Tom Lambert:
Problemy Zarządzania
50 Praktycznych Modeli Rozwiązań
Przełożył
Grzegorz Łuczkiewicz
Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 1999
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cytuję wybrane
fragmenty. Strona w
budowie. Inną czcionką i inicjałami
"Z.U." lub pseudonimem "Anonimus", oznaczyłem uwagi własne.
Anonimus.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Spis
treści
Przewodnik
po książce ......... 11
Wprowadzenie ......... 17
Czy nasza firma jest przygotowana na nadejście ery wiedzy ......... 29
1. Modele sprawnego działania ......... 33
"Modelowy model" ......... 35
Dlaczego model? ......... 39
Definicja modelu ......... 40
Uczenie się od innych ......... 41
Wspólny język modeli ......... 45
2. Planowanie strategiczne i operacyjne ......... 47
Model planowania strategicznego ......... 49
Wykorzystanie modelu planowania strategicznego ......... 51
Model RAISE ......... 65
Określenie potencjalnych problemów ......... 68
Strategia komunikacji ......... 70
3. Biznes to ludzie ......... 75
Jak nie należy traktować ludzi ......... 76
Rola zarządzania ludźmi ......... 78
Zarządzanie przez wyniki pracy ......... 83
Model motywacji ......... 90
Cel stanowiska jako narzędzie zarządzania ......... 97
4. Zespoły projektowe i budowa zespołu ......... 105
Wewnętrzne mechanizmy pracy zespołowej ......... 106
Praktyka budowy zespołu ......... 109
Zwiększanie uprawnień pracowników ......... 112
Decyzje poprzez konsensus ......... 116
Jak tworzy się zespół ......... 119
Potęga zwycięstwa ......... 121
5. Jak być liderem w szybko zmieniającym się świecie ......... 129
Ideały przywództwa ......... 130
Przywództwo w działaniu ......... 134
Przywództwo i kreatywność ......... 136
Modele przywództwa ......... 139
Przekazywanie zadań ......... 145
Uczyć się od ekspertów ......... 148
Motywacja lidera ......... 159
Streszczenie ......... 161
6. Rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji ......... 163
Wykorzystanie kreatywności ......... 164
Metody rozwiązywania problemów ......... 173
Twórcze rozwiązywanie problemów metodą synektyczną
......... 176
Racjonalne myślenie z wykorzystaniem modelu KT ......... 182
Streszczenie ......... 188
7. Zarządzanie finansowe ......... 191
Narzędzia finansowe ......... 192
Definicje ......... 194
Kilka ważnych wskaźników finansowych ......... 196
Model zarządzania finansowego ......... 200
8. Marketing a zarządzanie ......... 213
Marketing to sprawa wszystkich ......... 214
Co to jest marketing ......... 214
Strategia wyceny ......... 219
Marketing z planem ......... 221
Modele marketingowe ......... 223
Cykl życia produktu ......... 229
Strategia szkoleniowa, która pozwala oddalić fazę schyłkową ......... 233
Ogłoszenia ......... 234
Środki przekazu ......... 239
Zasady oceny ogłoszeń ......... 245
Streszczony model planowania marketingowego ......... 247
9. Sprzedaż i zarządzanie sprzedażą ......... 251
Ku nowym standardom techniki sprzedaży ......... 252
Modele zarządzania sprzedażą ......... 254
Kwalifikacje sprzedawcy w nowej erze biznesu ......... 261
Psychologia motywacji nabywcy ......... 270
Jak sprzedawać idealnemu klientowi ......... 287
10. Zmiana kultury w świecie postindustrialnym ......... 289
Zdegenerowana polityka firm i związane z nią ryzyko
......... 290
Potrzeba zmiany ......... 291
Co to jest kultura ......... 294
Jak przeprowadzić zmianę kultury ......... 297
Przyszłość ......... 307
11. Szkolenia i rozwój zawodowy ......... 311
Szkolenie to poważna sprawa ......... 312
Program szkoleń i rozwoju zawodowego ......... 319
Menedżerowie jako uczestnicy szkoleń ......... 321
Model szkolenia naprawdę skutecznego ......... 323
Posłowie ......... 333
Dodatek ......... 335
Bibliografia ......... 339
Indeks ......... 341
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Przewodnik po książce ......... 11
Książka niniejsza jest pomyślana
przede wszystkim jako poradnik bardzo zajętego i być może niedostatecznie
wyszkolonego menedżera. Nie oznacza to, że nie można jej - jeśli kto woli -
czytać od deski do deski. Argumentacja przedstawiona w książce w dużej mierze
obliczona jest na takiego właśnie czytelnika.
Niewykluczone jednak, że zapracowany menedżer będzie wolał zajrzeć od razu do
rozdziału najbardziej obiecującego z punktu widzenia jego aktualnych potrzeb,
pozostawiając lekturę reszty do chwili, gdy będzie miał więcej czasu. W takim
przypadku pomocny powinien się okazać poniższy krótki przewodnik po książce.
Rozdział
pierwszy
Buduje scenę dla książki:
opisuje sposób tworzenia modeli i narzędzi zarządzania oraz wyjaśnia, jak to
się dzieje, że odzwierciedlają one rzeczywistość, organizując chaotyczne dane w
logiczne informacje.
Rozdział
drugi
Dostarcza podstawowego
instrumentarium planowania i wdrażania planów w zakresie strategii firmy, jej
taktyki i marketingu. Przedstawia sprawdzone modele i narzędzia, pozwalające
menedżerowi:
- określić wizję i misję firmy, wydziału czy oddziału
- dokonać analizy firmy na tle realiów rynku i środowiska biznesowego
- przyjąć sensowne cele
- ustalić alternatywy strategiczne i wybrać najlepszą strategię
- opracować wyczerpujący plan taktyczny
- wdrażać plany i wspierać ich wdrażanie
- dostrzec potencjalne problemy i uniknąć ich
- wypracować plany unikania problemów i rozwiązywania problemów nieuniknionych.
Rozdział
trzeci
Traktuje o zachowaniach
ludzi w pracy oraz przedstawia:
- narzędzia oceny i analizy motywacji
- podstawowy zestaw narzędzi przeciwdziałania demotywacji
- narzędzia zarządzania wynikami pracy oraz oceny wyników.
Rozdział
czwarty
Jest poświęcony budowie
zespołów, przedstawia narzędzia umożliwiające:
- radzenie sobie z konfliktem i konkurencją
- efektywne wykorzystanie konsensusu
- analizę prostych i złożonych relacji
- tworzenie zwycięskich zespołów
- unikanie samozadowolenia i nieelastyczności
- unikanie niebezpieczeństw, na jakie narażony jest zespół przegrywający
- zwycięstwo i stałe zwyciężanie.
Rozdział
piąty
Rozważa problematykę
przywództwa w szybko zmieniającym się świecie biznesu i udostępnia narzędzia,
dzięki którym można:
- wypracować styl przywództwa, który byłby zarazem elastyczny i konsekwentny
- wykryć i rozwinąć istotne kwalifikacje przywódcze
- przeprowadzić analizę najważniejszych właściwości środowiska przywództwa
- zarządzać zachowaniem dysydenta
- efektywnie przekazywać uprawnienia
- określić, a w razie konieczności zmienić, dominujący styl przywództwa w
firmie
- uniknąć pozycji bezradnego pośrednika pomiędzy kierownictwem firmy a zespołem
- skutecznie wykorzystać władzę.
Rozdział
szósty
Koncentruje się na
rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu decyzji oraz opisuje narzędzia,
pozwalające menedżerowi:
- ekonomicznie i skutecznie posługiwać się podejmowaniem decyzji poprzez
konsensus
- wybierać odpowiednią metodę rozwiązywania problemu
- zwiększać kreatywność
- oceniać i wdrażać rozwiązania
- wykorzystywać techniki racjonalnego myślenia.
Rozdział
siódmy
Przedstawia problematykę
zarządzania finansowego z perspektywy menedżera nie specjalizującego się w
finansach oraz proponuje narzędzia, które:
- dają prosty - lecz nie uproszczony - obraz podstaw rachunkowości zarządczej
- definiują podstawowe pojęcia finansowe
- pozwalają obliczać najważniejsze wskaźniki i posługiwać się nimi
- ukazują wzajemne powiązania bilansu, rachunku wyników i prognozy przepływu
gotówki oraz możliwość zarządzania nimi
- upraszczają rozwiązywanie problemów finansowych.
Rozdział
ósmy
Szczegółowo przedstawia
problematykę marketingu oraz narzędzia i modele:
- strategii wyceny
- planów marketingowych
- analizy konkurencji i pomiaru przez punkty odniesienia
- analizy możliwości firmy
- cyklu życia produktu jako narzędzia planowania i prac rozwojowych nad
produktem
- opracowywania i oceny taktyki akcji ogłoszeniowych i promocji sprzedaży
- wyboru środka przekazu materiałów promocyjnych.
Rozdział
dziewiąty
Poświęcony jest
zagadnieniom zarządzania sprzedażą, dostarcza nam narzędzi służących do:
- analizy akceptacji produktu
- oceny systemów wykorzystywanych w firmie oraz środowiska pracy
- pomiaru poziomu zadowolenia sprzedawcy z pracy
- analizy opinii sprzedawców o jakości przywództwa
- optymalizacji wyników sprzedaży
- prawidłowej interpretacji zachowań nabywcy
- ułatwiania nabywcy zakupu i dalszych zakupów
- radzenia sobie z zastrzeżeniami, przeszkodami i skargami
- sprzedawania idei i pomysłów
- prawidłowej interpretacji zachowań trudnych klientów i radzenia sobie z nimi
- sprzedawania usług lub produktów o wysokiej wartości dodanej.
Rozdział
dziesiąty
Rozwija modele kultury
organizacji i proponuje narzędzia pozwalające:
- rozumieć postawy wobec zmiany
- definiować kulturę i odkrywać jej korzenie
- dokonać przeglądu kultury
- z powodzeniem przeprowadzać zmianę kultury.
Rozdział
jedenasty
Rozważa
szkolenie i rozwój zawodowy jako główne czynniki sukcesu w gospodarce
postindustrialnej oraz
przedstawia narzędzia i modele, dzięki którym można:
- ustalić, czy firmie naprawdę są potrzebne szkolenia pracowników
- ocenić potrzeby szkoleniowe
- projektować, opracowywać i prowadzić szkolenia
- zapewnić transfer treści nauczania do miejsca pracy oraz wzmocnienie zachowań
zmienionych w wyniku szkolenia
- stworzyć wspólnotę nastawioną na uczenie się.
Każdy z rozdziałów
zawiera przynajmniej jedną definicję standardu doskonałości w rozważanej
dziedzinie, a kończy się zwięzłym wyliczeniem pułapek, których należy unikać.
W całej książce opisano ponad 50 narzędzi i modeli, a wszystkie one nadają się
do natychmiastowego wykorzystania.
Wprowadzenie ........ 17
Wszelkiego rodzaju futurolodzy techniki - od Alvina Tofflera i
Johna Nasbitta po Petera Druckera i George΄a Gildera - opierają swe nadzieje na "erze
informacji" jako technicznym środku służącym do rozwiązania problemów
społecznych.
Howard Rheingold
Nie można walczyć z przyszłością. Czas działa na jej korzyść.
William Ewart Gladstone
Nasza przewaga strategiczna polega na wykorzystaniu wiedzy.
Bob Buckman
Czy ktokolwiek wie, co znaczy zarządzać ludzką wyobraźnią?
Tom Peters
Biznesowe Voodoo - potęga żywych trupów ......... 17
Jest to książka, która
umożliwia osiąganie konkretnych celów. Zajętemu szefowi, dyrektorowi czy
menedżerowi o dowolnej specjalizacji - pomaga w skutecznym działaniu. Firmie -
pozwala w mniejszym stopniu uzależniać się od zewnętrznych konsultantów.
Sprzedawcy - świeżo upieczonemu, jak i zaprawionemu w bojach - umożliwia
budowanie trwałych relacji z klientami, zwiększanie sprzedaży, uzyskiwanie
nowych zamówień od dotychczasowych klientów i z ich polecenia, powiększanie
wkładu w zyski firmy, a także wzmocnienie własnej pozycji zawodowej wartości,
jaką przedstawia dla aktualnych i potencjalnych pracodawców.
Jak to możliwe, by jedna książka mogła osiągnąć tak wiele celów? To zupełnie
proste. Stanowi ona bogate instrumentarium sprawdzonych technik, pozwalających
ludziom zaangażowanym w działalność gospodarczą na przechodzenie od pomysłu do
jego realizacji. Co więcej, obejmuje komplet technik rozwiązywania problemów,
dzięki którym czytelnik nie będzie już skazany na stałe posługiwanie się
kilkoma rutynowymi, typowymi rozwiązaniami, lecz będzie mógł wykazać się
twórczymi talentami w obliczu zarówno sprzyjających szans, jak i trudności, w
razie potrzeby doprowadzając do porządku wszystko, co wymknęło się spod
kontroli.
Jest to również książka aktualna. Świat biznesu zmienia się - jak nam
przypominają wszyscy guru zarządzania - w tempie coraz szybszym. W czasach
szybkiej i radykalnej zmiany menedżerowie potrzebują sprawdzonych modeli i ram,
w obrębie których będą mogli postępować sensownie nawet w dzisiejszym
"szalonym świecie". Szalony świat jest pełen zarówno możliwości, jak
i zagrożeń. Książka niniejsza pomoże menedżerowi wykorzystać możliwości i
uniknąć zagrożeń.
! Świat
co dzień nowy - ale czy naprawdę musi być szalony?
Jedynym
niezawodnym sposobem na to, by przewidzieć przyszłość, jest wynaleźć ją - i
wciąż na nowo wynajdywać.
Żyjemy w epoce, w której
przed każdą firmą stoi wyzwanie, by stale się przetwarzała, by nie tylko
reagowała na zachodzące wokół niej zmiany, lecz aktywnie w nich uczestniczyła,
rozwijając swe najważniejsze kompetencje w sposób pozwalający jej określać
przyszłość branży - era informacji jest już martwa.
Wielu menedżerów, którzy muszą dopiero dojść do ładu z wymaganiami stawianymi
przez informację, miałoby pokusę trochę odetchnąć, lecz nie wolno im tego
zrobić. Po erze informacji pozostał trup - widmo, które nas straszy.
A gdzieś w tle pojawia
się jeszcze jedno widmo. Zarządzanie zasobami
ludzkimi jest już martwe - martwe wraz ze swą antyhumanitarną biurokracją,
która totalny brak zainteresowania ludźmi próbowała maskować tytułami stanowisk
i nazwami programów, obiecującymi firmie raj na ziemi, lecz przynoszącymi w
istocie nie więcej niż wciąż te same ankiety, procedury i reguły - krótko
mówiąc, dla której ludzie są tylko personelem.
Dwa szkielety w jednej szafie - to już wystarcza, by ogłuszyć nas piekielnym
grzechotaniem, lecz trzeba powiedzieć jeszcze więcej. Nie mówimy już o kliencie
zadowolonym, lecz o zachwyconym, zdając sobie w końcu sprawę z faktu, że
kompleksowe zarządzanie przez jakość oraz stały zachwyt klienta, osiągany na
dodatek możliwie najniższym kosztem, to coś, o co naprawdę warto zabiegać. Ale
bierny zachwyt to za mało nawet na dziś, a co dopiero, gdy pomyślimy o
przyszłości.
"Informacja" ustępuje miejsca wiedzy, a
"zasoby ludzkie" - ludzkiej pomysłowości; razem zwiastują one
nadejście
ery mądrości. Zadowolenie klienta czy też – jeśli wolimy
modny żargon – jego zachwyt muszą, i
powinno to być celem działania firmy, ustąpić niezachwianej czynnej aprobacie, aktywnemu
opowiedzeniu się klientów po stronie naszych produktów czy usług.
(Uwagi. Obawiam się, że znaczna część polskich przedsiębiorstw
jest "do tyłu" o dobre kilkadziesiąt lat nawet przed tym, co T.
Lambert określa jako "już martwe". Można jednak z tego wyciągnąć
konstruktywne wnioski: nie popełniać błędów poprzedników. Starać się być z wiedzą
na bieżąco i rozsądnie wdrażać ją do praktyki. Z.U.)
Zarysowany tu
scenariusz "żywych trupów" wziął się stąd, że mądrość jest
uzależniona od wiedzy. Wiedza stanowi połączenie sprawdzonych, istotnych
informacji z intuicją, talentami i wyobraźnią całej załogi firmy. O mądrości
możemy mówić wtedy, gdy napływ informacji oraz intuicja ludzi zostają razem
zaprzęgnięte do efektywnej pracy w zespołach oddanych sprawie i odpowiednio
wyszkolonych. Ważnym
krokiem w stronę mądrości jest połączenie wiedzy jawnej (liczby, mierniki itd.
z "wiedzą cichą" (pomysły, intuicje, wartości) - lecz jest to krok
nie wystarczający. Mądrość w działaniu gospodarczym może się ujawnić wtedy, gdy
istnieją odpowiednie narzędzia, pozwalające wykorzystać wiedzę w celu uzyskania
aktywnego poparcia coraz to szerszej klienteli.
Ewolucja doprowadziła do wykształcenia się mózgu, który nie jest niczym innym,
jak gąbką wchłaniającą wiedzę. Jeśli potrafimy ułatwić przekształcanie się
informacji w wiedzę, musi dojść do przekształcenia się wiedzy w mądrość. Wraz z
mądrością zaś przychodzi trwała, życzliwa dla środowiska, dobra koniunktura.
Jak zawsze, to, co wiemy dziś, było już kiedyś przeczuwane przez poetę. T.S. Eliot pisał:
Gdzie jest mądrość, którą zagubiliśmy w wiedzy?
Gdzie jest wiedza, którą zagubiliśmy w informacji?
Informacja wciąż żyje w wiedzy, a zarządzanie zasobami ludzkimi nadal da
się dostrzec jako uprawniony element generowania i wykorzystywania w firmie
ludzkiej pomysłowości.
Ludzką pomysłowość trzeba stale
wykorzystywać do poszukiwania odpowiedzi na jedno pytanie: „Co zrobić, by nasi
klienci stali się naszymi najbardziej przekonującymi i zaangażowanymi
sprzedawcami?”. Dobrze potwierdzone badania wskazują, że pierwszorzędnym
czynnikiem pozwalającym uzyskać czynną aprobatę klienta jest konkretna technika
sprzedaży. Musimy zatem posługiwać się mapami kognitywnymi i sprzedażą relacyjną; jest to
warunek wstępny, by klienci zechcieli wymachiwać naszymi flagami. Jutro zaś okaże się, że jeśli klient nie wymachuje
naszą flagą, to nawet najbardziej wyszukana sztuczka marketingowa nie pozwoli
nam zachować udziałów w rynku; ten zaś, kto nie osiąga pozycji dominującej, może z kretesem przegrać.
Poza
organizację - z powrotem do firmy ......... 20
Tom Peters w swych ostatnich pracach podkreślał, że należy przestać
myśleć w kategoriach organizacji, a powrócić do pojęcia firmy. Każda osoba w
firmie ma coraz więcej do zrobienia. Nie wystarcza jednak powiększanie udziału,
który nie zmienia się jakościowo. Szalony świat
wymaga skoncentrowanego wykorzystania zaangażowania i zdolności twórczych
każdego pracownika. Wszyscy musimy zatem mieć w małym palcu
kwalifikacje menedżerskie - gotowe do natychmiastowego wykorzystania i
sprawdzone w paśmie sukcesów. Chodzi o kwalifikacje umożliwiające skuteczne
działanie bez względu na rodzaj firmy. Jeśli firma ma wyraźny cel i żyje swymi
wartościami, jej menedżerowie i pracownicy będą powtarzali za Winstonem
Churchillem: "Dajcie nam narzędzia, a my skończymy robotę". Tak więc
ścisłe kierownictwo firmy musi być przygotowane do tego, by móc wręczyć ludziom
we właściwym czasie odpowiednie narzędzia i zapewnić ich efektywne wykorzystanie.
Opracowywanie strategii, planowanie,
rozwiązywanie problemów - wszystkie te zadania trzeba postawić przed ludźmi na
możliwie najniższych poziomach organizacji, pracującymi na pierwszej linii. Nie
oznacza to jednak wprowadzania co miesiąc - z głośnymi fanfarami, lecz bez
widocznych sukcesów - kolejnych modnych programów zwiększania uprawnień
pracowników. Cała ich dobra wola w końcu się rozwieje, jeżeli zostaną poddani
serii operacji - nowinek zarządzania, które w najlepszych intencjach obiecują
nowe Jeruzalem, lecz nie są w stanie go stworzyć. Tę dobrą wolę mogą jednak i
powinni wykorzystać ludzie dysponujący ważnymi koncepcjami, wiedzą i
kwalifikacjami. Nie ma wątpliwości, że ludzi trzeba przestawiać na nowy styl
myślenia, jednak oczekiwanie, iż zaczną myśleć inaczej, nie mogąc posłużyć się
kotwicą w postaci sprawdzonych technik, jest bezsensowne, głupie i ostatecznie
zgubne.
(Uwagi: T. Lambert nie zajmuje się problem transformacji w
byłym bloku wschodnim. U nas nadal nie ma sprawdzonych technik. Ludzie zawiedli
się już wielokrotnie: najpierw na tym, co im obiecywał socjalizm, a później na
tym, co im obiecywano po upadku socjalizmu. W okresach przełomów i bezpośrednio
po nich, zgodnie z ogólnie znaną prawidłowością, nie chcę powtarzać brzydkich
wyrazów, nie zawsze to, co najlepsze, wypływa do góry. Wypływa stąd praktyczny
wniosek: o wiele bardziej niż na "Zachodzie" trzeba się u nas liczyć
się z brakiem entuzjazmu do zmian, zniechęceniem, obojętnością, niedostatkiem
pozytywnych wzorców, niedostatkiem wiedzy zarówno zarządzających jak i
zarządzanych, niedostatkiem informacji, zanikiem zwykłej koleżeńskości
spowodowanym wręcz obawami o własny byt, negatywnym dostosowaniem się, albo
wręcz złą wolą, zbyt często "na górze" i "na dole". Choćby
tylko z tych powodów nam jest naprawdę - przynajmniej tak mi się wydaje -
potrzebna szybka integracja z Unią Europejską ale przeprowadzona mądrze, z
wcześniejszym uporządkowaniem własnych zasadniczych spraw, tak, żeby w ogóle
nas chcieli, a nam nie wyszło "jeszcze gorzej". Jak ją przeprowadzić
..., żebym to ja wiedział! Z.U.).
Upowszechnianie
kwalifikacji w obrębie firmy nie jest jednak sprawą prostą. Aby zapewnić ich
transfer, z pewnością nie wystarczy wskazać na worek wypełniony lśniącymi
narzędziami o dziwacznych kształtach, powiedzieć: "to one" i czekać
na zdumiewające rezultaty. Badania wykazują, że najważniejsze kwalifikacje
muszą być konsekwentnie wykorzystywane na wszystkich poziomach organizacji - od
góry do dołu. Najlepsi liderzy muszą być zarazem najlepszymi trenerami, toteż
muszą dysponować obszernym repertuarem modeli, pojęć, kwalifikacji i wiedzy,
które mogą przekazywać innym. W grupach koleżeńskich potrzebne jest natomiast
szkolenie i wsparcie ze strony kolegów, dzięki któremu osoby mniej asertywne i
uczące się wolniej będą mogły dać z siebie więcej. Z tego właśnie powodu
dyrektorzy i szefowie firm muszą stale podążać drogą bardziej wyrafinowanych
metod zarządzania i przyjąć nową postawę w stosunku do pracy zespołowej.
Być może nasz świat jest szalony; tym
bardziej więc potrzebujemy w nim rozległej struktury rozsądku.
W jaki
sposób ta książka pomoże czytelnikowi ......... 22
Książka niniejsza jest
zaadresowana do przeciążonego pracą menedżera: zarówno przełożonego na
pierwszej linii frontu, któremu trudno oderwać się od zawalonego papierami
biurka, jak i członka ścisłego kierownictwa, który nie wstaje od stołu
konferencyjnego. Opiera się na założeniu, że w firmie przyszłości wszyscy
pracownicy będą musieli uważać się za biznesmenów, podejmować doniosłe decyzje
i wnosić istotny wkład w sukces przedsiębiorstwa, którego są najważniejszym
elementem.
Taki obraz własny tylko wtedy będzie
niezawodnie przekładał się na działanie, jeśli pojawi się rezultat przywództwa
o niedoścignionej jakości. Przywództwo przyszłości
musi charakteryzować się elastycznością i inteligencją, by przekazywać zespołom
i poszczególnym pracownikom dokładnie tyle władzy, ile dopuszcza wzrost ich
kompetencji... Motywacja rośnie najszybciej wtedy, gdy jednostka ma poczucie,
że ma pewien wpływ na to, co najlepiej rozumie - swój osobisty wkład w ogólne
wyniki firmy.
Nowe koncepcje przywództwa wymagają
zachęcenia ludzi do tego, aby się rozwijali, aby byli w stanie z łatwością i
pełnym zaufaniem we własne siły panować nad odpowiednimi procesami, osiągając w
ten sposób pożądane cele i realizując ambitne i wartościowe wizje.
Współczesny menedżer działa w
warunkach złożoności i presji, a z upływem czasu, gdy przyszłość będzie się
stawała teraźniejszością, będzie się musiał liczyć z nimi jeszcze bardziej.
Skoro tak, egzekwowanie takiego przywództwa wymaga szerokiej i głębokiej
wiedzy, znacznie wykraczającej poza granice wszelkiej specjalizacji.
Nie jest to podręcznik akademicki.
Jest to zestaw praktycznych narzędzi, list kontrolnych i konkretnych
instrukcji, które pozwolą menedżerowi zrealizować ważne zadania w możliwie
najkrótszym czasie, przy najmniejszym wysiłku i najniższych kosztach. Wszystkie
te liczne narzędzia
zostały na dodatek
zaprojektowane lub dobrane w taki sposób, aby ich stosowanie można było z łatwością upowszechniać w firmie, aby stawały się elementem wspólnego języka organizacji nastawionej na
zwycięstwo.
Wspólny język jest rzeczą bardzo ważną. Jest głównym czynnikiem tworzenia pożądanej
kultury. Ludzie, którzy potrafią współpracować ze sobą
na rzecz wspólnych celów i kierują się wspólnymi wartościami, bardzo chętnie posługują się stworzonym przez siebie żargonem. Jeśli
mamy własny żargon, a
jego użycie ogranicza się
do komunikacji wewnętrznej,
nie musimy się go obawiać. Żargon jest w równej mierze silnym
czynnikiem więzi zespołowej, co przydatnym sposobem
stenograficznego komunikowania się.
Każdy z rozdziałów książki jest
poświęcony jednemu z głównych obszarów działalności gospodarczej,
najistotniejszych z punktu widzenia wyników firmy. Rozdziały te zostały opracowane w taki sposób, by można je było czytać zarówno kolejno, jak i na wyrywki.
Każdy ważniejszy obszar zagadnień
jest poprzedzony krótkim wprowadzeniem, wyjaśniającym, w jaki sposób dany typ
działań wpływa na zdolność firmy do realizacji jej najważniejszych celów.
Trzydzieści lat moich doświadczeń
konsultanta i szkoleniowca nauczyło mnie, że bardzo często, gdy prosiłem
przeciętnego menedżera o przedsięwzięcie jakiego jakiegoś zadania od podstaw,
stwarzałem sytuację niepotrzebnie trudną i wymagającą poświęcenia jej mnóstwa
czasu. Jeśli natomiast wszystkie swoje umiejętności nakierowywałem na to, co
jest faktycznie potrzebne, a następnie prosiłem o uzupełnienie mego podejścia,
poprawienie go czy dostosowanie do konkretnej firmy, jej środowiska, działań i obrazu, jaki ma w oczach klienta,
wynikiem był zdrowy i praktyczny plan działania, wolny od drętwej
mowy i pretensji, które często kojarzą się z nauczaniem w szkołach
biznesu oraz działalności konsultantów. (...)
(...)_
Doradztwo –
zrób to sam ......... 26
Ponieważ jestem zawodowym doradcą, postąpiłem zapewne niemądrze, jednak moim zamiarem było znaczne powiększenie zakresu sytuacji, w których menedżerowie mogliby zajmować się problemami i wykorzystywać sprzyjające
okoliczności bez uciekania się do pomocy konsultantów
spoza firmy. Dzięki coraz bardziej efektywnemu posługiwaniu się w działalności gospodarczej
metodą „zrób to sam” firmy i jednostki zwiększają autonomię, kompetencję, przejmują większą kontrolę nad swymi losami i
nabierają ufności we własne siły.
Zakończenie każdego rozdziału stanowi krótka lista wyliczonych w punktach pułapek, na które można się natknąć, lecz których łatwo uniknąć.
Inteligencja zamiast intelektu
......... 26
Wszystkie moje książki opierają się na dwóch założeniach dotyczących ich
odbioru.
Wiele lat temu Leo Szilard, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, zwiedził laboratorium
Cricka i Watsona, pierwszych naukowców , którzy
sporządzili mapę struktury DNA. Watson, również fizyk i zarazem wielbiciel Szilarda, z niepokojem myślał o tym, na jakim poziomie
powinien opisywać swoją pracę. Z jednej strony, jako że gość był specjalistą z
całkiem innej dziedziny, musiał wyjaśnić mu wszystko w sposób przejrzysty i
nieskomplikowany, a z drugiej – uniknąć protekcyjnego tonu. Zapytał go więc,
jakie może zrobić założenie na temat jego wiedzy. Odpowiedź Szilarda
zrobiła na mnie takie wrażenie, że od kiedy pierwszy raz przeczytałem historię,
starałem się zawsze kierować wyłożoną w niej zasadą: „Proszę założyć kompletną
ignorancję i nieograniczoną inteligencję”.
Te właśnie cechy z przyjemnością
przypisuję wszystkim moim czytelnikom.
Nie ma wątpliwości, że przynajmniej
niektóre z narzędzi i idei przedstawionych w tej książce są czytelnikowi
zupełnie obce. W przeciwnym razie nie inwestowałby chyba w jej zakup. A
ponieważ wiele z tych narzędzi, choć opierają się one na prawomocnych badaniach
i były z powodzeniem wykorzystywane przez parę lat, nigdy dotąd w tej formie
nie ujrzało światła dziennego, nie jest prawdopodobne, by któryś z czytelników
dysponował szczegółową wiedzą na ich temat.
Zakładam więc ignorancję. Nakłada to
na mnie obowiązek jasnego i zwięzłego przedstawienia celów i sposobów
wykorzystania przedstawionych tu narzędzi, począwszy od pierwszych zasad.
Podobnie też, opierając się na
wieloletnich doświadczeniach w szkoleniu i edukowaniu ludzi biznesu, ze
spokojem ducha zakładam nieograniczoną inteligencję czytelników. Oznacza to
założenie, że jeśli będę jasno, szczegółowo i w odpowiednim języku wyjaśniał
poszczególne modele, moi czytelnicy nie będą mieli większych problemów z
zaadaptowaniem ich do własnych potrzeb i efektywnym wykorzystaniem. Jeśli więc
po przestudiowaniu modeli i przeczytaniu tekstu nie będą w stanie się nimi
posłużyć, wina leży po mojej stronie.* (*Autor pisze bardzo kurtuazyjnie.
Gwoli ścisłości warto jednak zaznaczyć,
że, równie dobrze, wina może leżeć po stronie czytelników lub
pracowników/współpracowników tych czytelników, po stronie ich zwierzchników
albo całej organizacji
pracy/zarządzania, po stronie samych modeli, po stronie wiarygodności danych do
tych modeli oraz metod weryfikacji tych
danych a także ich interpretacji, itp.
Niuansów sytuacji jest dużo. Temat przewija się na wielu moich stronach,
poczynając od konkretyzacji.
Oczywiście nie jest to w żadnym wypadku krytyka w ogóle modeli jako takich,
tylko – interdyscyplinarna konkretyzacja
wnikająca w różne istotne szczegóły, umykające często uwadze/lub szerzej mało
znane w tradycyjnym podejściu. Tematy kontrowersyjne z wielu powodów.
Anonimus).
Chciałbym jeszcze wyłożyć podstawową
filozofię, na której opiera się cała moja praca zawodowa, w tym również pisarska.
Jestem przekonany, że muszę zawsze pamiętać, iż komunikuję się z odbiorcami
zaangażowanymi w działalność gospodarczą. Ludzie ci poszukują praktycznych
metod osiągania swych celów, a najważniejszymi spośród tych celów są te, które
pozwalają firmie – by użyć słów Petera Druckera
- „unieśmiertelnić się”.
Moje doświadczenia wskazują, że cele te najłatwiej osiągnąć wtedy, gdy
wszystko, co się robi:
• w poważnej mierze przyczynia się do
realizacji planu działalności firmy;
• opłaca się w rozsądnym czasie;
• da się prostym językiem wyjaśnić
tym, którzy mają to robić.
Powyższa
filozofia, jakkolwiek minimalistyczna, wzmacnia oba założenia, jakie poczyniłem
na temat moich czytelników, i określa kształt książki. Moim zawodowym
obowiązkiem jest dostarczenie szefom firm i menedżerom, zarówno wyszkolonym,
jak i nie – sprawdzonych narzędzi i recept gotowych do natychmiastowego,
łatwego wykorzystania. Muszą być one przedstawione zwięźle, jednak dostatecznie
szczegółowo, by umożliwić bezpośrednie zastosowanie ich przez samego czytelnika
oraz łatwe przekazanie ich współpracownikom, którzy mają przyczynię się do
sukcesu firmy.
Jeśli to przedsięwzięcie nam się
powiedzie, dokonamy małego, ale ważnego kroku w stronę pełnego wykorzystania
ludzkiej pomysłowości oraz w stronę przyszłego świata biznesu, zachowując przy
tym wierność naszym najgłębszym wartościom.
Era wiedzy nie jest odpowiednim
czasem by stać w drugim szeregu i naśladować strategie innych, nawet jeśli
kiedyś przyniosły powodzenie. To pora, aby myśleć strategicznie i znajdować
własne rozwiązania.
Sukces w świecie jutra nie może
opierać się na równaniu do najlepszych – trzeba ich prześcignąć! Książka ta
dostarczy czytelnikowi potrzebnych do tego narzędzi.
STRESZCZENIE ......... 28
Jeśli po przeczytaniu
tego wprowadzenia czytelnik zgadza się, że trwała pomyślność firmy wymaga
spełnienia - bezpośrednio i na dłuższą metę - następujących warunków:
1) konkurowania nie tylko po to, by przetrwać, ale i po to, by nadać kształt
przyszłości swej branży i zdominować wybrany sektor działalności;
2) wyższej klasy przywództwa;
3) zastąpienia zarządzania zasobami ludzkimi, które opiera się na wypełnianiu
ankiet oceny pracowników, zdolnością zarządzania ludzką pomysłowością;
4) stopniowego zastępowania informacji wiedzą oraz mądrością działania
gospodarczego;
5) takiego oddziaływania na klientów, by stali się rzecznikami oferty firmy;
a przede wszystkim:
6) upraszczania, wyjaśniania i rozumienia złożonych sytuacji w szalonym świecie
-
- niniejsza książka (wraz ze swymi towarzyszkami z serii Financial Times Masterclass) przyda mu się dzisiaj i jeszcze długo w
przyszłości.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Życzę czytelnikowi przyjemnej podróży.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czy nasza firma jest przygotowana na nadejście ery wiedzy? ......... 29
Jeśli chcemy zastanowić
się, co właściwie oznacza dla naszej firmy nadejście ery wiedzy, dobrym punktem
wyjścia może być poniższy quiz... (str. 29 - 32).
Quiz:
Zaznaczamy
tylko jedną odpowiedź na każde z pytań [1, 2 lub 3]. (proponuję
także "0", gdy nawet "1" to zbyt optymistyczna ocena,
albo gdy my sami i nikt wokół w firmie nie jest pewny o co w pytaniu konkretnie
chodzi. Anonimus).
Które z poniższych zdań
najlepiej określa stosunek naszych ludzi do firmy?
1. Dajemy firmie niezłą
pracę za niezłą płacę.
2. Firma traktuje nas uczciwie , a my dajemy jej w zamian nieco więcej niż
trzeba.
3. Firma jest naszą sprawą.
W jaki sposób personel postrzega wizję i misję firmy?
1. Drętwa mowa rodem ze szkół biznesu, nie mająca żadnego odniesienia do
rzeczywistości.
2. Sensowne sformułowanie filozofii firmy.
3. Wskazówki, które na co dzień wykorzystuje się przy podejmowaniu ważnych
decyzji.
W jaki sposób w firmie wykorzystuje się zespoły?
1. Ostatnia deska ratunku, gdy wszystko inne zawodzi.
2. Codzienna metoda skutecznego działania.
3. Pierwszorzędne źródło nowych idei, gwarancja właściwej obsługi klienta. Rola
jednostki w obrębie zespołu czy poza nim oraz mniejszego zespołu w obrębie
większego jest doceniana i szanowana.
Co w działalności firmy jest źródłem naszej dumy?
1. Robimy to, co musimy, najlepiej, jak potrafimy, a potem idziemy do domu i
staramy się do jutra zapomnieć o pracy.
2. Jesteśmy dumni z naszej firmy, nie potrafimy jednak odpowiedzieć dokładnie,
dlaczego właściwie tak jest.
3. Wszyscy związani z firmą - pracownicy, dostawcy, dystrybutorzy i lokalna
wspólnota - mogą podać kilka ważnych powodów do dumy, jakie daje im nasza
firma.
Co ludzie myślą o czynnikach demotywujących?
1. Bądźmy realistami, w każdej firmie jest coś, od czego można dostać mdłości!
Trzeba się nauczyć z tym żyć.
2. To jasne, że mamy problemy, ale wydobywamy je na jaw i staramy się
minimalizować ich oddziaływanie.
3. Kierownictwo daje z siebie wszystko, by wyodrębnić czynniki demotywujące,
zanim zaczną przysparzać problemów.
Jakie są postawy wobec zmiany?
1. Godzimy się z koniecznością zmiany i robimy wszystko, by zminimalizować
spowodowane przez nią stresy.
2. Całkiem sprytnie radzimy sobie ze zmianą.
3. Zmiana nas podnieca, wprawia w stan gotowości i pobudza nasze zdolności
twórcze.
W jaki sposób postrzegamy cele?
1. Zbyt wielkie wyzwania mogą spowodować, że człowiek czuje się zerem.
2. Dajemy z siebie wszystko. Niekiedy się wygrywa, a niekiedy przegrywa.
3. Wyzwanie jest dla nas dobroczynne. Jeśli pracuje się razem i ma cierpliwość,
można zdziałać cuda.
Czym jest dla nas myślenie strategiczne?
1. To coś dla specjalistów.
2. Staramy się, by wszyscy myśleli strategicznie.
3. Myślimy strategicznie na każdym poziomie, aby wygrać i stale wygrywać.
Przywództwo polega na tym, żeby...
1. Nigdy nie zmniejszać własnego zakresu odpowiedzialności poprzez
przekazywanie innym uprawnień decyzyjnych.
2. Osiągać pożądane wyniki za pomocą wszystkich środków dostępnych w danej
chwili.
3. Co dzień podążać w kierunku wyznaczonym przez wizję firmy.
Jaki jest stosunek kierownictwa do szkoleń?
1. Przeprowadzamy szkolenia, bo to konieczne, ale wyniki są często
rozczarowujące.
2. Przeprowadzamy szkolenia i aktywnie zachęcamy wszystkich pracowników do
rozwoju zawodowego.
3. Nasza firma jest nastawiona na uczenie się. Wyznaczamy mierzalne cele
szkoleń; wspieramy transfer treści szkoleń do miejsca pracy; konsekwentnie
mierzymy wyniki; zachęcamy i wspieramy wszystkich, którzy przekazują treści
szkoleń współpracownikom w zespole.
Troska o klienta w naszej firmie jest...
1. Taka jak wszędzie indziej.
2. Najlepsza, lecz wiąże się z dość wysokimi kosztami.
3. Najlepsza - co dzień koncentrujemy się na tym, by była najwyższej jakości,
wiązała się z najniższymi kosztami i pochłaniała jak najmniej czasu; ogłaszamy
światu nasze sukcesy.
W jaki sposób postrzega się nagrody i wyróżnienia?
1. Nagradzamy zdolne jednostki i otwieramy przed nimi możliwości szybkiego
awansu.
2. Nigdy nie zapominamy o słowie "dziękuję" i wypowiadamy je z
przekonaniem.
3. Mamy świadomość, że sukces jest dziełem zespołu; świętując sukces zespołowy,
doceniamy również wkład poszczególnych jednostek.
Jaki wynik
osiągnęła nasza firma?
Najczęściej zaznaczona
odpowiedź 1: Mogłoby to
wystarczyć w latach 70. i 80., jednak
firma wciąż jest na etapie gospodarki industrialnej. Trzeba wykorzystać tę
książkę, by przeskoczyć erę informacji.
Najczęściej zaznaczona odpowiedź 2: w firmie da się dostrzec zalążki trwałego
globalnego sukcesu. Najwyższy czas, by poważnie zabrać się do pracy i przejść
od wiedzy do mądrości.
Najczęściej zaznaczona odpowiedź 3: firma już teraz jest bardzo bliska
światowej klasy. Książka pomoże uniknąć niebezpieczeństwa, jakim jest skłonność
do spoczywania na laurach (zob. rozdz. 4).
Szczerze mówiąc, w wielu przypadkach firma nie
kwalifikuje się nawet do odpowiedzi 1: Bez względu na wynik,
praktyczne i sprawdzone instrumentarium tej książki pomoże doprowadzić firmę -
szybko, bezpiecznie i możliwie najmniejszym kosztem - tam, gdzie powinna się
znaleźć.
(Uwagi: obawiam się, że dla bardzo ale to naprawdę bardzo
wielu polskich firm, quiz wypadnie
bardzo ale to bardzo żałośnie, jeśli tylko odpowiedzą szczerze. Z.U.)
1. Modele sprawnego działania ......... 33
Model: Uproszczony opis systemu, ułatwiający analizę, obliczenia
i przewidywanie.
The Concise
Zarządzanie: Oszukańcze, podstępne.
The Concise
(fragment definicji)
We współczesnej działalności
gospodarczej modele są bardzo ważne . Z upływem czasu ich znaczenie będzie coraz
większe.
Technologia pozwala firmie
dysponować danymi i wykorzystywać je w stopniu większym, niż wydawało się to
możliwe jeszcze dziesięć lat temu. Komputery i oprogramowanie rozwijają się w
stale rosnącym tempie. Można sobie wyobrazić - a nawet jest to bardzo
prawdopodobne - że sama dostępność danych spowoduje, że firmy będą tonąć w ich
zalewie.
Nastąpiła rewolucja technologiczna.
Aby rewolucja ta przyniosła obiecane owoce, w3ykorzystanie danych, które nam
udostępnia, musi być łatwe i wygodne.
Wyzwanie, przed którym stoimy,
polega – jak to ponad wszelką wątpliwość wykazał Peter Drucker – na
przekształceniu danych w informacje. O ile dane stanowią czyste zbiorowisko
faktów i liczb, nie uwzględniające ich odniesień i możliwości zastosowania, o
tyle informacje są danymi istotnymi dla rozpatrywanej sytuacji, które z tego
punktu widzenia wybrano i uściślono. Jak wskazał Alistair Mant, menedżer
powinien przy każdej nadarzającej się okazji stawiać sobie pytanie” „Do czego
to służy?” – i udzielać na nie odpowiedzi.
Konieczność
myślenia w takim właśnie stylu staje się jeszcze bardziej nagląca wobec coraz
szybszego wzrostu zarówno ilości danych, jak i możliwości dostępu do nich.
