Stefan
Garczyński:
Z
Informacją Na Bakier
Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych. Warszawa 1984
------------------------------------------------------------------------------------------------
Przytaczam wybrane
myśli. Strona w rozbudowie.
Anonimus
------------------------------------------------------------------------------------------------
SPIS TREŚCI
O doniosłości informacji ......... 5
Dobrze wiedzieć, by dobrze funkcjonować .........
5
Wiedzieć, by chcieć i móc ......... 7
Spory z niedostatku informacji ......... 10
Rosnące znaczenie informacji ......... 11
Informacja a demokracja ......... 12
O mieszaniu treści ......... 14
Dla kogo i dlaczego? ......... 15
Co przez to rozumiem? ......... 16
Wada, ale jaka? ......... 20
Brak ze względu na... ......... 20
Brak obiektywny i brak względny ......... 21
Niewystarczalność ......... 23
Ogólnikowość i jednostronność ......... 28
Nadmierne uproszczenia ......... 30
Rozwlekłość i przeładowanie ......... 32
Niejednoznaczność ......... 34
Niezrozumiałość ......... 35
Informacja pozorna ........ 37
Nieaktualność ......... 41
Wady poinformowania z wad charakteru ......... 44
Przyczyny zewnętrzne i wewnętrzne .........
44
Fałszywy wstyd ......... 46
Lenistwo ......... 47
Nadmiar dynamiki ......... 49
Nadmiar pewności siebie ......... 50
Obawy ......... 51
Nienawiść ......... 57
Po linii sympatii społecznych ......... 57
Stronniczość zbiorowa ......... 58
Umysł nie dość otwarty ......... 62
Bezmyślność ......... 62
Ignorancja ignorancji ......... 64
Nieznajomość źródeł informacji ......... 66
Lekceważenie informacji ze względu na źródło .........
67
Złudzenie rozumienia ......... 69
Opaczne rozumienie ......... 71
Mylenie słowa z rzeczywistością ......... 75
Myśl w koleinie słów ......... 76
Związani związkami słów ......... 78
Niewłaściwe metody i mierniki ......... 80
Niebezpieczeństwo rutyny ......... 82
Oczekiwane i nieoczekiwane ......... 83
Lekceważenie informacji nie po myśli ......... 85
Sprzeczne z poglądem ......... 86
W gotową ramę ......... 90
Doktrynerskie schematyzacje ......... 92
Zagubienie w masie ....... 96
Rosnące zapotrzebowanie ......... 96
Eksplozja - szok ......... 98
Bezradność i zniechęcenie ......... 101
Niewłaściwa selekcja ......... 102
Siła przebicia ......... 103
Fałsz ......... 107
Głupstwo niezupełne ......... 107
Nie to złoto, co się świeci ......... 108
Sprzymierzeńcy fałszu ......... 109
Bo chcę, by tak było ......... 111
By zrobić wrażenie ......... 112
By przedstawić siebie jako... ......... 116
Pomysłowość kontrwywiadu ......... 117
Zręczność oszustów ......... 119
Naginanie sprawozdań i statystyk ......... 121
Bo nie ma kontroli ......... 123
Sugestywność osób lubianych i szanowanych .........
124
Sugestywność i naiwność entuzjastów ......... 127
Łatwowierność ......... 129
Gorąca dywagacja o chłodnym sceptycyzmie ......... 132
Ograniczenia i fałsze pamięci ......... 134
Zapadło w niepamięć ......... 134
Zmiany jakościowe ......... 137
Rekonstrukcja ......... 140
Przez podobieństwo i kontekst ......... 142
Drobne szachrajstwa pamięci ......... 143
Złudzenia pamięci pod naciskiem z zewnątrz .........
145
Fałsze wspólnej pamięci ......... 146
Upór pamięciowych błędów ......... 147
By wiernie pamiętać ......... 148
Czujność i etyka ......... 150
Krytyczna czujność ......... 150
Od małego ......... 152
Etyczny wymiar informacji ......... 154
By dostrzec swoje wady ......... 158
Apel literata i biskupów ......... 160
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiele nadużyć, albo też, by
rzecz śmielej, wszystkie nadużycia na świecie lęgną się stąd, iż jesteśmy
przyuczeni obawiać się wyznać otwarcie naszą niewiedzę, i, tem
samem zniewoleni, przyjąć wszystko, czego nie umiemy odeprzeć...
Montaigne
O doniosłości informacji …….. 5
Właściwa, pełna i wiarygodna informacja jest czynnikiem
stabilizującym i modernizującym życie społeczne.
Z oświadczenia Polskiej Akademii Nauk z 21 stycznia 1981 r.
Dobrze
wiedzieć, by dobrze funkcjonować ……… 5
Co warto? Jak warto? Czy warto?
Wiedzieć, aby istnieć - informacja jest koniecznym warunkiem
funkcjonowania jednostek, wszelkich organizacji i całych społeczeństw. Nawet
owadzich: pszczoły powiadamiają towarzyszki o kierunku, odległości i obfitości
miododajnych kwiatów. Z dobrym skutkiem.
Dobrze wiedzieć, aby dobrze
istnieć. Pełnowartościowa informacja jest warunkiem pełnowartościowego
funkcjonowania pojedynczych osób, wszelkich organizacji, a w tym i całych państw.
Innymi słowy, jakość życia jednostek
i społeczeństw zależy przede wszystkim od jakości przyswajanych i
wykorzystywanych informacji.
Informacja jest podstawą wyboru celów
i zadań, sposobów i środków ich realizacji, warunkiem trafności sądów, decyzji
i skutecznego postępowania. By osiągać w sporcie możliwie najlepsze wyniki,
trzeba wiedzieć, do jakiej dyscypliny jest się najlepiej uzdolnionym, jak
ćwiczyć i być świadomym rezultatów swojej pracy. By przedsiębiorstwo mogło
osiągać jak najlepsze wyniki, trzeba wiedzieć, jakie jego wyposażenie byłoby
najbardziej ekonomiczne, znać wszystkie możliwości zaopatrywania się w
narzędzia produkcji i surowce, najwspółcześniejsze
techniki, a ponadto - rynki zbytu i jego trendy. Idealna informacja jest
warunkiem idealnego wykorzystania możliwości produkcyjnych, transportowych i handlowych.
Dalej: bez informacji nie ma
efektywnego współgrania przedsiębiorstw (i poszczególnych działów), pracowni
naukowych i całych sektorów gospodarki państwowej. Nie ma bez niej racjonalnego
planowania i kontroli, dobrego przygotowania działań (a ono jest warunkiem
najtańszej, najmniej ryzykownej i maksymalnie efektywnej realizacji zadań). By
współdecydować w sprawach jakiejkolwiek organizacji, trzeba wiedzieć, „co w
trawie piszczy”, „w trawie” własnej i cudzej. Swobodne, ale zorganizowane
krążenie informacji - to konieczny warunek „zdrowia” przedsiębiorstw, zrzeszeń,
państw. Inaczej mówiąc, sztuka zarządzania tak przedsiębiorstwem, jak i
państwem, sztuka kierowania małymi i wielkimi zespołami tak w czasie pokoju, jak
i w czasie wojny polega przede wszystkim na organizowaniu zbierania i przepływu
informacji oraz na umiejętności ich klasyfikowania, przechowywania i
praktycznego wykorzystywania.
Informacja jest warunkiem
diagnozy, prognozy i terapii. Zebranie informacji, a więc orientacja w tym „jak
jest”, to pierwszy krok w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania:
„dlaczego tak jest?”, „co będzie?” i „jak postępować, by było po naszej myśli?”.
W każdej dziedzinie życia terapia może zawieść, gdy diagnoza jest błędna. W każdej
dziedzinie życia celna prognoza jest istotnym warunkiem celnego działania.
Nauka o tym, jakich potrzeba informacji dla postawienia możliwie pełnej
diagnozy i prognozy, jest istotną częścią przygotowania do zawodu lekarza,
psychologa, ekonomisty, działacza społecznego, organizatora produkcji itd.
Wiedzieć,
by chcieć i móc ......... 7
- Jak mogłeś
- Nie wiedziałem.
Pierwszy krok na drodze do rozwiązania zagadnienia - dojrzeć je i
zrozumieć, drugi - przyjąć do wiadomości i ocenić istotne dla jego rozwiązania
informacje. Trzeba wiedzieć, żeby chcieć i trzeba wiedzieć, żeby móc.
Mówi się, że informacja może
czasem zastąpić inteligencję, choć inteligencja nie zastąpi informacji. Tak,
ale inteligencja wyposażona w wiedzę o danej dziedzinie zdaje sobie sprawę z
braku solidnych podstaw do opiniowania i decydowania. Tylko
ignorant sądzi, że ma dość informacji, by opiniować, choć ich nie ma, i tylko
głupiec sądzi, że sam dla siebie jest wystarczającym źródłem informacji.
Boże, ilu jest ignorantów i głupców!
Po spróbowaniu
znakomitych winogron inteligentny człowiek nie zdecyduje natychmiast, że
posadzi na działce krzewy rodzące takie owoce, najpierw dowie się, czy nie
wymagają specjalnej gleby, pielęgnacji, czy nie są szczególnie wrażliwe na
zarazy i zimno. Po wysłuchaniu nowego ministra nie potępi jego pomysłów jako
szkodliwych, chyba że będzie miał możność zapoznać się
z informacjami, na podstawie których minister podjął decyzję. (Na
marginesie: minister ma
znaczny wpływ na to, jakie informacje otrzymuje. Inna rzecz, jak dobrać zespół
fachowy i uczciwy. Sprawy się komplikują, gdy poglądy w samej sztuce są jakby
mocno nie pewne. Abstrahując od niuansów politycznych, decydenci rzeczywiście
dbający o losy ogółu, chyba nie mają łatwego życia. Anonimus).
Niepokojąco łatwo o przykłady błędów spowodowanych
brakiem lub fałszem informacji. Oszustka naciągnęła sporo ludzi na
„pożyczki”, bo nie znali jej przeszłości, nie komunikowali się między sobą,
przyjmowali za gwarancję jej... niewinną buzię. Ofensywę
rozpoczęto od uderzenia na miasteczko, do którego nieprzyjaciel skierował
posiłki. Wyprawa komandosów brytyjskich, którzy na tyłach niemieckiego frontu w
Afryce mieli porwać lub zabić głównodowodzącego, generała Römmla,
powiodła się, tylko że... Römmla
w kwaterze nie było. Na wysokie stanowisko wysunięto osobnika, który był
psychopatą. Wysłano zboże na przemiał za granicę, bo nie widziano, że moc
przerobowa młynów krajowych nie jest w pełni wykorzystana. (Na
marginesie: oficjalna moc
przerobowa, wyliczana zgodnie z jakimiś zasadami i założeniami, niekoniecznie
musiała odzwierciedlać stan faktyczny. W gospodarce centralnie planowanej, z
uwagi na środki na inwestycje, występowało oddolne zjawisko zaniżania w
sprawozdaniach tej mocy. W danej branży fachowcy przeważnie byli w tym dobrze
zorientowani. Centralna administracja – raczej słabo. Jak było z młynami – nie wiem. Anonimus). Zbudowano cegielnię bez uprzedniego sprawdzenia,
czy w pobliżu jest glina. (W
papierach może była. Zresztą..., cegielnia mogła była potrzebna do czegoś innego.
Anonimus). Brak rzetelnych informacji o całkowitych kosztach
planowanych inwestycji był jedną z
przyczyn ciężkich błędów polityki gospodarczej. Doszło do katastrofy, gdyż nie
dopuszczono do świadomości sygnałów jej nadciągania. Przez
niedoinformowanie lub przez ignorancję totalną politycy trzymają się nieraz
rażąco błędnych metod rządzenia i gospodarowania, przez niewiedzę obywatele
żądają niemożliwości i z najlepszą wolą wyrządzają największe szkody.
Jak widać, następstwem
braków informacji istotnych dla wyrobienia sobie opinii lub podjęcia decyzji są
niesłuszne sądy, dające się uniknąć ryzyko, fatalne błędy w wyborze celów i
sposobów ich realizacji, błędy, często klęski, w życiu prywatnym i publicznym,
w gospodarce i w polityce, w czasie pokoju i w czasie wojny.
Działanie na podstawie
wadliwej informacji mści się w niektórych dziedzinach szybko i zauważalnie, w
innych powolnie i nie tak widocznie. W jednych dziedzinach związek wadliwej
informacji z niepożądanymi następstwami jest oczywisty., w
innych nie. Zawsze jednak warto go sobie uświadomić, żeby choć po szkodzie Polak nie był głupi!
Psycholog jeszcze
powie, że brak dopływu informacji może wywołać natomiast człowieku uczucie
izolacji, zagubienia, bezużyteczności, prowadzić do wyjałowienia umysłowego,
otępienia. Socjolog natomiast dorzuci, że brak informacji ogólnych o
przedsiębiorstwie bywa jedną z przyczyn alienowania się (wyobcowania) jego
pracowników, i że - w skali najszerszej - braki informacji mogą stać się
odpowiedzialne za regres jakości życia, cywilizacji, kultury.
Spory z niedostatku informacji ……… 10
Męcząca potęga ignorancji.
Jakże trudno nam niekiedy dojść do
wspólnego wniosku, podjąć wspólną decyzję! Są trzy przyczyny tej niemożności: rzeczywista
sprzeczność interesów poważniejsza niż ewentualna ich wspólność, niedostatek
inteligencji, niedostatek informacji. Interesuje mnie trzecia przyczyna
niemożności.
Fałszów może być wiele – więc dzielą, prawda jest
jedna, więc łączy (zakładając, że strony ją znają, uznają, mają wspólny interes
i dobrą wolę). Gdy o kandydatach na stanowisko kierownicze wiemy wszystko, co
może mieć znaczenie, nie będziemy się spierać, którego wybrać. (Chyba, że sami mamy różne cele. Anonimus). Nie będzie sprzecznych zdań co
do tego, komu powierzyć zamówienie, gdy dobrze znane są ceny, kwalifikacje i
stopień solidności ewentualnych wykonawców. (Chyba, że
znowu mamy osobisty interes, komu powierzyć! Anonimus). Niedługo trwa narada nad metodą czy taktyką, gdy
dzięki posiadanym informacjom decydenci jasno widzą wady i zalety
poszczególnych propozycji. Nieraz wystarczy dodatkowa informacja dla
zlikwidowania sporu. Spór o to, którędy iść, rozstrzyga przypadkiem spotkany
przewodnik. Spór o to, co dać przyjacielowi na imieniny, rozstrzyga informacja
jego żony. Spór
o to, na jakim odcinku frontu uderzyć, rozstrzyga pełna informacja o rozmieszczeniu sił
nieprzyjaciela (naturalnie
tylko wtedy, gdy inne elementy wpływające na decyzję nie budzą sporów. Anonimus). Ogólnie biorąc, im solidniejsze jest poinformowanie, tym mniejszy
stopień niepewności i mniejszy zakres sporu.
Rosnące
znaczenie informacji ……… 11
Zaczęło się od zera,
a teraz -
era komputera.
Znaczenie i zadania informacji rosną od wieków. Rośnie niezbędny dla
współczesnego człowieka bagaż wiedzy (a to też informacja). Rośnie masa
wiadomości, które musi sobie przyswoić każdego dnia, jeśli chce brać aktywny
udział w życiu kulturalnym, politycznym i gospodarczym. Rośnie masa informacji,
którą musi opanować, jeśli chce pozostać fachowcem w swoim zawodzie. Im
bardziej rozwinięta cywilizacja, tym większe zapotrzebowanie na informacje i
tym większa jej rola.
W trop za popytem na
informację i w parze z postępem techniki rozwija się ich podaż – informacyjne
usługi i przemysł. W krajach cywilizowanych docierają one do każdego człowieka,
wdzierają się w niego, wstrząsają nim, jako że podawane są z emocjonalnym
akompaniamentem spotęgowanym możliwościami współczesnych środków przekazu.
W rezultacie przez moc swego
oddziaływania, przez doniosłość swej roli, przez swe znaczenie dla wszelkich
przedsięwzięć informacja stanęła w pierwszym rzędzie kontrowersji. Charakterystyczne są wybuchy oburzenia
społecznego z powodu fałszów lub niedostatku informacji, charakterystyczna
walka o obywatelskie prawo pełnej i rzetelnej informacji (współczesne przewroty
zaczynają się od opanowania stacji radia i telewizji), a także o prawo
prostowania informacji fałszywej, charakterystyczny jest nagły rozwój
zajmującego się informacją prawodawstwa... Czas,
by oprócz ruchu obrony konsumenta powstał ruch obrony czytelnika i słuchacza,
taki ruch, który będzie czuwać nad jakością informacji. Tymczasem, czytelniku, czuwaj sam.
Informacja
a demokracja ……… 12
A może wolność to między innymi prawo mówienia niemiłych prawd tym,
którzy nie chcą ich słyszeć? A może korzystanie z tego prawa jest obowiązkiem?
Teraz przypomnijmy sobie, i nie tylko
sobie, że nie ma demokracji bez rzetelnej informacji. Każdy tyran usiłuje ją
tłumić, rozumując może za Voltairem: „Posiadam godność i władzę zbudowaną na ignorancji i
łatwowierności, depczę po głowach ludzi, którzy leżą plackiem u mych stóp,
gdyby wstali i zobaczyli moje oblicze, zginąłbym, przeto muszę przykuć ich do
ziemi żelaznymi łańcuchami”.
Obłudne są deklaracje o
współgospodarowaniu, współodpowiedzialności i władzy ludu, gdy ten lud nie zna
podstaw i treści podejmowanych w jego imieniu decyzji i zobowiązań. Fałszywie
brzmi słowo „demokracja” w uszach posłów, którzy nie otrzymują informacji o
stanie państwa. I w uszach radnych, którzy nie wiedzą, co się dzieje na terenie
ich rady, nie dysponują nawet informacjami koniecznymi dla rozważenia żądanych
od nich decyzji. Wreszcie fałszywie brzmi ono w uszach pracowników przedsiębiorstw,
których zapewnia się o liczeniu się z ich zdaniem, nie przedstawiając
informacji pozwalających to zdanie sobie wyrobić. Nie
ma i nie może być rzeczywistej wspólnej decyzji bez równego dostępu do
informacji. Nie ma i nie może być poprawnego opiniowania i efektywnej kontroli
bez informacji rzetelnych, dostępnych i docierających do świadomości
opiniodawców, decydentów i działaczy. Nie może być demokracji bez jawności
życia publicznego, bez systematycznej i otwartej informacji o stanie państwa i
gospodarki narodowej. Prawem wolnego obywatela żyjącego w wolnym państwie jest
sądzić tych, którzy państwem tym rządzą, by jednak mógł to prawo wykonywać,
musi mieć dostęp do pełnej i rzetelnej informacji o ich poczynaniach.
Podobnie jak kontakt między bliskimi sobie jednostkami, tak kontakt między
społeczeństwem i władzą jest, oględnie mówiąc, niezadowalający, gdy brak między
nimi nieskrępowanego przepływu informacji. „Państwo – pisał Lenin – jest silne
świadomością mas. Państwo jest silne wówczas, kiedy masy o wszystkim wiedzą, o wszystkim mogą wydać osąd i
wszystko czynią świadomie”.
Zatem przygotowanie do życia w
demokratycznym państwie powinno obejmować naukę znajdowania i oceniania
informacji istotnych dla kształtowania poglądów i efektywnego działania. Jeśli chcemy
– to konieczne! – podnieść społeczno-polityczną kulturę zarówno osób
zajmujących wysokie stanowiska, jak i reszty obywateli, to musimy rozwijać sztukę uczciwego i krytycznego informowania
się, umiejętność odróżniania zdrowego ziarna informacji od pustego i zatrutego.
O mieszaniu treści ……… 14
Pilnie
mieszałem,
aż się zmieszałem.
Piszę te słowa w 1982 r., kiedy zagadnienia społeczno-gospodarcze
wysunęły się na czoło zainteresowań większości Polaków i dlatego tak silnie zadźwięczały
na pierwszych stronach tej książki. Jednakże nie są one jej przewodnim tematem.
Są nim typowe dla wszystkich dziedzin życia braki poinformowania prowadzące do
błędnych sądów i działań.
Mój zwyczaj ilustrowania
psychologicznych prawidłowości zarówno drobnymi przykładami z życia
codziennego, jak i zdarzeniami z szerokiej areny społecznej pochodzi z
przekonania, że takie zestawienia maksymalnie problem zbliżają, a ponadto
wykazują, że często te same prawa rządzą zjawiskami mikro i makro, że ich znajomość
przydaje się tak w drobnych sprawach, jak i w wielkich, tak w prywatnych, jak i
w publicznych. (Może też powinienem – w trosce o własne dobre imię – uprzedzić,
że podawanie większości przykładów w pierwszej osobie jest zabiegiem
stylistycznym – aż tylu głupstw w życiu nie popełniłem, po prostu nie zdążyłem).
Również, jak to jest w moim
zwyczaju, pilnie mieszam treści psychologiczne, socjologiczne, gospodarcze,
językoznawcze, literackie, nawet filozoficzne. To wynik mojej biografii i mojej
koncepcji. Biografii – jako że z wykształcenia
ekonomista i kiedyś urzędnik, później przez wiele lat uczyłem języków obcych,
parałem się literaturą, dużo czytałem i sporo pisałem na tematy psychologiczne,
wreszcie trochę filozofuję jak każdy myślący człowiek. Koncepcji – bo sądzę, że
takie luźne i mieszane notatki, nie wyczerpujące uwagi i drobne eseje wokół
tematu „informacja”
zbliżają styl książki do stylu lekkiej, choć poważnej rozmowy,
która bawi, zastanawia i pobudza może nawet do głębszego studiowania zagadnienia.
Dla
kogo i dlaczego? ……… 15
- Powiem ci, co powinieneś wiedzieć.
- Wolałbym, żebyś mi powiedział coś innego.
To moja trzecia książka*, w której staram się wyposażyć czytelnika w
wiedzę przydatną do unikania błędów. Staram się tę wiedzę wzbogacać i
popularyzować w przekonaniu, że należy ona – jak higiena – do rzędu tych,
których sens polega właśnie na praktycznym funkcjonowaniu w szerokich kręgach
społeczeństwa (chciałbym też, by wreszcie inni zaczęli tworzyć i popularyzować
naukę o błędach – errologię.)
Piszę, wychodząc z optymistycznego przekonania, iż świadomość skutków, rodzajów
i przyczyn braków i wad poinformowania może pomóc w wystrzeganiu się błędów.
(Inne optymistyczne założenie – iż czytelnik nie postawi czerwonym ołówkiem
znaku zapytania tam, gdzie pozwalam sobie na żart). Piszę dla praktyków, a że praktykiem w
błądzeniu jest każdy – dla każdego. Nie przybieram więc
togi naukowości, tym bardziej że to, co czysta nauka ma do powiedzenia na temat
błędów, jest zbyt abstrakcyjne, by mogło być przydatne. Nie silę się na
oryginalność. Nie waham się powtarzać prawd dość oczywistych – po to, by
funkcjonowały w życiu, trzeba o nich wciąż i wciąż przypominać.
Czytelnikowi zaś, który
rzeczywiście chciałby praktycznie skorzystać z tej lektury, radzę, by czytając,
zadawał sobie pytanie, czy to, co czyta, zgadza się z jego doświadczeniami.
* Dwie poprzednie to: Błąd –
źródła – unikanie, Warszawa 1973. Skąd te błędy. Warszawa 1981.
Co przez to rozumiem? ……… 16
Ignorancję łatwo zdefiniować: coś czego
nie wiem, gdy ktoś to odkryje; a informację – trudniej.
Słowa „informacja” używam w znaczeniu potocznym – nadawane przekazy
(doświadczenie pośrednie), a także w znaczeniu szerszym – wszystkie treści
przyjmowane do świadomości, a więc także te, których źródłem jest własne
postrzeganie (doświadczenie bezpośrednie). Gdy zachodzi obawa nieporozumienia,
to w tym drugim mówię o „poinformowaniu”. Zwróćmy jednak uwagę na to, że
pojęcie poinformowania nie jest całkiem jednoznaczne...
Informację (zarówno
przekazaną, jak i pochodzącą z własnego postrzegania) bądź chłodno w pamięci
rejestrujemy, bądź ją przeżywamy. Przeżywamy słabo i jednorazowo, albo silnie i
powrotnie. Słowo „głód” inaczej jest odbierane przez kogoś, kto je tylko
rozumie, inaczej przez kogoś, kto pamięta, że kiedyś nie dojadał, a jeszcze
inaczej przez kogoś, kto go doświadcza. Rezultaty niedostatecznego przeżycia
informacji często powodują zachowanie się sprzeczne z wyznawanymi zasadami.
