jest bezkompromisowy. Duży
wpływ na niego ma żona, Nancy. Poza tym Reaganowie regularnie czytają horoskopy, donosił raport.3
(3 Teczka
wystawiona w Bibliotece Reagana).
Raporty przynosiły też alarmujące dane dotyczące zwyżkujących nakładów na
obronę, za co odpowiedzialny był Caspar Weinberger. Jak wspomina były radziecki
minister spraw zagranicznych, Aleksander Biessmiertnych:
Czytając dostarczane raporty kierownictwo polityczne
doszło do przekonania, że po pewnym okresie rezygnacji z wielkich nakładów na
zbrojenia (w latach siedemdziesiątych) wraz z zainstalowaniem się w
Waszyngtonie nowego prezydenta, Reagana, Stany Zjednoczone postanowiły zmienić
kurs w polityce obronnej i rozpocząć nową fazę zbrojeń. Wszystkie
przecieki i raporty, które docierały do nas dzięki naszemu wywiadowi w Stanach
Zjednoczonych (...) wskazywały na to, że Waszyngton poważnie
myślał o zmiażdżeniu Związku Radzieckiego jednym ruchem strategicznym.4 Tymczasem przygotowania trwały.
(4 Aleksander
Biessmiertnych; uwagi wygłoszone w
* Ronald
Reagan odegrał w latach 1950 - 1952 kluczową rolę w środowisku filmowym
Hollywood jako jeden z najbardziej gorliwych współpracowników Komisji do
Badania Działalności Antyamerykańskiej (HUAC), której pełnomocnikiem w
Kalifornii był Richard Nixon. HUAC powstała na wniosek osławionego senatora
Josepha MacCarhty'ego. Reagan wsławił się donosami na
swych kolegów reżyserów i aktorów, zwłaszcza na Donalda
Trumbo, który został pozbawiony prawa pracy w filmie.
Informacja STASI była zgodna z faktami.
(...) Casey
przekonał się, że wielu urzędników w Agencji nie podziela jego poglądów ani nie
zgadza się na realizację jego wizji aktywnej, energicznie działającej CIA.
Dyrekcja Wydziału
Operacyjnego była zdominowana przez tak zwanych HYPE * - absolwentów
uniwersytetów w Harvard, Yale i Princeton. Byli to
agenci w wykrochmalonych kołnierzykach, o niewielkich zdolnościach twórczych,
nerwowi i czujni. W pojęciu Caseya dobrym agentem był ten, kto czasami
zdecyduje się złamać zasady. Taka jest natura działalności szpiegowskiej. A
przynajmniej tyle nauczyły go wojenne czasy. (...)
----------
* Trzy
wymienione uniwersytety prywatne są powszechnie uznawane za najważniejsze
uczelnie akademickie w USA. Wydały
kilkudziesięciu laureatów Nagrody Nobla.
Dominujące w nich liberalne nastroje były od końca XIX w. przedmiotem
nieprzerwanej krytyki ze strony amerykańskich środowisk konserwatywnych.
----------
Na początku 1981 roku Bill Casey podjął kilka innych kroków, mających na celu konsolidację
kontroli nad tajnymi operacjami i utrzymaniem ich w sekrecie. W połowie lutego
poprosił prezydenta o radykalną restrukturyzację procesu konsultowania tajnych
operacji. Zgodnie z tradycyjną procedurą w konsultacjach brali udział urzędnicy
z odpowiednich agencji oraz departamentów rządu. Od lat sześćdziesiątych przewodniczącym grupy był doradca
prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego. Wśród członków znajdował się
zastępca sekretarza obrony, podsekretarza stanu do spraw politycznych,
przewodniczący Połączonego Komitetu Szefów Sztabu (Joint
Chiefs of Staff) oraz asystenci sekretarza stanu, gdy dana operacja
dotyczyła ich dziedziny. Teraz Casey zaproponował, by kontrolę nad operacjami
sprawowała tylko Grupa Robocza do spraw Bezpieczeństwa Narodowego.
„Za każdym razem, kiedy coś usiłujemy przeprowadzić”, powiedział do prezydenta,
„wszystko przecieka jak przez sito. Chcę prowadzić tajne operacje, które naprawdę są
tajne”.
Reagan natychmiast się zgodził. Nowy
porządek miał na celu przede wszystkim zabezpieczenie tajności obrad. Grupa
Robocza do spraw Bezpieczeństwa Narodowego nie miała być z góry powiadamiana,
które operacje będą danego dnia omawiane. Notatki sporządzone przez
współpracowników Caseya należało pod koniec spotkania pozostawić na miejscu.
Decyzje miała podejmować tylko Grupa – bez pomocy personelu. John Lenczowski, dyrektor do spraw rosyjskich i wschodnioeuropejskich w
Grupie tak wspomina: Niewiele słyszeliśmy o tajnych operacjach.
Casey prowadził swoje własne działania. Rzadko o tym rozmawialiśmy. Chciano
uniknąć przecieków.7
Był to niezwykle korzystny układ dla Caseya. Wiele mówiło
zaufaniu, jakim darzył dyrektora CIA Reagan, i był dowodem na to, jaką władzę
będzie miał Casey w podejmowaniu decyzji dotyczących polityki tajnych operacji.
W Langley trząsł całą dyrekcją wywiadu, podobnie
jak dyrekcją Wydziału Operacyjnego. Żądał dokładnych informacji dotyczących
Moskwy. Pod koniec lutego odbył pierwsze długie spotkania z kierownictwem
dyrekcji wywiadu. Szefem jej był Bruce Clarke, którego działalność nie zadawalała Caseya.Co prawda dostarczał mu wiele raportów zawierających
ocenę działalności wywiadu w kraju, raportów ekonomicznych dotyczących różnych
kwestii międzynarodowych, lecz większość z nich, wg opinii Caseya, była bezużyteczna (...)...
Pracownicy zajmujący się w Agencji analizami zbytnio polegali na danych
komputerowych i wydrukach, które właściwie głównie ukierunkowywały sposób
myślenia, ale nie mogły służyć jako narzędzie. „Fakty mogą mylić. Niewłaściwy
obraz nie jest wart tysiąca słów”, to jedno z wyświechtanych powiedzonek Caseya
kierowanych do dyrekcji wywiadu. „Najtrudniej jest udowodnić rzecz oczywistą”,
to drugie z jego ulubionych powiedzonek. Casey powiedział Clarke’owi,
że życzy sobie, by dyrekcja wywiadu podchodziła z większą wyobraźnią do
projektów wymagających wysiłku intelektualnego. Życzył też sobie, aby bardziej
koncentrowała się na istotnych zagadnieniach w tradycyjnych tematach. Nie
wystarczało wiedzieć, ile zarabia Moskwa na eksporcie ropy. Casey chciał
wiedzieć, jakie to ma dla niej znaczenie.
Jednym z najważniejszych tematów dla Caseya była radziecka gospodarka. Dyrekcja
wywiadu produkowała co roku tysiące stron raportów na
ten temat, lecz niewiele w nich było informacji rzeczywiście ściśle związanych
z zagadnieniem. Wprowadził więc do Agencji nowe
talenty...
Od lat pięćdziesiątych CIA była na
Zachodzie główną instytucją, która organizowała studia nad gospodarką
radziecką. Rok po roku raporty donosiły, że wzrost gospodarczy w Związku
Radzieckim podnosi się o 3 procent rocznie. Lecz informacje bieżące nie
poddawane komputerowej obróbce tego nie potwierdzały. Casey uważał, że Związek
Radziecki ma kłopoty, a więc poprosił Meyera o
dokonanie specjalistycznej oceny sytuacji.
CIA dokonywała obliczeń na podstawie systemu komputerowego SOVMOD,
wykorzystującego publikowane dane statystyczne Związku Radzieckiego. Meyer przyjrzawszy się systemowi orzekł "SOVMOD to
pułapka dla naiwnych".
CIA widziała gospodarkę radziecką w podobnie różowych kolorach, jak sam
Kreml - wspomina Meyer. – A w rzeczywistości ludzie stali
tam w coraz dłuższych kolejkach po żywność. (kolejki
po żywność były w tamtych latach typowe dla Polski; w ZSRR i w innych krajach
socjalistycznych, np. w Czechosłowacji, NRD, Węgrzech – raczej specjalnie ich nie było, przynajmniej w tamtym okresie.
Oczywiście, wybór towarów i sieci handlowej był znacznie, wręcz
nieporównywalnie mniejszy niż na Zachodzie. Anonimus).
Coraz
więcej było niemożności i braków. Wydatki na cele wojskowe gwałtownie rosły.
Istniało wiele dowodów na poparcie twierdzenia, że gospodarka się nie rozwija.9
(* Uwagi. Zupełnie nie znam systemu
"SOVMOD", ale jeśli on faktycznie przetwarzał tylko oficjalne dane
statystyczne, to faktycznie poleganie na nim było raczej naiwnością. Analitycy
gospodarczy powinni lepiej znać rzeczywistość i mechanizmy zniekształceń
statystyki w zbiurokratyzowanej "socjalistycznej" gospodarce
centralnie sterowanej. Swoją drogą aż trudno mi uwierzyć, że CIA do tego czasu
o tym nie wiedziała, i trzeba było czekać aż na Meyera...
W Polsce, o mechanizmach zniekształceń statystyki, mniej lub więcej wiedziały co najmniej dziesiątki tysięcy praktyków. Nie sądzę aby w ZSRR było inaczej. Drobny fragment "osiągnięć"
statystyczno-ekonomicznych " przedstawiam na stronie "konkretyzacja".
Produkcję globalną oraz PKB, można było również podwyższać
"statystycznie" przy pomocy "manewrów" organizacyjnych.
Swoją drogą szkoda, że tematy te nie zostały dotychczas mocniej "zgłębione".
Anonimus.)
Casey polecił Meyerowi podjęcie tajnych badań nad
radziecką gospodarką, które mogłyby być wykorzystane przez amerykańskich
polityków. Były to oceny słabych punktów, ściśle tajne raporty, do których dane
wyciągał Meyer z materiałów wywiadu i opracowywał je
pod kątem doboru metod wywierania nacisku. W jednym z raportów stwierdził, że
Moskwa ma w gospodarce wiele strasznie słabych punktów (...) Ich wykorzystanie
powinno być sprawą wyższej polityki państwowej.
Projekt ten miał być pod wieloma względami przełomem dla CIA, która dotychczas
koncentrowała się na mocnych punktach Związku Radzieckiego: jego potencjale
militarnym, rezerwach złota oraz zagranicznej pomocy dla sojuszników.
Casey nie tylko polegał na swoich doradcach. Bez przerwy "wisiał na
telefonie" i ściągał spoza Agencji informacje o radzieckiej gospodarce.
Bill miał liczne kontakty - mówi Meyer. - Znał
kilkunastu wielkich bankierów i wielu ludzi, którzy zajmowali kierownicze
stanowiska w biznesie. Bez przerwy rozmawiał przez telefon, domagał się
informacji, otrzymywał szacunkowe dane, prosił o przysługi.11
11 Herb
Meyer; rozmowa z autorem
Od samego początku działalności Caseya, Rowena i Meyera, dyrekcja wywiadu przyglądała się temu z oburzeniem.
Także sekcja rosyjska nie miała ochoty na przyjęcie nowych obowiązków,
narzucanych jej w szybkim tempie. Jeszcze przed początkiem lipca Casey
postanowił odłączyć ją od reszty Agencji i przeniósł na przedmieścia
Waszyngtonu - Vienna. Miał nadzieję, że przeprowadzka
ograniczy wpływy ludzi zajmujących się w dawnym trybie analizami gospodarki
radzieckiej i stworzy jego grupie bardziej swobodne warunki pracy.
Kolejną ważną i zaniedbaną w Agencji sekcją była sekcja badań psychologicznych.
Psychologowie i psychiatrzy od lat pisali na zlecenie CIA charakterystyki
zagranicznych polityków. Najczęściej materiały czerpali z notek biograficznych
i relacji osób, które się z nimi zetknęły - lecz Bill Casey potrzebował dla
prezydenta czegoś znacznie ważniejszego. Chciał wiedzieć, w jaki sposób Związek
Radziecki postrzega Stany Zjednoczone. Czego boi się Moskwa? Jaka jest jej
odporność? Jak szybko podnosi się po porażce? Co może zachwiać jej pewność
siebie? Już wcześniej pewne fakty wskazywały na to, że kierownictwo ma kłopoty
- wspomina profesor Allan Whittaker,
psycholog, który na zlecenie Agencji opracowywał sylwetki polityków
radzieckich. - Lecz nie widzieliśmy niczego konkretnego. Mieliśmy nadzieję
zebrać więcej informacji, żeby politycy mogli je wykorzystać.12
Casey życzył sobie, by w pierwszej kolejności sekcja zajęła się gospodarką,
Polską i Afganistanem.
(...) I tak powstała Doktryna Reagana -
plan finansowania i wspierania ruchów i powstań antykomunistycznych na całym
świecie. Pomysł podobał się Casparowi Weinbergerowi, Richardowi Allenowi i Aleksandrowi Haigowi.
Reagan poprosił, by Casey bardziej szczegółowo zajął
się tą sprawą i wskazał na te ruchy i powstania, w które USA mogą się
konkretnie zaangażować, oraz osoby, którym można byłoby udzielić wsparcia.
3 .........
42
Na początku kwietnia 1981 r. William Casey
wyruszył w trzytygodniową podróż na Środkowy Wschód i do Europy. W tak
newralgicznych rejonach jak Środkowy Wschód jego samolot zazwyczaj lądował po
zapadnięciu zmroku. Ogromny czarny C-141 Starlifter podkołował na
ustronny pas lotniska. Nie witał go ani nie żegnał personel amerykańskiej ambasady.
W drodze z Waszyngtonu
samolot na ogół nigdzie nie lądował. Jeżeli zachodziła taka konieczność, paliwo
uzupełniano w powietrzu, z tankowca KC-10. Załoga nosiła cywilne ubrania, pasażerowie
również. Na samolocie nie było żadnych oznakowań, aby nie mógł zostać
rozpoznany. Wnętrze urządzono jak latający hotel i centrum łączności (...) z którego dyrektor CIA mógł swobodnie i bezpiecznie
porozumiewać się z Waszyngtonem czy innymi miejscami. Będąc po przeciwnej
stronie globu mógł się komunikować z rezydentami CIA, a nawet z poszczególnymi
agentami wyposażonymi w odpowiedni sprzęt. Samolot posiadał najbardziej
nowoczesne zabezpieczenia elektroniczne i radar... Załoga była uzbrojona... Nikt
poza nią nie miał wstępu na pokład. Kiedy po lądowaniu samolot stał na
lotnisku, strzegła go uzbrojona straż.
Podczas tego
transoceanicznego lotu Casey zbierał najnowsze dane dotyczące wielu kwestii. W
Polsce sytuacja ulegała szybkim zmianom. Rozmawiał z Casparem
Weinbergerem o pomocy militarnej Stanów Zjednoczonych
dla mudżahedinów i Środkowego Wschodu. Doradzano mu, jak ma prowadzić rozmowy z
Arabią Saudyjską. Przede wszystkim jednak miał się zająć w Egipcie sprawą,
wysyłanej przez ten kraj mudżahedinom, broni nędznej jakości.
(...)
Weinberger był od wielu lat
specjalistą do spraw związanych z Arabią Saudyjską. Uważano go za dobrego
znajomego, a rodzina królewska mile go witała. Casey, z upoważnienia
prezydenta, chciał z nim rozmawiać o dalszym wsparciu ruchu oporu w
Afganistanie. Weinberger jeszcze raz przypomniał mu, że rodzina królewska jest
bardzo antyradziecka w swoich przekonaniach i niezwykle wyczulona na wszelkie
radzieckie wpływy w rejonie Zatoki.
Również mile widziany był w
Arabii Saudyjskiej wiceprezydent George Bush, zwłaszcza przez szefa wywiadu, a
obecnie gospodarza przyjmującego Caseya – księcia Turki
al-Fajsl. Prze krótki okres, kiedy Bush był
dyrektorem CIA, współpracował z księciem Turki i obaj
przyjemnie wspominali ten czas. Kiedy później, w latach siedemdziesiątych, Bush
stał się osobą prywatną, nadal utrzymywał znajomość z szefem wywiadu Arabii Saudyjskiej. Bush lubił go, a poza tym zaangażował się w
interesy związane z ropą naftową. Zanim więc Casey wyruszył w
podróż, udzielił mu kilku wskazówek co do osoby Turki.
Teraz, już na miejscu, Casey mógł się przekonać, że były trafne. Przed odlotem
Caseya z Waszyngtonu, Bush wysłał do księcia krótki list zapewniający go o
przyjacielskim stosunku Caseya, który doskonale rozumie problemy wynikające z
politycznego położenia Arabii Saudyjskiej.
865 000 mil kwadratowych
powierzchni kraju to pustkowie, całe bogactwa kryją się więc
głęboko pod ziemią. Bogate zasoby ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej miały
kolosalne znaczenie dla Zachodu. Lecz sam kraj nie był bezpieczny. Liczył
zaledwie 9 milionów ludności, otoczony był wrogami posiadającymi potężne,
dobrze wyposażone armie. Rodzina królewska żyła odseparowana od narodu. Tuż na
północy Iran i Irak toczyły krwawą wojnę. Ajatollach Chomeini w swoich prowokacyjnych wystąpieniach uświadamiał
wiernym, jak bardzo skorumpowany jest królewski dom w Arabii Saudyjskiej.
Jeżeli Irańczykom uda się przekroczyć granice Iraku, następny w kolejności
mógłby być Rijad.
Radykalna muzułmańska ideologia Chomeiniego
wzbudzała sympatię wielu osób w Arabii Saudyjskiej, niezadowolonych z porządku
politycznego i ekonomicznego. Arabia Saudyjska obawiała się przede wszystkim
nie państwa Izrael, lecz braci muzułmanów z przeciwległego brzegu zatoki, z Iranu.
Poza tym Saudyjczycy stali w
obliczu innego, całkiem bliskiego zagrożenia. Od wschodu
bowiem Arabia Saudyjska graniczy z Jemenem Południowym, w którym objął
władzę radykalny rząd promarksistowski. Jak uważali
Arabowie, Jemen Południowy miał dwa zasadnicze powody, by dąży• do obalenia monarchii w Arabii
Saudyjskiej. Pierwszym były racje ideologiczne, a drugim ropa naftowa, której w
Jemenie brakowało. W dodatku między tymi dwoma krajami nie istniała ściśle
wytyczona granica. Aden ochoczo witał radzieckich
doradców wojskowych, których obecność tak niepokoiła Saudyjczyków.
Radziecka inwazja w Afganistanie także została zinterpretowana przez Arabię
Saudyjską jako krok w kierunku Zatoki Perskiej wykonany w nadziei, że w rezultacie
uda się przejąć bogate pola naftowe na Półwyspie Arabskim. Szef wywiadu
saudyjskiego w prosty i jasny sposób wyłożył, jakie są radzieckie cele w
regionie: Odpowiedź jest prosta. Nasza
nafta. W obecnej chwili nie spodziewamy się inwazji, ale oczekujemy, że Sowieci
użyją siły, aby stworzyć dla siebie taką pozycję, która gwarantowałaby dostawy
ropy naftowej.1
W królestwie
istniało kulka grup i organizacji konspiracyjnych przeciwnych rodzinie królewskiej. (...)
Z punktu widzenia Caseya
obawy Arabii Saudyjskiej dotyczące radzieckich zamiarów mogły stać się podstawą
do zawiązania silnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Ropa była mlekiem dla
przemysłu. Zachód potrzebował stałych, bezpiecznych dostaw – dopiero wówczas
można będzie mówić o prawdziwej odnowie gospodarczej. W latach
siedemdziesiątych, kiedy arabscy producenci ropy byli wrogo nastawieni wobec
Zachodu, cena ropy przekroczyła pułap dla niego korzystny.
(...)
Król Arabii Saudyjskiej oraz książę Turki byli
zasadniczo prozachodni. Z jednej strony głośno
oponowali przeciwko amerykańskiej pomocy dla Izraela, a z drugiej, jeszcze
bardziej nienawidzili moskiewskiej propagandy antymuzułmańskiej
w radzieckiej Azji Środkowej oraz Agresji w Afganistanie.
Turki
był ujmującym człowiekiem o bystrym umyśle, zdecydowanie rozumiejącym zachodni
sposób myślenia. Był muzułmaninem o zachodnich poglądach. Nienawidził
marksistów i ateistów.
Zadziwiająco dobrze rozumiał się z Caseyem,
który był katolikiem.
Podstawowym problemem księcia
Turki był fakt „okrążenia Arabii Saudyjskiej przez
Związek Radziecki”. W Jemenie Południowym było około 1500 radzieckich doradców
wojskowych, w Jemenie Północnym – 500, w Syrii – 2500, w Etiopii – 1000. W Afganistanie armia
radziecka liczyła 100 000 żołnierzy. Turki był
zdania, że należy oczekiwać rychłej ekspansji radzieckiej w rejonie Zatoki Perskiej.
W odpowiedzi Casey
stwierdził, że prezydent i on doskonale zdają sobie sprawę, do czego zmierzają komuniści. (...) Kontynuował
mówiąc, że nigdy nie powinni byli pozwolić na obalenie szacha Iranu. Gdyby
nadal był u władzy, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Poinformował księcia...
(...)
Turki
zaoferował wszelkie poparcie dla tego programu i zgodził się wnieść identyczny
wkład finansowy co Ameryka. Stwierdził, że król uważa
Azję Środkową za słaby punkt radzieckiego imperium. Zamierza
więc... (...) Król czuje się odpowiedzialny za naszych muzułmańskich
braci pod rosyjskim jarzmem, dodał. (...)
Casey podarował księciu
informacje wywiadu... (...)
Podnosząc kwestię cen ropy... (...)
Spotkanie trwało trzy godziny. Obaj rozmówcy byli zadowoleni. Turki miał do czynienia z osobą, która rozumiała jego obawy
i problemy. Casey zaś rozmawiał z kimś, kto podzielał jego antykomunizm i
wyrażał wolę współpracy z Ameryką, co w poprzednim okresie było niemożliwe.
Najważniejszym wynikiem tej rozmowy było postawienie pierwszego zdecydowanego
kroku w potajemnej wojnie ze Związkiem Radzieckim. Arabia Saudyjska, czując się
niepewnie i obawiając się o swoje bezpieczeństwo, szukała wsparcia Stanów
Zjednoczonych. Waszyngton zamierzał go udzielić w zamian za politykę służącą
jego interesom na światowym rynku ropy.5
Wieczorem tego samego dnia czarny
nie oznakowany samolot bez fanfar wystartował z lotniska wojskowego
w Rijadzie. Leciał na zachód, do Tel Awiwu. Kiedy znalazł się na
wysokości około dwunastu tysięcy metrów, Casey rozpoczął rozmowę ze swoimi
współpracownikami na temat Polski.
Za prezydentury Jimmy’ego Cartera Stany
Zjednoczone prowadziły na małą skalę program pomocy dla „Solidarności”, w
zakresie dostarczania literatury oraz takich materiałów, jak - na przykład –
maszyny drukarskie. Doradca do spraw bezpieczeństwa, Zbigniew Brzeziński,
Polak, pełnił rolę sprężyny napędowej tego programu. Zakres tej pomocy był
jednak niewielki. Fundusze szły na drukowanie podkoszulków z napisami prosolidarnościowymi, na opłacanie drukarzy oraz na
dystrybucje materiałów prosolidarnościowych.
Cała ta działalność odbywała
się poza Polską. W kraju wydawało się to zbyt ryzykowne. „Solidarność” była ruchem w stu
procentach ukształtowanym i organizowanym w Polsce. Jakikolwiek wykryty ślad
świadczący o pomocy z zewnątrz mógłby rzucić na ten ruch cień, że jest
narzędziem CIA. Poza tym Agencja nie posiadała żadnych tajnych kontaktów w
łonie ruchu.
Casey przeglądał wszystkie aktualne opracowania na temat Polski,
przygotowane przez dyrekcję wywiadu. Wydarzenia następowały szybko. W pojęciu
Caseya niebawem miało dojść do użycia siły. Często rozmawiał na ten temat ze
swoimi współpracownikami. Rząd Polski zaczął się uginać pod żądaniami
„Solidarności”, a Moskwa robiła rozpaczliwe wysiłki, by zażegnać
niebezpieczeństwo upadku komunizmu w Polsce. Na początku marca wyżsi
przedstawiciele państwowi Polski zostali wezwani na Kreml, gdzie Politbiuro udzieliło im porad. 5 marca sekretarz Polskiej
Zjednoczonej Partii Robotniczej, Stanisław Kania*, premier Wojciech Jaruzelski
i dwóch członków Komitetu Centralnego odbyło prywatne spotkanie z Leonidem Breżniewem, szefem KGB
Jurijem Andropowem, ministrem obrony Dymitrem Ustinowem,
ministrem spraw zagranicznych Andriejem Gromyko i
pięcioma innymi wysokimi funkcjonariuszami partii. Spotkanie zakończyło się
komunikatem dla Polskiej Agencji Prasowej.
Obie strony ustaliły, że
istnieje potrzeba „bezzwłocznego podjęcia akcji” celem przeciwdziałania
zagrożeniu socjalizmu we Polsce. W sumie komunikat wyrażał niepokój Moskwy o
to, czy jej imperium nie zostanie naruszone – wypadki w Polsce powinny być
przedmiotem zainteresowania i troski „całej wspólnoty socjalistycznej”.
Oświadczenie w dalszej części brzmiało następująco: Siły imperialistyczne i wewnętrzne siły reakcyjne miały nadzieję, że
kryzys ekonomiczny i polityczny w Polsce doprowadzi do zmiany w układzie sił na
świecie, osłabienia wspólnoty socjalistycznej i internacjonalistycznego ruchu
komunistycznego. Z tych względów szczególnie pilna staje się potrzeba dania
zdecydowanego, stanowczego odporu wszelkim niebezpiecznym próbom.
W zakończeniu
autorzy oświadczenia stwierdzili: Wspólnota
socjalistyczna jest nierozerwalna. Jej obrona nie polega tylko na obronie
interesów poszczególnych państw, lecz także całej wspólnoty (...) Naród
radziecki wierzy, że Polska nie zawiedzie jako ogniwo we wspólnocie socjalistycznej.