Mówiąc słowami Petera Druckera, informacja pozwala organizacji gospodarczej
„zaangażować się w analizę i diagnozę”. Coraz większa zatem będzie rola modeli,
stanowiących strukturę umożliwiającą menedżerowi przekształcanie danych w
informacje.
Elastyczny
menedżer posuwa się jednak jeszcze dalej. Uzupełnia czyste informacje o
odczucia, przekonania i intuicję członków swego zespołu, dzięki czemu
informacja staje się wiedzą, a ostatecznie wiedza staje się mądrością.
Krótko mówiąc, modele stanowią
narzędzie pozwalające menedżerowi, któremu zawsze brakuje czasu, zwiększać
celowość swojego działania.
"Modelowy
model" ........ 35
Jednym z
najwybitniejszych ludzi, którzy zajmowali się problemami przydatności modeli,
jest profesor Charles Handy. Jego refleksja nad
organizacją i ewolucją jej kształtu jest stale ilustrowana pomysłowymi
modelami. Od pajęczyny po koniczynę – wszystkie te proste, lecz bogate w
konotacje modele pomagają nam pojąć idee Handy’ego.
Aby pokazać, w jakim stopniu modele
mogą poszerzyć i zintegrować nasze myślenie, chciałbym bezwstydnie ukraść coś z
dorobku Handy’ego. Posłużę się modelami mojego własnego wynalazku, które z jednej
strony będą możliwie najściślej odzwierciedlały styl i treść jego modeli, z
drugiej zaś – będą oryginalnym elementem naszego przedsięwzięcia.
Handy wyróżniał cztery podstawowe
rodzaje struktury organizacji.
Strukturę autokracji porównuje on z pajęczyną, w której wszystkie linie
komunikacji prowadzą bezpośrednio lub pośrednio do przedsiębiorcy-autokraty:
jak pająk, zajmuje on miejsce w centrum struktury, kontrolując wszystkie
działania firmy. (Uwagi: autokracie
może się tylko wydawać, że "kontroluje". Anonimus.)
Obrazem biurokracji jest dla
Handy'ego grecka świątynia, w której zespół kierowniczy zasiada na frontonie, a
pozostała część struktury mieści się w poszczególnych kolumnach. Najłatwiejsza
w tym przypadku jest komunikacja w górę i w dół kolumn, z czego wynika, że
komunikacja pozioma przebiega bez żadnych przeszkód tylko w warstwie ścisłego
kierownictwa. Każdy, kto zajmuje jakieś miejsce w którejś z kolumn, może
stwarzać barierę dla komunikacji pionowej. Tak więc menedżer wyznający zasadę,
że "władza wiąże się z informacją", odczuwa pokusę, by wypracować
sobie pozycję najważniejszego przekaźnika informacji w obu kierunkach, co
pozwala mu zwiększyć zakres władzy. Słabość organizacji biurokratycznej polega
zatem na ograniczonej nieelastyczności oraz wbudowanej w tę strukturę pokusie
ograniczania przepływu informacji.
Organizację macierzową Handy
widzi jako sieć. Komunikacja jest w niej ułatwiona, przebiega w zależności od
potrzeby, we wszystkich kierunkach i nie jest poddana żadnej formie
scentralizowanej kontroli.
Model koniczyny
Pozostała nam na koniec
struktura organizacji, która będzie zyskiwała coraz większą przewagę w wyniku
procesów przebiegających w naszym wczesnym stadium rozwoju społeczeństwa wieku
informacji - organizacja w kształcie koniczyny.
Jeden z jej trzech listków mieści, jak przedstawia to Handy, najważniejszych
pracowników, dysponujących informacją i wiedzą, które są zasadnicze dla firmy.
Drugi listek stanowią zewnętrzni dostawcy usług, których zadanie polega na
wydajnej i możliwie najtańszej realizacji zlecanych im podstawowych,
powtarzalnych funkcji organizacji. Trzeci listek odpowiada elastycznej sile
roboczej, stałym "pracownikom zewnętrznym": nie wiążą się oni na
stałe z żadną organizacją, lecz w razie potrzeby można ich wykorzystać do
terminowej i ekonomicznej realizacji niezbędnych zadań o charakterze
niepowtarzalnym.
Model koniczyny jest jedną z
najtrafniejszych koncepcji struktury organizacji, niosącą ze sobą zarówno
wielkie zagrożenie, jak i wielką obietnicę. Z tego powodu chciałbym nieco
bardziej go rozwinąć. Ponieważ uważam się za szczęściarza, spróbujmy rozważyć
model czterolistnej koniczyny.
Podobnie jak Handy, przewiduję
rozwój stałej, kosztownej, dysponującej dużą wiedzą siły roboczej, od której w
głównej mierze zależeć będą bieżące sukcesy organizacji: pracownicy ci stanowią
pierwszy listek koniczyny. Jeżeli uwzględnić konstrukcję systemu edukacyjnego,
zmierzającą - pomimo wszelkich zaprzeczeń rządów - do utrzymania różnic
klasowych, oraz świeże bogactwo łatwo dostępnych informacji, staje się jasne,
że ludzie tacy nie będą występowali w nadmiarze. Będą to zatem pracownicy nieliczni,
cenni (w każdym znaczeniu tego słowa), kosztowni i niezwykle mobilni. Firmy
będą się musiały liczyć z wysokimi wymaganiami z ich strony i będą musiały
włożyć wiele starań, by ich ze sobą związać.
Wobec odczuwanego przez
przedsiębiorstwa niedoboru kwalifikacji menedżerskich oraz wzrostu aktywności
firm doradczych i wzajemnego zaufania tego typu działalność dalej będzie się
rozrastać. Coraz więcej organizacji gospodarczych będzie kupować wiedzę wtedy,
gdy będzie im ona potrzebna. Dobry konsultant będzie wprawdzie ptakiem
przelotnym, co jednak nie przeszkodzi jego całkowitej - choć okresowej -
lojalności wobec danego klienta. Z tego też powodu sądzę, że jego przejściowe
związanie z daną firmą będzie miało dla niej doniosłe znaczenie. Główne zadanie
konsultanta będzie polegało na tym, by kończąc z nią współpracę, pozostawiał
jej cennych, najważniejszych współpracowników z większą wiedzą, poczuciem
autonomii oraz - paradoksalnie - większą potencjalną mobilnością. Konieczność
utrzymania delikatnej równowagi pomiędzy szansami i zagrożeniami, jakie będą
stąd płynąć dla firmy korzystającej z usług konsultanta, spowoduje, że będzie
on musiał czasowo stać się członkiem jej zespołu kierowniczego i działać na
rzecz jego rozwoju. Tak więc drugim listkiem mojej koniczyny jest
ekspert-perypatetyk, coraz wyżej wykwalifikowany konsultant.
Trzeci listek stanowić będzie coraz
liczniejsza armia pracowników zatrudnianych okresowo lub w niepełnym wymiarze
czasu pracy, którzy dzięki swej elastyczności będą dawali firmie możliwość
minimalizowania kosztów i poziomu zaangażowania w różne działania.
I wreszcie czwarty listek. Rutynowe działania w zakresie, na przykład,
administracji czy prac konserwacyjnych zawsze będą poważnie obciążały koszty
stałe firmy, jeśli będą realizowane jej własnymi siłami. Nietrudno jednak nadać
im w pewnym stopniu charakter kosztów zmiennych. Dzisiejsi pracownicy coraz
częściej będą się stawali dostawcami usług i zleceniobiorcami. Efektywność tych
usług bywa dziś niedostateczna.
I ostatnia uwaga: model, który tu
przedstawiłem, nie będzie niewrażliwy na otaczający świat; można powiedzieć, że
będzie nabierał cech "żeńskich". Celem komunikacji między mężczyznami
jest zwykle określenie względnych statusów i ustanowienie "porządku
dziobania", natomiast w bardzo już bliskiej przyszłości organizacja
gospodarcza będzie pozostawiała bardzo niewiele miejsca dla tych spraw. Ważne
natomiast stanie się kształtowanie trwałych więzi, a to, jak coraz częściej
wskazują psychologowie, jest zasadniczym celem komunikacji między kobietami.
Jeśli ludzie nie mają żadnego szczególnego powodu, by zachować lojalność wobec
firmy, ich trwałe zaangażowanie musi się opierać na relacjach osobistych.
Tak więc mój model jest już pełny.
Mógłbym jeszcze dodać, że możliwie najpełniejsze wykorzystanie najważniejszych
kwalifikacji będzie wymagało od niektórych podstawowych pracowników utrzymania
stałej więzi telekomunikacyjnej z firmą (przez modem i komputer), albo rozwinąć
zagadnienie rosnącego znaczenia przedsiębiorcy, jednak uzupełnienia takie nie
byłyby zbyt istotne. Wartość każdego modelu polega na tym, że pozwala autorowi
sformułować w kilku akapitach niektóre z najbardziej złożonych i
najważniejszych idei współczesnego zarządzania, a zarazem daje czytelnikowi
możliwość uzupełniania go - bez naruszania jego zasadniczego kształtu - o
konkrety związane z własnymi przemyśleniami czy doświadczeniami.
Dlaczego Model?
........ 39
Wartość każdego modelu
zależy zatem od tego, czy ułatwia on analizę złożonych danych, objaśnia trudne
czy nawet niejasne idee, a przy tym jest dostatecznie elastyczny, by na jego
podstawie wnikliwy menedżer mógł formułować dokładne przewidywania odnośnie
realnego, szybko zmieniającego się świata.
W niektórych modelach
wykorzystywanych przeze mnie w tej książce będzie można zauważyć jawne
zapożyczenia od Charlesa Handy'ego. Większość z nich
stanowią modele proste, praktyczne i gotowe do natychmiastowego wykorzystania
przez menedżerów najbardziej nawet niechętnych akademickim teoriom.
Tego rodzaju wykorzystywanie modeli
jest jednakowo ważne i przydatne na całym świecie, jednak w takim kraju jak
Wielka Brytania, w którym szkolenie menedżerów zostało fatalnie zaniedbane, a
nawet - jak postaram się wykazać w rozdziale 12 - było beznadziejnie niewłaściwe,
używanie modeli jest niezmiernie ważnym czynnikiem szybkiego i taniego
podnoszenia kwalifikacji poszczególnych menedżerów. Ale możliwości ich
stosowania sięgają znacznie głębiej.
Najlepsze modele stanowią klucz do
planowego i odpowiedzialnego rozwoju organizacji gospodarczej, toteż odgrywają
ważną rolę na drodze firmy do stale poruszającego się celu, którym jest
osiągnięcie pełnej doskonałości* we wszystkich* aspektach działania.
(* Skądś zapamiętałem taką frazę: "Doskonałym
jest tylko Bóg. Profesor może być w czymś bardzo dobrym, a student najwyżej
dobrym. Doskonałości na tym świecie nie ma! " Z.U.).
Definicja
modelu ......... 40
Moje wykształcenie i
wiek powodują, że mam silnie wpojone przeświadczenie, iż niezwykle ważne jest
zdefiniowanie używanych terminów. W przypadku modeli ich zróżnicowanie jest
jednak tak wielkie, że definicja modelu staje się przedsięwzięciem trudnym,
jeśli nie bezsensownym. Uważam więc, że tym, co można i należy zdefiniować ,
nie jest pojęcie modelu, ale jego przeznaczenie.
......................................................................................................................
Dobry model:
1) pozwala
menedżerowi określić pełny zakres najważniejszych danych wiążących się
bezpośrednio z rozważaną sytuacją;
2) ułatwia odrzucenie danych, nie mających bezpośredniego związku z daną sprawą
i nie dających się natychmiast wykorzystać;
3) wyznacza ramy, w obrębie których można analizować uzyskane informacje -
często złożone;
4) dostarcza sprawdzonej procedury pozwalającej wykorzystać informacje i
podejmować decyzje w dziedzinie zarządzania.
......................................................................................................................
W świecie zachodnim zaznaczała się w
ciągu ostatnich 20 lat tendencja do przyglądania się sposobom, dzięki którym
Japończycy osiągnęli i utrzymują swą pozycję w dziedzinie działalności
gospodarczej, oraz do wyszukiwania metod naśladowania procedur japońskich.
Jest to przejaw naiwnej wiary, że imitacja pozwala osiągnąć porównywalne
sukcesy.
Porównywanie
się z konkurencją rozumiane jako pełna świadomość jej poczynań jest
zasadniczym warunkiem przetrwania firmy. Często jednak jest ono rozumiane jako
uzasadnienie taniej polityki imitacji, od której nie można się spodziewać, że
doprowadzi do zmiany sytuacji konkurencyjnej firmy.
Firmy, podobnie jak ludzie, różnią
się między sobą. Najważniejszą konsekwencję tego zróżnicowania jednoznacznie
wskazał John Kay w swej pasjonującej książce Foundations of Corporate Strategy: rzecz w tym, że nie istnieje jednolita
strategia. W tej dziedzinie nie ma panaceum. Każda organizacja musi określić i
ustalić własne4 standardy doskonałości, możliwe do zastosowania w danym czasie,
w danej firmie i sektorze działalności, skuteczne w danym otoczeniu i
odpowiednie z punktu widzenia aktualnych i przewidywanych potrzeb klientów.
Jeśli się tego dokona, trzeba nadal wytrwale i aktywnie poszukiwać nowych
standardów doskonałości, gdyż świat szybko się zmienia. Nie ma zatem innej
drogi, niż:
1) odkrywanie i popieranie istniejących już standardów doskonałości;
2) poszukiwanie nowych standardów doskonałości odpowiednio do wymagań
stawianych przez zmieniające się warunki.
Wykorzystanie modeli zarządzania
sprowadza to ważne zadanie do łatwych* do opanowania rozmiarów.
(* Mam wątpliwości, czy "łatwych". Mniejsza z tym. Żeby
chociaż, kogo trzeba, dało się nakłonić do czytania. Anonimus).
Uczenie się
od innych ........ 41
Ważna rola modelu zarządzania
polega na tym, że pozwala on przejąć teorie jednego czy kilku guru i
zaadoptować je do konkretnych, swoistych potrzeb danej firmy.
W ostatnich latach pojawiło się
błędne nastawienie nakazujące automatycznie dyskwalifikować wszystko, co można
postrzegać jako "teoretyczne". Oddziaływanie tego przesądu na
myślenie, adaptację pomysłów teoretycznych i ich efektywne wykorzystywanie było
tak silne, że wielu autorów - do których sam się zaliczam - starało się
zamaskować teorię, używając na jej określenie terminu "koncepcje".
Zarówno jednak samo odrzucanie teorii, jak i stosowanie przez autorów okrężnych
sposobów posługiwania się teoriami, jest zwykłą głupotą. Jeśli nie mamy teorii,
nie mamy nic.
Najbardziej nawet prozaiczne i
codzienne produkty powstawały jako idee w czyichś umysłach. Również teorie są
takimi pomysłami - ale także czymś znacznie ważniejszym. Teoria z chwilą
pojawienia się na forum publicznym jest falsyfikowana i zyskuje prawomocność -
przynajmniej w odniesieniu do jakiejś konkretnej sytuacji. Można ją skutecznie
wykorzystać w realnym świecie jako praktyczne narzędzie, jeśli tylko w pełni
rozumie się zarówno daną sytuację, jak i możliwość zastosowania teorii.
Dobry model, jeśli zostanie
inteligentnie wykorzystany, może wyjaśnić (często wyrafinowane) koncepcje
teoretyków oraz odnieść je do całkowicie praktycznego świata działania - i
rzeczywiście przynosi takie efekty. Pozwala również łączyć i rozwijać idee;
ogranicza także niebezpieczeństwo, że posługujący się nim menedżer będzie
postrzegany jako osoba, której jedyną pasją jest stosowanie teoretycznych
nowinek miesiąca.
Zastanówmy się przez chwilę nad
teoriami, które w ciągu minionych 30 lat najjaśniej lśniły na firmamencie nauki
o zarządzaniu. Poniższa lista nie jest żadną miarą wyczerpująca, daje jednak
pewne wyobrażenie o wachlarzu teorii, które wyłoniły się ze świętych auli
świata akademickiego oraz komputerów guru wszelkich narodowości.
1960 -
1970
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
drzewka decyzyjne.......................... szkolenie w grupach T
siatka zarządzania........................... kompleksowe zarządzanie przez
jakość
czynniki motywujące i higiena........ zarządzanie przez wyłączanie
teoria X i teoria Y............................. analiza SOFT
burza mózgów................................. analiza SWOT
1970 -
1980
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
zarządzanie prze cele.................... strategiczne jednostki firmy
teoria Z........................................... inżynieria stanowiska
tworzenie konglomeratów............. synergia
koła jakości.................................... androginia
budżetowanie zerowe................... zarządzanie poprzez konsensus
1980 -
1990
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
dywersyfikacja............................... zarządzanie portfelem
ekspansja przez nabywanie.......... zarządzanie macierzowe
.... przedsiębiorstw........................ kanban
krzywa doświadczenia.................. kaizen
łańcuch wartości............................zarządzanie przedsiębiorcze
decentralizacja.............................. zarządzanie jednominutowe
zwiększanie uprawnień................. zarządzanie przejściowe
..... pracowników........................... zarządzanie przez spacerowanie
dążenie do doskonałości............... superprzywództwo
"na czas"....................................... kompleksowe
zarządzanie przez
restrukturyzacja............................. jakość (jeszcze raz)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Z pewnością mógłbym ciągnąć tę listę do znudzenia, jeśli nie w nieskończoność.
John Byrne, dziennikarz specjalizujący się w sprawach gospodarki, podobno
powiedział kiedyś:
W prowadzeniu działalności gospodarczej zawsze
istniały mody. Dzisiejsza sytuacja jest jednak szczególna - i alarmująca - ze
względu na nagłe pojawianie się i znikanie wielkiej liczby sprzecznych mód oraz
wpływ, jaki wywierają one na współczesnego menedżera.
Nie ma jednak wątpliwości, że wielu z tych tak zwanych mód nie można
bagatelizować. Opierają się one na głębokich i wnikliwych przemyśleniach i
często - choć nie zawsze - na starannie zaplanowanych i potwierdzonych
empirycznie badaniach najwybitniejszych uczonych podejmujących problematykę potrzeb
biznesu. Teorie pojawiają się w coraz szybszym tempie - podobnie jak wszystko,
co dzieje się w naszym gwałtownie zmieniającym się świecie. Czy mamy odrzucać stare rozwiązanie za każdym razem, gdy ktoś
podsuwa nam jakiś nowy, błyszczący i pięknie opracowany produkt?
Wydaje mi się, że takie postępowanie byłoby narażone na niejedno
niebezpieczeństwo. Przede wszystkim - tego rodzaju polityka mogłaby prowadzić
do wylewania potencjalnie genialnego dziecka z niemal całkiem jeszcze czystą
wodą do kąpieli. Co najgorsze zaś, w licznych organizacjach przyjmowanie i
odrzucanie kolejnych teorii zarządzania przez nadmiernie zafascynowanych nimi i
łatwowiernych menedżerów prowadziło do zjawiska, które na własny użytek
nazwałem "syndromem przystanku autobusowego". Polega on na
upowszechnianiu się w firmie przekonania, że właściwie nie jest konieczne
zwiększanie wysiłków w celu pełnego wykorzystania przyjmowanej obecnie teorii,
skoro i tak jutro pojawi się nowa.
Niezdolność do przetwarzania idei w
działanie prowadzi równocześnie do swego rodzaju paraliżu organizacji, stanu, w
którym jutro żadne jego obietnice nigdy, jak Godot, nie nadchodzą; nowe
podejście staje się nieskuteczne na mocy samospełniającego się proroctwa.
Modele, które mogą scalić
najważniejsze i istotne elementy różnych teorii, dają jedyną praktyczną
gwarancję, że organizacja gospodarcza będzie zmierzała przed siebie, opierając
się na najlepszej adekwatnej procedurze postępowania i nieprzerwanie dążąc do
doskonałości.
Tymczasem jednak, jak pisał dr Carl
H. Hahn, prezes Volkswagena:
"W Europie zachodzą dramatyczne zmiany,
stanowiące spełnienie marzeń mojej generacji... Znajdujemy się na skraju nowej
ery - nowego wieku nie tylko międzynarodowego biznesu, ale światowej
prosperity. Odpowiedzialność, która na nas spoczywa, jest równie wielka, jak
nieograniczone są stojące przed nami możliwości."
Wspólny
język modeli ......... 45
Modele
wytwarzają wspólny język, budują wspólny grunt, co może mieć dalekosiężne
skutki dla całej organizacji. Dopóki kierownictwo i podległe mu zespoły
rozumieją zagrożenie, jakim jest stan błogosławionego samozadowolenia, oraz
opierają się na koncepcji ciągłego uczenia się, dopóty modele mają do
spełnienia istotną rolę: przyczyniają się do rozwoju jednostek, a pośrednio -
jeśli cała organizacja stanowi wspólnotę nastawioną na uczenie się - do rozwoju
firmy.
Styl myślenia ograniczony wyłącznie do "tego, jak się to u nas robi",
wiąże się z poważnymi zagrożeniami, których jednak można uniknąć, co omówimy
bliżej w rozdziale 4.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Doświadczenia uzyskane poprzez dobór i zastosowanie
różnych modeli i narzędzi zarządzania dają się streścić w ośmiu zaleceniach:
1. Modele muszą możliwie najściślej odzwierciedlać to, co rzeczywiście dzieje
się w miejscu pracy.
2. Model nie może być dla menedżera krępującym go gorsetem, lecz podstawą jego
aktywności.
3. Model oraz wspierające go teorie muszą być sformułowane w taki sposób, aby
wszystkim menedżerom, którzy mają się nim posługiwać, dało się je wyjaśnić
prostym językiem.
4. Model musi odpowiadać kulturze organizacji gospodarczej.
5. W całej organizacji należy wykorzystywać te same lub podobne modele, aby
wzmocnić jej wspólny język.
6. Zawsze należy pamiętać, czym jest model: przybliżonym opisem realnego
świata, dostatecznie pełnym, by mógł dostarczyć praktycznych i nie pomijających
żadnej ważnej okoliczności wskazówek działania. Model nie jest jednak tożsamy
ze światem realnym, toteż jego zastosowanie musi opierać się na głębokiej
wiedzy na temat tego świata i zachodzących w nim zmian.
7. Modele szeroko należy wykorzystywać w programach szkoleniowych, które
powinny być projektowane w taki sposób, by dawały gwarancję wykorzystania
wiedzy w praktycznym działaniu w firmie.
8. Modele nie stanowią alternatywy dla właściwie opracowanych i prowadzonych
szkoleń. Są ich ważnym narzędziem i uzupełnieniem.
2. Planowanie strategiczne i operacyjne ........ 47
Każda organizacja, bez
względu na wielkość, musi mieć pełną świadomość swego położenia i kierunku, w
jakim chce zmierzać. Oznacza to możliwie najlepszą wiedzę na temat:
- celów,
- rynków,
- struktury,
- kultury,
- polityki,
- zasad filozofii działania, od których zależą najważniejsze decyzje,
- potrzeb rozumianych w kategoriach zasobów ludzkich i fizycznych,
- pełnych wymagań rozwojowych.
Musi zatem, krótko mówiąc, mieć
strategię długoterminową.
Dotyczy to nie tylko organizacji jako
całości, ale także jej części składowych - aż po wydziały czy zespoły
projektowe. Z tego właśnie powodu trzeba uznać, że planowanie strategiczne
nie jest i nie może być wyłączną domeną wysoko opłacanych i wysoko
wykwalifikowanych specjalistów zasiadających w wieży z kości słoniowej (ratujmy
słonie) plastiku, mieszczącej się w centrali wielkiego międzynarodowego
konglomeratu. Odpowiedzialność za planowanie strategiczne musi istnieć na
wszystkich poziomach zarządzania każdej organizacji - bez względu na jej
wielkość i rodzaj. Stanowi ono niepomiernie ważne narzędzie umożliwiające
równoczesną budowę zaangażowania i kompetencji całej załogi firmy. Jest więc
zasadniczym warunkiem wstępnym, który trzeba spełnić, by można było stworzyć
dowolną grupę ludzi utożsamiających się z celami organizacji i zmierzających do
ich realizacji.
Ponieważ planowanie musi być
uniwersalne, musi też być proste: taka właśnie nieskomplikowana metoda, która
da się z powodzeniem zastosować na każdym poziomie organizacji w celu opracowania
długo i krótkoterminowych planów dla niej samej, jej oddziałów i zespołów
projektowych, jest oparta na pomysłach Richarda Beckhardta.
Możliwość dysponowania prostym narzędziem, które spełnia wszystkie stawiane mu
wymagania - i to w sposób planowy, bez dopasowywania na siłę - jest rzadkim
luksusem.
Model planowania strategicznego ......... 49
Podstawowa idea tego modelu polega na tym, że przeprowadza on dany zespół od
punktu, w którym aktualnie się znajduje, do pewnej idealnej przyszłości, którą postanowił
zaplanować. Dyscyplinuje myślenie, przechodząc od nieokreśloności do konkretu,
od twórczych pomysłów i spekulacji do precyzji i ścisłości - a przy tym
wszystkim posługuje się metodą pojedynczych, prostych kroków. Model ten
obejmuje inne modele i techniki, a po pewnej modyfikacji ułatwia skupienie się
na zasadniczych czynnikach warunkujących osiągnięcie przyszłego kształtu,
kultury i wyników organizacji.
Przyjrzyjmy się rysunkowi przedstawiającemu nasz model (ilustracja 2.1).
...
Przeprowadza nas on od teraźniejszości ("tu i teraz" w lewym dolnym
rogu) poprzez kolejne etapy planu taktycznego ku idealnej przyszłości, zawartej
w wizji ścisłego kierownictwa (w górnym prawym rogu).
Aby jednak analiza bieżącej sytuacji była adekwatna , aby uniknąć nieistotnych
dla niej "historii wojen" pomiędzy grupami czy stronniczości
zaangażowanych w nią osób, procedura opracowania planu rozpoczyna się od
zarysowania kształtu oczekiwanej przyszłości.
...
(...) Następnym krokiem jest sformułowanie misji
firmy lub też skorygowanie jej w taki sposób, by zapewnić jej zgodność z
idealnym przyszłym stanem firmy. Misja musi być sensowna zarówno w opisie
idealnej przyszłości, jak i aktualnego stanu rzeczy. Trzeba w niej unikać
pozbawionych znaczenia wzniosłych frazesów, skupiając się na sformułowaniu
istotnego wyzwania, mogącego motywować wszystkich pracowników. Po uzgodnieniu
najbardziej obiecującej strategii opracowuje się i wdraża plan taktyczny,
przeprowadzający firmę - krok po kroku każdą z jej jednostek organizacyjnych -
od stanu obecnego miejsca, do miejsca, w którym chce się znaleźć.
Wykorzystanie modelu planowania strategicznego ........ 51
W dalszej części
rozdziału przedstawimy szczegółowe instrukcje dotyczące kolejnych kroków
planowania strategicznego. Najpierw jednak
przyjrzyjmy się ogólnej charakterystyce jakości
planowania strategicznego: zestawienie to umożliwia menedżerowi dokładne
określenie aktualnego stanu planowania strategicznego w firmie.
......................................................................................................................
Planowanie strategiczne i operacyjne
Znakomite. Dysponujemy szczegółowym planem opartym na ścisłej,
logicznej ocenie aktualnego i przewidywanego gospodarczego otoczenia
działalności. Plan strategiczny obejmuje okres uwzględniający charakter
prowadzonej przez nas działalności (pięć do piętnastu lat), a taktyczne plany
operacyjne są korygowane w cyklu rocznym. Plany są sformułowane na piśmie i
zaznajamia się z nimi w odpowiedniej formie wszystkich menedżerów i
pracowników. Każdy plan cieszy się szerokim i entuzjastycznym poparciem ze
strony wszystkich, którzy mają go realizować. Plany są elastyczne: stale się je
przegląda, uwzględniając bieżące doświadczenia działalności; we właściwym
czasie są korygowane przez ścisłe kierownictwo, przy czym o wszystkich
korektach dokładnie i szybko informuje się wszystkich zainteresowanych. Plan
strategiczny jest siłą napędową zarówno efektywności działania, jak i rozwoju
organizacji. Wszystkie plany są w pełni zintegrowane i opierają się na
jednolitym zespole wartości. Do wartości tych należą:
- bezwarunkowe i nieprzerwane zaangażowanie w sprawy jakości;
- poszanowanie jednostki;
- aktywne nastawienie całej organizacji na uczenie się.
Przeciętne. Plan strategiczny istnieje
w zarysie i jedynie jako koncepcja ścisłego kierownictwa. Przegląda się go od
czasu do czasu, gdy wymaga tego rynek lub inne uwarunkowania. Opiera się nie
tyle na ścisłej analizie realiów działania, ile na ocenie osób aktualnie
zajmujących się planowaniem. W ogólnym sformułowaniu jest przedstawiany
wszystkim menedżerom i pracownikom, jednak w zasadzie nie podejmuje się prób
oceny stopnia zaangażowania w jego realizację. Wyniki operacyjne i bieżące
działania firmy są kontrolowane w trybie comiesięcznych zebrań poświęconych
realizacji celów.
Niezadowalające. Organizacja ewoluuje pod naciskiem bieżących wydarzeń lub
na zasadzie bezwładności - opierając się na tradycji lub minionych
doświadczeniach. Nie istnieje żaden oficjalny plan i nikt nie uświadamia sobie
konieczności jego przyjęcia.
......................................................................................................................
(Komentarz. Cały były blok wschodni, w tym i PRL, ma
olbrzymie doświadczenie w zbiurokratyzowaniu planowania. Nie powiem, żeby
większość z tego była zła, ale złego było wystarczająco dużo, aby wyrządzać
szkody, zmuszać firmy do "manipulowania" i ośmieszać całą ideę
planowania. To się zemściło. Firmy,
które, po uzyskaniu samodzielności, masowo zaniechały jakiegokolwiek
planowania, nie tylko sformalizowanego, przypominają "okręt bez map i
przyrządów nawigacyjnych, ze sternikiem, który rozpaczliwie zaczyna kręcić
kołem dopiero wtedy, gdy przed nosem zauważy jakąś przeszkodę". Dla ścisłości: w literaturze
zachodniej - sprawa planowania też ma różny wydźwięk. Wydaje mi się, że sporo
błędów i nieporozumień planowania, jest spowodowanych jego [planowania]
przeformalizowaniem, a może nawet, w pewnej mierze, także i wadliwą definicją
samego planowania. Proponuję zajrzeć też na stronę "Strategor"
- poz. 11 prezentowanej literatury. Do ogólnej charakterystyki jakości
planowania strategicznego, przedstawionej przez Autora w zestawieniu,
powrócę. Nie chcę się w tej chwili nad tym zatrzymywać.
Anonimus)
Krok pierwszy: wizja
Japońskie przysłowie
mówi: "Kto celuje w drzewo i nie sięga go, może tylko uderzyć w ziemię.
Kto celuje w niebo, może dosięgnąć drzewa".
Celem pierwszego kroku w naszym
modelu jest wskazanie idealnej przyszłości i wytworzenie w całej organizacji silnego
poczucia wizji. Różnica w stosunku do misji firmy polega na tym, że chodzi
tutaj o próbę określenia idealnej przyszłości, a nie o przedstawienie
ambitnych, lecz ścisłych wskazówek procesu decyzyjnego. Wizja jest przede
wszystkim czymś, co może się stać treścią marzeń pracowników, ku czemu będą oni
z zapałem kierować swe wysiłki. Zmysł realizmu będzie miał jeszcze swą rolę do
spełnienia, jednak na tym etapie chcemy stawiać wyzwania i budzić
zaangażowanie...
Robimy zatem założenie, że świat
jest idealny, i staramy się odpowiedzieć na następujące pytania:
- Jak ma wyglądać firma za 5 - 15 lat?
- Jakie będą jej główne produkty i usługi?
- Kto będzie w niej pracował?
- Jakie będą kwalifikacje i wyszkolenie pracowników?
- Jakie postawy i zachowania będą dla nich charakterystyczne?
- Jakie będą wspólne wartości organizacji?
- Jaka będzie jej kultura?
- Z jakimi odczuciami będzie się wiązała przynależność do firmy?
- W jaki sposób pracownicy będą mówili o firmie i przedstawiali ją ludziom z
zewnątrz?
- W jaki sposób organizacja będzie postrzegana przez:
...- pracowników i współpracowników?
...- klientów?
...- społeczność, w której będzie działać?
Krok drugi: "tu i teraz"
Pracując z zespołem,
przygotowujemy zajęcia warsztatowe: na arkuszach papierowej tablicy rysujemy
formularze (ilustracje 2.2 - 2.5) i - ściśle przestrzegając podanej tu
kolejności - przeprowadzamy analizę COST, rozważając troski firmy, stojące
przed nią możliwości, silne strony oraz zagrożenia.
Troski firmy
Określamy i zaznaczamy w tabeli... te słabe strony organizacji, które szkodzą
jej zdolności do konsekwentnego zadowalania klientów przy minimalnych kosztach.
Zwracamy uwagę na to, by nie były to zdarzenia wyjątkowe, które utkwiły w
pamięci ludzi tylko dlatego, że miały miejsce niedawno lub sprawiły szczególnie
dużo kłopotów.
Analiza możliwości
W tabeli możliwości... odnotowujemy wszelkie stojące przed firmą możliwości
zwiększenia przychodów, zysków i zasobów.
Stosujemy podejście przedsiębiorcy, a nie menedżera, aby nie odrzucić żadnego
rozwiązania zbyt łatwo zakwalifikowanego jako niepraktyczne. Zaczynamy od burzy
mózgów...
Odpowiadamy na następujące pytania:
1. Czy mamy lub możemy uzyskać niezbędne
zasoby…
2. Czy wykorzystanie danej możliwości
daje szansę uzyskania odpowiedniej rentowności…
3. Czy wykorzystanie danej możliwości
wymaga odciągnięcia ważnych zasobów od innych działań…
Silne strony firmy
Posługując się tabelą... określamy wszystkie silne strony firmy, nawet
najbardziej oczywiste i pospolite. Ponownie odwołujemy się do burzy mózgów...
Następnie przesiewamy te silne strony, wyodrębniając spośród nich te, które
wyróżniają firmę..., jeśli poświęci się im... Jeśli zauważyliśmy szansę...,
odnotowujemy to w kolumnie "Działanie".
Analiza zagrożeń
Wychodząc od aktualnego stanu środowiska gospodarczego, ustalamy i
odnotowujemy..., jakie zagrożenia mogłyby postawić pod znakiem zapytania
realizację przyjętych celów.
Wskazujemy kilka najważniejszych zagrożeń, którym firma może się w pewnym
stopniu przeciwstawić lub których może uniknąć; opracowujemy zarys
odpowiedniego planu działania. Nie wikłamy się w szczegóły : plan ten zostanie
włączony w ogólny plan unikania i rozwiązywania problemów, który będzie
końcowym efektem procesu planowania.
Zaznaczamy także zagrożenia, których nie da się uniknąć; zapisujemy zarys planu
pozwalającego ograniczyć straty w przypadku, gdy przewidywany problem
rzeczywiście się pojawi.
Krok trzeci: misja
firmy
Po przeprowadzeniu
analizy COST (w terminologii Beckhardta: "tu i
teraz"), zastanawiamy się nad przyszłością firmy, rozważając ją możliwie
najbardziej szczegółowo. Nadal przyjmujemy, że nie ma - przy odpowiednim
planowaniu i zaangażowaniu - rzeczy niemożliwych; na własny użytek odpowiadamy
sobie na pytanie: Gdybyśmy wiedzieli, że może się to nam nie udać, co
próbowalibyśmy zrobić?
Szukamy odpowiedzi bardzo precyzyjnych. Misja firmy musi być wystarczająco
konkretna, by:
- zapewnić zaangażowanie kierownictwa, pracowników, dostawców i klientów;
- dać kierownictwu i pracownikom solidną wskazówkę dla samodzielnego
podejmowania decyzji;
- postawić przed całą organizacją wyzwania, skłaniające ją do doskonalenia i
wzorcowego wykorzystania zasobów.
Zastanawiając się nad aktualnym stanem organizacji oraz nad tym, czym ma się
ona stać w ciągu piętnastu lat, zapisujemy odpowiedzi na następujące pytania:
1. Jaką właściwie działalność prowadzimy? ...
2. W jakim punkcie znajdziemy się za pięć lat? ...
3. Co wyróżnia nas dziś, a co będzie wyróżniać w przyszłości? ...
4. Jakie podstawowe wartości i zasady...? ...
5. W jaki sposób organizacja postrzega i traktuje: swych pracowników?
dostawców? dystrybutorów? ...
6. Skąd będziemy wiedzieli, że znaleźliśmy się w miejscu, do którego
chcieliśmy dotrzeć? ...
Unikamy niejasności
Zapewniamy w ten sposób, że wszyscy, którzy będą mieli realizować misję,
właściwie ją zrozumieją. Wszystkie określenia potencjalnie dwuznaczne starannie
definiujemy.
Krok czwarty: cele
Spisujemy wyczerpującą
listę celów spełniających kryteria SMART... Tak więc wymienione cele muszą być:
Konkretne...
Mierzalne...
Osiągalne...
Realistyczne...
Aktualne...
Krok piąty: opcje
strategiczne
Posługując się techniką
burzy mózgów, określamy możliwie największą liczbę opcji strategicznych. Nie
zastanawiamy się w tym momencie nad tym, czy one są wykonalne lub pożądane. Do
naszego strategicznego celu może prowadzić wiele dróg. Staramy się znaleźć jak
najszerszy wachlarz strategii, które mogłyby być realizowane przez naszą
organizację...
...
Krok szósty:
strategia
Dokonujemy ostatecznego
formułowania strategii, uściślając wybraną opcję oraz eliminując z niej
dwuznaczności i obszary nieokreślone. Tam, gdzie to konieczne, definiujemy
przyjęte terminy, aby wszyscy mogli w pełni zrozumieć plan strategiczny firmy i
zaangażować się w jego realizację.
Oficjalna strategia firmy zawiera zwykle:
- ogólne określenie rynków, sektorów, produktów i usług;
- zasady polityki sprzedaży i wyceny;
- główne elementy strategii promocji;
- określenie planowanego obrazu firmy i jej kultury.
Plan strategiczny opracowany na poziomie ścisłego kierownictwa powinien
obejmować szereg planów cząstkowych. Jako minimum należy przyjąć:
1. Plan zasobów fizycznych...
2. Plan zasobów finansowych...
3. Plan marketingowy...
4. Plan zasobów ludzkich...
5. Plan jakości...
Krok siódmy: plan
taktyczny
Wyobraźmy sobie, że
cala strategia firmy jest zawarta na wielkim arkuszu papieru. Arkusz ten da się
podzielić na kawałki w taki sposób, że każdy z nich można przekazać
odpowiedniej jednostce organizacyjnej, której zadanie sprowadzałoby się
następnie do realizacji wyznaczonych jej celów. Rezultatem wysiłków
poszczególnych jednostek na poziomie taktycznym byłaby pełna realizacja celu
strategicznego całej firmy (ponowne połączenie kawałków papieru).
Model RAISE
Przekształcenie planu strategicznego w plany taktyczne ułatwia model RAISE (responsibility, authority, informed,
support, execution -
odpowiedzialność, upoważnienie, przepływ informacji, wsparcie, wykonanie).
Określenie potencjalnych problemów ......... 68
Istnieją dwie grupy
problemów, które mogą zakłócić realizację każdego planu. Ponieważ są one
całkiem różne, należy traktować je w odmienny sposób.
Analizujemy wszystkie potencjalne problemy, które mogą się wyłonić w toku
realizacji planu. Oddzielamy problemy możliwe do uniknięcia od nieuniknionych.
1. Planowanie w celu
uniknięcia problemów
Po określeniu
wszystkich problemów, których można uniknąć, włączamy do planu konkretne kroki,
jakie należy podjąć w celu ich wyeliminowania.
Tabela (ilustracja 2.8) służy do oceny zagrożeń oraz analizy ryzyka
nieodłącznie związanego z danym planem.
…
2. Planowanie na wypadek problemów nieuniknionych
Ustalamy, jakie wydarzenia czy wskaźniki będą z możliwie największym
wyprzedzeniem sygnalizować, że pojawia się lub zapowiada nieunikniony problem.
Zastanawiamy się, na którym etapie
wdrażania planu pojawienie się problemów jest najbardziej prawdopodobne i kto
najszybciej powinien to zauważyć.
Opracowujemy zarys strategii
naprawczej…
Strategia komunikacji ......... 70
Doświadczenia wyniesione przeze mnie z wielu
setek zajęć warsztatowych poświęconych
rozwojowi organizacji oraz sesji planowania dla wyższych szczebli zarządzania
potwierdzają tezę oczywistą. Planowana komunikacja jest zasadniczym warunkiem
wstępnym efektywnego wdrażania strategii przez wszystkich pracowników oraz unikania problemów.
Jeżeli – co zresztą jest sytuacją
dość nietypową – ścisłe kierownictwo organizacji postanawia opracować plan poza
siedzibą firmy, w jakimś ustronnym miejscu, pozostawieni w firmie pracownicy są
żywo zainteresowani tym, co właściwie się działo. W takich przypadkach bardzo
możliwe jest szerzenie się pogłosek i plotek, co zwykle jest niekonstruktywne.
Dlatego trzeba przyjąć jako zasadę,
że informacja na temat planu musi być szybka, spójna i pełna.
Doświadczenie pozwala sformułować następujące sprawdzone i przydatne wskazówki:
1. Strategia komunikacji powinna być
opracowana i uzgodniona przez wszystkich uczestników procesu planowania.
2. Przy najwcześniejszej sposobności, zanim
jeszcze pojawią się pogłoski, należy poinformować o planie wszystkich, których on dotyczy.
3. Trzeba zaplanować jedno spotkanie
informacyjne z udziałem wszystkich zainteresowanych lub szereg spotkań
równoległych. Chodzi o to, by zapobiec niekontrolowanym przeciekom
zniekształcającym informacje, do czego dochodzi niemal zawsze, gdy pracownicy
opowiadają kolegom o tym, czego się sami dopiero dowiedzieli.
4. Jeśli nie da się uniknąć szeregu
spotkań informacyjnych, warto przygotować ich scenariusz, aby zapewnić spójność
przekazu.
5. Często przydatne okazuje się
przesłanie od dyrektora generalnego do wszystkich pracowników, do czego można
wykorzystać technikę wideo, audio lub po prostu posłużyć się pismem.
Uwaga. Ze względu na to, że stosowanie narzędzi planowania jest stosunkowo skomplikowane, podkreślaliśmy
konieczność pracy zespołowej, jednak wszystkie narzędzia i modele w równym
stopniu nadają się do wykorzystania w indywidualnej pracy menedżera.
Pułapki planowania strategicznego
- Proces
podejmowania decyzji jest zdominowany przez dyrektora generalnego.
- Kultura firmy, obowiązujący w niej styl przywództwa, jej produkty czy usługi
są postrzegane jako niepodatne na zmianę.
- Zmiany wprowadza się z zamiłowania do nowinek, a nie w związku z nową wizją
lub w odpowiedzi na działanie nowych, wewnętrznych lub zewnętrznych sił.
- Organizacja nie znajduje czasu na pełne rozwinięcie strategii albo na
opracowanie kompletnego pisemnego planu.
- Realizacja planu jest zniekształcana przez ukryte motywy i politykierstwo.
- Ludzie realizujący plan nie dążą szczerze do tego, by pozwalał on osiągnąć
firmie wyniki istotnie lepsze niż dawniej.
- O planie nie są informowani prostym i konkretnym językiem wszyscy, których
wysiłek i zaangażowanie są konieczne dla szybkiego wprowadzenia go w życie.
