Monika
Kostera:
Postmodernizm w zarządzaniu
Polskie Wydawnictwo
Ekonomiczne, Warszawa 1996
===============================================================
Od autora strony
Cytuję wybrane fragmenty (strona w budowie). Po odpowiednim zaawansowaniu „budowy”
zamierzam, kierując się zwykłym zdrowym rozsądkiem, wnieść trochę uwag zarówno
pod adresem tradycji „anglosasko-japońskiej” jak i „galijsko-teutońskiej",
a także ich wzajemnej niechęci. Sytuacja przypomina mi trochę spory zwolenników
„kosztów całkowitych" ze zwolennikami „kosztów zmiennych", podczas
gdy trzeba zarówno zmiennych, stałych jak i całkowitych, zależnie
kiedy i do czego. Uwagi własne oznaczę inną czcionką i inicjałami
„Z.U." lub
pseudonimem „Anonimus”. W międzyczasie
zamarkuję trochę miejsca uwag znakiem "*", i niekiedy tytułami.
Z.U.
..............................................................................................................................................
Napisałem powyższe słowa trzy lata temu (początek prezentowania
tej pozycji), zgodnie z ogólną zasadą, „żeby się z góry do niczego nie uprzedzać”, i jeśli nawet w ogóle jakaś idea, której bliżej nie znamy, nam się
nie podoba, to mimo wszystko, gdy uznamy, że jest ważna, powinniśmy starać się
ją zrozumieć, i to, w pierwszej kolejności,
poczynając od szukania w niej tego, z czym się zgadzamy, a nie tego, co
nam nie odpowiada. Po prostu chodzi o to, żeby się nie zasugerować pierwszym
negatywnym wrażeniem. Na wyważenie wszystkiego „za i przeciw” przyjdzie czas
później, tj. wtedy, gdy już będziemy mogli polegać, w miarę naszych sił, na wiedzy i
rozumie, a nie tylko na pierwszym wrażeniu lub/i zasłyszanych opiniach. Ponadto, nawet wtedy,
gdy po pełniejszej
analizie nowej dla nas idei, nie podzielimy ogromnej większości jej poglądów,
zawsze jednak jest szansa, że coś z niej można wybrać dla nas przydatnego.
Dla mnie osobiście, „Postmodernizm w
zarządzaniu” M. Kostery był pierwszą pozycją literatury o postmodernizmie, która skłoniła mnie do w miarę
uważnego jej przeczytania. Poprzednio „coś tam słyszałem”, ale doszedłem do
wniosku, że to są tematy dla artystów, którzy koniecznie chcą „świat
udziwniać”, tak jak by i bez ich usiłowań nie był by on już wystarczająco dziwny. Owszem, to jest nawet
ciekawe, chyba nawet do czegoś inspirujące, ale na to trzeba mieć czas, nastrój
i nie być „przytłoczonym
tzw. prozą życia”.
Książka mnie zainteresowała (trudno
się ją jednak czyta, mówię przynajmniej o sobie), nie skłoniła mnie jednak do
jakiejś poważniejszej zmiany poglądów o postmodernizmie, ale znalazłem w niej
sporo fragmentów, które poddane odpowiedniej obróbce „konkretyzacyjnej”,
mogą się przydać
konkretnie w propagowaniu porządnego zarządzania. Nie wykluczam jednak, że i
bez tej „obróbki” mogą być dla czytelników nie tylko ciekawe, lecz również
pożyteczne praktycznie. Jest to nawet dość prawdopodobne, szczególnie wtedy,
gdy zasady postmodernizmu traktujemy dość wybiórczo, jako jedno z „narzędzi”
pomocy w zrozumieniu świata, zaś do całej idei odnosimy się z pewnym dystansem.
Szczerze mówiąc, mnie w
postmodernizmie spodobało się głównie to, że bardzo silnie, aczkolwiek przesadnie, wyraża wątpliwości, a
negatywne wrażenie odniosłem z „przefilozofowania”, szczególnie tam, gdzie, wg
mnie, nie ma sensu „dzielenia włosa na czworo”.
Po prostu, obrazowo mówiąc, innego rodzaju odpowiedzi oczekujemy, pytając się
np. o „drogę w
nieznanym mieście”, a zupełnie innej
wdając się w dyskusję np. o
„sensie życia”. Inaczej podchodzimy do rozumienia i przestrzegania przepisów
drogowych, a inaczej do oceny stosunków społecznych i kultury organizacyjnej.
Chyba nie wymaga to żadnych uzasadnień.
Podobnie ma się w zarządzaniu. Są sprawy oczywiste, mniej oczywiste i
zupełnie kontrowersyjne albo nieznane. Różne też może ich być postrzeganie
przez poszczególnych uczestników, ale to wcale nie oznacza, że w sensie
praktycznym (nie filozoficznym) nie można ustalić prawdy obiektywnej, może
nawet nie doskonałej, ale w praktyce wystarczającej do w miarę sensownej pracy.
A co wyniknie, w analogicznych sytuacjach, z podejścia postmodernistycznego? Czasami coś pożytecznego: skłonienie,
przed podjęciem decyzji (jeśli jest na to czas, a
sprawa tego wymaga), do jakichś „głębszych” refleksji z innego punktu widzenia.
Niestety, przeważnie, może to z mojej strony nadinterpretacja: „powiększenie chaosu w głowach” i „przewlekanie”.
Jestem daleki od poglądów, że
nauka/teoria zawsze i wszędzie muszą mieć sens praktyczny. To samo dotyczy
„Teorii organizacji i zarządzania”. Ale
trudno mi też akceptować
poglądy, np. w odniesieniu do „Teorii organizacji i zarządzania”, że
nauka/teoria tylko „odkrywa i inspiruje”, konkretne rozwiązania pozostawiając
praktykom. Owszem tak może być, ale nie zawsze, nie wszędzie i nie we wszystkich sprawach. Dlaczego? - „Długo i dużo” można na ten temat
pisać, nie bardzo jednak widzę sens przekonywania do spraw, wg mnie,
raczej oczywistych. Po prostu, praktyka, poza ogólną inspiracją, potrzebuje także wsparcia teoretycznego,
poczynając od uproszczonych modeli, aż po rozwiązania bardzo konkretne.
Owszem, kolejne szkoły/mody zarządzania nieco/mocno (jak kto ocenia) zawiodły oczekiwania. Różnie to jest
tłumaczone, tak naprawdę do końca nie jest pewne, kto się więcej „zasłużył” w niepowodzeniach:
niedopracowane teorie, czy wadliwe ich wdrażanie, albo nawet nie wdrażanie,
tylko „zasłanianie się autorytetami”, przy robieniu czegoś tylko pozorowanego,
wg własnego „widzi mi się”. Znowu bardzo
długo można się na ten temat rozwodzić, i bez tzw. „konkretyzacji”, możemy w
ogóle nie ustalić, że każdy z dyskutujących dyskutuje o czymś innym, każdy, w
pewnym sensie, może mieć nawet rację, tylko że z tych racji nie wiele będzie wynikać.
Przerywam dalsze uwagi (na razie).
Podkreślam, to są uwagi praktyka, nie teoretyka, który jednak lubi czytać „teorię”, i chce, wg własnych sił i możliwości,
choć trochę przyczynić się do postawienia praktyki na wyższym poziomie, żeby
ludzie mieli z tego większy pożytek. Po prostu, jestem jeszcze nadal daleki
(sierpień 2003) od pełniejszego zaprezentowania treści książki (oczywiście, nic nie
zastąpi zapoznania się z oryginałem) i dodania uwag bardziej konkretnych do
poszczególnych fragmentów, a w podsumowaniu - do całości. Jeszcze dalszy, nawet
bardzo, jestem w całej prezentacji „wybranej literatury” i swojej „konkretyzacji”, podjętej dla
wsparcia otwartej na postęp praktyki zarządzania, choć nie tylko.
Przyczyny – zwyczajnie: chyba, a prawie na pewno, przeliczyłem się z siłami,
oceniając je, mimowolnie, wg „wzniosłych zamiarów”, a nie realnych możliwości.
Jestem nie tylko bardzo daleki... ale w ogóle
mam coraz poważniejsze
wątpliwości, czy kiedykolwiek swoje zamierzenia zdołam, w miarę w pełni
zrealizować. Może więc i to samo mnie wyjść także z prezentacją „Postmodernizmu w zarządzaniu”.
Na swoje usprawiedliwienie: Czas uciekał. Widziałem, że z zarządzaniem dzieje
się źle. Kolejne szanse mijają bezpowrotnie. Obok innych powodów, widać
wyraźnie, że na wszystkim ciąży także niedostatek wiedzy tak praktyków, jak i
pewne niedostatki teorii.
Rozpocząłem internetową publikację, w tym głównie prezentowanie
fachowej literatury, żeby, kogo trzeba, jak najszybciej nakłonić do czytania i
refleksji. Po prostu, rozum wskazywał, że warto to zrobić i odpowiednio się
przygotować do silniejszej konkurencji, zanim wstąpimy do Unii Europejskiej. Stąd początkowe tylko sygnalizowanie wielu
powiązanych tematów i różnych do nich podejść, stopniowo później rozwijane, z
myślą, że „ktoś” się włączy i pomoże,
albo w ogóle przejmie.
To tak, dla wyjaśnienia, czemu wszystko nie od razu, po dobrym przygotowaniu,
także w zakresie „Postmodernizmu w zarządzaniu”.
Z.U.
===============================================================
Z okładki
książki
Postmodernistyczny nurt w naukach o organizowaniu
szczególnie intensywnie rozwija się w latach 90. Znajduje to odzwierciedlenie w
licznych publikacjach poświęconych m.in. znaczeniom organizowania
, rolom społecznym menedżera, problemom władzy i zniewolenia, estetyce
organizacji.
Niniejsza książka jest pierwszą w
polskiej literaturze monografią, którą można zaliczyć do nurtu
postmodernistycznego. Autorka podjęła próbę zbadania i opisu kultury
organizowania w Polsce, zwłaszcza archetypów kulturowych, które są podstawą
naszych wyobrażeń o tym „czym jest organizacja",
„po co istnieje" i „dla kogo".
Przedmiotem badań jest przedsiębiorstwo i
jego główni aktorzy - kierownicy / menedżerowie działający w powojennej
rzeczywistości. Jakim przemianom podlegała kulturowa funkcja przedsiębiorstwa,
jak zmieniała się społeczna rola kierownika w zależności od politycznego i
ekonomicznego kontekstu otoczenia? Jaki wizerunek tych podmiotów lansowany jest
dzisiaj?
M. Kostera odpowiada na te pytania, ale - zgodnie z założeniami postmodernizmu
- nie formułuje normatywnych wniosków. Przedstawiona wizja świata organizacji
ma tylko ułatwić Czytelnikowi zrozumienie otaczającej go rzeczywistości i
zachęcić do twórczego wpływania na jej kształt.
----------------------------------------------------------------------------------------
SPIS TREŚCI
Przedmowa
............ 9
Wstęp ......... 11
Wprowadzenie ......... 19
Gospodarka
postkomunistyczna ......... 20
Gospodarka postkapitalistyczna ......... 22
1. O organizowaniu i
kulturze
1.1. Badania organizacji po nowożytności
......... 32
Paradygmaty i metafory w
naukach społecznych ......... 32
Interpretatywne badania organizacji
......... 41
Czy warto rozstawać się z mitem funkcjonalizmu?
......... 52
1.2. Kultura i organizacja .........
60
Geneza perspektywy badawczej ......... 60
Organizacja a kultura. Próby uporządkowania wielości
......... 62
Czym jest kultura organizacyjna? ......... 73
Symbolizm organizacyjny - w poszukiwaniu znaczenia
......... 77
2. Przedsiębiorstwo w
komunistycznym kontekście organizowania
2.1. Zrozumieć organizacje
......... 84
Organizacje ......... 84
Kontekst organizowania - czy
organizacje mają otoczenie ......... 88
Z żywymi naprzód iść? ......... 91
2.2. Archetypy kontekstu organizowania
......... 93
Racjonalność polityczna i ekonomiczna
......... 93
Świat podzielony ......... 94
Organizacje - podstawowy tryb legitymizacji .........
101
2.3. Archetyp kultury organizacyjnej przedsiębiorstwa państwowego ......... 106
Wpływ Centrum na tożsamość przedsiębiorstwa
......... 109
Dwie kultury w jednej ......... 111
Gra, w której nie ma wygranych ......... 116
3. Role społeczne
kierownika w komunizmie
3.1. Granice roli społecznej
......... 124
Organizacja jak teatr ......... 124
Wymiary roli społecznej kierownika ......... 127
3.2. Wymiar oczekiwań ......... 128
W poszukiwaniu scenariuszy: kilka uwag o metodzie
......... 128
Znaczenia scenariuszy ......... 145
3.3. Wymiar profesjonalny ......... 149
Profesja a rola profesjonalna ......... 149
Co robi kierownik? ......... 151
Standardy profesjonalne ......... 151
3.4. Wymiar instytucjonalny ......... 154
3.5. Czy dawne role zawierają potencjał dla zmiany?
......... 155
4. Po komunizmie:
organizacje i ich menedżerowie
4.1. Zmiana kontekstu .........
160
Czy zmiana jest możliwa? ......... 160
Co się zmienia w polskim kontekście organizowania?
......... 164
4.2. Kultura organizacyjna przedsiębiorstwa postkomunistycznego
......... 166
Nierówne szanse ......... 166
Między „starym” i „nowym” ......... 168
Zeitgeist i Przedsiębiorstwo
......... 171
4.3. Role społeczne menedżera - nowe typy
......... 173
Wymiar oczekiwań społecznych: atrakcyjność roli
......... 173
Wymiar profesjonalny ......... 178
Kontekst instytucjonalny a rola społeczna menedżera
......... 184
Bogactwo ról i interpretacji ......... 192
4.4. Ciągłość i zmiana ......... 196
5. Transfer tożsamości
5.1. Tożsamość organizacji
......... 204
5.2. Transfer tożsamości - krytyczna analiza kultury
......... 208
Kto jest bohaterem nowej
opowieści o zarządzaniu ......... 209
Nowe szaty menedżera ......... 219
Transfer tożsamości - skąd dokąd? ......... 223
Menedżerowie odpowiadają ......... 233
5.3. Organizacje a potrzeba sensu .........
242
Dusza nowożytności ......... 242
Transfer tożsamości jako krucjata ......... 245
6. Uniwersum archetypów
po 1989 roku
Co grają w nowym teatrze?
......... 252
Kto lubi zmianę? ......... 257
Konsekwencje ewolucji archetypów dla zarządzania
......... 261
Połączenie świata ......... 262
Przedsiębiorstwo i kreatywność ......... 264
Bibliografia ......... 269
--------------------------------------------------------------------------------------
Przedmowa ....... 9
Nurt postmodernistyczny w teorii organizacji i zarządzania zapoczątkował
w 1986 r. G. Morgan książką Images of Organization. Od tamtej pory pojawiło się wiele znaczących
publikacji, m.in. prace L. Smircich, B. Czarniawskiej-Joerges, J. Hassarda,
D. Pyma, B. Sieversa, Z. Baumana. Książka M. Kostery jest pierwszą w Polsce
publikacją utrzymaną w konwencji postmodernistycznej.
Zasadniczym przedmiotem
zainteresowań postmodernistów jest interpretacja przez uczestników organizacji
sytuacji społecznych, w których odgrywają swoje role organizacyjne, oraz
wynikające z niej wartościowania, emocje i postawy. Mają one zasadnicze
znaczenie dla zachowań organizacji oraz dla potencjału społecznego organizacji.
Takie spojrzenie na społeczną stronę organizacji jest u nas niemal zupełnie
nieznane i nie praktykowane.
W oczach wielu krytyków prace
tego nurtu koncentrują się wyłącznie na „miękkich” stronach organizacji,
odznaczają się zbytnim subiektywizmem, niekiedy radykalnym antypraktycyzmem
(sprzeciwem przeciw czysto instrumentalnemu traktowaniu ludzi, grup i kultur),
zbytnią ornamentyką i zawiłością stylu. Dlatego postmodernizm spotyka się
niekiedy z niezrozumieniem, a nawet emocjonalnym sprzeciwem.
Zwolennicy tego kierunku
uważają natomiast, że postmodernizm w naukach społecznych jawi się jako jedyna
odpowiedź na ponowoczesny świat, w którym nie ma już
jasno wytyczonych dróg do wyraźnie określonych celów, oczywistych zasad i
wielkich monolitycznych struktur, w których każdy może i powinien znaleźć sobie
miejsce.
Ponowoczesny
świat organizacji jest chaotyczny, zmienny, podzielony na fragmenty o
zamazanych i ciągle pulsujących granicach. Taki świat budzi niepokój menedżerów
skazanych na globalną konkurencję, rozgrywaną między amorficznymi strukturami
zmiennych i trudno czytelnych siatek powiązań, sojuszy i koalicji.
Są dwie możliwe reakcje na ten
chaos: fundamentalizm i konstruktywizm.
Zygmunt Bauman,
jeden z czołowych przedstawicieli światowego postmodernizmu, tak charakteryzuje
fundamentalizm: „Ponieważ życie ponowoczesne
jest bardzo chybotliwe, bardzo bez fundamentów, wytwarza się zapotrzebowanie na
formuły, na pewności, a przede wszystkim na uproszczenia”. Wyrazem tak
rozumianego fundamentalizmu w naukach zarządzania jest nieustanne poszukiwanie
magicznych formuł sukcesu i lansowanie takich chwytliwych haseł, jak: „continuosus improvement”,
„reengineering”, „benchmarking”, czy „best practices”. Podejście to, redukujące niepewność przez
radykalne uproszczenie rzeczywistości, jest coraz powszechniej akceptowane w
naszej nauce, praktyce i kształceniu menedżerów.
Konstruktywizm to zgoła
odmienna propozycja. Można ją sprowadzić do postulatu komplikowania świata
przez tworzenie z elementów rzeczywistości własnych konstrukcji,
umożliwiających na pewien czas zrozumienie pewnego fragmentu otaczającej nas
siatki powiązań i poruszania się w niej. Znajduje to wyraz w coraz to nowych
metaforycznych opisach świata organizacji - organizacja jako teatr, organizacja
jako gra, jako kultura itd.
Sprawą otwartą pozostaje, czy
możliwe jest pogodzenie lub, idąc dalej, synteza podejścia fundamentalistycznego
i konstruktywistycznego. Monika Kostera w swojej książce proponuje podejście
konstruktywistyczne, pokazując, w jaki sposób polscy menedżerowie budują własny
obraz świata w miejsce tego, który się rozpadł po roku 1989.
Andrzej
K. Koźmiński
--------------------------------------------------------------------------------------
Wstęp ........ 11
Mówi się niekiedy, że we
współczesnych naukach społecznych wyróżnić można dwie równoległe
tradycje: anglosasko-japońską i galijsko-teutońską (por. Simon i Davies, 1994). Pierwsza, którą dalej będę nazywać anglosaską,
skłania się ku operowaniu wielkościami kwantyfikowalnymi. Druga, która bywa
określana także jako kontynentalna europejska, skłania się ku opisom
jakościowym, koncentracji na tym, co złożone i kontekstualne.
Takie geograficzne wyodrębnianie orientacji w nauce jest zawsze umowne,
zwłaszcza w obecnej dobie globalizacji świata i zanikania granic dla przepływu
informacji. Ponadto kryterium geograficzne nie jest decydujące w rozwoju nauki,
w tym teorii organizacji. Obszary geograficzne symbolizują tu pewne stereotypy
kulturowe i w tym sensie wyróżnienie ich jest trafne i inspirujące do refleksji.
Anglosaska orientacja w nauce,
m.in. w teorii organizacji, jest ukierunkowana praktycznie, a nawet,
powiedziałabym, użytkowo, a przy tym oparta jest przede wszystkim na danych
ilościowych. O organizacjach myśli się zatem głównie w
kategoriach zarządzania nimi, kontrolowania ich w celu osiągnięcia większej
efektywności działania. Te badania naukowe są interesujące, które wskażą nowy
sposób skutecznego manipulowania wewnątrzorganizacyjnymi zmiennymi lub
dostosowania ich do inwariantów otoczenia. W pewnym sensie anglosaska teoria
organizacji przypomina medycynę. Jej misją jest poszukiwanie konkretnych –
uznanych za cenne, pożyteczne i wartościowe – rozwiązań zidentyfikowanych
wcześniej praktycznych problemów („terapia” i „zapobieganie”).
Kontynentalna europejska
teoria organizacji jest w znacznie większym stopniu zorientowana na poznawanie.
Badania naukowe w organizacji mają wzbogacić naszą wiedzę i służyć większemu
zrozumieniu i doświadczaniu świata. Nie muszą przy tym wzbogacać nas w sensie
czysto materialnym. Efektywność jest takim samym obiektem badań, jak inne
zjawiska organizacyjne i nie ma bardziej uprzywilejowanego statusu niż np.
niepewność, motywacja, porządek. W kontynentalnej europejskiej tradycji teoria
organizacji przypomina bardziej socjologię czy filozofię niż medycynę. Owszem,
może być przydatna praktycznie, ale wówczas, gdy nabyta wiedza stanie się
bodźcem do działania. Jest to jednak kwestia decyzji, a nie immanentna cecha
badań naukowych z tej dziedziny.
Obie tradycje mają swoje
szkoły, uniwersytety, instytuty badawcze, pisma i konferencje. Reprezentujący
je badacze żyją dosłownie w różnych światach i mogą nawet o sobie nic nie
wiedzieć. W publikacjach pojawiają się zupełnie inne kluczowe referencje, inny
jest używany język (choć z powodzeniem może to być w
obu przypadkach angielski). Przynależność do którejkolwiek z nich wymaga innego
rodzaju erudycji, odmiennych zainteresowań, przekonań, postaw i oczekiwań.
Trudno jest „przestawić się” w jakimś momencie z jednego sposobu myślenia na
drugi, co więcej, trudno jest zapewne w ogóle interesować się dorobkiem drugiej
tradycji. Co za tym idzie, integracja obu tradycji nie jest możliwa, ale zbliżenie
między nimi wydaje się w pełni realne. Jest ono
kwestią stosunkowo niedalekiej przyszłości. Tradycja kontynentalna europejska i
tradycja anglosaska przybliżyć się mogą do siebie na gruncie pragmatyzmu,
kierunku obecnie bardzo cenionego w filozofii nauki. Oprócz tolerancji i
wzajemnego uznania będzie to prawdopodobnie oznaczało uzgodnienie pozycji nauki
o organizacji wobec praktyki organizowania, nie jako nauki ściśle „praktycznej”
(inżynieryjnej), ale też i nie całkiem teoretycznej.
W Polsce większą popularnością
zdaje się obecnie cieszyć tradycja anglosaska. Rynek wydawniczy i programy
kształcenia w tej dziedzinie opierają się w przeważającej mierze na
założeniach, które tu przedstawiłam jako typowe dla orientacji anglosaskiej.
Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone i nie pora je tu wyliczać. Dość
powiedzieć, że najnowsze kierunki tradycji, którą nazwałam tu kontynentalną,
rzadko są w Polsce reprezentowane, co więcej, wydaje się, że często nie są
czytelnikom znane.
Niniejsza książka jest bliższa
orientacji europejskiej niż anglosaskiej. Z przyczyn, o których była mowa, może
być trudno czytelnikowi przyzwyczajonemu do retoryki tradycji anglosaskiej bez
oporów spojrzeć na świat organizacji w zupełnie nowy sposób. Dlatego niezbędne
staje się pewne wewnętrzne otwarcie i gotowość uczestnictwa w innego rodzaju
dyskursie. Przedmiotem rozważań będzie polska transformacja systemowa w latach
1989 - 1994, a konkretnie - kultura organizowania przejawiająca się przede
wszystkim w kulturach organizacyjnych przedsiębiorstw oraz role społeczne
kierownika/menedżera.
Główną intencją niniejszej
pracy jest ukazanie procesu konstrukcji założeń kulturowych dotyczących
organizowania w dobie intensywnych przemian makrospołecznych.
Moją tezą jest, iż źródła tej konstrukcji, dalekie od dowolności, są w
znaczącym stopniu historyczne - aktorzy czerpią z doświadczeń, które zdobyli w
przeszłości - oraz w jakiejś mierze im współczesne, tj. propozycje czy
inspiracja pochodzić mogą z innych części świata, gdzie występują one współcześnie.
A zatem pragnę wprowadzić pojęcie uniwersum
archetypów, analogicznie do pojęć uniwersum symbolicznego..., pola organizacyjnego... i czasoprzestrzeni organizacyjnej...
Uniwersum archetypów jest
uwarunkowanym historycznie (czas) i geograficznie (przestrzeń) zbiorem
elementów czy też ciągów elementów możliwych do wykorzystania przy konstrukcji
aktualnej rzeczywistości organizacyjnej. Są to zatem
potencjalne pola organizacyjne, z których jedne materializują się, a inne nie.
Pole archetypów istnieje zawsze, ale staje się widoczne w dobie bardzo
intensywnych zmian. W pozostałych okresach rozwoju społeczeństw jest ono latentne, czyli niewidoczne. Aktualna baza tworzenia nowych
rozwiązań jest więc bardzo szeroka, ale i ograniczona.
Teraźniejszość staje się zrozumiała, a nawet oczywista w kontekście
przeszłości. Przyszłość jest niemożliwa do jednoznacznego przewidzenia i
określenia, poza tym, co zawiera w sobie teraźniejszość na poziomie aktualnego
uniwersum archetypów.
Celem moich rozważań jest
przede wszystkim zrozumienie teraźniejszości oraz poszukiwanie różnych
archetypicznych elementów kreujących i hamujących zmianę. Zdolność do zmiany jest bowiem jedną z właściwości kultury, bynajmniej nie
oczywistą. By została ujawniona, musi współgrać szereg uwarunkowań
kontekstualnych. Nie wystarczy sama administracyjna deklaracja, że podjęte
zostaną zmiany – deklaracja taka może co najwyżej wyznaczać możliwą przestrzeń
swobody działania, która dopiero w praktyce zostanie zapełniona (lub nie) przez aktorów.
Układ pracy podporządkowany będzie
zatem zasadom interpretacji – możliwie szerokie naświetlenie problematyki, a
następnie sformułowanie wniosków dających nowe spojrzenie na obiekt badań.
Zdaniem Silvermana
(1993/1994), nauki społeczne powinny spełniać trzy funkcje praktyczne: (1)
uczestniczyć w społecznej debacie na temat ważnych i aktualnych problemów
społecznych, (2) oferować aktorom (ludziom) więcej możliwości dokonywania
samodzielnych wyborów, (3) przedstawiać praktykom nowe perspektywy. Moim
zamierzeniem jako autorki jest spełnienie wszystkich powyższych celów. (...)
Takim silnym walorem jest nawiązanie partnerskiego dialogu między nauką i
praktyką i oferowanie tej ostatniej nowych punktów widzenia, nowych pomysłów
(m.in. przez pokazywanie zjawisk w nowym świetle).
We Wprowadzeniu
ukazują tło rozważań, którym książka jest poświęcona, a więc globalne tendencje
gospodarcze we współczesnym świecie. Z jednej strony, są to intensywne
przemiany systemowe w byłym bloku wschodnim, z drugiej natomiast ewolucja w
krajach świata zachodniego, która doprowadziła do tego, że również i one
stanęły u progu nowej epoki.
Pierwszy
rozdział poświęcony jest głównie rozważaniom teoretycznym. Jako że książka
należy do niekonwencjonalnej tradycji badawczej, takie rozważania są niezbędne
nie tylko dla zrozumienia wywodu, ale także dla usytuowania danego ujęcia w
szerszym kontekście paradygmatów i szkół badawczych. Omawiam także pojęcie
kultury, jej różne ujęcia i definicje.
W
rozdziale drugim przedstawiony jest sposób widzenia organizacji, jej
kontekstu oraz podejścia do historii, na których to przesłankach oparte są
dalsze rozważania. Następnie przechodzę do prezentacji zakorzenionych w
najnowszej historii archetypów przedsiębiorstwa: szerokiego kontekstu
organizowania oraz kultury organizowania.
W
rozdziale trzecim kontynuuję wątek historyczny. Poszukuję w nim
archetypów społecznej roli kierownika w trzech wymiarach: oczekiwań, własnej
konstrukcji i instytucjonalnym, a więc takich, jakie dominowały w Polsce do
1989r. Podejmuję także rozważania nad tym, czy byłe role same w sobie zawierają
potencjał dla zmian społecznych i organizacyjnych. Na ile generują, a na ile
hamują twórczość, tak potrzebną w dobie transformacji systemowej?
W
rozdziale czwartym przechodzę do współczesnego kontekstu, nie
pomijając aktualnych tendencji w konstrukcji ról i kultur organizowania.
Przedstawiam nowe kultury organizacji i nowe role menedżera we wszystkich
wcześnie wyróżnionych materiałach. Na ile są one jednak nowe, a na ile
zawierają w sobie elementy dawnych konstrukcji?
