Ekonomika i Zarządzanie
Część I
Odcinek 1. Prowizja w systemach motywacyjnych
przemysłu
Motto : „Zarządzanie nastawione na rynek
wymaga od jego pracowników większej elastyczności i zaangażowania. O tym, kto wygra
w walce z konkurencją, zadecyduje motywacja pracowników.”
Cytat powyższy zaczerpnięty został z opracowania : „Controlling
- Instrumenty od A do Z”. Autor : prof. dr Hilmar J.Vollmuth. Wydanie polskie : Agencja
Wydawnicza Placet, Warszawa 1995.
Rozpocząłem
od jego przytoczenia ponieważ, generalnie rzecz biorąc, z pewnymi uwagami, o
których dalej , uważam, że trafia w sedno sprawy , a zarazem rozważania Autora posłużyły mi za punkt wyjścia do
szczegółowej analizy branżowej kilku zagadnień z dziedziny ekonomiki i zarządzania,
poczynając od tytułowej roli prowizji w wewnętrznych systemach motywacyjnych
przemysłu. Uwagi natomiast odnoszą się jedynie do faktu, że cytat jest pewnym skrótem myślowym uwypuklającym zjawisko,
na które chcemy w danej sytuacji położyć nacisk a nie pełną definicją
tematu, „co daje firmie przewagę konkurencyjną.” Ja osobiście uważam, że w
Polsce trzeba mądrego zarządzania, opartego na współczesnej interdyscyplinarnej
wiedzy i rozumie; trzeba w zarządzaniu więcej uwagi poświęcać motywacjom i
kwalifikacjom pracowników, stąd też taką a nie inną wybrałem
myśl przewodnią do pierwszej części swego
opracowania (cztery odcinki), poświęconej głównie prowizji w
wewnętrznych systemach motywacyjnych przemysłu. Natomiast na ile takie podejście
w zarządzaniu może pomóc poprawić sytuację w ogóle, ile jest innych uwarunkowań wpływających na stan
faktyczny, to zupełnie inna sprawa.
Przypuszczam, że to nie
wymaga dalszych wyjaśnień.
Dla
tych, którzy uważnie przestudiowali książkę Hilmara J. Vollmutha „Controlling - Instrumenty od A do Z”, a szczególnie rozdział 10 „Prowizja od zysku
(prowizja od marży pokrycia)”, i
znają całokształt zagadnień nowoczesnego zarządzania, mógłbym powiedzieć
krótko:
Autor ma rację krytykując prowizję od obrotu a popierając prowizję od
marży pokrycia, tylko gdzie jest powiedziane, że prowizja od obrotu musi być od
obrotu ogółem (tak wynika z kontekstu w książce) a nie od obrotu ukierunkowanego. Przecież ta prosta poprawka usuwa wady „obrotu
ogółem”, które Autor słusznie krytykuje, a zarazem w sposób organizacyjnie
prostszy zapewnia korzyści, które Autor przypisuje „prowizji od marży
pokrycia”. W czym tkwi problem, żeby stawki prowizji od obrotu
sensownie różnicować tak aby ukierunkować motywację na to co chcemy, a nie na
to (prowizja od obrotu ogółem), co wygodniej sprzedawcy a łatwiej odpowiednim
służbom przedsiębiorstwa.
Czy jest to jednak rozwiązanie lepsze
od proponowanego przez Hilmara J. Vollmutha
w „Controllingu?”
Albo może jedynie uzupełniające, względnie jedno z wielu trafnych ? Na pytania
powyższe nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego,
kto i kogo motywuje, jakie są kwalifikacje i kompetencje zarówno motywujących
jak i motywowanych, jakie są konkretne warunki i cele działania.
O
tym i o wielu innych sprawach - w następnych odcinkach aktualizowanych mniej
więcej co dwa tygodnie. Początkowo będą one redagowane „tak ogólnie”, później
coraz bardziej konkretnie, aż dojdę, gdzieś w przyszłym roku, do szczegółowej
analityki branżowej w zakresie ekonomiki, rachunkowości i w ogóle organizacji
zarządzania, w tym wspartego informatycznie.
Mam pewien pomysł,
jeszcze nie „zdradzę” szczegółów, wciągnięcia do współredagowania tych, których
tematy zainteresują oraz będą mieli czas i ochotę.
Zainteresowanych zapraszam na swoje strony. Jeszcze się do końca nie
zdecydowałem, jak one będą w przyszłości wyglądały i jak często w przyszłości
będą aktualizowane. Nie ukrywam : bardzo dużo zależy od reakcji czytelników
i znalezienia przeze mnie współpracowników.
Proszę wybaczyć, że na razie nie podaję żadnych bliższych wyjaśnień ani
„namiarów”. Po prostu chcę, żeby po kilku pierwszych odcinkach Państwo sami
bliżej się zorientowali, do czego zmierzam, czy warto się angażować i czy w
ogóle warto czytać. Kto ja sam jestem i jaki szczegółowy cel mną kieruje,
aktualnie uważam za wskazane odpowiedzieć jednym słowem: hobby.
Dn. 19 października
1999 r.
Anonimus
==============================================================
Uwagi po roku
W moim założeniu publikacja kierowana była i jest przede
wszystkim do ludzi otwartych na postęp, którzy jednocześnie mają czas, chęci i
możliwość analizowania rzeczy trudnych a zarazem istotnych w zarządzaniu
gospodarką. Stąd też dość obszerna - jak na moje możliwości - prezentacja
literatury, a na jej tle sporo komentarzy stopniowo dodawanych (szkoda, że na
razie tylko moich). Stąd też, chyba nowa koncepcja „motywacji ukierunkowanego
obrotu”, przedstawiona ramowo w czterech pierwszych odcinkach na stronie
głównej (aktualnie na stronie „ekonomika”). Stąd także nieco żartobliwe
przedstawienie wybranych „osiągnięć” ekonomiki, rachunkowości i statystyki, na
które pozwoliłem sobie na stronie „konkretyzacja”.
Od czerwca 2000 roku stopniowo przechodzę do zapowiedzianej szczegółowej
analityki branżowej, początkowo prezentując tylko literaturę, często
przeplataną komentarzami (niestety, na razie tylko moimi) , we wrześniu dodałem
stronę „Mleczarstwo”, bardzo powoli rozwijaną,
i - szczerze mówiąc - nadal się waham, co dalej. Po prostu, nie mam pełnego
rozeznania sytuacji (bo i skąd?). Widzę, że sporo można poprawić dość szybko
(konieczna współpraca interdyscyplinarna i odpowiednia motywacja), nie chcę
jednak pisać zbyt dobitnie i konkretnie, aby nie wywołać dodatkowych oporów na
tle ambicjonalnym, a jednocześnie nie chcę „konkretyzować” za mało, żeby to nie
było typowe pisanie „na Berdyczów”, w sytuacji, gdy czas bezpowrotnie ucieka.
Ze znalezieniem partnerów do współpracy, wśród znanych mi osobiście praktyków,
zawsze to samo: nie powiem, sporo mi podpowiedzieli ze swoich specjalności
zawodowych, ale angażować się mocniej - nikt nie chce. Po prostu, właściwie
wszyscy dość szybko spostrzegają, ile do tego trzeba włożyć wysiłku, a zarazem
sceptycznie oceniają jego opłacalność. Niektórzy twierdzą nawet, że to jest w
ogóle nierealne, przynajmniej w Polsce w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Po
co w ogóle iść pod prąd? Jeśli już coś robić, to tylko to, co firmy chcą albo
przepisy wymagają. Po co w ogóle analizować, czy to mądre, czy głupie?
Wystarczy, że przynosi nam korzyści i formalnie niczego nie narusza! Po co
„głębiej” analizować. Nie nasza sprawa! „Mata co chceta”.
Nawet najdelikatniejsze pokazywanie klientom wad w ich organizacji zarządzania,
czy wad w konkretnych procedurach, wad
rachunkowości kosztów itp., gdy sami tego nie chcą znać, po prostu ich do nas
zraża i sami sobie wyrządzamy szkody. A jeszcze pozwalać sobie krytykować
zarówno praktykę jak i teorię, tego już za wiele! „Pański język jest zbyt długi
w porównaniu do pańskiego stopnia”, jak rzekł pewien generał do pewnego
porucznika.
Przyznaję. W działalności komercyjnej chyba moi oponenci w poszukiwaniu nowych
rozwiązań, tymczasowo mają rację. Faktycznie, to byłoby niemal „samobójstwo”
dla zwykłej firmy usługowej, która chce tylko zarabiać i jakoś przetrwać, a nie
porywać się „z motyką na słońce”. Dlatego też ja robię to tylko w ramach hobby,
a nawet i tego bym nie robił, gdyby normalna praca była mądrzejsza albo znał bym publikacje, do końca wyjaśniające, co i
dlaczego jest w pracy ekonomisty wręcz głupie, i jak to zmienić.
Szukanie dalej i wyżej? - sięgnąłem do publikacji w internecie z myślą, że jeśli się nie mylę w swoich
analizach, to zainteresowani pogłębieniem tematów „prędzej czy później” sami
się znajdą, albo przynajmniej udowodnią, że się mylę. A jeśli nic z tego nie
wyjdzie? - wszystko przejdzie bez echa, pozostając „po staremu”: nazywa się
trudno! W końcu to tylko hobby. Sam nadal jestem jednak przekonany, że rację ma
Crozier:
„Sceptycy mają
okazję uśmiechać się i powtarzać, że „im więcej się zmienia, tym bardziej
wszystko pozostaje po staremu”. O tyle mają oni rację, że rzeczywiście za
parawanem ruchów intelektualnych kontynuowane są stare praktyki. Każda nowa
idea wyzwala niebywały entuzjazm i wciąż te same trudności z jej
urzeczywistnieniem, to samo zmęczenie po pewnym czasie, to samo zniechęcenie i
tę samą gotowość na przyjęcie następnej mody. Mylą się oni jednak o tyle, że w
wyniku tych kolejnych wysiłków i porażek realny świat mimo wszystko nieustannie
i głęboko się zmienia. Problem polega na tym, że zmiany te nie tylko nie
znajdują wyraźnego i adekwatnego odzwierciedlenia intelektualnego, ale
pozostają mało widoczne, nie wnosząc wiele do filozofii i ogólnych zasad
zarządzania. Jednak ich kumulowanie się przygotowuje grunt pod wielkie
zachwianie i spektakularną zmianę, jaka nastąpi wówczas, gdy już w pełni
uświadomimy sobie jej konieczność.”
(Michel Crozier
: Przedsiębiorstwo na podsłuchu. Jak uczyć się zarządzania postindustrialnego,
Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1993).
Adresu kontaktowego nadal nie podaję, bo po prostu chcę jeszcze sam trochę
materiały dopracować, tak aby móc później swobodniej, i bez presji czasu,
słuchać, co mają do powiedzenia inni.
Na razie - to wszystko.
Listopad 2000
Z.U.
===========================================================
Uzupełnienie
Część I jest prawie wierną kopią publikacji rozpoczętej w
październiku 1999 r. pod adresem: http://www.anonimus.pro.onet.pl/index.html. Najwyżej dokonuję w niej drobnych
retuszy. Publikacja ta, wraz ze stronami uzupełniającymi (pod wszystkimi adresami: „anonimus.pro.onet.pl”) nagle, z przyczyn nie leżących po
mojej stronie, od połowy lutego 2003 roku, stała się niedostępna – bez żadnego uprzedzenia i wyjaśnienia. Przepraszam.
Zamierzam ją rozwijać nadal ale już tylko w domenie:
„anonimus.com.pl”.
Część druga będzie pewnego rodzaju „wybiórczym, syntetycznym podsumowaniem
całości”, to jest zagadnień poruszonych na wszystkich moich stronach.
