Stefan Garczyński:
Z Informacją Na Bakier
Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych. Warszawa 1984

------------------------------------------------------------------------------------------------
Przytaczam wybrane myśli. Strona w rozbudowie.
Anonimus
------------------------------------------------------------------------------------------------
SPIS TREŚCI
O doniosłości informacji ......... 5
Dobrze wiedzieć, by dobrze funkcjonować ......... 5
Wiedzieć, by chcieć i móc ......... 7
Spory z niedostatku informacji ......... 10
Rosnące znaczenie informacji ......... 11
Informacja a demokracja ......... 12
O mieszaniu treści ......... 14
Dla kogo i dlaczego? ......... 15
Co przez to rozumiem? ......... 16
Wada, ale jaka? ......... 20
Brak ze względu na... ......... 20
Brak obiektywny i brak względny ......... 21
Niewystarczalność ......... 23
Ogólnikowość i jednostronność ......... 28
Nadmierne uproszczenia ......... 30
Rozwlekłość i przeładowanie ......... 32
Niejednoznaczność ......... 34
Niezrozumiałość ......... 35
Informacja pozorna ........ 37
Nieaktualność ......... 41
Wady poinformowania z wad charakteru ......... 44
Przyczyny zewnętrzne i wewnętrzne ......... 44
Fałszywy wstyd ......... 46
Lenistwo ......... 47
Nadmiar dynamiki ......... 49
Nadmiar pewności siebie ......... 50
Obawy ......... 51
Nienawiść ......... 57
Po linii sympatii społecznych ......... 57
Stronniczość zbiorowa ......... 58
Umysł nie dość otwarty ......... 62
Bezmyślność ......... 62
Ignorancja ignorancji ......... 64
Nieznajomość źródeł informacji ......... 66
Lekceważenie informacji ze względu na źródło ......... 67
Złudzenie rozumienia ......... 69
Opaczne rozumienie ......... 71
Mylenie słowa z rzeczywistością ......... 75
Myśl w koleinie słów ......... 76
Związani związkami słów ......... 78
Niewłaściwe metody i mierniki ......... 80
Niebezpieczeństwo rutyny ......... 82
Oczekiwane i nieoczekiwane ......... 83
Lekceważenie informacji nie po myśli ......... 85
Sprzeczne z poglądem ......... 86
W gotową ramę ......... 90
Doktrynerskie schematyzacje ......... 92
Zagubienie w masie ....... 96
Rosnące zapotrzebowanie ......... 96
Eksplozja - szok ......... 98
Bezradność i zniechęcenie ......... 101
Niewłaściwa selekcja ......... 102
Siła przebicia ......... 103
Fałsz ......... 107
Głupstwo niezupełne ......... 107
Nie to złoto, co się świeci ......... 108
Sprzymierzeńcy fałszu ......... 109
Bo chcę, by tak było ......... 111
By zrobić wrażenie ......... 112
By przedstawić siebie jako... ......... 116
Pomysłowość kontrwywiadu ......... 117
Zręczność oszustów ......... 119
Naginanie sprawozdań i statystyk ......... 121
Bo nie ma kontroli ......... 123
Sugestywność osób lubianych i szanowanych ......... 124
Sugestywność i naiwność entuzjastów ......... 127
Łatwowierność ......... 129
Gorąca dywagacja o chłodnym sceptycyzmie ......... 132
Ograniczenia i fałsze pamięci ......... 134
Zapadło w niepamięć ......... 134
Zmiany jakościowe ......... 137
Rekonstrukcja ......... 140
Przez podobieństwo i kontekst ......... 142
Drobne szachrajstwa pamięci ......... 143
Złudzenia pamięci pod naciskiem z zewnątrz ......... 145
Fałsze wspólnej pamięci ......... 146
Upór pamięciowych błędów ......... 147
By wiernie pamiętać ......... 148
Czujność i etyka ......... 150
Krytyczna czujność ......... 150
Od małego ......... 152
Etyczny wymiar informacji ......... 154
By dostrzec swoje wady ......... 158
Apel literata i biskupów ......... 160
----
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wiele nadużyć, albo też, by rzecz śmielej, wszystkie nadużycia na świecie lęgną się stąd, iż jesteśmy przyuczeni obawiać się wyznać otwarcie naszą niewiedzę, i, tem samem zniewoleni, przyjąć wszystko, czego nie umiemy odeprzeć...
Montaigne

O doniosłości informacji  ……..   5

Właściwa, pełna i wiarygodna informacja jest czynnikiem stabilizującym i modernizującym życie społeczne.
Z oświadczenia Polskiej Akademii Nauk z 21 stycznia 1981 r.

Dobrze wiedzieć, by dobrze funkcjonować  ………   5

Co warto? Jak warto? Czy warto?

    Wiedzieć, aby istnieć - informacja jest koniecznym warunkiem funkcjonowania jednostek, wszelkich organizacji i całych społeczeństw. Nawet owadzich: pszczoły powiadamiają towarzyszki o kierunku, odległości i obfitości miododajnych kwiatów. Z dobrym skutkiem.
   
Dobrze wiedzieć, aby dobrze istnieć. Pełnowartościowa informacja jest warunkiem pełnowartościowego funkcjonowania pojedynczych osób, wszelkich organizacji, a w tym i całych państw.
    Innymi
słowy, jakość życia jednostek i społeczeństw zależy przede wszystkim od jakości przyswajanych i wykorzystywanych informacji.
    Informacja jest podstawą wyboru celów i zadań, sposobów i środków ich realizacji, warunkiem trafności sądów, decyzji i skutecznego postępowania. By osiągać w sporcie możliwie najlepsze wyniki, trzeba wiedzieć, do jakiej dyscypliny jest się najlepiej uzdolnionym, jak ćwiczyć i być świadomym rezultatów swojej pracy. By przedsiębiorstwo mogło osiągać jak najlepsze wyniki, trzeba wiedzieć, jakie jego wyposażenie byłoby najbardziej ekonomiczne, znać wszystkie możliwości zaopatrywania się w narzędzia produkcji i surowce, najwspółcześniejsze techniki, a ponadto - rynki zbytu i jego trendy. Idealna informacja jest warunkiem idealnego wykorzystania możliwości produkcyjnych, transportowych i handlowych.
   
Dalej: bez informacji nie ma efektywnego współgrania przedsiębiorstw (i poszczególnych działów), pracowni naukowych i całych sektorów gospodarki państwowej. Nie ma bez niej racjonalnego planowania i kontroli, dobrego przygotowania działań (a ono jest warunkiem najtańszej, najmniej ryzykownej i maksymalnie efektywnej realizacji zadań).  By współdecydować w sprawach jakiejkolwiek organizacji, trzeba wiedzieć, „co w trawie piszczy”, „w trawie” własnej i cudzej. Swobodne, ale zorganizowane krążenie informacji - to konieczny warunek „zdrowia” przedsiębiorstw, zrzeszeń, państw. Inaczej mówiąc, sztuka zarządzania tak przedsiębiorstwem, jak i państwem, sztuka kierowania małymi i wielkimi zespołami tak w czasie pokoju, jak i w czasie wojny polega przede wszystkim na organizowaniu zbierania i przepływu informacji oraz na umiejętności ich klasyfikowania, przechowywania i praktycznego wykorzystywania.
   
Informacja jest warunkiem diagnozy, prognozy i terapii. Zebranie informacji, a więc orientacja w tym „jak jest”, to pierwszy krok w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania: „dlaczego tak jest?”, „co będzie?” i „jak postępować, by było po naszej myśli?”.
W każdej dziedzinie życia terapia może zawieść, gdy diagnoza jest błędna. W każdej dziedzinie życia celna prognoza jest istotnym warunkiem celnego działania. Nauka o tym, jakich potrzeba informacji dla postawienia możliwie pełnej diagnozy i prognozy, jest istotną częścią przygotowania do zawodu lekarza, psychologa, ekonomisty, działacza społecznego, organizatora produkcji itd.

Wiedzieć, by chcieć i móc   .........   7

- Jak mogłeś
- Nie wiedziałem
.

    Pierwszy krok na drodze do rozwiązania zagadnienia - dojrzeć je i zrozumieć, drugi - przyjąć do wiadomości i ocenić istotne dla jego rozwiązania informacje. Trzeba wiedzieć, żeby chcieć i trzeba wiedzieć, żeby móc.
   
Mówi się, że informacja może czasem zastąpić inteligencję, choć inteligencja nie zastąpi informacji. Tak, ale inteligencja wyposażona w wiedzę o danej dziedzinie zdaje sobie sprawę z braku solidnych podstaw do opiniowania i decydowania. Tylko ignorant sądzi, że ma dość informacji, by opiniować, choć ich nie ma, i tylko głupiec sądzi, że sam dla siebie jest wystarczającym źródłem informacji. Boże, ilu jest ignorantów i głupców!
   
Po spróbowaniu znakomitych winogron inteligentny człowiek nie zdecyduje natychmiast, że posadzi na działce krzewy rodzące takie owoce, najpierw dowie się, czy nie wymagają specjalnej gleby, pielęgnacji, czy nie są szczególnie wrażliwe na zarazy i zimno. Po wysłuchaniu nowego ministra nie potępi jego pomysłów jako szkodliwych, chyba że będzie miał możność zapoznać się z informacjami, na podstawie których minister podjął decyzję. (
Na marginesie: minister ma znaczny wpływ na to, jakie informacje otrzymuje. Inna rzecz, jak dobrać zespół fachowy i uczciwy. Sprawy się komplikują, gdy poglądy w samej sztuce są jakby mocno nie pewne. Abstrahując od niuansów politycznych, decydenci rzeczywiście dbający o losy ogółu, chyba nie mają łatwego życia. Anonimus).
   
Niepokojąco łatwo o przykłady błędów spowodowanych brakiem lub fałszem informacji.  Oszustka naciągnęła sporo ludzi na „pożyczki”, bo nie znali jej przeszłości, nie komunikowali się między sobą, przyjmowali za gwarancję jej... niewinną buzię. Ofensywę rozpoczęto od uderzenia na miasteczko, do którego nieprzyjaciel skierował posiłki. Wyprawa komandosów brytyjskich, którzy na tyłach niemieckiego frontu w Afryce mieli porwać lub zabić głównodowodzącego, generała Römmla, powiodła się, tylko że... Römmla w kwaterze nie było. Na wysokie stanowisko wysunięto osobnika, który był psychopatą. Wysłano zboże na przemiał za granicę, bo nie widziano, że moc przerobowa młynów krajowych nie jest w pełni wykorzystana. (Na marginesie: oficjalna moc przerobowa, wyliczana zgodnie z jakimiś zasadami i założeniami, niekoniecznie musiała odzwierciedlać stan faktyczny. W gospodarce centralnie planowanej, z uwagi na środki na inwestycje, występowało oddolne zjawisko zaniżania w sprawozdaniach tej mocy. W danej branży fachowcy przeważnie byli w tym dobrze zorientowani. Centralna administracja – raczej słabo. Jak było z młynami – nie wiem. Anonimus). Zbudowano cegielnię bez uprzedniego sprawdzenia, czy w pobliżu jest glina. (W papierach może była. Zresztą..., cegielnia  mogła była potrzebna do czegoś innego. Anonimus).  Brak rzetelnych informacji  o całkowitych kosztach planowanych  inwestycji był jedną z przyczyn ciężkich błędów polityki gospodarczej. Doszło do katastrofy, gdyż nie dopuszczono do świadomości sygnałów jej nadciągania. Przez niedoinformowanie lub przez ignorancję totalną politycy trzymają się nieraz rażąco błędnych metod rządzenia i gospodarowania, przez niewiedzę obywatele żądają niemożliwości i z najlepszą wolą wyrządzają największe szkody.                 
    Jak widać, następstwem braków informacji istotnych dla wyrobienia sobie opinii lub podjęcia decyzji są niesłuszne sądy, dające się uniknąć ryzyko, fatalne błędy w wyborze celów i sposobów ich realizacji, błędy, często klęski, w życiu prywatnym i publicznym, w gospodarce i w polityce, w czasie pokoju i w czasie wojny.
   
Działanie na podstawie wadliwej informacji mści się w niektórych dziedzinach szybko i zauważalnie, w innych powolnie i nie tak widocznie. W jednych dziedzinach związek wadliwej informacji z niepożądanymi następstwami jest oczywisty., w innych nie. Zawsze jednak warto go sobie uświadomić, żeby choć po szkodzie Polak nie był głupi!
   
Psycholog jeszcze powie, że brak dopływu informacji może wywołać natomiast człowieku uczucie izolacji, zagubienia, bezużyteczności, prowadzić do wyjałowienia umysłowego, otępienia. Socjolog natomiast dorzuci, że brak informacji ogólnych o przedsiębiorstwie bywa jedną z przyczyn alienowania się (wyobcowania) jego pracowników, i że - w skali najszerszej - braki informacji mogą stać się odpowiedzialne za regres jakości życia, cywilizacji, kultury.

Spory z niedostatku informacji   ………   10

Męcząca potęga ignorancji.

Jakże trudno nam niekiedy dojść do wspólnego wniosku, podjąć wspólną decyzję!  Są trzy przyczyny tej niemożności:  rzeczywista sprzeczność interesów poważniejsza niż ewentualna ich wspólność, niedostatek inteligencji, niedostatek informacji. Interesuje mnie trzecia przyczyna niemożności.

Fałszów może być wiele – więc dzielą, prawda jest jedna, więc łączy (zakładając, że strony ją znają, uznają, mają wspólny interes i dobrą wolę). Gdy o kandydatach na stanowisko kierownicze wiemy wszystko, co może mieć znaczenie, nie będziemy się spierać, którego wybrać. (Chyba, że sami mamy różne cele. Anonimus). Nie będzie sprzecznych zdań co do tego, komu powierzyć zamówienie, gdy dobrze znane są ceny, kwalifikacje i stopień solidności ewentualnych wykonawców. (Chyba, że znowu mamy osobisty interes, komu powierzyć! Anonimus). Niedługo trwa narada nad metodą czy taktyką, gdy dzięki posiadanym informacjom decydenci jasno widzą wady i zalety poszczególnych propozycji. Nieraz wystarczy dodatkowa informacja dla zlikwidowania sporu. Spór o to, którędy iść, rozstrzyga przypadkiem spotkany przewodnik. Spór o to, co dać przyjacielowi na imieniny, rozstrzyga informacja jego żony.  Spór o to, na jakim odcinku frontu uderzyć, rozstrzyga  pełna informacja o rozmieszczeniu sił nieprzyjaciela (
naturalnie tylko wtedy, gdy inne elementy wpływające na decyzję nie budzą sporów. Anonimus). Ogólnie biorąc, im solidniejsze jest poinformowanie, tym mniejszy stopień niepewności i mniejszy zakres sporu.  

Rosnące znaczenie informacji   ………   11

Zaczęło się od zera,
a teraz -
era komputera.

    Znaczenie i zadania informacji rosną od wieków. Rośnie niezbędny dla współczesnego człowieka bagaż wiedzy (a to też informacja). Rośnie masa wiadomości, które musi sobie przyswoić każdego dnia, jeśli chce brać aktywny udział w życiu kulturalnym, politycznym i gospodarczym. Rośnie masa informacji, którą musi opanować, jeśli chce pozostać fachowcem w swoim zawodzie. Im bardziej rozwinięta cywilizacja, tym większe zapotrzebowanie na informacje i tym większa jej rola.
   
W trop za popytem na informację i w parze z postępem techniki rozwija się ich podaż – informacyjne usługi i przemysł. W krajach cywilizowanych docierają one do każdego człowieka, wdzierają się w niego, wstrząsają nim, jako że podawane są z emocjonalnym akompaniamentem spotęgowanym możliwościami współczesnych środków przekazu.
   
W rezultacie przez moc swego oddziaływania, przez doniosłość swej roli, przez swe znaczenie dla wszelkich przedsięwzięć informacja stanęła w pierwszym rzędzie kontrowersji.  Charakterystyczne są wybuchy oburzenia społecznego z powodu fałszów lub niedostatku informacji, charakterystyczna walka o obywatelskie prawo pełnej i rzetelnej informacji (współczesne przewroty zaczynają się od opanowania stacji radia i telewizji), a także o prawo prostowania informacji fałszywej, charakterystyczny jest nagły rozwój zajmującego się informacją prawodawstwa...  Czas, by oprócz ruchu obrony konsumenta powstał ruch obrony czytelnika i słuchacza, taki ruch, który będzie czuwać nad jakością informacji. Tymczasem, czytelniku, czuwaj sam.

Informacja a demokracja   ………   12

A może wolność to między innymi prawo mówienia niemiłych prawd tym, którzy nie chcą ich słyszeć? A może korzystanie z tego prawa jest obowiązkiem?

Teraz przypomnijmy sobie, i nie tylko sobie, że nie ma demokracji bez rzetelnej informacji. Każdy tyran usiłuje ją tłumić, rozumując może za Voltairem:  Posiadam godność i władzę zbudowaną na ignorancji i łatwowierności, depczę po głowach ludzi, którzy leżą plackiem u mych stóp, gdyby wstali i zobaczyli moje oblicze, zginąłbym, przeto muszę przykuć ich do ziemi żelaznymi łańcuchami”.

Obłudne są deklaracje o współgospodarowaniu, współodpowiedzialności i władzy ludu, gdy ten lud nie zna podstaw i treści podejmowanych w jego imieniu decyzji i zobowiązań. Fałszywie brzmi słowo „demokracja” w uszach posłów, którzy nie otrzymują informacji o stanie państwa. I w uszach radnych, którzy nie wiedzą, co się dzieje na terenie ich rady, nie dysponują nawet informacjami koniecznymi dla rozważenia żądanych od nich decyzji. Wreszcie fałszywie brzmi ono w uszach pracowników przedsiębiorstw, których zapewnia się o liczeniu się z ich zdaniem, nie przedstawiając informacji pozwalających to zdanie sobie wyrobić. Nie ma i nie może być rzeczywistej wspólnej decyzji bez równego dostępu do informacji. Nie ma i nie może być poprawnego opiniowania i efektywnej kontroli bez informacji rzetelnych, dostępnych i docierających do świadomości opiniodawców, decydentów i działaczy. Nie może być demokracji bez jawności życia publicznego, bez systematycznej i otwartej informacji o stanie państwa i gospodarki narodowej. Prawem wolnego obywatela żyjącego w wolnym państwie jest sądzić tych, którzy państwem tym rządzą, by jednak mógł to prawo wykonywać, musi mieć dostęp do pełnej i rzetelnej informacji o ich poczynaniach. Podobnie jak kontakt między bliskimi sobie jednostkami, tak kontakt między społeczeństwem i władzą jest, oględnie mówiąc, niezadowalający, gdy brak między nimi nieskrępowanego przepływu informacji. „Państwo – pisał Lenin – jest silne świadomością mas. Państwo jest silne wówczas, kiedy masy o wszystkim  wiedzą, o wszystkim mogą wydać osąd i wszystko czynią świadomie”.
     Zatem przygotowanie do życia w demokratycznym państwie powinno obejmować naukę znajdowania i oceniania informacji istotnych dla kształtowania poglądów  i efektywnego działania. Jeśli chcemy – to konieczne! – podnieść społeczno-polityczną kulturę zarówno osób zajmujących wysokie stanowiska, jak i reszty obywateli, to musimy rozwijać sztukę uczciwego i krytycznego informowania się, umiejętność odróżniania zdrowego ziarna informacji od pustego i zatrutego.      

O mieszaniu treści   ………   14

Pilnie  mieszałem,
aż się zmieszałem.

    Piszę te słowa w 1982 r., kiedy zagadnienia społeczno-gospodarcze wysunęły się na czoło zainteresowań większości Polaków i dlatego tak silnie zadźwięczały na pierwszych stronach tej książki. Jednakże nie są one jej przewodnim tematem. Są nim typowe dla wszystkich dziedzin życia braki poinformowania prowadzące do błędnych sądów i działań.
   
Mój zwyczaj ilustrowania psychologicznych prawidłowości zarówno drobnymi przykładami z życia codziennego, jak i zdarzeniami z szerokiej areny społecznej pochodzi z przekonania, że takie zestawienia maksymalnie problem zbliżają, a ponadto wykazują, że często te same prawa rządzą zjawiskami mikro i makro, że ich znajomość przydaje się tak w drobnych sprawach, jak i w wielkich, tak w prywatnych, jak i w publicznych. (Może też powinienem – w trosce o własne dobre imię – uprzedzić, że podawanie większości przykładów w pierwszej osobie jest zabiegiem stylistycznym – aż tylu głupstw w życiu nie popełniłem, po prostu nie zdążyłem).
   
Również, jak to jest w moim zwyczaju, pilnie mieszam treści psychologiczne, socjologiczne, gospodarcze, językoznawcze, literackie, nawet filozoficzne. To wynik mojej biografii i mojej koncepcji. Biografii – jako że z wykształcenia ekonomista i kiedyś urzędnik, później przez wiele lat uczyłem języków obcych, parałem się literaturą, dużo czytałem i sporo pisałem na tematy psychologiczne, wreszcie trochę filozofuję jak każdy myślący człowiek. Koncepcji – bo sądzę, że takie luźne i mieszane notatki, nie wyczerpujące uwagi i drobne eseje wokół tematu „informacja”  zbliżają styl książki do stylu lekkiej, choć poważnej rozmowy, która bawi, zastanawia i pobudza może nawet do głębszego studiowania zagadnienia.

Dla kogo i dlaczego?   ………   15

- Powiem ci, co powinieneś wiedzieć.
-
Wolałbym, żebyś mi powiedział coś innego
.

   To moja trzecia książka*, w której staram się wyposażyć czytelnika w wiedzę przydatną do unikania błędów. Staram się tę wiedzę wzbogacać i popularyzować w przekonaniu, że należy ona – jak higiena – do rzędu tych, których sens polega właśnie na praktycznym funkcjonowaniu w szerokich kręgach społeczeństwa (chciałbym też, by wreszcie inni zaczęli tworzyć i popularyzować naukę o błędach – errologię.) Piszę, wychodząc z optymistycznego przekonania, iż świadomość skutków, rodzajów i przyczyn braków i wad poinformowania może pomóc w wystrzeganiu się błędów. (Inne optymistyczne założenie – iż czytelnik nie postawi czerwonym ołówkiem znaku zapytania tam, gdzie pozwalam sobie na żart).  Piszę dla praktyków, a że praktykiem w błądzeniu jest każdy – dla każdego. Nie przybieram więc togi naukowości, tym bardziej że to, co czysta nauka ma do powiedzenia na temat błędów, jest zbyt abstrakcyjne, by mogło być przydatne. Nie silę się na oryginalność. Nie waham się powtarzać prawd dość oczywistych – po to, by funkcjonowały w życiu, trzeba o nich wciąż i wciąż przypominać.
   
Czytelnikowi zaś, który rzeczywiście chciałby praktycznie skorzystać z tej lektury, radzę, by czytając, zadawał sobie pytanie, czy to, co czyta, zgadza się z jego doświadczeniami.

*  Dwie poprzednie to: Błąd – źródła – unikanie, Warszawa 1973. Skąd te błędy. Warszawa 1981.

Co przez to rozumiem?   ………   16

Ignorancję łatwo zdefiniować: coś czego nie wiem, gdy ktoś to odkryje; a informację – trudniej.

    Słowa „informacja” używam w znaczeniu potocznym – nadawane przekazy (doświadczenie pośrednie), a także w znaczeniu szerszym – wszystkie treści przyjmowane do świadomości, a więc także te, których źródłem jest własne postrzeganie (doświadczenie bezpośrednie). Gdy zachodzi obawa nieporozumienia, to w tym drugim mówię o „poinformowaniu”. Zwróćmy jednak uwagę na to, że pojęcie poinformowania nie jest całkiem jednoznaczne...
   