Rozdział
piąty jest kontynuacją rozważań z poprzedniego rozdziału. Jeśli nowe
tendencje w konstrukcji archetypów oparte są częściowo na starych, sprzed
1989r., to skąd biorą się elementy nowe? Te ostatnie są zresztą szczególnie
widoczne, gdyż stanowią zewnętrzną fasadę organizacji i menedżerów, bardzo
ważną w systemie rynkowym. W rozdziale prezentuję pojęcie tożsamości
organizacyjnej oraz jej transferu. Następnie przedstawiam wyniki analizy prasy
pod kątem transferu tożsamości oraz analizuję sposób odbioru wizerunków
prasowych przekazywanych przez polskich praktyków.
Rozdział
szósty jest próbą podsumowania refleksji zawartych w książce. Poświęcony
jest przede wszystkim charakterystyce polskiego uniwersum archetypów po 1989 r.
Na ile jest ono nowe? Czym jest uwarunkowane? Gdzie kryje się potencjał dla
twórczych zmian? Motywem przewodnim rozważań są znaczenia organizowania, a
szczególnie prowadzenia przedsiębiorstwa w Polsce, w końcu lat 90.
------------------------------------------------------------------------
Wprowadzenie ......... 19
Wyobraźnia
ekonomiczna jest [...] czymś więcej niż potoczną
wiedzą ekonomiczną ukształtowaną ze skrawków akademickiej ekonomii docierającej
do ludzi różnymi kanałami oraz komunikatów i komentarzy ekonomicznych w
środkach masowego przekazu. Decydujące znaczenie dla kształtowania tego
fragmentu świadomości społecznej mają bezpośrednie obserwacje oraz doświadczenia
jednostek i zespołów ludzkich, elementy moralności, religii, postaw
politycznych i codziennych ludzkich emocji: gniewu, nadziei, goryczy,
zniechęcenia i strachu [...]. Wyobraźnia ekonomiczna dostarcza ludziom
kategorii pozwalających zrozumieć oraz interpretować spostrzegane i osobiście
odczuwane przez nich zjawiska gospodarcze
Andrzej K. Koźmiński
W latach 70. i 80. Alvin Toffler
(1973; 1980), John Naisbitt (1982/1984) i inni
obiecywali nam nowy, fascynujący świat przyszłości, nie
będący prostą kontynuacją dotychczasowych trendów. Raporty Rzymskie
uświadomiły nam niemożność takiej kontynuacji, nie ukazały jednak realnej
alternatywy. Nasza nowoczesna epoka (modernity)
zaczęła tracić tempo w swym bezrefleksyjnym rozwoju i
marzeniach o postępie, który miał przynieść rozwiązanie wszystkich problemów.
Coraz częściej okazywało się, że rozwiązania były w istocie zbiorem nowych
problemów, a nasza wiara w racjonalność i celowość nie jest w gruncie rzeczy
niczym innym jak tylko wiarą. Epoka zaczęła tracić swoją naiwność.
Lata 90. to
już schyłek epoki, która zastanawia się nad samą sobą. Z punktu widzenia
gospodarki możemy dziś zaobserwować wiele ważnych zmian i trendów.
Zastanawiając się nad tym, jakie będzie przedsiębiorstwo przyszłości, trzeba
zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo już świat się zmienił, wyprzedzając często
nasze systemy edukacji.
Gospodarka
postkomunistyczna ......... 20
System komunistyczny upadł*1 w
sposób kategoryczny i dla większości z nas zauważalny. Kiedy jednak się nad tym
zastanowić, rozkład systemu postępował już od dawna i choć trudno było
przewidzieć, kiedy nastąpi jego koniec, to post factum łatwo dostrzec objawy
jego upadku. Tak czy inaczej, od przeszło trzech lat
kraje byłego bloku wschodniego reformują swoje gospodarki, z mniejszym lub
większym powodzeniem oddalając się od systemu centralnego planowania.*2
Generalnie, zaobserwować można następujące fundamentalne trendy, składające się
na ów proces „ucieczki od socjalizmu”, używając określenia Connora
i Płoszajskiego (1992):
• Koniec monopolu partii (komunistycznej) w sferze polityki, ekonomii, prawodawstwa itd.,
czyli koniec systemu komunistycznego (por. Koźmiński,
1992a); budowanie fundamentalnych instytucji i mechanizmów demokratycznych. Dla
przedsiębiorstwa oznacza to uwolnienie się spod bezpośredniej kontroli politycznej.
• Zmiana roli przedsiębiorstwa i prywatyzacja*3 przedsiębiorstw
państwowych. W epoce gospodarki
centralnie planowanej przedsiębiorstwo było „trybem w machinie”, elementem
większej (scentralizowanej) całości, czyli gospodarki narodowej. Na poziomie
pojedynczego przedsiębiorstwa samodzielność i myślenie nie były w zasadzie ani
pożądane, ani dozwolone.*4 Rola przedsiębiorstwa „socjalistycznego”
sprowadzona została do „zakładu” wielkiej wspólnej organizacji - gospodarki, a
rola kierownika polegać miała na realizacji planu zgodnie z wytycznymi
Centrum.*5 Obecnie kraje postkomunistyczne redefiniują rolę
przedsiębiorstw, deklarując i prawnie ustanawiając ich samodzielność oraz odpowiedzialność
za własne „losy” (przetrwanie bądź upadek)*6. Zmienia się także struktura własności
w gospodarce.
• Redefinicja efektywności w skali globalnej i na poziomie przedsiębiorstw.
*7 Ten trend wiąże się ściśle z poprzednim. Globalna
efektywność gospodarki nie jest już mierzona przez odwoływanie się do
centralnie narzucanych planów. Wskaźnikiem efektywności gospodarki staje się
faktyczna wielkość i dynamika dochodu narodowego. Przedsiębiorstwa przestały
być także rozliczane z realizacji planu. Mówi się o zysku jako głównej
kategorii efektywności zarządzania na poziomie przedsiębiorstwa.
• Tworzenie podstawowych mechanizmów rynkowych. Samodzielne przedsiębiorstwa zyskują możliwość działania na rynku,
czyli muszą „same na siebie zapracować”.
• Stopniowe otwieranie gospodarki.
Gospodarki krajów postkomunistycznych otwierają się stopniowo na wymianę ze
światem.*7
(* Zapowiedź uwag... Z.U.)
Chcę, w miarę rzetelnie, a przynajmniej
uczciwie, wnieść nieco uwag, naturalnie zdając sobie sprawę, że jak każdy człowiek mogę się mylić.
Na razie ograniczam się tylko do zamarkowania, co w zaznaczonych uprzednio
odnośnikami miejscach wzbudziło moje wątpliwości, i nie wykluczając, że myśląc
„prostolinijnie”a może i nieuważnie czytając, po
prostu źle zrozumiałem teksty i intencje Autorki; może w ogóle mylnie oceniam
przeszłość i teraźniejszość.
Czy markowane tematy kiedyś
bardziej uzupełnię – nie wiem. To są tematy niemal
wyłącznie ideologiczno-polityczne i makroekonomiczne, które, może kiedyś
historycy potrafią obiektywnie przeanalizować. Przepraszam, że moje uwagi są
dużo obszerniejsze od prezentowanego tekstu , lecz tekst jest tak w tym miejscu
sformułowany, jakby wszystko było zupełnie oczywiste, bez potrzeby wyjaśniania,
że są także poglądy inne, choć aktualnie nie dominujące. Oczywiście, to nie są sprawy
zasadnicze w tej książce, i w pewnym sensie można je potraktować lekko, jako
drugorzędne, nie wnikając w „szczegóły”, ale... to jednak trochę razi i może
nieco mylić przy dalszej analizie.
Z.U.
1 Systemu komunistycznego, nawet w Związku Radzieckim a tym
bardziej w Polsce, nigdy nie było. Nazwa ta jest powszechnie używana, ale w
stosunku do rzeczywistości - to tylko „uproszczony zwrot”, zakładający, że w
konkretnym kontekście czytelnik/słuchacz sam wie co on
oznacza. Niby to drobiazg, ale w konkretnych przypadkach można gruntownie
pomieszać same ideowe założenia z ich stosowaniem, które też bardzo się różniło
zależnie od kraju i czasu.
Znacznie bliższa prawdy, choć mniej poręczna językowo jest nazwa „realny socjalizm”; naturalnie,
realny socjalizm też się mocno różnił w
poszczególnych czasach i krajach. Tematy bardzo obszerne i kontrowersyjne pod
wieloma względami.
To co upadło, to też wcale samo nie upadło, tylko zostało pokonane, a
ściślej mówiąc, ku ogólnemu zaskoczeniu, skapitulowało. Gdyby nie zostało pokonane
(skapitulowało), prawdopodobnie kiedyś samo by się przekształciło (pod
naciskiem „Zachodu”) w
coś pośredniego pomiędzy „realnym socjalizmem” a „realnym kapitalizmem”,
nadając jednemu i drugiemu „bardziej ludzką twarz”. Oczywiście, wcale nie byłem
tego pewny, jak również nie byłem pewny, czy przy próbie obalenia „komunizmu” nie
dojdzie do kataklizmu światowego. Ja osobiście miałem nadzieję, że oba bloki jakoś się
politycznie dogadają, Związek Radziecki poluzuje swoją politykę, zniknie groźba
konfliktu nuklearnego, a w Polsce, w toku reform uda się doprowadzić
przynajmniej do socjalizmu z ludzką
twarzą, a gospodarkę planową pogodzić z rynkową. Wyszło nieco inaczej, choć
na szczęście w drodze pokojowej. Dopóki myślałem, że będziemy realizować
model skandynawski/nadreński, bardzo się cieszyłem.
Później entuzjazm trochę mi przeszedł, choć osobiście nie mam powodów do narzekań: najwyżej
sam sobie jestem winien, że niezbyt dbałem i dbam o własne interesy.
Naturalnie, idee marksistowskie,
globalnie rzecz biorąc, były utopią. Wiele spostrzeżeń było jednak w nich
trafnych, a nawet, niektóre są aktualne do dzisiaj. Marks nie jest wszystkiemu
winien, w tym także nie jest winien powstania partyjno/policyjnych dyktatur i
popełniania zbrodni. Podobnie
nie wszystkiemu są winni uczciwi i postępowi zwolennicy idei socjalistycznych/
„komunistycznych”. Może nawet, w znacznej mierze dzięki nim zapędy dogmatyków i
fanatyków zostały stonowane. Niestety, ci uczciwi i postępowi też przeważnie
przegrywali w „realnym socjalizmie”, i, przeważnie przegrali, w „realnym
kapitalizmie”. Wygląda na to, że „realny świat” nie jest zbyt przyjazny dla
idealistów wierzących w dobro, ale to już inna sprawa, choć mająca ogromne
znaczenie dla dalszych losów świata.
2 Centralne planowanie
miało różne oblicza zmieniające się w czasie i przestrzeni. W latach
osiemdziesiątych trend już był bardzo wyraźny: w kierunku gospodarki rynkowej,
bez rezygnacji jednak ze strategicznej roli państwa. Nawiasem mówiąc nazwa: centralne planowanie, jest używana
niejako synonim nieudolności w gospodarowaniu, a to trochę myli. Idea
centralnego planowania, gdyby została lepiej dopracowana i lepiej wdrożona,
oraz ograniczyła się do strategicznego trzymania ręki na pulsie gospodarki, ze
zrozumieniem rynku i bez prób nadmiernych interwencji (nie mówiąc już o
bezpośrednim administracyjno-politycznym dyrygowaniu w sprawach zupełnie się do
tego nie nadających), wcale nie musiała być głupia.
„Azjatyckie tygrysy” wcale nie pozostawiły wszystkiego „niewidzialnej ręce
rynku”. Państwa te mocno ingerowały w gospodarkę, zbytnio nawet nie przejmując
się demokracją, tylko były „za mądre” żeby bezpośrednio wszystkim
administracyjnie sterować.
3 Prywatyzacja - kierunek
niewątpliwie słuszny, ale bez przesady, i stosowany pod kątem gospodarki , a nie
ideologii. Autorka, w trakcie pisania książki, oczywiście nie mogła wiedzieć,
jak się dalej losy potoczą. Nie przekraczało ludzkich możliwości także dobre
zarządzanie wybranymi przedsiębiorstwami państwowymi. Czasami lepszy może być mniejszy zysk i danie ludziom
prascy, niż wyższe zyski i bezrobocie albo nędzne płace. Sprawy trudne i kontrowersyjne.
4 Z samodzielnością
różnie bywało w różnych latach, z ogólnym trendem: początkowo bardzo mało,
później stopniowo coraz więcej, później znowu mniej – gdy
narastały trudności, i znowu więcej – w ramach reformy. Natomiast myślenie? – różnie też z tym było. Przeważnie jednak kadra
przedsiębiorstw nie tylko umiała myśleć (trudno go było zakazać, albo nakazać
wyłącznie prawomyślne myślenie) a nawet całkiem skutecznie realizować swoje
przemyślenia. Szkoda jedynie, że nazbyt często, nad czym Centralny Planista nie
panował, przemyślenia i ich realizacja miały charakter dość egoistyczny,
niezbyt zgodny z kierunkiem, który sobie wypracowała centralna administracja.
Właściwie to ja na swoich stronach niesłusznie wybrzydzam i niesłusznie czepiam się egoizmu w tamtych
latach, nazywając go, aby ładniej brzmiało – „negatywnym dostosowaniem się”:
teraz egoizm jest w cenie, jako dobroczyńca efektywności i, podobno, powszechnej pomyślności (ubarwiam
potoczną propagandę). Oby jednak naprawdę była to efektywność także i dla ogółu
społeczeństwa jako całości, a nie tylko dla egoistów, „wybrańców” itp.
5 Nawet w latach 70., 60. i wcześniejszych, nie mówiąc już o latach 80., przedsiębiorstwa wcale nie były tylko posłusznymi
wykonawcami narzuconych planów. Kto zna tamte lata, wie że to trafny zwrot
uogólniający istotę rzeczy w dominujących okresach, ale wie także, że nie wolno
traktować go dosłownie, we wszystkim i w każdym czasie, szczególnie w ostatnich
latach przed zmianą ustroju.
6 Przy lepszej polityce
makroekonomicznej państwa i lepszym zarządzaniu w przedsiębiorstwach,
prawdopodobnie wielu upadkom i degradacjom można było zapobiec, a nawet dalej
zapobiegać. Przypuszczam, że tak ogólnie, większość ten pogląd podziela,
kontrowersje zaczynają się zazwyczaj dopiero przy konkretyzacji. Państwo, gdyby
umiało i chciało... zresztą... tematy
zbyt obszerne.
7 Wtedy też „nie tylko do planów...”. Inna rzecz, czy przeróżne
statystyczne i ekonomiczne porównania i analizy oraz sterowania ekonomiczne
były trafne i kto oraz
jak się w tym orientował? Temat prawdziwości informacji
ekonomicznej, w tym nieumyślnie zniekształconej jest dość mocno na moich stronach
eksponowany.
8 Chyba się one otwarły zbyt szybko, zbyt jednostronnie i nie
bardzo będąc do otwarcia przygotowanymi. Tematy kontrowersyjne.
Anonimus
Gospodarka postkapitalistyczna ......... 22
Jeżeli przyjrzymy się dokładnie
krajom wysoko uprzemysłowionym, to spostrzeżemy, że w niewielkim stopniu
przypominają one te kraje, które sto lat temu określano jako „kapitalistyczne”.
Różnice między stanem obecnym, kierunkami, w jakich rozwój zmierza, a punktem
wyjścia, czyli klasycznym kapitalizmem, stają się teraz szczególnie wyraźne. Koźmiński (1982) już wówczas wskazywał na daleko idące i
poważne zmiany systemowe zachodzące w nowoczesnej gospodarce. Zapytywał: czy
prawa ekonomii są zablokowane? Pytanie to stawiał zarówno pod adresem bloku
zachodniego, jak i wschodniego. Istotnie, system komunistyczny upadł, a
kapitalizm przeobraża się w system, który określam tu mianem „postkapitalistycznego”. Oto niektóre z głównych trendów
charakteryzujących ten proces zmian.
• Zmiana
struktury własności. We wczesnym kapitalizmie własność była w dużym
stopniu, ściśle rzecz biorąc, prywatna. Od takiej struktury własności świat
wysoko uprzemysłowiony odszedł już dość daleko. Większość własności znajduje
się w mniej lub bardziej anonimowych „rękach” wielkich, instytucjonalnych
inwestorów. Jest to wprawdzie nadal własność prywatna (choć
nie tylko inwestorem bywa także państwo, władze lokalne i regionalne,
organizacje nie zorientowane na zysk itd.), lecz bardziej rozdrobniona i
anonimowa. Nie istnieją już tak bezpośrednie, jak niegdyś, powiązania między
własnością i zarządzaniem - menedżer nie jest już dosłownie executive,
czyli wykonawcą woli właściciela, gdyż nastąpiło oddzielenie własności od kontroli.
• Zmiana społecznej
odpowiedzialności korporacji. Przedsiębiorstwo kapitalistyczne było
odpowiedzialne wyłącznie przed swoim właścicielem. Obecnie przedsiębiorstwa
zachodnie odpowiadają faktycznie przed wieloma grupami tzw. stakeholders
(w wolnym tłumaczeniu: oddziaływaczy) , czyli środowisk z różnych powodów zainteresowanych
działalnością organizacji zarówno w otoczeniu, jak i wewnątrz samego
przedsiębiorstwa. Są to takie grupy, jak: pracownicy, zarząd (niekoniecznie
dotąd uważany za grupę mającą prawo do generowania własnych celów – o ile nie
był tożsamy z właścicielami), związki zawodowe i związki pracodawców, władze
lokalne, regionalne i państwowe, grupy nacisku i interesu (np. ruch
ekologiczny), organizacje obrony praw człowieka itd.
• Konieczność
redefinicji zysku jako głównej miary efektywności. Nie oznacza to, że zysk
przestaje się liczyć. Efektywność przedsiębiorstwa zaczęła jednak obejmować
szereg pozycji zarówno po stronie kosztów (szeroko rozumianych), jak i korzyści
nie mieszczących się w kategorii zysku finansowego. Te
pozycje (takie jak marka, koszty społeczne, wizerunek etyczny, potrzeba
społeczna istnienia przedsiębiorstwa itd.) stają się na tyle ważne
...
• Rosnący udział usług
w wytwarzaniu dochodu narodowego, spadek udziału przemysłu. Rozwinięte
gospodarki przechodzą do następnego etapu rozwoju gospodarczego, następującego
po fazie industrializacji.
• Zmiana roli państwa.
Ze „stróża nocnego”, który miał „stać z boku” i obserwować spontaniczną i w
pełni swobodną grę samodzielnych podmiotów na rynku, państwo w krajach
zachodnich zaczyna odgrywać rolę bardziej aktywną i strategiczną.
• Globalizacja.
Świat współczesnego biznesu rzeczywiście zmienia się w globalną wioskę, jak
przewidywał Toffler (1980). Przedsiębiorstwa stają
się organizacjami globalnymi, tj. obejmują swym zasięgiem cały świat, a ich
pozycja rynkowa w każdym z krajów uzależniona jest od ich pozycji, jakie
mają w innych krajach.
(...) Oba systemy zmieniały się w trakcie
swego istnienia. System komunistyczny ewoluował od gospodarki wojennej (w ZSRR
poprzedziły tę fazę jeszcze dwie inne: leninowskiej rewolucji i NEP-u) do zliberalizowanego i
„flirtującego” z wolnym rynkiem systemu lat 90.*1
System kapitalistyczny konsekwentnie ewoluował do momentu, w którym „zmienił
się nie do poznania”.*2 Oba podsystemy łączy teraz wspólna płaszczyzna
(utożsamiana często, szczególnie w krajach postkomunistycznych, per se z kapitalizmem): gospodarka rynkowa i demokracja
parlamentarna. Należy zdać sobie sprawę z tego, że są to w dużej mierze
etykiety, którym my sami nadajemy sens. Polifonia i różnorodność,
charakteryzujące systemy bardziej demokratyczne – w odróżnieniu od totalitarnej
monofonii – rzeczywiście umożliwiają nam większe uczestnictwo (aktywne) we
tworzeniu sensów i znaczeń.
Dychotomiczny świat, którego uczą stare podręczniki, już nie istnieje6.
Nowy porządek, wyłaniający się powoli i jeszcze nieostro, też będzie miał swoje
podziały i stereotypy, ale już nowe.
Jednak zarówno wzorce
pozytywne, jak i negatywne dychotomicznego świata nie oddają już dobrze
zmienionej rzeczywistości. Wzorce negatywne, z których, być może, słabo
zdawaliśmy sobie sprawę, były kulturowo bardzo istotne. Niejednokrotnie były
samoistnym motorem do działania, motywacją samą w sobie i uzasadnieniem
działań, racją, z którą należało się liczyć. Nawet jeśli
menedżerowie „starej epoki” nie opierali swego postępowania bezpośrednio na
tych negatywnych schematach, to przecież tkwiły one głęboko w ich świadomości
(czy podświadomości?) i stanowiły układ odniesienia.
Dotyczy to zarówno postkomunistów, jak i postkapitalistów. „Być innym niż
tamci” mogło w obu systemach oznaczać atrakcyjny wizerunek własny. Dyrektorzy
państwowych przedsiębiorstw mogli widzieć siebie jako „dostojników państwowych”
innych niż „zachodni geszefciarze i wyzyskiwacze”. Menedżerowie amerykańscy czy
zachodnioeuropejscy mogli stawiać sobie za negatywny wzór komunistycznych
biurokratów i oportunistów7.
Wzorce te mają także inny skutek kulturowy - społeczeństwa
postkomunistyczne , dążąc do zmiany systemu, często
posługują się sterotypami nabytymi w minionej epoce,
stawiając sobie cele i konstruując ideały na wzór i podobieństwo kapitalizmu rodem
z propagandy komunistycznej. Stajemy się tym, czym „nam się wydaje, że oni
są”*3(Rohatyn, cytowany przez Czerniawską-Joerges,
1993), a polscy menedżerowie zapatrzeni są w
wyidealizowany (i pewnie nieaktualny) obraz „amerykańskości” (Czarniawska-Joerges, 1993, s.14).
Jednocześnie, jak
powiedziałam wcześniej, kultura zmienia się wolno. Możemy nadal metaforycznie
mówić o dominacji kultury władzy w Polsce (sądzę, że nie będzie nadinterpretacją z mojej strony, gdy dodam – oraz w innych
krajach dawnego bloku komunistycznego), jak trafnie charakteryzuje tę sytuację Bolesta-Kukułka (1992,. S.
188):
Podstawową cechą kultury
władzy jest to, że ludzie sami siebie widzą jako uzależnionych od sił wobec
nich zewnętrznych. Siły te postrzegają jako wszechmocne w sensie anielskim czy
szatańskim albo w jednym i drugim. Do nich zwracają się w obliczu zagrożeń,
jednocześnie obciążając je winą za swoje nieszczęścia. Do nich kierują swoje
nadzieje i prośby o szczęśliwy los. Siły te różnie identyfikują i
personalizują.
Ten typ kultury sprzyja rozrostowi biurokracji,
zakładanej omnipotencji administracji i ludzi ją reprezentujących.
Książka jest próbą refleksji nad
znaczeniami kulturowymi, które są trwalsze niż etykiety i zewnętrzne oznaki
przemian systemowych. Refleksja ta wydaje się bardzo potrzebna
, w szczególności, że zaczynamy już dostrzegać własne i zewnętrzne
ograniczenia i nie wierzymy już tak mocno, jak w
1989r., we wszechmoc sprawiedliwych przeobrażeń, które same z siebie dokonają
się i przeprowadzą nas bezpiecznie przez „Morze Czerwone”. Nie jest
oczywiste, dokąd zmierzamy ani skąd czerpiemy nasze etykiety i metafory. Nie ma
jedynie słusznych i prawomocnych odpowiedzi ani rozwiązań problemów, które obserwujemy
w teraźniejszości i które mają swoje źródło w przeszłości. Intencjonalny wymiar
rekonstrukcji społecznej też nie jest prosty - wcale nie jest powiedziane, że
ludzie pragną zmienić swój świat, i nie oznacza to bynajmniej, że są
nieracjonalni. Przeciwnie, działają w obronie swych interesów
i do tych interesów głosiciele zmiany powinni się jakoś ustosunkować.
Uświadomienie sobie tych okoliczności to pierwszy krok za drodze do bardziej
twórczego podejścia do życia, także do praktyki. Jednak w tej książce nie
będzie recept dla praktyków8 (8 Co więcej, wiara w „jeden
najlepszy sposób” reformowania gospodarek krajów byłego bloku wschodniego może
przynieść więcej szkód niż korzyści - por. Koźmiński,
1992c). Nie będzie ich, gdyż uważam,
że jako badacze nie powinniśmy pouczać ich o tym, co sami potrafią lepiej.*4
Naszym zadaniem jest raczej kwestionować, zastanawiać się i proponować nowe
sposoby patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Dlatego nie roszczę sobie
pretensji do sugerowania konkretnych działań. Nie będę jednak ukrywać, że moim
pragnieniem jest doprowadzenie do szerokiej dyskusji z udziałem zarówno
teoretyków, jak i praktyków.
(* Zapowiedź
uwag ... Z.U.)
1. O
organizowaniu i kulturze
Ekonomia to
nauka
impresjonistyczna
Aleksy Wakar
1.1.
Badania organizacji po nowożytności ......... 32
Paradygmaty
i metafory w naukach społecznych
......... 32
Paradygmaty. W klasycznym już dziś dziele o
paradygmatach Burrel i Morgan
(1979) wyróżniają cztery główne paradygmaty w naukach społecznych. Pojęcie
paradygmatu w odniesieniu do nauk społecznych zyskało popularność dzięki Kuhnowi (1964/1970), który zastanawiał się nad istotą zmian
w nauce.
...
Te cztery podstawowe paradygmaty – funkcjonalistyczny, interpretatywny, radykalny humanistyczny i radykalny
strukturalistyczny – grupują różne szkoły i kierunki badawcze, które podzielają
wspólne założenia ontologiczne, epistemologiczne, a także preferencje.
Paradygmat funkcjonalistyczny oparty
jest na założeniu, że społeczeństwo istnieje obiektywnie jako byt konkretny i
realny. Funkcjonaliści rozpatrują zjawiska społeczne
przez pryzmat ich konsekwencji dla funkcjonowania innych obszarów aktywności
społecznej, instytucji, społeczeństwa jako całości. Motywy działań są niekiedy
ukryte, lecz w efekcie dotyczą „fundamentalnych” konsekwencji
ogólnospołecznych.
Paradygmat interpretatywny
oparty jest na założeniu o niestabilności (nie istnieje trwale) i względności
(nie jest absolutna) rzeczywistości społecznej. Rzeczywistość społeczna nie ma
charakteru konkretnego, nie istnieje w sposób obiektywny, lecz jest
intersubiektywnym tworem uczestników, czyli ludzi żyjących w świecie
współczesnym. Innymi słowy, świat życia społecznego nie istnieje „na zewnątrz”
naszego umysłu, czekając by jego prawa zostały odkryte, ale cały czas tworzony
jest przez nas samych, a więc i przez badaczy.
Paradygmat radykalnego humanizmu,
podobnie jak paradygmat interpretatywny, oparty jest
na przekonaniu, że społeczeństwo nie jest konkretnym bytem. Odmiennie jednak
widzi rolę nauki. Rzeczywistość społeczna jest tworzona społecznie, ale dzieje
się to kosztem ludzi, którzy wzrastają „uwięzieni” w nierealnym
, acz uznawanym za konieczny, świecie.
Paradygmat radykalnego strukturalizmu,
podobnie jak funkcjonalizm, zakłada istnienie konkretnej (materialnej)
rzeczywistości społecznej, którą można zbadać i opisać. Jednakże, podobnie jak
radykalny humanizm, oparty jest na założeniu, że rola nauki polega na walce ze
zniewoleniem ludzi przez społeczeństwo. Badacz opisuje obiektywnie istniejące
mechanizmy, np. w jaki sposób grupy posiadające władzę
dążą do jej utrzymania i podporządkowują sobie grupy słabsze, Dąży do poznania
Prawdy, rzeczywistości ukrytej pośród przypadkowych odchyleń (struktury
społeczne). Poszukuje także sposobów uwolnienia się spod dominacji grup
uprzywilejowanych, sposobów możliwych w ramach istniejących mechanizmów
społecznych i historycznych.
Metafory ...
(...) Metafora, czyli przenośnia
, jest figurą stylistyczną, w której jakiś wyraz otrzymuje inne znaczenie; mówi o
jednej rzeczy, tak jakby była inną. Za pomocą metafor ludzie oswajają świat,
wyrażają rzeczy, które inaczej byłyby niemożliwe lub trudne do wyrażenia i
zmieniają świat – nazywają rzeczy inaczej, co pozwala na nowo na nie spojrzeć.
O metaforach w teorii organizacji Morgan3 pisze w swojej znanej
książce Images of Organization (1986, s. 12):
Podstawową przesłanką, na której bazuje ta książka,
jest to, że nasze teorie i wyjaśnienia życia organizacyjnego oparte są na
metaforach, które ukierunkowują postrzeganie i rozumienie organizacji w sposób
wyrazisty, chociaż cząstkowy... Użycie metafory implikuje sposób myślenia i
sposób widzenia, który przenika nasze ogólne rozumienie świata.