- ignoruje się uzasadnione aspiracje pracowników, kierownictwa, udziałowców i
innych grup interesów.
- Cele są niejasne i pośpiesznie wyznaczone.
- Firma jest tak bliska upadku, że wszelkie długoterminowe plany nie mają
znaczenia dla jej przetrwania.
- Dyrektor generalny firmy nie wierzy w sens planowania, a ścisłe kierownictwo
nie angażuje się w nie.
- Zespół kierowniczy nie dowodzi swym konsekwentnym działaniem aktywnego,
codziennego zaangażowania w realizację planu. Jak mówi zwięzłe amerykańskie
powiedzonko, "kierownictwo musi tak chodzić, jak mówi" - inaczej
planowanie strategiczne nie przyniesie spodziewanych owoców.
3. Biznes to ludzie ........ 75
Panowanie jest zmienne jak wiatr.
Władza jest grą świateł.
Al Qasim Al Hariri
Jak mógłbym radzić sobie z Izbą Gmin,
gdybym nie wiedział, kto został przekupiony, a kto nie?
Charles James Fox
Nasza armia składa się z szumowin świata
- samych szumowin.
Książe Wellington
(o zwycięskiej armii brytyjskiej spod Waterloo)
Wszystkie wyniki w działalności gospodarczej zależą w ostatecznym
rozrachunku od ludzi - jest to fakt dość oczywisty, choć często lekceważony. Weźmy na przykład
zakłady Saturn firmy General Motors i problemy, z jakimi musiały się początkowo
borykać. Zakłady zostały zbudowane w całkowicie nowej lokalizacji, zastosowano
w nich najnowocześniejsze technologie i najlepsze rozwiązania, jakie mogły
zapewnić inteligentne inwestycje, a jednak wyniki wahały się od
rozczarowujących po prawie katastrofalne. Roger Smith, którego zwykle nie uważa
się za menedżera nadmiernie wrażliwego na potrzeby ludzi, wyraźnie wskazał
prawdziwą przyczynę kłopotów: euforia spowodowana świadomością, że naciskając
przełącznik, uruchamia się najlepsze światowe technologie, usunęła z pola uwagi
kierownictwa zagadnienia rozwoju kadr i powiększania uprawnień pracowników.
Jak na ironię, kolejne firmy publikują swe oficjalnie przyjęte misje z tym
samym zużytym frazesem: "najcenniejszym zasobem są ludzie". Ale jak
jest naprawdę? (Uwagi. Naprawdę, to u nas frazesy
masowo drukowano za socjalizmu, teraz to nawet i frazesów specjalnie się nie
drukuje, przynajmniej o ważności ludzi. Są zapewne wyjątki. Z.U.)
Jak nie
należy traktować ludzi ......... 76
Nadchodzi recesja i
firmy na wyścigi starają się zmniejszać zatrudnienie. Kierując się hasłem
uczciwości, podejmują te - zresztą zbędne - kroki zgodnie z jakimś
biurokratycznym kodeksem, czego nieuchronnym rezultatem jest wycinanie zasobów
ludzkich do żywej kości i odrzucanie najcenniejszego mięsa. Pracownicy, którzy
odchodzą - zwłaszcza gdy program redukcji zatrudnienia przewiduje zachęty do
dobrowolnego opuszczenia firmy - są często najlepiej wykwalifikowani (i dlatego
najbardziej mobilni). Kiedy zaś zwolnienia są
przymusowe, menedżerowie z kierownictwa wykorzystują je jako okazję do
usunięcia zagrożeń dla własnych pozycji i uświęconego czasem błogiego
samozadowolenia. Często więc wynajdują sposoby, by wyeliminować pracowników
twórczych, pełnych wyobraźni i bardziej oddanych trwałemu sukcesowi firmy niż
utrzymaniu status quo. Ci zaś, którzy pozostają, są często zarządzani w sposób
na całe lata zatruwający stosunki w firmie.
Byłoby oczywiście wielką
przesadą twierdzić, że powyższy scenariusz stosuje się do wszystkich firm. Są
przecież i takie, w których ludzie traktowani są z szacunkiem dla ich godności.
Zbyt często jednak podstawą takiego podejścia jest ideologia i samookłamywanie
się, a nie prawdziwe zrozumienie. Ludzi traktuje się w nich lepiej tylko
dlatego, że zakłada się, iż lepsze traktowanie daje lepsze wyniki.
Gdyby dobre traktowanie było
koniecznym warunkiem dobrych wyników, nigdy nie zostałyby zbudowane piramidy,
ani birmańska linia kolejowa. Tak zwane zaś dobre traktowanie interpretowane
jest zwykle z niewłaściwego punktu widzenia. Menedżer "traktuje innych
tak, jak sam chciałby być traktowany" - świetnie, z tym jednak
zastrzeżeniem, że rzadko się zdarza, by ludzie chcieli być traktowani tak, jak
innym się to wydaje.
Budowa
zaufania
Na każdym poziomie
struktury kadr należy budować autonomię, ufność we własne siły, dyscyplinę
wewnętrzną i zaufanie. Postępowanie takie w coraz większym stopniu będzie
wymuszane wzrostem znaczenia najwyżej wykwalifikowanych i najbardziej
przedsiębiorczych pracowników, jednak kluczowym słowem wciąż pozostaje "budowa".
Zaufania do siebie nie da się narzucić żadnym systemem ani ideologią. Rozwija
się ono w wyniku osobistego doświadczenia, poprzez sukcesy w realizacji
kolejnych zadań, których poziom ryzyka powoli i stopniowo się podnosi.
Mistrzowska
rekrutacja
Polityka
rekrutacji musi opierać się na
jasnym i terminowym rozpoznawaniu potrzeb firmy w zakresie siły roboczej,
wyrażonych w jej planie strategicznym. Rekrutację trzeba powierzyć
profesjonalistom – własnym lub pracującym w wyspecjalizowanych agencjach.
Rola
zarządzania ludźmi ......... 78
Mówiąc najprościej,
zadaniem menedżera jest utrzymanie ludzi w firmie i wykorzystywanie ich.
Utrzymywanie bez nadmiernych i niepotrzebnych kosztów oraz wykorzystywanie
najlepszych ich talentów, które wciąż się rozwijają.
Menedżer musi koniecznie nauczyć się głęboko i
precyzyjnie rozumieć zagadnienia motywacji.
Równie pilną sprawą jest wykorzystanie technik zarządzania wynikami, które
byłyby powiązane z potrzebami organizacji, antybiurokratyczne, łatwe do
ciągłego stosowania, zorientowane na wzrost i na zadania oraz sprzyjające
budowie zaufania wśród szerokiego spektrum osobowości i indywidualnych potrzeb.
Jak wskazał Harold Leavitt - było to przeszło
trzydzieści lat temu, gdy sam studiowałem jeszcze psychologię - kłopot z ludźmi
polega na tym, że są oni zarazem podobni i różni. Robią te same rzeczy z
różnych powodów, a jednocześnie - różne rzeczy, z tych samych powodów.
W wieku informacji sposoby wykorzystania
ludzi trzeba inteligentnie spajać z ich własnymi wyborami. Wymaga to
staranniejszego przyjrzenia się motywom ludzi.
Motywacja
poprzez dojrzałość .........
79
Teoria (jeśli można ją
tak nazwać) Maslowa wiąże motywację z dojrzałością. Maslow twierdzi, że jako jednostki
dojrzewamy wraz z zaspokajaniem potrzeb niższych i zwracaniem się ku potrzebom
wyższego rzędu.
Potrzeby wyższe mogą nawet nie
pojawić się w naszej świadomości, ale to one właśnie stanowią siłę napędową
największych osiągnięć. Z tego powodu zarządzanie poprzez przymus, głupio
wykorzystujące chwilowy brak poczucia bezpieczeństwa pracowników w celu
osiągnięcia nad nimi niepotrzebnej przewagi, na dłuższą metę kończy się
niepowodzeniem. Badania naukowe wykazują, że kiedy
menedżerowie, którzy wcześniej okazywali się słabi, zaczynają bić się pięściami
w wątłe klatki piersiowe i piszczeć: "Teraz jesteśmy mistrzami",
wyniki są katastrofalne. Nie znaczy to, że środki dyscyplinarne nie są
na miejscu w każdych okolicznościach. Cała tajemnica kryje się jednak w
możliwie najszybszym przejściu od dyscypliny narzuconej, zewnętrznej, do
samodyscypliny, osobistej odpowiedzialności i zaangażowania. Z chwilą zaś, gdy
samodyscyplina staje się w firmie normą, nie wolno robić nic, co mogłoby
osłabić jej potężne oddziaływanie, prowadzące pracowników na coraz wyższe
poziomy aktywności.
Koncepcja Maslowa jest jedynie hipotezą, za
którą przemawia niewiele świadectw empirycznych. W kategoriach ściśle naukowych
wątpliwe nawet byłoby określenie jej
mianem „teorii”. Dlaczego zatem utrzymała się tak długo i od dawna jest tak użyteczna?
Po pierwsze (i najważniejsze z
punktu widzenia naszej książki), stanowi ona znakomity model . Jako model
pozwala nam przewidywać zachowania ludzi
w danych okolicznościach, a przewidywania te, jeśli opierają się na dobrych podstawach, okazują się ścisłe. W tym sensie zasługuje ona po części na uznanie, jakim cieszy się jako teoria.
Po drugie, odpowiada ona faktom – w tym zakresie, w jakim wydaje się nam, że je znamy.
Najważniejszymi teoriami w naukach
biologicznych są: teoria ewolucji
Darwina i teoria homeostazy Cannona. Teoria Darwina
jest dobrze znana, gorzej jest z jej zrozumieniem. W ogromnym uproszczeniu mówi
ona, że zmiany w jakimś organizmie, które dają większe szanse przeżycia, z upływem czasu
upowszechniają się w całej populacji. Teoria homeostazy wskazuje, że
istnieją podstawowe stany największego komfortu,
do którego zmierzają – poprzez impulsy i reakcje – wszystkie żywe systemy.
Teoria Maslowa mocno wspiera się na obu tych teoriach. Najważniejszym jednak
dla podejścia Maslowa i wyróżniającym go elementem jest założenie, że po zaspokojeniu danej potrzeby
nigdy nie powracamy do stanu wygodnej apatii, lecz jesteśmy uwarunkowani do
poszukiwania nowych, wyższych bodźców, które staną się nową pobudką działania. Tak więc raz
zaspokojona potrzeba przestaje być czynnikiem motywującym: jest zastępowana
potrzebami coraz wyższymi, co prowadzi nas w nie kończącą się podróż ku
dojrzałości i osobistej doskonałości. Maslow idzie nawet dalej. Sugeruje – co
potwierdzają obserwacje zdrowych ludzkich zachowań – że aby pojawiły się i
przyciągnęły naszą uwagę potrzeby wyższe, nie jest konieczne pełne zaspokojenie
potrzeb niższych.
Podstawowymi potrzebami w hierarchii
Maslowa są:
• fizjologiczne potrzeby jednostki i
potrzeby związane z przetrwaniem gatunku...
• potrzeby bezpieczeństwa...
Potrzeby te wiążą się
bezpośrednio z „gadzią” częścią naszego mózgu. Układ limbiczny sprawuje
kontrolę nad naszymi emocjami i u Maslowa odpowiada to potrzebom:
• przynależności
– tworzenia satysfakcjonujących relacji z innymi;
• statusu
lub ego – zapewnienia silnego
poczucia własnej wartości.
I wreszcie kora mózgowa – pofałdowana, rozłożysta płachta cienkiego
szaroróżowego białka, stanowiąca
niemal swoiście ludzką część mózgu, kontroluje nasze myśli, język, poczucie piękna, a u Masłowa odpowiada za:
• samorealizację – rozwój
estetyczny, duchowy i wzrost autonomii.
Tak więc koncepcje Maslowa, nie dowiedzione w sensie naukowym, stanowią dla nas
użyteczny model. (...)
Wzbogacanie
pracy
Motywacje trzeba
rozumieć z tego powodu, że prosta reguła życia mówi, iż wszelkie zachowanie
jest czymś motywowane. Jeśli na ludzi nie działa motyw kierujący ich w którąś
stronę, z pewnością będą zmierzać w innym kierunku, pchani czymś innym.
Problem, przed którym staje menedżer, polega na tym, że ludzie nie są
motywowani bezpośrednio przez innych; motywują się sami. Strategia motywacji nie
sprowadza się zatem do manipulowania innymi, lecz raczej jest planowym i
świadomym wytwarzaniem pozytywnego klimatu, w którym naturalny proces motywacji
będzie orientował się na - stopione w jedno - cele osobiste pracowników i cele
firmy.
Kara pozwala wyeliminować
niepożądane zachowanie. Wzmocnić zachowania pożądane można tylko za pomocą
nagród.
Zarządzanie
przez wyniki pracy ........ 83
W. Edwards Deming, ojciec kompleksowego zarządzania jakością,
przemawiał do licznie zgromadzonych uczestników pewnej konferencji. Większość
spośród słuchaczy stanowili kierownicy działów ds. personelu (czy też - jak na
ogół wolą się tytułować - kierownicy działów ds. zasobów ludzkich) dużych firm.
Dr Deming mówił powoli i cicho, a jednak w jakiś sposób udało mu się nasycić
swoje przemówienia prawdziwą namiętnością. W tym akurat przypadku ze zwykłą
pasją mówił o rocznych ocenach wyników w pracy oraz systemach zarządzania przez
wyniki, wspierających procedury oceny. Początkowo słuchano tego, co miał do
powiedzenia, z nabożnym szacunkiem. W miarę jednak jak do słuchaczy docierało,
że guru atakuje jedną z najbardziej ukochanych świętych krów, pojawiło się
niedowierzanie, a potem niepokój; niektórzy zaczęli wręcz odczuwać coraz
silniejszą złość. Gdy Deming wyjaśniał, dlaczego
system oceny ma naturalną tendencję, by promować w firmie mierność (a nawet
jeszcze gorzej), twarz siedzącego nieopodal mnie dżentelmena stawała się
coraz bardziej czerwona. W końcu mój sąsiad nie wytrzymał. Wstał. Najpierw z
wściekłości nie mógł wyksztusić słowa, w końcu jednak wyrzucił z siebie: "A więc co pan sugeruje: czym mam zastąpić roczne oceny
pracowników?".
Deming spojrzał w półcień, w którym skryte było jego audytorium, potarł palcem
brodę i po chwili głębokiego namysłu powiedział, jeszcze wolniej niż zwykle:
"Muszę się upewnić, czy w pełni rozumiem pańskie pytanie. Chciałby się pan
dowiedzieć...- Tu przerwał na parę sekund, które zdawały się wiecznością, - Chciałby się pan dowiedzieć, czy jest jakiś inny sposób na
poniżanie pracowników?"
W tej chwili zrozumiałem, że odtąd na całe życie pozostanę fanem
Deminga. Zarządzanie przez wyniki pracy jest bezcelowe, jeśli nie powoduje
stopniowej poprawy wyników, by ostatecznie wyprowadzić je na poziom optymalny.
Ocena wyników zbyt często jest po prostu - jak ujął to John Cleese
- "czasem, w którym firma mówi ci, co o tobie myśli".
Ocena
oddolna
Jeśli w ogóle rozważamy
zarządzanie przez wyniki, pomyślmy o takim właśnie rozwiązaniu. Takie firmy jak
np. British Airways czy BP wprowadziły systemy oceny działające jak gdyby w
przeciwnym kierunku. Systemy, w których podwładni oceniają swoich przełożonych.
Dział kadr poszukujący systemu oceny, który byłby niezawodny i mógł wnieść
rzeczywisty wkład w ogólne podniesienie poziomu wyników, może skorzystać z tej
metody. Ocena oddolna, jak wskazał Adrian Furnham w
artykule opublikowanym ostatnio w "Financial Times", ma kilka zalet.
Często się zdarza , że podwładni lepiej znają swego szefa, niż szef zna ich.
Szefowie są z reguły na widoku, a ich silne i słabe strony można postrzegać
jako czynniki wpływające na wyniki całego zespołu, co uzasadnia przyglądanie
się ich rzeczywistym zasługom przez szkło powiększające.
Ponieważ szef ma na ogół pewną liczbę podwładnych, dokonywane przez nich oceny
zwykle są zarówno dokładniejsze, jak i bardziej wiarygodne ze statystycznego
punktu widzenia. Skrajne przypadki pochlebstwa i braku obiektywizmu spowodowane
ukrytymi motywami osobistymi są zazwyczaj korygowane dzięki temu, że większość
oceniających daje ocenę bardziej realistyczną niż osoby najbardziej
zainteresowane.
Model
motywacji .......... 90
Wielu czytelnikom
dobrze znany jest stworzony przez Maslowa model hierarchii potrzeb,
przedstawiany w postaci trójkąta czy piramidy. Jeśli jednak dobrze rozumiem
Maslowa, standardowy model nie najlepiej odzwierciedla jego koncepcję, toteż
bez zastrzeżeń zgadzam się z Druckerem i innymi autorami, których zdaniem:
Możemy aż do końca świata spierać się,
czy jesteśmy, czy też nie jesteśmy w stanie motywować innych. Aż za dobrze
jednak wiemy, że bez specjalnego wysiłku potrafimy demotywować. Dlatego więc
powinniśmy w pierwszym rzędzie poświęcić uwagę tej właśnie zdolności i z nią
zrobić porządek.
Ilustracja
3.1. Wnioski z modelu hierarchii potrzeb Maslowa
(...)
Ilustracja 3.1 wyjaśnia, co mam na myśli.
Co najważniejsze jednak, model ten
podejmuje problem demotywacji, wskazując na skutki zewnętrznej dezaprobaty.
Zachodzące ostatnio zmiany w polityce zatrudnienia oraz wykorzystywanie
"dyspozycyjnych pracowników" zaczynają już teraz demotywować i
demoralizować siłę roboczą.
Model nasz pokazuje również , że
wyniki takie są - przynajmniej na krótką metę - nieuchronne. Jeżeli cenieni
wcześniej pracownicy okazują się zbyteczni, a spłaszczanie struktur zarządzania
powoduje równoczesną likwidację pewnych stanowisk i ścieżek kariery, możliwości
pojawienia się napięć są olbrzymie. Każdy,
kto nie stracił pracy, najpierw oddycha z ulgą – co naturalne; potem
jednak zaczyna się zastanawiać, czy następnym razem również mu się uda. W ten sposób
powstaje poczucie braku bezpieczeństwa, pojawia się obawa, napięcie i lęk. Co
gorsze, pracownik ma świadomość, że znajduje się w organizacji redukującej
zasoby ludzkie i usuwającej całe warstwy zarządzania, które dotychczas
stanowiły bufor, dający zabezpieczenie na wypadek błędu. Trzeba zaakceptować
większą odpowiedzialność i większy ciężar pracy przy większym osobistym ryzyku.
Poczucie braku bezpieczeństwa jeszcze się wzmacnia. Ale nie to jeszcze jest
najgorsze.
Pracownik odczuwa obawę i napięcie,
a przy tym ma mniej możliwości, by rozwijać bliskie i obustronnie korzystne
relacje z kolegami – po części dlatego, że wielu z nich już nie ma, po części
zaś – gdyż jest po prostu zbyt zajęty, by poświęcać czas na aktywność
towarzyską.
Łatwym do przewidzenia rezultatem
jest wycofanie się i coraz silniejsze odczuwanie zagrożenia. Pojawia się błędne
koło, z którego nie sposób się wyrwać, lecz które wywołuje agresję. Zwykłą
reakcją jest bowiem chęć uderzenia w to, co uważa się za źródło zagrożenia: w
tym zaś wypadku łatwo można za nie uznać samą organizację. Ponieważ poczucie
braku bezpieczeństwa powoduje, że nisko ocenia się własne siły, atak przeciwko
firmie przybiera subtelne formy. Jak trafnie to określił Bob Mager, pracownik "zwalnia firmę." Wycofuje się ze
współpracy z nią wtedy, gdy się ośmieli - a to najczęściej znaczy, że w
okolicznościach, w których jego zaangażowanie jest najbardziej potrzebne.
Jak radzić sobie z nadmiarem siły roboczej? ............
92
Rozważmy sytuację
kogoś, kto nie jest pracownikiem ocalałym po redukcji zatrudnienia, lecz
przedstawicielem szybko zwiększającego swą liczebność nowego gatunku
"dyspozycyjnych pracowników". Osoba taka nie jest związana z firmą
żadnymi długotrwałymi relacjami. Korzysta z nielicznych świadczeń
pracowniczych, nie ma stałej pensji ani zaplanowanej ścieżki kariery, świadczy
usługi na rzecz firmy, gdy ich ona potrzebuje, a w pozostałym czasie sama ma
znaleźć sobie innego pracodawcę - albo głodować. Badania Henley
Management Centre, o których powiemy więcej w następnym rozdziale, wskazują, że
dla większości ludzi przynależność jest sprawą niezmiernie ważną. Niezbędne nam
jest poczucie, że jesteśmy potrzebni. Jeśli ktoś nie widzi powodu, by odczuwać
lojalność w stosunku do krótkotrwałego pracodawcy, prawdopodobnie będzie się
uważał za niewinną ofiarę systemu, przy czym, najbardziej oczywistym
reprezentantem tego systemu będą dla niego firmy wykorzystujące go, gdy to im
potrzebne, a w pozostałych okresach skazujące go na niepewność.
Powyższa analiza jest najoczywiściej trafna w przypadku osób na niższych
szczeblach hierarchii, ma jednak zastosowanie do wszystkich jej poziomów. Nie
ulega wątpliwości, że kształtując poczucie braku bezpieczeństwa i niskiej
samooceny, oddziałujemy demotywująco.
Co zatem należy uczynić dla
przetrwania w nadchodzących warunkach gospodarczych, będąc poddani wewnętrznej
i zewnętrznej presji (ilustracja 3.2.)
...
Skoro przeprowadza się lub planuje przeprowadzenie "zmniejszenia
firmy", "usuwanie poziomów zarządzania" itp. - a są to wszystko
eufemistyczne określenia na zwolnienie znacznej liczby pracowników - musimy
całą rzecz starannie przemyśleć. Tych, którzy odchodzą, trzeba traktować w
sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, że w pełni zasługują na naszą troskę.
Tym, którzy nie chcą odejść, musimy zaproponować coś więcej niż tylko pomoc w
przekwalifikowaniu się. Trzeba przedstawić im różne możliwości i pomóc w
ocenie, które są dla nich najlepsze. Musimy wziąć pod uwagę rodziny takich
pracowników i ich potrzeby. Rodziny, których jedyni żywiciele nagle tracą
pracę, zawsze przeżywają stres; nawet te, przed którymi otwiera się perspektywa
szczęśliwej emerytury, często potrzebują profesjonalnej pomocy, by mogły
poradzić sobie z problemami utraty statusu i spadku aktywności. Żonom, które
widzą jedynie kłopoty, jakie sprawiają "plączący się pod nogami"
mężowie, trzeba wskazywać możliwości wykorzystania nowej sytuacji do
wzbogacenia życia rodzinnego.
Aby pracownicy pozostający w firmie
nie mieli żadnych wątpliwości, że ci, którzy odchodzą, są w pełni doceniani,
należy zaprojektować działania przedkładające się bezpośrednio na ostateczny
wynik finansowy firmy, a przy tym angażujące na równi obie kategorie - na
przykład sensowne szkolenia.*
(* Przypuszczam, że sensowne szkolenia mocno by się w Polsce
przydały bardzo wielu dyrektorom - prezesom. Przynajmniej tym, którzy wprawdzie
niewiele umieją, ale przynajmniej wykazują dobrą wolę. Co jednak zrobić z tymi,
którzy także niewiele umieją ale i dobrej woli też im brak? Im to nawet może
udawać się "dobrze urządzić", ale jakie są tego skutki dla
pracowników, dla firm, dla całego społeczeństwa? Jak długo jeszcze
społeczeństwo polskie nie będzie mogło sobie z tym poradzić?
Czy nie zaczyna to już zagrażać zradykalizowaniem nastrojów z nieobliczalnymi
konsekwencjami? Czy władza państwowa nie powinna energiczniej się zabrać za
tych, którzy marnują dobro społeczne, szydząc nieomal ze społeczeństwa i z
uczciwie pracujących?
Anonimus).
Celowi temu może na przykład służyć opracowany przeze mnie program
"wyprzedzającego przekwalifikowania", w którym najnowocześniejsze
szkolenia w dziedzinie sprzedaży służą firmie do tego, by dobitnie potwierdzić
znaczenie, jakie mają dla niej wszyscy pracownicy. Menedżerowie i sprzedawcy
pozostający w firmie uczą się zaawansowanych technik perswazji, co zwiększa
możliwości konkurencyjne firmy, a jednocześnie ich byli koledzy, uczestnicząc w
tych samych zajęciach, uczą się, w jaki sposób mogą przekonać do siebie
potencjalnych pracodawców, rozwijać w sobie poszukiwane na rynku kwalifikacje
lub też - jeśli decydują się na pracę na własny rachunek - sprzedawać produkty
i usługi własnych firm.
Ilustracja 3.3 pokazuje, w jaki
sposób przeznaczony do zwolnienia personel można przygotować do "życia na
zewnątrz". Choć może to wyglądać na zbyt kosztowny sposób zwalniania
pracowników, trzeba zastanowić się, ile kosztuje niewłaściwe rozwiązanie tego
problemu. Jeśli nawet zalecane postępowanie kosztuje firmę kilka tysięcy
dolarów na każdego zwalnianego pracownika, to postępowanie błędne może
przynieść niepowetowaną stratę w postaci niskiego morale.*
...
(* Wysokie morale pracowników doceniają zazwyczaj tylko szefowie,
którzy sami mają wysokie morale. Podobnie z wiedzą, kreatywnością, itp.
Przypuszczam, że są to sprawy oczywiste. Niestety, nie jest w Polsce z nimi
"zbyt dobrze".
Mam "gorzką satysfakcję", że to nie ja myliłem się kilkanaście lat
temu, pokazując niemal gruntowne nieprzygotowanie kadr kierowniczych w zakresie
zarządzania i ekonomiki. Niestety, miałem - nie starałem się zresztą - zbyt
małą "siłę przebicia", nawet lokalnie, nawet do zorganizowania tylko
sensownego szkolenia.
Skutki widać. Sprawdza się od początku transformacji.
Anonimus).
Wzmacnianie pozostałego personelu
Możemy rozważać różne działania, jedna rzecz jednak jest istotna. Ci, którzy
pozostają w firmie, stanowią nowy zespół, mają nowe zadanie - bez względu na
to, od jak dawna tu pracują. Skoro tak, ich najpilniejszą potrzebą jest szybkie
osiągnięcie sukcesu. Sukces bardziej niż wszystko inne wzmocni ich wiarę we
własne siły i zaangażowanie, zwiększy zwartość zespołu. Więcej na ten temat
powiemy po zbadaniu problemów budowy zespołu i przywództwa.
Ocena
poziomu motywacji .......... 97
Wskazaliśmy już kilka
czynników, które mogą zaszkodzić motywacji; warto teraz zastanowić się, jaki w
rzeczywistości jest poziom motywacji naszego zespołu.
Ilustracja 3.4 ... przedstawia
prosty model, który z dużym powodzeniem wykorzystywałem zarówno jako doradca,
jak i menedżer. Łączy on w sobie pewne elementy koncepcji uczonych zajmujących
się problematyką zachowania, głównie Lawlera i Portera. Obejmuje on cztery poziomy motywacji.
1. Niska motywacja
Jeżeli grupa nie widzi dla siebie żadnych nagród, nie ma żadnej motywacji dla
osiągania dobrych wyników. Jeśli widzi nagrody, które nie mają dla niej
wartości, również nie jest motywowana. Jeżeli widzi nagrody, które zdaniem
innych "powinny być" dla niej atrakcyjne, także nie ma motywu do
działania.
2. Brak motywacji
Jeśli grupa ceni sobie potencjalną nagrodę, lecz widzi niewielkie szanse jej
uzyskania, motywacja nie istnieje. Często też uważa się, że lepiej nie
próbować, niż naradzić się na niepowodzenie.
3. Demotywacja
Jeżeli wysiłek, jakiego wymaga uzyskanie nagrody, jest postrzegany jako
nieistotny w porównaniu do wartości nagrody, ludzie często - co dość dziwne -
nie troszczą się o podjęcie próby. Podobnie zbyt wielki wysiłek dla zbyt małej
nagrody rzadko bywa motywujący.
4. Wysoka motywacja
Motywacja jest wysoka, gdy:
- nagrody są widoczne, dostępne i osiągalne;
- cele są ambitne, lecz realistyczne;
- wysiłek, jakiego wymaga osiągnięcie celu, jest postrzegany jako adekwatny do
wartości nagrody.
(Uwagi. Autor pominął bardzo istotną demotywację, wynikającą z
żądzy monopolu na władzę, znaną z literatury jako "syndrom zarządzania
Starego Forda." Przedstawia to trochę Peter Drucker w swojej
"Praktyce zarządzania" w rozdziale 10 "Historia Forda" -
poz. 69 prezentowanej literatury. Stary Ford tępił wszystkich tych, którzy się
wyróżniali w pracy zdolnościami menedżerskimi. To dopiero była prawdziwa
demotywacja! "Przewrót pałacowy" nastąpił niemal w ostatniej chwili,
ratując firmę przed całkowitym upadkiem.
Trzeba też jeszcze pamiętać o drugim aspekcie motywacji: musi być ona
prawidłowo ukierunkowana. Nie można motywować działań, które, zamiast pomagać,
faktycznie szkodzą. To nie jest łatwe jak się nie ma wszechstronnej fachowej
analizy, nie dysponuje odpowiednią prawdziwą informacją, jak się samemu nie
jest odpowiednio przygotowanym do zgłębienia tematów. Nie bez powodów
praktycznych rozpocząłem swoją publikację od analizy "prowizji w systemach
motywacyjnych przemysłu". Oczywiście, to nie prowizja była głównym celem
analizy, tylko cała złożoność mądrego kompleksowego zarządzania. Z.U.)
Cel stanowiska jako narzędzie zarządzania ......... 97
Jak powiedzieliśmy już
wcześniej, modna aktualnie wiara w powiększanie uprawnień pracowniczych okaże
się próżna, jeśli pracownicy, którym ma się przekazać nowe uprawnienia, nie
działają w zdyscyplinowanym środowisku.
(dodał bym tu koniecznie: "lub nie mają
odpowiednich kwalifikacji". Z.U.)
Pułapki
zarządzania ludźmi
- Zakładanie, że to, co
motywuje nas, musi również motywować innych.
- Nieumiejętność powiązania nagród z wynikami.
- Nieumiejętność zapewnienia nagród dokładnie wtedy, gdy w ocenie pracownika są
one najsilniej powiązane z konkretnym wynikiem.
- Niedocenianie nagród bądź to materialnych, bądź niematerialnych.
- Trwałe posługiwanie się obawą jako czynnikiem sprawczym przemian.
- Niedostrzeganie frustracji, brak umiejętności usunięcia jej przyczyn lub
znalezienia dla niej ujścia.
- Opieranie zarządzania poprzez wyniki na standardach, a nie na celach.
- Przedwczesne okazywanie zbytniego zaufania niedojrzałym pracownikom.
- Brak zaufania do pracowników, którzy sobie na nie zasłużyli.
- Formularze i rutynowe rozmowy, które służą komunikacji tylko w jednym
kierunku.
- Nadmiernie uproszczone poglądy na ludzkie zachowania.
- Niekonsekwencja w stylu przywództwa, opartego nie tyle na zrozumieniu samej
istoty zadania oraz na wiedzy o wykonujących je ludziach, ile na przekonaniu
kierownictwa, że pracownicy "poradzą sobie" w aktualnych warunkach.
Tak więc styl przywództwa od przypadku do przypadku waha się pomiędzy autokracją
a "leseferyzmem".
- Działanie na szkodę wyników poprzez stałe zmiany celów.
4. Zespoły projektowe i budowa zespołu ........ 105
Nic nie kończy się niepowodzeniem tak łatwo jak
sukces
Richard Pascale
Już w nieodległej przyszłości
zespoły będą w firmach postrzegane w sposób z konieczności nieco inny niż
obecnie. Dziś przeważa pogląd, że zespoły to synergia (skoordynowane
działanie), ta zaś z kolei oznacza wyniki; stąd bierze się przeświadczenie, że
gdyby dało się odkryć sekret budowy zespołu, to dzięki zaangażowanemu i
wykorzystującemu synergię działaniu można by rozwiązać wszystkie problemy.
Niestety, sprawa nie jest aż tak prosta.
Wewnętrzne mechanizmy pracy zespołowej ........ 105
Nie
wszyscy ludzie - co przekonywująco wykazała Amanda Sinclair - najlepiej radzą
sobie w zespole. Wielu pracowników w izolacji osiąga niemal cudowne rezultaty,
podczas gdy dla innych, jak wskazują niedawne badania Henley
Centre, ważne są interakcje zachodzące w zespole.
Tak więc dostrzegamy tu potencjalny
konflikt. Mamy bowiem z jednej strony uproszczoną wizję rozwiązywania problemów
poprzez budowę zespołów, kiedy to do pracy zespołowej chce się zaprząc nawet
ludzi niezależnych, którzy w takich warunkach będą osiągali w najlepszym razie
wyniki poniżej przeciętnej, w najgorszym zaś - będą szkodzili pracy zespołu. Z
drugiej strony - trzeba liczyć się z nieodpartą logiką ekonomiczną, która każe
w coraz większym stopniu opierać się na luźno związanych z firmą
współpracownikach, w dużej mierze wyłączonych z procesu podejmowania decyzji i
tęskniących za ciepłem i bezpieczeństwem, jakie zapewnia grupa społeczna. Jak
zatem mamy sobie radzić na tym potencjalnym polu minowym?
Krótka odpowiedź obejmuje trzy
elementy. Po pierwsze, menedżer musi rozumieć procesy i zjawiska faktycznie
zachodzące w grupach lepiej, niż udaje się to licznym szkoleniowcom, naukowcom
czy konsultantom. Po drugie menedżerowie muszą z należytą troską odnosić się do
odczuć i potrzeb jednostek, z których chcą stworzyć grupy. Muszą umieć
rozpoznawać samotników i zaspakajać ich szczególne potrzeby. Nie oznacza to, że
samotnik nie ma do odegrania żadnej roli, którą przyczyniałby się do sukcesu
zespołu. Nierzadko warunkiem tego sukcesu jest zaangażowanie się jednostki
niezależnej, jej wyjątkowy i wniesiony we właściwym czasie wkład; kierownictwo
musi jednak znaleźć sposoby pozwalające indywidualiście włączać się w zespół,
wnosić swój udział w jego pracę, a następnie wycofywać się do ulubionej
samotności. Trzecia idea jest najbardziej sporna i nie wykluczam, że formułując
ją, narażę się ze strony czytelniczek na zarzut seksizmu (ponieważ w pewnej
mierze posłużę się stereotypem), ze strony zaś wyznających ideał macho
czytelników - na gromy, że śmiem sugerować, iż podejście kobiece ma nam we
współczesnym świecie wiele do zaoferowania, a być może nawet jest
najcenniejsze.
Logika
kobieca
Ostatnie badania na temat psychologii płci wiodą nas do badań i koncepcji,
które mogą nabierać coraz większego znaczenia w miarę, jak będzie wyłaniać się
społeczeństwo postindustrialne. Ludzie potrzebują wolności, by mogli być
jednostkami, a wszędzie są zmuszani do działalności zespołowej; jednocześnie
zaś, jak na ironię, od tych, którzy potrzebują towarzystwa innych, wymaga się,
by nie przynależeli do żadnego zespołu w żadnym istotnym sensie lub
przynależeli do jakiegoś zespołu jedynie na dystans. W którym jednak miejscu
zaczyna tu odgrywać rolę czynnik płci?
Chodzi o różnicę pomiędzy stylami
komunikacji, jakie dominują wśród mężczyzn i kobiet. W specjalistycznym
żargonie mówi się, że w przypadku kobiet celem komunikacji jest budowa
symetrycznych relacji, podczas gdy mężczyźni starają się poprzez komunikację
doprowadzić do wyjaśnienia i określenia asymetrii relacji międzyludzkich. Zanim
wpłyniemy na głębszą wodę, powinienem wyjaśnić powyższe terminy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Relacja symetryczna opiera się na równości.
Stoi za nią założenie, że ludzie są zasadniczo tacy sami, związani ze sobą i
równi . Charakteryzuje się wzajemnym zainteresowaniem i postawą obustronnej
troski. Jej celem jest długoterminowe wzajemne zaangażowanie, ciepło i
wsparcie. W większym stopniu charakteryzuje stosunki pomiędzy kobietami niż
pomiędzy mężczyznami.
Relacja asymetryczna opiera się na przekonaniu,
że ludzie nie są równi. Zakłada się, że ludzie różnią się od siebie, a
zachodzące pomiędzy nimi różnice wyrażają się w statusie, hierarchii i
"porządku dziobania". Komunikacja służy bądź to wzajemnemu badaniu,
by ustalić względny status każdej ze stron, bądź też, jeśli sprawy statusu są
jasne - spotęgowaniu aktualnych różnic. W przypadku relacji asymetrycznej
sympatia, jeśli występuje, więcej ma wspólnego z postawą protekcjonalną niż z
prawdziwą troską. Relacje tego typu przeważają w kontaktach między mężczyznami.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli występuje różnica statusu, jej
działanie jest z konieczności antagonizujące. Osoba o wyższym statusie stara
się narzucić swą przewagę drugiej, zaś osoba o słabszej pozycji szuka
sposobności, by podnieść bunt. Można zauważyć paradoksalne zjawisko, że w
firmach, w których obowiązującą normą jest zatrudnianie kłusowników jako
gajowych - tzn. awansowanie buntowników do kierownictwa - byli wojowniczy
manifestanci, gdy tylko staną się menedżerami, często z największym uporem
nalegają na pełne wdrożenie norm, które jeszcze niedawno z taką pogardą
odrzucali. Jaskrawym tego przykładem mogą być menedżerowie, którzy mają w
życiorysie karierę w wojowniczych związkach zawodowych.
Różnice postaw między płciami są
wzmacniane już w dzieciństwie. Podziwiamy chłopca, który wykazuje zdolności przywódcze,
a jednocześnie irytuje nas "apodyktyczna" dziewczynka obdarzona tymi
samymi cechami. Badania nad zabawami dzieci wykazują, że o ile dziewczynki w
sposób, który nazwalibyśmy demokratycznym, wymieniają sugestie na temat gier i
zabaw, o tyle chłopcy szybko ustalają "porządek dziobania", po czym
najsilniejsi z nich narzucają dyspozycje całej grupie.
W społeczeństwie postindustrialnym,
opartym na szerokim wykorzystaniu wiedzy, podejście kobiece będzie nabierało
coraz większej wartości. Relacje na większy dystans nie dają tych samych
codziennych możliwości wzmacniania (zob. model paradygmatu wymiany), co
siedzenie głowa przy głowie. Kobiecy styl komunikacji będzie przyczyniał się do
tworzenia trwałych relacji odpornych na destruktywny wpływ dystansu oraz spadku
znaczenia oczywistych korzyści płynących z przynależności do grupy.
Równocześnie zaś wzrost roli i znaczenia wysoko wykwalifikowanego pracownika
będzie sprzyjał nowemu indywidualizmowi i niechęci do różnic statusu, a w tej
sytuacji gwarancją właściwego wkładu jednostki w pracę zespołu będzie musiało
być głębokie i prawdziwe zrozumienie.
Głębokość zrozumienia i brak
konfliktu są typowe dla komunikacji kobiecej. Same w sobie jednak nie
uzasadniałyby one jeszcze konieczności przeprowadzenia "zmiany płci"
w stylu komunikacji. Musi on być wrażliwy na potrzeby innych, musi bez
zastrzeżeń akceptować świat takim, jaki jest, musi wreszcie wspierać się na
pracowicie gromadzonych i konsekwentnie wykorzystywanych kwalifikacjach.
Kwalifikacje te i wspierająca je kobieca wrażliwość stanowią klucz do
oddziaływania na innych, co opiszemy bliżej w rozdziale 9. Pozostałą zaś część
niniejszego rozdziału poświęcimy bardziej szczegółowemu objaśnianiu realnych
zjawisk zachodzących w zespołach. Mogę przypuszczać, że zarówno czytelnik
obeznany z tą problematyką, jak i nowicjusz znajdzie tu niejedną niespodziankę.
Praktyka
budowy zespołu
(str. 109)
Od czasu do czasu
zdarza się, że kładziemy nadmierny nacisk na uproszczone podejście do zagadnień
budowy zespołu. Podobnie jak w wielu innych przypadkach , należy tu pamiętać o
przestrodze Alistaira Manta, by menedżer zawsze stawiał sobie pytanie: "Po
co?". Powody, dla których ludzie decydują się na pracę w zespołach, są od
dawna dobrze znane. Dzieje się tak dlatego, że w ich uprawomocnionej
doświadczeniem opinii zgodna współpraca pozwala osiągnąć więcej, niż dałyby
razem wzięte wysiłki poszczególnych osób. Krótko mówiąc, ludzie pracują w
zespołach, ponieważ oceniają, iż udział w zespole daje im największą szansę
sukcesu.
Szkoleniowcy i guru od spraw
podnoszenia jakości kadr menedżerskich mają tutaj - jak i zawsze - odpowiednie
słowo; jest nim "synergia". Budowa zespołu jest postrzegana jako
odpowiednik tworzenia dźwigni i punktu podparcia, dzięki którym Archimedes był
gotów poruszyć Ziemię. Przy pewnych ściśle określonych zastrzeżeniach można
przyjąć, że w koncepcji tej jest wiele prawdy. Jednak menedżer, który
wysłuchuje się wyłącznie w syreni śpiew specjalistów od zarządzania, nie bacząc
na wyjątki, skazuje się na rozczarowanie - a może być coś jeszcze gorszego.
Pierwsze zastrzeżenie najzwięźlej
wyraziła niedawno Amanda Sinclair. Ku irytacji niektórych szarlatanów budowy
zespołów, wykazała ona na prosty i niewątpliwy fakt, że o ile niektórzy ludzie
osiągają największą produktywność i komfort w pracy zespołowej, o tyle innym
ona wcale nie odpowiada. Naiwne założenie, że pracowników takich można
przymusowo wcielać do zespołów bez oglądania się na ich emocjonalne i
praktyczne preferencje, prowadzi raczej do eksperymentu w dziedzinie stosunków
towarzyskich niż do świadomego działania menedżerskiego.
Drugie równie ważne zastrzeżenie
dotyczy naiwnego poszukiwania konsensusu (ogólnego porozumienia i
jednomyślności), które w ostatnich latach tak się upowszechniło na niektórych
polach teorii zarządzania. Udział w procesie podejmowania decyzji może
doprowadzić do większego zaangażowania w działania wynikające z przyjętych
postanowień. Może jednak również prowadzić do decyzji złych i głupich, których
realizacja doprowadziłaby do katastrofy.
Przykład
Niemiec
(str. 110)
Przemysł niemiecki
osiągnął najlepsze być może w całym świecie zachodnim wyniki w budowie zespołów
i zarządzaniu uczestniczącym. Te sukcesy pozwoliły mu skutecznie konkurować na
rynkach światowych z potęgą amerykańską i japońską.* Nie wolno dać się zmylić
nagłaśnianym przez media aktualnym problemom Niemiec. Zjednoczenie miało
olbrzymią cenę, m.in. rozszerzenie oświeconego ustawodawstwa pracowniczego na
wschodnie Niemcy, w których widoki na szybkie uzyskanie ekonomicznej
rentowności są niewielkie lub żadne.*
Niemcy stworzyli zespoły pracownicze konsekwentnie kierujące swoją agresję na
zewnątrz - przeciw konkurentom. Metoda ta przyniosła im sukcesy. A jednak
przeciętny menedżer brytyjski czy amerykański postrzega swego niemieckiego
kolegę jako osobę dość nieelastyczną i o skłonnościach autokratycznych. Czy to
jednak nie paradoks: nieelastyczna kreatywność i autentyczna demokracja w
przemyśle?
