John Kay :
PODSTAWY SUKCESU FIRMY,
Przekład Andrzej Ehrlich,
Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1996
================================================================
Przytaczam wybrane
fragmenty (Strona w budowie.) Dodaję trochę własnych uwag, wyróżnionych inną czcionką i
inicjałami „Z.U.” lub pseudonimem „Anonimus”.
================================================================
SPIS TREŚCI
Przedmowa
/7
CZĘŚĆ I SUKCES FIRMY
/13
1. Struktura strategii /15
2. Dodawanie wartości /37
CZĘŚĆ II STOSUNKI PRZEDSIĘBIORSTWA /53
3. Współdziałanie i koordynacja /56
4. Stosunki umowy /79
CZĘŚĆ III WYROŻNIAJĄCE ZDOLNOŚCI /95
5. Architektura /99
6. Reputacja /126
7. Innowacja /143
8. Zasoby strategiczne /159
CZĘŚĆ IV OD WYRÓŻNIAJĄCYCH ZDOLNOŚCI DO PRZEWAGI KONKURENCYJNEJ /175
9. Rynki /178
10. Fuzje /200
11. Możliwości utrzymania wyróżniających zdolności /222
12. Możliwość zachowania dodanej wartości /249
13. Wartość przewagi konkurencyjnej /264
Dodatek: Zestawienie dodanej wartości /289
CZĘŚĆ V STRATEGIE KONKURENCJI /301
14. Ustalanie cen i sytuowanie na rynku (1) /303
15. Ustalanie cen i sytuowanie na rynku (2) /321
16. Reklama i marka /342
17. Związki pionowe /362
CZĘŚĆ VI STRATEGICZNA ANALIZA FIRMY /383
18. Sektor /385
19. Firma /407
20. Kraj /431
CZĘŚĆ VII PRZYSZŁOŚĆ STRATEGII /451
21. Krótka historia strategii przedsiębiorstw /454
22. Zakończenie /489
Załącznik /496
Bibliografia /497
Indeks firm /517
Indeks rzeczowy /523
-------------------------------------------------------------------------------------------
Przedmowa
-
str. 7
W 1986 r. zacząłem
poszukiwać odpowiedzi na pytanie : „Jakie są
przyczyny powodzenia w przemyśle ?”, mając zapewnione poważne środki na ten cel. Istnieją, być może,
ważniejsze pytania, ale było to na pewno najważniejsze spośród tych, do których
byłem przygotowany pod względem naukowym. Podjąłem więc to wyzwanie.
Było
oczywiste, że nie brakuje danych. Każda korporacja jest zobowiązana do
przekazywania szczegółowych informacji na temat swojej działalności. W krajach zachodnich istnieje wiele czasopism, w których
analizowana jest działalność czołowych przedsiębiorstw. W opisach
sytuacyjnych, historiach firm i biografiach przemysłowców przedstawiano, w jaki sposób
podejmowano decyzje i rozwiązywano problemy. Zacząłem
dochodzić do wniosku, że brakuje nie informacji, lecz odpowiednich metod
badawczych, ułatwiających zrozumienie tego, co już jest wiadome.
Podstawowym celem dla mnie stało się opracowanie takich metod, a celem tej
książki - ich opisanie. Jeżeli uda mi się
doprowadzić do tego, by menedżer wysokiego szczebla rzadziej mówił : „To dla
mnie coś nowego”, a częściej zaś : „To pozwala mi wyciągnąć wnioski z moich
doświadczeń”, przyjęty przeze mnie cel zostanie osiągnięty.
Byli tacy, którzy mówili mi, że
postawiłem sobie zadanie niemożliwe do zrealizowania,
albo też, że nie warto go realizować. Mówiono, że problemy przedsiębiorstw są
zbyt złożone, by można było w odniesieniu do nich stosować techniki
analityczne, a ponadto każda sytuacja jest wyjątkowa, a zatem dokonanie
uogólnień nie jest możliwe. Dowodzono nawet, że do
kryzysu gospodarczego w krajach zachodnich przyczyniło się stosowanie metod
analitycznych przy badaniu problemów przedsiębiorstw.
Być może jest to prawdą, że nie jest
możliwe dokonanie uogólnień dla wszystkich przedsiębiorstw, że nie da się
sformułować ogólnych teorii dotyczących źródeł sukcesu lub upadku korporacji.
Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, i to nie tylko dlatego, że podobne
uwagi poprzedzały znacznie poważniejsze osiągnięcia naukowe,... Na pierwszy rzut oka zagadnienia będące przedmiotem rozważań
w tej książce powinny poddawać się badaniu za pomocą metod analitycznych.
Jestem przekonany, że przedstawione w tej książce narzędzia będą rzeczywiście
pomocne przy rozstrzyganiu tych kwestii. Jeżeli nie, zapewne będzie to oznaczać, że są one
nieodpowiednie. Nie oznacza to jednak, że takich narzędzi nie będziemy
potrafili stworzyć.
Zacząłem
od zadawania pytań menedżerom skutecznie działających przedsiębiorstw w celu
wyjaśnienia źródeł ich powodzenia. Mówili mi, że sukces zależy od wytwarzania
właściwego wyrobu po właściwej cenie we właściwym czasie. Podstawowymi
sprawami były: znajomość rynku, motywowanie pracowników, stawianie wysokich
wymagań dostawcom i dystrybutorom. Zdałem sobie sprawę z tego, że to wszystko
jest prawdziwe, ale że ci, którzy odpowiadali na moje pytania, mówili o swoim powodzeniu, lecz nie wyjaśniali
jego przyczyn.
Wiele napisano na temat zarządzania strategicznego. Kiedy się
jednak pominie retorykę, większość podręczników dotyczących strategii składa
się z wykazu zagadnień, które kierownicy wysokich szczebli powinni rozważać
przy wytyczaniu celów swoich przedsiębiorstw. W literaturze tej stawiane są
pytania, ale nie ma tam wielu odpowiedzi.
Ekonomiści badali funkcjonowanie przemysłu, ale przedmiotem ich zainteresowania
była raczej polityka państwa niż polityka przedsiębiorstwa. Ja zaś byłem
przekonany, że powodzenie w przemyśle zależy od działalności przedsiębiorstw, a
nie od decyzji rządów. Socjologowie badali funkcjonowanie
organizacji, ale niewielu z nich porównywało cechy
firmy z ekonomicznym środowiskiem, wyznaczającym jej konkurencyjną efektywność.
Doszedłem
do wniosku, że najważniejszym zagadnieniem dla zrozumienia powodzenia lub
niepowodzenia firmy jest kwestia dostosowania jej zdolności do stojących przed
nią wyzwań. Wniosek ten prowadził bezpośrednio do podstawowych zagadnień
poruszanych w książce. Przede wszystkim
należy zdać sobie sprawę, że nie ma żadnych recept czy podstawowych rodzajów
strategii, automatycznie zapewniających powodzenie przedsiębiorstwu. Nie może ich być, bo gdyby były, to powszechne ich
stosowanie wyeliminowałoby wszelkie ewentualnie wynikające z nich przewagi
konkurencyjne. Podstawy powodzenia danej firmy są właściwe tylko dla niej.
Ta wyjątkowość jest wynikiem
kontraktów i stosunków nawiązywanych przez daną firmę, którą należy traktować
jako zbiór stosunków między różnymi zainteresowanymi w niej stronami -
pracownikami, klientami, inwestorami, akcjonariuszami. Skuteczna
firma to taka, która nadaje tym stosunkom szczególny charakter i działa w
środowisku, w którym ten charakter przynosi maksymalne korzyści. Znaczna część
książki poświęcona jest istocie tych stosunków, sposobom, dzięki którym
nabierają one szczególnego charakteru
oraz temu, jak skuteczne firmy dobierają sobie środowisko i jak nim zarządzają odpowiednio
do swoich zdolności. Jestem przekonany, że opis tego procesu wyjaśnia źródła
sukcesu firmy, gałęzi przemysłu i gospodarki narodowej jako całości.
Książka została podzielona na siedem
części. Części I i II przedstawiają podstawowe
elementy niezbędne do dalszej analizy. Część I wyjaśnia pojęcia powodzenia i
niepowodzenia przedsiębiorstwa oraz przedstawia podstawowy cel firmy -
tworzenie dodanej wartości. Firma tworzy dodaną wartość dzięki szczególnym cechom stosunków wiążących ją z zainteresowanymi w niej stronami -
pracownikami, klientami, udziałowcami i dostawcami. Część II zajmuje się tymi stosunkami i rozmaitymi ich
postaciami.
Ten szczególny zbiór stosunków
zapewnia skutecznej firmie wyróżniające ją zdolności – coś, co może ona robić,
a czego nie mogą robić jej potencjalni konkurenci. Część III zajmuje się
możliwymi postaciami takich wyróżniających firmy zdolności. Wyróżniająca
zdolność staje się źródłem przewagi konkurencyjnej jedynie wtedy, kiedy
znajdzie zastosowanie na odpowiednim rynku. Część IV omawia dostosowanie rynków
do zdolności. W częściach III i IV zdefiniowano podstawowe zagadnienia
dotyczące strategii korporacji. Wiąże się z tym odpowiedź na pytanie: „Jaką
dziedziną działalności się zajmujemy?”
W części V omówiono strategię
konkurencji. Przeanalizowano w niej stosunki z konkurentami na wybranym rynku,
a więc zagadnienia ustalania cen, określania pozycji rynkowej, reklamy i marki
firmowej, oraz stosunki pionowe firmy z jej dostawcami i dystrybutorami. W
części VI, poświęconej analizie strategicznej, łączone są poszczególne wątki na
poziomie firmy, gałęzi przemysłu i kraju. Dla wielu czytelników lektura książki
może się tu zakończyć, część VII bowiem jest przeznaczona dla tych, którzy
pragną porównać ten sposób analizy z innymi podejściami badawczymi
pozwalającymi na zrozumienie zachowań przedsiębiorstwa. W książce dokonano
pewnej syntezy w odniesieniu do koncepcji wywodzących się z wielu źródeł.
Oryginalność poglądów dotyczy jedynie sposobu wykorzystania różnych koncepcji,
wywodzących się z historii gospodarczej, ekonomii, prawa i socjologii, nie zaś
nowego pojmowania różnych zagadnień. Zamiast podawania autorów poszczególnych
myśli w tekście, zamieściłem względnie pełne dane bibliograficzne, służące...
Kiedy pisałem rozdział 21, coraz
wyraźniej uświadamiałem sobie, że praktycznie biorąc wszystkie odnośniki
dotyczą artykułów lub książek pisanych po angielsku, a większość z nich
pochodzi z USA... Książka ta jest pisana z perspektywy europejskiej,
przytoczone w niej przykłady oraz opisy pochodzą w większości z Europy.
Europejska perspektywa bezpośrednio
wpływa na sposób ustanawiania stosunków handlowych i kierowania nimi. Kultura
gospodarcza USA jest mocno indywidualistyczna i oparta na wykorzystywaniu
okazji. Do porozumienia dochodzi się w wyniku „twardych” negocjacji, a wyraża
się je w postaci konkretnego kontraktu. Jest to środowisko, w którym firmy nie
wahają się przed korzystaniem z drogi sądowej, by wymusić przestrzeganie tych
kontraktów - mogą też to robić bez narażania na szwank dalszej handlowej
współpracy. Japoński sposób prowadzenia interesów charakteryzuje się złożonymi,
lecz nieformalnymi układami stosunków, gdzie wiele reguł ma charakter
domniemany, oczywisty jedynie dla zainteresowanych stron. Europa mieści się
gdzieś w pośrodku. Sądzę, że niewielu autorów amerykańskich rozumie znaczenie
tych różnic kulturowych i ich wpływ na konkurencyjną przewagę firm i krajów.
Jeżeli zaś nie rozumieją ich Europejczycy, to grozi nam kombinacja najgorszych
cech obu tych stylów zamiast najlepszych, które moglibyśmy wykorzystać. Wracam
do tych kwestii w rozdziałach 20 i 22.
Część I SUKCES FIRMY
1 STRUKTURA STRATEGII - str. 15
W
rozdziale tym opisuję historię trzech legendarnych już firm. W 1959 r. BMW było
na skraju bankructwa. Firma odzyskała kondycję, stając się jednym z
najrentowniejszych producentów samochodów na świecie. Honda, w ciągu pięciu lat
od momentu wejścia na rynek amerykański, stał się czołowym dostawcą motocykli w
USA. Glaxo, brytyjskie przedsiębiorstwo znane przede
wszystkim z produkowanej żywności dla niemowląt, wprowadziło na rynek produkt,
który stał się najlepiej sprzedawanym lekiem na świecie w całej historii
przemysłu farmaceutycznego.
Istotę sukcesu najłatwiej można
zrozumieć, gdy się go przeciwstawi niepowodzeniu. Opowiadam więc też o tym ,
jak Saatchi & Saatchi
próbował stworzyć pierwszą międzynarodową,
interdyscyplinarną firmą doradczą, jak Groupe Bull
usiłowała stać się europejskim rywalem IBM i w jaki sposób EMI wykorzystało
największe osiągnięcie w radiografii od czasów odkrycia promieni Roentgena.
Działania podejmowane przez te firmy doprowadziły je na skraj załamania
finansowego.
Historie tych przedsiębiorstw
wskazują, w jaki sposób powodzenie korporacji zależy od skutecznego dostosowania
zewnętrznych stosunków firmy do wyróżniających ją zdolności. BMW, Honda i Glaxo są firmami, które rozpoznały swe szczególne
zdolności, wybrały rynki najlepiej dostosowane do ich możliwości i opracowały
skuteczne strategie konkurencji. Niekiedy robiły to z pewnym opóźnieniem
i nie zawsze w sposób świadomy, ale ten właśnie proces stworzył podstawy ich
późniejszych sukcesów.
Na podstawie historii pozostałych
trzech firm można określić najczęściej spotykane przyczyny niepowodzenia.
Groupe Bull po prostu nie miała zdolności
odpowiednich do jej aspiracji. Saatchi mylnie
pojmował istotę swoich silnych stron w konkurencji i ponosząc duże koszty
wszedł na rynki, na których jego zdolności były bezwartościowe. EMI nie zdołało
wykorzystać swoich wyróżniających zdolności w długim okresie ze względu na
wadliwe kształtowanie stosunków z konkurentami i klientami. Stosowało ono
błędną strategię konkurencji.
Sukces korporacji, osiągnięty przez
BMW, Hondę i Glaxo, nie stanowi urzeczywistnienia
wizji, aspiracji czy misji - nie jest wynikiem strategii „życzeniowej”.
Jest wynikiem starannej oceny silnych stron firmy oraz otoczenia, w którym ona
działa. Starannie opracowany plan korporacji nie zawsze prowadzi do sukcesu.
Strategia skutecznych firm jest elastyczna i nastawiona na korzystanie z
okazji . Jednakże w przedsiębiorstwie osiągającym sukces strategia
jest zarazem racjonalna, analityczna i wykalkulowana. Elastyczność nie oznacza
oczekiwania na coś, co się samo pojawi. Okazje są dobre tylko dla tych firm,
które wiedzą, czy z nich skorzystać, czy je odrzucić. Sukces korporacji jest
pochodną przewagi konkurencyjnej, wynikającej z wyróżniających ją
zdolności, najczęściej wywodzących się ze szczególnego charakteru jej stosunków
z dostawcami, klientami lub pracownikami, zdolności, które zostały precyzyjnie
zidentyfikowane i wykorzystane na odpowiednich rynkach. Pozostała część książki
rozwija te poglądy i wyjaśnia rozmaite rodzaje zdolności wyróżniających
skuteczne firmy oraz sposoby ich efektywnej identyfikacji, doskonalenia i
wykorzystywania.
---------- • ----------
Czy miało sens, aby Benetton, włoski producent dzianin, rozwijał działalność w
dziedzinie handlu detalicznego, czy też miał rację, udzielając licencji na
prowadzenie większości swoich sklepów indywidualnym przedsiębiorcom? Czy Saatchi & Saatchi powinien podejmować próby stworzenia
ogólnoświatowego przedsiębiorstwa reklamowego? Jaki segment rynku był
najodpowiedniejszy dla BMW? Są to typowe zagadnienia strategii korporacji,
która dotyczy dokonywania przez firmę wyboru dziedziny działalności, rynków i
sposobów działania.
Czy Eurotunnel
powinien oferować szczególnie wysoką jakość usług, czy wykorzystać swoje niskie
koszty operacji w celu obniżenia cen? W jaki sposób Honda powinien wchodzić na
rynek amerykański? Jaką postawę powinien
zająć producent telewizorów wobec trzech różnych standardów telewizji wysokiej
rozdzielczości i potencjalnego rynku o wartości dziesiątków miliardów GBP? Jaka
będzie przyszłość europejskich linii lotniczych, jeżeli będzie postępować ich
deregulacja? Są to typowe zagadnienia strategii gospodarczej czy konkurencyjnej
firmy.
Strategia firmy decyduje o wzajemnym
dostosowaniu jej wewnętrznych zdolności i zewnętrznych stosunków. Opisuje ona,
w jaki sposób firma reaguje na działania swoich dostawców, klientów,
konkurentów oraz społeczne i ekonomiczne środowisko, w którym funkcjonuje. Przy
analizowaniu strategii wykorzystuje się doświadczenia z przeszłości do
opracowania koncepcji, narzędzi, danych oraz modeli, które umożliwią podjęcie
decyzji dotyczących przyszłości. Gdy
rozpatrzymy łącznie strategię korporacji i strategię konkurencji. Zrozumiemy,
dlaczego tylko niektóre firmy odniosły sukcesy.
Dlaczego EMI nie zdołało osiągnąć korzyści po wprowadzeniu swojego
skanera do badań diagnostycznych, zaś Glaxo osiągnęło
sukces w wyniku wprowadzenia na rynek swojego leku przeciw chorobie wrzodowej
układu pokarmowego o nazwie Zantac? Dlaczego Philips miał tak niewiele korzyści
ze swoich osiągnięć w dziedzinie innowacji?
Dlaczego firma Marks & Spencer wciąż rośnie w siłę, podczas gdy tak
wiele innych firm handlu detalicznego odniosło spektakularne, ale jedynie
przejściowe sukcesy?
Rozdział ten ma ułatwić zrozumienie,
w jaki sposób efektywne przedsiębiorstwa ustaliły skuteczne strategie dzięki
zidentyfikowaniu wyróżniających je zdolności oraz ich powiązaniu z gospodarczym
otoczeniem, w którym się znajdowały.
BMW
- str. 17
Niewiele osób korzystających z samochodu BMW wie, co ten skrót oznacza, czy
zdaje sobie sprawę z tego, że niebiesko-biały znak firmowy nawiązuje do
państwowej flagi Bawarii. Bayerische Motor Werke
zostały założone w czasie pierwszej wojny światowej. Specjalizowały się w
produkcji silników. Obecnie produkuje dwa podstawowe rodzaje wyrobów: samochody
i motocykle. Dziś BMW jest jedną z największych i najskuteczniejszych firm
niemieckich.