Z Moskwy rozlegał się ponadto nieprzerwany
jazgot propagandy, który mógł wskazywać na to, że sankcje lub inwazja nie dadzą
na siebie długo czekać. W radzieckiej prasie ukazywały się codziennie
sensacyjne artykuły. „Krasnaja Zwiezda,
organ Ministerstwa Obrony, oskarżała NATO o próby „namawiania Polski, by
dołączyła do sojuszu zachodniego. Gazeta oskarżała „Solidarność” o „eskalację
antysocjalistyczną”. Pisała: Sytuacja
nie rozwija się w zadawalającym kierunku. Nie widać oznak, żeby rząd odzyskiwał
kontrolę. Tygodnik stwierdził, że „Głos Ameryki” i „Wolna Europa” są
ośrodkami przekazywania aktywistom „Solidarności” „rozkazów” dotyczących tego,
kiedy, gdzie i jak wzniecać ogniska strajków pod hasłami „Solidarności”. Był to znany, stary sposób
propagandy, ale miał on głębsze znaczenie. Wskazując bowiem
na „zagrożenie” z zagranicy, Moskwa miała zamiar usprawiedliwić swoją
interwencje wojskową.
Caspar Weinberger pochłonięty szczegółami budżetu
Pentagonu, jednocześnie z uwagą obserwował sytuację w Polsce. Nadal odbywały
się tajemnicze wypady amerykańskich samolotów, a także loty samolotów
AWACS, które śledziły ruchy wojsk. Prezydent wysłał do Moskwy
ostrzeżenie, że akcja militarna spotka się z reakcją Amerykanów. Nie precyzował, jaka to miałaby być reakcja.
Kiedy samolot Caseya
wylądował w Tel Awiwie,
rankiem 13 kwietnia, na spotkanie dyrektora przybyła ochrona, która natychmiast
odwiozła Amerykanów do siedziby Mossadu. Zgodnie z zasadami bezpieczeństwa na powitanie Caseya nie
przybyli dyplomaci. Przyciągnęłoby to zbędną uwagę.
W siedzibie Mossadu Casey spotkał się z generałem Hoffi,
szefem wywiadu izraelskiego. (...) Poruszył temat Polski. Usiłował odbudować amerykański
wywiad za granicą. Posiadał pewne źródła w Polsce, ale nie miał dostępu do
opozycji. „Czy można wykorzystać wasza kanał?” – spytał
Hoffiego. Jego gospodarz skinął potakująco głową. W zamian za pomoc
finansową Casey zyska dostęp do siatki Mossada.
Uścisnęli sobie dłonie. Interes został ubity.
Wieczorem 26 kwietnia czarny
nie oznakowany samolot znów wystartował. Tym razem leciał na północ. Nazajutrz
Casey miał się spotkać z agentami rezydentury w
Rzymie. Z jej szefem widział się na początku lutego w Paryżu, na spotkaniu
wszystkich europejskich szefów rezydentur z nowym
dyrektorem Agencji. Lecz tym razem miał w Rzymie bardziej konkretne interesy.
Wprawdzie zależało mu inspekcji rzymskiej rezydentury,
ale jeszcze bardziej na rozmowie na dwa tematy: terroryzmu i Polski.
Temat Polski sprowadził
Caseya do Rzymu, bo właśnie tam mieszkała jedna z głównych postaci mających
wpływ na rozwój sytuacji w Polsce. Pomysł zwrócenia się do polskiego papieża o
współpracę w tym rejonie pochodził od Ronalda Reagana. Oto jak Richard Allen wspomina chwile, gdy razem z Reaganem
oglądali wiadomości o wizycie papieża Jana Pawła II w jego kraju ojczystym w
1979 roku. Reagan co pewien czas powtarzał, że papież jest
kluczową postacią decydującą o losie Polski. Kolosalne wrażenie wywarł na nim
widok przejętych milionów Polaków, którzy wyszli na spotkanie papieża. Reaganowi stanęły łzy w oczach.6
Papież był zagorzałym krytykiem marksizmu. W marcu 1980 roku wygłosił
przemówienie w Meksyku, ostrzegając przed niebezpieczeństwem teologii
wyzwolenia, odgałęzienia radykalnej myśli katolickiej, które łączyło myśl chrześcijańską z
marksizmem-leninizmem. Przemówienie papieża wskazywało, że Watykan będzie
zdecydowanie przeciwny księżom o prokomunistycznych poglądach w takich krajach,
jak Nikaragua i Salwador, a właściwie w całej Ameryce Łacińskiej. Poglądy Jana
Pawła II wpłynęły na to, że stal się on bardzo niepopularny na Kremlu.
Prasa radziecka pisała o
papieżu jak o zagrożeniu, z którym należy się uporać albo je odeprzeć. Poglądy
i wiara Jana Pawła II były jak „choroba zakaźna”. Dla obecnego kierownictwa w Watykanie obiektem szczególnej troski jest
Ukraina. Watykan stara się wykorzystać nadal istniejące tam spore i aktywne
jądro Kościoła katolickiego jako podstawę rozszerzania wpływów na całą ludność
republiki.7
Personel CIA w Rzymie złożył Caseyowi sprawozdanie na temat terroryzmu i
przekazał także informacje, które mogły się okazać istotne, zwłaszcza dla oceny
sytuacji w Polsce.
Casey prosił, aby rezydentura załatwiła mu spotkanie z kardynałem Agostino Casaroli, sekretarzem
stanu w Watykanie. Casaroli był doradcą czterech
papieży. Jako zwolennik normalizacji stosunków z komunistycznymi rządami w
Europie Wschodniej uprawiał następującą politykę: stopniowe, powolne i rozważne
wykuwanie stosunków pomiędzy Watykanem a blokiem komunistycznym na płaszczyźnie
państwowej.
Casaroli
twierdził, że na spotkanie z dyrektorem nie pozwoli mu już ustalony rozkład
zajęć. Casey domyślał się, że odmowa jest odzwierciedleniem polityki
zagranicznej prowadzonej przez sekretarza. Poprzednio Casaroli
spotkał się z lewicowymi rebeliantami z Salwadoru i marksistowskimi przywódcami
z Palestyny. Z prośbą o spotkanie nie zwrócił się do niego bezpośrednio
prezydent. Casaroli więc mógł grzecznie odmówić Caseyowi. Zaproponował,
że może się z nim spotkać jego współpracownik, ale konieczne będzie zachowanie
absolutnej dyskrecji. Publiczne ogłoszenie, że takie spotkanie się odbyło,
skończy się tym, że Związek Radziecki będzie spekulował, czy Kościół i
CIA nie organizują spisku, który doprowadzi do przewrotu w Polsce.
Casey, nigdy specjalnie nie przejmujący się protokołem, przystał na propozycję
kardynała Casaroliego.
Spotkanie miało odbyć się w
Rzymie, w kancelarii przykatedralnej. Dyrektor miał wejść tylnym wejściem,
współpracownik kardynała -
frontowym. Mieli się spotkać w zakrystii.
Wszystko odbyło się bez
komplikacji. Współpracownik kardynała był ubrany w zwykły strój osoby
duchownej. Miał twarz cherubina i bystre spojrzenie. Przywitał się serdecznie z
Caseyem i przeprosił, że Casaroli
nie mógł przybyć. Wyglądał na skrępowanego. W końcu nieczęsto widywało się
przedstawicieli Watykanu w towarzystwie dyrektora CIA. Casey usiłował rozluźnić
atmosferę, mówiąc od razu o tym, że jest zainteresowany wyłącznie sytuacją w Polsce.
Współpracownik kardynała
westchnął z wyraźną ulgą, po czym przez godzinę i trzy kwadranse przedstawiał Caseyowi swój punkt widzenia na sprawę. Kardynał
Stefan Wyszyński umierał na raka. Ta główna postać
polskiego kościoła, dzięki zdolnościom i charyzmie, doprowadziła do tego, że
„Solidarność” mogła się rozwijać. Kardynał Wyszyński
trzymał polski rząd w szachu, grożąc (chyba „przestrzegając przed...” przyp. Anonimus)
zamieszkami na szeroką skalę, w razie gdyby zdecydowano się na represje wobec
„Solidarności”. Jednocześnie prosił o pohamowanie najbardziej radykalnych
elementów w „Solidarności”, ponieważ sprowokowany rząd mógłby się zdecydować na
użycie siły... Adam
Michnik, dysydent pochodzenia żydowskiego,
oświadczył, że dzięki kardynałowi Wyszyńskiemu
Kościół stał się najpotężniejszym przeciwnikiem
systemu totalitarnego. Odejście kardynała będzie niepowetowaną stratą,
powiedział przedstawiciel Watykanu do Caseya. Kościół
jednak zamierza nadal wspierać „Solidarność” i przeciwdziałać represjom.
Papież był przekonany, że
prędzej czy później represje nastąpią. Ważne tylko było to, jaką przybiorą
formę i jak na to będą przygotowani Kościół i opozycja. Pogłębiał się bowiem kryzys
żywnościowy, a strajki stawały się coraz częstsze. Kościół miał nadzieję
ułatwić wprowadzenie procesu reform bez zachęcania do przykręcania śruby, lecz
bez Wyszyńskiego nie będzie to łatwe.
Kiedy minęły blisko dwie
godziny, Casey podziękował przedstawicielowi Watykanu i spytał, czy przy
następnej wizycie szefa CIA w Rzymie Casaroli będzie
dysponował czasem. Współpracownik kardynała odrzekł
krótko – „nie”. Kardynał uważa, dodał, że lepiej jest w tej sytuacji nie
współpracować, bo to tylko zaogniłoby sytuację. Casey nie czuł się dotknięty
zdecydowaną odmową, ponieważ uzyskane informacje i tak były mu bardzo pomocne.
Z jednej rozmowy dowiedział się więcej o wewnętrznej sytuacji w Polsce, niż ze
wszystkich raportów w Langley.9
To, czego się dowiedział, już
wcześniej się domyślał. W to był gotów się zaangażować prezydent Reagan. Wprawdzie nie
podpisano żadnych umów dotyczących działań wywiadowczych i udostępniania sobie
ich wyników, ale Watykan był bardzo pomocny – wspomina John Poindexter.10 Wydarzenia miały niebawem doprowadzić
do zacieśnienia stosunków Watykanu ze Stanami Zjednoczonymi, zwłaszcza w
sprawach dotyczących Polski.
Kilka tygodni po wizycie Caseya w
Rzymie doszło do próby zamachu na papieża. Prezydent, Caspar Weinberger i Bill
Casey widzieli za tym zamaskowaną sowiecką dłoń.
4 .........
58
W maju 1981 roku w Moskwie odbywała się ważna konferencja KGB. Zebrali
się wyżsi urzędnicy wywiadu ze wszystkich zarządów. Takie spotkania odbywały
się regularnie i były źródłem informacji dla przywódców partyjnych. Na ich
podstawie decydowali oni o kolejnych ruchach politycznych i wydawali komunikaty
dotyczące ważnych kwestii, związanych z sytuacją międzynarodową, wobec której
stawał Związek Radziecki. Sekretarz generalny KPZR, Leonid
Breżniew, i szef KGB, Jurij Andropow,
wygłosili przemówienia, których treść nie została podana do publicznej
wiadomości. Poruszali w niej problemy
Ameryki Łacińskiej, Afganistanu i Chin, ale tematem numer jeden była nowa
administracja w Waszyngtonie.
Generalny sekretarz... mówił
z kartki: nowy rząd w Waszyngtonie „przejawia tendencje skrajnie rewanżystowkie”
i zmierza ku „niebezpiecznej destabilizacji na świecie”. Reagan uprawia
politykę „dalszej eskalacji wyścigu zbrojeń” (...) i
dąży do podkopania radzieckiej gospodarki”. Chce „wymazać zdobycze
międzynarodowego socjalizmu stosując metody prowokacji (...) i wojny ekonomicznej”.
Kilka minut
później na podium wszedł Jurij Andropow. Wprawdzie
nie był o wiele młodszy od pierwszego sekretarza, lecz miał zdrowszy wygląd.
Był stanowczy, władczy, pewny siebie. Obraz Stanów Zjednoczonych odmalował w
o wiele bardziej złowieszczy sposób.
Również ostro zaatakował rząd Stanów Zjednoczonych. Mówił o tym, jak to
oczekiwał, że po zainstalowaniu się w Gabinecie Owalnym prezydent zrezygnuje z
antyradzieckiej retoryki. Lecz, niestety, tak się nie stało. Zacytował obecnym
słowa Reagana, wypowiedziane podczas pierwszej konferencji w Białym Domu: Oni
(Sowieci) przypisują sobie
prawo popełniania dowolnych przestępstw i oszustw po to, by osiągnąć własne
cele (...) Jak dotychczas odprężenie działa tylko w jedną stronę, a Związek
Radziecki wykorzystuje je do osiągnięcia własnych celów.
W opinii Andropowa znaczenie słów
Reagana nie budziło żadnych wątpliwości. Nastały "niebezpieczne
czasy", Zachód angażuje się w układy "prowokacyjne wobec
socjalizmu". A ponadto Waszyngton przygotowuje się do "pierwszego
uderzenia nuklearnego". Ostatni raz dygnitarze
radzieccy wypowiadali się tak agresywnie i odmalowywali tak przerażający obraz
sytuacji w czasie kryzysu kubańskiego.
Andropow mylił się co do
tego, że Waszyngton przygotowuje się do pierwszego uderzenia nuklearnego na
Moskwę. Lecz prowadzenie wojny ekonomicznej leżało jak najbardziej w planach
Williama Caseya i Caspara Weinbergera.
Gdziekolwiek się znaleźli, wywierali naciski, by doprowadzić do odcięcia
Związku Radzieckiego od handlu z Zachodem oraz zachodniej techniki i kredytów.
9 maja Casey znalazł się w uzdrowisku Hot Springs w Zachodniej Wirginii.
Wygłaszał mowę przed Radą
Biznesu. Stwierdził, że radziecka gospodarka „staje się coraz słabsza”, a w
kraju „rośnie niezadowolenie”. Wprawdzie nie powiedział wprost, że Stany
Zjednoczone powinny wykorzystać tę sytuację, lecz wyraźnie to zasugerował.
W prywatnych rozmowach z
amerykańskimi biznesmenami Casey przytaczał dane statystyczne świadczące o tym,
jak źle sobie radzą Sowieci. Podkreślał, że inwestycje są chybione, że gdyby sam
miał zrobić interes, to na pewno z daleka by omijał Związek Radziecki. Zależało
mu zwłaszcza na przekonaniu bankierów, aby nie udzielali pożyczek. Dziesiątki
razy w okresie sprawowania urzędu zdarzyło mu się wypowiadać w ten sposób.
Wielokrotnie adresował takie słowa do organizacji związanych z biznesem.
Czasami nawet osobiście dzwonił do szefów przedsiębiorstw, dając im wskazówki,
jacy powinni być nieustępliwi, albo wręcz udostępniał im tajne informacje,
przemawiające za tym, że dane przedsięwzięcie jest niezgodne z interesami
Ameryki. Niekiedy interwencje te odnosiły pożądany skutek, czasem nie.
Największym radzieckim przedsięwzięciem gospodarczym był projekt znany
jako Urengoi 6, najpoważniejszy w historii handlu
Wschód-Zachód. Zarówno Casey, jak i Weinberger „mieli na jego punkcie obsesję”.
Miała to być budowa gazociągu ziemnego, biegnącego z Urengoi
6 na północy Syberii aż do granicy radziecko-czechosłowackiej. Odcinek ten
wynosił około 5500 kilometrów. Na granicy miał zostać połączony z
zachodnioeuropejskim ujęciem gazu biegnącym do Francji, Włoch i Niemiec Zachodnich. Według
początkowych projektów gazociąg miał mieć dwie nitki. Moskwa miała otrzymywać
około 32 miliardów dolarów, było to przedsięwzięcie pierwszorzędnej wagi.
Kreml, nie posiadając środków i nie dysponując odpowiednią techniką, w 1979
roku zwrócił się o zachodnią pomoc. Europa Zachodnia, zainteresowana dostawami
gazu nie tylko ze Środkowego Wschodu, podjęła rozmowy z Moskwą, która
zaproponowała gwarantowane ceny gazu przez dwadzieścia pięć lat. (...) Projekt
miałby niebywale dobroczynny wpływ na gospodarkę radziecką.
...
Na początku 1981 roku... Weinberger i Casey odbyli w Pentagonie spotkanie
poświęcone różnym kwestiom, między innymi sytuacji w Polsce i budżetowi na
obronę. Wypłynął jednak również temat rurociągu.
Naprawdę uważaliśmy, że musimy wstrzymać rozwój tego projektu lub przynajmniej
go opóźnić – wspomina Weinberger – Dałby im ogromną przewagę strategiczną i
ogromny dopływ gotówki.5
...
Pod koniec lat siedemdziesiątych Agencja pod kierownictwem Stansfielda Turnera
stworzyła tajny Projekt K., którego celem było wstrzymanie przepływu zachodniej
technologii do Związku Radzieckiego.
Najbardziej dramatyczny wpływ na Moskwę miałoby odcięcie dopływu technologii
związanej z produkcją gazu i ropy naftowej.
...
Ważnym celem zimnej wojny była walka o
energię. Wynik tej bitwy nie był rozstrzygnięty. Arabia Saudyjska w większym
stopniu niż inne kraje mogła o tym decydować. Tak więc ten właśnie kraj stał
się ważnym celem w polityce rządu amerykańskiego.
...
5 ......... 69
8 czerwca 1981 roku o godzinie 1430 zadzwonił telefon w domu
Williama Caseya. Izraelczycy zbombardowali reaktor atomowy Osirak
w Iraku. Po otrzymaniu tej wiadomości Casey natychmiast zamówił
wykonanie zdjęć przez amerykańskiego satelitę KH-II Big Bird,
krążącego wokół
Związku Radzieckiego, którego zdjęcia pokazywałyby sytuację w
Iraku. Wywiad izraelski otrzymał je po sześciu godzinach, bezpośrednio po
łączach satelitarnych. Dzięki uprzejmości Caseya Izraelczycy mieli pewność, że
operacja się udała.
Dwa dni później dyrektor rozmawiał za pośrednictwem bezpiecznej linii z
generałem Icchakiem Hoffi,
szefem Mossadu. Wyraził uznanie dla precyzji, z jaką
zaatakowano reaktor. Hoffi ze swej strony podziękował
za pomoc. Cała przyjemność po mojej stronie, odparł Casey i zapytał, czy Hoffi może mu się zrewanżować.
Otóż rzekł, dla Stanów Zjednoczonych bardzo ważna jest sprzedaż samolotów
wczesnego ostrzegania
AWACS do Arabii
Saudyjskiej.
...
(...) Na początku sierpnia 1981 roku zaczęły nadchodzić niepokojące wieści z
Polski, najbardziej rzucającego się w oczy rejonu radzieckiego imperium.
Pułkownik Kukliński, członek polskiego Sztabu Generalnego, okrężną drogą
przekazał informacje, że Polsce grozi wprowadzenie stanu wojennego. Między
innymi przesłał egzemplarze drukowanych w Moskwie po polsku ulotek wzywających
obywateli do zachowania spokoju oraz podporządkowania się zarządzeniom stanu
wojennego.*
* Plakaty
z rozporządzeniem o wprowadzeniu stanu wojennego były wydrukowane w Polsce z
początkiem lat 70. na
zlecenie Komitetu Obrony Kraju i przechowywane przez kilkanaście lat w
utajnionych magazynach wojskowych. Oryginalne plakaty nie zawierają odniesień
do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Nazwa ta pojawia się dopiero w plakatach
II nakładu z grudnia 1981 r.
Przekazał również informacje dotyczące sposobu wprowadzenia stanu wojennego.
Dotychczas dostarczane przez Kuklińskiego informacje zawsze okazywały się
wiarygodne. Teraz jednak wśród członków administracji amerykańskiej pojawiły
się wątpliwości. Wszystko to zdawało się zbyt łatwe, a zwłaszcza wejście w
posiadanie egzemplarza ulotki. Administracja podejrzewała, że w Polsce
zorientowano się, iż są przecieki, i usiłowano dezinformować Kuklińskiego. Ponieważ
sytuacja nie była jasna, a Rada Bezpieczeństwa Narodowego trwała w zawieszeniu,
nie podjęto konkretnych działań.
Biały Dom nie przestawał się interesować sprawą „Solidarności”. Prezydent zachęcał współpracowników do wysuwania pomysłów, w jaki sposób można by pomóc ruchowi. Richard Pipes naciskał, by dyplomacja Stanów Zjednoczonych zajęła zdecydowane stanowisko w sprawie Polski, mające na celu powstrzymanie radzieckiej inwazji.
Źródła wywiadu izraelskiego nie przekazały jeszcze żadnych istotnych informacji z Polski. Caseyowi ogromnie zależało na uzyskaniu kontaktu z „Solidarnością”. Próba zamachu na papieża oraz fakt, że bliskie otoczenie Lecha Wałęsy inwilgowane było przez agenta bułgarskiego, budziły na Zachodzie obawy, że może dojść do próby zamachu na przywódcę związkowego. W Warszawie urzędników ambasady amerykańskiej obserwowano na każdym kroku. Dokonywali nieroztropnych prób dotarcia do „Solidarności” zwykłymi kanałami. „Solidarność” obstawiona była szpiegami rządowymi. Gdyby CIA próbowała posłużyć się informacjami otrzymanymi od Kuklińskiego i ostrzec związek, pułkownik mógłby zostać zdekonspirowany. Casey przypomniał sobie, że w czasie II wojny światowej Winston Churchill stanął przed podobnym dylematem. W końcu jednak zdecydował się nie chronić katedry w Coventry przed niemieckim bombardowaniem, bo gdyby tak postąpił, Niemcy by się zorientowali, że alianci złamali niemiecki szyfr, co było najściślejszą tajemnicą.*
* Autor
myli niemiecką maszynę szyfrującą Enigma, której
konstrukcję zdołali odtworzyć tuż przed wybuchem wojny polscy specjaliści pod
kierunkiem Mariana Rejewskiego, z rozbudowanym
systemem deszyfrującym Ultra, stworzonym później wspólnie przez Polaków i
Brytyjczyków. Cytowany przez autora dylemat Churchilla dotyczy wyłącznie Enigmy. Podczas
przygotowań do nalotu na Coventry Brytyjczycy nie dysponowali jeszcze żadnym
innym urządzeniem do deszyfracji niemieckich depesz wojskowych.
.
Prezydent już wcześniej przyrzekł nie dopuścić do radzieckiej inwazji Polski. I
przyrzeczenia tego dotrzymywał. Stany Zjednoczone nadal wysyłały swoje samoloty
nad terytorium powietrzne Związku Radzieckiego. Pod koniec sierpnia i na
początku września amerykańskie lotnictwo odbyło jedenaście takich wypraw. Brały
w nich udział między innymi bombowce SAC startujące z baz na Środkowym
Zachodzie oraz myśliwce z baz w Niemczech Zachodnich. Zwłaszcza te ostatnie
budziły w Moskwie niepokój i uwiarygodniały możliwość przeprowadzenia przez
Amerykanów akcji wojskowej.
Eskadra startowała z bazy i leciała na wysokości kilku tysięcy
metrów wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku. Namierzały ją radzieckie jednostki obrony i
przesyłały raporty do Sztabu Generalnego. W ostatniej chwili, tuż przed
naruszeniem radzieckiej strefy powietrznej, eskadra zawracała i leciała z
powrotem do bazy.
Moskwa ze swej strony nie sygnalizowała,
że jest gotowa do ustępstw w sprawie Polski.
Najwyższe kręgi Układu Warszawskiego już w 1980 roku skłaniały się ku
interwencji wojskowej.
Kreml pragnął zagnać Polskę z powrotem do owczarni,
natomiast administracja Reagana chciała wykorzystać fakt, że w bloku
radzieckim zarysowała się szczelina. Stawka była ogromnie wysoka, ale ani jedno
supermocarstwo, ani drugie nie chciało przez zbyt agresywne dążenie do celu
ryzykować wojną globalną. Musiała więc to być walka cieni, toczona
pomiędzy liniami wojny i pokoju.
...
(...) Po dwóch dniach
spędzonych w Pakistanie czarny samolot Caseya wystartował kierując się nad
spornym terytorium Kaszmiru* do Pekinu. Administracja Reagana uważała Chiny za
ideologicznego wroga, lecz jednocześnie z geopolitycznego punktu widzenia
postrzegała jako miecz wymierzony w pierś Kremla. Pekin mógł więc się okazać użyteczny.
...
* Niezależnie od trwającego już prawie pół wieku sporu,
Kaszmir formalnie i faktycznie stanowi integralną cześć terytorium Indii.
Przeloty amerykańskich samolotów z uzbrojeniem stanowiły pogwałcenie indyjskiej
przestrzeni powietrznej.
6 .........
84
Wieczorem
9 grudnia 1981 roku na terenie tajnej bazy wojskowej pod Warszawą wylądował radziecki
samolot transportowy, eskortowany przez myśliwce. Na jego pokładzie znajdował
się marszałek Wiktor Kulikow, dowódca wojsk Układu
Warszawskiego.
W trzy dni po jego przybyciu
wprowadzono stan wojenny. W środku nocy polskie siły bezpieczeństwa wspierane
przez oddziały wojskowe występujące w zastępstwie radzieckich dokonały inwazji
własnego kraju.*
* Określenie Wojska Polskiego jako „wykonawcy” poleceń radzieckich pada po
raz pierwszy. Ani Reagan, ani nawet Weinberger nie posunęli się tak daleko.