Do jej publikacji raczej nie przystąpię wcześniej niż w przyszłym roku.*
Nadal uważam, że jest jeszcze za wcześnie do podania swego adresu kontaktowego.
Proszę o wyrozumiałość.
Luty 2001/ marzec 2003
Z.U.
* Nie rozpoczęta do dzisiaj. Mocno się
przeliczyłem z siłami i nie doceniłem
przeciwności losu.
luty 2003
Z.U.
==============================================================
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
==============================================================
Odcinek 2
Prowizja w wewnętrznych systemach motywacyjnych przemysłu - dalszy
ciąg
Kto jest obiektywnie pewny swojego rachunku kosztów i wyników, zarówno w kalkulacji jak i ewidencji, ten nie
powinien mieć poważniejszych problemów z wdrożeniem motywacji ukierunkowanego obrotu, o ile uzna go za stosowny w
danych warunkach. Radzę jednak dobrze się zastanowić nad tą „obiektywną pewnością”,
bo skutki skutecznej ale nietrafnej motywacji, mogą być wręcz „opłakane”.
Do
tego tematu będę wracał wielokrotnie i wręcz ostrzegam : kto nie ma dobrze zorganizowanej nowoczesnej rachunkowości
zarządczej (menedżerskiej, controllingu) i analityków potrafiących naprawdę
analizować, ten lepiej niech dobrze się zastanowi nad ukierunkowanym obrotem i skuteczną jego motywacją.
Bezpieczniej
może być wtedy „tak ogólnie - na zysk”
bez zbytniej konkretyzacji metod,
albo konkretnie ale nieskutecznie. Żartuję oczywiście. Problem jednak zarówno w
teorii jak i praktyce marketingu jest chyba trochę niedoceniany. Być może, w
wielu firmach mających wszystko co trzeba interdyscyplinarnie i kompleksowo
opanowane, jest on faktycznie nieistotny. Warto jednak „na wszelki wypadek”
porządnie go przeanalizować. Do tego przeanalizowania raczej konieczne jest
podejście techniczno - ekonomiczne, z dobrą, niemal „od podszewki” znajomością
danej branży i firmy, w tym
różnych niuansów
ewidencji, rozliczeń i księgowości (rachunkowości).
Problemu
deformacji danych i analiz wcale nie wyczerpują tylko takie tematy, jak koszty
stałe a zmienne i całkowite danego wyrobu, przesądzone a nie przesądzone, gdzie
i na co księgowane, różne klucze podziału nawet kosztów bezpośrednich, różne
przekroje czasowe analiz itp.
Niestety, temat jest „jak morze”. Trochę go rozwinę w odcinku
6 (i przy prezentacji wybranej literatury) a szerzej dopiero w podejściu
branżowym. To tak na marginesie.
Wracając
do głównego w tym miejscu tematu motywacji
ukierunkowanego obrotu przy pomocy prowizji - premii (abstrahując od
tego, czy konkretnie i obiektywnie wiemy na co), to właściwie, w firmie dobrze
działającej, nie powinno być poważniejszych kłopotów. Napisałem „poważniejszych”,
bo właściwie w odniesieniu do własnej sieci handlowej (także aktywizatorów,
przedstawicielstw handlowych itp.), to raczej nie powinno być prawie żadnych
kłopotów (oby tylko „nie przeholowali” z reklamą) , natomiast
sprawy nieco się komplikują przy próbie spójnego, sensownego zorganizowania
motywacji w odniesieniu do tych wszystkich pracowników, od których wiedzy i
zaangażowania w znacznej mierze zależą losy firmy. Oczywiście, trzeba wtedy także dobrać i inne, w tym szczegółowsze
kryteria niż sam „ukierunkowany obrót” i inne formy motywacji niż sama
prowizja.
Ogólny zarys rozwiązań
Zacznę
od własnej sieci handlowej firmy przemysłowej, bo to najprostsze. Zakładam
przyjęcie rozwiązania w systemie prowizji „na
ukierunkowany obrót”, czyli zróżnicowanie
procentów (stawek) prowizji na poszczególne artykuły. Jeśli trafnie nie mamy wątpliwości na co chcemy ukierunkować obrót a
zarazem mamy zapewnioną odpowiednią ewidencję ilościowo - wartościową obrotu na
poszczególne sklepy własne (hurtownie, przedstawicielstwa handlowe, ajentów
itp.) oraz dobrze wszystko skalkulowane, wystarczy :
• raz na jakiś czas ustalić dla sprzedawców, np. w formie
tabeli, procentowe stawki prowizji od wartości sprzedaży (po wszystkich upustach, marżach itp. i bez podatku VAT) poszczególnych wyrobów. Nie musimy wcale ustalać
prowizji na wszystkie wyroby. W końcu sprzedawcy otrzymują normalne
wynagrodzenie za dobrą pracę. Prowizję ustalamy po prostu na to i w takiej
wysokości, co chcemy lansować. Sytuacja się trochę komplikuje, gdy sprzedawca
jest uprawniony do udzielania rabatów, upustów cenowych itp. Bynajmniej tych
uprawnień nie należy wycofywać. Wystarczy wszystko dobrze skalkulować i z
odpowiednimi wyliczeniami zapoznać sprzedawcę, nawet dając mu - w razie
potrzeby - odpowiednie tablice przeliczeniowe, ile musi zwiększyć sprzedaż aby
się opłacił upust cenowy (dla niego i dla firmy: to bezwzględnie trzeba
połączyć);
• stawki prowizji należy zawsze ustalać z
odpowiednim wyprzedzeniem. Nigdy wstecz. Wymaga tego zasada zaufania. Jeśli w ciągu okresu, np. miesiąca, na
który ustawiono stawki, zaszły jakieś radykalne zmiany, okres, na który
ustalono stawki, czasami wyjątkowo
wypadnie skrócić i ustalić nowe stawki. Nigdy jednak wstecz. To już
powinno być ryzyko pracodawcy aby nie stracił na przyszłość zaufania
pracowników;
• wcale nie musimy prowadzić sformalizowanego planowania
prowizji. Takie planowanie zabiera tylko czas i prowadzi do
zbiurokratyzowania rozwiązań, zazwyczaj nie przynosząc pożytku, chyba, że
dysponujemy planistami odpowiedniej klasy, którzy z planowania nie uczynią
„biurokracji” , lecz sprawne narzędzie wspomagające zarządzanie. Z tym
jednak może być trudno : wzorców złych - dużo, dobrych ...? Wcale to jednak nie oznacza, że sprawy puszczamy na
„żywioł”. Wprost przeciwnie. W firmie po prostu musi być przynajmniej jeden
dobry analityk (lepiej : odpowiedni, dobrze się rozumiejący i uzupełniający
kwalifikacjami zespół interdyscyplinarny), który sensownie będzie nad tym
czuwał, przedstawiając dyrekcji odpowiednie informacje. Powinien
on też przeprowadzać większość kalkulacji i analizować rezultaty założone a
osiągnięte. To też jest pewnym elementem planowania, rzecz jednak w tym, że
z góry nie sformalizowanego a opartego na ciągłym dostosowywaniu się do
zmiennych sytuacji. Musi on (analityk, zespół, dział) także dobrze się
orientować, jakie czynniki uboczne, zupełnie nie związane z realizowanym
systemem motywacji, wpływają na wyniki. Do tego
jest potrzebna duża interdyscyplinarna wiedza i dobrze zorganizowana sieć
informacji, nie mówiąc już o prawidłowej pod kątem ekonomicznym ewidencji
źródłowej i rachunkowości. Konieczne jest jednocześnie pełne
zaangażowanie sprawami firmy i umiejętność nie rutynowego myślenia. Pewnym,
nawet znacznym problemem może być również prawidłowa motywacja i koordynacja
pracy zarówno zespołów (działów) jak i indywidualistów, a także niedopuszczenie
do wypaczeń w samych zespołach (działach). Z powoływaniem zespołów do
rozwiązywania określonych zagadnień, i ich skuteczność, to inna zresztą sprawa.
O tym później.
Jak prowizję „na ukierunkowany obrót” odnieść do komórek produkcji
(wydziałów, oddziałów, zakładów itp.) i innych komórek organizacyjnych, których
zaangażowanie w sprawy firmy ma istotny wpływ na realizację jej celów ? Punktem
wyjścia jest oczywiście wszechstronna analiza celów, uzależnień, możliwości i
kalkulacja . Jeśli
uznamy, że działania w sferze handlu powinny być wsparte odpowiednio
skoordynowanymi działaniami ze strony produkcji, np. w zakresie jakości,
uatrakcyjnienia wyrobu, obniżki kosztów, dostosowania do życzeń odbiorcy itp.,
to uprzednio wszystko solidnie kalkulując, ustalamy odpowiednie zasady
motywacji również dla produkcji. Może więc to
być zarówno prowizja, jak i premia za przyczynienie się - w granicach swoich
możliwości - do wyższej sprzedaży tych wyrobów, które firma lansuje zgodnie ze
swoimi celami. Naturalnie, ta dodatkowa motywacja musi się firmie opłacać, stąd
cały czas kładziemy nacisk nie na formalne rutynowe plany i wewnętrzną również
formalną rutynową kontrolę i informację z wykonania tych planów, ale na
analitykę. Niby prawie to samo. Ale jednak mocno inaczej!. Czyli w planowaniu i kontroli wykonania, jeśli chcemy
naprawdę mieć z tego pożytek - ilość zdecydowanie musi przejść w jakość. To trudne a nawet bardzo trudne i
wiąże się zarówno z kwalifikacjami pracowników jak i ich motywacją. Oczywiście
zarówno w odniesieniu do handlu, produkcji jak i innych komórek nie
poprzestajemy na wyznaczeniu celów i formalnych metod motywacji, lecz także z
zainteresowanymi omawiamy to co trzeba, uwypuklając konkretnie wspólny interes
w powodzeniu działań: firmy i ich własny.
Przedstawiłem
najogólniejszy przykład. W podejściu branżowym a jeszcze lepiej -
ukierunkowanym na firmy podobne do siebie i znajdujące się w zbliżonej sytuacji
- można go bardzo konkretnie rozwinąć. Naturalnie - zamierzam to zrobić, rzecz
jednak w tym, że moje, aktualne, w miarę kompleksowe i interdyscyplinarne
wiadomości, ograniczają się do jednej branży. Inne branże znam pobieżnie czy
nawet nie znam w ogóle. Rozwój stron branżowych zależy więc od tego, czy
pozyskam współredagujących. A tak nawiasem mówiąc, nawet w odniesieniu do
branży, którą - wydaję mi się - że znam dość dobrze, też wolał bym mieć oparcie
w zespole interdyscyplinarnym niż polegać tylko na sobie i sporadycznych
opiniach dość przypadkowo zbieranych. Przyczyny są oczywiste.
Jest
jeszcze jedna sprawa do zasygnalizowania , jak pisać w podejściu branżowym: dla
branży, czy tylko na przykładzie branży? Rozwiązanie pierwsze
ma dużo większą wartość praktyczną ale będzie w pełni zrozumiałe jedynie dla
wąskiej grupy odbiorców w miarę kompleksowo i dość dobrze znających daną
branżę. Rozwiązanie drugie, żeby było zrozumiałe dla szerszego grona odbiorców,
musi opierać się na uproszczonych przykładach, czyli z jednej strony będzie
lepsze dydaktycznie (dla kogo ), z drugiej - słabsze, albo wręcz banalne
praktycznie dla specjalistów odpowiedniej „klasy”. Czy można to pogodzić -
częściowo chyba tak, rozbudowując odpowiednio opracowanie. W pełni - chyba nie.