Samochody BMW nie są ani
najmocniejsze, ani najbardziej niezawodne, ani najbardziej luksusowe spośród
tych, które znajdują się na rynku, chociaż pod każdym z tych względów zajmują
dobrą pozycję. Nikt też nie twierdził, że są tanie, nawet jeśli się uwzględni
wysoki poziom wyposażenia większości modeli firmy. Konstrukcja tych samochodów
jest konwencjonalna, a ich wygląd – zdecydowanie tradycyjny.
Osiągnięcia BMW wynikają z dwóch,
ściśle ze sobą związanych czynników. Firma zapewnia wyższej jakości obróbkę w
porównaniu do typowej, seryjnej produkcji samochodów. Chociaż obecnie samochody
są w większości wykonywane przez roboty lub pracowników z krajów o niskich
płacach, BMW nadal utrzymuje wysoko kwalifikowaną niemiecką siłę roboczą. Firma
korzysta, jak to robi wiele niemieckich przedsiębiorstw, z systemu oświaty
zapewniającego wdrożenie podstawowych umiejętności technicznych niezwykle dużej
części ludności. Pod tym względem BMW jest typowym przedstawicielem znacznej
części niemieckiego przemysłu przetwórczego.
Jednakże osiągniecie sukcesu przez
BMW nie było sprawą łatwą i pewną. W 1945 r. firma była czołowym niemieckim
producentem silników lotniczych. Zarówno jej podstawowy rynek, jak i majątek
trwały legły w gruzach. Chociaż niemiecka odbudowa w latach pięćdziesiątych
następowała w tempie, które zapewniło jej nazwę cudu gospodarczego,
BMW była firmą, której się nie wiodło. W 1959 r. przedsiębiorstwu groziła
upadłość i wydawało się, że jedyną szansą na jego uratowanie byłaby pomoc
Mercedesa.
BMW
znalazła jednak potężnego udziałowca – Herberta Quandta
– który dostrzegł silne strony przedsiębiorstwa. Punktem zwrotnym było
rozpoznanie przez firmę rynku, na którym najskuteczniej mogła wykorzystać swoje
zdolności, rynku limuzyn o dużej sprawności, które od tamtego czasu stały się
niemal synonimem nazwy BMW. Model BMW
1500, wprowadzony w 1961 r., zapewnił firmie znakomitą reputację związaną z
wysoką jakością techniczną. Z kolei marka ta stała się symbolem wyróżniającym
młodych, zamożnych profesjonalistów europejskich. Ta kombinacja – systemu
produkcji, zapewniającego przedsiębiorstwu szczególną przewagę na wybranym
segmencie rynku; światowej reputacji, związanej z wysoką jakością wyrobu;
marki, od razu wyróżniającej cele i aspiracje klientów – nadal zapewnia BMW
pozycję jednego z najrentowniejszych producentów samochodów na świecie.
Dziś BMW ma strukturę, dzięki
której maksymalizuje swoją przewagę. Marże zysku detalicznego samochodów BMW są
stosunkowo wysokie. Koncern utrzymuje ścisłą kontrolę nad swoją siecią
dystrybucji. Kontrola ta sprzyja utrzymaniu pozycji marki, a także wspomaga
segmentację rynku. (...)
Planowanie Strategiczne
-
str. 19
Od najdawniejszych czasów istnienia handlu przedsiębiorstwa miały swoje
strategie. Jednakże dopiero w latach sześćdziesiątych XX w. powszechnie zaczęto
zajmować się poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, jakie to powinny być
strategie. Od tamtego czasu nieprzerwanie badano i omawiano strategię oraz
nauczano jej podstaw.
Początkowo myślenie strategiczne utożsamiano z planowaniem
średnio - i długookresowym. Plan korporacji obejmował prognozy dotyczące
sprzedaży, przychodów kosztów i zysków związanych z działalnością firmy. W
coraz większym stopniu firmy zaczęły
sobie jednak zdawać sprawę
z tego, że takie działania wywierają niewielki wpływ na konkretne decyzje
operacyjne i moda na planowanie zaczęła powoli ustępować. Chociaż wiele
przedsiębiorstw nadal stosuje sformalizowany cykl planowania, niewiele z nich
przypisuje już do niego dużą wagę ani też nie poświęca na ten cel tyle środków,
co dawniej.
Ciekawe, że to współczesne
osiągnięcia matematyki wykazały słuszność tego, co podejrzewało wielu
przedsiębiorców - praktyków. Próby przewidywania ewolucji firmy w dłuższym
okresie czasu są zasadniczo bezużyteczne. Dwadzieścia lat temu wydawało się, że
technika z czasem przezwycięży te problemy. Sądzono, że dostateczna ilość
informacji i komputery o wielkiej mocy obliczeniowej stopniowo
rozwiążą problem niepewności w dziedzinie działalności gospodarczej. Dziś
wiemy, że nigdy tak nie będzie. Podobnie jak pogoda, gospodarka stanowi system,
w którym małe różnice w punkcie wyjścia mogą powodować znaczne odchylenia w
efektach końcowych. Nie należy zatem oczekiwać, że coraz lepsza, chociaż nadal
nie doskonała, informacja umożliwi nam coraz precyzyjniejsze przewidywanie
rzeczywistego efektu końcowego. Nigdy nie będziemy w stanie przewidzieć, jaka
będzie pogoda za dziesięć lat, ani też nie będziemy w stanie stwierdzić, jaka
za dziesięć lat będzie wysokość zysków.
Z analogii tej wynika jasno, że
jeżeli zdamy sobie sprawę z granic naszej wiedzy, możemy się wiele nauczyć.
Chociaż nie wiemy, jaka będzie pogoda za dziesięć
lat, to z pewnością wiemy, że w lecie zapewne będzie cieplej niż w zimie, że w
Bergen wilgotność powietrza będzie większa niż w Madrycie, że dzisiejsza pogoda
wpływa na jutrzejszą w dużym stopniu, chociaż nie w pełni można przewidzieć, w
jaki sposób. Ta wiedza ma poważne skutki dla naszych zachowań. Przy ustrukturalizowanym gromadzeniu informacji centralną rolę
odgrywa powtarzalność wzorców i występowania trendów. Nie możemy z całą
pewnością przewidywać, ani w całości kontrolować, ewolucji przedsiębiorstwa,
ale nie jest to też proces wyłącznie losowy.
Honda
- str. 21
Rozpoznanie przez Hondę
potrzeb amerykańskiego rynku motocykli jest klasycznym przykładem strategii
korporacji. W latach pięćdziesiątych w USA motocykle kojarzyły się z
subkulturą, dziś przypominaną przez filmy, skórzane kurtki, zapach oleju i
buntownicza młodzież. W 1964 r., w pięć lat po wejściu Hondy na rynek amerykański, na każde trzy motocykle
sprzedawane w USA, jeden był jej produkcji. Najlepiej sprzedawał się model o
pojemności silnika 50 cm3, którego kampania reklamowa przebiegała
pod hasłem: „Hondą jeżdżą najmilsi ludzie”.
Sukces Hondy rozpatrywano na dwa
sposoby. Twierdzono, że strategia Hondy stanowiła pierwowzór japońskiej
penetracji na zachodnich rynkach. Agresywne dążenie do zwiększania wolumenu
sprzedaży krajowej stworzyło podstawę do ekspansji za granicą dzięki niskim
kosztom. Takie wnioski wynikały z badań przeprowadzonych przez Boston
Consulting Group na zlecenie rządu brytyjskiego [BCG, 1975]. Nieco inny pogląd
wyraził Richard Pascale po przeprowadzeniu w Tokio
wywiadów z Japończykami w starszym wieku, którzy wprowadzali motocykle Honda na
rynek amerykański. Wspominali oni, że Honda chciał zdobyć skromną część
istniejącego rynku motocykli w USA.
„P. Honda szczególnie wiele się
spodziewał po motocyklach z silnikami o pojemności 250 cm3 oraz 500
cm3. Kształt kierownicy tych ciężkich maszyn przypominał brwi Buddy,
co jego zdaniem stanowiło dużą zachętę do kupna” [Pascale,
1984, s. 54].
Te oczekiwania nie spełniły się.
Brwi Buddy stanowiły niewielką atrakcję dla Mariana Brando w skórzanej kurtce.
„Odwiedziliśmy dealerów motocykli,
którzy potraktowali nas w nieuprzejmy sposób, a ponadto sprawiali ogólne
wrażenie entuzjastów motocykli, którzy jedynie przypadkowo zajmują się ich
sprzedażą „ [Pascale, 1984, s. 54].
Pierwsze małe motory wyeksportowane do USA były przeznaczone dla
pracowników Hondy do ich osobistego użytku. Dopiero, kiedy zwrócił na nie uwagę
na ulicach Los Angeles jeden z zaopatrzeniowców Searsa, a w większych maszynach
zaczęły występować problemy z niezawodnością, firma Hondy skoncentrowała się na
sprzedaży motorów o pojemności 50 cm3. Autorem sloganu o najmilszych ludziach był student
Uniwersytetu Kalifornii.
Żadna z tych relacji nie brzmi
przekonująco. Sprawozdanie BCG stanowi wyraz niemal paranoicznego lęku,
odczuwanego przez wielu ludzi z krajów zachodnich wobec osiągnięć japońskich.
Natomiast wynikający ze stwierdzeń Pascale’a wniosek, że sukcesy Hondy były jedynie
dziełem szczęśliwego przypadku, byłby bardziej wiarygodny, gdyby
przedsiębiorstwo nie odczuwało tak często pomyślnych skutków szczęśliwych
przypadków przez cały okres swego budzącego podziw rozwoju.
Nigdy się nie dowiemy, w jakim
stopniu sukces Hondy był rzeczywiście wynikiem szczęśliwego przypadku, a w
jakim racjonalnego działania. Pomimo że wiedza ta może być ważna dla historyka
gospodarki, ma ona niewielkie znaczenie dla stratega przedsiębiorstwa1.
Honda w błyskotliwy sposób wszedł na rynek. Strategia firmy oparta była na
rachunku ekonomicznym, korzystaniu z nadającej się okazji, tworzeniu wizji i
eksperymentowania. Jak każda skuteczna strategia korporacji, koncentrowała się
ona na wyróżniających zdolnościach – umiejętności wytwarzania nowoczesnego, ale
prostego wyrobu przy niskich kosztach. Wejście na rynek zależało od skutecznej
strategii konkurencji w pełni wykorzystującej segmentację rynku, związanej ze
stworzeniem wyróżniającej się sieci dystrybucji, która pomijała tradycyjne
punkty sprzedaży dla entuzjastów motocykli. Wnioski, które możemy wyciągnąć,
analizując tę strategię, są niezależne od tego, czy Honda obmyślił ją w wyniku
starannego planowania, czy natrafił na nią przypadkowo.
Istota strategii - str. 22
Problemy, z którymi tak skutecznie poradziły
sobie BMW i Honda, stanowią istotę strategii. BMW i Honda musiały rozważyć, na
jakie rynki powinny wchodzić, jak usytuować swoje wyroby na tych rynkach, jak
budować stosunki z dealerami i producentami części. Podstawę strategii stanowią
stosunki firmy z jej otoczeniem, a strategia konkurencji jest sposobem
traktowania tych stosunków, który może być wyraźnie określony, domniemany,
zaprogramowany lub może się ujawniać
stopniowo. Strategia – jak wynika z przykładu Hondy czy BMW – stanowi sekwencję połączonych
wydarzeń, składających się w zwarty układ zachowań przedsiębiorstwa.
Każda firma stanowi fragment bogatej sieci wzajemnych
stosunków. Musi radzić sobie z klientami i dostawcami, obecnymi i potencjalnymi
konkurentami. Dla strategii wielu firm istotne znaczenie mają także ich
stosunki z rządem. Rząd może kupować wyroby firmy lub regulować zasady jej
działania w wielu dziedzinach. W rozdziałach 3 i 4 zdefiniowano i zanalizowano rozmaite
rodzaje stosunków, w jakie firmy wchodzą.
Stosunki te mogą mieć charakter klasyczny
oraz kontraktowy (szczegółowo określony w dokumentach
prawnych) lub nieformalny i relatywny, co zależy
przede wszystkim od sposobu prowadzenia interesów przez obie strony. Są one
nawiązywane z myślą o obustronnych korzyściach, gdyż w działalności
gospodarczej, podobnie jak w życiu, rzadko występują stosunki, w których jedna
strona stale wygrywa, a druga wciąż traci. Nawiązywane stosunki mają służyć
rozwiązywaniu problemów dotyczących współpracy, koordynacji i różnicowania.
Szczególna struktura tych stosunków, czyli ich architektura, jest źródłem
przewagi konkurencyjnej niektórych firm, rozpatrywanej w rozdziale 5.
Przedmiotem strategii konkurencji
przedsiębiorstwa są stosunki między nim a jego otoczeniem, istnieje więc wiele
podstawowych problemów z dziedziny zarządzania, którymi ona się nie zajmuje.
Strategia w zasadzie nie zajmuje się motywowaniem pracowników, finansami,
księgowością czy programowaniem produkcji oraz kontrolą zapasów, chociaż
wszystkie te zagadnienia mogą wpływać na strategię firmy i podlegać jej
wpływom.
(...) W większości sektorów istnieje wiele firm, które stosują prawidłowe
rozwiązania w dziedzinie finansów i księgowości, stosunków międzyludzkich oraz
dysponują dostosowaną do swoich potrzeb techniką gromadzenia informacji.
Powodzenie jednej z firm w tych dziedzinach nie przynosi szkody innym*
(* Nie był bym tego pewny. Przynajmniej nie jest to jednoznaczne.
Firmy uzyskują w ten sposób przewagę konkurencyjną, a to konkurentom raczej
szkodzi. Z.U.).
Przy wdrażaniu rozwiązań dotyczących finansów i księgowości, stosunków
międzyludzkich czy informacji jest rzeczą normalną i właściwą korzystanie z
najlepszych doświadczeń innych firm *
(* O ile one nie obejmą tego jakąś tajemnicą, np. handlową,
organizacyjną, służbową. To jest normalne, że z trudem wypracowanych swoich
„sekretów” firmy mogą nie chcieć „zdradzać”, szczególnie konkurencji. Z.U.).
Jednakże w przypadku strategii jest
inaczej. Honda i BMW nie zdobyły swoich pozycji na rynku wzorując się na
doświadczeniach swoich konkurentów. W obu firmach próby zastosowania strategii
konkurentów zawiodły. Małe samochody BMW nie zdobyły takiego uznania, jak
produkowane przez Innocenti, a jego limuzyny były
gorsze od Mercedesów. Honda mógł sprzedawać swoje motocykle o dużej mocy w USA
dopiero wówczas, gdy powodzenie całkiem innych wyrobów zniszczyło finansowo
jego konkurentów i zapewniło mu odpowiednią reputację. Skuteczna strategia
rzadko kiedy jest strategią naśladowczą. Polega ona na dobrym robieniu tego,
czego rywale nie mogą robić lub co przychodzi im z trudem, nie zaś tego, co
mogą robić albo już robią.
Groupe Bull
- str. 24
IBM uważana jest za najskuteczniejsze przedsiębiorstwo na świecie w ostatnim
trzydziestoleciu. Firma zdominowała wielki, szybko rozszerzający się rynek, a
jej wyroby zmieniły wszystkie aspekty zachowań przedsiębiorstw. IBM dostarcza
produktów o wysokim poziomie technicznym, ale jej siła nie wynika z techniki, którą
często woli odtwarzać, niż tworzyć.
Słynny slogan reklamowy IBM: „Nikogo jeszcze nie zwolniono z pracy za
to, że wybrał IBM”, nie został opracowany ani wprowadzony przez samą firmę,
lecz przez jej klientów. Odzwierciedla on rzeczywistą, wyróżniającą zdolność
przedsiębiorstwa – umiejętność
dostarczania nie tylko sprzętu komputerowego, lecz także rozwiązań
problemów klientów. Istotna jest ponadto reputacja, potwierdzająca, że
faktycznie ma te umiejętność.
Politycy i przedsiębiorcy w Europie
od dawna marzyli o stworzeniu europejskiego odpowiednika IBM... Rząd francuski
najsilniej ze wszystkich rządów europejskich opierał się hegemonii IBM we
wszystkich rodzajach komputerów, a firmą najbardziej zdecydowaną na
przeciwstawienie się IBM była Groupe Bull. Groupe Bull osiągnęła największy sukces na początku ery
komputerowej w latach sześćdziesiątych, gdy jej komputery Gamma 60 były
najnowocześniejszymi urządzeniami. Zapewniły one firmie światową markę i
otworzyły drogę do rynków na całym świecie. Jednakże następna seria (90) nie
spełniała warunków przewidzianych w jej specyfikacji. Firma zdała sobie sprawę
z tego, że nie dysponuje takimi możliwościami technicznymi, aby samotnie
przeciwstawić się IBM... Zaczęto szukać silnego partnera amerykańskiego i wybrano
General Electric. Jednakże De Gaulle, oburzony wizją osłabienia francuskiego
przywództwa w dziedzinie światowej informatyki, początkowo zablokował
transakcję... General Electric szybko doszedł do wniosku, że dziedzina
komputerów jest opanowana przez IBM, i całkowicie się z niej wycofał... Na
początku 1992 r. Bull ogłosiła zawarcie sojuszu z
IBM.
(...) Przez trzydzieści lat Groupe Bull była
przedsiębiorstwem, którego siłą napędową była nie ocena tego, czym jest, lecz
wizja tego, czym pragnęło być... Bull - jak inne
europejskie firmy komputerowe - jest klasycznym przykładem przedsiębiorstwa,
którego strategia oparta jest na aspiracjach, a nie zdolnościach. Skuteczna
strategia (np. Hondy czy BMW) opiera się na tym, w czym firma jest wyróżniająco
dobra, a nie na tym, w czym chciałaby być dobra, jest przy tym dostosowawcza i
korzysta z okazji wynikających z wyróżniających ją zdolności.
Tworzenie
strategii - str. 26
Nie ma niczego nowego w
stwierdzeniu, że strategie powinny mieć charakter adaptacyjny i wykorzystywać
okazję, a planowanie powinno rozpoczynać się od oceny wyróżniających zdolności
firmy. Jednakże stwierdzenia te są często mylnie interpretowane. Strategię
adaptacyjną przeciwstawia się - całkowicie błędnie - analitycznemu podejściu do
strategii, tymczasem w rzeczywistości jest ono przeciwieństwem wizji, misji lub
strategii życzeniowej, które nie zawierają żadnych elementów analitycznych.
Stwierdzenie, że nie możemy przewidzieć, gdzie nasze przedsiębiorstwo będzie za
pięć lat, wcale nie oznacza, że nie możemy planować przyszłości. Stwierdzenie,
że skuteczne firmy i skuteczni przedsiębiorcy wykorzystują okazję, jak Honda,
nie oznacza, że firmy czy menedżerowie powinni, jak brytyjski przemysł
motocyklowy, biernie czekać na to, co się zdarzy.