(*
Potęga japońska, w latach dziewięćdziesiątych została mocno przyćmiona i nadal
się nie podźwignęła. Być może jednak, po latach zachwytu, zbyt łatwo wpadamy w
drugą skrajność. Co do Niemiec Wschodnich: obok niższej rentowności i gorszych
warunków życia, odnotować aktualnie - 2001 r. - trzeba też wysokie bezrobocie,
sięgające na terenach byłej NRD około 16%. Temat losów byłej "NRD",
pod tytułem "Prototyp Niemiecki" bardzo ostro - i kontrowersyjnie -
przedstawia Kazimierz Z. Poznański w swojej słynnej książce "Wielki
Przekręt Klęska Polskich Reform" - poz. 54 prezentowanej literatury.
Z.U.).
Z czegoś, co robi wrażenie
paradoksu, często można się wiele nauczyć. Modele przedstawione w tej części
rozdziału mogą rozwinąć i utrwalić tę naukę.
Każdy czytelnik – bez względu na to, czy wygrywa, przegrywa, czy po prostu
utrzymuje się w ruchu, niekiedy robiąc postępy, innym razem się cofając –
skorzysta z naszych modeli, które uzbroją go w możliwości wyjaśniania i przewidywania.
Zwiększanie uprawnień pracowników ........ 112
Ze względu na wzrost znaczenia specjalistycznej wiedzy i coraz lepsze
zrozumienie faktu, że działalność gospodarcza jest holistyczna i zintegrowana,
w wielu firmach podejmuje się działania na rzecz zwiększenia uprawnień
pracowników, co silnie oddziałuje na zachowanie zespołowe. Jednostka musi mieć
zwiększone uprawnienia , by mogła wnieść istotny, twórczy i trwały wkład w
działalność zespołu.
Aby wzmocnić zespoły i zwiększyć szanse twórczego zaangażowania jednostek,
należy:
1. Wskazywać i wyjaśniać szeroki wachlarz celów szeroko rozciągniętych w
czasie.
2. Uwydatniać przynależność do zespołu...
3. Wybierać konkretyzować zadania odpowiadające zaangażowaniu zespołu.
4. Wciąż na nowo precyzować role w zespole oraz bliskie i odległe cele.
5. Zapewnić spoistość zespołu, prowadząc go do sukcesów i wyrażając mu uznanie za
sukcesy.
6. Określić zewnętrznego "wroga". Przekształcić odróżnienie „my i
oni” w siłę twórczą i konstruktywną.
7. Połączyć aktywność zawodową i społeczną, by jednoczyć zespół w szeregu
działań. ...
8. Przyjmować otwartą postawę wobec konfliktu. Podsycać „konflikt
roboczy”... lecz wystrzegać się
„konfliktu wojennego”...
9. Stale zapewniać zespołowi przywództwo (zob. rozdz.5).
10. Oczyścić środowisko pracy z czynników demotywujących w rodzaju obawy czy
niepewności (zob. rozdz.3).
11. Pamiętać..., iż decyzje grupowe są bardzo zmienne i potencjalnie kosztowne.
Korzystać z nich wtedy, gdy wiadomo, że stanowią odpowiednie rozwiązanie (zob.
modele w niniejszym rozdziale).
---------------
Jeśli będziemy właściwie
realizować wszystkie powyższe zalecenia, będzie to nasz pierwszy krok ku
budowie zwycięskich zespołów. Ale to tylko pierwszy krok, nic ponadto.
Syreni
śpiew sukcesu .......
114
Zanim wszystko zostanie wyjawione, pozwolę sobie jeszcze trochę zaostrzyć
apetyt czytelnika. Sukces jest mieczem obosiecznym. Zespół bez sukcesu jest w
kłopotliwej sytuacji. Odnosząc sukces, może sam na siebie ściągnąć kłopoty.
Zespoły, którym się nie wiedzie,
zwracają swoją agresję do wewnątrz i ostatecznie ulegają samozniszczeniu.
Zespoły, które zwyciężają, często całkowicie tracą wolę walki, a w niezwykle
konkurencyjnym świecie bierny opór nie gwarantuje żadnej przyszłości. Kto zatem
jest ostatecznym zwycięzcą? Postępując
według naszej wiedzy musimy być wyczuleni na tego typu pułapki.
Budowa zespołów
Znakomita. Zespoły
tworzy się i wykorzystuje w sytuacjach, w których grupowa metoda pracy przynosi
najlepsze efekty, jednostka jest szanowana zarówno wtedy, gdy stanowi część
zespołu, jak i wtedy, gdy pracuje poza nim. Wartości cele są wspólne, zaś
zaangażowanie na rzecz konkretnych wyników – wysokie. Dobrze rozumiem się
zalety i wady konsensusu; do uczestnictwa członków zespołu w procesie
decyzyjnym odwołuje się tylko wtedy, gdy są ku temu odpowiednie warunki. Przede
wszystkim zaś kierownictwo jest świadome faktu, że wiele osób stosunkowo słabo
radzi sobie w środowisku zespołu i ma zdecydowaną skłonność do pracy w
pojedynkę. Samotników takich zachęca się do tego, by wnosili swój wkład w
sukces firmy , oraz docenia się ich pracę. Informacje są udostępniane szybko i
bez oporów, by mogli korzystać z nich wszyscy, którym jest to potrzebne.
Przeciętna.
Organizacja kieruje się przekonaniem, że metoda zespołowa powinna być
preferowana we wszystkich okolicznościach, toteż przeznacza wiele czasu,
energii i pieniędzy na badania nad dynamiką grupową oraz budowę efektywnych
zespołów roboczych. Prace nad rozwojem organizacji, podobnie jak szkolenia,
koncentrują się na tworzeniu zespołów. Jeśli nawet polityka stałego
poszukiwania konsensusu prowadzi niekiedy do nie najlepszych decyzji, uważa się
to za cenę, którą warto zapłacić, by zwiększyć spoistość firmy. Można dostrzec, że zespoły gromadzą wiedzę
zgodnie z maksymą „władza należy do tego, kto dysponuje wiedzą”; zdarzają się
też okazjonalne przejawy „konfliktu
wojennego” pomiędzy grupami.
Niezadawalająca.
Nie prowadzi się żadnych aktywnych działań na rzecz budowy zespołów; jedynym
wyjątkiem jest struktura działów wynikająca ze schematu organizacji firmy. W pracownikach podsyca się
wrażliwość na podział „my i oni”, gdyż kierownictwo uważa, że konkurencja
motywuje ludzi.
(...)
Decyzje
poprzez konsensus
....... 116
Skomplikowanym aspektem działania zespołowego, który często jest postrzegany w
nadmiernym uproszczeniu, nawet przez osoby, które powinny dobrze orientować się
w tych sprawach, jest zagadnienie konsensusu. Guru zarządzania ochoczo zajęli
barykady, z których wznoszą okrzyki: "konsensus",
"uczestnictwo", "włączenie". Prości szkoleniowcy
przedstawiają konsensus jako "dobrą rzecz" i - co więcej - uważają,
że są w stanie tego dowieść. Czy to możliwe, by koncepcje tak rozpowszechnione
były błędne?
Przedstawiane nam „dowody” są
niestety dość ograniczone. Konsensus
stanowi dobrą drogę do dobrych decyzji tylko w pewnych bardzo specyficznych
warunkach. (...)
Osiąganie konsensusu jest
czasochłonne i kosztowne. W procesie decyzyjnym należy go poszukiwać wtedy, gdy
jest to rzeczywiście potrzebne, nie kierując się przy tym ideologicznymi
przekonaniami któregoś z członków zespołu. Wynika stąd "mapa" podejmowania
decyzji poprzez konsensus, której przyjrzymy się dokładniej, rozważając w
rozdziale 6 proces podejmowania decyzji.
Profile
psychologiczne jednostek
....... 117
Bardzo istotne są cechy lidera grupy. Jeśli lider jest motywowany efektywnym
wykorzystaniem siły organizacji lub tworzeniem rozwojowych i kształcących
relacji, stosunkowo łatwo przyjdzie mu ożywiać i wspierać gotowość zespołu do
decydowania przez konsensus. Jeśli jednak głównym jego motywem jest osobiste
osiągnięcie, jego cierpliwość może szybko się wyczerpać wskutek przewlekłości
tego procederu, a na dodatek może on mieć trudności z zaakceptowaniem wyniku,
którego nie uważa za idealny.
Chociaż teoretycznie poziom zaufania
lidera do własnych sił może być dowolnie wysoki , badania nad przekazywaniem
uprawnień wskazują, że im bardziej lider wierzy w siebie , tym bardziej jest
skłonny przekazywać innym swe uprawnienia. To samo dotyczy poszukiwania
konsensusu.
Wysokie musi być również zaufanie,
jakie lider pokłada w swych podwładnych oraz w ich zdolności do podejmowania
decyzji optymalnych z punktu widzenia firmy, wolnych od osobistych motywów i
pokusy odwetu. Lider pozostaje odpowiedzialny za wyniki swojej grupy.
(Uwagi.
Motywacje członków grupy mogą być różne, często ukryte. Różna też może być ich
lojalność w stosunku zespołu, do firmy, do lidera. To też w znacznym stopniu
determinuje postawy lidera i ma wpływ na wyniki pracy zespołu.
Anonimus.)
Natura
zadania ...... 118
Idealna jest sytuacja, gdy należy podjąć decyzję, dla której przeszłość nie
dostarcza żadnych wskazówek. Konsensus jako metoda podejmowania decyzji
najlepiej sprawdza się w warunkach niepewności i złożoności. Proste decyzje
należy podejmować w prosty i tani sposób, a to na ogół oznacza, że decydować
powinna posiadająca ku temu kwalifikacje jednostka.
W sytuacjach, w których poszukuje
się rozwiązania prawdziwie nowatorskiego, zawsze należy poważnie rozważyć
podjęcie decyzji poprzez konsensus. Wiele technik pobudzania twórczości - od
burzy mózgów po metodę synektyczną - przynosi
najlepsze efekty wtedy, gdy posługuje się nimi grupa entuzjastów nastawionych
na zabawę (dalsze modele twórczego rozwiązywania problemów) oraz techniki
podejmowania decyzji przedstawimy w rozdziale 6).
Dla menedżera zainteresowanego
rozwojem zespołu podejmowanie decyzji przez konsensus może być narzędziem jak
najbardziej właściwym. Powinien jednak postarać się, by stało się to także
sprawą całego zespołu wtedy ma pewność, że do tego doświadczenia gotowy jest
nie tylko lider, ale i grupa, a ryzyko, jakie ponosi organizacja, jest możliwe
do zaakceptowania.
Podejmowanie decyzji w drodze
konsensusu może być w skrajnych przypadkach czasochłonne i frustrujące. Trzeba
znaleźć rozwiązanie, które będzie dogadzało wszystkim członkom zespołu, a to
wymaga cierpliwości, wrażliwości na uczucia innych, a przede wszystkim -
zaangażowania w sukces zespołu i organizacji. Bez tego zaangażowania próby
osiągnięcia konsensusu mogą się okazać jedynie drogą do chaosu, partykularyzmów i rewanżu za prawdziwe lub urojone minione
krzywdy.
Kto
dysponuje istotnymi informacjami
...... 119
Jakość każdej decyzji zależy od
tego, czy dostępne informacje są dokładne i adekwatne. Zdarza się, że informacje
są tak rozproszone, że poszczególni członkowie zespołu dysponują jedynie ich
okruchami, a w sytuacjach szczególnie nietypowych nawet osoby, które mają
jakieś informacje, nie są niekiedy pewne, ile jest warte to, co wiedzą, myślą i
w co wierzą. W takich sytuacjach mamy pełne prawo, by przeznaczyć sporo czasu i
energii na osiągnięcie konsensusu.
Listę kontrolną procedury
podejmowania decyzji przez konsensus przedstawimy w rozdziale 5...(...)
Jeżeli wszystkie powyższe uwagi
przyniosły ten skutek, że czytelnik będzie się miał na baczności, by nie
zmierzać do konsensusu tam, gdzie nie jest to wskazane, mogę sobie
pogratulować. Jeśli jednak zniechęciłem czytelnika do tworzenia w firmie
warunków, w których konsensus jest narzędziem wykorzystywanym świadomie, z
pełnym zaufaniem i w sposób rutynowy, wyrządziłem mu niedźwiedzią przysługę.
Jak już wspomniałem, konsensus będzie w świecie szybkiej zmiany coraz bardziej
zyskiwał na znaczeniu. Chodzi mi jedynie o to, że nie należy odwoływać się do
niego w sytuacjach, w których próby takie skazane są na niepowodzenie a w
konsekwencji dojdzie do odrzucenia samego narzędzia. Niewczesny
eksperyment Harolda Wilsona w dziedzinie polityki konsensusu doprowadził
bezpośrednio do bezwładu i upadku ekonomicznego, a w dalszej perspektywie do thatcheryzmu i skrajnych koncepcji ekonomicznych.
Ponieważ zwiększanie uprawnień będzie istotnym atrybutem organizacji
przyszłości, sama jej struktura wyznaczy konsensusowi poważną rolę. Dlatego tak
ważny jest planowy, ewolucyjny ruch w jego stronę.
Jak
tworzy się zespół
...... 119
Najprostszym modelem, na którym możemy prześledzić powstawanie zespołów, jest
grupa najmniejsza: dwie osoby, które od czasu do czasu współpracują ze sobą, by
osiągnąć wspólny cel.
Ilustracja 4.2. Teoria relacji - paradygmat wymiany.
...
Psychologiczny model relacji pomiędzy jednostkami znany pod nazwą
"paradygmatu wymiany", stwierdza, że dowolna taka relacja jest
możliwa dopóty, dopóki koszty jej utrzymania są mniejsze od korzyści, jakie
przynosi uczestnikom związana z nią wymiana.
...
(...) Należy skoncentrować się na osiąganiu wspólnych celów w ramach
wyznaczanych przez wspólne wartości. Ale to jeszcze nie wszystko.
Potęga
zwycięstwa ...... 121
Skoro ludzie łączą się w zespoły, by cieszyć się sukcesem, to im większy
sukces, tym lepiej dla zespołu - czyż nie tak?
Pewnie tak, ale... Jeśli zwycięski
zespół wciąż staje w obliczu nowych wyzwań, stale wykazuje się twórczym
podejściem i unika pułapki myślenia, że nowe sytuacje są w istocie "takie
same" jak stare, nie ma powodów, dla których nie miałby zwyciężać bez
końca. W raz z kolejnymi zwycięstwami rośnie jego spoistość... Taki zespół
będzie godny zaufania, zaangażowany i skuteczny... Niestety - badania wykazują,
że zazwyczaj sprawy przyjmują inny obrót. Zespoły podchodzą zwykle do nowych
zadań w taki sposób, jak gdyby miała to być powtórka z poprzednich. Uważają, że
dysponują przepisem na zwycięstwo i stosują go do nowego zadania.. To nie ich
wina - ot, zwykłe prawo biologii. Jeśli zauważamy cząstkową wskazówkę, która
mówi nam: „przypomnij sobie – moja obecność wskazuje, że jest tak a tak”,
przestajemy szukać informacji, a przerzucamy się na działanie. Podejście takie
oszczędza nam wiele czasu i jest w nas mocno utrwalone. Z jego właśnie powodu
stajemy się ofiarami szarlatanów i niewolnikami nawyku. Skoro nam służy, tym
głębiej się u nas utrwala. A kiedy naprawdę musimy doprowadzić do zmiany,
uważamy, że zjedliśmy wszystkie rozumy - i nagle okazuje się, że jesteśmy
bankrutami.
Natomiast zespoły, które
przegrywają, zaczynają się rozpadać. (...)
Skoro więc zespoły przegrywające
rozpadają się, a zwycięskim grozi niebezpieczeństwo, że spoczną na laurach,
musimy jeszcze raz zapytać: czy można mieć pewność, że jakiś zespół będzie
odnosił stale sukcesy? Jeśli czytelnik potrzebuje gwarancji, to z przykrością
musze go poinformować, że badania naukowe i potoczne doświadczenie przemawiają
przeciwko możliwości ich udzielenia.
Silne
zespoły i kłopotliwe zebrania .......
123
Wszyscy niemal jesteśmy głęboko przekonani, że jednostki naprawdę silne są
zwykle łagodne. W przypadku społeczeństwa rzeczywiście często tak jest,
ponieważ duże i silne dzieci podlegają znacznej presji ze strony
rodziców i nauczycieli, którzy chcą ograniczyć ich potencjalnie destruktywną
energię i siłę. W przypadku grupy
jednak sprawy mają się inaczej. Zwycięskie zespoły mają skłonność uważać, że
sukces daje im prawo do dominacji nad innymi. Przegrywające natomiast szukają
ratunku w próbach wysadzenia zwycięzców z siodła.
Podczas zebrania, w którym
uczestniczą przedstawiciele różnych grup, mogą oni uznać się za delegatów, na
których spoczywa obowiązek wywalczenia zwycięstwa dla swojej strony. (...) Może powrócić do grupy jako bohater lub zdrajca.
Bohaterem jest ten, kto wykrwawił wroga, albo przynajmniej ochronił wąskie
interesy swego zespołu. Zdrajcą jest ten, kto ugiął się przed żądaniami innych
– choćby nawet chodziło o potrzeby organizacji jako całości – i poświęcił
interes grupowy na rzecz firmy.
Bardzo często przeczy się występowaniu
takich zjawisk albo przyznaje się, że są typowe u innych, lecz nie dostrzega
się ich u siebie. Egoistyczne motywy są niebezpieczne właśnie dlatego, że
pozostają ukryte i że nawet ci, którzy się nimi kierują, zaprzeczają ich
działaniu. Działania odwetowe są łatwiejsze do wykrycia, trudno jednak niekiedy
wytropić ich pierwotne źródło, postrzegane jako zło tylko z punktu widzenia
własnego interesu.
Nieformalne relacje statusu
stanowią dla organizacji poważny problem. Organizacja jest z definicji planową
i zintegrowaną strukturą, powołaną po to, by osiągać wspólne cele. Nie jest
możliwe, by któryś z jej elementów nie miał jej nic do zaoferowania. Wkład
każdego z nich jest istotny, a jeśli wszystko jest istotne, nic nie może mieć
pod tym względem przewagi. Popełnilibyśmy logiczny błąd, argumentując, że dział
sprzedaży jest ważniejszy od działu finansów czy finanse od produkcji - jeśli
wszystkie te działy istnieją już w obrębie organizacji. Jeśli w jakiejś firmie
zarządzanie zasobami ludzkimi jest naprawdę mniej istotne od prac
badawczo-rozwojowych, oznacza to, że dział kadr stracił rację bytu. Skoro tak,
nadszedł czas, by się go pozbyć. Jednocześnie zaś trzeba utrzymywać prawdziwą
demokrację działów i zespołów.
Organizacja, która dostrzega w swym
obrębie zespoły dobre i słabe, może ulec pokusie, by dać zwycięskiemu zespołowi
władzę nad tymi, którzy przegrywają. Zakłada się bowiem, że słabszy zespół,
jeśli zostanie wchłonięty przez silniejszy, poprawi swoje wyniki, ponieważ
będzie kierowany przez tych, którzy - jak się ocenia - "mają
przepis". Rzadko niestety się tak dzieje - z trzech przynajmniej powodów.
Po pierwsze, szef zwycięskiego zespołu nie dysponuje zwykle wiedzą na temat
praktycznych potrzeb słabszego zespołu ani nawet nie jest nimi zainteresowany.
(...) Jeśli nasz dyrektor ds. marketingu tak świetnie sobie radzi, że mamy
pokusę obarczyć go odpowiedzialnością za kulejącą działalność działu prac badawczo-rozwojowych,
powinniśmy dobrze się zastanowić. Łatwo może się zdarzyć, że zaszkodzimy
dobremu zespołowi, robiąc bardzo niewiele dla zespołu słabszego
Musimy przyjąć sobie za cel, że w naszej firmie nie będzie przegrywających
zespołów. Musimy sprzyjać wszelkim próbom poprawy działania i nagradzać je, a zawsze, gdy to możliwe,
traktować słabsze zespoły tak, jakby zajmowały dobre drugie miejsce.
Uwagi
Rozumiem intencje Autora, ale chyba - moim zdaniem - trochę
przesadził z „równaniem ważności”. Łatwo
tu też o nieporozumienia. Po prostu, są sprawy „mało ważne”, „ważne” i „ważniejsze”
a także „najważniejsze”. Tak samo jest z zadaniami, celami, trudnościami,
ludźmi, zespołami, organizacjami, specjalizacjami itd. Wszystko to należy
prawidłowo wyważać, organizować i oceniać.
Pracę zespołu sprzątaczek należy szanować i odpowiednio wynagradzać, ale to
wcale nie oznacza, że ich praca jest „kluczem do sukcesu firmy”, traktowanym na
równi np. z zespołem konstrukcyjnym lub marketingowym.
Komórka kadrowa może być np. w firmie powołana tylko po to, aby
prowadzić „biurokrację”, natomiast „zarządzanie zespołami ludzkimi” może
należeć do kogoś innego. Jeśli więc ona dobrze prowadzi przypisaną jej
„biurokrację”, a szwankuje nie należące do niej „zarządzanie zespołami
ludzkimi”, to należy pozbyć się nie jej, tylko tego, co nie zorganizował dobrego
zarządzania zespołami ludzkimi.
Doskonały dyrektor ds. marketingu, może, zwyczajnie, po prostu nie znać się na
pracy działu prac badawczo-rozwojowych, tak samo jak doskonały trener pływacki
nie zastąpi miernego trenera skoczków narciarskich, nawet jeśli trochę umie
jeździć na nartach, itp.
Podobnie jest w innych sprawach.
Anonimus
Uwaga
na temat agresji
Konrad Lorenz postrzega agresję - opierając się na kruchych zresztą podstawach -
jako niezbywalną cechę ludzkiego zachowania. Faktem jest jednak, że konkurencja
sprawia większości z nas przyjemność. Kiedy nie mamy możliwości, by konkurować
z innymi, konkurujemy sami ze sobą.
Parę lat temu grupa behawiorystów,
boleśnie odczuwając przydawaną im niesprawiedliwie etykietę „szczurzych
psychologów”, zaprojektowała eksperyment zmierzający do porównania zachowań
szczurów i ludzi. (...)
(...) Można stanąć po stronie Lorenza, myśląc w kategoriach agresji, a można
też przyjąć moją, bardziej umiarkowaną koncepcję i nazwać to konkurencją; w
każdym jednak przypadku trzeba liczyć się z konkurencją i odpowiednio na nią
nastawić. Konkurencja wewnętrzna jest rzeczą znakomitą, ale tylko wtedy, gdy
utrzymuje się ją na poziomie roboczym. Istnieją jednak dowody, że utrzymywanie
jej na tym poziomie jest trudne w sytuacji, gdy w danej organizacji istnieją
zespoły przegrywające i zbierające cięgi.
Pułapki
budowy zespołu .......
128
- Zespół traci więź z celami organizacji. Tworzy własne reguły, jednocześnie
zniekształcając lub łamiąc reguły obowiązujące w organizacji. Zazdrośnie
strzeże posiadanych informacji...
- Konsensus jest poszukiwany ze względów politycznych lub ideologicznych, a nie
praktycznych.
- Dopuszcza się do sytuacji, w których zwycięskie zespoły petryfikują się, a
przegrywające rozpadają.
- Przywództwo natury zadaniowej lub socjoemocjonalnej
zanika, ponieważ lider dopuszcza do wyłonienia się nieformalnych liderów.
Konkurując ze sobą, starają się oni rozszerzyć zakres swych wpływów, wskutek
czego dochodzi do rozpadu zespołu na zwalczające się grupy.
- Konflikty są lekceważone, spychane na dalszy plan lub niewłaściwie
rozwiązywane.
- Tożsamość zespołu jest nieokreślona...
- Niedostatecznie podkreśla się nadrzędny cel zespołu oraz wkład, jaki wnosi on
w ogólne zamierzenia firmy.
- Spotkania towarzyskie nie zapewniają dostatecznych interakcji społecznych w
obrębie zespołu.
- Osiągnięcia zespołu nie są wyróżniane ani nagradzane.
- Budowa zespołu nie jest postrzegana
jako ważne zadanie firmy, lecz jest elementem rozgrywek kierownictwa, dla
którego zespół jest jeszcze jednym obiektem manipulacji.
- W firmie występuje hierarchia statusu niezgodna z jej formalną strukturą.
- Kierownictwo podsyca konflikty w obrębie zespołów i między nimi, przekonane,
że konflikt prowadzi do wyników. Rzeczywiście tak jest, ale wtedy i tylko
wtedy, gdy konflikt utrzymuje się na poziomie „roboczym”. Łatwo jednak
przekształca się on (zwykle za podpuszczeniem tych, którzy przegrywają) w
konflikt wojenny, co zawsze prowadzi do obniżenia standardów.
5. Jak być liderem w szybko zmieniającym się świecie ........ 129
Mam w sobie coś z ducha Dunkierki. Kiedy przed sobą mam ścianę,
odwracam się i zaczynam walczyć.
John Major
(w wywiadzie radiowym z 1995 r.)
Wsiadam komuś na grzbiet, dusząc go i zmuszając , by mnie niósł,
a jednak tłumaczę sobie i innym, że bardzo mu współczuję i chciałbym ulżyć jego
losowi wszystkimi dostępnymi środkami - z jednym wyjątkiem: nie zejdę mu z
pleców.
Lew Tołstoj
Omnium konsensu capax
imperii nisi imperasset.
(Według wszystkich zdolny do rządzenia
- dopóki nie zaczął rządzić)
Tacyt
Można mieć wrażenie, że od
czterech czy pięciu lat wszyscy guru zarządzania mają na ustach słowa
„zwiększanie uprawnień”. Presja, by na tej samej maskaradzie jakoś wyróżnić się
kostiumem, była tak silna, że zostały uknute różne inne wyrażenia, na przykład
niezgrabne lecz pomysłowe „uwolnienie z więzienia”.
Charles Manz i Henry Sims w
swej książce Superleadership, dokładając nowe słowo słownika
fachowego żargonu, definiują superlidera jako „osobę,
która prowadzi innych, by sami siebie prowadzili”.
Ideały
przywództwa ........
130
Wszystko to brzmi
pięknie. To tak, jakby otaczał nas świat wewnętrznie motywowanych i
zaangażowanych ludzi, czekających po prostu na „uwolnienie”, które pozwoli im
efektywnie i radośnie wykorzystać nieprzebrane mnóstwo swych talentów. Brzmi to cudownie, ale czy naprawdę tak jest?
Odpowiedź, jak zwykle , zależy od
tego, w jaki sposób spojrzymy na sprawę. Jeśli uważamy – a nie jest to, jak się
zdaje, pogląd odosobniony – że całe zarządzanie sprowadza się do dodawania
swobody pracownikom, by uwolnić ich kreatywność i zaangażowanie, to zarówno
zdrowy rozsądek, jak i skrupulatne badania naukowe i nawet nasze codzienne
doświadczenie zgodnie przemawiają
przeciw takiemu stanowisku. Wszystkie godne zaufania wyniki badań, jakie są mi
znane, wskazują, że uproszczona wizja demokracji w
firmie i gwałtowny ruch w jej kierunku
zazwyczaj prowadzą do katastrofy.
Rzeczywistość ........ 131
Zamiast zastanawiać się
nad fantazjami teoretyków, przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w realnym
świecie. Członkowie grupy wyrabiają sobie na podstawie doświadczenia pewne
oczekiwania na temat przyszłego biegu spraw. A dotychczas było tak, że lider
przewodził, inni akceptowali jego wiodącą rolę i wszystko było dobrze. Nagłe
wycofanie lub zmiana lidera zostaną prawdopodobnie odczytane jako likwidacja
jego odpowiedzialności. Niewykluczone, że zostanie to uznane za typową gierkę
kierownictwa, które chce dać innym udział w pracy zespołu, nie płacąc jego
członkom za zwiększenie zakresu odpowiedzialności. W najgorszym wypadku grupa
będzie opierała się „demokratyzacji”, w najlepszym zaś – stanie się
podejrzliwa, co może poważnie obniżyć poziom zaufania, jakie zostało zbudowane
dzięki minionym wspólnym sukcesom. A
przy tym, jak zwykle, szkód jest jeszcze więcej.
W grupie niemal zawsze znajdują się
ludzie, którzy przy różnych okazjach dowodzili, iż mają pewne, jeśli nie
wszystkie, kwalifikacje lidera. Jeśli formalne przywództwo zostaje ograniczone
lub przechodzi na dalszy plan, wychodzą oni (lub pozwalają się wyprowadzić) na
pozycje nieformalnych liderów. Skutek jest taki, że grupa powraca do punktu
wyjścia. Znów ma silnego lidera, tylko teraz jest to akurat nieodpowiednia
osoba. Z punktu widzenia grupy nie zaszła więc żadna zmiana, tyle tylko, że
dawny lider jest osobą bez określonej roli, a jeśli podejmie próbę egzekwowania
swojej władzy, prawie na pewno doprowadzi do rozpadu grupy na obóz własny i
zwolenników nowego nieformalnego przywódcy.
Tak właśnie, proszę mi wierzyć,
wygląda najlepszy scenariusz zmian spowodowanych zniesieniem przywództwa w
grupie. Przyjrzyjmy się teraz gorszemu przypadkowi. Załóżmy, że grupa jest –
zapodanych wyżej powodów – niedojrzała i niegotowa, by cieszyć się większą
autonomią. Co wtedy?
Niewykluczone, że nagła próba
zwiększenia – by użyć innego modnego słowa – partycypacji pracowników
doprowadzi do całkowitego zdemoralizowania grupy. Jej członkowie będą się
miotać... Będą pragnęli, żeby ktoś im
przewodził... Będą czuli się zagrożeni,
a co gorsza – zdradzeni. Jeśli nie będą w stanie uderzyć w lidera lub w
organizację, w których widzą winnych tego stanu rzeczy, z wielkim
prawdopodobieństwem skierują agresję wewnątrz grupy... Z punktu widzenia wszystkich praktycznych
kryteriów grupa przestanie być grupą.
Czy zatem znaczy to, że opowiadam
się za silnym przywództwem? Za nie kończącym się stosowaniem autokratycznej
kontroli? Nie. Trzeba wszakże pamiętać,
że ludzie są skomplikowani i że autokracja nie zawsze jest skuteczna. Co
więcej, w postmodernistycznym, napędzanym wiedzą społeczeństwie despotyzm
będzie jeszcze mniej efektywny niż w przeszłości – kiedy i tak na ogół okazywał
się mało skuteczny.
Pracownicy dysponujący wysoce
specjalistycznymi kwalifikacjami, tak cennymi z punktu widzenia organizacji,
będą niechętni autokracji. Menedżerowie-przedsiębiorcy będą mogli ograniczać
zarówno swe starania, jak i dobrą wolę, jeśli nie spodoba im się sposób, w jaki
są traktowani. Pracowników, którzy będą pracowali w swych mieszkaniach,
połączeni z firmą komputerem i modemem, po prostu nie będzie się dało
nadzorować, nawet gdyby ktoś tego chciał. Czy nam się to podoba, czy nie,
technologia w bezprecedensowym stopniu przyczyni się do „uwolnienia” ludzi.
Strona praktyczna ........ 133
Skoro
obdarzenie ludzi należną im wolnością rodzi liczne niebezpieczeństwa dla
organizacji, a trzymanie ich na krótkiej smyczy w przyszłości będzie jeszcze
mniej efektywne, niż było w przeszłości - co właściwie powinien robić
menedżer? Na szczęście odpowiedź na to pytanie wylania się powoli już
od końca lat 50., kiedy ukazały się prace Tannenbauma,
Schmidta, Balesa i innych. Otóż ludzi trzeba
uwalniać, jednak tempo tego procesu musi odpowiadać ich potrzebom indywidualnym
i grupowym. Trzeba ich uwalniać elastycznie, w sposób pozwalający menedżerowi
ocenić efektywność każdego kroku i
dostosowywać strategię do osiąganych rezultatów. Ludzie muszą stopniowo i
indywidualnie doświadczać możliwości stwarzanych przez większą wolność oraz
satysfakcji, jaką ona daje; trzeba ich nagradzać za każdy krok, który uda się
im zrobić na tej drodze. Przede wszystkim zaś powiększanie uprawnień należy
wspierać szkoleniami, edukacją, wolną od ryzyka praktyką i bezbłędną komunikacją.
Krótko mówiąc, program powiększania wolności należy
planować, wprowadzać i kontrolować.
Zapotrzebowanie na
skutecznych liderów w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii było
zaspokajane na różne sposoby, lecz często z podobnymi wynikami. Indywidualizm w
swych wielorakich przebraniach dominował w myśleniu nad zagadnieniami
przewodzenia, co nie powinno dziwić, gdyż przewodzenie jest koncepcją
indywidualistyczną. (...) Wszędzie można
stworzyć dobrych liderów, a niekiedy nawet dobrzy liderzy po prostu się
rodzą.
Przywództwo w
działaniu (str. 134)
Spróbujmy
podać definicję przywództwa.
Przywództwo jest to zdolność
realizowania potencjału tkwiącego w innych ludziach oraz kierowania talentów, wiedzy i zdolności
grupy w stronę ustalonych wcześniej wyników. Można tego dokonać, kierując uwagę
grupy ku środkom pozwalającym zaspokajać
jej potrzeby, które są tożsame lub spójne z innymi celami.
Krótko mówiąc, przywództwo to działanie liderów, a nie oni
sami.
Zainteresowanie problemami
przywództwa jest tak wielkie, że w naszym stuleciu poświęcono im ponad 5000 uznanych, poważnych prac
naukowych. Świat był złakniony wiedzy na ten temat, toteż jej ogólne
przedstawienie nie powinno sprawić mi trudności.. Paradoksalnie jednak (choć
nikogo to nie może dziwić) więcej wiemy o tym, czym przywództwo nie jest, niż
na odwrót. Wiemy na przykład, że niewiele przemawia za teoriami, które łączą
przywództwo z pewnymi cechami. Psychologia pokazuje, że dobry wygląd i wyraźnie
silna osobowość mogą dać szczęśliwej jednostce dobry start, ale jeśli liderowi
nie uda się szybko doprowadzić grupy do sukcesu, zapewniany przez charyzmę
miodowy miesiąc trwa krótko - o czym
polityczni liderzy przekonują się zwykle po upływie magicznych stu dni.
Teoria, znana pod nieco kłopotliwą
nazwą „równowagi idiosynkrazji” , sugeruje, że wszyscy musimy się liczyć z
jakimś odpowiednikiem owych stu dni -
bez względu na to, czy zawdzięczamy je charyzmie, czy też nie. Mówiąc
najprościej, sprawy mają się tak: Na pewno zdarzyło nam się kiedyś widzieć w jakiejś organizacji kogoś, kto został
awansowany na pozycję lidera, i myśleć o nim w taki mniej więcej sposób
:Wygląda mi na kompletnego głupka, ale domyślam się, że coś w nim musi być,
gdyż inaczej nigdy by mu nie dali tego stanowiska. Może lepiej będzie, jeśli na
razie wstrzymam się z oceną i po prostu zobaczę, co się stanie?”.
I tak właśnie działa równowaga
idiosynkrazji. Na pewien czas zawieszamy ocenę i albo nowemu liderowi się uda,
a wtedy przyznamy, że szefowie jednak wiedzieli, co robią, albo też poniesie
porażkę – i nasze pierwsze wrażenie się potwierdzi.
Z każdym sukcesem bilans jego wiarygodności się poprawia; z każdym rozbitym
nosem – pogarsza. Gdy, chcąc uniknąć ryzyka, lider nie robi nic, to nawet jeśli
nieco dłużej niż inni wytrwa na
stanowisku, jego bilans jest z czasem coraz gorszy, co ostatecznie kończy się
porażką.
Tak więc teoria, wedle której za
przywództwem stoją pewne cechy, nie tylko ma słabe uzasadnienie; sporo
przemawia za tym, że nawet jeśli nielicznym liderom charyzma daje początkowo
pewną przewagę, jest to korzyść krótkotrwała, równoważona jedynie przez
skłonność większości obserwatorów, by w przypadku nawet najskromniejszych ludzi
wstępnie przesądzać na ich korzyść wcześniejsze wątpliwości.
Psychologiczna
koncepcja przywództwa (str. 135)
Istnieją pewne dowody
na to, że osoby, które z łatwością wdziewają kostium lidera, mają zwykle za
sobą szczególną przeszłość. Wśród liderów przeważają ludzie, którzy:
• byli najstarsi wśród rodzeństwa, toteż
od najmłodszych lat mieli komu przewodzić;
• wcześnie osiągali sukcesy i już w
stosunkowo młodym wieku przestali być motywowani wyłącznie potrzebą osobistego
sukcesu, lecz posiedli umiejętność
skutecznego działania w zespole;
• wykazują się dużą energią;
• potrafią planować; od wczesnych lat
wiedzieli, czego chcą i opracowywali elastyczne strategie zapewniające
realizację celów;
• w większym stopniu orientują się na
cele niż kierują standardami, co oznacza na przykład, że lider, który chce
uzyskać same najlepsze oceny na dyplomie college΄u, postrzega je jako cel, a nie standard, toteż
oceny choćby trochę gorsze uważa za niepowodzenie i mocno je przeżywa;
• wykazują się wrażliwością
„polityczną” i potrafią wykorzystywać dynamikę grupy;
• polegają na sobie;
• nie uzależniają się od konkretnych
sytuacji; mają zdolność wychwytywania najważniejszych faktów i danych
dotyczących sytuacji złożonych;
• posługują się raczej wewnętrznymi niż
zewnętrznymi układami odniesienia; polegają na własnej ocenie, a skłaniają się
do cudzych koncepcji tylko wtedy, gdy jest to korzystne politycznie.
Wszystkie te spostrzeżenia zwiększają wiarygodność naszej tezy, że przywództwo
to działanie liderów, a nie oni sami. Z reguły jest tak, że ludzie, którzy
mieli w życiu największe możliwości praktykowania nauki i sztuki przewodzenia,
najlepiej sobie z nim radzą.
------------------
Zachodzące w świecie zmiany
powodują, że coraz ważniejsze staje się szczegółowe określenie tego, co powinien
robić lider. Wzrost znaczenia najwyżej wykwalifikowanych pracowników, którzy
nie mają w firmie statusu menedżera czy lidera, oznacza, że oficjalny lider
będzie kierował pracą ludzi, których zdolności i wartość, jaką przedstawiają
dla organizacji, przynajmniej dorównują jego własnym. Upowszechnienie się pracy na odległość oznacza, że liderzy znajdą
się pod niezwykłą presją, by nie popełniać żadnych błędów, bowiem możliwości i
nadzorowania i kontroli niezwykle się kurczą. Proste metody typu „kija i
marchewki” przestaną być skuteczne w świecie, w którym trudno będzie utrzymać
kij w ręce, a marchewka stanie się tak droga, że praktycznie niedostępna. A jednak zapotrzebowanie na efektywne
przywództwo staje się coraz większe,
gdyż jest to jedyny sposób, by
doprowadzić zależnych dotąd pracowników do stanu, w którym będą sami sobie
przewodzić, a ich uprawnienia będą coraz większe.
Przywództwo i
kreatywność (str.
136)
W roku 1954 Carl Rogers
rozważał przywództwo i kreatywność razem wzięte. Stwierdził, że liderzy
przyszłości będą musieli wykazywać się nadzwyczajnymi kwalifikacjami w obu tych
obszarach. Sugerował też, że aby sprostać temu zadaniu, jednostka musi:
• być otwarta na doświadczenie i gotowa
wyciągać nauki z dnia dzisiejszego – nie może być więźniem przeszłości;
• polegać na sobie w sytuacjach
wymagających osądu i oceny; nie uzależniać się od aprobaty innych.
Zdolności przywódcze
Krótko mówiąc, lider – zwłaszcza twórczy lider – musi być wrażliwy na aktualne
i przyszłe sytuacje oraz gotowy podejmować samodzielne decyzje i wdrażać je
(dotyczy to również decyzji, kiedy pozwolić innym na ich podejmowanie). W
związku z tym należy postawić pytanie: czy zwiększanie uprawnień pracowników
się opłaca? Czy hasło „pozwolić ludziom działać” ma uzasadnienie z punktu
widzenia ostatecznego wyniku finansowego firmy?
(...) Jeśli program zwiększania
uprawnień jest realizowany prawidłowo, korzyści są olbrzymie, jednak sukces
wymaga monitorowania rezultatów.
Czego potrzeba?
Zwiększanie uprawnień pracowników, czyli dzielenie się z nimi
odpowiedzialnością, nie oznacza rezygnacji z własnej odpowiedzialności lidera i
rzucanie zespołu na głęboką wodę. Oznacza natomiast planowe rozwijanie w
ludziach zdolności do podejmowania i wdrażania decyzji w coraz to szerszym zakresie
sytuacji. Potrzebne jest do tego silne i stanowcze przywództwo.
Potrzebny jest lider, który:
• stale ma pełną wiedzę o wydarzeniach;
• wyznacza zespołowi jasny,
jednoznaczny kierunek i dba o to, by zespół utrzymywał się na tym kursie;
• daje wsparcie, otwiera drzwi,
oczyszcza drogę bez przejmowania obowiązków od pracowników, którym zostały one
przekazane;
• podejmuje decyzje, których inni – z
braku czasu, informacji lub wiedzy – nie są w stanie podjąć;
• stale ocenia wyniki, nagradza postępy
oraz wspiera rozwój jednostek i zespołu;
• tworzy atmosferę zaufania, dzieląc
się sukcesami oraz – gdy to tylko możliwe – informacjami i wiedzą.
W przeszłości i niemal do przedwczoraj słaby lider mógł przetrwać, stosując
przebiegłe i nieprzeniknione biurokratyczne techniki obronne oraz przeznaczając
więcej czasu na obronę tyłów niż na przewodzenie. Dzisiejszy lider ma do
czynienia ze skromnymi zasobami najwyżej wykwalifikowanych i potencjalnie
niezastąpionych ludzi, którzy nie zaaprobują sytuacji, w której wysoką pozycję
zajmuje menedżer nie najwyższej jakości.
Modele przywództwa (str. 139)
W gospodarce
postindustrialnej dla sztuki przewodzenia najistotniejsze są trzy rzeczy.
Konieczne jest pełne zrozumienie wymagań stawianych przez zadanie, zrozumienie
struktury organizacji i systemu socjotechnicznego oraz niemała orientacja w
sprawach środowiska zewnętrznego. Należy z całą wrażliwością odnosić się do
zmieniających się i rozwijających potrzeb wszystkich członków zespołów, w tym
również samych liderów, by powiązać je następnie ze zmiennymi oczekiwaniami
klienta. I wreszcie sam cel przywództwa, a tym samym rodzaj wywieranego przez
lidera wpływu, musi zmieniać się z upływem czasu.
Jak wskazaliśmy wcześniej, najwyżej
wykwalifikowani pracownicy mają, przynajmniej w obszarze swej specjalizacji,
większą wydajność i większą wiedzę, niż mogliby zamarzyć ich liderzy.
Pracownicy połączeni z firmą komputerem i modemem są fizycznie oddzieleni od
centrali, toteż nie jest możliwe ścisłe nadzorowanie ich pracy. Menedżerowie
-przedsiębiorcy mogą wiele dać swej organizacji, jeśli jednak nie będzie im
odpowiadał sposób działania lidera, mogą znacznie ograniczyć swój wkład.