Informację (zarówno przekazaną, jak i pochodzącą z własnego postrzegania) bądź chłodno w pamięci rejestrujemy, bądź ją przeżywamy. Przeżywamy słabo i jednorazowo, albo silnie i powrotnie. Słowo „głód” inaczej jest odbierane przez kogoś, kto je tylko rozumie, inaczej przez kogoś, kto pamięta, że kiedyś nie dojadał, a jeszcze inaczej przez kogoś, kto go doświadcza. Rezultaty niedostatecznego przeżycia informacji często powodują zachowanie się sprzeczne z wyznawanymi zasadami. Żona mówi: „Sąsiad, wiesz, ten stary, samotny, na tym piętrze, jest ciężko chory”. „A podobno” – odpowiadam i nie zapukam do sąsiada, nie zaproponuję pomocy. Gdybym jednak zobaczył, jak chory żywi się suchym chlebem maczając go w herbacie, to pewnie pomyślałbym o nim choćby przy okazji własnych zakupów.  Analogicznie różnie można rozumieć wyrażenie „nie wiem”. Czy znaczy ono, że nikt mi o danej rzeczy nie mówił, że o niej nie czytałem, czy może, że tylko zapomniałem?  
   
Na koniec przypominam rozróżnienie wad czy błędów metodologicznych, naruszających zasady poprawnego informowania się i rozumowania, od merytorycznych, to jest odnoszących się do samej treści.
Błędem metodologicznym jest poleganie na informacji niepełnej i stronniczej lub też stosowanie niewłaściwych sposobów zbierania informacji.  W 1979 r. pewien socjolog stwierdził na podstawie swoich badań, że związki zawodowe cieszą się autorytetem wśród robotników. Jeśli założymy, iż wyniki badań podał uczciwie, to podejrzewam, że popełnił błąd metodologiczny. Na czym mógł on polegać?  Może na tym, że ankietując robotników, socjolog ograniczył swoje pytania do odcinków działania byłych związków, na których dysponując ogromnymi środkami, działały dość efektywnie.

*  Powiedziałem w rozdziale wprowadzającym, że: od jakości informacji zależy w dużej mierze  jakość życia i funkcjonowania pojedynczych osób, społeczeństw i wszelkich organizacji, a więc także przedsiębiorstw i państw;

jest ona warunkiem celnych diagnoz, prognoz, skutecznych terapii oraz warunkiem wyznaczania zadawalających i realnych celów, jest czynnikiem, od którego zależy wybór najpewniejszych, a zarazem najbardziej ekonomicznych środków i metod realizacji;

skutkami braków i wad poinformowania są: błędne poglądy i sądy, błędne decyzje i postępowanie, jałowe spory, uczucie zagubienia i izolacji, otępienie, regres kulturowy;

znaczenie informacji stale rośnie, a jednocześnie komplikuje się ona jako problem humanistyczny i organizacyjny, techniczny i oświatowy, prawny i polityczny;

sprzęgnięte ze sobą i współzależne są informacja i demokracja;

podobne psychologiczne prawidłowości powodują zaburzenia w poinformowaniu w skali indywidualnej i społecznej, a w rezultacie – błędy w skali małej i wielkiej.

Wada, ale jaka?   ………   20

Czy mam ci objaśnić, czym jest wiedza? Gdy coś wiesz, stać przy tym, a gdy nie wiesz, wiedzieć i przyznać, że nie wiesz. To jest wiedza.
Konfucjusz


 Brak ze względu na...   ……..   20

- Chcę wiedzieć.
- Po co?

Przez wyrażenie „braki poinformowania” rozumiem nie tylko całkowity brak informacji, lecz także jej niewystarczalność i wadliwość, a nawet na przykład fałsz. W zasadzie brak określa się ze względu na konkretne zadanie, jednakże wartość informacji nie polega jedynie na jej przydatności do wyraźnie określonego celu.

Inaczej mówiąc, rozróżniamy wartość informacji ze względu na konkretne i bliskie zadanie, ze względu na ogólne przygotowanie do konkretnych zadań i ze względu na ogólną kulturę człowieka. Dodam, że pytanie o wartość informacji nie jest czysto akademickie – powinni je sobie zadawać zarówno pedagodzy, jak wydawcy i redaktorzy, ale... czy je sobie zadają?

Co prawda, rozróżnianie wartości informacji jest ryzykowne. Jakże często nie wiemy, które kiedy się przydadzą! Jak niepotrzebne rzeczy długo trzymane nagle wdzięcznie się przydają. Informacja nic dzisiaj nie znacząca może po latach uchronić przed katastrofą lub szczęśliwie zaważyć na życiu.

Brak obiektywny i brak względny   ………   21

Czy istoty żyjące w innych galaktykach mają trąby?

Ziemia – ogrom, lecz wobec kosmosu – pyłek, nasza wiedza – ogrom, lecz wobec możliwości człowieka i tajemnic życia – pyłek. Nieskończona jest liczba pytań, których nawet nie potrafimy postawić, a te, które stawiamy, jakże często pozostają bez odpowiedzi! Najbardziej bezwzględnym powodem wielu „nie wiem” jest brak pożądanej informacji w skarbnicy wiedzy. Dobrze byłoby wiedzieć, dlaczego starzeją się komórki i tkanki – dobrze byłoby, ale tymczasem w żadnej książce tej informacji nie znajdziemy. Nigdzie też nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie, czy gdzieś, w innej galaktyce żyją istoty rozumne. Nie wiemy i nikt nie wie, jaki jest mechanizm zjawisk telepatycznych. Oczywiście, w zakres obiektywnej niewiedzy wchodzą zagadnienia, które ludzkość rozwiąże niezadługo, inne, które będą czekać na wyjaśnienie setki lat i może jeszcze takie, które zawsze pozostaną tajemnicą.  

Obok informacji w ogóle nie istniejących (brak obiektywny) stawiam trudno dostępne lub nieosiągalne w danym miejscu i czasie (brak względny). Chemik, zabierając się do żmudnej pracy nad nową syntezą, może – a i to z niemałym trudem – zbadać, czy ktoś jej nie opracował, ale nie ma sposobu stwierdzenia, czy w innym laboratorium nie kończy się pomyślnie praca nad tym samym zagadnieniem.
 
Względny jest także brak informacji zatajonych. Przez długie lata zezwalano na ledwie fragmentaryczne przedstawianie prawd o liczbie rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie, o pijaństwie, prostytucji, przestępczości nieletnich i przemilczano fakty wzbogacania się na władzy. Kto eksponował informacje napawające optymizmem, był nagradzany, kto usiłował podawać do publicznej wiadomości informacje niepokojące – odsuwany; w rezultacie chór przyklaskiwaczy był tak potężny, że przyklaskiwani mogli sądzić: wszystko w porządku.

Niewystarczalność   ………   23

-  Najpiękniejsze nogi, jakie w życiu widziałem!
-  Na twoim miejscu żeniłbym się.

Podano mi nazwisko technika, który mógłby pomóc w razie awarii, ale nie mam jego adresu; wiem o tym, więc moja ignorancja jest utrudnieniem, ale nie spowoduje błędu. Po zapoznaniu się ze statystyką przestępstw sądzę, że znam już wielkość tego zjawiska, a tymczasem statystyka może obejmować tylko przestępstwa ujawnione; nie wiem, że moja wiedza jest niepełna, i dlatego, być może, wyciągnę fałszywe wnioski. To przeważnie ta nie uświadomiona ignorancja częściowa jest przyczyną całkowitych głupstw.

„Błąd jest tym bardziej niebezpieczny, im więcej zawiera prawdy”  (Henryk F. Amiel). Najłatwiej wprowadzić człowieka w błąd eksponując część prawdy, a najtrudniej wyprowadzić go z błędu, gdy jego przekonanie opiera się na prawdzie częściowej. Dlatego Karol Irzykowski twierdził, że „…najstraszniejszy jest głupiec, który ma cokolwiek słuszności”.

Informacja niepełna, częściowa i niedokładna  jest groźniejsza od żadnej, bo stwarza złudzenie wystarczalności i daje fałszywą podstawę pewności.*

(* Niekoniecznie, pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę, że informacja może być  „niepełna, częściowa i niedokładna.” a mimo to potrafimy z niej korzystać. Co więcej, ta sama informacja,  dla jednych może być „pełna”, dla drugich „nie”.  Zależy to od bardzo wielu czynników, poczynając od wiedzy i zdolności percepcji użytkowników informacji, zakładając, że sama informacja „zbudowana” jest prawidłowo pod jakiegoś konkretnego ale przeciętnego adresata. Trudno też od podstaw każdemu wszystko tłumaczyć, sprawdzając jeszcze jak on to zrozumiał. Temat bardzo szeroki. Autor w wielu miejscach go omawia, też zakładając, że czytelnik wszystko przeczyta i każdy fragment książki będzie kojarzył  z jej całością.
Anonimus)

    Życie prywatne: Matka sądzi, iż dobrze zna swoje „dziecko”, no bo kto wie o nim więcej od niej? Ręczy za nie, poleca przyjaciółce na kasjera...  Dziecko” przegrywa kasę na wyścigach. Rzeczywiście, nikt nie znal tego młodego człowieka  lepiej od matki, ale i ona znała tylko jego domowe oblicze, albo nawet domowe oblicze sprzed roku.
     „W drobnych sprawach zawsze moim władzom przytakuję” – zwierzył się urzędnik swojemu koledze. „Wiesz, on sam przyznał – powtórzył kolega dalej – że zawsze władzom przytakuje”. Powtarzając pominął: „w drobnych sprawach”. „Drobne” przeoczenie. 

Życie zawodowe: Lekarz postawił mylną diagnozę, zastosował niewłaściwą terapię, bo nie zapytał, jakie choroby pacjent dawniej przechodził.
   
Niedoświadczony rolnik dowiedział się, jaki nawóz powinien dać pod  kapustę. I jest zadowolony. Niesłusznie. Powinien jeszcze wiedzieć, kiedy go dać i w jakiej ilości. 

Życie gospodarcze:  Zaplanowano budowę zakładów przemysłowych z myślą o produkcji eksportowej. Znano aktualne ceny i trafnie przewidziano wzrost popytu, ale nic nie wiedziano o nadchodzącym przełomie w technice produkcji i o planach konkurencji.
   
Chwali się wzrost wydajności fabryki Z. o sześćdziesiąt procent!  Nadzwyczajne!  Ale ile kosztowały  nowe urządzenia, które umożliwiły ten wzrost produkcji?
(Znając dość dobrze te zagadnienia, mógłbym dodać: czy ten wzrost w ogóle był prawdziwy?  Czy zastosowano właściwe mierniki?  Czy te mierniki nie były czymś zniekształcone? Popularny dowcip z tamtych czasów: „Fabryka igieł, żeby wykonać wagowy plan produkcji, rozpoczęła produkcję wideł”.
Anonimus).
   
W błąd wprowadza nas najczęściej, jeśli nie jedynie to, że zasady, z jakich wnioskujemy, że podstawy, na jakich opieramy nasze rozumowania, są tylko częściowe; że zawsze jest tu pominięte coś, co powinno wejść  do rachunku, aby uczynić go trafnym i ścisłym” (John Locke).
     W latach propagandy sukcesu szczycono się tym, że pogłowie bydła i nierogacizny na 100 ha w Polsce było jednym z największych w świecie; jeżeli nawet ta informacja odpowiadała prawdzie, to w każdym razie brakowało w niej danych porównawczych o wydajności i ekonomiczności naszej gospodarki hodowlanej. Często dopiero bieg wypadków (zaskakujący dla niektórych) ujawnia, jak bardzo niepełna była nasza informacja. 
    
Nauka: Chłodne umysły uczonych błądzą w podobny sposób. Wilhelm M. Wundt sformułował ogólne prawa zapamiętywania na podstawie fantastycznie skrupulatnych eksperymentów, które jednak uwzględniały tylko słowny materiał.      
    
Wielcy filozofowie, uczciwie szukający prawdy, głosili skrajnie różne filozofie. Dlaczego? Między innymi dlatego, że budowali ogólne poglądy na różnych prawdach częściowych. Tak samo dawni psychologowie. Na przykład teoria Freuda tłumaczy niektóre sny, ale na pewno nie wszystkie. Sądzę, że Freud i inni twórcy koncepcji psychologicznych, historiozoficznych i ekonomicznych znali granice stosowania swoich teorii, lecz ich uczniowie często tracili je z oczu; jednostronnie uwzględniając  tylko jeden rodzaj faktów, wyciągali z nich wnioski zbyt daleko idące, więc fałszywe.

Nam się zdaje, że prawdę zdobyliśmy całą,
Gdy ledwie cząstki głupstwa pozbyć się udało.
Lucjan Siemieński

     Powyższe przykłady wskazują na błąd formalny w opiniowaniu, formułowaniu teorii lub decydowaniu bez oparcia na wystarczającej dla danego zadania ilości informacji. Zakładam jednak, że są one osiągalne w danym czasie i miejscu. Jednakże lekarz może znaleźć się w sytuacji, kiedy musu zapisać leki bez czekania na wyniki laboratoryjnych badań, dowódca często musi decydować bez dokładnego rozpoznania. Nie tylko lekarz, nie tylko dowódca. Dla odpowiedzialnego człowieka jedną z najcięższych sytuacji jest ta, w której musi podjąć ważną decyzję na podstawie informacji, o których wie, że są niedokładne lub niewystarczające.
Na marginesie: Zazdrościć można ignorantowi tych chwil, kiedy to łatwo i z dużą pewnością siebie wyrokuje o mnogości spraw. Jego optymizm i śmiałość imponują, ale cena, którą później on sam, i nie tylko on, płaci za te chwile euforii, bywa wygórowana.    

Ogólnikowość i jednostronność   ………   28

Jak postępował? Wypełniał swój obowiązek, z lojalności dostrzegał tylko połowę prawdy.

    Najpospolitsze rodzaje niewystarczalności to ogólnikowość i jednostronność.
   
Jeżeli jako turysta wybieram się zwiedzić kopalnię, wystarczy mi kilka informacji o jej historii i aktualnej produkcji, co innego jeśli mam zostać jej kierownikiem...     
Ogólnikowość jest wadą, gdy zbyt niski poziom szczegółowości nie odpowiada zapotrzebowaniu  na nią. Nieraz mówi się wtedy o niedokładności. Rzeczywista niedokładność to pominięcie istotnego szczegółu, ale niedokładnością nazywa się czasem drobną omyłkę...
    
Niepełna, a ponadto stronniczo wyselekcjonowana informacja jest dziełem stron zaangażowanych w spór. Dziewczyna, która przed rodzicami broni swego prawa wyjścia za mąż, przedstawia swego ukochanego jako zdolnego człowieka z twórczą fantazją, niezależnego w sądach indywidualistę; przypomina sobie i żywo opowiada o tym, jak to on sam reperuje motocykl, choć nigdy się tego nie uczył, jakie pomysły usprawnień zaproponował swojemu ogrodnikowi, jak wyśmiewa tak samo ministrów, jak i opozycjonistów. To wszystko prawda, ale rodzice zaobserwowali, że chłopiec nie stroni  od wódki, że kłamie, że wymiguje się od roboty, że cynicznie podchodzi do wielu spraw i zagadnień. Na podstawie swojej informacji częściowej (i miłości) dziewczyna upiera się, że poślubi chłopca, a rodzice na podstawie swojej informacji (i troski) energicznie się sprzeciwiają. 

-  Więc nie ma pan żadnych wad?
-  Mam tylko jedną!
-  Jaką?
- 
Ja łżę!
Zasłyszane – Anonimus

Zabiegiem bardziej subtelnym od przemilczania części prawdy jest eksponowanie i wyolbrzymianie informacji harmonizujących z reprezentowaną postawą a wyciszanie i pomniejszanie tych, które mogłyby ją podważyć. To klasyczny zabieg każdej propagandy.
   
Przestrzegając przed ufnym poleganiem na informacji częściowej lub częściowo eksponowanej, trzeba przyznać, iż informacja pełna jest rzadko osiągalnym ideałem.  Nawet w wąskiej skali życia osobistego nieczęsto wiemy wszystko, co trzeba, by mieć pewność, że nie popełniliśmy błędu, a cóż dopiero w szerokiej skali życia społecznego, gospodarczego, politycznego. Stąd – pewność niepewności.

Nadmierne uproszczenia   ………   30

Starajmy się przedstawiać rzeczy jak najprościej, ale nigdy jeszcze prościej.

Obrazy rzeczywistości – tak jak je odbieramy, pamiętamy i przedstawiamy – są i muszą być uproszczone. Nawet oglądając pojedynczy przedmiot, nie dostrzegam jego rozlicznych szczegółów, nie rozumiem – i przy mojej znajomości fizyki nie potrafię zrozumieć – jego budowy; równie powierzchowne są moje wyobrażenia o ludziach, o instytucjach, o sytuacjach. Zwłaszcza o instytucjach społecznych. Są one nieskończenie bogate, skomplikowane, pełne sprzeczności i znaków zapytania, tak że wierny ich obraz musiałby być także przebogaty, skomplikowany, pełen sprzeczności i znaków zapytania – nie mieściłby się w świadomości i nie byłby funkcjonalny. Co pozostaje? Śledzenie tylko tych wątków, które zdają się istotnymi dla danego zadania; zadawalanie się liczbami przeciętnymi, a więc uproszczenia i schematyzacje są nieuchronne. I ryzykowne.

Najwulgarniejszym rodzajem uproszczeń i uogólnień są wnioski wyciągane z przypadkowych wiadomości.  Mało wiem, mało rozumiem, nie mam czasu zgłębić, jak działają mechanizmy wielkich instytucji, więc wyrabiam sobie zdanie na podstawie...  opowiadań, a te, jeśli nawet nie są stronnicze, to w każdym razie są fragmentaryczne.

Uproszczenia, schematyzacje i uogólnienia zawierają dowolność i to nie tylko wtedy, gdy rozprawiamy o instytucjach, o charakterze przeciętnego Polaka lub o problemach przeciętnego gospodarstwa wiejskiego, ale i wtedy, gdy posługujemy się liczbami. Na przykład, wysoki przeciętny zarobek pracowników przedsiębiorstwa może ukrywać dużą rozpiętość między świetnie zarabiającymi pracownikami wykwalifikowanymi a nędznymi zarobkami niewykwalifikowanych.

Już samo wtłaczanie życia społecznego w tabele i liczby jest zabiegiem równie koniecznym, jak zniekształcającym poznanie. Liczbami daje się objąć tylko niektóre aspekty rzeczywistości, na przykład produkt globalny (na marginesie: łatwo o zniekształcenia, błędne wnioski itp. - tematy bardzo obszerne i niezbyt znane. Anonimus), tempo wzrostu (jak wyżej – z produktem globalnym. Anonimus) , dochody, zwłaszcza nominalne, ale umykają takie fakty, jak zadowolenie lub niezadowolenie, rozwój charakterów albo rozkład etyki – dlatego zafascynowani liczbami skłonni są popełniać błędy przez niedocenianie nadliczbowych wartości. Pominięcia, uproszczenia, schematyzacje i bezzasadne uogólnienia nie wprowadzą w błąd przygotowanego, gdy rzetelnie stara się o wyrobienie sobie zdania, ale czy wielu jest takich wysoko wykwalifikowanych i umysłowo rzetelnych odbiorców informacji?

Rozwlekłość i przeładowanie   ………   32

Optymista – człowiek, który słysząc słowa referenta: „w podsumowaniu”… wsuwa stopy w uciskające go buty.

W obawie przed nadmiernymi uproszczeniami i uogólnieniami, w obawie przed przeoczeniem istotnych szczegółów łatwo wpaść w drugą skrajność – rozwlekłość. W morzu słów i szczegółów tonie istotna treść. Słuchacz lub czytelnik niecierpliwi się, traci czujność i może wyłączyć uwagę akurat w najważniejszym miejscu referatu, instrukcji, podręcznika…

Jeśli
raport, do którego mam się ustosunkować, ma sześćdziesiąt stron, w tym czterdzieści zajmują mało istotne szczegóły, to być może, zareaguję nań jak na pustosłowie. No, a jeśli jestem człowiekiem bardzo zajętym, to w ogóle długich raportów i ekspertyz nie czytam. Podobno w RFN socjolog nie ma prawa wręczyć dyrektorowi przedsiębiorstwa ekspertyzy przekraczającej trzy strony maszynopisu. Nie tłumaczy w niej przebiegu i metod badania, tylko zwięźle przedstawia wnioski.  A u nas...!

Jak zawieranie istotnej i bogatej treści w niewielkiej ilości słów świadczy o inteligencji, tak przekazywanie błahej lub ubogiej treści w długich wypowiedziach świadczy o... czymś przeciwnym.

Rzeczywiście, sporej inteligencji wymaga sformułowanie wypowiedzi w sam raz – nie za krótkiej i nie za długiej, zachowanie właściwego poziomu szczegółowości i właściwego poziomu ogólności. U nas jednak płaci się za objętość sprawozdań, artykułów, książek...

Słowa, tyle słów! 

Źródła gadatliwości: egocentryczne niedostrzeganie reakcji słuchacza, łatwość słowa, stąd powtarzanie tego samego inaczej, jeszcze tak, i jeszcze tak, przyjemność  „dźwięczenia” i bezkrytycznego wypowiadania wszystkiego, co się na myśli nasunie, a to – przy cechującym niektórych ludzi bogactwie skojarzeń – powoduje stałe ześlizgi z tematu. 

Niejednoznaczność   ………   34

Dziecko: Pani pokaże fioła.
Gość:  Fioła!  Jakiego?
Dziecko: Tego, co tatuś powiedział, że pani ma.

„Trzy osoby na utrzymaniu” deklaruje petent w urzędzie skarbowym.  Żona nie pracuje?”.  „Pracuje”.  Ma pan troje dzieci?”. „Nie, jedną córkę”. „To dlaczego podaje pan trzy osoby?”.  Żona zarabia tak mało, że się nie liczy, więc żona,  córka i ja, trzy osoby”.

„Nie wiem, co robić” – zwierza się młoda urzędniczka starszej koleżance. „Szef wciąż mnie obserwuje. Czy wobec tego powinnam uśmiechać się do niego, czy więcej i staranniej pracować?”.

„Kowalski jest tolerancyjny”. Ta opinia przeważyła. Zaangażowano go. Ale tolerancja ma kilka odmian. Istnieje tolerancja, która świadczy o szerokości horyzontów, o szacunku dla cudzych poglądów i postaw, i taka, która pochodzi z bezmyślności, oportunizmu, lenistwa, obojętności i tchórzostwa…
Tolerancyjny Kowalski rzeczywiście – tak jak spodziewaliśmy  się – ma dobre stosunki z pracownikami, ale dlaczego? Nie sprzeciwia się nieróbstwu, brakoróbstwu, pijaństwu, złodziejstwu. Nawołujemy: Więcej tolerancji! Tyle samo sensu miałoby wołanie o więcej nietolerancji.

Informacja niejednoznaczna wprowadza w błąd, gdy wydaje się jednoznaczna.

Niezrozumiałość   ………   35

Przy takiej kazuistyce z luzami fakultatywności byle furfant da sobie radę z karencją.

Niejasność, mętność  - macierz nieporozumień i błędów. Niezrozumiałość polecenia – niezgodne z nim postępowanie. Niezrozumiałość instrukcji – zepsucie przyrządu. Niezrozumiałość ostrzeżenia – katastrofa.  

Piszę o  niezrozumiałości  w ogóle, ale należałoby zaznaczać: niezrozumiałość dla danego odbiorcy; sprawdzanie zdolności odbiorców do rozumienia przekazów powinno być ważną wskazówką dla ich nadawców.

Niezrozumiałość zamierzona: „Mój projekt przeszedł bez dyskusji” – pochwalił się pewien profesor. „Jak to zrobiłeś”.  Mówiłem szybko, niezbyt komunikatywnym językiem. Więc potakiwali”. Nikt z obecnych nie chciał przyznać się, że nie rozumie. Albo ten i ów myślał, jak jeden z prostaczków Moliéra: „To musi być wspaniałe, bo nic nie rozumiem”.   

Niezrozumiałość z pretensjonalności. Naukowy żargon i ciężka konstrukcja zdań ma sprawiać wrażenie uczoności. Stary autorski zabieg – przemycanie banałów w napuszonych szatach i stwarzanie pozorów głębi za pomocą mącenia wody. Dobry pisarz sprawia wrażenie prostszego, nawet płytszego  niż jest, a zły stwarza pozory głębi. 