Gdy stratedzy mówią o wyróżniających
zdolnościach, szybko przechodzą do tematu, jak je uzyskać. Jest to oczywiście
ważne, a najbardziej wyróżniające zdolności zostały w takim czy innym sensie stworzone
przez firmy, które nimi dzisiaj dysponują. Jednakże dążenie do stworzenia
wyróżniających zdolności znajduje się na pograniczu strategii życzeniowej.
Uzyskiwanie takich zdolności musi być zadaniem niezwykle trudnym, gdyby bowiem
tak nie było, dana zdolność szybko przestałaby być wyróżniająca.
Z sukcesu Lincolna nie wynika, że
każdy, kto się dostatecznie stara, może zostać prezydentem USA, lecz to, że w
otwartym społeczeństwie człowiek wyjątkowo utalentowany może odnieść sukces
niezależnie od tego, jak skromne były jego początki. Na przykładzie Komatsu można stwierdzić, że umiędzynarodowienie
współczesnej gospodarki stwarza równie szerokie możliwości w dziedzinie handlu,
jak demokratyzacja USA w dziedzinie polityki. Komatsu
osiągnął sukces dzięki jakości i konkurencyjnej cenie swoich wyrobów.
W książce tej większy nacisk
położymy na definicję i identyfikację wyróżniających zdolności niż na ich
tworzenie. Sukces częściej jest wynikiem wykorzystania tych zdolności, które
firma już ma, niż tworzenia nowych. Punktem wyjścia przy wyborze strategii jest
zrozumienie, jakie zdolności wyróżniają firmę.
SAATHI & SAATCHI - str. 27
Przez pewien czas firma Saatchi & Saatchi była najbardziej znaną agencją reklamową w świecie.
Przedstawiająca mężczyznę w ciąży reklama, która miała zachęcić do planowania
rodziny, była kontrowersyjna, ale przyniosła ogólnokrajową sławę małej agencji,
kontrolowanej przez braci Charlesa i Maurice'a Saatchi.
Udział tej agencji w zakończonej powodzeniem pierwszej kampanii wyborczej
Margaret Thatcher w 1979 r. przyniósł jej rozgłos już nie tylko krajowy, ale i
międzynarodowy.
Jednakże wspaniała reputacja nie zadowoliła braci Saatchi.
Postanowili oni stworzyć firmę międzynarodową.
Pod koniec dziesięciolecia, zgodnie
z dążeniem obu braci, Saatchi & Saatchi stała się pierwszą międzynarodową,
interdyscyplinarną organizacją marketingową i konsultingową. Miała też poważne
kłopoty finansowe. Pod presją bankierów i udziałowców bracia Saatchi zrzekli się kierowania firmą. Nowe kierownictwo
przystąpiło do demontażu imperium zrodzonego z wizji obu braci.
Agencja Saatchi
& Saatchi rozpoczęła działalność od stworzenia
reputacji, której nikt w tej dziedzinie nie potrafił dorównać, oraz zespołu
twórców, który wzbudzał ogromny podziw. Są to charakterystyczne zasoby
skutecznej, profesjonalnej firmy usługowej. Kupowane przez braci Saatchi firmy charakteryzowały się dokładnie takimi samymi
zasobami. Największy ich zakup, firma Ted Bates, był jedną z największych i
najbardziej szanowanych agencji reklamowych w USA. Na swoim rynku cieszyła się
równie dobrą reputacją i nigdy nie było mowy o prowadzeniu przez nią
działalności pod firmą Saatchi. Międzynarodowi
klienci nie składali nowych zamówień połączonej agencji. W obawie przed
konfliktem interesów wycofywali dotychczasowe, gdyż rozbudowana firma często
już prowadziła sprawy ich konkurentów.
Dążąc do osiągnięcia strategicznego
celu - umiędzynarodowienia swej działalności - Saatchi
zapłacił wysoką cenę za uzyskanie kontroli nad innymi firmami. Wewnętrzna
słabość tej strategii nie ujawniała się przez pewien czas... Jednak z czasem
przychody zmalały, a przedsiębiorstwu pozostała góra długów i kolekcja firm, co
prawda dobrych, ale niewartych zapłaconych za nie pieniędzy.
Strategia życzeniowa zawiodła w
przypadku Groupe Bull, bo nie było możliwe
osiągnięcie przyjętego przez nią celu. Strategia życzeniowa zawiodła również w Saatchi & Saatchi, gdyż
osiągnięto cel, który nie był odpowiedni dla tej właśnie, konkretnej firmy.
Strategia braci Saatchi została oparta na marzeniu, a
nie na analizie konkurencyjnych silnych stron przedsiębiorstwa. Firma
dostosowała się do realiów rynku dopiero w obliczu realnej groźby bliskiego
załamania finansowego.
Trwała
i wyłączna własność wyróżniającej zdolności - str. 29
Zdolność może być
wyróżniająca jedynie wtedy, kiedy wynika z cechy, której brak innym firmom. Nie
wystarczy jednak, by była to cecha jedynie wyróżniająca. Powinna też być trwała
i stanowić wyłączną własność. Wyróżniająca zdolność jest możliwa do utrzymania
jedynie pod warunkiem, że jest trwała.
Istnieje stosunkowo niewiele
rodzajów wyróżniających zdolności, które spełniają warunki trwałości i
własności. Analizy działalności skutecznych przedsiębiorstw wykazują, że
powtarzają się trzy ich rodzaje. Oczywistym źródłem wyróżniających zdolności
jest innowacja, jednakże rzadko jest to źródło trwałe i będące wyłączną
własnością firmy, gdyż udana innowacja szybko przyciąga naśladowców. Najłatwiej
można utrzymać przewagę w przypadku tylko nielicznych innowacji, przy których
ochrona patentowa jest skuteczna. Nierzadko tajemnica procesu produkcji lub
inne cechy utrudniają odtworzenie innowacji przez inne firmy. Najczęściej
jednak do tego, aby dzięki innowacji mieć przewagę konkurencyjną , trzeba zastosować
całą gamę strategii wspierających.
To, co sprawia wrażenie przewagi
konkurencyjnej wynikającej z innowacji, jest często efektem działania systemu
organizacji, umożliwiającego wprowadzenie kolejnych innowacji. Jest to
przykładem drugiego rodzaju wyróżniających zdolności, który nazywam
architekturą. Architektura jest systemem stosunków wewnątrz firmy albo między
firmą a jej dostawcami i klientami, lub jednym i drugim. Firma z wyróżniającą
ją architekturą czerpie siłę ze swojej zdolności przekazywania informacji
dotyczącej firmy, wyrobu lub rynku, wewnątrz firmy oraz swoim klientom lub
dostawcom. Potrafi też szybko i elastycznie reagować na zmieniające się
warunki.
Trzeci rodzaj wyróżniających
zdolności związany jest z reputacją. W pewnym sensie reputacja jest swoistym
rodzajem architektury, ale jest tak rozpowszechniona i tak ważna, że najlepiej
traktować ją jako odrębne źródło przewagi konkurencyjnej. W istocie w strategii
wielu skutecznych firm ważnym elementem jest przekształcenie początkowej
wyróżniającej zdolności opartej na innowacji lub architekturze w trwalszą,
wynikającą z reputacji.
Od
zdolności do przewagi konkurencyjnej
-
str. 30
Wyróżniająca zdolność
staje się przewagą konkurencyjną z chwilą jej zastosowania w danym sektorze i
wprowadzenia na rynek. Zarówno rynek, jak i sektor można opisać za pomocą dwóch
istotnych czynników: regionu i produktu. Niekiedy wybór rynku jest bezpośrednią
konsekwencją wykorzystania wyróżniającej zdolności. Innowacja zazwyczaj sama
wskazuje na odpowiedni rynek. Pilkington wynalazł proces wylewania szkła na
stopioną cynę, co spowodowało, że zbędne stało się tradycyjne szlifowanie i
polerowanie szklanych płyt. Nie ma potrzeby wymieniania gałęzi przemysłu i
rynków, gdzie taka innowacja jest przydatna. Istotne znaczenie mają inne
aspekty strategii. Innowacja nie zna granic geograficznych. Chociaż większość
firm wprowadza innowacje na swoich rynkach krajowych, rzadko kiedy granice
państwowe powstrzymują rozpowszechnienie udanej innowacji. Nie zawsze można określić,
jaki rynek jest odpowiedni dla danej innowacji, a jego dokładna identyfikacja
może mieć istotne znaczenie. Popyt na magnetowidy, jak się okazało, związany
był z produkcją kaset z nagraniami filmów, a nie nagrywaniem filmów przez
amatorów. Oznaczało to, że czas odtwarzania powinien wynosić 3 godziny, a nie
30 minut. JVC dostrzegł tę pozornie niewielką różnicę szybciej niż Sony, a to
okazało się jednym z podstawowych czynników decydujących o sukcesie lub
niepowodzeniu na rynku. LCD, wyświetlacz ciekłokrystaliczny, w momencie
opracowania stanowił ciekawostkę naukową i przez dziesiątki lat czekał na
praktyczne zastosowanie.
Inne firmy mają wyróżniające
zdolności wynikające z ich architektury, a tę samą przewagę architektury często
można wykorzystać w wielu gałęziach przemysłu i na wielu rynkach. W przypadku
BMW wybór sektora przemysłu i segmentu rynku wcale nie był oczywisty, ale w
ostatecznym rachunku, jak się okazało, miał decydujące znaczenie. Dla Hondy
wybór segmentu rynku wydawał się oczywisty. Firma przewidywała niewielki popyt
na małe motocykle (popularne w zatłoczonej Japonii) na wielkich, otwartych
przestrzeniach USA. Pogląd ten okazał się jednak błędny. Rynek dużych motocykli
wybrany przez Hondę był rynkiem, na którym nie miał żadnej początkowej przewagi
konkurencyjnej. Powodzenie było wynikiem zupełnie innego usytuowania wyrobu.
Wybrane segmenty rynku (limuzyny o dużej sprawności w przypadku BMW i lekkie
motocykle o małej mocy w przypadku Hondy) miały cechy innowacji dostosowanej do
wyróżniających zdolności firm.
Reputację zdobywa się na konkretnych
rynkach. Z konieczności wiąże się ona z określonym wyrobem lub grupą wyrobów.
Ma też określone granice geograficzne.
Firma może korzystać z przewagi
konkurencyjnej jedynie w odniesieniu do innej firmy w tym samym sektorze. (...)
Łatwiej można utrzymać wyróżniającą
zdolność na małym rynku niż na dużym, ale jest ona bardziej opłacalna na dużym
rynku niż na małym.
Jeżeli jednak utrudnione jest
wejście do danego sektora, to firma, nawet nie dysponując przewagą
konkurencyjną, może i tak osiągnąć znaczne dochody. (...) Nie ma większej
przewagi konkurencyjnej od tej, jaką daje nieobecność konkurentów. Zyski są
bowiem wynikiem nie tylko wykorzystania wyróżniających zdolności, lecz także
posiadania zasobów strategicznych - przewagi konkurencyjnej wynikającej raczej
ze struktury rynku niż ze szczególnych właściwości firm działających na tym
rynku.
GLAXO I EMI - str. 33
Strategia firmy opiera się na dopasowaniu odpowiednich rynków do wyróżniających
zdolności. Strategia konkurencji zajmuje się stosunkami między firmą a jej
konkurentami, dostawcami i klientami na wybranych przez nią rynkach.
W latach siedemdziesiątych dwie
brytyjskie firmy, Glaxo i Emi,
stworzyły dwa nowe produkty o cechach innowacji. Powodzenie obu w zasadniczym
stopniu zależało od ich sprzedaży na amerykańskim rynku usług medycznych. Glaxo wynalazła skuteczny lek przeciwko chorobie wrzodowej,
pod nazwą Zantac. Skaner EMI stanowił najpoważniejsze
osiągnięcie w radiologii od czasów odkrycia promieni Roentgena. Glaxo z firmy farmaceutycznej średniej wielkości, niepewnej
swojej przyszłości, przekształciła się w czołowego producenta leków w Europie.
EMI, osłabione stratami poniesionymi w związku ze skanerem, przestało istnieć
jako samodzielne przedsiębiorstwo i nie zajmuje się już wykorzystaniem
elektroniki dla celów medycznych.
EMI dysponowało silnymi
wyróżniającymi zdolnościami. Wynalazca skanera, Geoffrey Houndsfield,
otrzymał za niego Nagrodę Nobla. Od dawna traktowano lek przeciw chorobie
wrzodowej układu pokarmowego jako potencjalnie opłacalny produkt. Wrzody
występują bowiem powszechnie, są chroniczne, ale nie stanowią zagrożenia życia.
Badania brytyjskiego naukowca, Sir Jamesa Blacka, doprowadziły do wynalezienia
skutecznego leku. Jednakże amerykańska firma SmithKline
opracowała jego handlową postać pod nazwą Tagamet. Zantac został wynaleziony
dzięki zmianie programu badawczego Glaxo po opublikowaniu
wyników osiągniętych przez dr Blacka.
Zarówno w przypadku Glaxo, jak i EMI wybór rynków nie stwarzał trudności.
Wynikały one z istoty wprowadzonych zmian, co nie było jednak tak oczywiste we
wcześniejszej fazie opracowywania skanera. EMI dysponowało technologią
dostosowaną do celów obronnych, dla której poszukiwano innych rozwiązań i
dopiero wynalazek Houndsfielda umożliwił firmie zajęcie
się dostosowaniem elektroniki do celów medycznych. W przypadku Glaxo zaś innowacja była odpowiedzią na potrzeby rynku, a
rynek rozwinął się po wprowadzeniu innowacji.
Pytania podstawowe dla obu firm
dotyczyły problemów strategii konkurencji. Wybór rynku wiązał się z określeniem
dostawców, klientów i konkurentów. Stosunki z dostawcami nie miały dla żadnej
ze strategii większego znaczenia, ale z pewnością miały je stosunki z klientami
i konkurentami.
EMI dążyło do stworzenia własnej
sieci dystrybucji w USA i ustalenia cen na poziomie umożliwiającym odzyskanie
kosztów poniesionych na rozwój. Prezydent Carter zaniepokojony rosnącymi
kosztami usług medycznych, nałożył na szpitale finansowane z funduszy publicznych
obowiązek uzyskania tzw. świadectwa niezbędności. To opóźniło sprzedaż, podczas
gdy General Electric opracował własną wersję skanera. Chociaż EMI miało
niewielkie doświadczenie w tej dziedzinie produkcji… zbudowało w USA wytwórnię,
która miała poważne problemy z wydajnością i jakością wyrobów. Po wejściu firmy
GE na rynek, EMI zostało szybko z niego wyeliminowane. Pozostałości wytwórni
zostały sprzedane konkurentowi.
Ochrona patentowa, która była
niedostateczna w przypadku SmithKline i EMI, przysłużyła
się Glaxo i pomogła mu utrzymać przewagę
konkurencyjną. Przedsiębiorstwo zaczęło wprowadzać swoje leki na rynek
amerykański za pośrednictwem firmy Hoffmann-La Roche, która dzięki sprzedaży Librium i
Valium stała się zdecydowanie najefektywniejszym europejskim
przedsiębiorstwem farmaceutycznym w USA. Glaxo wszedł do
Japonii za pośrednictwem wspólnego przedsięwzięcia z japońskim partnerem. W
Wielkiej Brytanii i we Włoszech, gdzie Glaxo miał
dobrą, ustaloną pozycję na rynku, firma działała samodzielnie. Umiejętnie
wykorzystano zaniepokojenie ewentualnymi skutkami ubocznymi Tagamentu i ustalano ceny leku Zantac odpowiednio do ceny Tagmentu, z uwzględnieniem własnej, zróżnicowanej
siły względnej na różnych rynkach. W latach osiemdziesiątych Zantac stał się najlepiej sprzedającym lekiem na świecie,
zaś w ciągu dziesięciolecia firma osiągnęła około 4 mld GBP zysku z jego
sprzedaży. Pod różnymi względami Glaxo jest wyjątkowo
skuteczną firmą europejską.
***
Wiele dużych firm zlecało napisanie swojej
historii lub sponsorowało takie prace. (…)
Opisy sytuacyjne opracowane przez szkoły
zarządzania, zazwyczaj oparte na wywiadach z członkami kierownictwa firm,
zawierają informacje (ilościowe i jakościowe) o działalności przedsiębiorstw,
zwłaszcza amerykańskich. Jakość tych opisów jest bardzo różna. Niewiele z nich
zawiera analizę danych, a często bezkrytycznie przedstawiają one opinie i
poglądy zainteresowanych członków kierownictwa. Honda i Komatsu
są przedmiotami klasycznych opisów sytuacyjnych. (…)
Artykuły w dziennikach i magazynach,
zwłaszcza zaś w czasopismach, takich jak „Management Today”
oraz „Fortune”, są wciąż aktualizowanym i uzupełnianym źródłem informacji o
działalności korporacji. Firmy dostarczające wycinki prasowe ułatwiają dostęp
do takich źródeł. Opisy działalności przedsiębiorstw, zamieszczone w rozdziale
1 i innych rozdziałach książki, zostały oparte
na wszystkich trzech rodzajach źródeł informacji: historiach firm,
opisach sytuacyjnych i artykułach prasowych.
W rozdziale 21, w wymienionych w nim
źródłach przedstawiono opis ewolucji myśli na temat strategii konkurencji. Praca
Gleicka [1988] stanowi interesujące wprowadzenie do
teorii chaosu.
2 Dodawanie wartości - str. 37
Czym jest
sukces korporacji i jak się go mierzy? W tym rozdziale rozpatruję silne i słabe
strony powszechnie stosowanych mierników, dokonując porównania sześciu
brytyjskich sieci supermarketów. Niektórzy ludzie oceniają powodzenie firmy na
podstawie jej wielkości. Rozpatrują wartość sprzedaży, udział firmy w rynku,
jej wartość papierów wartościowych. Niekiedy powodzenie ocenia się na podstawie
stopy zysku. Można ją określać w odniesieniu do kapitału własnego, kapitału
zainwestowanego lub wielkości sprzedaży. Niekiedy powodzenie mierzy się w
kategoriach wzrostu produkcji, zysku na jedną akcję lub stosunku ceny akcji
firmy do dochodu przypadającego na jedną akcję (wskaźnika P/E). Są to
różne aspekty efektywności firmy. Jednakże w tym rozdziale staram się
udowodnić, że podstawowym miernikiem powodzenia korporacji jest dodana wartość,
która stanowi różnicę między (liczoną łącznie) wartością wyników firmy a (liczonym
łącznie) kosztem ponoszonych przez nią nakładów. W tym szczególnym znaczeniu
dodana wartość jest zarazem właściwym czynnikiem motywacyjnym działalności
korporacji i miernikiem jej osiągnięć.