Wszystko to oznacza, że przywództwo
będzie miało coraz mniej wspólnego z konkurowaniem o władzę, a jego głównym
celem będzie kompetentne budowanie relacji pomiędzy pracownikami zespołu.
Istnieje stary pogląd, że
najlepszymi liderami są ludzie postrzegani jako stanowczy, lecz uczciwi. (...)
Siły napędowe przywództwa
Zespól oczekuje od lidera , że ten przyniesie mu sukces. Tannenbaum
i Schmidt dostrzegli bezpośredni związek sukcesu z posiadaną przez lidera
umiejętnością posługiwania się takim stylem przywództwa, który odpowiadałby tak
zwanym przez nich „trzem siłom”. Chodzi tu o siły działające w środowisku, w
zespole oraz siły uruchamiające samego lidera. (…)
W zależności od rozkładu powyższych
sił lider może wybierać styl przywództwa odpowiedni dla dowolnej sytuacji i
uwzględniający poziom dojrzałości grupy i samego lidera (ilustracja 5.1).
Może zatem stwierdzić, że najlepiej
będzie mówić zespołowi, co ma robić. Lider wydaje wtedy jasne i konkretne
instrukcje, wyznacza jednoznaczne cele i priorytety oraz wprowadza i utrzymuje
procedury monitoringu. Na metodę mówienia można się zdecydować wtedy, gdy
wymagają tego ograniczenia czasowe, a zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. By
wziąć skrajny przykład: jeśli wokół
gwiżdżą pociski, to lider, który w normalnych sytuacjach jest przywiązany do demokracji,
postąpi najzupełniej rozsądnie, jeśli po prostu zawoła: „kryć się”, i dopóki
niebezpieczeństwo nie minie, pożegna się z demokratycznymi procedurami w imię
dobra ogólnego.
Na niewielką odległość od „autokratycznego” krańca skali odsuwa się lider, który wybiera
opcję „sprzedawania” swych decyzji. Aby zagwarantować zaangażowanie grupy,
lider przeznacza pewien czas na przekonanie jej członków, że zrobienie tego,
czego od nich oczekuje, będzie dla nich korzystne.
Jeżeli poziom świadomości grupy i
jej zaangażowanie na to pozwalają, lider może wybrać najlepszy kierunek
działania, a następnie poddać go testowi, przedstawiając grupie do
zaakceptowania. Nie trzeba wyjaśniać, że
metodę tę da się zastosować tylko wtedy, gdy lider jest gotów przemyśleć na
nowo pierwotną decyzję, uwzględniając przy tym reakcję grupy.
Technika konsultacji z grupą
zakłada, że proces decyzyjny uwzględnia przeznaczenie pewnego okresu na realne
konsultacje, których wynik musi stanowić rzetelne odzwierciedlenie informacji
dostarczonych przez członków grupy oraz ich opinii. Lider nie może ich
traktować jako okazji do wykazania się fałszywym zaangażowaniem, po czym i tak
ma nastąpić realizacja działań z góry przez niego zaplanowanych. Ludzie są
bardzo wrażliwi na tego typu gierki i wcześniej czy później zareagują na nie,
krzyżując liderowi szyki.
Metoda łączenia jest możliwa wtedy,
gdy lider ma do grupy wystarczająco dużo zaufania, by jako pierwszy pośród
równych poprowadzić dyskusję zmierzającą do prawdziwie demokratycznych decyzji.
Dobry lider powinien mieć pełną świadomość, że jest to technika czasochłonna i
wymaga od niego nadzwyczajnych umiejętności...
(...)
Jak radzić sobie z dysydentami
Jeśli w zespole znajdzie się osoba o poglądach odbiegających od ogólnie
przyjętych, zaczyna stanowić centrum zainteresowania. Jej koncepcje są
wysłuchiwane z wielką uwagą i logicznie dyskutowane.
(…)
Zastanówmy się jednak, co się dzieje, gdy logika zawodzi i grupie nie udaje się
wypracować konsensusu.
(...)
Drugim etapem jest nieskrywana agresja – w tej sytuacji miejsce w centrum
zainteresowania zdecydowanie nie jest przyjemne.
(...)
Przekazywanie zadań
Przekazywanie zadań różni się od zwykłego ich wyznaczania tym, że pociąga
za sobą przeniesienie nie tylko odpowiedzialności za zadanie, ale również prawa
do ustalania, „gdzie”, „kiedy” i „jak” ma być ono wykonane – w
obrębie uzgodnionych ram czasowych. Od powiększania uprawnień różni się tym, że
ogranicza prawo podejmowania decyzji przez pracownika do z góry wyznaczonego
zadania. Poniższa lista kontrolna pozwoli menedżerowi opracować najlepszą
strategię efektywnej komunikacji i kontroli procesu delegowania uprawnień.
(…)
Przydział zadań
Nawet jeśli zaplanowaliśmy przekazanie uprawnień, musimy skutecznie
komunikować się z podwładnym. Warto przy tym przestrzegać poniższej kolejności,
co powinno zagwarantować, że podwładny przystąpi do zadania z pozytywnym
nastawieniem.
(…)
Uczyć się od ekspertów
(str. 148)
Ken Blanchard zyskał
sławę i fortunę dzięki serii książek: The One Minute Manager, The
One Minute Salesman itd. Wraz ze swym współpracownikiem Paulem Herseyem opracował i rozwinął podejście do zagadnień
przywództwa , które – jestem przekonany – również w społeczeństwie
informatycznym pozostanie podstawą efektywnego oddziaływania na innych. W
koncepcji tej można znaleźć wiele analogii z dziełem Tannenbauma
i Schmidta, lecz diabeł – a w tym przypadku raczej anioł – tkwi w szczegółach.
Chciałbym w praktycznym ujęciu wskazać te szczegóły.
Koncepcje Herseya
i Blancharda oraz Tannenbauma i Schmidta są sobie
bliskie pod kilkoma ważnymi względami . Wspólne jest im przekonanie, że
skuteczny lider musi umieć wybierać w obrębie szerokiego repertuaru
elastycznych stylów przywództwa. Wspólną ich cechą jest również to, że
przyjmuje się w nich pragmatyczny, a nie ideologiczny punkt widzenia. Żaden
styl nie jest postrzegany jako samoistnie lepszy od innych. Każdy jest „dobry”
w tym zakresie, w którym jest właściwy w świetle danych parametrów ogólnej
sytuacji. Miarą wartości każdego stylu przywództwa jest jego właściwość i
adaptowalność, które można ustalić dopiero po precyzyjnej i dokładnej ocenie
sytuacji.
Drogi czterech wymienionych autorów
zaczynają się rozchodzić dopiero w kwestii tego, jak należy oceniać sytuacje. Hersey i Blanchard skupiają uwagę na jednej z trzech
sił Tannenbauma
i Schmidta. Sugerują, że najważniejsza dla oceny jest dojrzałość zespołu i
dotychczas osiągane przez niego wyniki. Dynamika zadania, lidera i zespołu w
ich ujęciu się zbiega. I tak na przykład jeśli zadanie jest nowe, oznacza to,
że jest nowe dla danego zespołu. Jeśli następuje zmiana przywództwa w grupie,
istotne jest to, jak zmiana ta wpływa na dany zespól i jego wyniki.
Podobnie jak każdy z liczących się w
ostatnich latach autorów prac na temat przywództwa, Hersey
i Blanchard postrzegają wzrost dojrzałości i autonomii jako funkcje sukcesu.
Sprowadzając ich koncepcje do zasadniczych tez, można by powiedzieć, że to, iż
zespól jest w stanie przyjąć na siebie większą odpowiedzialność, jest
bezpośrednim rezultate3m jego dotychczasowych wyników; zachodząca tu relacja
nie jest jednak po prostu liniowa. Szybki sukces jeszcze nie uzasadnia
szybkiego poszerzenia uprawnień.
Zacznijmy
od początku
Załóżmy, że mamy do czynienia z nową grupą, stojącą przed nowym zadaniem pod
kierunkiem nowego lidera. Grupa potrzebuje sukcesu. Jeśli go osiągnie, stanie
się spójna i z zaufaniem we własne siły będzie zmierzać dalej. Lider potrzebuje
sukcesu, by wzmocnić swe przywództwo w grupie oraz uniemożliwić potencjalnym
rywalom zajęcie pozycji nieformalnych liderów. Sukcesu potrzebuje również cała
organizacja – grupy funkcjonalne zostały powołane w niej po to, by osiągać cele
mieszczące się w ogólnej strategii.
Uwagi
Z powyższego i dalszego
kontekstu (do etapu czwartego) wynika, że Autor analizował „grupy” i ich „liderów” w firmach co najmniej
poprawnie zarządzanych, w których dominowała także co najmniej poprawna kultura organizacyjna.
Może jednak zdarzyć się i tak, że firma jest źle zarządzana. Mierne kierownictwo,
zarządzające autokratycznie, potrzebuje miernych pracowników. Zespoły są powoływane nie do rozwiązywania problemów,
tylko w ramach mody. Wszelka kreatywność jest wręcz tępiona. Kierownictwo boi się mądrych, oddanych sprawie pracowników. Firma potrzebuje sukcesu – dla swego
kierownictwa. Sama liczy się mniej, załoga najmniej. Lider
potrzebuje sukcesu – dla siebie. Załoga walczy o byt. Recesja i bezrobocie oraz hasła o wszechogarniającej konkurencji, wyzwalają
egoizm. Wszystkie chwyty dozwolone. Nikt nie ufa nikomu, z wzajemnością. Ogólną
strategią firmy jest przekonanie jej
kierownictwa: „jakoś to będzie”. „Muszę dbać o siebie. Resztą niech się zajmuje «niewidzialna ręka rynku»”.
Jakie będą dalsze scenariusze?
Anonimus)
Silny nacisk na zadania, słaby na stosunki
towarzyskie
Na tym etapie nie ma właściwie znaczenia, czy członkowie zespołu lubią się
nawzajem i czy dobrze się czują w swoim towarzystwie. To również przyjdzie wraz
z sukcesem. Zważywszy, że dzień ma skończoną liczbę godzin, a największe szanse
skuteczności przynosi działanie skoncentrowane, lider powinien skupić uwagę na
zadaniu i jego realizacji.
A to oznacza:
• ustalanie jasnych, ambitnych i
jednoznacznych celów;
• ustalanie jasnych priorytetów i
informowanie o nich;
• osiąganie i utrzymywanie efektywnego
postępu;
• konsekwentne monitorowanie postępu i
uzyskiwanie od zespołu informacji na jego temat.
Przywództwo typu towarzyskiego jest w tym okresie skromne i pochłania
stosunkowo mało czasu. Ogranicza się do tego, że lider zachęca członków zespołu
do osiągania zadawalającego postępu i wyraża im uznanie, jeśli postęp ten
zachodzi.
Krótko mówiąc, styl przywództwa w tym okresie stawia wysokie wymagania
zadaniowe, a niskie towarzyskie.
Silny nacisk na zadania oraz na stosunki
towarzyskie
Etap drugi w życiu grupy następuje po osiągnięciu pierwszego sukcesu i na nim
się opiera. Rola lidera polega teraz na podtrzymaniu i zwiększeniu impetu. Musi
on ponadto sprawić, by zespół nie wpadł w koleiny myślenia: „jesteśmy
zwycięzcami – mamy przepis”, by jego ufność we własne siły nie wyprzedziła
kompetencji tak daleko, że uległby pokusie przyjmowania na siebie więcej, niż
jest w stanie udźwignąć, by wreszcie nie wykształciły się w nim, jako przejaw nieuzasadnionego szowinizmu, idionsynkratyczne
metody działania. Oznacza to, że skuteczny lider musi mocno trzymać
wodze. Nadal musi ludziom mówić to, czego się od nich oczekuje, i monitorować
oraz nadzorować ich dokonania. Krótko mówiąc, musi kłaść silny nacisk na
zarządzanie zadaniowe.
Sytuacja zespołu uległa jednak zmianie i mądry lider uwzględnia ją,
przeznaczając coraz więcej czasu na słuchanie ludzi, zapewnianie im wsparcia i
zachęty w wysiłkach oraz ułatwianie ich zaangażowania w rozwiązywanie problemów
i podejmowanie decyzji. Tak więc na tym etapie lider musi aktywnie zajmować się
sprawami przywództwa towarzyskiego. Utrzymanie zespołu na właściwej drodze
postępów w stronę autonomii jest trudne, toteż lider jest najbardziej zajęty,
ale też prawdopodobnie żaden inny okres nie da mu podobnego poczucia
spełnienia.
Silny nacisk na stosunki towarzyskie, słaby na
zadania
Sukces w drugiej fazie życia grupy roboczej przynosi nagrody dla lidera i jego
grupy. Zespól może się teraz poszczycić potwierdzoną listą sukcesów w
realizacji zadań, których się podjął. Pracownicy są członkami zwycięskiego
zespołu, który uniknął wejścia w koleiny oraz dowiódł swego zaangażowania i
elastyczności. Dzięki codziennym sukcesom dokładniej zapewne niż dawniej rozumieją, czego się od
nich oczekuje i w jaki sposób realizować te zadania lepiej, niż mógłby się
spodziewać sam lider (klimat ten będzie się upowszechniał w przyszłości w
społeczeństwie opartym na wiedzy, w którym firmy będą coraz bardziej
uzależnione od najwyżej kwalifikowanych pracowników). Zapracowali sobie na
prawo do większej autonomii, wykazując się zaangażowaniem w cele firmy i
zdolnością ich osiągania. Lider zaś przeznaczył wiele czasu, by w planowy
sposób powiększać ich zaangażowanie w
podejmowaniu decyzji i rozwiązywanie problemów. Obecnie lider może trochę odpocząć – ale tylko trochę.
Dalsze objaśnianie zadań byłoby obraźliwe dla ludzi, którzy dowiedli, że znają
już swoją pracę na wylot. Mądry lider w znacznym stopniu ograniczy więc nacisk
na realizację zadań, pozostawiając to kwalifikacjom, wiedzy i motywacji
oddanego sprawie zespołu. Zajmie się więc w głównej mierze przywództwem typu
towarzyskiego, ułatwiając dalszy rozwój jednostek i zespołu.
Słaby nacisk na zadania oraz na stosunki
towarzyskie
Strategia wymagana na czwartym etapie rozwoju grupy jest dla wielu naturalnych
liderów bardzo dotkliwa. Grupa może się poszczycić konsekwentnymi i coraz to
większymi sukcesami w realizacji zadań, w coraz to większym stopniu uczestniczy
w rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu decyzji. Co zatem pozostaje dla
lidera?
Menedżerowie uskarżają się na brak tego, co modny żargon określa mianem „czasu
wysokiej jakości”, a ja wolę po staroświecku nazywać „czasem własnym”. Otóż w czwartym etapie życia grupy lider ma
go w nadmiarze. Zespól ani nie potrzebuje jego interwencji w procesie
realizowania zadania, ani nie patrzyłby na nie życzliwie, skoro od pewnego
czasu z powodzeniem radził sobie bez lidera. Zespól znajduje się w apogeum swej
wydajności i jego członkowie o tym wiedzą. Niektórzy liderzy wpadają w tej sytuacji
w panikę i ściągają wodze w imię tego tylko, by cokolwiek robić. Później
przekonują się, że odkryli ostateczny sposób na odebranie motywacji
zwycięskiemu zespołowi. Mądry lub (co na
to samo wychodzi) dobrze wyszkolony lider pozwala sprawom toczyć się własnym
biegiem. Nie rezygnuje oczywiście z wszelkiej odpowiedzialności, wciąż
zachowuje czujność i jest do dyspozycji, gdy to jest potrzebne. Stara się
jednak ingerować możliwie najrzadziej, a tymczasem wykorzystuje pozostawiony mu
czas, którego tak brakuje wielu menedżerom, na planowanie nowych zadań,
stanowiących wyzwanie dla niego samego i jego zespołu. Stawiając nowe zadania,
wprowadzając nową organizację i rzucając nowe wyzwania ponownie przesuwa zespół
do pierwszej fazy, po czym cykl rozpoczyna się od nowa- aż do chwili, kiedy
znów zostaną potwierdzone jego zdolności przywódcze, a on będzie mógł zając się
celami jeszcze większymi, twórczo wykorzystując „czas wysokiej jakości” na nowe
przemyślenia.
Pora na
podsumowanie
Co tu pisać! W firmie zarządzanej źle, w
dominujących w niej oportunistycznych układach, nigdy nie dojdzie do etapu
czwartego, chyba że zmieni się naczelne kierownictwo na mądrzejsze i mniej
egoistyczne, ale wtedy to już nie będzie firma „źle zarządzana”. Jeśli
przypadkowo trafił by do firmy prawdziwy lider ale na niskim szczeblu
zarządzania, prawdopodobnie już w pierwszym etapie wywołał by stan zagrożenia
wśród oportunistów, na drugim – jeśli by dotrwał - byłby wręcz znienawidzony
przez „skostniałą strukturę”. I na tym
by się jego rola zakończyła. Nie stworzył by też żadnego porządnego zespołu. Po
prostu by mu na to nie pozwolono. Samo życie!
Lider, widząc w jakim znalazł się środowisku,
mógłby również przejść na pozycje oportunistyczne, wykorzystując swoją
wiedzę i inteligencję do „różnych gierek”. Może by nawet zrobił wtedy osobistą karierę, ale nie byłby to już
prawdziwy lider, ale karierowicz.
Co zrobić, aby u władzy więcej było ludzi mądrych, otwartych na potrzeby
społeczeństwa, a mniej cynicznych karierowiczów? Generalnie chyba problemu się
nie rozwiąże bez odpowiedniego
podniesienia wiedzy i kultury samego społeczeństwa.
Anonimus.
Planowanie
stylu przywództwa
Aby zorientować się, jaki styl przywództwa jest potrzebny, odpowiedzmy na
poniższe pytania. Odpowiedzi szybko wskażą kierunek działania.
Czy nastąpiły jakieś ważne zmiany:
Lidera? Zadania? Składu grupy?
Kultury? Wartości wyznawanych w
firmie? Środowiska gospodarczego?
Jeśli któraś z odpowiedzi jest twierdząca, powinniśmy rozważyć przejście na
pewien czas do bardziej kierowniczego stylu przywództwa.
Czy grupa odniosła istotny sukces w
obecnych warunkach?
Jeśli tak, zastanówmy się nad możliwością trwałego przejścia do wspierającego
stylu przywództwa.
Czy nastąpiło wyraźne zwiększenie
kompetencji grupy i jej zaufania we własne siły?
Jeśli tak, pomyślmy o nowych wyzwaniach i powrocie do stylu kierowniczego aż do
chwili, gdy będzie można stwierdzić wiarygodne dowody sukcesu w nowych
okolicznościach.
Czy któryś z członków zespołu wyłamuje
się z szeregu, wykazując się wyraźnie większą lub wyraźnie mniejszą kompetencją
i zaufaniem we własne siły?
Jeśli tak, zachęcajmy przodowników, udzielając im większego wsparcia i mniej
nimi kierując, a maruderów – poprzez indywidualne ukierunkowanie i wsparcie.
Nastawmy się na to, by osobom, które wyjątkowo się wybijają, przekazać bardzo
szerokie uprawnienia. Trzeba to jednak robić profesjonalnie, żadnego rzucania
na głęboką wodę – delegowanie uprawnień wymaga ze strony lidera ukierunkowania
i wsparcia, a następnie powolnego wycofywania się.
Tendencje w
stylach zarządzania
(...) Lider lat 90. i dalszych musi dawać swemu zespołowi sukces, ale to
dopiero początek. W społeczeństwie postindustrialnym lider nie może opierać
swego sukcesu na władzy, jaką daje mu pozycja, ani też nie może uzależniać go
od rozdzielania nagród i kar.
Gdy względna wartość wkładu wnoszonego przez różnych ludzi będzie się zmieniać,
a oczekiwania będą coraz to nowsze i większe, przywództwo przestanie być sprawą
narzucania przewagi statusu. Dominujący lider przyszłości stanie się
profesjonalnym liderem przyszłości - albo zginie. Drzwi stoją otworem przed
liderami , którzy zastąpią podejście "męskie", sprowadzające się do
określania i obrony statusu, stylem "kobiecym" - budową i utrzymaniem
wzajemnie owocnych relacji. Przemyślane zastosowanie omawianych wyżej modeli
pozwala połączyć zalety metod charakterystycznych dla obu płci, a na dłuższą
metę gwarantuje wykształcenie się wyposażonych w szerokie uprawnienia oraz
godnych zaufania zespołów i jednostek.
Styl przywództwa a kultura (str. 155)
Nie ma wątpliwości, że realizacja takich ważnych strategii firmy, jak
zwiększanie uprawnień pracowników lub kompleksowe zarządzanie przez jakość,
jest trudna lub wręcz niemożliwa, jeśli dominujący w firmie styl przywództwa
jest im wrogi. W organizacji zarządzanej autokratycznie, w której ludzie są
karani za działanie z własnej inicjatywy, można mówić o znaczeniu zwiększania
uprawnień, jednak nie można wprowadzić takiego programu. Organizacja wyznająca
ideał macho, w której trzeba tłumić uczucia, nie uwolni się od lęku ani nie
zrobi wiele na polu kompleksowego zarządzania przez jakość.
...
Osoba w połowie drogi (str. 156)
W obrębie danej struktury organizacji każdy menedżer czy lider podlega innym,
niekiedy sprzecznym naciskom. Osoba taka jest postrzegana przez przełożonych
jako przekaźnik, który ma zapewniać spełnianie ich życzeń. Jednocześnie dla
podwładnych jest kimś, kto ma dostęp do wyższych szarż, toteż jest odpowiedzialny
wobec nich za realizacje ich aspiracji. Dodajmy do tego zwykła presje ze strony
kolegów, domagających się dowodów solidarności z grupą, a obraz będzie pełny.
Model takiej sytuacji (ilustracja 5.3)…
był konstruktywnie wykorzystywany przez niektórych menedżerów
japońskich. Twierdzili oni (i wyciągali
z tego wnioski praktyczne), że skoro każdy członek organizacji przynależy
równocześnie do wielu zespołów, nie ma żadnego uzasadnienia, by pracownicy
odczuwali podział: „my i wy” – bez względu na to, jak liczne są linie
zależności służbowych. Godząc się z
nieuniknionym, z powodzeniem wzmocnili obustronną komunikację w całej
organizacji, sprowadzając ją do poziomu komunikacji międzyzespołowej.
…
Motywacja lidera (str. 159)
(...) Osobom, które wolą współpracę od
konkurencji, pojecie władzy sprawia kłopoty. Przypomnijmy raz jeszcze
marnotrawstwo kwalifikacji i doświadczeń spowodowane tym, że wiele niezwykle
utalentowanych kobiet* nie decyduje się na rozgrywanie politycznych gierek, by
utrzymać się na drodze prowadzącej na szczyty. Koncepcja władzy jednak się
zmienia.
(* „wielu niezwykle
utalentowanym mężczyznom” przytrafia się to też. Anonimus).
W gospodarce ery industrialnej władza
zależała od pozycji, jaką jednostka zajmowała w hierarchii, nagród i kar, jakie
miała do swojej dyspozycji, oraz stopnia orientacji w systemie politycznym
firmy. W społeczeństwie ery informacji coraz częściej będzie się sprawdzało
powiedzenie, że władza należy do tego, kto więcej wie. W odniesieniu do
problemów przywództwa oznacza to wiedzę o tym, jak tworzyć i utrzymywać
długotrwale relacje , jak pełnić role wzorca pożądanych zachowań oraz w jaki
sposób konsekwentnie wydobywać wszystko co najlepsze z ludzi, którzy zawsze
mogą „zwolnić firmę”, jeśli tylko uznają, że wykorzystuje ich ona w sposób
niezupełnie zadawalający.
Streszczenie (str.
161)
W gospodarce ery industrialnej od liderów nie wymagano, aby byli fachowcami od
przewodzenia. W miarę jak postmodernistyczne społeczeństwo rozszerza swe wpływy
na obszar przemysłu i handlu, subtelne talenty prawdziwego przywództwa stają
się coraz ważniejsze. Wymagają one wrażliwości i precyzji przy ocenie sytuacji
oraz wyczucia, pozwalającego wybrać z dużego wachlarza możliwości najbardziej
efektywne techniki. Lider lat 90, i dalszej przyszłości będzie musiał być
zaakceptowany przez tych, którym przewodzi.
Cztery ważne pytania dla ludzi, którzy chcą być liderami:
1. Co we mnie naprawdę sprzyja mi i wynosi mnie ponad przeciętność?
2. Czy jestem gotów traktować przywództwo tak, jakby chodziło o zawód?
3. Jakie są najważniejsze przekonania i wartości, które chciałbym przekazać
swym ludziom i pod którymi mogliby się podpisać?
4. Jakie są lub jakie będą źródła mojej siły i jak mogę je wykorzystać.
Pułapki przywództwa (str. 161)
- Przywiązuje się niedostateczną wagę do ogólnej sytuacji.
- Liderzy wykorzystują pozycję do wzmocnienia różnicy statusu.
- Poszczególni liderzy nie potrafią działać poza obrębem swych sfer komfortu.
- Style przywództwa są zdeformowane przez ideologię.
- Liderzy nie przyjmują do wiadomości, że odczucia są faktami.
- Dominujący w firmie styl przywództwa jest sprzeczny z wymaganiami strategii.
- Liderom brak elastyczności i wrażliwości na potrzeby grupy.
- Dopuszcza się do powstawania nieformalnych liderów lub nawet sprzyja takim
procesom.*
- W firmie wyznaje się filozofię, że liderem trzeba się urodzić, i lekceważy
szkolenia w zakresie kwalifikacji przywódczych.
- Szkolenia w zakresie przewodzenia mają niską jakość.
- Liderom nie daje się szans doprowadzenia do szybkiego sukcesu ich grup.
- Liderom nie udaje się przekazać zespołom cennych i możliwych do
zaakceptowania wartości.
- Głównym motywem jest dla liderów pragnienie, by ich kochano.
- Głównym motywem jest dla liderów pragnienie uznania za osiągnięcia osobiste, a
nie za osiągnięcia zespołu.
- Liderzy utożsamiają swe stanowiska z władzą osobistą, a nie władzą
organizacji.
* Wg mnie dobry nieformalny lider jest często lepszy od złego
formalnego. Nie trzeba nawet sytuacji ekstremalnych, aby to zauważyć.
Naturalnie, dobry nieformalny lider musi być dobry dla organizacji a nie tylko
dla siebie lub swojej kliki.
Anonimus
6. Rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji ......... 163
Lepsze robi z dobrego gorsze.
Maksyma inżyniera
Lepiej ugotować pierwszorzędną zupę
niż namalować drugorzędny obraz.
Abraham, Maslow
Należy przedkładać rzeczy prawdopodobne, choć
niemożliwe, nad nieprawdopodobne, choć możliwe.
Arystoteles
Rozdział 5 przekonywał - mam nadzieję,
że nieodparcie, iż lider, realizując program planowego powiększania uprawnień,
musi rozwijać kreatywność zarówno własną, jak i zespołu. Rozwiązywanie
problemów to jednak coś więcej niż kreatywność lub partycypacja.
Menedżer praktyk musi mieć zawsze do dyspozycji pewien zasób procedur
rozwiązywania problemów, które mógłby w odpowiedniej sytuacji wykorzystać bez
zwłoki czy kosztownych błędów.
Wykorzystanie
kreatywności
(str. 164)
(…) Mamy wiec dwa typy problemów. Po pierwsze –
odchylenie od normy, kiedy nasze zadanie polega na znalezieniu przyczyny… Po drugie – sytuacje, w której musimy znaleźć
i zastosować całkowicie nowe i atrakcyjne rozwiązanie wykraczające poza nasze doświadczenie. Czy to
już wszystko?
Niezupełnie.
…
(...) Nie ma chyba wątpliwości, że jeśli
ludzie są wciągnięci w rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji, ich
zaangażowanie w osiąganie dobrych
wyników jest z reguły wyższe. Bez względu jednak na to, jak pożądane może być
zaangażowanie grupy, zarówno z powodów ideologicznych, jak i – w niektórych
przypadkach – praktycznych, musimy zastanowić się, dlaczego właściwie jesteśmy
tak mocno przekonani, że wielbłąd jest koniem zaprojektowanym przez komisję?
Proszę o trochę cierpliwości, abyśmy mogli wyjaśnić sobie tę interesującą
kwestię.
Konsensus
jako metoda podejmowania decyzji w grupie (str. 166)
Menedżerowie
uczestniczący w programach szkoleniowych, podczas których przeprowadza się
ćwiczenia z podejmowania decyzji poprzez konsensus (np. NASA,
„zagubieni na pustyni”, „zagubieni w dżungli” itd., często bywają fatalnie
wprowadzani w błąd przez szkoleniowców. Każde z wymienionych wyżej ćwiczeń jest
świadomie zaprojektowane w celu wykazania, że w szczególnej sytuacji zadanej w
ćwiczeniu pełna partycypacja grupy i podejmowanie decyzji w drodze konsensusu
jest najbardziej efektywną metodą postępowania. Jak dotąd – w porządku, tyle że
jak już wskazywałem, ćwiczenia te są specjalnie zaprojektowane tak, by ułatwić
osiągniecie tej konkluzji. Ich odniesienie do realnego świata jest niewielkie.
Dla tych, którzy nie zetknęli się z
takimi szkoleniami, opiszę krótko ćwiczenie NASA. Uczestnikom szkolenia
przedstawia się następującą sytuację. Stanowią grupę kosmonautów, których
pojazd rozbił się podczas lądowania po ciemnej stronie księżyca. Nikt nie
odniósł obrażeń, żaden skafander nie jest uszkodzony. Statek-matka czy baza
znajduje się w odległości dwustu mil od miejsca wypadku. Grupa musi pokonać tę odległość. Przed wyruszeniem w
drogę dostaje wykaz rzeczy, które ocalały z wypadku, a zadanie polega na
uszeregowaniu ich pod względem znaczenia, jakie mają dla przeżycia wyprawy i
dotarcia do bazy. Grupa wypełnia formularz rankingu dwukrotnie. Za pierwszym
razem robi to każdy członek grupy z osobna, bez wzajemnych konsultacji. Trener
ocenia te rankingi, ustalając ich odchylenie od rankingu sporządzonego przez
ekspertów NASA… Członków grupy nie
informuje się, jakie wyniki uzyskali, lecz prosi o ponowne wykonanie ćwiczenia
zespołowo – zadaniem grupy jest osiągniecie konsensusu w sprawie oceny przydatności wyliczonych rzeczy.
Okazuje się, że ponad 90% przypadków
ranking przydatności uzyskany w drodze konsensusu grupy jest lepszy zarówno od
przeciętnego, jak i najlepszego rankingu indywidualnego. W niemal wszystkich
przypadkach konsensus prowadzi do wyniku znacznie lepszego niż przeciętny wynik
indywidualny. Czy to jest sugestywny dowód potęgi konsensusu jako metody
podejmowania decyzji? Niezupełnie.
Samo zadanie, uszeregowania
przedmiotów przydatnych w wyprawie po ciemnej stronie księżyca, nie zalicza się
bynajmniej do codziennych doświadczeń menedżerów. Z tego to właśnie powodu
zadanie to tak zostało skonstruowane. Jest skrajnie nieprawdopodobne, by w
grupie ćwiczeniowej znalazł się ekspert dysponujący osobistym doświadczeniem w
sprawach warunków i terenu, jakie można znaleźć po ciemnej stronie księżyca.
Grupa jako całość, dzięki telewizji, książkom, gazetom i radio, jest jednak
takim ekspertem. Niemal każdy z jej członków widział lub czytał coś, dzięki
czemu może włożyć coś sensownego do garnka wspólnej wiedzy. Często zdarza się,
że osoby dysponujące takimi ważnymi i istotnymi fragmentami wiedzy są
najzupełniej nieświadome ich znaczenia – aż do chwili, gdy wspomną o nich w
rozmowie i ktoś zawoła: „Eureka!”.
Uwagi
Takie „ćwiczenia” świadczą dobitnie, że „jak ktoś nie potrafi robić tego, co
powinien, to robi to, co potrafi”. Przypuszczam, że takie ćwiczenia
menedżerowie traktują „jak coś w rodzaju
rozwiązywania krzyżówek”, a pod
kątem przydatności zawodowej, jako
wręcz „głupawe”. Rozumni ludzie, chcący
żeby programy szkoleniowe przynosiły pożytek szkolonym, a nie tylko były
źródłem dochodów dla „szkolących”,
powinni ćwiczenia oprzeć o realia pracy konkretnej grupy menedżerów.
Wtedy miało by to sens. Dla relaksu, można by
fachowe ćwiczenia przeplatać czymś
innym, akurat interesującym daną grupę, ale tylko dla relaksu.
Kiedy to wreszcie stanie się oczywiste, a szkolący zechcą się sami podszkolić?
Anonimus
Drugim istotnym aspektem naszego
problemu jest to, że ćwiczenie wykonuje się w swobodnej, demokratycznej
atmosferze seminarium. Grupa ćwiczeniowa nie ma lidera, przynajmniej w
formalnym rozumieniu. Każda jednostka jest pod względem osobistej pozycji równa
rzeczywistemu liderowi grupy, tzn. trenerowi, im każda jest w równym stopniu
motywowana, by dać coś z siebie dla wspólnej zabawy.
(...)
Metody
rozwiązywania problemów (str. 173)
Gdyby zaistniała
galeria wielkich specjalistów z dziedziny rozwiązywania problemów, najbardziej
poczesne miejsca zajmowaliby w niej Charles Kepner i
Ben Tregoe oraz Prince i Gordon. Wartość prac obu
tych tandemów autorskich - pierwszy zajmował się procesami racjonalnego
myślenia, a drugi twórczym rozwiązywaniem problemów - jest równie wysoka.
Wszyscy czterej autorzy brali za punkt wyjścia ludzkie naturalne lenistwo i
wypracowali techniki, dzięki którym rozwiązywanie problemów stało się
postępowaniem jeśli nawet nie zawsze łatwym, to przynajmniej przewidywalnym i
ekonomicznym. Zracjonalizowanie kreatywności jest wielkim osiągnięciem
intelektualnym.
Ogólny model rozwiązywania problemów
(str.
173)
Oba najważniejsze sposoby podejścia do rozwiązywania problemów wychodzą od
prostego i elementarnego modelu. Trzeba przede wszystkim, by ktoś widział daną
sytuację jako problem. Oznacza to że sytuacji nie uznaje się za pożądaną i
sądzi, że istnieje sposób (który trzeba znaleźć), by doprowadzić do stanu
rzeczy lepszego lub nawet idealnego. Wszystko jedno, czy chodzi o
rzeczywistość, czy o subiektywne jej ujęcie: jeśli ktoś uważa, że istnieje
jakiś problem, najpewniej będzie poszukiwał sposobu rozwiązania go czy poprawy
sytuacji.
Z faktu, że problem może być albo wyimaginowany, albo rzeczywisty, wynika
konieczność określenia „własności” problemu. Jeśli ktoś czuje, że mas jakiś
problem, to znaczy, że ma do czynienia z problemem - niezależnie od tego , że
ja sam mogę uważać, iż nie ma się o co martwić. Przypomina mi to historię
uczennicy, która zwierzała się Einsteinowi, że ma trudności ze zrozumieniem
geometrii. Einstein, który starał się wówczas spleść ze sobą nici geometrii
czasoprzestrzennej odpowiedniej dla jednolitej teorii pola (teorii obejmującej
funkcjonowanie całej natury), potrząsnął głową ze smutkiem: „Kochanie, co by
dopiero było, gdybyś miała moje problemy!”.
Jest to czarująca historia o czarującym człowieku, lecz z odpowiedzi tej
niewiele miała pożytku dziewczynka, która nie mogła zapamiętać różnicy pomiędzy
trójkątami przystającymi a podobnymi. Jak powiedziałem, każdy ma swoje
problemy, a ustalenie ich „własności” jest koniecznym warunkiem wstępnym, by
można było przystąpić do określenia problemu i skutecznego wdrożenia jego
rozwiązania...
Twórcze
rozwiązywanie problemów metodą synektyczną (str. 176)
Choć metoda synektyczna może być z pożytkiem wykorzystywana przez
jednostkę działającą całkowicie samodzielnie, pewne jej cechy zostały pomyślane
w taki sposób, że jest szczególnie użyteczna w działaniu zespołowym. Ponieważ
selekcja i „własność” problemu i jego rozwiązania jest sprawą jednostki
„klienta”, nie ma tu żadnych niebezpieczeństw, jakie się wiążą zwykle z
poszukiwaniem konsensusu w warunkach, kiedy nie jest ono właściwym
rozwiązaniem. Rola zespołu polega na wspieraniu klienta poprzez generowanie
pomysłów oraz wytwarzanie atmosfery entuzjazmu i zabawy. Za decyzję
odpowiedzialny jest nadal klient.
Metoda synektyczna, dzięki swej
przemyślanej strukturze i logicznej sekwencji kolejnych kroków, pozwala
wypracować twórcze rozwiązania złożonych problemów.
Oprócz roli klienta i członka
zespołu wyróżnia się jeszcze jedną - lidera zespołu. Bierze on odpowiedzialność
za przewodzenie całemu doświadczeniu, a ponadto, nominowany na stanowisko
skryby, dba o to, by grupie nie umknął żaden z wyłaniających się pomysłów.
Stosowanie metody synektycznej (str. 176)
Jeśli metoda synektyczna ma doprowadzić do efektywnego i zaangażowanego
wdrożenia jakiegokolwiek rozwiązania, konieczne jest, by problem był przez
kogoś „posiadany”; wymaga ona jednakże czegoś więcej. Wymaga mianowicie, by
percepcja problemu była i pozostawała sprawą jego „właściciela”. Percepcja ta
może oczywiście zmieniać się z upływem czasu, do zmian takich dochodzi jednak
wtedy i tylko wtedy, gdy dana osoba zechce uznać taką zmianę.
Cała procedura rozpoczyna się od grupowej sesji, poświęconej rozwiązywaniu
problemów, podczas której „właściciel” problemu określa go tak, jak spostrzega.
(...) Etap PAG obejmuje cztery ważne elementy:
1. Określenie problemu i jego tła z perspektywy jego „właściciela”.
2. Wskazanie rozwiązania idealnego lub preferowanego z punktu widzenia
właściciela...
...
3. Wyjaśnienie, dlaczego dana sytuacja stanowi dla klienta problem...
4. Wskazanie ograniczeń, z powodu których klient nie może wdrożyć wybranych
przez siebie rozwiązań.
W czasie , gdy klient przedstawia problem w postaci, w jakiej jest mu on dany,
grupa przyjmuje postawę aktywnego słuchania. Jednym z wielkich błędów teorii
zarządzania i sprzedaży jest przekonanie, że dzięki potężnemu wysiłkowi woli
można dowolnie długo słuchać z jednakową, pełną koncentracją. Ludzki mózg
działa jednak inaczej. Kiedy słuchamy, myślimy, a kiedy myślimy, rozpraszamy
się. W trakcie słuchania dostrajamy się i rozstrajamy, a w naszą pamięć
najlepiej wbija się początek tego, co słuchamy, zakończenie oraz porozrzucane
fragmenty części środkowej, te, które szczególnie przykuły naszą kapryśną
uwagę...
Metoda synektyczna uwzględnia rolę czynników
emocjonalnych w rozwiązywaniu problemów, świadomie wydobywając emocje na plan
pierwszy i utrzymując ich pozytywny wpływ, i podobnie odpowiada sposobowi
funkcjonowania mózgu.
...
Roztropność nakazuje, by przed ostatecznym przystąpieniem do działania
przeprowadzić finansową ocenę rozwiązania:
...
Pamiętajmy, że w firmie nie należy podejmować żadnych kroków, jeśli:
• nie ma dobrego gospodarczego powodu,
by to zrobić,
• nakłady nie zwrócą się w rozsądnym
czasie,
• nie da się prostym językiem objaśnić
nowych zadań tym, którzy mają je realizować.
Racjonalne
myślenie z wykorzystaniem modelu KT (str. 182)
Rozwiązywanie problemów
nie w każdym bynajmniej przypadku odwołuje się do kreatywności. Często zdarza
się sytuacja, w której coś, co powinno iść dobrze, akurat idzie źle, i trzeba
tylko znaleźć błąd i naprawić go. Celem metody KT (Kepnera-Tregoe)
rozwiązywania problemów jest znalezienie efektywnego, wydajnego i ekonomicznego
sposobu likwidacji jakiegoś odchylenia od normy. Zawsze, kiedy nie dzieje się
to, co powinno się dziać i działo się już w przeszłości, powinniśmy sięgnąć po
metodę KT.
Nie przewiduje ona żadnych
wypraw na szczyty kreatywności, lecz ściśle opiera się na racjonalnej analizie.
...
Zastosowanie modelu KT do rozwiązywania problemów (str. 183)
...
(...) Historia żółtych i brązowo-fioletowych przyrządów jest prosta, lecz
przedstawiona tu technika - niezwykle skuteczna. Z powodzeniem stosowano ją w
dziedzinie złożonych problemów zaawansowanej technologii - na przykład w
przypadku pocisków balistycznych nowej generacji, które schodziły z kursu - ale
także w niemal wszystkich rodzajach odchyleń od normy, z którymi mamy do
czynienia w działalności produkcyjnej, usługowej czy handlowej. Gdyby analogiczną techniką dysponowali ekonomiści, teoria
ekonomiczna mogłaby przynieść rezultaty, które wydźwignęłyby ją z obecnej
pozycji - czegoś na kształt astrologii.*
* Autor raczy żartować, ale ma chyba sporo racji. Anonimus.
Streszczenie
(str.
188)
Przedstawiając w jednym
rozdziale dwie zaawansowane techniki, nie można osiągnąć wiele więcej, niż
tylko odświeżyć wiedzę czytelnika lub prowizorycznie wypełnić w niej lukę.
Zwolennicy metody synektycznej i metody Kepnera-Tregoe prowadzą regularne programy szkoleniowe,
zarówno na zlecenia firm, jak i dostepne publicznie,
i trudno przecenić korzyści, jakie przyniesie każdemu menedżerowi udział w takich szkoleniach i zastosowanie
poznanych tam niezwykle skutecznych technik. Każda z nich ma dodatkowo tę
zaletę, że przyczynia się do budowy zespołu. Metoda KT daje „wspólny język”,
którym mogą się posługiwać różne działy firmy i różni specjaliści. Metoda synektyczna łączy ludzi w przedsięwzięciu, które – choć
jest zabawą – daje poważne i cenne wyniki i pozwala jednocześnie uniknąć
potencjalnych problemów, jakie prawie zawsze pojawiają się wtedy, gdy zbyt
wcześnie dążymy do konsensusu.
Praktyczne
rady w sprawie rozwiązywania problemów (str. 188)
- Upewnić się, czy
zakres naszej władzy umożliwia nam efektywne działanie.
- Jeśli konieczne jest przeprowadzenie poważnej zmiany, upewnić się, czy
ludzie, których ona dotknie, mają świadomość problemu i pragną jego
rozwiązania.
- Po przetestowaniu wybranego rozwiązania starannie zaplanować jego
wprowadzenie.
- Ustalić, czy potrzebna będzie pomoc.
- Zastanowić się, którzy pracownicy mogą się stać czempionami zmiany.
- Zidentyfikować potencjalne problemy.
- Przyjąć strategie unikania problemów i strategie ratunkowe.
- Wdrożyć rozwiązanie.
- Kontrolować wdrażanie rozwiązania.
- W miarę konieczności zmieniać metody, stale jednak pamiętając o celu.