Niezrozumiałość z mętności. Nie zdoła jasno wyrazić myśli autor, który jasno nie myśli, ani ten, który sam nie rozumie przedstawianej przez siebie rzeczy.
   
Niezrozumiałość języka, ale także innych sygnałów. Za plecami gospodarzy miną daję znak żonie, że czas iść do domu. Lecz mój sygnał odbiera inaczej; wydaje się jej, że właśnie  w tej chwili mówi coś niewłaściwego, więc peszy się, gwałtownie zmienia temat.    

Aleksander Świętochowski opisuje, jak dla żartu ułożony przez niego wierszyk „tkanina bardzo błyskotliwych słów, zadzierzgniętych niemal mechanicznie, bo tylko prawidłowością gramatyczną, i nie wyrażających żadnych treści” – był deklamowany i budził zachwyt. Kilkadziesiąt lat później jeszcze śmielej powtórzył ten żart Antoni Słonimski. Założył się, że wygłosi bezsensowny odczyt i że publiczność przyjmie go bez protestu. Zakład wygrał. To było przed  wojną. Dziś nie miałby się z kim zakładać, współcześni poeci przyzwyczaili nas do tego, że mowa nie musi być sensowna...   Byle tylko z prawa współczesnych poetów nie skorzystali nie poeci. Byle znakomici panowie dr i doc. pamiętali o przestrodze  Stanisława J. Leca:  „Dwie siły  potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot; nie należy dopuścić  do narodzin hybrydy – precyzyjnego bełkotu”. 

Informacja pozorna   ………   37

Czy to jest to?

Mylenie konkretnej informacji z ogólnikowym sądem.
„Kowalski to porządny człowiek” – jeśli na podstawie takiego ogólnikowego sądu zaangażujemy Kowalskiego do odpowiedzialnej pracy, może okazać się, że porządny człowiek nie jest porządnym urzędnikiem. Tym bardziej może stworzyć złudzenie poinformowania informacja niepełna, ale silnie zabarwiona słowem mającym wydźwięk emocjonalny, przecież innym rodzajem przekazu jest wiadomość: „często ma spory z dyrekcją, bo poważnie traktuje swoje funkcje w radzie zakładowej”, a innym: „pierwszy do rozróby”; innym: „bierze prace zlecone”, a innym: „chałturzy”;  innym maluje bezpretensjonalne płótna o popularnej tematyce”, a innym: „produkuje kicze”.

Pusty frazes: „dokonały się postępy po linii ideologii” (jakie?),  „na spotkaniu przemawiał Zawadzki” (co powiedział?), „rokowania toczyły się w atmosferze wzajemnego zrozumienia” (ale na jaki temat, z jakim rezultatem?), „komisja stwierdziła niesprawność handlu” (to ci odkrycie!) i „nakazała jego usprawnienie (a konkretnie?). Pozór informacji w sklepie „Delikatesy”: „Co jest w tej puszce z napisem  <<Abbas muslor i vatken?>>”. Muslary” – objaśnia sprzedawczyni.  Pozór informacji na konferencji prasowej: „Jaki był wynik rozmów?”. „Zbliżenie poglądów”. Ten i ów, zwiedziony pozorem, czuje się poinformowany, choć nie jest, i może nawet wyrabia sobie opinię na podstawie informacji pozornej.

-----
- 
O czym ksiądz mówił dziś na kazaniu, pyta żona.
- 
O grzechu.
- 
Co mówił?
- 
Był przeciw.

(
zasłyszane lub gdzieś „czytane”.)

Wg mnie równie dobrze można potraktować to jako zwięzłe rzeczowe, przekazanie informacji, przynajmniej czasami. (Patrz wyżej: Rozwlekłość i przeładowanie).
Anonimus)
-----

Najczęstszym rodzajem informacji pozornych są domysły. Plenią się one tym bujniej, im intensywniejsze jest zapotrzebowanie na jeszcze nie istniejącą wiedzę, na trudno osiągalne lub niedostępne informacje. Życie nie zawsze chce czekać na naukę, a informacyjna próżnia wsysa byle co. Wsysa przypuszczenia, przyswaja je sobie i traktuje na równi z udokumentowaną wiedzą.  

Domysł odgrywa ogromną rolę w poznawaniu rzeczywistości, często zaczyna się ono od domysłu, tylko że po nim powinna nastąpić weryfikacja.  A gdy ona jest niemożliwa? Także i wtedy domysł może być funkcjonalny, byleśmy tylko traktowali go jako zło konieczne. Błąd metodologiczny popełniamy dopiero wtedy, gdy polegamy na domyśle, choć informacja jest osiągalna, i gdy domysł – to jest namiastkę – traktujemy jak godną zaufania rzeczywistą informację.
   
Wciąż mylimy „tak mi się zdaję” i „wiem”. Mylimy zarówno wtedy, gdy własne „tak mi się zdaję” traktujemy na równi z „wiem”, jak i wtedy, gdy czyjeś mniemanie traktujemy jak pochodzącą z dobrego źródła informację.

Pozorujące informację domysły nie tylko same są często błędne, ale stanowią punkt wyjścia do rozumowań i poczynań, których rezultaty nie mogą być zadawalające. Jeśli „wiem”, że dziecko źle się uczy, bo jest leniwe, narzucam mu dyscyplinę, zmuszam do pracy, sypię karami, daremnie je zamęczam i unieszczęśliwiam, choć,  być może, jest ono po prostu niezdolne.

Domysł bywa namiastką nie tylko czystej informacji, ale także próbą poznania przyczyny, tylko że dziecko i człowiek prymitywnie myślący traktuje pierwsze objaśnienie, które mu przyjdzie na myśl, jako zadawalającą odpowiedź. „Dlaczego wróble nie odlatują na zimę?” – pyta Maciuś i wobec milczenia rodziców sam sobie odpowiada: „Bo się przyzwyczaiły. Bo się przyzwyczaiły” – powtarza i jest pewny swojej racji.

„Prawda nie sprawia na świecie tyle dobrego, ile złego sprawiają jej pozory” – zauważył La Rochefoucauld. Rzeczywiście, niejedno działanie oparte na pozorach informacji doprowadziło do tragedii.

Nieaktualność   ………   41

- Nie żeń się, bo...
- Dziś rano wzięliśmy ślub.

Właściwa informacja we właściwym czasie.
Co mi przyjdzie z wiadomości o wakacjach na wsi, w Zwierzyńcu, jeśli już wykupiłem wczasy w Wilkasach? Co z wiadomości o cenach...
Zwracano uwagę na to, że nieraz w drodze do decydenta informacja tak powoli przechodzi przez poszczególne szczeble przekaźników, że do celu dociera zdezaktualizowana i decydent reaguje na sytuację, która już się zmieniła.

W porę odebrana informacja może zapobiec katastrofie, zmniejszyć jej następstwa, albo umożliwić maksymalne wykorzystanie pomyślnych okoliczności.  Niektóre ciężkie choroby są uleczalne pod warunkiem wczesnego wykrycia. Koniunktury gospodarcze przynoszą szczególnie  duże korzyści tym, którzy w czas odebrali i właściwie zinterpretowali sygnały ich nadchodzenia. Warunkiem powodzenia wszelkich przedsięwzięć jest koordynacja działań, a to zależy między innymi od obiegu dokładnych i we właściwym czasie dochodzących informacji o potrzebach, możliwościach i środkach.

Teoretycy zalecają odkładać sądy i decyzje do czasu gruntownego poznania, sprawdzenia i przemyślenia wszystkich istotnych informacji. Niby słusznie, ale... ktoś, kto by ściśle stosował się do tego zalecenia, zredukowałby wprawdzie liczbę błędów, ale dużo bardziej zredukowałby liczbę sądów, decyzji i działań.
Nie, nie możemy dopuścić do tego, by nas brak pełnej informacji paraliżował, bylebyśmy tylko byli świadomi tej niepełności, oględni w formułowaniu sądów, otwarci na nowe informacje i zawsze gotowi do rewizji naszych dotychczasowych poglądów i decyzji.

*  Powiedziałem w tym rozdziale, że:

brak informacji stwierdza się zwykle ze względu na konkretne zadanie, lecz istnieje także ich brak ze względu na ogólną kulturę człowieka;

brak potrzebnej informacji jest bezwzględny, gdy wynika z niewiedzy, z jej rzeczywistego braku w skarbnicy ludzkiej wiedzy, albo względny, gdy potrzebujący nie przyjmuje jej, nie chce lub nie umie jej szukać;

niewystarczalność informacji jest częstsza i powoduje więcej błędów  niż całkowity jej brak;

pożądana jest taka informacja, której szczegółowość jest odpowiednia do jej zadania;

poważną wadą informacji-przekazów jest ich rozwlekłość;

inną wadą – niedostateczna jasność;

pozbawioną wartości jest informacja nieaktualna;

wiele błędów pochodzi z traktowania ocen i domysłów jak informacji.

Wady poinformowania z wad charakteru   ………   44

Nie szukajmy poza sobą przyczyn naszego niedomagania, jest ono w nas, tkwi w naszych wnętrznościach i to właśnie, iż nie czujemy choroby, czyni nam trudniejszym jej wyleczenie.
Montaigne

Przyczyny zewnętrzne i wewnętrzne   ………   44

- Mów wyraźniej!
- Słuchaj uważniej!

Moja wina? O, nie!
Broniąc dobrej samooceny lub odpierając krytykę, zwalam winę za błędy na czynniki zewnętrzne. Nie słyszałem? to przez  hałasy;  przeoczyłem? to przez pośpiech;  wybrałem najgorszą metodę? to na skutek dezinformacji kolegów;  nie jestem właściwie poinformowany? to przez brak kontaktów. Albo znów tłumaczę, że sygnał był prawie niesłyszalny, za słaby w stosunki do innych, niewyraźny, krótkotrwały, niejasny. Kiedy indziej narzekam ogólnie na wadliwy system zbierania i przekazywania informacji – nie ma ich tam, gdzie są najpotrzebniejsze. To wszystko prawda, dotarcie informacji zależy w dużym stopniu od okoliczności zewnętrznych, lecz ich odebranie i przyswojenie zależy od warunków wewnętrznych.  Co więcej, warunki wewnętrzne potęgują lub łagodzą wpływ negatywnych okoliczności zewnętrznych, a nieraz same, jak w przypadku mylnego domysłu, wtrącają w błąd. Czynnik zewnętrzny – niejasność posiadanej informacji – nie zgubi czujnego odbiorcy, poprosi o dodatkowe objaśnienie, podczas gdy poprawnie podana informacja, jeśli trafi na roztargnionego odbiorcę, nie zapobiegnie popełnieniu głupstwa.

Odpowiedzialne za błędy  przede wszystkim cechy umysłowości i charakteru danego człowieka. Dostrzega on, słyszy i zapamiętuje to, do czego dostrzegania, usłyszenia i zapamiętania został wyeksponowany przez naturę, doświadczenie, trening, naukę i aktualne nastawienie. I odwrotnie, bywa tak, że patrzy, ale nie widzi. Może przeczytać coś, czego nie zna, lub co w danej chwili nie znajduje się w polu uwagi (czytam, a w kuchni przypala się zapiekanka), coś ważnego, czego ani nie szuka, ani nie oczekuje (radio podaje treść dotyczącego nie rozporządzenia, ale go nie słyszę, bo tylko czekam na prognozę pogody). Typowe jest niedosłuchanie informacji lub niedoprowadzenie poszukiwań do końca przez niecierpliwość, przez pewność „wiem lepiej”, „niczego nowego się nie dowiem”, lub przez obmyślanie reakcji na już otrzymane wiadomości. To, co dostrzegam w ludziach, w sytuacjach, zależy czasem od nastroju, w jakim się znajduję. 

Pamiętając o mało od nas zależnych zewnętrznych (obiektywnych) przyczynach braków i wad poinformowania, będziemy mówić głównie o – bardziej od nas zależnych – przyczynach wewnętrznych.    

Fałszywy wstyd   ……..   46

No, spytaj pana, gdzie jesteśmy.

    Ambicyjka lub fałszywy wstyd utrudniający przyznanie się do niewiedzy. Wstydliwy milczy i udaje, że wie, bo sądzi, iż prośba o informację kompromituje. „Dlaczego nie zapytałeś majstra o to, jak się zabezpiecza aparat przed działaniem kwasów?”.  Głupio mi było, pomyślałby, że się na niczym nie znam”.  Dlaczego nie zapytałeś go, skąd zaczerpnął informację o zmianie przepisów?”. „Krępowałem się”.  Nowo mianowany dyrektor nie umiał „czytać”  danych księgowości*, nikogo nie poprosił o ich  wytłumaczenie, w rezultacie często działał na ślepo. Powiadają, że gdzie jest wstyd, tam można oczekiwać cnoty, lecz wstyd przyznania się do niewiedzy ani nie pochodzi z cnoty, ani do cnoty nie wiedzie i raczej sam powinien być przedmiotem wstydu.
   
Do tego niemądre psychiczne opory. (...)

* W tamtych czasach zjawisko niemal powszechne, choć z tym działaniem na ślepo, to przesada. Dyrektor przeważnie jednak wcale się nie wstydził swojej nieznajomości, tylko zwyczajnie lekceważył księgowość. Po części wynikało  to z uwarunkowań, po części z przysłowiowych „klapek na oczach” samej księgowości.
Anonimus       


Lenistwo  ………   47

Leniwy dwa razy robi.

Unikanie trudu gromadzenia i weryfikowania informacji lub – sięgając głębiej – brak motywacji dość silnej do przełamania lenistwa. Lenistwo z obojętności, z lekceważenia zdania, tu-mi-wisizm.

Wygodnie jest wierzyć, iż to, co wiem wystarczy. Splamiłem sweter jodyną. Moja „wiedza” o wywabianiu plam nie wychodziła poza gorącą wodę, mydło i proszek E. Zastosowałem te środki, plama została, sweter podniszczyłem. Dlaczego? Bo nie chciało mi się szukać na półkach książeczki o „chemii domowej”.
   
Wstępne badania dały jednoznaczną odpowiedź: metoda A powinna się sprawdzić; wobec tego nie zadano sobie trudu rozpatrzenia innych proponowanych metod...
   
Spółdzielnia wpadła...  (...)  Szef zaopatrzenia... (...)  Decydenci na najwyższych szczeblach powierzali czytanie statystyk profesorom!

Na karb lenistwa składam powierzchowność, nieuwagę, błędy z niedoskonałości obserwacji (na przykład laboratoryjnych) i z niedokładności czytania  (na przykład instrukcji). A także niechęć do informacji i teorii, których zrozumienie i uwzględnienie wymagałoby trudu i zastanowienia. Zdarza się bowiem, że przy ocenie koncepcji i rozumowań uznajemy za ważne te, które szybko i dobrze pojęliśmy, a za nieważne lub fałszywe te, które są dla nas trudne i niecałkiem jasne. „Rodzaj ludzki żywi zdecydowaną odrazę do wysiłku umysłowego. Gdyby nawet wiedzę zdobywało się łatwo, znakomita większość  naszych bliźnich wybrałaby ciemnotę, nie zaś nieznaczne bodaj trudy”. Chociaż... nie, autor tego zdania, Samuel Johnson, nie wypowiedziałby go dzisiaj. Dziś ludzie zdają sobie sprawę z doniosłości wiedzy i gdyby można ją było nabywać łykając pigułki w kolorowych opakowaniach, to jestem pewny, że zadawaliby sobie trud łykania ich.              

Co prawda, są zadania, które i pracowitego poddają ciężkiej próbie. Nieraz wiele godzin i wiele miesięcy spędzić trzeba na czytaniu książek  i czasopism, w których znajduje się zaledwie parę linijek istotnych informacji, na żmudnych eksperymentach, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi, na rozmowach z osobami, które może wiedzą, ale mówią, mówią, wszystko nie na temat...!

Na marginesie
Warto pamiętać, że z  „lenistwa” do nudnej, ciężkiej lub żmudnej pracy powstało dużo usprawnień a nawet wynalazków. A z tymi „tabletkami na wiedzę”, to dobra myśl!
Anonimus

Nadmiar dynamiki   ……..   49

Jak tu czytać, gdy mnie rozsadza?

Leniem się zwykle pogardza, lecz bardziej niebezpieczny bywa typ, którego energia rozsadza. Leń jest przeważnie dobrotliwy, prawda że skłonny do pasożytowania, ale nie wyrządza krzywdy na wielką skalę. Nie doszłoby do wielkich tragedii, gdyby taki na przykład Hitler, taki na przykład Mussolini i inni podobni byli zbyt leniwi, by działać.

Leń popełnia mało błędów, bo jest mało aktywny, nie organizuje prześladowań i mordów – bo i to wymaga wysiłku. Groźny jest nie tyle leń, ile człowiek, dla którego czyn jest wartością samą w sobie; człowiek, który tak rwie się do czynu, że nie ma czasu na przemyślenie wszystkich jego możliwych konsekwencji. I jakże często gorączka czynu jest proporcjonalna do nieuctwa!

Jednostki bardzo dynamiczne są na ogół (choć to nie reguła) gorszymi obserwatorami, słuchaczami i czytelnikami. Reagują zbyt szybko, przystępują do dzieła zadowalając się byle jaką informacją, w rezultacie nieraz wyrządzają więcej zła niż dobra, tym bardziej że swoje błędy wyposażają w ładunek porywającej i zwycięskiej żywotności.
   
Małe dziecko bawiło się na zamarzniętym stawie. Lód był cienki, wiec ludzie wołali: „Wracaj! Uważaj! Bo wpadniesz do wody!”. Dziecko wahało się, a wtedy człowiek dynamiczny ruszył na staw, by dziecko sprowadzić i... lód załamał się pod nim i pod dzieckiem. Na szczęście było płytko.   

Najtańszym rodzajem – albo lichym pozorem – dynamiki jest niecierpliwość. Nowy mechanik przerwał pouczenia starego majstra, który mówił wolno, monotonnie, powtarzając znane przestrogi.  Przecież ja to wszystko wiem” – fuknął, wziął się do roboty… i narobił braków. Nie wszystko wiedział.

Nadmiar pewności siebie   ………   50

Jak miło jest przeceniać się! I jak niebezpiecznie!

Gubimy drogę nie skutkiem ignorancji, a skutkiem pewności siebie. Czym prędzej zastrzegam się, że wiem, ile zawdzięczamy pewności siebie. Gdy nie mamy jej, często popełniamy błędy przez odwlekanie decyzji i bezczynność, unikamy odpowiedzialnej pracy, nie protestujemy, choć podejrzewamy głupstwo lub nieuczciwość, nie ośmielamy się wystąpić z propozycją dużej zmiany. Jednocześnie jednak wygórowane przekonanie o swoich zdolnościach, doświadczeniu, wiedzy, inteligencji czy intuicji, niezachwiana pewność własnych poglądów nie tylko toruje drogę błędom, ale także mocno je fortyfikuje. Pewny siebie lekceważy cudze propozycje i projekty, nie zważa na racje innych, nie potrafi korzystać z krytyki, nie słucha przestróg, nie szuka uzupełniających informacji, bo jest pewny, że wie wszystko, co wiedzieć powinien.

Przypomina się powiedzenie Platona:  „Istnieje prosta ignorancja, która jest źródłem drobnych przestępstw i podwójna, która towarzyszy zarozumiałości”.

Myśliciel rzetelny stale podejrzewa, że może nie wiedzieć czegoś istotnego, ma otwarte oczy i uszy, często sprawdza czy to, co wie, jest informacją pełną i pewną.

Obawy   ………   51

Jak struś?  Jak żaba?

Jak każde uczucie, tak i lęk – nawet stosunkowo mały – wypacza obraz rzeczywistości. Drobny przykład:  komu brak towarzyskich zalet, kto „boi się ludzi”, temu twarze ich wydają się mniej sympatyczne  niż temu, kto „ma szczęście do ludzi” i talent zjednywania ich sobie.

Poważne obawy dwojako zakłócają odbiór i ocenę informacji: bądź  „widzę” zagrożenie nawet tam, gdzie go nie ma (w każdym lesie o zmroku), rzeczywiste zagrożenie wyolbrzymiam („strach ma wielkie oczy”) i wierzę w  bzdurne  informacje zwiększające grozę („wszystko jest możliwe”), bądź nie daję wiary złym wieściom („to nie może być, to byłoby zbyt okropne”), staram się zagrożenia nie dostrzegać (zamykam oczy, chowam głowę w piasek), a dostrzegłszy staram się je zlekceważyć („strachy na lachy”, „nie taki diabeł straszny, jakim go malują”, nie odważą się”). Te skrajne różne reakcje najczęściej tłumaczy się sytuacją i nastawieniem na walkę, albo na ucieczkę.
Kto może walczyć i walczy, ten jest raczej skłonny do pomniejszania zagrożenia, natomiast kto może tylko bezradnie czekać na to, co się stanie, ten jest skłonny niebezpieczeństwo wyolbrzymiać. Żołnierze idący do ataku są w większym niebezpieczeństwie niż cywile siedzący w piwnicach bombardowanego miasta, a mimo to lękowej histerii ulegają częściej ci w piwnicach.

Ja wiem, człowiek i żaba to różne stworzenia, ale czasami – najmocniej przepraszam człowieka – jego reakcje nasuwają mi na myśl ten wiersz:

Sprzężone w jedno
mózg i oko żaby
bezbłędny celownik do chwytania
żeru
dostrzega tylko
wroga
przed którym
ucieka
ofiarę
którą goni.
Maria Kann

Obawy zakłócają  nie tylko odbiór informacji, ale także ich nadawanie. Jako pacjent w szpitalu nie mówię ordynatorowi podczas rannego obchodu o tym, jak wyglądają porządki – a raczej nieporządki, bo wolę nie narażać się pielęgniarkom i sprzątaczkom. W obawie przed naganą nie przyznaje się, że za późno zgłosiłem zamówienie. Nie chcąc się narazić na protesty czy wyobcowanie z towarzystwa, powtarzam tylko te informacje, które zgadzają się z przeważającymi w nim opiniami (chyba, że odzywa się we mnie chochlik sprzeciwu, wtedy chętnie mówię coś kontra – właśnie na złość). W trosce o dobry humor szefa grubo obwijam w bawełnę niepomyślne wiadomości lub przemilczam informacje sprzeczne z tymi, których on oczekuje.
  
Tragiczny przykład z wojny. Przed  ofensywą w Cambrai (1917 r.), w której daremnie zginęło kilkadziesiąt tysięcy angielskich żołnierzy, wywiad otrzymał informacje o dużych wzmocnieniach pozycji nieprzyjaciela na tym odcinku frontu; informacji tych nie przekazano głównodowodzącemu, „żeby go nie denerwować”. 

„… Każdy szczebel powodzenia – cytuję z Myśli Pascala – na który wznosimy się na świecie, oddala nas od prawdy, gdyż ludzie bardziej boją się zranić tych, których życzliwość jest korzystniejsza, a niechęć groźniejsza. Monarcha może być pośmiewiskiem całej Europy, a tylko on sam nie będzie o tym wiedział. Nie dziwię się: mówienie prawdy jest korzystne dla tego, komu się ją mówi, ale niekorzystne dla tych, którzy ją mówią, bo ściągają na siebie nienawiść. Ci, którzy żyją w pobliżu możnych, bardziej miłują własne korzyści niż dobro księcia, któremu służą; nie pilno im wtedy świadczyć mu przysługę, szkodząc sobie samym”. Słowem – im wyższe stanowisko piastuje człowiek, tym trudniej docierają do niego słowa prawdy.

Jasne, iż narażanie się przez podawanie rzetelnej informacji ma wiele stopni: na najniższym grozi krzywą miną szefa, na najwyższym… śmiercią. Przypominam, że w Niemczech, wkrótce po dojściu Hitlera do władzy, wydano tak zwaną ustawę o  złośliwości (20.XII.1934 r.). Ustawa ta była wymierzona przeciwko „złośliwym atakom na państwo i partię”, służyła ochronie munduru partyjnego. Wymyślanie i rozpowszechnianie „kłamliwych informacji”, jak i obraza munduru czy też odznaki NSDAP i jej organizacji były karane wiezieniem. Za  „kłamliwą informację”  uchodziły „nieprawdziwe albo poważnie zniekształcone twierdzenia o stanie rzeczywistym, mogące działać na szkodę dobrego imienia Rzeszy Niemieckiej lub też Rządu Rzeszy, NSDAP i jej organizacji”. O tym, czy twierdzenie jest nieprawdziwe lub zniekształcone, orzekał oczywiście jeden z członków NSDAP.    