W rozdziale tym definiuję i rozwijam
pojęcie dodanej wartości jako celu działalności. Przedstawiam zestawienie
dodanej wartości oraz analizę łańcucha wartości jako narzędzia ilościowej oceny
operacyjnej działalności firmy. Różni się to od zwykłych sprawozdań
finansowych, które zgodnie ze swoim przeznaczeniem koncentrują się na stopie
zysku osiąganej przez inwestorów. W rozdziale 13 bardziej szczegółowo omawiam
te zagadnienia i opisuję, w jaki sposób na podstawie dodanej wartości można określić wszystkie bardziej znane
mierniki efektywności korporacji. W ostatniej części obecnego rozdziału
korzystam z dodanej wartości jako kryterium do ustalenia najskuteczniejszych
europejskich firm w ostatnim dziesięcioleciu.
--------------- • ---------------
Glaxo nie jest w Europie największą spółką publiczną.
(...)
Inwestorzy odnieśli duże korzyści z
działalności Glaxo. Kwota zainwestowana w 1980 r. w
to przedsiębiorstwo w 1990 r. zwiększyłaby się trzydziestokrotnie. Jednakże
Giełda papierów wartościowych informuje jedynie o tym, jak rynek ocenia
powodzenie firmy. Nie stanowi miernika tego powodzenia. Jeszcze lepsze wyniki
można by osiągnąć, inwestując w tym samym okresie w Polly Peck. Jednakże
później inwestor dowiedziałby się, że naczelny dyrektor firmy został
aresztowany za oszustwa i że akcje są w istocie bezwartościowe. Przy ocenie efektywności
korporacji nie jest rzeczą rozsądną kierować się jedynie notowaniami na rynku
papierów wartościowych.
Co więc określa skuteczne
przedsiębiorstwo? Powodzenie jest z samej swojej istoty pojęciem względnym.
Najlepszym sposobem na zrozumienie tego, co ono oznacza, jest porównanie
efektywności różnych firm prowadzących działalność w tej samej dziedzinie.
Brytyjskie Supermarkety - str. 39
Detaliczny handel żywnością w W. Brytanii został
zdominowany przez sześć sieci. Najstarszą im największą jest Sainsbury’s. Ponad sto lat temu John Sainsbury
otworzył pierwszy sklep z żywnością w południowym Londynie. Od tamtych czasów
utrzymuje się rodzinna tradycja firmy – sprzedawanie dobrych jakościowo wyrobów
po konkurencyjnych cenach. Firma, zarządzana w konserwatywny sposób, weszła na
rynek papierów wartościowych dopiero w 1973 r. i od tamtego czasu stale się
rozwijała, zdobywając coraz więcej klientów.
Tesco powstało jako firma oferująca
towary po niskich cenach. Slogan, wymyślony przez jej założyciela Jacka
(później lorda) Cohena, brzmiał: „Nagromadź ich dużo, sprzedawaj je tanio”.
Slogan ten wciąż jeszcze kojarzony jest
z tą firmą, która chętnie by o nim zapomniała, bo od 1977 r. dokonała śmiałego
zwrotu strategicznego. Tesco postanowiło zmienić swoją pozycję na rynku i
docelowo przyciągnąć innego klienta. Oferuje towary o wyższej cenie oraz lepszej jakości, bardziej podobne do
sprzedawanych przez Sainsbury’s, i kładzie znacznie większy
nacisk na świeże artykuły żywnościowe oraz towary wprowadzane na rynek pod
własną marką.
Gateway i Argyll powstały w wyniku łączenia się słabszych sieci.
(...)
Asda
wyłoniła się z Associated Dairies (stowarzyszonych mleczarni), sprzedających mleko i
nabiał w północnej Anglii. Przedsiębiorstwo zapoczątkowało tworzenie dużych,
mieszczących się poza miastami supermarketów w okresie, gdy mocno się temu
sprzeciwiali właściciele istniejących sklepów oraz władze planistyczne. Później
firma utraciła wyraźny charakter. Niefortunnie zróżnicowała swoją działalność,
wchodząc w dziedzinę detalicznego handlu meblami. (...)
Efektywność tych przedsiębiorstw
można porównywać pod różnymi względami (tablica 2.1.).
(...)
Sainsbury’s ma największy udział w rynku; tuż za nim
znajduje się Tesco. Zyski firm i ich wartości giełdowe w przybliżeniu
odpowiadają ich wielkościom. Kwik Save, choć jest
najmniejsza ze wszystkich sieci, jest bardzo rentowna – jej stopy zysku z
kapitału zainwestowanego i kapitału własnego są najwyższe w całym sektorze. Nie
zajmuje ona jednak równie dobrej pozycji pod względem marży brutto lub marży
netto. Gdy prowadzi się działalność w
sposób pozbawiony upiększeń, marża z zysku brutto jest zazwyczaj niższa, a
marżę netto obniża strategia niskich cen i wysokich obrotów. Pod tym względem
lepiej przedstawia się Asda z większym udziałem
bardziej rentownych towarów nieżywnościowych.
Sainsbury’s
i Tesco mają niższe stopy zysku z kapitału zainwestowanego i kapitału własnego
niż Kwik Save i Argyll.
Wynika to jednak bardziej z małej wiarygodności wskaźników niż charakterystyki
efektywności tych firm. Zazwyczaj supermarkety sprzedawały swoje towary za
gotówkę, a dopiero później płaciły dostawcom. Kapitał obrotowy takich przedsiębiorstw
ma w istocie wartość ujemną. Nie potrzebują one majątku trwałego o znacznej
wartości, poza wyposażeniem sklepów i środkami transportu, gdyż same
pomieszczenia sklepowe można wynająć. Stopa zysku z kapitału w Kwik Save jest bardzo wysoka, bo zainwestowany w firmę kapitał
jest bardzo niewielki.
Sainsbury’s
i Tesco, sieci dominujące od wielu lat w sektorze, zdecydowały się na poważne
nakłady inwestycyjne, polegające na budowie własnych supermarketów. Nie byłoby
to rozsądne, gdyby mogły uzyskać równie wysoką stopę zysku, jak Argyll czy Kwik Save, rozwijając
swoją działalność w inny sposób. Nie było jednak takich możliwości. (...)
Jak przedstawia się sprawa z punktu
widzenia udziałowców? (...)
Kwik Save
jest najszybciej rozwijającą się siecią – nic w tym dziwnego, bo jest
najmniejsza. (...)
Wszystko to są finansowe mierniki
efektywności. A jak przedstawia się techniczna sprawność tych
przedsiębiorstw. (...) Wszystkie te mierniki mówią nam coś o tych
przedsiębiorstwach. Żaden jednak z osobna nie zapewnia pełnego obrazu ich
działalności
Zestawienie dodanej wartości - str. 43
Podstawę sukcesu firm, takich jak Glaxo, Sainsbury's czy Kwik Save,
stanowi ich zdolność dodawania wartości do ponoszonych przez nie nakładów. W tablicy
2.2 przedstawiono to na przykładzie Glaxo.
(...)
W 1990 r. firma zakupiła materiały o
wartości 1528 mln ECU.
Płace wynosiły 901 ml ECU, a koszt majątku trwałego wykorzystywanego
przez firmę – nieruchomości, wytwórni, maszyn i urządzeń – wynosił 437 mln ECU.
Wytworzone wyroby sprzedano za 3985 mln ECU, czyli o 1120 mln ECU więcej, niż
wynosiły koszty.
Liczba 1120 mln stanowi miarę
stworzonej przez Glaxo wartości dodanej. Jest to
różnica między rynkową wartością wyników jej działalności a kosztem nakładów.
Tworzenie tak rozumianej dodanej wartości stanowi podstawowy cel działalności
gospodarczej.
Taki sposób obliczania dodanej
wartości wyczerpująco ujmuje nakłady poniesione przez Glaxo,
gdyż obejmuje nie tylko amortyzację środków trwałych, ale także zakłada
rozsądny koszt kapitału zainwestowanego w te środki2. Tak więc
dodana wartość wynosi mniej niż zysk operacyjny firmy, stanowiący różnicę
między wartością sprzedaży a wartością nakładów materiałowych i robocizny (ale
nie nakładów kapitałowych). Wynosi też mniej niż produkcja sprzedana netto,
czyli różnica między wartością sprzedaży a kosztem nakładów materiałowych (bez
robocizny i nakładów kapitałowych).
Przewagę konkurencyjną Glaxo można mierzyć stosunkiem dodanej wartości do
sprzedaży brutto lub netto.
Na rysunku 2.1 w taki sam sposób
przedstawiono sektor brytyjskich supermarketów. (...)
Przewaga konkurencyjna Glaxo jest większa od tej, jaką dysponuje jakikolwiek
supermarket.(...)
Nie wszystkim firmom udaje się
tworzyć dodaną wartość. W tablicy 2.3 przedstawiono informację o wartości
dodanej potentata elektrotechnicznego, Philipsa. (...)
Czołowe firmy europejskie - str. 48
Według kryterium osiąganej dodanej wartości Glaxo
jest firmą skuteczną, Philips zaś nieskuteczną. W tablicy 2.4 przedstawiono
czołową dziesiątkę firm Wspólnoty Europejskiej w latach osiemdziesiątych,
według stosunku dodanej wartości do sprzedaży netto.
(...)
O sukcesie korporacji nie świadczy
jej wielkość czy dominacja na rynku. Sukces nie wiąże się też jedynie ze stopą
zysku. Można prowadzić firmę farmaceutyczną przy bardzo niewielkim
zaangażowanym kapitale, ale nie da się tego zrobić w przypadku przedsiębiorstwa
naftowego czy sieci telefonicznej. Wielkość, udział w rynku i rentowność
wpływają łącznie na powodzenie korporacji. Uważam za właściwe uznanie Glaxo za najskuteczniejszą europejską firmę lat
osiemdziesiątych ze względu na to, że w znacznie wyższym stopniu niż
jakiekolwiek inne poważne przedsiębiorstwo powiększyło wykorzystane przez
siebie zasoby o dodaną wartość. Właśnie
te jego osiągnięcia stanowią podstawę zysków finansowych, stwarzają możliwość
rozwoju w przyszłości i wyjaśniają znaczne dochody jego akcjonariuszy. Pozostała
część tej książki została poświęcona temu, w jaki sposób Glaxo
i inne skuteczne przedsiębiorstwa tworzą dodaną wartość.
***
We wszystkich systemach prawnych
przedsiębiorstwa są zobowiązane do składania rocznych sprawozdań finansowych.
Dokładnie śledzi się notowania giełdowe, a giełdy papierów wartościowych
zobowiązują firmy do dostarczania niezbędnych informacji. Szczególnie ostre
wymagania są stawiane w USA, a liczne firmy europejskie są obecnie notowane na
giełdach amerykańskich. Ogólnie biorąc, europejskie przepisy zobowiązują firmy
do ujawniania łącznej wielkości wynagrodzeń oraz podawania innych informacji na
temat siły roboczej i zatrudnienia. Japońskie i amerykańskie firmy nie mają
takiego obowiązku, co ogranicza możliwości analizowania struktury ich wartości
dodanej na podstawie publikowanych informacji. Kilka dostępnych w handlu baz
danych zawiera znormalizowane analizy przedsiębiorstw, głównie przeznaczone dla
ewentualnych inwestorów. Wysokiej jakości baza danych stworzona przez Euroequities stanowiła podstawę analizy najefektywniejszych
przedsiębiorstw europejskich, przedstawionych w tablicach 2.4 i 2.5; analizę tę
obszerniej przedstawiono w pracy Davisa, Fladersa i
Stara (1991).
Koncepcja dodanej wartości
(nazywanej przez ekonomistów rentą ekonomiczną lub zyskiem nadzwyczajnym) jest
koncepcją o długiej historii. Pierwszą, oryginalną analizę przedstawił Ricardo
(1819). Myśl, że dążenie do renty jest podstawowym celem działalności
przemysłowej, została sformułowana przez Schumpetera
[1943], [1961], a bardziej współcześnie rozwinięta m.in. przez Demsetza [1973], [1998] i Posnera [1975]. Wyraźne jej
zastosowanie do badania strategii przedsiębiorstwa znajduje się w pracy
Stewarta [1991], który posługuje się
terminem ekonomiczna wartość dodana.
Problematyka przedstawiana w tej książce została rozwinięta przez Davisa
i Kaya [1990] oraz omówiona w załączniku do rozdziału
13.
..................................................................................................................
Część II STOSUNKI PRZEDSIĘBIORSTWA - str. 53
Uzyskanie informacji na
temat wartości dodanej umożliwia nie tylko dostrzeżenie finansowych
konsekwencji działalności przedsiębiorstwa. Za pomocą dodanej wartości można
także określić zbiór stosunków składających się na firmę, a więc jej powiązań z
dostawcami, klientami, pracownikami i inwestorami. Firma musi utrzymywać
stosunki z rządami krajów, w których prowadzi działalność, a na jej efektywność
wpływają stosunki z konkurentami. Całokształt tych stosunków nadaje firmie
indywidualny charakter.
Podstawowym zadaniem kierownictwa
dowolnej organizacji gospodarczej jest zapewnienie wewnętrznej zgodności jej
stosunków umownych – ustalenie, czy można uzyskać planowane wyniki przy
określonych nakładach pracy, kapitału i materiałów. (...)
Istnieje wiele rodzajów stosunków
gospodarczych. Niektóre mają charakter kontraktów – są konkretnymi, wiążącymi
zobowiązaniami prawnymi, których przestrzegania można dochodzić w sądach. Inne
mają charakter nieformalny lub domniemany. Często kontrakty są uzupełniane lub
skutecznie zastępowane przez warunki dorozumiane. (...)
W rozdziale 3 definiuję i opisuję
problemy współdziałania, koordynacji i zróżnicowania. W rozdziale 4 wyjaśniam,
w jaki sposób w odpowiedzi na te problemy rozwinęły się rozmaite rodzaje umów i
stosunków gospodarczych, które możemy zaobserwować. Te dwa rozdziały mają
charakter znacznie bardziej abstrakcyjny od innych zawartych w tej książce.
Niektórzy czytelnicy mogą je uznać za zbyt trudne, mogą też mieć wątpliwości co
do przydatności takiego sposobu ujmowania zagadnienia. Zachęcałbym ich do
przeczytania rozdziałów 5 - 8 i mam nadzieję, że uznają oni przeprowadzoną w
nich analizę za przydatną i zrozumiałą. Jednakże koncepcje przedstawione w
rozdziałach 3 - 4 znacznie wzbogacają tę analizę.
3 Współdziałanie i koordynacja - str. 56
Obecny
rozdział stanowi teoretyczny przerywnik, którego celem jest przedstawienie
narzędzi, argumentów i koncepcji, wykorzystywanych w dalszej analizie. Istotą
firmy jest zbiór stosunków między powiązanymi z nią podmiotami i między nią a
innymi firmami. W rozdziale tym opisano podstawowe funkcje związane z tymi
stosunkami. W działalności gospodarczej najważniejszymi celami są:
współdziałanie (osiąganie wspólnego celu), koordynacja (potrzeba wzajemnie
zgodnych reakcji) i zróżnicowanie (unikanie wzajemnie niezgodnych działań).
Sądzę, że istotę tych stosunków
można opisać za pomocą teorii gier. Chociaż więc rozpoczynam rozpatrywanie
współdziałania od znanego problemu, jak przedsiębiorstwo zapewnia powodzenie
wspólnemu przedsięwzięciu, to dalej wyjaśniam, jak to zagadnienie można opisać
w kategoriach najsłynniejszej ze wszystkich gier – „dylematu więźnia”. Cele polegające na współdziałaniu i zróżnicowaniu
są również przedstawione w postaci gier – „walki płci” i „gry w tchórza”. Opisuję też paradoks
zaangażowania – w jaki sposób można osiągnąć korzyści, ograniczając własne
możliwości wyboru.
Jedną z najważniejszych rzeczy,
jakich można dowiedzieć się dzięki takiemu ujęciu zagadnienia, jest to,
dlaczego uświadomienie sobie tych problemów zarządzania stanowi zaledwie mały
krok na drodze ich rozwiązania. Wyjaśnienie niewątpliwych korzyści płynących ze
współdziałania rzadko kiedy do niego prowadzi. Wymaga to bardziej złożonego
sposobu godzenia interesu jednostki jako takiej z interesem tej jednostki jako
członka grupy. Doprowadzenie do koordynacji i zróżnicowania zależy także od
odpowiednich systemów zachęt. Rozważania te prowadzą do przedstawienia w
rozdziale 4, w jaki sposób można stworzyć strukturę ograniczającą lub
eliminującą problemy braku współdziałania, braku koordynacji i niedostatecznego
zróżnicowania we wzajemnych stosunkach.
Problem wspólnego przedsięwzięcia - str. 57
W ostatnim dziesięcioleciu wiele firm przystąpiło do realizowania wspólnych
przedsięwzięć w przekonaniu, że transfer wiedzy i umiejętności będzie wzajemnie
korzystny. Przystępując do takiego układu, firma może albo w pełni
współdziałać. Albo ograniczać współdziałanie. Pełne współdziałanie nakłada na
każdą z firm poważne koszty. Firma musi uczyć swojego partnera, być może
wzmacniając w ten sposób swojego potencjalnego konkurenta. Jednakże korzyści
możliwe do uzyskania z takiej wymiany powodują, że pełna wzajemna współpraca
jest zdecydowanie bardziej pożądana od takiej, w której obie ograniczają
współdziałanie.
Istnieje ważne i powszechne rozróżnienie współdziałania zdawkowego i pełnego -
rozróżnienie znane każdemu, kto miał do czynienia z dziećmi lub z trudnymi
współpracownikami. Współdziałanie zdawkowe to takie, które można narzucić... W
pełnym współdziałaniu obie strony pracują na rzecz osiągnięcia wspólnego celu,
reagując w sposób elastyczny i wzajemnie dzieląc się umiejętnościami oraz
informacjami. Różnica pomiędzy nimi jest taka, jak różnica między stosunkami z
miejscową firmą telefoniczną a stosunkami ze współmałżonkiem. Pełnego
współdziałania nie da się wymusić warunkami umowy. Pytanie zatem, jak do niego
doprowadzić, jest jednym z najbardziej podstawowych w teorii zarządzania. Żadna
z firm przystępujących do wspólnego przedsięwzięcia nie jest pewna, w jaki
sposób będzie zachowywać się druga strona. Jeżeli druga firma będzie ograniczać
współdziałanie, to jest oczywiste, że najlepiej będzie samemu również je
ograniczać. Jeżeli druga strona będzie w pełni współdziałać, to również
najlepiej będzie ograniczać współdziałanie. Najkorzystniejszym wynikiem będzie
uzyskanie pełnego współdziałania ze strony partnera przy własnej ostrożnej
postawie. Ograniczanie współdziałania jest strategią dominującą , przez co
rozumie się najlepszą reakcją na każde z przewidywanych zachowań drugiej
strony. Oczywiście jest to także dominująca strategia dla drugiej strony. Obaj
partnerzy zdecydują się zatem na ograniczanie współdziałania. Taki więc będzie
końcowy wynik, mimo oczywistych korzyści płynących z pełnego współdziałania.