Na ulice Warszawy wytoczyły się czołgi, rogatki miast w
całym kraju zostały zamknięte. Wyłączono jednocześnie trzy miliony czterysta
tysięcy prywatnych telefonów. W tę jedną noc zorganizowano obławę na pięć
tysięcy aktywistów „Solidarności”, zamknięto granice Polski. Polski aparat bezpieczeństwa zmobilizował
swe siły w liczbie 250 000 osób, włączając w to zmotoryzowane oddziały
milicji (ZOMO) oraz oddziały
paramilitarne pod dowództwem szefa kontrwywiadu w Ministerstwie Spraw
Wewnętrznych (WSW).* Ruch oporu
przestał istnieć bez walki. Przynajmniej tak uważały władze. 13 grudnia o szóstej rano generał Jaruzelski oświadczył przez radio i telewizję, że został
ogłoszony „stan wojenny” i że władza spoczywa w rękach Wojskowej Rady Ocalenia
Narodowego.**
* Wojskowa Służba Wewnętrzna jako część Sił Zbrojnych podlegała ministrowi
obrony narodowej, nie ministrowi spraw wewnętrznych. ZOMO, a także ROMO (o których autor nie wspomina) nie były społecznymi
organizacjami paramilitarnymi, lecz pozostawały w gestii MSW. Wojska Ochrony
Pogranicza, ZOMO i brygady wojsk wewnętrznych nigdy nie osiągnęły poziomu 200
tys. – wszystkie rodzaje wojsk WP liczyły wówczas nieco ponad 300 tys.
żołnierzy. Uzbrojone jednostki paramilitarne (Straż Ochrony Kolei, Straż
Przemysłowa, Straż Więzienna) podlegały różnym resortom.
** Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego nie składała oświadczenia, że
przejmuje władzę w państwie. Przez cały okres stanu wojennego wszystkie
konstytucyjne organy władzy
funkcjonowały na takich samych jak poprzednio zasadach. Autor dla
poparcia swej apologii CIA opiera się zapewne na wybranych dokumentach
wywiadowczych. Warszawska rezydentura CIA była
wystarczająco poinformowana o miejscu WRON w polskim systemie ustrojowym.
Administracja Reagana, pomimo informacji przekazanych wcześniej przez
Kuklińskiego, była zaskoczona. Amerykańskie satelity szpiegowskie nad Polską
nie odnotowały ruchów wojsk w dni i nawet godziny poprzedzające noc z 12 na 13
grudnia. Warstwa chmur była bardzo gruba, nic więc nie
mogły zarejestrować. Zaskoczeniem nie było wprowadzenie stanu wojennego, lecz
fakt, że stało się to tak szybko i przy użyciu tak wielkiej siły.
Kiedy pierwsze informacje dotarły do Waszyngtonu, personel Białego Domu oniemiał. Dezorientacja jednak szybko przerodziła się w
gniewne reakcje. Richard Pipes wspomina: Prezydent był wściekły.
Ogłoszenie stanu wojennego w Polsce
stało się dla administracji USA punktem zwrotnym. Rozwinęła pomoc udzielaną w
ramach obrony strategicznej, mając na celu podkopanie potęgi radzieckiej. W ciągu
kilku miesięcy zostały podpisane tajne dyrektywy, z których jasno wynikały
założenia polityki
Stanów Zjednoczonych – osłabienie potęgi Związku Radzieckiego
oraz wezwanie do prowadzenia zakrojonej na szeroką skalę wojny ekonomicznej.
Mowa również była o szukaniu sposobności do wspierania opozycji w Europie Wschodniej.
Wkrótce po ogłoszeniu
stanu wojennego prezydent rozmawiał ze swoimi najbliższymi doradcami o sytuacji
w Polsce i ewentualnych działaniach Stanów Zjednoczonych. (...) Panowała absolutna
jednomyślność, że Stany Zjednoczone muszą wobec Moskwy i Warszawy ostro
zaakcentować swoje stanowisko. Zgodzono się, że jednym ze sposobów
zademonstrowania oburzenia Ameryki będzie wprowadzenie sankcji ekonomicznych.
Następnie Pipes zaproponował podjecie działań na rzecz opozycji. Może tajnie finansować „Solidarność”... Na moment w sali powiało mrozem. Po
kilku chwilach ciszę przerwał Al Haig. To szaleństwo. To się nie uda –powiedział. – Sowicie nie będą tego tolerować. „Solidarność” przepadła. Bush zgodził
się z nim.
Pipes... głównym zmartwieniem Sowietów jest to, że „Solidarność” mogłaby
przetrwać... Boją się zarazy, boją się, że ruch rozprzestrzeni się na cały blok... Panie
sekretarzu, nie zna pan Polaków. „Solidarność” przetrwa.4 Weinberger, Casey i Bill Clarc wyrazili entuzjazm dla przeprowadzenia operacji... prezydent
nie potrzebował zachęty.5 Natychmiast polecił Caseyowi
przygotować plan tajnej operacji. Chciał
nie tylko uwolnić Polaków, lecz także rozwiać mit, że Związek Radziecki jest
nie do pokonania...6
(...) Ustalenia były objęte najgłębszą tajemnicą. W efekcie
operacja została sfinansowana i przeprowadzona poza zwykłymi kanałami rządowymi. Nie
podjęto żadnej oficjalnej akcji wywiadowczej... – Obawiano się przecieków.
(...) W którymś momencie Casey zadzwonił przez zabezpieczoną linię do generała Hoffi, dyrektora wywiadu izraelskiego. Casey zaczął mu
grozić – wspomina jeden z urzędników. Przed ponad pół rokiem Mossad obiecał udostępnienie dojścia do
własnej siatki i kanałów przerzutowych w Polsce, a tymczasem CIA nie otrzymała
nic.9 Casey wykrzykiwał pogróżki i żądał
natychmiastowego spełnienia obietnic. Krzyczał, że nie obchodzi go to, że stan
wojenny komplikuje sprawę. Przypomniał Hoffiemu, że
przekazał mu zdjęcia satelitarne i inne materiały wywiadowcze.
(...) Od samego początku Kościół z naciskiem podkreślał, że nie będzie prowadził tajnej
działalności związanej z CIA ani nie będzie służył jako „przykrywka” dla jej
tajnych operacji. Bardzo jednak
istotna była jego pomoc w udostępnianiu informacji i kontaktów w Polsce. Jak
wspomina John Poindexter, jeden z niewielu członków
personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który wiedział o operacji: Watykan był bardzo pomocny, jeśli chodzi o
gromadzenie informacji o wydarzeniach oraz prowadzenie rozmów z „Solidarnością”
i innym sojusznikami Zachodu w Polsce. Kościół jednak
nie brał udziału jako „partner” w operacji CIA. Po prostu mieliśmy w Polsce
pewne wspólne cele. I wykorzystywaliśmy ten fakt, przy sprzyjających warunkach,
zarówno zbierając informacje, jak i je rozpowszechniając.10
Casey przygotował plany tajnej operacji, a tymczasem Weinberger zebrał w
Pentagonie grupę ekspertów ekonomicznych. Stworzenie strategii wykończenia
gospodarki polskiej, która i tak była już w bardzo marnym stanie, było popisem krasomówstwa
wykonanym pod auspicjami Rand Corporation.
Polska już się chwiała, starając się spłacać pożyczki zachodnim bankom.
Całodniowa konferencja poświecona była korzyściom i kosztom związanym z
ewentualnym doprowadzeniem kraju do całkowitej niewypłacalności. Kładziono
nacisk, na ten konkretny ruch, który mógłby doprowadzić cały blok radziecki do
kryzysu walutowego. (...)
Jeśli naprawdę chcecie dołożyć Moskwie...
to przesuńcie celownik o kilka stopni dalej i
bezpośrednio uderzcie w Związek Radziecki. Należy opóźnić budowę pierwszego
odcinka gazociągu i nie dopuścić do drugiego etapu, wstrzymać subwencje na
oficjalne kredyty i transfery nowoczesnej technologii wojskowej do Moskwy. Taki
byłby nasz pierwszy ruch. Opinia Robinsona spotkała się z aprobatą większości.
Weinberger przekazał ją prezydentowi.11
Przy poparciu
Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezydent bezzwłocznie przyjął
przedstawiony przez niego plan. (...) Decyzja ta uderzyła w około sześćdziesiąt
firm amerykańskich, lecz także wstrzymała plany rozbudowy pól naftowych i
gazowych na Sachalinie z udziałem Japonii. Ta umowa była bardzo podobna do
umowy dotyczącej budowy gazociągu. Japonia finansowała projekt zmian za
gwarantowane dostawy gazu i ropy. Lecz realizacja umowy wymagała skomplikowanych technologii wierceń
przybrzeżnych, będących własnością General Electric, Dresser Industries, Schlumberger i Veleco.
Realizacja umowy
dotyczącej pól na Sachalinie, ciągnąca się od siedmiu lat, znalazła się w
punkcie krytycznym.
Odcięto Moskwie dostęp do niezwykle istotnych technologii, a jednocześnie Rada
Bezpieczeństwa Narodowego robiła co w jej mocy, aby uniemożliwić udzielanie
Związkowi Radzieckiemu pożyczek Bankowych. (...)
(...)
Do połowy lutego Bill Casey miał już gotowy plan tajnego
finansowania „Solidarności”. Plan ten obejmował cztery główne punkty:
• przekazywanie „Solidarności”
podstawowych funduszy...
• dostarczenie
nowoczesnych środków łączności w celu stworzenia skutecznej sieci C31* dla
podziemia „Solidarności”. Miało to umożliwić ruchowi komunikowanie się nawet w
warunkach stanu wojennego;
• przeszkolenie kilku wybranych
osób, zaangażowanych w ruchu, w zakresie posługiwania się nowoczesnymi środkami
łączności;
• korzystanie ze źródeł CIA, które miały
służyć jako oko i ucho „Solidarności” oraz udostępniać, w razie potrzeby,
najistotniejsze materiały wywiadowcze.
.........
* C31 (od słów command, control, communication oraz intelligence) - komputerowy system
łącznościowo-rozkazodawczy, posiadający wersję wojskową oraz wywiadowczą.
Podziemie w Polsce otrzymało od CIA tę drugą wersję .Do
używania tego systemu potrzebny jest odpowiedni, dość skomplikowany system
elektroniczny. Autor nie podaje, ile i jakich jednostek przekazano.
.........
W celu przedyskutowania tego planu Casey spotkał się
prywatnie z prezydentem i Billem Clarkiem
pod koniec lutego. Reagan uznał, że plan jest ryzykowny, ale warto go
zrealizować. Był zaintrygowany pomysłem
wspierania robotników w celu podkopania podstaw państwa robotniczego.
Podpisał się pod planem, ale nie wydał na piśmie niczego, co by dotyczyło
tajnej operacji przekazywania funduszy. Uznano, że to zbyt ryzykowne. (...) Do kasy „Solidarności” przekazywano w okresie szczytowym 8
milionów dolarów rocznie.17
Aby móc przeprowadzać tę operację,
przy zachowaniu ścisłej tajemnicy, Casey stworzył złożoną sieć międzynarodowych
instytucji finansowych. Poza tym szlak przepływu pieniędzy ciągle musiał być
zmieniany, aby go nie wykryto. Gdyby został wykryty przez polskie władze, które
dotarłyby do jego źródła, oznaczałoby to koniec „Solidarności” oraz mogłoby
wywołać kryzys na skalę międzynarodową.
W związku z podjętą decyzją
takiego wspierania „Solidarności”, prezydent polecił Radzie
Bezpieczeństwa Narodowego sporządzenie dokumentu nakreślającego amerykańskie
cele w Europie Wschodniej. Kilka tygodni później powstał dokument napisany
przez Richarda Pipesa i
poprawiony przez Clarka. Miał radykalną wymowę – celem
Stanów Zjednoczonych było „zneutralizowanie wysiłków Związku Radzieckiego”, podejmowanych w
celu utrzymania władzy w Europie Wschodniej. W rezultacie uznaliśmy konferencję jałtańską za niebyłą – wspomina Edwin Meese, ówczesny członek
Rady Bezpieczeństwa Narodowego.18 Dokument ten został podpisany
przez prezydenta jako specjalna dyrektywa (NSDD), skierowana do starszych
doradców i departamentów. NSDD-32 zalecała bardziej aktywną postawę i zrywała z
przeszłością – wspomina Clark. – Ronald Reagan
jasno wyłożył stanowisko Stanów Zjednoczonych, które nie godziły się na
utrzymanie sowieckiej dominacji w Europie Wschodniej. Usiłowaliśmy stworzyć
zakrojoną na szeroką skalę strategię, mającą na celu osłabienie wpływów
sowieckich oraz wzmocnienie sił wewnętrznych walczących o wolność w tym
rejonie. W porównaniu z takimi państwami, jak Bułgaria, Rumunia i
Czechosłowacja, Polska stwarzała wyjątkową okazję. Nie oznacza to, że w tych
innych krajach nie szukaliśmy możliwości – zarówno w działaniach otwartych, jak
i tajnych – osłabienia władzy Moskwy.19
NSDD-32 nakreślała kilka
zasadniczych celów:
• tajne wspieranie działalności
podziemia zmierzającej do obalenia władzy komunistycznej w tym rejonie;
• zintensyfikowanie wojny
psychologicznej, zwłaszcza poprzez nadawanie programów radiowych przez „Głos
Ameryki” i „Radio Wolna Europa”;
• szukanie dyplomatycznych i handlowych
sposobów osłabienia zależności rządu polskiego od Moskwy.
Embargo wprowadzone przez Stany
Zjednoczone na budowę gazociągu było w Europie postrzegane jako wypowiedzenie
wojny ekonomicznej
Związkowi Radzieckiemu. Waszyngton wystosował oświadczenie,
sugerujące więcej niż oburzenie w związku z wypadkami w Polsce, a Europa
Zachodnia milczała. Kanclerz Helmut Szmidt posunął się nawet do stwierdzenia, że biorąc pod
uwagę zamieszanie w Polsce, wprowadzenie stanu wojennego „było koniecznością”. Europa Zachodnia nadal pragnęła handlu z Kremlem, mimo wypadków w
Polsce.
Rzeczywistość gospodarcza
sprawiała, że przywódcy europejscy poszukiwali rynków zbytu. W Wielkiej
Brytanii bezrobocie osiągnęło 14%, we Francji 9% i prawie 8% w Niemczech Zachodnich.
Było to najwyższe od 1954 roku bezrobocie w Europie Zachodniej. Budowa
gazociągu stworzyłaby
dziesiątki tysięcy nowych miejsc w pracy w całej Europie. (...)
Na spotkaniu NATO w kwestii obłożenia
sankcjami budowy gazociągu ministrowie spraw zagranicznych zajęli stanowisko
pośrednie. (...)
(...) 15 marca Buckley i grupa ekspertów finansowych rozpoczęła serię
wizyt w pięciu stolicach europejskich. Jej celem było zaciśnięcie pętli
kredytowej wokół Związku Radzieckiego.
7 ......... 98
Na początku 1982 roku Caspar Weinberger i jego współpracownicy
kończyli opracowywać dla Departamentu Obrony szczegóły ściśle tajnego
pięcioletniego planu. W dokumencie formułowano kilka najważniejszych celów
kampanii, mającej na celu podkopanie potęgi radzieckiej. Były one
wytycznymi dla departamentu w sprawie rozwoju zbrojeń, największego w okresie
pokoju w historii Ameryki. Dokument podkreślał ważną rolę, jaką odegra „wojna
ekonomiczna i techniczna” w polityce administracji. „The
New York Times” nazwał dokument pokojowym uzupełnieniem strategii
militarnej, przedstawiającym wytyczne, zgodnie z którymi
Stany Zjednoczone i ich sojusznicy mają wypowiedzieć wojnę ekonomiczną i
technologiczną Związkowi Radzieckiemu.1
Dokument podkreślał
znaczenie ograniczenia dostępu Moskwy do
technologii Stanów Zjednoczonych i innych państw niekomunistycznych.
Formułował również plany Pentagonu dotyczące prowadzenia zróżnicowanej strategii,
mającej na celu podkopanie radzieckiej gospodarki przez zmuszenie Moskwy do
wyścigu technologicznego. Strategia ta obejmowała:
• ustalenie, które technologie są
najważniejsze dla gospodarki radzieckiej, oraz określenie metod ograniczania
dostępu do nich...;
• inwestowanie
w sprzęt bojowy, przy którym przechowywany tajny sprzęt radziecki będzie
przestarzały.
Dodatkowo sporządzone raporty wywiadu potwierdzały,
że sankcje nałożone na budowę gazociągu mogły mieć w tym czasie ogromne
znaczenie jako broń ekonomiczna.
Rada Bezpieczeństwa Narodowego pod
przewodnictwem Billa Clarca podjęła się na życzenie Billa Caseya i Caspara Weinbergera wykonania
serii badań mających na celu ustalenie
jeszcze innych sposobów niszczenia gospodarki radzieckiej. Norm Bailey, dyrektor do spraw personelu kierował badaniami nad
mechanizmami podkopywania radzieckiej gospodarki, włączając stworzenie kartelu zbożowego – jednoczącego Stany
Zjednoczone, Kanadę, Australię i Argentynę – w celu ograniczenia eksportu do
Związku Radzieckiego.7
Kiedy Waszyngton i Europa odbijały sobie piłkę w grze o gazociąg, udało się
nawiązać pierwszy kontakt z pozostającymi na wolności członkami „Solidarności”,
teraz działającymi w podziemiu. Sytuacja w Polsce była
groźna. Działaczy „Solidarności” systematycznie ścigały siły bezpieczeństwa.
(...) 17 lutego doszło do
kolejnego masowego uderzenia sił bezpieczeństwa. Była to operacja oficjalnie
nazwana „Operacją Spokój”* - dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy milicji
aresztowało w ciągu dwóch dni cztery tysiące osób**.
----------
* Autor posługuje się prawdopodobnie zniekształconymi
informacjami dostarczonymi do CIA przez
opozycyjne ugrupowania. Operacja Porządek
(nie „Spokój”) nie była przedsięwzięciem politycznym. Miała na celu działania
prewencyjne wobec elementów kryminalnych oraz dopilnowanie przestrzegania
przepisów porządkowych, przeciwpożarowych itp.
** Liczba 4 tys.
aresztowanych jest absurdalna. W toku operacji Porządek zatrzymano łącznie 24 osoby, wyłącznie pod zarzutami
natury kryminalnej. Zapewne związane z CIA ugrupowania opozycyjne pragnęły poprzez
wyolbrzymianie faktycznych działań represyjnych zapewnić sobie obfitszy dopływ
środków finansowych. Autor opiera się przypuszczalnie na tajnych dokumentach
CIA, które nie były przez nikogo weryfikowane.
----------
(...) Zaraz po
powrocie na Zachód Amerykanie
sporządzili raporty, które przekazano Billowi
Caseyowi. Trzymając się wskazówek prezydenta zaczął budować drogę dla transferu
pieniędzy. Bill był mistrzem w
przekazywaniu pieniędzy z miejsca na miejsce. W sposób sobie tylko wiadomy
–wspomina Glenn Campbell – rok w rok przekazywał miliony. Robił to tak, by nikt nie mógł się
domyślić sposobu przekazywania funduszy do Polski.8
(...) Nikt nie miał wątpliwości, że Moskwa się
domyśla, iż coś się dzieje. Moim
zdaniem niemądrze byłoby sądzić, iż Moskwa nie jest w jakimś stopniu
zorientowana w naszych działaniach - wspomina
John Poindexter. – Miała swoich informatorów. Planując operacje zakładaliśmy chyba, że
jest ogólnie zorientowana, co robimy. Burzyła się, wygrażała, lecz nigdy nie
doszło do sytuacji, że byliśmy zmuszeni zmienić naszą politykę. Łagodziliśmy swoje działania na rzecz „Solidarności”, nie decydując się
na podjęcie takich, które by sprowokowały Moskwę do interwencji wojskowej.10
Podczas gdy w Polsce potajemnie rozwijała się działalność według dyrektyw
Pentagonu, Caspar
Weinberger dążył do
zacieśnienia stosunków z sojusznikiem potencjalnie pomocnym w wojnie
ekonomicznej z Moskwą. 19 lutego przybył do Rijadu na
tajne rozmowy z przywódcami Arabii Saudyjskiej.
(...)
8 ......... 112
(...) Dla Moskwy sprawą
pierwszorzędnej wagi była twarda waluta, którą zdobywała dzięki eksportowi paliw. Ograniczyła
nawet o 10% eksport ropy do Europy Wschodniej, żeby móc posyłać więcej do krajów
zachodnich, które płaciły twardą walutą. Ekspansja Moskwy stwarzała zagrożenie
dla Arabii Saudyjskiej, która mogła zostać wyparta ze swych dotychczasowych
rynków zbytu.
Był pierwszy czwartek kwietnia 1982 roku. Operacja „Solidarność” zaczęła się pomyślnie.
Casey... rozmawiał z Davidem
Wiggiem, jednym z współpracowników Białego Domu. Siedzieliśmy w holu – wspomina Wigg – po prostu
zasypywał mnie różnymi problemami: gdzie uderzyć w Sowietów, jak im szkodzić.
Przez pierwszy rok Bill rekonstruował stan radzieckiej gospodarki –
wspomina Wigg –
jak faktycznie funkcjonowała, jaka była. Wiosną 1982 roku poczuł, że w końcu
trzyma rękę na pulsie.
To mafijna gospodarka – powiedział wówczas Casey do Wigga.
- Wyciągają od nas technologie niezbędne im do przetrwania.
Jedyna droga, dzięki której mogą zdobyć twardą walutę, to rozwój eksportu ropy
naftowej po wyższych cenach. Jest to tak pogmatwane, że jeżeli dobrze rozegramy naszą kartę, kolos się zawali.9
(...) Raport
wskazywał istotny czynnik związany z radzieckimi wpływami w twardej walucie –
na światowe ceny ropy. W latach siedemdziesiątych, kiedy cena ropy osiągnęła
najwyższy pułap, wpływy twardej waluty do Związku Radzieckiego wzrosły o 272%,
przy wzroście eksportu wynoszącym ledwie 22%. Meyer
twierdził, że przy każdym wzroście ceny za baryłkę o 1 dolara, Moskwa zyskiwała
około 1 miliarda dolarów rocznie. Lecz odwrotna sytuacja również mogła mieć
miejsce. Spadek ceny ropy na przykład o 10 dolarów na baryłce, mógł drogo
kosztować Moskwę – 10 miliardów dolarów. Cena ropy na rynkach światowych będzie
istotnym czynnikiem, decydującym o stanie gospodarki radzieckiej.
Bill niemal natychmiast w pełni skoncentrował się na raporcie – wspomina Meyer. Stał się on dla niego Ewangelią. Powiedział: „Możemy ich załatwić”.10
(...) Gazociąg był dojną krową, która mogła
przynosić gotówkę – wspomina Weinberger. – Wciąż powtarzałem prezydentowi, że musimy utrzymać sankcje. Była to
wojna ekonomiczna, która mogła ich zniszczyć11.
Reagan wychodził ze spotkania w przekonaniu, że zniszczenie
ekonomiczne Moskwy jest dobrą strategią, którą można zastosować poczynając od gazociągu.
Wiosną 1982 roku machina
amerykańskiej dyplomacji poruszała się powoli. Europa nie wycofywała się z udziału
w budowie 2-nitkowego gazociągu. Ponadto rządy europejskie dały zielone światło
firmom, które chciały naruszać amerykańskie sankcje, mimo porozumienia
zawartego kilka miesięcy wcześniej na spotkaniu państw NATO.
(...) Po Wersalu następne spotkanie zachodnich przywódców odbyło się w
Bonn. Prezydent w swoim wystąpieniu znów nawoływał do wycofania się z budowy
gazociągu oraz ograniczenia subsydiowanych kredytów i nieprowadzenia
"takich jak zwykle" interesów z Moskwą. Apel jego nie spotkał się z
pozytywnym oddźwiękiem. A ponadto Reagan poczuł się zignorowany. Kiedy prezydent
wygłaszał gorący apel, Schmidt wyglądał przez okno do
ogrodu. Celowo lekceważył Reagana - mówi Robinson. -
Chciał mu zrobić afront. Po powrocie do Waszyngtonu prezydent jeszcze
dalej posunął się w swoich wnioskach, że został potraktowany pogardliwie, jak
neofita, który nie rozumie istoty stosunków gospodarczych Wschód-Zachód. To był
błąd.16 (16 Roger Robinson; rozmowa z
autorem).
Uniesiony gniewem Reagan zwołał na 18 czerwca spotkanie Rady Bezpieczeństwa
Narodowego. Był to dzień nazwany później w Europie "Czarnym Piątkiem". Prezydent chciał zebrać
propozycje i wybrać drogę działania. Spotkaniu przewodniczył Bill Clark.
(...) Niech sobie budują [Sowieci i Europejczycy]
swój gazociąg. Ale nie za pomocą naszego sprzętu i dzięki naszej technologii.17
(17 William
Clark; rozmowa z autorem; Roger
Robinson; rozmowa z autorem).
Clark natychmiast wtrącił: "Mamy
więc decyzję prezydenta". W ten sposób propozycja numer trzy, to znaczy rozpętanie prawdziwej
wojny ekonomicznej z Moskwą, stało się celem polityki Stanów Zjednoczonych.
Wiadomość o tym wywołała burzę w
Europie. Amerykański prezydent rozszerza sankcje również na firmy
europejskie dysponujące amerykańskimi licencjami. Wzburzyło to nawet Margaret Thatcher, na ogół proreaganowską
w swoich przekonaniach. Wszyscy
przywódcy największych państw Europy Zachodniej wyrazili sprzeciw i
oświadczyli, że nie mają zamiaru się trzymać narzucanego im nowego porządku.
Bez wiedzy prezydenta Al Haig zaczął zapewniać Europę
Zachodnią, że nic się nie zmieni, jeśli chodzi o sprawy polityczne. Po cichu
radził dostojnikom państw europejskich po prostu przeczekać kryzys. Do
europejskich stolic wyruszył William Brock. Po kilku
dniach przywiózł do Waszyngtonu wiadomość, że Europa nie chce ustąpić ze swego
stanowiska. Kiedy siedział w Białym Domu wraz z Haigiem,
Clarkiem, Meese'm oraz
innymi członkami gabinetu i podgabinetu, omawiając z
nimi tę delikatną kwestię, nagle zerwał się Haig i
wskazując palcem na Clarka huknął: "A wy (w
Białym Domu) zaplanowaliście to (spotkanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego 18
czerwca), kiedy byłem w Nowym Jorku. Wiedzieliście, że
tak się stanie. Nie stałoby się, gdybym był tutaj!"