Żona mówi: „Sąsiad, wiesz, ten stary, samotny, na tym piętrze, jest ciężko
chory”. „A podobno” – odpowiadam i nie zapukam do sąsiada, nie zaproponuję
pomocy. Gdybym jednak zobaczył, jak chory żywi się suchym chlebem maczając go w
herbacie, to pewnie pomyślałbym o nim choćby przy okazji własnych zakupów. Analogicznie
różnie można rozumieć wyrażenie „nie wiem”. Czy znaczy ono, że nikt mi o danej
rzeczy nie mówił, że o niej nie czytałem, czy może, że tylko zapomniałem?
Na koniec przypominam
rozróżnienie wad czy błędów metodologicznych, naruszających zasady poprawnego
informowania się i rozumowania, od merytorycznych, to jest odnoszących się do
samej treści.
Błędem metodologicznym jest poleganie na informacji niepełnej i stronniczej lub
też stosowanie niewłaściwych sposobów zbierania informacji. W 1979 r. pewien socjolog stwierdził
na podstawie swoich badań, że związki zawodowe cieszą się autorytetem wśród
robotników. Jeśli założymy, iż wyniki badań podał uczciwie, to podejrzewam, że
popełnił błąd metodologiczny. Na czym mógł on polegać? Może na tym, że ankietując robotników,
socjolog ograniczył swoje pytania do odcinków działania byłych związków, na
których dysponując ogromnymi środkami, działały dość efektywnie.
* Powiedziałem w rozdziale wprowadzającym, że: od
jakości informacji zależy w dużej mierze
jakość życia i funkcjonowania pojedynczych osób, społeczeństw i
wszelkich organizacji, a więc także przedsiębiorstw i państw;
jest ona warunkiem celnych diagnoz, prognoz,
skutecznych terapii oraz warunkiem wyznaczania zadawalających i realnych celów,
jest czynnikiem, od którego zależy wybór najpewniejszych, a zarazem najbardziej
ekonomicznych środków i metod realizacji;
skutkami braków i wad poinformowania są: błędne
poglądy i sądy, błędne decyzje i postępowanie, jałowe spory, uczucie zagubienia
i izolacji, otępienie, regres kulturowy;
znaczenie informacji stale rośnie, a
jednocześnie komplikuje się ona jako problem humanistyczny i organizacyjny,
techniczny i oświatowy, prawny i polityczny;
sprzęgnięte ze sobą i współzależne są informacja i
demokracja;
podobne psychologiczne prawidłowości powodują
zaburzenia w poinformowaniu w skali indywidualnej i społecznej, a w rezultacie
– błędy w skali małej i wielkiej.
Wada, ale jaka? ……… 20
Czy mam ci objaśnić, czym jest
wiedza? Gdy coś wiesz, stać przy tym, a gdy nie wiesz, wiedzieć i przyznać, że
nie wiesz. To jest wiedza.
Konfucjusz
Brak ze
względu na... …….. 20
- Chcę wiedzieć.
- Po co?
Przez wyrażenie „braki poinformowania”
rozumiem nie tylko całkowity brak informacji, lecz także jej niewystarczalność
i wadliwość, a nawet na przykład fałsz. W zasadzie brak określa się ze względu
na konkretne zadanie, jednakże wartość informacji nie polega jedynie na jej
przydatności do wyraźnie określonego celu.
Inaczej mówiąc, rozróżniamy wartość
informacji ze względu na konkretne i bliskie zadanie, ze względu na ogólne
przygotowanie do konkretnych zadań i ze względu na ogólną kulturę człowieka.
Dodam, że pytanie o wartość informacji nie jest czysto akademickie – powinni je
sobie zadawać zarówno pedagodzy, jak wydawcy i redaktorzy, ale... czy je sobie zadają?
Co prawda, rozróżnianie wartości
informacji jest ryzykowne. Jakże często nie wiemy,
które kiedy się przydadzą! Jak niepotrzebne rzeczy długo trzymane nagle
wdzięcznie się przydają. Informacja nic dzisiaj nie znacząca może po latach uchronić przed katastrofą lub
szczęśliwie zaważyć na życiu.
Brak obiektywny i brak względny
……… 21
Czy istoty żyjące w innych
galaktykach mają trąby?
Ziemia – ogrom, lecz wobec kosmosu –
pyłek, nasza wiedza – ogrom, lecz wobec możliwości człowieka i tajemnic życia –
pyłek. Nieskończona jest liczba pytań, których nawet nie potrafimy postawić, a
te, które stawiamy, jakże często pozostają bez odpowiedzi! Najbardziej
bezwzględnym powodem wielu „nie wiem” jest brak pożądanej informacji w
skarbnicy wiedzy. Dobrze byłoby wiedzieć, dlaczego starzeją się komórki i
tkanki – dobrze byłoby, ale tymczasem w żadnej książce tej informacji nie
znajdziemy. Nigdzie też nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, czy gdzieś, w
innej galaktyce żyją istoty rozumne. Nie wiemy i nikt nie wie, jaki jest
mechanizm zjawisk telepatycznych. Oczywiście, w zakres obiektywnej niewiedzy
wchodzą zagadnienia, które ludzkość rozwiąże niezadługo, inne, które będą
czekać na wyjaśnienie setki lat i może jeszcze takie, które zawsze pozostaną tajemnicą.
Obok informacji w ogóle nie istniejących (brak obiektywny) stawiam trudno dostępne
lub nieosiągalne w danym miejscu i czasie (brak względny). Chemik, zabierając
się do żmudnej pracy nad nową syntezą, może – a i to z niemałym trudem –
zbadać, czy ktoś jej nie opracował, ale nie ma sposobu stwierdzenia, czy w
innym laboratorium nie kończy się pomyślnie praca nad tym samym zagadnieniem.
Względny jest także brak informacji zatajonych. Przez długie lata zezwalano na
ledwie fragmentaryczne przedstawianie prawd o liczbie rodzin żyjących w
skrajnym ubóstwie, o pijaństwie, prostytucji, przestępczości nieletnich i
przemilczano fakty wzbogacania się na władzy. Kto eksponował informacje
napawające optymizmem, był nagradzany, kto usiłował podawać do publicznej
wiadomości informacje niepokojące – odsuwany; w rezultacie chór przyklaskiwaczy
był tak potężny, że przyklaskiwani mogli sądzić: wszystko w porządku.
Niewystarczalność ……… 23
- Najpiękniejsze nogi, jakie w życiu widziałem!
- Na twoim miejscu żeniłbym się.
Podano mi nazwisko technika, który mógłby
pomóc w razie awarii, ale nie mam jego adresu; wiem o tym, więc moja ignorancja
jest utrudnieniem, ale nie spowoduje błędu. Po zapoznaniu się ze statystyką
przestępstw sądzę, że znam już wielkość tego zjawiska, a tymczasem statystyka
może obejmować tylko przestępstwa ujawnione; nie wiem, że moja wiedza jest
niepełna, i dlatego, być może, wyciągnę fałszywe wnioski. To przeważnie ta nie uświadomiona ignorancja częściowa jest przyczyną
całkowitych głupstw.
„Błąd jest tym bardziej niebezpieczny, im
więcej zawiera prawdy”
(Henryk F. Amiel). Najłatwiej
wprowadzić człowieka w błąd eksponując część prawdy, a najtrudniej wyprowadzić
go z błędu, gdy jego przekonanie opiera się na prawdzie częściowej. Dlatego
Karol Irzykowski twierdził, że „…najstraszniejszy
jest głupiec, który ma cokolwiek słuszności”.
Informacja niepełna, częściowa i niedokładna jest
groźniejsza od żadnej, bo stwarza złudzenie wystarczalności i daje fałszywą
podstawę pewności.*
(* Niekoniecznie, pod warunkiem, że zdajemy sobie
sprawę, że informacja może być „niepełna, częściowa i niedokładna.” a mimo to potrafimy z niej korzystać. Co więcej, ta sama informacja, dla
jednych może być „pełna”, dla drugich „nie”.
Zależy to od bardzo wielu czynników, poczynając od wiedzy i zdolności
percepcji użytkowników informacji, zakładając, że sama informacja „zbudowana”
jest prawidłowo pod jakiegoś konkretnego ale
przeciętnego adresata. Trudno też od podstaw każdemu wszystko tłumaczyć,
sprawdzając jeszcze jak on to zrozumiał. Temat bardzo szeroki. Autor w wielu
miejscach go omawia, też zakładając, że czytelnik wszystko przeczyta i każdy
fragment książki będzie kojarzył z jej całością.
Anonimus)
Życie prywatne: Matka sądzi, iż
dobrze zna swoje „dziecko”, no bo kto wie o nim więcej
od niej? Ręczy za nie, poleca przyjaciółce na kasjera... „Dziecko” przegrywa kasę na wyścigach.
Rzeczywiście, nikt nie znal tego młodego człowieka lepiej od matki, ale i ona znała tylko
jego domowe oblicze, albo nawet domowe oblicze sprzed roku.
„W drobnych sprawach zawsze moim
władzom przytakuję” – zwierzył się urzędnik swojemu koledze. „Wiesz, on sam
przyznał – powtórzył kolega dalej – że zawsze władzom
przytakuje”. Powtarzając pominął: „w drobnych sprawach”. „Drobne” przeoczenie.
Życie zawodowe: Lekarz postawił mylną
diagnozę, zastosował niewłaściwą terapię, bo nie zapytał, jakie choroby pacjent
dawniej przechodził.
Niedoświadczony rolnik
dowiedział się, jaki nawóz powinien dać pod kapustę. I jest zadowolony.
Niesłusznie. Powinien jeszcze wiedzieć, kiedy go dać i w jakiej ilości.
Życie gospodarcze: Zaplanowano budowę zakładów przemysłowych
z myślą o produkcji eksportowej. Znano aktualne ceny i trafnie przewidziano
wzrost popytu, ale nic nie wiedziano o nadchodzącym przełomie w technice
produkcji i o planach konkurencji.
Chwali się wzrost wydajności
fabryki Z. o sześćdziesiąt procent! Nadzwyczajne! Ale ile kosztowały nowe urządzenia, które umożliwiły ten
wzrost produkcji?
(Znając dość dobrze te zagadnienia, mógłbym
dodać: czy ten wzrost w ogóle był prawdziwy? Czy zastosowano właściwe mierniki? Czy te
mierniki nie były czymś zniekształcone? Popularny dowcip z tamtych czasów:
„Fabryka igieł, żeby wykonać wagowy plan produkcji, rozpoczęła produkcję
wideł”.
Anonimus).
„W błąd wprowadza nas najczęściej, jeśli nie
jedynie to, że zasady, z jakich wnioskujemy, że podstawy, na jakich opieramy
nasze rozumowania, są tylko częściowe; że zawsze jest tu pominięte coś, co
powinno wejść do
rachunku, aby uczynić go trafnym i ścisłym” (John Locke).
W latach propagandy sukcesu
szczycono się tym, że pogłowie bydła i nierogacizny na 100 ha w Polsce było
jednym z największych w świecie; jeżeli nawet ta informacja odpowiadała
prawdzie, to w każdym razie brakowało w niej danych porównawczych o wydajności
i ekonomiczności naszej gospodarki hodowlanej. Często dopiero bieg wypadków
(zaskakujący dla niektórych) ujawnia, jak bardzo niepełna była nasza informacja.
Nauka: Chłodne umysły
uczonych błądzą w podobny sposób. Wilhelm M. Wundt
sformułował ogólne prawa zapamiętywania na podstawie fantastycznie
skrupulatnych eksperymentów, które jednak uwzględniały tylko słowny materiał.
Wielcy filozofowie, uczciwie
szukający prawdy, głosili skrajnie różne filozofie. Dlaczego? Między innymi dlatego, że budowali ogólne poglądy na różnych
prawdach częściowych. Tak samo dawni psychologowie. Na przykład teoria Freuda
tłumaczy niektóre sny, ale na pewno nie wszystkie. Sądzę, że Freud i inni
twórcy koncepcji psychologicznych, historiozoficznych i ekonomicznych znali
granice stosowania swoich teorii, lecz ich uczniowie często tracili je z oczu;
jednostronnie uwzględniając
tylko jeden rodzaj faktów, wyciągali z nich wnioski zbyt daleko
idące, więc fałszywe.
Nam się zdaje, że prawdę zdobyliśmy całą,
Gdy ledwie cząstki głupstwa pozbyć się udało.
Lucjan Siemieński
Powyższe przykłady wskazują na błąd formalny w opiniowaniu, formułowaniu
teorii lub decydowaniu bez oparcia na wystarczającej dla danego zadania ilości
informacji. Zakładam jednak, że są one osiągalne w danym czasie i miejscu.
Jednakże lekarz może znaleźć się w sytuacji, kiedy musu zapisać leki bez
czekania na wyniki laboratoryjnych badań, dowódca często musi decydować bez
dokładnego rozpoznania. Nie tylko lekarz, nie tylko dowódca. Dla
odpowiedzialnego człowieka jedną z najcięższych sytuacji jest ta, w której musi
podjąć ważną decyzję na podstawie informacji, o których wie, że są niedokładne
lub niewystarczające.
Na marginesie: Zazdrościć można ignorantowi tych chwil, kiedy to łatwo i z dużą
pewnością siebie wyrokuje o mnogości spraw. Jego optymizm i śmiałość imponują,
ale cena, którą później on sam, i nie tylko on, płaci za te chwile euforii,
bywa wygórowana.
Ogólnikowość i jednostronność ……… 28
Jak postępował? Wypełniał swój obowiązek, z lojalności dostrzegał
tylko połowę prawdy.
Najpospolitsze rodzaje niewystarczalności to ogólnikowość i jednostronność.
Jeżeli jako turysta wybieram
się zwiedzić kopalnię, wystarczy mi kilka informacji o jej historii i aktualnej
produkcji, co innego jeśli mam zostać jej kierownikiem...
Ogólnikowość jest wadą, gdy zbyt niski poziom szczegółowości nie
odpowiada zapotrzebowaniu
na nią. Nieraz mówi się wtedy o niedokładności. Rzeczywista
niedokładność to pominięcie istotnego szczegółu, ale niedokładnością nazywa się
czasem drobną omyłkę...
Niepełna, a ponadto stronniczo
wyselekcjonowana informacja jest dziełem stron zaangażowanych w spór.
Dziewczyna, która przed rodzicami broni swego prawa wyjścia za mąż, przedstawia
swego ukochanego jako zdolnego człowieka z twórczą fantazją, niezależnego w
sądach indywidualistę; przypomina sobie i żywo opowiada o tym, jak to on sam
reperuje motocykl, choć nigdy się tego nie uczył, jakie pomysły usprawnień
zaproponował swojemu ogrodnikowi, jak wyśmiewa tak samo ministrów, jak i
opozycjonistów. To wszystko prawda, ale rodzice zaobserwowali, że chłopiec nie stroni od wódki, że
kłamie, że wymiguje się od roboty, że cynicznie podchodzi do wielu spraw i
zagadnień. Na podstawie swojej informacji częściowej (i miłości) dziewczyna
upiera się, że poślubi chłopca, a rodzice na podstawie swojej informacji (i
troski) energicznie się sprzeciwiają.
-
Więc nie ma pan żadnych wad?
- Mam tylko jedną!
- Jaką?
- Ja łżę!
Zasłyszane – Anonimus
Zabiegiem bardziej subtelnym od przemilczania części prawdy jest eksponowanie i
wyolbrzymianie informacji harmonizujących z reprezentowaną postawą a wyciszanie
i pomniejszanie tych, które mogłyby ją podważyć. To klasyczny zabieg każdej propagandy.
Przestrzegając przed ufnym
poleganiem na informacji częściowej lub częściowo eksponowanej, trzeba
przyznać, iż informacja pełna jest rzadko osiągalnym ideałem. Nawet w wąskiej skali życia osobistego
nieczęsto wiemy wszystko, co trzeba, by mieć pewność, że nie popełniliśmy
błędu, a cóż dopiero w szerokiej skali życia społecznego, gospodarczego,
politycznego. Stąd – pewność niepewności.
Nadmierne uproszczenia
……… 30
Starajmy się przedstawiać rzeczy jak najprościej, ale nigdy jeszcze
prościej.
Obrazy rzeczywistości – tak jak je
odbieramy, pamiętamy i przedstawiamy – są i muszą być uproszczone. Nawet
oglądając pojedynczy przedmiot, nie dostrzegam jego rozlicznych szczegółów, nie
rozumiem – i przy mojej znajomości fizyki nie potrafię zrozumieć – jego budowy;
równie powierzchowne są moje wyobrażenia o ludziach, o instytucjach, o sytuacjach.
Zwłaszcza o instytucjach społecznych. Są one nieskończenie bogate,
skomplikowane, pełne sprzeczności i znaków zapytania, tak że
wierny ich obraz musiałby być także przebogaty, skomplikowany, pełen
sprzeczności i znaków zapytania – nie mieściłby się w świadomości i nie byłby
funkcjonalny. Co pozostaje? Śledzenie tylko tych wątków, które zdają się
istotnymi dla danego zadania; zadawalanie się liczbami przeciętnymi, a więc
uproszczenia i schematyzacje są nieuchronne. I ryzykowne.
Najwulgarniejszym rodzajem
uproszczeń i uogólnień są wnioski wyciągane z przypadkowych wiadomości. Mało wiem, mało rozumiem, nie mam
czasu zgłębić, jak działają mechanizmy wielkich instytucji, więc wyrabiam sobie
zdanie na podstawie...
opowiadań, a te, jeśli nawet nie są stronnicze, to w każdym razie
są fragmentaryczne.
Uproszczenia, schematyzacje i uogólnienia
zawierają dowolność i to nie tylko wtedy, gdy rozprawiamy o instytucjach, o
charakterze przeciętnego Polaka lub o problemach przeciętnego gospodarstwa
wiejskiego, ale i wtedy, gdy posługujemy się liczbami. Na przykład, wysoki
przeciętny zarobek pracowników przedsiębiorstwa może ukrywać dużą rozpiętość
między świetnie zarabiającymi pracownikami wykwalifikowanymi a nędznymi
zarobkami niewykwalifikowanych.
Już samo wtłaczanie życia społecznego w
tabele i liczby jest zabiegiem równie koniecznym, jak zniekształcającym
poznanie. Liczbami daje się objąć tylko niektóre aspekty rzeczywistości, na
przykład produkt globalny (na marginesie:
łatwo o zniekształcenia, błędne wnioski itp. - tematy bardzo obszerne i niezbyt
znane. Anonimus), tempo wzrostu (jak wyżej – z produktem globalnym. Anonimus) , dochody,
zwłaszcza nominalne, ale umykają takie fakty, jak zadowolenie lub
niezadowolenie, rozwój charakterów albo rozkład etyki – dlatego zafascynowani
liczbami skłonni są popełniać błędy przez niedocenianie nadliczbowych wartości.
Pominięcia, uproszczenia, schematyzacje i bezzasadne uogólnienia nie wprowadzą
w błąd przygotowanego, gdy rzetelnie stara się o wyrobienie sobie zdania, ale
czy wielu jest takich wysoko wykwalifikowanych i umysłowo rzetelnych odbiorców
informacji?
Rozwlekłość i przeładowanie
……… 32
Optymista – człowiek, który słysząc słowa referenta: „w
podsumowaniu”… wsuwa stopy w uciskające go buty.
W obawie przed nadmiernymi uproszczeniami
i uogólnieniami, w obawie przed przeoczeniem istotnych szczegółów łatwo wpaść w
drugą skrajność – rozwlekłość. W morzu słów i szczegółów tonie istotna treść.
Słuchacz lub czytelnik niecierpliwi się, traci czujność i może wyłączyć uwagę
akurat w najważniejszym miejscu referatu, instrukcji, podręcznika…
Jeśli raport, do którego mam się ustosunkować, ma sześćdziesiąt stron, w
tym czterdzieści zajmują mało istotne szczegóły, to być może, zareaguję nań jak
na pustosłowie. No, a jeśli jestem człowiekiem bardzo zajętym, to w ogóle
długich raportów i ekspertyz nie czytam. Podobno w RFN socjolog nie ma prawa
wręczyć dyrektorowi przedsiębiorstwa ekspertyzy przekraczającej trzy strony
maszynopisu. Nie tłumaczy w niej przebiegu i metod badania, tylko zwięźle
przedstawia wnioski. A
u nas...!
Jak zawieranie istotnej i bogatej treści w niewielkiej ilości słów świadczy o
inteligencji, tak przekazywanie błahej lub ubogiej treści w długich
wypowiedziach świadczy o... czymś przeciwnym.
Rzeczywiście, sporej inteligencji wymaga sformułowanie wypowiedzi w sam raz –
nie za krótkiej i nie za długiej, zachowanie właściwego poziomu szczegółowości
i właściwego poziomu ogólności. U nas jednak płaci się za objętość sprawozdań,
artykułów, książek...
Słowa, tyle słów!
Źródła gadatliwości: egocentryczne niedostrzeganie reakcji słuchacza,
łatwość słowa, stąd powtarzanie tego samego inaczej, jeszcze tak, i jeszcze
tak, przyjemność
„dźwięczenia” i bezkrytycznego wypowiadania wszystkiego, co się
na myśli nasunie, a to – przy cechującym niektórych ludzi bogactwie skojarzeń –
powoduje stałe ześlizgi z tematu.
Niejednoznaczność ……… 34
Dziecko: Pani pokaże fioła.
Gość: Fioła! Jakiego?
Dziecko: Tego, co tatuś powiedział, że pani ma.
„Trzy osoby na utrzymaniu” deklaruje petent
w urzędzie skarbowym.
„Żona nie pracuje?”. „Pracuje”.
„Ma pan troje dzieci?”. „Nie, jedną córkę”. „To dlaczego podaje
pan trzy osoby?”. „Żona
zarabia tak mało, że się nie liczy, więc żona, córka i ja, trzy osoby”.
„Nie wiem, co robić” – zwierza się młoda
urzędniczka starszej koleżance. „Szef wciąż mnie obserwuje. Czy wobec tego
powinnam uśmiechać się do niego, czy więcej i staranniej pracować?”.
„Kowalski jest tolerancyjny”. Ta opinia
przeważyła. Zaangażowano go. Ale tolerancja ma kilka odmian. Istnieje
tolerancja, która świadczy o szerokości horyzontów, o szacunku dla cudzych
poglądów i postaw, i taka, która pochodzi z bezmyślności, oportunizmu,
lenistwa, obojętności i tchórzostwa…
Tolerancyjny Kowalski rzeczywiście – tak jak spodziewaliśmy się – ma dobre stosunki z
pracownikami, ale dlaczego? Nie sprzeciwia się nieróbstwu, brakoróbstwu,
pijaństwu, złodziejstwu. Nawołujemy: Więcej tolerancji! Tyle samo sensu miałoby
wołanie o więcej nietolerancji.
Informacja niejednoznaczna wprowadza w
błąd, gdy wydaje się jednoznaczna.
Niezrozumiałość ……… 35
Przy takiej kazuistyce z luzami fakultatywności byle furfant da sobie radę z karencją.
Niejasność, mętność - macierz nieporozumień i błędów.
Niezrozumiałość polecenia – niezgodne z nim postępowanie. Niezrozumiałość
instrukcji – zepsucie przyrządu. Niezrozumiałość ostrzeżenia – katastrofa.
Piszę o niezrozumiałości w ogóle, ale należałoby zaznaczać:
niezrozumiałość dla danego odbiorcy; sprawdzanie zdolności odbiorców do
rozumienia przekazów powinno być ważną wskazówką dla ich nadawców.
Niezrozumiałość zamierzona: „Mój projekt
przeszedł bez dyskusji” – pochwalił się pewien profesor. „Jak to zrobiłeś”. Mówiłem
szybko, niezbyt komunikatywnym językiem. Więc potakiwali”. Nikt z obecnych nie chciał przyznać się, że nie rozumie. Albo
ten i ów myślał, jak jeden z prostaczków Moliéra: „To
musi być wspaniałe, bo nic nie rozumiem”.
Niezrozumiałość z pretensjonalności. Naukowy żargon i ciężka konstrukcja
zdań ma sprawiać wrażenie uczoności. Stary autorski zabieg – przemycanie
banałów w napuszonych szatach i stwarzanie pozorów głębi za pomocą mącenia
wody. Dobry pisarz sprawia wrażenie prostszego, nawet płytszego niż jest, a zły stwarza pozory
głębi.