Pułapki
rozwiązywania problemów (str. 188)
- Stosowanie jednej
techniki do rozwiązywania wszystkich problemów, bez względu na ich rodzaj.
- Koncentrowanie się na ustalaniu winnych, a nie na rozwiązywaniu problemów.
- Asekuranckie postawy ludzi zaangażowanych w rozwiązywanie problemów, którzy
bardziej troszczą się o własne głowy niż o znalezienie skutecznego rozwiązania.
- Nieprzemyślane wciąganie grup w procedurę rozwiązywania problemów lub
wykluczanie ich z niej.
- Brak właściciela problemu.
- Wykorzystywanie sytuacji wysokiego ryzyka do rozwijania umiejętności
rozwiązywania problemów.
- Nierzetelna postawa kierownictwa, które najpierw zachęca ludzi do pracy nad
rozwiązaniem problemów, a później odrzuca lub lekceważy ich pomysły.
- Manipulacja kierownictwa, które wykorzystuje metody rozwiązywania problemów
do tego, by postawić na swoim (trudne problemy najpierw "przekazuje
się" grupie, by następnie, gdy ona się z nimi boryka, wystąpić z własnym
rozwiązaniem).
- Sytuacja, w której "właściciel" problemu nie dostrzega.
- Zmuszanie "właściciela" problemu do przyjęcia rozwiązania, którego
nie pragnie i które mu się nie podoba.
- Właściciel problemu pozbawiony władzy działania.
- Sytuacja, w której zasoby organizacji nie wystarczają do wprowadzenia
pożądanego rozwiązania.
7. Zarządzanie finansowe (str. 191)
No cóż, jak widzę, będę musiał umrzeć,
nie mając na to środków.
Oskar Wilde
Trzy najważniejsze rzeczy
wymagające stałego pomiaru to zadowolenie klienta,
zadowolenie pracownika i przepływ gotówki
Jack Welsh
Choroba brytyjska: radzić, oceniać i sądzić,
zamiast rzeczywiście coś zrobić
anonim
Modele finansowe zaliczają się
do najważniejszych, najsłabiej rozumianych i budzących największe obawy modeli
zarządzania. Finansowa pomyślność firmy jest istotnym warunkiem wstępnym jej
przetrwania i rozwoju. Wszyscy menedżerowie muszą dysponować wystarczającym
zasobem wiedzy praktycznej o tym, jak główne wskaźniki finansowe mogą pomóc im
w codziennym zarządzaniu firmą oraz podejmowaniu dotyczących jej decyzji.
Narzędzia
finansowe (str. 192)
Menedżerowie rzadko uświadamiają sobie, że bilans jest niezwykle ważnym
narzędziem zarządzania. Jest to model firmy "zamrożonej" w konkretnym
momencie, ukazujący, jak w tej właśnie chwili przedstawia się zdolność firmy do
kontynuowania działalności oraz czy dalsze lub dodatkowe inwestycje w nią są
uzasadnione.
Rachunek wyników przedstawia z kolei ujęty w terminy finansowe obraz
efektywności, z jaką firma kupuje, sprzedaje, tworzy produkty i usługi oraz
kontroluje koszty.
Rachunek wyników i bilans są nierozłączne w tym sensie, że kiedy kierownictwo
firmy opiera decyzje i kontrolę na wskaźnikach finansowych, posługuje się obu
tymi dokumentami, łącząc ze sobą informacje z obu źródeł i tworząc w ten sposób
cenną pulę sensownych informacji.
Żadna z tych informacji, jeśli potraktować je w oderwaniu, nie daje nam zbyt
wiele. Razem wzięte - mówią nam ważne rzeczy o tym, jak umiejętnie wykorzystuje
się zasoby firmy.
Prognoza przepływu gotówki to ostatni z trzech muszkieterów
rachunkowości zarządczej. Dokument ten zawiera przewidywania dotyczące ruchów
środków finansowych napływających do firmy i odpływających z niej, a także wskazuje
terminy, w których odpływy wymagają zaciągnięcia pożyczek na zaspokojenie
krótkoterminowych potrzeb.
Kontrola budżetowa (str. 193)
Zanim przejdziemy dalej, poświęćmy parę słów narzędziu finansowemu, z którym
większość menedżerów czuje się najbardziej oswojona - mianowicie budżetowi działu. Budżet
najlepiej wyobrazić sobie jako spisany w kategoriach finansowych plan taktyczny
zmierzający do pożądanych celów. Jest to dokument roboczy, a nie zestawienie
finansowych ograniczeń. Skoro tak, firmy powinny wystrzegać się skłonności do
podążania od dawna zdyskredytowaną ścieżką: „Faktyczny wolumen sprzedaży jest o
10% niższy niż przewidywaliśmy w budżecie. Trzeba zatem obciąć wszystkie
budżety wydatków o 12,5% (na wypadek,
gdyby sytuacja jeszcze się pogorszyła”.
Właściwie w takim przypadku
postępowanie wyglądałoby następująco:
• Analizuje się... spadek sprzedaży ,
ustalając jego rzeczywiste, konkretne przyczyny.
• Dokonuje się realistycznego
rozstrzygnięcia kwestii, czy w zmienionych warunkach rynkowych pierwotne cele
nadal są osiągalne.
• Podejmuje się decyzję, czy cele te,
jeśli są osiągalne, nadal mają wartość – zarówno w sensie bezpośredniej
rentowności, jak i długoterminowego wkładu w realizację planu działalności.
• Ocenia się dodatkowe koszty
osiągnięcia zamierzonych celów w aktualnych i przewidywanych warunkach
rynkowych.
• Powtórnie ocenia się, czy przy
uwzględnieniu nowych, wyższych kosztów nadal warto zmierzać do tych celów.
• Budżety wydatków zmniejsza się,
pozostawia bez zmian lub powiększa w zależności od tego, w jakim stopniu
przyczyniają się do osiągnięcia poszczególnych celów i jaką wartość cele te
mają dla firmy.
W ciągu wielu lat moich
doświadczeń jako konsultanta i biznesmena zdarzało mi się od czasu do czasu, że
menedżerowie działów finansowych zapewniali mnie, że coś takiego zostało
zrobione. Nigdy jednak nie spotkałem menedżerów od marketingu lub innych
specjalistów, z którymi naradzali się przed podjęciem decyzji o przeprowadzeniu
równomiernych cięć wszystkich budżetów. Znaczyło to, że nie pytali ich o
zdanie, a skoro tak, to w jaki sposób podjęli decyzję?
Uwagi
Obcinanie „po równo”, bez wnikliwej analizy, po prostu dyskwalifikuje taką
„kontrolę budżetową”. Wniosek bardzo prawdopodobny: samo ustalanie budżetów
chyba też nie stało na zbyt wysokim poziomie. Wniosek drugi: „obcięcie po
równo”, bez odpowiedniej analizy związków przyczynowo-skutkowych na linii
sprzedaż-koszty, może akurat obciąć te koszty, które jeszcze bardziej obniżą
sprzedaż.
W warunkach polskich, w podobnych sytuacjach (ale bez budżetowania), spotykałem
się z obcinaniem etatów „ po równo”, ale, z reguły, z zasięgnięciem opinii
kierowników . Po prostu nie było dostatecznego obiektywnego rozeznania, kto i
co przyczynia się do racjonalnej produkcji sprzedanej w porównaniu z kosztami,
i w braku czy niedostatecznej ilości kozłów ofiarnych do zwolnienia, w braku
oczywistych przerostów zatrudnienia (w grupach, działach itp.), najwygodniej było „proporcjonalnie po równo”.
Nie świadczyło to zbyt dobrze o poziomie wiedzy i zarządzania w tych firmach. Skutki –
zwyczajna destrukcja i w tak już trudnej sytuacji.
Anonimus
Definicje (str. 194)
W krótkim rozdziale nie ma miejsca, by oddać pełną sprawiedliwość
subtelnościom rachunkowości zarządczej czy finansowej, warto jednak, by
czytelnik, który miał choćby niewielkie doświadczenia w tych dziedzinach, mógł
zapoznać się z niektórymi podstawowymi pojęciami zdefiniowanymi w potocznym
języku.
Aktywa
To, co firma posiada i za pomocą czego
prowadzi swoją działalność. Aktywa dzielimy na dwa rodzaje:
Środki bieżące (kapitał obrotowy). Wartość zapasów,
pieniądze należne od dłużników (należności od odbiorców), gotówka w ręku lub w
banku oraz papiery wartościowe, które można niezwłocznie zamienić na gotówkę,
gdyby pojawiła się taka potrzeba. Są to aktywa wykorzystywane w codziennej
działalności firmy i znane są również pod nazwą kapitału obrotowego.
Środki trwałe. Są to aktywa, których przekształcenie w gotówkę zajmuje dużo
czasu i których na ogół się nie sprzedaje, chyba że firma zostaje rozwiązana
lub ulega jakiejś poważnej rekonstrukcji. Środki trwałe obejmują budynki (jeśli
stanowią własność firmy), grunty, na których się one znajdują, oraz maszyny i
urządzenia.
Zobowiązania
To, co firma jest winna różnym wierzycielom.
Zobowiązania bieżące.
Są to długi płatne w ciągu (jak się na ogół przyjmuje) dwunastu miesięcy
lub na żądanie. Mogą obejmować sumy należne dostawcom, którzy udzielili firmie
kredytu handlowego, kredyt w rachunku bieżącym, podatki należne w bieżącym roku
w związku z działalnością w latach ubiegłych oraz podobne długi
krótkoterminowe.
Zobowiązania długoterminowe.
Długi hipoteczne i obligacyjne oraz inne zaciągnięte kredyty o terminie
płatności dłuższym niż jeden rok.
Wartość netto (kapitał własny)
Jest to arytmetyczna różnica pomiędzy
aktywami a zobowiązaniami. W zdrowej firmie wartość aktywów przekracza wartość
zobowiązań, toteż wartość netto jest dodatnia. Ponieważ wartość netto firmy
odpowiada temu, co firma byłaby winna jej właścicielom w przypadku sprzedaży
aktywów i spłaty długów, w bilansie pojawia się zawsze po tej samej stronie co
zobowiązania. Jeżeli układ bilansu przewiduje pozycję „pasywa razem” (co
stanowi sumę wszystkich zobowiązań i kapitału własnego), to musi ona być równa
sumie wszystkich aktywów; w takim przypadku całkowitą wartość aktywów można
odczytać u dołu każdej z dwu stron
bilansu.
Kapitał zaangażowany (środki
zaangażowane)
Kapitał zaangażowany definiuje się zwykle jako sumę środków trwałych i środków
bieżących pomniejszoną o zobowiązania bieżące. Mam nadzieję, że z tego, co
zostało wyżej powiedziane na temat zobowiązań i wartości netto, jasno wynika, iż tę samą kwotę można
uzyskać, dodając po prostu wartość netto do długów długoterminowych. Rentowność
zaangażowanego kapitału (ROCE, Return On Capital Employed)
jest niezwykle ważnym wskaźnikiem, po którym można rozpoznać, jak są
wykorzystywane zasoby firmy. Aby obliczyć ROCE, trzeba jedynie podzielić
całkowite przychody ze sprzedaży przez kapitał zaangażowany i pomnożyć wynik
przez wskaźnik procentowy zysku netto. Gdybyśmy na przykład mieli małą firmę,
która opierając się na zaangażowanym kapitale wysokości 100 funtów,
generowałaby 300 funtów wpływów ze sprzedaży, a wpływy te dawałyby 10% zysków
netto, to cieszylibyśmy się bardzo zadowalającą
ROCE równą 30%. (Co byłoby do zaakceptowania pod warunkiem, że
moglibyśmy przeżyć za 30 funtów rocznie, pozostawiając jeszcze pewien margines
na reinwestycje).
Wypłacalność
Zdolność firmy do pełnego pokrycia długów aktywami (stosunek aktywów do
długów). Wskaźnik wypłacalności równy 1:1
mówi, że chociaż firma mogłaby wywiązać się ze swych zobowiązań,
sprzedając swe aktywa czy w inny sposób zamieniając je na gotówkę, nic już nie
zostałoby dla inwestorów. Firma jest niewypłacalna, jeśli jej aktywa nie
wystarczą na spłacenie wszystkich jej zobowiązań.
Płynność
Płynność firmy jest miarą jej zdolności do wytwarzania gotówki na potrzeby
codziennej działalności. Ogólnie mówiąc, firma zachowuje płynność dopóty,
dopóki dysponuje gotówką lub środkami łatwymi do zamiany na gotówkę w takiej
ilości, by mogła zaspokoić wszelkie niespodziewane roszczenia w stosunku do jej
zasobów, a ponadto miała środki wystarczające na pokrycie potrzeb związanych z
kapitałem obrotowym.
Kilka ważniejszych
wskaźników finansowych (str. 196)
Rentowność inwestycji
Ważna i popularna (wśród księgowych) miara określająca perspektywy firmy w
długich terminach. Podobnie jak w przypadku ROCE, oblicza się ją bardzo łatwo, dzieląc
całkowite przychody ze sprzedaży przez posiadane inwestycje (tj. wartość netto)
i mnożąc wynik przez procentowy wskaźnik zysku netto. W rachunku tym pomija się
dług, co uwydatnia fakt, że gdyby firma mogła osiągnąć dodatkową sprzedaż i
zyski, zaciągając pożyczki, których całkowite koszty obsługi byłyby mniejsze
niż osiągnięte zyski, wejście w dług leżałoby w jej interesie. Powróćmy do
naszego prostego przykładu. Przyjmijmy, że obliczyliśmy ROCE w sytuacji braku
zadłużenia; przypuśćmy także, że stwierdzamy, iż pożyczając dalszych 100
funtów, możemy podwoić sprzedaż i utrzymać wskaźnik zysków netto. Oznacza to,
że rentowność naszej inwestycji wyniosłaby 600 funtów dzielone przez 100 funtów
razy 10% - czyli 60%. To naprawdę robi wrażenie – oczywiście przy tym samym co
poprzednio założeniu. Ponieważ w ostatnich latach koszty pożyczek ulegały szalonym zmianom, księgowi woleli
posługiwać się rentownością zaangażowanego kapitału niż rentownością
inwestycji. W niestabilnej gospodarce wzrost stóp procentowych i opłat
bankowych może szybko przekroczyć wszelkie dodatkowe zyski.
Przedsiębiorstwa utrzymujące bardzo duże i kosztowne zapasy, którymi obracają
bardzo powoli (np. firmy jubilerskie), potrzebują niezwykle wysokich marż
zysku, aby uzasadnić jakiekolwiek inwestycje. Rzecz w tym, że z samej natury
branży inwestycja nie może być „obracana” wystarczająco szybko, by pojawił się
jakiś istotny efekt mnożnikowy. Strategia największych sieci jubilerskich w
ostatnich latach zmierzała do przeciwstawienia
się tej tendencji poprzez obniżenie marż i cen oraz zwiększenie wolumenu
sprzedaży i rotacji zapasów, co miało doprowadzić do wysokiej rentowności
inwestycji bez wysokich marż.
I na odwrót – gdy niektórzy biznesmeni narzekają na niskie marże zysku i
utyskują, że zrobiliby ze swoich pieniędzy lepszy użytek, wpłacając je na konto
bankowe, pomijają często wpływ, jaki na ogólną rentowność wywiera rotacja
kapitału. Jeśli wolumen sprzedaży zapewnia wystarczającą rotację inwestycji
(tzn. stanowi odpowiednią wielokrotność jej wartości), niski wskaźnik zysku
netto może być całkiem do przyjęcia. Tak więc warto trzymać się maksymy:
„sprzedawać tanio a dużo”.
Rentowność kapitału obrotowego
W sytuacjach, gdy nie da się wyodrębnić udziału, jaki w całkowitym kapitale
firmy ma któryś z jej działów handlowych... powszechnie przyjmowanym
wskaźnikiem jest rentowność kapitału obrotowego, obliczana podobnie jak w
przypadku powyższych wskaźników. Jeżeli w danym sektorze oczekuje się
rentowności zaangażowanego kapitału na poziomie np. 18%, to oczywiście
oczekiwania pod adresem rentowności kapitału obrotowego każdego z działów muszą
być znacznie wyższe, gdyż inaczej nie będzie możliwe ogólne uzasadnienie
inwestycji.
Kapitał obrotowy netto
Jest to różnica – dodatnia, miejmy nadzieję – pomiędzy całkowitą wartością środków bieżących a całkowitą wartością
zobowiązań bieżących. Odpowiada ona temu, co pozostałoby z kapitału obrotowego
po spłaceniu wszystkich bieżących
(należnych w ciągu dwunastu miesięcy) długów firmy, a co można
przeznaczyć na kontynuowanie jej działalności bez uciekania się do wyprzedaży
„rodzinnych sreber” w postaci lokali, maszyn czy urządzeń. Zdolność firmy do
rozszerzenia działalności i wykorzystywania pojawiających się szans na rentowne
przedsięwzięcie często jest określona poziomem kapitału obrotowego netto, a
ponieważ podstawowym celem firmy jest rozwój, poziom ten powinien być wyższy w
roku bieżącym niż był w roku ubiegłym.
Wskaźnik bieżący
Udziela odpowiedzi na pytanie: „Jaka wartość kapitału obrotowego netto jest wystarczająca?”
Ustalenie wskaźnika bieżącego nie jest zadaniem trudnym; trzeba tylko podzielić
środki bieżące przez zobowiązania bieżące. Wynik równy 2 lub więcej uważa się
na ogół za wskazówkę, że firma ma dostęp do wystarczającej ilości pieniędzy, by
kontynuować i rozszerzać działalność w większości sytuacji – ale tylko tyle.
Pamiętając o zastrzeżeniu, że firma nigdy nie powinna mieć takiego nadmiaru
kapitału i aktywów, by pozostawały one nie wykorzystane, możemy nawet
powiedzieć, iż pożądany byłby wskaźnik jeszcze wyższy. Liczba w okolicach 2,5
wprowadziłaby zapewne przeciętnego księgowego w zachwyt.
Szybki wskaźnik
W sytuacjach krytycznych może się zdarzyć, że najważniejsze dla firmy nie
będzie to, ile razy jej zobowiązania są pokryte środkami bieżącymi, ale jak
szybko może ona położyć rękę na pieniądzach. Generalnie rzecz biorąc,
przekształcenie w gotówkę zapasów – czy to wyrobów gotowych, lecz nie
sprzedanych, czy to produkcji w toku, czy też surowców – zajmuje dość dużo
czasu. Co więcej, produkcja w toku często wymaga zastrzyku gotówki, zanim
będzie można ją sprzedać. Wyróżniamy zatem płynne środki bieżące, stanowiące
różnicę pomiędzy środkami bieżącymi i zapasami. Odpowiadają one zasobom firmy,
które występują w postaci gotówkowej, albo dadzą się szybko zamienić w
gotówkę. Należą tu: gotówka, łatwo
zbywalne papiery wartościowe oraz należności od odbiorców. Dzieląc płynne
środki bieżące przez zobowiązania bieżące uzyskujemy wskazówkę na temat
zdolności firmy do zaspokojenia na żądanie wszystkich bieżących zobowiązań przy
równoczesnym zachowaniu środków umożliwiających dalsze działanie. Wskaźnik
przekraczający 1:1 sugeruje duże szanse na to, że firma wyjdzie z takiego
kryzysu poobijana, ale nie pokonana.
Oczekiwania – czy raczej wymagania – odnośnie różnych wskaźników finansowych są
różne w różnych sektorach oraz w różnych krajach (w zależności od poziomu
rozwoju gospodarczego). Uczono mnie zawsze, że w branży detalicznego handlu
samochodowego w Wielkiej Brytanii rentowność inwestycji powinna wynosić 25%,
gdy tymczasem banki japońskie często deklarowały, że w pierwszych latach
działalności nowych przedsiębiorstw w
zupełności zadawala ich 8%.
Aby efektywnie posługiwać się wskaźnikami finansowymi,
musimy:
• ustalić, na jakim poziomie powinny
się one kształtować w przypadku lepszych firm w naszym sektorze gospodarczym;
• przemyśleć szczególne okoliczności,
które wpływają na ten poziom, oraz ocenić, w jakim stopniu wskaźniki można
zmienić dzięki twórczemu podejściu i talentowi;
• dowiedzieć się o wskaźnikach czegoś
więcej, niż można się nauczyć z tej książki – bądź to kupując specjalistyczny
podręcznik, bądź też uczestnicząc w dobrym szkoleniu.
Struktura kapitałowa (str. 199)
Znakomita. Źródła finansowania oraz
ogólna kompozycja finansowa sprawiają, że firma ma dostęp do potrzebnego
kapitału, pozyskiwanego po możliwie najniższych kosztach, zaś wykorzystywanie
środków gwarantuje optymalny w każdych warunkach wzrost wartości akcji.
Przeciętna. Pozyskiwanie i wykorzystanie kapitału
prowadzi ogólnie do wyników zadowalających z punktu widzenia akcjonariuszy, a
wartość akcji wykazuje ogólną tendencję wzrostową – jeśli tylko warunki nie są
skrajnie trudne. Lepsze planowanie mogłoby przybliżyć wyniki do optymalnych.
Niezadawalająca. Firma jest wystawiona na ryzyko, ponieważ
zadłużenie jest maksymalne, koszty obsługi długów są niedopuszczalnie wysokie,
a każde załamanie poziomu aktywności firmy może zagrozić jej zdolności do
prowadzenia rentownych operacji i spłacania odsetek.
Powiększanie zasobów aktywów (str. 199)
W teorii firma istnieje po to, by zwiększać swe zasoby aktywów, co z kolei
prowadzi do wzrostu wartości, jaką ma dla swych akcjonariuszy. W praktyce
jednak wzrost wartości aktywów, jeżeli przekracza bieżące wyniki osiągane z
działalności, a tym samym aktualną wartość akcji, może niepotrzebnie zwrócić
uwagę spekulantów, którzy organizują niepożądaną ofertę przejęcia i – jeśli uda
im się doprowadzić transakcję do skutku – likwidują firmę, inkasując szybkie i
znaczne zyski ze sprzedaży aktywów. W tym właśnie celu stworzono „obligacje
śmieciowe”.
Znakomite.
Wystarczająca część zysków jest co roku reinwestowana w rozwój firmy, a
jej zasoby są powiększane w celu ułatwienia szybkiej realizacji planów
działalności. Aktywa są jednak nabywane w ilościach dokładnie odpowiadających
potrzebom; przedsiębiorstwo podąża przed siebie jak dobrze wytrymowany
statek. Budżet na każdy zakup kapitałowy uwzględnia wydatki na konkretne
szkolenie, zapewniające efektywne wykorzystanie nabywanego składnika majątkowego
i szybki zwrot inwestycji. Zakupy zakładów i wyposażenia zawsze, gdy to
możliwe, są poprzedzane przeszkoleniem najważniejszego personelu w zakresie ich
wykorzystania. Poziom rentowności zaangażowanego kapitału trwale przekracza
wartości typowe dla danej branży.
Przeciętne. Aktywa są nabywane wtedy, gdy na taką
konieczność wskazuje niedostateczna jakość produkcji, niedotrzymywanie terminów
dostaw lub wydłużanie się przestojów czy wzrost kosztów konserwacji. Tam, gdzie
to możliwe, zachęca się pracowników do inicjatywy i pomysłowości w
wykorzystywaniu aktywów posiadanych przez firmę; czerpią oni dumę z faktu, że
produkują zadowalająco pod względem jakości i terminowo na urządzeniach niezbyt
odpowiednich – bądź to z powodu wieku, bądź projektu technicznego. Od czasu do
czasu pojawiają się ograniczenia produkcji spowodowane awariami przestarzałego
wyposażenia lub problemami wynikłymi z wykorzystywania pomieszczeń nie
odpowiadających już potrzebom.
Niewystarczające. Najważniejszą troską rady nadzorczej jest
utrzymywanie w krótkich terminach poziomu wypłacanej dywidendy – bez względu na
koszty. Aby osiągnąć ten cel, firmy nie zasila się aktywami, a w skrajnych
przypadkach zaciągane przez przedsiębiorstwo pożyczki przeznacza się na
zasilenie dywidend w bieżącym roku, zamiast na zapewnienie mu przeżycia i
przyszłego wzrostu.
Rentowność zaangażowanego kapitału (str. 200)
Znakomita. Rentowność kapitału zaangażowanego w firmie
utrzymuje się na wysokim poziomie dzięki stałemu monitorowaniu zarówno
szybkości rotacji kapitału, jak i poziomu zysków netto osiąganych ze sprzedaży.
Ścisłe kierownictwo stale kontroluje wyniki innych podobnych firm oraz
niezwłocznie podejmuje odpowiednie działania, by utrzymać przedsiębiorstwo na
pierwszej linii w swojej branży. Wszyscy pracownicy są świadomi, że zdolność
firmy do sprostania konkurencji, a tym samym utrzymania ich miejsc pracy,
zależy od tego, jakimi kwalifikacjami wykażą się w efektywnym wykorzystaniu
wszystkich zasobów. Pracownicy często formułują cenne wnioski w sprawie
ograniczania kosztów oraz zwiększania zdolności produkcyjnych i sprzedaży.
Przeciętna. Kierownictwo robi wszystko, by zapewnić
efektywne wykorzystanie zasobów i optymalizację zysków ze sprzedaży. Regularnie
przeprowadza błyskawiczne kampanie redukcji kosztów i nagradza pracowników za
wartościowe wnioski. Na ogół jednak skupia się na maksymalizowaniu przychodów
ze sprzedaży bez uwzględniania zysków czy też wydajnego wykorzystania
inwestycji.
Niewystarczająca. Bieżącą sprzedaż prowadzi się po cenach
dyktowanych przez rynek, nie troszcząc się o wydajne wykorzystanie
inwestycji.
Modele
zarządzania finansowego
(str.
200)
Podstawy zarządzania finansowego –wbrew głębokiemu niepokojowi, jakim temat ten
napawa wielu zdolnych menedżerów – są proste i łatwe do zrozumienia.* Modele
przedstawione w tej części rozdziału mają na celu podkreślenie tej właśnie
zasadniczej prostoty – nie są pomyślane jako pełny kurs rachunkowości
zarządczej.
...
* Ta „prostota”, niestety, występuje tylko w
prostych modelach. Do prostego zrozumienia zasad, może to i wystarczy.
Rzeczywistość, niestety, jest złożona i bynajmniej nie łatwa do
prawidłowego opanowania.
Anonimus
Bilans (str. 201)
Najdziwniejszą rzeczą w bilansie jest to, że jest on prawdziwy tylko w króciuteńkim
okresie, na który go przygotowano.
...
Jakie związki zachodzą pomiędzy najważniejszymi wskaźnikami finansowymi (str. 204)
Może zabrzmieć to dziwnie, lecz czasami mam wrażenie, że różne wskaźniki
finansowe komponują się ze sobą w sposób niemal cudowny.
...
Finansowanie (str. 206)
Ilustracja 7.3. daje nam ogólny pogląd na to, skąd pochodzą pieniądze potrzebne
do prowadzenia działalności.
...
Rozwiązywanie problemów finansowych (str. 207)
Większość problemów finansowych stanowią wariacje na temat „za mało”.
...
Opracowanie prostego budżetu
(str. 210)
W bardzo wielu firmach silnie ugruntowany jest nawyk sporządzania budżetu
poprze powiększanie budżetu ubiegłorocznego o zadany wskaźnik procentowy. Jest jednak
mało prawdopodobne, aby podeście to okazało się sensowne w dzisiejszym szybko
zmieniającym się środowisku gospodarczym.*
* W bardzo wielu polskich firmach, od czasu
upadku systemu centralnego planowania”,
w ogóle nie opracowuje się budżetu, tylko, od przypadku do przypadku,
liczy coś na „kartkach”. Reszta jest w „głowach”.
Anonimus
Pułapki
zarządzania finansowego (str. 212)
- Decyzje finansowe
podejmuje się w oderwaniu od planu strategicznego i realiów rynku.
- Do planowania finansowego nie dopuszcza się menedżerów spoza działu finansów.
- Funkcje budżetu ogranicza się do oceny wyników.
- Przeprowadza się równomierne cięcia w budżetach, nie uwzględniając wartości
celów.
- Nie planuje się przepływu gotówki.
(Uwagi. Pułapek zarządzania finansowego jest, niestety, znacznie
więcej, przynajmniej w Polsce, i
przeplatają się one z „pułapkami zarządzania ekonomicznego”. Hasłowo (kilka):
- kłopoty z rozeznaniem prawdziwej
rentowności...
- manipulowanie wyników i stanów na
„określony dzień”...
- przekonanie o niezawodnej
rachunkowości i w pełni prawdziwych bilansach (nawet bez „kreatywnej
księgowości” i „retuszowania”, wiele
danych może być tylko formalnie poprawnych),
- planowane przepływy... ograniczają się do okresów sprawozdawczych...
- analizy ograniczają się do stosowania
rutynowych-szkolnych modeli...
- zarządzający finansami nie mają
wystarczającego rozeznania o całokształcie zagadnień i ich wzajemnym
powiązaniu.
- przeróżne, spodziewane i
niespodziewane zatory...
- czasami zaskakująca polityka
państwa...
- niespodziewane wahania kursów walut...
- zarządzanie finansowe metodą „na oko”,
i „od przypadku do przypadku”.
Z.U.).
8. Marketing a zarządzanie (str. 213)
Marzeniem specjalisty od reklamy jest świat bez
prawdy.
David Smail
Prognozowanie rynku to sztuka stwierdzania, co by
się zdarzyło, gdyby nie zdarzyło się to, co faktycznie się zdarzyło
Savid Myddleton
Wiele lat temu, gdy po raz
pierwszy podjąłem się doradztwa przy opracowywaniu spójnego, a zarazem
wrażliwego na zagadnienia kultury planu marketingowego dla szeregu rynków
międzynarodowych, stwierdziłem ze zdumieniem, że tylko nieliczni spośród
specjalistów od marketingu, z którymi się kontaktowałem, naprawdę rozumieli,
czego właściwie dotyczy marketing. Większość z nich dysponowała bardzo
wyspecjalizowaną wiedzą na temat poszczególnych aspektów marketingu, na
przykład reklamy czy promocji sprzedaży, trudno jednak było znaleźć kogoś, kto
postrzegałby marketing jako w pełni zintegrowany system przekonań i zachowań.
Marketing to
sprawa wszystkich (str.
214
Skoro wiedza na temat istoty marketingu była pełna
białych plam nawet w przypadku specjalistów w tej dziedzinie, jakie były
szanse, że menedżerowie zajmujący się innymi sprawami będą mieli jakieś o tym
pojęcie? W każdej organizacji poszukiwałem wszystkich, którzy pomogliby
mi zrozumieć marketing. Do marketingu stosuje się przestroga starego standardu
jazzowego: "Jeśli nie widzisz mamy co wieczór, nie widzisz mamy w
ogóle", gdyż jeśli cała organizacja nie jest oddana marketingowi,
marketing w ogóle nie istnieje.
Co to
jest marketing (str. 214)
Definicji marketingu jest tyle, ile chwastów w zaniedbanym ogrodzie.
Najbardziej przemawia do mnie następująca:
Marketing jest to zorganizowany wysiłek
całej organizacji zmierzający do stworzenia, określenia i zaspokojenia potrzeb
klientów z zyskiem dla firmy.
Tak więc marketing ma trzy równorzędne aspekty.
Po pierwsze, każdy członek organizacji ma do
spełnienia swą rolę. Nie może tu być żadnych wyjątków. Począwszy od tego, jak
traktujemy klientów, a skończywszy na tym, jak traktujemy kolegów - idea
marketingu wymaga od nas, by wszystko w ostatecznym rachunku prowadziło do
stworzenia, określenia i zaspokojenia potrzeb klientów z zyskiem dla firmy.
Po drugie, marketing polega tyleż na działaniu,
co na reagowaniu . W równej mierze wymaga tworzenia potrzeb klientów , co ich
określania i reagowania na nie.
...
Trzecią zasadniczą cechą marketingu jest to, że
klienta należy usatysfakcjonować, a najlepiej wprawić w zachwyt, jednak trzeba
przy tym osiągnąć zysk dla firmy. Każdy głupi potrafi zachwycić klientów ,
rozdając im wspaniały produkt lub za darmo zapewniając znakomitą usługę.
Marketing wymaga, by każdy pracownik – od sprzedawcy w
dół aż po dyrektora generalnego – aktywnie poszukiwał metod
optymalizowania zysku z jednoczesną gwarancją, że potrzeby klientów będą
konsekwentnie zaspakajane. To właśnie sprawia, że każda organizacja, która
naprawdę rozumie, czym jest marketing, staje się zwartym zespołem marketingowym.
Nigdy nie pozwólmy odwieść się od tego przekonania komuś, kto uczenie rozróżnia
wydatki marketingowe i wydatki bezpośrednie przekładające się na wynik
finansowy lub też wypowiada inne podobne zaklęcia.
Ponieważ ktoś może zastanawiać się,
czy pisząc „w dół aż po dyrektora generalnego”, nie popełniłem błędu
przeoczonego przez korektę albo czy po prostu nie jestem dość bystry, by
zrozumieć pionowe zależności schematu organizacji, muszę powtórzyć swój pogląd. Gdy chodzi o sprawy marketingu, najwyższe miejsce w
hierarchii okupuje klient, a tuż poniżej znajdują się pracownicy mający z nim bezpośredni kontakt. Z punktu
widzenia marketingu czy też – w tym przypadku – kompleksowego zarządzania przez
jakość dyrektor znajduje się u dołu piramidy, a jego względne znaczenie jest
najmniejsze.*
Możemy rozważyć jeszcze jedną definicję:
Konsekwentne i stałe wprawianie klienta w zachwyt przy
minimalnych kosztach dla firmy.
Jest to popularna definicja kompleksowego zarządzania przez jakość (TQM, Total Quality Management). Jeśli przyjmiemy niezbity moim zdaniem
fakt, że TQM zakłada aktywne zaangażowanie całego zespołu firmy, uważam, że
odróżnienie obu tych pojęć byłoby bardzo trudne. Można co najwyżej zauważyć, że
w kompleksowym zarządzaniu przez jakość liczą się także dostawcy i
dystrybutorzy, a więc nie tylko cała firma, co stwierdziłem w odniesieniu do
marketingu. Krótko mówiąc, TQM jest strategią marketingową w wymiarze
absolutnym.
* Jest to dość przekorne stwierdzenie, przynajmniej w stosunku
do dyrektora, który dobrze rozumie zasady marketingu i do się stosuje.
Przecież, organizacyjnie, w końcu od takiego dyrektora zależy, jacy będą
zatrudniani sprzedawcy, jak będą szkoleni, jak będą motywowani, jak zgra się
interesy klienta z interesami firmy. Gdy dyrektor naczelny nie dopatrzy
organizacyjnego zgrania całości, to „najlepsi” sprzedawcy w najlepszej wierze
mogą doprowadzić firmę do ruiny. Proponuję rozważyć dylemat „prowizja od obrotu
czy prowizja od zysku [marży pokrycia]”, podniesiony przez H. Vollmutha (poz. 2
prezentowanej literatury, rozdział 10), a na tym tle moje rozważania o
„ukierunkowanym obrocie” (cztery pierwsze odcinki na stronie „ekonomika...”).
To bynajmniej nie wyczerpuje całości
zagadnienia. Tym nie mniej Autor ma rację:
- rozumne i szczere nastawienie na
zasadę „klient nasz pan”, jest najważniejsze,
- największy wpływ na klienta mają ci,
którzy bezpośrednio i najczęściej się z nim stykają, czyli sprzedawcy. Ich
wizerunek wpływa też mocno na wyobrażenia klienta o firmie, choć bez przesady:
ludzie umieją myśleć.
Anonimus
Segmenty czy sektory rynku (str. 216)
Tak jak każda inna specjalistyczna dziedzina, marketing ma tendencję do
tworzenia własnego żargonu i stałego posługiwania się nim. Dwa słowa , które
często mylą ze sobą nawet specjaliści, to segmentacja i sektoryzacja.
Segmentację rynku przeprowadzamy wtedy, gdy bierzemy za punkt wyjścia gotowy
produkt czy usługę i staramy się ustalić, które grupy nabywców powinny być
zainteresowane zakupem.
Jeśli natomiast zaczynamy od badań rynku, by ustalić występujące na nim
potrzeby, które nasza firma mogłaby zaspokoić, stosujemy podejście sektorowe.
...
Cykl
życia produktu (str. 217)
Jednym z ulubionych pojęć specjalistów od marketingu jest cykl życia produktu.
Chodzi o to, że produkt czy usługa
przechodzi przez naturalne i zamknięte w pewnych ramach czasowych etapy
rozwoju: od wprowadzenia poprzez akceptację, zastosowanie i dojrzałość po
schyłek.
...
Psy,
krowy i gwiazdy
Wydaje mi się, że konsultanci z firmy doradczej Boston Consulting Group
wprowadzili wiele lat temu terminologię, w której produkty określane są mianem
psów, krów i gwiazd.
Gotówkowa krowa to produkt o
ugruntowanej pozycji na rynku, który (przynajmniej obecnie) stale się sprzedaje
i daje przychody i zyski bez specjalnych inwestycji na promocję. Chodzi tu
zwykle o znany produkt markowy o ustabilizowanym i czytelnym popycie, który aż
do chwili, gdy zbliży się do końca swego cyklu życia, będzie przynosił trwałe
zyski przeznaczane, po części przynajmniej, na finansowanie gwiazdy.
Gwiazda poważnie przyczynia się do
utrzymania rentownej działalności firmy.
W odróżnieniu od gotówkowej krowy często jednak wymaga zakrojonej na
szeroką skalę i kosztownej promocji...
Pies albo ma już swój wielki dzień
za sobą, albo nigdy nie będzie go miał. Jest to produkt odrzucony przez rynek,
niekiedy dlatego, że zbliżył się do
końcowego cyklu życia, a często dlatego, że nigdy nie udało mu się naprawdę
oderwać od ziemi.
Krowy wymagają niewielkich
inwestycji... Gwiazdy pożerają inwestycje... Psy... na straconych pozycjach.
Strategia wyceny (str. 219)
Podczas seminariów na temat marketingu wciąż spotykam - z jednakowym zdumieniem
- menedżerów, którzy są wstrząśnięci, słysząc, że wycena jest zagadnieniem
strategicznym. Wydaje się, że w powszechnym przekonaniu ceny są ustalane na dwa
sposoby. Pierwszy polega na tym, że próbuje się niemal na ślepo zgadnąć, ile
rynek będzie mógł wytrzymać, po czym cenę poddaje się praktycznemu tekstowi;
jeśli nam się uda, będziemy przez całą drogę do banku śmiać się do rozpuku.
Druga metoda wymaga ustalenia kosztów, do których dodaje się marżę na zysk -
licząc, że wszystko pójdzie dobrze.*
(* Warto w tym miejscu przypomnieć, że w wielu a
to naprawdę w bardzo wielu firmach polskich, koszty są ewidentnie fałszywe,
bowiem - elementarna przyczyna, poza innymi - rachunkowość i kalkulacja uparcie
nie rozróżniają kosztów zmiennych od stałych, co przy produkcji kilkunastu
zmieniających się asortymentów, nie pełnym wykorzystaniu zdolności
produkcyjnych itd., daje obraz jednostkowych kosztów asortymentowych zupełnie
wypaczony. Anonimus).
Polityka wyceny musi równocześnie zapewnić
odpowiednią rentowność inwestycji oraz doprowadzić do jasno zdefiniowanego celu
marketingowego. Każda z dwóch
przedstawionych wyżej metod całkowicie lekceważy jeden z tych dwóch
zasadniczych aspektów. Wycenę należy
traktować poważnie, a opracowanie jej strategii trzeba powierzyć specjalistom.
A oto kilka najlepiej znanych strategii wyceny.
Wycena zróżnicowana, czyli elastyczna
W gorszych okresach obniża się ceny, aby pobudzić sprzedaż i wyrównać
fluktuacje sprzedaży.
...
Wycena uznaniowa
Najbardziej chyba bliska ulubionej metodzie specjalistów od marketingu, którą
jest ustalanie, skąd wieje wiatr. Ceny wyznaczane uznaniowo nie są ani wysokie,
ani niskie, ponieważ jednak orientują się według tego, co większość klientów
może lub chce zapłacić, zapewniają odpowiednią rentowność inwestycji,
maksymalizując przychody ze sprzedaży.
Metoda uznaniowa opiera się jednak na starannych badaniach rynku, a ustalone w
niej ceny nie są wynikiem nierealistycznych nadziei czy wróżenia z fusów.
Wycena rabatowa
Wycena jest traktowana jako precyzyjne narzędzie pozwalające zawierać duże
kontrakty na tych poziomach dystrybucji, na których łatwość sprzedaży i
ekonomia skali zapewnia maksymalną rentowność.
Wycena z gwarancją
Ceny są wysokie, jednak wysoka jest również rzeczywista wartość produktu czy
usługi. Jakość rolls-royce’a za cenę rolls-royce΄a. (Czy nie odgrywał też tu
trochę roli mechanizm „snobizmu”?
Anonimus)
Podtrzymywanie wysokich cen
Przypomina nieco wycenę z gwarancją, w tym jednak przypadku szczególna wartość
produktu może być raczej pozorna niż realna, a jej percepcja opiera się na
długiej i skomplikowanej historii kształtowania obrazu marki. I tak na przykład
producent może sprzedawać te same towary z różnymi etykietami, a na jednej z
nich widnieje szczególnie wysoka cena. Z rozkoszą podałbym tu kilka przykładów,
ale muszę się liczyć z zastrzeżeniami wydawcy, obawiającego się procesów o
odszkodowanie.
Wycena kompensacyjna
Ceny podstawowe są niskie, by przyciągnąć klientów, ale jednocześnie
energicznie promuje się warianty "ekstra", za które trzeba słono
płacić.
...
Dostosowywanie produktu do ceny
W świecie, w którym rządzi jakość, żadna firma nie powinna rozważać tej
strategii. Jest to stara sztuczka, polegająca na obniżaniu jakości produktu i
standardów usługi po to, by dokładnie odzwierciedlić zadaną cenę; przypadek
realizacji zamówienia odpowiednio do ceny, a nie zgodnie ze specyfikacją.
Wycena dywersyjna
Mówi się o liderach strat – ograniczonej ofercie produktów wycenianych nisko z
tą tendencją, by klienci nabrali (fałszywego) wrażenia, że wszystkie produkty
są ogólnie tanie.
Zbieranie śmietanki
Świadome ustalanie cen tak wysokich, by produkt czy usługa znalazły się poza
zasięgiem większości nabywców, ale za to
z zyskiem dla firmy przyciągnęły tych nielicznych, którzy kupują dobra
ekskluzywne, nie patrząc na cenę.
Marketing z
planem
(str. 221)
Punktem wyjścia marketingu
jest klient; punktem docelowym - zachwycony zwolennik oferty oraz zysk.
Osiągnięcie tego celu wymaga, by stanowił sens życia i działania dla pełnego
wyobraźni, zintegrowanego zespołu ludzi oddanych strategii marketingowej -
strategii wszechstronnej, zgodnej z wartościami wyznawanymi przez organizację,
odpowiadającej reputacji, obrazowi i produktowi firmy oraz dostosowanej do
ludzi, którym służy.
Absolutne minimum elementów, które muszą się znaleźć w planie marketingowym:
- wyniki badań rynku i ich analiza, w tym analiza konkurencji;
- strategia produktu;
- strategia promocji sprzedaży;
- plan kampanii ogłoszeniowych;
- spójny zespół zasad i technik sprzedaży poprzez przedstawicieli handlowych;
- uzasadniona strategia wyceny;
- zasady tworzenia obrazu firmy i marki;
- program terminowego uzyskania miarodajnych informacji na temat realizacji
planu oraz dokonywania na ich podstawie jego przeglądów i ocen.