Przedstawiam teraz rozwiązania omawiane przez Hilmara
J. Vollmutha. Cytuję obszerne fragmenty z rozdziału
10 Controllingu „Prowizja od zysku (prowizja od marży pokrycia)”,
wydania polskiego:
„Skuteczność wszystkich poczynań marketingowych i dystrybucyjnych
zależy w decydującym stopniu od przyjętego systemu wynagrodzeń przedstawicieli
handlowych. Tylko dobrze umotywowany przedstawiciel handlowy konsekwentnie dąży
do jasno zdefiniowanych celów przedsiębiorstwa i marketingu. W wielu
przedsiębiorstwach pracownicy w terenie otrzymują jeszcze prowizję od obrotów.
System prowizyjny powoduje, że są oni wynagradzani na podstawie przychodów ze
sprzedaży, bez względu na to, ile przedsiębiorstwo na tej sprzedaży zarobiło. Prawie wszystkie
przedsiębiorstwa są niezadowolone z prowizji przedstawicieli handlowych
przyznawanej od obrotu. Motywowany w taki sposób pracownik stara się powiększyć
obrót za wszelką cenę, nie zważając na zysk ze sprzedaży. W skrajnych przypadkach może
się zdarzyć, że przedsiębiorca płaci swojemu przedstawicielowi prowizję od
obrotu w wysokości na przykład 5 % za sprzedaż produktów, które nie przynoszą
mu już zysku. Ustępstwa cenowe, dodatkowe rabaty i inne warunki specjalne mogą
powodować, że sprzedaż pewnych produktów prowadzi do strat. Wynagradzany od
obrotu przedstawiciel otrzymuje za tę sprzedaż nadal taką samą prowizję, dla
której wielkością odniesienia jest obrót, a nie marża pokrycia, tak więc przedsiębiorca
dodatkowo premiuje również wadliwą pracę przedstawiciela handlowego. Prowizję od obrotu trzeba zastąpić prowizją od marży pokrycia,
bowiem przedsiębiorca i przedstawiciele handlowi czerpią wówczas jednakowe
korzyści z oszczędności i wyższej produktywności. Trzeba więc wprowadzić
zorientowany na te cele system wynagradzania przedstawicieli handlowych. Zmiana
prowizji od obrotu na prowizję od marży pokrycia ma tę istotną zaletę, że w
przyszłości wynagrodzenie przedstawiciela handlowego zależeć będzie od
wysokości marż pokrycia. Za podstawę prowizji bierzemy zysk, który przynosi
przedsiębiorstwu sprzedaż wyrobów lub usług, i dzięki temu przedsiębiorstwo
oraz przedstawiciele handlowi mają jednakowy udział w zysku. Przedsiębiorstwa
muszą się koncentrować na swych rzeczywistych mocnych stronach, efektywniej
wykorzystywać istniejące zasoby, silniej mobilizować pracowników działu
sprzedaży do osiągania zysku. Prowadzi to do coraz większego oczyszczenia
programu produkcyjnego, a optymalizacja zysku oznacza jednocześnie planową rezygnację z
obrotu takimi produktami, które nie przynoszą wystarczających marż pokrycia. Presja na przedstawicieli
handlowych stale rośnie. Okazuje się, że
sterowanie i wynagradzanie przedstawicieli handlowych proporcjonalnie do obrotu
nie prowadzi już do poprawy rentowności przedsiębiorstwa. W przypadku
prowizji od obrotu przedstawiciele handlowi nie wiedzą, które produkty należy
lansować, a które powinno się wycofać z programu sprzedaży... W wielu
przedsiębiorstwach analiza wykazuje, że istnieje wyraźna sprzeczność między
celami wyznaczanymi przez przedsiębiorstwo a praktykowanym systemem
wynagrodzeń... Aby znaleźć optymalny
system wynagradzania, trzeba ustalić, czy należy preferować nastawienie na
obroty, czy też nastawienie na zysk. Poza tym chodzi o dokładne wyważenie
statystyczne obydwu systemów. Dyrekcja musi wtedy podjąć decyzję, biorąc
oczywiście pod uwagę wyznaczone cele przedsiębiorstwa. Trzeba porównać wady i zalety
prowizji od obrotów i prowizji od marży pokrycia. Po starannej analizie obydwu
systemów wynagradzania wiele przedsiębiorstw opowiedziało się za prowizją od
marży pokrycia i dzięki temu osiągnęło duże zyski... Im ściślej prowizja
jest sprzężona z rzeczywistym wynikiem ekonomicznym zakładu, tym silniej wpływa
ona na motywację i osiągnięcia pracowników w przedsiębiorstwie. Dzięki
rachunkowi kosztów pokrycia również małe i średnie przedsiębiorstwa mogą lepiej
dopasowywać do
siebie koszty osobowe i wyniki. Miary dla wyliczenia prowizji dostarcza rachunek kosztów
bezpośrednich, który umożliwia lepszą kontrolę wyników w przedsiębiorstwie...
Jeżeli pracownicy w przedsiębiorstwie mogą bezpośrednio oddziaływać na obrót i
określone koszty, to wart uwagi jest system wynagradzania oparty na marży
pokrycia. Przy
pomocy rachunku kosztów bezpośrednich wyliczamy w prosty sposób wkład
przedstawicieli handlowych w wynik ekonomiczny zakładu. Zaleta rachunku kosztów
bezpośrednich polega na tym, że przedsiębiorcy nie dają się już nabrać na
wysokie obroty w poszczególnych grupach produktów, na określonych obszarach
sprzedaży albo w niektórych grupach klientów. Procentowa
wysokość marż pokrycia w porównaniu z przychodami ze sprzedaży netto wyjaśnia,
jakie wkłady są wnoszone w szczególne i ogólne koszty stałe oraz w zysk. Oprócz
marży pokrycia I można również skorzystać z marży pokrycia II, uwzględniając
szczególne koszty stałe marketingu i sprzedaży jako wielkości odniesienia dla
prowizji... Dla obliczania marż pokrycia
należy stworzyć centra zysku. Dla każdego centrum zysku można wyliczyć przychody ze
sprzedaży, koszty zmienne, szczególne koszty stałe oraz marże pokrycia I i II. Marże pokrycia są więc obiektywnymi wielkościami
odniesienia dla ustalenia prowizji.”
Gwoli
ścisłości, chcąc dobrze zrozumieć wyrażone myśli, celowym jest zapoznać się z
całym opracowaniem, w tym dokładnie przeanalizować także rozdziały:
4.
Analiza break-even.
5.
Rachunek kosztów bezpośrednich.
8.
Krótkotrwały rachunek wyników.
12.
Analiza rabatów.
Po prostu aby marże pokrycia były „obiektywnymi wielkościami
odniesienia dla ustalenia prowizji” , muszą być spełnione odpowiednie warunki
począwszy od prawidłowego merytorycznie rachunku kosztów i wyników. Inaczej,
pomimo słusznego założenia kierunków motywacji, wszystko może łatwo zakończyć
się niekoniecznie zaraz klęską ale zwyczajnie - zawiedzionymi nadziejami.
Innym rozwiązaniem spotykanym czasami (to już nie z książki Hilmara
J. Vollmutha) jest premiowanie zysku przedstawicielstw
handlowych , sam zaś zysk wyliczany jest jako różnica pomiędzy wartością
towarów (wyrobów) wg cen zakupu (po technicznym koszcie wytworzenia itp.) plus
koszty własne przedstawicielstwa handlowego, a sprzedażą wg cen zbytu. Ewidencyjnie jest to rozwiązanie
bardzo proste, natomiast merytoryczna jego wartość dla celów motywacyjnych może
być jednak bardzo różna, począwszy od pożytecznej do wręcz szkodliwej, zależnie od wielu czynników sytuacyjnych i przyjętych
rozwiązań szczegółowych Tu też, jeśli z analizy sytuacji wypadnie, że metoda jest do
przyjęcia, bezwzględnie konieczna jest stała analityka i rozwinięcie motywacji
na konkretne działania prowadzące do celu, w tym aby nie nastąpił konflikt
interesów pomiędzy różnymi komórkami organizacyjnymi firmy a całą firmą oraz aby efekty poszczególnych komórek
organizacyjnych były obiektywnie prawdziwe a nie wynikały tylko z takiej czy innej dopuszczalnej metody
ewidencji. Nie chcę dalej tego tematu
„tak ogólnie rozwijać”. Po prostu - zbyt dużo możliwości sytuacyjnych. Wolę to
zrobić „branżowo”. Generalnie jednak wydaje mi się , że metody omawiane przez Hilmara J. Vollmutha , tj. „marża pokrycia” i „centra
zysku” przeważnie okażą się rozwiązaniem trafniejszym niż zysk i prowizje
wyliczane tradycyjnie.
Na
dzisiaj kończę. Planowane dalsze odcinki:
*
Trzeci i czwarty - dalej o prowizji.
Piąty
- trochę nietypowa propozycja prezentowania w Internecie informacji o fachowej
literaturze na tematy zarządzania w ogóle, w tym w zakresie rachunkowości
zarządczej - controllingu, informacji, analiz, planowania i motywacji oraz
wsparcia informatycznego całości.
*
Szósty - zarys wprowadzenia do problemu wiarygodności danych i ich przetworzeń,
w informacji i analizie ekonomiczno - finansowej.
Dalej
zobaczymy. Proszę o cierpliwość jeśli już teraz ktoś chciałby wiedzieć coś
więcej.
dn.
4 listopada 1999 r.
Anonimus
==============================================================
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
==============================================================
Odcinek 3
Prowizja w wewnętrznych systemach motywacyjnych przemysłu - dalszy ciąg
W przeciętnej firmie przemysłowej
produkującej co najmniej kilka asortymentów, jedne są bardziej opłacalne,
drugie mniej a trzecie w ogóle a mimo to, nawet te przynoszące ewidentne straty
często są nadal produkowane, z bardzo różnych przyczyn, niekoniecznie
świadczących o złym zarządzaniu.
Mimo to chyba każda normalna firma, w oparciu o najzwyklejszy zdrowy rozsądek, docelowo dąży do minimalizacji produkcji
nieopłacalnej a zwiększenia opłacalnej.
Nie ma się też czemu specjalnie dziwić, że w wielu firmach systemy
motywacyjne mogły i mogą nadal być niespójne z celami tych firm. Przyczyn tego
stanu rzeczy zwykle jest sporo , i przynajmniej w tym miejscu, nie jest moim
zamiarem ich analiza. Wolę się skupić nad przyszłością. Oczywiście, o wiele
łatwiej jest pisać i doradzać jak prawidłowo wszystko powinno wyglądać, niż samemu
to zrealizować. To jest chyba zupełnie bezsporne. Choć z drugiej jednak strony
warto zauważyć, że po to istnieją całe zaplecza, sztaby i logistyka organizacji
aby ten z pierwszej linii nie musiał wszystkiego improwizować, polegać tylko na
sobie i popełniać masy głupstw: z powodu braku czasu na myślenie, niedostatku
informacji, za małej własnej wiedzy itp. itd. Przypuszczam, że to także jest
zupełnie bezsporne, tak jak i to, że występują „błędy i wypaczenia”,
przeciwności losu oraz normalna „siła wyższa”, a ponadto najzwyklejsze w
świecie zjawisko: nie wszyscy są, będą a nawet w ogóle chcą być tzw. „orłami” w
pracy zawodowej.
Na co ukierunkować motywacje i jakimi metodami? Tak ogólnie to można tylko
powiedzieć, że na cele firmy, a
metodami: od każdego wg jego możliwości, każdemu wg jego zasług”.