Niezrozumiałość z mętności. Nie zdoła
jasno wyrazić myśli autor, który jasno nie myśli, ani ten, który sam nie
rozumie przedstawianej przez siebie rzeczy.
Niezrozumiałość języka, ale
także innych sygnałów. Za plecami gospodarzy miną daję znak żonie, że czas iść
do domu. Lecz mój sygnał odbiera inaczej; wydaje się jej, że właśnie w tej chwili mówi coś niewłaściwego,
więc peszy się, gwałtownie zmienia temat.
Aleksander Świętochowski
opisuje, jak dla żartu ułożony przez niego wierszyk „tkanina bardzo
błyskotliwych słów, zadzierzgniętych niemal mechanicznie, bo tylko
prawidłowością gramatyczną, i nie wyrażających żadnych
treści” – był deklamowany i budził zachwyt. Kilkadziesiąt lat później jeszcze
śmielej powtórzył ten żart Antoni Słonimski. Założył
się, że wygłosi bezsensowny odczyt i że publiczność przyjmie go bez protestu.
Zakład wygrał. To było przed
wojną. Dziś nie miałby się z kim zakładać, współcześni poeci
przyzwyczaili nas do tego, że mowa nie musi być sensowna... Byle tylko z prawa współczesnych
poetów nie skorzystali nie poeci. Byle znakomici panowie dr i doc. pamiętali o przestrodze Stanisława
J. Leca: „Dwie siły
potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot; nie należy
dopuścić do narodzin hybrydy –
precyzyjnego bełkotu”.
Informacja pozorna ……… 37
Czy to jest to?
Mylenie konkretnej informacji z
ogólnikowym sądem.
„Kowalski to porządny człowiek” – jeśli na podstawie
takiego ogólnikowego sądu zaangażujemy Kowalskiego do odpowiedzialnej pracy,
może okazać się, że porządny człowiek nie jest porządnym urzędnikiem. Tym bardziej
może stworzyć złudzenie poinformowania informacja niepełna, ale silnie
zabarwiona słowem mającym wydźwięk emocjonalny, przecież innym rodzajem
przekazu jest wiadomość: „często ma spory z dyrekcją, bo poważnie traktuje
swoje funkcje w radzie zakładowej”, a innym: „pierwszy do rozróby”; innym:
„bierze prace zlecone”, a innym: „chałturzy”; innym maluje bezpretensjonalne płótna
o popularnej tematyce”, a innym: „produkuje kicze”.
Pusty frazes: „dokonały się postępy po
linii ideologii” (jakie?),
„na spotkaniu przemawiał Zawadzki” (co powiedział?), „rokowania toczyły się w atmosferze wzajemnego zrozumienia”
(ale na jaki temat, z jakim rezultatem?), „komisja
stwierdziła niesprawność handlu” (to ci odkrycie!) i
„nakazała jego usprawnienie (a konkretnie?). Pozór informacji w sklepie
„Delikatesy”: „Co jest w tej puszce z napisem <<Abbas muslor i vatken?>>”. „Muslary” – objaśnia sprzedawczyni. Pozór informacji na konferencji prasowej: „Jaki był wynik rozmów?”. „Zbliżenie poglądów”.
Ten i ów, zwiedziony pozorem, czuje się poinformowany, choć nie jest, i może
nawet wyrabia sobie opinię na podstawie informacji pozornej.
-----
- O czym ksiądz mówił dziś na kazaniu, pyta żona.
- O grzechu.
- Co mówił?
- Był przeciw.
(zasłyszane lub gdzieś „czytane”.)
Wg mnie równie dobrze można potraktować to jako zwięzłe rzeczowe, przekazanie
informacji, przynajmniej czasami. (Patrz wyżej: Rozwlekłość i przeładowanie).
Anonimus)
-----
Najczęstszym rodzajem informacji pozornych
są domysły. Plenią się one tym bujniej, im intensywniejsze jest zapotrzebowanie
na jeszcze nie istniejącą wiedzę, na trudno osiągalne
lub niedostępne informacje. Życie nie zawsze chce czekać na naukę, a
informacyjna próżnia wsysa byle co. Wsysa przypuszczenia,
przyswaja je sobie i traktuje na równi z udokumentowaną wiedzą.
Domysł odgrywa ogromną rolę w poznawaniu
rzeczywistości, często zaczyna się ono od domysłu, tylko że po nim powinna
nastąpić weryfikacja. A
gdy ona jest niemożliwa? Także i wtedy domysł może być funkcjonalny, byleśmy tylko traktowali go jako zło konieczne. Błąd
metodologiczny popełniamy dopiero wtedy, gdy polegamy na domyśle, choć
informacja jest osiągalna, i gdy domysł – to jest namiastkę – traktujemy jak
godną zaufania rzeczywistą informację.
Wciąż mylimy „tak mi się
zdaję” i „wiem”. Mylimy zarówno wtedy, gdy własne „tak mi się zdaję” traktujemy
na równi z „wiem”, jak i wtedy, gdy czyjeś mniemanie traktujemy jak pochodzącą
z dobrego źródła informację.
Pozorujące informację domysły nie tylko
same są często błędne, ale stanowią punkt wyjścia do rozumowań i poczynań,
których rezultaty nie mogą być zadawalające. Jeśli „wiem”, że dziecko źle się
uczy, bo jest leniwe, narzucam mu dyscyplinę, zmuszam do pracy, sypię karami, daremnie
je zamęczam i unieszczęśliwiam, choć, być może, jest ono po prostu
niezdolne.
Domysł bywa namiastką nie tylko czystej informacji, ale także próbą poznania
przyczyny, tylko że dziecko i człowiek prymitywnie
myślący traktuje pierwsze objaśnienie, które mu przyjdzie na myśl, jako
zadawalającą odpowiedź. „Dlaczego wróble nie odlatują na zimę?” – pyta Maciuś i wobec milczenia rodziców sam sobie odpowiada:
„Bo się przyzwyczaiły. Bo się przyzwyczaiły” – powtarza i jest pewny swojej
racji.
„Prawda nie sprawia na świecie tyle
dobrego, ile złego sprawiają jej pozory” – zauważył La Rochefoucauld.
Rzeczywiście, niejedno działanie oparte na pozorach informacji doprowadziło do
tragedii.
Nieaktualność ……… 41
- Nie żeń się, bo...
- Dziś rano wzięliśmy ślub.
Właściwa
informacja we właściwym czasie.
Co mi przyjdzie z wiadomości o wakacjach na wsi, w Zwierzyńcu, jeśli już
wykupiłem wczasy w Wilkasach? Co z wiadomości o cenach...
Zwracano uwagę na to, że nieraz w drodze do decydenta informacja tak
powoli przechodzi przez poszczególne szczeble przekaźników, że do celu dociera
zdezaktualizowana i decydent reaguje na sytuację, która już się zmieniła.
W porę odebrana informacja może zapobiec
katastrofie, zmniejszyć jej następstwa, albo umożliwić maksymalne wykorzystanie
pomyślnych okoliczności.
Niektóre ciężkie choroby są uleczalne pod warunkiem wczesnego
wykrycia. Koniunktury gospodarcze przynoszą szczególnie duże korzyści tym, którzy w czas
odebrali i właściwie zinterpretowali sygnały ich nadchodzenia. Warunkiem
powodzenia wszelkich przedsięwzięć jest koordynacja działań, a to zależy między
innymi od obiegu dokładnych i we właściwym czasie dochodzących informacji o
potrzebach, możliwościach i środkach.
Teoretycy zalecają odkładać sądy i
decyzje do czasu gruntownego poznania, sprawdzenia i przemyślenia wszystkich
istotnych informacji. Niby słusznie, ale... ktoś, kto
by ściśle stosował się do tego zalecenia, zredukowałby wprawdzie liczbę błędów,
ale dużo bardziej zredukowałby liczbę sądów, decyzji i działań.
Nie, nie możemy dopuścić do tego, by nas brak pełnej informacji paraliżował,
bylebyśmy tylko byli świadomi tej niepełności, oględni w formułowaniu sądów,
otwarci na nowe informacje i zawsze gotowi do rewizji naszych dotychczasowych
poglądów i decyzji.
* Powiedziałem w tym rozdziale, że:
brak informacji stwierdza się zwykle ze
względu na konkretne zadanie, lecz istnieje także ich brak ze względu na ogólną
kulturę człowieka;
brak potrzebnej informacji jest
bezwzględny, gdy wynika z niewiedzy, z jej rzeczywistego braku w skarbnicy
ludzkiej wiedzy, albo względny, gdy potrzebujący nie przyjmuje jej, nie chce
lub nie umie jej szukać;
niewystarczalność informacji
jest częstsza i powoduje więcej błędów niż całkowity jej brak;
pożądana jest taka informacja, której szczegółowość
jest odpowiednia do jej zadania;
poważną wadą informacji-przekazów jest ich
rozwlekłość;
inną wadą – niedostateczna jasność;
pozbawioną wartości jest informacja nieaktualna;
wiele błędów pochodzi z traktowania ocen i domysłów jak informacji.
Wady poinformowania z wad charakteru ……… 44
Nie szukajmy poza sobą
przyczyn naszego niedomagania, jest ono w nas, tkwi w naszych wnętrznościach i
to właśnie, iż nie czujemy choroby, czyni nam trudniejszym jej wyleczenie.
Montaigne
Przyczyny zewnętrzne i wewnętrzne ……… 44
- Mów wyraźniej!
- Słuchaj uważniej!
Moja
wina? O, nie!
Broniąc dobrej samooceny lub odpierając krytykę, zwalam winę za błędy na
czynniki zewnętrzne. Nie słyszałem? to przez hałasy; przeoczyłem? to przez pośpiech; wybrałem najgorszą metodę? to na
skutek dezinformacji kolegów;
nie jestem właściwie poinformowany? to
przez brak kontaktów. Albo znów tłumaczę, że sygnał był prawie niesłyszalny, za
słaby w stosunki do innych, niewyraźny, krótkotrwały, niejasny. Kiedy indziej
narzekam ogólnie na wadliwy system zbierania i przekazywania informacji – nie
ma ich tam, gdzie są najpotrzebniejsze. To wszystko
prawda, dotarcie informacji zależy w dużym stopniu od okoliczności
zewnętrznych, lecz ich odebranie i przyswojenie zależy od warunków wewnętrznych. Co
więcej, warunki wewnętrzne potęgują lub łagodzą wpływ negatywnych okoliczności
zewnętrznych, a nieraz same, jak w przypadku mylnego domysłu, wtrącają w błąd. Czynnik zewnętrzny – niejasność posiadanej informacji
– nie zgubi czujnego odbiorcy, poprosi o dodatkowe objaśnienie, podczas gdy
poprawnie podana informacja, jeśli trafi na roztargnionego odbiorcę, nie
zapobiegnie popełnieniu głupstwa.
Odpowiedzialne za błędy
są przede wszystkim cechy umysłowości i charakteru danego
człowieka. Dostrzega on, słyszy i zapamiętuje to, do czego dostrzegania,
usłyszenia i zapamiętania został wyeksponowany przez naturę, doświadczenie,
trening, naukę i aktualne nastawienie. I odwrotnie, bywa tak, że patrzy, ale
nie widzi. Może przeczytać coś, czego nie zna, lub co
w danej chwili nie znajduje się w polu uwagi (czytam, a w kuchni przypala się
zapiekanka), coś ważnego, czego ani nie szuka, ani nie oczekuje (radio podaje
treść dotyczącego nie rozporządzenia, ale go nie słyszę, bo tylko czekam na
prognozę pogody). Typowe jest niedosłuchanie
informacji lub niedoprowadzenie poszukiwań do końca
przez niecierpliwość, przez pewność „wiem lepiej”, „niczego nowego się nie
dowiem”, lub przez obmyślanie reakcji na już otrzymane wiadomości. To, co
dostrzegam w ludziach, w sytuacjach, zależy czasem od nastroju, w jakim się znajduję.
Pamiętając o mało od nas zależnych zewnętrznych (obiektywnych)
przyczynach braków i wad poinformowania, będziemy mówić głównie o – bardziej od
nas zależnych – przyczynach wewnętrznych.
Fałszywy wstyd …….. 46
No, spytaj pana, gdzie jesteśmy.
Ambicyjka lub fałszywy wstyd utrudniający przyznanie się do niewiedzy.
Wstydliwy milczy i udaje, że wie, bo sądzi, iż prośba o informację
kompromituje. „Dlaczego nie zapytałeś majstra o to, jak się zabezpiecza aparat
przed działaniem kwasów?”.
„Głupio mi było, pomyślałby, że się na niczym nie znam”. „Dlaczego nie
zapytałeś go, skąd zaczerpnął informację o zmianie przepisów?”. „Krępowałem się”. Nowo mianowany
dyrektor nie umiał „czytać”
danych księgowości*, nikogo nie poprosił o ich wytłumaczenie, w rezultacie często działał na
ślepo. Powiadają, że gdzie jest wstyd, tam można oczekiwać cnoty, lecz wstyd
przyznania się do niewiedzy ani nie pochodzi z cnoty, ani do cnoty nie wiedzie
i raczej sam powinien być przedmiotem wstydu.
Do tego niemądre psychiczne
opory. (...)
* W
tamtych czasach zjawisko niemal powszechne, choć z tym działaniem na ślepo, to przesada. Dyrektor przeważnie jednak wcale
się nie wstydził swojej nieznajomości, tylko zwyczajnie lekceważył księgowość.
Po części wynikało to
z uwarunkowań, po części z przysłowiowych „klapek na oczach” samej księgowości.
Anonimus
Lenistwo ……… 47
Leniwy dwa razy robi.
Unikanie trudu gromadzenia i
weryfikowania informacji lub – sięgając głębiej – brak motywacji dość silnej do
przełamania lenistwa. Lenistwo z obojętności, z lekceważenia zdania, tu-mi-wisizm.
Wygodnie jest wierzyć, iż to, co wiem wystarczy. Splamiłem sweter jodyną. Moja
„wiedza” o wywabianiu plam nie wychodziła poza gorącą wodę, mydło i proszek E.
Zastosowałem te środki, plama została, sweter podniszczyłem. Dlaczego? Bo nie
chciało mi się szukać na półkach książeczki o „chemii domowej”.
Wstępne badania dały
jednoznaczną odpowiedź: metoda A powinna się sprawdzić; wobec tego nie zadano
sobie trudu rozpatrzenia innych proponowanych metod...
Spółdzielnia wpadła... (...) Szef zaopatrzenia...
(...) Decydenci na najwyższych
szczeblach powierzali czytanie statystyk profesorom!
Na karb lenistwa składam powierzchowność,
nieuwagę, błędy z niedoskonałości obserwacji (na przykład laboratoryjnych) i z
niedokładności czytania
(na przykład instrukcji). A także niechęć do informacji i teorii,
których zrozumienie i uwzględnienie wymagałoby trudu i zastanowienia. Zdarza się bowiem, że przy ocenie koncepcji i rozumowań uznajemy za
ważne te, które szybko i dobrze pojęliśmy, a za nieważne lub fałszywe te, które
są dla nas trudne i niecałkiem jasne. „Rodzaj ludzki żywi
zdecydowaną odrazę do wysiłku umysłowego. Gdyby nawet wiedzę zdobywało się
łatwo, znakomita większość
naszych bliźnich wybrałaby ciemnotę, nie zaś nieznaczne bodaj
trudy”. Chociaż... nie, autor tego zdania, Samuel Johnson,
nie wypowiedziałby go dzisiaj. Dziś ludzie zdają sobie sprawę z doniosłości
wiedzy i gdyby można ją było nabywać łykając pigułki w kolorowych opakowaniach,
to jestem pewny, że zadawaliby sobie trud łykania ich.
Co prawda, są zadania, które i pracowitego poddają ciężkiej próbie. Nieraz wiele godzin i wiele miesięcy spędzić trzeba na
czytaniu książek i
czasopism, w których znajduje się zaledwie parę linijek istotnych informacji,
na żmudnych eksperymentach, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi, na
rozmowach z osobami, które może wiedzą, ale mówią, mówią, wszystko nie na
temat...!
Na marginesie
Warto pamiętać, że z
„lenistwa” do nudnej, ciężkiej lub żmudnej pracy powstało dużo
usprawnień a nawet wynalazków. A z tymi „tabletkami na wiedzę”, to dobra
myśl!
Anonimus
Nadmiar dynamiki …….. 49
Jak tu czytać, gdy mnie rozsadza?
Leniem się zwykle pogardza, lecz bardziej
niebezpieczny bywa typ, którego energia rozsadza. Leń jest przeważnie
dobrotliwy, prawda że skłonny do pasożytowania, ale
nie wyrządza krzywdy na wielką skalę. Nie doszłoby do wielkich tragedii, gdyby
taki na przykład Hitler, taki na przykład Mussolini i inni podobni byli zbyt
leniwi, by działać.
Leń popełnia mało błędów, bo jest mało
aktywny, nie organizuje prześladowań i mordów – bo i
to wymaga wysiłku. Groźny jest nie tyle leń, ile człowiek, dla którego czyn
jest wartością samą w sobie; człowiek, który tak rwie się do czynu, że nie ma
czasu na przemyślenie wszystkich jego możliwych konsekwencji. I jakże często
gorączka czynu jest proporcjonalna do nieuctwa!
Jednostki bardzo dynamiczne są na ogół (choć to nie reguła) gorszymi obserwatorami,
słuchaczami i czytelnikami. Reagują zbyt szybko, przystępują do dzieła
zadowalając się byle jaką informacją, w rezultacie nieraz wyrządzają więcej zła
niż dobra, tym bardziej że swoje błędy wyposażają w ładunek porywającej i zwycięskiej
żywotności.
Małe dziecko bawiło się na
zamarzniętym stawie. Lód był cienki, wiec ludzie wołali: „Wracaj! Uważaj! Bo
wpadniesz do wody!”. Dziecko wahało się, a wtedy człowiek dynamiczny ruszył na
staw, by dziecko sprowadzić i... lód załamał się pod
nim i pod dzieckiem. Na szczęście było płytko.
Najtańszym rodzajem – albo lichym pozorem
– dynamiki jest niecierpliwość. Nowy mechanik przerwał pouczenia starego
majstra, który mówił wolno, monotonnie, powtarzając znane przestrogi. „Przecież ja to wszystko wiem” –
fuknął, wziął się do roboty… i narobił braków. Nie wszystko wiedział.
Nadmiar pewności siebie ……… 50
Jak miło jest przeceniać się! I jak
niebezpiecznie!
Gubimy drogę nie skutkiem ignorancji, a
skutkiem pewności siebie. Czym prędzej zastrzegam się, że wiem, ile
zawdzięczamy pewności siebie. Gdy nie mamy jej, często
popełniamy błędy przez odwlekanie decyzji i bezczynność, unikamy
odpowiedzialnej pracy, nie protestujemy, choć podejrzewamy głupstwo lub
nieuczciwość, nie ośmielamy się wystąpić z propozycją dużej zmiany.
Jednocześnie jednak wygórowane przekonanie o swoich zdolnościach,
doświadczeniu, wiedzy, inteligencji czy intuicji, niezachwiana pewność własnych
poglądów nie tylko toruje drogę błędom, ale także mocno je fortyfikuje. Pewny
siebie lekceważy cudze propozycje i projekty, nie zważa na racje innych, nie
potrafi korzystać z krytyki, nie słucha przestróg, nie szuka uzupełniających
informacji, bo jest pewny, że wie wszystko, co wiedzieć powinien.
Przypomina się powiedzenie Platona: „Istnieje
prosta ignorancja, która jest źródłem drobnych przestępstw i podwójna, która
towarzyszy zarozumiałości”.
Myśliciel rzetelny stale podejrzewa, że
może nie wiedzieć czegoś istotnego, ma otwarte oczy i uszy, często sprawdza czy
to, co wie, jest informacją pełną i pewną.
Obawy ……… 51
Jak struś?
Jak żaba?
Jak każde uczucie, tak i lęk – nawet
stosunkowo mały – wypacza obraz rzeczywistości. Drobny
przykład: komu
brak towarzyskich zalet, kto „boi się ludzi”, temu twarze ich wydają się mniej
sympatyczne niż temu, kto „ma szczęście
do ludzi” i talent zjednywania ich sobie.
Poważne obawy dwojako zakłócają odbiór i
ocenę informacji: bądź
„widzę” zagrożenie nawet tam, gdzie go nie ma (w każdym lesie o
zmroku), rzeczywiste zagrożenie wyolbrzymiam („strach ma wielkie oczy”) i
wierzę w bzdurne informacje zwiększające grozę („wszystko jest
możliwe”), bądź nie daję wiary złym wieściom („to nie może być, to byłoby zbyt
okropne”), staram się zagrożenia nie dostrzegać (zamykam oczy, chowam głowę w
piasek), a dostrzegłszy staram się je zlekceważyć („strachy na lachy”, „nie
taki diabeł straszny, jakim go malują”, nie odważą się”). Te skrajne różne
reakcje najczęściej tłumaczy się sytuacją i nastawieniem na walkę, albo na
ucieczkę.
Kto może walczyć i walczy, ten jest raczej skłonny do pomniejszania zagrożenia,
natomiast kto może tylko bezradnie czekać na to, co się stanie, ten jest
skłonny niebezpieczeństwo wyolbrzymiać. Żołnierze
idący do ataku są w większym niebezpieczeństwie niż cywile siedzący w piwnicach
bombardowanego miasta, a mimo to lękowej histerii ulegają częściej ci w
piwnicach.
Ja wiem, człowiek i żaba to różne
stworzenia, ale czasami – najmocniej przepraszam człowieka – jego reakcje
nasuwają mi na myśl ten wiersz:
Sprzężone w jedno
mózg i oko żaby
bezbłędny celownik do chwytania
żeru
dostrzega tylko
wroga
przed którym ucieka
ofiarę
którą goni.
Maria Kann
Obawy zakłócają nie tylko odbiór informacji, ale także
ich nadawanie. Jako pacjent w szpitalu nie mówię ordynatorowi podczas rannego
obchodu o tym, jak wyglądają porządki – a raczej nieporządki, bo wolę nie
narażać się pielęgniarkom i sprzątaczkom. W obawie przed naganą nie przyznaje
się, że za późno zgłosiłem zamówienie. Nie chcąc się narazić na protesty czy
wyobcowanie z towarzystwa, powtarzam tylko te informacje, które zgadzają się z
przeważającymi w nim opiniami (chyba, że odzywa się we mnie chochlik sprzeciwu,
wtedy chętnie mówię coś kontra – właśnie na złość). W trosce o dobry humor
szefa grubo obwijam w bawełnę niepomyślne wiadomości lub przemilczam informacje
sprzeczne z tymi, których on oczekuje.
Tragiczny przykład z wojny. Przed ofensywą w Cambrai (1917 r.), w której daremnie zginęło kilkadziesiąt
tysięcy angielskich żołnierzy, wywiad otrzymał informacje o dużych
wzmocnieniach pozycji nieprzyjaciela na tym odcinku frontu; informacji tych nie
przekazano głównodowodzącemu, „żeby go nie denerwować”.
„… Każdy szczebel powodzenia – cytuję z Myśli
Pascala – na który wznosimy się na świecie, oddala nas
od prawdy, gdyż ludzie bardziej boją się zranić tych, których życzliwość jest
korzystniejsza, a niechęć groźniejsza. Monarcha może być pośmiewiskiem całej
Europy, a tylko on sam nie będzie o tym wiedział. Nie dziwię się: mówienie
prawdy jest korzystne dla tego, komu się ją mówi, ale niekorzystne dla tych,
którzy ją mówią, bo ściągają na siebie nienawiść. Ci, którzy żyją w pobliżu
możnych, bardziej miłują własne korzyści niż dobro księcia, któremu służą; nie
pilno im wtedy świadczyć mu przysługę, szkodząc sobie samym”. Słowem – im
wyższe stanowisko piastuje człowiek, tym trudniej docierają do niego słowa
prawdy.
Jasne, iż narażanie się przez podawanie
rzetelnej informacji ma wiele stopni: na najniższym grozi krzywą miną szefa, na
najwyższym… śmiercią. Przypominam, że w Niemczech, wkrótce po dojściu Hitlera
do władzy, wydano tak zwaną ustawę o złośliwości (20.XII.1934 r.). Ustawa ta była wymierzona przeciwko „złośliwym atakom
na państwo i partię”, służyła ochronie munduru partyjnego. Wymyślanie i
rozpowszechnianie „kłamliwych informacji”, jak i obraza munduru czy też odznaki
NSDAP i jej organizacji były karane wiezieniem. Za „kłamliwą informację” uchodziły „nieprawdziwe albo poważnie
zniekształcone twierdzenia o stanie rzeczywistym, mogące działać na szkodę
dobrego imienia Rzeszy Niemieckiej lub też Rządu Rzeszy, NSDAP i jej
organizacji”. O tym, czy twierdzenie jest nieprawdziwe lub zniekształcone,
orzekał oczywiście jeden z członków NSDAP.
