Rada w
kwestii doradców
Artykuł,
Autor: Tomasz Sankowski
Businessman
Magazine,
maj
2002, nr 5 (134)
----------------------------------------------------------------------------------------------
Cytuję całość artykułu. Dodaję
też własne uwagi.
Anonimus
----------------------------------------------------------------------------------------------
Większość
porad, jakich konsultanci udzielają firmom, jest w zasadzie bezużyteczna,
często wręcz szkodliwa.
Jaki więc mają sens?
Świat
biznesu jest dziś tak złożony, że trudno
ogarnąć go samemu, a co gorsza, stopień skomplikowania gospodarki i
tempo zmian ciągle rośnie. Nic dziwnego, że wiele firm poszukuje pomocy
fachowca – tzw. konsultanta. Jest nim, przynajmniej teoretycznie, ekspert w
danej dziedzinie, który głęboko rozumie określone zagadnienia i, co
najważniejsze, ma doświadczenie. Jego rolą jest pomóc przedsiębiorstwu w
rozwiązaniu konkretnego problemu. Ale czy rady konsultanta naprawdę mają sens?
Dla tych, którzy zakupili usługi konsultingowe i teraz spoglądają na opasłe
raporty w swoich gabinetach, mam bardzo złe wiadomości. Istnieje ogromne
prawdopodobieństwo, że wydali pieniądze, nie uzyskując w zamian nic lub bardzo
niewiele. Nowinę, że większość tego typu porad jest do bani, zakomunikował
światu biznesu znany profesor Harvard Business School, Chris Agryris, w swojej
książce „Złe rady i pułapka zarządzania”. Swoją
obrazoburczą tezą wywołał prawdziwą burzę także wśród własnych kolegów –
profesorów zarządzania, dorabiających jako konsultanci. Co więcej, według
niego, zalecenia doradców są nie tylko bezużyteczne, ale często również
szkodliwe.
Zanim
konsultanci, do których sam się zaliczam, podniosą larum, niech przyjrzą
się logice argumentów Agryrisa. W zasadzie zarzut jest jeden, ale
bardzo dużego kalibru: rady konsultantów
są nieprzekładalne na konkretne działania („not actionable”). Co to znaczy? Że
doradzają oni, jaki kierunek działań wybrać, i być może jest on słuszny, ale
nie są w stanie zaoferować precyzyjnej „mapy”, określającej krok po kroku, co
należy zrobić, by osiągnąć opisany przez nich cel. Konsultanci koncentrują się
bowiem na ogólnikach, a coś takiego trudno przyswoić prezesowi firmy. Jego
interesuje, co ma zrobić dokładnie o godzinie 9.35 w poniedziałek rano, jakie
kroki podjąć, kto ma to uczynić, jakie czynności się z tym wiążą, w jakiej
kolejności mają być wykonane, jak mierzyć postęp w osiąganiu celów, co mierzyć
i jakie działania korekcyjne przedsięwziąć, gdy bieg wydarzeń różni się od
zaplanowanego. Tego rady konsultantów najczęściej nie zwierają.
Wszyscy
wiemy, że diabeł tkwi w detalach. Najczęściej zaś doradca nie zna dobrze firmy,
która zwraca się doń o pomoc i nie jest
w stanie sporządzić właściwej dla niej mapy szczegółowych kroków. Po drugie, jego wiedza ma różny wymiar
wartości w zależności od przedsiębiorstwa. To, co w jednej firmie ma sens, w
drugiej niekoniecznie, nawet jeśli jest ona podobnej wielkości i funkcjonuje w
identycznej branży na tym samym rynku. Albowiem nie ma dwóch identycznych firm.
Okazuje
się także , że rady konsultantów nie dają się zastosować, ponieważ nie
przystają do codziennej pracy większości menedżerów. Oni bowiem głównie zarządzają, czyli
podejmują określone decyzje i kroki, rozwiązują problemy, działają szybko, by
osiągnąć konkretny wynik. Wszystko to łączy się ze specyficznym sposobem ich
myślenia i postrzegania biznesowej rzeczywistości. Niestety, większość rad
konsultantów jest oparta na innych sposobach myślenia, właściwych dla ich
własnej profesji, jak analiza, prognozowanie, myślenie kreatywne. Rady te nie
zawierają jednak szczegółów , które firma mogłaby zastosować. Nie oznacza to,
że są one całkowicie błędne. Konsultant zaleca np. przedsiębiorstwu, by udało
się w kierunku północno-wschodnim i faktycznie – taki kierunek jest biznesowo
właściwy. Ale nie mówi, o której zacząć podróż, co zabrać, czy najpierw ruszyć
lewą, a potem prawą nogą, jak przeprawić
się przez napotkany strumień, co zrobić, gdy zabraknie wody. Tymczasem esencją
zarządzania jest szczegółowy plan.
Co w związku z tym ma począć zarząd przedsiębiorstwa, który czuje, że
potrzebuje pomocy? Przede wszystkim, pracować z konsultantami, którzy są w
stanie pokazać, krok po kroku, jak w danym kierunku podążać. Po drugie,
konsultant musi czuwać nad procesem wdrażania własnych rad, być jego
strażnikiem i instruktorem. Wreszcie – należy korzystać jedynie z pracy
doświadczonych doradców. Armia 29-latków nie jest w stanie pomóc klientowi,
ponieważ nie ma wystarczającego doświadczenia, by uczynić ze swych zaleceń
rzecz do zastosowania. Tutaj trzeba mieć trochę lat i biznesowy trud za
paznokciami. Nic zatem dziwnego, że na Zachodzie dobry konsultant zaczyna się
po czterdziestce, a w Polsce doradztwo, trening i szkolenia uprawiają ludzie,
którzy nigdzie z wyjątkiem firmy konsultingowej nie pracowali. Nie rozumieją
więc na czym polega zarządzanie i jak przełożyć rady ogólne na plany działania,
możliwe do zrealizowania w konkretnej firmie.
