Dobre samopoczucie
nie tylko prezesów
Motto: Czemu ten świat jest taki skomplikowany?
Zadumałem się nad
treścią zestawu artykułów „Komu potrzebny
doradca” („Businessman”, październik 1996, Nr 10) i szczerze mówiąc
, waham się co napisać, aby to wreszcie okazało się skuteczne!
W czym skuteczne?
W znalezieniu i nakłonieniu kogoś bardziej kompetentnego do:
1. szerszego, wnikliwszego zajęcia się analityką
gospodarczą, w tym „warsztatem pracy” analityka,
2. szerszego, wnikliwszego, też głównie pod kątem pracy
analityka, zajęcia się stykiem:
a) teoria a praktyka,
b) zasady ogólne a rozwiązania
szczegółowe, w tym branżowe.
W jakich zagadnieniach? Przede wszystkim
ekonomika, analiza gospodarcza, finanse
i księgowość, w tym
rachunek kosztów przemysłu. Tam jest zdecydowanie najtrudniej.
Komu to się może
przydać poza samymi analitykami?
Praktycznie każdemu, kto ma wpływ na decyzje gospodarcze i sprawność
zarządzania w odniesieniu do przemysłu. Na pewno więc samym przedsiębiorstwom
jak i odpowiednim firmom doradczym. Oczywiście, to jest trudne a nawet bardzo
trudne, ale może się opłacić.
Czy faktycznie z tym jest aż tak źle, że specjalnie trzeba coś robić?
Ano, jeśli oprzemy się tylko na wydawnictwach książkowych, periodykach i programach komputerowych ogólnie
dostępnych, to wg mnie raczej na pewno jest źle!
W czym i dlaczego – trzeba przejść do „szczegółów”. Nie można jednak wykluczyć,
iż istnieją opracowania specjalistyczne, o których cicho. Ja się z takimi
jeszcze nie spotkałem choć szukałem. Gwoli ścisłości, szukałem tylko w
odniesieniu do branży, która mnie aktualnie interesuje a nie w odniesieniu do
kogokolwiek. A wpływ na wyniki gospodarcze i jakość
doradztwa w skomplikowanych kompleksowych tematach wymagających podejścia
interdyscyplinarnego, przy nie pełnej ich znajomości? Pytanie chyba tylko retoryczne. Co zatem proponuję aby nic z góry nie
przesądzać ani nie narażać nikogo na ewentualnie zbędne koszty badań, jeśli
moje rozeznanie tematu okaże się błędne?
Proponuję „sprowokować” firmy doradcze, które czują się na siłach do
chwycenia „byka za rogi”, i jeśli się im powiedzie metodami tradycyjnymi, tj.
bez uprzedniego specjalnego przygotowania i znajomości danej branży – tym
lepiej. Mniejsze koszty szkolenia przy tych samych efektach. A jeśli same
uznają, że trzeba się przygotować – jeszcze lepiej dla wszystkich
zainteresowanych efektami.
Jeżeli wiec Redakcja „Businessmana” uzna to za stosowne wydrukować, chcę
sprowokować do dyskusji i działania, a zatem do dzieła:
• Znam raczej dość dobrze branżę
produkcyjno-handlową, niezbyt nowocześnie zarządzaną, której źle się wiedzie i
która – o ile mi wiadomo – nie korzysta szerzej z doradztwa. Nie korzysta
zapewne dlatego, bo do niej z odpowiednimi ofertami nie dotarto, nie bardzo
wierzy w skuteczność doradztwa, no i jest ono dla niej relatywnie za drogie.
Wg mojego rozeznania są spore szanse na to aby tą branżę przekonać i jej pomóc,
ale do tego potrzebne jest podejście kompleksowe przez odpowiedni zespól
interdyscyplinarny. Niestety, ten zespół, zanim przystąpi do pracy, powinien
znać kluczowe zagadnienia branżowe, a nie dopiero się z nimi zapoznawać. To
trzeba wyraźnie dać do zrozumienia w ofertach i ewentualnie w jakimś wstępnym
sondażu. Tu nie wystarczy normalne
rozpoznanie w oparciu o ogólną wiedzę i doświadczenie. Część zagadnień, która
wystąpi, nie jest opisana w żadnym znanym mi podręczniku ani opracowaniu
specjalistycznym. Nie znam też do końca dopracowanych analitycznych programów
komputerowych. Dotyczy to nie tylko
specyfiki branżowej ale pewnych zjawisk ogólnych charakterystycznych szczególnie
dla przemysłu.