Wybuch Haiga okazał się jego ostatnim błędem. Wkrótce
po tym spotkaniu Clark porozumiał się z prezydentem. Haig wrzeszczał na bardzo bliskiego, od ponad dwudziestu
lat osobistego przyjaciela i doradcę prezydenta - wspomina jeden z członków
Rady. - Pomiędzy Reaganem a Clarkiem
wyczuwało się niezwykłe porozumienie i zaufanie. Krótko mówiąc, niedługo potem Haig został zwolniony.18
(18 Wyższy
członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego; rozmowa z autorem).
Rozszerzenie sankcji amerykańskich pchnęło Kreml we współpracy z Ministerstwem
Przemysłu Gazowego do przeprowadzenia ogromnej akcji, której celem było
stworzenie warunków umożliwiających budowę gazociągu bez amerykańskiej
technologii. Wkrótce rozpoczęło się masowe, osłabiające gospodarkę przenoszenie
środków z innych, uznanych wcześniej za priorytetowe, przedsięwzięć.
(...) Kiedy administracja Reagana dowiedziała się o radzieckich wysiłkach
zbudowania gazociągu bez środków z zewnątrz, Casey i wyżsi urzędnicy Rady
bezpieczeństwa Narodowego postanowili jeszcze dodatkowo pogmatwać sprawy. Radziecki
przemysł naftowy i gazowy zawsze opierał się na zachodnich schematach działań,
wzorcach, które następnie przystosowywał do własnych warunków i celów. W
Waszyngtonie stwierdzono więc, że w związku z tym można dostarczyć Sowietom dezinformujących danych
technicznych. I tak też zrobiono.
Po zwolnieniu Ala Haiga sekretarzem stanu
został mianowany George Shultz, który starał się zachować ostrożność w
kwestiach związanych z gazociągiem... - Powiedział Europejczykom: "To
poważna sprawa, nie żart. Z jej powodu straciliśmy poprzedniego sekretarza
stanu".21 (21 Rozmowa z autorem).
Shultz musiał jakoś załatwić kwestie
sankcji z przywódcami europejskimi, którzy okopali się na swych pozycjach.
Thatcher i Mitterrand zalecali firmom w swoich
krajach łamanie amerykańskiego zarządzenia. Twierdzili, że w Europie
amerykańskie prawo nie ma zastosowania. Thatcher wręcz powiedziała Reaganowi: "Wasze prawo się nie liczy". W Paryżu
minister przemysłu Jean Pierre
Chevenoment groził, że zarekwiruje te francuskie
firmy, które nie będą wysyłały swoich towarów do Moskwy. Latem
więc rozpoczęła dostawy firma Cervoit-Loire,
francuski koncesjonariusz Dresser Industries.
9 .........
126
W sierpniu 1982 roku Bill Casey poleciał w kolejną podróż, tym razem na
Czarny Ląd. Casey był dobrego zdania o wywiadzie Afryki Południowej, doceniał
jego możliwości i niewątpliwe osiągnięcia.
Poczucie wspólnoty interesów
niewątpliwie wpłynęło na przebieg rozmów. Afryka Południowa popierała Jonasa Savimbi w jego walce z marksistowskim rządem Angoli.
Potrzebowała od Caseya pomocy we wspieraniu Savimbi,
którego działalność wyrządzała poważne szkody oddziałom angolskim
i kubańskim. Taka pomoc jest możliwa, powiedział Casey, i zgodna z polityką
Stanów Zjednoczonych – popierania ruchów antykomunistycznych.
Dyrektor CIA wspomniał, że istnieje możliwość wymiany
materiałów wywiadowczych. Amerykańskie zdjęcia satelitarne mogłyby się okazać
bardzo przydatne Savimbi, podobnie jak wcześniej
zdjęcia satelitarne przydały się Izraelczykom. Pracownicy wywiadu Afryki
Południowej byli zachwyceni, że będą mieli dostęp do takich informacji.
Następnie dyrektor CIA
przeszedł do spraw związanych z tajną wojną prowadzoną z Moskwą. Kreml ostatnio
sprzedawał duże ilości złota. W 1981 roku Rosjanie rzucili na międzynarodowy
rynek prawie cztery razy więcej złota niż zwykle. Znaczyło to, oczywiście, że
pilnie potrzebowali gotówki. Casey chciał wiedzieć, ile twardej waluty Moskwa
może uzyskać ze sprzedaży. Co się stanie ze światową ceną złota? Jak zareaguje
na to Afryka Południowa?
Od dawna krążyły pogłoski, że
Afryka Południowa utrzymuje ściśle tajny kontakt z Moskwą w sprawie regulowania
rynku złota, diamentów, platyny i kamieni szlachetnych, na które oba kraje
miały coś w rodzaju światowego monopolu.
Kiedy w latach
siedemdziesiątych ceny złota bardzo podskoczyły, zarówno Pretoria, jak i Moskwa
zbiły ogromne fortuny.
Pracownicy wywiadu nie
kwapili się do odpowiedzi na pytania Caseya. W końcu Pretorię i Moskwę łączył
wspólny interes: regulowanie rynku złota. Oba państwa chciały utrzymać wysokie
ceny i zdolność do kontrolowania cen światowych. Dlaczego Afryka Południowa
miałby udostępnić Ameryce jakiekolwiek informacje na ten temat?
Casey jednak nie dawał za wygraną. Uświadomił swoim partnerom, że we wszystkich innych
(poza złotem) sprawach absolutnie nie mogą liczyć na Moskwę. Natomiast on może
obiecać, że pomoże im w Waszyngtonie oraz udostępni materiały wywiadowcze, ale
musi mieć coś w zamian.
(...) Przekazywanie
broni do Afganistanu przebiegało bez specjalnych trudności.
Radziecka strategia w Afganistanie zakładała stłumienie oporu wroga przez
działania z powietrza i zachowanie cierpliwości. Ogólnie biorąc, Sowietów
zadawalała kontrola nad bazami wojskowymi i miastami strategicznymi oraz nad
łączącymi je drogami.
Mudżahedini otrzymywali teraz broń dobrej jakości, ale nie mogli za jej
pomocą wyrządzić większych szkód. Dysponowali lekką bronią... Akhtarowi
zależało zwłaszcza na lepszej jakości rakietach ziemia-powietrze (SAM), aby
stworzyć przeciwwagę
dla radzieckiej dominacji w powietrzu. Dotychczas mudżahedinom
dostarczano rakiet systemu SAM-7, które, zdaniem Afgańczyków, nie były
skuteczne. Z kolei oficerowie CIA w Pakistanie lekceważyli narzekania na jakość
SAM-7. Vincent Cannistraro
twierdzi: Amerykanie tam, na miejscu,
mówili, że głupi mudżahedini po prostu trzymali te rakiety w jaskiniach, nic
więc dziwnego, że nie były skuteczne.7 Wybrakowane
rakiety SAM pochodziły
od działającego na międzynarodowym rynku handlarza bronią, który kupował je w
Polsce. Sowieci, kiedy wykryli, że rakiety te przeznaczone są dla mudżahedinów,
postanowili uporać się z problemem. Okazało
się, że rakiety SAM nie bez powodu były złej jakości - wspomina
Cannistraro. – Sowieci
zaczęli bowiem ingerować i celowo sabotować dostawy SAM-ów. Mudżahedini mieli
więc rację.8*
-----
* Polskie zakłady przemysłu
obronnego wytwarzały na licencji rakiety klasy ziemia-powietrze bez
konieczności importowania części składowych
-----
(...) Casey i Akhtar zgodzili się, że dobrze będzie korzystać z wywiadu
CIA w celu usprawnienia ruchu oporu. Dostarczenie mu broni o dalszym zasięgu
oznaczało, że będzie musiał korzystać z wywiadu satelitarnego. Zdjęcia
satelitarne okazały się dla mudżahedinów dobrodziejstwem.
(...) Zaczęto teraz atakować
gazociągi transportujące gaz ziemny z Afganistanu do Związku Radzieckiego. Po
zbombardowaniu przez mudżahedinów gazociągu, dwukrotnie stawał na dziesięć,
piętnaście dni radziecki przemysł w Azji Środkowej.
Kiedy w górach i dolinach Afganistanu szalała krwawa wojna, tysiące kilometrów dalej, w Polsce, toczyła się wojna nerwów. W październiku 1982 roku generał Jaruzelski dołożył nowych starań, by osłabić podziemie, które jeszcze istniało. Polski Sejm uchwalił ustawę o związkach zawodowych*. Artykuł 52 tej ustawy brzmiał następująco: Wszystkie związki zarejestrowane przed wejściem ustawy w życie zostają rozwiązane.
Tymczasem reakcja Waszyngtonu była niemal natychmiastowa. 9 października prezydent Reagan cofnął klauzulę najwyższego uprzywilejowania w handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Jej cofnięcie oznaczało, że taryfy na polskie produkty eksportowane do Ameryki wzrosną o 300-400%, co praktycznie wykluczało je z rynku amerykańskiego.
Pomoc finansowa Stanów Zjednoczonych była niezwykle istotna dla trwania „Solidarności” – mówi Robert McFarlane. Już wczesną jesienią 1982 roku dysponowała ona nowoczesnym systemem łączności C31. Posługiwanie się nim pomagało organizować protesty i inne akcje masowe.
Zgodnie z NSDD-32 oficjalnym celem Stanów Zjednoczonych było obalenie radzieckich wpływów w tym rejonie. Prezydent Reagan rozmawiał z doradcami nie tylko o przetrwaniu „Solidarności” w formie nienaruszonej, lecz także o obaleniu ustaleń konferencji jałtańskiej, która po II wojnie światowej podzieliła Europę.
CIA była w stałym kontakcie z działaczami „Solidarności”. Przekazywała
założenia polityki Stanów Zjednoczonych podziemiu, spotykając się z jej
przedstawicielami we Frankfurcie nad Menem, a
następnie używając fal eteru.*
-----
Chodzi o specjalne, przenośne
radiostacje nadawcze, przeznaczone dla potrzeb wywiadowczych. Były one
wyposażone w magnetofon o maksymalnie przyspieszonym działaniu, umożliwiający
przekazanie nawet obszernego meldunku w postaci jednego, krótkiego gwizdu,
trwającego mniej niż jedną sekundę. Utrudniało to goniometryczną lokalizację
nadajnika. Radiostacje tego rodzaju są niedostępne na rynku cywilnym.
-----
(...) ale ludzie w Polsce wydawali się wyczerpani, malała chęć do masowych wystąpień... Organizatorzy
strajków i działacze siedzieli w więzieniach. Żywność była coraz mniej
dostępna. Niemal wszystko było na kartki... Do wybuchu powstania,*)oczekiwanego
przez niektórych – a wśród nich przez Billa Caseya – nigdy nie miało dojść.
(* Jeśli Autor „nie fantazjuje”, to brak mi słów. Tylko tego,
jeszcze jednego powstania, „było bardzo Polsce potrzeba!”
Anonimus)
Dramatyczna sytuacja, w której Polak zwracał się przeciwko Polakowi, sprzyjała działalności wywiadowczej.
(...) Operacje w Polsce i w
Afganistanie przybierały na sile, ale wysiłki Stanów Zjednoczonych
, by opóźnić budowę pierwszej nitki syberyjskiego gazociągu i
uniemożliwić budowę drugiej, nie przynosiły pożądanych rezultatów.
Administracja stanęła wobec absolutnie niezgodnego z jej oczekiwaniami
stanowiska sojuszników. Prezydent życzył sobie wstrzymania budowy gazociągu,
lecz nie kosztem zniszczenia sojuszu NATO.
Za radą nowego sekretarza stanu na początku lipca Grupa Robocza do spraw
Bezpieczeństwa Narodowego opracowała nową strategię... Publicznie administracja
zajmie twarde stanowisko wobec Europy, prywatnie jednak Reagan będzie skłonny
do kompromisu, ale tylko po to, by pomóc Europie wyjść z twarzą z całego
konfliktu.
(...) Kraje europejskie, korzystające z
technologii opartych na amerykańskich licencjach oraz zależne od Stanów
Zjednoczonych, jeżeli będą naruszać sankcje, zamkną sobie dostęp do rynku
amerykańskiego, a import do nich będzie kontrolowany. Innymi słowy,
oznaczało to surowe kary za łamanie sankcji. Większość europejskich firm,
których to dotyczyło, nie mogłoby przetrwać bez dostępu do rynku
amerykańskiego. Jednocześnie Reagan planował wynegocjować z sojusznikami
porozumienie, ale - jak powiedział Shultzowi - nie
chciał, by wyglądało że "nadmiernie się
pali" do negocjacji z Europą.
Na szczęście pierwszy krok zrobiła Europa...
(...) NSDD-66 była jednoznaczna z
tajnym wypowiedzeniem wojny ekonomicznej Związkowi Radzieckiemu – mówi Roger Robinson, jej główny autor. – To dokument, który w
połączeniu z rozwojem zbrojeń w Stanach Zjednoczonych oraz z inicjatywą Obrony
Strategicznej skazywał ostatecznie Związek Radziecki na śmierć. NSDD-66, licząca zaledwie kilka stron,
zaplanowała szybkie skonstruowanie „triady technologicznej”, aby pozbawić
Moskwę „zachodnich środków niezbędnych do życia”.23
Według Roberta McFarlane’a, NSDD-66 obejmowała
trzy główne kwestie:
• polityka Stanów Zjednoczonych miała
zmierzać do uzyskania zgody europejskich sojuszników na udzielanie Moskwie
kredytów tylko po kursach rynkowych;
• Stany Zjednoczone nie dopuszczą do
udostępnienia radzieckiej gospodarce i wojsku nowoczesnej zachodniej
technologii. Zostanie rozbudowana działalność COCOM-u;
• Stany Zjednoczone wraz z
sojusznikami będą szukały alternatywnych źródeł energii, żeby zmniejszyć
zależność Europy od dostaw radzieckiego gazu ziemnego. Uwzględnia się okres
przejściowy. Dostawy do Europy radzieckiego gazu nie mogą pokrywać więcej niż
30% zapotrzebowania. (w praktyce oznacza to, że nie
będzie zbudowana druga nitka gazociągu i nie będą zawierane nowe umowy).24
Kompromis dotyczący sankcji nie był po myśli Clarca, Weinbergera i Caseya. Stali oni na stanowisku, że należałoby jeszcze bardziej opóźnić budowę pierwszej nitki gazociągu. Lecz nawet po zniesieniu sankcji, kiedy Europa zaakceptowała „triadę technologiczną”, Casey, Clarc i Reagan byli zdania, że nadal istnieją możliwości zniszczenia radzieckiej gospodarki. (...) Musimy po prostu utrzymać wysoki poziom zbrojeń, żeby Moskwa starała mu się dorównać, oraz odciąć dostawy zachodnich środków niezbędnych do życia, a jeszcze w tym dziesięcioleciu ujrzymy, jak sowiecki system się zawali – powiedział.25
10 ......... 140
(...) Andropow
i Gromyko zdawali sobie sprawę, że Pakistan stanowi podstawę afgańskiego oporu.
Bez zewnętrznej bazy ruch oporu nie mógłby się utrzymać. Administracja Reagana również
zrozumiała tę prawdę i przeznaczała miliardy na pomoc, pod warunkiem, że Zia nie będzie odmawiał schronienia mudżahedinom.
(...) W końcu 1982 roku Bill Clarc zasugerował, by Rada Bezpieczeństwa Narodowego naszkicowała strategię Reagana w stosunku do Moskwy w tajnej dyrektywie, którą miał podpisać prezydent. Nie było to łatwe przedsięwzięcie. Od 1945 roku kolejne administracje usiłowały ogłaszać własną politykę. Niemniej jednak od 1950 roku amerykańską polityką zagraniczną kierowały w zasadzie założenia i wytyczne wyrażone w dokumencie podpisanym przez Harry’ego Trumana w tymże roku, zwanym NDS-68.
Dokument, zwany NSC-68, opierał się na kilku założeniach, które miały na długo zaważyć na amerykańskiej polityce zagranicznej. Opisywał uporczywą walkę między Wschodem a Zachodem i trwałość militarnego zagrożenia ze strony radzieckiej. By sprostać tej rzeczywistości, amerykańska polityka zagraniczna będzie polegała zasadniczo na reagowaniu i obronie. W latach siedemdziesiątych kolejne administracje rozbudowywały tę uproszczoną wersję ograniczania, dodając do niej liczne zachęty w nadziei, że skłoni to do zmiany radzieckiego postępowania. Wydawało się jednak, iż ma to niewielki wpływ na poczynania Kremla na scenie międzynarodowej.
Reagan i jego główni doradcy nie podzielali wielu założeń doktryny „ograniczania”. Problemów, które stwarzał Związek Radziecki, nie dało się rozwiązać za pomocą „modyfikacji behawioralnej”..., były one bowiem immanentną częścią radzieckiego systemu. Reagan instynktownie dążył do przejęcia inicjatywy strategicznej - nie chciał znaleźć się w pozycji, która zmuszałaby go jedynie do reagowania. Konieczna była zmiana charakteru i skali współzawodnictwa supermocarstw. Szczególne skupienie uwagi na ilościowym wyścigu zbrojeń było korzystne dla Związku Radzieckiego. Urzędnicy administracji pragnęli zwielokrotnić ten wyścig włączając do niego ekonomię i technologię. Spod pióra Richarda Pipesa spłynęła próba włączenia tych właśnie koncepcji do założeń polityki. Dokument ten, do którego powstania przyczynili się także inni urzędnicy Rady Bezpieczeństwa Narodowego, liczył zaledwie kilka stron. Okazał się jednak dalekosiężną kodyfikacją postawy Reagana wobec Związku Radzieckiego.
Harvardzki historyk spędził wiele wieczorów w swym
niewielkim i nijakim gabinecie w starym budynku administracji prezydenckiej,
nadając ostateczny kształt temu arcyważnemu dokumentowi. Jego praca stała się
podstawą NSDD-75, pierwszej i jedynej oficjalnej dyrektywy prezydenckiej za
administracji Reagana w sprawie strategii, celów i dążeń Stanów Zjednoczonych w
stosunkach ze Związkiem Radzieckim. Jest to w dalszym ciągu jeden z najlepiej
strzeżonych sekretów administracji.
Dyrektywa NSDD-75 oznaczała wyraźne zerwanie z przeszłością - mówi Pipes.- Był
to pierwszy dokument, który stwierdzał, że nie chodzi tylko o zachowanie
Sowietów, ale o charakter radzieckiego systemu. NSDD-75 określała jasno, że naszym celem nie jest koegzystencja ze
Związkiem Radzieckim, ale zmiana sowieckiego systemu. U podstaw tej
dyrektywy legło przekonanie, że zmiana radzieckiego systemu za pomocą
zewnętrznych nacisków leży w naszej mocy.3 (3 Richard Pipes; rozmowa z
autorem). Strategicznym celem Stanów Zjednoczonych stało się rozchwianie systemu
radzieckiego przez wykorzystanie jego wewnętrznej słabości.
Dokument był bardzo dobitny, zaczynał się od „roboczych zasad”:
• Stany Zjednoczone nie akceptują
aktualnej sfery wpływów Związku Radzieckiego poza granicami państwa i będą się
starały ją zmniejszyć;
• Stany Zjednoczone nie będą się
przyczyniać do poprawy stanu radzieckiej gospodarki, zrobią natomiast wszystko,
by ograniczyć wszelkie środki prowadzące do tego celu; dokument wymieniał tu
przede wszystkim technologię, kredyty i twardą walutę zarabianą na eksporcie
energii;
• Stany Zjednoczone szukać będą wszelkich
okazji pozwalających zmniejszyć poziom wpływów radzieckich za granicą.5
Najsłabszym punktem była radziecka
gospodarka. W ślad za zarządzeniem Departamentu Obrony i memorandum w sprawie
bezpieczeństwa narodowego z 1982 roku NSDD-75 stwierdziła, że odtąd polityka
administracji będzie się starała powiększać gospodarcze problemy radzieckie w
nadziei pogrążenia systemu w kryzysie.
(...) Poindexter zebrał kilka najtęższych umysłów strategicznych
w społeczności naukowo-wojskowej, żeby porozmawiać o przerzuceniu środków z
tradycyjnego eksponowania broni nuklearnej na skomplikowane technologicznie
systemy broni strategicznych. Spotkaliśmy
się w Sali operacyjnej i przez jakiś czas wysilaliśmy mózgi – wspomina Poindexter. – Konkluzja
zebranych była następująca: technologia dokonała takiego postępu od czasów ABM*, że
pomysł obrony strategicznej zasługuje na przeprowadzenie badań naukowych11.
-----
* Rakiety ABM (dosłownie:
przeciwrakietowe) były przeznaczone do przechwytywania i niszczenia
nadlatujących pocisków rakietowych przeciwnika przed osiągnięciem celu. Ich
skuteczność nigdy nie została udowodniona.
-----
23 marca 1983 prezydent zwrócił się do narodu. Bardzo
mocno podkreślił swoje poparcie dla nowego kierunku w dziedzinie strategii.
Stany Zjednoczone rozpoczną badania nad Inicjatywą Obrony Strategicznej (termin
wymyślony przez Poindextera). Reagan zakończył
słowami: powiem tylko, że całkowicie
popieram tę inicjatywę.
Zdecydowane poparcie Inicjatywy Obrony Strategicznej przez Reagana stało się
tematem spekulacji. Czy chodziło o przeorientowanie amerykańskiej strategii nuklearnej? Czy też
prezydent postrzegał ten system, podobnie jak McFarlane,
jako problem zasobów? Richard Allen twierdzi: Nie wierzę, że Reagan traktował Inicjatywę
Obrony Strategicznej jako tarczę, którą można rozciągnąć nad Stanami
Zjednoczonymi i uczynić kraj bezpiecznym. Moim zdaniem
uważał, że jest to wystarczająco dalekosiężny plan i jeśli wyłożymy odpowiednią
liczbę dolców, Rosjanie będą musieli się na to złapać.
Przywódcy radzieccy prawidłowo odczytali wystąpienie Reagana: jako wyzwanie technologiczne. „Izwiestia” napisały: Chcą nam narzucić jeszcze bardziej rujnujący
wyścig zbrojeń. Liczą na to, że Związek Radziecki tego nie wytrzyma. Brak mu
odpowiednich zasobów, brak potencjału technicznego. Spodziewają się, że
zrujnuje to gospodarkę naszego kraju.20
Generalicja radziecka wierzyła, że raptowny rozwój technologii już
dwukrotnie w przeszłości spowodował militarne „rewolucje”. Pierwsza
nastąpiła w latach dwudziestych, kiedy czołg i samolot zastąpiły kawalerię.
Druga miała miejsce w latach pięćdziesiątych, kiedy głowice nuklearne
umieszczono w rakietach balistycznych w miejsce bombowców i konwencjonalnych
bomb. W obu przypadkach broń wojskowa osiągnęła nowy poziom rozwoju. I za każdym
razem Moskwie udało się niemal dotrzymać kroku Zachodowi.
Ale teraz nadchodziła trzecia rewolucja i Moskwa się denerwowała. Zastosowanie nowych technologii - mikroelektroniki i komputerów – do systemów militarnych niosło jeszcze większe wyzwanie, ponieważ premiowało wysoką jakość produkcji, co nie było mocną stroną Sowietów. (...) Sowieci mogli odpowiedzieć unowocześnieniem swojej broni, ale byłby to kosztowny wyścig. (...)
Administracja intensyfikowała wyścig zbrojeń z zastosowaniem nowoczesnej
technologii, a równocześnie starała się ograniczyć eksport z Zachodu, który
pomagał Moskwie
uczestniczyć w tym współzawodnictwie.
Administracja czyniła także
postępy w ograniczaniu eksportu sowieckiej energii na Zachód.
... Potencjalnie był to wielki cios finansowy dla Kremla, manewr
blokujący, który zatrzymywał dopływ dużej ilości twardej waluty.
(...) Rezultat spadku
cen ropy dla Stanów Zjednoczonych byłby „ze wszech miar korzystny”, wywarłby
natomiast „katastrofalny wpływ na gospodarkę radziecką.
Próbowano wszystkiego, co mogłoby wpłynąć na obniżenie cen.
(...) Program tajnych operacji w Polsce rozwijał się gwałtownie... Szwecja okazała się dobrym punktem tranzytowym przy
szmuglowaniu za granicę działaczy i przerzucaniu do Polski urządzeń łączności. A co ważniejsze, była
krajem oficjalnie neutralnym, do którego polskie władze miały większe zaufanie.
Casey poinstruował placówkę sztokholmską, by
poczyniła wstępne przygotowania do spotkania ze szwedzkimi władzami podczas
jego planowanej wizyty w październiku. Zamierzał
przekonać Szwedów, by pomogli w naszych wysiłkach wspierania „Solidarności”
– wspomina jeden ze współpracowników. – Nikt
nie przypuszczał, że mu się to uda.42
Przerzut materiałów do
Polski zorganizowany był dość prosto. Wyposażenie i zapasy kupowane za
pieniądze CIA przekazywano do Brukseli, gdzie mieściło się jedno z największych
i najbardziej efektywnych biur „Solidarności”. Zasoby strategiczne sprowadzano
do Brukseli rozparcelowywano po rozmaitych magazynach. Tam przepakowywali je
działacze „Solidarności” i wysyłali przez Sztokholm. Kiedy kontenery znalazły
się w Szwecji, zmieniano ich oznakowania i pakowano na statek w skrzyniach jako
„części do
traktorów”, „narzędzia” i „produkty rybne” adresowane do polskiego portu.
11 .........
160
Na
samym początku urzędowania administracji Reagana przywiązywano wielkie
znaczenie do zmiany dynamiki psychologicznej zimnej wojny. Ustawienie Moskwy w
pozycji obronnej umożliwiłoby inne ukierunkowanie współzawodnictwa. Zakrojone
na szeroką skalę przygotowania do budowy systemu obronnego prowadzone pod
kierunkiem Caspara Weinbergera
stanowiły wyzwanie technologiczne obnażające największą słabość Moskwy. I
Moskwa zaczęła to zauważać. Równowaga militarna amerykańsko-radziecka
obserwowana z Moskwy wydawała się przechylać na korzyść Stanów Zjednoczonych, a
wraz z nią ogólny układ sił – wspomina Siergiej Fiedorenko, szef wydziału Instytutu USA i Kanady w Akademii
Nauk.1
Administracji nie zależało jednak wyłącznie na powstrzymaniu radzieckiej przewagi
militarnej. Prezydent pragnął wymierzyć
Moskwie geopolityczny cios, który mógłby się odbić echem w całym imperium. Takie
możliwości stwarzał Afganistan. W 1983 roku tajna operacja pomocy mudżahedinom
przebiegała zdumiewająco sprawnie, mimo że była bardzo skomplikowana.