Jeśli więc końcowym celem każdej firmy jest przeważnie zysk,
niekoniecznie jednak formalny choćby z uwagi na fiskusa (i nie tylko fiskusa),
to metody prowadzące do niego powinny być dostosowane do specyfiki sytuacji. Im więc
wyższy szczebel pracy w firmie, im większe kompetencja i wszechstronna wiedza
motywowanych, tym bardziej ogólne powinny być cele i metody motywacji. I
odwrotnie. Im bardziej wyspecjalizowane stanowiska pracy, im mniejsze
kompetencje i wiedza o całokształcie firmy, tym bardziej cele i metody
motywacji muszą być skonkretyzowane.
Jeśli
więc nawet całkiem przeciętny sprzedawca może mieć spore możliwości
oddziaływania na klientów aby kupowali to co firma lansuje, a jednocześnie może
rozpoznawać opinie i potrzeby klientów w sprawach interesujących firmę, to
żądanie od niego aby sam się orientował co firmie przynosi zysk i w jakich
warunkach, jest raczej „lekką przesadą”. Czyli mówiąc
wprost : prowizja lub premia od marży pokrycia (zysku) dla tego sprzedawcy,
jest wprawdzie dla firmy znacznie korzystniejsza od prowizji od obrotu ogółem,
lecz samego sprzedawcę tak za bardzo to i nie motywuje (a nawet zniechęca), chyba, że ktoś kompetentny, oprócz celu,
jakim jest zysk, wszystko co trzeba odpowiednio rozpracował, wytłumaczył i
koordynuje, w tym między różnymi komórkami i pionami organizacyjnymi w
przedsiębiorstwie.
Rozwiązaniem proponowanym przez Hilmara J. Volmutha są tu tzw. „Centra zysku”. Zauważyć jednak wypada, że te Centra
Zysku ażeby
planowo oddziaływały na zysk, też muszą posługiwać się rachunkiem ekonomicznym,
prowadzić ukierunkowane działania, między innymi na ukierunkowany przynoszący
zyski obrót. Jeśli tak jest - to w gruncie rzeczy zmierzamy prawie do tego
samego choć nieco inaczej organizacyjnie. Na marginesie: ukierunkowanym
działaniem może być także podniesienie kwalifikacji pracowników i odpowiednie
zwiększenie ich samodzielności. Wiele systemów zarządzania zmierza właśnie
w tym kierunku, choć modne hasło „decentralizacja zarządzania” chyba nie
powinno być celem samym w sobie. Nie wszystko bowiem i nie wszyscy do niej się
nadają. Trochę podobnie jest z drugim popularnym w literaturze hasłem jak „samodzielne
zespoły”. To tylko tak na marginesie.
Wracając
do rozwiązań w zakresie prowizji proponowanych przez
Hilmara J. Volmutha w „Controllingu” w
odniesieniu do przedstawicielstw handlowych.
Jak już wcześniej napisałem : wszystko zależy od sytuacji. Nie znam
usytuowania organizacyjnego przedstawicielstw handlowych w firmach opisywanych
przez Autora ani dalszych szczegółów sytuacyjnych,
trudno jest mi więc odpowiedzialnie się wypowiadać pod kątem jak pozytywne doświadczenia firm
niemieckich, które odniosły sukces, przenosić na grunt polski.
Przypuszczam, że ci, którzy
trwale odnoszą sukcesy, różne szczegóły organizacyjno - ekonomiczno - techniczno - marketingowe
mają solidnie dopracowane. Wiadomo też, że dokładne naśladownictwo praktycznie
zazwyczaj nie bardzo jest możliwe (pomijając „drobiazg”: czy zainteresowani
„zdradzą” wszystkie swe tajemnice -żartuję: istnieje coś takiego, jak tajemnica handlowa - ani nawet wskazane. Wszystko
trzeba dostosować do konkretnych warunków. Na ten temat aktualnie nic więcej nie dodaję.
Podsumowując
Jednym z głównych czynników ułatwiających firmie uzyskanie
przewagi konkurencyjnej są kwalifikacje i motywacje pracowników firmy, zgodne z
jej celami. Pobudzenie
motywacji pracowników w kierunku zgodnym z celami firmy, obok innych metod,
wymaga także odpowiedniego ukształtowania systemu wynagrodzeń.
Dla tych, którzy chcą motywować skutecznie a zarazem względnie
prosto, proponuję rozważenie koncepcji „motywacji ukierunkowanego
obrotu”
(sprzedaży) przy pomocy odpowiedniej prowizji lub premii zarówno dla pracowników handlu i
produkcji jak i wszystkich tych, od których wiedzy i zaangażowania zależą
wyniki firmy.
Metoda
ta jest szczególnie przydatna w firmie przemysłowej o szerokim asortymencie
produkcji, silnie zróżnicowanej pod kątem opłacalności poszczególnych wyrobów,
która chce prowadzić
subtelną a zarazem
skuteczną politykę oddziaływania na rynek a jednocześnie znaleźć swoje miejsce
w mocno konkurencyjnej gospodarce.
Tą metodę motywacji płacowej można a także trzeba prowadzić obok
innych rozwiązań pod warunkiem, że nie będą się one wzajemnie wykluczać. O tym, że motywacja, to nie tylko płace, to rzecz oczywista. W tym miejscu
ograniczam się jednak tylko do pewnego fragmentu płac. Szczegółowe
rozwiązania tej koncepcji a zarazem ocena jej przydatności zależą oczywiście od
różnych uwarunkowań w firmie. Im mniejsze zróżnicowanie opłacalności
poszczególnych wyrobów, im prostsza sytuacja, tym mniejsza jest konieczność
posługiwania się kryterium „ukierunkowanego obrotu”, tym bardziej wystarczy
prowizja od zysku (marży pokrycia), a wyjątkowo nawet zwykła prowizja od obrotu
(sprzedaży) ogółem. Generalnie zaś koncepcja sprowadza się do:
• unikamy prowizji - premii od obrotu ogółem, gdy chcemy
preferować to, co uważamy za celowe, a nie zwiększać sprzedaż „jak popadnie”.
Zwiększenie sprzedaży „jak popadnie”, bo do tego w gruncie rzeczy sprowadza
się prowizja - premia od obrotu w firmie o produkcji wieloasortymentowej
z mocno zróżnicowaną opłacalnością poszczególnych wyrobów, prowadzi prawie zawsze do nie pełnego wykorzystania
możliwości, a często wręcz do strat, za co jeszcze płacimy,
• unikamy prowizji - premii od zysku
(marży pokrycia), choć pozornie interesy pracodawcy i pracownika (ajenta,
oddziału, przedstawicielstwa handlowego itp.) w pełni się tu pokrywają, z wielu
powodów. Najczęściej z tego powodu, że , przykładowo :
a) motywowanym nie wystarczy
określić sam cel ale trzeba także i konkretne metody - działania prowadzące do
celu;
b) w danej sytuacji i
miejscu nie dążymy do zysku tylko opanowania rynku;
c) możliwy jest konflikt
interesów pomiędzy maksymalizacją zysku w poszczególnych jednostkach
organizacyjnych firmy (centrach zysku) a całą firmą;
d) celem firmy nie jest zysk formalny;
e) sytuacja zmusza nas do
motywacji nie zysku ale zmniejszenia strat;
f) są kłopoty z obiektywnym
wyliczeniem zysku wypracowywanego przez dane jednostki organizacyjne (centra
zysku), co może prowadzić do konfliktów, negatywnego dostosowania się,
stępienia ostrza motywacji itp.;
g) maksymalizacja zysku w działalności
bieżącej (operatywnej) koliduje z celami strategicznymi firmy;
• koncentrujemy się na prowizji - premii od
ukierunkowanego obrotu albo jego zwiększenia, bo w ten sposób przeważnie (ale
nie zawsze) najwszechstronniej można rozplanować wszystkie mechanizmy
prowadzące do celu, łącznie z rozpracowaniem także szczegółowych działań i
szczegółowej motywacji, niż wyznaczenie tylko tego, co firma chce lansować, z
analityką, informacją, wyborem kierunków, całym marketingiem, kosztami i
wynikiem końcowym. Oczywiście, ten ukierunkowany obrót musi być bardzo dobrze
przekalkulowany pod kątem kosztowo - cenowo - marketingowym i przemyślany pod
kątem celów firmy a zainteresowani powinni posiadać odpowiednie kwalifikacje i
możliwości działania. Dla celów kalkulacyjnych, planistycznych, ewidencyjnych i
informacyjnych prawidłowe wsparcie informatyczne (komputerowe) jest tu wręcz
nieodzowne.
Największa trudność a zarazem największe
niebezpieczeństwo pomyłki tkwi zazwyczaj w analityce ekonomiczno - finansowej. Czasami trochę kłopotów sprawia ewidencja sprzedaży
poszczególnych asortymentów w rozbiciu na odpowiednie stanowiska lub jednostki
organizacyjne sprzedaży. Pewnym problemem jest też sensowne objęcie motywacją
wszystkich co trzeba, a nie samych tylko komórek handlowych. Istotnym problemem może być
również właściwa koordynacja całości tak aby metody i cele były spójne, oparte
na realnych możliwościach całej firmy, a nie np. rozreklamowaniu przez handel
walorów produktów, czemu nie sprosta później produkcja, serwis itp.
Dość często ukryte niebezpieczeństwo tkwi w niewłaściwym
wspomaganiu informatycznym, szczególnie w zakresie kalkulacji i informacji. Rutynowe
zniekształcenia, np. wynikające z braku sensownego podziału kosztów na zmienne
i stałe, bezpośrednie, a naliczane „kluczem” itp., stosunkowo łatwo można
zauważyć (trudniej z wyeliminowaniem), natomiast ze specyficznymi, np. tylko w
danej branży, mogą mieć zasadnicze problemy nawet bardzo silne firmy konsultingowe,
nie mówiąc już o informatycznych.
Spotyka się również opory pracowników głównie wtedy, gdy całe
przedsięwzięcie nie jest dobrze przemyślane i z zainteresowanymi omówione albo
nie posiadają oni wystarczających kwalifikacji. Pracownicy po prostu mogą
podejrzewać, że chce się im obniżyć wynagrodzenia i szuka tylko do tego
pretekstu. A przecież w projekcie chodzi o to, żeby dobrze pracujący na
projekcie skorzystali podobnie jak skorzystać ma cała firma. Skorzystanie przez
pracowników, to nie tylko sama prowizja, ale fakt, że firma będzie lepiej
prosperować, pewniej zapewni im pracę i inne korzyści wynikające z pracy w
dobrze prosperującej firmie. Sprowadzenie
w motywacji wszystkiego tylko do prowizji, to oczywiście błąd - nie tylko
psychologiczny.
O tym, że promotorem zmian powinno być naczelne kierownictwo, to
rzecz niemal oczywista. Inicjatywy oddolne są cenne ale one same z reguły nie
wystarczają do ich zrealizowania, jeżeli naczelne kierownictwo po cichu jest
„przeciw” albo tylko „przyzwala”.
Jeśli naczelne kierownictwo zdecyduje się na szersze usprawnienia
„całego zaplecza” sterującego celami firmy, to powinno zdawać sobie sprawę, że konieczna do tego
kompleksowa wiedza interdyscyplinarna najczęściej przerasta możliwości
pojedynczego człowieka. Trzeba w tym celu zorganizować odpowiednią współpracę
interdyscyplinarną, niekoniecznie jednak zaraz zespół albo zespoły
interdyscyplinarne, a jeśli zespoły - to wcale nie oznacza, że zaraz
samodzielne. Wszystko zależy od konkretnych warunków i celów. Celem jest
zapewnienie odpowiedniej kompleksowej wiedzy i możliwości odpowiedniego
kompleksowego działania. Co to jest ta kompleksowa wiedza w ukierunkowanym
obrocie, to, dla przykładu, w samej tylko ewidencji kosztów daleko przerasta
ona to, co zazwyczaj serwuje tradycyjna księgowość. A przecież to zaledwie
jeden wycinek a spójnie, choć wybiórczo, trzeba znać całość problematyki , w
tym z otoczenia firmy, a jeszcze w dodatku nad tym panować w miarę sił i
możliwości. Konieczna jest zatem wiedza zarówno stratega, jak i organizatora a
także ekonomisty, inżyniera, kosztowca, finansisty,
handlowca, komputerowca a nawet socjologa i psychologa itd. itp.