Nienawiść ……… 54
To nie człowiek, to wróg!
„Mówiono mi wiele złego o panu de...;
byłbym w to uwierzył pół roku temu, ale od tego czasu pogodziliśmy się” (Nicolas Chamfort). Gdy Isia kochała swego Zdzisia,
dostrzegała głównie jego szlachetność i rozum, teraz, gdy szuka moralnego
uzasadnienia odejścia, myśli i mówi: „Efekciarz, kupuje przyjaźnie, na niczym
mu nie zależy”. (Dlatego cynicy przestrzegają przed powierzaniem tajemnic
przyjacielowi – kiedyś stanie się wrogiem, a wywiadowcy, szukając informacji
obciążających podejrzanego, nieraz udają się do rozwiedzionej z nim żony.)
Oczernianie dawnej miłości – a niekiedy i
dawnej przyjaźni – oczernianie jej z przekonaniem jest jakby potrzebne dla
utrzymania w stanie nie naruszonym dobrego o sobie
mniemania. Jeśli ja byłem tym, który odszedł, czarny jej obraz uzasadnia moją
decyzję, jeśli zaś ona odeszła – to wolę ją widzieć czarno i z zemsty
przedstawiam ją czarno każdemu, kto gotów jest słuchać.
Ani Isia i Zdziś, ani Igrek i Iks nie byli wrogami, a mimo to czarno
retuszowali swoje obrazy, oczywiście, gdy dochodzi do wrogości, to czerń
pogłębia się. Z
im większą nienawiścią odnoszę się do danej osoby, tym więcej dostrzegam w niej
cech usprawiedliwiających moją nienawiść. Ostro widzę, wyolbrzymiam i
zapamiętuję każde jej głupstwo, każdą usterkę urody, umysłu, charakteru,
postępowania, a opacznie tłumaczę jej mądre i godne działania, jestem ślepy na
jej dobrą wolę i zalety inteligencji. Przypisuję jej najgorsze intencje i
motywy, wierzę w każdą najbzdurniejszą o niej plotkę. Wierzę i z lubością
powtarzam. By ludziom oczy otwierać. Moim ulubionym tematem są opowiadania o
jej małostkowości, samochwalstwie, egoizmie, o drobnych i niedrobnych
podłościach. Taką obsesję musiał zaobserwować Józef Conrad
Korzeniowski, skoro szczegółowo opisał ją w Zwycięstwie: „...wybuchał niespodziewanie, wymyślając na Heysta
bez miary, ostrożności i rozsądku, z twarzą nadbiegłą
krwią, przybrawszy pozory obrażonej cnoty, które nie byłyby w stanie oszukać
ani przez chwilę najbardziej dziecinnego z moralistów i zabawiały wielu
słuchaczy. Stało się ogólnie przyjętą rozrywką, aby popijając chłodzące napoje,
przysłuchiwać się na hotelowej werandzie, jak Schomberg
wymyśla na Heysta. Była to
pod pewnym względem znacznie większa atrakcja niż koncerty (...) Pobudzenie
aktora do występu nie przedstawiało żadnych trudności: każdy mógł do tego doprowadzić,
choćby i najdalszą aluzją”.
Jako że znienawidzonemu nie najlepiej
życzę, z lubością słucham i z lubością powtarzam plotki o nieszczęściach, które
nad nim wiszą lub już na niego spadają.
Osłabianie wroga przez oczernianie go należy do klasycznego
repertuaru brudnej walki. Oczerniany
traci sojuszników lub ma trudności ze zjednywaniem ich sobie, a jego
przeciwnicy dodatkowo się w swych uczuciach wzmacniają i – to ważne, to
najgroźniejsze – uznają, że wszystkie środki walki są usprawiedliwione.
Nastawiony wyłącznie na walkę ze
znienawidzonym nie dostrzegam w nim ani w jego postawie żadnych cech, które by
dawały szanse współpracy, choćby na niektórych odcinkach, współpracy dla dobra
przynajmniej częściowo wspólnej sprawy. Ponadto moje zachowanie w stosunku do
niego prowokuje go do odwzajemniania się podobnym, co z kolei potęguje moją
nienawiść. Miłość dość często nie jest wzajemna, nienawiść prawie zawsze
nienawiścią się odciska. Fatalne błędne koło!
Nienawiść jest wadą etyczną i praktyczną.
Jest wadą etyczną, gdyż utrudnia lub uniemożliwia sprawiedliwą ocenę drugiej
strony; jest wadą praktyczną, gdyż utrudnia lub uniemożliwia przewidywanie jej posunięć. W szachach
nie ma szans ten, kto nie odgaduje zamysłów przeciwnika. Podobnie w dużo poważniejszych
rozgrywkach , tylko że w tych poważniejszych, by przewidywać zamiary
przeciwnika, trzeba mieć pojęcie o jego kryteriach czy schematach rozumowania i
odczuwania, a to może okazać się niemożliwe , gdy patrzymy na niego przez gęsty
opar nienawiści.
Po linii sympatii społecznych ……… 57
Biali to my!
Kiedy gorąco sympatyzuję z jakąś grupą
czy organizacją, gorzej dostrzegam lub wcale nie widzę popełnianych przez nią
głupstw, wyrządzanych szkód i krzywd. Te same metody, które
potępiam jako barbarzyńskie, gdy stosują je moi przeciwnicy, stają się słuszne
(lub przynajmniej konieczne), gdy sięgają po nie moi przyjaciele. Mój
czarno-biały obraz odpowiada mi i odpowiada innym członkom mojej grupy. Więc
niech tak będzie: biali – to my, a czarni – to oni.
Im większe jest uczuciowe napięcie, tym
silniejsza ingerencja w odbiór odnośnych informacji. Do tego dodajmy, że
uczuciowe napięcie jest na ogół proporcjonalne do zaangażowania w sprawę; w
rezultacie – najbardziej zaangażowanym przywódcom ruchów społecznych grozi
najbardziej wypaczone postrzeganie społecznej rzeczywistości.
Ma się rozumieć, uczucia nie wypaczają
albo dużo mniej wypaczają poinformowanie i interpretacje, gdy dana
rzeczywistość jest wyraźna i prosta, jednolita i jednoznaczna; niestety – to
wciąż trzeba powtarzać – rzeczywistość międzyludzkich stosunków i sytuacji
społecznych prawie nigdy nie jest wyraźna i prosta, jednolita i jednoznaczna.
Pisał o tym Janusz Reykowski: „Zdarzenia społeczne angażują nasze motywy bardziej
niż jakiekolwiek inne. To, jak mnie ludzie oceniają, jakie są ich uczucia w
stosunku do mnie, jest zarazem bardzo ważne i bardzo nieokreślone. Również nieokreślone
i ważne są zdarzenia zachodzące w szerszym kręgu czy na arenie publicznej.
(...)
Każdy, kto się zastanowi, bez trudu
przypomni sobie rozpowszechnione w jego środowisku poglądy, które nie mają
gruntownego oparcia w stwierdzonych faktach, ale natomiast doskonale pasują do
życzeń, obaw lub niechęci tych, którzy te poglądy wypowiadają”.*
* J. Reykowski: Motywacja, postawy społeczne a osobowość. Warszawa
1979.
Stronniczość zbiorowa ……… 58
Przeciw lawinie?!
Wspólne, fałszywe obrazy rzeczywistości,
wspólne nastawienia lub schematy rozumowania są silniejsze i trwalsze od
indywidualnych, a to za sprawą wzajemnej sugestii, filtru otoczenia i kumulacji
zniekształceń. Im więcej osób w moim otoczeniu twierdzi, że przepowiednia się
sprawdza, tym bardziej jestem skłonny w to wierzyć. Gdy razem nienawidzimy,
lękamy się, albo unosimy się entuzjazmem, to wzajemnie w sobie te uczucia
podsycamy, a te z kolei kształtują lub wzmacniają wybiórczość przyjmowania
informacji.
Przez filtr otoczenia rozumiem
„mechanizm” utrudniający docieranie do jednostki innych informacji czy innych
interpretacji niż te, które dominują w otoczeniu. Gdy wszyscy wokół mnie
zwracają uwagę na łajdactwa Iksa i nigdy nie wspominają o jego szlachetnych
cechach, to moja opinia o nim będzie coraz bardziej „pogłębiona” i coraz
bardziej jednostronna. Podobnie z opiniami o partiach, władzach,
społecznościach i państwach. Przed wojną krążyły informacje o potędze Francji;
podobno niektórzy nasi sztabowcy powątpiewali w zdolność francuskiej armii do
skutecznego uderzenia w razie hitlerowskiej inwazji na Polskę, ich głosy jednak
nie mogły się przebić przez mit wiary w potęgę sojuszniczki.
Filtr otoczenia działa także przez
zastraszenie. Odwaga cywilna polega między innymi na stawianiu czoła nawet
przyjaciołom, gdy z entuzjazmem podają informacje wątpliwe lub wręcz fałszywe.
Tym bardziej odwagi takiej wymaga trwanie przy prawdzie w obliczu tłumu, który
gwizdami przyjmuje wiadomości i opinie nie po swojej myśli.
Kumulacja zniekształceń zachodzi wtedy, gdy wiadomość przepływa przez
kilka „stacji przekaźnikowych”. Klasyczne doświadczenie: proszono studenta, by
przerysował wizerunek sowy i podał go koledze, który też miał go przerysować; w
ten sposób „sowa” przeszła przez osiemnaście osób, z których każda widziała
tylko rysunek poprzedniczki; w końcowej wersji sowa przerodziła się w kota.
Jeśli tak bardzo może się zmienić obrazek neutralny, to cóż dopiero
nieobojętny, a przechodzący przez szereg jednakowo nastawionych „stacji
przekaźnikowych”, , z których każda w nim coś łagodzi, albo uwypukla, coś
ujmuje, albo dodaje. (...)
Czy pomoże glos lepiej poinformowanego, który zakwestionuje
prawdziwość tych wiadomości? Co może jeden głos przeciw lawinie!
Dodajmy, że owa pierwsza wiadomość może być tylko domysłem albo bujdą,
nie przeszkodzi jej to w nabieraniu rozpędu i rozmachu.
* Powiedziałem w tym rozdziale, że za braki i wady
poinformowania mogą być odpowiedzialne, oprócz okoliczności zewnętrznych,
warunki wewnętrzne a w szczególności:
lenistwo, jako że zadawala się informacją
niewystarczającą;
dynamika, jako że nagli do pochopnych działań;
nadmiar pewności siebie, a także nadmierna
pewność poglądów i decyzji, jako że skłania ona do lekceważenia informacji
sprzecznych z wyznawanymi poglądami lub kwestionujących słuszność podjętych
decyzji;
pod wpływem obaw człowiek pomniejsza albo
wyolbrzymia pobudzające go informacje;
nienawiść zaostrza postrzeganie i
skłania do wyolbrzymiania informacji oczerniających znienawidzonego, a utrudnia
dostrzeganie lub pomniejsza informacje, które dobrze o nim świadczą;
szczególnie duży wpływ na dopływ, odbiór i wypaczanie
informacji mają sympatie i antypatie zbiorowe.
Umysł nie dość otwarty ……… 62
Ignorancja to najmilsza na
świecie nauka, jako że nabywa się bez wysiłku i nie wtrąca w melancholię.
Giordano Bruno
Bezmyślność ……… 62
Bezmyślni, dla których nie ma znaków zapytania, i bezmyślni, którzy
mają odpowiedź na wszystko.
W latach siedemdziesiątych Huta Stalowa
Wola skonstruowała w kooperacji z amerykańską firmą potężny ciągnik, który
okazał się nieprzydatny, bo nie produkujemy potrzebnego doń zestawu maszyn
rolniczych. Bezmyślność? Tak, kierownicy huty nie pomyśleli, że przed
przystąpieniem do prac nad ciągnikiem-gigantem trzeba zebrać informacje o jego
zastosowaniu.
Udzielono kredytu zagranicznemu
importerowi, bez sprawdzenia jego już obciążonego konta. Bezmyślność?...
(...) Przytaczam te przykłady
bezmyślności, bo można ich było uniknąć dzięki tylko zastanowieniu się nad tym,
jakie informacje należy zebrać, by nie popełnić błędu. Jednak w innych
przypadkach samo zastanowienie nie wystarcza. By informację znaleźć, przyjąć,
zrozumieć, ocenić, wyciągnąć
z niej wniosek i zgodnie z nim postępować, konieczne są, poza
inteligencją, wiedza i doświadczenie.
Dowiaduję się o położeniu podwodnego wybrzuszenia terenu w jeziorze –
nic mi po tej informacji, jeżeli nie wiem, że na stoku takich wybrzuszeń lubią
się czaić szczupaki; szukając ich w czystej głębi na środku jeziora, okażę nie
bezmyślność, a brak doświadczenia i wiedzy.
Bezmyślność kosztowna (a jakże częsta!): podejmowanie ważnych, nieraz życiowych decyzji bez zebrania
istotnych informacji... (...)
Człowiek inteligentny, nabywając wiedzę,
uświadamia sobie obszary swej niewiedzy, lecz mało inteligentny lub ten, który
zdołał sobie przyswoić ledwie szczupły zasób informacji, łatwo popada w
zadufanie, sądzi, że wie bardzo dużo, może wszystko, czego potrzebuje. Nie
myśląc, nie uświadamia sobie złożoności konkretnych spraw i ogólnych zagadnień.
Nierzadko nawet powtarza: „to takie proste”.(Świat kolorów jest nadzwyczaj
prosty dla kogoś, kto ich nie widzi). W rezultacie, jakże często rozbija się o
przeszkody, których nie dostrzegł.
Ignorancja
ignorancji …….. 64
Nie wie, że nie wie, iż nie wie.
Jeśli wiem, że nie wiem - pół biedy. Najgroźniejsze są te luki, których
nie dostrzegam. Powtarzam - istotnym powodem błędów z niedostatku
poinformowania jest nie tyle sam niedostatek, ile przekonanie opiniodawcy czy
decydenta, że ma dane godne zaufania i wystarczające dla wyrobienia sobie sądu
lub podjęcia działania.
Ignorancja ignorancji to
przeważnie brak wiedzy przygotowawczej, brak wiedzy o wiedzy niezbędnej dla
uniknięcia błędu w danej sytuacji... Dyrektor przedsiębiorstwa musi wiedzieć,
jakich informacji stale wymagać...; lekarz musi
wiedzieć, jakich danych potrzeba..; pedagog musi wiedzieć... Jeśli każdy z nich jest dobrze
przygotowany do swej pracy, to w wielu sytuacjach zdaje sobie sprawę z tego, że
wie za mało.
Im więcej
kto z nas umie,
tym bardziej wie, jak mało
i łatwiej to rozumie,
im więcej kto z nas umie.
Remigiusz Kwiatkowski.
W skali najszerszej: wielomiliardowe straty były spowodowane między
innymi tym, że - widocznie - decydenci nie znali, a łudzili się, że znają stan
i potrzeby gospodarki naszego kraju.
Odnotować jeszcze trzeba brak
i nieświadomość braku informacji o błędach typowych dla danej działalności lub
na danym stanowisku. Mówi się, że każdy człowiek popełnia błędy, ale tylko
głupiec je powtarza. Parafrazując to zdanie: w każdej instytucji, w każdym
przedsiębiorstwie i systemie zdarzają się błędy, ale tylko w złej organizacji
powtarzają się te same. Dlaczego? Bo nikt nie przechowuje i nie przypomina
wiedzy o popełnionych błędach i ich przyczynach...
Z ignorancji ignorancji - zadawalanie się ryzykownymi uproszczeniami,
prawdami częściowymi i niedostrzeganie luk w posiadanych informacjach. Wiedzy i
doświadczenia wymaga na przykład wystrzeganie się pochopnego wnioskowania z
danych liczbowych. Mówi się, że za pomocą statystyki
można wszystkiego dowieść - tak, ale tylko laikowi, który nie uprzytomni sobie
przemilczanej części prawdy. (...)
I drugi
przykład: „Więźniowie, którzy odsiedzieli długoletni wyrok, rzadziej z powrotem
trafiają za kraty niż drobni przestępcy. Czytelnik mógłby z tej statystyki
wywnioskować, że to surowość kar zapobiega recydywie, ale opuszczający więzienie po dziesięciu czy dwunastu
latach są dużo starsi, a wśród osób starszych jest mniej przestępców niż wśród
młodych”.
Ignorancja ignorancji sprawia miedzy
innymi, że zadawalamy się prawdami częściowymi. Im więcej kto
z nas umie, tym lepiej to rozumie.
Nieznajomość
źródeł informacji …….. 66
Wiedzieć, kto może wiedzieć.
Obok ignoranta, który nie wie, stoi ten,
któremu brak wiedzy o źródłach potrzebnych informacji, nie umie ich szukać,
może nawet nie wie, że istnieją. Nie umie – z bezmyślności albo z braku
informacji o informacji.
...
Zarówno ignorancja ignorancji – w tym tolerowanie istotnych luk – jak i
nieznajomość źródeł grozi zwłaszcza wtedy, gdy znajdujemy się w obcej dla nas
sytuacji i gdy paramy się nowym dla nas zagadnieniem. Wtedy też, jeszcze
silniej niż zwykle, ulegamy wpływom dawno żywionych lub aktualnie nam
sugerowanych stronniczych nastawień.
Lekceważenie
informacji ze względu na źródło ……… 67
Była w różowym szlafroku z frędzelkami;
nie mogłem serio traktować tego, co mówi.
Zlekceważenie wiadomości przez nieufność do jej źródła. Wojna. Że Niemcy
uderzą na Norwegię (1940 r.) można było mieć pewność co
najmniej na dzień przed inwazją, dzięki sygnałom odebranym przez pewnego
studenta na falach krótkich. Student przekazał informację wyższemu oficerowi
marynarki brytyjskiej, ale ten nie podał jej dalej. Nawet jeśli sam uwierzył
studentowi, to jednak wiedział, że admiralicja nie wyda nowych rozkazów na
podstawie nie udokumentowanego i nie profesjonalnego doniesienia.
Poza opinią o kompetencji
źródła, ocena wiarygodności pochodzących z niego informacji zależy od
emocjonalnego stosunku do tego źródła. Jak sympatia wzmaga łatwowierność, tak
antypatia zaostrza sceptycyzm. W skrajnych, choć wcale
nierzadkich przypadkach nie daję wiary żadnej informacji pochodzącej ze
znienawidzonego źródła. We Francji psycholodzy stwierdzili, że komuniści na
ogół nie wierzą informacjom podawanym przez prasę prawicową, a konserwatyści
sądzą, że „L’Humanité” (dziennik komunistyczny)
zawsze kłamie.
Nieufność do źródła bywa
uzasadniona... i nie uzasadniona. Ten drugi przypadek
zachodzi choćby wtedy, gdy uznaję źródło niewiarygodne właściwie tylko dlatego, że przynosi mi wiadomości sprzeczne z moimi
życzeniami lub oczekiwaniami, dysharmonizujące z moją wiedzą, krzyżujące moje
plany. „Nie ma nabywców na naszą produkcję?! - To niemożliwe! Mam tu raport o
zapotrzebowaniu, który kazałem zrobić przed jej uruchomieniem. Ty po prostu nie
umiesz sprzedawać”.
Nieufność do źródła nie uzasadniona pochodzi nierzadko z uogólnienia jednego lub
nawet kilku zawodów. „Ja żadnej kobiecie nie wierzę”, deklaruje M., który
dwukrotnie kochał się w niezbyt prawdomównych pannicach. Nie wierzy on także
swemu bliskiemu znajomemu, bo ten kiedyś niechcący przekręcił treść ważnego dla
M. rozporządzenia.
Złudzenie rozumienia …….. 69
Aha!
Zmyłkowe wrażenie rozumienia zdań zawierających
słowa-ogólniki, których sens jest tylko pozornie jasny: „Cierpienie sprzyja rozwojowi”.
Jakie cierpienie, jakiemu rozwojowi? Czy bóle brzucha sprzyjają rozwojowi
logicznego myślenia? „Nerwowe
dzieci są na ogół zdolniejsze od nienerwowych”. Co to znaczy „nerwowe”? I co to
znaczy zdolniejsze? Może tylko dzieci te są wrażliwsze, silniej reagują na
wszystkie bodźce?
Słowo nieraz
pozoruje informacje lub objaśnienie, a my przyjmując je, pozornie rozumiemy: „Co to
jest nenufar?” „taki grzybień” – brzmi
odpowiedź i zadawalam się nią, choć nie wiem, co to jest „grzybień”.
Przypomina mi się Moliér:
-
Dlaczego opium usypia?
-
Dzięki swojej soporyficznej właściwości.
Złudzenie rozumienia lub opanowania
umiejętności, gdy ono jest tylko słowno-myślowe. Potrafię płynnie wyliczyć
czynności, które należy wykonać, by zmienić kierunek żaglówki, lecz myliłbym
się sądząc, że potrafię nią manewrować. Przestudiowałem książkę o uczuciach,
lecz myliłbym się sądząc, że je rozumiem (zwłaszcza jeśli
nie przeżyłem żadnej namiętności, jeśli nie usiłowałem „przemawiać do rozsądku”
szaleńcom, fanatykom, prorokom lub rozwścieczonym żołnierzom). Co innego
znaczy: „rozumiem, na czym polega błąd myślenia życzeniowego, bo przeczytałem o
nim”, a co innego: „rozumiem ten błąd, bo go sam popełniłem, przecierpiałem
konsekwencje i... powtórzyłem”.
Postęp
w nauce zaczyna się od odkrycia: „tego nie rozumiem”. Kto rozumie, że nie rozumie, ten rozumie więcej od tego, kto nie
rozumie, że nie rozumie.
Analogicznie
do przeświadczenia:
„wiem”, choć nie wiem, złudzenie rozumienia (tak samo jak rozumienie opaczne) powoduje
więcej błędów niż niezrozumienie uświadomione. Jeśli czuję, że nie rozumiem
słowa w tłumaczonym tekście, szukam go w słowniku; jeśli nie jestem pewny, czy
dobrze zrozumiałem polecenie, proszę o powtórzenie go; jeśli instrukcja jest
dla mnie chińszczyzną, nie biorę się do reperacji mechanizmu. Ale jeśli jestem
pewny, że rozumiem...
Gdy wiem, że
nie wiem, gdy rozumiem, że nie rozumiem, wtedy albo powstrzymuję się od
opiniowania czy decydowania, albo gotów jestem skorygować powziętą opinię czy decyzję; kiedy zaś
ulegam złudzeniu, że wiem i rozumiem, śmiało brnę w błędy.
Opaczne rozumienie ……… 71
- W koszuli ! Kochana!
- Nie, to suknia.
Zobaczenie
czegoś, czego nie ma. Na
seansie spirytystycznym na skutek oczekiwania, że zobaczę ducha w słabym świetle czerwonej lampki,
„widzę zjawę” – a to tylko wybrzuszenie firanki i jej lekkie poruszenia. Gdy
naoczny świadek przysięga, że widział jak się poruszały usta na portrecie, nie
ma powodów sądzić, że kłamie, choć i nie ma powodu wierzyć mu, że te usta
rzeczywiście się poruszały. Wyobraźnia modyfikuje odbierane sygnały. Powtarzam:
na to, co widzimy i słyszymy, składa się nie tylko bodziec zewnętrzny, ale i
jego przeróbka wewnętrzna. Na przeróbkę wpływają własne oczekiwania i sugestie
otoczenia. Zwłaszcza gdy sygnał jest niewyraźny, albo
niepełny. Uzupełnianie przez wyobraźnię odbieranych niekompletnych wrażeń jest
niemal regułą. Ponadto nawet dokładnie usłyszany lub zaobserwowany sygnał noże
zostać źle zrozumiany, wywołać niewłaściwe skojarzenia. Przedstawię zagadnienie
samymi przykładami:
Turyści w
Bieszczadach rozmawiali o wilkach. Czy rzeczywiście gromadzą się w wysoce
zorganizowane stada? Czy rzeczywiście atakują ludzi? Czy słusznie się je tępi?