Paradoks ten nosi nazwę „dylematu więźnia” od opisanej poniżej historii. Jest
on szczególnie ważny, bo większość ludzi przy pierwszym z nim zetknięciu nie
dostrzega pełnej jego istoty. Wydaje się dość oczywiste, że bez skutecznej
komunikacji oraz zrozumienia wzajemnych korzyści nie uzyska się możliwych
pomyślnych efektów współdziałania. Potrzebne są lepsza komunikacja i
zrozumienie. Jednakże paradoksem jest to, że komunikacja i zrozumienie nie
wystarczają. Partnerzy mogą w pełni doceniać wzajemne korzyści płynące ze
współdziałania i zdawać sobie sprawę z tego, że prawdopodobnym wynikiem będzie
obustronne jego ograniczanie. W trakcie omawiania zagadnienia akceptują fakt, że
najlepsze byłoby pełne współdziałanie, i obiecują, że będą do niego dążyć, ale
i tak będą je ograniczać.
Istnieją dwa sposoby pokonywania trudności tego rodzaju. Jeden polega na
zmianie struktury wypłat. Załóżmy, że za ograniczanie współdziałania grozić
będzie jakaś kara. Jeżeli będzie ona dostatecznie wysoka, to może przekształcić
pełne współdziałanie w strategię dominującą. Gdyby odnosiło się to do obu
stron, to wzajemnie korzystnym wynikiem będzie pełne współdziałanie. Zazwyczaj
dokonuje się tego za pomocą umów prawnych. Transakcja może mieć (w skrajnie
uproszczonym sensie) strukturę dylematu więźnia – dla mnie będzie lepiej,
jeżeli ci nie dostarczę towaru, a dla ciebie, jeżeli za niego nie zapłacisz,
ale możemy uniknąć takiego wyniku przez zawarcie wiążącej umowy.
Nie jest to skuteczne w przypadku wspólnego przedsięwzięcia, bo sądy ani nie są
skłonne do wymuszania umowy o pełnym współdziałaniu, ani nie mają takiej
możliwości. Drugim sposobem wybrnięcia z tej sytuacji jest nawiązanie z
partnerem stałych stosunków. Takie względne czy domniemane zachowania
przedsiębiorstw – te, których nie da się wymusić drogą umów prawnych – mają
duże znaczenie praktyczne. Będziemy do nich powracać w tej książce. W
niektórych mniej rozwiniętych krajach, gdzie menedżerowie i poszczególne osoby
nie potrafią podejmować wzajemnie wiążących zobowiązań, skutki dylematu więźnia
występują powszechnie i stanowią poważną przeszkodę w prowadzeniu
interesów.
Dylemat więźnia - problem współdziałania - str. 59
Problemy, takie jak wspólne przedsięwzięcia, można analizować w sposób bardziej
sformalizowany, wykorzystując język teorii gier. Umożliwia nam to precyzyjne
sformułowanie wniosków, które intuicyjnie wszyscy wyciągamy w odniesieniu do
wyników w określonej sytuacji. Najlepiej jest rozpatrywać gry jako pewne
przenośnie, których nigdy nie należy traktować dosłownie lub bezpośrednio
wdrażać do praktyki, ale które wyjaśniają przyczyny tego, że wzajemne
oddziaływania strategiczne prowadzą do skutków niezgodnych z oczekiwaniami
którejkolwiek ze stron.
„Dylemat więźnia” jest grą, która
wywodzi się z następującego opowiadania autorstwa Alberta Tuckera.
Aresztowano dwóch więźniów i umieszczono ich w oddzielnych celach. Szeryf
przyznaje, że nie ma żadnych konkretnych dowodów, ale przedstawia następujące
możliwości. Jeżeli jeden się przyzna, to zostanie zwolniony, a drugi otrzyma
karę dziesięciu lat wiezienia. Jeżeli obaj się przyznają, obaj zostaną skazani,
ale na lżejszą karę – np. siedmiu lat. Jeżeli żaden się nie przyzna, to
prawdopodobnym wynikiem będzie krótki wyrok (rok więzienia) na podstawie
fałszywego oskarżenia.
Na rysunku 3.1. przedstawiono
możliwe wyniki tej gry. Każdy z partnerów ma do wyboru przyznanie się do winy
albo nieprzyznanie, a wypłata w odniesieniu do każdej strategii zależy od tego,
na co się zdecyduje druga strona. Struktura przedstawiona na rysunku 3.1,
macierz wypłat, jest prostym sposobem przedstawiania współzależności tego
rodzaju. Ze względu na to, że wypłatą jest wiezienie, im wyższa liczba, tym
wynik gorszy. Więzień 1 nie ma pewności, co zrobi jego wspólnik, ale wie, że
jeżeli tamten się przyzna, to sam otrzyma siedem lat, gdy się przyzna, a
dziesięć, jeżeli się nie przyzna. W przypadku gdy wspólnik nie przyzna się,
więzień 1 wyjdzie na wolność, jeżeli się
przyzna, w przeciwnym razie spędzi rok w więzieniu. Niezależnie więc od tego, jakie będzie
zachowanie wspólnika, lepiej opłaci mu się przyznać. To samo dotyczy wspólnika.
Wynika stąd, że obaj pójdą do więzienia na siedem lat.
---------
Rysunek 3.1. Dylemat więźnia
...
---------
Dylemat więźnia jest rzeczywistym
problemem, występującym na co dzień w działalności przedsiębiorstw. Szerzej
omówimy kilka jego przypadków w dalszych rozdziałach książki. Jednym z nich,
leżącym u podstaw zagadnienia wspólnego przedsięwzięcia, jest problem dzielenia
się informacjami. Problem ten powstaje zarówno wewnątrz organizacji, jak i
miedzy firmami stanowiącymi różne ogniwa łańcucha dostaw. W typowym przypadku
najlepszy wynik całkowity jest osiągany przy pełnej i szczerej wymianie
informacji; jednakże niemal zawsze można uzyskać pewne korzyści strategiczne
przez zachowanie ich części w tajemnicy. Innym przypadkiem dylematu więźnia
jest kwestia informowania o jakości wyrobu, gdy nabywca nie ma możliwości
natychmiastowej jej oceny. Niebezpieczeństwo polega na tym, że nabywca
spodziewa się niskiej jakości, a dostawca jest skłonny sprostać tym
oczekiwaniom. Zachowania cenowe konkurentów również opierają się na dylemacie
więźnia. Wspólnym interesem wszystkich firm jest unikanie wojen cenowych, ale
każda firma z osobna jest zainteresowana w „podcinaniu” swoich rywali.
Powtarzanie gry - str. 61
Dylemat
więźnia można rozstrzygnąć powtarzając grę. Nie jest to jedynie sprawa
doświadczenia. Przypuśćmy, że razem ze wspólnikiem mieliśmy do czynienia z
dylematem więźnia, doszliśmy do jego nieuchronnego wyniku i spędziliśmy razem
siedem lat w więzieniu. Po zwolnieniu popełniamy to samo przestępstwo i
spotykamy się z taką samą propozycją. Można by sądzić, że tym razem, po nauczce
płynącej z poprzedniego doświadczenia, zdecydujemy się na przyznanie do winy (chyba „nie przyznanie”. Przyp. Z.U.).
Jednakże nadal obowiązuje ta sama bezlitosna logika. Jeżeli sądzę, że drugi się
przyzna, to najlepszą moją strategią jest przyznanie się do winy. Zatem czeka
nas kolejne siedem lat więzienia (gdyby
obaj się nie przyznali, otrzymaliby tylko po roku. Z.U.).
Powtarzanie gry nie prowadzi więc samo z siebie do uczenia się.
Jednakże perspektywa powtórek może wpłynąć
na zmianę zachowań w wyniku możliwości stosowania strategii, w których
przyszłe zachowania będą zależne od ich skutków w przeszłości. Przypuśćmy, że
obydwaj gracze wiedzą, iż dwukrotnie wezmą udział w grze. W czasie gdy wiozą
ich na komisariat, jeden z więźniów składa propozycję: „Tym razem się nie przyznam. Proponuję, żebyś
postąpił tak samo. Następnym razem zrobię dokładnie to, co ty zrobisz teraz.
Jeżeli będziesz śpiewać, ja następnym razem też”. Propozycja ta powoduje, że
wybór, jakiego trzeba dokonać, staje się bardziej złożony. Problem polega
jednak na tym, że propozycja nie jest wiarygodna. Strategia wiarygodna to taka,
którą opłaca się realizować, zaś strategia zawarta w powyższej propozycji nie
ma tej cechy. Opłaca się obiecać, że się nie przyzna, i nie dotrzymać słowa.
(...)
W doświadczeniach tych wyróżniono
pewne cechy skutecznych strategii współdziałania w powtarzanych grach. Wychodzi
się z założenia, że drugi gracz będzie współdziałać, nie zaś oszukiwać. (...)
Strategia w powtarzanej grze prowadzi
do nawiązania stosunków między obydwoma graczami. Każdy postępuje w sposób
uwarunkowany poprzednim zachowaniem drugiego gracza i oczekiwaniami dotyczącymi
jego zachowań w przyszłości. (...)
Na ogół w taki właśnie sposób w
praktyce rozstrzyga się problem wspólnego przedsięwzięcia. Przekształca się
problem podejmowania decyzji w grę iteracyjną. Dąży się do przekształcenia
procesu w sekwencję małych kroków.
Wykorzystuje się początkowe narady do wzajemnego zbadania postaw.
Proponuje się pełne współdziałanie i oczekuje na reakcję. Jeżeli druga strona
nie spełni oczekiwań, to poniesione straty są niewielkie, a na przyszłość można
współdziałanie ograniczyć. Jeżeli zaś druga strona reaguje pozytywnie, nadal
można opierać się na pełnym współdziałaniu. W taki sposób, stopniowo rozwija
się wzajemne zaufanie między stronami... (...)
Zmiana wypłat - str. 63
Istnieje również inny sposób rozwiązania dylematu więźnia i postępowania w
przypadku podobnych gier. Polega on na zmianie struktury samych wypłat. W taki
właśnie sposób traktują zagadnienie prawdziwi kryminaliści. Na rysunku 3.1
więzień, który się przyzna, gdy drugi tego nie robi, wychodzi na wolność. Ale
przypuśćmy, że zamiast tego prawdopodobnym wynikiem będzie wizyta złożona mu
przez przyjaciół tego, który odsiaduje dziesięcioletni wyrok, ze skutkami na
pewno równie nieprzyjemnymi, jak wyrok pięcioletni. Nową grę przedstawiono na rysunku 3.2.
(...)
Rodzaje równowagi - str. 65
Pod koniec lat osiemdziesiątych pewna brytyjska firma świadcząca usługi
profesjonalne rozważała fuzję lub stowarzyszenie się z niemieckim partnerem.
Wstępne kroki podjęło kilku potencjalnych niemieckich kandydatów, ale brytyjska
firma miała opory. Zajmowała czołową pozycję w swoim sektorze, a angielski
rynek na jej usługi był większy od niemieckiego. Firma podejrzewała, że więcej
zleceń będzie przekazywanych z Londynu do Frankfurtu niż z Frankfurtu do
Londynu. Uważała więc, że niemiecka firma więcej zyska na stowarzyszeniu się z
angielską o podobnej pozycji niż angielska. Brytyjska firma, wiążąc się z
Niemcami, zapewne więcej będzie dawać, niż dostawać. Jednakże niemieckie firmy
zaczęły również kontaktować się z jej słabszymi konkurentami angielskimi. Gdyby
musiało dojść do stowarzyszenia, to stanowczo lepszy byłby partner silniejszy
niż słabszy.
Macierz wypłat tej gry, zgodnie z tym, jak ją postrzegała firma brytyjska,
została przedstawiona na rysunku 3.3.
(...)
Problem koordynacji - str. 66
W przypadku zemsty kryminalisty istnieją dwa punkty spełniające warunki
równowagi Nasha. Jedną z możliwości jest przyznanie
się, bo jeżeli gracz 1 przyzna się, to jest to najlepsza strategia gracza 2 i
vice versa. Nie ma pewności, że osiągnięty zostanie ten wariant równowagi Nasha, a nie inny, nawet jeżeli jest jasne , że jeden jest
lepszy od drugiego. Nie ma też pewności , że w ogóle wynikiem będzie ta czy
inna równowaga Nasha. Można najwyżej powiedzieć, że
mniej prawdopodobne jest dojście do wyników nie świadczących o osiągnięciu
równowagi Nasha, gdyż z pewnością istnieją dla graczy
zachęty do unikania takich wyników. (...)
Pomaga tu więc komunikacja. (...)
Jak jest w przypadku, gdy wszystkie
możliwe punkty równowagi Nasha są mniej więcej
jednakowo dobre? Jest to powszechnie występujący problem koordynacji. (...)
Wykorzystana tu metafora (gra) nosi nazwę
„walki płci”. Mężczyzna i kobieta planują sposób spędzenia wieczoru. On wolałby
pójść ..., ona zaś wolałaby pójść... (...)
Zaangażowanie - str. 69
Zarówno w przypadku dylematu więźnia, jak i walki płci można zauważyć, że z
zaangażowania mogą wynikać pewne korzyści. Menedżerowie często akcentują
potrzebę elastyczności i zaletę uwzględniania wielu opcji. Często mają tu
rację. Jednakże istnieją pewne korzyści wynikające z zaangażowania. Korzyści te
płyną zarówno z ograniczania możliwych opcji, jak i ich utrzymywania.
Przyjrzyjmy się bliżej temu, w jaki sposób zaangażowanie prowadzi do
rozwiązania dylematu więźnia. Na pierwszy rzut oka najlepsza dla mnie sytuacja
polega na tym, że druga strona w coś się zaangażuje, ja natomiast nie. Załóżmy,
że wiem, iż jest ona całkowicie prawdomówna oraz wiarygodna i jeżeli zobowiąże
się do przyznania się do winy lub do nieprzyznania, to słowa dotrzyma. Co do
mnie, wolę zachować swobodę przy podejmowaniu decyzji.
(...)
Gra w tchórza: problem zróżnicowania - str. 73
W 1986 r. zniesienie prawnych ograniczeń na londyńskim rynku finansowym
umożliwiło wszelkim firmom obrót obligacjami państwowymi. Zdecydowało się na to
28 firm reprezentujących większość dużych banków na świecie. Londyński rynek
obligacji jest największym rynkiem finansowym, na którym podstawową część
papierów wartościowych stanowią brytyjskie obligacje rządowe. Dla każdego z
uczestników było oczywiste, że działalność na rynku nie może być rentowna,
jeżeli będzie w nim uczestniczyć 28 firm. Jednakże zaniechanie wejścia
oznaczałoby ustąpienie z ważnego i potencjalnie opłacalnego rynku na rzecz
rywali. Po pięciu latach działało jeszcze osiemnaście firm, a ich łączne straty
szacowano na około miliard GBP.
Banki, które brały w tym udział – a
także te, które nie zdecydowały się na wzięcie udziału lub które z czasem się
wycofały – uczestniczyły w wojnie na wyniszczenie. Wojna na wyniszczenie jest
jednym z przykładów gry, którą można określić jako grę „w tchórza2 (2 Ang. chicken, Przyp. tłum.). Istota tej gry polega na
tym, że określona strategia przynosi korzyść jednemu graczowi, który ją
stosuje, posługiwanie się nią przez wszystkich spowoduje zaś katastrofę. Walka
płci jest prawzorem gry w koordynację, zaś gra w tchórza jest prawzorem gry w
zróżnicowanie zachowania.
(...)
Niektóre wnioski wynikające z teorii gier - str. 76
Wszystkie opisane wyżej gry są w oczywisty sposób patologiczne. Chociaż
każda z nich opisuje sytuacje społeczne i gospodarcze, z jakimi spotykamy się w
rzeczywistości, wszystkie odwzorowują wzajemne oddziaływanie prowadzące do
przewrotnych skutków. W walce płci w ogóle nie wiadomo, czy możliwe jest
osiągnięcie jakiegoś wyniku, jeżeli nie zmienimy struktury gry. Natomiast w
grze w tchórza istnieje rozwiązanie, nad którym nikt nie panuje, a wynik gry
jest w oczywisty sposób niezadawalający. Jednakże zagadnienia współdziałania,
koordynacji i zróżnicowania mają podstawowe znaczenie w życiu gospodarczym.
Precyzja teorii gier uwidacznia niektóre podstawowe problemy wzajemnych oddziaływań strategicznych między poszczególnymi osobami, grupami i przedsiębiorstwami. Problemy występujące w takich grach nie są wynikiem braku dobrej woli czy braku zrozumienia ze strony graczy, czy też nie dostrzegania korzyści płynących ze współdziałania lub koordynacji zachowań. Poszczególne osoby mogą w pełni doceniać korzyści wynikające ze skoordynowania działań lub ze współpracy, a jednak nie postępować w odpowiedni sposób. Firmy mogą dostrzegać niebezpieczeństwo wynikające z niedostatecznego zróżnicowania, a mimo to padać jego ofiarą. Jednym z zadań kierownictwa jest kształtowanie lub przekształcanie sytuacji w taki sposób, by mniejsze było prawdopodobieństwo występowania takich problemów. W dalszych rozdziałach tej książki przedstawię praktyczne zastosowania różnych środków – stosunków długookresowych, reputacji, zaangażowania – w celach przezwyciężenia podstawowych problemów powstających w takich grach patologicznych z natury.
Stosunki,
reputacja, zaangażowanie są terminami, które brzmią nieco staroświecko.
Wywodzą się one z tradycji przedsiębiorstw, zastąpionej przez bardziej
agresywny indywidualizm, przez świat, w którym, jak sądzą niektórzy, nie możemy
już sobie pozwolić na takie ograniczenia. Prawda zaś jest taka, że istnieją
środki i mechanizmy, które rozwinęły się w ciągu stuleci w celu rozwiązywania
problemów w stosunkach handlowych i społecznych. Powyższe gry jedynie
przedstawiają je w sformalizowany sposób. Odrzucamy te mechanizmy tylko na
własne ryzyko.
***
W rozdziałach 3, 4 i 5 zajmuje się
odpowiednio teorią gier, analizą umów i wartością struktury umów relatywnych
jako systemu organizacji gospodarczej . Każda z tych dziedzin ma obszerną
literaturę, wymienioną w poszczególnych rozdziałach. Jednakże istotnym
zagadnieniem jest to, że struktura umowy, a zatem jej kształt organizacyjny,
musi być dostosowana do cech transakcji, które ta struktura i ta organizacja
mają realizować.
Te ogólne rozumowanie wynika z
ekonomii kosztu transakcji, ...
Koncepcja firmy jako zbioru umów
wywodzi się od Alchiana i Demsetza
[1972]. Rozwinął ją Klein [1983].