Używanie metafor jest nieuniknione, „wiele spośród przyjętych przez nas wyobrażeń o organizacjach jako oczywiste jest metaforycznych, nawet jeśli nie traktujemy ich jako takich (tamże, s. 13). Organizacje, jak wszelkie zjawiska trudne do jednoznacznego zdefiniowania, przyjmowane są przez nas zawsze za pośrednictwem metafor. Umożliwiają nam one zrozumienie jednego wycinka rzeczywistości w kategoriach innego fragmentu. (...)
Interpretatywne badania organizacji ......... 41
Jaki jest świat?
Pora zatem na krótką refleksję nad moim sposobem
widzenia rzeczywistości i preferowanym sposobem jej opisu, czyli na
autorefleksję. Jak wynika z tego, co napisałam wcześniej, takie deklaracje są
niezbędne, jeśli pragniemy być uczciwi jako badacze i autorzy tekstów. Pragnę wszak opisać fragment rzeczywistości.
Powinnam zacząć mój opis przede wszystkim od wyjaśnienia, czym dla mnie jest
rzeczywistość.
Identyfikuję się z interpretatywnym paradygmatem w
naukach społecznych, uważając, że rzeczywistość jest skonstruowana społecznie (Berger i Luckmann, 1966/1983).
Innym słowy, istnieje, być może , rzeczywistość
zewnętrzna, obiektywna, lecz nie mamy możliwości jej doświadczenia, co najwyżej
osiągamy poziom poznania intersubiektywnego4. Możemy wierzyć w
istnienie konkretnej rzeczywistości, lecz jest to jedynie kwestia wiary, gdyż
przekonania tego nie da się potwierdzić. Podobnie jak Rorty
jestem przekonana, że na zewnątrz istnieje świat niezależny od mego umysłu (nie
jest to zatem idealistyczny
punkt widzenia), lecz nie wierzę w istnienie prawdy na zewnątrz,
gdyż ta jest właściwością jedynie ludzkich wypowiedzi (Rorty,
1989).
(...)
Uwagi.
Chcę jedynie zauważyć, że „rzeczywistości skonstruowanych społecznie” jest
dużo, często się one zmieniają i łatwo nimi manipulować. Czy istnieje
„rzeczywistość zewnętrzna, obiektywna”? „Bez dzielenia włosa na czworo”, w
sensie praktycznym, możemy chyba uznać, że ona istnieje, tylko my jej do końca
nie znamy, a na temat tego, co znamy, mamy często różne i zmienne poglądy.
Sprawa ma zasadnicze
znaczenie, gdy od abstrakcyjnych rozważań przechodzimy do zagadnień
konkretnych, np. polityki, historii, ekonomii, nauki. Nie jest np. wcale obojętne, czy nasze
wyobrażenia o historii są w miarę obiektywnie prawdziwe, czy akurat tylko
„skonstruowane społecznie” przez dominujące w danym miejscu i czasie „siły
społeczne”. Że niemal „wszystkiemu” złu na świecie są winni Żydzi, też
„komuś”, na jakiś czas, udało się przekonać chyba znaczną część, skądinąd
bardzo inteligentnego i wykształconego społeczeństwa. Czy to była
„rzeczywistość społeczna” nie dająca się obiektywnie
sprawdzić? Czy nie ma rzeczywistości obiektywnej, dlatego tylko że my o czymś
nie wiemy, choć to coś, o czym nie wiemy, może odgrywać dużą rolę w naszym życiu? Czy bakterii
nie było, dopóki nie zostały odkryte?
Anonimus
Jak opisać świat organizacji? Epistemologia i metoda
Świat w ujęciu konstruktywistów można opisać idiograficznie. Jak pisze Czarniawska-Joerges (1992b), pierwszym krokiem w studiach
interpretatywnych9 powinno być wyartykułowanie filozoficznego i
moralnego światopoglądu. W dalszej kolejności
następuje wybór i/lub konstrukcja teorii, które są odpowiednie dla badanego
zjawiska. Ostatni etap związany jest z metodologią i polega na wyborze i/lub
konstrukcji odpowiedniej metody, zgodnej z podstawowymi założeniami i
adekwatnej dla teorii, która ma być skonstruowana (tab.4).
...
Ogólne uwagi o metodzie
Niniejsza praca jest studium interpretatywnym
(diachronicznym), zbiorem studiów przypadku i studiów wycinkowych, a także
wykorzystującym krytyczną analizę kulturową. Studia przypadku są zarówno
retrospektywne, jak i prospektywne. Przedmiotem badań są (rozdziały drugi i
trzeci) typowe polskie przedsiębiorstwo i role społeczne polskiego kierownika z
epoki komunizmu. W rozdziałach czwartym i piątym przechodzę do badania
aktualnych procesów konstrukcji rzeczywistości - przedsiębiorstwa i roli
kierownika/menedżera. Badania retrospektywne podjęte zostały w celu lepszego
zrozumienia aktualnych procesów tworzenia rzeczywistości.
Praca jest
zatem oparta na pewnej odmianie badań indukcyjnych, jednak nie są to
klasyczne badania tego typu. Dane, które zbierałam (zgadzam się z Laingiem, który proponuje raczej nazywać je „schwytanymi”),
pochodzą z różnego rodzaju tekstów: napisanych przez innych autorów, badaczy,
fachowców, oraz tekstów-rozmów, które sama przeprowadzałam i tekstów sytuacji,
które obserwowałam i w których uczestniczyłam. Wszystkie te teksty zbierałam i
interpretowałam nie jednocześnie, lecz cyklicznie, porównując je między sobą.
(...) Praca jest przede
wszystkim próbą syntezy, całościowego zrozumienia aktualnego kontekstu
organizowania i możliwości , które zawiera w sobie
teraźniejszość. Nie będzie tu jednak mowy o przewidywanej przyszłości, gdyż
jako konstruktywista nie wierzę w projektowanie relacji przyczynowo-skutkowych,
ponieważ takie relacje są sposobem wprowadzania sensu i porządku do zdarzeń,
które zachodzą lub zajdą. Snucie tego typu przemyśleń uważam za spekulacje,
które im bardziej są naukowo podbudowane, tym rzadziej się sprawdzają. Tylko
intuicyjne, wieszcze przepowiednie, publikowane w formie literatury pięknej lub
publicystyki, niekiedy się sprawdzają. I to gównie dlatego,
że autor był stosunkowo słabo zsocjalizowany -
autor-wieszcz wyprzedzał swoją epokę, czyli miał inne doświadczenia i inne im
przydawał znaczenie niż większość jego współczesnych. Jeśli więc w ogóle będzie
tu mowa o przyszłości, to tylko jako o pewnym potencjale, który zawiera w sobie
teraźniejszość (i przeszłość). Na rys. 2 przedstawiam w ogromnym uproszczeniu
metodologię pracy
...
(* Zapowiedź uwag ... Z.U.)
Czy warto rozstawać się
z mitem funkcjonalizmu? ......... 52
Czy teoria organizacji jest nauką praktyczną?
Teoria organizacji jest nauką młodą, jednak ma już za sobą wiele lat dość
interesującego rozwoju. Przyszedł czas refleksji i rozważań nad początkowym
entuzjazmem i celami, które sobie, jako dziedzina nauki, wytyczyliśmy16.
Jak pisze Czarniawska-Joerges (1994a), wszystkie
nauki, filozofia, socjologia, teoria organizacji, na początku swego istnienia
obiecywały rozwiązanie wszelkich praktycznych problemów. Filozofia,
zgodnie z obietnicami Platona, miała pomóc Atenom pokonać Spartę, a także
doradzić Ateńczykom, jak mają wychowywać swoich synów. Podobną rolę
praktycznego doradcy miała pełnić socjologia, według słów Durkheima. Do tej listy możemy dodać pedagogikę,
ekonomię, psychologię itd., nie wyłączając, rzecz jasna, teorii organizacji. Ta
ostatnia do dziś pozostaje pod wpływem mitu swej praktycznej roli w
społeczeństwie, choć ostatnio coraz częściej podnoszą się głosy kwestionujące
takie jej widzenie17. Początki rozwoju dyscypliny były, istotnie,
silnie skoncentrowane na rozwiązywanie problemów praktyki...
Od tego czasu minęło sporo lat, badacze historycznie związani z różnymi
paradygmatami stawiali sobie cele odmienne od tych, które przyświecają badaczom
współczesnym. Teoria organizacji zaczęła się stawać coraz bardziej poważną i
ambitną dyscypliną
akademicką, nie porzucając jednak całkiem marzeń o
praktycyzmie. „Czy to znaczy, że
wszystkie obietnice były hipokryzją, sposobem uzyskiwania prawomocności na
podstawie fałszywych przesłanek?”, zapytuje Czarniawska-Joerges
(tamże, s. 16) i odpowiada:
„Owszem, był to sposób na uprawomocnienie, lecz nie wynikające z
hipokryzji. Obietnice, które w początkach swego istnienia składały teoria
organizacji, filozofia, socjologia i inne dyscypliny naukowe, wynikały z
naiwności i entuzjazmu, charakterystycznych dla nowo powstających dziedzin.
Obecnie, konkluduje autorka, problem jest redefiniowany. Badania naukowe w
dziedzinie teorii organizacji nie są imitacją praktyki, a teoria nie jest jej
odzwierciedleniem. Zajmujemy się własnym rodzajem praktyki, a więc badaniami i
kształceniem, a jej produktami są teoria i refleksja. „Jako teoretycy
powinniśmy mówić o tym, czego praktycy sami by nigdy nie pomyśleli, a nie o
tym, co oni sami potrafią lepiej” (tamże, s. 17).
...
Co w takim razie tworzy pozytywistycznie zorientowana nauka – zapytują Astley i Zammuto (1992). I
odpowiadają za Mitroffem – nie tworzy obiektywności,
lecz jej złudzenie.
...
Badania empiryczne są
rodzajem opowieści (choć specyficznym). Dane są zawsze zależne od teorii, a
badania empiryczne ilustrują raczej niż potwierdzają teorie, które obrazują.
Rola nauki organizacji nie polega także na dostarczaniu nowej wiedzy praktykom;
oferuje raczej zrozumienie tego, co jest już znane, a na planie symbolicznym
może być używane przez menedżerów dla legitymizacji ich działań.
...
Teoria organizacji nie jest zatem dyscypliną
praktyczną. Sugerowanie czegoś innego wprowadza w błąd, a od czasu Fredericka Taylora i
Mary Follet21 wiele się wydarzyło i nie jesteśmy już raczkującą
dyscypliną, której wybacza się jej entuzjazm. Naszym zadaniem jest oferowanie
praktyce symboli, języka, materiału do refleksji. Możemy przy tym przestać się łudzić,
że „nie ma nic tak praktycznego, jak „dobra teoria”. Ten słynny epigram Kurta Lewina jest bardzo atrakcyjny, lecz nie odpowiada
rzeczywistości.
...
Teoria jest abstrakcją pojęciową pochodzącą z doświadczenia (uogólnienie
przypadków szczególnych), podczas gdy praktyka jest uszczególnianiem,
wyborem konkretnych przypadków. Są to dwa języki.
(* Zapowiedź uwag ... Z.U.).
Wiedza i świat po modernizmie
Świat wkracza w nową epokę, postmodernistyczną, ponowożytną
(Bauman, 1992) lub jak chce Giddens
(1991) - późnej nowoczesności. Giddens
charakteryzuje ją niezwykle trafnie w książce Modernity and self-identity (Nowoczesność i tożsamość).
Po pierwsze, nastąpiło oddzielenie czasu i przestrzeni, co oznacza
, że ludzie komunikują się ze sobą pokonując duże odległości czasowe i
przestrzenne.
Po drugie, dla epoki późnego modernizmu charakterystyczne są mechanizmy
oderwania od kontekstu..., możliwe dzięki doskonaleniu systemów abstrakcyjnych:
symboliczne znaki (tokens) i systemy eksperckie... (...)
Po trzecie, późną nowożytność cechuje wewnętrzna refleksyjność... czyli
„standaryzacja wykorzystywania wiedzy na temat okoliczności życia społecznego, jako elementu
składowego jego organizacji i transformacji.
Dojrzewaniu epoki późnej nowożytności lub przechodzeniu w epokę ponowożytną towarzyszy –we wszystkich dziedzinach sztuki i
nauki – prąd, kierunek czy, jak chcą niektórzy, sieć (network)
zwana postmodernizmem23:
• Postmodernizm jest nazwą
pewnego myślenia o świecie. Oddziaływanie tego myślenia nie ogranicza się do
wewnętrznych problemów filozofii. Obejmuje sztukę (według niektórych wszystko
zaczęło się od architektury) i naukę; jako dynamiczny zespól określonych pojęć
i wartości opisuje nie tylko profesjonalne i elitarne zarazem opiniotwórcze
sfery kultury współczesnej, lecz chce być również perspektywą pozwalającą
wyjaśnić to wszystko, co składa się na tak zwaną kulturę masową. Postmodernizm oznacza więc z jednej strony specyficzną, nie pozbawioną
ambicji eksplanacyjnych, refleksje nad
współczesnością, z drugiej natomiast – wyraża charakterystyczne rysy postawy
wobec świata zajmowanej przez człowieka końca wieku dwudziestego (Kubicki, 1993, s. 155).
W swoim słynnym raporcie na temat stanu wiedzy Lyotard (1979/1987)
definiuje postmodernizm jako
nieufność wobec metaopowieści, zwątpienie naukowców
(a także innych uczestników ponowożytnych
społeczeństw) w filozoficzne podwaliny nowożytnej nauki.
...
Postmodernistyczna nauka, zdaniem Lyotarda (j.w.), jest poszukiwaniem
niestabilności, ponownym dostrzeżeniem (i docenieniem) paradoksów.
...
Wiedza syntagmatyczna dodaje nowe zdarzenia, modernistyczna wiedza naukowa
uogólnia je w jedno abstrakcyjne pojęcie.
...
W teorii organizacji jest duże zapotrzebowanie na wiedzę narracyjną, przykładem której mogą być studia przypadku. Bynajmniej nie
jest prawdą, że wiedza syntagmatyczna pozostawia badaczom pełną swobodę („wszystko przejdzie”).
Przeciwnie, by zabrać glos w ramach syntagmatu,
niezbędne jest ogromne oczytanie, a ponadto nowe punkty widzenia inspirujące
czytelników do przemyśleń i dyskusji.
1.2. Kultura i organizacja
......... 60
Geneza perspektywy badawczej ......... 60
W interesującej publikacji, będącej próbą podsumowania
i syntezy pojęcia kultury organizacyjnej, Alvesson i Berg (1988) przedstawiają na wstępie wyniki badań
dotyczących intensywności prac badawczych poświęconych kulturze organizacyjnej.
...
Rozkwit literatury popularnej poświęconej kulturze nastąpił we wczesnych latach 80. wraz z tzw. nową falą w zarządzaniu (Koźmiński,
1986).
...
Obecnie, w pierwszej połowie lat 90., możemy już mówić
o pewnym dojrzewaniu perspektywy badawczej. Możliwa i pożyteczna staje się
staje się ogólna, porządkująca refleksja nad zawartością i pozycją perspektywy.
Prześledźmy kilka kluczowych prób syntezy w kolejności historycznej, począwszy
od klasycznej typologii Smircich (1983), poprzez
metodyczną pracę Alvessona i Berga
(1988), a skończywszy na bardzo jasnym podziale Czarniawskiej-Joerges
(1992a).
Organizacja a kultura.
Próby uporządkowania wielości
......... 62
Zmienna czy rdzenna metafora?
Smircich (1983) dokonuje przeglądu badań kultury
w naukach o organizacji i zarządzaniu najpierw ze względu na tematykę badań. Wyróżnia
punkty przecięcia między nauką o kulturze i nauką organizacji. Są to: badania
międzykulturowe (cross- cultural/comparative management), kultura
przedsiębiorstwa (corporate culture),
poznawcza teoria organizacji, symbolizm organizacyjny oraz koncentracja na nieświadomych i podświadomych
procesach w organizacji. U podstaw wszystkich tych rodzajów badań leżą odmienne
rozumienia organizacji i kultury. Te modele kultury i organizacji wyznaczają ramy
naszych możliwości jako badaczy zarówno co do zakresu, jak i sposobu działania
(tab.5).
...
Pierwszy rodzaj widzenia kultury jako zmiennej niezależnej typowy jest przede
wszystkim dla badań międzykulturowych w zarządzaniu.
Kultura jest elementem tła, czynnikiem wyjaśniającym lub też szerokim układem
odniesienia, wywierającym
wpływ na określone elementy procesu zarządzania.
Drugie podejście opiera się na rozumieniu kultury jako zmiennej wewnętrznej.
Organizacje w tym ujęciu mogą manipulować, zarządzać kulturą bądź ją wytwarzać
jako produkt uboczny.
Poziom analizy, przedmiot badawczy i konwencje
Alvesson i Berg (1988)
dokonali próby systematyzacji pojęcia kultury organizacyjnej w trzech wymiarach:
poziomu analizy, przedmiotu badawczego i konwencji (perspektywy) badawczej.
Możliwym poziomem analizy jest: społeczeństwo, region, sektor społeczeństwa,
organizacja, pion/dział
organizacji, grupy społeczne lub zawody. Przedmioty badawcze to
przede wszystkim: symbole, kultura, klimat (duch, tożsamość), zawód, wizerunek.
Autorzy wyróżniają następujące perspektywy badawcze: konwencja kulturowa
(kultura przedsiębiorstwa, wartości i wierzenia, kulturowy kognitywizm
i artefakty kulturowe), perspektywa konstrukcji znaczeń (wspólne znaczenia,
konstrukcja sensu), perspektywa ideologii (ideologia przedsiębiorstwa,
ideologia polityczna), psychodynamika (wspólne
fantazje, archetypy) i symbolizm (partykularyzm symboliczny, uniwersalizm
symboliczny).
...
Definicje demonstrujące i wykonawcze
Austin (1962/1985) wyróżnił typ wypowiedzi
językowych, które definiują stany rzeczy, nazywając je wypowiedziami
wykonawczymi (performatywy). Wypowiedzi te nie tylko
komunikują, ale również dokonują. Latour (1986) w
analizie socjologii zaproponował rozróżnienie między definicją społeczeństwa demonstrującą (ostensive) i wykonawczą (performative),
bazując na austinowskim pojęciu performatywu
(definicje wskazujące versus dokonujące).
Czarniawska-Joerges podobnie wyróżnia w tym samym
duchu dwie definicje kultury29. Demonstrująca definicja kultury ... Definicja
wykonawcza ...
Czytelnik w bibliotece Babel
Klasyczna już dziś typologia Smircich, w oparciu
o paradygmaty Burrella i Morgana,
nadal okazuje się bardzo przydatna w porządkowaniu dorobku badań kulturowych w
teorii organizacji. Punktem wyjścia jest nasze rozumienie świata, nasze
wyobrażenia na temat kultury i jej roli w organizacji, w życiu społecznym w
ogóle. Badacze mogą zatem identyfikować się z poszczególnymi podejściami,
deklarując swój światopogląd.
...
Wszystkie powyższe próby systematyzacji uczą nas przede wszystkim pokory
w naszych próbach uporządkowania świata czy nawet jego wycinka.
...
Czym
jest kultura organizacyjna?
......... 73
Powyższa
prezentacja miała ułatwić dokonanie samoidentyfikacji – o
czym będzie mowa w tej pracy i z jakiej pozycji, a także jakie są moje
założenia dotyczące rzeczywistości, kultury i roli badacza.
Identyfikuję się z podejściem do kultury
jako rdzennej metafory, czyli dla mnie organizacje są kulturą. W ramach tej
kategorii niniejszy tekst reprezentuje perspektywę symbolistyczną.
...
Szczególnie interesujące są dla mnie społeczne procesy konstruowania sensu i
tak też widzę podstawową role kultury. Z tego też powodu interesują mnie wykonawcze
definicje świata i kultury, definicje ludzi uczestniczących w życiu polskich
przedsiębiorstw (teoretyków i praktyków). Nie wierzę w istnienie „esencji”,
„sedna” zjawisk i pojęć (a co za tym idzie, w możliwość ich wykrycia). Tak też
należy widzieć poniższy przegląd definicji – nie poszukiwanie jedynego,
prawdziwego wyjaśnienia, lecz zbieranie opinii i odnoszenie jej do mojej
własnej, na podstawie której powstały przemyślenia prezentowane w tym tekście30.
30 To
jest, oczywiście, moja definicja wykonawcza, sformułowana po to, by umożliwić
dalszą opowieść.
Kultura jako środowisko ludzi
Schein w swej słynnej definicji kultury wyróżnia
trzy poziomy złożonego systemu, którym jest dlań kultura (1981, s.64):
artefakty i
wytwory: widoczne manifestacje kultury,
które obejmują jej język, jej sztukę, architekturę i inne wytwory materialne,
oraz jej widoczny system organizacji relacji interpersonalnych, poziomów
statusu, ról płciowych, ról związanych z wiekiem itd. (...)
wartości, ideologie: reguły,
zasady, normy, wartości, moralność i etyka...
podstawowe założenia i przesłanki: bazowe,
na ogół nieświadome, założenia dotyczące natury prawdy i rzeczywistości, natury
ludzkiej, relacji „człowieka” wobec natury, relacji „człowieka” wobec
„człowieka”, natury czasu i natury przestrzeni.
...
Mój pogląd na kulturę jest zupełnie
inny, a jednak interesować mnie będą także archetypy, wątki tematyczne, które
się powtarzają i tworzone są przez ludzi , niekoniecznie
intencjonalnie. (...)
Czarniawska-Joerges proponuje definicje wykonawczą kultury, ...
Kultura pozwala ludziom nadawać życiu sens ... Taki
jest, zdaniem Smircich (1983/1987).ontologiczny
status kultury.
Zdaniem Hennestada (1986), kultura to „ramy
organizujące nasze doświadczenia ...
Gagliardi (1986) patrzy na kulturę jako na
zjawisko dynamiczne, które tworzy proces uczenia się ...
Dla mnie kultura organizacyjna jest zatem
medium życia społecznego, umożliwiającym uczestnikom organizacji komunikację i
nadającym sens ich działaniom, doświadczeniom i wyborom. (...)
Symbole i mity
Powierzchownym wyrazem i środkiem ustalania znaczeń są symbole. Są
one niejako pośrednikami i nośnikami w procesie nadawania naszemu życiu sensu
(por. Schütz, 1982). Poprzez symbole uczymy się
odczytywać, a właściwie konstruować znaczenia w oryginalnie nieprzejrzystej
rzeczywistości (Schütz, 1966; 1982).
...
Innym powierzchownym nośnikiem kultury, ważnym z punktu widzenia perspektywy
symbolistycznej, są mity. Zdaniem Kołakowskiego
(1967), mity są specyficznym rodzajem symboli, które nie zawierają słów, lecz
wydarzenia i ludzi. Mity
umożliwiają ludziom uczestnictwo w tych wydarzeniach, ontologicznie dla nich
ważnych, przez symboliczne unieruchomienie czasu.
...
Symbolizm organizacyjny
- w poszukiwaniu znaczenia ......... 77
Symbolizm/konstruktywizm organizacyjny koncentruje się
na symbolach i leżących u ich podstaw znaczeniach w procesie konstrukcji
zjawisk organizacyjnych. W centrum uwagi znajdują się procesy tworzenia i
nadawania sensu rzeczywistości. Nośnikami sensu są symbole...
Jak pisze prekursor symbolizmu organizacyjnego, B.A. Turner (1986), kierunek ten narodził się z niezadowolenia
grupy badaczy z pozytywizmu i pozytywistycznego podejścia do badań społecznych.
Symbolizm koncentruje się na znaczeniach rzeczywistości, która nas otacza,
znaczeniach, jakie dla nas ma. Znaczenia te nie są zawarte w samej
rzeczywistości, lecz w kulturze, a w ostateczności w języku.
...
2.
Przedsiębiorstwo w komunistycznym
kontekście organizowania
2.1. Zrozumieć organizacje
......... 84
Organizacje ......... 84
Organizacje są kulturami, symbolicznym uporządkowaniem
działań ludzi, sposobem życia (Czarniawska-Joerges,
1992d). W naszym nowoczesnym świecie są najbardziej rozpowszechnionym sposobem
strukturyzacji naszego czasu i uwagi.
Organizacje są skonstruowane,
właściwie konstruowane (dekonstruowane) społecznie,
są procesem tworzenia i burzenia, opartym na istnieniu wspólnych znaczeń.
Kolektywne działanie jest możliwe wówczas, gdy znaczenia są podzielane,
przynajmniej częściowo. Pełny konsensus nie jest konieczny, co więcej, zdaniem
konstruktywistów, nie jest możliwy (Van Maanen i Barley, 1985; Feldman, 1991).
Definicja organizacji Czarniawskiej-Joerges (1992c., s. 32), będąca punktem
wyjścia moich rozważań, uwzględnia dynamiczny charakter tego zjawiska i jego kulturowe
znaczenie. (...)
Podobnie jak Czarniawska-Joege wolę mówić o organizowaniu niż o organizacji. (...)
Badanie organizacji jako kultury
Badając organizacje jako kultury w znaczeniu wykonawczym, badacz poszukuje
intersubiektywnych sposobów widzenia i rozumienia świata. Informatorzy -
uczestnicy organizacji będą dlań zatem nosicielami
przedmiotu badań. Jednakże, jak zaznacza Smircich (1983/1987, s. 162):
analiza organizacji
jako kultury musi wykraczać poza jakiekolwiek indywidualne rozumienie sytuacji.
Badacz musi dążyć do zdobycia wiedzy o całości i wielorakich systemach znaczeń
lub "kontrrzeczywistości", które mogą
konkurować wzajemnie.
Badacz kultury interesuje się szczególnie tym, w jaki sposób "symbole
łączone są w sensowne relacje i w jaki sposób odnoszone są do działań ludzi w
[organizacji]" (tamże,
s.163). Badacz stara się zrozumieć zjawiska w ich kontekście.
Jakiekolwiek dane, w tym ilościowe, interpretowane są jako teksty, rodzaj
języka, który trzeba poznać i rozumieć. Liczby nie mówią same za siebie... (zależy jakie liczby, o czym, w jakim kontekście i dla kogo. Anonimus). Badacz nie koncentruje
się także na relacjach przyczynowo-skutkowych, gdyż proste relacje tego typu
należą w organizacjach do rzadkości..., lecz na strumieniach
powiązań i relacji...
Badania tego typu polegają na tym, że dane (wiedza) zbierane są
systematycznie, troskliwie, w sposób zdyscyplinowany. Ocena badań opiera się
zatem na innych kryteriach – na pełności i trafności analizy, według Smircich
(1983/1987), a także na tym, czy jest interesująca i czy dodaje coś nowego do
zbiorowej wiedzy.
Badanie archetypów kulturowych organizacji
Interpretatywne badania
organizacji, zamiast koncentrować się na realnie istniejących, indywidualnych
kulturach organizacji, mogą stawiać sobie za cel identyfikację i analizę
podzielanych kulturowych archetypów.
Przez archetyp organizacji rozumie się tu intersubiektywne schematy interpretatywne...
Archetyp jest zatem wzorcem, nie kwestionowanym na
ogół i nieintencjalnie powielanym schematem, który
pozwala na kontrolowanie rzeczywistości.
(...)
Kontekst organizowania
- czy organizacje mają otoczenie?
......... 88
Otoczenie organizacji
Koncepcja inscenizowanego otoczenia (enacted environment) pochodzi od Weicka
(1969/1979). Jedno z najbardziej znanych jego twierdzeń dotyczy otoczenia
organizacji jako rzeczywistości społecznej, intersubiektywnego obrazu rzeczywistości.
(...)
Tak więc otoczenie jest rezultatem procesów organizowania, subiektywną
reprezentacją rzeczywistości, a nie jego siłą sprawczą czy początkiem.
Otoczenie oznacza aktywność
ludzką oraz towarzyszące jej dążenia do nadania sensu działaniom. Rzeczywistość
jest nieprzejrzysta, niejednoznaczna, nie istnieje obiektywne oddzielne
otoczenie „tam, na zewnątrz”, w którym decydent mógłby analizować szanse i zagrożenia.
Relacje między organizacją a
otoczeniem nie mają charakteru selekcji ani wyboru strategicznego, etykiety te
są jedynie wprowadzającymi w błąd sformułowaniami ze świata lingwistyki... Interakcje między uczestnikami
organizacji są jednakże silnie uwarunkowane kontekstowo, szczególnie na
poziomie najgłębszych założeń kulturowych. Oznacza to, że nasze funkcjonowanie
w świecie organizacji ma charakter negocjacji procesów niekiedy nieświadomych.
* Uwagi
...
Kulturowy kontekst organizowania
Wiele zostało powiedziane ma temat wpływu kultury na zarządzanie i
organizowanie... Szeroki i popularny nurt badawczy i konsultingowy, znany jako
zarządzanie międzykulturowe (cross-cultural management), koncentrował się na identyfikowaniu
zależności, najchętniej w kategoriach relacji przyczynowo-skutkowych, między
kulturą i zarządzaniem. W ramach tego nurtu kultura traktowana była jako
zmienna niezależna lub wewnętrzna. Poszukiwano i opisywano zatem narodowe style
zarządzania...
(...)