Nienawiść   ………   54

To nie człowiek, to wróg!

„Mówiono mi wiele złego o panu de...; byłbym w to uwierzył pół roku temu, ale od tego czasu pogodziliśmy się” (Nicolas Chamfort).  Gdy Isia kochała swego Zdzisia, dostrzegała głównie jego szlachetność i rozum, teraz, gdy szuka moralnego uzasadnienia odejścia, myśli i mówi:  „Efekciarz, kupuje przyjaźnie, na niczym mu nie zależy”. (Dlatego cynicy przestrzegają przed powierzaniem tajemnic przyjacielowi – kiedyś stanie się wrogiem, a wywiadowcy, szukając informacji obciążających podejrzanego, nieraz udają się do rozwiedzionej z nim żony.)

Oczernianie dawnej miłości – a niekiedy i dawnej przyjaźni – oczernianie jej z przekonaniem jest jakby potrzebne dla utrzymania w stanie nie naruszonym dobrego o sobie mniemania. Jeśli ja byłem tym, który odszedł, czarny jej obraz uzasadnia moją decyzję, jeśli zaś ona odeszła – to wolę ją widzieć czarno i z zemsty przedstawiam ją czarno każdemu, kto gotów jest słuchać.  

Ani Isia i Zdziś, ani Igrek i Iks nie byli wrogami, a mimo to czarno retuszowali swoje obrazy, oczywiście, gdy dochodzi do wrogości, to czerń pogłębia się.  Z im większą nienawiścią odnoszę się do danej osoby, tym więcej dostrzegam w niej cech usprawiedliwiających moją nienawiść. Ostro widzę, wyolbrzymiam i zapamiętuję każde jej głupstwo, każdą usterkę urody, umysłu, charakteru, postępowania, a opacznie tłumaczę jej mądre i godne działania, jestem ślepy na jej dobrą wolę i zalety inteligencji. Przypisuję jej najgorsze intencje i motywy, wierzę w każdą najbzdurniejszą  o niej plotkę. Wierzę i z lubością powtarzam. By ludziom oczy otwierać. Moim ulubionym tematem są opowiadania o jej małostkowości, samochwalstwie, egoizmie, o drobnych i niedrobnych podłościach. Taką obsesję musiał zaobserwować Józef Conrad Korzeniowski, skoro szczegółowo  opisał ją w Zwycięstwie: „...wybuchał niespodziewanie, wymyślając na Heysta bez miary, ostrożności i rozsądku, z twarzą nadbiegłą krwią, przybrawszy pozory obrażonej cnoty, które nie byłyby w stanie oszukać ani przez chwilę najbardziej dziecinnego z moralistów i zabawiały wielu słuchaczy. Stało się ogólnie przyjętą rozrywką, aby popijając chłodzące napoje, przysłuchiwać się na hotelowej werandzie, jak Schomberg wymyśla na Heysta. Była to pod pewnym względem znacznie większa atrakcja niż koncerty (...) Pobudzenie aktora do występu nie przedstawiało żadnych trudności: każdy mógł do tego doprowadzić, choćby i najdalszą aluzją”.

Jako że znienawidzonemu nie najlepiej życzę, z lubością słucham i z lubością powtarzam plotki o nieszczęściach, które nad nim wiszą lub już na niego spadają.       

Osłabianie wroga  przez oczernianie go należy do klasycznego repertuaru brudnej walki.  Oczerniany traci sojuszników lub ma trudności ze zjednywaniem ich sobie, a jego przeciwnicy dodatkowo się w swych uczuciach wzmacniają i – to ważne, to najgroźniejsze – uznają, że wszystkie środki walki są usprawiedliwione.

Nastawiony wyłącznie na walkę ze znienawidzonym nie dostrzegam w nim ani w jego postawie żadnych cech, które by dawały szanse współpracy, choćby na niektórych odcinkach, współpracy dla dobra przynajmniej częściowo wspólnej sprawy. Ponadto moje zachowanie w stosunku do niego prowokuje go do odwzajemniania się podobnym, co z kolei potęguje moją nienawiść. Miłość dość często nie jest wzajemna, nienawiść prawie zawsze nienawiścią się odciska. Fatalne błędne koło!

Nienawiść jest wadą etyczną i praktyczną. Jest wadą etyczną, gdyż utrudnia lub uniemożliwia sprawiedliwą ocenę drugiej strony; jest wadą praktyczną, gdyż utrudnia lub uniemożliwia przewidywanie jej posunięć.  W szachach nie ma szans ten, kto nie odgaduje zamysłów przeciwnika. Podobnie w dużo poważniejszych rozgrywkach , tylko że w tych poważniejszych, by przewidywać zamiary przeciwnika, trzeba mieć pojęcie o jego kryteriach czy schematach rozumowania i odczuwania, a to może okazać się niemożliwe , gdy patrzymy na niego przez gęsty opar nienawiści.  

Po linii sympatii społecznych   ………   57

Biali to my!

Kiedy gorąco sympatyzuję z jakąś grupą czy organizacją, gorzej dostrzegam lub wcale nie widzę popełnianych przez nią głupstw, wyrządzanych szkód i krzywd. Te same metody, które potępiam jako barbarzyńskie, gdy stosują je moi przeciwnicy, stają się słuszne (lub przynajmniej konieczne), gdy sięgają po nie moi przyjaciele. Mój czarno-biały obraz odpowiada mi i odpowiada innym członkom mojej grupy. Więc niech tak będzie: biali – to my, a czarni – to oni.

Im większe jest uczuciowe napięcie, tym silniejsza ingerencja w odbiór odnośnych informacji. Do tego dodajmy, że uczuciowe napięcie jest na ogół proporcjonalne do zaangażowania w sprawę; w rezultacie – najbardziej zaangażowanym przywódcom ruchów społecznych grozi najbardziej wypaczone postrzeganie społecznej rzeczywistości.

Ma się rozumieć, uczucia nie wypaczają albo dużo mniej wypaczają poinformowanie i interpretacje, gdy dana rzeczywistość jest wyraźna i prosta, jednolita i jednoznaczna; niestety – to wciąż trzeba powtarzać – rzeczywistość międzyludzkich stosunków i sytuacji społecznych prawie nigdy nie jest wyraźna i prosta, jednolita i jednoznaczna. Pisał o tym Janusz Reykowski: „Zdarzenia społeczne angażują nasze motywy bardziej niż jakiekolwiek inne. To, jak mnie ludzie oceniają, jakie są ich uczucia w stosunku do mnie, jest zarazem bardzo ważne i bardzo nieokreślone. Również  nieokreślone i ważne są zdarzenia zachodzące w szerszym kręgu czy na arenie publicznej. (...)
    Każdy, kto się zastanowi, bez trudu przypomni sobie rozpowszechnione w jego środowisku poglądy, które nie mają gruntownego oparcia w stwierdzonych faktach, ale natomiast doskonale pasują do życzeń, obaw lub niechęci tych, którzy te poglądy wypowiadają”.*

*  J. Reykowski: Motywacja, postawy społeczne a osobowość. Warszawa 1979.

Stronniczość zbiorowa   ………   58

Przeciw lawinie?!

Wspólne, fałszywe obrazy rzeczywistości, wspólne nastawienia lub schematy rozumowania są silniejsze i trwalsze od indywidualnych, a to za sprawą wzajemnej sugestii, filtru otoczenia i kumulacji zniekształceń. Im więcej osób w moim otoczeniu twierdzi, że przepowiednia się sprawdza, tym bardziej jestem skłonny w to wierzyć. Gdy razem nienawidzimy, lękamy się, albo unosimy się entuzjazmem, to wzajemnie w sobie te uczucia podsycamy, a te z kolei kształtują lub wzmacniają wybiórczość przyjmowania informacji.

Przez filtr otoczenia rozumiem „mechanizm” utrudniający docieranie do jednostki innych informacji czy innych interpretacji niż te, które dominują w otoczeniu. Gdy wszyscy wokół mnie zwracają uwagę na łajdactwa Iksa i nigdy nie wspominają o jego szlachetnych cechach, to moja opinia o nim będzie coraz bardziej „pogłębiona” i coraz bardziej jednostronna. Podobnie z opiniami o partiach, władzach, społecznościach i państwach. Przed wojną krążyły informacje o potędze Francji; podobno niektórzy nasi sztabowcy powątpiewali w zdolność francuskiej armii do skutecznego uderzenia w razie hitlerowskiej inwazji na Polskę, ich głosy jednak nie mogły się przebić przez mit wiary w potęgę sojuszniczki.

Filtr otoczenia działa także przez zastraszenie. Odwaga cywilna polega między innymi na stawianiu czoła nawet przyjaciołom, gdy z entuzjazmem podają informacje wątpliwe lub wręcz fałszywe. Tym bardziej odwagi takiej wymaga trwanie przy prawdzie w obliczu tłumu, który gwizdami przyjmuje wiadomości i opinie nie po swojej myśli.
   
Kumulacja zniekształceń zachodzi wtedy, gdy wiadomość przepływa przez kilka „stacji przekaźnikowych”. Klasyczne doświadczenie: proszono studenta, by przerysował wizerunek sowy i podał go koledze, który też miał go przerysować; w ten sposób „sowa” przeszła przez osiemnaście osób, z których każda widziała tylko rysunek poprzedniczki; w końcowej wersji sowa przerodziła się w kota. Jeśli tak bardzo może się zmienić obrazek neutralny, to cóż dopiero nieobojętny, a przechodzący przez szereg jednakowo nastawionych „stacji przekaźnikowych”, , z których każda w nim coś łagodzi, albo uwypukla, coś ujmuje, albo dodaje. (...)  Czy pomoże glos lepiej poinformowanego, który zakwestionuje prawdziwość tych wiadomości? Co może jeden głos przeciw lawinie! Dodajmy, że owa pierwsza wiadomość może być tylko domysłem albo bujdą, nie przeszkodzi jej to w nabieraniu rozpędu i rozmachu.   

* 
Powiedziałem w tym rozdziale, że za braki i wady poinformowania mogą być odpowiedzialne, oprócz okoliczności zewnętrznych, warunki wewnętrzne a w szczególności:

lenistwo, jako że zadawala się informacją niewystarczającą;

dynamika, jako że nagli do pochopnych działań;

nadmiar pewności siebie, a także nadmierna pewność poglądów i decyzji, jako że skłania ona do lekceważenia informacji sprzecznych z wyznawanymi poglądami lub kwestionujących słuszność podjętych decyzji;

pod wpływem obaw człowiek pomniejsza albo wyolbrzymia pobudzające go informacje;

nienawiść zaostrza postrzeganie  i skłania do wyolbrzymiania informacji oczerniających znienawidzonego, a utrudnia dostrzeganie lub pomniejsza informacje, które dobrze o nim świadczą;

szczególnie duży wpływ na dopływ, odbiór i wypaczanie informacji mają sympatie i antypatie zbiorowe.

Umysł nie dość otwarty   ………   62

Ignorancja to najmilsza na świecie nauka, jako że nabywa się bez wysiłku i nie wtrąca w melancholię.
Giordano Bruno

Bezmyślność   ………   62

Bezmyślni, dla których nie ma znaków zapytania, i bezmyślni, którzy mają odpowiedź na wszystko.

W latach siedemdziesiątych Huta Stalowa Wola skonstruowała w kooperacji z amerykańską firmą potężny ciągnik, który okazał się nieprzydatny, bo nie produkujemy potrzebnego doń zestawu maszyn rolniczych. Bezmyślność? Tak, kierownicy huty nie pomyśleli, że przed przystąpieniem do prac nad ciągnikiem-gigantem trzeba zebrać informacje o jego zastosowaniu.

Udzielono kredytu zagranicznemu importerowi, bez sprawdzenia jego już obciążonego konta. Bezmyślność?... (...)  Przytaczam te przykłady bezmyślności, bo można ich było uniknąć dzięki tylko zastanowieniu się nad tym, jakie informacje należy zebrać, by nie popełnić błędu. Jednak w innych przypadkach samo zastanowienie nie wystarcza. By informację znaleźć, przyjąć, zrozumieć, ocenić, wyciągnąć  z niej wniosek i zgodnie z nim postępować, konieczne są, poza inteligencją, wiedza i doświadczenie.  Dowiaduję się o położeniu podwodnego wybrzuszenia terenu w jeziorze – nic mi po tej informacji, jeżeli nie wiem, że na stoku takich wybrzuszeń lubią się czaić szczupaki; szukając ich w czystej głębi na środku jeziora, okażę nie bezmyślność, a brak doświadczenia i wiedzy.       

Bezmyślność kosztowna (a jakże częsta!): podejmowanie ważnych, nieraz życiowych decyzji bez zebrania istotnych informacji... (...)

Człowiek inteligentny, nabywając wiedzę, uświadamia sobie obszary swej niewiedzy, lecz mało inteligentny lub ten, który zdołał sobie przyswoić ledwie szczupły zasób informacji, łatwo popada w zadufanie, sądzi, że wie bardzo dużo, może wszystko, czego potrzebuje. Nie myśląc, nie uświadamia sobie złożoności konkretnych spraw i ogólnych zagadnień. Nierzadko nawet powtarza: „to takie proste”.(Świat kolorów jest nadzwyczaj prosty dla kogoś, kto ich nie widzi). W rezultacie, jakże często rozbija się o przeszkody, których nie dostrzegł.

Ignorancja ignorancji   ……..   64

Nie wie, że nie wie, iż nie wie.

    Jeśli wiem, że nie wiem - pół biedy. Najgroźniejsze są te luki, których nie dostrzegam. Powtarzam - istotnym powodem błędów z niedostatku poinformowania jest nie tyle sam niedostatek, ile przekonanie opiniodawcy czy decydenta, że ma dane godne zaufania i wystarczające dla wyrobienia sobie sądu lub podjęcia działania.
   
Ignorancja ignorancji to przeważnie brak wiedzy przygotowawczej, brak wiedzy o wiedzy niezbędnej dla uniknięcia błędu w danej sytuacji... Dyrektor przedsiębiorstwa musi wiedzieć, jakich informacji stale wymagać...; lekarz musi wiedzieć, jakich danych potrzeba..; pedagog musi wiedzieć...  Jeśli każdy z nich jest dobrze przygotowany do swej pracy, to w wielu sytuacjach zdaje sobie sprawę z tego, że wie za mało.

Im więcej kto z nas umie,
tym bardziej wie, jak mało
i łatwiej to rozumie,
im więcej kto z nas umie.

Remigiusz Kwiatkowski.

    W skali najszerszej: wielomiliardowe straty były spowodowane między innymi tym, że - widocznie - decydenci nie znali, a łudzili się, że znają stan i potrzeby gospodarki naszego kraju.
   
Odnotować jeszcze trzeba brak i nieświadomość braku informacji o błędach typowych dla danej działalności lub na danym stanowisku. Mówi się, że każdy człowiek popełnia błędy, ale tylko głupiec je powtarza. Parafrazując to zdanie: w każdej instytucji, w każdym przedsiębiorstwie i systemie zdarzają się błędy, ale tylko w złej organizacji powtarzają się te same. Dlaczego? Bo nikt nie przechowuje i nie przypomina wiedzy o popełnionych błędach i ich przyczynach...
   
Z ignorancji ignorancji - zadawalanie się ryzykownymi uproszczeniami, prawdami częściowymi i niedostrzeganie luk w posiadanych informacjach. Wiedzy i doświadczenia wymaga na przykład wystrzeganie się pochopnego wnioskowania z danych liczbowych. Mówi się, że za pomocą statystyki można wszystkiego dowieść - tak, ale tylko laikowi, który nie uprzytomni sobie przemilczanej części prawdy. (...)
   
I drugi przykład: „Więźniowie, którzy odsiedzieli długoletni wyrok, rzadziej z powrotem trafiają za kraty niż drobni przestępcy. Czytelnik mógłby z tej statystyki wywnioskować, że to surowość kar zapobiega recydywie, ale opuszczający  więzienie po dziesięciu czy dwunastu latach są dużo starsi, a wśród osób starszych jest mniej przestępców niż wśród młodych”.  

Ignorancja ignorancji sprawia miedzy innymi, że zadawalamy się prawdami częściowymi. Im więcej kto z nas umie, tym lepiej to rozumie.

Nieznajomość źródeł informacji   ……..   66

Wiedzieć, kto może wiedzieć.

Obok ignoranta, który nie wie, stoi ten, któremu brak wiedzy o źródłach potrzebnych informacji, nie umie ich szukać, może nawet nie wie, że istnieją. Nie umie – z bezmyślności albo z braku informacji o informacji.
...
Zarówno ignorancja ignorancji – w tym tolerowanie istotnych luk – jak i nieznajomość źródeł grozi zwłaszcza wtedy, gdy znajdujemy się w obcej dla nas sytuacji i gdy paramy się nowym dla nas zagadnieniem. Wtedy też, jeszcze silniej niż zwykle, ulegamy wpływom dawno żywionych lub aktualnie nam sugerowanych stronniczych nastawień.

Lekceważenie informacji ze względu na źródło   ………   67

Była w różowym szlafroku z frędzelkami;
nie mogłem serio traktować tego, co mówi.

    Zlekceważenie wiadomości przez nieufność do jej źródła. Wojna. Że Niemcy uderzą na Norwegię (1940 r.) można było mieć pewność co najmniej na dzień przed inwazją, dzięki sygnałom odebranym przez pewnego studenta na falach krótkich. Student przekazał informację wyższemu oficerowi marynarki brytyjskiej, ale ten nie podał jej dalej. Nawet jeśli sam uwierzył studentowi, to jednak wiedział, że admiralicja nie wyda nowych rozkazów na podstawie nie udokumentowanego i nie profesjonalnego doniesienia.
   
Poza opinią o kompetencji źródła, ocena wiarygodności pochodzących z niego informacji zależy od emocjonalnego stosunku do tego źródła. Jak sympatia wzmaga łatwowierność, tak antypatia zaostrza sceptycyzm. W skrajnych, choć wcale nierzadkich przypadkach nie daję wiary żadnej informacji pochodzącej ze znienawidzonego źródła. We Francji psycholodzy stwierdzili, że komuniści na ogół nie wierzą informacjom podawanym przez prasę prawicową, a konserwatyści sądzą, że „L’Humanité” (dziennik komunistyczny) zawsze kłamie. 
   
Nieufność do źródła bywa uzasadniona... i nie uzasadniona. Ten drugi przypadek zachodzi choćby wtedy, gdy uznaję źródło niewiarygodne właściwie tylko dlatego, że przynosi mi wiadomości sprzeczne z moimi życzeniami lub oczekiwaniami, dysharmonizujące z moją wiedzą, krzyżujące moje plany. „Nie ma nabywców na naszą produkcję?! - To niemożliwe! Mam tu raport o zapotrzebowaniu, który kazałem zrobić przed jej uruchomieniem. Ty po prostu nie umiesz sprzedawać”.
   
Nieufność do źródła nie uzasadniona pochodzi nierzadko z uogólnienia jednego lub nawet kilku zawodów. „Ja żadnej kobiecie nie wierzę”, deklaruje M., który dwukrotnie kochał się w niezbyt prawdomównych pannicach. Nie wierzy on także swemu bliskiemu znajomemu, bo ten kiedyś niechcący przekręcił treść ważnego dla M. rozporządzenia.  

Złudzenie rozumienia  ……..   69

Aha!

Zmyłkowe  wrażenie rozumienia zdań zawierających słowa-ogólniki, których sens jest tylko pozornie jasny: „Cierpienie sprzyja rozwojowi”. Jakie cierpienie, jakiemu rozwojowi? Czy bóle brzucha sprzyjają rozwojowi logicznego myślenia?  Nerwowe dzieci są na ogół zdolniejsze od nienerwowych”.  Co to znaczy „nerwowe”?  I co to znaczy zdolniejsze? Może tylko dzieci te są wrażliwsze, silniej reagują na wszystkie bodźce?

Słowo nieraz pozoruje informacje lub objaśnienie, a my przyjmując je, pozornie rozumiemy:  „Co to jest nenufar?”  „taki grzybień” – brzmi odpowiedź i zadawalam się nią, choć nie wiem, co to jest „grzybień”.
   
Przypomina mi się Moliér:
    -  Dlaczego
opium usypia?
    -  Dzięki swojej soporyficznej właściwości. 

    Złudzenie rozumienia lub opanowania umiejętności, gdy ono jest tylko słowno-myślowe. Potrafię płynnie wyliczyć czynności, które należy wykonać, by zmienić kierunek żaglówki, lecz myliłbym się sądząc, że potrafię nią manewrować. Przestudiowałem książkę o uczuciach, lecz myliłbym się sądząc, że je rozumiem (zwłaszcza jeśli nie przeżyłem żadnej namiętności, jeśli nie usiłowałem „przemawiać do rozsądku” szaleńcom, fanatykom, prorokom lub rozwścieczonym żołnierzom). Co innego znaczy: „rozumiem, na czym polega błąd myślenia życzeniowego, bo przeczytałem o nim”, a co innego: „rozumiem ten błąd, bo go sam popełniłem, przecierpiałem konsekwencje i... powtórzyłem”.              

Postęp w nauce zaczyna się od odkrycia: „tego nie rozumiem”. Kto rozumie, że nie rozumie, ten rozumie więcej od tego, kto nie rozumie, że nie rozumie.

Analogicznie do przeświadczenia:  „wiem”, choć nie wiem, złudzenie rozumienia  (tak samo jak rozumienie opaczne) powoduje więcej błędów niż niezrozumienie uświadomione. Jeśli czuję, że nie rozumiem słowa w tłumaczonym tekście, szukam go w słowniku; jeśli nie jestem pewny, czy dobrze zrozumiałem polecenie, proszę o powtórzenie go; jeśli instrukcja jest dla mnie chińszczyzną, nie biorę się do reperacji mechanizmu. Ale jeśli jestem pewny, że rozumiem...

Gdy wiem, że nie wiem, gdy rozumiem, że nie rozumiem, wtedy albo powstrzymuję się od opiniowania czy decydowania, albo gotów jestem skorygować powziętą opinię czy decyzję;  kiedy zaś ulegam złudzeniu, że wiem i rozumiem, śmiało brnę w błędy.

Opaczne rozumienie   ………   71

- W koszuli ! Kochana!
- Nie, to suknia.

Zobaczenie czegoś, czego nie ma.  Na seansie spirytystycznym na skutek oczekiwania, że zobaczę ducha  w słabym świetle czerwonej lampki, „widzę zjawę” – a to tylko wybrzuszenie firanki i jej lekkie poruszenia. Gdy naoczny świadek przysięga, że widział jak się poruszały usta na portrecie, nie ma powodów sądzić, że kłamie, choć i nie ma powodu wierzyć mu, że te usta rzeczywiście się poruszały. Wyobraźnia modyfikuje odbierane sygnały. Powtarzam: na to, co widzimy i słyszymy, składa się nie tylko bodziec zewnętrzny, ale i jego przeróbka wewnętrzna. Na przeróbkę wpływają własne oczekiwania i sugestie otoczenia. Zwłaszcza gdy sygnał jest niewyraźny, albo niepełny. Uzupełnianie przez wyobraźnię odbieranych niekompletnych wrażeń jest niemal regułą. Ponadto nawet dokładnie usłyszany lub zaobserwowany sygnał noże zostać źle zrozumiany, wywołać niewłaściwe skojarzenia. Przedstawię zagadnienie samymi przykładami:

Turyści w Bieszczadach rozmawiali o wilkach. Czy rzeczywiście gromadzą się w wysoce zorganizowane stada? Czy rzeczywiście atakują ludzi? Czy słusznie się je tępi? Nagle... tak, wilk! Zmartwieli. Zmartwiał ze strachu nawet turysta, który „z całą pewnością wiedział”, że wilki ludzi nigdy nie atakują. Wilk zbliżył się do nich i też stanął. Stał i patrzył. Oni też patrzyli. Wilk tylną łapą podrapał się w ucho. Może z zakłopotania. Z turystów nikt się nie podrapał, ale jeden gwizdnął. Wtedy „wilk” zamerdał ogonem... Turyści mieli okazję dobrze się przyjrzeć zagradzającemu im drogę stworzeniu. Jego obraz był wyraźny, ale fałszywie zinterpretowany.
   