Sami zainteresowani tylko częściowo orientują się, w czym tkwi sedno ich
problemów. Nie można więc liczyć ani na to, że oni precyzyjnie określą, czego
oczekują od doradcy, ani na to, że w trakcie pracy będzie można polegać na trafności
ich szczegółowych rozwiązań branżowych nawet w samej rachunkowości, ani nawet
na to, że bez dłuższych badań łatwo będzie można dojść, w czym tkwią istotne
wzajemnie uwarunkowane przyczyny pogłębiające trudności.
Kto jest
zainteresowany próbą rozwiązania problemów – jestem skłonny się włączyć i pomóc
swoją znajomością specyfiki branżowej oraz znacznym choć daleko jeszcze
niekompletnym rozpracowaniem głównych zagadnień.
Ja jestem
zainteresowany, bo od bardzo dawna pracuję nad prawidłowością metodologii informacji
oraz analiz ekonomiczno-finansowych i źródłami ich masowych zniekształceń,
szczególnie metodologicznych.
Równolegle nad systemami motywacyjnymi pracowników, tak, żeby chcieli „ruszać
też i głową” dla dobra firmy, a od kilku lat także nad kompletem komputerowych
programów analityczno-informacyjnych.
Niestety, utknąłem na niedostatkach własnej wiedzy, braku współpracowników,
braku czasu (na co dzień zajmuję się wdrażaniem rutynowych systemów
komputerowych), braku chętnych do eksperymentów, oporze środowiska,
niedostatkach teorii itp.
Wielokrotnie już usiłowałem kogoś bardziej kompetentnego zainteresować tematem.
Nikt jednak dotychczas się nie dał. Nawet pewna bardzo swego czasu znana firma
szkoleniowo-doradcza, chlubiąca się współpracą z wieloma wybitnymi polskimi
teoretykami i praktykami pracującymi w
zespołach interdyscyplinarnych, dla której załatwiłem paroletni cykl szkoleń
kogo trzeba z kilku firm. Owszem,
chciała i nie bała się zetknięcia z praktyką ale tylko do czasu otrzymania
materiałów analitycznych. Jak otrzymała, to jej „przeszło” i nadal chciała ale już tylko ogólnoteoretycznie,
bez żadnej tam konfrontacji „z
życiem”. Zapewne jej się nie opłaciło.
Szkoda, bo naprawdę miała intelektualne możliwości sprostać zadaniu.
Sądzę, że wynik próby
rozwiązania trudnych problemów może być interesujący zarówno dla ogółu
czytelników „Businessmana”, jak i dla kierownictw firm doradczych myślących o
dalszej przyszłości, kiedy rozwinie się popyt na kompleksowe a zarazem bardzo
specjalistyczne i trudne usługi wymagające podejścia analityka a nie tylko
zwykłego doradcy:
- jak przekonać opornych lub nie wierzących w możliwości,
- czy faktycznie wystarczy wiedza ogólna bez
przygotowania specjalistycznych interdyscyplinarnych zespołów i to wręcz branżowych; kiedy wystarczy a kiedy nie,
- jak przygotować takie zespoły, gdy,
przynajmniej publicznie, chyba nikt tego w Polsce konkretnie nie uczy,
jak to naprawdę jest
z tą poprawnością ogólnie stosowanych metod analitycznych? Czy przypadkiem nie jest tak, że analityk ma
do dyspozycji masę różnych wzorów i podpowiedzi, z jedną doskonałą uniwersalną
radą: „konkretnie, to radź sobie sam”.
Wg mnie odpowiednie
wkomponowanie informatyki w cały system prawidłowego zarządzania, w tym,
podkreślam, motywacje
pracowników, ale także controlling, marketing, właściwe bazy danych
oraz ich analiza i stosowna informacja przekazana kierownictwu w odpowiednim
czasie, może dać dużą przewagę nad konkurencją, tym, co pierwsi zrozumieją i
zrealizują.
Tylko, niestety, znowu niestety, to łatwo napisać ale bardzo trudno
zrealizować. „Pod publiczność” mógłbym także napisać, że „łatwiej jest radzić
niż samemu rządzić”, ale to niekoniecznie zawsze musi być prawdą.
• Jeśli chodzi o zestaw
artykułów „Komu potrzebny doradca”, to oczywiście
jestem „za”, z pewnymi zastrzeżeniami ale to już szczegóły a nie generalna
zasada. W świetle faktów trudno jest zresztą być „przeciw”, chyba, że się
faktów nie zna i nie chce znać albo kieruje nami przekora lub inne racje.