Twórcami teorii gier byli von Neumann
i Morgenstern [1944]. Istnieje wiele dobrych opisów teorii gier. Jedną z
najnowszych i wyróżniających się prac jest książka Dixita
i Nalebuffa [1991]. Fudenberg
i Tirole [1987] oraz Fisher [1989] przedstawiają
rozbieżne poglądy na temat przydatności teorii gier w planowaniu działalności
gospodarczej.
Równowaga Nasha
została zdefiniowana przez Nasha [1950], [1953]. Harsanyi i Selten [1988]
rozpatrują różne propozycje rozwiązań alternatywnych.
Każda z opisanych przeze mnie podstawowych gier ma własną literaturę. Axelrod [1984] rozpatruje doświadczenia dotyczące dylematu
więźnia i jego zastosowania w różnych dziedzinach. Cooper i in. [1989] opisują
doświadczenia związane ze stosowaniem „walki płci”. Ghemawat
[1991] omawia zagadnienie zaangażowania i jego znaczenie w działalności
gospodarczej.
4 Stosunki i umowy - str. 79
Podobnie
jak w rozdziale 3, zamierzam tu przedstawić koncepcje wykorzystywane w dalszych
rozdziałach książki. Firmy nawiązują wiele różnych rodzajów stosunków
gospodarczych. Najczęściej jest spotykana umowa jednorazowa – uzgodnienie
natychmiastowej wymiany. Jednakże wiele nawiązanych stosunków ma postać
klasycznych kontraktów – długoterminowych umów prawnych, zawierających
szczegółowe postanowienia dotyczące sposobu postępowania stron w razie
wystąpienia rozmaitych zdarzeń. Umowa relatywna jest także umową
długoterminową. Jednak jej warunki są tylko w części skonkretyzowane, a jej
przestrzeganie nie jest regulowane przez prawo, lecz wynika z potrzeby
prowadzenia interesów przez obie strony.
Niekiedy odpowiednia jest taka, a
niekiedy inna postać umowy. Umowy długoterminowe są konieczne, gdy obie strony
muszą przyjąć konkretne zobowiązania dotyczące ich wzajemnych stosunków.
Istnieje jednak wiele przypadków, gdy takie zobowiązania są potrzebne,
ale nie da się na drodze sądowej wymusić przestrzegania zasadniczych
postanowień umowy. Najczęściej występuje to wtedy, kiedy podstawowe znaczenie
ma bieżący przepływ rzetelnej informacji miedzy stronami albo kiedy potrzebne
jest elastyczne reagowanie w sytuacjach, których nie da się w pełni
przewidzieć. W takich przypadkach odpowiednie są umowy relatywne. Małżeństwo
jest umową długoterminową, ale najlepiej funkcjonuje, gdy jest traktowane jako
umowa relatywna. To samo dotyczy działalności gospodarczej.
Większość stosunków
gospodarczych przyjmuje postać umów jednorazowych. Ja sprzedaję, ty kupujesz i
na tym sprawa się kończy. (...)
Słabość umów jednorazowych - str. 81
(...) Stosunki długoterminowe są
konieczne w celu zapewnienia współdziałania lub podejmowania działań
skoordynowanych. Niezbędne są obustronne zobowiązania, ważne są przepływy
informacji lub elastyczność reakcji, a
strony nie mogą zaspokoić swoich potrzeb swoich potrzeb jedynie w wyniku
prostej wymiany dwustronnej. Trzeba nawiązywać długoterminowe stosunki z
konkurentami, jeżeli chce się uniknąć gry w tchórza albo zapobiec
katastrofalnym skutkom takich gier. Niekiedy takie długoterminowe stosunki
najlepiej nawiązuje się za pomocą klasycznych kontraktów – sformalizowanych,
wiążących umów prawnych. Niekiedy lepiej się do nich dochodzi przez kontrakty
relatywne – milczące umowy między stronami, których realizacja jest wymuszana
nie przez postępowanie sądowe, lecz przez wspólną dla obu stron potrzebę
prowadzenia ze sobą interesów.
Kontrakty relatywne - str. 86
Kontrakt relatywny, który teoretycy prawa nazywają kontraktem dorozumianym,
przez ekonomistów określany jest jako umowa domniemana, a przez socjologów jako
stosunek zaufania. Wszystkie te nazwy wskazują na ważne cechy takich układów.
Sposób wymuszania uzgodniony jest między samymi stronami, bez udziału sądów, co
wynika z określenia prawniczego. Warunki nawiązywania stosunków nie są pisane,
a często nie da się ich precyzyjnie sformułować – stąd określenie umowa
domniemana. Stosunki zależą od wzajemnego zaufania i w potocznym rozumieniu nie
są w ogóle kontraktem.
Typowym kontraktem relatywnym jest
umowa ślubna. (…)
Umowy o zatrudnieniu są w znacznym
stopniu kontraktami relatywnymi. (...)
Umowy o pracę są najlepsze, gdy mają
postać kontraktów relatywnych, gdyż nadmierna precyzja w określaniu obowiązków
jest raczej szkodliwa. Należy zachęcać obie strony, by reagowały na wydarzenia.
(...)
Kontrakty relatywne czy klasyczne? - str. 89
Kontrakty relatywne są skuteczne, gdy wszystkie strony zdają sobie sprawę z
tego, że są uwikłane w grę powtarzaną. Temu celowi służą: dożywotnie
zatrudnienie, awanse według starszeństwa, systemy emerytalne i inne formy
odłożonego w czasie wynagrodzenia. Wielu menedżerów traktuje je jako elementy
przestarzałych form prowadzenia interesów. Często jest to poważny błąd.
Kontrakty relatywne bywają pożądane,
gdy korzyści pozyskiwane przez strony bardziej zależą od rozmiarów tortu niż od
sposobu jego podziału. Tak też jest wtedy, gdy wspólny wynik w znacznym stopniu
zależy od elastyczności we wzajemnych stosunkach stron lub od szybkości
przepływu informacji między nimi. Klasyczny kontrakt ma na celu eliminowanie
elastyczności. Warunki kontraktu możliwie precyzyjnie określają to, co każda ze
stron ma robić. Kontrakt relatywny dopuszcza elastyczność, a nawet często do
niej zachęca. Kontrakt klasyczny zapobiega swobodnemu przepływowi informacji,
gdyż mogłaby ona być wykorzystana przeciw jednej ze stron. W kontrakcie
relatywnym przepływy informacyjne są sprawą jak najbardziej naturalną. Dlatego
też w świecie mody na ogół stosowane są kontrakty relatywne. Projektanci,
producenci i detaliści utrzymują trwałe związki. Z prawnego punktu widzenia
mają one postać umów jednorazowych. W praktyce obie strony przyznają, że są to
powiązania ciągłe. Oczekują, że uzyskają najnowsze modele, a zarazem zakładają,
że będą one chętnie przyjmowane na skład.
Jeżeli tak oczywiste są korzyści
płynące z kontraktów relatywnych, to dlaczego nie prowadzi się wszystkich
interesów na ich podstawie? Otóż kontrakty relatywne mają też pewne wady.
Istnieje nieuchronna sprzeczność między naszym pragnieniem uzyskania
największych korzyści z transakcji a doprowadzeniem do kontraktu relatywnego.
Cechą właściwą dla kontraktu relatywnego
jest to, że uczestniczące w nim strony nie zawierają najlepszej umowy
jednorazowej, którą mogłyby uzyskać przy wszystkich, czy nawet przy
jakiejkolwiek okazji. Bardzo wyraźnie to wynika z dylematu więźnia. (...)
Problem oportunizmu - str. 91
Strategie gier powtarzanych, takich jak umowy relatywne, funkcjonują, jeżeli
gra jest kontynuowana bez końca. Załamują się, gdy jedna lub druga strona
dochodzi do wniosku, że zbliża się koniec gry. W ostatniej rozgrywce dylematu
więźnia obaj się przyznają; co gorsza, jeżeli uważają, że być może ten ostatni
raz już się zbliża, zaczynają się od razu przyznawać. Zachowania
oportunistyczne występują w kontraktach relatywnych, gdy jedna ze stron
dochodzi do wniosku – słusznie lub niesłusznie – że w taki sposób opłaca się w
bezwzględny sposób wykorzystać wzajemne stosunki, nawet jeżeli prowadzi to do
ich zerwania.
Jednym z celów kontraktu
długoterminowego, zarówno klasycznego, jak i relatywnego, jest zachęcanie stron
do inwestowania we wzajemne stosunki. Licencjobiorcy McDonalda
muszą stosować się do systemu McDonalda. Muszą
kupować urządzenia i wyposażenie nie tylko nadające się wyłącznie do
przyrządzania hamburgerów, ale w dodatku zgodnie z tą właśnie licencją. Dostawca
części samochodowych musi dostosować swoje wyposażenie do potrzeb danego
producenta. Profesjonalni doradcy wiedzą, że muszą poświęcić czas na zapoznanie
się ze swoimi klientami.
W kontrakcie relatywnym mogą
wystąpić oportunistyczne zachowania, gdy już zostały poniesione nakłady na
takie inwestycje. Jeżeli McDonald zechce narzucić swoim licencjobiorcom nowe,
uciążliwe warunki, ich zdolność stawiania oporu będzie znacznie mniejsza w
przypadku, gdy korzystają z licencji, niż przed jej uzyskaniem. Gdyby
licencjobiorcy wiedzieli, jakie są zamierzenia, być może woleliby się
przyłączyć do innej sieci lub w ogóle unikać działalności w dziedzinie
produkcji hamburgerów. Może zatem bardziej odpowiadać im poczucie
bezpieczeństwa, które zapewnia kontrakt klasyczny.
W jaki sposób strony kontraktu
relatywnego mogą uchronić się przed takimi oportunistycznymi działaniami?
Niewątpliwie są w lepszej sytuacji, jeżeli druga strona również musiała ponieść
określone nakłady. Może to nawet stanowić część kontraktu... (...) Jednakże
najlepszą ochroną przed oportunizmem jest szczere przekonanie obu stron, że
uczestniczą w grze, która będzie wielokrotnie powtarzana.
Kontrakty relatywne i środowisko
przedsiębiorstwa - str. 92
Na ogół można uzyskać pewne krótkotrwale korzyści, nie dotrzymując warunków
kontraktów relatywnych. Wynika to z samej istoty kontraktu. Swoboda działania
kontrahenta nie jest ograniczona żadnym przepisem prawnym, a jedynie troską o
przyszłą reputację. Skoro jednak można osiągnąć krótkotrwałe korzyści, złamanie
kontraktu relatywnego jest powszechnym sposobem uzyskania natychmiastowych
zysków po przejęciu lub zakupieniu innej firmy.
Z tego wynika, że trudniej zawierać kontrakty relatywne w takich
środowiskach gospodarczych, w których często występują zmiany właścicieli
przedsiębiorstw. Strony mają mniejszą pewność, że warunki kontraktu relatywnego
będą przestrzegane.
W środowisku, w którym kontrakty
relatywne występują rzadko lub nie mają znaczenia, oportunizm niekoniecznie
prowadzi do utraty reputacji. Może się to wiązać z określoną kulturą.
Zdecydowanie indywidualistyczny system wartości, występujący w USA, sprawia, że
kary za oportunizm bywają niskie. Wykorzystywanie do maksimum silnej pozycji
przetargowej często jest traktowane jako umiejętność robienia interesów, a nie
jako postępowanie bez skrupułów. W
krajach, takich jak Szwajcaria, Włochy czy Japonia, postawy społeczne są
odmienne, a zachowania oportunistyczne mogą prowadzić do pogorszenia opinii
towarzyskiej i zawodowej. (...) W
następnym rozdziale opisuję, w jaki
sposób architektura firmy, jej sieć kontraktów relatywnych, może posłużyć do
uzyskania przewagi konkurencyjnej.
***
W rozdziale tym korzystam z odrębnych,
lecz w znacznym stopniu równoległych nurtów myśli prawniczej, ekonomicznej i
socjologicznej. Koncepcję kontraktów relatywnych w historii prawa zawdzięczamy
przede wszystkim Macneilowi [1974], [1978], [1980].
Ekonomiści stosują termin kontrakty domniemane lub niepełne przy określaniu
tego samego zjawiska (...)
Koncepcja zakładająca, że
ekonomiczną rolę firmy określają jej kontrakty, została sformułowana przez Coase’a... Ponadto jasno wynikała z pracy Alchiana i Damsetza [1972].
Uważam, że termin traktaty ma wiele nieodpowiednich konotacji, wolę więc posługiwać się
terminami kontrakty i stosunki. (...)
..................................................................................................................
Część III WYRÓŻNIAJĄCE ZDOLNOŚCI - str. 95
Firmę określają jej
kontrakty i stosunki. Dodana wartość powstaje dzięki umiejętności odpowiedniego
zestawienia tych kontraktów i stosunków, zatem jakość i wyróżniający charakter
tych kontraktów sprzyjają dodawaniu wartości. Ten wyróżniający charakter jest równie ważny, jak ich jakość. Na
sprawnym rynku nie ma bowiem wielu okazji do zawierania dobrych kontraktów.
Terminu sprawny rynek
najczęściej używa się w odniesieniu do rynków finansowych1. Sprawny rynek
to po prostu taki, na którym nie trafiają się wyjątkowe okazje, bo to, czego
można się dowiedzieć o przedmiocie sprzedaży, jest już zawarte w jego cenie.
W szerszych kategoriach
gospodarczych ogólniejsze konsekwencje sprawności rynku są podobne. Okazje
dostępne dla wszystkich zapewne nie będą korzystne dla wszystkich, a może nawet
dla nikogo; to, co inni równie dobrze potrafią dostrzec i robić, zapewne nie
będzie trwałym źródłem dodanej wartości. Każda firma więc, rozważająca pozornie
opłacalną okazję, powinna zadać sobie pytanie: „Dlaczego będziemy to robić
lepiej niż ktoś inny”.
Hipoteza dotycząca sprawnego rynku
zaprzecza temu, że obiektywnie może istnieć przemysł atrakcyjny lub
nieatrakcyjny, a ściślej mówiąc, że może być atrakcyjny lub nieatrakcyjny przez
dłuższy czas. Oznacza to, że jest ona sprzeczna z koncepcją strategii opartej
na planowaniu portfela akcji , która dominowała w ostatnim 20-leciu, co
zostanie omówione w rozdziale 11. Z hipotezy sprawnego rynku wynika, że nie
można trwale tworzyć dodanej wartości jedynie dzięki zawieraniu lepszych
kontraktów od innych, gdyż mało jest prawdopodobne, że w dalszym ciągu będą
istnieć ku temu okazje. Dodana wartość powstaje dzięki rozwijaniu zbioru
stosunków niedostępnych dla innych. Firma może uzyskać dodaną wartość jedynie*
dzięki jakiejś wyróżniającej ją właściwości – dzięki takim cechom jej
stosunków, których brak innym firmom i których nie dałoby się łatwo
odtworzyć.
*Na marginesie
Czemu „jedynie”? Większość zwykłych przeciętnych firm, poza
nazwami i adresami, niczym specjalnie się nie wyróżnia, a jakoś istnieje i
wypracowuje „swoją wartość dodaną”. Wprawdzie konkurencja bliższa i dalsza
sprawia tu niejakie kłopoty, i może sprawiać jeszcze większe... Temat złożony, i trudny do jednoznacznej
oceny.
Anonimus
Dodaną wartość można uzyskać, jeżeli
klienci lub dostawcy są skłonni nawiązać stosunki z uwzględnieniem warunków, na
które nie zgodziliby się w odniesieniu do innych firm. Najczęściej jest to
wynikiem reputacji dostawcy. Międzynarodowe firmy wynajmujące samochody oferują
takie same modele samochodów na takich samych warunkach, jak firmy miejscowe,
ale po wyższych cenach. Przyciągają klientów nie dlatego, że jakość i
niezawodność ich usług jest z istoty wyższa, lecz dlatego, że klienci wierzą,
iż reputacja wynajmującego zapewnia im taką jakość i niezawodność.
Firma nie mająca wyróżniających ją
zdolności może i tak uzyskać przewagę konkurencyjną, jeżeli dysponuje
strategicznym zasobem, którym może być koncesja na wykorzystywanie surowca
naturalnego lub wyłączne prawo do dostarczania czegoś.
W rozdziałach 5-8 omawiam podstawowe źródła przewagi
konkurencyjnej – architekturę, reputację, innowację i zasoby strategiczne.
5 Architektura - str. 99
Architektura
jest pierwszą z trzech podstawowych wyróżniających zdolności. Stanowi ona sieć
relatywnych kontraktów wewnątrz lub wokół firmy. Firmy ustanawiają stosunki ze
swoimi pracownikami i między nimi (architektura wewnętrzna), swoimi dostawcami
lub klientami (architektura zewnętrzna) albo w obrębie grupy firm zajmujących
się pokrewną działalnością (sieci).
Architektura umożliwia danej
organizacji zdobycie wiedzy organizacyjnej, ustalenie sposobów postępowania i
elastyczne reagowanie na zmieniające się okoliczności. Zapewnia swobodny,
otwarty przepływ informacji.* Wszystko to może być zasobem firmy – wiedza
organizacyjna, więcej warta niż suma wiedzy poszczególnych osób, elastyczność i
możliwość reagowania zarówno całej instytucji, jak i poszczególnych jej
członków.
(* Uwagi. Dla dobra firmy - zapewne tak być powinno, oczywiście
wyłączając sprawy poufne, tajemnice służbowe itp. Konkurencja i „walka o
stołki” jednak sprawiły, że zbyt często jest „wprost przeciwnie”. Zarówno
dostęp do informacji jak i wiedzy, np. do fachowych wydawnictw, może być wręcz
blokowany. Z.U.).
W niektórych firmach - jak IBM czy Marks & Spencer - istnieje silna i
dostrzegalna kultura korporacji. *
(* Uwagi. Proponuję
przeczytać książkę Dawida Thielena: „Zarządzanie
na sposób Microsoft” - poz.74 z prezentowanej przeze mnie literatury. Mnie
osobiście trochę zdziwiło otwarte przedstawianie kultury organizacyjnej
Microsoftu jako niezwykle agresywnej na zewnątrz, choć, w to chyba nikt nie
wątpi, niezwykle skutecznej. Wg mnie jest to „kultura wyczynu”, niemal na wzór
sportowy, z ostrą selekcją kandydatów do wyczynu i jeszcze ostrzejszym reżimem
treningowym oraz bezwzględnymi „sportowymi” zasadami utrzymania się w „kadrze
olimpijskiej”. Wyczynowcom chyba się to podoba. Korzystającym z ich usług - przeważnie
też, konkurencji - znacznie mniej. Bill Gates w kluczowych sprawach „trafił w
dziesiątkę”. Inna rzecz, że próby naśladownictwa przez „szaraków” raczej nie
wyjdą im na zdrowie. Osobiście sądzę, że w każdym społeczeństwie potrzebni są
zarówno „wyczynowcy” jak i zwykli ludzie. Sądzę też, że natura wyposażyła
ludzkość w jakąś odrobinę instynktu samozachowawczego, aby utrzymać proporcję
pomiędzy wyczynem a normalnym postępowaniem, bo inaczej życie dla większości
stałoby się koszmarem, albo problem sam by się rozwiązał przy pomocy
unicestwienia wszystkiego. Tą ostatnią uwagę dedykują do rozumu wszystkich
tych, którzy głoszą poglądy o bezwzględnej walce konkurencyjnej w biznesie – „ja cię gryzę, ty mnie gryziesz, aż się
zagryziemy”.