Sąsiadka niosła coś na zakrytym talerzu. Była dość blisko. „O, dziękuję pani” – zawołała druga sąsiadka sądząc, że to faworki. „Za co? – dziwi się kobieta – Przyniosłam mięso z prośbą o schowanie do lodówki, bo moja w reperacji”. „A ja...” – sąsiadka nie kończy, bo przecież nie powie, że spodziewała się faworków za przepis, który onegdaj jej dała. (Ściślej: mówię już o interpretacji spostrzeżeń).
   
Bardzo stare opowiadanie Chińczyka...
  
Pewien człowiek zgubił siekierę. Podejrzewając o kradzież syna sąsiada, zaczął go obserwować. Syn sąsiada chodził tak, jakby ukradł siekierę, miał taki wyraz twarzy, jakby ją ukradł, jego ruchy, postawa i wszystko co robił, było takie, jak u człowieka, który ukradł siekierę.
   
Aż któregoś dnia właściciel zgubionej siekiery odnalazł ją przypadkiem w rowie. Nazajutrz znowu zobaczył swego sąsiada. Nie spostrzegł w jego ruchach ani zachowaniu nic takiego, co jest właściwe złodziejom siekier”.
   
Historie się powtarzają. (...)
    ... –
Dobrze mówi Ewa. – Już mają fotografię tego mordercy. Rzeczywiście, wygląda jak morderca. Tylko, że fotografia przedstawiała nie mordercę, lecz jego ofiarę.
   
Fałszywie rozumiane bywają nie tylko spostrzeżenia z życia, ale także z lektury. „Dziewięćdziesiąt procent mężów i żon – mówię w towarzystwie – pozwala sobie na tak zwaną niewierność. Przynajmniej w Czechosłowacji”. „To niemożliwe”. „Tak pisze Miroslav Plzák. Czytałem na własne oczy. Zaraz wam pokażę”. Znajduję książkę i czytam: „Tylko około dziewięćdziesiąt procent małżeństw nie splamiło się niewiernością*. „Widzicie” – mówię triumfalnie. I głupio mówię. Bo autor pisze o 90 procentach małżeństw a nie jednostek. Innymi słowy, w 90  procentach małżeństw przynajmniej jednej ze stron zdarza się stosunek  pozamałżeński. Jeśli „zdradza”  tylko jedna strona, to jednostek jest dużo mniej. Źle odczytałem tekst Plzáka i wygłosiłem twierdzenie równe efektowne, jak fałszywe.
(
Na marginesie: przeczytałem i zrozumiałem, że nie rozumiem dlaczego 90% tych, którzy „nie splamili się niewiernością”, zostało uznanych za niewiernych. Nie mam też ochoty szukać źródeł, żeby samemu dojść, co Plzák faktycznie napisał lub chciał napisać, i ile tam faktycznie jest wiernych i niewiernych małżeństw/jednostek. Natomiast, że często coś tam się przekręca w opowiadaniach, jest rzeczą oczywistą i nagminną. Trzeba po prostu analizować sprawy najistotniejsze. Wszystkiego nie da rady. Podobnie z prostowaniem – często w ogóle nie warto, jeśli „przekręty” są nieszkodliwe. Anonimus). 

   
I przykład poważniejszy: Pani S., ilustrując „w jakich to czasach żyjemy”, opowiada podniecona, że rozstrzelano żołnierza, który odmówił wykonania rozkazu egzekucji. Nie wierzę. „Zaraz ci przeczytam” – mówi pani S., szuka w czasopismach, znajduje i czyta: „Otto Schick, Austriak, został rozstrzelany za odmowę uczestniczenia w plutonie egzekucyjnym”. Było to w 1942 r.!  Choćby dobrze wiem, jak bardzo potrafimy zniekształcać odbierane informacje, to tym razem byłem zdumiony, że inteligentna kobieta mogła aż tak przeinaczyć idealnie jasny tekst.
                      
W powyższych przykładach dadzą się wyodrębnić dwa stopnie błędów. Pierwszy:, to co widzę, nie jest tym, na co patrzę (widzę wilka, choć patrzę na psa) i podobnie to, co słyszę, nie jest tym, co mi mówią, albo czytając, rozumiem coś innego, niż napisał autor. Drugi: to, co prawidłowo odbieram, fałszywie sobie interpretuję (jest ogonek, widzę długą kolejkę ludzi, lecz nie na mnie czekają). Jest jeszcze trzeci stopień; błędy z wnioskowania z właściwie odebranych i właściwie zrozumianych sygnałów, ale wnioskowanie nie jest tematem tej książki.

----------
*
M. Plzák: Strategia i taktyka w miłości. Warszawa 1973.

Mylenie słowa z rzeczywistością   ………   75

Na przykład diabeł.

Złudzenie:  jest słowo, więc musi być odpowiadająca mu rzeczywistość. Na przykład diabeł (Co prawda, jeśli się rozejrzymy...).

Potraktujmy rzecz umownie
I nie bierzmy słów dosłownie
Lech Niekrasz

Człowiek wykształcony sądzi czasem, że skoro nazwał, zakwalifikował i „zaszufladkował” jakiś przejaw wielorakich osobliwości życia, to już go zrozumiał, już się z nim uporał. Dzięki sformalizowaniu języka łatwiej chronić się przed błędem logicznym, ale łatwiej też popełnić błąd rzeczowy.

W rozrzedzonym powietrzu abstrakcji mistrzowie i ich uczniowie ulegają złudzeniu, że to, co ładnie rozwiązuje się i ładnie wygląda na papierze, będzie tak samo ładnie rozwiązywać się i wyglądać w realizacji. Przebogate zjawiska życia redukują błąd zbytniego upraszczania – do prostoty paru wzorów. Swobodnie nimi manipulują. Logiczno-formalna lub matematyczna postać spekulacji (powiedzmy ekonomicznych) budzi zaufanie. Przystępują do działania, a tu ...  „pospolitość skrzeczy”, „rzeczywistość trzeszczy”, „człowiek w ogóle” okazuje się konkretną ludzką jednostką i to, co zgadzało się na papierze, nie chce zgodzić się w życiu.

Myśl w koleinie słów   ………   76

Obracać kołami, które się zaryły.

    Stanisław J. Lec  przestrzegał,  że myśl w koleinie jest myślą wykolejoną. Każde słowo jest maleńką koleiną, utrwalony związek słów – większą koleiną, język – systemem kolein i klasyfikacji. Raz wyżłobione koleiny-klasy trwają. Człowiek łatwo przyswaja sobie informacje, gdy dają się przypasować do znanych mu kolein-klas, trudno, gdy się przypasować nie dają. W ten sposób język, magazynując i przekazując wiedzę, wzbogaca nas, a zarazem zubaża. Zubaża postrzeganie, bo każe widzieć rzeczywistość przez określony i ograniczony system pojęć.
   
Słowo-nazwa umieszcza rzecz w klasie-przegródce. Każdą oddzielnie. Nas przykład dorośli po jednej stronie, a dzieci po drugiej. Tak jakby można było wykreślić linię graniczną między jednymi a drugimi. A takiej linii wykreślić nie można i to nie tylko dlatego, że nie da się ustalić wieku, w którym dziecko i nastolatek staje się dorosłym, i nie tylko dlatego, że jest kilka kryteriów dorosłości, ale i dlatego, że w dziecku są – i jest coraz więcej – cech dorosłego, a w prawie każdym dorosłym są cechy dziecinne. To oczywiste, a jednak często myślimy i postępujemy tak, jakby dziecko było tylko dzieckiem, a dorosły tylko dorosłym.   
   
Tworzone przez słowa myślowe przegródki są jeszcze o tyle zmyłkowe, że raz ustawione, powiedzmy w umysłach starszych osób, sztywno stosują tam, gdzie je postawiono, a życie przesuwa znaczeniowy zakres słów. Nie tak dawno luksusem były lodówki, pralki i wyjazdy na narty, super luksusem – samochód i wyjazd za granicę...  Pięćdziesięcioletni rodzice mówią o luksusowych wymaganiach swoich dzieci, a one nie rozumieją, o co rodzicom chodzi...

Słowa nadają kształt i znaczenie temu, co widzieliśmy, a nawet temu, co aktualnie widzimy, słyszymy, czytamy. Klasyczne doświadczenie:  Pokazano film z zaaranżowanym wypadkiem samochodowym. Po filmie podzielono widzów na trzy grupy. W pierwszej pytano, z jaką szybkością jechał samochód, gdy nastąpiła kolizja;  w drugiej – z jaką szybkością jechał samochód, gdy nastąpiło zderzenie;. w trzeciej – z jaką szybkością pędził samochód, gdy nastąpiła katastrofa. Dodatkowo pytano, czy doszło do zbicia szyb. Choć w rzeczywistości żadna szyba nie była zbita, wiele osób „pamiętało”, że „szyby poszły”, a najwięcej tych osób było w grupie trzeciej.
Inne: Proszono kilku krytyków o porównanie nagranej na taśmie gry amatora z grą zawodowego skrzypka. Krytycy chwalili amatora, choć dostrzegli  w jego grze niedociągnięcia, których w grze zawodowego skrzypka nie było. W rzeczywistości oba koncerty grała ta sama osoba.  

Związani związkami słów   ………   78

Słowa – przyciasny uniform myśli.

Zbaczam z tematu, lecz skoro mowa o psikusach języka, mam ochotę zapytać, dlaczego uczeń napisał, że Adam Mickiewicz zakochał się w Maryli Rodowicz, a inny, że giaur nie był zakonnikiem, bo nie złożył ślubów panieńskich?  Dlatego, iż nawet dzieciom raz skojarzone słowa dalej same się kojarzą. „Maryla” związało się z Rodowicz”, a  „śluby” z „panieńskimi”. A skojarzone słowa wiążą myśl.

Malutka skala codziennej obserwacji. Pani W. mówi zdaniami, które kiedyś sobie przyswoiła i tyle razy powtórzyła, że wskakują jej na język przy każdej sposobności, a nawet niezbyt sposobnej okazji. Przyswoiła je sobie ongi, gdy nie umiała krytycznie myśleć.  Wpadły jej w ucho od kogoś, kogo wówczas uważała za autorytet. Może ten ktoś rzucił je żartem?  Teraz są tak wkorzenione, że nie zastanawia się nad ich treścią. Zawsze gdy mowa o doskonaleniu człowieka, o walce z wadami i nałogami, paple swoje:  „ideał byłby tak nudny, że nikt by z nim nie wytrzymał”. Raczej trudno wytrzymać z takim gadaniem.

(...)  Czekać trzeba cierpliwie, aż po
pewnym czasie
nowy frazes papudze
w pamięć wbić znów da się.
Jakkolwiek rzecz ta Kształtu Sztuki
nie odmieni,
frazes jednak wystarczy, by Myśl
diabli wzieni.
Stanisław Wyspiański


Utrwalone związki słów automatycznie powtarzane od pokoleń. Wyrażenie: „Ludzie nie są tym, czym się wydają”? Co to znaczy?  Albo znów, oświadczamy, jako rzecz oczywistą, że natura ludzka nie zmienia się. Czy jednak jaskiniowiec, który wsłuchiwał się tylko w szmery i ryki, rzeczywiście miał podobną psychikę do entuzjasty muzyki kameralnej? Czy, by nie sięgać tak daleko, dziadek, który żył w kurnej chacie i co dzień kilkanaście godzin pracował fizycznie, ma taką samą naturę, jak jego wnuczek, pracownik Instytutu Badań Literackich? Zależy co nazwiemy naturą. Właśnie. Ja obejmuję tym pojęciem między innymi rodzaj i siłę  potrzeb, przede wszystkim potrzeb psychicznych, przekonanie o tym, co w życiu ważne i najważniejsze, rodzaj i siłę uczuć, rodzaj i siłę przeżyć intelektualnych, a wreszcie gotowość i wstręt do pewnych czynów. Obawiam się, iż nasz pradziad z kurnej chaty żwawo podrzuciłby wiązkę chrustu pod stos heretyka (np. takiego, który słowa Biblii brał za bardzo lub za mało dosłownie) i mam delikatną nadzieję, że jego praprawnuk, pracownik Instytutu Badań Literackich, postarałby się...: takiej sytuacji uniknąć

A co nad język gorszego
Wszystkim ludziom mierzieńszego?
(...)  i
cokolwiek ludziom szkodzi
Wszystko z języka pochodzi.
Biernat z Lublina  

Nie, nie ma sensu zastanawianie się nad tym „co nad język gorszego”; jest on narzędziem, które daje się używać do godnych i niegodnych celów. Jedno jest pewne: skoro myśl sprzęgnięta jest z językiem, czuwanie nad tym, jak mówimy i piszemy, nie tylko przydaje urody formie, ale także doskonali treść.            

Niewłaściwe metody i mierniki   ………   80

Zasłużył sobie na tytuł profesora – trzydzieści kilo rozpraw!

Każdy socjolog wie, że jeśli, że jeśli będzie ankietować tylko osoby, których adresy znajdzie w książce telefonicznej, to zebrane informacje nie będą reprezentatywne dla całego społeczeństwa. Każdy ekonomista wie (czy na pewno?), że jeżeli za miernik sprawności czy wydajności fabryki przyjmie tylko tonaż produkcji, to nie otrzyma godnej zaufania informacji. Polityk społeczny, studiujący warunki pracy, nie zawęzi zagadnienia do godzin spędzonych w fabryce, nie pominie czasu spędzanego na dojazdach itd. Zależnie od stosowanych metod i mierników zmienia się obraz rzeczywistości, zbliża się do pełnej prawdy, albo od niej oddala.

Znowu przestroga przed informacjami wyrażonymi w liczbach – mogą one wprowadzić w błąd przez to, że liczba budzi zaufanie. Ale skąd biorą się liczby? Często wcale nie ze ścisłych obliczeń. (na marginesie: ścisłe obliczenia, szczególnie w ekonomii, statystyce itp., bardzo często dają nieprawdziwe wyniki, np. jeśli dane wyjściowe były fałszywe, źle dobrane lub tylko nie ścisłe. Anonimus). Albo przedstawiają nie to, co mają przedstawiać. „Płodny umysł, tyle artykułów!”  Ale może tylko powielał badania, wstawiając aktualne liczby w niezmienne tablice?  Zastraszający wzrost nerwic” – ile razy to zdanie słyszałem! Zdanie poparte statystyką. Lecz im więcej jest neurologów, im więcej poradni dla nerwowo chorych, tym więcej rejestruje się takich chorych. Zwłaszcza, jeśli dużo mówi się o nerwicach i każdy, kto od czasu do czasu odczuwa przyspieszone bicie serca, lęk lub duszność, pędzi do neurologa i przekonuje go, że ma nerwicę. Można lekarza przekonać? Można, bo kryteria choroby nerwowej są bardzo elastyczne. Na 177 000 przebadanych mieszkańców Nowego Jorku uznano za nerwicowych 85%. Tak damo badania przeprowadzone w 1952 r. w centrum Manhattanu wykazały istnienie „wyraźnej psychopatologii” u 80% badanej populacji. Czy to na skutek stresu wywołanego zamieszkiwaniem w tej metropolii? Nie, raczej w rezultacie stosowania  takiego, a nie innego testu.

Niebezpieczeństwo rutyny   ………   82

Już trzydzieści lat w tym pracuję, a ty mi mówisz...

Obok ignorancji i braku doświadczenia – niebezpieczeństwo właśnie z wiedzy i rutyny. System oczekiwań działa jak filtr.
Z wiedzy i rutyny – zakorzeniona konstrukcja schematyzowania lub punkt widzenia. W dobie specjalizacji coraz bardziej znacząca staje się przypowieść o niewidomych, z których każdy obmacywał inną część olbrzymiego cielska, po czym daremnie usiłowali uzgodnić swoje wyobrażenie słonia. Inaczej widzą państwo i jego problemy ideolodzy książkowi, inaczej organizatorzy przemysłu, inaczej działacze związków zawodowych, inaczej rolnicy. Podobnie w przedsiębiorstwie...

Dalsze niebezpieczeństwo nie tyle rutyny, co przyzwyczajenia polega na skłonności do traktowania wszystkiego według jednej, utartej już normy: „zawsze tak myślałem”, „zawsze tak na to patrzyłem”, „zawsze...”  To „zawsze” jest potężnym, choć na ogół przemilczanym argumentem przeciw każdemu „inaczej”. A bez „inaczej” nie ma postępu. Stąd rada, by nie darzyć takiej normy bezgranicznym zaufaniem. Nawet warto czasem nieufnie odnieść się do tego, co zdaje się  najbardziej zgodne ze zdrowym rozsądkiem i oczywiste. Dlaczego? Dlatego, że jako zgodny ze zdrowym rozsądkiem uznajemy dotychczasowy sposób postępowania, a za oczywistą poczytujemy taką interpretację doznań, sygnałów itp., jaką dotąd nasze otoczenie i my sami uważaliśmy za jedynie możliwą.      

Oczekiwane i nieoczekiwane   ………   83

Jednak z jasnego nieba pioruny nie biją.

Przeoczenie przez nieoczekiwaną postać rzeczy. Żona szukała rumu. Na półce. „Nie ma” oświadczyła z rozpaczą, bo właśnie potrzebowała go do tortu. „Musi być”. „Ale nie ma. Ktoś go wziął”. „Niemożliwe”. Zaglądam na półkę i od razu rum znajduję. Dlaczego żona go przeoczyła? Dlatego, że przez rok był w płaskiej butelce, więc szukała płaskiej, była nastawiona na płaską, a nowa była okrągła.

Informację nieoczekiwaną trudniej i gorzej odbieram od oczekiwanej, a przecież często przedstawia większą wartość.
...
Oczekiwanie może przeinaczyć obraz rzeczywistości.
...
Reguła ogólna: postrzeganie jest ukierunkowane i zabarwione dawniej przyswojonymi koncepcjami, wiedzą i doświadczeniem; to one usiłują cenzurować treści wpływające do świadomości.

Lekceważenie informacji nie po myśli   ………   85

Jestem stronniczy? Być może, ale to dlatego, że słuszność jest po mojej stronie.

Daremnie  Jan Kochanowski pouczał : „Masz przyjąć i to, co nie g’myśli było”. To, co mi nie „g’myśli”, staram się  odrzucać tak, jak wypluwam niespodziewanie gorzki orzech.

Nawet mało prawdopodobną informację, która mnie usprawiedliwia, upoważnia do robienia czegoś, co chcę robić, przyjmę prędzej, niż bardzo prawdopodobną, która by mnie zobowiązała do robienia czegoś, czego robić nie chcę. Ignorancja bywa grubym murem chroniącym mój egoizm, a zarazem dobrą o sobie opinię.

Janusz Reykowski zauważył, że „...człowiek, któremu bardzo zależy na sukcesie, nie docenia niebezpieczeństwa, czasami okazuje się wręcz ślepy na sygnały zbliżającej się klęski (...)”*.  Ma się rozumieć, że te słowa odnoszą się nie tylko do sukcesów osobistych, ale także do wielkich przedsięwzięć społecznych.

Nie po myśli są na przykład informacje rzucające cień na naszą pracę, albo takie, których przyjęcie nakazywałoby zmianę aktualnego czy zamierzonego postępowania. Profesor A nie potrafił uznać, że projekt asystenta jest lepszy od jego własnego, którego wady jurorzy łatwo dostrzegli. B. gwarantował trwałość kolorów i nie dostrzegł, że płowiały.     

Informacje sprzeczne z nastawieniem albo takie, które mogłyby zamazać czarno-białe widzenie rzeczywistości, źle są przyjmowane jeszcze dlatego, że chcemy mieć wyraźny i prosty jej obraz, wiedzieć, „czego się trzymać”, mieć jednoznaczny kierunkowskaz. Gdy się już zaangażowaliśmy, nie chcemy dopuścić do siebie wątpliwości co do sensu i słuszności tego, co robimy...      

* 
J. Reykowski: Motywacja, postawy społeczne a osobowość. Warszawa 1979.

Sprzeczne z poglądem   ………   86

Nawet słuchać tego nie chcę!

Nie po myśli są oczywiście informacje sprzeczne z wyznawanym poglądem lub z podjętą już decyzją. Idealnie rzecz biorąc, szukanie informacji powinno poprzedzać krystalizację opinii-postawy, zazwyczaj jednak człowiek wyrabia sobie pogląd, zanim zbierze uprawniającą do niego liczbę pełnowartościowych informacji, a po wyrobieniu sobie (na niepewnej bazie) zdania czy postawy gorzej widzi, gorzej słyszy wszystko, co mogłoby nim zachwiać.

„Gdyby ludzie byli nieukami – to znów glos Diderota, francuskiego filozofa z XVIII wieku – tylko dlatego, że się niczego nie nauczyli, można by ich jeszcze oświecić, ale w ich oślepieniu jest metoda. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie chcą wiedzieć. Można wywieść z błędu tego, kto popełnia błąd niechcący, ale z której strony dotrzeć do człowieka broniącego się przed zdrowym rozsądkiem?”  Właśnie!!!

To prawda, że wiele celnych myśli, nawet odkryć naukowych zawdzięczamy uogólnieniu tylko jednej obserwacji, lecz naukowo-krytyczne myślenie wymaga, by po chwili inspiracji nastąpiła faza krytycznej weryfikacji, podczas której rzetelnie szukamy faktów mogących świadczyć przeciw naszej koncepcji. Tak powinno być, ale w praktyce niechętnie rozstajemy się ze swoimi pomysłami, bardzo nie lubimy zmieniać zdania i dlatego z mieszanej  masy  informacji najskwapliwiej wyławiamy te, które je potwierdzają. Świadomie lub nieświadomie przymierzamy nowe informacje do starych „szufladek”. Pasują czy nie pasują?  Jeśli nie pasują, grożą wywołaniem wewnętrznego konfliktu, naruszeniem systemu sądów i poglądów. Niechęć, z którą odnosimy się do takich informacji, ingeruje w proces poznawczy tym silniej i tym skuteczniej, im większy jest zasób naszych dotychczas zebranych jednostronnych informacji o danym przedmiocie.
...a także tym silniej, im bardziej zaangażowaliśmy się w reprezentowanie danego poglądu, albo im bardziej związaliśmy z nim poczucie własnej wartości. „Dlatego też – to uwaga Janusza Reykowskiego - uczony, który powiązał swą wartość z określoną teorią, niejednokrotnie staje się ślepy na nowe fakty i broni zaciekle starego ujęcia; akceptacja tego, co nowe, oznaczałaby ruinę dobrego mniemania o sobie, przywiązanego do głoszonych przez siebie poglądów”*  Nie tylko uczony!

Rzeczywiście, trudno jest wykorzenić błąd zastarzały i trudno stosować się do przykazania: podawać w wątpliwość teorię, gdy fakty jej przeczą. Oj, trudno!

Uczyliśmy się o Galileuszu, o tym, że ówcześni uczeni mężowie nawet nie chcieli patrzeć przez jego teleskop i nie chcieli przyjrzeć się jego eksperymentom...  Czterysta lat później socjolodzy badający reakcję Amerykanów na pierwsze lądowanie na księżycu  stwierdzili, że kilkanaście procent ankietowanych... nie uwierzyło, że człowiek postawił nogę na srebrnym globie.

W 1897 roku lekarz Bircher-Benner otworzył w Zurychu  sanatorium, w którym osiągał dobre wyniki, lecząc niektórych chorych dietą surówkową, kiedy jednak przedstawił swoje wyniki na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego, koledzy lekarze obwołali go niepoważnym znachorem. (W owym czasie nie znano witamin, dietetycy zalecali podawanie chorym obfitego jedzenia, zwłaszcza befsztyków i rosołów, a bakteriolodzy nakazywali długie gotowanie owoców i jarzyn celem zniszczenia „zarazków.)  