Oczywiście, jeden człowiek tego wszystkiego nie opanuje. Kilku
różnych specjalistów, z których każdy zna wyłącznie swój własny wycinek zbytnio
się zawodowo „nie dogada”, podobnie jak i nie dogadają się różne działy, z
których każdy zna tylko „swoje”. Jak to porządnie zorganizować: łatwo radzić,
bardzo trudno zrealizować. Cóż można do tego dodać! Istnieje bogata literatura na
temat zarządzania, są firmy doradcze, funkcjonuje nieformalna wymiana poglądów
itp. W podejściu branżowym będę starał się o ułatwienie informacji i wymiany
poglądów. Trzeba liczyć się jednak z tym, że gotowych recept, pasujących dla
każdego i w każdej sytuacji, to po prostu nie ma, i w pewnych zakresach trzeba
szukać indywidualnych rozwiązań.
W zespole
interdyscyplinarnym, mającym przed sobą ambitny cel wymagający do jego
realizacji szerokiej zazębiającej się wiedzy z różnych dziedzin, zazwyczaj
współpraca układa się o wiele lepiej, niż w zespole jednorodnym pod kątem
specjalizacji. Po prostu mniej jest okazji do niezdrowej rywalizacji a więcej do współpracy. Nie oznacza to
wcale, że rywalizacja, nawet w pracy zespołowej, „zawsze i wszędzie jest zła”,
a jedynie, że zawsze i wszędzie trzeba pamiętać, że sytuacje są różne, ludzie,
ich charaktery i motywacje jeszcze bardziej się różnią. Czyli zarządzanie
fachowe zasadniczo różni się od zarządzania „byle jakiego”. Natomiast jaką to
powinno przyjąć formę w strukturze organizacyjnej firmy - naprawdę nic nie
można przesądzać bez znajomości konkretnych realiów.
Koncepcję
motywacji „ukierunkowanego obrotu”
przedstawiłem w
uproszczonym skrócie przyjmując, że powinna zainteresować przede wszystkim
przedsiębiorstwa przemysłowe o szerokim asortymencie produkcji o bardzo
zróżnicowanej opłacalności. Jej rozwinięcie wymaga podejścia branżowego, z
zastosowaniem kompleksowych metod interdyscyplinarnych. Chciałbym
też zauważyć, że wymaga to również o wiele lepszej wiedzy, orientacji i
zaangażowania niż przy prostej prowizji od obrotu, czy nawet od zysku (marży
pokrycia). Może się nawet okazać, że wobec różnych niuansów branżowych
ekonomiczno -techniczno - technologiczno - organizacyjnych i zasad podziału
kosztów na poszczególne wyroby, to tak
naprawdę nikt nie wie do końca, jaka jest opłacalność każdego z nich, a księgowość (rachunkowość), nawet ta najlepsza, jest pewna
jedynie wyniku ogółem (czy wynik „ogółem” zawsze
i wszędzie obiektywnie odzwierciedla rzeczywistość, to druga sprawa ).
Dobrze
jeszcze, gdy zarządzający o tym wiedzą. Przynajmniej intuicyjnie biorą poprawkę na to, o czym wiedzą i starają się usunąć
przyczyny zniekształceń. Gorzej, gdy w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy.
Niestety, nie wszystkie zniekształcenia „widać jak na dłoni” i przy pomocy
zdrowego rozsądku można sobie z nimi poradzić. Nie
wszystkie też zniekształcenia rachunku kosztów ( i nie tylko kosztów) są w
dostępnych opracowaniach omówione, szczególnie gdy w grę wchodzą bardziej wyrafinowane i
wymagające kompleksowego interdyscyplinarnego podejścia, różne niuanse
branżowe.
Jak na ironię, informatyka, która ma wszystkie dane ku temu aby
„oczyścić przedpole i zapanować nad szczegółami i niespójnymi metodologiami”,
zbyt często jeszcze pogłębia dezinformację lub tylko utrwala błędne nawyki. Przyczyny są niezbyt trudne
do zrozumienia dla tych co się
znają, choć trudniejsze do zapobieżenia
Gdyby zresztą chodziło tylko o informatykę i niedostateczną
współpracę lub zainteresowanie kogo trzeba z kim trzeba. Niestety, to jest
„trochę” bardziej złożone. Znaczną część uzasadnionych pretensji można mieć
także do ekonomiki i rachunkowości, jako dyscyplin wiedzy zbyt łatwo
zadawalających się „prawdami formalnymi”. Brakuje również rozwiniętej teorii
podejścia interdyscyplinarnego opartego na wszechstronnej wiedzy i rozumie, z
dobrą znajomością wszystkiego co trzeba.
Dn.
17 listopada 1999 r.
Anonimus
==============================================================
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
==============================================================
Odcinek 4 - dalszy ciąg prowizji
W poprzednich odcinkach przedstawiłem
zarys różnic pomiędzy prowizją od obrotu ogółem, prowizją od zysku (marży
pokrycia) a prowizją od obrotu ukierunkowanego. Główne konkluzje sprowadzają
się do:
1. Wybór
jakiegokolwiek systemu motywacyjnego wymaga starannej analizy sytuacyjnej. Nic
z góry nie można przesądzać ani wykluczać. Nawet
najczęściej zupełnie nietrafne rozwiązanie prowizji od obrotu ogółem, w pewnych
sytuacjach może być rozwiązaniem najlepszym. Odwrotnie: pozornie bardzo trafne
rozwiązanie prowizji od zysku (marży pokrycia) dość często może okazać się
całkiem
wadliwym a co
najmniej wymagającym dopracowania ekonomiczno - organizacyjnego i uzupełnienia
innymi metodami. Te inne
metody, to na bezpośrednio niższym szczeblu szczegółowości raczej na pewno
sprowadzają się do ukierunkowanego obrotu a jeszcze niższym do konkretnych
działań. Oczywiście nie każdy kierunek działań wymaga
odrębnej motywacji formalnej; najczęściej wystarcza zwykłe uświadomienie
pracownikom, co chce się osiągnąć i jak oraz jaki w tym interes ma firma i oni
sami.
2. Często przeważnie
najlepsze - wg mnie - rozwiązanie na „ukierunkowany obrót” , zarówno gdy jest
rozwiązaniem głównym czy tylko pomocniczym, zazwyczaj wymaga dobrego
przygotowania daleko wybiegającego poza rutynę, i co najmniej omówienia z
pracownikami, co chce się osiągnąć i jak
i jakie w zakresie ich dotyczącym są tego uwarunkowania. Rozwiązanie to
również łatwo może zakończyć się zawiedzionymi nadziejami a nawet klęską, jeśli
np. kto trzeba, nie ma takich kwalifikacji, jakich trzeba. Abstrahuję od
rzeczywistej „siły wyższej”.
3. Na dobór metod motywacji
i w ogóle metod zarządzania duży wpływ mają kwalifikacje zarówno zarządzających
jak i zarządzanych. Problem jest mocno złożony. Zasygnalizuję tylko trzy jego
aspekty:
1) w wielu przedsiębiorstwach, nawet pozornie nowoczesnych, głęboko
zakorzenione są przeróżne deformacje działania, uprzedzenia i wiedza, wywodzące
się z okresu niezbyt mądrego centralnego systemu zarządzania, pomieszane z
równie niezbyt mądrymi albo wręcz prymitywnymi wyobrażeniami z okresu bardzo
wczesnego kapitalizmu,
2) bardzo wielu pracowników ( i zarządzających) starszego i
średniego pokolenia, którzy z racji zajmowanych stanowisk powinni dobrze znać
współczesną organizację zarządzania, w tym ekonomikę, rachunkowość, marketing,
wspomaganie informatyczne itp. - bardzo powierzchownie opanowało zasady
gospodarki rynkowej, nie czyta współczesnej fachowej literatury na te tematy
(poza tym co wymusza „fiskus” itp.), nie zna osobiście komputerów itp. itd.
3) współcześni absolwenci odpowiednich kierunków studiów związanych
z zarządzaniem (ekonomiką, finansami itp.), trafiający do przedsiębiorstw jak
wyżej, jeśli nawet będą mieli wpływ na cokolwiek, to nie znając specyfiki
branży, bardzo łatwo, w dobrej wierze, mogą jeszcze pogłębić deformacje,
czyniąc je skuteczniejszymi i trudniej zauważalnymi.
4. Warto zasygnalizować
problem motywacji samych zarządzających w sytuacjach, gdy właściciel faktycznie (nie formalnie)
jest taki, jakby to powiedzieć, trochę „abstrakcyjny”, niezbyt się znający i
niezbyt interesujący sprawami firmy. Nie sądzę aby w takich sytuacjach
specjalnie trudnym było do zauważenia, że zarządzającemu, z normalnych ludzkich
pragmatycznych odruchów, nawet specjalnie nie zależy na podnoszeniu swoich
kwalifikacji („nie ma takiej potrzeby”); wystarczy, że będzie po prostu wystarczająco sprytny, aby
odpowiednio się ustawić. Niestety, to może być jeszcze bardziej niebezpieczne niż w
czasach minionych, gdy system zarządzania centralnego, co prawda nie zawsze
zbyt sprawnie i mądrze, ale jednak coś pilnował.
5.
Warto w ogóle zasygnalizować problem tzw. „negatywnego
dostosowania się”. On był jaskrawo widoczny w tzw. gospodarce planowej,
teraz znacznie mniej, lecz występuje nadal dość powszechnie i wyraźnie, nie
tylko w odniesieniu do fiskalizacji i motywacji.
Dn.
30 listopada 1999 r.
Anonimus
==============================================================
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
==============================================================
Odcinek 5
Wybrane myśli o zarządzaniu
Zgodnie
z zapowiedzią ( końcówka odcinka 2) przechodzę do propozycji informowania w
Internecie o fachowej literaturze na tematy zarządzania w ogóle, w tym w
zakresie ekonomiki, rachunkowości, controllingu, informacji, analiz, planowania
i motywacji oraz wsparcia informatycznego całości, z jednoczesnym
prezentowaniem wybranych myśli danych Autorów, i - w późniejszym okresie - uwag
czytelników. Cel - jak zwykle : hobby. Tym razem jako motto posłużył mi
fragment z książki
„Przedsiębiorstwo
na Podsłuchu. Jak uczyć się zarządzania postindustrialnego” Michela
Croziera,
który wg mnie przenikliwie i proroczo napisał:
„Sceptycy mają okazję
uśmiechać się i powtarzać, że „im więcej się zmienia, tym bardziej wszystko
pozostaje po staremu”. O tyle mają oni rację, że rzeczywiście za parawanem
ruchów intelektualnych kontynuowane są stare praktyki. Każda nowa idea wyzwala
niebywały entuzjazm i wciąż te same trudności z jej urzeczywistnieniem, to
samo zmęczenie po pewnym czasie, to samo zniechęcenie i tę samą gotowość na
przyjęcie następnej mody. Mylą się oni jednak o tyle, że w wyniku tych
kolejnych wysiłków i porażek realny świat mimo wszystko nieustannie i głęboko
się zmienia. Problem polega na tym, że zmiany te nie tylko nie znajdują
wyraźnego i adekwatnego odzwierciedlenia intelektualnego, ale pozostają mało
widoczne, nie wnosząc wiele do filozofii i ogólnych zasad zarządzania. Jednak
ich kumulowanie się przygotowuje grunt pod wielkie zachwianie i spektakularną
zmianę, jaka nastąpi wówczas, gdy już w pełni uświadomimy sobie jej
konieczność.”