Ja osobiście mam
nieco zastrzeżeń i wątpliwości co do:
a) nie zamarkowania problemów, które
można podciągnąć pod jeden wspólny mianownik: „teoria a praktyka”.
Oczywiście dotyczy to tylko pewnego fragmentu doradztwa, o czym starałem się
przekonać wyżej,
b) niektórych fragmentów sondażu i
badań. Przykładowo:
- dlaczego firmy nie zamierzają
korzystać z usług firm doradczych (str.
21: wykres i komentarz „Dobre samopoczucie prezesów”),
- najtrudniejsze dziedziny (str. 27,
wykres 2).
Po prostu tematy były
złożone, zakresy obszerne i prawdopodobnie nie wszyscy mówili o tym samym.
Polska to jeszcze nie „Zachód” w
zaawansowaniu kapitalizmu i rozwoju doradztwa. Łatwiej o nieporozumienia.
Weźmy dla przykładu tych symbolicznych prezesów o dobrym samopoczuciu, nie
chcących doradztwa, „bo nie zachodzi taka potrzeba” (74 % odpowiedzi), a
jednocześnie nie wątpiących w kompetencje doradców (wątpi tylko 1%) . Przecież,
na dobrą sprawę, to w ogóle nie wiadomo, co oni mieli na myśli tak
odpowiadając. Równie dobrze to mogło być „zadufanie w sobie”, z łaskawym
grzecznościowym przyzwoleniem „doradcy też są kompetentni”, jak i
nieporozumienie o pytany zakres doradztwa, odpowiedź – „wytrych”, odpowiedź –
owszem, kompetentni ale nie w tym, co mnie jest potrzebne, bo gdyby i w tym, to
by się konkretniej reklamowali itp. itd.
Jeśli trafnie przypuszczam – wnioski o sondażu nasuwają się same.
A najtrudniejsze dziedziny? Być może
wszystko jest „O.K.” Nie znam szczegółów sondażu. Nawet tego, czy ocena
trudności pochodzi od doradców, czy też firm korzystających z doradztwa. Poza tym, pracownicy o jakich
specjalnościach to oceniali i co przypisywali do określonych dziedzin lub sfer
działania, i co w ogóle o tych sprawach wiedzieli.
• Jest również jeszcze jedna
sprawa, która, nie wiem jak innym, ale mnie, staremu praktykowi, trochę się nie
spodobała w przedstawianiu tematu doradztwa
w części opracowań. Tą sprawą jest zbyt mentorski i pewny siebie
ton. To może nie razi młodych lub nie pamiętających „dawnych czasów”. Ja jednak
pamiętam zachwyty służbowe i prasowe nad wykształceniem i mądrością
ekonomistów, z ich wspaniałym naukowym „warsztatem pracy”. I co z
tego wyszło! - Niektórzy twierdzą, że
wyszło „Największe osiągniecie dwudziestego wieku:
obalenie komunizmu! Tak jakby nieświadomie, mimochodem, zupełnie niechcący, ale
zawsze…” Oczywiście, przyjmuję to jako żart, choć kto
tam wie, jak historia za kilkadziesiąt lat to oceni. Tak jednak zupełnie na
serio:
Na „Zachodzie” styk teoria a praktyka w ekonomii i ekonomice
szlifował się długie dziesiątki lat. U
nas, zrozumiale zresztą niedoskonałości teorii, nieświadomie pogłębiali
urzędnicy a przedsiębiorstwa, we własnym interesie, to jeszcze doskonaliły.
Przedsiębiorstwa a nawet pojedyncze przedsiębiorstwo, to wcale nie jednolity
organizm, tylko różne służby, z których każda „doskonaliła” wg swych potrzeb.
Tak konkretnie ale z pewnym prawidłowym uogólnieniem, to mało kto o tym
wiedział i wie. Fragmentarycznie, oczywiście najczęściej z najniższych szczebli
zarządzania, to wiedziało i wie dużo osób, a że ich nie słychać – ciekawy temat
dla socjologa. Do „wiedzących” prawie na pewno nie
zaliczał się GUS, który przypuszczalnie także nie wiedział, że nie
wiedział. Nawiasem mówiąc, z jego tradycyjnych metod kontroli i weryfikacji
danych – raczej nie mógł się dowiedzieć.
A ekonomiści wierzyli!
Teraz też jest dużo „wierzących” w poprawność metod automatycznie
zaczerpniętych z „Zachodu”. A tu Polska! Wprawdzie już nie „komunistyczna” ani nawet
„centralnie nie planowana” ale jeszcze tak jakby dziwnie „poskręcana”.
A co z tym „dobrym samopoczuciem”
- jest trochę „gorzkie”.