Tak zwana polaryzacja postaw społecznych ma swoje źródło między innymi w tym, że ludzie czytają głównie to, co odpowiada ich poglądom, słuchają głównie tego, z czym się zgadzają i nawet spotykają się najczęściej z tymi, którzy myślą tak samo jak oni.

W gotową ramę   ………   90

Twoje listy są piękne, ale je wyrzucam, bo ich format nie pasuje do moich teczek.

Nie podchodzimy do rzeczywistości z umysłem otwartym i czystym. Myśli biegną koleinami, ustawiają się w klasy, dopasowują się do ramy. Treści słów i obrazów ulegają przekształceniom. Wspominałem już o nich pisząc, że skłonni jesteśmy widzieć lub słyszeć to, czego w danej chwili oczekujemy. Myśliwy „widzi” w krzakach dzika, a to wiatr poruszył szmatą zostawioną kiedyś...  Interpretacja „pod ramę” jest nieco bardziej skomplikowana. Słyszałem, że Iks nie postawił piwa, choć jemu stawiano. „Skąpiec” – orzekłem. Później usłyszałem, że chciał jechać drugą klasą, choć towarzystwo sugerowało pierwszą. „Skąpiec” pomyślałem z satysfakcją, że informacje pasują do siebie. Wiadomość, że jego dorastające dzieci nie mają nart, przyjąłem z oburzeniem...  Przykro mi było, gdy – wyrażając to oburzenie – dowiedziałem się, że Iks spłaca długi zaciągnięte podczas ciężkiej choroby rodziców. Dopiero ostatnia wiadomość zmusiła mnie do zrewidowania poglądu na postępowania Iksa, wyrwała moją myśl z koleiny.

Błędy z postrzegania lub z interpretowania rzeczywistości tak, by pasowała do gotowej ramy, to rodzaj błędu z patrzenia przez okulary abstrakcji i uogólnień. Zdarza się, że lekarz nie widzi pacjenta, lecz chorobę. Jedną. Że psycholog dopatruje się w osobie, która przyszła po poradę, potwierdzenia teorii swoje szkoły; rozmawia nie z człowiekiem, lecz z potwierdzeniem.

Niebezpieczna, a dość powszechna jest skłonność do szukania w obrazie rzeczywistości tylko dowodów na już wyrobione ogólne koncepcje, już wyznawane teorie.

Doktrynerskie schematyzacje   ………   92

Przyciąć człowieka tak, by pasował do uniformu.

Nie jest naukową żadna teoria, która jest tak zbudowana, że przemawiające przeciwko niej fakty nie mogą jej obalić. Na przykład jednym z filarów freudyzmu jest przekonanie, że córki odczuwają seksualny pociąg do swoich ojców – cóż z tego, że większość córek zdecydowanie temu zaprzecza, freudyści mają gotową odpowiedź: te zaprzeczenia świadczą tylko o zepchnięciu owego pociągu do podświadomości.

Uproszczone schematyzacje „pod ramę” są charakterystyczne dla każdego doktrynerstwa. W czasach, gdy marksizm ulegał wulgarnej symplifikacji, jego wyznawcy wychodzili z założenia, iż naczelną, jeśli nie jedyną, funkcją państw kapitalistycznych jest ułatwianie kapitalistycznego wyzysku i, zgodnie z tym nastawieniem, nie dostrzegali istniejących tam autentycznych tendencji do poprawy bytu mas pracujących (tendencje te nie musiały być inspirowane przez względy humanitarne; zaważyły raczej zabiegi o pozyskanie robotniczych głosów w wyborach, troska o zatrzymanie pochodu komunizmu i zdanie ekonomistów, że jedną z przyczyn kryzysów jest w kapitalizmie nadto nierównomierny podział dochodu społecznego). Z tego stronniczo uproszczonego obrazu rzeczywistości – błędne prognozy: liczono na to, że w państwach kapitalistycznych niedługo i nieuchronnie wybuchną rewolucje.
   
Równie naiwnie myśliciele i politycy kapitalistyczni upraszczali obraz życia społeczno-politycznego w ZSRR w owym czasie. Otrzymując i zapamiętując głównie informacje o terrorze i trudnościach gospodarczych w ZSRR, a nie dowierzając informacjom o wykonaniu pierwszych planów gospodarczych, o sukcesach oświatowych, o entuzjazmie i ideowości budowniczych komunizmu, politycy ci i myśliciele byli przekonani, że ich teoretyczno-dogmatyczny aksjomat: „taki system nie może funkcjonować” znajduje pełne potwierdzenie w faktach. Stąd, między innymi, ówczesny – w latach dwudziestych – bojkot gospodarczy państwa, którego całkowite bankructwo przewidywano i starano się przyspieszyć.
   
Uwzględnijmy jeszcze i to, że im większa masa sprzecznych informacji na dany temat, tym łatwiej dobrać sobie te, które najbardziej odpowiadają nastawieniu. Tragedie Żydów w czasie okupacji miały wiele odmian: obok większości, która nawet nie starała się ukryć, byli tacy, których wydano, byli tacy, których szantażowano, byli tacy, którzy słono opłacali się ukrywających ich i wreszcie byli tacy, którzy trafili na ludzi bezinteresownie ryzykujących życie, by ich ratować. W tej tragicznej historii sporo materiału znajdzie dla siebie każdy, kto zechce dowieść takiej czy innej tezy, a uczciwy i skrupulatny historyk mógłby tylko – ale czy to wykonalne? – pokusić się o wyliczenie proporcji.
   
Z nadmiernymi jednoaspektowymi uproszczeniami spotykałem się w dyskusjach na temat gospodarstwa rolnego. Nadto często dyskutanci zapominali, że efektywność koncepcji gospodarczych nie jest ponadczasowa i ponadprzestrzenna, że zależy od epoki i kraju, od istniejących struktur obyczajowych, myślowych i społecznych.

 (...)
   
Ciekawa rada psychologii praktycznej: wobec skłonności do odrzucania informacji grożących zachwianiem wyznawanych poglądów i postaw jest złą (choć najczęściej stosowaną) taktyką  podawanie informacji z deklarowanym celem zmienienia czyjegoś sądu lub postanowienia. Dużo zręczniej jest wtrącić taką informację jakby mimochodem, może nawet w rozmowie na inny temat i ufać, że dzięki temu  nie wywoła silnej reakcji obronnej... 

*  Powiedziałem w tym rozdziale,  że: 

nieodczuwanie potrzeby informacji – stąd ignorancja – tłumaczy się często bezmyślnością lub brakiem wiedzy o tym, jakie informacje są konieczne dla uniknięcia  błędów w formułowaniu sądów lub podejmowaniu decyzji;

zawinić może także nieumiejętność szukania tych informacji i stosowanie niewłaściwych metod ich zbierania;

poinformowanie bywa niedostateczne, gdy dawniej przyswojone nastawienia, z góry wyrobione poglądy, schematy klasyfikacji, utrwalone koleiny skojarzeń i sprecyzowane oczekiwania utrudniają przyjmowanie „niepasujących” do nich informacji;

obok przekonania „wiem” choć nie wiem, wiodą na manowce przekonania „rozumiem”, choć nie rozumiem, albo „dobrze rozumiem”, choć źle rozumiem;

informacja wyrażona w liczbach zawiera treść uboższą* niż to się wydaje niedoświadczonym.

(*  Treść ta może być bogatsza dla tych, którzy potrafią te liczby dobrze „czytać” i wiedzą, co one naprawdę mogą oznaczać.
Anonimus)  

Zagubienie w masie   ………   96

Kto by uwierzył że w głowie człowieczej,
Gdzie by panować powinien porządek,
Tyle być może niepotrzebnych rzeczy,
I nieład taki, taki nieporządek (...)
Aleksander Dunin-Borkowski

Rosnące zapotrzebowanie   ………   96

Wiedza stwarza zapotrzebowanie na więcej wiedzy.

    Ilość informacji koniecznych dla uniknięcia błędu stale rośnie, dość porównać te, które wystarczały organizatorowi przemysłu sto lat temu, z tą masą, którą musi poznać i uwzględnić dzisiejszy menedżer. Albo porównajmy dane, które przed stu laty wystarczały lekarzowi do postawienia diagnozy z tym zestawem danych, które powinien uwzględnić dzisiejszy klinicysta. Jasne, że im więcej informacji trzeba brać pod uwagę, tym większe niebezpieczeństwo nieuwzględnienia takiej, której pominięcie będzie miało fatalne następstwa.
   
Specjalista powinien wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w jego specjalności, a dzieje się zawrotnie dużo. Wczorajsze postępowe teorie i technologie są dziś przestarzałe. Wczorajsza odkrywcza sprawność jest dziś hamującym postęp rutyniarstwem. Wczorajsza konieczność wyboru jednej możliwości spośród kilkudziesięciu stała się koniecznością wyboru jednej spośród setek. Stąd mnożą się błędy nawet w codziennych drobiazgach....
    
Wyobrażam sobie wybór partnerki życia nie spośród pięciu, ale spośród pięciuset! Pięć dziewczyn mogę jako tako poznać, porównać ich sprawność, inteligencję, wdzięk, rzetelność, dobroć, wreszcie ewentualne uczucie, ale gdy usiłuję wyobrazić sobie „przebieranie” w pięciusetosobowej kobiecej masie, pot zimny i gorący mnie oblewa.

Eksplozja – szok   ………   98

W stanie szoku nie wiedział, co robi.

    Naprzeciw potężnemu popytowi – zalew podaży. Prawie w każdej dziedzinie nauki, techniki, produkcji i handlu masa informacji podwaja się chyba co dziesięć lat. Coraz trudniejszą staje się orientacja, coraz ważniejszą – nie zawsze istniejąca – informacja o informacjach, coraz mozolniejsze ich segregacje, przechowywanie i odnajdywanie. (...)
   
Nierealne staje się wymaganie, by przystępując do własnych badań, naukowiec poznał całą
literaturę przedmiotu. (...)
   
W Stanach Zjednoczonych, tak, nawet tam, gdzie komputeryzacja najwspanialej się rozwinęła, zauważono, iż mniejsze przedsiębiorstwa  bywają sprawniejsze od gigantów. Dlaczego? Giganty – zdawałoby się – mają wszelkie dane po temu, by pracować ekonomiczniej, ich bolączką jest „tylko” niemożność doskonałego zorganizowania przepływu informacji; w rezultacie kierownictwo nie obejmuje całokształtu własnych środków i możliwości, nie panuje nad rosnącą złożonością problemów, nie umie idealnie zharmonizować działań, marnuje coraz więcej czasu swoich pracowników.                 
 
   Mówi się o eksplozji informacji i informacyjnym szoku. (...)
   
Nawał – zawał to coś więcej niż gra słów. Grad bijących w nas informacji jest zbyt gęsty, byśmy je wszystkie mogli odebrać, ocenić, selekcjonować, należytą uwagę poświęcać najważniejszym, na ich podstawie racjonalnie wnioskować. Mózg nie nadąża. (...)  Kto jest głupcem? Ten, kto nie umie prawidłowo rozumować, posługując się posiadanymi wiadomościami. Wobec rosnącej masy tych wiadomości – liczba głupców rośnie i to uczonych. A stare porzekadło powiada, że głupiec uczony jest gorszy od głupca ignoranta.
   
Nie jesteśmy w stanie przetworzyć nawet tych wszystkich informacji, które mogą okazać się ważne dla potrzeb naszego życia zawodowego, a cóż dopiero pozostałych!  Powierzchowne i przypadkowe są wiadomości...  Powierzchowne i przypadkowe, a przy tym tak liczne, że niemożliwe jest rzetelne ustosunkowanie się do nich...  Toteż w pierwszej chwili trafia do przekonania „pouczenie” zawodowych działaczy politycznych i gospodarczych: „nie macie danych na to, by wtrącać się do naszych prac; politykę i gospodarkę zostawcie nam, fachowcom”; trafia do przekonania... okazuje się, że owi fachowcy popełniają błędy, których uniknąłby inteligentny laik.*

* Inteligentny laik widzi ponadto, jacy wśród działaczy są naprawdę fachowcy, i jacy fachowcy ich wybierają/powołują.
Anonimus             

Bezradność i zniechęcenie   ………   101

Szkoda słów.

Pod gradem informacji – uczucie bezradności i zniechęcenie. Tyle książek, których nigdy nie zdołam przeczytać! Tyle wiedzy ważnej dla mojej pracy  i osobiście dla mnie, której nie zdołam objąć, a tym bardziej przemyśleć. I co da mi ta wiedza? Niepewność, niepokój, osłabienie dynamiki. Bo to nieprawda, że większa wiedza zawsze zmniejsza skalę niepewności, równie często powiększa ją, ponieważ uświadamia złożoność problemów, mnogość wszelkich za i przeciw*, nieskończoność uwarunkowań. Czy wobec tego, nie lepiej pójść do Łazienek i pogapić się na łabędzie? Niech świat kołysze się w swoich obłędnościach, niech rozumni dławią się chaosem informacji, ja postoję nad stawem i wtedy może jedna z pięciuset...  Nie, nie, bronię się i obronię przed zniechęceniem, ale rozumiem tych, którzy w obliczu masy informacji potrzebnych czy niepotrzebnych, często nieprawdziwych i sprzecznych, uciekają w nirwanę dobrowolnej ignorancji, wolą pustogłowie niż zawrót głowy.*

*  Jestem za a nawet przeciw”. Do kogo pasuje zwrot o pustogłowiu. Do tego, co powiedział?  Czy do tych, co się wyśmiewali?
Anonimus                    

Niewłaściwa selekcja   ………   102

To nie to.

    Wobec zawrotnego bogactwa i złożoności niemal każdego zjawiska – a szczególnie zjawisk psychologicznych i społecznych – uproszczenia, o których już pisałem, i selekcja. Selekcja robiona dla nas przez innych, często stronnicza – mówi się wtedy o zatajaniu informacji; i selekcja dokonywana przez nasz własny aparat poznawczy. (…)
   
Ideałem jest, by każdy, kto ma wyrobić sobie ważki sąd, wypowiedzieć ważne zdanie lub podjąć brzemienną w skutki decyzję, wiedział wszystko, co dla danej sprawy znaczące i wiedział na pewno. Stąd odpowiedzialna rola informacyjnych filtrów, a wśród nich informatorów obsługujących decydentów. Kryzys, w jaki wtrąciła nasz kraj polityka lat siedemdziesiątych, został spowodowany między innymi niedostatecznym, nie dość energicznym, nie dość odważnym informowaniem jej kierowników o pogarszającej się sytuacji.*

*  Moim zdaniem, do kryzysu w znacznej mierze przyczyniły się też niedostatki sztuki ekonomicznej oraz jej realizatorów.
Te niedostatki, moim zdaniem, również mocno dały o sobie znać także w latach 80., 90. i dają znać także obecnie.
Anonimus           

Siła przebicia   ………   103

Panie, nie pchaj się tak!

    Można widzieć chłodno, mgliście, na dalszych planach świadomości, albo emocjonalnie, raz po raz na jej pierwszym planie. Ta  intensywność  poinformowania  zależy od umysłowej chłonności człowieka, od jego emocjonalnej wrażliwości, wiedzy i potrzeb stałych lub chwilowych, oraz od tego, co nazwałbym siłą przebicia informacji.
    (…)

*  Powiedziałem w tym rozdziale, że:

wraz z rozwojem cywilizacji gwałtownie rośnie masa informacji koniecznych zarówno w pracy, jak i w życiu społecznym ludzi;

ilość wciąż napływających informacji często przekracza możliwość ich przyswojenia i uwzględnienia; 

rośnie więc znaczenie selekcji informacji, zarówno tej, którą inni dla nas wykonują, jak i tej, którą my sami musimy podejmować;

właściwą selekcję utrudnia szereg właściwości, które, choć mało istotne, nadają niektórym informacjom dużą „siłę przebicia”.

Fałsz   ………   107

Lepiej nic nie wiedzieć, niż wiedzieć nieprawdę.
Lew Tołstoj

Głupstwo niezupełne   ………   107

Niegroźny diabeł z rogami i ogonem.

    Brednie wierutne, bzdury oczywiste i całkowite na ogół rzucają się w oczy i dają się szybko korygować, lecz te oczywiste  i całkowite są rzadsze od nieoczywistych i częściowych.
    Ponadto jest wiele zdań względnych i wiele zdań prawdziwych, ale tylko do pewnego stopnia. Niemal co dzień zimą słyszę od żony: „Ubierz się ciepło, jest zimno”, na co odpowiadam: „Jest wyjątkowo ciepło”. „Jest zimno", albo „jest ciepło” jak komu. Trudno mówić o prawdzie lub nieprawdzie takich twierdzeń, a jednak mogą one wprowadzać w błąd. Chudziutka staruszka z taką pewnością powtarza „okropny ziąb”, że jej wnuczka zgadza się włożyć zimowe okrycie, w którym już zaraz po wyjściu poci się jak przysłowiowa ruda mysz.
   
Każda rzecz ma więcej niż jedną powierzchnię, wiele świateł i cieniów” ( Montaigne).

Nie to złoto, co się świeci   ………   108

Widziałem na własne oczy.

    Każdy bawił się złudzeniami optycznymi, a mimo to wierzy świadectwu własnych zmysłów i bardziej ufa temu, co sam widział, niż temu, co mu opowiedziano. (Słusznie, bo w tym co opowiedział nawet naoczny świadek, są możliwości dwóch rodzajów błędu: świadek mógł ulec złudzeniu, albo mógł nie chcieć lub nie umieć przedstawić wiernie, nawet tego, co widział wiernie). Jednakże świadectwo własnych zmysłów także bywa zawodne. Fakty nie zawsze są takimi, jakimi się wydają. Ktoś ożywiony, głośny, żartujący wydaje się szczęśliwy, a jest napięty i zdenerwowany ; milczący wydaje się przygnębiony, a tymczasem jest tylko pochłonięty myślą...; entuzjastycznie zgadzający się ze mną może chcieć wyciągnąć mnie na słówka ; żona, która nagle zaczęła dbać o męża, być może właśnie wzięła kochanka; mąż, który stał się bardziej oschły, może właśnie podjął dodatkową pracę, by zapewnić rodzinie...; ktoś, kto zabiega o przyjaźń praktykującego katolika, idąc z nim, zdejmuje kapelusz przed każdym kościołem ; polityk, ach jak serdecznie! Całuje każde dziecko wręczające mu kwiaty...

Sprzymierzeńcy fałszu   ………   109

Już ci wierzę, już wierzę, tylko nie płacz.

    Przyjęcie, nawet wypowiedzenie fałszu zdarza się każdemu i samo przez się nie hańbi, ale jest winą (błędem metodologicznym) przypisywanie pewności informacjom, których fałsz jest prawdopodobny i upieranie się przy prawdziwości zdań, gdy podstawy do takiego przekonania są niewystarczające. (...)
   
Trochę, tylko, bo - fałsz ma często sprzymierzeńców w nas samych; jest jak uroczy chłopak (dla pań) i urocza dziewczyna (dla panów) - przyjmujemy go z otwartymi ramionami i przymkniętym rozsądkiem.
   
Jednym z takich sprzymierzeńców jest ciekawość, której nie można zaspokoić (lub której nie można łatwo zaspokoić).  Człowiek, który już wie coś nie coś o słońcu, nie uwierzy prorokowi końca świata zapewniającego go, że słońce zgaśnie w ciągu stu lat, ale ktoś, kto nie ma pojęcia o astronomii i fizyce, może dać się zwieść siwej brodzie proroka, zwłaszcza gdy jego głos będzie brzmieć głębokim basem. Słyszałem podobnego proroka, który właśnie takim głosem zalecał picie mleka koziego na wzmocnienie męskiej potencji.

Bo chcę, by tak było   ………   111

Chciałbym, żeby tak było, chciałbym.... ale po co to „chciałbym” przecież właśnie tak jest!

    „Będziesz najsławniejszym wodzem w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” – przepowiada wróżka. Naiwni ulegają podobnym złudzeniom a mniej naiwni upiększają obrazy rzeczywistości tkanką marzeń.  

Bo są kłamstwa, co się kocha,
Jak i prawdy niekochane.

Kazimierz Laskowski

    A ponieważ miłość czyni cuda, więc kochane kłamstwo czy kochana fantazja uchodzi za prawdę, a niekochana prawda - za kłamstwo. Nadzieja nieraz każe sądzić, że wiadomość dość pewna, ale zła, jest nieprawdziwa, a dość niepewna, ale dobra - prawdziwa. „Każdy rad wierzy, czego sobie życzy” (Piotr Kochanowski – 1620 r.).  (...)
    Jedno
kłamstwo inspiruje dalsze, potrzebne dla podtrzymania go, a fałsz przyjęty za prawdę obwarowuje się i rośnie. „Kłamstwo jest jak las: im dalej w las, tym trudniej wyjść” (Antoni Czechow). Ta trudność daje się zaobserwować nawet w towarzyskiej rozmowie. Dość naturalną skłonnością wielu osób przynoszących sensacyjne wiadomości jest dodatkowe ich usensacyjnianie szczegółami własnej fantazji oraz przydawanie wiarygodności zapewnieniami: „sam widziałem na własne oczy” (choć nie widział), „sam czytałem” (choć nie czytał).       

By zrobić wrażenie   ………   112

Pewien murzyn zbielał na widok upiora!

    Starożytny mędrzec chiński Wang Czung zauważył, że „....ludzie, chwaląc czyjąś dobroć, zwykle przeceniają jej doskonałość, a mówiąc o czyichś niegodziwościach, ubarwiają winy”. Skłonność do przesady ... jest dość powszechna. Krok dalej - bujda całkowita.
    (...)

By przedstawić siebie jako…   ………   116

Nigdy nie kłamię, masz na to moje słowo.

    „Nie można iść naprzód i w górę bez samoreklamy – poucza mnie Doświadczony. – Byle była inteligentna. Bez rozgłaszania tego co zrobiłeś, bez podsumowania tym, których głos ma znaczenie, listy twoich prac nie zrobisz nawet habilitacji. I trzeba trochę przesadzać, no bo...”.  Czy to prawda?
   
W każdym razie to pewne, że prawie każdy chce widzieć siebie, i chce by go inni widzieli, lepszym niż jest, bardziej uczynnym, interesującym, uczonym, wydajnym. Chce robić wspaniale wrażenie i dlatego... (...)    
   
Wyolbrzymianie godnych intencji i dokonań idzie w parze z puszczaniem w niepamięć niegodnych lub z ich pomniejszaniem, zacieraniem śladów, a także – co gorsza – z bagatelizowaniem cudzych zasług.  

Pomysłowość kontrwywiadu   ………   117

Tymczasem podawaj prawdę.

    Wprowadzenie w błąd przeciwnika co do własnych planów, miejsca, czasu i siły uderzenia jest warunkiem zaskoczenia go, a zaskoczenie ułatwia zwycięstwo i zmniejsza jego koszty. Tradycyjną taktyką kontrwywiadu jest wykorzystywanie wywiadu nieprzyjaciela. Najbardziej znanym jej przykładem była podróż na Bliski Wschód  sobowtóra generała Montgomery w przeddzień lądowania aliantów w Europie. Innym – podrzucenie Niemcom ciała niby zestrzelonego lotnika, przy którym znaleźli dokumenty świadczące o zamierzonym lądowaniu sił alianckich na Sardynii (w rzeczywistości lądowali na Sycylii – 1943 r.).

Dezinformowanie wroga nie było w Wielkiej Brytanii partyzantką, lecz systemem dużej organizacji. System ten stworzył  siatkę pseudoszpiegowską, która dostarczała Niemcom informacje harmonizujące z tym, co mogli obserwować z powietrza – imitacje czołgów, łodzi podwodnych, obozów, lotnisk itp., oraz tym, co mogli słyszeć na falach radia (technicy brytyjscy produkowali wojskowe stacje nadawcze, z których każda symulowała pracę sześciu nadajników, instalowano je w miejscach, gdzie było pożądane, by sztab nieprzyjaciela sądził, że koncentrują się wojska aliantów). Do tego – takie akcje, jak aranżowane „przecieki” drogą dyplomatyczną, intensywny zwiad lotniczy nad terenami, nad którymi Niemcy mieli się spodziewać  (niezamierzonego)  ataku, oczyszczenie morza z min na trasach, po których mieli się spodziewać (niezamierzonego) przepłynięcia desantu.