CIA dołożyła wszelkich
starań, by nie nadawać rozgłosu sprawie afgańskiej, przede wszystkim
ze względu na pakistańskiego prezydenta Zię, który
balansował na linie pod względem geopolitycznym.
W 1983 roku Moskwa zaczynała uważniej spoglądać na Pakistan. Kreml i
radziecki Sztab Generalny doskonale wiedzieli, że bez Pakistanu ruch oporu
skazany jest na zagładę – wspomina Mohammad Yousaf.3
Prezydent, personel Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Caspar Weinberger i Bill
Casey zaczęli się niepokoić możliwością uderzenia Sowietów na Pakistan.
Rozpoznanie wywiadu nie wskazywało wprawdzie na przygotowania takiego ataku,
jednak panowała zgoda co do tego, że byłby to ruch zgodny z sowieckimi metodami
działania. Casey
przekazał zapewnienia prezydenta, że Zia cieszy się
pełnym poparciem Stanów Zjednoczonych.
Następnie Casey zadał „teoretyczne” pytanie wojskowe. Na początku 1983 roku spotkał się w Gabinecie Owalnym z prezydentem i Billem Clarkiem, by omówić sytuację w Afganistanie. W rozmowie poruszono problem utrudnienia sytuacji Moskwie. Dyrektor CIA zasugerował przeniesienie operacji wojennych na teren Związku Radzieckiego, a idea ta przypadła do gustu Reaganowi. (...)
Przeprowadzano coraz bardziej specjalistyczne akcje, a ruch oporu miał się
posługiwać w coraz większym stopniu nowoczesnymi materiałami wybuchowymi i
skomplikowanym wyposażeniem elektronicznym. (...)
Casey pragnął poszerzyć zakres działań wojennych, podnieść poprzeczkę. Była to
okazja wyrównania porachunków z Sowietami za Wietnam... (...)
Z punktu widzenia administracji Reagana straty sowieckie nie były wystarczająco
duże. (...)
Sytuacja w Kabulu również uległa zaostrzeniu. (...)
Akcje przeciwko dyplomatom radzieckim były dla Caseya ważnym krokiem w eskalacji działań
wojennych. Jak długo elita sowiecka nie będzie się czuła zagrożona atakami, tak
długo będzie popierała wojnę w Afganistanie.
(...) Król
był przekonany, że Iran zaatakuje statki saudyjskie i będzie usiłował zamknąć
cieśninę Hormuz, wąski przesmyk, którym tankowce
wypływały z Zatoki Perskiej na Ocean Indyjski. Teheran staje się coraz bardziej
agresywny, powiedział Fahd. Są gotowi na wszystko.
Casey przyznał mu rację. Nie dało się powstrzymać irańskiego radykalizmu. Fahd miał do Caseya prośbę. Czy królestwo mogłoby zakupić
kilka „specjalnych rakiet?” Fahd miał na myśli Stingery*, skomplikowane rakiety ziemia-powietrze,
powszechnie uznawane za najlepszą broń w amerykańskim arsenale, czy wręcz w
zasobach światowych.
---
* Przenośny, prosty w obsłudze,
samonaprowadzający się pocisk rakietowy ziemia-powietrze, wyposażony w czujniki
podczerwieni do wykrywania źródeł ciepła, możliwy do użycia również w nocy lub
w warunkach ograniczonej widoczności.
---
Sprzedaż rakiet Stingier mogła
się okazać trudniejsza do przeprowadzenia w Kongresie niż systemy wczesnego
ostrzegania AWACS. Zagrożeniem
dla saudyjskich statków
były nie tyle samoloty, ile szybkie łodzie motorowe Niewątpliwie krytycznie nastawieni
kongresmani podniosą lament na temat rakiet Stinger,
które mogą wpaść w ręce terrorystów lub
radykalnych państw arabskich. Casey obiecał przekazać te prośbę w Waszyngtonie,
gdzie książę Bandar przedstawiał ją już innym
pracownikom administracji.
Obydwaj panowie przeszli do sprawy Afganistanu i Casey poruszył perspektywę eskalacji
działań wojennych. Co król myśli o przeniesieniu wojny afgańskiej na terytorium
radzieckiej Azji Środkowej? Casey wiedział, że Fahd i
rodzina królewska przemycają fundusze na pomoc kiełkującym podziemnym ruchom
muzułmańskim w tym regionie. Fahda
zainteresował ten pomysł i obydwaj postanowili omówić go bardziej szczegółowo
podczas następnego spotkania.8
(...) Pomiędzy Pekinem a
Waszyngtonem istniała już bliska współpraca w wielu dziedzinach. Elektroniczne
urządzenia podsłuchowe wzdłuż granicy sowieckiej okazały się nieocenione.
Specjaliści ze Stanów Zjednoczonych pracowali pod osłoną najgłębszej tajemnicy na posterunkach
w sercu Azji Środkowej. Chińczycy byli
bardzo pomocni w realizacji programu afgańskiego, dostarczając broń radziecką i
inną pomoc.
W tym samym czasie rosło napięcie między Pekinem a Moskwą., głównie
wzdłuż granicy. Dwa komunistyczne mocarstwa walczyły między innymi o
podporządkowanie sobie muzułmanów tego regionu. Obecność w Azji od 45 do 50 milionów
muzułmanów, zamieszkałych w Związku Radzieckim i w Chinach, zmusiła oba mocarstwa do
opracowania „strategii muzułmańskiej” w
równym stopniu obronnej, co zaczepnej.
(...)
(...) W istocie administracja Reagana stawiała generała Jaruzelskiego w
sytuacji, w której nie miał praktycznie wyboru. Stany Zjednoczone utrzymywały, że warunkiem złagodzenia
sankcji jest zwolnienie więźniów politycznych. Spełnienie tego warunku
zagrażało istnieniu reżimu, przyczyniało się bowiem do
wzmocnienia opozycji. Niespełnienie zaś oznaczało utrzymanie amerykańskich sankcji, a więc dalszy upadek
gospodarczy i coraz większe uzależnienie się od Moskwy. Mimo swych solidnych
komunistycznych papierów
Jaruzelski nie ufał
Kremlowi i nienawistna była mu myśl o tym, że Polska coraz głębiej wpada w
objęcia sowieckie. Ojciec Jaruzelskiego siedział w rosyjskim łagrze*, a sam
generał przez całe życie żywił antyrosyjskie tendencje. W znacznym stopniu z powodu sankcji
amerykańskich Moskwa musiała wspierać rząd Jaruzelskiego sumami 3 do 4
miliardów dolarów rocznie**. Jak zwykle tego rodzaju „pomoc” nie była bezinteresowna.
* Władysław Jaruzelski, ojciec Wojciecha, po ponadrocznym pobycie w 7 łagpunkcie w Krasnojarskim Kraju i zwolnieniu go z łagru w rezultacie umowy Sikorski-Majski,
zmarł 4 czerwca 1942 r. w Bijsku w Ałtajskim
Kraju i tam jest pochowany. Wojciech Jaruzelski jako spiecpieriesieleniec
przebywał tam wraz z matką i siostrą w osadzie Turaczak,
a następnie w Bijsku (Kraj Ałtajski).
Pracował jako drwal, robotnik i tragarz.
** Autor dowolnie żongluje
liczbami. Na str. 221 ocenia radziecką pomoc finansową na 1 do 2 mld dolarów. Radzieckie wsparcie dewizowe dla PRL
nawet z przyczyn płatniczych nie mogło osiągnąć sum rzędu „3 do 4 miliardów dolarów”, gdyż z początkiem lat 80, cały deficyt płatniczy ZSRR w stosunkach
z Zachodem obracał się w podobnych granicach.
12 .........
181
Rok 1984 był rokiem wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, a w
Moskwie zwracano szczególną uwagę na charakter kampanii. Miała ona zasadnicze
znaczenie dla Kremla. Zniknęły nikłe nadzieje na to, że Reagan okaże się
antykomunistycznym republikaninem w stylu Richarda
Nixona, który zapoczątkował odprężenie i cieplejsze stosunki z komunistycznymi
Chinami. Reagan miał mocne przekonania
ideologiczne, a jego program strategiczny wykraczał poza realpolitik. W imię tych
przekonań administracja prowadziła wojnę ekonomiczną z blokiem sowieckim i
tajne operacje w kluczowych strefach (Polska i Afganistan). Równocześnie
tworzono gigantyczny system obrony oparty na najnowocześniejszej technologii. Reagan nie tylko mówił o "Imperium Zła" i o
marksizmie-leninizmie, który wyląduje na "wysypisku historii", ale
wierzył w to.
Dygnitarze radzieccy otwarcie informowali amerykańską prasę o swojej ocenie polityki Reagana. Radomir Bogdanow, zastępca dyrektora Instytutu USA i Kanady i były
funkcjonariusz KGB, powiedział Donowi Oberdorferowi z „Washington
Post”: Wy [Amerykanie] próbujecie zniszczyć naszą gospodarkę,
utrudniać handel, pokonać nas w dziedzinie strategii. Walentin
Falin z Komitetu Centralnego powiedział temu samemu
reporterowi, że Reagan nie dąży do pogodzenia się z
Moskwą, tylko do „obrzezania socjalizmu”.
(...) 24
stycznia afgańscy powstańcy,
działający z bazy w Meszed w Iranie, zaatakowali cele
za granicą z ZSRR, poinformował Casey
swego gospodarza. Powstańcy przeszli do Turkmenii, zaminowali drogi,
zaatakowali odosobnione placówki wojskowe, ustawili zasadzki na patrole
radzieckiej straży granicznej. Nastąpił dość poważny atak na placówkę celną w Torghondi. Powstańcy zabili kilku strażników, zagarnęli
trochę broni i amunicji.
Zorganizowanie operacji wojskowej
i przeniesienie jej na teren Związku Radzieckiego nigdy dotychczas nie miało
miejsca. Od czasów II wojny światowej nie toczyły się walki na terenach
sowieckich. Zapowiadało to olbrzymie reperkusje dyplomatyczne i militarne.
Pakistan jako sponsor mudżahedinów może stać się celem militarnego odwetu. Ale
to samo może się przytrafić sponsorowi Pakistanu, zwłaszcza gdyby dotarło do
Kremla, że działo się to z inicjatywy Reagana. A jednak trudno było przepuścić
taką okazje strategiczną. Jak lepiej można ukarać Moskwę za krwawą rzeź w Afganistanie niż
przenosząc działania wojenne na jej własne terytorium.
Mieszkańcy północnego Afganistanu i radzieckiej Azji Środkowej mają etniczne
powiązania, łączą ich więzy pokrewieństwa bliższe niż ludy południowego i
północnego Afganistanu. Mają wspólną religię, kulturę i historię. Od końca lat
siedemdziesiątych Moskwę szczególnie niepokoiło rozprzestrzenianie się islamu w
radzieckiej Azji Środkowej. Zadaniem KGB w republikach azjatyckich było
energiczne tłumienie rozkwitającego podziemnego odrodzenia islamu. Rewolucja
irańska i dżihad w Afganistanie zachęcały do aktów oporu we wszystkich
republikach.
Następnego ranka po szczegółowym omówieniu licznych przedsięwzięć Bill Casey
wsiadł do samolotu. Zapoczątkował być
może najśmielszą tajną operację zimnej wojny. Pakistan przystał na plany ataku
celów położonych na
terytorium Związku Radzieckiego.
...
Z Pakistanu Casey udał się do Arabii Saudyjskiej na sekretne spotkanie z królem
Fahdem i księciem Turki. (...) Największym
zagrożeniem
bezpieczeństwa Arabii był Iran.
...
Z Arabii Saudyjskiej Casey poleciał do Izraela i Turcji, a następnie do Europy
Zachodniej, by omówić operację polską.
...
Następnie Poggi mówił na temat sytuacji w Polsce. Nawet kościół podzielił się na radykałów,
którzy chcieli udzielić pełnego poparcia opozycji, i tych, którzy opowiadali
się za bardziej ugodowym podejściem do władz. Było to niezwykłe w ustach
arcybiskupa wyznanie na temat wewnętrznych problemów kościoła, być może jednak
odpowiadał na szczerość Caseya dotyczącą ograniczeń i słabości amerykańskich. Podział wewnątrz kościoła ujawnił się
na niewielkim przemysłowym przedmieściu Warszawy, w Ursusie, kiedy to w małym
kościółku zebrało się ponad 2000 Polaków, którzy rzucili wyzwanie polskiemu
prymasowi kardynałowi Józefowi Glempowi. Prymas przeniósł księdza Mieczysława Nowaka, wielkiego sympatyka „Solidarności”, z Ursusa do
innej parafii. Spór ten znajdował odbicie w całej Polsce.
Nie tylko kościół miał problemy,
również polska gospodarka znalazła się w opałach. Poggi
chciał uświadomić administracji Reagana, że sankcje są bardzo kosztowne (12
miliardów dolarów według jednej z ocen polskiego rządu)*, a Jaruzelski nie
wątpił, że pogorszenie sytuacji ekonomicznej przynosi wyraźną korzyść jego
oponentom po obu stronach: w „Solidarności” i wśród zwolenników twardego kursu
w partii, którzy uważali, że nie okazał się dość brutalny wobec przeciwników
wewnętrznych. Poggi radził Caseyowi, by administracja
nie wycofywała się z sankcji, ponieważ Jaruzelski będzie musiał w końcu uciec
się do jakiegoś kompromisu.
Sytuacja w podziemiu była niejednorodna
. Rząd więził w sumie około tysiąca działaczy, grupę najważniejszych przywódców trzymał w
więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej w Warszawie. W grupie tej znajdowali się
Jacek Kuroń, Adam Michnik, Zbigniew Romaszewski, założyciel podziemnej radiostacji
„Solidarność”, i Henryk Wujec, intelektualista katolicki.
Jednak więzienne mury i kraty nie mogły ograniczyć wyzywającej odwagi
zatrzymanych przywódców.
Michnik napisał właśnie list, który
przemycono z więzienia. Dochowując wiary swoim przekonaniom, musiał toczyć
walkę z komunistycznym rządem. List dowodził wewnętrznej pasji niepokornego
działacza, pełnego werwy i energii. Jaruzelski zaproponował Michnikowi
i innym więzionym przywódcom „Solidarności” azyl we Francji w nadziei
wyeksportowania swoich głównych przeciwników. List Michnika był otwartą odpowiedzią
na tę propozycję: Bo was niepokoi sam fakt istnienia ludzi, których myśl o Polsce nie
kojarzy się z ministerialnym stołkiem, a z więzienną celą; ludzi którzy
przedkładają święta w areszcie śledczym nad ferie na Lazurowym Wybrzeżu,
pisał do polskiego generała Czesława Kiszczaka. Tych, którzy trzymali go w więzieniu, nazywał
„łotrami”. List krążył w odbitkach wśród paru tysięcy działaczy, a potem wpadł w ręce pracowników
„Głosu Ameryki” i „Radia Wolna Europa”. Tekst listu nadano natychmiast na całą
wschodnią Europę.
Casey podtrzymał w rozmowie z Poggim stanowisko
prezydenta wobec sankcji: nie zostaną złagodzone, dopóki w Polsce nie nastąpią
reformy wewnętrzne i dopóki więźniowie polityczni nie znajdą się na wolności. W
ostatnich tygodniach Lech Wałęsa powiedział, że sankcje powinny się natychmiast zakończyć,
ale administracja nie zmieniła zdania.
Ukryta pomoc USA dla „Solidarności” w sensie dosłownym pomogła podziemiu przetrwać
długą, ostrą zimę stanu wojennego. Szlak biegł z Brukseli przez Sztokholm do Gdańska. 23 lutego radio „Solidarność” po raz
pierwszy po półrocznej przerwie odezwało się w eterze. Wykorzystując nowy
sprzęt radiowy i elektroniczny Zbigniew Bujak zachęcał do oporu wobec reżimu i
wzywał do bojkotu czerwcowych wyborów do władz lokalnych.
13 ......... 194
Jednym z najważniejszych zadań dla
administracji Reagana było zdobywanie dokładniejszych i bardziej znaczących
wiadomości wywiadowczych na temat Związku Radzieckiego. Wywiad wojskowy był
stosunkowo wiarygodny. Jednak prezydent, Rada Bezpieczeństwa Narodowego i CIA
uważali, że brakuje im odpowiednich informacji na temat wydarzeń politycznych i
ekonomicznych. Wymagało to przede wszystkim zwerbowania ludzi za żelazną
kurtyną. (...)
Ale kiedy nadszedł kwiecień 1984, nie ulegało wątpliwości, że stało się coś
niedobrego. Źródła w Moskwie zaczynały wysychać. Niezawodnych od lat
informatorów aresztowano i wywieziono. Współpracownicy hołubieni przez lata
zostali ostatnio przez władze radzieckie straceni pod zarzutem zdrady.
Funkcjonariuszy Agencji, pracujących na terenie Ambasady, wytropiono i zdemaskowano. (...)
Zainteresowanie administracji Reagana problemami ekonomii i technologii
sprawiło, że amerykańscy biznesmeni stali się ważnym źródłem informacji. Mieli
aktualne rozeznanie i kontaktowali się z zupełnie innymi kręgami ludzi niż
informatorzy zwerbowani przez CIA.
Amerykańscy menedżerowie ,
którzy mieli kontakty z Moskwą, prawdopodobnie najlepiej znali radzieckie
potrzeby ekonomiczne. Mogli się zorientować, jakich technologii Sowieci
potrzebują najbardziej i z jakich zagranicznych źródeł korzystają, by zdobyć objęte zakazem
produkty amerykańskie. Szczególnie dobrzy informatorzy, jak...pisali raporty i dzwonili... Zjawiał
się u nich kurier...
(...)
Agenci nawiązywali kontakt z przedsiębiorcami pracującymi za granicą i
prosili o współpracę. (...)
Niemal 200 największych amerykańskich przedsiębiorstw nie tylko dzieliło się z
Agencją informacjami, ale ponadto służyło za parawan dla agentów CIA.
Zbieranie informacji było niezbędne, by zrozumieć i wypunktować radzieckie
słabości. Administracja Reagana dysponowała jednak równie ważną bronią, czyli
manipulowaniem informacjami przeciekającymi do Moskwy. Na początku 1984 roku
CIA i Pentagon zainicjowały tajny program dezinformacji, którego celem było
rozchwianie radzieckiej gospodarki. Program ten celował w samo serce
radzieckiej ekonomii i jej uzależnienia od zachodniej technologii i
umiejętności. Było to szeroko zakrojone przedsięwzięcie, obejmujące również
zmienione lub sfabrykowane informacje technologiczne w dziedzinie cywilnej i
wojskowej. Na pomysł ten wpadli pracownicy Rady Bezpieczeństwa
Narodowego i Pentagonu po walce o radziecki rurociąg. Program dezinformacji
pogarszał niedostatki i braki radzieckiej ekonomii. CIA koordynowała go – poprzez rozmaite
kanały wypuszczała w świat niepełne i mylące dane. Informacje stanowiły
zazwyczaj mieszaninę prawdy i fikcji; były wystarczająco prawdziwe, by
radzieccy inżynierowie połknęli przynętę, zaczęli przyswajać sobie informację i
stosować we własnych projektach, ale były one doprawione taką dozą fikcji, by
wysiłki te nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. W ciągu kilku pierwszych lat program
doprowadził do znacznych „sukcesów”.
• Fabryka chemiczna w Omsku wykorzystała mylące informacje w planach rozbudowy.
Projekt przeprowadził specjalistów przez labirynt technicznych stref i w końcu
okazał się całkowicie bezużyteczny. Kosztowało to fabrykę około 8-10 milionów
dolarów, zanim naprawiono pomyłkę.
• Fabryka traktorów na Ukrainie
usiłowała wyprodukować narzędzia na podstawie projektów dostarczonych przez CIA. Przez szesnaście
miesięcy zakład wykorzystywał jedynie połowę mocy, dopóki inżynierowie nie
zrezygnowali „z nowego systemu automatyzacji”, który rzekomo przedstawiały
projekty.
• Plany części do turbiny gazowej
przekazano Sowietom na początku 1984. Kilka wybudowanych turbin ustawiono na
gazociągu gazu ziemnego. Ale plany zawierały błąd inżynieryjny. Turbina nie
mogła działać. W rezultacie uruchomienie gazociągu uległo dalszemu opóźnieniu.
• Uszkodzone kości komputerowe
sprzedane przez pośrednika znalazły się w urządzeniach wielu radzieckich fabryk
wojskowych i cywilnych, gdzie dopiero po upływie wielu miesięcy udało się
odkryć problem. Taśmy montażowe stały nieruchomo całymi tygodniami.
Agencja zajmowała się dezinformacją projektów cywilnych, a Pentagon –
technologią wojskową. (...)
Na początku 1984 roku Casey otrzymał wewnętrzną notatkę dotyczącą wielkiego
sukcesu programu dezinformacji. Notatka wskazywała na oczywiste problemy, jakie
stwarza Sowietom realizacja tego programu, zwracała jednak uwagę również na
paraliżujący efekt, jaki program wywiera na całokształt radzieckich wysiłków
zdobywania zagranicznych technologii. Trudność
odróżnienia prawdziwych od niedokładnych danych i informacji sprawia, że
zdolność Sowietów do przyswajania i stosowania zachodnich technologii w
stosunkowo szybkim tempie zmniejszyła się drastycznie.4
Program
dezinformacji był ściśle strzeżony, żeby nie wywołał kłopotów w kraju.
Dezinformacje szerzono jedynie poza granicami Stanów Zjednoczonych –
wspomina John Poindexter ...
(...) Z raportów wynikało, że Sowieci
coraz bardziej boją się administracji Reagana. Kreml ogłosił nawet kilka
wojennych alarmów atomowych... w obawie ataku ze
strony Stanów Zjednoczonych.7
...
McFarlane pamięta te raporty: jedną z niespodzianek
dla strony radzieckiej było odrodzenie się amerykańskiej gospodarki, bo
sprzeciwiało się to ich wyobrażeniom o systemie kapitalistycznym. Głosili
otwarcie upadek amerykańskiej gospodarki i w latach siedemdziesiątych nie
posiadali się z radości. Zaskoczyło ich
to, że zaczęliśmy wychodzić z dołka.
(...) Kreml nie zamierzał pozostać w
tyle w tym krytycznym wyścigu technologii.... (...) Moskwa wydawała miliardy
dolarów, na co nie bardzo mogła sobie pozwolić, starając się dorównać
Inicjatywie Obrony Strategicznej...
(...) Ekonomia radziecka nie stwarzała zachęty i tłumiła inicjatywę,
produkowała wyroby niskiej jakości. Większość technologii zastosowanej do
zbrojeń pochodziła z Zachodu. Radzieckie
Ministerstwo Obrony akceptowało nędzne wyniki gospodarki, dopóki nie wpływały
one na stosunkowo silną pozycję armii.
(...) W jakiś sposób narodziny pierestrojki były wynikiem polityki Reagana. Pierestrojka była pod wieloma względami
wymysłem wojskowych - wspomina Jewgienij Nowikow. - Mówili
o niej już w 1982 roku i uważali, że jest konieczna dla zachowania radzieckiej
siły militarnej, zwłaszcza w świetle zbrojeń amerykańskich.19
(19 Jewgienij Nowikow; rozmowa z
autorem).
Czy, jak woli to ujmować członek
sowieckiego parlamentu Ilia Zasławski:
Ronald
Reagan był ojcem pierestrojki.
14 .........
208
Lato 1984 było długie i gorące. W lipcu COCOM zakończył sprawdzanie
spisu technologii, na które istniało embargo do krajów bloku sowieckiego.
Dodano do nich oprogramowanie komputerowe, wyposażenie radiokomunikacyjne i
niewielkie komputery, przydatne dla celów wojskowych. Wzmocniono kryteria
kontroli, szczególnie jeśli chodzi o zakupy towarów za
pośrednictwem krajów trzecich.
(...) W Moskwie nie zmalało zaniepokojenie z powodu Reagana...
…
(…) Administracja Reagana
zainwestowała poważny kapitał polityczny w saudyjską rodzinę królewską.
…
(...) Przez cały rok 1984 administracja Reagana prowadziła kampanię na rzecz
obniżenia światowych cen ropy.
…
(...) W końcu 1984 roku urzędnikom
administracji Reagana zaczynało brakować cierpliwości z powodu wojny w
Afganistanie. W wielu kręgach panowało ciche, ale głęboko zakorzenione przekonanie, że Sowieci w końcu
wygrają te wojnę, a pomoc amerykańska może się jedynie przyczynić do
przedłużenia sowieckich wysiłków. Walki się nasiliły, ponieważ Sowieci
wykorzystywali w większym stopniu siły powietrzne i bardziej niż dotychczas
bombardowali cele mudżahedinów. Masowe bombardowania wydatnie zmniejszały
liczbę ludności cywilnej, która uciekała do Pakistanu albo do Iranu. Rozpływało
się więc poparcie ze strony miejscowych, tak potrzebne
mudżahedinom. Coraz więcej materiałów trzeba było przewozić drogą lądową z
pakistańskich baz, co wymagało wręcz nadludzkich wysiłków logistycznych.
Członkowie administracji Reagana przy współpracy niektórych kongresmanów
dokładali wszelkich wysiłków, by podtrzymać ruch oporu.
Dodatkowe fundusze, wcześniej dostarczone przez Caseya na szkolenie, zostały
dobrze wykorzystane.