(Michel Crozier: Przedsiębiorstwo na
podsłuchu. Jak uczyć się zarządzania postindustrialnego, Państwowe Wydawnictwo
Ekonomiczne, Warszawa 1993).
Technicznie prezentacja
będzie składała się z czterech warstw:
- pierwsza, imię i nazwisko autora, tytuł, wydawnictwo,
- druga, skrócony wstęp lub przedmowa, jeżeli nie pisał ich sam
Autor ( w
trakcie realizacji - odstąpiłem od tej zasady przytaczając także przedmowy i
wstępy pisane przez samych autorów. Z.U.),
- trzecia, cytaty wybranych myśli z danej książki (czasopisma), a
jeśli one same są cytatami z innych dzieł - podanie kolejnych autorów i
wydawnictw. Do tego dojdą moje ( i ewentualnie współredagujących) uwagi, komentarze, odsyłacze do
innych pozycji itp.
- czwarta, wybrane listy czytelników.
Wyróżnienia tekstów i ich dobór - to wyłącznie moje ( i ewentualnie
współredagujących) rozwiązania. Jeśli o to ktokolwiek będzie miał pretensje -
to powinien mieć do mnie a nie Autorów lub Wydawnictw.
Prezentacja obejmie zarówno dzieła o
charakterze naukowym (teoretycznym i praktycznym) oraz zwykłe poradniki i
artykuły prasowe, publikacje internetowe
itp. Wybór i kolejność
przedstawienia są wypadkową wielu elementów celowych i - niestety - sporo
przypadkowych. Nie zdołałem tego też tak profesjonalnie dopracować jakbym
chciał. Po prostu, materiały pochodzą wyłącznie z moich prywatnych niezbyt
dużych zbiorów, gromadziłem je głównie dla siebie - w ramach swego prywatnego
hobby, trochę jednak z zamiarem przekonania do nich najbliższego otoczenia
zawodowego. Nie musiałem więc prowadzić ani nie prowadziłem normalnego
warsztatu naukowego, tylko wybierałem to, co w danych warunkach uważałem za
istotne, a miałem do tego dostęp. Mniejsza z tym z jakich powodów, ale
postanowiłem dość niedawno, do propagowania fachowej literatury na tematy
zarządzania wykorzystać Internet. Nie czynię tego w celach komercyjnych. Dalej
to tylko hobby z bardzo ograniczonymi możliwościami. Mam jednak nadzieję, że
jeśli włączy się do tego ktoś bardziej ode mnie kompetentny i mający większe
możliwości, całkiem szybko można to przekształcić w pełni profesjonalne
opracowanie. Być może zresztą, iż coś takiego już istnieje, tylko ja o tym nie
wiem.
Dla
przekornego uzasadnienia całego przedsięwzięcia, oprócz cytowanego wyżej
najwybitniejszego francuskiego socjologa naszych czasów Croziera (najwybitniejszego :
cytuję to za Krystyną Bolesta Kukułka - autorką wstępu do wydania
polskiego jego książki „Przedsiębiorstwo na podsłuchu” ), uważam za celowe
przytoczyć słowa wybitnego węgierskiego ekonomisty światowej sławy, Jánosa Kornaia, który, ponad ćwierć wieku temu,
napisał:
„W dyskusjach dotyczących obecnego stanu nauk ekonomicznych
często natrafiamy na następujący pogląd. Nasza
dyscyplina jest obecnie w takim stanie, jak fizyka na początku tego stulecia.
Mamy już coś w rodzaju „klasycznej fizyki”: teorię równowagi ogólnej. Teraz
musimy stworzyć „nowoczesną fizykę” w dziedzinie ekonomii, która powinna
odznaczać się bardziej ogólną stosowalnością, ale która obejmowałaby, jako
szczególny przypadek, naszą klasyczną fizykę - teorię równowagi ogólnej.
Sądzę, że to
porównanie jest nie do utrzymania i że daje ono powody do popadania
w stan nieuzasadnionego samozadowolenia. ... Bylibyśmy zupełnie zadowoleni,
gdybyśmy w naszej dyscyplinie osiągnęli sytuację taką, jaką osiągnęła fizyka
przed rokiem 1905. Ale nasza sytuacja jest inna.”
( János Kornai: Anti-Equilibrium
Teoria systemów gospodarczych Kierunki badań. Państwowe Wydawnictwo
Naukowe, Warszawa 1973, str. 471 - 472).
Trochę
mnie korci aby już teraz przytoczyć także „co nie co” na tematy:
• „wiarygodnego”
rachunku kosztów w „wiarygodnej” księgowości, bo już od pięciuset lat opartej
na zasadzie bilansowej (podwójnego zapisu), wielokrotnie sprawdzanej,
porównywanej ze spisami z natury itd. itp., * „wiarygodności”
doskonałych narzędzi ekonomiczno - informatycznych i statystyki, bo opartych
głównie na danych tej doskonałej „wiarygodnej księgowości”;
• „wspaniałych”,
w pełni profesjonalnie opracowanych - zgodnie
z zasadami sztuki - projektach inwestycyjnych, które się nie
powiodły, bo ktoś coś tam w nich nie dopatrzył, źle obliczył lub wyszacował ,
prawie jak w przysłowiu „operacja się udała, a jedynie pacjent umarł, bo anestozjolog coś tam pomylił”,
• życzeniowych
biznesplanów opracowywanych po to, niemal jak za socjalizmu, aby zadowolić kogo
trzeba, a później włożyć je gdzieś głęboko na dno szuflady i rządzić „na oko”
lub jedynie wg tego, co „we własnej głowie”.
Nie
zrobię tego jeszcze. Wszystko w swoim czasie!
Cóż,
Świat się zmienia. Coraz lepiej go
poznajemy. To nie powód, żeby bezkrytycznie negować przeszłość ale powód, żeby
mieć coraz bardziej otwarty umysł na przyszłość. To trudne, nawet bardzo
trudne i prywatnie nie zawsze się opłaca, i nie zawsze udaje. Czy warto
próbować ? To zależy ! Świat zmieniają przeważnie ci, którzy, ogarnięci jakąś
pasją, często poza nią nic więcej nie widzą i docześnie sami zazwyczaj źle na
tym wychodzą. Trudno do tego namawiać. Można jedynie pokusić się o stworzenie
lepszych warunków do postaw nowatorskich a zarazem stworzyć zabezpieczenia aby
nowatorstwo nie przekraczało granic rozsądnego ryzyka, bo nawiedzonych,
niedouczonych i nieodpowiedzialnych też mnóstwo.
Odbiegłem
trochę od tematu. Wracam do dnia dzisiejszego i proponowanej prezentacji
fachowej literatury. Wybrane fragmenty tak dobrałem, że powinny zainteresować
interesujących się i skłonić ich, przynajmniej do „przekartkowania” całości
danej książki, artykułu itp. Sądzę również, że nawet ograniczenie się do
przeczytania tego, co ja wybrałem i zamierzam w Internecie zaprezentować, wielu
ludziom może szerzej otworzyć oczy na metody i problemy nowoczesnego
zarządzania. Może też, u jednych zmniejszyć uprzedzenia do teorii dość często
utożsamianej w praktyce gospodarki, „jako coś nieżyciowego, utopijnego, bujania
w obłokach itp.”, a u drugich, tych
rzeczywiście „doskonale” przygotowanych teoretycznie ale nieco oderwanych od
rzeczywistości, może co nie co nauczyć szacunku do tej szarej, nienaukowej a
mimo to nieraz daleko wyprzedzającej teorię praktyki. Zresztą sam podział na
praktykę i teorię zarządzania coraz bardziej się zaciera. Obie te dziedziny,
jeśli tak je można nazwać, coraz bardziej się przenikają a możliwość
komputerowej symulacji zjawisk i zapanowania nad szczegółami, pomimo często
uzasadnionej krytyki, tej integracji
sprzyja. Jestem przekonany,
że i Internet też dużo może tu pomóc ,
oby tylko nie wkradł się do tego wszechogarniający chaos.
Kiedy
strony będą gotowe do wstępnej prezentacji? W sumie z „przewertowanych”
dotychczas przeze mnie kilkunastu tysięcy stron fachowej literatury
kilkudziesięciu autorów, do prezentacji wstępnie wybrałem myśli liczące łącznie
kilkaset stron, czyli około 2 % - 3 %. Trochę się jeszcze waham z rozpoczęciem
prezentacji bo nie wiem, jak na proponowaną formę propagowania fachowej
literatury, a zarazem wymiany poglądów, zareagują wydawcy, szczególnie ci,
którzy na okładkach książek zamieszczają groźnie brzmiące klauzule w rodzaju:
„Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej
książki lub jej fragmentów nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie
ani w jakikolwiek sposób (na urządzeniach elektronicznych, mechanicznych, do
fotokopiowania, nagrywania lub przechowywania informacji) bez pisemnej zgody
Wydawcy.”
Osobiście
sądzę, że to co proponuję popularyzować w Internecie, raczej zachęci a nie
zniechęci do czytania oryginalnych dzieł , choćby tylko dlatego, że wybieram z
nich wręcz prowokującą do myślenia „kwit esencję”, powinno więc leżeć w
interesie zarówno autorów jak i wydawców. Sądzę też, że postępuję w granicach
dopuszczonych prawem, z uwagi na formę prezentacji i twórczy wkład własny w jej
opracowanie. Wolał bym jednak uniknąć wszelkich na ten temat sporów a zarazem z
prozaicznych powodów hobbysty uniknąć także indywidualnego zwracania się do
każdego Wydawcy o zgodę, a szczególnie przekonywania do takiego a nie
innego doboru i prezentacji tekstów. Po prostu obawiam się, iż to wszystko
mogłoby zbyt długo potrwać, tracąc cały sens: wykorzystania publikacji do
szczegółowej analityki branżowej. A tam, w obliczu tego co się dzieje, i
wkrótce będzie dziać więcej, naprawdę już nie ma czasu na
„działania po staremu”. Zbyt dużo do stracenia dla zbyt wielu. Zwracam się
więc z prośbą o cichą zgodę do wszystkich. Dziękuję za zrozumienie.
Publikację rozpoczynam próbnie. Na stronie zarządzanie znajduje się
„pierwszy rzut” - pierwsze dziesięć pozycji, w tym tylko dwie rozwinięte.
Uzupełnienia - jak zwykle - co około dwa tygodnie.
Dnia
14 grudnia 1999 r.
Anonimus
Uzupełnienie
Do
końca stycznia przyszłego roku ograniczam się do prezentacji fragmentów
wybranej literatury na tematy zarządzania. Od lutego, nie przerywając tej
prezentacji, zamierzam rozpocząć branżową konkretyzację, a od marca w jakiś
sposób udostępnić witrynę do wymiany poglądów. Zapowiedziany odcinek szósty „zarys
wprowadzenia do problemu wiarygodności danych i ich przetworzeń w informacji i
analizie ekonomiczno - finansowej „ będzie jednocześnie wstępem do
szczegółowej analityki branżowej i branżowych problemów zarządzania. Co z tego
wyjdzie?
Życzę wszystkim jak najmniej problemów z "Y2K" i w ogóle Szczęśliwego
Nowego Roku 2000.
Dnia
23 grudnia 1999 r.
Anonimus
----------------------------------------------------------------------------------
Uwagi po roku
Dziękuję
Autorom i Wydawnictwom za wyrozumiałość. Mam nadzieję, że nikomu nie
zaszkodziłem, a Czytelnikom może nawet trochę pomogłem.