Pojęcia „kontekst” (kulturowy) i „otoczenie” będą tu używane zamiennie. Tak bowiem rozumiem otoczenie – jako intersubiektywnie, a
nie obiektywnie oddzielone od organizacji, tak jak tło jest oddzielone od
pierwszego planu. Ale zarówno jak tło przenika pierwszy plan, tak i otoczenie
przepaja organizowanie w sensie kulturowym. Otoczenie w tym znaczeniu jest
inscenizowane społecznie przez organizację, ale na dość solidnym fundamencie,
który niektórzy nazywają tradycją, dziedzictwem, ja zaś wolę określać mianem
archetypów lub założeń kulturowych (pożyczając termin od Scheina,
jednakże bez jego klinicystycznych konotacji).
Z żywymi naprzód iść? ........ 91
By zrozumieć teraźniejszość, należy ją badać, ale nie
należy zapominać o przeszłości.
Perspektywa historyczna jest dlatego ważna w moim
podejściu do organizacji i organizowania, ponieważ uważam, że kultura organizowania oparta jest na trwałym, choć nie do
końca uświadamianym, fundamencie.
Jestem zdania, że jeśli chcemy jako badacze „z
żywymi naprzód iść, musimy wpierw starać się zrozumieć i na nowo odczytać
przeszłość.
Rozdział ten ma na celu przedstawienie archetypów kontekstu organizowania przede wszystkim w systemie komunistycznym. Czynię to na tle kontekstu systemu kapitalistycznego, dla kontrastowego podkreślenia specyfiki systemowej. Następnie ukazany zostanie archetypiczny model kultury organizowania przedsiębiorstwa państwowego w Polsce przed 1989 r. Poszczególne wzorce kulturowe nie powstały przypadkowo i stają się zrozumiałe w swoim szerszym kontekście. To historyczne poszukiwanie archetypów jest w gruncie rzeczy poszukiwaniem układu odniesienia dla prezentacji aktualnego stanu. Obecne wzorce kulturowe wyrastają bowiem z dawnych. Pozbawione zaś historycznych korzeni mogą się wydawać niezrozumiałe i pozbawione sensu.
2.2. Archetypy kontekstu organizowania ......... 93
Racjonalność polityczna i ekonomiczna ......... 93
Jedną ze szczególnie istotnych kategorii
współczesnego świata, stosowaną do oceny działań we wszystkich sferach życia
społecznego, jest racjonalność. Wyróżniamy racjonalność polityczną oraz ekonomiczną.
Punktem wyjścia poniższej charakterystyki otoczenia kapitalistycznego i
komunistycznego organizacji przemysłowej jest założenie, że zjawiska polityczne
i ekonomiczne znajdują odzwierciedlenie i nabierają dla nas znaczenia w
wymiarze kulturowym (symbolicznym). Poszukiwać będziemy zatem znaczeń
kulturowych (systemowych raczej niż narodowych) wyznaczających szerokie ramy
organizowania w systemie komunistycznym i kapitalistycznym.
Świat podzielony ......... 94
Uprzemysłowiony świat po II wojnie światowej
podzielony był na dwie antagonistyczne części. Świadomość tego podziału jest,
jak się wydaje, nadal żywa2. Będę nazywać te części
„kapitalistyczną” i „komunistyczną”. Określenia te używane są jako kulturowe
etykiety, definiujące tożsamość jednego bloku w porównaniu z drugim. Jest to,
nawiasem mówiąc, doskonały przykład na to, jak słowa oznaczają coś w opozycji
do tego, czego nie oznaczają (Eco, 1979; Fiol, 1991). Nie nadaję tedy tym określeniom znaczenia
marksistowskiego, tj. nie używam ich jako nazw formacji społecznych.
Oba systemy opierały się na gospodarce przemysłowej, choć sfera ekonomiczna
zorganizowana była według różnych reguł gry. Polityczne różnice między systemami
były równie znaczące. Przyjmuje się najogólniej (Lindblom,
1977), że system kapitalistyczny był zorganizowany na zasadzie rynku, podczas
gdy komunistyczny – na zasadzie hierarchii.
(...)
Ekonomiczne reguły gry
Zainteresowanych szczegółowym omówieniem systemowych reguł gry w sferze
ekonomii odsyłam do oryginalnych publikacji (np. Lindblom,
1977; Kornai, 1985; Kieżun 1991). Poniżej przedstawione jest jedynie
schematyczne uproszczenie – model wyjściowy do dalszej
analizy.
Zachodni model ekonomii oparty jest na mechanizmie
rynkowym, który, w idealnym wyobrażeniu, miał umożliwić optymalny podział dóbr
i usług. (...)
W gospodarce centralnie sterowanej głównym założeniem, na którym opierał się
cały system, było dążenie do długookresowego zaspokojenia potrzeb całego
społeczeństwa6. (...)
Funkcjonowanie przedsiębiorstw w gospodarce centralnie planowanej miało być
całkowicie podporządkowane instytucji planowania, także na poziomie zarządzania7.
To miało zastąpić indywidualne (pasożytnicze) dążenia do zysku szlachetnym
motywem społecznego dobrobytu (Lipiński, 1981, s.
269-438)8. Konsekwencją przyjętej ideologii była centralizacja
gospodarki. Przedsiębiorstwa państwowe łączyły się i grupowały w wielkie,
monopolistyczne hiperorganizacje, zintegrowane
zarówno poziomo, jak i pionowo9. Celem przedsiębiorstwa miała być
przede wszystkim realizacja planu na podstawie otrzymanych od Centrum
wskaźników. Tak więc konkurencja w sferze ekonomicznej
w zasadzie nie istniała.*
Jednakże, jak ukazują Koźmiński i Obłój (1983),
istniała wzmożona konkurencja w sferze politycznej. Przedsiębiorstwa mogły być
tworzone, likwidowane, pozbawiane środków gospodarowania lub wynagradzane
finansowo z przyczyn politycznych i w bezpośredniej konsekwencji gier
politycznych.* Stawką w grze było przetrwanie. W warunkach ostrej konkurencji
nie wystarczyło utrzymać swoją pozycję. Chodziło o to, by zdobywać władze
ciągle i mieć je relatywnie więcej od konkurentów.
* Przesada, przynajmniej w odniesieniu do przedsiębiorstw.
Jeśli przedsiębiorstwo nie wykonywało planów, nie osiągało odpowiednich
wskaźników i nie potrafiło się z tego wytłumaczyć, to nie pomogły jego
kierownictwu „najpiękniejsze frazesy o lojalności oraz popieraniu polityki partii i
rządu”. Owszem, na protekcję „wyżej postawionych”, niektórzy mogli liczyć, tak
jak i teraz, ale bez przesady z uogólnianiem. Inna rzecz, ile nieraz faktycznie
były warte plany, wskaźniki i metody ich wykonywania. Czasami nie wiadomo było,
czy się śmiać, czy płakać! Oczywiście, we własnym gronie, nie publicznie.
Publicznie rozsądniej było „po linii i na bazie”. Naturalnie „linia i baza”
uzależnione były w znacznej mierze od tego, z kim się rozmawiało, w tym, jak
rozmówca/zebrani znał/li konkretne zagadnienia. Obawy przed ujawnianiem swoich
prywatnych „technicznych” poglądów na temat planów i wskaźników, też raczej
były bardziej „techniczne” niż polityczne. Teraz również biznes bardzo nie
lubi, gdy ktoś niepowołany za bardzo mu się przygląda.
A z tym upolitycznieniem kadr
– chyba nawet w komitetach PZPR nieco się orientowali, że w tym więcej jest
„praktycznej fasady” niż rzeczywistego oddania ideałom, nawiasem mówiąc, poza
samą deklarowaną nazwą, właściwie dokładnie nie wiadomo jakim.
Na marginesie: czy
konkurencja o wykonywanie/przekraczanie planów/wskaźników, w tym
produkcji/sprzedaży i zysku, a także o fundusz płac, pracowników itp., to nie
jest konkurencja ekonomiczna, jeśli nawet korzysta z wielu udogodnień i osłon państwowych,
szczególnie dla pracowników? Zgoda, to innego typu konkurencja niż w gospodarce
rynkowej, ale, mimo wszystko, to także konkurencja ekonomiczna, a nie tylko
polityczna lub administracyjna.
Anonimus
Polityczne reguły gry
W sferze politycznej oba systemy również miały wspólne założenia. Zarówno kraje
komunistyczne, jak i kapitalistyczne rządzone były przez partie polityczne bądź
elity, reprezentujące interesy grup społeczno-ekonomicznych10.
Mówiąc o grupach społeczno-ekonomicznych nie mam na myśli marksowskiej
kategorii klas...
Moje rozumienie grup społeczno-ekonomicznych jest bliższe weberowskiej
interpretacji „klasy”, rozumianej jako grupa społeczna, której status wyznacza
rynek11 (Staniszkis, 1989, s. 88). Ta
definicja także nie oddaje w pełni moich intencji, gdyż bezpośrednia relacja
między pozycją grup społecznych i sferą ekonomiczną (relacja określana jako
regulacja) nie jest głównym przedmiotem mojego zainteresowania w niniejszej
analizie. (...) Tak
więc grupy społeczno-ekonomiczne są tu rozumiane jako wielkie grupy
społeczne, których status jest uzależniony od ich roli w społecznym procesie
produkcji, a zatem także możliwości jednostek są nierówne między grupami
(nierówności te są istotnym intersubiektywnie czynnikiem zróżnicowania między
grupami). Grupy te współistnieją i wyrażają swoje interesy ekonomiczne i polityczne,
uzależnione od ich statusu w społeczeństwie. Interesy te są niekiedy
różnorodne, niekiedy antagonistyczne, niekiedy zaś możliwe do pogodzenia.
Władza była dzielona i sprawowana w różny sposób w obu systemach. W krajach kapitalistycznych zorganizowana
była na zasadzie demokracji parlamentarnej (No, nie
we wszystkich. Dla uproszczenia przyjmijmy jednak, że tylko o tych jest mowa. Anonimus). W parlamencie
reprezentowanych było wiele partii, których przedstawiciele wybierani byli w
powszechnych wyborach i działali w interesie wyborców12. (Tak przynajmniej głosili! Jak naprawdę działali?
Chyba nie zawsze zgodnie z tym, co głosili. Aktualne. Anonimus).
Głównymi filarami
interesów społecznych były grupy społeczno-ekonomiczne, tak jak
zostały tu zdefiniowane (por. Smith, 1992). W przeciwieństwie do państwa
totalitarnych i autorytarnych demokracja pluralistyczna oparta była na zasadzie
autonomii pozycji tych grup interesu. Administracja w zachodnich krajach
demokratycznych była w mniejszym lub w większym stopniu poddana ciągłej
kontroli (konsultacji i debacie) z tymi grupami interesu. Ta główna
charakterystyka może być uznana za wspólną dla wszystkich zachodnich
demokracji.
W narodowych systemach czy też stylach administrowania występowały jednakże istotne różnice. Eckstein (1966) wyróżnia trojakie przyczyny tego zróżnicowania: linia polityczna rządów, struktura podejmowania decyzji oraz dominujące społeczne normy wartości. Koncentracja na celach politycznych różnych krajów zachodnich była odmienna, lecz można wskazać na pewne cechy wspólne, takie jak wzrost ekonomiczny, rozwój regionalny, opieka społeczna itd. (...)
(Na marginesie. Kapitalizm, w porównaniu do swojego złotego okresu
z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, mocno się zmienił.
Zmiany szczególnie szybko nastąpiły po upadku Muru Berlińskiego. Właściwie po
nadreńskim i skandynawskim modelu kapitalizmu pozostały już tylko głównie
wspomnienia. Inna rzecz, że nawet to, co pozostało, to w porównaniu do
aktualnej sytuacji w Polsce...
Anonimus)
W krajach komunistycznych partia miała, w założeniu, reprezentować interesy
klasy robotniczej lub nie uprzywilejowanych dotąd grup społeczno-ekonomicznych,
które były skłonne wesprzeć nowy porządek, mający poprawić ich sytuację (por. Karpiński, 1992). Takie
były intencje (deklarowane) klasyków marksizmu-leninizmu (Marks, 1968, s.
904-906; Lenin, 1947). Sfera polityczna miała być zorganizowana wokół idei
pewnej odmiany demokracji bezpośredniej (rady delegatów robotniczo-chłopskich)
realizowanej przez centralizm demokratyczny w interesie proletariatu (dyktatura
proletariatu). Lenin (1981, s. 8) stwierdził, że:
• nie republika parlamentarna –
powrót do niej byłby krokiem do tylu – lecz republika Rad Robotniczo-Chłopskich na obszarze całego
kraju, z góry na dół.
Rady będące
• stowarzyszeniem przedstawicieli
wszystkich jednostek produkcyjnych, były bez precedensu w światowej organizacji klasy robotniczej (Historia WKPb, 1949, s. 90).
Rady – charakteryzowane przez Lenina jako społeczne instytucje demokracji
bezpośredniej – z punktu widzenia innych uczestników rewolucji oznaczały
represje wobec inaczej myślących.
Bardzo szybko totalitarny charakter... systemu
komunistycznego spowodował, że na bazie partii komunistycznej powstała
specyficzna warstwa społeczna, sama dla siebie, i to była grupa, którą partia
faktycznie reprezentowała przez lata sprawowania władzy... Wkrótce „Dyktatura
proletariatu ustąpiła miejsca dyktaturze aparatu centralistyczno-administracyjnego”
(Lange, 1966, s. 213).
W rzeczywistości grupa ta, stan społeczny (z powodu elitarności i wyłącznego dostępu do niektórych pozycji w społeczeństwie) stała się protoklasą w sensie marksowskim, z możliwością przeobrażenia się w prawdziwą klasę ekonomiczną w sensie weberowskim (por. Staniszkis, 1989). Pierwsza cecha związana jest z korzyściami, jakie czerpała z procesu produkcji..., a druga z możliwością zdobycia statusu materialnego... Grupa ta, składająca się z członków partii objętych systemem nomenklatury... może być uważana także za elitę... Interesy tej grupy zaspokajane były przez system przywilejów... Nie reprezentowały interesów innych grup społeczno-ekonomicznych poza interesami nomenklatury i nie dopuszczały takiej możliwości.*
* Przesada. Biedni chłopi i robotnicy w Polsce zyskali w tamtych
czasach dużo: cywilizacyjnie i materialnie, bez względu na to, czy byli, czy
też nie byli szeregowymi członkami partii, nie mówiąc już o żadnej tam
nomenklaturze. Tzw. inteligencji pracującej, też raczej specjalnie źle się nie
działo (musiała jednak nieco uważać na to, co mówi i robi), to tylko, że jeśli
odmawiała wstąpienia do partii, zamknięte były przed nią możliwości awansu na
pewne wyższe stanowiska (w przemyśle np. na stanowiska dyrektorów
przedsiębiorstw, bo już na stanowiska wicedyrektorów chyba dość często
stosowano wyjątki (chcąc
zapewnić fachowców, i zapewne skusić ich możliwością dalszego
awansu, jeśli tylko formalnie zapiszą się do Partii, nawet bez specjalnej
aktywności politycznej).
Bardzo trudno „w kilku słowach”
obiektywnie scharakteryzować „polityczne założenia reguł gry”. Wydaje mi się,
że realny „komunizm/socjalizm” nie tylko zbyt mocno postawił na biedotę i
sfrustrowanych kapitalizmem, ale także zbyt dużym kosztem dla reszty ludzi, w
tym nie tylko należących do tzw. „klas wyzyskiwaczy”, ale praktycznie dla
większości zwyczajnie zdolniejszych, pracowitszych, bardziej zaradnych,
mądrzejszych, bardziej przewidujących skutki swojej ewentualnej niefrasobliwości itp. Bieda nie musi być
zawiniona, ale zdolności, pracowitość i odpowiedzialność za swoje poczynania
też trudno uznać za wadę. Zrozumieli to sami potomkowie „biedoty”, którzy
wywindowani za „ręce, nogi i uszy” do „góry” przez socjalizm (słynne punkty za pochodzenie
społeczne), dostrzegli w pewnym momencie, że „realny socjalizm” przestaje się
im podobać, że ogranicza ich możliwości, że jest zbiurokratyzowany, zanadto
dwulicowy, że oni sami - na tle mas - są
niedoceniani, w dodatku „wszystkiego” zaczyna w sklepach brakować. Co zdolniejsi (czy
„obrotniejsi”) dostrzegli także, że te wszystkie przywileje, które zapewnia im
„partia i rząd” są po prostu „śmiechu warte”, w porównaniu do tego, co mogą na
Zachodzie, w kapitalizmie zapewnić sobie sami.
Nie chcę, w tym miejscu podnosić innych wątków, zależności i losów przyszłej
transformacji. Na pewno jednak można było znacznie lepiej.
Kilka refleksji osobistych.
Podobały mi się kiedyś ideały socjalizmu (poza utopiami), ale nie poczynania
realnego socjalizmu! Podobał mi się kapitalizm (może nie we wszystkim) w wydaniu
skandynawskim i nadreńskim, ale nie za bardzo mi się podoba demontaż państwa
dobrobytu! Rozumiem przyczyny „demontażu państwa dobrobytu”, nawet w konkretnej
sytuacji oceniam, że „na teraz” technicznie chyba nie ma innego wyjścia, poza
„graniem na zwłokę” i populistycznymi obietnicami, ale uważam, że na wcale nie tak daleką
przyszłość „ nie przekracza ludzkich możliwości” nieco lepiej urządzić świat, bez konieczności
„dołowania” szerokich mas, nawet jeśli one faktycznie są za mało zaradne, a
gdzieniegdzie jest ich po prostu za dużo. Sprawa jest złożona. Zamarkuję tylko
jeden wątek. Samo ograniczenie przesadnej konkurencji na rynku, jeśli zostanie
przeprowadzone wadliwie, może doprowadzić do jeszcze gorszej sytuacji,
natomiast zrealizowane prawidłowo może przynajmniej ograniczyć tendencje
przesadnego ograniczania kosztów pracy i świadczeń socjalnych, albo stworzyć
jakiś wentyl bezpieczeństwa/równowagi bez podnoszenia cen i zwiększania
podatków. Czy to realne?
- sam nie wiem!
Trzeba by w założeniach politycznych przyjąć założenie dominacji
dobrej strony natury ludzkiej i jej rozumu, a nie, dość mocno osadzonej w
aktualnych realiach, teorii o dominacji egoizmu, a
następnie dobrze to
rozpracować. Nawet planowanie musiało by
tu wrócić do łask, tylko nie takie planowanie jak kiedyś: przeformalizowane,
przebiurokratyzowane, niedopracowane
interdyscyplinarnie i odpowiednio konkretnie. Czy to realne? Czy porządne
planowanie wyklucza się z rynkiem! Czy w ogóle dysponujemy zespołami,
które potrafią porządnie planować zagadnienia ekonomiczno-społeczne? Czy naprawdę wierzymy, że
„niewidzialna ręka rynku”, łącznie z naturą świata/przyrody, same nam wszystko,
po naszej myśli, rozwiążą? Czy...
Zbyt daleko, i w
nieodpowiednim miejscu,
odbiegłem już od głównego wątku książki. Przerywam. Proszę o
wybaczenie.
Anonimus
W bloku wschodnim różnorodność rozwiązań w sferze politycznej była raczej
skromna w porównaniu z demokracjami zachodnimi (por. Staniszkis,
1989; Kieżun 1991). Wynikało to z totalitarnego charakteru systemu
komunistycznego i dominacji sowieckiej w regionie.
Modernistyczny archetyp kontekstu
Archetypy kontekstu, mimo przeciwieństw, miały pewne wspólne cechy:
• Rządzące(a) partie(a)
reprezentowały(a) grupy społeczno-ekonomiczne, a nie narodowościowe13
czy oparte na więzach rodzinnych. W krajach komunistycznych grupy te były w
zasadzie tożsame z nomenklaturą. W krajach kapitalistycznych w sferze
politycznej dominowała zasada pluralizmu.
• W obu systemach władze
ustawodawcze wybierane były w powszechnych wyborach (demokracja
przedstawicielska). W krajach komunistycznych wyborcy nie mieli możliwości
wyboru między partiami i programami; jednakże procedury były utrzymane i
istniała pewna (realnie bez większego znaczenia) możliwość wyboru między
kandydatami. Prawdopodobnie większe znaczenie miała selekcja wewnątrzpartyjna
(wewnętrzne gry o władzę). W demokracji kapitalistycznej wybór dotyczył w
pierwszym rzędzie partii i programów. Komunistyczna sfera polityczna była
silnie scentralizowana, podczas gdy w krajach kapitalistycznych mogła być
(mniej lub bardziej) zdecentralizowana.
Podsumowując, zarówno kapitalizm, jak i komunizm były zatem tekstami modernistycznymi, aczkolwiek różnie interpretowanymi...
Wielu reprezentantów nauk społecznych twierdzi, że
najważniejszym procesem charakterystycznym dla społeczeństwa i jego organizacji
jest komunikacja międzyludzka. (...)
Organizacje -
podstawowy tryb legitymizacji ........ 101
Dla przedsiębiorstwa kapitalistycznego szczególnie
ważne było koncentrowanie się na sferze ekonomicznej, gdyż ta właśnie
bezpośrednio decydowała o jego przetrwaniu. Gry polityczne mogły być
wykorzystywane do wywierania wpływu w przypadku trudniejszych gier ekonomicznych... Racjonalność
ekonomiczna była głównym
kulturowym produktem , tej ostatniej, co jest szczególną cechą
komunizmu (Beksiak, 1987). Z punktu widzenia
przedsiębiorstwa było zatem szczególnie ważne
koncentrowanie się na sferze politycznej, gdyż przez gry polityczne organizacje
mogły zapewnić sobie nie tylko przetrwanie, ale także rozwój i korzyści
ekonomiczne.* Przedsiębiorstwo komunistyczne było zatem
oparte na innej definicji sukcesu – sukces ekonomiczny nie przynosił mu
istotnych gratyfikacji (Czarniawska, 1985a).*
* Mam odmienne na ten temat poglądy, oparte na
bezpośredniej i szczegółowej znajomości zagadnień (co prawda tylko w kilkunastu
przedsiębiorstwach trzech branż): wysokość
funduszu płac dla całego przedsiębiorstwa, wysokość zakładowego funduszu nagród
i wypracowanie funduszów premiowych, zależała jedynie i wyłącznie od wyników
ekonomicznych przedsiębiorstwa, w tym nie tylko od wykonania odpowiednich
planów, czy specjalnych zadań, ale także od wypracowania przeróżnych
wskaźników ekonomiczno-finansowych. Polityka, w sensie popierania ideologii
marksizmu/leninizmu, nie odgrywała tu żadnej roli; natomiast jeśli mamy na
myśli politykę gospodarczą, to i owszem: trzeba się było umieć ustawić pod te wszystkie plany i wskaźniki.
Inna rzecz, że na skutek wręcz (czasami) żenującej
słabości praktycznej nauk ekonomicznych, i słabości jednostek centralnych, które nazbyt ufały
statystyce i teoretycznym metodom, nastąpiło dość powszechne negatywne
dostosowanie się przedsiębiorstw, z wszystkimi tego skutkami. Niewątpliwie wpływ na to
negatywne dostosowanie miała też i propaganda sukcesu, często zresztą głupia,
funkcjonująca masowo gdzieś do końca lat siedemdziesiątych.
Niewątpliwie też, tak w samych przedsiębiorstwach, jak i
na styku: przedsiębiorstwo – administracja – partia mogły istnieć (i
prawdopodobnie czasami istniały) pewne
układy towarzyskie, świadczące sobie wzajemnie pewne usługi, lub tylko
wzajemnie się popierające, wśród których, z przyczyn naturalnych dominowali
„partyjni”, więc stworzyło to pewne
pozory dominacji korzyści ekonomicznych z uprawiania polityki w
przedsiębiorstwach, tak jak i dzisiaj, głośne afery stworzyły pozory
niemal powszechnej korupcji na styku: biznesmeni – politycy.
Coś w tym było, zarówno za „komunizmu”, jak i jest teraz, nie
tylko u nas, ale zachowajmy umiar w uogólnianiu.
Naturalnie, przynależność do Partii, czy to dla kariery,
czy faktycznie z przyczyn ideologicznych, oddziaływała mocno na postawy
dyrektorów, oceniana też była przez władze partyjne i SB, szczególnie pod
kątem, jakie nastroje panują w zakładach pracy, ale, chyba, poza sporadycznymi
przypadkami, to wyniki gospodarcze (czasami „retuszowane” lub nietrafnie
ukierunkowane), a nie polityka dominowała na losach przedsiębiorstw.
Anonimus
Produktem przedsiębiorstwa komunistycznego była racjonalność polityczna –
wytwarzały one samousprawiedliwienia w języku politycznym... („retuszowanie wyników” lub
ich „analityczna” tendencyjna interpretacja, to jest raczej język
ekonomii/ekonomiki: czasami używany dla
popierania oficjalnej polityki, czasami żeby dali „święty spokój”, czasami dla
forsy lub innych zaszczytów. Anonimus).
Nie należy też zapominać o znaczeniu, jakie miał dla samego przedsiębiorstwa
wymiar praktyczny, tj. efekty rzeczowe, np. wyprodukowanie określonej ilości węgla,
stali energii. Jeśli w systemie kapitalistycznym znaczenie praktyczne zawarte
było w sferze ekonomicznej, to w komunizmie zależność ta była zerwana.
Praktyczne sukcesy nie miały często żadnego ekonomicznego znaczenia. Nabierały
natomiast znaczenia politycznego... Miały świadczyć o tym, jak wielką władzę
posiada system i jak znakomita jest jego racjonalność. W samej organizacji to,
co praktyczne, „alienowało się” często z kontekstu – wokół dokonań rodziła się
specyficzna kultura inżynierska, praktyczna, niepolityczna. Miarą powodzenia
były wówczas czyste cyfry, czyste fakty, których nie tłumaczono na język
opisowy celowo i świadomie, lecz cytowano z upodobaniem by „mówiły same za
siebie”.*
---
* W języku opisowym, to dopiero można „nakręcić”: nawet mądrzy
zgłupieją. Cytowanie samych faktów, oddzielanych
wyraźnie od komentarzy, jest podstawą rzetelnej informacji, pod warunkiem, że
fakty są prawdziwe, nie są tendencyjnie dobrane, nie są czymś zniekształcone, a
adresaci, na faktach się znają i sami potrafią je interpretować. A kto samodzielnie nie potrafi – niech ma przynajmniej
świadomość, że można nim łatwo manipulować.
Faktycznie, w okresie późnego „komunizmu”,
wykształciła się pewnego rodzaju subkultura inżynierska, cechująca się wyraźnym
lekceważeniem zasad podręcznikowej i urzędowej ekonomii, skrywanym za parawanem
kilkunastu wyuczonych frazesów i mów „politycznych”. Tą pierwszą
inżynierowie specjalnie się nie interesowali (wg nich bujała w obłokach), tą
drugą, traktowali jako uciążliwą biurokrację, z którą jakoś trzeba
nauczyć się żyć, a gdzie konieczne – jakoś ją wymanewrować. Owszem, dość
często, skupianie się na technice i „urzędowych” efektach niewiele miało wspólnego z
prawdziwą racjonalnością dla kraju, ale to nie apolityczni inżynierowie wymyślili
zasady gospodarowania. Oni się tylko nauczyli je wykorzystywać, niestety zbyt
często do partykularnych celów (a jak jest
teraz, nie tylko z inżynierami?). Od propagandy
byli inni.
Nie bardzo też
mogę się zgodzić, z tą „zerwaną więzią”. Ona wcale nie została zerwana! Ona tylko została zniekształcona:
wadliwymi rozwiązaniami makroekonomicznymi, słabością praktyczną ekonomii i
ekonomiki, niekompetencją, biurokracją, prywatą, polityką, dogmatami i czymś tam jeszcze. Trudno też,
dosłownie, potraktować twierdzenie Autorki, że produkcja rzeczowa w
socjalizmie, np. węgla, stali, energii (dobrze, że Autorka w
przykładzie nie wymieniła bardziej przyziemnych dóbr, których też brakowało,
np. mięsa, masła, mieszkań, wódki i papierosów – też przez pewien czas były na
kartki, itd.), nie miała praktycznie ekonomicznego znaczenia. Co prawda niektórzy
twierdzili, że „wszystko” za „darmo” jest wywożone na Wschód, ale nie
przesadzajmy: marnie bo marnie, ale jednak ludzie żyli, gdzieś mieszkali, a
nawet dość szybko ich przybywało.
Nawiasem mówiąc, ci sami „komuniści”, którzy tak nieudolnie „za socjalizmu”
próbowali zapewnić dobrobyt masom, za kapitalizmu, całkiem sprawnie (może z niewielkimi wyjątkami „nieudaczników” lub „idealistów”), zapewnili
dobrobyt... sobie. A co z
masami? – teraz to już ich sprawa! To
samo zresztą dotyczy wielu bojowników „Solidarności”, tak dzielnie
walczących niegdyś o prawa robotników i wszystkich uciskanych, a teraz...
Anonimus
---
Kryteria sukcesu i sposób konstruowania racjonalności określam tu łącznie mianem podstawowego trybu legitymizacji organizacji.
(...)
Na poziomie archetypów organizacje komunistyczne i kapitalistyczne miały cechy wspólne, a mianowicie, symbolicznym produktem organizacji była głównie racjonalnośc17. (...)