(…) Pakistan pragnął jednak mieć pewność, że oficerowie sowieccy w Kabulu czują
się poddenerwowani, wysłano więc
do Caseya dość niezwykłą prośbę. General Akhtar chciał dostać
karabiny snajperskie („paczki”), żeby mudżahedini mogli wziąć na cel radzieckich
dowódców i generałów. CIA wskazała już domy i biura najważniejszych
radzieckich generałów i śledziła ich ruchy. Monitorowano także ruchy
przybywających na wizytacje dowódców Moskwy i Taszkientu. Trafienie ich
pozostawało czystą formalnością, biorąc pod uwagę wszystkie dostępne materiały
wywiadu. Caseyowi
podobał się ten pomysł z punktu widzenia militarnego, ale to był temat
delikatny: karabiny posłużyłyby do zabójstwa, a zarządzenie prezydenta
zabraniało rządowi amerykańskiemu mieszać się w zabójstwa zagranicznych
dostojników. Prawnicy się zlękli, odór „zabójstwa” był zbyt silny. Casey
poczuł się
zakłopotany. To przecież wojna,
dowodził, jaka różnica miedzy dostarczaniem pocisków do zabijania oficerów na
polu bitwy, a dostarczaniem tych karabinów? Różnica polega na premedytacji,
odparli prawnicy. Jeśli dostarczymy karabiny do zabijania radzieckich
generałów, złamiemy prezydenckie zarządzenie o zabójstwie. Może się pan znaleźć
w więzieniu.
Podobno Casy zignorował to ostrzeżenie. No więc, jeśli ktoś zapyta, nie należy mu wyjaśniać, że są
to snajperskie karabiny służące do zabójstwa, trzeba powiedzieć, że to strzelby
myśliwskie, oświadczył. A na co tamci zdecydują się
polować, to już zależy od nich, nie od nas.16
Wyżsi funkcjonariusze Rady Bezpieczeństwa Narodowego debatowali nad tą
propozycją całe miesiące. Wreszcie wysłano około setki „paczek” i przeszkolono
mudżahedinów, jak mają się nimi posługiwać. Ale Stany Zjednoczone nie udostępniły informacji wywiadu o ruchach
radzieckiego personelu wojskowego.
Administracja Reagana, dążąc do osiągnięcia celu w Afganistanie,
przeprowadziła pod koniec 1984 roku intensywną kampanię propagandową w
radzieckiej Azji Środkowej. Wspólnie z Pakistanem, Chinami i Turcją zachęcała
tamtejszych obywateli do sprzeciwu wobec władzy sowieckiej. Administracja mieszała we wrzącym kotle w
nadziei, że przyczyni Kremlowi więcej problemów wewnętrznych.
15 .........
217
Sześć tygodni po zdecydowanym zwycięstwie w wyborach
Ronald Reagan przyjmował gościa, z którym łączyła go przyjaźń i
pokrewieństwo duchowe. Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii, przybyła
do Waszyngtonu, by omówić tysiące spraw. Wydarzenia w Związku Radzieckim
zajmowały jedno z pierwszych miejsc na porządku dziennym.
Wkrótce rozmowa zeszła na Inicjatywę Obrony Strategicznej i plany
administracji.
(...) Prezydent zsiadł na chwilę ze swego ulubionego konika i wyznał, że nie
bardzo wiadomo, do czego doprowadzi program badań i czy w ogóle uda się
stworzyć funkcjonujący system *
* Wielu wybitnych uczonych
amerykańskich i zachodnioeuropejskich od pierwszej chwili wskazywało na
nierealność projektów związanych z SDI
Uwagi. To samo pisało wielu wybitnych uczonych
radzieckich.
Anonimus
Warto jednak próbować. A poza tym, nawet jeśli nigdy nie uda się zrealizować tego systemu, jest
on wielkim ekonomicznym obciążeniem dla Związku Radzieckiego. Prezydent
utrzymywał, że musi istnieć praktyczna granica wyrzeczeń, jakich rząd radziecki
może się domagać od swego narodu1
1 Margaret Thatcher "The
Wizyta pani
Thatcher przyczyniła się do pewnego postępu w próbach
zainteresowania głównych zachodnich sojuszników programem badawczym Inicjatywy
Obrony Strategicznej. Ze wszystkich przywódców krajów sojuszniczych Thatcher
najlepiej pojmowała filozofię Reagana i na ogół podzielała jego wizję
strategicznych systemów obronnych. Caspar Weinberger, zagorzały anglofil,
Robert McFarlane i George Shultz uważali, że wyrazy
poparcia ze strony pani Thatcher mogłyby przyczynić się do szerszej
akceptacji za granicą. Wspólnie z McFarlane'em
pani premier ustaliła cztery punkty, które jej zdaniem miałyby
podstawowe znaczenie w pozyskiwaniu współpracy Europejczyków przy SDI**.
Stany Zjednoczone muszą przekonać Europę , że:
(1) celem Inicjatywy Obrony
Strategicznej nie jest zachwianie równowagi supermocarstwa na rzecz USA;
(2) wdrożenie SDI będzie przedmiotem
negocjacji zgodnie z zobowiązaniami istniejącego traktatu;
(3) SDI jest wzmocnienie nie osłabienie
siły odstraszającej;
(4) negocjacje między supermocarstwami w
sprawie redukcji systemów broni ofensywnych będą kontynuowane.
W zamian za zgodę na powyższe punkty Thatcher oświadczyła, że jest absolutnie
przekonana o konieczności prowadzenia programu badawczego SDI.2
2 Ibid. Str.468
** Autor zaprzecza tu sam sobie. Wcześniej pisze obszernie, że głównym celem SDI było właśnie naruszenie równowagi militarnej miedzy supermocarstwami.
Uwagi. Wg mnie,
Autor wcale sobie nie zaprzecza. Wcześniej przedstawił poglądy Reagana i jego
Sztabu a teraz pani Thatcher. Czy premier Thatcher rzeczywiście wierzyła, że
jej warunki zapobiegną próbie naruszenia równowagi militarnej, to inna sprawa.
Anonimus
(...) Jednak
najbardziej istotny paragraf NSDD-166 znalazł się w aneksie, który precyzował
cele administracji Reagana. Kiedy rząd Cartera w 1980
roku zainicjował program tajnej pomocy mudżahedinom, sporządził ściśle tajny
dokument wywiadu
dotyczący amerykańskich celów w Afganistanie. Ówczesnym celem
było „gnębienie” sił okupacyjnych. Zwycięstwo
było wówczas nie tylko odległą fantazją, ale wręcz ponurym żartem.
Administracja obawiała się również gniewu Moskwy za zbyt agresywną interwencję
w Afganistanie. W rezultacie powstał skromny program 6tajnej pomocy o
niejasnych docelowych rezultatach. Przez pięć lat administracja Reagana
opierała się na tych samych założeniach. Jednak nowy aneks zmieniał cele Stanów
Zjednoczonych. Nowym celem było zwycięstwo, zdecydowane pobicie radzieckich sił
zbrojnych w Afganistanie.
Afganistan to jedno z dwóch wyzwań natury geopolitycznej, które stanęły przed
Moskwą na początku 1985 r. Wojna kosztowała Sowietów od 3 do 4 miliardów
dolarów rocznie, głównie z powodu broni i wyposażenia, jakie Zachód dostarczał
mudżahedinom.
Sankcje Stanów Zjednoczonych przeciwko
Polsce zmuszały Moskwę do podtrzymywania rządu Jaruzelskiego pilnymi
zastrzykami w wysokości 1 do 2 miliardów dolarów rocznie. W obydwu tych
wysuniętych placówkach sowieckiego imperium polityka amerykańska przyczyniała
się do kryzysu.
Moskwa mogła jednak radzić sobie z tymi wyzwaniami, tak w każdym razie
przypuszczano. Ten pojedynek można było stoczyć. Zakładano, że ruchy oporu w
Polsce i w Afganistanie w końcu padną lub przestaną mieć znaczenie. Na początku
1985 r. największy niepokój budziła Inicjatywa Obrony Strategicznej. Wielu
zachodnich uczonych wyrażało sceptycyzm co do
możliwości stworzenia podobnego programu, ale Moskwa zachowywała się tak, jakby
sukces nie ulegał wątpliwości. Przyznano znaczne fundusze wojskowemu sektorowi
przemysłowemu w rozpaczliwej próbie utrzymania równowagi sił w tej dziedzinie.
Na początku 1985 r. tajna wojna
ekonomiczna przeciwko Kremlowi zaczynała przynosić owoce. Oczekiwane
kredyty, twarda waluta i technologia z Zachodu zaczynały się kurczyć. Budowa syberyjskiego
gazociągu, tak zasadnicza dla zdobycia twardej waluty, posuwała się naprzód,
jednak skalę przedsięwzięcia zmniejszono o połowę, a termin jej ukończenia był
już opóźniony o dwa lata. Chociaż sankcje amerykańskie zostały zniesione,
zdążyły one spowodować zasadnicze zakłócenia w harmonogramie budowy. Wywiad
wskazywał, że sankcje kosztowały ich co najmniej dwa
lata - wspomina Roger Robinson12 (12
Roger Robinson; rozmowa z
autorem). Popiera go Oleg
Titkow, ekspert zatrudniony poprzednio w radzieckim
Ministerstwie Przemysłu Naftowego: Nie było to zwykłe usprawiedliwienie, kiedy
winę za opóźnienie przypisywaliśmy sankcjom amerykańskim. To była prawda.
Panował chaos. Najpierw nie mieliśmy turbin, potem próbowaliśmy zbudować
własne, a potem znowu mogliśmy kupować turbiny. Co za chaos, co za bałagan! Kosztowało nas to dwa lata i miliardy dolarów.13
(13 Oleg Titkow; rozmowa z autorem).
Administracji Reagana udało się jeszcze
bardziej skomplikować proces budowy dzięki programowi dezinformacji. Bill Casey
powiedział kilku z nas z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, żebyśmy się zbytnio
nie martwili gazociągiem, nawet po skończeniu jego budowy - wspomina Roger Robinson. - Mieli mnóstwo problemów z awariami
rurociągów i turbin, z pożarami urządzeń kontrolnych i tak dalej. Czy wynikało
to z sowieckiej niekompetencji, czy też było wynikiem pecha? Mieliśmy powody,
żeby w to wątpić.14
14 Roger Robinson; rozmowa z autorem
Opóźnienie było strasznym ciosem
dla Kremla. Syberyjski gazociąg miał być dojną krową, miał pomóc Moskwie w
trudnym okresie gospodarczym. W 1980 roku przewidywano, że gazociąg przyniesie
prawdopodobnie 8 do 10 miliardów dolarów w twardej walucie rocznie już od 1985
roku, a 15 do 30 miliardów w latach dziewięćdziesiątych, kiedy znajdą się
odbiorcy dla drugiej nitki (w zależności od cen ropy). Jednak z powodu
nieprzejednanej postawy administracji Reagana nie będzie drugiej nitki, a w
wyniku sankcji Moskwa musiała czekać dodatkowo dwa lata na przypływ twardej
waluty i to w trudnej sytuacji ekonomicznej. Poza tym już straciła od 15 do 20 miliardów z powodu
ograniczenia pierwszej nitki.
Równocześnie gwałtownie zmniejszył się dopływ zachodniej technologii, dzięki
której radziecka gospodarka jakoś egzystowała. Nie udało się wyliczyć, jakie
straty ponosiła ekonomia radziecka w wyniku zatrzymania dopływu technologii,
ale niektóre raporty wskazywały, że straty te można szacować na miliardy w
skali rocznej.
(...) Uparcie kontynuowaliśmy tę
politykę - wspomina Stef Halper
- Nie ulegało wątpliwości, że nie mogli dostać technologii, których
potrzebowali. Potrzebne im były na przykład jakieś obrabiarki z Zachodu, a my
nie dopuszczaliśmy do transakcji i fabryka stała bezczynnie miesiącami.
Czuliśmy, że trzymamy rękę na pulsie.16
16 Stef Halper; rozmowa z autorem
Jeszcze tylko w jednej branży należało doprowadzić do końca ekonomiczną wojnę z
Moskwą. W 1985 roku głównym celem administracji stała się obniżka cen ropy.
Niektórzy postrzegali to jedynie w kategoriach korzyści dla Stanów
Zjednoczonych. Niektórzy jednak zdawali sobie sprawę z tego, jak poważnie
oddziała to na niepewną sytuację ekonomiczną Moskwy. Niektórzy wierzyli, że
ceny ropy i tak spadną w wyniku prostego działania rynku. Inni, jak Casey i
Weinberger, uważali, że Arabia Saudyjska, największy światowy producent ropy,
potrzebuje zachęty i poparcia ze strony Stanów Zjednoczonych.
(...) 12 lutego konwój limuzyn z
królem Fahdem przybył do Białego Domu.
Król Fahd, podobnie jak prezydent, miał kilka poważnych
problemów. Obydwaj przywódcy podziwiali się wzajemnie i żywili szacunek.
Prezydent wiedział, że Fahd pozostaje sojusznikiem
Stanów Zjednoczonych w coraz
bardziej nieprzyjaznym i niespokojnym regionie. Dawał także co roku dziesiątki milionów dolarów dla mudżahedinów w
Afganistanie i partyzantów contras* w Nikaragui, a
więc przyczyniał się do realizacji dwóch najbliższych sercu prezydenta
programów polityki zagranicznej. Dla Fahda Reagan był kimś, kto wielokrotnie walczył o interesy
saudyjskie.
* Nikaraguńscy contras –kontrrewolucjoniści- stanowili początkowo niemal
wyłącznie grupę złożoną z oprawców b. dyktatora Somozy.
Dyskutowali także o międzynarodowych problemach ekonomicznych wywołanych mocną
pozycją dolara i deficytem USA. Następnie prezydent Reagan poruszył sprawę
międzynarodowych cen ropy. Gospodarka Stanów Zjednoczonych, głównego protektora
Arabii Saudyjskiej, bardzo zyskuje na niższych cenach ropy, powiedział Reagan Fahdowi. Silna Ameryka leży w interesie Arabii Saudyjskiej.
Główni nieprzyjaciele Saudyjczyków, Libia, Iran i Związek Radziecki, korzystają
na wysokich cenach ropy.
...
16 ......... 228
W
1985 roku Polska, leżąca w sercu radzieckiego imperium, była polem bitwy
pomiędzy dwoma supermocarstwami. Moskwa popierała rząd Jaruzelskiego,
udzielając mu pomocy gospodarczej i otaczając innymi mackami radzieckiej władzy
państwowej, wywiadowczej i militarnej. Waszyngton kontynuował tajną akcję
pomocy finansowej i materiałowej podziemiu, przesyłając
"Solidarności" również zasadnicze informacje wywiadu, które mogłyby
okazać się użyteczne.
Amnestia, ogłoszona przez rząd
Jaruzelskiego 22 lipca 1984 roku, oddziałała na podziemie w sposób
niejednoznaczny. Uwolniono kilkuset działaczy, ale prześladowania policyjne
dalej trwały, a nawet się wzmogły. Jeśli obywatele natychmiast odstąpią od
działań antyrządowych, nie będą prześladowani. Niepodporządkowanie się temu
zarządzeniu oznacza areszt. Do 1 stycznia 1985 roku około 350 działaczy
przyjęło ofertę rządu. Jednak kierownictwo pozostało nieugięte. Zgodnie z
obietnicą Lecha Wałęsy w przemówieniu noworocznym, podziemie będzie toczyć walkę aż do ostatecznego zwycięstwa.
Niepowodzenie gambitu amnestyjnego
zmusiło władze do zdwojenia wysiłków zmierzających do zdławienia opozycji siłą.
Policja organizowała obławy w poszukiwaniu podziemnych drukarń i
zorganizowanych zebrań.
(...) W listopadzie 1985
pod kluczem siedziało około 340 działaczy podziemia.
Na początku 1985 roku służby
bezpieczeństwa wzmogły wojnę z podziemiem. Funkcjonariusze polskiego i radzieckiego
wywiadu pracowali usilnie nad tym, by zdemaskować i odciąć dopływ finansów i materiałów z Zachodu dla
podziemia. KGB spoglądało na CIA, ale
także na Watykan.
KGB uznało również, że należy poddać Watykan
wzmożonej obserwacji. Pracownicy radzieckiego wywiadu oskarżali Stolicę
Apostolską o wywrotową działalność w Europie Wschodniej.
Pracownicy administracji Reagana wtajemniczeni w program pomocy „Solidarności”
zawsze niepokoili się tym, że odkrycie go przez Moskwę może mieć poważne reperkusje. ...
Polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych atakowało amerykańskich
dyplomatów jako ogniwa w łańcuchu, więc personel ambasady USA w Warszawie i
konsulatu w Krakowie poddawano szczegółowej obserwacji.
Na początku 1985 roku dopływ gotówki dla „Solidarności” osiągnął szczytową
wysokość 8 milionów dolarów.
Podtrzymywało to działalność podziemia. Wczesną wiosną większość
przywódców znalazła się znowu w wiezieniu, ale działalność ruchu oporu trwała.
W marcu 1985 r. sekretarz obrony Caspar Weinberger przebywał w Luksemburgu na
spotkaniach z ministrami obrony krajów NATO.
...
W czasie zebrania Weinberger namiętnie argumentował na rzecz możliwych korzyści
systemu strategicznego... Być może jednak najbardziej przekonujący argument
opierał się na ekonomii. Administracja Reagana zamierzała zawrzeć umowy na
badania i wdrożenia, które mogłyby się okazać bardzo dochodowe dla wielu
europejskich przemysłowców i uczonych. Czy Europa naprawdę chce stracić tyle
korzyści ekonomicznych i technologicznych?
(...) W pewnym momencie pracownicy CIA poinformowali Caseya, że Czernienko już nie żyje, a Kreml odkłada podanie tego do
wiadomości publicznej do chwili wyboru nowego przywódcy. (...)
(...) Gorbaczow odziedziczył imperium w stanie głębokiego
kryzysu. Dwa specjalnie czułe punkty stanowiły Polska i Afganistan. Struktura przychodów w twardej
walucie, która podtrzymywała kulejącą gospodarkę, uległa rozchwianiu w wyniku
zmasowanych działań USA, które można by określić jako wojnę ekonomiczną. Gorbaczow odziedziczył gospodarkę niezdolną sprostać
amerykańskiej technologii, której rozwój zmusi go do ponoszenia jeszcze
większych wydatków na wojsko. Kiedy zaczął przejmować stery radzieckiej
nawy państwowej, wyżsi urzędnicy administracji starali się wykorzystać swoją przewagę.
Latem 1985 roku w Waszyngtonie mówiło się
głównie o nowym radzieckim sekretarzu generalnym. Michaił
Gorbaczow był zagadką. O całe pokolenie władzy
młodszy od Czernienki, w młodości wiele podróżował po
krajach zachodnich. Miał znacznie bardziej zachodni sposób bycia, niż jego
poprzednicy, i nie ukrywał już własnych opinii na temat ich urzędowania w
czasie tak zwanego okresu stagnacji. (...)
(...) Pod
koniec lata wdrożono dwie ważne strategie ekonomiczne, które musiały okazać się
zgubne dla pogrążonej w chaosie gospodarki radzieckiej. Pierwsza zrodziła się w
Waszyngtonie. (w skrócie: dewaluacja dolara. Cele: 1)
uaktywnienie własnego eksportu, 2) uderzenie ekonomiczne w ZSRR, który obce
waluty uzyskane z eksportu, wymieniał następnie na dolary. Anonimus)
Inna zmiana polityki –
o podstawowym znaczeniu dla upadku radzieckiej ekonomii – nadeszła z Riadu (w skrócie: obniżka cen ropy, opisana w odcinku 17. Anonimus)
(...) Nie mając najmniejszego pojęcia o nadchodzącym
cyklonie finansowym Michaił Gorbaczow
spotykał się w Moskwie ze swoimi głównymi doradcami i sojusznikami, by
przygotować reformy ekonomiczne, które chciał wprowadzić w następnym planie
pięcioletnim. Ekonomia radziecka
miała wiele problemów, które zbyt długo zaniedbywano. Podstawowym punktem
pierwszego pakietu reform nowego sekretarza generalnego było przyspieszenie
wzrostu i przeprowadzenie Związku Radzieckiego w następne stulecie jako
supermocarstwa. Nowym celem była modernizacja, nie produkcja, jak dotychczas
przez wiele dziesięcioleci. Miało się to dokonać przez gwałtowny wzrost
inwestycji w budowaniu maszyn, szczególnie technologii - instrumentów, robotów,
elektroniki, komputerów - i przez szybkie zastąpienie przestarzałego kapitału.
Do zrealizowania tego planu Gorbaczow potrzebował
kilku niezbędnych składników, których mogła dostarczyć jedynie zmiana w
polityce Reagana; potrzebował zachodniej technologii, twardej waluty i
zakończenia kłopotów geopolitycznych.
Gorbaczow skierował
namiętny apel do twórców polityki zachodniej i biznesmenów o poszerzenie
wymiany handlowej. Uczynił to przez związanie sprzedaży technologii ze
współpracą polityczną.
Ale oprócz
zachodniego wkładu w postaci technologii, twardej waluty i kredytów Gorbaczow spodziewał się także ulgi w sferze militarnej. Pod koniec 1985 roku po raz pierwszy od lat
sześćdziesiątych USA produkowały więcej broni niż Moskwa. A co ważniejsze, podwojenie amerykańskich
nakładów na badania i rozwój bardzo niepokoiły radziecką generalicję i Gorbaczowa.
Radzieccy
dostojnicy wojskowi, jak były minister obrony S.L. Sokołow,
zapowiadali, że dorównają rozwojowi amerykańskiej armii.15 Gorbaczow malował ponury obraz zmieniającego się charakteru
współzawodnictwa militarnego, co być może wyjaśnia fakt, dlaczego Inicjatywa
Obrony Strategicznej stała się jego obsesją. Główny problem świata
polegał, jego zdaniem, na tym, że rozwój nauki i technologii osiągnął taki
poziom, iż wprowadzenie na szeroką skalę tych zdobyczy, zwłaszcza w dziedzinie
militarnej, może doprowadzić do zupełnie nowej fazy w wyścigu zbrojeń. Obawa sprowadzała się do tego, że Moskwa
stanęła wobec technologicznego wyzwania, któremu nie może sprostać.
(...) Anatolij Czerniajew,
osobisty doradca Gorbaczowa w sprawach zagranicznych
wspomina: Dla Gorbaczowa było koniecznością położenie
kresu zimnej wojnie, żebyśmy mogli zredukować nasz budżet militarny, bo musimy
w jakiś sposób ograniczyć nasz militarny kompleks... A jeszcze większe zaniepokojenie
budziła Inicjatywa Obrony Strategicznej.
(...)
Radziecki Sztab Generalny malował złowieszczy obraz zamiłowania administracji
Reagana do najnowszych technologii, zarówno w dziedzinie broni
konwencjonalnych, jak Inicjatywy Obrony Strategicznej. Sowiecki establishment
wojskowy stanął przed nowym stadium rozwoju technologii. Generał Jewsiejew pisał w jednej z wojskowych gazet, że zagrożenie
stworzone przez nowoczesną technologię da kapitalistom zdolność zaskakującego
ataku, podobnie jak było w przypadku hitlerowców, kiedy zaatakowali Związek
Radziecki w czerwcu 1941. Wiceminister obrony generał Gasiejew
w innym artykule podawał Popkowa,
starego robotnika i bohatera powieści Simonowa „Żywi
i martwi”, za wzór radzieckiego obywatela. Należało się spodziewać, że w
obliczu nowego zagrożenia ze strony kapitalistów ludność pójdzie w ślady Popkowa:
Gotów bym nawet oddać to mieszkanie i dokończyć życia w jednym pokoju o chlebie i wodzie (...) byle
Armia Czerwona miała wszystko, czego potrzebuje.19 Partia obiecała, że nigdy
nie dopuści do tego, by kapitaliści odzyskali przewagę militarną, ale
dotrzymanie tego słowa miało ją drogo kosztować.
Gorbaczow
chciał więc dotrzymać tej obietnicy. Z jego punktu
widzenia pozostanie w tyle za Stanami Zjednoczonymi w dziedzinie technologii wojskowej
zagrażało pozycji ZSRR jako
supermocarstwa. Nie ma innej możliwości – powiedział jednemu z
towarzyszy partyjnych. Wyścig, który przyspieszył pod wpływem postępu nauki
i technologii, staje się coraz bardziej bezlitosny dla zostających w tyle.20
W oczach Gorbaczowa Inicjatywa Obrony Strategicznej
miała na celu jeszcze większe obciążenie radzieckiej ekonomii. Stany
Zjednoczone chcą wyczerpać Związek Radziecki ekonomicznie w wyścigu
najnowocześniejszych i kosztownych broni kosmicznych – powiedział narodowi w
moskiewskiej telewizji. – Pragną stworzyć rozmaite trudności dla
radzieckiego przywództwa, zniweczyć jego plany, w tym także plany sfery
socjalnej, sfery podniesienia stopy życiowej obywateli, by w ten sposób obudzić
w ludziach niezadowolenie z kierownictwa.21
Rozwój sytuacji
międzynarodowej oznaczał, że Gorbaczow będzie musiał
przeznaczać na zbrojenia jeszcze większe fundusze niż dotychczas. Nowy
plan pięcioletni nakazywał większe wydatki na bardziej zaawansowane rodzaje
broni. Jak przyzna później Gorbaczow, planowany
wzrost w dziedzinie obrony w latach 1986-1990 wynosił niemal 8% rocznie, a więc
dwa razy tyle, ile wzrost dochodu narodowego.
Gorbaczow spodziewał się, że Zachód, a szczególnie
antykomunistyczny prezydent Stanów Zjednoczonych osłabi kampanię przeciwko
Związkowi Radzieckiemu.
17 .........
247
W
sierpniu 1985 r. w serce radzieckiej ekonomii wbito znienacka sztylet.
Saudyjczycy odkręcili kurek i zalali światowe rynki ropą. Tę trudną i, i jak się okazało, doniosłą decyzję
podjęli po wielokrotnych deklaracjach ministra Yamaniego
na spotkaniach OPEC-u, że Arabia Saudyjska chciałaby
mieć większy udział w handlu ropą. Trudno powiedzieć, co zaważyło najbardziej
na decyzji Saudyjczyków. Jak mówi Caspar Weinberger: Podniesienie wydobycia ropy prowadzące do zniżki cen w 1985 roku było
wewnętrzną decyzją Saudyjczyków. Wiedzieli jednak doskonale, że decyzja ta
zgodna jest z życzeniem Stanów Zjednoczonych.1
W
pierwszych tygodniach wydobycie wzrosło od mniej niż 2 milionów baryłek do
niemal 6 milionów. Późną jesienią 1985 roku miało osiągnąć prawie 9 milionów
baryłek dziennie.