Nagle... tak, wilk! Zmartwieli. Zmartwiał ze strachu
nawet turysta, który „z całą pewnością wiedział”, że wilki ludzi nigdy nie
atakują. Wilk zbliżył się do nich i też stanął. Stał i patrzył. Oni też
patrzyli. Wilk tylną łapą podrapał się w ucho. Może z zakłopotania. Z turystów
nikt się nie podrapał, ale jeden gwizdnął. Wtedy „wilk” zamerdał ogonem...
Turyści mieli okazję dobrze się przyjrzeć zagradzającemu im drogę stworzeniu.
Jego obraz był wyraźny, ale fałszywie zinterpretowany.
Sąsiadka niosła coś na
zakrytym talerzu. Była dość blisko. „O, dziękuję pani” – zawołała druga
sąsiadka sądząc, że to faworki. „Za co? – dziwi się
kobieta – Przyniosłam mięso z prośbą o schowanie do lodówki, bo moja w
reperacji”. „A ja...” – sąsiadka nie kończy, bo
przecież nie powie, że spodziewała się faworków za przepis, który onegdaj jej
dała. (Ściślej: mówię już o interpretacji spostrzeżeń).
Bardzo stare opowiadanie Chińczyka...
„Pewien człowiek zgubił
siekierę. Podejrzewając o kradzież syna sąsiada, zaczął go obserwować. Syn
sąsiada chodził tak, jakby ukradł siekierę, miał taki wyraz twarzy, jakby ją
ukradł, jego ruchy, postawa i wszystko co robił, było takie, jak u człowieka,
który ukradł siekierę.
Aż któregoś dnia właściciel
zgubionej siekiery odnalazł ją przypadkiem w rowie. Nazajutrz znowu zobaczył
swego sąsiada. Nie spostrzegł w jego ruchach ani zachowaniu nic takiego, co
jest właściwe złodziejom siekier”.
Historie się powtarzają. (...)
... – Dobrze mówi Ewa. – Już
mają fotografię tego mordercy. Rzeczywiście, wygląda jak morderca. Tylko, że
fotografia przedstawiała nie mordercę, lecz jego ofiarę.
Fałszywie rozumiane bywają nie
tylko spostrzeżenia z życia, ale także z lektury. „Dziewięćdziesiąt procent
mężów i żon – mówię w towarzystwie – pozwala sobie na tak zwaną niewierność.
Przynajmniej w Czechosłowacji”. „To niemożliwe”. „Tak pisze Miroslav
Plzák. Czytałem na własne oczy. Zaraz wam pokażę”.
Znajduję książkę i czytam: „Tylko około dziewięćdziesiąt procent małżeństw nie
splamiło się niewiernością*. „Widzicie” – mówię triumfalnie. I głupio mówię. Bo
autor pisze o 90 procentach małżeństw a nie jednostek. Innymi słowy, w 90 procentach
małżeństw przynajmniej jednej ze stron zdarza się stosunek pozamałżeński. Jeśli „zdradza” tylko jedna strona, to jednostek jest
dużo mniej. Źle odczytałem tekst Plzáka i wygłosiłem
twierdzenie równe efektowne, jak fałszywe.
(Na
marginesie: przeczytałem i zrozumiałem, że nie rozumiem
dlaczego 90% tych, którzy „nie splamili się niewiernością”, zostało
uznanych za niewiernych. Nie mam też ochoty szukać źródeł, żeby samemu dojść,
co Plzák faktycznie napisał lub chciał napisać, i ile
tam faktycznie jest wiernych i niewiernych małżeństw/jednostek. Natomiast, że
często coś tam się przekręca w opowiadaniach, jest rzeczą oczywistą i nagminną.
Trzeba po prostu analizować sprawy najistotniejsze. Wszystkiego nie da rady.
Podobnie z prostowaniem – często w ogóle nie warto, jeśli „przekręty” są
nieszkodliwe. Anonimus).
I przykład
poważniejszy: Pani S., ilustrując „w jakich to czasach
żyjemy”, opowiada podniecona, że rozstrzelano żołnierza, który odmówił
wykonania rozkazu egzekucji. Nie wierzę. „Zaraz ci przeczytam” – mówi pani S.,
szuka w czasopismach, znajduje i czyta: „Otto Schick, Austriak, został rozstrzelany za odmowę
uczestniczenia w plutonie egzekucyjnym”. Było to w 1942 r.! Choćby dobrze wiem, jak bardzo
potrafimy zniekształcać odbierane informacje, to tym razem byłem zdumiony, że
inteligentna kobieta mogła aż tak przeinaczyć idealnie jasny tekst.
W powyższych przykładach dadzą się wyodrębnić dwa stopnie błędów. Pierwszy:, to co widzę, nie jest tym, na co patrzę (widzę wilka, choć
patrzę na psa) i podobnie to, co słyszę, nie jest tym, co mi mówią, albo
czytając, rozumiem coś innego, niż napisał autor. Drugi: to, co prawidłowo odbieram,
fałszywie sobie interpretuję (jest ogonek, widzę długą kolejkę ludzi, lecz nie
na mnie czekają). Jest jeszcze trzeci stopień; błędy z wnioskowania z właściwie
odebranych i właściwie zrozumianych sygnałów, ale wnioskowanie nie jest tematem
tej książki.
----------
* M. Plzák: Strategia i
taktyka w miłości. Warszawa 1973.
Mylenie
słowa z rzeczywistością ……… 75
Na przykład diabeł.
Złudzenie: jest słowo, więc musi być
odpowiadająca mu rzeczywistość. Na przykład diabeł (Co
prawda, jeśli się rozejrzymy...).
Potraktujmy
rzecz umownie
I nie bierzmy słów dosłownie
Lech Niekrasz
Człowiek
wykształcony sądzi czasem, że skoro nazwał, zakwalifikował i „zaszufladkował”
jakiś przejaw wielorakich osobliwości życia, to już go zrozumiał, już się z nim
uporał. Dzięki sformalizowaniu języka łatwiej chronić się przed błędem
logicznym, ale łatwiej też popełnić błąd rzeczowy.
W rozrzedzonym
powietrzu abstrakcji mistrzowie i ich uczniowie ulegają złudzeniu, że to, co
ładnie rozwiązuje się i ładnie wygląda na papierze, będzie tak samo ładnie
rozwiązywać się i wyglądać w realizacji. Przebogate zjawiska życia redukują
błąd zbytniego upraszczania – do prostoty paru wzorów. Swobodnie nimi
manipulują. Logiczno-formalna lub matematyczna postać spekulacji (powiedzmy
ekonomicznych) budzi zaufanie. Przystępują do działania, a tu
... „pospolitość skrzeczy”,
„rzeczywistość trzeszczy”, „człowiek w ogóle” okazuje się konkretną ludzką
jednostką i to, co zgadzało się na papierze, nie chce zgodzić się w życiu.
Myśl
w koleinie słów ……… 76
Obracać
kołami, które się zaryły.
Stanisław J. Lec przestrzegał, że myśl w koleinie jest myślą wykolejoną.
Każde słowo jest maleńką koleiną, utrwalony związek słów – większą koleiną,
język – systemem kolein i klasyfikacji. Raz wyżłobione koleiny-klasy trwają.
Człowiek łatwo przyswaja sobie informacje, gdy dają się przypasować do znanych
mu kolein-klas, trudno, gdy się przypasować nie dają. W ten sposób język,
magazynując i przekazując wiedzę, wzbogaca nas, a zarazem zubaża. Zubaża
postrzeganie, bo każe widzieć rzeczywistość przez określony i ograniczony
system pojęć.
Słowo-nazwa umieszcza rzecz w
klasie-przegródce. Każdą oddzielnie. Nas przykład dorośli po jednej stronie, a
dzieci po drugiej. Tak jakby można było wykreślić linię graniczną między
jednymi a drugimi. A takiej linii wykreślić nie można i to nie tylko dlatego, że nie da się ustalić wieku, w którym dziecko
i nastolatek staje się dorosłym, i nie tylko dlatego, że jest kilka kryteriów
dorosłości, ale i dlatego, że w dziecku są – i jest coraz więcej – cech
dorosłego, a w prawie każdym dorosłym są cechy dziecinne. To oczywiste, a
jednak często myślimy i postępujemy tak, jakby dziecko było tylko dzieckiem, a
dorosły tylko dorosłym.
Tworzone przez słowa myślowe
przegródki są jeszcze o tyle zmyłkowe, że raz
ustawione, powiedzmy w umysłach starszych osób, sztywno stosują tam, gdzie je
postawiono, a życie przesuwa znaczeniowy zakres słów. Nie tak dawno luksusem
były lodówki, pralki i wyjazdy na narty, super luksusem – samochód i wyjazd za granicę... Pięćdziesięcioletni
rodzice mówią o luksusowych wymaganiach swoich dzieci, a one nie rozumieją, o
co rodzicom chodzi...
Słowa nadają
kształt i znaczenie temu, co widzieliśmy, a nawet temu, co aktualnie widzimy,
słyszymy, czytamy. Klasyczne doświadczenie: Pokazano film z zaaranżowanym
wypadkiem samochodowym. Po filmie podzielono widzów na trzy grupy. W pierwszej
pytano, z jaką szybkością jechał samochód, gdy nastąpiła kolizja; w drugiej – z jaką szybkością jechał samochód,
gdy nastąpiło zderzenie;. w trzeciej – z jaką szybkością pędził samochód, gdy nastąpiła katastrofa.
Dodatkowo pytano, czy doszło do zbicia szyb. Choć w rzeczywistości żadna szyba
nie była zbita, wiele osób „pamiętało”, że „szyby poszły”, a najwięcej tych
osób było w grupie trzeciej.
Inne: Proszono kilku krytyków o porównanie nagranej na taśmie gry amatora z grą
zawodowego skrzypka. Krytycy chwalili amatora, choć dostrzegli w jego grze niedociągnięcia, których w
grze zawodowego skrzypka nie było. W rzeczywistości oba koncerty grała ta sama osoba.
Związani
związkami słów ……… 78
Słowa – przyciasny uniform myśli.
Zbaczam z
tematu, lecz skoro mowa o psikusach języka, mam ochotę zapytać, dlaczego uczeń napisał, że Adam Mickiewicz
zakochał się w Maryli Rodowicz, a inny, że giaur nie
był zakonnikiem, bo nie złożył ślubów panieńskich? Dlatego,
iż nawet dzieciom raz skojarzone słowa dalej same się kojarzą. „Maryla”
związało się z Rodowicz”, a „śluby” z „panieńskimi”. A skojarzone
słowa wiążą myśl.
Malutka skala
codziennej obserwacji. Pani W. mówi zdaniami, które
kiedyś sobie przyswoiła i tyle razy powtórzyła, że wskakują jej na język przy
każdej sposobności, a nawet niezbyt sposobnej okazji. Przyswoiła je sobie ongi,
gdy nie umiała krytycznie myśleć. Wpadły jej w ucho od kogoś, kogo
wówczas uważała za autorytet. Może ten ktoś rzucił je żartem? Teraz są tak wkorzenione,
że nie zastanawia się nad ich treścią. Zawsze gdy mowa o doskonaleniu
człowieka, o walce z wadami i nałogami, paple
swoje: „ideał byłby tak nudny, że
nikt by z nim nie wytrzymał”. Raczej trudno wytrzymać z takim gadaniem.
(...) Czekać
trzeba cierpliwie, aż po
pewnym czasie
nowy frazes papudze
w pamięć wbić znów da się.
Jakkolwiek rzecz ta Kształtu Sztuki
nie odmieni,
frazes jednak wystarczy, by Myśl
diabli wzieni.
Stanisław Wyspiański
Utrwalone związki słów automatycznie powtarzane od pokoleń. Wyrażenie: „Ludzie
nie są tym, czym się wydają”? Co to znaczy? Albo znów, oświadczamy, jako rzecz
oczywistą, że natura ludzka nie zmienia się. Czy jednak jaskiniowiec, który
wsłuchiwał się tylko w szmery i ryki, rzeczywiście miał podobną psychikę do
entuzjasty muzyki kameralnej? Czy, by nie sięgać tak daleko, dziadek, który żył
w kurnej chacie i co dzień kilkanaście godzin pracował fizycznie, ma taką samą
naturę, jak jego wnuczek, pracownik Instytutu Badań Literackich? Zależy co nazwiemy naturą. Właśnie. Ja obejmuję tym pojęciem
między innymi rodzaj i siłę
potrzeb, przede wszystkim potrzeb psychicznych, przekonanie o
tym, co w życiu ważne i najważniejsze, rodzaj i siłę uczuć, rodzaj i siłę
przeżyć intelektualnych, a wreszcie gotowość i wstręt do pewnych czynów.
Obawiam się, iż nasz pradziad z kurnej chaty żwawo podrzuciłby wiązkę chrustu
pod stos heretyka (np. takiego, który słowa Biblii brał za bardzo lub za mało
dosłownie) i mam delikatną nadzieję, że jego praprawnuk, pracownik Instytutu
Badań Literackich, postarałby się...: takiej sytuacji
uniknąć
A co nad język gorszego
Wszystkim ludziom mierzieńszego?
(...) i cokolwiek ludziom szkodzi
Wszystko z języka pochodzi.
Biernat z Lublina
Nie, nie ma
sensu zastanawianie się nad tym „co nad język
gorszego”; jest on narzędziem, które daje się używać do godnych i niegodnych
celów. Jedno jest pewne: skoro myśl sprzęgnięta jest z językiem, czuwanie nad
tym, jak mówimy i piszemy, nie tylko przydaje urody formie, ale także doskonali
treść.
Niewłaściwe
metody i mierniki ……… 80
Zasłużył sobie na tytuł profesora –
trzydzieści kilo rozpraw!
Każdy socjolog
wie, że jeśli, że jeśli będzie ankietować tylko osoby, których adresy znajdzie
w książce telefonicznej, to zebrane informacje nie będą reprezentatywne dla
całego społeczeństwa. Każdy ekonomista wie (czy na pewno?), że
jeżeli za miernik sprawności czy wydajności fabryki przyjmie tylko tonaż
produkcji, to nie otrzyma godnej zaufania informacji. Polityk społeczny,
studiujący warunki pracy, nie zawęzi zagadnienia do godzin spędzonych w
fabryce, nie pominie czasu spędzanego na dojazdach itd. Zależnie od stosowanych
metod i mierników zmienia się obraz rzeczywistości, zbliża się do pełnej
prawdy, albo od niej oddala.
Znowu
przestroga przed informacjami wyrażonymi w liczbach – mogą one wprowadzić w
błąd przez to, że liczba budzi zaufanie. Ale skąd biorą się liczby? Często
wcale nie ze ścisłych obliczeń. (na marginesie: ścisłe
obliczenia, szczególnie w ekonomii, statystyce itp., bardzo często dają
nieprawdziwe wyniki, np. jeśli dane wyjściowe były fałszywe, źle dobrane lub
tylko nie ścisłe. Anonimus). Albo przedstawiają
nie to, co mają przedstawiać. „Płodny umysł, tyle artykułów!” Ale może tylko powielał badania,
wstawiając aktualne liczby w niezmienne tablice? Zastraszający wzrost nerwic” – ile
razy to zdanie słyszałem! Zdanie poparte statystyką. Lecz im więcej jest
neurologów, im więcej poradni dla nerwowo chorych, tym więcej rejestruje się
takich chorych. Zwłaszcza, jeśli dużo mówi się o nerwicach i każdy, kto od
czasu do czasu odczuwa przyspieszone bicie serca, lęk lub duszność, pędzi do
neurologa i przekonuje go, że ma nerwicę. Można lekarza przekonać? Można, bo
kryteria choroby nerwowej są bardzo elastyczne. Na 177 000 przebadanych
mieszkańców Nowego Jorku uznano za nerwicowych 85%. Tak damo badania
przeprowadzone w 1952 r. w centrum Manhattanu wykazały istnienie „wyraźnej
psychopatologii” u 80% badanej populacji. Czy to na skutek stresu wywołanego
zamieszkiwaniem w tej metropolii? Nie, raczej w rezultacie stosowania takiego, a nie innego testu.
Niebezpieczeństwo rutyny ……… 82
Już trzydzieści lat w tym pracuję, a ty
mi mówisz...
Obok ignorancji
i braku doświadczenia – niebezpieczeństwo właśnie z wiedzy i rutyny. System
oczekiwań działa jak filtr.
Z wiedzy i rutyny – zakorzeniona konstrukcja schematyzowania lub punkt
widzenia. W dobie specjalizacji coraz bardziej znacząca staje się przypowieść o
niewidomych, z których każdy obmacywał inną część olbrzymiego cielska, po czym
daremnie usiłowali uzgodnić swoje wyobrażenie słonia. Inaczej widzą państwo i
jego problemy ideolodzy książkowi, inaczej organizatorzy przemysłu, inaczej
działacze związków zawodowych, inaczej rolnicy. Podobnie w przedsiębiorstwie...
Dalsze
niebezpieczeństwo nie tyle rutyny, co przyzwyczajenia polega na skłonności do
traktowania wszystkiego według jednej, utartej już normy: „zawsze tak
myślałem”, „zawsze tak na to patrzyłem”, „zawsze...” To „zawsze” jest potężnym, choć na
ogół przemilczanym argumentem przeciw każdemu „inaczej”. A bez „inaczej” nie ma
postępu. Stąd rada, by nie darzyć takiej normy bezgranicznym zaufaniem. Nawet
warto czasem nieufnie odnieść się do tego, co zdaje się najbardziej zgodne ze zdrowym
rozsądkiem i oczywiste. Dlaczego? Dlatego, że jako zgodny ze zdrowym rozsądkiem
uznajemy dotychczasowy sposób postępowania, a za oczywistą poczytujemy taką
interpretację doznań, sygnałów itp., jaką dotąd nasze otoczenie i my sami
uważaliśmy za jedynie możliwą.
Oczekiwane
i nieoczekiwane ……… 83
Jednak z jasnego nieba pioruny nie biją.
Przeoczenie
przez nieoczekiwaną postać rzeczy. Żona szukała rumu. Na półce. „Nie ma”
oświadczyła z rozpaczą, bo właśnie potrzebowała go do tortu. „Musi być”. „Ale
nie ma. Ktoś go wziął”. „Niemożliwe”. Zaglądam na półkę i od razu rum znajduję.
Dlaczego żona go przeoczyła? Dlatego, że przez rok był w płaskiej butelce, więc
szukała płaskiej, była nastawiona na płaską, a nowa była okrągła.
Informację
nieoczekiwaną trudniej i gorzej odbieram od oczekiwanej, a przecież często
przedstawia większą wartość.
...
Oczekiwanie może przeinaczyć obraz rzeczywistości.
...
Reguła ogólna: postrzeganie jest ukierunkowane i
zabarwione dawniej przyswojonymi koncepcjami, wiedzą i doświadczeniem; to one
usiłują cenzurować treści wpływające do świadomości.
Lekceważenie informacji nie po myśli ……… 85
Jestem stronniczy? Być może, ale to dlatego, że słuszność jest po mojej stronie.
Daremnie Jan Kochanowski pouczał :
„Masz przyjąć i to, co nie g’myśli było”. To, co mi
nie „g’myśli”, staram się odrzucać tak, jak wypluwam
niespodziewanie gorzki orzech.
Nawet mało
prawdopodobną informację, która mnie usprawiedliwia, upoważnia do robienia
czegoś, co chcę robić, przyjmę prędzej, niż bardzo prawdopodobną, która by mnie
zobowiązała do robienia czegoś, czego robić nie chcę. Ignorancja bywa grubym
murem chroniącym mój egoizm, a zarazem dobrą o sobie opinię.
Janusz Reykowski zauważył, że „...człowiek, któremu bardzo zależy
na sukcesie, nie docenia niebezpieczeństwa, czasami okazuje się wręcz ślepy na
sygnały zbliżającej się klęski (...)”*. Ma się rozumieć, że te słowa odnoszą
się nie tylko do sukcesów osobistych, ale także do wielkich przedsięwzięć społecznych.
Nie po myśli
są na przykład informacje rzucające cień na naszą pracę, albo takie, których
przyjęcie nakazywałoby zmianę aktualnego czy zamierzonego postępowania.
Profesor A nie potrafił uznać, że projekt asystenta jest lepszy od jego
własnego, którego wady jurorzy łatwo dostrzegli. B. gwarantował trwałość
kolorów i nie dostrzegł, że płowiały.
Informacje
sprzeczne z nastawieniem albo takie, które mogłyby zamazać czarno-białe
widzenie rzeczywistości, źle są przyjmowane jeszcze dlatego,
że chcemy mieć wyraźny i prosty jej obraz, wiedzieć, „czego się trzymać”, mieć
jednoznaczny kierunkowskaz. Gdy się już zaangażowaliśmy, nie chcemy dopuścić do
siebie wątpliwości co do sensu i słuszności tego, co robimy...
* J. Reykowski: Motywacja, postawy społeczne a osobowość.
Warszawa 1979.
Sprzeczne z poglądem ……… 86
Nawet słuchać tego nie chcę!
Nie po myśli
są oczywiście informacje sprzeczne z wyznawanym poglądem lub z podjętą już
decyzją. Idealnie rzecz biorąc, szukanie informacji powinno poprzedzać
krystalizację opinii-postawy, zazwyczaj jednak człowiek wyrabia sobie pogląd,
zanim zbierze uprawniającą do niego liczbę pełnowartościowych informacji, a po
wyrobieniu sobie (na niepewnej bazie) zdania czy postawy gorzej widzi, gorzej
słyszy wszystko, co mogłoby nim zachwiać.
„Gdyby
ludzie byli nieukami – to znów glos Diderota, francuskiego filozofa z XVIII
wieku – tylko dlatego, że się niczego nie nauczyli,
można by ich jeszcze oświecić, ale w ich oślepieniu jest metoda. Mamy do
czynienia z ludźmi, którzy nie chcą wiedzieć. Można wywieść z błędu tego, kto
popełnia błąd niechcący, ale z której strony dotrzeć do człowieka broniącego
się przed zdrowym rozsądkiem?” Właśnie!!!
To prawda, że
wiele celnych myśli, nawet odkryć naukowych zawdzięczamy uogólnieniu tylko
jednej obserwacji, lecz naukowo-krytyczne myślenie wymaga, by po chwili
inspiracji nastąpiła faza krytycznej weryfikacji, podczas której rzetelnie
szukamy faktów mogących świadczyć przeciw naszej koncepcji. Tak powinno być,
ale w praktyce niechętnie rozstajemy się ze swoimi pomysłami, bardzo nie lubimy
zmieniać zdania i dlatego z mieszanej masy
informacji najskwapliwiej wyławiamy te, które je potwierdzają. Świadomie
lub nieświadomie przymierzamy nowe informacje do starych „szufladek”. Pasują
czy nie pasują? Jeśli
nie pasują, grożą wywołaniem wewnętrznego konfliktu, naruszeniem systemu sądów
i poglądów. Niechęć, z którą odnosimy się do takich informacji, ingeruje w
proces poznawczy tym silniej i tym skuteczniej, im większy jest zasób naszych
dotychczas zebranych jednostronnych informacji o danym przedmiocie.
...a także tym silniej, im bardziej zaangażowaliśmy
się w reprezentowanie danego poglądu, albo im bardziej związaliśmy z nim
poczucie własnej wartości. „Dlatego też – to uwaga Janusza Reykowskiego - uczony, który powiązał swą wartość z określoną teorią,
niejednokrotnie staje się ślepy na nowe fakty i broni zaciekle starego ujęcia;
akceptacja tego, co nowe, oznaczałaby ruinę dobrego mniemania o sobie,
przywiązanego do głoszonych przez siebie poglądów”* Nie tylko uczony!
Rzeczywiście, trudno jest wykorzenić
błąd zastarzały i trudno stosować się do przykazania: podawać w wątpliwość
teorię, gdy fakty jej przeczą. Oj, trudno!
Uczyliśmy się
o Galileuszu, o tym, że ówcześni uczeni mężowie nawet nie chcieli patrzeć przez
jego teleskop i nie chcieli przyjrzeć się jego eksperymentom... Czterysta lat później socjolodzy
badający reakcję Amerykanów na pierwsze lądowanie na księżycu stwierdzili, że kilkanaście procent
ankietowanych... nie uwierzyło, że człowiek postawił
nogę na srebrnym globie.
W 1897 roku
lekarz Bircher-Benner otworzył w Zurychu sanatorium, w którym osiągał dobre
wyniki, lecząc niektórych chorych dietą surówkową, kiedy jednak przedstawił
swoje wyniki na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego, koledzy lekarze obwołali
go niepoważnym znachorem. (W owym czasie nie znano witamin, dietetycy zalecali
podawanie chorym obfitego jedzenia, zwłaszcza befsztyków i rosołów, a
bakteriolodzy nakazywali długie gotowanie owoców i jarzyn celem zniszczenia „zarazków”.)