Z.U.).
Istnieją również inne wyróżniające się i skuteczne style zarządzania. W ciągu
ostatnich dwudziestu lat japońskie firmy zdominowały przemysł elektronicznych
wyrobów powszechnego użytku i zajęły czołowe miejsca na rynkach samochodów.
Udało się im uniknąć alienacji i wrogich stosunków z pracownikami, zjawisk
występujących przy masowej produkcji montażowej w większości krajów zachodnich.
Zdołały też nawiązać efektywne związki ze swoimi dostawcami, pomimo stawianych
im wysokich wymagań.*
(* Uwagi. Proponuję przeczytać
książkę Paula Krugmana: "Wracają problemy
kryzysu gospodarczego" - poz. 71 prezentowanej przeze mnie literatury.
Z.U.).
Dzielenie się wiedzą i ustalone zasady postępowania działają nie tylko na
korzyść dużych przedsiębiorstw. Trasy turystyczne rzadko prowadzą przez dolinę Lumezzane w Brescii na północy Włoch. Chociaż jej naturalna
sceneria jest atrakcyjna, spokój zakłócają setki małych warsztatów obróbki
metali... W niektórych częściach doliny wydaje się, że przy każdym domu mieści
się fabryczka. Przypadkowy turysta zapewne się zdziwi, że taki styl organizacji
gospodarczej przetrwał tak długo. Może postanowi wrócić do Lumezzane
za kilka lat, kiedy te małe warsztaty zostaną wreszcie zmiecione przez
międzynarodową konkurencję. Nie będą mogły sobie pozwolić na prowadzenie
marketingu w skali światowej, działalności badawczo - rozwojowej i kontroli
jakości, co jest domeną wielkich firm.
Trudno o bardziej mylny sąd.
Powstanie rynków międzynarodowych nie tylko nie zagroziło Lumezzane,
ale stworzyło dla niej niezwykle pomyślną koniunkturę. Większość produkcji
doliny jest przedmiotem eksportu, a region zalicza się do najbogatszych we
Włoszech. Nie ogranicza się przy tym do tradycyjnego rzemiosła. Lumezzane przoduje na rynku pod względem dostaw całej gamy
skomplikowanych wyrobów metalowych, m.in. zaworów, kurków i specjalnych
obrabiarek do ich produkcji. Struktura stosunków między małymi firmami w
dolinie Lumezzane, często wytwarzającymi tylko jeden
element końcowego wyrobu, zapewnia każdej z nich dostęp do wiedzy, umiejętności
i zasobów wszystkich. Zapewnia ona sieci Lumezzane
trwałą przewagę konkurencyjną na jej rynkach, która stale się umacnia.*
(* Uwagi. A może warto
sprawdzić, jak na "dzisiaj" sprawy się mają, i jeśli nadal dobrze -
bliżej się przyjrzeć. Z.U.).
W tych bardzo różnych historiach
dotyczących projektów i ewolucji organizacji - kultury korporacji IBM oraz
Marksa & Spencera, japońskiego stylu zarządzania, sposobu działania sieci Lumezzane - występują ważne wspólne elementy. W każdej z nich
istnieje układ odpowiednich stosunków wewnątrz firmy, wokół niej i między
współpracującymi firmami, złożony, subtelny, trudny do precyzyjnego
zdefiniowania oraz odtworzenia. Układ taki jest wynikiem historycznego rozwoju
firmy i niemal niemożliwe jest jego skopiowanie z pominięciem tego rozwoju.
Układ stosunków zapewnia poważną przewagę konkurencyjną danej firmie lub grupie
firm. Ich konkurencyjna przewaga jest zazwyczaj wynikiem zdobycia wiedzy
organizacyjnej, ustanowienia zasad postępowania w organizacji, doprowadzenia do
powstania etyki współdziałania. To umożliwia elastyczne reagowanie, dzielenie
się informacjami, a także występowanie procesu, w którym kontrola jakości jest
tak naturalną cechą organizacji, że często właściwie nie ma potrzeby jej wyraźnego
określania.
Te właśnie układy stosunków stanowią
wyróżniającą zdolność, którą nazywam architekturą. Opierają się na kontraktach
relatywnych, zależą od pełnej świadomości uczestników, że biorą oni udział w
grze wielokrotnie powtarzanej, a dzięki temu wpływają na rozwiązanie problemów
współdziałania, koordynacji i zaangażowania. Częściowo wyróżniają się one
dzięki domyślnym warunkom, charakterystycznym dla kontraktu relatywnego – tego,
czego nie da się łatwo zapisać, nie można łatwo odtworzyć – a częściowo dzięki
ogólnej złożoności struktury, w której poszczególne osoby dostrzegają, znają i
rozumieją jedynie małe części całości. Rozwijam te zagadnienia w dalszych
fragmentach tego rozdziału.
Architektura jako cecha danej organizacji - str. 103
W każdej dziedzinie
ludzkiej działalności oraz w każdym wieku historii ludzkości istniały
organizacje, których struktury próbowano
odtworzyć, co jednak się nie udało –
demokracje starożytnej Grecji, armie starożytnego Rzymu, państwa-miasta
średniowiecznych Włoch, administracje brytyjską w Indiach. W XX
w. takimi wyjątkowymi organizacjami są
często korporacje. Książka In search for Exellence , przegląd „najbardziej podziwianych
korporacji amerykańskich” Petersa i Watermana [1982], stała się bestsellerem
lat osiemdziesiątych. Jednakże doskonałość nie jest nie jest tożsama z
architekturą. Doskonałość często jest wynikiem uzdolnień poszczególnych ludzi,
podczas gdy architektura stanowi osiągnięcie organizacji. Ludzie zarządzający
Indiami Brytyjskimi na ogół charakteryzowali się miernymi uzdolnieniami.
Osiągnięcia rządów brytyjskich polegały na stworzeniu systemu, w którym
niewielka liczba tych niezbyt wybitnych ludzi mogła dość dobrze kierować jednym
z największych i najbardziej zróżnicowanych krajów na świecie. Architektura nie
tworzy wyjątkowych organizacji przez dobieranie wyjątkowych ludzi. Czyni to,
umożliwiając bardzo przeciętnym ludziom osiąganie nadzwyczajnych wyników.
Rozróżnienie cech samej korporacji i
cech wchodzących w jej skład osób ma znaczenie nie tylko socjologiczne, ale i
ekonomiczne. (...)
(...)
Jednakże architektura jest czymś innym. Organizacja o wyróżniającej ją
architekturze, jak Marks & Spencer, często podkreśla swą zależność od
pracowników. Jednakże zależność tę należy interpretować w sposób szczególny.
Organizacja zależy od nich jako całości, bo wynik osiągany przez organizację
jest wynikiem działania zbiorowości. Nie zależy jednak od któregokolwiek
pracownika z osobna. Każdą osobę w organizacji łatwo można zastąpić. Jedynie w
takich okolicznościach sama organizacja może przejąć dodaną wartość.
Etyka współdziałania a gra na podania - str. 106
Większość firm pragnie stworzyć etykę współdziałania. Jednakże zasadnicze
pytanie dotyczy tego, w jaki sposób zapewnić pełne, a nie jedynie zdawkowe
współdziałanie. W małych grupach często dochodzi do pełnego współdziałania.
Rzadziej jednak można je osiągnąć w dużych organizacjach, w których na ogół nie
da się uniknąć strategicznych rozgrywek między poszczególnymi jednostkami.
Jeszcze rzadziej dochodzi do niego miedzy firmami lub w obrębie grup firm.
Współdziałanie zdawkowe wyznacza granice tego, co można określić w umowie
jednorazowej czy kontrakcie klasycznym. Pełne współdziałanie wymaga głębszych
stosunków.
Istotę tej różnicy można poznać
stosując analogię sportową. Gdyby piłka nożna była grą bardziej przewidywalną,
niż jest w rzeczywistości, kierownik klubu mógłby określić zbiór instrukcji
opisujących dokładnie, kiedy gracz powinien utrzymywać się przy piłce, kiedy powinien
ją podać, a kiedy strzelać na bramkę. Mógłby sprawdzać, czy piłkarze przestrzegają instrukcji i
odpowiednio do tego nagradzać ich lub karać.
Odpowiadałoby to prowadzeniu przedsiębiorstwa za pomocą wszechogarniającego systemu
kontraktów klasycznych. Niektórzy trenerzy piłkarscy – rzadko kiedy najlepsi –
usiłują w taki sposób kierować klubem, a niektórzy menedżerowie – rzadko kiedy
najlepsi – usiłują tak prowadzić swoje przedsiębiorstwo.
Powody, dla których taka struktura
nie mogłaby funkcjonować w piłce nożnej, są dość oczywiste. (...) Nie ma tutaj
znaczenia, czy trener zawsze ma możliwość wykrzykiwania rozkazów z linii
autowej, co jest cechą charakterystyczną złych trenerów i złych menedżerów.
Istotne jest to, że trener po prostu nie może uzyskać ani dostatecznie szybko
przyswoić sobie całej informacji, jaką dysponuje jedenastu graczy na boisku.
Nie da się jej narzucić z zewnątrz. Utrzymanie etyki współdziałania zależy od
znajdującej się u jej podłoża struktury kontraktów relatywnych – niepisanych
reguł, milczących porozumień, wspólnoty celów, podtrzymywanych przez
oczekiwania każdej ze stron, że stanowić będą część trwałych stosunków
wzajemnych.
Struktury takie są szczególnie cenne
– tu znowu przydatna jest analogia do piłki nożnej – tam, gdzie istota
działalności przedsiębiorstwa wymaga elastycznych reakcji i wymiany
informacji. Szczególnie dobrymi
przykładami są firmy odzieżowe oraz produkcja filmowa i telewizyjna. (...)
Wiedza organizacyjna - str. 108
Wszystkie firmy dysponują wiedzą organizacyjną w tym znaczeniu, że firma
ubezpieczeniowa zna się na ubezpieczeniach, a producent samochodów zna się na
samochodach. Ale to, co firma ubezpieczeniowa wie o ubezpieczeniach, jest z
reguły tym, co jej pracownicy wiedzą o ubezpieczeniach jest bardzo podobne do
tego, co o nich wiedzą inne firmy ubezpieczeniowe. Natomiast wiedza
organizacyjna w tym znaczeniu, jakim ja się tu posługuję , jest
charakterystyczna dla danej firmy , stanowi więcej niż sumę wiadomości
fachowych osób w niej pracujących jest niedostępna dla innych firm.
W niektórych firmach świadczących
usługi profesjonalne czy też w niewielkich organizacjach działających w
dziedzinach związanych z wysoką techniką wiedza techniczna jest istotą
przedsiębiorstwa. Jeżeli jednak przedsiębiorstwo ma uzyskać dodaną wartość, to
korzystając z umiejętności swoich członków, musi stworzyć wiedzę organizacyjną.
Dochodzi do tego wówczas, gdy połączone umiejętności dwóch specjalistów
zwiększają wartość każdej z nich. Problemy stojące przed organizacją polegają,
po pierwsze, na doprowadzeniu do takiego łączenia wiedzy i, po drugie, na
zapobieżeniu temu, by ta wiedza (i związane z nią korzyści) przypadała [„tylko” – przyp. Anonimus] jednej lub obu zainteresowanym
osobom. Obydwa te zagadnienia
uwidoczniły się w przypadku dużych firm księgowych, w których rzekome
wzajemne uzupełnianie się i wspomaganie działalności w dziedzinie rewizji ksiąg
oraz doradztwa właśnie z takich powodów doprowadziło do napięć.
Firmie łatwiej jest zdobyć wiedzę
organizacyjną, gdy wiedza ta stanowi wynik konkretnego zastosowania ogólnie
dostępnej techniki. (...) Trzeba tu dokonać transformacji indywidualnej wiedzy
specjalistycznej w umiejętności przedsiębiorstwa. Nie dojdzie wtedy do
indywidualnego wykorzystywania dla siebie tych umiejętności pracownika.
Początkowa trudność polega na zdobyciu usług specjalisty. Przekazując swoją
wiedzę, specjaliści oddają to właśnie, co zapewnia im przydatność do
organizacji, a to może stanowić racjonalną strategię jedynie w warunkach
kontraktu relatywnego i gry wielokrotnie powtarzanej. Szczególnie jaskrawo
odnosi się to do konsultantów, którzy przez doskonalenie umiejętności członków
organizacji klienta stwarzają zagrożenie dla dalszej własnej działalności.
Wiedza organizacyjna stanowi często
czynnik wyróżniający jedyne za cenę ograniczenia możliwości jej stosowania do
wąsko określonego rynku. Uzyskuje się dzięki niej dużą przewagę konkurencyjną,
pod warunkiem, że jest niepowtarzalna, że firma może ją zachować dla siebie i
że może ją zastosować na dużym rynku albo na wielu indywidualnych rynkach. Nie
zdarza się to często. Być może udało się to osiągnąć IBM, lecz przewaga
konkurencyjna nawet tej firmy uległa erozji, gdy nastąpiło upowszechnienie
wiedzy i rozdrobnienie rynku.
Przykład 5.4. Komputeryzacja: Departament Dochodów Państwa i
Departament Opieki Społecznej. (...)
Wiedza organizacyjna
może też przybierać postać systemów organizacji i rutyny postępowania. W
znacznym stopniu wpływa to na efektywność w handlu detalicznym. Skuteczność
rutyny umożliwiła przekształcenie niedoświadczonych młodzieńców w
administratorów dużych obszarów Indii Brytyjskich. Przetworzenie indywidualnych
zdolności w organizacyjną rutynę postępowania prowadzi w przypadku niektórych
firm świadczących usługi profesjonalne – zwłaszcza zaś firm doradztwa
organizacyjnego, takich jak McKinsey lub Bain – do uzyskania dodanej wartości wynikającej z
działalności organizacji, a nie jedynie do jej zdolnych członków.
Wewnętrzny system kontroli stanowi
inną formę rutyny postępowania. Systemy oparte na ścisłej sprawozdawczości
finansowej są najodpowiedniejsze tam, gdzie niepewność występuje w ograniczonym
stopniu, czyli gdzie istnieje bezpośredni związek miedzy działaniem a jego
wynikami... (...)
Źródła architektury - str. 113
Przy projektowaniu organizacji
wyróżniające zdolności muszą wynikać z zawierania kontraktów
relatywnych, co wynika z dwóch przyczyn. Jedną z nich jest zasadnicza cecha
dylematu więźnia występująca w grze na podania – problem wymiany informacji i
elastyczności reakcji. Postępowanie
w taki sposób jest zgodne z interesem
ogółu, ale nie jest zgodne z interesami indywidualnych członków zespołu. Z etyki współdziałania lub wiedzy i
specjalizacji innych osób można korzystać jedynie w warunkach powtarzalności i
wzajemności.
Jest to widoczne w organizacjach,
które skutecznie stworzyły silną architekturę. W organizacjach tych stosunki
wewnątrz firmy i między jej poszczególnymi członkami uważa się za trwałe, gdyż
istnieje zobowiązanie do dzielenia się owocami zbiorowych osiągnięć; w sposób
wyrozumowany i usystematyzowany unika się formalizacji.
Jeżeli spojrzymy na historyczne
przykłady niezwykle silnej architektury społecznej – np. starożytną Grecję i
Rzym, średniowieczne Włochy. Indie Brytyjskie – dostrzeżemy, że wszystkie
charakteryzowały się niepisanymi kodeksami postępowania, o dużej sile
oddziaływania i znacznej złożoności. Wielu tragicznych bohaterów literatury to
osoby, które z wyraźnie uzasadnionych powodów naruszały te kodeksy i były przez
nie niszczone.
Istnieje również ściśle związana z tym możliwość
naśladownictwa. Jeżeli można w sformalizowany sposób opisać strukturę stosunków,
leżącą u podłoża architektury korporacji, to można ją też naśladować. W rym
momencie przestałaby ona być źródłem
przewagi konkurencyjnej. Napisano wiele książek o IBM lub Marksie & Spencerze. Wielu pracowników odeszło z IBM lub od Marksa
& Spencera; inne firmy mogą ich
zatrudniać. Jednakże żadna z prób odtworzenia architektury tych organizacji nie
była skuteczna. Architektura stanowi bowiem coś więcej niż to, co opisano w
książkach, coś więcej niż wiedza poszczególnych pracowników, a nawet całej ich
grupy.
Architektura wewnętrzna - str. 114
Architektura wewnętrzna stanowi strukturę kontraktów relatywnych między firmą a
pracownikami oraz między samymi pracownikami. Z tej definicji bezpośrednio
wynikają niektóre cechy formalnej struktury firmy. Występuje wysoki stopień
pewności pracy; jeżeli umowa o zatrudnienie ma charakter jednorazowy, to nie
może być ona relatywna. Ta stabilność zatrudnienia musi być wzajemna; nie tylko
firma rzadko kiedy wypowiada umowę o pracę, ale też pracownik rzadko kiedy sam
chce odejść. Istnieje spłaszczona struktura płac albo przynajmniej taka, w
której różnice uwzględniają zarówno staż, jak i osiągnięcia, a efektywność
oceniana jest na podstawie kryteriów zarówno niewymiernych, jak i wymiernych. Jeżeli umowa o pracę ma charakter kontraktu
klasycznego, to nie może być kontraktem relatywnym.
Kontrakty relatywne stwarzają
możliwości zachowań oportunistycznych. Na ogół firma troszczy się o własną
reputację ze względu na przyszłe kontrakty relatywne i to wystarczy, by ją
powstrzymać przed oportunistycznym postępowaniem. Jednakże musi się chronić
przed takim postępowaniem ze strony swoich pracowników. Można stosować systemy
plac z częściowym odroczeniem... Oportunistycznym zachowaniom pracowników
przeciwdziała też łączenie życia zawodowego z towarzyskim. Dobrze jest też
zatrudniać ludzi o podobnych doświadczeniach lub o podobnym typie
osobowości.