Różnice w podstawowym trybie legitymizacji w obu wariantach sięgają podstawowych założeń kulturowych i mają konsekwencje we wszystkich wymiarach funkcjonowania organizacji. (...)
Stwierdzenie, jak powszechne były te archetypy, pozostawiam badaczom pragnącym podjąć się globalnej analizy porównawczej. (...)
Pragnę zaznaczyć, że celem niniejszego rozdziału nie było poszukiwanie „esencji” ani „istoty” obu systemów, gdyż nie wierzę w istnienie takich bytów. (...)
W tej części przedstawiłam archetyp kontekstu
organizowania, sprowadzony do podstawowych zasad legitymizacji. Kolejny
fragment poświęcony jest archetypowi konkretnego typu organizacji - przedsiębiorstwa państwowego, a
dokładniej – jego kultury organizowania.
2.3. Archetyp kultury organizacyjnej przedsiębiorstwa państwowego ......... 106
Powszechnie znana
jest teoria Argyrisa (1982) dotycząca norm i wartości
kulturowych deklarowanych (norms and values espoused) i rzeczywiście
przestrzeganych (norms and values
in use). Zjawisko pozornie
podobne, tj. dwoistość norm i wartości kulturowych, zaobserwowałam podczas
przeprowadzania wywiadów z dyrektorami i kierownikami przedsiębiorstw
państwowych (Kostera i Wicha, 1996)19. Jednakże
oba systemy norm i
wartości występowały tu równolegle i jednocześnie w różnych sferach życia
społecznego. Mieliśmy tu do czynienia nie tyle z hipokryzją20, ile
raczej z rozdwojeniem jaźni.
Pomocna w
diagnozie zjawiska okazała się teoria podwójnego wiązania (double-bind)
Batesona, zaadaptowana do analizy organizacji przez Hennestada (1990). Hennestad
posługując się metaforą z dziedziny psychologii stwierdza, że uczestnicy
organizacji poddani sprzecznym sygnałom ze strony kierownictwa schwytani
zostają w pętlę podwójnego wiązania. W takiej sytuacji istotne jest przyjęcie
przesłania, lecz nie jest dozwolone komentowanie jego niejednoznaczności. Ważne
sprawy mają miejsce „za plecami” uczestników, którzy muszą udawać, że „wszystko
jest w porządku”. W tych warunkach zmiana staje się niezwykle trudna, gdyż
ludzie mają tendencję odbierania jej jako kolejnego podwójnego wiązania. Ten
mechanizm Hennestad (1990, s. 278) określa mianem
zinstytucjonalizowanej wyuczonej niekompetencji (institutionalized
learned incompetence).
Metafory z dziedziny
psychologii nie są nowością w teorii organizacji. Czarniawska-Joerges
(1994b) zauważa, że analogia organizacji do „nadosoby”
(superperson) jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych i
„oczywistych” metafor. Selznick... Morgan... Mintzberg...
Obłój... Kostera i Wicha... (...)
Choć w zasadzie jest to niemożliwe, w praktyce ludzie codziennie
dokonują takiego wyodrębnienia, nie w sposób precyzyjny i oparty na wyliczaniu
kluczowych elementów, lecz syntetyczny i intuicyjny, nadając znaczenie organizacyjnemu
„my”. Metafora ta nie jest reifikująca, nawet jeśli
jest personifikująca. „Jaźń” nie jest bowiem rozumiana
organicznie, lecz fenomenologicznie, jako społecznie konstruowany proces (por. Lang, 1997, Giddens, 1991).
Jak zawsze, gdy
w naukach społecznych posługujemy się metaforą, należy zastanowić się, w jakim
stopniu metafora przyćmiewa badaną rzeczywistość, czy pozwala na badanie tego
wycinka, który leży w centrum zainteresowania badacza.
Kilka uwag o metodzie. Przedmiotem badań były duże przedsiębiorstwa
państwowe i ich kierownictwa. Wnioski oparto na wywiadach i na badaniach
literaturowych.
Wywiady przeprowadzone zostały z siedmioma dyrektorami i kierownikami czynnymi
zawodowo przed 1989 rokiem. Dwie osoby sprawowały funkcje dyrektora generalnego,
dwie były zastępcami dyrektora, trzy -kierownikami średniego szczebla. Rozmówcy
reprezentowali różne branże i gałęzie gospodarki.
Wywiady były ustrukturalizowane. Korzystano jedynie z otwartego guide line, zawierającego przede wszystkim pytania otwarte,
zgodnie z przyjętą metodologią. Dyrektorzy i kierownicy byli
zatem pytani o zakres ich odpowiedzialności i obowiązków w ramach
pełnionej funkcji w latach 70. i 80., wraz z prośbą o podanie przykładów. Jakie były ich formalne
obowiązki? Czy wychodzili poza ich zakres? Proszeni byli o podanie przykładów.
Czy pracę uważali za atrakcyjną i ciekawą? Czy byli z niej zadowoleni? Jak patrzą na to obecnie? Proszeni
byli o opowiedzenie zwykłego i niezwykłego dnia pracy. Podejmowałam także
tematy, które respondenci sami zaczynali poruszać. Np. gdy jeden z rozmówców
stwierdził, że realizacja planu nie miała żadnego ekonomicznego znaczenia,
pytałam kolejnych rozmówców, co o tym sądzą.
Przy konstrukcji pytań uznałam za ważne, by w miarę możliwości nie narzucać
respondentom retoryki, sposobu myślenia ani języka. Rozmówcy mieli w jak największym stopniu
opowiadać własnymi słowy o swoich doświadczeniach.
Takie badanie było typowym eksplorującym
badaniem antropologicznym i służyło przede wszystkim obrazu pracy kierowników,
tak jak go widzieli lub widzą sami aktorzy. Dla zdobycia podstaw
empirycznych, w celu wyciągnięcia wniosków, posłużyłam się głównie
badaniami literatury, opierając się pracach autorów krytycznych wobec systemu,
ale także sięgając po teksty jego zwolenników i twórców.
-----
Uwagi
Wyższe kadry kierownicze były bardzo zróżnicowane: od prawdziwych fachowców na
swoich stanowiskach, poprzez dość jednostronnych technokratów, aż do typowych
„działaczy”. Wśród „działaczy” też można było wyodrębnić „działaczy pozytywnych”, którzy
wprawdzie nie bardzo wiedzieli jak „ich” przedsiębiorstwo naprawdę funkcjonuje,
ale dzięki „układom” potrafili coś załatwić, jak i działaczy „hasłowych”, bez
większego pożytku dla kogokolwiek (oprócz nich samych), którzy jakoś nauczyli
się „manewrować”.
Obawiam się, że zależnie od tego, z kim rozmawiamy, możemy wyciągnąć zupełnie
odmienne wnioski, nawet wtedy, gdy nasi rozmówcy mówią szczerze. Niełatwo też
obiektywnie skonfrontować różne poglądy, chyba że sami
znamy biegle konkretne zagadnienia, i potrafimy wymusić na rozmówcach konkretne
odpowiedzi na szczegółowe pytania. Nie zawsze jest też sens konfrontacji
poglądów, gdy np. rzecz wymaga nie głosowania, tylko znajomości zagadnień.
Przykładowo, jeśli jeden z rozmówców stwierdził, że „realizacja planu nie miała żadnego ekonomicznego
znaczenia”, to
po prostu trzeba się było go zapytać: dla kogo nie
miała żadnego znaczenia i jakiego planu! Przypuszczalnie już to proste pytanie skłoniło by go do zastanowienia się, co w ogóle mówi, nawet
gdyby nie znal planowania i ekonomii. Czy plan, choćby był najgłupszy, a jego
realizacja wręcz szkodliwa, jeśli faktycznie będzie realizowany, to nie ma to
żadnego ekonomicznego znaczenia? Nie chcę się czepiać wadliwie użytych słów.
Prawdopodobnie indagowani, mówiąc o „ekonomicznym znaczeniu” mieli na myśli
tylko pozytywne znaczenie w jakimś przez nich rozumianym kontekście i uważali (albo
sądzili, że tak wypada mówić), iż planowanie przegrało z rynkiem, przegrało z improwizacją, przegrało z
menedżerskim nosem i intuicją. Jeśli tak
faktycznie myśleli, a nie myśleli to, co powiedzieli, to rzecz jest godna
poważnej analizy, zarówno nad planowaniem, jak i „nosem” i rynkiem.
Tematy niewątpliwie trudne. Wracając do kultury organizacyjnej. Żeby w miarę obiektywnie ustalić
kulturę organizacyjną danego przedsiębiorstwa i jej wpływ na to, co się w nim dzieje, trzeba chyba
dotrzeć do bardzo wielu ludzi na różnych stanowiskach, długo z nimi „przebywać”
i nie dać się zwieść pozorom czy przeróżnym nieporozumieniom. Następnie trzeba
ustalić, i to w miarę obiektywnie, wyobrażenia o faktach, a same fakty. Same
fakty, to nie tylko ogólnikowe idee, ale cała masa szczegółów, różnie znanych i
różnie interpretowanych. Trzeba też uwzględnić „politykę” z jej skłonnościami do
mówienia nie tylko samej prawdy.
Słowem, dużo łatwiej radzić, niż zrobić.
Anonimus
-----
Wpływ Centrum na tożsamość przedsiębiorstwa ......... 109
Własność i racjonalność polityczna
Gdy zajrzymy do Encyklopedii Organizacji i
Zarządzania (1981), pod hasłem „zarządzanie” (s. 609) znajdziemy najpierw
typową definicję21, a dalej następujące stwierdzenie:
W społeczeństwie socjalistycznym, w którym, podstawowe środki produkcji
stanowią własność ogólnonarodową, zasady zarządzania są ustalane przez
najwyższe władze państwowe; jako naczelnie przyjmuje się przy tym sformułowane
przez W. Lenina zasady centralizmu demokratycznego, jednoosobowego kierownictwa
oraz udział mas pracujących w zarządzaniu.
Istotna
różnica między zarządzaniem
w systemie kapitalistycznym
a w systemie komunistycznym polegała na odmiennym podejściu do
własności. System komunistyczny
opierał się na dogmacie własności kolektywnej. W rzeczywistości oznaczało to własność
państwową, z państwem jako podmiotem, a wszelkie relacje własności stały się
faktami politycznymi (Staniszkis, 1989). W gospodarce
centralnie planowanej istnienie pojedynczych organizacji gospodarczych
uzasadniane było w kategoriach interesów ogólnospołecznych lub
państwowych, co stało się symboliczną doktryną , komunikowaną poprzez „zaklęcia
magiczne” jak narzędzie władzy ideologicznej.
Przedsiębiorstwa uzależnione były w dużej mierze od dobrej woli decydentów
politycznych, czyli Centrum. Tworzenie i wzrost przedsiębiorstw państwowych były aktem
symbolicznym systemu komunistycznego, demonstracją władzy.
Uwagi
Może tam i były „aktem symbolicznym” i „demonstracją władzy”, ale były także
„aktem realnym”, dającym ludziom „pracę i chleb”. Aż trudno uwierzyć, znając
tylko dzisiejszą rzeczywistość, że wtedy, z reguły, „to nie ludzie szukali pracy”, tylko „praca
szukała ludzi”. Wprawdzie była to rzeczywistość dość siermiężna, bez
luksusów, ale jednak była, a dla szerokich mas – nawet nienajgorsza. Co się na
końcu stało i dlaczego, oraz czy mogło wyjść lepiej – odrębne tematy, w tym polityczne.
A te „interesy ogólnospołeczne...”: różnie było z realizacją, ale też
trudno poważnie uogólnić, że to tylko „teoretyczna doktryna”, „magiczne
zaklęcie”.
Anonimus
Centralizacja i zarządzanie
Przedsiębiorstwo państwowe było silnie uzależnione od Centrum, a jego
samodzielność decyzyjna była niewielka. Struktura podejmowania decyzji była
wysoce zhierarchizowana i zbiurokratyzowana... Kierownictwo, mając do realizacji
zadania wyznaczone planem, na nich właśnie koncentrowało swoją uwagę... Decyzje
strategiczne należały do Centrum, kierownictwo przedsiębiorstwa było tylko
wykonawcą decyzji podjętych wyżej. Kierownicy przedsiębiorstw państwowych nie
planowali, nie organizowali, nie motywowali i nie kontrolowali (Obłój, 1986;
por. także Granick, 1960). Podlegali Centrum, lecz
jednocześnie odpowiadali za przedsiębiorstwo.
Centrum „posiadało” i alokowało informacje, zasoby i znaczenia zgodnie z
dogmatem planowego rozwoju, tj. społecznej i gospodarczej inżynierii, opartej
na założeniu, iż niektórzy (Centrum) wiedzą, co jest najlepsze dla wszystkich
(Karpiński). Ta wiedza była przekazywana była w jednokierunkowo i na zasadzie
monopolu informacji. Zamiast subtelnego oddziaływania, mieliśmy często do
czynienia z prostą transmisją. Prawo do ingerowania w działalność przedsiębiorstwa miało
przy tym nie tylko centrum gospodarcze,
lecz także władze polityczne różnego szczebla (Czarniawska,
1985)...
Przedsiębiorstwo państwowe było, z kulturowego
punktu widzenia, stale zagrożone utratą tożsamości czy nawet jaźni. (...)...miało poważne problemy z udowodnieniem swej odrębności.
Dobrze ilustruje to obserwowane obecnie zjawisko – w trakcie strajków
formułowane są postulaty makroekonomiczne lub nawet polityczne, a strajkujący
żądają przyjazdu ministrów czy nawet premiera. Pracownicy też mają problemy z
odróżnieniem przedsiębiorstwa od całego systemu, mimo, że po 1989 r.
przedsiębiorstwa są formalnie samodzielnymi jednostkami.
...
Uwagi
Sporo prawdy i nie prawdy. Przykładowo:
• „Kierownicy przedsiębiorstw
państwowych nie planowali, nie organizowali, nie motywowali i nie kontrolowali”.
Co na takie dictum można powiedzieć? Nie mogę wykluczyć (choć to bardzo mało
prawdopodobne), że gdzieś w Polsce, jakimś dziwnym zdarzeniem losu, znalazł się
na stanowisku kierownika przedsiębiorstwa jakiś kompletny figurant-ignorant, który nie dość że sam nie wypełniał swoich podstawowych
obowiązków, to jeszcze nawet się nie orientował, że ktoś za niego musi je
spełniać, bo inaczej on sam, już najwyżej po kilku miesiącach – wyleciał by ze
stanowiska. Czy mam to wyjaśniać! A może to jest tylko zdanie wyrwane z
kontekstu, które zniekształciło jakiś głębszy sens wypowiedzi?
• „Przedsiębiorstwo państwowe było silnie uzależnione od Centrum...”.
To prawda.
Trzeba tylko dodać, że
przedsiębiorstwa państwowe (przynajmniej niektóre) prowadziły przeróżne gry z
Centrum, przy których to grach Centrum
okazywało się niemal bezradne (Patrz – strona konkretyzacja i kilka innych).
• „...wiedza przekazywana
była w dół jednokierunkowo i na zasadzie monopolu informacji”.
Półprawda.
Wymienię tylko hasłowo niektóre rozwiązania z transmisją „od dołu do góry”: systemy analiz i informacji, części opisowe do planów i sprawozdań,
projekty planów wraz z uzasadnieniami. Owszem, konformizm (w tym dość silne obawy:
zarówno przed Centrum jak i najbliższym otoczeniem), powodował, że mało kto chciał mówić/pisać pełną prawdę, ale to inna sprawa.
• Właściwie powinienem chyba
dorzucić w tym miejscu kilka innych uwag/refleksji, dlaczego, moim zdaniem, centralne zarządzanie
i planowanie tak fatalnie zawiodło. Mówiąc
najlapidarniej, i pomijając wątki polityczne: zawiodła wiedza. Niemal gruntownie!
Czy ona w ogóle była możliwa do wypracowania? W całości gospodarki - nie mam pojęcia! W skali znanych sobie branż – raczej tak, ale
tylko do pewnych granic, z pozostawieniem jednak odpowiedniej swobody
decyzyjnej przedsiębiorstwom. Czy taki system miał szanse konkurowania z
gospodarką rynkową? – Wątpię! Choć...? Zachowany jednak w rozsądnych granicach,
nieco protegowany i dobrze zarządzany, mógł stanowić pewien „wentyl
bezpieczeństwa” socjalnego – bez naruszenia zasad gospodarności.
Anonimus
Dwie kultury w jednej ......... 111
W warunkach nadinterwencjonizmu
kultura organizacji reaguje podobnie jak osobowość człowieka poddanego
nadmiernej presji - ulega rozwarstwieniu. Normy i wartości kulturowe
przedsiębiorstwa państwowego zmieniają się w zależności od sfery, z jakiej je
obserwujemy. Dwa równoległe systemy, dwie kultury w jednej organizacji
określiliśmy (Kostera i Wicha, 1996) mianem
introwertycznej i ekstrawertycznej, używając pewnego języka metafory
psychologicznej.
Kultura introwertyczna
Rozpatrując przedsiębiorstwo państwowe w sferze ekonomicznej, stwierdzamy, że
zachowywało się ono powściągliwie. Skłonność do ryzyka w sferze ekonomicznej była
bardzo mała... (...)
Z jednej strony, kierownictwo miało obowiązek myślenia w kategoriach makroekonomicznych. Z drugiej, koncentrowało się na uczestnikach własnej organizacji.
Imperatyw realizacji planu był potężną kulturową normą i nie był tożsamy z sukcesem rynkowym...
Ważną wartością kulturową była samowystarczalność granicząca z autarkią.
Zasoby alokowano zgodnie z racjonalnością polityczną, nie ekonomiczną... We wczesnych latach 70. wiele przedsiębiorstw otrzymało znaczne kredyty na inwestycje, które przeznaczano często na rozbudowę bazy socjalnej z myślą o pracownikach. Powstało wówczas wiele ośrodków wczasowych, hal sportowych, ośrodków zdrowia, osiedli mieszkaniowych będących własnością przedsiębiorstw.
Podsumowując, normy i wartości przedsiębiorstwa
państwowego w sferze ekonomicznej były następujące: awersja do podejmowania
ryzyka (nie wychylać się); awersja do aktywnej partycypacji w otoczeniu
ekonomicznym (nie być zbyt widocznym); awersja do komunikowania się z
otoczeniem ekonomicznym (izolacja); orientacja do wewnątrz (być
samowystarczalnym). Te normy i wartości przypominają cechy osobowości
introwertycznej.
Kultura ekstrawertyczna
Z punktu widzenia sfery politycznej przedsiębiorstwo państwowe cechowała
dynamika. Życie polityczne kierownika przedsiębiorstwa państwowego było bardzo
aktywne. Dobre układy polityczne były dla przedsiębiorstwa bardzo istotne... (Tak jak i zawsze dobre układy z władzą były i są przeważnie korzystne, chyba że
władza chyli się ku upadkowi.
Stare ludowe przysłowie „Modli się pod figurą, póki figura jest
górą”, dawno już tą pospolitą prawidłowość karierowiczów
rozszyfrowało, obok innej „o diable za skórą”. Dla ścisłości: zachowania takie
nie wynikają tylko z karierowiczostwa i oportunizmu, ale także, całkiem często,
z normalnej walki o byt/przetrwanie. Nie wykluczam też częstego występowania postaw autentycznie
ideologicznych, choć niekoniecznie opartych na dostatecznej znajomości
reprezentowanej ideologii. Co, kiedy i u kogo dominowało/dominuje, to już
sprawa konkretyzacji. Anonimus).
Produkcja mająca przede wszystkim znaczenie polityczne... (Czemu przede wszystkim, choć zapewne i taka też się zdarzała. Anonimus).
W ciągłych grach inwestycje były argumentem i faktem politycznym. (Od siebie mogę dodać, że do wielu „politycznych”, w tym także „głupich”) inwestycji by nie doszło, gdyby praktyczna wiedza ekonomiczna stała na wyższym poziomie. „Popisy głupoty” formalnie prawie poprawnej, występowały zresztą i w latach 90, co prawda przeważnie nie na własny koszt. Anonimus).
W sferze politycznej działalność kierownictwa
przedsiębiorstwa państwowego była intensywna i twórcza. (Na taką, z zewnątrz, mogła wyglądać. Rzeczywistość była
jednak złożona i mocno zróżnicowana. Anonimus).
...
Gra, w
której nie ma wygranych
........ 116
Dużo mówi się i pisze na temat interwencjonizmu państwowego i protekcyjnej polityki gospodarczej oraz wpływu, jakie mają na ekonomiczne wyniki przedsiębiorstwa. Istnieje wiele punktów widzenia, które są często bronione z jednakowym przekonaniem i siłą argumentacji. Nie zamierzam tu zabierać głosu w tej dyskusji, chcę jedynie naszkicować konsekwencje nadopiekuńczości i nadinterwencjonizmu państwa dla zarządzania.
Organizacje komunistyczne poddane były ścisłej i natarczywej kontroli
Centrum. W tych warunkach tożsamość, „jaźń” organizacji była stale zagrożona.
Organizacji brak było prywatności, a jej indywidualne pole swobody decyzyjnej
było stale ograniczane i zagrożone. Mechanizm ten, znany w psychiatrii,
określany jest jako sprzyjający schizofrenii. Reakcją jednostki na taką nadinterwencyjność otoczenia bywa rozpad jaźni w celu
ochrony najgłębszej tożsamości, bycia w ogóle sobą (Laing,
1978).
Kultury przedsiębiorstw państwowych w systemie komunistycznym reagowały
podobnie: następował rozpad norm i wartości nas dwa przeciwstawne bieguny,
zorientowanie odmienne w dwu sferach – politycznej i ekonomucznej23.
W ten sposób organizacja zapewniała sobie kulturowe przetrwanie, choć z
ontologicznego punktu widzenia cena była wysoka. Kultury takie sprzyjały
frustracji i poczuciu niepewności uczestników, przede wszystkim kierowników.
...
(...) Przedsiębiorstwo
kapitalistyczne jest powierzchownie niezależną jednostką z unikalną kulturą i
osobowością24. Wymóg, by przedsiębiorstwo wywierało wrażenie
zintegrowanej osobowości, pochodzi z rynku i mało ma wspólnego z wewnętrzną
jaźnią organizacji. W rzeczywistości przedsiębiorstwo kapitalistyczne działa
podobnie jak skrajny ekstrawertyk – dostosowuje się i „wchodzi” całkowicie w
komunikację z otoczeniem, przyjmując różne fasady w zależności od publiczności
(by użyć terminologii Goffmana)
...
(...) Jestem zdania że nieefektywność
ekonomiczna przedsiębiorstwa komunistycznego nie tyle wynikała ze stosunków
własności czy stylu zarządzania (kapitalistyczny lub socjalistyczny), ile
głównie z introwertyczności kultury w sferze ekonomicznej.
...
(...) Generowanie nowych artefaktów
nie jest rozwiązaniem wszelkich problemów polskich przedsiębiorstw. Konieczne
jest wzięcie pod uwagę szerszego kontekstu: podstawowego trybu legitymizacji,
archetypów przedsiębiorstwa.
...
* Uwagi
...
3. Role społeczne kierownika w komunizmie
3.1. Granice roli społecznej ......... 124
Organizacja jak teatr ......... 124
W socjologii metafora teatralna była stosowana od dawna... Praca w
nowoczesnym przedsiębiorstwie usługowym porównywana była do pracy aktorów... Do opisu
przywództwa w organizacji wykorzystano analogię z komedią...
Metafora organizacja-teatr może okazać się szczególnie przydatna dla badaczy
reprezentujących podejście konstruktywistyczne. (...)
Ludzie odgrywają wiele ról w ciągu swego życia i przyjmują wiele ról równocześnie. Role społeczne kierownika (menedżera) mogą być rozpatrywane jako wielowarstwowe, w zależności od poziomu (mikro-makro) i kontekstu. (...)
Oczekiwania pochodzące od różnych grup są zakorzenione w tym, co kulturowo jest zdefiniowane jako akceptowalne, pożądane lub rozpoznawalne.
Scenariusze, czyli treść roli społecznej, mogą być mniej lub bardziej
konkretne, mniej lub bardziej sformalizowane. Niektóre są zapisane w postaci
fizycznych skryptów, np. ustawy, kodeksów honorowych czy etycznych. Inne są
mniej jasne, często niezwerbalizowane, lub krążą w
formie luźnych wypowiedzi, plotek aluzji.
Wymiary roli
społecznej kierownika
......... 127
Jednymi z bardziej widocznych aktorów na
organizacyjnych scenach są menedżerowie. Pozycja kierownika (menedżera) oparta
jest na władzy legalnej...
Analizowane będą role społeczne związane z tą pozycją. Mowa zatem
będzie o następujących wymiarach roli społecznej kierownika...
:
• oczekiwania społeczne
(dominujące scenariusze);
• konstruowanie roli przez
kierowników (wymiar profesjonalny);
• kontekst instytucjonalny (organizacje,
czyli teatry, w których kierownicy odgrywają swoje role).
Wymiary roli społecznej kierownika nie są od siebie oddzielone i nakładają się
na siebie. Można je rozpatrywać z punktu widzenia znaczeń praktycznych,
politycznych i/lub kulturowych. Tu będzie nas interesować przede wszystkim
wymiar symboliczny (kulturowy).
3.2. Wymiar oczekiwań ......... 128
W poszukiwaniu scenariuszy: kilka uwag o metodzie ......... 128
Na przełomie
lat 1992/1993 przeprowadziłam wywiady z siedmioma dyrektorami i kierownikami
przedsiębiorstw państwowych, piastującymi funkcje przed 1989 r. Rozmówcy
reprezentowali różne branże i gałęzie gospodarki. Wywiady dały jedynie wstępne
informacje (teksty pierwotne). Następnie, posługując się metodą analizy
krytycznej przystąpiłam do badań prasy w celu odtworzenia dominujących
scenariuszy roli społecznej polskiego kierownika w kontekście komunizmu.
Przedmiotem mego zainteresowania był historyczny rozwój scenariusza (pełne
studium scenariuszy zawarte jest w: Kostera i Wicha,
1995). (...)
Na poziomie makro i mezo w kontekście
społeczeństwa komunistycznego dominowały w stosunku do kierownika oczekiwania
grupy dysponującej najsilniejszymi sankcjami – sił politycznych
skoncentrowanych wokół rządzącej partii2. (...)
Przedstawiony tu będzie scenariusz,
w którym dominuje wątek polityczny. (...)
W rozwoju oczekiwań społecznych
kierowanych pod adresem kierownika można wyróżnić kilka etapów – od
wprowadzenia do upadku systemu w Polsce. Charakteryzują je następujące po sobie
scenariusze: Aktywisty, Biurokraty, Dygnitarza i Zmiennika.
(...)
Aktywista5
W pierwszej fazie komunizmu zarządzanie miało zerwać z kapitalistycznymi tradycjami.
Choć ani Marks, ani Engels nie mówili wprost o roli kierownika w społeczeństwie
komunistycznym (ani socjalistycznym), stanowczo sprzeciwiali się „niewolniczemu
podziałowi pracy” , oddzieleniu pracy fizycznej od
umysłowej i głosili konieczność wszechstronnego rozwoju jednostki w ramach
procesu produkcyjnego Marks i Engels, 1958). Efemeryczny obraz
, jaki rysują przed czytelnikiem tego rodzaju wypowiedzi, przedstawia
nierzeczywistą osobę, wykonującą nierealną władzę w idyllicznym otoczeniu
kwitnącej równości i proletariackiej samorealizacji. Lenin, zaangażowany w
praktyczne zastosowania teorii marksistowskich, był bardziej konkretny i mniej
idealistyczny (czy powinniśmy raczej powiedzieć: mniej naiwny?) w swoich wypowiedziach dotyczących roli kierownika w
komunizmie. Lenin, który przed rewolucją potępił tayloryzm,
po rewolucji propagował system Taylora w Rosji (por. Dobrzyński, 1976, s.
14-15), jednakże miał on być pozbawiony elementów „bestialstwa burżuazyjnego
wyzysku” (Lenin, 1954, s.246).
...
Biurokrata
W epoce chruszczowowskiej pojawił się nowy archetyp
roli komunistycznego kierownika, mnożyły się instytuty zarządzania i centra
szkoleń kierowników (Kieżun, 1991).
Teraz punkt ciężkości przesunięty został na procedury, techniki,
problemy operacyjne i procesy (por. Piłejko, 1969; Grosman, 1969). Chodziło o to, by optymalnie połączyć
„technologię i ludzi w jednolitym procesie produkcyjnym”... Planowanie, badania operacyjne,
różnorakie harmonogramy były przedmiotem zainteresowania w tamtym czasie. Jak
pisze Koźmiński (1976) w swoim krytycznym eseju
poświeconym roli kierownika w tamtej epoce, kierownik stał się urzędnikiem
przygotowującym projekty planów, zajmującym się głównie cyframi.
Miał być podobny do skrupulatnego księgowego, przygotowującego „logikę
funkcjonowania wskaźników umożliwiających nadzór nad przedsiębiorstwami przez
wyższe szczeble” (tamże, s. 398).*
Kierownik miał dostarczać informacji wyższym szczeblom, był ponadto
nadzorcą organizującym wykonanie planu. Redystrybuował
zadania planistyczne, wyznaczał normy, przekazywał informacje adekwatne dla
wykonania planu, gwarantował czynniki zasileniowe, kontrolował komórki
organizacyjne itd. (Koźmiński, 1976). Kontrola
przedsiębiorstwa (i kierowników) była silnie rozwinięta, lecz nie w sposób
bezpośredni. Instrumentami kontroli stały się teraz przepisy, wskaźniki, cyfry;
planowanie było „utechnicznione” i bardzo
skomplikowane (Piłejko, 1969; Grosman,
1969).