Siła
pomysłu ujawni się prawdopodobnie dopiero wówczas, gdy uda się zorganizować
jakąś uporządkowaną wymianę poglądów.
Wg mnie największe możliwości mają tu same Wydawnictwa.
Ja
osobiście, realnie oceniając własne siły, spróbuję coś więcej zrobić tylko wtedy, jeśli znajdę
kogoś do pomocy. Oczywiście, od samego początku byłem i jestem nastawiony na
wykorzystanie literatury do praktycznych działań w podejściu branżowym. Po
prostu nowoczesne zarządzanie, w tym controlling, rachunkowość zarządcza,
marketing, ekonomika itp., są zwyczajnie mało znane, a grubych ksiąg na te
tematy mało kto „ma czas” czytać, o ile w ogóle konkretnie wie o ich istnieniu.
Niestety, coraz bardziej ogarnia mnie sceptycyzm. Mimo to nadal próbuję. Nadal
też proszę Autorów i Wydawnictwa o wyrozumiałość dla mojej prezentacji.
Nadal też prezentacja wybranej literatury nie ma charakteru komercyjnego,
przynajmniej z mojej strony.
Grudzień 2000
Anonimus
==============================================================
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
==============================================================
Odcinek 6
Witam
w Nowym Roku. Przypuszczam, że przeogromna większość z Państwa jakoś sobie
poradziła z problemami "Y2K"
albo ich w ogóle nie miała. Mnie osobiście, jeszcze kilka miesięcy temu,
przysparzały one sporo nerwów, ale na samym końcu wszystko zaczęło toczyć się
„gładko”. Oby tak dalej, i w ważniejszych sprawach, czego też i wszystkim
życzę. Bliższe luźne uwagi będą zawarte na stronie 2000,
która ukaże się pod koniec lutego br.
Zgodnie z zapowiedzią, w lutym br. przystąpię też do konkretyzacji tematów:
- zarys wprowadzenia
do problemu wiarygodności danych i ich przetworzeń w informacji i analizie
ekonomiczno - finansowej. Nazwa strony - Informacja
ekonomiczna,
- wstęp do szczegółowej analityki branżowej i branżowych
problemów zarządzania. Strona będzie nosiła nazwę branży.
Oprócz
tego, „wedle sił i możliwości”, będzie nadal rozwijana strona Zarządzanie.
Całość, to tylko amatorskie
jednoosobowe hobby. Proponuję więc nie liczyć na „zbyt dużo”, choć z drugiej
strony, na przestrzeni wielu lat, zebrałem i przeanalizowałem sporo materiałów
na temat tzw. szczegółów praktyki. Coś mi się wydaje, że kiedyś minie moda na
niedocenianie (lekceważenie, to chyba zbyt mocne słowo) pozornych drobiazgów w
ekonomice i zarządzaniu, które być może całkiem często przesądzają o powodzeniu
lub niepowodzeniu jakiejś idei lub jakiegoś przedsięwzięcia. Takie
niedocenianie drobiazgów („po co znać się konkretnie... Mamy doskonałe
narzędzia ...”) jest
„nie do pomyślenia”
w naukach ścisłych. Informatyka też tu chyba nie powiedziała jeszcze ostatniego
słowa (aż się prosi także i o inne - oprócz normalnie stosowanych - podejście
do tematów analityki ekonomiczno - finansowej). Przypuszczam, że wielu
praktyków, „na własny użytek”
już od dawna to robi. A że zazwyczaj nie pisze i zbyt głośno o tym nie mówi, to
inna sprawa. Ma to nawet eleganckie wyjaśnienie: podejście „inżynieryjno –
ekonomiczne” (lub „techniczno – ekonomiczne”) jest bardzo pracochłonne i
specyficzne tylko dla danej działalności. Stosuje się je w zasadzie wtedy, gdy
zawodzą metody wskaźnikowo - porównawcze. Rozwijanie tematów „wąskich
specjalizacji” jest z przyczyn oczywistych nieopłacalne dla wydawnictw (czy
także internetowych?) i do tej pory „aż tak za bardzo” chyba i nie interesuje
teoretyków. Czy powstała zatem luka w całej dziedzinie nauk ekonomicznych? W
dziewiętnastym wieku tej luki raczej nie było. Świat nie był jeszcze tak
skomplikowany. Do rozwiązywania
szczegółów wcale nie
był konieczny inżynier. Wystarczył technik. Inżynier miał ważniejsze sprawy „na
głowie”. Czy teraz również tak jest? A faktyczną czy rzekomą lukę „ktoś” tam, jakoś na
własną rękę i „pomyślunek” prawidłowo przeważnie wypełnia, sprawy zatem nie ma?
Lokalnie, widzę, że luka jest. Globalnie - nie wiem.
Zresztą... to tylko hobby!
Dnia 5 lutego 2000 r.
Anonimus
Odcinek 7
Niestety, przyznaję ze wstydem, nie dotrzymałem słowa, tymczasowo
nie będzie żadnej konkretyzacji, nie będzie udostępnienia strony do wymiany
poglądów, nawet - chwilowo- zrezygnowałem ze strony „2000”, która miała być
tylko drobną ilustracją metod skutecznej analizy, niczym więcej. Zmierzałem i
nadal zmierzam, do wywołania impulsu, jak mądrzej, szybciej i konsekwentniej
wprowadzać do praktyki zarządzania w przedsiębiorstwach, to, co najlepsze w
teorii, a da się już teraz adaptować do praktyki. Zamierzałem i nadal zamierzam do pokazania, jak
wiele jeszcze specyficznych ale masowych problemów, znanych wielu praktykom,
jest prawie „nie tkniętych” przez teorię, a większość z nich prawdopodobnie
prawie nigdy szerzej nie wychodzi na „światło dzienne”. Po prostu, mało kogo to
interesuje, a jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy, jak często one przesądzają
o efekcie końcowym. Tym impulsem miała być, zgodna z zasadami prawa i etyki,
odpowiednio dobrana mądra konkretyzacja, która, w założeniu, miała nakłonić przynajmniej do
dyskusji a w dalszej kolejności - do szukania rozwiązań. W tym poszukiwaniu
rozwiązań chciałem (i nadal chcę) wykorzystać to, co odkrył Ian
Robson (metoda - model ujednolicenia percepcji), a
zamarkował Tom Lambert w swojej książce Problemy Zarządzania (por. dodatek) – poz.14 „Prezentowanej
literatury”. Niestety, przeliczyłem się z siłami. Ponowna, któraś już z rzędu,
analiza sytuacji, doprowadziła mnie do wniosku, że nawet „próba nadania
impulsu”, powinna być o wiele staranniej przemyślana i dopracowana, niż ja to
zrobiłem. Bardzo mnie przykro. Przepraszam. Bliższe wyjaśnienia na stronie „Konkretyzacja”,
którą chyba
opublikuję w ciągu najbliższych paru tygodni, może nieco później. Tymczasem mam
zamiar nadal popularyzować wybraną literaturę na stronie „Zarządzanie”, i mam nadzieję, że mi
Autorzy i Wydawcy wybaczą, że niezbyt fachowo to robię. Czytelników zaś gorąco
zachęcam przynajmniej do „przekartkowania” tej literatury. Moje „Wybrane myśli”
są bowiem zbyt skąpe i zapewne zbyt subiektywnie dobrane, aby prezentowały pełny
obiektywny obraz poglądów danych Autorów.
Dnia 29 lutego 2000
r.
Anonimus
P.S. Wahałem się, czy to napisać. Doszedłem
jednak do wniosku, że powinienem już teraz, zanim „wszystko” lepiej dopracuję:
-
kilkanaście lat temu, gdy mi w ogóle „do głowy” nie przychodziła myśl o upadku
socjalizmu, natomiast byłem przekonany, że musi nastąpić porządna reforma
gospodarcza, chciałem „po cichu” przygotować do tej reformy kadrę z kilkunastu
firm, o „księżycowej” ekonomice, „przeraźliwie” nie dostosowanej
księgowości, zbiurokratyzowanym
planowaniu oraz kadrze, którą bardzo niemądry i nadopiekuńczy system dotacji,
nie zmuszał nawet do nauki manipulacji. Przekonałem kogo trzeba do wyrażenia
zgody na szkolenie praktyczne, tj. oparte na autentycznych materiałach i
sytuacji wybranych firm. Opracowałem wstępny program szkolenia - do uzgodnienia
ze zleceniobiorcą. Uzupełniłem go o wyniki testów z własnych szkoleń.
Przygotowałem także, jako „półtajną”, analizę mechanizmów gospodarczych (do
pokazania szkolącemu w odpowiednim momencie). Nie było problemów finansowych do
finansowania szkolenia. Znalazłem bardzo znaną firmę, która się chwaliła, że
współpracuje z kilkudziesięcioma wybitnymi polskimi teoretykami i praktykami,
pracującymi w zespołach interdyscyplinarnych, słowem taką, jaka była mi
potrzebna po to, by ktoś z uznanym autorytetem zajął się tematem. Zlecenie
zostało podpisane, a ze zleceniobiorcą zasady konkretnego praktycznego
podejścia wstępnie uzgodnione. Na drugim etapie uzgodnień byłem proszony o
podanie trochę szczegółów branżowych. Zrobiłem to. Raz jeszcze podkreśliłem, że
żaden z wykładowców (prowadzących szkolenie) nie będzie podczas zajęć
zaskakiwany czymś nowym. Już „moja w tym głowa”, żeby odpowiednio wcześnie
został o wszystkim uprzedzony. Jeszcze raz też podkreśliłem, że nie mogę
zgodzić się na szkolenie, z samych założeń tylko „ogólnoteoretyczne”, bo wg
mnie niewiele to da. Jeśli się w tym mylę - prowadzący zajęcia będą musieli to
udowodnić. Jak się to skończyło? Zwyczajnie. Po kilku tygodniach otrzymałem
zawiadomienie, że firma chętnie podejmie się szkolenia, ale tylko ogólnoteoretycznego.
Prywatnie nawet usłyszałem wyjaśnienie „Wie Pan, my byśmy się dogadali, ale
kierownictwo...”,
-
początek nowego ustroju. Jeszcze raz próbuję przekonać o konieczności mądrego
szkolenia. W lokalnych analizach ostrzegam, że skutki będą opłakane, jeśli się
tego nie zrobi i nadal będzie „tak ogólnie” albo wszystko puszczone zostanie
„na żywioł”. Jeśli ktoś w ogóle chciał na ten temat dyskutować, to zazwyczaj
mówił: „A po co? Gospodarka rynkowa „w mig” sama wszystko rozwiąże i nauczy. To
już nie te czasy, żeby zajmować się szczegółami. Nie minie dwa, trzy lata a już
wszyscy będą umieli sami znacznie więcej niż Pan chce, żeby ich szkolić”. Co z
tego wyszło - widać „jak na dłoni”,
-
przed kilku laty, gdy swoje poglądy mogłem już solidnie „podeprzeć” fachową
współczesną literaturą, jeszcze raz lokalnie próbowałem, co prawda z niewielkim
teraz lokalnym rozmachem. Co wyszło? Mało kto i mało do czego dał się
przekonać, a już najmniej do konkretnych zmian rzeczy, które wołają „wprost o
pomstę...”,
-
stan na dzisiaj. Sytuacja gospodarcza „dryfuje” na „gorzej”. Wydaje mi się, że
jeszcze sporo możliwości nie zostało wykorzystanych (do poprawy, nie
pogorszenia). Aby je wykorzystać - potrzebna jest jednak dużo większa mądrość i
chęci oraz podejście, które najpierw nakłoni do zdobycia „chęci” a później
także i mądrości. Sam nie wiem, co więcej teraz do tego dodać? Szukam
sojuszników, a jednocześnie odwlekam, bo sam jestem za słabo przygotowany. To
wszystko na dzisiaj.