W
ten sposób dotarliśmy do uniwersalnej prawdy: trzeba umieć korzystać z rad.
Niestety, większość menedżerów tego nie potrafi. Dlatego tak powszechna jest
luka miedzy „wiedzieć coś” a „czynić”(„learning-dong ap”).
Tomasz
Sankowski jest dyrektorem zarządzającym
w Kanadyjskim Instytucie Zarządzania.
T.Sankowski@KIZ.PL
..............................................................................................................................................................
Uwagi
Powróciłem
do tematu, który „Businessman Magazine”, w zestawie artykułów „Komu potrzebny
doradca” (poz. 21 „Prezentowanej literatury”, plik „Doradca”) podjął prawie
sześć lat temu – 1996 r., nr 10.
Napisałem wtedy list do Redakcji, nie został
opublikowany. Treść jego zawiera plik „Dobre samopoczucie”.
Wiernie istotę sprawy, przynajmniej na pewnym wycinku, oddaje także plik
„Strach przed IT”, poz. 22 „Prezentowanej literatury” (Strach przed IT. PC
Kurier 14/99, str. 55: rozmowa ze
znaczącymi uczestnikami rynku IT).
Do zestawu
„doradców” warto też dorzucić plik „Konsulting” (poz. 37 „Prezentowanej
literatury”.
Naturalnie, temat „doradztwa” przewija się niemal w całej literaturze o zarządzaniu,
także na bardzo wielu moich stronach, zarówno przy „Prezentacji literatury” jak
i przy moich własnych dociekaniach. O tym, że z doradztwa i w ogóle z zarządzania
kpiono już bardzo dawno, przekona się
każdy, kto poczyta choćby dzieła Parkinsona. Trochę fragmentów cytuję
(poz. 64– 64c. „Prezentowanej
literatury”). O tym, że przynajmniej
niektórzy doradcy mają olbrzymie zasługi dla świata nie wątpi nikt, kto zna po
prostu temat. Chyba najsłynniejszy z nich, to Peter F. Drucker (poz.
69 – 69a. „Prezentowanej literatury”).
Wracając do artykułu Tomasza
Sankowskiego „Rada w kwestii doradców”
i wzmiankowanej tam książki Chrisa
Agryrisa „Złe rady i pułapki zarządzania”.
Przypuszczam (nie czytałem książki ani polemiki wokół niej, nie wiem więc, na ile obiektywne są moje przypuszczenia), że
Chris Agryris swoją bulwersującą obrazoburczą tezę świadomie przejaskrawił, być
może, w celu uwypuklenia negatywnych
zjawisk, być może w celu zwiększenia zainteresowania swoją książką, być może, że jedno i drugie albo
miał jeszcze jakieś inne powody.
Wątpię
jednak, aby nie wiedział, że doradztwo w zarządzaniu jest po prostu takie same,
jak cala nauka (i praktyka) o zarządzaniu i ekonomii, czyli raz dobre, raz złe,
raz nijakie. Co przeważa? Problem tkwi w
ogóle w tym, że zarówno teoria, jak i praktyka zarządzania oraz tkwiący gdzieś
w pośrodku doradcy, albo tkwią w ogólnikach,
albo wpadają w drugą skrajność: zawężają się do wycinkowych szczegółów,
nie panując nad całością. W rezultacie
jest jak jest, a skutki takie są jak „widać”.
Naturalnie,
w teorii i doradztwie, z przyczyn naturalnych choć mocno irytujących,
dominują ogólniki, natomiast w praktyce,
równie naturalnie i irytująco, dominują nie dopracowane kompleksowo szczegóły.
„Szlag może człowieka trafić”, gdy zaczyna się zbyt mocno w to wgłębiać i
analizować skutki.
Zapewne rację ma Tomasz Sankowski,
powątpiewając, czy „armia 29-latków jest w
stanie pomóc klientowi (…)”, choć osobiście uważam, że mądremu klientowi, w
wycinkowych sprawach, jest w stanie dużo pomóc. Inna rzecz, że doświadczenie
nie zawsze jest atutem…, szczególnie w szybko zmieniającym się świecie, ale to
już inna sprawa.
Rację ma też zapewne, gdy pisze: „W ten sposób dotarliśmy do uniwersalnej prawdy: trzeba umieć korzystać z rad. Niestety,
większość menedżerów tego nie potrafi.
Dlatego tak powszechna jest luka miedzy „wiedzieć coś a czynić (…)”.
Osobiście
uważam, że istnieje również niewiele mniejsza luka pomiędzy tym, „co się
powinno wiedzieć”, a tym, „co się wie”.
Przypuszczam
także, ze większość menedżerów, która „nie umie korzystać z rad…”, nie umie też
i dobrze rządzić. Skutki widać wokół.
Anonimus
----------------------------------------------------------------------------------------------
Konsulting | Doradca | Dobre samopoczucie |Strach przed IT | Literatura | Strona główna |