...
* Uwagi
Jak łatwo o nieporozumienia! O jakim
kierowniku mowa? – Jeśli planowania, to można się z tym zgodzić. Po prostu taką miał wyznaczoną rolę,
choć zapewne i on przeważnie by się „obraził”, gdyby zasady jego pracy porównać do zasad pracy stosowanych przez „urzędnika” lub
„skrupulatnego księgowego”. Nawiasem mówiąc, księgowi
zajmowali się tylko planami finansowymi, które były pochodne od planu
techniczno-ekonomicznego, nie na nich więc wcale spoczywał główny ciężar zajmowania się funkcjonowaniem wskaźników.
Jeśli mowa o kierowniku, jako szefie firmy produkcyjnej, to on,
przeważnie inżynier, mający praktykę w produkcji i znikome przygotowanie
ekonomiczne, był raczej „technokratą” niż „biurokratą” i całe te „planowanie” i
„wskaźnikowanie”, miałby
w „głębokim poważaniu” (dostrzegał zbiurokratyzowanie), gdyby nie partia, rząd i inne władze, które
go powoływały, spowiadały, rozliczały, nagradzały, odwoływały itp. Musiał więc publicznie udawać, że mu się
narzucane metody podobają, co wcale nie oznacza, że się na tych wszystkich
wskaźnikach i planach znał. Po prostu „nauczył się mówić”, a od „znania się”,
inna rzecz czy dobrego, miał w końcu pracowników.
Odrębna sprawa, że bez pomocy inżynierów, znających szczegóły techniczne
produkcji i jej dokumentacji,
raczej nie byłoby łatwe
rozszyfrowanie wielu mechanizmów działania wskaźników, co pozwoliło wypracować
metody zaradcze. Niestety, metody
zaradcze, nazbyt często przeradzały się w tzw. „negatywne dostosowanie się”, z wiadomymi
skutkami dla całej gospodarki. Dzięki rachunkowości („wąskie klapki”) i ekonomistom (wiara
w rachunkowość), „negatywne dostosowanie się” nie było nawet specjalnie trudne.
Naturalnie, nie orientuję się, jaki procent przedsiębiorstw osiągnął
wyższy stopień „wskaźnikowego wtajemniczenia”. W każdym razie wymagało to
współpracy interdyscyplinarnej (nawet księgowi byli włączani, „żeby nie byli
zbyt dociekliwi”) i pewnej dozy zaufania we wspólnej „społecznej” sprawie. Nie
oznaczało to, oczywiście, walki z ustrojem, oznaczało jedynie walkę z
trudnościami życia, walkę dość powszechnie akceptowaną, chyba, że ktoś „na
własnej skórze” odczuł skutki opóźnień, „niedoróbek” itp. Nawet zresztą wtedy,
w stosunku do dobra społecznego, państwowego itp., wyznawał filozofię Kalego: „jeśli Kali ukraść ...”.
Do tego mogę jeszcze dodać, że to całe wskaźnikowo-planistyczne
zarządzanie było dość niespójne, a cała praktyka i teoria zarządzania, niezbyt
sobie radziła z opanowaniem olbrzymiej masy interdyscyplinarnych szczegółów,
stąd też bardzo silne tendencje do zbiurokratyzowania, dającego złudzenie
uporządkowania.
Anonimus
Dygnitarz
Po trzeźwym Biurokracie nadeszła era radosnego Dygnitarza. Teraz gospodarka
miała „otworzyć się”, inwestycje na cele produkcyjne i konsumpcyjne miały
poprawić standard życiowy ludności. Przyznano kredyty, miały wzrosnąć płace, a
dobra konsumpcyjne zalać teraz polski rynek. Rozpoczęto wielkie inwestycje,
„Trybuna Ludu” pisała o śmiałych przedsięwzięciach, podkreślając z
dumą, że w latach 1971 – 1980 na rozwój kraju wydamy tyle, ile w całym
powojennym trzydziestoleciu... Edward
Gierek zapewniał: „Mamy wszelkie podstawy, aby z ufnością patrzeć w przyszłość... Polska
miała mocną pozycję na świecie, staliśmy się potęgą przemysłową, a pod względem
produkcji węgla zajmowaliśmy nawet czwarte miejsce w skali światowej... Teraz wszystko miało odbywać się na większą
skalę, ale miała także poprawić się jakość.. Przedsiębiorstwa
zaczęto unowocześniać, nawet gdzieniegdzie wprowadzano komputer.
Kierownicy i dyrektorzy dość często pojawiali się w stałych rubrykach gazety... Wymieniano
ich nazwiska, by postawić na przykład i pochwalić. Ważne stało się podnoszenie
kwalifikacji kierowniczych... Nowoczesny kierownik był inny niż jego
poprzednik. Oto co jeden z kierowników uważa za główną
barierę przeszkadzającą mu w efektywnej pracy:
Dla mnie głównym hamulcem w pracy są wszędzie potrzebne papierki.
Najdrobniejszej sprawy nie da się przeprowadzić bez tzw. „podkładki”.
Teraz powodem do dumy Dygnitarzy była nowoczesność, nowa technika,
efektywność, a nawet zysk przedsiębiorstwa.
W czasach Breżniewa – Gierka kwitła korupcja i
rozrzutność (Oj, chyba nie taka, jak teraz! Z.U.). Wszystkie
szczeble nomenklatury oddawały się życiu w dostatku – bogactwo elit rządzących,
w tym kierowników przedsiębiorstw, osiągnęło swoje apogeum („Kudy” im tam było do bogactwa obecnych elit. Ze
swym bogactwem, w porównaniu do obecnego bogactwa, wyglądają wprost żałośnie.
Ale za to nędzy mamy teraz więcej. Z.U.).
Gospodarka jako całość zarządzana była w sposób rozrzutny (Zupełnie
nie to co dzisiaj.
Dzisiaj, rozrzutne,
przepraszam, słusznie należne, są
jedynie pensje i nagrody wybranych elit. Reszta „hołoty” jest traktowana bardzo
oszczędnie. Media, co prawda, czasami się „czepiają” czegoś więcej, ale to
tylko tak, dla sensacji, żeby mieć o czym mówić i komuś „dołożyć. Z.U.).
Kierownicy utożsamiali się w większym stopniu z zachodnimi menedżerami,
dystansując się coraz powszechniej od swojej roli. Wygłaszali hasła i slogany
polityczne, uczestniczyli w komunistycznych rytuałach, jednak prywatnie nie
traktowali często poważnie tej strony swojej roli... Rola Dygnitarza nie zawsze była
społecznie akceptowana.
Sami kierownicy niekiedy czuli się odrzucani, gdyż byli
przedstawicielami systemu (Kostera i Wicha). Głównymi
cechami scenariusza było reprezentowanie i zachowawczość.
Uwagi
...
Zmiennik
Polska była jednym z krajów byłego bloku wschodniego, które weszły w ostatnią fazę rozwoju (a raczej
upadku) sytemu. Era Gorbaczowa i Jaruzelskiego nie
była bynajmniej erą rozkwitu roli kierownika przedsiębiorstwa.
Wszystkie przejawy nadużyć, korupcji, a nawet usprawiedliwionego (w
rozumieniu kapitalistycznym) wysokiego statusu kierowników lat 70. były ostro krytykowane. Wprowadzono poważne sankcje, a
ostatni pierwszy sekretarz PZPR nie szczędził gorzkich słów, potępiając
przejawy demoralizacji (Kieżun, 1991). Jednakże zasady leninizmu miały zostać
utrzymane. Generał Jaruzelski powtarzał, że „będziemy bronić zdobyczy
socjalizmu z całą stanowczością”. Dyscyplina została zaostrzona, a zarządzanie
zaczęło przypominać bardziej logistykę niż twórczą działalność gospodarczą Bolesta-Kukułka, 1992).
„Trybuna Ludu”... znów jest szarą, nieatrakcyjną
gazetą.
Tytuły mówiły o kryzysie...
Mówiły także o nadużyciach... Niegospodarność i nadużycia miały być
zlikwidowane przez ostrą kontrolę... Oczekiwaliśmy na „prawdziwe
porządki”, dowiedzieliśmy się też, że sukcesy przeszłości osiągnięte były za
cudze pieniądze...
Kierownicy używali w wywiadach języka z dziedziny kosztów, alokowania,
oszczędzania i cytowali liczby. Generał Jaruzelski dawał przykład:
„Naszą najważniejszą szansą jest przede wszystkim to, co leży w zasięgu ręki:
wytężona, dobrze zorganizowana praca, oszczędności (...)”. Kierownicy
wypowiadali się w podobnym duchu, koncentrując się na sprawach technicznych,
trudno zrozumiałych dla przeciętnego czytelnika (w tym i dla mnie) i z upodobaniem podkreślali
konieczność optymalizacji...
Tę erę Kieżun określa mianem zarządzania przez nadzieję (management by hope) (1991, s. 129). Jednakże
nadzieje okazały się płonne i komunizm upadł. „Likwidatorzy komunizmu”, do
których zaliczali się także kierownicy przedsiębiorstw, opuścili scenę.*
* Bez przesady. Kto opuścił, to opuścił, a
kto nie, to nie. „Opuszczenie”
mogło
też polegać na
zwykłej
zmianie skóry.
Ciekawe też jest:
kto „doszedł”,
kto „wrócił”,
kto „czeka”. Na oczach nam powstaje (albo już powstał) chyba nieoczekiwany
scenariusz: „TKM” (Teraz K... My), z rolą główną „Pazernus”.
A jak się
czują uczestnicy spektaklu, nie zawsze dobrowolni?
Anonimus).
Rola zmiennika była prowizoryczna. Często brak mu było wykształcenia (w
tej epoce wojskowi na stanowiskach kierowniczych nie należeli do rzadkości). Zmiennik
prezentował podwójną moralność niemal otwarcie: „wszyscy wiedzieli”, że żyje
zasobnie (czasem bardziej zasobnie i rozrzutnie niż niejeden Dygnitarz), lecz
publicznie wygłaszał hasła krytykujące rozrzutność i demoralizację. W
scenariuszu powstała wielka luka. Jeśli chcemy wyjaśnić, czym była wypełniona,
musimy sięgnąć do źródeł pozaoficjalnych. Z nich dowiadujemy
się, że scenariusz Zmiennika
był głęboko przesycony cynizmem (Nie to co teraz: chciwość i
egoizm oficjalnie urosły do roli cnoty. Z.U.). Nikt nie wymagał od kierowników, by chociaż
udawali zaangażowanych. Jak powiedzieli moi rozmówcy – byli kierownicy
przedsiębiorstw państwowych – dyrektorzy, którzy okazywali zbyt wiele
entuzjazmu w tej epoce, narażali się na śmieszność nawet w oczach
przedstawicieli partii. System komunistyczny
zrezygnował ze swojego wzniosłego wizerunku, pojawił się pewien rodzaj
nihilizmu. „Nie istnieją żadne wartości – i to po stronie wszystkich
uczestników konfliktu [społecznego]” (Glowiński,1992, s. 169).
Rola zmiennika nie ma spójnego scenariusza. Główną jego cechą jest utrzymywanie
pozorów tak długo, jak
to tylko możliwe (nawet jeśli wszyscy wiedzą, że w dłuższym okresie nie jest).
Scenariusz był wyraźnie konserwatywny, nawet reakcyjny – kierownik był jedną z
postaci uniemożliwiających zmianę.
Uwagi
...
Znaczenia scenariuszy ......... 145
Podstawową misją Aktywisty było uczestnictwo w rewolucji. Pozostałe
zadania, w tym także zapewnienie ekonomicznego dostatku zatrudnionym, były (w
najlepszym razie ) drugorzędne. Rola ta miała być
ostentacyjnie niekapitalistyczna. Symbole komunikowane przez scenariusz miały
przekazywać inne znaczenie – że charakter roli jest całkowicie nowatorski. Rola ta
miała być interpretowana jako całkowicie autentyczna, szczera, a więc nie jako
rola, lecz jako „naga rzeczywistość”. Nie było w scenariuszu miejsca na
jakąkolwiek samoświadomość czy nawet świadomość uczestnictwa w grze. Jego celem było
wywołanie złudzenia stuprocentowego uczestnictwa w prawdziwym życiu.
Rola Biurokraty z założenia miała inne znaczenie. Kierownik jest technikiem,
skromną częścią wydajnej i funkcjonalnej maszyny – systemu
polityczno-ekonomicznego. System był w owym czasie już na tyle dojrzały, by
odciąć się od swej rewolucyjnej młodości. Dążył do wydajności, stabilności,
racjonalnych podstaw. Wszystkie ważne cele wytyczne są odgórnie, a zadaniem
kierownika jest ich realizacja. Kierownik miał symbolizować to makrozadanie przed podwładnymi. Rola, choćby istotna, jest tylko
częścią większego scenariusza. .
...
Aktywista i Biurokrata na ogół nie byli ludźmi bogatymi (przynajmniej
nie zakładał tego dominujący scenariusz). Dygnitarz miał władzę polityczną, a
także zdolność przekuwania tej władzy na złoto. Jego rola oparta była na innym
zestawie znaczeń -
miał być profesjonalistą typu zachodniego, choć działającym w innej
politycznej rzeczywistości. „Zasługiwał” na to, by być postacią centralną i
jego zadaniem było symbolizowanie wielkiego, zwycięskiego systemu
komunistycznego. Cele makroekonomicznej efektywności miały być teraz osiągane
innymi środkami – inwestycją, osiągnięciami i talentem. Kierownik miał pokonać kapitalizm
jego własnymi środkami. Te aspiracje jednak, jak wiemy, nie zostały zrealizowane.
Dygnitarz był
najbardziej dojrzał rolą systemu. Aktor mógł w pełni korzystać ze swojej
pozycji na scenie, relacje z publicznością były jasne i ustalone. Mógł pozwolić
sobie na refleksję i sporą dozę świadomości.
...
Trzeba tu dodać, że indywidualna pozycja Dygnitarza była silniejsza niż jego
poprzednika – był bowiem indywidualnością, opierał się
na własnych cechach, nie był jedynie wysłannikiem partii czy kółkiem zębatym w
machinie.
Kolejny scenariusz , prowizoryczny zmiennik,
zawierał mniej władzy* i, na ogół, mniej górnolotnych zasad moralnych i
aspiracji.
* Cały czas mi się wydawało, i
nadal wydaje , że Reforma Gospodarcza, pomimo jej wad
i niedokończenia, mimo wszystko dała jednak znacznie więcej samodzielności
przedsiębiorstwom, niż miały ją w poprzednim okresie a tym samym także i więcej
władzy ich kierownictwom.
Anonimus
Rola Zmiennika koncentrowała się wokół wykonywania władzy i utrzymywania
maszynerii w ruchu. Nie miała spójnego scenariusza, lecz skonstruowana była z
symboli pochodzących z przeszłości: metafora wojenna, krytyka spekulantów,
upodobanie* do cyfr i technologii.
* Upodobanie do cyfr i technologii, same w sobie bynajmniej
nie było złe, problem tylko w tym, że nie było poparte odpowiednią wiedzą. Na
ten stan wiedzy i chęci jej pogłębiania, obok wielu innych przyczyn, wpłynęła
także ogólnoteoretyczna, „bujająca w obłokach”, teoria. Bliżej na ten temat na
wielu moich stronach, poczynając od „konkretyzacji”, „WB”, i wielu innych.
Gdyby te chęci i możliwości ich racjonalnego zaspokojenia, w odpowiednim
czasie, udało się na szerszą skalę, rozbudzić, prawdopodobnie mielibyśmy
mniejsze kłopoty z „transformacją” a i obecny stan gospodarki chyba by nie był
taki, jaki jest.
Anonimus
W epoce powszechnej niewiary i
dystansu rola opierająca się na osobistym zaangażowaniu i przekonaniu
co do słuszności i konieczności systemu komunistycznego nie miała racji
bytu. Dlatego rola Zmiennika sprawiała wrażenie przypadkowej i niespójnej – w
scenariuszu znalazły się elementy jakby naprędce sklecone przez autorów,
prawdopodobnie dość cynicznych i też raczej nie idealistycznie zaangażowanych w
system.
* Uwagi (do całości 3,2)
...
3.3. Wymiar profesjonalny ......... 149
Profesja
a rola profesjonalna .........
149
Jak stwierdza Schein (1968),
zarządzanie jest profesją , gdyż wykazuje trzy fundamentalne właściwości profesji. Po pierwsze, istnieje zbiór ogólnych zasad
dotyczących podejmowania decyzji (nawet jeśli ogólność
tych zasad jest co najmniej kontrowersyjna. Po drugie, profesja jest statusem,
który uzyskuje się za osiągnięcia... Po trzecie, profesje mają własne
kodeksy etyczne, niekoniecznie w postaci formalnej.
Furusten (1992) twierdzi natomiast, że zarządzanie
jest bardziej sztuką niż profesją, choć można obserwować pewne tendencje do
profesjonalizacji. (...)
Kilka uwag o metodzie. Wnioski
dotyczące profesjonalnego wymiaru roli społecznej kierownika, jak również jej
wymiaru instytucjonalnego, oparłam głównie na badaniach literatury (teksty wtórne)
oraz wywiadach przeprowadzonych z kierownikami, o których już pisałam w
rozdziale 2. Posłużyły mi one przede wszystkim jako punkt wyjścia oraz
inspiracja do zbierania i porządkowania dalszych informacji.
Co robi kierownik? ......... 151
Elementy profesjonalnego wymiaru roli społecznej
kierownika, związane z zadaniem, wyznacza podstawowy tryb legitymizacji
przedsiębiorstwa. W przypadku kierownika komunistycznego głównym zadaniem była zatem maksymalizacja wpływów politycznych organizacji
(zgodnie z podstawową definicją sukcesu).
W odniesieniu do konkretnych zadań oznaczało to przede wszystkim imperatyw
realizacji narzuconego z góry planu. Niewiele tu było miejsca na swobodę
decyzji, innowacyjność czy twórcze
myślenie. Zadania polegały z jednej strony na administrowaniu-wykonywaniu, a z
drugiej – na prowadzeniu intensywnej gry politycznej, której celem było
zdobycie i rozszerzenie wpływów i w ten sposób pokonanie konkurencji w
sferze politycznej.
* Uwagi
...
Standardy profesjonalne ........ 151
Również standardy profesjonalne kierownika komunistycznego
były inne niż standardy obowiązujące menedżera kapitalistycznego. Same kryteria
zatrudnienia odgrywały tu istotną rolę. O tym, kto ma zostać zatrudniony na
stanowisku kierowniczym w komunistycznym przedsiębiorstwie, tylko częściowo
decydowali jego bezpośredni przełożeni. System nomenklatury powodował, że
zewnętrzna ingerencja w konstruowanie standardów profesjonalnych, w tym
związanych z wykształceniem, była znaczna.
W pierwszym okresie wykształcenie profesjonalne nie było istotnym wymaganiem stawianym kierownikowi komunistycznemu. Najduchowska (1976), charakteryzując pierwsze lata rządów komunistycznych w Polsce, odnotowuje, że kierownicy byli na ogół awansowani ze stanowiska roboczego, brak im było wykształcenia, lecz musieli być aktywnymi członkami partii. W epoce poststalinowskiej wystąpiła tendencja do profesjonalizacji zarządzania, wykształcenie stawało się coraz bardziej istotnym kryterium branym pod uwagę przy obsadzie stanowisk kierowniczych. Komunistyczni kierownicy rzadko byli ekonomistami, częściej inżynierami ... Powszechne było szkolenie partyjne i polityczne.
Potrzeba wykształcenia profesjonalnego nie była jednak powszechnie doceniana...*
* Teraz jest raczej doceniana, tylko z uwagi na
układy towarzysko-partyjne, niezbyt konsekwentnie przestrzegana. Aby zbytnio
nie generalizować, warto jednak zauważyć, że o przydatności na kierowniczym
stanowisku, nawet pod kątem czysto fachowym, zarówno „wtedy”, jak i „teraz”,
nie zawsze decyduje formalne wykształcenie, czy jego brak.
Anonimus
Sami kierownicy mieli także swoje reguły postępowania, tj. kodeks etyczny.
Jedna z głównych norm dotyczyła prowadzenia rozmaitych gier... Komunistyczni kierownicy angażowali się
w gry z decydentami politycznymi. Kodeks ten nie wykluczał pewnej hipokryzji, a
nawet zdawał się ją pochwalać. Na zewnątrz można było udawać zwolennika
właściwej linii politycznej. Między bliskimi i między zaufanymi kolegami
należało przybierać postawę sceptyczną, a nawet cyniczną.
Kierownicy nie powinni, w odczuciu kolegów po fachu, być zbyt widoczni, wychylać się lub być nadgorliwi. Ci, którzy są zbyt widoczni, źle kończą, podkreślali moi rozmówcy, powołując się na przykłady nadgorliwców, którzy w okresach niepokojów społecznych byli „poświęcani” przez władze dla dobra społecznego. Dymisjonowano kilku decydentów, częściej niższego szczebla, karano winnych kryzysu, czyli „kozły ofiarne”, by wszystko mogło zostać po staremu (por. Czarniawska, 1985a). W środowisku kierowników ani osiągnięcia, ani wykształcenie nie stanowiły wartości.
Dobrze, jeśli kierownikowi udało się wyjść z gier z władzami „na tarczy”, tzn. nie uzależniając się od nich za bardzo. Jednakże, jak podkreślali moi rozmówcy, dobrzy kierownicy nie flirtowali też z nielegalną opozycją. Kamikadze nie znajdowali uznania w oczach kolegów. Kierownicy powinni mieć stosunkowo skromne ambicje, wówczas spotykali się z uznaniem środowiska i uważani byli „za równych”.
Polscy kierownicy unikali ryzyka, odpowiedzialności (ekonomicznej) i przyjmowali, w szczególności pod koniec ery komunistycznej, filozofię leseferyzmu (Obłój i Kostera, 1994). Postawa taka była nawet uznawana za cnotę wśród kolegów po fachu, jako że „mądrą rzeczą jest czekać, nie działać pochopnie”, jak się wyraził jeden z moich rozmówców. Oczywiście, nie dotyczyło to sfery politycznej, gdzie aktywność była życiową koniecznością, jednak nie należało się angażować osobiście, emocjonalnie, należało pozostać dobrym graczem.
* Uwagi
...
3.4. Wymiar instytucjonalny ......... 154
Organizacją dla
komunistycznego kierownika było już nie tylko własne przedsiębiorstwo, lecz
także szersze struktury, tj. zjednoczenia czy nawet całe branże. Rola
organizacyjna kierownika podlegała tym samym zasadom, co kultura organizacyjna
– istnienie podwójnych systemów norm i wartości w zależności od sfery.
Kierownicy musieli wykazywać aktywność w sferze politycznej, by nie dopuścić do
upadku organizacji; w sferze ekonomicznej mieli dbać o pracowników.*
Kierownicy
musieli działać według
całkiem odmiennych zasad, w zależności od tego, w jakiej sferze podejmowali
działanie.
W „podzielonej”
kulturze przedsiębiorstwa komunistycznego na zewnątrz kierownicy byli
politycznymi graczami, a wewnątrz organizacji – troskliwymi opiekunami,
dbającymi o ekonomiczne potrzeby pracowników.
Nie oznacza
to, że relacje miedzy kierownictwem a szeregowymi pracownikami nacechowane były
solidarnością i zrozumieniem. Kierownicy uważani byli za reprezentantów
systemu, co uwydatniał jeszcze typowy autokratyczny styl zarządzania*,
dominujący w komunistycznych przedsiębiorstwach (Sarapata,
1992). Prowadziło to do powstania charakterystycznej antagonistycznej kultury
organizacyjnej „my-oni”, uniemożliwiającej bliższe kontakty między pracownikami
i kierownictwem (Kostera, 1994).*
*
Uwagi
...
3.5.
Czy dawne role zawierają potencjał dla zmiany? ......... 155
Innymi słowy, czy w dawnym
kontekście kulturowym – poprzez role społeczne są zakodowane – są zakodowane
elementy generujące zmianę?
Po pierwsze,
rola zawierała wewnętrzny konflikt...
...
Po drugie, wykształcenie nie było głównym elementem profesjonalnej roli
komunistycznego kierownika. Deprecjacja wiedzy i predylekcja do wiedzy
technicznej ograniczają możliwości kreatywnego rozwiązywania problemów.
..
Po trzecie, rola kierownika komunistycznego z zasady wykluczała nadmierne
eksponowanie się.
...
Po czwarte, społeczna rola kierownika nie zawierała zachęty do twórczego
myślenia.
...
Po piąte, organizacyjna rola kierownika pozostawała w związku z poszerzonym
kontekstem organizacyjnym.
...
Zatem w starym scenariuszu roli społecznej kierownika nie powinniśmy poszukiwać
motoru zmian...
Jest bardziej prawdopodobne , że zmiana w
organizacjach i w kontekście będzie osiągnięta w wyniku negocjacji scenariusza
przez tworzenie nowych instytucji. Jakie to są instytucje i jakie szanse dla
zmian ze sobą niosą? Na to pytanie spróbuje odpowiedzieć w następnym rozdziale.
* Uwagi
...
4.
Po komunizmie: organizacje i ich menedżerowie
4.1. Zmiana kontekstu ......... 160
Czy zmiana jest możliwa? ......... 160
Kultura jest tworzona społecznie, ale nie znaczy to, że łatwo
ją jest z dnia
na dzień zmienić. Ludzie nadają sens złożonej, nieprzejrzystej rzeczywistości i
czynią to za pośrednictwem kultury. Znaczenia są trwalsze niż praktyczne problemy i ich
konkretne rozwiązania czy wprowadzane odgórnie reformy, które w gruncie rzeczy
są jedynie wolną przestrzenią, miejscem do zagospodarowania. Dlatego nie
powinniśmy oczekiwać, że kultura, czy to na poziomie społeczeństwa, czy
organizacji, szybko i bezboleśnie zmieni się lub ulegnie racjonalizacji.
...
(...) Na podstawie badań
terenowych i doświadczeń wyniesionych z doradztwa organizacyjnego możemy
stwierdzić, że wprowadzane w polskich przedsiębiorstwach państwowych zmiany, a
przede wszystkim prywatyzacja, dokonywane są powierzchownie i nieskutecznie, a
nawet stają się przyczyną poważnych niekiedy kryzysów.
Kultura organizacyjna nie jest na ogół nie jest na ogół brana pod uwagę przez
doradców odpowiedzialnych za zmianę. Działania obecnych reformatorów są równie
powierzchowne, jak ich poprzedników przed 1989 r. Znaczenia są uważane za
podatne na kontrolę. Jedne etykiety i slogany zastępowane są innymi, często
dokładnie przeciwnymi i spełniają rolę „zaklęć magicznych”. Takim zaklęciem jest np.
prywatyzacja. Urzędnicy państwowi posługują się nim, by podkreślić, że
jest to jedyna droga sukcesu dla Polski, gwarancja postępu, synonim zmiany
postępu i uzasadnienie władzy Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Słownictwo
prywatyzacyjne stało się właściwie retoryką. Jednocześnie władze państwowe
zadbały o to (chyba „nie o to?”. Przypis Z.U.), by
zainteresować przedsiębiorstwa finansowo ścieżką prywatyzacji, a raczej by
zniechęcić do państwowej formy własności. Nie czyni się przy tym nic, aby objąć
zmianą kulturę
przedsiębiorstwa.
Ludzie w organizacjach interpretują zatem nowe
etykiety w stary sposób, tj. jako powierzchowną retorykę, pod którą kryją się jakieś
zupełnie inne zasady i intencje. Reagują na nie także w sposób wyuczony – jako
na coś, czym nie należy się przejmować ani zbyt naiwnie wierzyć, gdyż zmiany
wprowadza się przede wszystkim po to, by nic istotnego nie uległo zmianie.
Interpretując nowe po staremu, ludzie także podejmują działania tradycyjnie
skuteczne w takich sytuacjach – strajki, protesty do władz naczelnych. Poza tym
tryb wprowadzania zmiany – inżynierski, odgórny i zadaniowy – powoduje, że
ludzie czują się znów niewolnikami systemu, choć całkiem innego. Jest to rola
dobrze im znana sprzed 1989 r. i dlatego wiedzą, jak należy postępować w takiej
sytuacji – nie słuchać zakłamanych argumentów, lecz „wiedzieć swoje” i protestować.
Menedżerowie podchodzą do
zmian niemal równie sceptycznie. Nie organizują wprawdzie strajków, lecz biorą
„na przeczekanie”. (...)
(...) Czytając prasę często
odnieść można wrażenie, że zależy nam na doścignięciu Zachodu
sprzed co najmniej trzydziestu lat, a więc przestarzałego już wzorca
kapitalizmu. (...)
W dużym uproszczeniu, podobnie możemy ocenić szanse zmian przedsiębiorstw postkapitalistycznych. Reformy,
których celem jest zmiana, lecz nie obejmująca swym zasięgiem założeń
kulturowych (zmiana pierwszego porządku), będą zakorzenione w starym trybie legitymizacji. (...)