Dla Stanów Zjednoczonych zniżka cen
ropy stanowiła dobrodziejstwo, oznaczała bowiem
równowartość dziesiątków miliardów dolarów podarowanych amerykańskiemu
konsumentowi. Każda obniżka cen ropy była szkodliwa dla ekonomii Kremla.
Jednak rok 1985 okazał się katastrofalny. Wyczerpywały się radzieckie zasoby
finansowe. Podwojono sprzedaż złota w 1985 roku, by utrzymać przypływ twardej
waluty na niezbędnym poziomie. Energia przynosząca najwięcej twardej waluty
(niemal 80%) miała wyjątkowe znaczenie dla funkcjonowania ekonomii.
Ale
co ważniejsze, Michaił Gorbaczow
liczył na twardą walutę zarobioną na eksporcie energii, miała
bowiem finansować zakup technologii i towarów konsumpcyjnych niezbędnych
do realizacji jego reform. Pieniądze te miały służyć do zakupu zachodnich
towarów i żywności. Obniżka cen ropy była rujnująca, po prostu rujnująca – mówi
Jewgienij Nowikow. – Była
to katastrofa. Przepadły setki miliardów.2
Wkrótce po zwiększeniu wydobycia przez
Saudyjczyków, ceny ropy spadły tak gwałtownie, jak kamień lecący na dno stawu. W
listopadzie 1985 roku sprzedawano baryłkę ropy za 30 dolarów, zaledwie pięć
miesięcy później za 12. Dla Moskwy oznaczało to, że ponad 10 miliardów w cennej
twardej walucie wyparowało z dnia na dzień (była to niemal połowa dochodów). I
radziecka ekonomia zaczęła dyszeć jeszcze ciężej.
Kiedy Moskwa zbierała siły na ten finansowy kataklizm, uwaga wszystkich
zwróciła się na przygotowania do nadchodzącego szczytu supermocarstw w Genewie. George Bush zaproponował Gorbaczowowi
spotkanie na szczycie
podczas pogrzebu Konstantina Czernienki. Nowy radziecki przywódca ciepło przyjął te propozycję. Administracja
Reagana wystosowała zaproszenie, w nadziei na zbudowanie zaufania między
supermocarstwami. Prezydent i sekretarz stanu George Shultz wierzyli, że
osobiste spotkanie może przyspieszyć postęp w kontroli zbrojeń. Ronald Reagan,
nietuzinkowy obrońca kontroli zbrojeń jako celu samego w sobie, miał rodzaj idealistycznej obsesji
na temat wyeliminowania broni nuklearnych. Jednym z celów najbliższych jego
sercu, oprócz powstrzymania marszu komunizmu, było drastyczne zmniejszenie
arsenałów nuklearnych po obu stronach.
Jeśli proponując spotkanie na szczycie Reagan pragnął uspokoić radzieckiego
przywódcę w sprawie swej agresywnej polityki, to Gorbaczow
podchwycił tę
okazję, by uzyskać poprawę wyjątkowo trudnej sytuacji gospodarczej. Naciski amerykańskie na sowiecki system
były olbrzymie. (...)
...
W 1985 roku supermocarstwa przypominały
zderzające się ze sobą dwie płyty tektoniczne, przy czym ruchy gruntu rodziły
przeciwstawienia na różnych polach.
...
Gorbaczow niemal od razu zaczął naciskać w sprawie SDI.
Doprowadzi to do nowej spirali wyścigu zbrojeń, oświadczył prezydentowi.
Doprowadzi do bankructwa obydwa kraje i okaże się destabilizujące. Patrząc Reaganowi w oczy sekretarz generalny ostrzegł, że może i
zrobi wszystko, by przeciwstawić się SDI, choćby za pomocą wprowadzenia bardziej ofensywnej
broni. Inicjatywa Obrony Strategicznej świadczy o tym , że Stany Zjednoczone
dążą do przewagi strategicznej i do osiągnięcia zdolności pierwszego uderzenia, kontynuował.
...
Szczyt nie doprowadził do zasadniczej zmiany polityki.
MichaiłGorbaczow,
któremu nie udało się postawić w Genewie na swoim, wracał do Moskwy mając przed sobą czarne
perspektywy ekonomiczne. Wspomina
Aleksander Biessmiertnych: W
Związku Radzieckim odczuwaliśmy już ciśnienie wyścigu zbrojeń. Gorbaczow chciał przeprowadzić reformy, a trwający wyścig
zbrojeń stanowił olbrzymią przeszkodę dla przyszłości tych reform.6
Dla tych w Waszyngtonie, którzy traktowali poważnie
próby reformatorskie Gorbaczowa, jego program budził
niepokojące problemy. Mniej monolityczne społeczeństwo, bardziej otwarte i
wolne, a więc mniej
agresywne, niewątpliwie leżało w interesie USA. Ale jeśli Gorbaczowowi uda się stworzyć bardziej sprawne i
zaawansowane technologicznie imperium, które zachowa wszystkie przydatki marksistowsko-leninowskie z ostatnich dziesięciu
lat? A jeśli
jego nawoływanie do reform jest tylko podstępem w celu zdobycia zachodnich
kredytów.
...
Przewidując, że
zdesperowany Kreml może poszerzyć skalę szpiegostwa przemysłowego, Casey i inni wyżsi
urzędnicy rozwijali akcję dezinformacji technologicznej...
...
Administracja Reagana uciekała się
do dezinformacji również po to, by wzmóc zaniepokojenie Sowietów Inicjatywą
Obrony Strategicznej. Informacje dostarczone przez Olega
Gordijewskiego wskazywały, że wśród przywódców na
Kremlu rosło przekonanie, że SDI może naprawdę działać... Zasadniczym
celem kampanii było
stworzenie wrażenia, że specjaliści amerykańscy dokonali znacznie większego
postępu, niż to miało miejsce w rzeczywistości.
Jeśli współzawodnictwo technologiczne
stanowiło wysiłek dla Sowietów, to wyzwania geopolityczne groziły oderwaniem
imperium od radzieckiego podłoża. Na polecenie prezydenta Bill Casey prowadził
na całym świecie liczne tajne operacje, których celem było ograniczenie władzy
radzieckiej. Casey był przekonany, że ta rozgrywka szachowa nie toczy się o
zdobycie kilku pionków, miał nadzieję na mata.
Kilka tygodni po szczycie w Genewie Casey jadł obiad
w swoim gabinecie w Langley z Alanem Fiersemz Wydziału
Operacyjnego. Fiers
spędził jakiś czas na Półwyspie Saudyjskim, a teraz miał jechać do Ameryki
Środkowej. Obaj panowie omawiali sytuację w tym rejonie i wizję Caseya
dotyczącą wspierania antykomunistycznych zrywów na całym świecie. Dyrektor CIA
chciał doprowadzić do choćby jednego zwycięstwa. „Jeśli raz zwyciężymy, cały
domek z kart się rozwali. Spowoduje łańcuchową reakcję
w całym imperium”, powiedział do Fiersa.
Na początku 1986 roku szanse na wyparcie Sowietów nigdzie nie wyglądały lepiej
niż w Afganistanie, mimo licznych niepowodzeń partyzantów i nieprzejednanej
postawy Sowietów.
Radziecka wojna błyskawiczna,
teraz prowadzona pod wodzą generała Zajcewa, nie
osiągnęła wiele od chwili, gdy zadeklarowano ją rok wcześniej. Wielka ofensywa
na wschodzie, w której uczestniczyło 20 000 żołnierzy, nie doprowadziła do
zamknięcia granicy z Pakistanem ani do odcięcia mudżahedinów od bazy
zaopatrzenia. Z drugiej strony zwiększona pomoc amerykańska dla ruchu oporu
zaczynała przynosić wyniki.
Podczas wizyty w Pakistanie
na początku 1986 roku Casey dokonał oceny sytuacji na froncie z generałem Akhtarem i brygadierem Yousafem w
wysuniętej bazie w pobliżu granicy afgańskiej. Oglądali zdjęcia satelitarne,
dokładne mapy Afganistanu, sprawdzali rozmieszczenie oddziałów, wysokość strat
i możliwy scenariusz działań na następny rok. Uderzające było to, jak bardzo
zmienił się ruch oporu w ciągu pięciu lat. Mudżahedini przeprowadzali teraz
skomplikowane operacje na dużą skalę, z każdym miesiącem coraz skuteczniejsze.
Jednostki mudżahedinów
przed pięciu laty wyposażone w zwykle karabiny i maszerujące po
Afganistanie w poszukiwaniu żywych celów, teraz posługiwały się skomplikowaną
bronią w atakach na radzieckie bazy powietrzne. Mudżahedini otrzymali też nowy
system łączności radiowej...
Ustanowiono regionalne bazy afgańskiego ruchu oporu z punktami
łączności w Parwanie, Paghmanie,
Mazar-i-Szarif i Kandaharze. Satelity amerykańskie obserwowały
Afganistan, posyłały zdjęcia do analityków amerykańskich w Waszyngtonie i do
oficerów pakistańskiego ISI w pobliżu granicy. Posługując się tym materiałem
wywiadowczym oficerowie ISI wysyłali instrukcje do owych regionalnych baz. Bazy
z kolei przekazywały rozkazy dowódcom w terenie posługując się łącznością
radiową o zmiennej częstotliwości...
Mudżahedini stawali się także
bardziej skuteczni, dzięki licznym ośrodkom szkolenia założonym w 1985 roku,
które uczyły ich posługiwania się bronią. Tysiące wojowników przeszło szkolenie
w zakresie broni przeciwczołgowej i przeciwlotniczej, zakładania i zdejmowania
min, demolowania, walk w mieście i sabotażu. Ze szkół tych, nazywanych przez
niektórych dowcipnisiów „CIA U”, wychodziło co roku 20 000 mudżahedinów.
W 1985 roku widać już było
rezultaty dążenia Stanów Zjednoczonych do zwycięstwa... (...)
Jednak najpoważniejsza eskalacja
działań dotyczyła ataków mudżahedinów przeprowadzanych na terytorium Związku
Radzieckiego. Pomysł ten zrodził się w 1983 roku w Białym Domu, a podjęli go Akhtar i Yousaf. Jednak pod
koniec 1985 roku administracja Reagana zaczęła trochę zmieniać stanowisko.
Chciała, żeby dalej kontynuowano ataki, jednak Casey zdecydował, że najlepiej
będzie, jeśli Waszyngton nie udostępni żadnych materiałów wywiadowczych
dotyczących sowieckiego terytorium. Zbytnia precyzja takich ataków niewątpliwie
przyczyniłaby się do bezpośredniego oskarżenia Stanów Zjednoczonych.
(...)
Trwałość sukcesów wojny w
Afganistanie zależała od poparcia Pakistanu. (...)
18
......... 259
Decyzja Saudyjczyków, by
gwałtownie podnieść poziom wydobycia ropy i tym samym drastycznie obniżyć ceny,
podjęta w końcu 1985 r., nie przeszła nie zauważona w
korytarzach Kremla. W związku z niespotykanym spadkiem dochodów w twardej
walucie na początku 1986 roku wysłano do króla Fahda
ostro sformułowany list z podpisami członków Biura Politycznego. List ten
przekazali Oleg Aleksiejewicz
Griniewski, szef wydziału bliskowschodniego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych, i Gajdar Alijew, członek Biura Politycznego i arabista. Pracowali
oni również nad uzyskaniem skoordynowanej reakcji Iraku i Libii, dwóch krajów,
które ponosiły straty z powodu decyzji Saudyjczyków.
List ten najwyraźniej stanowił ostrzeżenie przed dalszą obniżką cen i
proponował tajne spotkanie w Genewie w celu ustabilizowania rynku. Iran wygłaszał publiczne groźby,
ponieważ strata dochodów ze sprzedaży ropy mogła położyć kres planowanej
ofensywie przeciwko Irakowi. W Zatoce Perskiej zdarzały się coraz częstsze
ataki, bo zarówno Iran, jak Irak gwałciły niemal wszystkie zwyczajowe prawa
wojny. Atakowano tankowce, rafinerie ropy i miejsca odwiertów. Kilka tankowców w Zatoce niemal cudem ocalało. Wprawdzie
zagrożenie irańskimi atakami dotyczyło Saudyjczyków w mniejszym stopniu niż
innych producentów ropy, takich jak Kuwejt, ale król Fahd
chciał mieć pewność, że Stany Zjednoczone nie dopuszczą do dominacji Iranu w
Zatoce Perskiej.
Na początku 1986 roku wydobycie ropy w Arabii Saudyjskiej wynosiło niemal 10
milionów baryłek dziennie. Ceny dalej spadały. Jednak wzrost wydobycia z
nawiązką kompensował
Saudyjczykom spadek cen. Dodatkowym bodźcem dla ekonomii była
dewaluacja dolara, o której uprzedzono króla Fahda.
Według poufnego memorandum Departamentu Stanu Saudyjczycy otrzymali olbrzymi
zastrzyk, dzięki niedawnemu spadkowi kursu dolara,.
W lutym 1986 roku starania Stanów
Zjednoczonych, by ograniczyć władzę sowiecką w Europie Wschodniej, wkroczyły w
nową fazę, kiedy zaczęły płynąć fundusze dla podziemia w Czechosłowacji.
Zgodnie z dyrektywą
NSDD-32 i z życzeniem prezydenta nawiązano kontakty z czeskimi
emigrantami na Zachodzie i zorganizowano niewielką linię przerzutu dla
czeskiego podziemia.. Nie dało się tego jednak porównać ze skalą i zakresem
operacji polskiej, tutaj chodziło jedynie o kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Czeska
opozycja nadal
znajdowała się w stanie embrionalnym, uczestniczyli w niej
głównie intelektualiści z organizacji obrony praw człowieka, jak Karta 77, czy
świeccy katolicy. Fundusze z CIA
posyłano za pośrednictwem organizacji emigracyjnych na Zachodzie, które i tak
przemycały prywatną pomoc dla kraju. Chodziło wprawdzie o niewielkie sumy, ale
spodziewano się, że efekt dwu tajnych operacji będzie większy. „Solidarność” uczyniła odważny gest,
popierając ruchy opozycyjne w całym bloku sowieckim. Przeprowadzano konsultacje
pomiędzy przywódcami opozycji obydwu krajów w odludnych miejscach, w lasach
przy czesko-polskiej granicy. Gdyby te dwie podziemne organizacje połączyły
siły, stanowiłoby to znacznie groźniejsze wyzwanie dla sowieckiego panowania w
tym regionie.
Współpraca z ruchem podziemnym za żelazną kurtyną była ryzykowna. Niełatwo było
znaleźć kanały przesyłania pomocy. Istniał jeszcze dodatkowo problem
zdemaskowania. Służby wywiadowcze bloku sowieckiego mogły odkryć ten plan i
wykorzystać go do rozbicia opozycji. W latach dwudziestych służby
bezpieczeństwa bolszewików założyły wiele fikcyjnych organizacji podziemnych,
dzięki którym wyłapywały prawdziwych przeciwników reżimu. Najbardziej znany był
Związek Monarchistów Rosji, o zaszyfrowanej nazwie Trust. Organizacja ta z
powodzeniem penetrowała ruchy antykomunistyczne i storpedowała wiele operacji
wywiadu w Rosji.
Jeśli jednak można
było brać za przykład Polskę, to pomoc zewnętrzna miała niesłychaną wagę.
„Solidarność” otrzymywała około 500 000 dolarów rocznie z prywatnych
dotacji zagranicznych, oprócz funduszy Agencji. Tylko od AFL-CIO pochodziło 300 000 dolarów. Wczesną wiosną 1986 roku
przechwycono kilka przesyłek ze Sztokholmu i z portu Ystad. Polskie władze
oczekiwały na nadbrzeżu na nadejście przesyłek. Nie były to przypadkowe wpadki. Ktoś na trasie linii przesyłowej dostarczał
informacji.
Najwięcej podejrzeń kierowało się na szwedzki odcinek operacji. Działacze
„Solidarności” zajmowali się przesyłkami , dopóki nie
dotarły do Szwecji. Było wprawdzie możliwe, że w biurach „Solidarności” na
Zachodzie znaleźli się agenci, ale wydawało się to mało prawdopodobne. Tylko
najbardziej zaufani działacze pracowali przy nielegalnej operacji
zaopatrzeniowej. Nie dopuszczano do niej osób nowych. W Szwecji wszystko
zależało od zaufanych dokerów i pracowników portu. Jeśli ktoś odkrył zawartość
skrzyń, mógł odczuć
pokusę zawiadomienia polskich władz w zamian za pieniądze. Bill Casey zadzwonił ze swego
biura w Białym Domu do szwedzkiego
urzędnika, który był wtajemniczony w całą operację. Na szwedzkim odcinku
następował przeciek i Casey poprosił o zatkanie go.
Wysłano kilku amerykańskich agentów do pomocy w szwedzkim śledztwie. Połączona grupa funkcjonariuszy przez dwa i pół tygodnia przyglądała się szwedzkiemu odcinkowi operacji, sprawdzała dokumenty, obserwowała ludzi. Nic nie mogli znaleźć. W końcu, dzięki informacji dokera, którego przesłuchiwali, wpadli na trop szwedzkiego celnika w Ystad, który wysyłał teleksy do urzędu celnego w Gdańsku. Po zbadaniu jego konta bankowego okazało się, że celnik otrzymywał mniej więcej 200 dolarów za każde ostrzeżenie.
Znalezienie winnego wcale nie
rozwiązywało sytuacji. Aresztowanie go lub zwolnienie z pracy mogło wywołać
rozgłos w prasie i doprowadzić do zdemaskowania całej operacji. Szwedzi
zdecydowali się na kompromisowe rozwiązanie:
celnik został przeniesiony gdzie indziej, na lepsze warunki. Był to
prawdopodobnie jedyny przypadek, kiedy urzędnik państwowy doczekał się awansu
za udzielanie informacji
krajom Układu Warszawskiego. Przeniesienie odbyło się gładko, a
przecieki się skończyły.3
W tym samym czasie, gdy administracja Reagana rozszerzała tajną pomoc
finansową dla podziemnych organizacji za żelazną kurtyną, Michaił
Gorbaczow przemawiał na 27 zjeździe partii w Moskwie.
Przywódcy partii komunistycznych z całego świata zebrali się na dziesięć dni,
próbując zarysować przyszłość
swojego ruchu.
Wystąpienie Gorbaczowa miało znaczenie historyczne, poszerzało bowiem zakres zaczynającej się dyskusji o
grzechach przeszłości. Nawoływało również do zmiany struktury radzieckiego społeczeństwa.
Postęp technologiczny ma zasadnicze znaczenie dla przyszłości Związku Radzieckiego... Tylko
rozwój technologii pozwoli partii osiągnąć cel, jakim było podwojenie
potencjału ekonomicznego kraju. Nowy plan pięcioletni... Plan nawoływał do inwestowania przede
wszystkim w sektor rozwiniętej technologii. Na ten sektor i na modernizację
przemysłu miało być przeznaczone ponad 200 miliardów rubli. Czyli więcej niż
wydano w ostatnich dziesięciu latach.
Gorbaczow wypowiedział także ostrzeżenie pod adresem
Amerykanów. Mówił o swoim szczerym
pragnieniu pozbycia się ciężaru "wojen gwiezdnych" i całego wyścigu
zbrojeń. Ostrzegł, że USA i ich maszyna militarno-przemysłowa, która jak dotąd
nie zamierza zwolnić tempa, pozostają lokomotywą militaryzmu. Mówił także o
podstawowych zasadach ekonomicznego bezpieczeństwa, co oznacza wyrzeczenie się
wszelkich dyskryminacji, blokad i sankcji. Potępił również wtrącanie się w
wewnętrzne sprawy poszczególnych krajów, zwłaszcza Polski i Afganistanu.
Wiosną 1986 gwałtowny spadek cen ropy na międzynarodowym rynku budził poważne
zaniepokojenie na całym świecie, a także u niektórych pracowników administracji. Wiceprezydent
Bush... związany
z krainą teksańskiej ropy, upatrywał w gwałtownym spadku cen raczej
niebezpieczeństwa niż nadzieję. Wysokie ceny były korzystne dla południowego
zachodu, który stanowił jego polityczną bazę. Dlatego wiceprezydent w sposób
nietypowy dla siebie wyrażał publicznie swój pogląd na ten temat.
1 kwietnia przed wyjazdem w podróż Bush powiedział na konferencji prasowej w
Waszyngtonie, że stabilność rynku jest bardzo ważna,
niechętnie ustąpię ze względu na nasze interesy wewnętrzne (...) a więc interes bezpieczeństwa narodowego (...) uważam za rzecz podstawową , żebyśmy mówili o stabilności,
żeby nie dochodziło do tak nie kontrolowanych spadków, jak lot spadochroniarza
bez spadochronu.
Komentarze te stały w sprzeczności ze wszystkimi deklaracjami i działaniami
administracji. Prezydent, Caspar Weinberger, Bill Casey, John Poindexter, nie mówiąc już o doradcach do spraw
wewnętrznych, uważali spadek cen za bardzo korzystny. Wypowiedź Busha spotkała się z niezwykłą
publiczną adominacją. By zapewnić stabilność, należy
pozwolić działać prawom wolnego rynku – powiedział rzecznik Białego Domu. Podkreślił
również wyraźnie, że Bush oświadczy królowi Fahdowi,
iż poziom cen powinny regulować siły rynku.7
7 Wyżsi urzednicy
administracji w rozmowie a autorem; komentarze Busha i odpowiedź Białego Domu,
Daniel Yergin „The Prize: The Epic
Quest for Oil, Money and Power”, New York, Simon and Schuster,
1991, str.756.
Zaledwie kilka dni po tej publicznej uwadze Bush znalazł się w Rijadzie, gdzie otwierał nowy budynek ambasady amerykańskiej.
Przy kolacji tego dnia wiceprezydent dyskutował z wieloma saudyjskimi
ministrami, w tym z szeikiem Yamanim.
Szczerze rozmawiali na wiele tematów, w tym również o cenach ropy. Bush
ostrzegł, że jeśli ceny utrzymają się na dolnym pułapie, amerykańscy producenci
ropy zaczną wywierać presję na Kongres o wprowadzenie taryfy czy ochrony przed
importem. Yamani poważnie potraktował ostrzeżenie
wiceprezydenta. Przyczyniło się ono w znacznym stopniu do niepewności
Saudyjczyków. Od wielu miesięcy wyżsi urzędnicy administracji mówili o obniżce
cen. Weinberger, Casey, a w końcu sam prezydent zachęcali Saudyjczyków do
zwiększenia wydobycia i powstrzymania wszelkich prób podwyżki cen. A teraz Bush
zjawił się w Rijadzie i mówi coś wręcz przeciwnego.
Z Rijadu wiceprezydent pojechał do Dhahranu, gdzie czasowo rezydował król Fahd
w swoim Wschodnim Pałacu.
(...) Kiedy dyskusja
zeszła na temat ropy, Bush oświadczył królowi, że oczekuje „stabilizacji rynku”. Cena ropy spadła już z 30 dolarów za baryłkę
jesienią 1985 do 10 dolarów w kwietniu 1986 na rynkach loco. Niektórzy
przepowiadali, że może dojść do 5 dolarów za baryłkę. Bush powtórzył Fahdowi to,
co powiedział Yamaniemu: w Stanach Zjednoczonych
wzrosną naciski na ustalenie limitu czy taryfy na import ropy, więc lepiej
byłoby, gdyby dynastia saudyjska postarała się podnieść ceny. Fahd okazał zdecydowany niepokój. Tak wyraźne odstępstwo od
polityki administracji było
nietypowe dla Busha, który podczas dotychczasowych pięciu lat
kadencji Reagana zaprezentował się jako lojalny, choć milczący wiceprezydent.
To był pierwszy wyłom z szeregów administracji, ale za to w obecności głowy
obcego państwa.
Kiedy do Waszyngtonu dotarły wiadomości o tym, co Bush powiedział Fahdowi, Reagan poczuł się zmuszony do podjęcia pewnych działań. Zrobił coś, co rzadko się dotychczas zdarzało.
Według jednego z ambasadorów
na Bliskim Wschodzie „solidnie zwymyślał Busha”. Podobno Reagan
powiedział Bushowi, że nie robi najlepszego wrażenia,
kiedy prezydent i wyżsi urzędnicy mówią jedno, a wiceprezydent co innego.8
W niektórych kręgach waszyngtońskich zaczęły się naciski w sprawie
interwencji na światowych rynkach, by doprowadzić do pewnego rodzaju
„stabilizacji”. Na tajnym spotkaniu Międzynarodowej Agencji Energii wiosną 1986
wiele krajów domagało się konferencji w sprawie podwyżki cen. Delegacja amerykańska w zgodzie z
polityką administracji oświadczyła, że podobne rozwiązanie jest nie do
przyjęcia. Posunęła się tak daleko, że z brulionu protokołu oświadczenia na
temat oddziaływania niższych cen ropy usunięto wszystkie wzmianki o
„stabilizacji”.
Jak dalece spadek cen ropy szkodził
radzieckiej gospodarce widać było z poufnego raportu CIA z maja 1986 r. zatytułowanego:
"ZSRR przed problem twardej waluty". (...) Roczną
stratę przy aktualnym spadku cen obliczano na 13 miliardów dolarów. Ceny gazu
ziemnego układały się równolegle do cen ropy, a więc dochody z eksportu gazu
zmniejszyły się również o miliardy. Obliczano równocześnie, że dewaluacja
kosztowała Moskwę około 2 miliardów dolarów rocznie, ponieważ eksport radziecki
wyceniany był w dolarach, a większość importu w walutach europejskich.
Jednak pełny koszt spadku cen dopiero
zaczynał się rysować. Broń, po energii numer drugi na liście radzieckiego
eksportu, szła głównie do krajów Bliskiego Wschodu, bogatych niegdyś w petrodolary. Ale najbogatsi ze stałych odbiorców
radzieckiej broni nie dysponowali teraz nadmiarem gotówki z powodu spadku cen
ropy. W pierwszej połowie 1986 dochody ze sprzedaży ropy Iranu, Iraku i
Libii zmniejszyły się o46%. W konsekwencji sprzedaż radzieckiej broni spadla w
1986 o 20%, co oznaczało kolejne 2 miliardy dolarów mniej w kremlowskich skarbcach. Straty radzieckie rosły drastycznie w chwili, gdy najbardziej potrzebna
była twarda waluta. Nie mogło się to zdarzyć w gorszym momencie.