Dnia 1 marca 2000 r.
Anonimus
===============================================
Odcinek 8
Przypuszczam,
że już wystarczająco obszernie przytoczyłem zarówno fragmenty wybranej
literatury, jak i własne myśli, aby każdy, kto jest zainteresowany
podniesieniem sprawności zarządzania, a zechciał to przeczytać, mógł sobie
wyrobić odpowiednie poglądy.
Przechodzę teraz do zapowiedzianej na wstępie analizy branżowej. Wstęp do niej
zawarty jest na stronie „Mleczarstwo”.
Niezależnie od tego, nadal trochę zamierzam popularyzować wybraną literaturę,
gdzieniegdzie wtrącając swoje „trzy grosze”, głównie pod kątem konkretyzacji.
Następnym etapem powinno być chyba wstępne zebranie opinii czytelników i jakieś
udostępnienie stron do dyskusji.
Dalej... ?
Nadal, to jest tylko jednoosobowe hobby.
Dnia
22 września 2000 r./18 października 2000 r.
Anonimus
Odcinek 9
Ukierunkowany rozwój firmy
...
---------------------------------------------------------------------------------------
strony dodawane sukcesywnie w roku 2000
Zarządzanie |konkretyzacja
| Mleczarstwo |
ich aktualne główne adresy:
Prezentacja
literatury | Konkretyzacja
| Mleczarstwo | Strona główna
---------------------------------------------------------------------------------------
Zmieniam koncepcję swoich stron. Aktualną stronę planuję rozbudować, ale jeszcze nie wiem kiedy i jak. Główna przyczyna: zmiany na rynku w wyniku procesów globalizacji,
niesamowitego rozwoju techniki, narastającej konkurencji oraz komplikowania się spraw makroekonomicznych i społecznych.
Główny nacisk kładę na prezentację literatury.
Swoje uwagi, coraz liczniejsze, nadal traktuję tylko jako sygnalne markowanie tematów, w ramach jednoosobowego, nie
komercyjnego hobby. Czy rozpracuję lepiej?
Przepraszam, jeśli kogoś zawiodłem.
Swoje credo (też niedokończone) przedstawiam na stronie „Credo”.
7 październik 2005 r.
Anonimus
-------------------------------
Założenia i refleksje
Przystępując do pisania tej strony miałem świadomość, jak niesamowicie zniekształcony jest oficjalny rachunek kosztów w
pewnych grupach przedsiębiorstw. Mówiąc wprost, zniekształcony rachunek
kosztów, to po prostu:
- brak
prawdziwego rozeznania, czy zwiększona
sprzedaż konkretnych artykułów przynosi zyski, czy też straty,
- działanie „na oślep” w sprawach
marketingowych, motywacyjnych, inwestycyjnych itp.,
- częściowe działanie
„na oślep” w koncepcji informatyzacji przedsiębiorstwa, przy niesamowitym wręcz
marnowaniu możliwości informatyki, a nawet doprowadzenie do tego, że system
informatyczny, zamiast informować, zaczyna dezinformować.
Wiedziałem też, że przyczyny tego stanu rzeczy tkwią nie tylko w rutynie
praktyków, ale także w niedopracowaniu szczegółów branżowych przez teorię, skutkiem czego,
zarządzający nie znając szerzej teorii i szczegółowych rozwiązań we własnej firmie,
często uważają, że ich własny zdrowy
rozsądek jest lepszy od wiedzy teoretycznej.
Wiedziałem również, jak duże możliwości twórczego
myślenia i działania
tkwią w poszczególnych pracownikach – dzięki ich znajomości „nudnych”
szczegółów, i
że gdyby odpowiednio zorganizować samo zarządzanie i motywacje, podnieść
„nieco” kwalifikacje pracowników i swoje własne, kierownictwo może mieć
olbrzymią pomoc w dbaniu o dobre wyniki gospodarcze.
Zakładałem także, że istnieje duża płaszczyzna wspólnych celów pomiędzy
kierownictwem i pracownikami, i że chociaż do
pewnego stopnia będą wobec siebie lojalni, a przynajmniej spróbują najpierw
wykorzystać wszystkie
możliwości utrzymania firmy i stanowisk pracy, a dopiero wtedy, gdy to nie da rezultatów, pójdą na rozwiązania drastyczne.
Zdawałem sobie sprawę, że w sytuacjach trudnych dość często zwycięża zwyczajny
egoizm co sprytniejszych, z nieliczeniem
się z innymi, czego
charakterystycznym przykładem było
„rozdrapywanie” prywatyzowanych zakładów na co smakowitsze kąski, z
wyrzucaniem reszty na bruk; niestety, tą resztą byli i ludzie.
Zdawałem sobie również sprawę, że ludzie
zazwyczaj postępują po „linii
najmniejszego oporu” a jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, zdobywają się na heroiczne zrywy, stąd mój sceptycyzm,
nawet do własnych idei. Po co więc kierownictwo ma się
specjalnie wysilać z
wznoszeniem poziomu zarządzania na „niesłychane wyżyny”, kiedy zawsze
znajdą się usłużni
konsultanci lub doradcy, którzy pod hasłem troski o klienta (i
akcjonariuszy) podpowiedzą, jak w ramach restrukturyzacji przeorganizować
firmę,
pozbywając się
wszystkiego co zbędne.
A że zbędnymi
może się
okazać
nawet większość
pracowników? - No cóż. „Takie są prawa
rynku. Państwo zapewnia jakieś osłony, ale ludzie
powinni przede wszystkim radzić sobie sami. W
budżecie jest za mało pieniędzy, żeby Państwo mogło utrzymywać rozwinięte na dawnym
poziomie funkcje opiekuńcze”. (takie są typowe wyjaśnienia zwolenników bezgranicznej wiary
w rynek).
Zdawałem sobie także sprawę, choć niestety dość słabo, że
globalizacja to nie tylko same dobre strony, ale także trochę i negatywnych, także dla najwyżej rozwiniętych społeczeństw. Miałem jednak nadzieję, że Unia Europejska z negatywnymi zjawiskami jakoś sobie poradzi, i
nie ma potrzeby specjalnie tematu eksponować. Szczerze mówiąc, dopiero po prezentacji książki Naomi
Klein: No Logo w miesięczniku Dziś nr
5/2001 (poz. 80 prezentowanej literatury)
przez Mariana
Dobrosielskiego, zacząłem się trochę głębiej nad tym zastanawiać. Bardzo charakterystyczny jest tu
artykuł Wolfanga Uchatiusa* mówiący o losach wysokiej klasy
informatyków, czyli kogo jak kogo, ale ludzi,
którzy jeszcze kilka lat temu sądzili, że niemal cały świat „kładzie się
im do stóp”, że należą do elity, której nikt nie ośmieli się lekceważyć, że oni
nigdy nie będą mieli problemów nie tylko z zatrudnieniem, ale także z
atrakcyjnymi warunkami pracy. A jednak „Niewidzialna ręka rynku” pokazała co potrafi.
Artykuł można streścić w kilku słowach: Niemcy
wylądowali na bruku. Węgrzy się cieszą, bo do nich przenoszą się zakłady. Za
kilka lat Węgrzy przestaną się cieszyć, bo zakłady już się przygotowują do
dalszej przeprowadzki, teraz do Indii. (Obszerne fragmenty z tego
artykułu cytuję pod. poz. 100 prezentowanej literatury).
Nawiasem mówiąc, polskim
informatykom też już zrobiło się
„nielekko”, choć nie tracą jeszcze nadziei.
Fragmenty artykułu Antoniego Bielewicza** na ten temat (głównie pod kątem startu życiowego młodych)
dodałem– tymczasowo – też do poz. 100 prezentowanej literatury.
----------
* Wolfang
Uchatius
Die Zeit, 28.07.2005
FORUM (najciekawsze artykuły
z prasy światowej)
Nr 34 (22.08. – 28.08.2005), str. 26 – 29.
----------
** Antoni
Bielewicz
COMPUTERWORLD Nr 36/687
z 4 października 2005 r., str. 4-6
---------
Wiedząc
o tym wszystkim mniej lub więcej i ciągle uzupełniając swoją wiedzę już w
trakcie pisania, zabrnąłem w końcu w gąszcz problemów, raczej istotnych, i
własnych na pewno bardzo ograniczonych możliwości, i właściwie sam nie wiem, co
dalej. Skupić się tylko na kilku banalnych zagadnieniach, które sam jestem w
stanie do końca dopracować, i potraktować to komercyjnie - jakoś specjalnie nie
mam ochoty. W końcu nie w tym celu rozpoczynałem całą publikację. Kontynuować
ją dalej z wielkim rozmachem (jak na jedną osobę), nic nie kończąc...?
18 październik 2005 r.
Anonimus
-------------------------------
Zakończenie ?
Minęło kilka lat. Mamy koniec czerwca 2009
r. Co się na świecie dzieje – każdy jakoś ocenia. Ja już
kilka lat temu oceniłem, że rozwój tej strony muszę odłożyć na dopracowania
stron w kontekście społeczno-makroekonomicznym. Inaczej to nie ma sensu. Po
prostu trzeba się zdecydować, i od tego uzależnić treść, komu to ma służyć:
celom ogólnospołecznym? Samym przedsiębiorstwom? Naczelnym kierownictwom tych
przedsiębiorstw? Grupom interesu? Organom państwa, żeby lepiej potrafiły
regulować lub deregulować, to co należy regulować lub deregulować? Oczywiście
jest to cała masa interdyscyplinarnych problemów, możliwa do opanowania chyba
jedynie przez bardzo silny interdyscyplinarny zespół, znający bardzo dobrze
teorię i praktykę, i w dodatku – co jest chyba najtrudniejsze – znający dobrze
istotne interdyscyplinarne szczegóły. Czy jest to w ogóle realne? Niemal
powszechne zdanie się na „mądrość niewidzialnej ręki rynku”, zupełnie
niechcący, jakby mimochodem mimowolnie dobitnie ujawnia, co olbrzymia większość
sądzi o konkretnej mądrości nauk ekonomicznych (i przy okazji – choć to mniej
wyraźnie widać – o wiarygodności informacji, statystyki księgowości itp.). Teraz,
nawet ta wiara w „niewidzialną rękę...” jakby się mocno zachwiała.
Naturalnie, moja osobista wiedza w
tych sprawach, to zaledwie jakaś setna część procenta, tego, co powinienem wiedzieć, aby próbować samodzielnie
całość „jako tako” ogólnie (bez szczegółów)
do końca dopracować. Ograniczam się więc tylko do tego, co widać po
moich stronach. Mini przewodnik po całości domeny, w tym pod kątem aktualnego
kryzysu (mniejsza o nazwy i oceny, czy to jest kryzys) – strona Credo, z dalszymi
rozwinięciami.
Wycofuję się więc (może tylko
czasowo?) nie tylko z dalszego rozwoju tej strony, ale i w ogóle ze swojej
hobbystycznej przygody z ekonomią/ekonomiką. Wracam do swojego ulubionego hobby
z okresu młodości: turystyki kajakowej, z lekkim zacięciem półwyczynowym.
Wprawdzie to już „nie te siły”, ale pomarzyć można, i przyjemnie.
Czerwiec 2009 r.
Anonimus
..........
Siły niespodziewanie wracają. Marzenia zmieniają się w rzeczywistość. Wprawdzie
jeszcze nie do końca jak marzę, ale zawsze coś. Bliższe dane na nowych stronach: cmk,
Adriatyk, cmkcd i Miracle.
Ogólne hasło „Cud melatoniny. Kajak pneumatyczny na morzu.
grudzień 2010 r.
Anonimus
====================================================================
Literatura | Strona główna | cmk | Adriatyk
| cmkcd
| Miracle
| Chorwacja |