(...) Zmiana twórcza jest możliwa , ale musi obejmować schematy interpretatywne,
archetypy zakorzenione w kulturowym kontekście organizowania. Oznacza to także
refleksję nad podstawowym trybem legitymizacji, a nawet próbę przewartościowania
go – renegocjacją archetypu2. Niniejszy rozdział ma na celu
refleksję nad rodzącymi się archetypami kulturowymi postkomunistycznych
przedsiębiorstw oraz zdolnością do ich twórczej relacji z otoczeniem.
* Uwagi
...
Co się zmienia w polskim kontekście organizowania? ......... 164
Proces reform w krajach
postkomunistycznych obejmuje zarówno istotne zmiany w sferze ekonomicznej, jak
i politycznej (czy – szerzej – instytucjonalnej). Gospodarki tych krajów
poddawane są urynkowieniu, wprowadzane są nowe normy własności (przede
wszystkim przez prywatyzację). W przedsiębiorstwach, w tym także państwowych,
zaczynają obowiązywać nowe reguły ekonomiczne...
Proces reform w krajach
postkomunistycznych może być zatem, z punktu widzenia
przedsiębiorstwa, uznany za zmianę emfazy – z politycznego do ekonomicznego
podstawowego trybu legitymizacji. Głębokość zmian jest różna...
Obecnie obowiązują reguły mieszane, racjonalność ekonomiczna i polityczna
współistnieją, a sukces bywa definiowany na sposób zarówno kapitalistyczny, jak
i komunistyczny przez różnych aktorów i oddziaływaczy...
Funkcjonuje wiele typów przedsiębiorstw i wszystkie dostosowują się do jakiegoś
aspektu otoczenia, co oznacza, że inaczej postrzegają swoje otoczenie i inaczej
je inscenizują.
* Uwagi
...
4.2. Kultura
organizacyjna przedsiębiorstwa postkomunistycznego ......... 166
Nierówne szanse
......... 166
Andrzej Koźmiński w książce Catching Up? (1993) wyróżnia
następujące typy przedsiębiorstw postkomunistycznych: Dinozaury (Dinosaurs),
Udawacze (Pretenders),
Mieszane Małżeństwa (Mixed Marriages),
Firmy Rodzinne (Mom and Pop Shops)
i Rosnące Rekiny (Growing Sharks).
Dwa pierwsze typy są przedsiębiorstwami państwowymi, pozostałe trzy –
prywatnymi.
...
Moim celem jest natomiast kulturowy opis rzeczywistości organizacyjnej w chwili
obecnej. Odmienna perspektywa skłoniła mnie do poszukiwania innego kryterium
typologizacji polskich przedsiębiorstw. Podstawą mojej typologii są archetypy
kulturowe, na podstawie których działają przedsiębiorstwa.
W typologii tej mieszczą się wszystkie typy wyróżnione przez A.K. Koźmińskiego, jednakże inaczej jest rozłożony punkt ciężkości.
Między "starym" i "nowym" ......... 168
Typologia4, którą pragnę zaproponować, jest
rodzajem teorii ugruntowanej (Glaser i Strauss,
1974). Oparta jest na zbieranym przez dłuższy czas materiale empirycznym i nie
jest efektem dedukcji, a także nie służy udowodnieniu dedukcyjnej tezy.
Paradygmat inerpretatywny nie zakłada udowadniania
przyjętych a priori tez, lecz ilustrowanie interpretacji rzeczywistości wynikającej z badań empirycznych
różnego rodzaju. Winiety ilustrujące (mini-studia przypadków) poszczególne typy
przedstawię w części rozdziału poświęconej nowym rolom społecznym kierownika.
Nie zabiegając o reprezentatywność statystyczną, dbałam o zachowanie
reprezentatywności merytorycznej.
Pierwszym wymiarem, który wezmę pod uwagę, będzie inscenizowane przez organizacje otoczenie. Czy jest to sfera ekonomiczna, czy polityczna?
Wezmę pod uwagę, jaki podstawowy tryb legitymizacji zawierają schematy interpretatywne kultury organizacyjnej: polityczny i ekonomiczny. Kryteria te wyznaczają dwa czyste typy przedsiębiorstw, koncentrujące się wyłącznie na jednej sferze otoczenia oraz działające na podstawie jednego trybu legitymizacji. Typy te określam tu mianem Imperiów (polityczne) i Lwów Rynku (ekonomiczne). W warunkach, które obecnie panują w Polsce, a wiec w warunkach reguł mieszanych, istnieć będą także twory pośrednie, równie lub niemal równie aktywne w obu sferach i używające dwóch trybów legitymizacji. Ten tryb przedsiębiorstwa określam mianem Kameleona.
Obecnie, co zauważył Koźmiński, współistnieje
wiele typów przedsiębiorstw. W kategoriach modernistycznego archetypu
organizacji wszystkie one zatem odnoszą sukces w danym
momencie, gdyż sukcesem jest szeroko rozumiane przetrwanie.*
* Pytanie: w jakim stanie, i czyim kosztem?
Anonimus
Czy jest to sukces długookresowy, okaże się po upływie jakiegoś czasu.
...
Zeitgeist i Przedsiębiorstwo ......... 171
„Biznesmeni potrzebni
są politykom po to, by finansować ich akcje wyborcze i bieżącą działalność.
Przychylność polityków ułatwia biznesmenom dostęp do kredytów preferencyjnych,
uzyskanie koncesji, zamówień rządowych, informacji o planowanych kierunkach
zmian w polityce i prawodawstwie, a nawet o bieżących posunięciach władz. Całą
Polskę oplotła sieć powiązań gospodarczo-politycznych. Część związków ma
charakter doraźny, cześć trwały” (Leśniewski, 1994,
s.23). Powyższy cytat jest wyrazem niepokoju stosunkowo rozpowszechnionego w
naszym kraju. Polityka i gospodarka pozostają nadal silnie ze sobą splecione –
mimo reform sytuacja nie rozwija się w pożądanym, „zachodnim” kierunku. Co
właściwie dzieje się w polskim biznesie i w jakim stopniu jest to powodem
niepokoju?
Moim zdaniem, kulturowo najlepiej
dostosowane do otoczenia mieszanego są przedsiębiorstwa opierające się na
podwójnym trybie legitymizacji, a więc w mojej typologii Kameleony.
...
(...) Lwy Rynku są często nowo
utworzonymi przedsiębiorstwami, które nigdy nie były państwowe. Ich
zaangażowanie wyłącznie w sferę polityczną czyni je wrażliwymi na działania
konkurencji i sił mogących decydować o przetrwaniu organizacji. Zdaniem
dyrektora dużego sprywatyzowanego przedsiębiorstwa, który prosił o zachowanie
anonimowości, stale „padają” małe przedsiębiorstwa, nie tylko z powodów
ekonomicznych. Jak skonstatował dyrektor, upadek małych i średnich firm bywa na ogół
uzasadniony (racjonalizowany ex post) względami ekonomicznymi mającymi swoje
źródło w sferze politycznej. Mój rozmówca wyraził się w sposób następujący:
„Decyzją polityczną zlikwidowano dotąd prawdopodobnie więcej przedsiębiorstw,
aniżeli w wyniku działania <<niewidzialnej ręki
rynku>>”6.
6 Dyrektor dużego polskiego przedsiębiorstwa
działającego na rynku konsumpcyjnym.
* Uwagi
...
4.3. Role społeczne
menedżera - nowe typy .........
173
W jednym z poprzednich rozdziałów była mowa o rolach
społecznych kierownika w systemie komunistycznym. Warto pokusić się o analogiczną
refleksję nad rolami menedżera postkomunistycznego, aczkolwiek będzie to
zadanie trudne, ze względu na „świeżość” i dynamikę zmian. Badania poświęcone
tej problematyce też nie są, na razie, szczególnie bogate. Istnieją jednak
informacje, na podstawie których można naszkicować
ogólny zarys obecnej sytuacji. Zastanówmy się wpierw nad tym, jakie są aktualne
oczekiwania społeczne wobec polskiego menedżera.
Wymiar oczekiwań
społecznych: atrakcyjność roli
......... 173
Zawód
tradycyjnie nieużyteczny?
Wyniki badań
przeprowadzonych przed 1989 r. wskazują na stosunkowo niski
prestiż społeczny zawodu dyrektora7.
W jednym z badań opinii publicznej CBOS-u wobec ludzi
biznesu jawi się jako raczej mało atrakcyjny8. Ten stosunkowo niski prestiż
społeczny zawodu menedżera (i grupy społecznej ludzi biznesu) zakorzeniony jest
w szerszym kontekście społecznych norm i wartości. Łukasiewicz i Siciński (1992) dostrzegają sześć ważnych tendencji w
sferze wartości społecznych we współczesnym społeczeństwie polskim.
...
Boski (1991) w swej diagnozie społecznego systemu wartości uznał, że
społeczeństwo polskie jest raczej kolektywistyczne. Kolektywiści uważają , że
posiadający władzę powinni troszczyć się o potrzeby podporządkowanych władzy i
rozwiązywać wszelkie ich problemy. (te „wszelkie” jest raczej wyraźną nadinterpretacją oczekiwań. Z.U.). Jednocześnie
odmawiają sprawującym władzę zbyt wielkiego prestiżu i akceptacji. Wielu
respondentów orzekło także, że bogactwo oznacza nieuczciwość.
Wymienione wyżej tendencje mają istotne znaczenie dla oczekiwań społecznych wobec
roli menedżera. Wynika z nich, że rola ta nie kojarzy się ze zbyt wielkim
prestiżem społecznym, miejsce menedżera jest raczej skromne i nie eksponowane.
Zadaniem menedżera jest „dawać”, nie „żądać”. Nie może on liczyć na zbyt duże
zaangażowanie podwładnych ani ich entuzjazm. Nie oczekuje się też od niego
kreowania wizji przyszłości.
...
Jak wskazują powyższe rozważania, oczekiwania społeczne wobec menedżera w
postkomunistycznym społeczeństwie są tradycyjne w tym rozumieniu, iż są
przeniesione z minionej epoki rządów komunistycznych. Jednakże
moje obserwacje wskazują, że istnieją jeszcze inne oczekiwania i wartości
społeczne, być może zupełnie nowe.
Uwagi
...
Moda na zarządzanie i powstający scenariusz
(...) Jeśli nowe
oczekiwania kojarzą się z jakimkolwiek spośród komunistycznych scenariuszy roli kierownika, to
najprędzej z Aktywistą, który był silną postacią, powodującą zmianę. Obecnie zmiana ma wymiar indywidualistyczny,
podczas gdy Aktywista był reprezentantem i karzącą ręką kolektywu. Najbardziej
ta rodząca się rola odpowiada roli menedżera zachodniego, którą Czarniawska-Joerges i Wolf (1991)
określają mianem Przywódcy.
...
Wymiar profesjonalny ......... 178
Wymiar profesjonalny roli społecznej menedżera w
Polsce także ulega transformacji. Jako że nie dysponuję bardziej systematycznym
materiałem na ten temat, oprę się głównie na krótkich badaniach
eksploratywnych i wypowiedziach specjalistów.
Wykształcony profesjonalista
Przede wszystkim rośnie ranga specjalistycznego wykształcenia menedżerskiego.
Profesjonalista wysoce etyczny
...
Czy polscy menedżerowie mają swój kodeks
etyczny?
...
Współautorzy roli proszą o głos
...
Kontekst
instytucjonalny a rola społeczna menedżera ........ 184
...
Gracz
Polityczny
Rola społeczna gracza politycznego jest bardzo podobna do dawnej roli
komunistycznego kierownika, gdyż podobny jest instytucjonalny kontekst
odgrywania roli.
...
Janus
...
Metojk
...
Bogactwo ról i interpretacji ......... 192
Odpowiedzi menedżerów na zmianę, a także reakcje
kulturowe organizacji, którymi kierują, nie są jednolite. Istnieje
bowiem wiele sposobów interpretacji rzeczywistości.
...
4.4. Ciągłość i zmiana ......... 196
Na ile zmienia się nasza
rzeczywistość organizacyjna, czy w ogóle się zmienia i co mamy myśleć na temat
tych zmian?
Rozluźnienie ścisłych więzi miedzy polityką i ekonomią już obecnie przyczynia
się do zmiany scenariusza oczekiwań społecznych wobec menedżera w Polsce.
...
5.
Transfer tożsamości
5.1. Tożsamość organizacji ......... 204
W teorii organizacji, a także w praktyce często zapożycza się pojecie
tożsamości. Zapożyczenie to, jak wszelkie analogie, ma jednak swoje granice, co
w języku polskim świetnie oddaje termin „spółka z ograniczoną odpowiedzialnością”. W
pewnym sensie organizacja jest osobą; w pewnym sensie można
więc mówić o jej tożsamości. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie, w jakim
sensie warto stosować.
Czerniawska-Joerges proponuje...
Niektóre
kategorie, typy publiczności i typy retoryki są odpowiednie, uznawane za
właściwe w określonym czasie i miejscu. W epoce nowożytnej są normy tego, co
uważane jest za właściwe, i w ich ramach powstaje opowiedziana nowoczesna
tożsamość (modern identity narrative).
Warunkiem nowoczesnego poczucia tożsamości jest interakcja z innymi ludźmi, a
jednak jej głównym elementem jest odrębność, wywołanie wrażenia indywidualności.
...
(...) Medium zmiany tożsamości w
świecie postnowoczesnym są przede wszystkim środki
masowego przekazu...
W Polsce, podobnie jak w
społeczeństwach zachodnich, najpopularniejszym medium masowego przekazu jest
telewizja.
Interesować nas tu będzie wizerunek przedsiębiorstw przekazywany przez media...
Polskie przedsiębiorstwa
państwowe także przechodzą kryzys tożsamości...
Analiza kontekstu organizowania pokazała, że najlepiej pasują doń
przedsiębiorstwa bazujące na podwójnym trybie legitymizacji. Stwierdzenie to
nie odpowiada dominującemu przekonaniu, jakoby Lwy Rynku miały być najlepiej dostosowane.
Przyszłym badaczom polecam
sferę nie objętą niniejszą analizą – etnografię procesu przekazywania
tożsamości mającego miejsce w polskich organizacjach4. Godnymi
polecenia tematami badań są przede wszystkim negocjacje między aktorami
reprezentującymi stacjonarną tożsamość i aktorami lansującymi nowe tożsamości,
opór, jaki te ostatnie wywołują, i stopniowe tłumaczenie symboli. Badania
takie, nie wchodzące w zakres prezentowanej analizy5,
mogłyby poszerzyć naszą wiedzę na temat kształtowania i zmian tożsamości polskich
przedsiębiorstw.
5.2. Transfer tożsamości -
krytyczna analiza kultury .........
208
Analizę transferu tożsamości przeprowadziłam metodą
krytycznej analizy kultury. Do badań wytypowałam tezy tytuły prasy codziennej i
fachowej – miesięcznik, tygodnik i dziennik – pochodzące z przypadkowo
wybranego okresu6. Celem moich badań jest przekonanie się, jakie
symbole eksponowane są w odniesieniu do przedsiębiorstw i zarządzających nimi
oraz jakie metafory lansowane są jako przyszłościowy model
zarządzania.
(...)
Kto jest bohaterem nowej
opowieści o zarządzaniu? ......... 209
Miesięcznik7
„Businessman Magazine”
(roczniki 1991– 993) skierowany jest do praktyków polskiego biznesu. (...)
Drugim pismem, które badałam,
jest tygodnik „Wprost”... (...)
Trzecim i ostatnim badanym tytułem jest „Gazeta
Wyborcza”... (...)
...
Przedsiębiorstwa – wzorce pozytywne
W badanych rocznikach ...
Przedsiębiorstwa – wzorce
negatywne
Na łamach ...
Zestaw do zmiany tożsamości
„Businessman Magazine”, jak ...
Nowe szaty menedżera ......... 219
Nową rolę społeczną menedżera lansuje przede wszystkim
na swoich łamach „Businessman Magazine”. ...
Genus11 menedżera
Wizerunek menedżera jest silnie zmaskulinizowany. ...
Transfer
tożsamości - skąd dokąd?
........ 223
...
Autor biografii
...
Etykiety i metafory
...
Nie istniejąca tożsamość
...
Przykłady polskie i zachodnie
- czego chcielibyśmy się
dowiedzieć?
...
Symbolizm menedżerski
Nowa rola menedżera, lansowana głównie na łamach „Businessman
Magazine”
, jest równie jednostronna, jak lansowana tożsamość przedsiębiorstwa.
...
Menedżerowie odpowiadają ......... 233
W lutym-marcu 1994 roku przeprowadziłam badania
dotyczące odbioru przez praktyków menedżerów i kierowników różnych szczebli ich
wizerunku lansowanego przez prasę. Respondenci reprezentujący firmy polskie i
zagraniczne, państwowe i prywatne, a także sektor publiczny, reagowali na ogół
pozytywnie, choć sceptycznie.
Wizerunek charakteryzowali jako interesujący, ale nie dla nich.
Na ogół rozpoznawali ich ideologiczny charakter , a
także idealistyczne przesłanie, ale nie odrzucali ich, ponieważ są „ładne”.
Sądzę, że nie rozmijam się zanadto z intencjami moich respondentów, jeśli
określę ich postawę jako pragmatyczno-użytkową wobec nowej tożsamości. Jest ona
podobna do postawy niezbyt zamożnych widzów przyglądających się rewii mody.
Jedna z respondentek sama zasugerowała tę metaforę, pisząc, że artykuły w „Businessman Magazine” są jak
rewia paryskiej mody dla polskiego widza – coś się z tego wykorzysta szyjąc
sobie samemu nowy strój, jednak na pewno niczego się nie kupi.
Jak sądzę, kierownicy nie czuli
się gotowi, by wypowiedzieć własne zdanie – taka ucieczka od reakcji jest
bardzo interesująca, gdyż świadczy o niepewnym ich stosunku do przekazywanej tożsamości.
Rewia paryskiej mody i polscy widzowie
Respondenci byli sceptyczni co do dostępności
opisywanych rozwiązań.
(...)
Menedżerowie bez wizerunku?
Moi informatorzy bardzo różnie reagowali na lansowane wizerunki, jednak
zaobserwować można pewne wspólne tendencje.
(...)
5.3. Organizacje a
potrzeba sensu ......... 242
Dusza nowożytności
......... 242
Związki między religią, społeczeństwem i ekonomią były
przedmiotem zainteresowania badaczy od czasu fundamentalnego dzieła Maxa Webera poświęconego kapitalizmowi i etyce protestanckiej.
Poruszane były wielokrotnie
m.in. problemy wpływu religii i teologii na filozofię... Organizacje oferują uczestnikom nagrody o
charakterze materialnym, a także egzystencjalnym, a nawet duchowym. Zapewniają
ludziom tożsamość i realizują funkcję ontologiczną, oferując uczestnikom
poczucie istnienia (Schwartz, 1987). Z symbolistycznego punktu widzenia
organizacje jako sposób życia, nieodłączne naszej nowoczesnej rzeczywistości,
są instytucjami zapewniającymi zaspokojenie duchowych potrzeb człowieka. Ludzie
mają identyfikować się z filozofią i celami organizacji – głoszą popularne
książki o zarządzaniu...
Uczestnicy są zatem socjalizowani
do życia w organizacjach. Proces socjalizacji odbywa się przez akulturację (Czarniawska-Joerges
i Kunda, 1992), a kultura wykorzystywana jest jako
narzędzie kontroli (Van Maanen
i Kunda, 1989).
Organizacja jako świątynia
Religia jest „społecznie ustanowionym kultem nieskończonej rzeczywistości” (Kołakowski, 1982/1988, s.9). Kołakowski wyróżnia swa
podejścia do religii (1989b): funkcjonalistyczne i holistyczne.
...
W społeczeństwie nowożytnym rolę substytutu religii pełni, zdaniem Kołakowskiego (1980, s.179),
nauka; zaś Fromm (1979/1989)
wskazuje na pracę.
...
(...) Analogie między
zarządzaniem i religią istnieją w teorii organizacji od dawna. Używano ich dla
osiągnięcia efektu literackiej emfazy, dla demonstracji pewnych aspektów
organizowania i organizacji.
...
(...) Sievers
(1988; 1994) utrzymuje, że organizacje i
przedsiębiorstwa stają się surogatami kościołów” (1988, s.
36).
...
(...) Racjonalność ta, od Adama
Smitha znana pod bardziej personifikującą i godną bóstwa nazwą Niewidzialnej
Ręki Rynku, jest ostatecznym sędzią rozstrzygającym wszystkie wątpliwości,
przed którymi staje współczesny człowiek.
(...) Bardziej wnikliwi obserwatorzy
wiedzą zresztą, że Rynek i Państwo (w systemie kapitalistycznym) współpracują
ze sobą, a może nawet są jednością...
Transfer tożsamości jako krucjata
......... 245
W perspektywie symbolistycznej transfer tożsamości jest także
przekazywaniem wartości, wierzeń, mitów, a więc w kategoriach
scharakteryzowanej przeze mnie wcześniej metafory organizacja-świątynia, jest
krucjatą. Kolonizacja przebiega w dwóch wymiarach, na które pragnę tu zwrócić uwagę: wartości
zachodniego biznesu przenoszone do polskich przedsiębiorstw i wartości
patriarchalne przenoszone na role kobiet-menedżerów.
Kolonizacja przedsiębiorstwa
Po zburzeniu muru
berlińskiego otworzyło się nowe, niezmierzone pole dla działalności misyjnej.
Ludy, którym „prawda” nie została jeszcze „objawiona”, mogą utwierdzić w wierze
ludy już „oświecone”. Uważa się często, że Wschód powinien uczyć się od Zachodu
i ma jeszcze długą drogę do przebycia, zanim go doścignie. Orgogozo
o tym pragnieniu doścignięcia pisze, że „Europa Wschodnia [ma] aspiracje, by
zostać Eldorado natychmiast” (1992, s.596).
Zarówno zalew pojęć
anglojęzycznych z dziedziny biznesu, jak i lansowana nowa tożsamość wykazują
uderzające podobieństwo do historii działalności misyjno-kolonizacyjnej.
Pokazuje się ludziom atrakcyjne dla nich zagraniczne dobra (podobnie jak kiedyś
pokazywano tzw. błyskotki). Najważniejszym ogniwem „krucjaty” wydaje się być
kształcenie menedżerów. Rozkwit szkól biznesu, w tym powstanie całego szeregu mniej lub
bardziej zagranicznych placówek, jest analogiczny do instytucjonalizacji
religii podczas kolonizacji. Uczestnikom przekazuje się normy i wartości
związane z pracą, podobnie jak to miało miejsce np. w przypadku pracy misyjnej
z Indianami. Nacisk kładzie się na zakorzenienie systemu norm, związanego z
kosztami, wolną konkurencją, oszczędzaniem.
Symbole proponowane wschodnim Europejczykom są różne... Na przykład są
to „właściwe” słowa:
zarządzanie, marketing, dywizjonalizacja...
Przekazywane są także mity... Głównymi mitami podlegającymi transferowi są mit
amerykański, mit wolnego rynku i mit oszczędzania...
Typowym przykładem mitu
amerykańskiego jest opowieść o pucybucie, który został milionerem. Morał jest
oczywisty: pracuj ciężko, licz tylko na siebie. Możesz jeszcze liczyć na Siłę Wyższą, ale
tylko te jedną, prawowierną, jaką jest
Wolny Rynek. Wolny Rynek jest
sprawiedliwym bóstwem, które sprzyja swoim wyznawcom. Do tego dochodzi trzeci wielki mit, o oszczędzaniu... Zbawienie,
w kategoriach tej religii, polega na zapewnieniu sobie (a na poziomie makro –
społeczeństwu) dobrobytu, ale jeszcze bardziej – na staniu się nowoczesnym
społeczeństwem. Być dobrze zorganizowanym, ciężko pracującym jest celem tak
samo godnym pożądania , jak dobrobyt. Misja ma swoje
ukryte przesłanie: „nie musicie być bogaci, wystarczy, żebyście ciężko
pracowali i oszczędzali; wówczas zaakceptujemy”.*
*Gwoli ścisłości: nadmiar oszczędzania, może spowodować
recesję, a nawet kryzys.
Trzeba wydawać, jeśli się ma co! Inna
rzecz, kto skorzysta na naszym wydawaniu: rodzimi producenci i handlowcy, czy
obcy? Czy wybierając, jako konsumenci, tańsze i lepsze obce (może być celowo
tymczasowo tańsze), nie podcinamy jednocześnie rodzimej produkcji i rynku
pracy? Czy, kosztem własnej kieszeni konsumentów, popierając rodzimą droższą
lub gorszą produkcję w szczytnych celach „zmniejszenia bezrobocia”, nie
popieramy złej organizacji. Trudno o jednoznaczną
odpowiedź. Dużo zależy od konkretnej sytuacji.
Anonimus
Bogactwo nie jest wartością samą w sobie, wbrew temu, co sądzą często wschodni
Europejczycy. Ludzie Zachodu żyją raczej oszczędnie i gospodarnie, nie zaś
wystawnie i rozrzutnie , jak to się marzy niejednemu
mieszkańcowi Europy Centralnej i Wschodniej.
Patrząc na transfer wartości jak na krucjatę , nie można zapomnieć o faktycznym
wsparciu, jakie kraje byłego bloku wschodniego otrzymują z Zachodu, ani też o szlachetnych intencjach,
jakie często przyświecają ludziom angażującym się w tę działalność.
Podobnie rzecz miała się, zresztą, z misjonarzami czasów kolonialnych.
Nie można też zapominać o tym, że Europa Wschodnia istotnie rządzona była
niedemokratycznie i totalitarnie, a jej system gospodarczy oceniany jest przez przedstawicieli różnych
opcji ekonomicznych i politycznych jako nieefektywny.
Przedstawiając transfer jako misję, chciałam, po
pierwsze, uświadomić fakt, że ma on charakter jednokierunkowy - nie
jest dialogiem, lecz monologiem. W tym monologu zagubione mogą zostać
własne wartości obecnie „nawracanych”. Nie twierdzę, że wszystkie one są równie
cenne, ale bez dyskusji nad nimi, bez wymiany opinii nie możemy się o tym
przekonać, co najwyżej snuć spekulacje. Po drugie, sądzę, że w procesie
wszelkich zmian najważniejsze są zrozumienie i gotowość do podjęcia dyskusji.
Bez nich zmiana rychło nabiera formy manipulacji hasłami i prowadzi do
rozczarowania, że racjonalny projekt nie powiódł się z winy oporu niewdzięcznej
materii.
Ponadto nawracanie „pogan” służy przede wszystkim umacnianiu w wierze własnych
wyznawców, szczególnie, jeśli tracą oni wiarę. Społeczeństwa
zachodnie tracą wiarę w modernistyczne projekty. Epoka postnowożytna
przyniosła ze sobą sceptycyzm i deligitymizację
Wielkich Narracji. Zatem prawdy przekazywane (i przyjmowane) są już nie całkiem
aktualne, „trącą myszką” i nawet można powiedzieć, że nie wszystkie sprawdziły
się. Można dyskutować, czy przyjmowanie ich jest naprawdę celowe. Poza tym ideologia, którą przejmujemy bez większych zastrzeżeń, nie
przyniesie takich efektów, o jakich marzymy, o czym jakby z górą wiadomo.
Kraje Europy Zachodniej wzbogaciły się nie przez ciężką pracę i oszczędzanie,
ale głównie dzięki polityce Marshalla.
Jak wskazuje analiza reakcji menedżerów na
lansowaną tożsamość, nie jest ona przyjmowana bez refleksji. „Odbiorcy” monologu
mają swoje własne zdanie i przemyślenia, nawet jeśli
nie przekazują ich Zachodowi. Być może, tracimy możliwość interesującego i
twórczego dialogu, jednak tożsamość tworzy się tu i teraz, w
przedsiębiorstwach istniejących w Polsce, i właśnie tu istnieje potencjał
modyfikowania, negocjowania i wizerunku.
Milczenie kobiet
Kobiety to imigranci
w świecie organizacji (Czarniawska-Joerges,
1992). Oczekuje się od nich, że
dostosują się , tj. przejmą tożsamość męską (albo
taką, jaką im stworzą mężczyźni gospodarze). Mogą od czasu do czasu wnieść
trochę folkloru, np. imigranci mogą pokazać swoje stroje ludowe, a kobiety
zademonstrować „kobiecy” styl zarządzania. Pozwala się im na inność pod
warunkiem, że będzie to inność trywialna, nie do końca poważna i nie
zagrażająca kulturze gospodarzy. Innymi słowy, kobiety muszą udowodnić,
że potrafią zachowywać się jak mężczyźni, by zostać zaakceptowane. Mówi się
wówczas, że kobiety są równie zdolne jak mężczyźni. Proszę sobie wyobrazić
odwrotne stwierdzenie (że mężczyźni są równie zdolni jak kobiety)*
* Wyobrażam
sobie. Pod wpływem tych słów, przeprowadziłem kilka eksperymentów: wszyscy,
zarówno kobiety jak i mężczyźni, uważali, że sobie z nich żarty robię.
Eksperyment był jednak nie pełny: wolałem nie ryzykować eksperymentów z
nieznajomymi.