Zmiana sytuacji finansowej w ZSRR w zestawieniu z budżetem obronnym Reagana
była tak dramatyczna, że wprost trudno ją pojąć.
Burza związana z twardą walutą
przynosiła jeszcze inne reperkusje. Z braku funduszy wstrzymano dziesiątki
dużych projektów przemysłowych w ZSRR.
Spadek cen ropy zmusił Kreml do większego wsparcia się na zachodnich kredytach...
(...) Bill Casey przyjechał do Nowego Jorku na prywatne
(a nawet tajne) spotkanie z dyrektorami banków.
(...) Sowieci zdają sobie sprawę, że muszą dokonać postępu w technologiach
komputerów i łączności, żeby móc z nami konkurować... Ale żeby to osiągnąć, będą musieli
poluzować wewnętrzny ucisk polityczny. Stanęło przed nami wielkie pytanie: czy Ameryka powinna wspierać ten proces, by
zachęcić do liberalizacji..., czy też powinna utrzymać swoją przewagę...
(...) Kiedy sytuacja
finansowa radzieckiego imperium zmierzała do punktu krytycznego, na peryferiach
owego imperium rósł sprzeciw wobec komunistycznej władzy, podsycany pragnieniem
wolności i wspomagany przez Stany Zjednoczone.
(...) rząd Jaruzelskiego ogłosił
amnestię powszechną. Uwolniono wszystkich więźniów politycznych. Wrogowie
reżimu wrócili na ulice, znów mogli przyłączyć się do podziemia. Próba
zgniecenia „Solidarności” nie powiodła się.
Reakcja Waszyngtonu była
umiarkowana. Warszawa niemal spełniła owe trzy warunki wstępne, ale w Białym
Domu panował wojowniczy nastrój. Casey, Weinberger i wielu pracowników Rady
Bezpieczeństwa Narodowego radziło prezydentowi nie odwoływać sankcji. Reagan
poprosił o konsultację z Watykanem. Z kolei podziemie w Polsce chciało
natychmiastowego zniesienia sankcji. Lech Wałęsa i dziewięciu ważniejszych
przywódców „Solidarności” wydało oświadczenie z prośbą do Reagana, o zmianę
nieprzejednanego stanowiska, ponieważ pogarszające się warunki ekonomiczne
zagrażają rządzącym i rządzonym, a także przyszłym pokoleniom. Takiej samej rady udzielał kardynał Casaroli. Papież uważał, że naród wycierpiał się już dosyć.
Administracja odwlekała decyzję do stycznia 1987, kiedy to prezydent posłuchał
rady papieża. Ale tajne finansowanie Solidarności trwało nadal.
(...) Kiedy polscy działacze
nękali rząd demonstracjami, literaturą i polityką protestu, żołnierze
pakistańscy w bazie lotniczej pod Islamabadem
zaczęli rozpakowywać na początku lipca bardzo delikatną przesyłkę. Wewnątrz zwyczajnych
na pozór skrzyń znajdowała się „cudowna broń”, na którą czekali mudżahedini.
Administracja Reagana dotrzymała obietnicy – nadeszła pierwsza partia rakiet Stinger.
Rakiety Stinger są wysoko cenione i bardzo
dobrze strzeżone, tylko nieliczni sojusznicy Ameryki mają do nich dostęp. Przy
podejmowani decyzji o udostępnieniu tych rakiet mudżahedinom jedyny problem
stanowiła obawa, żeby nie dostały się w ręce terrorystów i ekstremistów.
Cywilny samolot... byłby łatwą zdobyczą... Jednak prezydent zadecydował
osobiście, by dostarczyć mudżahedinom broń, nawet przy tak dużym stopniu
ryzyka.
Zorganizowano grupy uderzeniowe, które miały postępować w ślad za obsługą Stingerów. Po zestrzeleniu samolotu grupa miała wykończyć pilota.
(...) Kiedy rakiety Stinger zagrażały już Afganistanowi, Stany Zjednoczone
zaczęły dążyć do rozszerzenia wojny na tereny radzieckiej Azji Środkowej.
...
W końcu 1986 roku do Waszyngtonu zaczęły napływać raporty o
działalności mudżahedinów na terenach Związku Radzieckiego.
...
Pod koniec 1986 roku
zaplanowano na wiosnę wiele dalszych ataków na terytorium Związku
Radzieckiego. Miały to być bardziej ambitne operacje, z udziałem specjalnie
przeszkolonych sił, które zapuszczałyby się jeszcze głębiej na tereny
komunistycznego supermocarstwa i posługiwały się bardziej skomplikowaną
bronią.
W oczach Kremla ataki te były bezpośrednią napaścią na integralność
terytorialną Związku Radzieckiego i budziły wielkie obawy. Na horyzoncie zbierała się burza nacjonalizmu i
fundamentalizmu islamskiego. Wkrótce ataki przeprowadzane na
radzieckim terytorium zaczęły przynosić dywidendy. Wzrastająca liczba ofiar,
kosztowne straty w wyniku wprowadzenia rakiet Stinger
i operacje prowadzone na radzieckim terytorium wystarczyły, by zmusić Sowietów
do odwrotu. ...
(...) Kiedy jednak Kreml planował
odwrót z
Afganistanu w pełnym szyku, w stolicy Kazachstanu Ałma
Acie wybuchły zamieszki, setki obywateli wyszło na
ulice w antyrosyjskim porywie.
Rozruchy miały podłoże nacjonalistyczne i szeroki zasięg. Były dobrze
zorganizowane, a ich uczestnicy najwyraźniej przygotowani do wybuchu zamieszek.
Kazachstan był ośrodkiem zainteresowania antyrosyjskiej kampanii propagandowej
przeprowadzanej wspólnie przez Amerykanów i Pakistańczyków
w radzieckiej Azji Środkowej. Chińczycy prowadzili podobną działalność.
...
(...) Kiedy
sowieckie panowanie w Polsce i w Afganistanie traciło moc, duch amerykańskiej
Inicjatywy Obrony Strategicznej nie przestawał straszyć na Kremlu.
Kreml prowadził zjadliwą publiczną kampanię przeciwko sojusznikom
Ameryki, w której przestrzegał przed współpracą w badaniach nad
Inicjatywą Obrony Strategicznej i podkreślał, że ten system to nic innego, jak
próba administracji Reagana, by osiągnąć strategiczną przewagę na świecie.
Marksistowsko-leninowskie i popierane przez Sowietów organizacje terrorystyczne
inicjowały uderzenia typu militarnego przeciwko laboratoriom prowadzącym
badania nad Inicjatywą Obrony Strategicznej i przeciwko uczonym w całej Europie. ...
Moskwa, która wówczas oferowała terrorystom bezpieczne schronienie w
Berlinie Wschodnim i innych miastach sowieckiego bloku, niewątpliwie traktowała
te ataki jako działania w pewnym sensie korzystne.23
Na froncie dyplomatycznym tymczasem Gorbaczow wyobraził sobie, że
najlepszym sposobem utrącenia Inicjatywy Obrony Strategicznej będzie złożenie Reaganowi propozycji
nie do odrzucenia. Taka okazja nadarzyła się podczas szczytu
w Rejkiawiku w październiku 1986.
Gorbaczow oczekiwał dwóch rzeczy od administracji
Reagana. Jak powiedział radzieckim dyplomatom na początku 1986 roku, radziecka
dyplomacja musi przyczyniać się do wewnętrznego rozwoju kraju.
Najważniejszym celem jego polityki zagranicznej, powiedział zebranym,
było stworzenie możliwie najlepszych warunków zewnętrznych do przeprowadzenia reform.24 Oznaczało
to zdobycie dostępu do zachodniej technologii i kredytów, i położenie kresu
wyzwaniu, jakie niosła Inicjatywa Obrony Strategicznej, i rozbudowa obronnego
arsenału Reagana.
Szczyt w Rejkiawiku
okazał się pod wieloma względami spotkaniem przełomowym. Supermocarstwa o mało
nie wyeliminowały wszystkich broni nuklearnych, ale radzieckie nadzieje na wyeliminowanie SDI zostały raz na zawsze przekreślone. W
Rejkiawiku ówcześni przywódcy supermocarstw spotkali
się po raz drugi. Jeśli Genewa była okazją do wzajemnego poznania się, to Rejkiawik stał się polem zmagań dwóch wizjonerów, o
zasadniczo odmiennych celach i systemach wartości, ale równie zdecydowanych
odnieść zwycięstwo.
Eliminacja wszystkich broni nuklearnych,
dramatyczna propozycja złożona przez Gorbaczowa w
styczniu 1986, była jego kartą atutową. Na Kremlu wiedziano
doskonale o wstręcie Reagana do broni nuklearnych i jego idealizmie. Propozycja
Gorbaczowa grała na tych strunach, i żywiono
nadzieję, że okaże się zbyt kusząca dla Reagana, by mógł ją odrzucić
Pierwsza sesja rozpoczęła się
11 października o 1030. Propozycja radziecka koncentrowała się na
trzech dziedzinach: strategiczna broń nuklearna, broń nuklearna średniego
zasięgu* i broń kosmiczna.
Propozycje były rzeczywiście radykalne: zmniejszenie o 50%
strategicznych broni nuklearnych i zmniejszenie broni średniego zasięgu po obu
stronach. Co do broni kosmicznych, to Gorbaczow
upierał się, że Inicjatywa Obrony Strategicznej powinna zostać ograniczona do
stadium laboratoryjnego.
----------
* W tekście oryginału błąd
terminologiczny. Chodzi o rakiety operacyjne średniego zasięgu (w tym zwłaszcza
radzieckie rakiety SS-20). Mogły one być wyposażone w głowice nuklearne.
----------
Rozmowy wznowiono o 1400. Reagan, Gorbaczow,
Shultz i Szewardnadze siedzieli naprzeciwko siebie.
Reagan odpowiedział na propozycje Gorbaczowa,
uwypuklając ofertę USA w sprawie kontroli zbrojeń. Na drugim piętrze pałacyku
członkowie obydwu delegacji
toczyli nieoficjalne pogawędki. Na kanapie w kącie John Poindexter rozmawiał z marszałkiem Siergiejem
Achromiejewem. Poindexter
orientował się niemal od pierwszej chwili, że marszałek mówi szczerze na temat
kontroli zbrojeń, ale czuje przerażający strach przed SDI. To jest próba przechylenia układu na waszą korzyść –
ostrzegł. Jestem
pewien, że naprawdę szczerze chciał umowy. Potrzebowali takiej umowy. Ale było
równie jasne, że bardzo go niepokoi SDI i wyzwanie, jakie stawia Moskwie. Byli
gotowi niemal na wszystko,
byle położyć kres Inicjatywie Obrony Strategicznej –
wspomina Poindexter.27
Drugi dzień szczytu przebiegał niemal tak samo. Sowieci poczynili olbrzymie ustępstwa w rozmowach na temat broni
nuklearnych strategicznych i średniego zasięgu. Jednak wszystko zależy od
Inicjatywy Obrony Strategicznej, powiedział Gorbaczow.
Gorbaczow reprezentował kraj, który stał się
supermocarstwem głównie dzięki swoim możliwościom wojskowym, toteż jego
gotowość do zgody na drastyczne cięcia i powiązanie ich z obroną strategiczną
była kolejnym dowodem, jak rozpaczliwie Moskwa potrzebowała wytchnienia ze strony
Zachodu.
Reagan uparcie
trzymał się swojej wizji systemu obrony strategicznej. Opuszczał Islandię zły i głęboko
rozczarowany, ale miesiąc później, jak mówi John Poindexter,
prezydent zrozumiał, czym jest dla nas SDI i jak poważnym wyzwaniem jest dla
Kremla.28
Epilog .........
283
Pod koniec 1986 roku
administracja Reagana znalazła się w oku politycznego cyklonu, kiedy podniosły
się zarzuty w sprawie, która stała się znana jako Iran-contras.
W Radzie Bezpieczeństwa Narodowego natychmiast zapanował chaos. Mniej więcej w
tym samym czasie dyrektor CIA William Casey poważnie zachorował i zmarł na
początku 1987 r. Wkrótce potem sekretarz obrony Caspar Weinberger złożył
rezygnację. Zespół, który tak zręcznie prowadził strategiczną ofensywę
przeciwko Związkowi Radzieckiemu, praktycznie przestał istnieć. Ci, którzy
pozostali, lub ci, którzy chcieliby kontynuować pracę, znaleźli się niebawem w
defensywie, broniąc się przed sztormem Iran-contras. Jednak zasadnicze elementy strategii pozostały nie naruszone.
Finansowe i logistyczne poparcie Stanów Zjednoczonych dla „Solidarności” w
Polsce trwało aż do wyborów powszechnych w 1989 r. Pomoc wojskowa i wywiadowcza
dalej docierała do afgańskich mudżahedinów, nawet wtedy, kiedy Sowieci zaczęli
się wycofywać w maju 1988 r. Restrykcje dotyczące eksportu technologii do bloku
sowieckiego pozostały praktycznie nie zmienione aż do
upadku Związku Radzieckiego w 1991 r. Duch niskich cen energii i zmniejszenie
dochodów w twardej walucie straszy Moskwę jeszcze do dziś. A budowa arsenału
obronnego, która otrzymała największe dotacje z budżetu w połowie
dziesięciolecia, dalej charakteryzuje się zaangażowaniem w badania nowoczesnej
broni, w tym także Inicjatywy Obrony Strategicznej. Parametry wyścigu
supermocarstw w dziedzinie strategii i zasobów ustalone na początku kadencji
Reagana nie zmieniły się do chwili upadku Związku Radzieckiego.
Związek Radziecki nie upadł ani dzięki osmozie, ani
dzięki temu, że czas wydawał się nam sprzyjać. Gdyby Kreml nie musiał stawić czoła skumulowanym efektom SDI i rozbudowy arsenału
obronnego, geopolitycznym niepowodzeniom w Polsce i Afganistanie, stracie
dziesiątków miliardów dolarów w twardej walucie pochodzącej z eksportu energii
i ograniczonemu dostępowi do technologii, można by bez ryzyka błędu przypuszczać, że
udałoby się mu przetrwać. Komunizm
sowiecki nie był organizmem skazanym na samozagładę w żadnej sytuacji
międzynarodowej. Polityka amerykańska mogła zmienić i zmieniła bieg historii. Na ironię zakrawa fakt, że wielu zachodnich
obserwatorów, którzy upierali się niegdyś, iż gospodarka sowiecka jest
porównywalna z amerykańską i że polityka konfrontacji nie przyniesie owoców
zważywszy stosunkowo silną pozycję Sowietów, twierdzi nagle, że zmierzch i
upadek sowieckiego imperium był nieunikniony.
Początek ery Reagana wyznaczył koniec Związku
Radzieckiego. Wprawdzie podstawowe symptomy nie sygnalizowały
wówczas nadchodzącej śmierci, ale okres ten przyniósł niewyobrażalne stresy już
i tak schorowanemu organizmowi. Musiał tracić życiodajną krew w wyścigu z
bardziej wysportowanym przeciwnikiem. Niezdolny zdobyć dostęp do zewnętrznych
leków, które mogłyby go ożywić, czy przynajmniej usunąć symptomy choroby,
organizm ten obserwował atak na swe podstawowe organy. Na początku lat
osiemdziesiątych Związek Radziecki postawił pierwsze kroki na drodze, która
miała prowadzić do jego zgonu.
W tamtym okresie nikt z pracowników
administracji (prócz Ronalda Reagana) nigdy nie przedstawiał wizji upadku
sowieckiej budowli. Celem było osłabienie i wyczerpanie sowieckiego systemu.
Jednak polityka zmierzająca do osłabienia systemu sowieckiego okazała się
zagrożeniem dla jego życia. Pierwsze uderzenia w gwoździe sowieckiej trumny
rozległy się na początku lat osiemdziesiątych, a do końca wbito je u schyłku
dziesięciolecia.
W 1989 roku
„Solidarność” odniosła znaczące zwycięstwo w wyborach powszechnych. Według Siergieja Tarasenki, głównego
doradcy politycznego ministra spraw zagranicznych Eduarda
Szewardnadze w latach 1985-1991, to doniosłe
wydarzenie przekonało Michaiła Gorbaczowa,
że Związek Radziecki się rozpadnie.2
(2 Siergiej Tarasenko, uwagi na
konferencji w Princeton University,
"Retrospektywne spojrzenie na koniec zimnej wojny", 3 maja 1993).
Jest jednak
wysoce nieprawdopodobne, by „Solidarność” zdołała choćby przetrwać to
dziesięciolecie bez otwartej i tajnej polityki administracji Reagana. Gdyby administracja podzieliła postawę Europy Zachodniej
wobec Polski i nie domagała się zachodnich sankcji, gdyby uchyliła się od dostarczania
tajnej finansowej, logistycznej i wywiadowczej pomocy podziemiu, gdyby nie
negocjowała o przeżycie opozycji wykorzystując sankcje – akcja stłamszenia
Polski mogłaby się powieść.
Klęska Sowietów w Afganistanie
odbiła się echem w całym bloku komunistycznym. Był to dowód, że tak zwana
doktryna Breżniewa, według której żaden
socjalistyczny kraj nie zostanie nigdy „stracony” na rzecz Zachodu, była w
istocie nic nie warta. Jednak należy wątpić, czy bez agresywnej polityki
amerykańskiej doszłoby w ogóle do odwrotu Sowietów. Mudżahedini bez
względu na swą odwagę mieli do czynienia z przeciwnikiem, który miał większą
ilość broni i nie demonstrował zbytniej niechęci do okrucieństwa. Bez amerykańskiej pomocy niemal na pewno by
przegrali.
(...) Administracja
pracowała równocześnie nad wykorzystaniem geopolitycznych pęknięć w bloku
sowieckim i skutecznym pogłębieniem kryzysu sowieckich zasobów. Dowodem na to jest choćby rozbudowa
amerykańskiego arsenału obronnego. Jej bezpośrednim zadaniem było wzmocnienie
działania odstraszającego, ale administracji przyświecał także bardziej
fundamentalny cel. Jak w wyrażono to w dyrektywie pięcioletniego planowania
Departamentu Obrony, celem tak rozbudowanego arsenału nie było jedynie
wzmocnienie siły militarnej Stanów Zjednoczonych wobec Związku Radzieckiego,
ale również przyczynienie się do upadku radzieckiej
siły ekonomicznej. Był to rodzaj wojny ekonomicznej.
Ta rozbudowa arsenału nie ograniczała się jedynie do wyższego budżetu.
Równie ważne było to, na co przeznaczono owe fundusze. Popieranie nowoczesnych systemów broni opartych na wysoko
wyspecjalizowanej technologii (w tym SDI) stworzyło nagle niebezpieczną dla
Moskwy dynamikę wyścigu zbrojeń. Kreml zdecydowanie wolał wyścig ilościowy,
ponieważ w ten sposób rekompensował wyższość technologiczną Ameryki. Kiedy
jednak wyścig przybrał głównie jakościowe parametry, Moskwa znalazła się w
wyjątkowo niekorzystnej pozycji i okazało się to zadaniem ponad jej siły. Właśnie dlatego
Gorbaczow tak bardzo obawiał się Inicjatywy Obrony
Strategicznej i innych skomplikowanych technologicznie amerykańskich systemów
obronnych.
Równocześnie
administracja Reagana starała się uderzyć Kreml po kieszeni. Ukończenie
syberyjskiego gazociągu o połowę mniejszej wielkości niż planowano, i to w dwa
lata po terminie, było poważnym ciosem finansowym, nie mówiąc już o rezultatach
stałej amerykańskiej kampanii w celu obniżki cen ropy. Moskwa utraciła
dziesiątki miliardów dolarów w twardej walucie wtedy, kiedy najbardziej ich
potrzebowała. Ściślejsze restrykcje eksportu technologii również
opóźniły poprawę radzieckiej ekonomii. Załóżmy jednak na chwilę, że rozbudowa
amerykańskiego arsenału obronnego zapoczątkowana przez Jimmye'ego
Cartera w 1980, zakończyła się w 1983, albo że SDI nigdy by nie ujrzała światła dziennego, że
Sowieci mieli stały dostęp do zachodniej technologii i że gazociąg przyniósł
dochody w twardej walucie przy stosunkowo wysokich cenach energii. Kryzys
sowieckich zasobów byłby znacznie łatwiejszy do opanowania.
Żadne pojedyncze
wydarzenie ani oderwana koncepcja polityczna nie doprowadziły do upadku Kremla.
Siła ogólnej strategii administracji Reagana mierzy się skumulowanym efektem
tej polityki. Polityka ta spadła niby grad ciosów na
osłabiony system sowiecki. Śmierć
sowieckiego komunizmu zakończyła zimną wojnę. Ironia oczywiście polega na tym,
że współczesna historiografia przypisała Michaiłowi Gorbaczowowi lwią część zasług za powstanie ery postzimnowojennej. Jest to zaiste kuriozalne podejście,
żeby większe zasługi przypisywać zwyciężonemu niż zwycięzcy.
-----------------------------------------------------------------------
Uwagi
Refleksja pierwsza
Psychologiczne zastraszanie metodą „na wariata”, może jest i dobre
ale nie pomiędzy supermocarstwami dysponującymi bronią jądrową.
Jeśli już koniecznie musiano się straszyć, to lepiej dla świata by było, gdyby w tym
straszeniu stawiano na „rozum” a nie „na brak rozumu”. Nie
interesowałem się specjalnie tematem, traktując książkę jako „coś w rodzaju
sensacji”, być może w znacznej mierze opartych na faktach, ale, mam nadzieję,
chyba nie do końca. Po prostu przyjmuję,
że doradców i przywódców czasami „ponosiła gorączka kwiecistych
wypowiedzi”, lecz potężne supermocarstwo zachowywało się w miarę
rozsądnie i panowało nad sytuacją. Chcę w to wierzyć! - Bo co tu inaczej
można by myśleć? Arsenały nadal pełne są broni jądrowej i rakiet. Wprawdzie
skończyła się już „zimna wojna”, ale gdyby ktoś najważniejszy autentycznie
nagle zwariował, to może mu się np. wydawać, że zimna wojna trwa nadal i
przeciwnik właśnie czyni ostatnie przygotowania do pierwszego uderzenia
jądrowego, zatem...! Proszę wybaczyć
makabryczny żart. Mimo wszystko wierzę w rozum i dobrą organizację
zabezpieczenia „przed pomyłkowym atomowo-wodorowym grzybem”.
Refleksja druga
Gospodarka. Normalna konkurencja a wojna ekonomiczna na zasadzie „wszystkie chwyty
dozwolone”, łącznie z zastraszaniem wojennym.
Wmieszanie do tego polityki i ideologii. Jak
tam było naprawdę? - pamięć jest zawodna, ma tendencje
do ubarwiania, różnie też można widzieć te same zdarzenia. Przyczyny i skutki.
Wzniosłe idee i co z tego w praktyce wychodzi? Czy gospodarka socjalistyczna była faktycznie aż tak „beznadziejna” jak
się to dzisiaj dość powszechnie głosi, czy też tylko przegrała z silniejszym?
Rezultaty dla zwykłych ludzi?
Refleksja trzecia
Bardzo dobrze, że zakończyła się Zimna Wojna. Bardzo dobrze, że odbyło
się to w sposób pokojowy, niemal bez ofiar. Bardzo dobrze, że runął „mur berliński”.
Dobrze, że w miarę otwarte zostały granice. Dobrze, że postępują procesy demokratyczne. Szkoda,
że nastąpił pewien zawód ekonomiczny.
Nie jestem pewny, czy dobrym jest dla Świata druzgocące
zwycięstwo tradycyjnego kapitalizmu? Może lepszym byłoby zachowanie „dla
równowagi” jakiejś odmiany „trzeciej drogi”, albo przynajmniej modelu
skandynawskiego lub nadreńskiego? Może lepszym rozwiązaniem było
zapytanie się o to samych
społeczeństw, nie ukrywając przed nimi zarówno swoich nadziei,
jak i obaw? Czy przywódcy i ich doradcy,
naprawdę w pełni zdawali sobie sprawę z tego, co robią, i jakie mogą być skutki tego skutki?
Jestem
(i zawsze byłem) zdecydowanym zwolennikiem amerykańskiej demokracji, wolności
słowa, rozmachu gospodarczego, ducha przedsiębiorczości, i pełen podziwu dla amerykańskich osiągnięć
jako narodu i państwa, ale to wcale nie oznacza, żebym uważał, iż wszystkie
rozwiązania amerykańskie zawsze i wszędzie należy dokładnie naśladować. Po
prostu: różne warunki, różne możliwości, różne kultury. Nie podobał mi się realny socjalizm, ale wcale nie
uważam, że wszystko było w nim złe i nic nie można naśladować, tak samo jak nie
uważam, że ZSRR, to samo tylko „imperium zła” a USA to samo tylko „imperium
dobra”. Oczywiście, zupełnie różne są skale porównań, ale również powinno być
oczywistym, że nie można wszystkiego automatycznie uogólniać na zasadzie:
„zwycięzca ma zawsze i we wszystkim rację”.
Wątek polski: chyba historia
kiedyś obiektywnie oceni.
Jak sama Rosja wyszła na
„transformacji” - warto przeczytać rozdziały 5 i 6, str. 127-163) z książki
Globalizacja
Josepha E. Stiglitza (poz. 99 prezentowanej literatury).
Naturalnie, są to
poglądy autora, nie przez wszystkich podzielane. W Rosji następują dalsze zmiany, również nie
przez wszystkich jednakowo oceniane..
----------
Wracając do książki. Mam mieszane
uczucia, które jednoznacznie trudno nawet wyrazić. Wierzę, że Autor, zgodnie ze
swoim credo „Szukam prawdy, a prawda przyniesie ci
wolność” starał się być
obiektywny i dociekliwy.
Tylko, czy jego rozmówcy zawsze „mówili pełną prawdę i tylko
prawdę”? Czy nawet mimowolnie nie wkradły się jakieś istotne zniekształcenia?
Jednego jestem jednak prawie pewny: takich pozycji nie
powinno się przemilczać!
Z.U.
--------------------------------------------------------------------------------------
Literatura | Strona główna |
--------------------------------------------------------------------------------------