Największymi osiągnięciami tych akcji było przekonanie Hitlera najpierw, że wielkie lądowanie sprzymierzonych będzie jeszcze długo odkładane i że przygotowują oni desant w Norwegii, a później, że główne uderzenie nastąpi w rejonie Pas de Calais. W rezultacie Niemcy nie przesunęli do Francji szesnastu wyborowych dywizji z Norwegii i Danii, a gdy już rozpoczęła się akcja w Normandii, przez siedem decydujących tygodni Hitler trzymał swoją piętnastą armię wokół Pas de Calais, czekając na lądowanie alianckiej armii, która w ogóle nie istniała.

Sukcesy brytyjskiego kontrwywiadu zaczęły się już od zdemaskowania, zaraz na początku wojny, prawie wszystkich szpiegów.  Dalszym – było zdobycie zaufania berlińskiej centrali do siatki pseudoszpiegów.  Choć gra była wręcz genialnie opracowana, to jednak nie odniosłaby takiego powodzenia, gdyby dowódcom agencji szpiegowskiej w Berlinie nie zależało tak bardzo na wykazaniu się rezultatami. Ostatecznie wierzyli – bo chcieli wierzyć – do tego stopnia, że gdy Anglicy z zamierzoną niezręcznością wprowadzili do gry jeszcze jednego pseudoszpiega, po to, by jego doniesienia sprawiały w Berlinie wrażenie naiwności brytyjskiego kontrwywiadu, a tym samym jeszcze wzmocniły zaufanie Niemców do ostrożnie wprowadzanych pseudoszpiegów, w Berlinie uwierzono i w tego „naiwnego”. Później, po lądowaniu w Normandii, Anglicy spodziewali się, że kierowani przez nich  fałszywi szpiedzy będą spaleni, a tymczasem nadal cieszyli się zaufaniem swoich „mocodawców”, którzy sądzili, iż to ci „szpiedzy” zostali wprowadzeni w błąd. 

Na tak wielką skalę zakrojone akcje kontrwywiadu były czymś unikalnym w historii wojen, bo najpospolitsza gra polega tylko na podkopywaniu zaufania central szpiegowskich do własnych agentów, a  to  przez podrzucanie im informacji fałszywych.

Zręczność oszustów   ………   119

Nie mam w tym żadnego interesu.

    Dziwimy się „naiwniakom”, „jeleniom”, którzy uwierzyli oszustowi. Nas by nie nabrał. Czy aby na pewno? Nie byle jaka bywa jego pomysłowość  (gdy na przykład sprzedaje oskubanego bociana za indyka). Jego drobne uczynności:  „idę na pocztę, zapłacę twój rachunek” usypiają czujność ofiar. Jego protesty:  „ja tego przyjąć nie mogę”, zjednują zaufanie. Jego uśmiech, przymilność i zachwyty („ach profesorze!”) – sympatię.  Człowiek cnotliwy – zauważył Konfucjusz – dobre wypowiada słowa, ale nie zawsze ten, kto dobre wypowiedział słowo, jest cnotliwy”.

Wydrwigrosz to tylko jeden z gatunków oszusta, innym, też pospolitym, jest karierowicz. Nabiera on zwierzchników na podrabianą pracowitość i podrabiany zapał. Ma pełną gębę idei. „Nie rozumiem, co ci szkodzi powtórzyć  kilka frazesów, a za to...” pouczał  mnie kiedyś znajomy, który szybko „poszedł w górę”.

Mniej pospolitym okazem jest oszust inspirowany... (...)

   
Lecz najskuteczniejsze nabieranie i okpiwanie, wprowadzanie w pole i mydlenie polega na posługiwanie się prawdą, zwłaszcza wtedy, gdy granica między informacją i dezinformacją jest zatarta.  Powtarzam, że najdłużej prosperuje kłamstwo, które zawiera ziarnko prawdy... (...)

Naginanie sprawozdań i statystyk   ………   121

A co moja statystyka ma udowodnić?

    Światowa Organizacja Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) opiera swoje statystyki na danych dostarczonych jej przez poszczególne państwa;  z jej statystyk wynika, że produkcja żywności na jednego mieszkańca w latach siedemdziesiątych stawiała Polskę na pierwszym miejscu wśród badanych 251 państw i terytoriów...
    (...)

Bo nie ma kontroli   ………   123

Sumienie to cichy glos, który ostrzega: ktoś patrzy.

    Sprawdzanie informacji.  Większość z nich weryfikuje się sama z biegiem czasu. Tylko, że wtedy jest za późno.
    (...)...

Sugestywność osób lubianych i szanowanych   ………   124

Wuj ci to mówi.

    Duża część  informacji i sądów jest, praktycznie biorąc, niesprawdzalna. Nie weryfikuję tego, czego nauczyłem się w szkołach, ani tego, co znalazłem w podręcznikach (chyba, że są to wiadomości bezpośrednio pomocne w pracy i życiu). Nie sprawdzę plotki o prywatnym życiu mego dyrektora, ani danych GUS o budownictwie, ani doniesień prasy o sytuacji we Włoszech; nie sprawdzę nawet w zadawalający sposób zależności kataru od zaziębienia.

Przeświadczenie o prawdziwości informacji opiera się przeważnie na zaufaniu do źródła. A czy to nasze zaufanie jest zawsze uzasadnione?  (...)

(…)  Nauka nauce nierówna ani profesor profesorowi. Zważmy, iż na przykład w fizyce prawie wszystkie twierdzenia są sprawdzalne, natomiast w polityce społecznej lub gospodarczej - które też nazywamy naukami - sprawdzenie teorii może wymagać rewolucji. Granice między zależnościami stwierdzalnymi a tylko postulowanymi bywają zamazane, a uleganie naciskom, manipulowanie faktami jest częstą praktyką ; nawet kryteria prawdziwości nie zawsze są jasne; toteż inna jest waga autorytetu profesora fizyki, gdy wypowiada się o swojej dziedzinie pracy, a inna profesora polityki gospodarczej, gdy stawia diagnozę lub proponuje terapię chorego organizmu gospodarki.

   
Jeszcze słowo o tak zwanej opinii powszechnej: „Wszyscy tak mówią”, „wszyscy tak myślą”, „wszyscy tak robią”. Nacisk „wszystkich” jest potężny. Czy w czasach, gdy wszyscy wierzyli w diabła, był ktoś, kto powątpiewał w jego istnienie? Nie wiemy, jako że na wszelki wypadek ten ktoś milczałby, nie chcąc wpaść w łapy wierzących, i milcząc, powiększałby wrażenie, że wszyscy wierzą. 
Być innego zdania niż „wszyscy” wymaga siły myśli i charakteru. Trudna to rzecz podtrzymywać swój sąd przeciw powszechnemu mniemaniu. A z mniemania - widzenie. Nie tylko wierzę w to, co widzę, ale zdarza się, że widzę to, w co wierzę. Gdy wiedza w diabły była powszechna, spotykało się wiele osób, które diabła „widziały”.

Sugestywność i naiwność entuzjastów   ………   127

Taki blask, że zamknąłem oczy.

    Wprowadzanie w błąd i, być może , spowodowanie dalszych błędów jest oczywistym celem świadomie fałszywej informacji. Kierownictwo zakładów tak liczbami manipuluje, by sprawić   wrażenie wykonania, nawet przekroczenia  planu. (...)
    Mniej oczywiste jest nieumyślne wprowadzanie w błąd. (...)
   
Opętanym ideą-pasją entuzjastom trudno dostrzec przysłowiową drugą stronę medalu. Z ich skrajnych postaw - skrajna selektywność odbieranych informacji, a ta z kolei potęguje skrajność postaw. Tacy entuzjaści są niezdolni do obiektywnego spojrzenia na rzeczywistość, może nawet - niezdolni do realizmu. Rozumowania ich są często prostacko naiwne, ale właśnie dzięki dynamicznej prostocie głoszonych idei, dzięki śmiałości i romantyzmowi haseł - porywają. „Niektórzy ludzie - zanotował Stanisław J. Lec - pozbawieni są daru widzenia prawdy. Ale za to jaką szczerością tchnie ich kłamstwo”.
   
Francis Bacon twierdził, że „człowiek łatwowierny sam jest oszustem”. Tak, bo łatwowierny, sam przekonany i cieszący się opinią uczciwego, łatwo innych do swego błędu przekonuje. To przykre, że musimy się mieć na baczności nie tylko przed spryciarzami, ale i przed nieświadomymi kłamcami. Słowem, bez entuzjazmu słabo, a z entuzjazmem niebezpiecznie.
   
Przywódcy tłumów, którzy marnowali zapał swoich zwolenników dla ścigania nierealnych celów, a także dyktatorzy, którzy porywali miliony dla rzezi milionów, wychodzili przeważnie z szeregów prostych ludzi i wspinali się na szczyty nie tyle drogą chytrej kalkulacji, ile drogą porywającego entuzjazmu. Podporządkowali jednej gorącej myśli najpierw swoje własne niemałe zdolności do obserwacji, wnioskowania i decydowania, a później te same cudze zdolności.
   
Owi potężni należą do historii, ale pomniejsi nadal funkcjonują i będą funkcjonować choćby dlatego, że większość ludzi zawsze gotowa jest przyjąć prostą, z porywającą siłą rzuconą formułę, a przyjąwszy ją, ufnie odnosić się do wszystkich harmonizujących z nią informacji i wezwań, ufnie podążać za olśniewającą wizją entuzjasty.

Łatwowierność   ………   129

I ty mu wierzysz, biedna dziewczyno!

    Łatwowierność – wada sympatyczna.  Sympatyczna jest ufność i wiara w ludzi. „Kto sam nie kłamie, jest łatwowierny” (Baltazar Gracjan). Człowiek otwarty i szczery nie nastawia się na czujność, nawet gdy ma do czynienia z informatorem zainteresowanym w zatajaniu lub przeinaczaniu prawdy.
   
Ale uwaga!  Poza naiwnością rodem z cnót charakteru istnieje naiwność rodem z wad umysłu. Ta sympatyczna nie jest. Denerwują ci, którzy wierzą we wszystko, co słyszą lub czytają; umysłowo do krytycznego słuchania niezdolni; nie dostrzegają nawet grubych sprzeczności.  
    (…)

Gorąca dywagacja o chłodnym sceptycyzmie   ………   132

Wątpię, więc myślę.

    Po uwagach o uproszczeniach i łatwowierności, dywagacja o komplikacjach i sceptycyzmie. Łączę te sprawy, bo życie je łączy – sceptyk niełatwo przyjmuje teorie, nie ufa wszystko tłumaczącym doktrynom i receptom na wszelkie zło, jego obraz życia jest złożony, ale bliższy prawdzie niż uproszczony obraz doktrynera lub entuzjasty. Niestety, ta złożoność rzeczywistości onieśmiela go, niechętnie w nią ingeruje. Żeby czegoś nie popsuć. Żeby nie było jeszcze gorzej. Sceptyk-kompilator  wierci się zwykle na zydelku niepewności i tak boi się popełnienia błędu, że powstrzymuje się przed jakimkolwiek zdecydowanym sądem. Tragicznie hamletyzuje, ale bawi się obserwowaniem naiwności i szaleństw „prostaczków”. Więc tak: ludzie nadto gorący popełniają błędy między innymi przez zawężone, symplifikatorskie widzenie rzeczywistości i poprzez podejmowanie działań bez dostatecznego rozeznania sytuacji, bez przemyślenia konsekwencji, a ludzie nadto chłodni i sceptyczni popełniają błędy przez brak dynamicznej konsekwencji postępowania. Obyśmy byli nie gorący i nie zimni, ale po prostu ciepli.

*  Powiedziałem w tym rozdziale, że:

często żywimy fałsz, bo lepiej nam z nim niż ze świadomością niewiedzy albo lepiej niż z prawdą;

często zawodzą nas pozory prawdy, łudzą nawet własne zmysły;

fałsz częściowy jest trudniejszy do stwierdzenia, lepiej się ukrywa niż całkowity; 

retusze rzeczywistości i zmyślenia pochodzą nieraz z potrzeby zwracania na siebie uwagi, przedstawiania się w lepszym świetle i dodawania sobie znaczenia;

dezinformacja bywa systemem walki;

specjalistami wprowadzania w błąd są wszelkiego rodzaju oszuści;

im bardziej informator zainteresowany jest w takim a nie innym przedstawianiu rzeczywistości, tym większa powinna być czujność informowanego;

zwodnicze bywają liczby, zwłaszcza gdy przedstawiający je manipuluje punktem odniesienia;

brak kontroli zwiększa prawdopodobieństwo zafałszowań;

szczególnie łatwo wprowadzają w błąd (świadomie i nieświadomie) osoby cieszące się dużym poważaniem i lubiane, jak również entuzjaści;

łatwowierność może pochodzić z szlachetnych cech charakteru, a także z braku inteligencji czy wiedzy i z umysłowej uległości, sprzyjają jej też niektóre okoliczności, na przykład niebezpieczeństwo.

Ograniczenia i fałsze pamięci   ……..   134

Pomyłki, o które tak często przyprawiała mnie moja pamięć, wtedy właśnie, gdy czuła się najbardziej pewną siebie , też nie są bezowocnie stracone. Daremnie mi dziś będzie przysięgać i składać swe zapewnienie, ja potrząsam głową; pierwszy sprzeciw, zgłoszony przeciwko jej świadectwu, wprawia mnie w stan zawieszenia, nie ośmieliłbym się zaufać jej w rzeczy ważnej, ani też ręczyć za nią w cudzej sprawie.
Montaigne

Zapadło w niepamięć   ………   134

Ja umiałem, ja się uczyłem, słowo honoru!

    Nie jesteśmy sprawiedliwi, oskarżając pamięć, że nas zawodzi – przeważnie nie poświęcamy dość uwagi i czasu, by zabezpieczyć w niej to, co chcemy, by przechowała. Z masy informacji, z jaką się co dzień stykamy, nie zawsze wyodrębniamy te najbardziej warte zachowania. Typowy i tragiczny przykład zlekceważenia istotnej informacji przez jej odbiorców i niedostatecznego jej wdrożenia przez nadawców:  Amerykańscy lotnicy zestrzeleni nad Malajami w czasie wojny z Japonią, po udanym lądowaniu na spadochronie, zwykle ginęli głównie dlatego, że podczas szkolenia nie starali się zapamiętać instrukcji, jak przeżyć w dżungli. Brak nastawienia na zapamiętanie, spowodowany złą oceną doniosłości informacji, jest częstą  przyczyną aktualnych niedostatków poinformowania.

Na naszą pamięć często sarkamy, a jednocześnie za bardzo jej ufamy, za bardzo polegamy na automatyzmie zapamiętywania. (...)

Wiadomo, że szybko zapominamy informacje, które nas nie interesują, nie budzą emocjonalnych reakcji, nie wydają się potrzebne... (...)

Pamięć dłużej i wierniej zachowuje i odtwarza te fragmenty pierwotnego materiału, które wiążą się z aktualnymi przeżyciami i potrzebami.

(...)  Początkujący jeździec doskonale wie – słownie! – że nie należy pochylać się do przodu, ale gdy koń w galopie nagle zwalnia, pochylony leci naprzód przez jego łeb. Zapamiętane to nie to samo co wyćwiczone i praktycznie przyswojone.

Zmiany jakościowe   ………   137

- Jeśli mnie pamięć nie myli...
- Ależ myli!

„Jeśli ktoś był świadkiem wypadku na ulicy, a potem ma zeznawać w sądzie, co widział, to jest prawie pewne, że to, co sobie przypomni, będzie nie tylko niepełnym, ale i zniekształconym obrazem wypadku. Jego zeznania będą się może różnić i to w zasadniczych szczegółach od zeznań innych świadków. Jasne, że mówiąc o jego pamięci, nie możemy się ograniczyć do tego, czy zapamiętał więcej czy mniej, ale musimy zwrócić także uwagę na zmiany jakościowe (...)!

Dwaj psychologowie, bez wiedzy uczestników, nagrali dyskusję na zebraniu Towarzystwa  Psychologicznego w Cambridge. Dwa tygodnie później zwrócili się do jej uczestników z prośbą, by spisali wszystko, co z niej pamiętają. Odpowiedzi porównali z utrwalonym na taśmie oryginałem. Okazało się, że uczestnicy dyskusji przypomnieli sobie przeciętnie 8,4 procent poruszonych spraw. Jednakże najbardziej godne uwagi było to, że przeciętnie 42 procent pozornie zapamiętanych punktów uczestnicy dyskusji przypominali sobie błędnie. Były to istotne błędy najróżnorodniejszego rodzaju. Oprócz tego uczestnicy, przypominając sobie dyskusję, mieszali sprawy i pojęcia. Opisywali sytuacje, których w ogóle nie było, albo które zdarzyły się w innym miejscu i czasie. Tak więc ktoś podał, że pamięta jakąś uwagę kolegi, którą ów kolega zwykle wygłaszał, ale której wówczas nie wypowiedział, np. formalne podziękowanie przewodniczącego za zabranie głosu.  Zanotowano też zmyślenia, gdy uczestnik opisywał jakąś rzuconą podczas dyskusji marginesową uwagę jako dłuższą wypowiedź. Krótko mówiąc, te sprawozdania z dyskusji były nie tylko fragmentaryczne, ale także zniekształcające rzeczywisty jej przebieg i wiele z tego, co sobie przypomniano, w ogóle nie zostało powiedziane”*.

*  J.M.L. Hunter: Pamięć, fakty i złudzenia. Warszawa 1963.
(poz. 27 Prezentowanej literatury, str.100-101..Anonimus)

Wszystko, co powiedziano o wpływie nastawień na postrzeganie, odnosi się także do zapamiętywania. Informacje zgodne z nastawieniem i postawą są ilościowo i jakościowo lepiej zapamiętywane od niezgodnych. Tym bardziej, że jak „zapomniałem” często znaczy, że w gruncie rzeczy nigdy nie pamiętałem, tak „źle sobie przypomniałem” często znaczy, że w gruncie rzeczy nigdy nie pamiętałem, tak „źle sobie przypomniałem”  często znaczy, że od pierwszej chwili mój obraz rzeczywistości  nie pokrywał się z faktami, z miejsca przystosowałem go do moich życzeń, potrzeb, obaw, schematów. Zdarza się nawet, że bujam tylko... ot, żeby opowiadanie udramatycznić, usensacyjnić, albo tylko z językowego rozpędu i „przyłapany na wolnej twórczości” pokornie się przyznaję:  „Żebyś wiedział, jak on się cieszył, jak skakał, jak machał ogonem. A przecież  byłem tylko przyjacielem jego pana, którego w dodatku nie widział przez dwa lata”.  „Myślałem, że Twój przyjaciel ma boksera”.  Tak, i co z tego?”  Bokser merdał ogonem?”. A rzeczywiście, tak mi się tylko powiedziało. No, w każdym razie merdał zadem”.   

Istnieją setki dowodów eksperymentalnych i miliony dowodów z życia na to, że nowe doznania interpretujemy na ogół zgodnie z naszymi dotychczasowymi  doświadczeniami, przyswojoną wiedzą i uprzedzeniami. Ta interpretacja dokonuje się zarówno w chwili odbierania wrażenia (sygnału), jak i później – podczas jego przechowywania w pamięci. (...)

Fakt, że obrazy minionych wydarzeń, tak jak się nam przedstawiają w pamięci, nie pokrywają się z tym, co rzeczywiście zaszło, daje adwokatom szerokie możliwości podważania zeznań świadków. Każdy sędzia wie, że nawet w zeznaniach osób niezainteresowanych w przeinaczaniu prawdy występują poważne fałsze i że są one tym częstsze i tym większe, im dłuższy okres czasu upłynął między wydarzeniem a próbą jego odtworzenia.

Rekonstrukcja   ………   140

Brak części.

    Fałsz pamięci tłumaczy się w dużej mierze jej zabiegami rekonstrukcyjnymi. To, co wydobywamy z jej czeluści, bywa w gruncie rzeczy rekonstrukcją całości z przechowywanych części. Świadomie lub nieświadomie postępujemy jak zoolog, który rysuje deluwialnego gada, mając przed sobą jego szczękę, kilka kręgów i kilka kości łapy. Tylko że tak postępujący zoolog zachowuje dużą ostrożność i kieruje się naukowo sprawdzonymi schematami, podczas gdy my słuchamy się... intuicji.  Inaczej mówiąc, luki w zapamiętanym materiale wypełniamy wyobraźnią. Im dłuższy czas upływa między odbiorem materiału a próbą odtworzenia go, tym więcej luk, tym większa pomoc wyobraźni, zaś wyobraźnia – jak wiadomo – komponuje według dawniej poznanych wzorów, a także chętnie ulega podszeptom pragnień i marzeń, lęków i uprzedzeń, sugestii i fascynacji.   

Błędy w rekonstrukcji, o których mowa, pochodzą choćby z mieszania elementów w czasie i przestrzeni.
Rekonstrukcja dokonuje się pod wpływem przekonania, że było tak, jak zwykle, a także – że było tak, jak powinno.
    (...)

Przez podobieństwo i kontekst   ………   142

-  Jak się on nazywał? Rybicki?, Rybkowski? Rybacki? Rybeczko?
- 
Może Sieciński?
- 
No właśnie!

Złudzenia i deformacje zachodzą w pamięci zwłaszcza wtedy, gdy podsuwa się jej błędne skojarzenie, mylące podobieństwo, lub sytuacja.
(…)

Drobne szachrajstwa pamięci   ………   143

- Gdzieś już panią spotkałem!
- Możliwe, ja tam bywam.

„W tym parku jest góra, wiele razy jako dziecko broniłem jej przed Indianami. Podchodzimy do tej góry – okazuje się mizernym pagórkiem. Tak, urosłem. Ale dlaczego odległość od leśniczówki do jeziora, która wynosiła kilkaset metrów, teraz wydłużyła  się do ponad kilometra?  Czyżby jezioro cofnęło się?...  (albo ja się zestarzałem. Anonimus). 

„Pamiętam, że wykonałem czynność, którą zwykle wykonuję. „Jasne, że zamknąłem samochód”, ale znajduję w samochodzie kartkę od milicjanta. „Pamiętam”, że zrobiłem coś, co miałem tylko zamiar zrobić.

Do drobnych szachrajstw pamięci zaliczam przestawienia...

Intrygującym laika i psychologa jest wrażenie:  „ja to już kiedyś widziałem (mówiłem, przeżyłem)”.

Wrażenie jest tak silne, że stawiam sobie filozoficzne pytania:  Czy może czas jest złudzeniem? Może na płaszczyźnie innego wymiaru nie ma rozgraniczenia między tym, co było, jest i będzie? (Ale objaśnienia tego zjawiska spodziewam się raczej od uczonych zajmujących się mózgiem).

Złudzenia pamięci pod naciskiem z zewnątrz   ………   145

No, przypomnij sobie!

W odpowiedziach na konkretne pytanie (np. jakie tam były drzwi?) popełnia się więcej błędów niż w sprawozdaniach (np. z wycieczki).  Dzieje się tak z dwóch powodów:  w sprawozdaniach człowiek z własnej inicjatywy mówi o tym, co – jak mu się zdaje – dość dobrze zapamiętał, natomiast starając się odpowiedzieć na precyzujące pytania, częściej wydobywa z pamięci materiały zamazane, niepewne, zmyśla, nie lubi przyznawać się do tego, że nie pamięta, że nie wie.   

Pokrewnym rodzajem nacisku z zewnątrz jest pytanie sugerujące. Odpowiadający nie pamięta, czy w rozmowie z Iksem rzeczywiście wspominał o opracowywanym rozporządzeniu, ale na pytanie dlaczego o nim mówił, zaczyna się tłumaczyć

Wreszcie oczekiwanie takiej a nie innej odpowiedzi...