Anonimus
Jednocześnie role imigrantów, gości poddawane są silnej
kontroli; nie mogą one zagrozić gospodarzom.
Transfer tożsamości
przedsiębiorstwa odbywa się na zasadzie totalności, tj. lansowany model jest w swojej zawartości całkowicie „zachodni”.
Wzorcem są amerykańscy studenci, zachodnie firmy i ich menedżerowie. W tej
totalności jest jednak jeden istotny wyłom – transferem nie jest objęta
aktualna rola kobiety-menedżera na Zachodzie18. Rola kobiety-menedżera definiowana
jest w kategoriach patriarchalnych. Co więcej, jak już wspomniałam, rola ta nie
jest poddawana głośnej negocjacji, kobiety nie reagują otwarcie na przekazywaną
tożsamość lub jej brak (mężczyźni zresztą także nie). Problemy
kobiet w organizacjach pomijane są milczeniem przez respondentów, niezależnie
od ich płci. Jeśli więc kolonizacja przedsiębiorstw odbywa się głośno, to
kolonizacja kobiet w organizacjach ma miejsce po cichu, jakby w trybie
przyspieszonym, niemal na zasadzie idei otrzymanych, bez dyskusji. Mimo swego
jednokierunkowego charakteru transfer tożsamości przedsiębiorstwa może okazać
się twórczy – energia powstaje wskutek tarcia. Kolonizacja kobiet w polskich
organizacjach nie jest twórcza i nie będzie taka dopóty, dopóki nie zacznie się
o niej mówić otwarcie.
PRZYPISY ....... 249
...
6. Uniwersum
archetypów po 1989 roku
Co grają w nowym teatrze?
......... 252
Nowy teatr nie jest
całkowicie nowy. Sporo w nim doświadczonych aktorów, a nowi aktorzy zostali
wychowani przez tych bardziej doświadczonych. Patrząc na obecną polską
rzeczywistość organizacyjną, można dostrzec wielorakie „pokłady
czasoprzestrzeni” wbudowane w to, co nowe. Przeszłość, a właściwie przeszłości
w sensie czasowym i przestrzennym nakładają się na siebie. Badanie
współczesnych polskich organizacji ujawnia „głębię” czasu; wnikając w znaczenie
bieżącej praktyki można stosunkowo wyraźnie zauważyć znaczenie i symbole z
minionej epoki, a właściwie z jej różnych faz.
We Wstępie zdefiniowałam pojęcie uniwersum archetypów jako zestaw do
konstrukcji rzeczywistości, jako coś w rodzaju zbioru wszystkich możliwych
repertuarów teatru. Jest to zbiór ogromny, być może nieskończony, zważywszy na
możliwą liczbę kombinacji poszczególnych elementów.
Niekiedy uniwersa archetypów
bywają mało widoczne. Dzieje się tak wówczas, gdy proces rozwoju społeczeństwa
jest w miarę stabilny, gdy jego instytucje społeczne znajdują się w stanie
względnego „uporządkowania”, jak określiłby to zwolennik teorii chaosu.
Oprócz nich, nowe archetypy,
przekazywane są drogą „krucjaty” z obcych źródeł (kraje gospodarki rynkowej,
przede wszystkim kraje anglosaskie). Nie ma tu jednak prostej determinacji. Nie
jest tak, że jesteśmy „z konieczności” zdani na archetypy sprzed 1989 r., nie
przyjmujemy ich całkiem bezrefleksyjnie. To, co
obserwujemy, nie jest prostym zastępowaniem jednego porządku innym, lecz raczej
dodawaniem do elementów starego porządku elementów nowego.
Ponieważ jednak kultura, a
szczególnie jej archetypy są bardzo trwałe, pewne stare wzorce reagowania są
podobne, choć nie identyczne. Np. aktualny transfer archetypów odbywa się, na
pewnym poziomie, na zasadzie krucjaty, o czym była mowa w rozdziale piątym.
Jednak ludzie nie przyjmują przekazywanych tożsamości bezkrytycznie. Odmowa
przyjmowania „na kredyt” lasowanych wartości jest też wzorcem reagowania
zakorzenionym w przeszłości – sceptycyzm, a nawet cynizm były stale
rozwijającymi się postawami społecznymi w okresie minionego
czterdziestopięciolecia. Towarzyszącą postawą jest często cenny ironizm – odmowa brania rzeczy takimi, jakimi
powierzchownie się wydają2.
W rozdziale trzecim ukazałam, w
jaki sposób wspomniane postawy stawały się coraz bardziej ważnymi reakcjami
społecznymi na lansowane scenariusze ról społecznych. Schematy kulturowe
pozostały do tej pory, wspierane przez rozpad starego porządku i burzliwą
mnogość, jaką niesie ze sobą zmiana. Uniemożliwiają one proste przenoszenie struktur
czy wartości z innych epok i krajów do obecnych polskich warunków jako nowych,
wyłącznych archetypów polskiego społeczeństwa. Prócz tego, hamować mogą
jakiekolwiek konstruktywne działanie.
Stare uniwersum archetypów
różni się od nowego jeszcze pod jednym, istotnym względem. Jak wcześniej
wspomniałam, uniwersum w epoce komunizmu nie zawierało zbyt wiele archetypów. Archetypy obowiązywały niemal na zasadzie
wyłączności. Zawsze „jedna opcja miała rację”, jeden archetyp był prawdziwy, a
inne - fałszywe. Ta zasada przeszła, notabene,
na archetypy opozycyjne, z tym że „nasze” były prawdziwe, a „ich” fałszywe. W tym
odróżnieniu nie było miejsca na niuanse ani nie było możliwości wyboru.
Modyfikacje nie obejmowały
podstaw systemu, były jedynie surogatami zmiany, często podejmowanymi w
sytuacji ostrego kryzysu prawomocności władzy, np. w 1956 czy 1970 r. Jeśli
jednak w 1956 r. ludzie przyjęli to, co im oferowano , za dobrą monetę, to
każda następna próba przyjmowana była z coraz większym sceptycyzmem. Odczytywano
intencje władz jako „zmiany, by nic się nie zmieniło” i coraz bardziej
rozpoznawano „stare” w „nowym”. W dawnym teatrze nie było zatem mowy o
różnorodności i to było jego główną cechą.
Nowy teatr zawiera wszystkie
elementy starego, w tym także wspomnianą wyżej. Jednocześnie jednak
– co jest paradoksem – mamy do czynienia z faktyczną różnorodnością,
wielością, bogactwem archetypów równoczesnym i polifonicznym. Ludzie kulturowo
nie uznają tej wielości, być może nawet nie przyjmują jej do wiadomości, co
jest zgodne z podstawowym archetypem przeszłości. Kiedyś jeden zestaw symboli
był słuszny, inne - nie. Przyzwyczajeni do tego ludzie nie potrafią przestawić
swojego stylu myślenia na akceptację występowania wielu słusznych symboli
naraz. Wiele osób słysząc różne opinie, np. wypowiadane przez polityków z
równym przekonaniem i niekiedy patosem, nie tylko nie potrafi odnaleźć się w
tej mnogości, ale także czują się stale oszukiwani. Kto mówi prawdę? Co jakiś
czas któryś z polityków ogłasza, że ją odnalazł, satysfakcjonując część elektoratu.
W takim podejściu do
różnorodności nie ma, niestety, miejsca na tolerancję, która z konieczności
przez większość ludzi będzie rozumiana jako obojętność, niewrażliwość, czyli
dokładnie coś przeciwnego niż to, co ma na myśli Richard Rorty
pisząc, że liberał jest człowiekiem, który nade wszystko wrażliwy jest na
cierpienie i poniżenie innych. W społeczeństwie pozytywnie nastawionym do
różnorodności tolerancja będzie utożsamiana z wrażliwością na innych. W
społeczeństwie nie uznającym różnorodności staje się rzeczywiście obojętnością.
Rola kierownika/menedżera po
1989 r. także zawiera w sobie polifonię, opartą na starych i nowych
archetypach. Żadna spośród ról kierownika komunistycznego nie jest jednak
powielana w całości, choć elementy dawnych scenariuszy z pewnością możemy
odnaleźć w scenariuszach ról współczesnego polskiego menedżera. Nie istnieje
tak wyrazisty scenariusz postępowania, jak przed rokiem 1989, kiedy precyzyjnie
zdefiniowane były nie tylko stany, cele i relacje między elementami
rzeczywistości, ale także oczekiwania wobec kierownika, płynące z różnych
stron. Oczekiwania te były często sprzeczne, co czyniło role trudnymi, jeśli
nie niemożliwymi do grania. Obecnie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana
– oczekiwania nie układają się w ogóle w spójny scenariusz. Aktorzy mają, wbrew
pozorom, większą możliwość działania, mogą improwizować.
(* Zapowiedź uwag ... Z.U.)
Kto lubi zmianę? ......... 257
Gdzie w obecnym
uniwersum archetypów organizowania drzemie największy potencjał zmian? Czy
możemy wskazać jednego generatora zmiany bądź konkretną grupę generatorów? Na
czym, wreszcie, polega obecna zmiana?
Odpowiedź na to ostatnie pytanie
zależy, oczywiście, od tego, na czym koncentrowana jest uwaga. W kontekście
niniejszych rozważań zmiana oznacza przede wszystkim dodanie nowego wymiaru
otoczenia przedsiębiorstwa. W polskich warunkach oznacza to dodanie wymiaru
ekonomicznego do politycznego, który przed 1989 r. był najbardziej istotny.
Najbardziej zainteresowani
zmianą są na ogół ci, którzy kalkulują, że przyniesie im różnego rodzaju
korzyści. Oczywiście jest działanie na rzecz zmiany z pobudek ekonomicznych -
osoby i grupy społeczne, które mogą liczyć na awans społeczny i korzyści
materialne, wzbogacenie się, najintensywniej będą dążyć do uczestnictwa i
wpływanie na kierunek zmian społecznych. Inna grupa motywów to pobudki
polityczne - ludzie pragną zdobyć władzę, popularność, wpływ na los. Do grup
społecznych, w których powyższe motywy mogą odgrywać ważną rolę, zaliczają się
na ogół menedżerowie, choć nie wszyscy jednakowo życzliwie nastawieni są do
zmiany. Istnieje wiele możliwych reakcji na zmianę. Dla ułatwienia wyróżnię
kilka charakterystycznych grup.
Pierwsza - grupa menedżerów
patrzących na świat organizacji w sposób tradycyjny. Są to ci wszyscy, którzy w
ogóle nie są w stanie dostrzec nowych możliwości. Nadal żyją w dawnej
rzeczywistości politycznej i tylko w niej są skłonni działać.
Druga grupa to menedżerowie,
którzy na dodanie nowego wymiaru reagują rozpoznaniem. Widzą gospodarkę przez
„polityczne okulary”, rozpoznają nowe możliwości w starych kategoriach, tj. w
kategoriach politycznych.
Do trzeciej grupy należą ci
wszyscy, którzy zainteresowali się wymiarem ekonomicznym, ponieważ go
dostrzegli i doświadczyli, jakie może przynieść korzyści, a więc ci, którzy
zarobili pieniądze.* „Odkryli”
nowy teren działania, a teraz z mniejszą lub większą ochotą go eksplorują.
* W społeczeństwie dość powszechnie (czy trafnie?) panuje przekonanie,
że znaczna cześć tych pieniędzy została „nie zarobiona”, tylko „ukradziona”,
„przywłaszczona”, pochodzi nie z uczciwego biznesu, lecz z oszukiwania innych,
oszukiwania skarbu państwa, fundowania sobie wzajemnie horrendalnych płac i
innych korzyści, pochodzi z łapówek za wyprzedaż majątku narodowego
itp.
Anonimus
Zgodnie z cytowaną wcześniej
typologią zmian, wyróżnić można trzy główne jej typy: regresywną, adaptacyjną i
innowacyjną6. Zmiana regresywna polega na powrocie do tego, co już
było; adaptacyjna – na modyfikacji rozwiązań, a innowacyjna wprowadza istotną
nieciągłość między tym, co było, a tym, co się dokonuje. Można powiedzieć, że
typy oczekiwań polskich menedżerów odpowiadają dość dokładnie tym typom zmiany.
A zatem to co nazywam twórczą zmianą, wcale nie jest oczywistą preferencją
wszystkich grup menedżerskich – a tylko jednej z nich.
Nie widzę powodów, by bliskie
związki między polityką i gospodarką jednoznacznie wartościować negatywnie. Nie
podzielam obaw , że są tylko przeszkodą w rozwoju
demokracji7. Demokracja, tak jak ją rozumiem, jest procesem oraz możliwością zmiany aktualnego stanu. Nie stany same w sobie, nie
struktury, konstytucje i prawo, lecz demokratyczne procesy w ramach pewnego
pola swobody stanowią
o „demokratyczności” społeczeństwa. A zatem: nie ma nieodwracalnych decyzji,
nie ma totalnych instytucji, nie ma ostatecznych wartości, do których ludzie,
szczególnie sprawujący władzę, tak lubią się odwolywać8. Dlatego też
aktywny wpływ menedżerów na politykę i gospodarkę uważam za zjawisko istotne,
wręcz niezbędne, jeśli naprawdę ma dokonać się twórcza zmiana w naszym
kontekście organizowania, nie będąca prostą
kontynuacją przeszłości ani nie polegająca na kopiowaniu rozwiązań
wypracowanych gdzie indziej. Tylko grupy
społeczne żywotnie zainteresowane twórczą zmianą będą otwarte na
eksperymentowanie, angażowanie się w działanie nie sprawdzone
dotąd, a więc nowe.*
* Niby prawda. Problem polega jednak na tym, aby te zmiany poszły w
odpowiednim kierunku dla społeczeństwa jako całości, a nie jedynie dla wąskich
grup i jednostek. Bardzo wysokie zarobki czołowych „menedżerów” w bardzo źle
zarządzanych, chylących się do upadku firmach, w których załogi od miesięcy nie
otrzymują normalnych poborów, też świadczą o żywotnym i twórczym
zainteresowaniu „menedżerów” w kierunku „dla siebie”; świadczą również o
istotnej nowości rozwiązań (tego nawet za „komuny” nie było)
ale chyba nie o to społeczeństwu chodzi.
Anonimus
Inną grupą, mogącą istotnie
uczestniczyć w kształtowaniu na nowo rzeczywistości, są przedsiębiorcy,
niekoniecznie będący menedżerami. Ich opcje i sposób działania mogą być bardzo
podobne do tych, które reprezentują menedżerowie. W przypadku polskiej
transformacji motywy i rola tych grup mogą być podobne. W miarę ustabilizowanym
świecie zachodniej gospodarki menedżerowie mogą być konserwatywni, a
przedsiębiorcy bardziej dynamiczni.
Generowanie twórczej zmiany nie
ma, jak to pokazałam wcześniej, zbyt silnego oparcia w dawnej roli społecznej
kierownika. Trudno też go szukać w tradycyjnej kulturze organizacyjnej
komunistycznego przedsiębiorstwa. Nowe tendencje społeczne mogą zarówno
wspierać menedżerów, jak i hamować ich w dążeniu do zmiany. W dużej mierze
zostają oni zdani na obce archetypy i symbole („krucjata”) oraz na własną
wyobraźnię, w tym – wyobraźnię ekonomiczną. Rola generatora zmiany jest zatem w dużej mierze rolą improwizowaną. Moim zdaniem,
taka sytuacja jest korzystniejsza – w wielości łatwiej jest tworzyć, także
metodą prób i błędów. Możliwość dokonania planowej zmiany budzi we mnie sceptycyzm.
Próby będą podejmowane, pojawią
się całkiem nowe rzeczywistości organizacyjne, o ile nie wystąpią na polskiej
scenie politycznej siły, które ograniczą różnorodność, zredukują ją do
prostych, bycz może wygodnych, lecz niekorzystnych dla
zmiany kategorii. Jeśli pozostawi się obecną swobodę („chaos”), powstawanie
nowych archetypów jest jedynie kwestią czasu, ponieważ ludzie lubią grać „wbrew
wszelkiemu prawdopodobieństwu”. W ich twórczym działaniu wyobraźnia ekonomiczna
będzie bardziej przydatna niż jakiekolwiek struktury, regulacje czy nawet tzw.
wzory racjonalnego myślenia.
Konsekwencje ewolucji archetypów zarządzania ........ 261
Zgodnie z
przedstawioną we Wprowadzeniu listą
postulatów pod adresem nauk społecznych9, w tej samej konwencji
podsumuję moje dotychczasowe wnioski.
Po pierwsze, nauki społeczne
powinny uczestniczyć w istotnych debatach społecznych. Obecnie uwaga społeczna
koncentruje się często na nowych czy też kluczowych w dobie transformacji
aktorach ekonomicznych: na menedżerach oraz na przedsiębiorstwach. Moją
intencją jest zwrócenie uwagi na kulturowy wymiar działalności aktorów i
organizacji. Inaczej mówiąc, chodzi tu o dostrzeżenie i docenienie roli
historycznego rozwoju instytucji społecznych. W praktyce kształcenia oznaczać
to może szerszą dyskusję społeczną nad kształceniem menedżerów, poszerzeniem
jego treści o wątki humanistyczne, historyczne itd.
Po drugie, nauki społeczne
powinny oferować aktorom nowe możliwości dokonywania samodzielnych wyborów.
Dlatego wskazuję na rolę wyobraźni ekonomicznej i definiuję możliwe obszary jej
rozwoju; kontekst i ciągłość w sensie historycznym, która ogranicza – historia
wpływa na teraźniejszość, ale świadomość tych ograniczeń wyznacza jednocześnie
pole swobody wyboru. Historia nie tylko ogranicza, ale także wzbogaca,
inspirując czy choćby
„ucząc na błędach”. Uważam, że szeroka debata społeczna na temat
organizowania i ról społecznych w środkach masowego przekazu, a także
prowadzona przez instytucje kształcące, mogłaby być bardzo cenna.
Po trzecie, nauki społeczne
powinny oferować praktykom nowe perspektywy myślenia. Nauka zajmuje się
refleksją, która dla praktyków może okazać się pomocna w rozwoju horyzontów i
sposobu myślenia, patrzenia na problemy, a następnie poszukiwania praktycznych
rozwiązań. Opowiadam się za poszukiwaniem pomysłów na działanie w większym
stopniu we własnych archetypach, tj. zaczerpniętych z polskiej praktyki, jednak
w sposób krytyczny. Jedną z możliwych krytycznych perspektyw zaprezentowałam w
niniejszej książce.
Połączenie świata ......... 262
Podzielony świat
sprzed 1989 r. już nie istnieje na mapie politycznej globu. Pozostał jednak na
mapie kulturowej. Brak politycznego podziału jest często odczuwany boleśnie,
gdyż wraz ze zburzeniem muru berlińskiego straciły rację bytu dawne podstawy
legitymizacji porządku społecznego. Powoływanie się na „ten drugi blok” było
istotne ze względów politycznych, ekonomicznych i kulturowych, usprawiedliwiało
wiele działań i wymuszało czasem zmiany. Blok komunistyczny musiał wprowadzać
reformy, np. dopuszczać do głosu - w ograniczonym zakresie - opozycję, gdyż po
drugiej stronie istniał wolny świat zachodni. Blok kapitalistyczny musiał także
wprowadzać reformy, np. zwiększać bezpieczeństwo zatrudnienia, ze względu na
rozwiązania socjalne w świecie wschodnim. Negatywnym przejawem tej wzajemnej
legitymizacji był wyścig zbrojeń, a kontrowersyjnym - zdobywanie kosmosu itd. W
taki porządek rzeczy wierzyli zarówno politycy, jak i wyborcy, szczególnie w
krajach Zachodu. Na Wschodzie też wierzono w porządek Zachodu jako „naturalny”
i oczywisty – „gdyby tylko komunizm upadł, u nas też by tak było”.
Teraz, gdy mur runął,
straciliśmy wszyscy możliwość odwoływania się w ważnych kwestiach społecznych
do czegoś, co przestało być mitem. Ówczesne „gdyby” zmieniło się w realną
możliwość, z którą nie bardzo wiadomo, co zrobić. Jedna podstawa nowego świata
- dychotomia systemów - została zburzona. Można poszukiwać nowej antytezy, np.
mogą to być kraje islamskie, albo upierać się przy starej, ale z innym
usprawiedliwieniem, np. „Rosjanie zawsze byli niedemokratycznym narodem”. Nie
rozwiązuje to jednak problemów starych i nowych, jakie coraz bardziej odczuwają
społeczeństwa później nowożytności. Do ich rozwiązania konieczne jest wspólne
działanie dwóch dawnych „połówek” nowożytnego świata.
Uważam, że problemy Zachodu i
Wschodu są ze sobą splecione w taki sposób, że osobno nie dają się rozwiązać, a
nawet zrozumieć i zobaczyć. Dopiero razem, w pełnym kontekście modernizmu i
nowożytności, świat obecny staje się w pełniejszy sposób zrozumiały, zyskuje
znaczenia, których nie zawiera samodzielnie żadna z jego byłych „połówek”.
Przez całą epokę późnej nowożytności odnośniki między systemami były bowiem
zbyt częste i zbyt istotne, by teraz móc pogrzebać je wraz ze szczątkami muru berlińskiego.
Jednym z przykładów takich
problemów jest kwestia przedsiębiorstwa- pracodawcy. Jest to jeden ze
szczególnie częstych tematów debaty społecznej i naukowej w obu eks-blokach. Świat Zachodu zastanawia się nad moralną
stroną zatrudnienia: na ile uprawniona jest tzw. motywacja - manipulacja
zatrudnionymi pracownikami; czy prawa człowieka przestają obowiązywać w
godzinach pracy; jak włączyć pracowników szeregowych w zarządzanie i czy w
ogóle należy to robić itd. Podkreśla się przy tym, że komunizm upadł, a więc
poszukiwanie rozwiązań w ideologii marksizmu skazane jest na niepowodzenie.
Świat Wschodu również zastanawia się nad stroną etyczną zatrudnienia: czy pracownicy
mają prawo do zatrudnienia, nawet jeśli pracują niewydajnie; czy pracownicy
mają prawo do podejmowania decyzji w sprawach strategicznych, np.
prywatyzacyjnych; czy płace należy różnicować w zależności od osiąganych przez
pracowników efektów itd. Niekiedy pojawiają się głosy, że XIX wieczny
kapitalizm nie musi być naturalną płaszczyzną odniesienia dla Polski u progu
XXI wieku.
Referencje „ponadsystemowe”,
do niedawna jeszcze naturalne przy tego typu problemach, po 1989 r. stają się
coraz bardziej wątpliwe. Problemy za to nie stają się prostsze, a ich
rozwiązanie zdaje się raczej oddalać niż przybliżać. Tymczasem patrząc na
przedsiębiorstwo-pracodawcę w kontekście obu systemów modernistycznych, łatwiej
jest nam zrozumieć jego społeczne znaczenie. Znaczenie to, czyli podstawowy
tryb legitymizacji, może być różny, co najmniej dwojaki. Zamiast poszukiwać
rozwiązań połowicznych, warto by zatem zadać sobie
pytania „zasadnicze”: co to jest
przedsiębiorstwo? Dla kogo? Po co? Dlaczego?
Sądzę,
że niezbędny staje się szczególnie intensywny dialog, proces wspólnego i
wzajemnego uczenia się, łączący teoretyków i praktyków, np. zarządzania, z obu
tych systemów. Uważam, że taka współpraca powinna raczej przybrać postać sieci
(zdecentralizowanych) niż instytucjonalnych megaprogramów.
Oczywiście, nie zalecam też odpowiadania na te pytania w formie planów, metaopowieści czy metafizycznych rozstrzygnięć. Nie same
odpowiedzi, ale proces odpowiadania, wzajemnej wymiany doświadczeń, wzajemnych
irytacji, szoków kulturowych jest, w moim odczuciu, cenny i pożądany.
(* Zapowiedź uwag ... Z.U.).
Przedsiębiorstwo i kreatywność ......... 264
Przedstawione
problemy są tak trudne, że nie dadzą się rozwiązać, co najwyżej rozwiązywać.
Sposób ich rozwiązywania, które przedstawiłam, też nie jest prosty ani możliwy
do natychmiastowej realizacji. Pomysł nie zawiera odpowiedzi na konkretne,
praktyczne pytania: Kto ma realizować współpracę?
Kiedy zaczynamy? W jakim składzie? Jak nawiązywać kontakty?
W odróżnieniu od wyznawców
Modernistycznych Projektów wierzę jednak w rozwiązania nawet niemożliwych
problemów, których nie można przewidzieć w momencie startu. Na tym polega
podstawowa różnica pomiędzy Projektem Nowoczesności, w którym ludzie wiedzieli,
do czego zmierzają i głowili się „tylko” nad wyborem właściwej drogi, a
Projektem Współczesności, w którym ludzie wiedzą, co umieją i czego nie chcą, i
dlatego mają prawo oczekiwać zaskakujących rezultatów. Dlatego uważam, że
poradzimy sobie, pod warunkiem, że zaczniemy interesować się wspólnymi
problemami i spróbujemy je nazywać.
Na zakończenie, jak zapewne każdy badacz, nie mogę się powstrzymać od próby
zdefiniowania przedmiotu mego zainteresowania w tym tekście. Dotychczas
podawałam definicje w „odpowiednim” momencie, tj. wówczas, gdy dane zjawisko
było przedmiotem mojej uwagi. Teraz pragnę podać moją definicję wykonawczą,
czyli tę, którą wykonałam w tym tekście, czyli proponowane ujęcie.
Przedsiębiorstwo jest formą
organizowania, a więc jedną z sieci działań i znaczeń, wspólnie podejmowanych
przez ludzi celem nadania sensu ich rzeczywistości. Przedsiębiorstwo jest formą
działań, które podejmuje się przede wszystkim po to, by kształtować
rzeczywistość w sensie ekonomicznym i/lub politycznym. W sferze praktycznej
przedsiębiorstwo wytwarza mniej lub bardziej namacalne produkty: rzeczy
(przedsiębiorstwo produkcyjne) lub procesy (przedsiębiorstwo usługowe). Jak
każda forma działań wspólnych, mających wymiar intersubiektywny,
przedsiębiorstwo jest tworem moralnym, a więc opierającym się na relacjach
etycznych (związanych z wartościami i różnicami w możliwości wpływania na
przeznaczenie), jakie ludzie mają w stosunku do siebie nawzajem.
Oficjalnym reprezentantem tych relacji, znaczeń i wartości jest
kierownik/menedżer.
Organizowanie jest procesem
wspólnego kształtowania świata przez ludzi, którzy się tego podejmują.
Przedsiębiorstwo jest szczególnym takim procesem, którego główne znaczenie
społeczne ma wymiar ekonomiczny lub polityczny albo jeden i drugi. Taka
definicja sprawia, że trudno nam na pierwszy rzut oka odróżnić przedsiębiorstwo
np. od partii politycznej. Jednak partia „wytwarza” w sferze praktycznej przede
wszystkim mowę, natomiast przedsiębiorstwo w tej sferze kreuje produkty lub
usługi.
Nie jest wykluczone, że w bliskiej przyszłości nastąpi przemieszczenie akcentów
z wymienionych wcześniej dwóch podstawowych znaczeń przedsiębiorstwa na inne,
będące obecnie bardziej w cenie, np. społeczne. Przedsiębiorstwo w końcu
istnieje także po to, by ludzie znajdowali w nim zatrudnienie, realizację
kariery zawodowej, potrzeb społecznych itd. Im bardziej twórczo menedżerowie i
inni uczestnicy organizacji podejdą do zmiany, tym większa szansa, że w
rzeczywistości organizacyjnej odkryte zostaną kolejne wymiary, kto wie czy nie
dające uczestnikom większej przestrzeni do tworzenia większych możliwości
rozwoju różnych grup społecznych, realizacji celów społecznych itd.
Ponieważ wszystko, co wspólnie
robimy, ma wymiar moralny - wspólne działanie zakłada istnienie wartości
międzyludzkich, które dotykają praw, możliwości, szans, emocji ludzi -
przedsiębiorstwo jest także tworem moralnym, gdzie sfera moralna utrzymuje
ludzi we wspólnym działaniu (bądź rozprasza ich) i wyznacza w jakiś sposób
status przedsiębiorstwa w szerszym kontekście społecznym.
Rolą społeczną oficjalnie
reprezentującą te wszystkie powiązania jest kierownik, odpowiedzialny za
uprawomocnienie swojej jednostki organizacyjnej zarówno do wewnątrz, jak i na
zewnątrz. W tak widzianej rzeczywistości organizacyjnej o wiele ważniejsza dla
aktorów działających w sferze ekonomicznej jest wyobraźnia ekonomiczna niż
racjonalna kalkulacja. Podobnie, wyobraźnia polityczna, społeczna,
humanistyczna, komunikacyjna... itd. Rzeczywiste jest
dla nas to, czego pragniemy. Dlatego sądzę, że to wyobraźnia jest źródłem,
jeśli nie motywem (o motywach była mowa wcześniej) tworzenia rzeczy nowych.
Pora, by teoria organizacji zrezygnowała na dobre z homo oeconomicus i zastąpiła go homo/femina imaginans.
PRZYPISY ........ 267
...
(* Uwagi... Z.U.)
Bibliografia
.........
269
================================================
Literatura | Strona główna |