…
Tak zwana polaryzacja postaw społecznych ma swoje źródło między innymi w
tym, że ludzie czytają głównie to, co odpowiada ich poglądom, słuchają głównie
tego, z czym się zgadzają i nawet spotykają się najczęściej z tymi, którzy
myślą tak samo jak oni.
W gotową ramę ……… 90
Twoje listy są piękne, ale je wyrzucam,
bo ich format nie pasuje do moich teczek.
Nie
podchodzimy do rzeczywistości z umysłem otwartym i czystym. Myśli biegną koleinami,
ustawiają się w klasy, dopasowują się do ramy. Treści słów i obrazów ulegają
przekształceniom. Wspominałem już o nich pisząc, że skłonni jesteśmy widzieć
lub słyszeć to, czego w danej chwili oczekujemy. Myśliwy „widzi” w krzakach
dzika, a to wiatr poruszył szmatą zostawioną kiedyś... Interpretacja „pod ramę” jest nieco
bardziej skomplikowana. Słyszałem, że Iks nie postawił piwa, choć jemu
stawiano. „Skąpiec” – orzekłem. Później usłyszałem, że chciał jechać drugą
klasą, choć towarzystwo sugerowało pierwszą. „Skąpiec” pomyślałem z
satysfakcją, że informacje pasują do siebie. Wiadomość, że jego dorastające
dzieci nie mają nart, przyjąłem z oburzeniem... Przykro mi było, gdy – wyrażając to
oburzenie – dowiedziałem się, że Iks spłaca długi zaciągnięte podczas ciężkiej
choroby rodziców. Dopiero ostatnia wiadomość zmusiła mnie do zrewidowania
poglądu na postępowania Iksa, wyrwała moją myśl z koleiny.
Błędy z
postrzegania lub z interpretowania rzeczywistości tak, by pasowała do gotowej
ramy, to rodzaj błędu z patrzenia przez okulary abstrakcji i uogólnień. Zdarza
się, że lekarz nie widzi pacjenta, lecz chorobę. Jedną. Że psycholog dopatruje
się w osobie, która przyszła po poradę, potwierdzenia teorii swoje szkoły;
rozmawia nie z człowiekiem, lecz z potwierdzeniem.
Niebezpieczna, a dość powszechna jest
skłonność do szukania w obrazie rzeczywistości tylko dowodów na już wyrobione
ogólne koncepcje, już wyznawane teorie.
Doktrynerskie schematyzacje ……… 92
Przyciąć człowieka tak, by pasował do
uniformu.
Nie jest
naukową żadna teoria, która jest tak zbudowana, że przemawiające przeciwko niej
fakty nie mogą jej obalić. Na przykład jednym z filarów freudyzmu jest
przekonanie, że córki odczuwają seksualny pociąg do swoich ojców – cóż z tego,
że większość córek zdecydowanie temu zaprzecza, freudyści mają gotową
odpowiedź: te zaprzeczenia świadczą tylko o zepchnięciu owego pociągu do
podświadomości.
Uproszczone
schematyzacje „pod ramę” są charakterystyczne dla każdego doktrynerstwa. W
czasach, gdy marksizm ulegał wulgarnej symplifikacji, jego wyznawcy wychodzili
z założenia, iż naczelną, jeśli nie jedyną, funkcją państw kapitalistycznych
jest ułatwianie kapitalistycznego wyzysku i, zgodnie z tym nastawieniem, nie
dostrzegali istniejących tam autentycznych tendencji do poprawy bytu mas
pracujących (tendencje te nie musiały być inspirowane przez względy
humanitarne; zaważyły raczej zabiegi o pozyskanie robotniczych głosów w
wyborach, troska o zatrzymanie pochodu komunizmu i zdanie ekonomistów, że jedną
z przyczyn kryzysów jest w kapitalizmie nadto nierównomierny podział dochodu
społecznego). Z tego stronniczo uproszczonego obrazu rzeczywistości – błędne
prognozy: liczono na to, że w państwach kapitalistycznych niedługo i
nieuchronnie wybuchną rewolucje.
Równie naiwnie myśliciele i
politycy kapitalistyczni upraszczali obraz życia społeczno-politycznego w ZSRR
w owym czasie. Otrzymując i zapamiętując głównie informacje o terrorze i
trudnościach gospodarczych w ZSRR, a nie dowierzając informacjom o wykonaniu
pierwszych planów gospodarczych, o sukcesach oświatowych, o entuzjazmie i
ideowości budowniczych komunizmu, politycy ci i myśliciele byli przekonani, że
ich teoretyczno-dogmatyczny aksjomat: „taki system nie może funkcjonować”
znajduje pełne potwierdzenie w faktach. Stąd, między innymi, ówczesny – w
latach dwudziestych – bojkot gospodarczy państwa, którego całkowite bankructwo
przewidywano i starano się przyspieszyć.
Uwzględnijmy jeszcze i to, że
im większa masa sprzecznych informacji na dany temat, tym łatwiej dobrać sobie
te, które najbardziej odpowiadają nastawieniu. Tragedie Żydów w czasie okupacji
miały wiele odmian: obok większości, która nawet nie starała się ukryć, byli
tacy, których wydano, byli tacy, których szantażowano, byli tacy, którzy słono
opłacali się ukrywających ich i wreszcie byli tacy, którzy trafili na ludzi
bezinteresownie ryzykujących życie, by ich ratować. W tej tragicznej historii
sporo materiału znajdzie dla siebie każdy, kto zechce dowieść takiej czy innej
tezy, a uczciwy i skrupulatny historyk mógłby tylko – ale
czy to wykonalne? – pokusić się o wyliczenie proporcji.
Z nadmiernymi jednoaspektowymi
uproszczeniami spotykałem się w dyskusjach na temat gospodarstwa rolnego. Nadto
często dyskutanci zapominali, że efektywność koncepcji gospodarczych nie jest
ponadczasowa i ponadprzestrzenna, że zależy od epoki
i kraju, od istniejących struktur obyczajowych, myślowych i społecznych.
(...)
Ciekawa rada psychologii
praktycznej: wobec skłonności do odrzucania informacji grożących zachwianiem
wyznawanych poglądów i postaw jest złą (choć najczęściej stosowaną) taktyką podawanie
informacji z deklarowanym celem zmienienia czyjegoś sądu lub postanowienia.
Dużo zręczniej jest wtrącić taką informację jakby mimochodem, może nawet w
rozmowie na inny temat i ufać, że dzięki temu nie wywoła silnej reakcji
obronnej...
* Powiedziałem w tym
rozdziale, że:
nieodczuwanie potrzeby informacji – stąd ignorancja –
tłumaczy się często bezmyślnością lub brakiem wiedzy o tym, jakie informacje są
konieczne dla uniknięcia
błędów w formułowaniu sądów lub podejmowaniu decyzji;
zawinić może także nieumiejętność szukania tych
informacji i stosowanie niewłaściwych metod ich zbierania;
poinformowanie bywa niedostateczne, gdy dawniej
przyswojone nastawienia, z góry wyrobione poglądy, schematy klasyfikacji,
utrwalone koleiny skojarzeń i sprecyzowane oczekiwania utrudniają przyjmowanie
„niepasujących” do nich informacji;
obok przekonania „wiem” choć nie wiem, wiodą
na manowce przekonania „rozumiem”, choć nie rozumiem, albo „dobrze rozumiem”,
choć źle rozumiem;
informacja wyrażona w liczbach zawiera treść
uboższą* niż to się wydaje niedoświadczonym.
(* Treść ta może być bogatsza dla tych,
którzy potrafią te liczby dobrze „czytać” i wiedzą, co one naprawdę
mogą oznaczać.
Anonimus)
Zagubienie w masie ……… 96
Kto
by uwierzył że w głowie człowieczej,
Gdzie by panować powinien porządek,
Tyle być może niepotrzebnych rzeczy,
I nieład taki, taki nieporządek (...)
Aleksander Dunin-Borkowski
Rosnące zapotrzebowanie ……… 96
Wiedza stwarza zapotrzebowanie na więcej
wiedzy.
Ilość informacji koniecznych dla uniknięcia
błędu stale rośnie, dość porównać te, które wystarczały organizatorowi
przemysłu sto lat temu, z tą masą, którą musi poznać i uwzględnić dzisiejszy
menedżer. Albo porównajmy dane, które przed stu laty wystarczały lekarzowi do
postawienia diagnozy z tym zestawem danych, które powinien uwzględnić
dzisiejszy klinicysta. Jasne, że im więcej informacji trzeba brać pod uwagę,
tym większe niebezpieczeństwo nieuwzględnienia takiej, której pominięcie będzie
miało fatalne następstwa.
Specjalista powinien wiedzieć
o wszystkim, co dzieje się w jego specjalności, a dzieje się zawrotnie dużo.
Wczorajsze postępowe teorie i technologie są dziś przestarzałe. Wczorajsza
odkrywcza sprawność jest dziś hamującym postęp rutyniarstwem. Wczorajsza
konieczność wyboru jednej możliwości spośród kilkudziesięciu stała się
koniecznością wyboru jednej spośród setek. Stąd mnożą się błędy nawet w
codziennych drobiazgach....
Wyobrażam sobie wybór partnerki życia
nie spośród pięciu, ale spośród pięciuset! Pięć
dziewczyn mogę jako tako poznać, porównać ich sprawność, inteligencję, wdzięk,
rzetelność, dobroć, wreszcie ewentualne uczucie, ale gdy usiłuję wyobrazić
sobie „przebieranie” w pięciusetosobowej kobiecej
masie, pot zimny i gorący mnie oblewa.
Eksplozja
– szok ……… 98
W stanie szoku nie wiedział, co robi.
Naprzeciw potężnemu popytowi – zalew
podaży. Prawie w każdej dziedzinie nauki, techniki, produkcji i handlu masa
informacji podwaja się chyba co dziesięć lat. Coraz
trudniejszą staje się orientacja, coraz ważniejszą – nie zawsze istniejąca –
informacja o informacjach, coraz mozolniejsze ich
segregacje, przechowywanie i odnajdywanie. (...)
Nierealne staje się wymaganie,
by przystępując do własnych badań, naukowiec poznał całą literaturę przedmiotu. (...)
W Stanach Zjednoczonych, tak,
nawet tam, gdzie komputeryzacja najwspanialej się rozwinęła, zauważono, iż
mniejsze przedsiębiorstwa
bywają sprawniejsze od gigantów. Dlaczego? Giganty – zdawałoby
się – mają wszelkie dane po temu, by pracować ekonomiczniej, ich bolączką jest
„tylko” niemożność doskonałego zorganizowania przepływu informacji; w rezultacie
kierownictwo nie obejmuje całokształtu własnych środków i możliwości, nie
panuje nad rosnącą złożonością problemów, nie umie idealnie zharmonizować
działań, marnuje coraz więcej czasu swoich pracowników.
Mówi się o eksplozji informacji i informacyjnym szoku.
(...)
Nawał – zawał to coś więcej
niż gra słów. Grad bijących w nas informacji jest zbyt gęsty, byśmy je
wszystkie mogli odebrać, ocenić, selekcjonować, należytą uwagę poświęcać
najważniejszym, na ich podstawie racjonalnie wnioskować. Mózg nie nadąża.
(...) Kto jest głupcem? Ten, kto nie umie prawidłowo rozumować,
posługując się posiadanymi wiadomościami. Wobec rosnącej masy tych wiadomości –
liczba głupców rośnie i to uczonych. A stare porzekadło powiada, że głupiec uczony
jest gorszy od głupca ignoranta.
Nie
jesteśmy w stanie przetworzyć nawet tych wszystkich informacji, które mogą
okazać się ważne dla potrzeb naszego życia zawodowego, a cóż dopiero pozostałych! Powierzchowne
i przypadkowe są wiadomości... Powierzchowne i przypadkowe, a przy
tym tak liczne, że niemożliwe jest rzetelne ustosunkowanie się do nich... Toteż w
pierwszej chwili trafia do przekonania „pouczenie” zawodowych działaczy
politycznych i gospodarczych: „nie macie danych na to,
by wtrącać się do naszych prac; politykę i gospodarkę zostawcie nam, fachowcom”;
trafia do przekonania... aż okazuje się, że owi
fachowcy popełniają błędy, których uniknąłby inteligentny laik.*
* Inteligentny laik widzi
ponadto, jacy wśród działaczy są naprawdę fachowcy, i jacy fachowcy ich
wybierają/powołują.
Anonimus
Bezradność i zniechęcenie ……… 101
Szkoda słów.
Pod gradem
informacji – uczucie bezradności i zniechęcenie. Tyle książek, których nigdy
nie zdołam przeczytać! Tyle wiedzy ważnej dla mojej pracy i osobiście dla mnie, której nie
zdołam objąć, a tym bardziej przemyśleć. I co da mi ta wiedza? Niepewność,
niepokój, osłabienie dynamiki. Bo to nieprawda, że
większa wiedza zawsze zmniejsza skalę niepewności, równie często powiększa ją,
ponieważ uświadamia złożoność problemów, mnogość wszelkich za i przeciw*,
nieskończoność uwarunkowań. Czy wobec tego, nie lepiej pójść do Łazienek
i pogapić się na łabędzie? Niech świat kołysze się w swoich obłędnościach,
niech rozumni dławią się chaosem informacji, ja postoję nad stawem i wtedy może
jedna z pięciuset... Nie,
nie, bronię się i obronię przed zniechęceniem, ale rozumiem tych, którzy w
obliczu masy informacji potrzebnych czy niepotrzebnych, często nieprawdziwych i
sprzecznych, uciekają w nirwanę dobrowolnej ignorancji, wolą pustogłowie niż zawrót głowy.*
* „Jestem za a nawet przeciw”. Do kogo pasuje zwrot o pustogłowiu.
Do tego, co powiedział?
Czy do tych, co się wyśmiewali?
Anonimus
Niewłaściwa
selekcja ……… 102
To nie to.
Wobec zawrotnego bogactwa i złożoności
niemal każdego zjawiska – a szczególnie zjawisk psychologicznych i społecznych
– uproszczenia, o których już pisałem, i selekcja. Selekcja robiona dla nas
przez innych, często stronnicza – mówi się wtedy o zatajaniu informacji; i
selekcja dokonywana przez nasz własny aparat poznawczy. (…)
Ideałem jest, by każdy, kto ma
wyrobić sobie ważki sąd, wypowiedzieć ważne zdanie lub podjąć brzemienną w
skutki decyzję, wiedział wszystko, co dla danej sprawy znaczące i wiedział na
pewno. Stąd odpowiedzialna rola informacyjnych filtrów, a wśród nich
informatorów obsługujących decydentów. Kryzys, w jaki wtrąciła nasz kraj
polityka lat siedemdziesiątych, został spowodowany między innymi niedostatecznym,
nie dość energicznym, nie dość odważnym informowaniem jej kierowników o
pogarszającej się sytuacji.*
* Moim zdaniem, do kryzysu w znacznej mierze przyczyniły się też niedostatki
sztuki ekonomicznej oraz jej realizatorów.
Te niedostatki, moim zdaniem, również mocno dały o sobie znać także w latach
80., 90. i dają znać także obecnie.
Anonimus
Siła przebicia ……… 103
Panie, nie pchaj się tak!
Można widzieć chłodno, mgliście, na
dalszych planach świadomości, albo emocjonalnie, raz po raz na jej pierwszym
planie. Ta
intensywność
poinformowania zależy od
umysłowej chłonności człowieka, od jego emocjonalnej wrażliwości, wiedzy i
potrzeb stałych lub chwilowych, oraz od tego, co nazwałbym siłą przebicia
informacji.
(…)
* Powiedziałem w tym
rozdziale, że:
wraz z rozwojem cywilizacji gwałtownie
rośnie masa informacji koniecznych zarówno w pracy, jak i w życiu społecznym
ludzi;
ilość
wciąż napływających informacji często przekracza możliwość ich przyswojenia i uwzględnienia;
rośnie więc znaczenie selekcji informacji,
zarówno tej, którą inni dla nas wykonują, jak i tej, którą my sami musimy
podejmować;
właściwą selekcję utrudnia szereg właściwości,
które, choć mało istotne, nadają niektórym informacjom dużą „siłę przebicia”.
Fałsz
……… 107
Lepiej
nic nie wiedzieć, niż wiedzieć nieprawdę.
Lew Tołstoj
Głupstwo niezupełne ……… 107
Niegroźny diabeł z rogami i ogonem.
Brednie wierutne, bzdury oczywiste i
całkowite na ogół rzucają się w oczy i dają się szybko korygować, lecz te oczywiste i całkowite
są rzadsze od nieoczywistych i częściowych.
Ponadto jest wiele zdań względnych i
wiele zdań prawdziwych, ale tylko do pewnego stopnia. Niemal
co dzień zimą słyszę od żony: „Ubierz się ciepło, jest zimno”, na co
odpowiadam: „Jest wyjątkowo ciepło”. „Jest zimno", albo „jest ciepło” jak komu. Trudno mówić o prawdzie lub nieprawdzie
takich twierdzeń, a jednak mogą one wprowadzać w błąd. Chudziutka staruszka z
taką pewnością powtarza „okropny ziąb”, że jej wnuczka zgadza się włożyć zimowe
okrycie, w którym już zaraz po wyjściu poci się jak przysłowiowa ruda mysz.
„Każda rzecz ma więcej niż
jedną powierzchnię, wiele świateł i cieniów” ( Montaigne).
Nie to złoto, co się świeci ……… 108
Widziałem na własne oczy.
Każdy bawił się złudzeniami optycznymi, a
mimo to wierzy świadectwu własnych zmysłów i bardziej ufa temu, co sam widział,
niż temu, co mu opowiedziano. (Słusznie, bo w tym co
opowiedział nawet naoczny świadek, są możliwości dwóch rodzajów błędu: świadek
mógł ulec złudzeniu, albo mógł nie chcieć lub nie umieć przedstawić wiernie,
nawet tego, co widział wiernie). Jednakże świadectwo własnych zmysłów także
bywa zawodne. Fakty nie zawsze są takimi, jakimi się wydają. Ktoś ożywiony,
głośny, żartujący wydaje się szczęśliwy, a jest napięty i zdenerwowany
; milczący wydaje się przygnębiony, a tymczasem jest tylko pochłonięty
myślą...; entuzjastycznie zgadzający się ze mną może
chcieć wyciągnąć mnie na słówka ; żona, która nagle zaczęła dbać o męża, być
może właśnie wzięła kochanka; mąż, który stał się bardziej oschły, może właśnie
podjął dodatkową pracę, by zapewnić rodzinie...; ktoś,
kto zabiega o przyjaźń praktykującego katolika, idąc z nim, zdejmuje kapelusz
przed każdym kościołem ; polityk, ach jak serdecznie! Całuje każde dziecko
wręczające mu kwiaty...
Sprzymierzeńcy fałszu ……… 109
Już ci wierzę, już wierzę, tylko nie
płacz.
Przyjęcie, nawet wypowiedzenie fałszu
zdarza się każdemu i samo przez się nie hańbi, ale jest winą (błędem
metodologicznym) przypisywanie pewności informacjom, których fałsz jest
prawdopodobny i upieranie się przy prawdziwości zdań, gdy podstawy do takiego
przekonania są niewystarczające. (...)
Trochę, tylko, bo - fałsz ma
często sprzymierzeńców w nas samych; jest jak uroczy chłopak (dla pań) i urocza
dziewczyna (dla panów) - przyjmujemy go z otwartymi ramionami i przymkniętym rozsądkiem.
Jednym z takich sprzymierzeńców
jest ciekawość, której nie można zaspokoić (lub której nie można łatwo zaspokoić). Człowiek,
który już wie coś nie coś o słońcu, nie uwierzy prorokowi końca świata
zapewniającego go, że słońce zgaśnie w ciągu stu lat, ale ktoś, kto nie ma
pojęcia o astronomii i fizyce, może dać się zwieść siwej brodzie proroka, zwłaszcza gdy jego głos będzie brzmieć głębokim basem.
Słyszałem podobnego proroka, który właśnie takim głosem zalecał picie mleka
koziego na wzmocnienie męskiej potencji.
Bo chcę, by tak było ……… 111
Chciałbym, żeby tak było, chciałbym.... ale po co to „chciałbym” przecież właśnie tak jest!
„Będziesz najsławniejszym wodzem w Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej” – przepowiada wróżka. Naiwni ulegają podobnym złudzeniom a
mniej naiwni upiększają obrazy rzeczywistości tkanką marzeń.
Bo są
kłamstwa, co się kocha,
Jak i prawdy niekochane.
Kazimierz Laskowski
A ponieważ miłość czyni cuda, więc kochane
kłamstwo czy kochana fantazja uchodzi za prawdę, a niekochana prawda - za
kłamstwo. Nadzieja nieraz każe sądzić, że wiadomość dość pewna, ale zła, jest
nieprawdziwa, a dość niepewna, ale dobra - prawdziwa. „Każdy rad wierzy, czego
sobie życzy” (Piotr Kochanowski – 1620 r.). (...)
Jedno kłamstwo inspiruje
dalsze, potrzebne dla podtrzymania go, a fałsz przyjęty za prawdę obwarowuje się
i rośnie. „Kłamstwo jest jak las: im dalej w las, tym trudniej wyjść” (Antoni Czechow). Ta trudność daje się zaobserwować nawet w towarzyskiej
rozmowie. Dość naturalną skłonnością wielu osób przynoszących sensacyjne
wiadomości jest dodatkowe ich usensacyjnianie szczegółami własnej fantazji oraz
przydawanie wiarygodności zapewnieniami: „sam widziałem na własne oczy” (choć
nie widział), „sam czytałem” (choć nie czytał).
By zrobić wrażenie ……… 112
Pewien murzyn zbielał na widok upiora!
Starożytny mędrzec chiński
Wang Czung zauważył,
że „....ludzie, chwaląc czyjąś dobroć, zwykle
przeceniają jej doskonałość, a mówiąc o czyichś niegodziwościach,
ubarwiają winy”. Skłonność do przesady ... jest dość
powszechna. Krok dalej - bujda całkowita.
(...)
By
przedstawić siebie jako… ……… 116
Nigdy nie kłamię, masz na to moje słowo.
„Nie można iść naprzód i w górę bez samoreklamy – poucza mnie Doświadczony. – Byle była
inteligentna. Bez rozgłaszania tego co zrobiłeś, bez
podsumowania tym, których głos ma znaczenie, listy twoich prac nie zrobisz
nawet habilitacji. I trzeba trochę przesadzać, no bo...”. Czy to prawda?
W każdym razie to pewne, że
prawie każdy chce widzieć siebie, i chce by go inni widzieli, lepszym niż jest,
bardziej uczynnym, interesującym, uczonym, wydajnym. Chce robić wspaniale
wrażenie i dlatego... (...)
Wyolbrzymianie godnych
intencji i dokonań idzie w parze z puszczaniem w niepamięć niegodnych lub z ich
pomniejszaniem, zacieraniem śladów, a także – co gorsza – z bagatelizowaniem
cudzych zasług.
Pomysłowość
kontrwywiadu ……… 117
Tymczasem podawaj prawdę.
Wprowadzenie w błąd przeciwnika
co do własnych planów, miejsca, czasu i siły uderzenia jest warunkiem
zaskoczenia go, a zaskoczenie ułatwia zwycięstwo i zmniejsza jego koszty.
Tradycyjną taktyką kontrwywiadu jest wykorzystywanie wywiadu nieprzyjaciela.
Najbardziej znanym jej przykładem była podróż na Bliski Wschód sobowtóra generała Montgomery
w przeddzień lądowania aliantów w Europie. Innym – podrzucenie Niemcom ciała
niby zestrzelonego lotnika, przy którym znaleźli dokumenty świadczące o
zamierzonym lądowaniu sił alianckich na Sardynii (w rzeczywistości lądowali na
Sycylii – 1943 r.).
Dezinformowanie
wroga nie było w Wielkiej Brytanii partyzantką, lecz systemem dużej
organizacji. System ten stworzył siatkę pseudoszpiegowską,
która dostarczała Niemcom informacje harmonizujące z tym, co mogli obserwować z
powietrza – imitacje czołgów, łodzi podwodnych, obozów, lotnisk itp., oraz tym,
co mogli słyszeć na falach radia (technicy brytyjscy produkowali wojskowe
stacje nadawcze, z których każda symulowała pracę sześciu nadajników,
instalowano je w miejscach, gdzie było pożądane, by sztab nieprzyjaciela
sądził, że koncentrują się wojska aliantów). Do tego – takie akcje, jak
aranżowane „przecieki” drogą dyplomatyczną, intensywny zwiad lotniczy nad
terenami, nad którymi Niemcy mieli się spodziewać (niezamierzonego) ataku, oczyszczenie morza z min na trasach,
po których mieli się spodziewać (niezamierzonego) przepłynięcia desantu.