Próba adekwatnego przedstawienia każdego z powyższych punktów w tak krótkim
rozdziale byłaby przejawem nadmiernej ambicji. Podstawą marketingu są
informacje, toteż przedstawione poniżej modele mają na celu wyznaczenie ram, w
których możliwe jest przekształcanie danych w informacje. Portret strategii
marketingowej obejmującej całą firmę jest przedstawiony na ilustracji 8.1.
...
Modele
marketingowe
(str. 223)
Plan marketingowy
Przystępując do sporządzenia planu marketingowego, podobnie jak w wielu innych
sytuacjach musimy przyjąć za punkt wyjścia misję firmy (ilustracja 8.1.). Misja
opracowana w ramach planowania strategicznego, wyjaśnia, czym wyróżnia się
oferta firmy. Krótko mówiąc, misja stwierdza, dlaczego klient chciałby mieć do
czynienia akurat z naszą firmą, zamiast zwrócić się do jakiejś innej. Marketing
musi więc być całkowicie spójny z celami firmy i jej zasadami etycznymi, które
są wyłuszczone w misji lub milcząco w niej przyjęte.
Peter Drucker jednoznacznie wskazał podstawowe obszary, w których należy
określić ogólne cele firmy. Podstawowym celem marketingowym musi być
osiągnięcie silnej pozycji rynkowej dzięki zaspokojeniu potrzeb klientów. To
jednak jeszcze nie wystarczy. Definicja marketingowa wymaga, by pozycja rynkowa
była utrzymywana i wzmacniana z zyskiem dla firmy. Z tego też powodu wśród
celów planu marketingowego należy bezpośrednio wskazać odpowiednią rentowność
inwestycji. W przeciwnym wypadku niezmiernie łatwo o nadmierne wydatki w
dążeniu do zwiększonej penetracji rynku, czego rezultaty mogą być
katastrofalne. I druga uwaga: nawet w najbardziej zautomatyzowanej firmie nie
da się wiele osiągnąć bez zaangażowania ludzi. Marketing nieprzerwanie angażuje
wszystkich pracowników. Trzeba więc wypracować konkretne sformułowania celów,
które jednoznacznie wskazywałyby wszystkim pracownikom, jak mają się
przygotować do pełnienia swej roli w marketingu firmy.
...
Konkurencyjność (str. 226)
Model z ilustracji 8.2. stanowi proste i użyteczne narzędzie, które można z
powodzeniem wykorzystać do analizy potrzeb klientów, do przeglądu możliwości
firmy zaspokajania tych potrzeb oraz do analizy konkurencji.
Informacje na temat konkurentów - wszystkich, którzy mogą negatywnie wpłynąć na
możliwości konkurencyjne firmy - muszą być dokładne, aktualne i pełne. Trzeba
zatem ocenić zdolność konkurentów do skutecznego określania, tworzenia i
zaspokajania potrzeb klientów.
Dla działu lub całej firmy należy przeprowadzić analizę SWOT (ocena silnych i
słabych stron oraz szans i zagrożeń - strenghts, weaknesses, opportunities, threats), a w przypadku zespołu stosunkowo
niedoświadczonego - analizę COST (ocena trosk, szans, silnych stron i
zagrożeń).
...
Analiza
konkurencji
Formularz przedstawiony na ilustracji 8.2 pozwala menedżerowi na jednej kartce
przeanalizować potrzeby klienta, porównać zdolność firmy do zaspokojenia tych
potrzeb z tym, na co stać najważniejszych, wymienionych z nazwy konkurentów,
oraz identyfikować ewentualne luki w danych wywiadu rynkowego.
...
Cykl życia produktu
Koncepcja cyklu życia produktu zawsze zajmowała centralne miejsce w strategii
marketingowej. Obecność na rynku wszystkich niemal produktów i usług przebiega
wedle podobnego prostego schematu, od wprowadzenia na rynek po ostateczny
schyłek.
...
Dlaczego
szkolenia sprzedawców wchodzą w okres schyłkowy (str. 232)
...
(...) 4. Tylko bardzo nieliczne programy mają wbudowaną wyczerpującą strategię
bezpiecznego przeniesienia wyników szkoleń do miejsca pracy.
...
Strategia
szkoleniowa, która pozwala oddalić fazę schyłkową (str. 233)
Dostępne wyniki
praktycznych badań pozwalają obecnie za rozsądną cenę uporać się ze wszystkimi
powyższymi zagrożeniami.
...
Środki
przekazu
(str. 239)
Zajmowaliśmy się
dotychczas ogłoszeniami ukazującymi się w druku, ponieważ z nich właśnie
korzysta większość firm. Na użytek czytelników żądnych przygód, którzy chcą
zapoznać się z innymi mediami, przedstawiamy teraz krótki przegląd tej
tematyki.
Zrozumieć media
...
Podsumowanie
Ogłoszenia są zawsze kosztowne. Nie możemy pozwolić sobie na to, by stały się
dla nas drogim niepowodzeniem.
...
Zasady oceny ogłoszeń
...
Streszczenie
metod planowania marketingowego (str. 247)
Filozofia marketingu i sprawne działanie marketingowe są niezmiernie ważne dla
wszystkich firm, małych i dużych. Marketing nie jest domeną specjalistów,
tajemniczo wypowiadających się na temat wydatków marketingowych i wydatków bezpośrednio
przekładających się na wynik finansowy; jest zadaniem wszystkich menedżerów i
pracowników firmy.
Jak widać na ilustracji 8.4.
planowanie marketingowe jest stosunkowo proste, najważniejsze jednak nie jest w
tym przypadku to, co się robi, ale kto i jak robi. Wielkie znaczenie ma tutaj rola i zaangażowanie ścisłego kierownictwa.
Jego członkowie muszą w pełni rozumieć (i dawać temu wyraz w komunikacji z
firmą) szereg kwestii:
- Jakie są najważniejsze zagadnienia strategiczne.
- Jakie są wyniki ich prac nad problemami strategicznymi.
- W jaki sposób oceniają środowisko, w którym działa firma.
- Jak oceniają głównych konkurentów (ocena musi być szczegółowa) i gdzie widzą
klucze do sukcesu w dziedzinach, w których postanowili podjąć rywalizację.
- Kiedy należałoby (ewentualnie) dokonać zmian w działalności, by sprostać
najważniejszym wymaganiom strategii.
- Jaki powinien być kierunek pożądanych zmian - odpowiedź na to pytanie powinna
być na tyle precyzyjna, by zapewnić harmonijny ich przebieg we wszystkich
jednostkach organizacyjnych.
Kierownictwo, które rzetelnie
odpowie na wszystkie te pytania i spowoduje, że wszyscy pracownicy i
menedżerowie w pełni zaangażują się w realizację podstawowego zadania, jakim
jest zaspokojenie potrzeb klientów przy minimalnych kosztach firmy, będzie
mogło w spokoju ducha pozostawić specjalistom opracowanie szczegółów planowania
taktycznego.
Ilustracja
8.4. Kolejne tematy planowania marketingowego
...
Pułapki
marketingu
(str. 249)
- Pozostawienie
marketingu specjalistom.
- Bezwarunkowa orientacja marketingu na produkt.
- Szef firmy, który nie utożsamia się z wysiłkami marketingowymi i nie rozumie,
że jego stanowisko czyni go z definicji szefem zespołu marketingowego.
- Dział finansowy, który albo sam widzi swe zadanie w ograniczaniu, a nie we
wspieraniu wysiłków marketingowych, albo też jest w ten sposób postrzegany.
- Zbyt wąsko określone cele, na przykład nacisk wyłącznie na wolumen sprzedaży
- bez uwzględniania penetracji rynku.
- Brak planu.
(Uwagi. Dodał bym do pułapek:
- Brak prawdziwego rozeznania rentowności poszczególnych asortymentów.
- Brak prawidłowych systemów motywacyjnych, np. nastawionych na zwiększanie
ukierunkowanego obrotu, a nie obrotu w ogóle. To samo odnosi się do
"pułapek zarządzania sprzedażą" i "pułapek sprzedaży".
Bliższe wyjaśnienia, choć jeszcze szerzej nie rozwinięte - w czterech
pierwszych odcinkach na mojej stronie "ekonomika i zarządzanie".
Anonimus).
9. Sprzedaż i zarządzanie sprzedażą (str. 251)
Kiedy tak do mnie mówisz, uśmiechaj się.
Owen Wister
Straciłam przyjaciół:
niektórych zabrała mi śmierć,
innych - zwykła niemożność przejścia
na drugą stronę ulicy.
Virginia Woolf
Pan Gladstone mówi do
mnie tak,
jakbym była audytorium publicznego mityngu.
Królowa Wiktoria
Żadne społeczeństwo - czy to ludzkie,
czy zwierzęce - nie może istnieć bez komunikacji.
Anthony Burgess
Ludzie zawsze są bardziej obliczalni wtedy,
gdy można spojrzeć im w oczy, niż wtedy, gdy ma się
do czynienia z ich automatycznymi sekretarkami.
George Smoot
Uważam, że gospodarka oparta na
wiedzy z wielu powodów odciśnie najsilniejsze piętno na dziedzinie sprzedaży i
zarządzania sprzedażą. Klienci - zarówno firmy, jak i nabywcy indywidualni -
poszukują nowego rodzaju relacji z dostawcami. Stopniowo, choć nadal zbyt
wolno, upowszechnia się świadomość, że koszty prowadzenia działalności muszą
uwzględniać coś więcej niż tylko cenę towaru i proponowane rabaty. Firmy, które
szczerze stawiają sobie za cel oferowanie klientom najwyższej jakości - a jest
ich wciąż zbyt mało, zaczynają rozumieć, że zdolność do wywiązania się z
obietnicy jest funkcją stosunków, jakie mają ze swymi dostawcami. Zasadę:
"śmieci weszły, śmieci wyszły", coraz częściej uznaje się za
nieubłagane prawo, którego zastosowanie znacznie wykracza poza problematykę komputerowego
przetwarzania danych.
W każdym ogniwie łańcucha, biegnącego
od dostawcy surowców po finalnego konsumenta, powoli zaczyna się widzieć szansę
powiększenia wartości oferowanej klientowi, tzn. polepszenie jakości produktu
czy usługi. Aby jednak powiększanie wartości nie było przedsięwzięciem ad hoc,
lecz ściśle dostosowywało się do znanych i przewidywanych potrzeb odbiorcy, w
każdym ogniwie łańcucha, konieczne jest planowanie. Planowanie to będzie
możliwe tylko wtedy, gdy wszyscy partnerzy stale będą mieli dla siebie
zrozumienie, oparte na podstawach wzajemnego zaufania i otwarcia. Krótko
mówiąc, rola sprzedawcy musi dziś i w przyszłości polegać na tworzeniu podczas
pierwszej sprzedaży trwałych relacji, dających gwarancję, że klient sam powtórzy
zakup i poleci dany produkt czy usługę innym. Umożliwia to sprzedawcy
przeznaczenie czasu na podnoszenie jakości oferty oraz relacji z klientem. W
taki właśnie sposób klient przeistacza się w adwokata produktu.
Ku nowym standardom techniki sprzedaży (str. 252)
Wiele firm przyszłości
będzie mogło przetrwać tylko wtedy, gdy będzie w stanie w pełni i z wyobraźnią
wykorzystać wszystkie swe zasoby, zarówno ludzkie, jak i inne.
Modele przedstawione w tym rozdziale
opierają się na całym doświadczeniu przeszło stu lat intensywnych badań nad
skutecznymi sposobami oddziaływania na innych, których celem jest nie tylko
natychmiastowe doprowadzenie do pożądanych zachowań, ale także stworzenie
trwałych relacji, dających gwarancje ciągłego oddziaływania. Są one ważne dla
wszystkich menedżerów, bez względu na ich specjalizację, poszukujących dobrego
narzędzia długotrwałego oddziaływania. Modele są więc nie tylko narzędziem
sprzedaży, ale i przywództwa. Są sprawdzone i są profesjonalne.
Modele zarządzania sprzedażą (str. 254)
Badanie opinii zespołu
sprzedawców (ilustracja 9.1) to prosty instrument, który daje kierownictwu
bezcenne informacje. Właściwe jego wykorzystanie pozwala nie tylko zwiększyć
zaangażowanie samych sprzedawców, ale również klientów, którzy uzyskują coraz
wyższą jakość produktu czy usługi za realistyczną cenę.
Zastosowanie kwestionariusza z ilustracji 9.1 nie ogranicza się do badania
opinii sprzedawców; po wprowadzeniu niewielkich rozsądnych poprawek można go
wykorzystać do pracy z każdym zespołem w ramach organizacji.
...
Przeprowadzanie badania opinii
Delikatnie, lecz
wyraźnie przedstawiamy zespołowi sprzedawców cel i metodę badania opinii.
Odpowiednie memorandum szefa działu może wyglądać na przykład tak:
...
Znaczenie wiedzy
Badanie opinii da nam
mnóstwo ważnych informacji. Jest jednak jeszcze wiele innych rzeczy, które
powinien wiedzieć każdy menedżer sprzedaży. Uważam, że najważniejszą* z nich
jest wskaźnik sfinalizowanych transakcji charakteryzujący pracę każdego ze
sprzedawców.
...
* Trochę – wątpię. Od ilości transakcji
ważniejsza jest jakość transakcji. Bardzo wiele zresztą zależy od tego, co
sprzedajemy, i jaka jest sytuacja w punkcie sprzedaży. Po prostu menedżer
sprzedaży powinien mieć prawidłowe rozeznanie, co firmie przynosi największe
korzyści. Sprawa jest o wiele trudniejsza niż pozornie na to wygląda. Trochę ją
zamarkowałem w czterech pierwszych odcinkach na stronie: „ekonomika i
zarządzanie”.
Przypuszczam, że Autor zasugerował się jakąś określoną, często powtarzającą się
sytuacją, przy której jego ocena ważności może być trafna.
Anonimus
Kwalifikacje sprzedawcy w nowej erze biznesu (str. 261)
Wskazywałem już
wcześniej, że nowe potrzeby społeczeństwa opartego na informacji będą wymuszały
ewolucję kwalifikacji przywódczych. Ponieważ najwyższa sprawność działania oraz
jakość coraz powszechniej będą uznawane za ostateczne determinanty i wymogi
przewagi konkurencyjnej, a firmy nawet na najbliższych sobie rynkach nie będą
mogły uniknąć konkurencji w skali globalnej, ta sama prawda dotyczy technik
sprzedaży.
Sprzedawcy nie będą mogli skupiać
się wyłącznie na bieżącej sprzedaży, lecz będą musieli, jak już wskazałem,
poświęcać się budowie długotrwałych relacji z klientami.
...
Uproszczony
plan sprzedaży
1.
Planujemy prezentację, uwzględniając punkt widzenia klienta.
• Dajemy klientowi poczucie ważności,
bezwzględnie opierając całą rozmowę na sprawie dla niego najistotniejszej.
• Staramy się zrozumieć najważniejsze
dla niego sprawy czy problemy; przyjmujemy jego, a nie nasz punkt widzenia.
• Pamiętamy, że aktualny punkt widzenia
klienta opiera się na jego dotychczasowych dodatnich doświadczeniach i ma dla
niego wymiar absolutny. Jego zmiana będzie wymagała niezwykle przekonujących
argumentów.
• Dostosujemy się do nastroju i sposobu
zachowania klienta.
2.
Wytwarzamy w kliencie poczucie, że konieczne jest natychmiastowe
działanie.
• Wskazujemy, że różne okoliczności
stale się zmieniają, na co nie mamy wpływu ani my, ani nasz rozmówca.
• Wykazujemy, że te zmiany mogą
w przyszłości przysporzyć klientowi problemów.
• Wskazujemy, że dysponujemy
środkami, których zastosowanie może sprawić, iż potencjalne zagrożenia staną
się szansami.
3.
Wywołujemy i podtrzymujemy zainteresowanie klienta.
• Wspominamy jedną lub dwie korzyści,
jakie klient osiągnie dzięki temu, co mamy do zaoferowania, nie ujawniając
jeszcze, do czego zmierzamy.
• Upewniamy się, czy rzeczywiście
uznaje je za korzyści i docenia je.
4.
Mówimy klientowi wszystko, co powinien wiedzieć o usłudze, produkcie czy
idei, odpowiednio troszcząc się o szczegóły.
• Co oferujemy.
• Kiedy możemy zrealizować zamówienie.
• Czy realizacja tego zamówienia
wymaga czyjegoś współudziału.
• Jakie szczególne kwalifikacje i jaką
wiedzę mamy do zaoferowania.
• Jakie szczególne cechy oferty
gwarantują urzeczywistnienie się obiecanych korzyści.
• Czy ktoś, kogo klient darzy
zaufaniem, miał już udane doświadczenia z naszym produktem lub usługą.
• Co mówi na temat tych doświadczeń (jeśli mamy
zgodę na to, by powołać się na jego opinię).
5.
Wyjaśniamy korzyści, jakie daje usługa czy produkt.
• Zapewniamy logiczny związek pomiędzy
korzyściami, by wykazać, że uzyskanie jednej z nich gwarantuje pojawienie się
kolejnych.
• Wykazujemy, że ostatecznym ogniwem
tych logicznych związków jest korzyść, na której klientowi najbardziej zależy.
6.
Jeśli podczas rozmowy zauważymy, że klient przestaje nas słuchać z
życzliwą uwagą...
• Przestajemy mówić.
• Czekamy, aż klient się odezwie.
• Aktywnie słuchamy.
• Pokazujemy, że naprawdę słuchaliśmy,
powtarzając własnymi słowami najważniejszą myśl lub odczucie klienta.
• Obniżamy napięcie emocjonalne, dając
do zrozumienia, że akceptujemy prawo klienta do reagowania w taki sposób, jaki
uznaje za odpowiedni.
• Zajmujemy się wskazanym przez klienta
problemem.
• Przechodzimy do dalszej części
rozmowy dopiero wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że jego obawy zostały rozwiane
i jest już gotów słuchać dalej.
7.
Prosimy o złożenie zamówienia.
• Żadnych sztuczek czy „technik
finalizowania transakcji” po
prostu prosimy o zamówienie.
• Zwracamy uwagę na „sygnały gotowości
zakupu”:
-
klient kiwa głową na znak zgody czy aprobaty,
-
rozwija przedstawione mu idee,
-
chętnie dzieli się pomocnymi danymi czy informacjami.
8.
Jeśli postawimy pytanie, przestajemy mówić i milczymy aż do chwili
uzyskania odpowiedzi.
Technika SARAH - na
wypadek, gdyby sprawy zaczynały przybierać zły obrót
Niezależnie od
wszystkich starań, bez względu na to, z jaką uwagą odnosimy się do potrzeb i
odczuć klienta, zdarza się niekiedy, że bez żadnych widocznych powodów zaczyna
on przejawiać brak zgody , a nawet złość.
Słowem lub gestem wskazuje, że zrobiliśmy lub powiedzieli coś, co
wywołało negatywną reakcję. Rzadko wtedy wiadomo, w którym momencie zeszliśmy
na niebezpieczną ścieżkę. Niemal z definicji można przyjąć, że usiłowaliśmy się
jak najstaranniej dobierać słowa, toteż prawie zawsze jesteśmy zaskoczeni.
Wielu sprzedawców w takich sytuacjach
równocześnie oblewa się potem i zaczyna galopować. Mają poczucie, że gdyby
tylko mogli dokończyć to, co mają do powiedzenia, wszystko wróciłoby do normy.
Dysponują przecież niezachwianą logiczną argumentacją... (...)
Niestety jednak próba uporania się z
emocjami za pomocą logiki jest skazana na niepowodzenie. Przypomnijmy sobie, kiedy sami z jakiegoś
błahego powodu byliśmy zdenerwowani. Czy słuchaliśmy wtedy kogoś, kto chciał
zmienić nasz zły humor za pomocą logiki?
Mnie w każdym razie nigdy się to nie udawało. W takich sytuacjach po prostu
ignoruję to, co się do mnie mówi, albo wybieram z tego tylko tyle, ile mi
potrzeba, by uzyskać dodatkowe dowody, że moja reakcja jest prawidłowa. Im
bardziej ktoś chce poprawić mi samopoczucie, apelując do logiki, tym gorzej się
czuję, a im gorzej się czuję, tym bardziej staję się agresywny. Mam wrażenie,
że nikt nie jest zainteresowany tym, co naprawdę czuję lub co myślę – i to
doprowadza mnie do szału. Mogą trajkotać do woli, ale ja nie słucham.
Pielęgnuję w sobie poczucie krzywdy i czekam tylko, aż zrobią przerwę na
oddech, żeby im pokazać. Na dodatek zaś nic, co mówią, nie dociera do mej
świadomości – chyba tylko to, co może dolać oliwy do ognia mego oburzenia.
Jeśli sprawy przybierają zły obrót i
pojawiają się symptomy rozbudzonych emocji, zastosujemy metodę SARAH (Stop talking, Active listening, Reflect content or feeling, Act
with empathy, Handle objections
– przestajemy mówić, aktywnie słuchamy, odnosimy się do treści wypowiedzi
klienta lub jego uczuć, działamy empatycznie, odpieramy zarzuty).
Przestajemy mówić. Nie zaczynamy mówić szybciej – przeciwnie, w
ogóle przestajemy! Dajemy klientowi możliwość wyrażenia jego odczuć. Nawet
jeśli milczenie jest dla nas bolesne, pamiętajmy, że nie ma absolutnie nic, co
moglibyśmy z pożytkiem powiedzieć. A nawet gdyby coś takiego było, klient i tak
by nas nie słuchał.
Aktywnie słuchamy. Słuchamy tak, jakby nasze życie zależało od
tego, czy uda nam się zrozumieć, co czuje i myśli nasz klient. Nie próbujemy
nic dopowiadać, po prostu akceptujemy to, co słyszymy, jakby to była prawda. Przede wszystkim zaś
nie naśladujemy tych sprzedawców, którzy słuchają zarzutów tylko po to, by przyłapać
rozmówcę na jakiejś nieścisłości, co pozwala im pomyśleć: „Patrzcie go, jaki
drań”, i przystąpić do niszczenia klienta za pomocą logiki i faktów.
Odnosimy się do treści wypowiedzi
klienta lub do jego uczuć.
Formułujemy własnymi słowami najważniejsze stwierdzenia klienta, by
udowodnić, że rzeczywiście go słuchaliśmy. Mówimy to bez troski o formę, aby
klient widział, że starannie przemyśleliśmy jego słowa, a nie powtarzamy ich
jak papuga. Jeśli klient nie powiedział nic, co byłoby wystarczająco spójne,
odnosimy się do tego, co ponad wszelką wątpliwość wiemy o jego uczuciach: „Jest
pan zdenerwowany”, albo: „Czy ma pan wrażenie, że to nie uczciwa
propozycja?”.
Gdy odnosimy się do uczuć rozmówcy,
czekamy na jego odpowiedź. Prawie na pewno zacznie się rozwodzić nad swym
problemem i jeśli będziemy skupieni, lecz spokojni, przekonamy się, że on
również nieco się uspokoi, uświadamiając sobie, iż nie musi przekonywać nas do
ważności argumentów, które przećwiczył w umyśle, a które uzasadniają zmianę
jego nastroju. Kiedy jest już gotów...
Działamy empatycznie. Pokazujemy klientowi, że w pełni akceptujemy
prawo innych do posiadania własnych odczuć. Mogą być w błędzie co do faktów.
Mogą czegoś zupełnie nie rozumieć. Mogą – wskutek naszego niezamierzonego
działania – ujawnić przesądy, kt6órych każdy racjonalnie myślący człowiek
powinien się wstydzić. (...)
Odpieramy zarzuty. Kiedy nasz spokój i wrażliwość doprowadzi do
opanowania sytuacji i przysposobi klienta do tego, by ponownie mógł słuchać
argumentów, zajmujemy się po kolei wszystkimi podniesionymi przez niego
zarzutami. (...)
Zarzuty
i przeszkody
Badania przeprowadzone w ciągu ostatnich 60 lat wykazują, że zarzuty można
sklasyfikować; zostały też zaproponowane
najwłaściwsze taktyki odpierania różnych typów zarzutów.
Oto kilka kategorii zarzutów, z
którymi spotykamy się najczęściej.
Cena ...
Nawyk ...
Konkurencja ...
Produkty
a usługi
Postawy, przekonania, a zatem i zachowania klientów różnią się w zależności od
tego, czy kupują oni usługi, czy produkty. Stare powiedzenie mówi, że
ludzie uwielbiają kupować, lecz nienawidzą, kiedy im się sprzedaje. (...)
Spostrzeżenia klientów ...
Zachowania klientów ...
Osobista sprzedaż usług ...
Psychologia motywacji nabywcy (str. 270)
W latach 30.
psychologia wciąż jeszcze musiała usilnie zabiegać o poprawę swej reputacji, której szkodziły zarzuty
„niejasności” i „nienaukowości”. Było to dość osobliwe w sytuacji, w której
niejednoznaczność psychologii i jej uzależnienie od koncepcji
prawdopodobieństwa dokładnie odpowiadały temu, co działo się w naukach
ścisłych, takich jak fizyka cząstek elementarnych czy fizyka relatywistyczna.
Tak czy inaczej, w myśli psychologicznej zaczęły dominować dwa nurty:
behawioryzm.
(...)
Zdobyć
wszystkich?
...
Jak
zrobić użytek z cech osobowości
...
Strategie kierownictwa lub sprzedawcy
...
Jak
sprzedawać idealnemu klientowi (str. 287)
Mamy gwarancję, że zostaniemy
uważnie wysłuchani, ale też być może poddani poważnej próbie. Klient będzie
podejmował decyzję na podstawie faktów i własnej oceny, w jaki sposób nasza
propozycja pomoże mu wytworzyć dodatkową wartość. Musimy więc przedstawić
wszystkie fakty najzwięźlej jak tylko się da, kładąc przy tym nacisk na
stwarzane przez nasz pomysł szanse rozwiązania problemów klienta lub usprawnienia
jego działania. W takich wypadkach idealna jest zarysowana wyżej ustrukturowana
metoda prowadzenia rozmowy, ponieważ pozwala nam ona na zwięzłe przedstawienie
wyczerpującej i logicznej argumentacji.
Trendy w technikach
sprzedaży (str. 288)
Jak już wielokrotnie podkreślaliśmy, warunki prowadzenia działalności
gospodarczej ulegają zmianom, w których wyniku kwalifikacje sprzedawcy w coraz
większym stopniu będą musiały być nakierowane na tworzenie długotrwałych
relacji, a nie na doraźne rezultaty silnej perswazji. Techniki przedstawione w
tym rozdziale są proste, sprawdzone w badaniach naukowych i w praktyce oraz
etyczne; nie są też najtrudniejsze w zastosowaniu niż metody stosowane dawniej.
Warto się nimi posługiwać: każdemu sprzedawcy i menedżerowi przyniosą jedynie
korzyści.
Pułapki
zarządzania sprzedażą (str. 288)
- Menedżer sprzedaży,
który zakłada, że skoro został awansowany jako najlepszy strzelec w zespole
sprzedawców, jego nowe zadanie polega wyłącznie na tym, by sprzedawać jeszcze
więcej dzięki większym zasobom oddanym do jego dyspozycji.
- Przeznaczanie zbyt wielkiej ilości czasu na "towarzyskie" wizyty u
ważnych klientów.
- Przeznaczanie zbyt małej ilości czasu na wizyty u klientów.
- Zachęcanie sprzedawców, by interesowali się wyłącznie możliwościami
natychmiastowej sprzedaży.
- Dopuszczanie do sytuacji, w której sprzedawcy unikają zadań mniej przyjemnych
i chwalebnych - takich jak na przykład wyszukiwanie nowych klientów.
- Nieznajomość wskaźników sfinalizowanych transakcji charakteryzujących pracę
poszczególnych sprzedawców.
Pułapki sprzedaży (str. 288)
- Niezrozumienie
potrzeb klienta lub nieumiejętność koncentrowania się wyłącznie na nich.
- Założenie, że same techniki sprzedaży mogą zastąpić zrozumienie zachowań
nabywcy.
- Przekonanie, że ostatecznym czynnikiem decydującym o zakupie zawsze jest
cena.
- Traktowanie zarzutów jako pretekstu do konfliktu i elementu boju, który
sprzedawca za wszelką cenę chce wygrać.
- Próba zastosowania sprytnych technik finalizowania transakcji, które nabywca
zna niemal od dziecka.
10. Zmiany kultury w świecie postindustrialnym (str. 289)
Jedyną niezmienną rzeczą w rodzaju ludzkim
jest jego zdolność do zmiany
Napoleon Bonaparte
Cały świat jest rozpędzony
Sean O'Casey
Jeśli nie znajdujemy czegoś przyjemnego,
znajdujemy przynajmniej coś nowego
Voltaire
Widziałem wielkie firmy, które stawały się jedynie
cieniem tego,
czym były dawniej, ponieważ ktoś uważał, że można nimi dalej
zarządzać po prostu tak, jak zawsze były zarządzane, a chociaż
to zarządzanie mogło być w swoim czasie nawet najdoskonalsze,
doskonałość ta polegała na najwyższej wrażliwości na to, co
działo się wówczas, a nie na niewolniczym naśladowaniu
dnia wczorajszego.
Henry Ford senior
W
okresie recesji doszło do zmian, które wpłynęły na kulturę organizacji
gospodarczej. Często były one wynikiem działania bliskiego paniki, która w
niektórych wypadkach całkiem zgodnie występowała z mściwością, podobnie jak
większość działań panicznych i mściwych, nie były one zbyt inteligentne.
Niektóre spotkały się z poklaskiem ekscentrycznych ekonomistów widzących w nich
zastrzyk elastyczności zaaplikowany chorej ekonomii, ale przy tym, mając
zapewnione akademickie stanowiska, nie troszczyli się raczej o to, jak ich idee
sprawdzają się w praktyce. Biznes, zwłaszcza amerykański, dopiero teraz ocenia
skutki tego wszystkiego i ocena nie wypada zadawalająco.
Zdegenerowana polityka firm i związane z nią ryzyko (str. 290)
Nie da się cofnąć wskazówek zegara ani
też udawać, że to, co się zdarzyło, było jakimś okresem mitologicznym, na który
stopniowo zapada zasłona czasu. Takie działania, jak niepotrzebne zmniejszanie
rozmiarów firm , zastępowanie doświadczonych pracowników pełnoetatowych
niewykwalifikowanymi pracownikami dyspozycyjnymi oraz wywoływanie sztucznie
wysokiej rotacji personelu poprzez zwalnianie ludzi tuż przed upływem dwóch lat
od chwili zatrudnienia po to tylko, by pozbawić ich praw, które nabyliby po tym
okresie – wszystko naprawdę się zdarzało. Co gorsza, działania te były
ogłaszane jako element polityki firmy, co musiało mieć swoje skutki.
Recesja była również powodem (albo obłudnym
usprawiedliwieniem) cięć wynagrodzeń najniżej opłacanych
pracowników, podczas gdy jednocześnie z dziwacznym brakiem logiki bardzo wyraźnie
podnoszono i tak już nadmiernie wysokie płace najlepiej zarabiających
menedżerów.
Wszystkie te posunięcia doprowadziły do
szerokiego upowszechnienia się w firmach podziałów typu "my i oni".
Pomijając nawet rozważania nad etyczną stroną takiej polityki, muszę
stwierdzić, że była ona po prostu głupia. Była głupia, ponieważ z nadejściem
ożywienia wielu z "nich" znowu znalazło się za kierownicą, nie chcąc
przy tym zapomnieć , ani wybaczyć.
Była głupia również dlatego, że
pozbawiła wykwalifikowanych ludzi wiele firm, które zbyt mało inwestowały w
technologię, by mogły przetrwać tę stratę. Była
głupia, gdyż pojawienie się dyspozycyjnej siły roboczej może podważyć same
podstawy lojalności wobec firmy, lojalności gwarantującej, że jeśli zajdzie
taka potrzeba, pracownicy i menedżerowie będą współdziałali ze sobą jako
swoisty zespół, a każda jednostka da z siebie wszystko, co jest konieczne dla
sukcesu.
Była głupia, gdyż historia
zachodniego kapitalizmu pokazuje, że trwałą przewagę w działalności gospodarczej
uzyskują te firmy i kraje, które zarówno w skali mikro, jak i makro utrzymują
wysoki poziom płac i tworzą wysoką wartość dodaną. Była głupia, ponieważ w
krajach, w których nie zwracano dostatecznej uwagi na wysoką jakość,
odpowiednie szkolenia i rozwój zawodowy, podaż wykwalifikowanej siły roboczej
jest mała i wraz z ożywieniem gospodarczym najlepsi pracownicy stają się
niezwykle mobilni.
Uwagi
Etycznie i moralnie trudno odmówić Autorowi racji. Ogólnie oceniając, główny
problem nie tkwi chyba jednak w „głupim
postępowaniu” większości firm, tylko w mechanizmach rynku, zdominowanych
ideologią „zysku”, egoizmu i
konkurencji, oraz ograniczaniem interwencjonizmu państwowego. Firmy robią po
prostu to, co im się najlepiej opłaca, do czego zmusza nie tylko zwykła
konkurencja, ale wręcz walka o byt, a
jednocześnie jest na to ideologiczne i prawne przyzwolenie, czy nawet poparcie.
Działania w tym kierunku ułatwia im również niebywale szybki rozwój techniki
zastępującej ludzi a także procesy
globalizacyjne, dające dostęp do chłonnych rynków i taniej, występującej w
nadwyżce oraz coraz lepiej przygotowanej siły roboczej.
Z punktu widzenia poszczególnych firm, nie jest to polityka krótkowzroczna,
tylko konieczność (czasami zresztą błędnie oceniana). Natomiast w skali całych
społeczeństw, faktycznie „coś tu trochę nie gra”.
Inna rzecz, że wiele firm słabo
zarządzanych, w razie wystąpienia kłopotów, umie niewiele więcej poza mniej lub
więcej bezmyślnym obniżaniem kosztów, „po najmniejszej linii oporu”, „jak popadnie”
nawet bez próby fachowej analizy całokształtu zagadnień.
Anonimus
Potrzeba
zmiany (str. 291)
Niewykluczone, że nasza firma nie dopuściła się podobnie karygodnych działań.
Być może jest jedną z tych nielicznych, których kierownictwa przez cały czas
recesji inwestowały w ludzi, podtrzymując siłę nabywczą płac i wynagrodzeń, a
jednocześnie same okazywały powściągliwość w tym zakresie. Być może i wzorem
IBM z dawnych lat, kiedy szefem firmy był Tom Watson - budowała plan
działalności wokół jednego nadrzędnego celu, jakim jest utrzymanie dobrych
pracowników na dobrych stanowiskach. Być może przez cały ten trudny okres dbała
o rozwój zawodowy pracowników, ich kwalifikację, wiedzę i lojalność. Czy znaczy
to, że kultura naszej firmy jest na tyle silna, by pozwoliła nam w pełni
wykorzystać nadchodzące możliwości?
Szczerze mówiąc - wątpię. Bez
względu na to, jak silna okazała się kultura jakiejś firmy w niesprzyjającym
okresie, obecnie, gdy nadchodzą dni prosperity, może służyć jedynie za solidną
podstawę zmian. Świat zmienia się tak
bardzo, że niewiele jest rzeczy, które bezkarnie mogą trwać w bezruchu. W
przeszłości kultura firmy mogła kształtować się naturalnie i powoli, bez
projektu i pośpiechu. W dzisiejszym niespokojnym świecie powolna ewolucja jest
zupełnie niedostępnym luksusem. Jeśli do rewolucyjnej natury dzisiejszej
zmiany dodamy idiotyzmy niedawnej przeszłości, staje się oczywiste, że planowa
i szybka zmiana kultury jest nieunikniona.
Czy ludzie
naprawdę opierają się zmianie? (str. 292)
Często mówi się, że ludzie ślepo i bezmyślnie opierają się zmianie. Ile jest
prawdy w tym stwierdzeniu?
Trudno wątpić, że zmiana dla większości ludzi jest czymś niewygodnym.
Pomimo to w życiu stale decydujemy się na zmiany.
Szczególnie trudna bywa zmiana własnych zachowań. Wiele z naszych
najpospolitszych zachowań było kiedyś wzmacnianych pożądanymi rezultatami.
Sposób, w jaki zachowywaliśmy się w przeszłości, całkiem bezpośrednio określa,
kim jesteśmy dzisiaj, a to, co osiągnęliśmy w życiu, w bardzo realnym sensie
zależy po części od naszych ugruntowanych zachowań. Czy można się więc dziwić,
że opieramy się zmianie własnego sposobu zachowania?
Wiele lat temu zdarzyło mi się
prowadzić warsztaty dla członków zarządu pewnej międzynarodowej firmy. Jeden z
uczestników szkolenia, człowiek starszy i staromodny, bardzo energicznie i
emocjonalnie przeciwstawiał się wszelkim
moim sugestiom na temat kierunku, w którym zmierza świat, oraz – widocznej już
wtedy – nieuchronności zmiany. A ja byłem młody, śmiały i nieco przemądrzały;
na wszystko miałem argument, większość grupy była po mojej stronie, toteż w
zwykłym duchu młodego mądrali z niemałą przyjemnością rozprawiałem się z
wszystkimi jego troskami, zasypując go lawiną faktów, liczb i akademickich
teorii. W końcu desperacja całkiem go przytłoczyła.
„Czy chce mi pan powiedzieć – zawołał - .że w ciągu ostatnich 40 lat wszystko
robiłem źle?”.
„Prawdopodobnie tak” – brzmiała moja dyktowana pychą odpowiedź. I to był
właśnie moment, gdy fatalny brak wrażliwości sprawił, że raz na zawsze
utraciłem możliwość nawiązania z nim kontaktu.
Co było jeszcze trudniejsze do wybaczenia, moja beznadziejna głupota pozbawiła
mnie wsparcia i zainteresowania ze strony pozostałych członków grupy, którzy aż
do tej chwili byli zdecydowanie po mojej stronie. Rozumieli oni coś, czego mnie
nie udało się dostrzec – że starszy pan chciał jedynie poznać jakiś dobry powód
uzasadniający zmianę. Chciał, by inni aprobowali jego dotychczasowe
postępowanie, ponieważ w swoim czasie było ono właściwe. Gdybym zrobił
użytek ze swego mózgu i rzekomo
zaawansowanej wiedzy fachowej, mógłbym go zdobyć, wskazując, że jego zachowanie
było odpowiednie w przeszłości, ale że sytuacja obecnie się zmienia, toteż
znalezienie strategii radzenia sobie z nowym światem, który dopiero się
kształtuje, jest zadaniem absolutnie sensownym. Mój oponent nie miałby żadnych
trudności z przyjęciem tego stanowiska. Wiele razy przecież – podobnie jak my
wszyscy – w ten właśnie sposób postępował. Ale ja wówczas wolałem się wymądrzać.
Kultura organizacji (str. 293)
Znakomita. Kultura odzwierciedla jednocześnie
potrzeby rynku, na którym działamy, oraz aspiracje wszystkich grup łączących
swe interesy z firmą. Zaliczamy do nich naszych klientów, pracowników (ze
ścisłym kierownictwem włącznie), akcjonariuszy oraz lokalną społeczność. Siłą
napędową firmy są wspólne przekonania i wartości zapewniające pełne
zaangażowanie wszystkich we wszystko, co robimy. Przekonania tej wartości są
wewnętrznie i zewnętrznie spójne; zapoznajemy z nimi naszych dystrybutorów i
dostawców.
Przeciętna. Kultura wykształciła się w wyniku
kontynuacji tego, co zdaniem naszych najbardziej dominujących i wpływowych
liderów składa się na najlepsze tradycje firmy. Najważniejsze wartości naszej
kultury są przekazywane naszym pracownikom, od których oczekuje się, że będą je
szanować. Nasza kultura ma pewien wpływ na wybór dostawców, dystrybutorów i
innych partnerów w interesach, nie czujemy się jednak uprawnieni, by narzucać
naszą kulturę światu zewnętrznemu. Kultura ta przyczynia się do ukształtowania
marki, której wartość wspiera naszą pozycję na rynku.
Niezadawalająca. Nie uważamy, by kultura była ważna dla
firmy. Wszystko jest wynikiem ewolucji, występują sprzeczności pomiędzy tym, co
się mówi, a tym, co się robi. Wartość i przekonania ludzi to ich sprawa. Naszą sprawą jako firmy jest po prostu
zapewnienie, żeby pracownicy robili to, co im się każe, i trzymali się
przyjętych procedur i zasad polityki.
Co to jest
kultura (str. 294)
Najlepsza i najzwięźlejsza definicja kultury jest bardzo prosta: jest to sposób działania firmy. To nieskomplikowane ujęcie pozbawia
zagadnienia kultury posmaku mistyki, który niekiedy zniechęca
menedżerów-praktyków do zajęcia się nimi.
Jeśli sposób działania firmy
zapewnia stale optymalne wykorzystanie możliwości stwarzanych przez rynek,
zaspokaja aspiracje personelu i zespołu kierowniczego, powoduje, że firma jest
postrzegana przez lokalną społeczność jako dobry sąsiad, a akcjonariusze
dostają to, czego oczekują, mamy taką kulturę, jakiej nam trzeba – na dzisiaj.
Jeśli któraś z potrzeb czy aspiracji ulegnie zmianie, trzeba będzie być może
zmienić kulturę, by nadal je zaspokajać.
Jeżeli postanowimy wkroczyć na
nowe rynki z nowymi produktami, musimy na nowo przemyśleć aktualną kulturę w
świetle wymagań tych rynków. Kultury, podobnie jak planu marketingowego, nie da
się w nieskończoność utrzymywać w nie zmienionej postaci.
Skąd się
bierze kultura (str. 295)
David Drennan
wskazuje dwanaście czynników kształtujących kulturę firmy
Wpływ
dominujących liderów ...
Historia i tradycja firmy ...
Technologia, produkty i usługi ...
Klienci ...
Oczekiwania firmy ...
Systemy informacji i kontroli ...
Ustawodawstwo i otoczenie firmy ...
System nagród ...
Organizacja i zasoby ...
Cele, wartości i przekonania ...
Analiza
kultury (str. 297
Jeśli chcemy ocenić, czy kultura naszej firmy odpowiada dzisiejszym potrzebom,
a zwłaszcza, jeśli zastanawiamy się nad jej zmianą, musimy oczywiście
przeanalizować jej aktualny stan.
Analiza kultury jest zadaniem
złożonym i przeprowadzając ją, trzeba rozważyć szereg kwestii zarówno w
oderwaniu, jak i we wzajemnych relacjach. Proponuje w tym celu dwa instrumenty:
schemat diagnozy organizacji (ilustracja 10.1)
oraz kwestionariusz przeglądu kultury, obejmujących trzydzieści pytań dotyczących wewnętrznych czynników zmiany.
Każdy z nich kładzie nacisk na sprawy odmienne, jednak oba mogą zaspokoić
konkretne, aktualne potrzeby firmy.
Jak
przeprowadzić zmianę kultury (str. 297)
Zmianę kultury projektuje się i określa
na najwyższych szczeblach organizacji. Trzeba ją następnie przekazać w sposób
jasny i jednoznaczny menedżerom i pracownikom, którzy mają ją wprowadzić.
Odpowiedzialność ścisłego kierownictwa nie ogranicza się wszakże tylko do tego.
Tworzenie nowej kultury jest jedynym
obszarem zarządzania firmą, w którym kwestia uczestnictwa pracowników z
wszystkich poziomów organizacji nie może być przedmiotem dyskusji. Jeśli nie
uda się osiągnąć ich pełnego zaangażowania, zmiana kultury może nastąpić,
jednak będzie to najpewniej przejście od zaufania i pewności do zakłopotania i
chaosu.