„A nie zapomniał pan – mówi groźny szef – że kazałem anulować zamówienie?”.  Urzędnik odpowiada:  „nie, nie zapomniałem” i wydaje mu się, że istotnie coś takiego słyszał, choć to nieprawda, bo to szef zapomniał zawiadomić podwładnych o tej decyzji.  

W gronie towarzyskim opowiadający o jakimś wydarzeniu śledzi reakcje słuchaczy i gdy w innym otoczeniu to opowiadanie powtarza, prawdopodobnie wyolbrzymi te jego fragmenty, które wywołały najsilniejszą reakcję w poprzednim.

Fałsze wspólnej pamięci   ………   146

Legendy i mity – owoc wspólnej pamięci.

Skoro fakty poważnie przeinaczają się w pamięci jednej osoby i skoro – jak to już opisałem – zmieniają się często nie do poznania, gdy informacje o nich są przekazywane w łańcuszku podobnie nastawionych osób, to cóż dopiero, gdy te informacje zatrzymują się na każdej „stacji przekaźnikowej” i na każdej ulegają przeróbkom idącym w tym samym kierunku!
Jasne, że po to, by tak biec i w biegu się przeobrażać, informacja musi budzić zainteresowanie osób odbierających ją i dalej podających, a to zainteresowanie jest najżywsze, gdy dana informacja usprawiedliwia postawy, wyraża lub zaspokaja uczucia, choć na chwilę rozładowuje napięcia i jest trudna do sprawdzenia.
  
Fałsze pamięci służą jednostkom, środowiskom i całym pokoleniom. Wspominając przeszłe wydarzenia, ich aktorzy  wspólnie umacniają swą „pamięć” faktów mających świadczyć o tym, że chcieli (choć nie chcieli), albo że nie mogli (choć mogli). Wspólnie satanizują  perfidię swych przeciwników i nią – a nie własnym brakiem przezorności – tłumaczą swoją klęskę. Wspólnie też upiększają przeszłość ku czci tych, których już nie ma i ku pokrzepieniu tych, którzy jeszcze są.

Upór pamięciowych błędów   ………   147

Tysiąc razy ci mówiłem, żebyś nie przesadzał!

Warto sobie uprzytomnić powrotność i siłę niektórych pamięciowych błędów i złudzeń.
Gdy przypominając sobie fakt czy tekst, popełnię błąd, i gdy ktoś ten błąd wytknie mi i poprawi, to bardzo być może, iż przy następnej okazji znów go powtórzę.

A jakże często upieramy się przy naszych przeinaczonych lub „uzupełnionych” wspomnieniach!

By wiernie pamiętać   ………   148

Wierność nielekko przychodzi.

Po to, by pamięć dość wiernie informację zachowała i we właściwym momencie wniosła na pierwszy plan świadomości, należy:
-  powiedzieć
sobie: to muszę zapamiętać,
-  przez chwilę zatrzymać informację w świadomości, najlepiej „coś z nią robić”, na przykład:
powtarzać, zastanawiać się nad genezą i konsekwencjami, kojarzyć z innymi podobnymi..., wyobrazić sobie sytuację, w której ta informacja może okazać się przydatna.

Słowem, rozwinąć maksimum umysłowej aktywności.
To dużo?  To kosztuje sporo czasu?  Tak, wierność, a i w tym wierność pamięci nielekko przychodzi, ale niewierność bywa kosztowniejsza.    

*  Powiedziałem w tym rozdziale, że:

pamięć zawodzi najczęściej wtedy, gdy nic nie zrobiliśmy, by zapamiętać;

a  nieraz i dlatego, że wolimy zapomnieć;

to, co sobie przypominamy, jest nie tylko nie pełnym, ale zwykle także mniej lub bardziej przeinaczonym obrazem tego, czego się dowiedzieliśmy;

przeinaczanie materiału dokonuje się pod wpływem życzeń i lęków, oczekiwań, przyzwyczajeń i potrzeb, a  wreszcie i skłonności do zapełniania pamięciowych luk... czymkolwiek;

w procesy zapamiętywania, przechowywania i przypominania ingerują podobieństwa zachodzące między informacjami i nieraz mylące skojarzenia;

więcej błędów niż w spontanicznych opowiadaniach popełniamy w odpowiedziach na pytania, zwłaszcza sugerujące;

pamięć wspólna podobnie nastawionych osób jeszcze bardziej fałszuje informacje niż pamięć pojedynczego człowieka.

Czujność i etyka   ………   150

Powodzenie wszelkiego systemu zależy głównie od umiejętności jego stosowania.
Herbert Spencer

Krytyczna czujność   ………   150

Bez czujności – ani mądrości, ani wolności.

Krytyczna ocena własnych wyobrażeń jest możliwa, a zależy miedzy innymi od wiedzy o okolicznościach grożących powstawaniem lub utrzymywaniem się wyobrażeń błędnych.

Marek Jarosz także sądzi, że samo uświadomienie wpływu nastawień i schematów może zaostrzyć krytyczną czujność:  „Człowiek, który wie, jak dalece jego pozornie krytyczny i bezstronny stosunek do ludzi, wydarzeń i własnego postępowania zależy od konstrukcji schematycznych, ten łatwiej przyjmuje do wiadomości informacje  niezgodne z utrwalonym schematem, nawet takim, który jest prosty, wygodny i do którego przywykł od dawna..  Na przykład do tego, że twarda dyscyplina kształtuje wartościowy charakter, że lęk przed nauczycielem skłania do nauki, że młodzież dawniej była lepsza niż dzisiaj, że prawdziwa jest jedynie ta wiara, którą ja wyznaję, że przesądy są wytworem ciemnoty, że odbywanie kary więzienia oddziałuje wychowawczo na więźnia, że nerwice są wytworem współczesnej cywilizacji, że dobry żołnierz nie poddaje się wrogowi, że napięcie emocjonalne działa szkodliwie na człowieka. (...)  Samowiedza, wobec własnych stereotypów, ułatwi np. przyjęcie do wiadomości, że bezduszna dyscyplina może charakter wypaczyć; że lęk, jeżeli przekroczy pewien pułap, to nie będzie działał mobilizująco, lecz destrukcyjnie; że nadmiernie krytyczne opinie o młodzieży wypowiadali przedstawiciele starszego pokolenia od czasów niepamiętnych; że chrześcijanie i mahometanie na równi wierzą w nieomylność swej wiary, podobnie jak hinduiści, sikhowie, buddyści czy konfucjanie; że przesądom ulegają również ludzie światli; że realizacja wychowawczych założeń polityki penitencjarnej napotyka szczególne trudności; że nerwice, już pod tą nazwą , znane były od XVIII w., a opisy zbliżone do klinicznego opisu neurastenii spotykamy już u Hipokratesa; że (...) czasem poddanie się jest jedynym słusznym i odważnym krokiem, że napięcie emocjonalne, w pewnych granicach, podwyższa sprawność działania, a niektóre sytuacje stresowe wpływają korzystnie na stan psychiczny itd.”*

* M. Jarosz: Psychologia i psychopatologia życia codziennego. Warszawa 1957.

Zaostrzyć krytyczną czujność może także pamięć tego, co w tej książce powiedziano. Najważniejsze da się podsumować w pytaniach, które powinny niepokoić każdego, kto formułuje ważką opinie lub podejmuje decyzję:

Czy opieram moje ważne sądy i decyzje na informacjach pewnych, pełnych, dostatecznie dokładnych i szczegółowych?

Czy uczciwie słucham informacji sprzecznych z tymi, na których się opieram?  Czy je uwzględniam?

Czy nie mylę moich informacji z domysłami? 

Czy nie daję się zwodzić własnemu nastawieniu lub cudzej sugestii?

Od małego   ………   152

Czym skorupka…

Nie łudzę się, że człowiek, który nigdy nie starał się o krytyczny stosunek do informacji, nagle, pod wpływem moich wywodów, będzie zadawać sobie takie pytania, bardziej liczę na to, że kiedyś psycholodzy i pedagodzy opracują metody rozwijania krytycyzmu „od małego”. Na przykład, by wdrażać młodego człowieka do zbierania możliwie wszystkich istotnych informacji przed wyrobieniem sobie poglądu lub przed przystąpieniem do działania, nauczyciel może kazać uczniom  wyliczyć wszystkie informacje, które powinni by zebrać, gdyby organizowali dla klasy tygodniową wycieczkę...

By młody człowiek ćwiczył się w zadawaniu pytań, gdy nie ma dość informacji, nauczyciel przedstawia różne zadania  bez wystarczających danych, a uczeń może i powinien pytać... (Przy okazji warto mu powtórzyć japońskie przysłowie: „Kto przyznaje się do ignorancji, ten raz ją ujawnia, kto próbuje ją ukryć, ujawnia ją raz po raz”).

By uczeń mógł ćwiczyć się w przestrzeganiu ścisłości, gdy wymagana jest ona w sprawozdaniu, nauczyciel poleca mu korygowanie zbyt ogólnikowych, nieprecyzyjnych raportów.
By uczeń nie był głupcem, który nawet nie wie, że nie rozumie, by nie zadawalał się rozumieniem pozornym, nauczyciel formułuje trudne pytanie i wzywa ucznia do odpowiedzi na nie. Uczniowi wolno prosić o objaśnienie, byle dokładnie przedstawił, czego nie rozumie.

By uczeń miał oczy i uszy otwarte na fakty nie pasujące do jego myślowych schematów, by patrzał na nowe informacje  jak na wyzwanie do nowego przemyślenia starych teorii – można rozmyślnie wprowadzać go w błąd, a następnie podawać informacje przeczące temu, co zdawało mu się pewne, zadaniem ucznia byłoby wtedy  wytknięcie sprzeczności.  

Etyczny wymiar informacji   ………   154

Cofając się przed prawdą, wpadł do ścieku.

Rozważania o etyce powinny obejmować miedzy innymi odpowiedzialność za informację, a refleksje o informacji muszą uwzględniać  jej aspekt etyczny. To sprowadza się do dwóch zagadnień: do etycznej wartości poinformowania ze względu na jego wartość utylitarną oraz do prawdy jako wartości samej w sobie. Wzgląd społeczno-utylitarny omówiłem pisząc o szkodach – błędach i sporach – pochodzących z wad poinformowania, tu przypomnę tylko, że wiele wzajemnych wrogości, nienawiści i inspirowanych nią działań pochodzi z niedostatecznej lub fałszywej informacji. Krótka jest droga od ignorancji do błędu i od błędu do krzywdy.

Dość powszechnie prawda jest uznawana jako wartość sama w sobie, nadrzędna i absolutna. Prawie wszyscy oddają jej hołd w postaci deklaracji i deklamacji o godności szukania prawdy i trwania przy niej.  Tak samo prawie wszyscy zgadzają się, że honor wymaga między innymi wierności sobie, a być wiernym sobie znaczy dawać świadectwo prawdzie.

Tak rzecz wygląda w teorii, ale w praktyce nader często traktujemy prawdę użytkowo, dozując ją według pragmatycznego kryterium przydatności do celów. Przemilczanie i przeinaczanie faktów oburza nas gorąco tylko wtedy, gdy zagraża naszym indywidualnym lub społecznym interesom (rzadziej, gdy z jakichkolwiek względów jest odczuwane jako skaleczenie indywidualnej czy narodowej dumy).

Wobec tej dwoistej utylitarnej i absolutnej wartości prawdy można mówić o dwóch rodzajach skaz etyki, występujących w naszych skomplikowanych stosunkach z prawdą: nieuczciwość względem siebie (stosunek: ja – prawda) i nieuczciwość względem innych (stosunek: ja – prawda – oni). Nieuczciwość we własnym stosunku do prawdy wyraża się samozakłamaniem i niepodejmowaniem starań, by w sprawach istotnych dla naszych poglądów, postaw i działań  mieć informację możliwie pełną i pewną. Nieuczciwość w stosunku do innych polega na przekazywaniu informacji niepewnych i niepełnych jako pewnych i pełnych. Oczywiście, ta druga skaza jest proporcjonalna do interesowności i konsekwencji przyjęcia lub przekazania wadliwej informacji. Inaczej mówiąc zaniedbanie starania o to, by znać lub przekazać prawdę pełną i pewną, jest tym bardziej nieetyczne, im bardziej zmierza do zapewnienia korzyści jednej stronie, a powoduje straty drugiej lub osobom trzecim. Nie mam za złe łgarzowi, który mi opowiada jako prawdziwe historie o fantastycznej mądrości psów, ale mam trochę za złe temu, który daje mi na przechowanie kota, zapewniając, że wyjeżdża na tydzień i wraca po miesiącu. Co innego złudzenia matki, która broni się przed prawdą o swoich dzieciach, a co innego złudzenia ministra, który nie dopuszcza do świadomości pierwszych sygnałów katastrofalnych skutków swojej polityki. (Niedoinformowany z własnej winy ponosi co najmniej moralną odpowiedzialność za spowodowane przez siebie straty).  Inaczej oceniam kłamstwo dziecka, które prosząc ojca o pieniądze na bilet do kina, buja, że w klasie ma być dyskusja o tym filmie, a inaczej postępowanie oszusta, który wyłudza ciężko zarobione albo i pożyczone sumy od rodziny rozpaczliwie szukającej mieszkania.

Także słówko „etyka” nie jest jednoznaczne:  etyka to, po pierwsze – normy spisane, po drugie – normy wyznawane, po trzecie – postępowanie zgodne z normami.

Etyczną normą spisaną, tyczącą się etyki informacji, jest przekazanie:  „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Czy jest jakaś inna? 

Przekonania, czyli normy wyznawane – tych jest dużo, lecz są niebezpiecznie elastyczne. Kłamstwo dość powszechnie uważa się za postępek nieetyczny, ale dopuszcza się  sporo wyjątków, a już przemilczanie prawdy rzadko jest piętnowane.

Postępowanie  jest jeszcze bardziej elastyczne i nieraz bardzo się różni od deklarowanych, a nawet rzeczywiście wyznawanych przekonań. Człowiek może interesownie przeoczyć, że oto stoi wobec konieczności zastosowania wyznawanej przez siebie normy, albo może uznać, że zastosowanie jej wymagałoby zbyt dużej ofiary.
  
W tym miejscu nie od rzeczy będzie postawić pytanie, w jakim stopniu błąd jest winą?  W moim przekonaniu jest on winą częściej, niż chcemy to przyznać.  Jest winą niezaprzeczalną, gdy człowiek mógł się przed nim ustrzec, winą tym większą, im większe szkody wyrządził. Jeśli ktoś robi głupstwa tylko na własny rachunek, jeśli tylko jego obciążają te koszty, to mogę wzruszyć ramionami, mogę powiedzieć „wariat i tyle”, albo nawet „miły szaleniec”. Zupełnie inaczej osądzam bezsens poczynań, których konsekwencje ponosić będą inni, może wiele innych ludzi. W takich razach błąd świadczy  o skazie moralnej.     
Taką skazą moralną jest puszczanie w obieg i powtarzanie fałszywych informacji. Jest winą, gdy decydujemy lub współdecydujemy o ważkich sprawach na podstawie niepełnych lub niepewnych informacji, choć możemy je uzupełnić i sprawdzić. Jest winą niekorzystanie z cudzych doświadczeń, puszczanie mimo uszu rad, gdy nie harmonizują z naszymi interesami i intencjami.

By dostrzec swoje wady   ………   158

Jak łatwo jest odkrywać i opisywać wady cudzych charakterów!

Informacja ma wymiar etyczny, popełniane w niej błędy są winą, między innymi dlatego, że więcej wad informacji i poinformowania pochodzi z wad charakteru niż z wad umysłu. Przypominam te wady charakteru:

Nieodpowiedzialność.  Puszczanie lub powtarzanie wątpliwych informacji, które mogą pobudzić do szkodliwych decyzji i zgubnych akcji.

Lękliwość.  Bronienie się przed informacjami, z których wnioski nakazałyby działanie mogące narazić na konflikty i przykrości. Przemilczanie prawd dla świętego spokoju (jaki on tam święty!). Z tychże powodów nieujawnianie cudzych kłamstw (a fałsz ukryty prosperuje i rozrasta się). Pewnej odwagi może wymagać nawet dostrzeżenie prawdy, a cóż dopiero ujawnienie!  Jest inaczej niż mówią autorytety..., władza..., otoczenie...”. Takie oświadczenie budzi niechęć, wrogość, grozi szykanami. Stare przysłowie głosi, że wśród niewidomych jednooki staje się prorokiem, ale czy nie jest bliższe prawdy twierdzenie, że wśród niewidomych widzący jest potępiony jako heretyk.

Próżność.  Komponowanie lub powtarzanie szkodliwych i nieprawdziwych informacji po to, by się popisać „ja wiem”. Próby nadania sobie znaczenia wyolbrzymianiem lub całkowitym zmyślaniem historii o własnych dokonaniach. 

Pycha  – siostrzyca próżności. Nie pozwala na przyznanie się:  „tak, moje informacje były fałszywe”,  „tak, myliłem się” (a ukrywanie błędów uniemożliwia ich korektę). Jak skromność służy prawdzie, tak próżność i pycha służą fałszowi.

Lenistwo.  Zaniedbanie zebrania informacji wystarczających dla danego zadania lub niesprawdzenie posiadanych. Ignorancja szkodliwa, a zawiniona.

Umysłowa niedbałość, niedokładność, przedstawianie domysłu jako informacji, przyjmowanie „tak mi się zdaje” za „tak jest z pewnością”. Brak wytrwałości z braku silnej motywacji ku prawdzie.

Bierność  (spokrewniona z lenistwem i lękliwością).  Niesprostowanie informacji, o których wiem, że są nieprawdziwe i mogą okazać się szkodliwe, niedostrzeganie, że dzieje się krzywda i niesprawiedliwość, bo dostrzeżenie jej pociągałoby moralną konieczność interwencji. 

Cynizm i ordynarna nieuczciwość. Ułatwianie sobie życia akceptacją podejrzanych „prawd”. Obojętność na kłamstwo, realizowanie własnych interesów drogą wprowadzania w błąd, oszustwo.

Z jednej strony wady charakteru przyczyniają się do wad poinformowania, a z drugiej – wady poinformowania przydają siły wadom charakteru.  Nie bez racji mówi się o arogancji nieuctwa, nie bez racji słowo „próżny” znaczy pusty i zarozumiały; ignorancja utwierdza w dogmatyzmie i nietolerancji; brak wiedzy i doświadczenia ułatwia hulanie lekkomyślności; wreszcie wśród pustogłowych więcej jest... gburów niż wśród wykształconych. Tak samo dwukierunkowa jest zależność między informacjami a uczuciami – uczucia każą gromadzić jedne informacje, a bronić się przed innymi, a znów jednostronne informacje wzbudzają jedne uczucia, a wygaszają inne. 

Są tylko trzy cnoty absolutne:  obiektywizm, odwaga, odpowiedzialność. To sentencja Artura Schnitzlera. Warto się nad nią zastanowić.

Apel literata i biskupów   ………   160

Do sumień trzeba kołatać.

W Listach do pani Z. Kazimierz Brandys  zaleca  następujący trening:

     „1) ćwiczenie wstępne: wyznaczamy sobie godzinę w ciągu dnia, np. od 10 do 11, w tym czasie obowiązuje nas ścisły rygor unikania dezinformacji, przez tę godzinę żadna wiadomość wątpliwa nie wyjdzie z naszych ust; 

    2)  ćwiczenie bardziej zaawansowane: wybieramy osobę, w stosunku do której przestrzegamy na co dzień obowiązku dokładnej informacji, obcując z nią wypowiadamy zdania oparte wyłącznie na sprawdzonych faktach;

    3)  redukcja tematów (ćwiczenie dla osób, które opanowały dwa poprzednie): ograniczamy się w rozmowach z ludźmi do wyrażania impresji lub poglądów, przy jednoczesnym wyłączeniu hipotetycznych relacji o faktach. Przykład: zdanie, że X jest człowiekiem niesystematycznym, komunikuje o Pani stosunku do X-a  i z punktu widzenia informacji ma niezaprzeczoną wyższość nad zdaniem, że X podobno handlował futrami z okupantem;

    4)  milczenie w chwilach grożących dezinformacją, czyli umiejętność nieodpowiadania (z ćwiczeń dla przodujących). Jest to próba najwyższej sprawności.  Chodzi o to, że najczęstszym źródłem dezinformacji bywa drobne gadulstwo  o cudzych sprawach, praktykowane w celach towarzyskich.  Ponieważ są to okoliczności powszechne, a zarazem pozbawione alarmującego napięcia, kontrola wówczas słabnie i dezinformujemy jakby automatycznie, nie przywiązując znaczenia do własnych słów. W rezultacie staje się przyczyną masowych spustoszeń i aby temu zapobiec, konieczne jest opanowanie tej trudnej umiejętności, zużywającej nieproporcjonalnie wiele energii w stosunku do ciężaru chwili. Np. spotyka pani X-a, która Panią pyta, czy słyszała Pani, że Kowalczyk żyje ze swoją kuzynką w PTTK na Górze Świętej Katarzyny. Normalnie odpowiedziałaby  Pani: 
<<Oczywiście, słyszałam>> - albo: <<Co pani mówi?>> I w ten sposób ułatwiałaby Pani obieg ewentualnej dezinformacji, godzącej w Kowalczyka i jego kuzynkę. Skoro jednak przeszła już Pani wyższy stopień ćwiczeń, czuje Pani konieczność zastopowania niebezpieczeństwa i słowa X-a wita Pani grobowym milczeniem lub odpowiedzią luźno związaną z tematem, np. że w lasku za Jeziorną żyje specjalny gatunek dzięcioła o zielonkawym upierzeniu. 

    Posuwając się na tej drodze krok po kroku, będzie się Pani zbliżać do własnego ocalenia – w przyszłości zaś, gdy świadomość, że nasz zbiorowy los zależny jest od tego, co uczynimy sami z sobą, ogarnie szersze kręgi społeczeństwa...    

   
Co jest zasmucające: to, że moje propozycje brzmią nieprawdopodobnie. Dlaczego?  Przecież są poważne i całkiem trzeźwe. Zaproponowałem Pani prywatny, skromny program samodoskonalenia się w określonej dziedzinie, program najzupełniej wykonalny. Od jutra może Pani stawać się lepsza. Więc skąd ten śmiech? Dlaczego, pytam, to wzruszenie ramion?  Proste rzeczy ludzkie wydają nam się fantastyczne, pozostawiamy je głupcom. Straciliśmy naiwność. Biada nam: Straciliśmy naiwność!”.     

    Żeby jednak nie kończyć książki śmiechem i wzruszeniem ramion, a także, by dać jej elegancką klamrę, jak otworzyłem ją oświadczeniem Polskiej Akademii Nauk, tak zamykam przypomnieniem oświadczenia Konferencji Plenarnej Episkopatu (z 14.IX.1981 r.), w którym biskupi mocno podkreślili rolę przekazu informacji, jej obiektywizmu i kompletności jako warunku niezastąpionego, aby człowiek mógł w sposób wolny „dokonywać wyboru zależnie od wartości, które uzna za swoje” i „opowiadać się po stronie dobra i prawdy”.  

*   Powiedziałem w tym rozdziale, że :

wiedza o informacyjnych fałszach może pomóc w wystrzeganiu się ich;

już szkoła powinna ćwiczyć w szukaniu informacji i krytycznym ich odbiorze;

pełnowartościowa informacja ma znaczenie etyczne i to zarówno utylitarno-społeczne, jak i kulturalno-indywidualne;

tolerowanie i przyczynianie się do krążenia takich informacji, które mogą powodować błędy i szkody, jest częściej winą pochodzącą z wad charakteru niż nieuchronnym dopustem pochodzącym z wad umysłu.*

(* Do jakich wad,  poza błędami sztuki,  można zaliczyć masową, bardzo szkodliwą dla gospodarki i społeczeństwa, dezinformację, opisaną ma moich stronach, między innymi:  „konkretyzacja”, „mleczarstwo” i wielu innych?
Anonimus)

------------------------------------------------------------------------------
Literatura | Strona główna |