Największymi
osiągnięciami tych akcji było przekonanie Hitlera najpierw, że wielkie
lądowanie sprzymierzonych będzie jeszcze długo odkładane i że przygotowują oni
desant w Norwegii, a później, że główne uderzenie nastąpi w rejonie Pas de Calais. W rezultacie Niemcy nie przesunęli do Francji
szesnastu wyborowych dywizji z Norwegii i Danii, a gdy już rozpoczęła się akcja
w Normandii, przez siedem decydujących tygodni Hitler trzymał swoją piętnastą
armię wokół Pas de Calais, czekając na lądowanie
alianckiej armii, która w ogóle nie istniała.
Sukcesy
brytyjskiego kontrwywiadu zaczęły się już od zdemaskowania, zaraz na początku
wojny, prawie wszystkich szpiegów. Dalszym – było zdobycie zaufania
berlińskiej centrali do siatki pseudoszpiegów. Choć gra była wręcz
genialnie opracowana, to jednak nie odniosłaby takiego powodzenia, gdyby
dowódcom agencji szpiegowskiej w Berlinie nie zależało tak bardzo na wykazaniu
się rezultatami. Ostatecznie wierzyli – bo chcieli
wierzyć – do tego stopnia, że gdy Anglicy z zamierzoną niezręcznością
wprowadzili do gry jeszcze jednego pseudoszpiega, po
to, by jego doniesienia sprawiały w Berlinie wrażenie naiwności brytyjskiego
kontrwywiadu, a tym samym jeszcze wzmocniły zaufanie Niemców do ostrożnie
wprowadzanych pseudoszpiegów, w Berlinie uwierzono i
w tego „naiwnego”. Później, po lądowaniu w Normandii, Anglicy spodziewali się,
że kierowani przez nich
fałszywi szpiedzy będą spaleni, a tymczasem nadal cieszyli się
zaufaniem swoich „mocodawców”, którzy sądzili, iż to ci „szpiedzy” zostali
wprowadzeni w błąd.
Na tak wielką
skalę zakrojone akcje kontrwywiadu były czymś unikalnym w historii wojen, bo
najpospolitsza gra polega tylko na podkopywaniu zaufania central szpiegowskich
do własnych agentów, a
to przez podrzucanie im
informacji fałszywych.
Zręczność
oszustów ……… 119
Nie mam w tym żadnego interesu.
Dziwimy się „naiwniakom”, „jeleniom”,
którzy uwierzyli oszustowi. Nas by nie nabrał. Czy aby na pewno? Nie byle jaka
bywa jego pomysłowość
(gdy na przykład sprzedaje oskubanego bociana za indyka). Jego
drobne uczynności:
„idę na pocztę, zapłacę twój rachunek” usypiają czujność ofiar.
Jego protesty: „ja
tego przyjąć nie mogę”, zjednują zaufanie. Jego uśmiech, przymilność i zachwyty
(„ach profesorze!”) – sympatię. „Człowiek cnotliwy – zauważył
Konfucjusz – dobre wypowiada słowa, ale nie zawsze ten, kto dobre wypowiedział
słowo, jest cnotliwy”.
Wydrwigrosz to
tylko jeden z gatunków oszusta, innym, też pospolitym, jest karierowicz.
Nabiera on zwierzchników na podrabianą pracowitość i podrabiany zapał. Ma pełną
gębę idei. „Nie rozumiem, co ci szkodzi powtórzyć kilka
frazesów, a za to...” pouczał
mnie kiedyś znajomy, który szybko „poszedł w górę”.
Mniej
pospolitym okazem jest oszust inspirowany... (...)
Lecz najskuteczniejsze
nabieranie i okpiwanie, wprowadzanie w pole i mydlenie polega na posługiwanie
się prawdą, zwłaszcza wtedy, gdy granica między informacją i dezinformacją jest
zatarta. Powtarzam,
że najdłużej prosperuje kłamstwo, które zawiera ziarnko prawdy... (...)
Naginanie sprawozdań i statystyk ……… 121
A co moja statystyka ma udowodnić?
Światowa Organizacja Wyżywienia i Rolnictwa
(FAO) opiera swoje statystyki na danych dostarczonych jej przez poszczególne państwa; z jej
statystyk wynika, że produkcja żywności na jednego mieszkańca w latach
siedemdziesiątych stawiała Polskę na pierwszym miejscu wśród badanych 251
państw i terytoriów...
(...)
Bo
nie ma kontroli ……… 123
Sumienie to cichy glos, który ostrzega:
ktoś patrzy.
Sprawdzanie informacji. Większość z nich weryfikuje się sama z
biegiem czasu. Tylko, że wtedy jest za późno.
(...)...
Sugestywność osób lubianych i szanowanych ……… 124
Wuj ci to mówi.
Duża część informacji i sądów jest, praktycznie
biorąc, niesprawdzalna. Nie weryfikuję tego, czego nauczyłem się w szkołach,
ani tego, co znalazłem w podręcznikach (chyba, że są to wiadomości bezpośrednio
pomocne w pracy i życiu). Nie sprawdzę plotki o prywatnym życiu mego dyrektora,
ani danych GUS o budownictwie, ani doniesień prasy o sytuacji we Włoszech; nie
sprawdzę nawet w zadawalający sposób zależności kataru od zaziębienia.
Przeświadczenie
o prawdziwości informacji opiera się przeważnie na zaufaniu do źródła. A czy to
nasze zaufanie jest zawsze uzasadnione? (...)
(…) Nauka nauce nierówna ani profesor
profesorowi. Zważmy, iż na przykład w fizyce prawie wszystkie twierdzenia są
sprawdzalne, natomiast w polityce społecznej lub gospodarczej - które też
nazywamy naukami - sprawdzenie teorii może wymagać rewolucji. Granice między
zależnościami stwierdzalnymi a tylko postulowanymi
bywają zamazane, a uleganie naciskom, manipulowanie faktami jest częstą
praktyką ; nawet kryteria prawdziwości nie zawsze są jasne; toteż inna jest
waga autorytetu profesora fizyki, gdy wypowiada się o swojej dziedzinie pracy,
a inna profesora polityki gospodarczej, gdy stawia diagnozę lub proponuje
terapię chorego organizmu gospodarki.
Jeszcze słowo o tak zwanej
opinii powszechnej: „Wszyscy tak mówią”, „wszyscy tak myślą”, „wszyscy tak
robią”. Nacisk „wszystkich” jest potężny. Czy w czasach, gdy wszyscy wierzyli w
diabła, był ktoś, kto powątpiewał w jego istnienie? Nie wiemy, jako że na
wszelki wypadek ten ktoś milczałby, nie chcąc wpaść w łapy wierzących, i
milcząc, powiększałby wrażenie, że wszyscy wierzą.
Być innego zdania niż „wszyscy” wymaga siły myśli i charakteru. Trudna
to rzecz podtrzymywać swój sąd przeciw powszechnemu mniemaniu. A z mniemania -
widzenie. Nie tylko wierzę w to, co widzę, ale zdarza się, że widzę to, w co
wierzę. Gdy wiedza w diabły była powszechna, spotykało się wiele osób, które
diabła „widziały”.
Sugestywność i naiwność entuzjastów ……… 127
Taki
blask, że zamknąłem oczy.
Wprowadzanie w błąd i, być może , spowodowanie dalszych błędów jest oczywistym celem
świadomie fałszywej informacji. Kierownictwo zakładów tak liczbami manipuluje,
by sprawić wrażenie
wykonania, nawet przekroczenia planu. (...)
Mniej oczywiste jest nieumyślne
wprowadzanie w błąd. (...)
Opętanym ideą-pasją
entuzjastom trudno dostrzec przysłowiową drugą stronę medalu. Z ich skrajnych
postaw - skrajna selektywność odbieranych informacji, a ta z kolei potęguje
skrajność postaw. Tacy entuzjaści są niezdolni do obiektywnego spojrzenia na
rzeczywistość, może nawet - niezdolni do realizmu. Rozumowania ich są często
prostacko naiwne, ale właśnie dzięki dynamicznej prostocie głoszonych idei,
dzięki śmiałości i romantyzmowi haseł - porywają. „Niektórzy ludzie - zanotował
Stanisław J. Lec - pozbawieni są daru widzenia prawdy. Ale za to jaką
szczerością tchnie ich kłamstwo”.
Francis Bacon
twierdził, że „człowiek łatwowierny sam jest oszustem”. Tak, bo łatwowierny,
sam przekonany i cieszący się opinią uczciwego, łatwo innych do swego błędu
przekonuje. To przykre, że musimy się mieć na baczności nie tylko przed
spryciarzami, ale i przed nieświadomymi kłamcami. Słowem, bez entuzjazmu słabo,
a z entuzjazmem niebezpiecznie.
Przywódcy tłumów, którzy
marnowali zapał swoich zwolenników dla ścigania nierealnych celów, a także
dyktatorzy, którzy porywali miliony dla rzezi milionów, wychodzili przeważnie z
szeregów prostych ludzi i wspinali się na szczyty nie tyle drogą chytrej
kalkulacji, ile drogą porywającego entuzjazmu. Podporządkowali jednej gorącej
myśli najpierw swoje własne niemałe zdolności do obserwacji, wnioskowania i
decydowania, a później te same cudze zdolności.
Owi potężni należą do
historii, ale pomniejsi nadal funkcjonują i będą funkcjonować choćby dlatego, że większość ludzi zawsze gotowa jest
przyjąć prostą, z porywającą siłą rzuconą formułę, a przyjąwszy ją, ufnie
odnosić się do wszystkich harmonizujących z nią informacji i wezwań, ufnie
podążać za olśniewającą wizją entuzjasty.
Łatwowierność ……… 129
I ty mu wierzysz, biedna dziewczyno!
Łatwowierność – wada sympatyczna. Sympatyczna jest ufność i wiara w
ludzi. „Kto sam nie kłamie, jest łatwowierny” (Baltazar Gracjan). Człowiek otwarty i
szczery nie nastawia się na czujność, nawet gdy ma do czynienia z informatorem
zainteresowanym w zatajaniu lub przeinaczaniu prawdy.
Ale uwaga! Poza naiwnością rodem z cnót charakteru
istnieje naiwność rodem z wad umysłu. Ta sympatyczna nie jest. Denerwują ci,
którzy wierzą we wszystko, co słyszą lub czytają; umysłowo do krytycznego
słuchania niezdolni; nie dostrzegają nawet grubych sprzeczności.
(…)
Gorąca dywagacja o chłodnym sceptycyzmie ……… 132
Wątpię, więc myślę.
Po uwagach o uproszczeniach i
łatwowierności, dywagacja o komplikacjach i sceptycyzmie. Łączę te sprawy, bo
życie je łączy – sceptyk niełatwo przyjmuje teorie, nie ufa wszystko
tłumaczącym doktrynom i receptom na wszelkie zło, jego obraz życia jest
złożony, ale bliższy prawdzie niż uproszczony obraz doktrynera lub entuzjasty.
Niestety, ta złożoność rzeczywistości onieśmiela go, niechętnie w nią ingeruje.
Żeby czegoś nie popsuć. Żeby nie było jeszcze gorzej. Sceptyk-kompilator wierci się zwykle na zydelku niepewności i tak boi się popełnienia błędu, że
powstrzymuje się przed jakimkolwiek zdecydowanym sądem. Tragicznie hamletyzuje,
ale bawi się obserwowaniem naiwności i szaleństw „prostaczków”. Więc tak: ludzie
nadto gorący popełniają błędy między innymi przez zawężone, symplifikatorskie
widzenie rzeczywistości i poprzez podejmowanie działań bez dostatecznego
rozeznania sytuacji, bez przemyślenia konsekwencji, a ludzie nadto chłodni i
sceptyczni popełniają błędy przez brak dynamicznej konsekwencji postępowania.
Obyśmy byli nie gorący i nie zimni, ale po prostu
ciepli.
* Powiedziałem w tym
rozdziale, że:
często żywimy fałsz, bo lepiej nam z nim niż
ze świadomością niewiedzy albo lepiej niż z prawdą;
często zawodzą nas pozory prawdy, łudzą nawet
własne zmysły;
fałsz
częściowy jest trudniejszy do stwierdzenia, lepiej się ukrywa niż całkowity;
retusze rzeczywistości i zmyślenia pochodzą
nieraz z potrzeby zwracania na siebie uwagi, przedstawiania się w lepszym świetle
i dodawania sobie znaczenia;
dezinformacja bywa systemem walki;
specjalistami wprowadzania w błąd są wszelkiego
rodzaju oszuści;
im bardziej informator zainteresowany jest w takim a nie innym
przedstawianiu rzeczywistości, tym większa powinna być czujność informowanego;
zwodnicze bywają liczby, zwłaszcza gdy
przedstawiający je manipuluje punktem odniesienia;
brak kontroli zwiększa prawdopodobieństwo
zafałszowań;
szczególnie łatwo wprowadzają w błąd (świadomie i
nieświadomie) osoby cieszące się dużym poważaniem i lubiane, jak również
entuzjaści;
łatwowierność może pochodzić z szlachetnych cech
charakteru, a także z braku inteligencji czy wiedzy i z umysłowej uległości,
sprzyjają jej też niektóre okoliczności, na przykład niebezpieczeństwo.
Ograniczenia i fałsze pamięci ……..
134
Pomyłki, o które tak często przyprawiała mnie moja
pamięć, wtedy właśnie, gdy czuła się najbardziej pewną siebie
, też nie są bezowocnie stracone. Daremnie mi dziś będzie przysięgać i
składać swe zapewnienie, ja potrząsam głową; pierwszy sprzeciw, zgłoszony
przeciwko jej świadectwu, wprawia mnie w stan zawieszenia, nie ośmieliłbym się
zaufać jej w rzeczy ważnej, ani też ręczyć za nią w cudzej sprawie.
Montaigne
Zapadło w niepamięć ……… 134
Ja umiałem, ja się uczyłem, słowo
honoru!
Nie jesteśmy sprawiedliwi, oskarżając
pamięć, że nas zawodzi – przeważnie nie poświęcamy dość uwagi i czasu, by
zabezpieczyć w niej to, co chcemy, by przechowała. Z masy informacji, z jaką się co dzień stykamy, nie zawsze wyodrębniamy te najbardziej
warte zachowania. Typowy i tragiczny przykład zlekceważenia istotnej informacji
przez jej odbiorców i niedostatecznego jej wdrożenia przez nadawców: Amerykańscy lotnicy zestrzeleni nad
Malajami w czasie wojny z Japonią, po udanym lądowaniu na spadochronie, zwykle
ginęli głównie dlatego, że podczas szkolenia nie starali się zapamiętać
instrukcji, jak przeżyć w dżungli. Brak nastawienia na zapamiętanie,
spowodowany złą oceną doniosłości informacji, jest częstą przyczyną aktualnych niedostatków
poinformowania.
Na naszą
pamięć często sarkamy, a jednocześnie za bardzo jej ufamy, za bardzo polegamy
na automatyzmie zapamiętywania. (...)
Wiadomo, że
szybko zapominamy informacje, które nas nie interesują, nie budzą emocjonalnych
reakcji, nie wydają się potrzebne... (...)
Pamięć dłużej i wierniej zachowuje i odtwarza te fragmenty pierwotnego
materiału, które wiążą się z aktualnymi przeżyciami i potrzebami.
(...) Początkujący jeździec
doskonale wie – słownie! – że nie należy pochylać się
do przodu, ale gdy koń w galopie nagle zwalnia, pochylony leci naprzód przez
jego łeb. Zapamiętane to nie to samo co wyćwiczone i
praktycznie przyswojone.
Zmiany jakościowe ……… 137
- Jeśli mnie pamięć nie myli...
- Ależ myli!
„Jeśli ktoś był świadkiem wypadku na ulicy, a potem ma zeznawać w sądzie, co
widział, to jest prawie pewne, że to, co sobie przypomni, będzie nie tylko
niepełnym, ale i zniekształconym obrazem wypadku. Jego zeznania będą się może
różnić i to w zasadniczych szczegółach od zeznań innych świadków. Jasne, że
mówiąc o jego pamięci, nie możemy się ograniczyć do tego, czy zapamiętał więcej
czy mniej, ale musimy zwrócić także uwagę na zmiany jakościowe (...)!
Dwaj
psychologowie, bez wiedzy uczestników, nagrali dyskusję na zebraniu Towarzystwa Psychologicznego
w Cambridge. Dwa tygodnie później zwrócili się do jej uczestników z prośbą, by
spisali wszystko, co z niej pamiętają. Odpowiedzi porównali z utrwalonym na
taśmie oryginałem. Okazało się, że uczestnicy dyskusji przypomnieli sobie
przeciętnie 8,4 procent poruszonych spraw. Jednakże najbardziej godne uwagi
było to, że przeciętnie 42 procent pozornie zapamiętanych punktów uczestnicy
dyskusji przypominali sobie błędnie. Były to istotne błędy najróżnorodniejszego
rodzaju. Oprócz tego uczestnicy, przypominając sobie dyskusję, mieszali sprawy
i pojęcia. Opisywali sytuacje, których w ogóle nie było, albo
które zdarzyły się w innym miejscu i czasie. Tak więc ktoś podał, że
pamięta jakąś uwagę kolegi, którą ów kolega zwykle wygłaszał, ale której
wówczas nie wypowiedział, np. formalne podziękowanie przewodniczącego za
zabranie głosu. Zanotowano
też zmyślenia, gdy uczestnik opisywał jakąś rzuconą podczas dyskusji
marginesową uwagę jako dłuższą wypowiedź. Krótko mówiąc, te sprawozdania z dyskusji
były nie tylko fragmentaryczne, ale także zniekształcające rzeczywisty jej
przebieg i wiele z tego, co sobie przypomniano, w ogóle nie zostało
powiedziane”*.
* J.M.L. Hunter: Pamięć, fakty i złudzenia. Warszawa
1963.
(poz. 27 Prezentowanej literatury, str.100-101..Anonimus)
Wszystko, co
powiedziano o wpływie nastawień na postrzeganie, odnosi się także do
zapamiętywania. Informacje zgodne z nastawieniem i postawą są ilościowo i
jakościowo lepiej zapamiętywane od niezgodnych. Tym bardziej, że jak „zapomniałem”
często znaczy, że w gruncie rzeczy nigdy nie pamiętałem, tak „źle sobie
przypomniałem” często znaczy, że w gruncie rzeczy nigdy nie pamiętałem, tak
„źle sobie przypomniałem”
często znaczy, że od pierwszej chwili mój obraz
rzeczywistości nie pokrywał się z
faktami, z miejsca przystosowałem go do moich życzeń, potrzeb, obaw, schematów.
Zdarza się nawet, że bujam tylko... ot, żeby opowiadanie udramatycznić,
usensacyjnić, albo tylko z językowego rozpędu i „przyłapany na wolnej
twórczości” pokornie się przyznaję: „Żebyś wiedział, jak on się cieszył,
jak skakał, jak machał ogonem. A przecież byłem tylko przyjacielem jego pana,
którego w dodatku nie widział przez dwa lata”.
„Myślałem, że Twój przyjaciel ma boksera”. „Tak, i co z tego?” „Bokser merdał ogonem?”. A
rzeczywiście, tak mi się tylko powiedziało. No, w każdym razie merdał zadem”.
Istnieją setki dowodów eksperymentalnych i miliony dowodów z życia na
to, że nowe doznania interpretujemy na ogół zgodnie z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami,
przyswojoną wiedzą i uprzedzeniami. Ta interpretacja dokonuje się zarówno w
chwili odbierania wrażenia (sygnału), jak i później – podczas jego
przechowywania w pamięci. (...)
Fakt, że obrazy minionych wydarzeń, tak jak się nam przedstawiają w pamięci,
nie pokrywają się z tym, co rzeczywiście zaszło, daje adwokatom szerokie
możliwości podważania zeznań świadków. Każdy sędzia wie, że nawet w zeznaniach
osób niezainteresowanych w przeinaczaniu prawdy występują poważne fałsze i że
są one tym częstsze i tym większe, im dłuższy okres czasu upłynął między
wydarzeniem a próbą jego odtworzenia.
Rekonstrukcja
……… 140
Brak części.
Fałsz pamięci tłumaczy się w dużej mierze
jej zabiegami rekonstrukcyjnymi. To, co wydobywamy z jej czeluści, bywa w
gruncie rzeczy rekonstrukcją całości z przechowywanych części. Świadomie lub
nieświadomie postępujemy jak zoolog, który rysuje deluwialnego gada, mając
przed sobą jego szczękę, kilka kręgów i kilka kości łapy. Tylko
że tak postępujący zoolog zachowuje dużą ostrożność i kieruje się
naukowo sprawdzonymi schematami, podczas gdy my słuchamy się... intuicji. Inaczej
mówiąc, luki w zapamiętanym materiale wypełniamy wyobraźnią. Im dłuższy czas
upływa między odbiorem materiału a próbą odtworzenia go, tym więcej luk, tym
większa pomoc wyobraźni, zaś wyobraźnia – jak wiadomo – komponuje według
dawniej poznanych wzorów, a także chętnie ulega podszeptom pragnień i marzeń,
lęków i uprzedzeń, sugestii i fascynacji.
Błędy w
rekonstrukcji, o których mowa, pochodzą choćby z mieszania elementów w czasie i
przestrzeni.
Rekonstrukcja dokonuje się pod wpływem przekonania, że było tak, jak zwykle, a
także – że było tak, jak powinno.
(...)
Przez
podobieństwo i kontekst
………
142
- Jak się on nazywał? Rybicki?, Rybkowski? Rybacki? Rybeczko?
- Może Sieciński?
- No właśnie!
Złudzenia i
deformacje zachodzą w pamięci zwłaszcza wtedy, gdy podsuwa się jej błędne
skojarzenie, mylące podobieństwo, lub sytuacja.
(…)
Drobne szachrajstwa pamięci ……… 143
- Gdzieś już panią spotkałem!
- Możliwe, ja tam bywam.
„W tym parku
jest góra, wiele razy jako dziecko broniłem jej przed Indianami. Podchodzimy do
tej góry – okazuje się mizernym pagórkiem. Tak, urosłem. Ale dlaczego odległość
od leśniczówki do jeziora, która wynosiła kilkaset metrów, teraz wydłużyła się do
ponad kilometra? Czyżby jezioro cofnęło się?... (albo ja się zestarzałem. Anonimus).
„Pamiętam, że
wykonałem czynność, którą zwykle wykonuję. „Jasne, że zamknąłem samochód”, ale
znajduję w samochodzie kartkę od milicjanta. „Pamiętam”, że zrobiłem coś, co
miałem tylko zamiar zrobić.
Do drobnych
szachrajstw pamięci zaliczam przestawienia...
Intrygującym
laika i psychologa jest wrażenie: „ja to już kiedyś widziałem (mówiłem,
przeżyłem)”.
…
Wrażenie jest tak silne, że stawiam sobie filozoficzne pytania: Czy może czas jest złudzeniem? Może na
płaszczyźnie innego wymiaru nie ma rozgraniczenia między tym, co było, jest i
będzie? (Ale objaśnienia tego zjawiska spodziewam się raczej od uczonych
zajmujących się mózgiem).
Złudzenia
pamięci pod naciskiem z zewnątrz ……… 145
No, przypomnij sobie!
W
odpowiedziach na konkretne pytanie (np. jakie tam były
drzwi?) popełnia się więcej błędów niż w sprawozdaniach (np. z wycieczki). Dzieje
się tak z dwóch powodów: w sprawozdaniach człowiek z własnej
inicjatywy mówi o tym, co – jak mu się zdaje – dość dobrze zapamiętał,
natomiast starając się odpowiedzieć na precyzujące pytania, częściej wydobywa z
pamięci materiały zamazane, niepewne, zmyśla, nie lubi przyznawać się do tego,
że nie pamięta, że nie wie.
Pokrewnym rodzajem nacisku z zewnątrz jest pytanie sugerujące. Odpowiadający
nie pamięta, czy w rozmowie z Iksem rzeczywiście wspominał o opracowywanym
rozporządzeniu, ale na pytanie dlaczego o nim mówił,
zaczyna się tłumaczyć
Wreszcie
oczekiwanie takiej a nie innej odpowiedzi...