Listopad 1996
HOBBYSTA
……………………………………………………………………………………
Artykuł nie został opublikowany ani o wyrażonych w nim propozycjach, nie
spotkałem nigdy najmniejszej wzmianki.
Włączam go do swoich stron dopiero teraz
z dwóch przyczyn:
- w podejściu branżowym sugeruję
skorzystanie z usług firm doradczych, odpowiednio „branżowo” przygotowanych.
Uznałem więc za stosowne szerzej i bardziej zauważalnie temat doradztwa
uzupełnić,
- „Businessman” ostatnio (maj 2002 –
poz. 21a „Prezentowanej literatury) znowu
podjął problematykę doradztwa. Doszedłem do wniosku, że warto ją pokazać
w kontekście tego, co w nr 10 z października
1996 roku (poz. 21 „Prezentowanej literatury”) było przedstawione kompleksowo.
Branża, o której wspomniałem w nieopublikowanym liście, to „mleczarstwo”. Już
wtedy miała ona zasadnicze problemy, a z
analiz wynikało, że za kilka lat będzie miała znacznie większe jeśli nie
poprawi jakości zarządzania; teraz
większość niemal „pada” i w ciągu paru lat w pełni upadnie. Popełniane błędy w
zarządzaniu były tak istotne, masowe i o dużych skutkach
gospodarczo-społecznych, że, przy dobrym
zarządzaniu, przynajmniej ich część
można było uniknąć. Rozwinąłem to już trochę na stronie „mleczarstwo”. Czy
teraz jeszcze coś można „odkręcić”?
Teoretycznie tak, wątpię jednak czy którakolwiek z firm konsultingowych do tego się
przygotowała. Po prostu, po co się wysilać. Lepiej zaczekać, aż słabi
sami padną, i skoncentrować się na interesach z tymi, co przejmą, wejdą lub pozostaną. Zawsze mniej zachodu i
pewniej. Rozumowanie, w pewnym sensie słuszne, i gdyby nie los pracowników a
częściowo także i rolników, sam bym je
podzielał.
Firmy konsultingowe można zrozumieć. W końcu, pomimo deklaracji marketingowych
„interesy klienta na pierwszym miejscu”, chyba prawie każdy dba przede
wszystkim o swoje własne. Słabe zarządy spółdzielni, też, „od biedy”, można
zrozumieć: również w pierwszej kolejności „dbają o swoje”, i z reguły czynią to znacznie lepiej niż w
dbaniu o zarządzane przez siebie spółdzielnie. Pracownicy się nie
liczą, zresztą w sprawach
organizacyjno-ekonomicznych, marketingowych, rachunkowo-finansowych
itp., przy słabych zarządach, z reguły „muszą” być, z przyczyn chyba
naturalnych, także słabi, „bo by zagrażali”.
Rolnicy, członkowie spółdzielni, formalnie najwyższa władza, na
zarządzaniu spółdzielnią normalnie się nie znają, a korzystać z usług firm
konsultingowych, choćby tylko do oceny stanu zarządzania spółdzielnią – nawet
nie wpadają na pomysł takich „zberezeństw”. I tak los większości się
dopełnia.
Firma szkoleniowa, która chciała tylko ogólnoteoretycznie (połowa lat
osiemdziesiątych), to „Agencja Omnipress.”
Jeszcze większa szkoda, bo wtedy było jeszcze dużo czasu, aby za
państwowe pieniądze i bez niepotrzebnego rozgłosu, spokojnie do zmian w gospodarce się
przygotować.
Czy mogłem usilniej przekonywać, szukać innych lub od początku do końca samemu
wszystko „oddolnie organizować”.
Teoretycznie mogłem. Szanse, jak na ogrom zadania, i „płynięcie pod
prąd”, miałem jednak niewielkie. Zresztą, w pewnym momencie, miałem już dość
„przebijania głową muru”, i zająłem się
własnym nieformalnym dokształcaniem, w tym opanowaniem informatyki.
Ciągle mam nadzieję, że kiedyś jednak zarządzanie, ekonomia i ekonomika, staną
się znacznie „mądrzejsze” i to w interesie większości społeczeństwa, a i samo społeczeństwo też będzie znacznie
mądrzejsze.
Internet może to bardzo ułatwić. Stąd
pomysł moich stron, aby choć trochę, w miarę sił, do tego się przyczynić.
maj 2002
Anonimus
------------------------------------------------------------------------------------------------------
| Doradca | Doradztwo |Strach przed IT | Literatura | Strona główna |
-----------------------------------------------------------------------------------------------------