Ilustracja 10.2 przedstawia kolejne
kroki, jakie należy podjąć przy opracowywaniu poważniejszej zmiany kultury. Aby
nie pozostać na poziomie ogólników, lecz przejść do realnego świata zmiany
kultury, wykorzystałem jako przykład zmianę, którą wiele firm rzeczywiście
rozważa lub nawet przeprowadza - wprowadzenie kompleksowego zarządzania prze
jakość (TQM, Total Quality Management). Kompleksowe
zarządzanie przez jakość nie tylko ma wpływ na kulturę firmy : samo staje się
kulturą. Jednocześnie zaś proces wprowadzania TQM nie zawiera żadnych elementów
na tyle specyficznych, żeby nie było możliwe wykorzystanie jego schematu - po wprowadzeniu
odpowiednich poprawek - do dowolnych innych strategii zmian kulturowych. Jest
więc to model o ogólnym zastosowaniu, mocno oparty na realnym gruncie.
(...)
Pułapki
przeprowadzania zmiany kultury (str. 307)
- Wprowadzanie zmian w
odpowiedzi na syreni śpiew najnowszych mód czy fantazji, nie bacząc na realia
działalności gospodarczej.
- Oczekiwania, że powierzchowna zmiana doprowadzi do szybkiego rozwiązania
problemów firmy.
- Kierownictwo niezdolne do ustalenia jasnych celów i poinformowania o nich
pracowników i menedżerów.
- Ustalanie celów zbyt licznych lub sprzecznych.
- Brak zaangażowania wszystkich pracowników w proces zmiany.
- Niestałość celów lub stałe ich przesuwanie.
- Zmiana kultury oparta na przesłankach ideologicznych, a nie biznesowych.
- Przeciążenie programu zmiany kultury; próba osiągnięcia zbyt wielkiej zmiany
za jednym razem.
- Sytuacja, w której wartości firmy nie docierają do wszystkich
zainteresowanych.
- Brak zaangażowania ze strony kierownictwa. Zmiana jest zawsze postrzegana
jako coś, co przynosi korzyści jednym z uszczerbkiem drugich. Każda zmiana
zakładająca zwiększenie uprawnień pracowników może być przez niektórych
członków kierownictwa postrzegana jako zagrożenie dla ich autorytetu, zakresu
odpowiedzialności i władzy. Menedżerowie również są istotami czującymi, a ich
uczucia zasługują na przynajmniej taką samą uwagę jak uczucia wszystkich
innych.
- Brak monitoringu i nieumiejętność korygowania procesu zmiany w zależności od
jego wyników.
- Poszukiwanie natychmiastowych rezultatów. Trzeba to oczywiście robić
wszelkimi środkami, jednak znalazłszy je, należy je traktować jako dodatkową
premię. Nie wolno ich oczekiwać.
- Zachowanie kierownictwa niezgodne z pożądaną kulturą. Menedżerowie muszą reagować
na kryzys w sposób odpowiadający deklaracjom; w przeciwnym wypadku pracownicy
uznają, że jest to tylko gra, i pojawi się syndrom przystanku autobusowego.
- Przekazywanie uprawnień w stopniu przekraczającym możliwości pracowników.
Uprawnienia decyzyjne należy przekazywać na najniższy poziom organizacji, na
którym wysoka jakość decyzji będzie zagwarantowana, ale nie niżej - chyba że
tymczasem kwalifikacje na tym szczeblu odpowiednio się podniosą.
- Opór menedżerów średniego szczebla zarządzania lub pracowników. Trzeba
wyjaśnić potrzebę zmiany, wyjaśnić nowe role i uczyć postępowania oczekiwanego
w nowej kulturze. Monitorować i kontrolować dopóty, dopóki nie ma wątpliwości
co do sukcesu programu zmiany.
- Brak zmian struktury, która ułatwiałaby nowe zachowania.
11. Szkolenia i rozwój zawodowy (str. 311)
Szkolenie to poważna sprawa ......... 312
Często przywiązuje się
bardzo wielką wagę do różnicy w poziomie wyszkolenia menedżerów brytyjskich i
japońskich. Mówi się nam - o czym już wspomniałem - że abyśmy mogli skutecznie
konkurować, potrzeba nam więcej szkoleń. Być może tak jest, jeśli jednak nadal
będziemy korzystać ze szkoleń o standardach powszechnych w naszym kraju (a
dotyczy to nie tylko samozwańczych i źle wyszkolonych konsultantów, ale również
wielu zawodowych szkoleniowców zatrudnionych w firmach), będziemy tylko tracić
czas i pieniądze oraz przyspieszać tempo naszego upadku.
Skrupulatne pomiary przeprowadzone
przez Bruce'a Joyce'a z Columbia University sugerują, że w przypadku większości
programów szkoleniowych można oczekiwać, iż transfer treści nauczania z sali
konferencyjnej do miejsca pracy nie przekroczy nędznych 13%; jest to lepiej niż
nic, ale czy taki wskaźnik jest wart poniesionych inwestycji - pieniędzy, czasu
i utraconej produkcji?
W połowie lat 80. podobne badania
przeprowadziła we własnym zakresie firma Xerox; wykazały one, że aż 87% tego,
czego pracownicy uczą się w ciągu szkoleń, przepada zanim miną 3 miesiące.
Jeśli połączyć to z ustaleniami Joyce'a, można z dużym prawdopodobieństwem
przyjąć, że przeciętny uczestnik szkoleń nabywa w ich trakcie około 10%
przedstawionej mu wiedzy, a zatem po upływie 3 miesięcy wielu menedżerów ma
jeszcze w pamięci i wykorzystuje zaledwie nieco ponad 1% treści nauczania.
Jeśli czegoś nie da się zmierzyć, nie da się tym zarządzać
Szkoleniowcy często mówią mi, że pomiar wartości szkolenia i edukacji nie jest
możliwy, a tym bardziej nie jest możliwy pomiar ich efektów.
Jeśli szkolenie ma spełniać jedyną
rolę, jaką ma do spełnienia w dzisiejszym zorientowanym na doskonałość
renesansie zachodniego biznesu, musi:
- opierać się na efektywnej i dokładnej analizie potrzeb, zgodnie ze
szczegółowo określonymi wymaganiami planu działalności;
- podporządkować się celom wyrażonym w postaci konkretnych, ilościowych,
obserwowalnych i z góry określonych wyników;
- być zaprojektowane w taki sposób, by zapewnić pełny (tzn. przekraczający 80%
w przypadku najmniej uzdolnionych uczestników szkoleń) transfer treści
nauczania z Sali szkoleniowej do miejsca pracy;
- być prowadzone przez najwyższej klasy specjalistów i w sposób istotnie
przyczyniający się do przekształcenia całego personelu we wspólnotę oddaną
kształceniu się;
- podlegać regularnym pomiarom – nie jednorazowym, lecz bieżącym –
zapewniającym odpowiednie i konsekwentne wykorzystywanie wiedzy w miejscu
pracy;
- zmierzać do sprawiedliwego wynagradzania (za pomocą nagród zarówno
materialnych, jak i niematerialnych) za trwałe dobre wyniki;
- wykazywać się ilościowo ujętym, znaczącym wkładem w realizację planu
działalności.
Trudne wymagania? Z pewnością tak, ale od każdej profesji wolno żądać*
stosowania się do najwyższych standardów. Niemożliwe do spełnienia? Z pewnością
nie. Weźmy przykład...
...
(* Uwagi. Żądać z pewnością wolno, ale spełnienie żądań, w trudnych
sprawach chyba mało komu się udaje. Mnie np. zupełnie nie udało się osiągnąć
spełnienia „żądania”, aby kierownictwa firm i „specjalistów” zawczasu
przygotować do gospodarki rynkowej. Pierwszy raz wystąpiłem z takim „żądaniem”
jeszcze w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych - mając co prawda na myśli
pełną reformę gospodarczą a nie upadek socjalizmu; później pod koniec lat osiemdziesiątych;
później na początku lat dziewięćdziesiątych; później w połowie lat
dziewięćdziesiątych; później..., najpóźniej robią to do dzisiaj, analizując
głęboko zakorzenione najgorsze nawyki z gospodarki centralnie
„zbiurokratyzowanej”, uzupełniające się z najgorszymi wzorcami prymitywnego,
„dzikiego" kapitalizmu”. I co? - Prędzej się wszystko „zawali” niż
„menedżerowie starej daty”, niekoniecznie samym wiekiem, zechcą się czegoś
solidnie nauczyć i stosować w praktyce. Uznał bym to za osobistą klęskę, gdyby
nie to, że wielu, o wiele ode mnie mądrzejszym i silniejszym, też się nie udało
opornych przekonać, a zagrożenie kryzysowe rośnie. „Niech pani da
mu kopa! - on inaczej nie zrozumie”, przypomniał mi się dowcip ze
szkolnej ławki.
Anonimus.).
Inteligencja
a nie intelekt
Przede wszystkim zostało jasno ustalone, że szkolenie nie ma być postrzegane jako
pewnego rodzaju dodatek; że nie może zamykać się w wieży (z kości słoniowej czy
jakiejkolwiek innej) i podążać własną ukochaną drogą bez względu na realia
szybko zmieniającego się rynku. Plan szkolenia nie mógłby być użyteczny, jeśli
nie wspierałby się solidnie na jasnym i dalekowzrocznym planie działalności. W
sytuacji coraz bardziej konkurencyjnego i zmiennego rynku plan działalności
wymaga wprowadzenia rewolucyjnych zmian metodami ewolucyjnymi. Oznaczało to, że
zmiany trzeba przeprowadzać w tempie dorównującym zmianom potrzeb klientów albo
je wyprzedzającym, ale jednocześnie nie przekraczającym możliwości tych, którzy
mają je realizować. Konieczne jest zatem utrzymanie delikatnej równowagi.
Niepowodzenie w tym zakresie może zadać cios, niekiedy nawet śmiertelny,
doskonałym wcześniej organizacjom.
Tymczasem plan działalności firmy
był i pozostał ambitny. Pomijając szczegóły, które mają oczywiście charakter
poufny, zakładał on zwiększoną presję konkurencyjną i szybką ewolucję oczekiwań
klientów, a w związku z tym wymagał:
• całkowitej rekonstrukcji organizacji
i systemów w celu podniesienia standardów obsługi klienta na poziom wydajności,
efektywności i doskonałości nie znany dotychczas w branży;
• wypracowanie nowej kultury
zachowującej najlepsze z dotychczasowych wartości, a zarazem koncentrującej się
na nowych sposobach działania, nowych relacjach i nowych standardach
usług;
• rozwoju jednostek i organizacji,
który od dziś i na zawsze miał się stać prawem i oczekiwaniem każdego pracownika;
• utrzymania w okresie zmiany
najwyższych standardów obsługi klienta – bez względu na wszelkie problemy,
jakie mogłyby się pojawić w związku z nowymi standardami i ideami;
• kształtowania wykwalifikowanej,
zaangażowanej, zaufanej, polegającej na sobie oraz mającej poczucie
bezpieczeństwa siły roboczej, której uprawnienia na każdym poziomie organizacji
byłyby zakreślone możliwie najszerzej; taką siłę roboczą uważano za istotny
czynnik sukcesu programu.
Zmiana
przez wzgląd na klienta
Szybko przeprowadzona analiza bieżącej sytuacji dała, jak to zwykle bywa,
mieszane wyniki; niektóre były obiecujące, inne zaś nie. Można było stwierdzić
godną uwagi zbieżność pomiędzy obrazem organizacji w oczach ścisłego
kierownictwa oraz wszystkich pracowników. Panowała zgoda co do tego, w jakim
miejscu znajduje się firma i jaki jest kierunek koniecznych i pożądanych
zmian.
Był to wynik korzystny: występowała
zgodność poglądów, która musiała przyczynić się do spoistości. Spoistość jest
jednak mieczem obosiecznym. Jeśli jej jest zbyt mało, zespoły przestają być
zespołami. Jeśli zbyt dużo – tracą zdolności twórcze.
Był jeszcze jeden problem. Dystans
pomiędzy stanem obecnym a idealną przyszłością był nie tylko znaczny: był
olbrzymi. Ponieważ jest nieprawdopodobne, by ludzie zaczęli zastanawiać się nad
własną organizacją dopiero wtedy, gdy zewnętrzni konsultanci zaczęli im stawiać
pytania (nie posługiwano się konsultantami wewnętrznymi, aby analizy były wolne
od wszelkiej stronniczości), można by przypuścić, że wielu menedżerów i
pracowników już od pewnego czasu pragnęło zmiany, lecz brakowało im
kwalifikacji, wiedzy lub widocznego autorytetu, by ją przeprowadzić.
(...)
Systemy
a czynniki sukcesu
Takie właśnie bezpieczne ramy ewolucji zostały po części zapewnione dzięki
partycypacji pracowników w zmianie systemów i organizacji wspartej
natychmiastową i efektywną komunikacją. Ważniejsze jednak były być może ramy
kulturowe w kształcie trójkąta utworzonego przez „inwestorów kapitału
ludzkiego”, BS5750 oraz wsparte na nich kompleksowe zarządzanie przez jakość.
„Inwestorzy kapitału ludzkiego” to
brytyjski program wykorzystujący czynniki zewnętrzne w stosunku do firmy, a
mający na celu zagwarantowanie pracownikom możliwości aktywnego udziału w planowaniu
własnego rozwoju zawodowego. Wszystko, co robi firma Frizzell,
zależy od ludzi, a ponieważ mieli oni – w bardzo realnym sensie – wspólnie
wkroczyć w nieznane, powstały wręcz idealne warunki, w których można było
pielęgnować sadzonki partycypacji i zwiększonych uprawnień. Frizzell
była jedną z pierwszych firm, które uzyskały prestiżową nagrodę „Inwestorzy
kapitału ludzkiego”.
Standard BS5750 czy ISO9000 jest
zbyt dobrze znany, by wymagał dłuższych komentarzy czy wyjaśnień. Najważniejsze
w nim jest to, że dostarcza konkretnych zrębów, na których można budować
jakość.
Kompleksowe zarządzanie przez jakość
jest najwspanialszy6m narzędziem... (...)
Szkolenia
- obligatoryjny dodatek
Plan szkoleń jest zorientowany zarazem na systemy i jednostki. Wszyscy
pracownicy mają dostęp do seminariów i warsztatów umożliwiających nabywanie
konkretnej wiedzy i umiejętności, co pozwala im obsługiwać wszystkich klientów
- pamiętamy, jak silnie w TQM jest ugruntowana koncepcja klienta wewnętrznego -
według najwyższych standardów zawodowych. Dodatkowo każdy z nich jest
zaangażowany w opracowanie indywidualnego programu rozwoju zawodowego w
pięcioletnim horyzoncie czasowym. Wiele z tych programów obejmuje uzyskiwanie
powszechnie uznawanych kwalifikacji lub prowadzi do nich.
Każdy moduł szkoleniowy w programach
zajęć realizowanych w firmie oraz każdy indywidualny kurs szkoleniowy jest
opracowany w taki sposób, by zaspokoić konkretne potrzeby firmy i jednostki.
(...)
Program szkoleń i rozwoju zawodowego ......... 319
Stałe doskonalenie procedur
szkoleniowych zmierzało do ograniczenia kosztów, jednak budżet programu szkoleń
i rozwoju zawodowego wciąż jest poważny. W roku 1995 inwestycje te sięgały
10,2% ubiegłorocznych zysków.
Programy szkoleniowe w Frizzell Financial Services
Ltd. przebiegają według udoskonalonej wersji klasycznego modelu, co pokazuje
ilustracja 11.1.
(...)
Czytelnik zgodzi się, jak myślę, że model ten nie tylko nie mało odbiega od
tego, co oferują dostawcy standardowych szkoleń, ale także zasługuje na to, by
przemyślał go na próbę każdy zawodowy szkoleniowiec pracujący na rzecz swego
pracodawcy lub jego klienta.
(...)
Menedżerowie jako uczestnicy szkoleń ......... 321
Skąd
to szczegółowe zagadnienie w książce poświęconej modelom zarządzania? Odpowiedź
jest prosta, lecz istotna. Przetrwanie i sukces firmy w warunkach
konkurencji globalnej zależy od wiedzy i działania menedżerów.* Wiedza ta
tylko wtedy będzie adekwatna, a działania tylko wtedy efektywne, jeśli
menedżerowie będą mogli i zechcą skorzystać z najwyższej jakości szkoleń.
Szkoleniowcy zbyt długo ukrywali się za mieszaniną teorii i mistyki. Muszą się
pokazać na rynku, tak jak ich klienci. (...)
(* Co
zrobić, gdy menedżerowie, nie wiele umiejąc, zwyczajnie, po prostu nie chcą się
uczyć, a nawet „tępią” lub wyśmiewają się z tych, którzy próbują się
dokształcać? Co zrobić, gdy przykład daje samo naczelne kierownictwo i dba
odpowiednio o swoje otoczenie? Co zrobić gdy powołujący „naczelne kierownictwo”
daje się „omamić trudnościami obiektywnymi” i nie orientuje się, jaki jest
poziom kwalifikacji i zarządzania w firmie, i dlaczego naprawdę chyli się ona
do upadku?
Odpowiedź na te pytania jest w Polsce bardzo na czasie, niestety, na czasie już
mocno spóźnionym.
Anonimus).
Odpowiedni czas na szkolenia
Pierwsze pytanie, jakie postawił sobie Mager,
brzmiało: „Kiedy szkolenie jest niezbędne?” Aby udzielić na nie prostej, choć
na pewno nie nadmiernie uproszczonej odpowiedzi, rozważmy następujący przykład.
Pewien pracownik osiąga wyniki nie
odpowiadające wymaganym standardom. Jeśli brakuje mu odpowiedniej wiedzy czy
umiejętności, konieczne będzie szkolenie. Ale co wtedy, gdy pracownik dysponuje
niezbędną wiedzą i umiejętnościami, lecz po prostu nie ma motywacji, by je
wykorzystywać? Czy szkolenie będzie wtedy pomocne? Prawie na pewno nie. Jeśli
ktoś ma możliwości działania, lecz postanawia ich nie wykorzystać, żadne, nawet
najlepiej zaprojektowane szkolenia raczej nie rozwiążą jego problemu. Po prostu
nie leży on w obszarze, w którym szkolenia odgrywają jakąś rolę. Niemal na
pewno źródła problemu tkwią w psychologicznym i fizycznym środowisku, w którym
pracownik stara się wykonywać swoją pracę. Niewykluczone, że działa system
nagradzający za zachowania antyproduktywne.
(...)
Model szkolenia naprawdę skutecznego ......... 323
Wskaźnik transferu treści
nauczania z sali konferencyjnej do miejsca pracy można podnieść do 92,5%.
Pozostała część tego rozdziału jest poświęcona wynikom długotrwałych (od roku
1983 po dzień dzisiejszy) badań przeprowadzonych w ponad 60 organizacjach
gospodarczych z tego samego sektora, lecz bardzo różnych pod względem
wielkości. Dostarczają one szczegółowego modelu naprawdę dobrych szkoleń.
W
okresie poprzedzającym recesję wiele świadczyło o tym, że szkoleniowcy mogą
świetnie sobie radzić, oferując pewien wachlarz programów interesujących, lecz
przeciętnych. Programy seminariów i kursów były do granic wytrzymałości
wypełnione zabawnymi zajęciami. Uważano, że warunki szkolenia są przynajmniej
równie ważne jak jego treść. Formularze informacji od uczestników kursu i nie
nadzorowane „plany wdrożeń” były ulubionymi, a często nawet jedynymi technikami
oceny szkoleń. I wszyscy byli zadowoleni. Szkoleniowcy – bo ich działalność
dawała rozrywkę wielu zapracowanym szefom, menedżerom i zespołom pracowniczym.
Uczestnicy – bo nawet jeśli niczego się nie nauczyli mogli cieszyć się przerwą
w codziennej rutynie pracy. Najszczęśliwsi
byli szefowie firm, gdyż mogli spełnić swoją powinność, wysyłając ludzi
na kursy, a ci wracali zadowoleni i, co najważniejsze, nic w firmie się nie
zmieniało.
W ten
sposób, zrodził się mit, nad którym dłużej się rozwodziłem, a w którego obronie
wielu szkoleniowców gotowych jest zginąć – mianowicie przeświadczenie, że
chociaż pomiar efektów szkolenia i edukacji leży poza zasięgiem ludzkich
możliwości, zawsze przynoszą one dobro.
Zarys
programu badawczego
Gers i Seward wykazali, że pomiędzy nabyciem jakiejś
umiejętności a efektywnym i konsekwentnym wykorzystaniem jej w miejscu pracy
występuje pewien okres dyskomfortu.
Najważniejsze przyczyny tego dyskomfortu są następujące:
1. Nowe umiejętności wymagają zwiększonego wysiłku, przynajmniej początkowo.
2. Nowe umiejętności powodują, że pracownik ma wrażenie, iż nawet najzwyklejsze
działania wykonuje niezgrabnie.
3. Im ważniejsza jest umiejętność, tym większe poczucie dyskomfortu, ponieważ
zmiana dotyczy cenionego sposobu zachowania.
W
jaki sposób zmniejszamy lub eliminujemy poczucie tego dyskomfortu?
Przede wszystkim ustalamy i przekazujemy
wszechstronne cele szkolenia.
Cele edukacyjne i szkoleniowe powinny
być:
• konkretne
- powinny wskazywać wymagane
dostrzegalne zachowania;
• ważne - powinny wnosić istotny wkład w pożądaną
kulturę, wizję, misję i cele organizacji;
• mierzalne
- w tym sensie, że pomimo upływu
czasu powinny być przedstawiane w sposób konsekwentny i stały we wszystkich
odpowiednich sytuacjach;
• znaczące,
tzn. przystające do wartości i uzasadnionych oczekiwań uczestników szkoleń;
• osiągalne w aktualnym klimacie organizacyjnym,
ekonomiczny,, prawnym i społecznym;
• realistyczne - w
tym sensie, że przewidują odpowiedni czas na dostateczne ćwiczenia praktyczne
wszystkich uczestników w warunkach nie wytwarzających w nich poczucia
zagrożenia;
• związane
z nagrodami w aktualnej lub
powstającej kulturze firmy, dzięki czemu można się spodziewać wzmacniania
pożądanych zachowań;
• aktualne,
tzn. zaspokajające ważne bieżące i przyszłe potrzeby organizacji;
• zorientowane
na pracę zespołową, tzn. uwzględniające w toku szkoleń codzienne wsparcie
ze strony innych.
Tyle na temat celów, a co dalej? Jak wykazują badania, „żaden program
szkoleniowy nie opiera się na samym sobie, a uczenie się pozbawione wsparcia
obumiera”. Dzieje się tak dlatego, że stary styl nauczania, z którym szkolenie
musi konkurować, wspiera się na trzech podporach:
- sile nawyku,
- oczekiwaniach innych,
- minionych sukcesach
Jeśli dodamy do tego powierzchowne
nauczanie, które pojawia się jako nieunikniony element przy wdrażaniu wyników
szkolenia, stanie się jasne, dlaczego zmiana stylu nauczania ma tak wielu
przeciwników. Jedynym ekonomicznie uzasadnionym rozwiązaniem tego problemu jest
praca zespołowa, a ściślej biorąc – szkolenie koleżeńskie oraz modelowanie zachowań
przez przełożonych.
Podczas szkoleń wprowadza się system
szkolenia koleżeńskiego, a odpowiednie kwalifikacje stają się przedmiotem
nauczania i praktyki. Każdego z uczestników prosi się o wskazanie kolegi, z
którym dobrze się czuje, po czym pary wspólnie uczestniczą w zajęciach.
Partnerzy szczegółowo uzgadniają, w jaki sposób będą współpracować przy
rozwijaniu i wykorzystywaniu umiejętności (służy do tego specjalna ankieta)
oraz uzgadniają reguły wymiany „informacji technicznych”.
Wszystkim uczestnikom szkoleń wręcza
się listę kontrolną wzorcowych zachowań, która
staje się integralną częścią szkolenia koleżeńskiego zarówno podczas zajęć, jak
i w miejscu pracy.
Pozytywne
wzmacnianie zachowań
Trzy spośród zasad wzmacniania pozytywnego mają szczególne znaczenie dla
szkolenia koleżeńskiego:
1. Zasada natychmiastowego wzmacniania
pozytywnego. Nagrody – zarówno
materialne, jak i niematerialne – powinny pojawiać się bezpośrednio i niezmiennie po każdy właściwym
zachowaniu.
2. Zasada kolejnych przybliżeń. Nagradzanie zachowań zbliżonych do tego,
jakie jest ostatecznie pożądane...
3. Zasada wzmacniania sporadycznego. Wykorzystanie nagród rzadkich,
nieprzewidywalnych i niezwykle cennych.
Czy to
naprawdę ekonomiczne?
Podobnie jak każde efektywne szkolenie, szkolenie koleżeńskie również zajmuje
czas. Wymaga pracy od wszystkich - menedżerów, przełożonych i zespołu
pracowniczego.
Gers i
Seward stwierdzili, że zadawalający i wykonalny harmonogram zajęć na wstępnych
etapach szkolenia obejmował 15 minut obserwacji oraz jedną do dwóch minut na
wymianę informacji z każdą parą uczestników szkolenia – razem około
czterdziestu minut na dzień w pierwszym tygodniu kursu, przy czym czas ten
stopniowo się skracał. Zajęcia te były wspierane modelowaniem zachowań przez kierownictwo:
korygowaniem ich i nagradzaniem podwładnych (za pomocą pochwały) w każdym
przypadku, gdy codzienne nadzorowanie zespołu pozwalało odnotować postępy.
Narzędzia szkolenia koleżeńskiego
1.
Pomoce do oceny wyników. Szkolenie powinno przewidywać – gdy jest to
uzasadnione – wyposażenie uczestników w odpowiednie pomoce naukowe, np.
wspomnianą już listę kontrolną wzorcowych zachowań. Pomoce takie należy
zaprojektować w taki sposób, by w miejscu pracy uczestnik szkoleń mógł je mieć
stale w zasięgu wzroku.
2. Przełożeni i menedżerowie wykonujący
te same lub podobne zadania co pozostali uczestnicy kursu powinni być szkolenia
wcześniej i uzyskać wystarczające wsparcie, by mogli się stać jednorodnymi i
skutecznymi wzorcami osobowymi dla pracowników.
3.
Plan działania grupowego. Gdy zmianie podlega złożony zespół
zachowań, grupa ćwiczeniowa może się zgodzić na równoczesną pracę nad dwoma lub
trzema podzespołami zachowań, co
zwiększa spójność szkolenia i atrakcyjność zajęć.
4. Uczniowie
w roli szkoleniowców. Przy odpowiednim wsparciu ze strony szkoleniowca
skutecznym sposobem szybkiego udoskonalenia pożądanych umiejętności może być wykorzystanie jednego z uczestników
jako nauczyciela reszty grupy. Podkreślam jednak, że wymaga to odpowiedniego
wsparcia. W przeszłości bowiem aż nazbyt wiele powierzchownych programów
szkoleniowych w dużych organizacjach było wadliwie realizowanych właśnie
dlatego, że prowadzenie zajęć powierzano niedostatecznie wyszkolonym i
pozbawionym wsparcia niefachowcom (często były to osoby, bez których najłatwiej
było się obejść).
5. Przewidywanie
gorszych okresów. Uczestnikom zajęć należy przypominać, że przekazywanie
wiedzy bywa niekiedy trudne i stanowi dla wszystkich duże wyzwanie. Rozsądne
zatem jest przewidywanie gorszych okresów, w których wszystko będzie szło mniej
płynnie, niż tego oczekiwano. Trzeba się z tym pogodzić i postarać się, by fazy
takie na dłuższą metę przyczyniły się do przyspieszenia tempa nauki.
6. Wzmocnienie pozytywne, przewidujące –
gdy jest to uzasadnione – materialne nagrody.
7. Nagradzanie, zachęcanie i szkolenie
menedżerów, obejmujące usunięcie
zagrożenia z kulturowego środowiska pracy.
Wyniki
Deward i Gers stwierdzili, że
kursy, które różniły się od innych jedynie wykorzystaniem szkolenia
koleżeńskiego oraz naciskiem na ustalanie celów i informowanie o nich,
zapewniały transfer treści nauczania na poziomie 92,5-97%. Przewaga ta
utrzymywała się w ciągu 10 lat, kiedy testy były przeprowadzane bez zapowiedzi
i z rzadka. Zmiana zachowania, której wzmocnienie jest elementem szkolenia,
okazała się trwała.
Wnioski
Za skuteczność szkoleń odpowiadają w jednakowym stopniu profesjonalni
szkoleniowcy oraz równie profesjonalni menedżerowie. Z pewnością nie można
lekceważyć ilości czasu, jaki trzeba przeznaczyć na analizę potrzeb ściśle
odpowiadających wymaganiom planu działalności, określenie celów szkolenia i
edukacji, wszechstronne szkolenia oraz szkolenia koleżeńskie.
Koszty tego wszystkiego są wysokie.
Koszty zaniechania są jednak wyższe.
Szkody, jakie poniosły firmy brytyjskie i amerykańskie, nie są wynikiem braku
szkolenia. Brak szkoleń – jak na ironię występujący właśnie teraz, gdy są one
najbardziej potrzebne, lecz budżety na nie są niemal wyczerpane – wynika z
naszej niezdolności do przejścia od nauczania w stylu konferencyjnym do grup
działania, zorientowanych na cel i nauczanych w miejscu pracy. Jak długo
jeszcze możemy godzić się na efektywność szkoleń nie przekraczającą 10%, a
zamaskowaną unikaniem pomiarów i powoływaniem się na fachowość? Balansujemy obecnie na krawędzi nowej ery,
ery wiedzy i informacji – chyba że praktycznie wszyscy szanowani guru
zarządzania i futurolodzy są w błędzie. Pozycja szkoleniowców i nauczycieli
najbardziej sprzyja temu, by wprowadzili nas w nową erę. Czy odpowiedzą na szansę i wyzwanie, przed
którymi stoją?
Szkolenia i rozwój zawodowy – pomiar przez
punkty odniesienia
Znakomite. Wstępna ocena potrzeb
szkoleniowych jest – na równi z oceną zapotrzebowania na siłę roboczą –
elementem planowania strategicznego. Dużą rolę w tym procesie odgrywają
wyspecjalizowani szkoleniowcy, wchodząc w skład zespołów planistycznych lub
spełniając zadania animatorów. Dalsza analiza potrzeb jest silnie zakorzeniona
w planie działalności i uwzględnia mierzalny postęp w kierunku realizacji celów
firmy. Cele szkoleń są przedstawione na piśmie, precyzują łatwe do
zidentyfikowania zachowania, umiejętności i wiedzę oraz są uzgodnione ze
ścisłym kierownictwem. Przed rozpoczęciem szkoleń dokonuje się pomiaru poziomu
umiejętności i wiedzy wszystkich pracowników, którzy mają w nich uczestniczyć.
Pracownicy zostają dokładnie pouczeni przez przełożonych, jakich zachowań
oczekuje się od nich po ukończeniu szkoleń. Planuje się transfer treści
nauczania z sali konferencyjnej do miejsca pracy oraz opracowuje odpowiednie
metody, dzięki którym transfer ten będzie ułatwiony i pewny. Opracowuje się
programy optymalnego praktykowania nabytych umiejętności i zachowań w warunkach
braku zagrożenia; metody szkoleniowe różnicuje się w taki sposób by wszystkim
uczestnikom ułatwić uczenie się. Pod koniec każdego programu szkoleniowego
mierzy się umiejętności i wiedzę, jakie nabył każdy z uczestników; programy
nadzoru gwarantują konsekwentne wykorzystanie treści szkoleniowych oraz
minimalizowanie ubytków wiedzy i umiejętności. Kierownictwo sprzyja
kształtowaniu się wspólnoty nastawionej na uczenie się, w której pracownicy
wspierają się wzajemnie w rozwoju kwalifikacji zawodowych, a praca nad własnym
rozwojem cieszy się uznaniem i jest nagradzana.
Przeciętne. Projektowanie i opracowanie każdego kursu
jest poprzedzone analizą potrzeb opartą na planie działalności. Ustala się cele
szkoleń i przeprowadza programy pilotażowe, by upewnić się co do możliwości
realizacji tych celów. Przed rozpoczęciem każdego programu i po jego
zakończeniu menedżerowie instruują swych pracowników, wiadomo jednak, że jakość
tych pouczeń bywa bardzo zróżnicowana. Programy są oceniane bezpośrednio przez
ich uczestników – za pomocą ankiet.
Niezadawalające. Kierownictwu proponuje się szkolenia w kilku
kategoriach:
- rozwiązywanie problemów
- podejmowania decyzji
- szkolenia sprzedawców
- asertywność
- troska o klienta
- znajomość produktu
bez względu na wymagania planu działalności. Cele są wyrażane w postaci szeroko
pojętych „zamierzeń”, a wyniki nie są określone. Programy są oceniane na
podstawie popularności, jaką cieszą się wśród uczestników, oraz elegancję
prowadzenia. Programy dla ścisłego kierownictwa są powszechnie uznawane przez
ich uczestników za okazję do oderwania się od napięć i stresów codziennych
działań, a umiejscowienie zajęć i jakość udogodnień uważa się za ważniejsze niż
treść.
Pułapki
szkolenia (str.
331)
- Niedokładne lub niepełne określenie potrzeb.
- Brak określonych wyników adekwatnych do potrzeb firmy.
- Brak celów lub słabe ich sformułowanie („uczestnik będzie w stanie zrobić”
zamiast „uczestnik zrobi”).
- Kierownictwo i uczestnicy szkoleń, którzy oceniają je jako pozbawione związku
lub słabo związane z realiami pracy.
- Szkoleniowcy, którzy robią zbyt duży użytek z teorii i wykładów.
- Szkoleniowcy nie wyszkoleni lub niedostatecznie wyszkoleni.
- Programy szkoleniowe zbyt krótkie, by umożliwiały głębsze nauczanie czy
praktykę w zakresie umiejętności.
- Wykorzystanie niewłaściwych metod i zasobów szkoleniowych.
- Brak dyscypliny szkoleniowca, którego każde zajęcia zamieniają się w zabawę.
- Brak przygotowania uczestników, których nie informuje się, czego firma będzie
od nich oczekiwać po ukończeniu kursu.
- Brak efektywnych spotkań informacyjnych po zakończeniu szkoleń.
- Opieranie się na przestarzałych lub zafałszowanych wynikach badań.
- Opieranie się wyłącznie na dobrych intencjach i zamiłowaniu do mód.
- Ograniczanie szkoleń do niższych poziomów organizacji.
- Zespół kierowniczy, który nie idzie we wskazywanym przez siebie kierunku.
- Wykorzystywanie szkoleń w celu zaspokojenia społecznych, ideologicznych lub
politycznych celów szkoleniowców lub członków ścisłego kierownictwa.
- Brak bezpośredniego powiązania szkoleń z ostatecznym wynikiem finansowym
firmy.
- Projektowanie szkoleń z większym naciskiem na gry i zabawy niż na transfer
treści nauczania do miejsca pracy.
Posłowie (str. 333)
Książka ta została napisana z myślą o tym, by udostępnić zapracowanemu
menedżerowi pewną liczbę podstawowych narzędzi, z których mógłby zrobić użytek
w szybko zmieniającym się świecie.*
(* Zapracowany menedżer musi jeszcze chcieć! Gdy „zapracowany
menedżer” – „nie ma czasu” nawet na przeczytanie „wybranych fragmentów książki”
- nawet tej jednej, z podsunięciem jej niemal mu „pod nos", z poziomem
jego „chcenia” nie jest raczej dobrze. Gdyby firma „zapracowanego menedżera”
miała chociaż przyzwoite wyniki, to jeszcze można zrozumieć „niechcenie”. A gdy
i przyzwoitych wyników nie ma, a wpadki zarządzania, świadczące wręcz o
elementarnej nieznajomości zasad nowoczesnego zarządzania, powtarzają się w kółko...?
Cóż! - Polska. Samo życie! To są perspektywy w momentach przełomowych! To są
nasze realne „szanse”!
Czy na prawdę nie ma na to lekarstwa? Czy tego nie widać? Czy to są jakieś
odosobnione przypadki? Czy zamiast lustracji rozliczeniowej za przeszłość, nie
lepiej zrobić „lustrację wiedzy i przydatności” kadr menedżerskich kierujących
firmami nie prywatnymi, mającymi jednocześnie złe wyniki, łącząc to z
odpowiednią analizą? Już widzę oburzenie. Lepiej godzić się na „ruinę
gospodarki”, bezrobocie, pogłębiającą się biedę, niż spojrzeć „prawdzie w
oczy”, jak u nas się rządzi.
Przepraszam, za ostry ton, tych wszystkich, którzy rządzą dobrze. Nie o nich
była mowa. Same złe wyniki firmy też jeszcze nic nie przesądzają - dopiero cały
splot... o czymś mówi.
Anonimus).
Narzędzia te zostały pomyślane tak, aby były proste, jednak ukryte za nimi koncepcje
są złożone. Zarządzanie to trudna sprawa: ci, którzy sądzą inaczej, powinni -
szczerze mówiąc - zająć się czymś innym.
Gdybym miał sformułować credo zarządzania,
brzmiałoby ono tak:
Rzadko się zdarza, by coś było całkiem proste.
Znaczenie modeli i innych narzędzi zarządzania polega na tym, że pozwalają
myśleć o sprawach złożonych możliwie najprościej, w kolejnych krokach. Książka
ta nie spowoduje, że zarządzanie stanie się łatwe, nawet gdyby w ogóle byłoby
to możliwe. Kto jednak chciałby wyeliminować z życia smak wyzwania?
Książka ta pomoże jednak czytelnikowi lepiej radzić sobie z zarządzaniem. Da mu
strukturę, w obrębie której trudną sztukę zarządzania będzie można stosować z
mniejszymi perturbacjami i z optymalnymi wynikami. Czasy się zmieniają i
wkrótce nadejdzie nowa epoka, w której ludzie myślący ostatecznie zatryumfują w
firmach nad biurokratami!
Wykorzystajmy tę szansę i podejmijmy wyzwanie!
Stale musimy stawiać sobie pytanie; „Po co”. Musimy przekonać się do idei, że:
-------------
Nic nie należy robić, jeśli...
- nie ma dobrych gospodarczych powodów,
by to zrobić;
- nie opłaci się to w rozsądnym czasie;
- nie da się prostym językiem wyjaśnić
tym, którzy mają to robić.
------------
Tom
Lambert
Greenfield, 1996
Dodatek (str. 335)
Istnieje jeszcze jedno narzędzie zarządzania, które - jak sądzę - będzie coraz
istotniejsze dla sukcesu każdej firmy w okresie przejścia od ery informacji do
ery wiedzy. Powinienem więc wspomnieć o nim, gdyż jego zastosowanie może być
warunkiem powodzenia w naszym szalonym świecie.
Nie przestawiłem go w głównym tekście książki z całkiem prostego powodu.
Książka została pomyślana jako podręcznik-samouczek, dostarczający wszelkich
wskazówek niezbędnych do tego, by z powodzeniem zastosować zalecane narzędzia.
W odróżnieniu od wielu innych książek z dziedziny zarządzania nie zamierza
pozostawić swego czytelnika „w przestworzach” - przekonanego o wartości tego,
co właśnie przeczytał, a zarazem pozbawionego wystarczających informacji, by
wykorzystać to w praktyce. Natomiast umiejętność posługiwania się „dynamiką
percepcji”, o której chcę powiedzieć, może być wprawdzie przekazywana, lecz
optymalne jej wykorzystanie wymaga specjalistycznego szkolenia oraz - w pewnym
zakresie - bieżącego praktycznego wsparcia.
Dynamika
percepcji
Ian Robson jest postacią z
sennego koszmaru szkoleniowca i konsultanta. Jest zapracowanym dyrektorem
wykonawczym firmy, zawsze żądnym wiedzy, lecz nigdy nie gotowym przyjmować jej
na wiarę. Studiując zarządzanie i uczestnicząc w programach szkoleniowych,
wciąż stawiał pytania typu:
Czy to naprawdę było skuteczne?
albo:
Jeśli to było skuteczne, co to znaczy - co właściwie się zmieniło?
W ciągu wielu lat nauki przekonał się (i przekonał innych - w tym paru niezbyt
tym zachwyconych wykładowców i szkoleniowców), że wspaniałe wyniki
przedstawianych podczas zajęć analiz przypadków nie wynikały logicznie z
zawartych w nich informacji. Nie chciał zarzucać nikomu kłamstwa, a już
zwłaszcza szanowanym uczonym z Harvardu i innych uniwersytetów, którzy z takim
staraniem pisali analizy przypadków, lecz był przeświadczony, że coś w tych
analizach zostało pominięte. Gdyby rzeczywiście zdarzało się to, co zdarzało
się wedle analiz przypadków, musiałoby dochodzić do jakiejś zasadniczej, choć
nie odnotowanej zmiany.
Zmiana zachowania przewidywana przez konkluzje analizy przypadków była
zazwyczaj zupełnie oczywista, co jednak było zasadniczym wywołującym ją
czynnikiem? Oto - jak mógłby powiedzieć Szekspir - jest pytanie. Robson uważał, że jeśli nie udzieli się na nie precyzyjnej
odpowiedzi, nie będzie możliwe przeprowadzenie trwałej pożądanej zmiany -
nigdy, w żadnej firmie i w żadnych warunkach.
Sześć lat badań i głębokich studiów w dziedzinie psychologii doprowadziło Robsona do odpowiedzi, którą poddał sprawdzianowi
najwybitniejszych umysłów oraz praktyki.
Odpowiedź była zwodniczo prosta. Zmiany zachowania są postrzegane zmianami
percepcji. Krótko mówiąc, zachowujemy się na różne sposoby, ponieważ mamy
poczucie, że zachowania są odpowiednie do postrzeganej przez nas sytuacji, a
często postrzegamy tę samą sytuację z różnych punktów widzenia. Patrzymy na
świat, jak zwykł mawiać John Chapman z Aston University,
„poprzez szkła interesu własnego”. Gdyby postrzeżenia różnych ludzi dało się
ujednolicić w taki sposób, że nie tylko każdy z nich widziałby daną sytuację
„tak samo”, ale na dodatek owo: „tak samo” byłoby zgodne ze wspólnym interesem,
ludzie współdziałaliby ze sobą i wykorzystywali wszystkie swe uśpione
umiejętności na rzecz prawdziwie wspólnych celów działania gospodarczego.
Ian Robson poświęcił całe lata na
opracowanie metody takiego właśnie ujednolicenia percepcji, metody, o której
jeden z klientów powiedział ostatnio, że „wykracza poza wszystkie zasady
zarządzania tej dekady”. Jeśli mamy w
działalności gospodarczej przejść przez informację i wiedzę do mądrości, musimy
zrozumieć, jak można ułatwić innym konsekwentne postrzeganie świata ze wspólnej
perspektywy. Dzieło Robsona z pewnością może być
głównym narzędziem tworzenia takiego kolektywnego punktu widzenia.
Czytelnik zainteresowany
dalszymi informacjami może je uzyskać bezpośrednio od Iaana
Robsona:
Ian Robson
Perception Dynamics Ltd.
16 Oakhill
Claygate
Esher
tel./fax: (44) 01372 812607
Ponieważ zaś sam z
przyjemnością zapoznam się z wszystkimi komentarzami, pytaniami,
zastrzeżeniami, uwagami krytycznymi, komplementami i skargami dotyczącymi
niniejszej książki, podaję również swój adres:
Tom Lambert
5I
MK45 5DG
tel./fax: (44) 01525 713503
e-mail: 100435.771@compuserve.com
=====================================================================
Wstęp | Literatura | Strona główna |