„A nie
zapomniał pan – mówi groźny szef – że kazałem anulować zamówienie?”. Urzędnik odpowiada: „nie, nie zapomniałem” i wydaje mu
się, że istotnie coś takiego słyszał, choć to nieprawda, bo to szef zapomniał
zawiadomić podwładnych o tej decyzji.
W gronie
towarzyskim opowiadający o jakimś wydarzeniu śledzi reakcje słuchaczy i gdy w
innym otoczeniu to opowiadanie powtarza, prawdopodobnie wyolbrzymi te jego
fragmenty, które wywołały najsilniejszą reakcję w poprzednim.
Fałsze
wspólnej pamięci ……… 146
Legendy i mity – owoc wspólnej pamięci.
Skoro fakty
poważnie przeinaczają się w pamięci jednej osoby i skoro – jak to już opisałem –
zmieniają się często nie do poznania, gdy informacje o nich są przekazywane w
łańcuszku podobnie nastawionych osób, to cóż dopiero, gdy te informacje
zatrzymują się na każdej „stacji przekaźnikowej” i na każdej ulegają przeróbkom
idącym w tym samym kierunku!
Jasne, że po to, by tak biec i w biegu się przeobrażać, informacja musi budzić
zainteresowanie osób odbierających ją i dalej podających, a to zainteresowanie
jest najżywsze, gdy dana informacja usprawiedliwia postawy, wyraża lub
zaspokaja uczucia, choć na chwilę rozładowuje napięcia i jest trudna do sprawdzenia.
Fałsze pamięci służą jednostkom, środowiskom i całym pokoleniom. Wspominając przeszłe wydarzenia, ich aktorzy wspólnie
umacniają swą „pamięć” faktów mających świadczyć o tym, że chcieli (choć nie
chcieli), albo że nie mogli (choć mogli). Wspólnie satanizują perfidię swych przeciwników i nią – a
nie własnym brakiem przezorności – tłumaczą swoją klęskę. Wspólnie też
upiększają przeszłość ku czci tych, których już nie ma i ku pokrzepieniu tych,
którzy jeszcze są.
Upór pamięciowych błędów ……… 147
Tysiąc razy ci mówiłem, żebyś nie
przesadzał!
Warto sobie
uprzytomnić powrotność i siłę niektórych pamięciowych
błędów i złudzeń.
Gdy przypominając sobie fakt czy tekst, popełnię błąd, i gdy ktoś ten błąd
wytknie mi i poprawi, to bardzo być może, iż przy następnej okazji znów go
powtórzę.
A jakże często
upieramy się przy naszych przeinaczonych lub „uzupełnionych” wspomnieniach!
By
wiernie pamiętać ……… 148
Wierność nielekko przychodzi.
Po to, by
pamięć dość wiernie informację zachowała i we właściwym momencie wniosła na
pierwszy plan świadomości, należy:
- powiedzieć sobie: to muszę
zapamiętać,
- przez chwilę zatrzymać informację w
świadomości, najlepiej „coś z nią robić”, na przykład:
powtarzać, zastanawiać się nad genezą i konsekwencjami, kojarzyć z innymi
podobnymi..., wyobrazić sobie sytuację, w której ta
informacja może okazać się przydatna.
Słowem,
rozwinąć maksimum umysłowej aktywności.
To dużo? To
kosztuje sporo czasu? Tak,
wierność, a i w tym wierność pamięci nielekko przychodzi, ale niewierność bywa kosztowniejsza.
* Powiedziałem w tym
rozdziale, że:
pamięć zawodzi najczęściej wtedy, gdy nic nie
zrobiliśmy, by zapamiętać;
a nieraz i dlatego,
że wolimy zapomnieć;
to, co sobie przypominamy, jest nie tylko nie pełnym, ale
zwykle także mniej lub bardziej przeinaczonym obrazem tego, czego się
dowiedzieliśmy;
przeinaczanie
materiału dokonuje się pod wpływem życzeń i lęków, oczekiwań, przyzwyczajeń i
potrzeb, a wreszcie
i skłonności do zapełniania pamięciowych luk... czymkolwiek;
w procesy zapamiętywania, przechowywania i przypominania
ingerują podobieństwa zachodzące między informacjami i nieraz mylące
skojarzenia;
więcej błędów niż w spontanicznych
opowiadaniach popełniamy w odpowiedziach na pytania, zwłaszcza sugerujące;
pamięć wspólna podobnie nastawionych osób
jeszcze bardziej fałszuje informacje niż pamięć pojedynczego człowieka.
Czujność i etyka ……… 150
Powodzenie
wszelkiego systemu zależy głównie od umiejętności jego stosowania.
Herbert Spencer
Krytyczna
czujność ……… 150
Bez czujności – ani mądrości, ani
wolności.
Krytyczna
ocena własnych wyobrażeń jest możliwa, a zależy miedzy innymi od wiedzy o
okolicznościach grożących powstawaniem lub utrzymywaniem się wyobrażeń
błędnych.
Marek Jarosz
także sądzi, że samo uświadomienie wpływu nastawień i schematów może zaostrzyć
krytyczną czujność:
„Człowiek, który wie, jak dalece jego pozornie krytyczny i
bezstronny stosunek do ludzi, wydarzeń i własnego postępowania zależy od
konstrukcji schematycznych, ten łatwiej przyjmuje do wiadomości informacje niezgodne z utrwalonym schematem, nawet
takim, który jest prosty, wygodny i do którego przywykł od dawna.. Na przykład do tego, że twarda dyscyplina
kształtuje wartościowy charakter, że lęk przed nauczycielem skłania do nauki,
że młodzież dawniej była lepsza niż dzisiaj, że prawdziwa jest jedynie ta
wiara, którą ja wyznaję, że przesądy są wytworem ciemnoty, że odbywanie kary więzienia
oddziałuje wychowawczo na więźnia, że nerwice są wytworem współczesnej
cywilizacji, że dobry żołnierz nie poddaje się wrogowi, że napięcie emocjonalne
działa szkodliwie na człowieka. (...) Samowiedza, wobec własnych
stereotypów, ułatwi np. przyjęcie do wiadomości, że bezduszna dyscyplina może
charakter wypaczyć; że lęk, jeżeli przekroczy pewien pułap, to nie będzie
działał mobilizująco, lecz destrukcyjnie; że nadmiernie krytyczne opinie o
młodzieży wypowiadali przedstawiciele starszego pokolenia od czasów
niepamiętnych; że chrześcijanie i mahometanie na równi wierzą w nieomylność
swej wiary, podobnie jak hinduiści, sikhowie,
buddyści czy konfucjanie; że przesądom ulegają
również ludzie światli; że realizacja wychowawczych założeń polityki penitencjarnej
napotyka szczególne trudności; że nerwice, już pod tą nazwą ,
znane były od XVIII w., a opisy zbliżone do
klinicznego opisu neurastenii spotykamy już u Hipokratesa; że (...) czasem poddanie się jest jedynym słusznym i odważnym
krokiem, że napięcie emocjonalne, w pewnych granicach, podwyższa sprawność
działania, a niektóre sytuacje stresowe wpływają korzystnie na stan psychiczny
itd.”*
* M. Jarosz:
Psychologia i psychopatologia życia codziennego. Warszawa 1957.
Zaostrzyć
krytyczną czujność może także pamięć tego, co w tej książce powiedziano.
Najważniejsze da się podsumować w pytaniach, które powinny niepokoić każdego,
kto formułuje ważką opinie lub podejmuje decyzję:
Czy opieram
moje ważne sądy i decyzje na informacjach pewnych, pełnych, dostatecznie dokładnych
i szczegółowych?
Czy uczciwie
słucham informacji sprzecznych z tymi, na których się opieram? Czy je uwzględniam?
Czy nie mylę
moich informacji z domysłami?
Czy nie daję
się zwodzić własnemu nastawieniu lub cudzej sugestii?
Od małego ……… 152
Czym skorupka…
Nie łudzę się,
że człowiek, który nigdy nie starał się o krytyczny stosunek do informacji,
nagle, pod wpływem moich wywodów, będzie zadawać sobie takie pytania, bardziej
liczę na to, że kiedyś psycholodzy i pedagodzy opracują metody rozwijania
krytycyzmu „od małego”. Na przykład, by wdrażać młodego człowieka do zbierania
możliwie wszystkich istotnych informacji przed wyrobieniem sobie poglądu lub
przed przystąpieniem do działania, nauczyciel może kazać uczniom wyliczyć wszystkie informacje, które
powinni by zebrać, gdyby organizowali dla klasy tygodniową wycieczkę...
By młody
człowiek ćwiczył się w zadawaniu pytań, gdy nie ma dość informacji, nauczyciel
przedstawia różne zadania
bez wystarczających danych, a uczeń może i powinien pytać...
(Przy okazji warto mu powtórzyć japońskie przysłowie: „Kto
przyznaje się do ignorancji, ten raz ją ujawnia, kto próbuje ją ukryć, ujawnia
ją raz po raz”).
By uczeń mógł
ćwiczyć się w przestrzeganiu ścisłości, gdy wymagana jest ona w sprawozdaniu,
nauczyciel poleca mu korygowanie zbyt ogólnikowych, nieprecyzyjnych raportów.
By uczeń nie był głupcem, który nawet nie wie, że nie rozumie, by nie zadawalał
się rozumieniem pozornym, nauczyciel formułuje trudne pytanie i wzywa ucznia do
odpowiedzi na nie. Uczniowi wolno prosić o objaśnienie, byle dokładnie
przedstawił, czego nie rozumie.
By uczeń miał
oczy i uszy otwarte na fakty nie pasujące do jego myślowych schematów, by
patrzał na nowe informacje
jak na wyzwanie do nowego przemyślenia starych teorii – można
rozmyślnie wprowadzać go w błąd, a następnie podawać informacje przeczące temu,
co zdawało mu się pewne, zadaniem ucznia byłoby wtedy wytknięcie sprzeczności.
Etyczny wymiar informacji ……… 154
Cofając się przed prawdą, wpadł do
ścieku.
Rozważania o
etyce powinny obejmować miedzy innymi odpowiedzialność za informację, a
refleksje o informacji muszą uwzględniać jej aspekt etyczny. To sprowadza się
do dwóch zagadnień: do etycznej wartości poinformowania ze względu na jego
wartość utylitarną oraz do prawdy jako wartości samej w sobie. Wzgląd
społeczno-utylitarny omówiłem pisząc o szkodach – błędach i sporach –
pochodzących z wad poinformowania, tu przypomnę tylko, że wiele wzajemnych
wrogości, nienawiści i inspirowanych nią działań pochodzi z niedostatecznej lub
fałszywej informacji. Krótka jest droga od ignorancji do błędu i od błędu do
krzywdy.
Dość
powszechnie prawda jest uznawana jako wartość sama w sobie, nadrzędna i
absolutna. Prawie wszyscy oddają jej hołd w postaci deklaracji i deklamacji o godności
szukania prawdy i trwania przy niej. Tak samo prawie wszyscy zgadzają się,
że honor wymaga między innymi wierności sobie, a być wiernym sobie znaczy dawać
świadectwo prawdzie.
Tak rzecz
wygląda w teorii, ale w praktyce nader często traktujemy prawdę użytkowo,
dozując ją według pragmatycznego kryterium przydatności do celów. Przemilczanie
i przeinaczanie faktów oburza nas gorąco tylko wtedy, gdy zagraża naszym
indywidualnym lub społecznym interesom (rzadziej, gdy z jakichkolwiek względów
jest odczuwane jako skaleczenie indywidualnej czy narodowej dumy).
Wobec tej
dwoistej utylitarnej i absolutnej wartości prawdy można mówić o dwóch rodzajach
skaz etyki, występujących w naszych skomplikowanych stosunkach z prawdą:
nieuczciwość względem siebie (stosunek: ja – prawda) i nieuczciwość względem
innych (stosunek: ja – prawda – oni). Nieuczciwość we własnym stosunku do
prawdy wyraża się samozakłamaniem i niepodejmowaniem starań, by w sprawach
istotnych dla naszych poglądów, postaw i działań mieć informację możliwie pełną i
pewną. Nieuczciwość w stosunku do innych polega na przekazywaniu informacji
niepewnych i niepełnych jako pewnych i pełnych. Oczywiście, ta druga skaza jest
proporcjonalna do interesowności i konsekwencji przyjęcia lub przekazania
wadliwej informacji. Inaczej mówiąc zaniedbanie starania o to, by znać lub
przekazać prawdę pełną i pewną, jest tym bardziej nieetyczne, im bardziej
zmierza do zapewnienia korzyści jednej stronie, a powoduje straty drugiej lub
osobom trzecim. Nie mam za złe łgarzowi, który mi opowiada jako prawdziwe
historie o fantastycznej mądrości psów, ale mam trochę za złe temu, który daje
mi na przechowanie kota, zapewniając, że wyjeżdża na tydzień i wraca po
miesiącu. Co innego złudzenia matki,
która broni się przed prawdą o swoich dzieciach, a co innego złudzenia
ministra, który nie dopuszcza do świadomości pierwszych sygnałów
katastrofalnych skutków swojej polityki. (Niedoinformowany z własnej winy
ponosi co najmniej moralną odpowiedzialność za spowodowane przez siebie straty). Inaczej
oceniam kłamstwo dziecka, które prosząc ojca o pieniądze na bilet do kina,
buja, że w klasie ma być dyskusja o tym filmie, a inaczej postępowanie oszusta,
który wyłudza ciężko zarobione albo i pożyczone sumy od rodziny rozpaczliwie
szukającej mieszkania.
Także słówko
„etyka” nie jest jednoznaczne: etyka to, po pierwsze – normy spisane,
po drugie – normy wyznawane, po trzecie – postępowanie zgodne z normami.
Etyczną normą
spisaną, tyczącą się etyki informacji, jest przekazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw
bliźniemu swemu”. Czy jest jakaś inna?
Przekonania,
czyli normy wyznawane – tych jest dużo, lecz są niebezpiecznie elastyczne.
Kłamstwo dość powszechnie uważa się za postępek nieetyczny, ale dopuszcza się sporo wyjątków, a
już przemilczanie prawdy rzadko jest piętnowane.
Postępowanie jest
jeszcze bardziej elastyczne i nieraz bardzo się różni od deklarowanych, a nawet
rzeczywiście wyznawanych przekonań. Człowiek może interesownie przeoczyć, że
oto stoi wobec konieczności zastosowania wyznawanej przez siebie normy, albo
może uznać, że zastosowanie jej wymagałoby zbyt dużej ofiary.
W tym miejscu nie od rzeczy będzie postawić pytanie, w jakim stopniu błąd jest winą? W moim przekonaniu jest on
winą częściej, niż chcemy to przyznać. Jest winą niezaprzeczalną, gdy
człowiek mógł się przed nim ustrzec, winą tym większą, im większe szkody
wyrządził. Jeśli ktoś robi głupstwa
tylko na własny rachunek, jeśli tylko jego obciążają te koszty, to mogę
wzruszyć ramionami, mogę powiedzieć „wariat i tyle”, albo nawet „miły
szaleniec”. Zupełnie inaczej osądzam bezsens poczynań, których konsekwencje
ponosić będą inni, może wiele innych ludzi. W takich razach błąd świadczy o skazie
moralnej.
Taką skazą moralną jest puszczanie w obieg i powtarzanie fałszywych informacji.
Jest winą, gdy decydujemy lub współdecydujemy o ważkich sprawach na podstawie
niepełnych lub niepewnych informacji, choć możemy je uzupełnić i sprawdzić.
Jest winą niekorzystanie z cudzych doświadczeń,
puszczanie mimo uszu rad, gdy nie harmonizują z naszymi interesami i
intencjami.
By dostrzec swoje wady ……… 158
Jak łatwo jest odkrywać i opisywać wady
cudzych charakterów!
Informacja ma
wymiar etyczny, popełniane w niej błędy są winą, między innymi
dlatego, że więcej wad informacji i poinformowania pochodzi z wad
charakteru niż z wad umysłu. Przypominam te wady charakteru:
Nieodpowiedzialność. Puszczanie lub powtarzanie wątpliwych informacji,
które mogą pobudzić do szkodliwych decyzji i zgubnych akcji.
Lękliwość. Bronienie się przed informacjami, z których wnioski
nakazałyby działanie mogące narazić na konflikty i przykrości. Przemilczanie
prawd dla świętego spokoju (jaki on tam święty!). Z
tychże powodów nieujawnianie cudzych kłamstw (a fałsz
ukryty prosperuje i rozrasta się). Pewnej odwagi może wymagać nawet
dostrzeżenie prawdy, a cóż dopiero ujawnienie! „Jest inaczej niż mówią autorytety...,
władza..., otoczenie...”.
Takie oświadczenie budzi niechęć, wrogość, grozi szykanami. Stare przysłowie
głosi, że wśród niewidomych jednooki staje się prorokiem, ale czy nie jest
bliższe prawdy twierdzenie, że wśród niewidomych widzący jest potępiony jako
heretyk.
Próżność. Komponowanie lub powtarzanie szkodliwych i
nieprawdziwych informacji po to, by się popisać „ja wiem”. Próby nadania sobie
znaczenia wyolbrzymianiem lub całkowitym zmyślaniem historii o własnych dokonaniach.
Pycha – siostrzyca próżności. Nie pozwala
na przyznanie się:
„tak, moje informacje były fałszywe”, „tak, myliłem się” (a ukrywanie błędów
uniemożliwia ich korektę). Jak skromność służy prawdzie, tak próżność i pycha
służą fałszowi.
Lenistwo. Zaniedbanie zebrania informacji wystarczających dla
danego zadania lub niesprawdzenie posiadanych.
Ignorancja szkodliwa, a zawiniona.
Umysłowa niedbałość, niedokładność, przedstawianie
domysłu jako informacji, przyjmowanie „tak mi się zdaje” za „tak jest z
pewnością”. Brak wytrwałości z braku silnej motywacji ku prawdzie.
Bierność (spokrewniona z lenistwem i
lękliwością). Niesprostowanie
informacji, o których wiem, że są nieprawdziwe i mogą okazać się szkodliwe,
niedostrzeganie, że dzieje się krzywda i niesprawiedliwość, bo dostrzeżenie jej
pociągałoby moralną konieczność interwencji.
Cynizm i ordynarna nieuczciwość. Ułatwianie sobie życia
akceptacją podejrzanych „prawd”. Obojętność na kłamstwo, realizowanie własnych
interesów drogą wprowadzania w błąd, oszustwo.
Z jednej
strony wady charakteru przyczyniają się do wad poinformowania, a z drugiej –
wady poinformowania przydają siły wadom charakteru. Nie bez racji mówi się o arogancji
nieuctwa, nie bez racji słowo „próżny” znaczy pusty i zarozumiały; ignorancja
utwierdza w dogmatyzmie i nietolerancji; brak wiedzy i doświadczenia ułatwia
hulanie lekkomyślności; wreszcie wśród pustogłowych
więcej jest... gburów niż wśród wykształconych. Tak
samo dwukierunkowa jest zależność między informacjami a uczuciami – uczucia
każą gromadzić jedne informacje, a bronić się przed innymi, a znów jednostronne
informacje wzbudzają jedne uczucia, a wygaszają inne.
Są tylko trzy
cnoty absolutne:
obiektywizm, odwaga, odpowiedzialność. To sentencja Artura Schnitzlera. Warto się nad nią zastanowić.
Apel literata i biskupów ……… 160
Do sumień trzeba kołatać.
W Listach do
pani Z. Kazimierz Brandys zaleca następujący trening:
„1) ćwiczenie wstępne: wyznaczamy sobie
godzinę w ciągu dnia, np. od 10 do 11, w tym czasie obowiązuje nas ścisły rygor
unikania dezinformacji, przez tę godzinę żadna wiadomość wątpliwa nie wyjdzie z
naszych ust;
2)
ćwiczenie bardziej zaawansowane: wybieramy osobę, w stosunku do której
przestrzegamy na co dzień obowiązku dokładnej informacji, obcując z nią
wypowiadamy zdania oparte wyłącznie na sprawdzonych faktach;
3)
redukcja tematów (ćwiczenie dla osób, które opanowały dwa poprzednie): ograniczamy
się w rozmowach z ludźmi do wyrażania impresji lub poglądów, przy jednoczesnym
wyłączeniu hipotetycznych relacji o faktach. Przykład: zdanie, że X jest człowiekiem niesystematycznym,
komunikuje o Pani stosunku do X-a i z punktu
widzenia informacji ma niezaprzeczoną wyższość nad zdaniem, że X podobno handlował futrami z
okupantem;
4)
milczenie w chwilach grożących dezinformacją, czyli umiejętność nieodpowiadania (z ćwiczeń dla przodujących). Jest to próba
najwyższej sprawności.
Chodzi o to, że najczęstszym źródłem dezinformacji bywa drobne gadulstwo o cudzych
sprawach, praktykowane w celach towarzyskich.
Ponieważ są to okoliczności powszechne, a zarazem pozbawione
alarmującego napięcia, kontrola wówczas słabnie i dezinformujemy jakby automatycznie,
nie przywiązując znaczenia do własnych słów. W rezultacie staje się przyczyną
masowych spustoszeń i aby temu zapobiec, konieczne jest opanowanie tej trudnej
umiejętności, zużywającej nieproporcjonalnie wiele energii w stosunku do
ciężaru chwili. Np. spotyka pani X-a, która Panią pyta,
czy słyszała Pani, że Kowalczyk żyje ze swoją kuzynką
w PTTK na Górze Świętej Katarzyny. Normalnie odpowiedziałaby Pani:
<<Oczywiście, słyszałam>> - albo: <<Co pani mówi?>> I w ten sposób
ułatwiałaby Pani obieg ewentualnej dezinformacji, godzącej w Kowalczyka i jego kuzynkę. Skoro jednak przeszła już Pani
wyższy stopień ćwiczeń, czuje Pani konieczność zastopowania niebezpieczeństwa i
słowa X-a wita Pani grobowym milczeniem lub odpowiedzią luźno związaną z
tematem, np. że w lasku za Jeziorną żyje specjalny gatunek dzięcioła o
zielonkawym upierzeniu.
Posuwając się na tej drodze krok po kroku,
będzie się Pani zbliżać do własnego ocalenia – w przyszłości zaś, gdy
świadomość, że nasz zbiorowy los zależny jest od tego, co uczynimy sami z sobą,
ogarnie szersze kręgi społeczeństwa...
Co jest zasmucające: to, że
moje propozycje brzmią nieprawdopodobnie. Dlaczego? Przecież są poważne i całkiem trzeźwe.
Zaproponowałem Pani prywatny, skromny program samodoskonalenia się w określonej
dziedzinie, program najzupełniej wykonalny. Od jutra może Pani stawać się
lepsza. Więc skąd ten śmiech? Dlaczego, pytam, to wzruszenie ramion? Proste rzeczy ludzkie wydają nam się
fantastyczne, pozostawiamy je głupcom. Straciliśmy naiwność. Biada nam:
Straciliśmy naiwność!”.
Żeby jednak nie kończyć książki śmiechem i
wzruszeniem ramion, a także, by dać jej elegancką klamrę, jak otworzyłem ją
oświadczeniem Polskiej Akademii Nauk, tak zamykam przypomnieniem oświadczenia
Konferencji Plenarnej Episkopatu (z 14.IX.1981 r.), w którym biskupi mocno podkreślili rolę przekazu
informacji, jej obiektywizmu i kompletności jako warunku niezastąpionego, aby
człowiek mógł w sposób wolny „dokonywać wyboru zależnie od wartości, które uzna
za swoje” i „opowiadać się po stronie dobra i prawdy”.
* Powiedziałem w tym
rozdziale, że :
wiedza o informacyjnych fałszach może pomóc w
wystrzeganiu się ich;
już szkoła powinna ćwiczyć w szukaniu
informacji i krytycznym ich odbiorze;
pełnowartościowa informacja ma znaczenie etyczne i to
zarówno utylitarno-społeczne, jak i kulturalno-indywidualne;
tolerowanie i przyczynianie się do krążenia takich
informacji, które mogą powodować błędy i szkody, jest częściej winą pochodzącą
z wad charakteru niż nieuchronnym dopustem pochodzącym z wad umysłu.*
(* Do jakich wad, poza błędami sztuki, można
zaliczyć masową, bardzo szkodliwą dla gospodarki i społeczeństwa, dezinformację, opisaną ma moich stronach,
między innymi: „konkretyzacja”,
„mleczarstwo” i wielu innych?
Anonimus)
------------------------------------------------------------------------------
Literatura | Strona główna |