Celem jest pobudzenie do zachowań raczej zbiorowych niż
indywidualistycznych. Z bardzo ważnych powodów tłumienie indywidualności
stanowi istotny cel szkolenia wojskowego. Jeżeli żołnierze będą myśleć o sobie
jako o jednostkach, a nie jako o częściach zbiorowości, to irracjonalność
poświęcania jednostki na rzecz zbiorowości staje się natychmiast oczywista. Indie
Brytyjskie rozkwitały dzięki mierności zatrudnionych ludzi, a jak to
przekonująco przedstawił E.M. Forster, mniej ograniczeni ludzie doprowadzili do
tego, że niemożliwe stało się utrzymanie istniejącej struktury. (Na marginesie. Mierność „rozkwita”, gdy
steruje nią genialność. Gdy miernością steruje też mierność... cuda się
zdarzają. W problemach społeczno/politycznych granica między genialnością a
szaleństwem jest jednak dość nieostra. W każdym społeczeństwie przydają się też
ludzie niekoniecznie genialni, ale też i nie mierni, jako przeciwwaga jednych i
drugich. Na dłuższą metę historyczną
Wielka Brytania i tak nie była w stanie Perły Swojej Korony utrzymać. Czy mniej
ograniczeni ludzie nieświadomie przyspieszyli jej utratę? Problem wygląda też trochę inaczej z punktu
widzenia samych Indii. Anonimus).
Wszystko
to ma, obok dobrych , złe strony. Dla większości ludzi praca na rzecz
przedsiębiorstwa nie stwarza tak silnej motywacji, jak praca dla siebie. Skoro
firmy o silnej architekturze wewnętrznej na ogół ograniczają indywidualność i
skłonne są zatrudniać pracowników określonego, znanego typu, potencjalną
słabością takiej struktury może być brak elastyczności. Łatwiej utrzymać kurs w
przypadku supertankowca niż flotylli małych statków. Supertankowiec też sobie
radzi ze wzburzonym morzem. Jednakże zmiana kursu supertankowca może być
procesem trudnym, a organizacje o wyróżniającej je architekturze, w tym tak
skuteczne, jak IBM czy Marks & Spencer, często wykazywały się monokulturą
lub nadmierną sztywnością.
(...) Kultury takie stanowią potężną
broń, o czym świadczy przykład Procter & Gamble, IBM czy wielu japońskich
korporacji, jednakże często jest ona niebezpieczna. Stanowi niebezpieczeństwo
dla nich samych... (...)
Gra na podania nie tylko prowadzi do
rozwiązywania problemów, ale też je stwarza; to samo można powiedzieć o wiedzy
organizacyjnej. (...)
Architektura zewnętrzna oraz sieci - str. 117
Architektura zewnętrzna występuje tam, gdzie firmy dzielą się wiedzą albo
określają szybki czas reakcji na podstawie szeregu kontraktów relatywnych
między nimi lub wewnątrz nich. Marks & Spencer zainicjował pewną metodę
handlu detalicznego, początkowo dotyczącą odzieży, a następnie szerszego
asortymentu towarów. Detalista szczegółowo projektował wzory wyrobów. Były one
następnie wytwarzane przez ograniczoną liczbę wybranych dostawców, przy czym
proces produkcyjny był ściśle kontrolowany. Dostawcy ci często znaczną część
swojej produkcji dostarczali Marksowi & Spencerowi, a wielu z nich działało
na rzecz tej firmy od dziesiątków lat, chociaż nie zostały między nimi zawarte
jakiekolwiek umowy wieloletnie. Są to bardzo wyraźne przykłady kontraktów
relatywnych.
Zaletą takich kontraktów relatywnych
jest ułatwianie wiedzy o wyrobie oraz zachęcanie do elastycznych reakcji. Jest
to ważne w dziedzinach, takich jak sprzedaż detaliczna artykułów związanych z
modą, gdzie upodobania klientów mogą ulegać gwałtownym zmianom i gdzie obie
strony mają do czynienia ze strategicznym sytuowaniem wyrobów. Także i takie
układy narażają obie strony na zachowania oportunistyczne. Zazwyczaj zapobiega
temu reputacja firm uczestniczących w kontraktach relatywnych oraz nakłady
ponoszone przez obie strony na utrzymywanie wzajemnych stosunków.
Sieci są to grupy firm,
zawierających ze sobą kontrakty relatywne. (...)
(...)
Architektura w Japonii - str. 120
Największe sukcesy w tworzeniu wyróżniających zdolności dzięki architekturze ma
przemysł japoński. W Japonii możemy wyróżnić siłę architektury wewnętrznej,
architektury zewnętrznej oraz sieci.
Trzema „podporami” wewnętrznego
rynku pracy w Japonii są: dożywotnie zatrudnienie, system starszeństwa i
związki zawodowe działające w skali przedsiębiorstw. System dożywotniego
zatrudnienia kładzie nacisk na długookresowe stosunki między pracownikiem a
przedsiębiorstwem. Nawet japońskie firmy, zwłaszcza małe, nie są w stanie w
pełni przewidzieć potrzeb dotyczących zatrudnienia. Problemy zmiennego
zapotrzebowania rozwiązuje się zatem, zatrudniając pracowników w niepełnym
wymiarze czasu pracy lub na określony czas na podstawie umowy jednorazowej, bez
naruszania podstawowego systemu dożywotniego zatrudnienia. Chociaż dożywotnie
zatrudnienie kojarzy się przede wszystkim z firmami japońskimi, to realia
zatrudnienia w dużych firmach na kontynencie europejskim tak bardzo od tego nie
odbiegają. Zdecydowane różnice występują między Japonią i USA oraz, w nieco
mniejszym stopniu, W. Brytanią.
Systemy starszeństwa, stosowane przy
ustalaniu płacy i awansach, duże nakłady ponoszone na szkolenie na stanowisku
pracy, odnoszące się do danej firmy oraz naciski na związki działające w
obrębie przedsiębiorstwa również mają na celu wspieranie kontraktów
relatywnych. Rozwiązania organizacyjne związków zawodowych w krajach
zachodnich, oparte na strukturze gałęziowej, mają zwiększyć siłę przetargową
związków przez osłabienie wspólnoty interesów firmy i robotnika. Natomiast
system japoński ma na celu wzmocnienie tej wspólnoty. Jak w każdym kontrakcie
relatywnym, japońscy menedżerowie odwzajemniają się, przypisując większą wagę
do interesów pracowników niż do interesów akcjonariuszy.
Znanymi cechami japońskich
przedsiębiorstw są ciągłość i stabilność stosunków między dostawcami i
producentami wyrobu finalnego. Firmy, takie jak Toyota i NEC, są otoczone
swoimi keiretsu, czyli grupami dostawców. Opracowany przez Toyotę system dostaw
„dokładnie na czas” w gospodarce materiałowej stanowi wymowny przykład
struktury, możliwej do osiągnięcia jedynie w warunkach kontraktów relatywnych.
(...)
(...) W Japonii od dawna istnieje
tradycja tworzenia współdziałających zgrupowań przedsiębiorstw, wywodząca się z
zaibatsu, rozwiązanego przez aliantów po drugiej
wojnie światowej. Dzisiejsze sieci stanowią nieco luźniejsze stowarzyszenia
przedsiębiorstw. (...)
Chociaż w sieciach tych istnieje
pewna skłonność do preferowania handlu w obrębie grupy, ich członkowie prowadzą
też ożywione transakcje z japońskimi przedsiębiorstwami spoza grupy. Jak się
wydaje, siła grupy w części wynika z wymiany za jej pośrednictwem informacji (z
czym związany jest nacisk na to, by w skład grupy wchodziła dokładnie jedna
firma z każdego sektora) oraz jej gotowość do popierania transakcji opartych na
kontraktach relatywnych, takich jak finansowanie, dystrybucja za granicą i
wspólne przedsięwzięcia.
Społeczny kontekst architektury - str. 122
Doświadczenia japońskie i różnice między Japonią a USA wskazują na to, w jakim
stopniu kontrakty relatywne i architektura są związane z szerszym środowiskiem
gospodarczym i społecznym. W sieciach istotne znaczenie ma geograficzna
bliskość, chociaż rola, jaką odgrywa, nie jest w pełni oczywista. (...)
Kryje się za tym potrzeba wzajemnego
zaufania i karania oportunizmu w sieciach kontraktów relatywnych. Ułatwia to
istnienie, obok stosunków gospodarczych, równoległej sieci stosunków
towarzyskich. Jesteśmy skłonni bardziej ufać ludziom, których znamy... (...)
Z powyższego wynika, że niektóre
środowiska społeczne bardziej niż inne
sprzyjają osiąganiu przewagi konkurencyjnej dzięki architekturze. (...) W
środowiskach zatem, w których silnie przeważa indywidualizm, stosunkowo rzadko
występuje przewaga konkurencyjna, oparta na takiej architekturze. Tam gdzie
istnieje... związane z nią zachowania są zazwyczaj traktowane przez ludzi z
zewnątrz wrogo i podejrzliwie. „Nepotyzm” jest obelgą, powiązania są przejawem
korupcji, a na „człowieka organizacji” patrzy się z podejrzliwością.
***
Związki między strukturą organizacyjną a efektywnością firmy są przedmiotem
zainteresowania socjologii, ekonomii oraz popularnej literatury z zakresu
zarządzania. Tradycyjnie najwięcej uwagi poświęcono zachowaniom
organizacyjnym... (...)
(...)
6 Reputacja - str. 126
Drugą z
podstawowych wyróżniających zdolności jest reputacja. Jest ona najważniejszym
instrumentem handlowym przekazywania informacji klientom. Jednakże nie na
wszystkich rynkach reputacja jest jednakowo ważna.
Obecny rozdział w większości jest poświecony
temu, jak zdobywa się, utrzymuje i traci reputację.
Reputacja miała znaczenie dla
dobrych kupców jeszcze w okresie społeczeństwa przedindustrialnego. Zależało im
na wykazaniu czystości ich próby lub rzetelności stosowanych miar. Rzemieślnicy podkreślali
jakość swoich wyrobów. W jaki sposób jednak ich klienci, nie znający się na
rzeczy, mieli ocenić czystość, rzetelność i jakość?
Niekiedy oczekiwali od państwa
regulowania rynku. W innych przypadkach kupcy zrzeszali się w cechy, by wzajemnie
kontrolować swoją pracę i zapewnić całej grupie reputację. Niektórzy
rzemieślnicy polegali na własnym lub rodowym nazwisku. Mechanizmy te do dziś
zachowują ważność.
Reputacja jest rynkowym sposobem
rozwiązania problemu oceny tych cech wyrobu, których klienci nie mogą łatwo
sami sprawdzać.
Firmy informują klientów o swoich
wyrobach za pomocą reklamy oraz marek firmowych.
Reputacja musi się jednak wiązać z
określoną nazwą: nazwiskiem osoby, nazwą zawodu czy nazwą
przedsiębiorstwa. (...)
Towary, których jakość ustala się w wyniku poszukiwań oraz
doświadczenia - str. 128
Konsumenci dowiadują się w różny sposób o jakości kupowanych przez siebie
towarów, m.in. drogą poszukiwań – oglądając wyroby lub usługi i porównując je lub
ich specyfikację z innymi możliwościami.(...)
Większość towarów ma wiele
rozmaitych właściwości. (...)
Sygnalizowanie jakości - dylemat więźnia - str. 130
Następujący problem jest typowy dla wielu rynków. Można wytwarzać towar o
wysokiej lub niskiej jakości. Towary o niskiej jakości mają znacznie niższe
ceny, odzwierciedlające kłopoty oraz koszty napraw, konserwacji i wymiany. Te
koszty są znacznie wyższe niż dodatkowe koszty ponoszone przez producenta przy
wytwarzaniu wyrobów o wysokiej jakości. Co się stanie, gdy klient nie może
ustalić w wyniku oglądania lub bezpośredniego doświadczenia, czy towar ma
wysoką, czy niską jakość? Może zaoferować cenę wysoką albo niską, może otrzymać
towar wysokiej albo niskiej jakości.
Jest to dylemat więźnia (por. rys.
6.1). Konsument zaoferuje niską cenę i otrzyma wyrób niskiej jakości. Zarówno
dla konsumenta, jak i dla producenta lepsza byłaby sytuacja wysokiej jakości i
wysokie3j ceny. Chociaż jednak obydwaj zdają sobie z tego sprawę, nie są w
stanie do niej doprowadzić, czy to jednostronnie, czy na podstawie uzgodnienia.
W rozdziale 3 przedstawiłem dwa sposoby uniknięcia dylematu więźnia. Jednym
jest zmiana struktury wypłat, drugim jest wielokrotne powtarzanie gry. Nie ma
żadnych innych sposobów. Jeżeli nabywcy i sprzedawcy uczestniczą w
jednorazowych transakcjach, w których nabywca nie może zbadać jakości wyrobu,
jest niemal nieuniknione, że nabywca będzie oczekiwać niskiej jakości i że
sprzedawca spełni te oczekiwania. To właśnie jest wadą transakcji przeprowadzanych
na rynkach używanych samochodów i nieruchomości.
Japońscy producenci samochodów i
sprzętu hi-fi przy wejściu na rynki zdecydowali się na zmianę struktury wypłat.
Producenci wiedzieli, że ich wyroby odznaczają się wysoką jakością. Ich
potencjalni klienci o tym nie wiedzieli. Wielu z nich uważało, że japońskie
towary stanowią kiepskie naśladownictwo wyrobów zachodnich. Japońscy producenci
oferowali gwarancje szersze, niż to było przyjęte na rynkach
samochodowych i sprzętu hi-fi. (...)
Rozszerzona gwarancja spełnia tę samą funkcję w grze o jakość wyrobu,
którą spełniają kryminaliści w dylemacie
więźnia. (...)
Oferty – zwrotu pieniędzy,
bezpłatnego okresu próbnego, długoterminowych gwarancji – są powszechnie
znanymi elementami strategii wchodzenia na rynek. Elementy takie są potrzebne,
bo trudno przy pierwszej próbie przekonać klientów, że rozpoczyna się z nimi
powtarzaną grę, która stanowi alternatywny mechanizm rozwiązania dylematu
więźnia. (...)
Opłacalność reputacji - str. 133
Wszystkie firmy chcą mieć dobrą reputację wśród swoich klientów i w całym
społeczeństwie. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której dobra reputacja nie
przyniosłaby handlowych korzyści. Jednakże klasa rynków, na których reputacja
jest źródłem znacznej i trwałej przewagi konkurencyjnej, jest ograniczona.
Reputacja nie ma wielkiego
znaczenia, gdy konsumenci poznają jakość wyrobu w wyniku poszukiwań. (...)
Jeżeli klient ma trudności z
określeniem jakości wyrobu na podstawie poszukiwania lub własnego
doświadczenia, to na jego decyzję wpływać będzie reputacja.
(...)
Zdobywanie reputacji - str. 134
W długim okresie reputację można opierać jedynie na zapewnianiu wysokiej
jakości w powtarzanych próbach. Jej uzyskanie trwa najdłużej właśnie na tych
rynkach towarów, wymagających długiego doświadczenia, na których jest
najcenniejsza. (...)
Firmy zawsze jednak dążą do
przyspieszenia procesu zdobywania reputacji. Analiza dylematu więźnia
wskazywała na dwa sposoby działania – składanie wiarygodnych obietnic, których
niedotrzymanie będzie kosztowne, oraz publiczna i wiarygodna demonstracja
długookresowego zaangażowania w dany rynek. Często łączy się obydwa te sposoby.
Do podstawowych metod postępowania
należą:
•
oferty wstępne, gwarancje, obietnice zwrotu pieniędzy,
•
poważne nakłady na reklamę i początkową promocję,
•
ryzykowanie reputacji uzyskanej na innych rynkach.
Rozpowszechnianie reputacji - str. 136
Poparcie udzielane przez sławne osobistości stanowi dziwny, ale bardzo wyraźny
sposób rozpowszechniania reputacji.
Każdy wie, że sławne osoby udzielają poparcia nie dlatego, że dokładnie
spenetrowały rynek, by znaleźć najlepszy wyrób, ale dlatego, że wybrały sponsorów
zapewniających im najwyższe honorarium. Dlaczego więc konsumenci poddają się
wpływom takiego poparcia?
Nabywcy popieranego wyrobu nie
zachowują się w pełni irracjonalnie. Sportowiec w jakimś stopniu naraża własną
reputację. Jeżeli wyrób ma niską jakość, podważa swoją reputację sportową i
obniża swoją wartość dla innych sponsorów; jest zatem w jakimś stopniu
zainteresowany, żeby tak nie było. Producent, płacąc honorarium za poparcie,
demonstruje swoje zaangażowanie w dany rynek. Skłonność do płacenia honorarium
za poparcie staje się więc w istocie miarą jakości wyrobu. Wszystkie strony są
zainteresowane w wykazaniu, że biorą udział w grze wielokrotnie powtarzanej.
Jeżeli dana osobistość naprawdę
ryzykuje własną reputację, to musi istnieć jakiś związek między dziedziną, z
której wywodzi się jej reputacja, a dziedziną, w którą została zaangażowana.
Wiarygodne jest więc poparcie przez... (...)
Wayne, który wrzuca pieniądze do kasy
w błyskotliwej reklamie... zachęca nas do przechowywania naszych ciężko
zarobionych pieniędzy w tym właśnie banku. Ale w rzeczywistości aktor Dean Gatiss zrezygnował ze swojego tam rachunku, bo bank nie
zapewniał mu dostatecznie wysokiego oprocentowania. (...)
Jednakże ani...,ani... nie nadają
się do popierania podręczników z zakresu zarządzania, bo czytelnik nie ma
żadnego powodu, by sądzić, że mają oni odpowiednie kompetencje do ich oceny.
Jeżeli książka nas nie zadowoli, nie będziemy ich uważać za gorszych graczy w
golfa czy krykieta. Skuteczniej – a także taniej będzie skorzystać z usług
profesora szkoły zarządzania.
Udzielanie poparcia jest oczywiście
najwymowniejszym przykładem zastosowania mechanizmów szybkiego zdobywania
reputacji na nowym rynku: korzystania ze stawiania swojej reputacji uzyskanej
na innym rynku. Reputacja BMW w dziedzinie samochodów wzmacnia jego reputację w
dziedzinie motocykli i odwrotnie. Ale BMW popiera także asortyment odzieży
sportowej „Active
Line”. (...)
W 1988 r. Marks & Spencer
przystąpił do oferowania udziałów w truście inwestycyjnym. (...)
W każdej próbie rozszerzania zakresu
reputacji firma musi przeciwstawić nadwyżkę, którą uzyska na nowym rynku,
potencjalnym stratom na starym rynku.
Utrzymywanie lub obniżanie reputacji - str. 140
Zdobycie reputacji jest trudne i kosztowne. Można więc oczekiwać, że kupcy z
dobrą reputacją poświęcą wiele wysiłku na jej utrzymanie. W większości tak
robią. Jednakże reputacja potwierdzająca dobrą jakość jest ważna zarówno dla
tych, którzy dostarczają towary o niskiej jakości, jak i tych, którzy dostarczają
towary o dobrej jakości. Niekiedy może być nawet cenniejsza dla tych „ze złą
jakością”. Oszuści zdawali sobie z tego sprawę od tysięcy lat. W skromniejszej
skali przenoszenie reputacji na inne dziedziny może się w końcu przekształcić w
jej wyzyskiwanie. Hilton stanowił początkowo markę luksusowych hoteli. (...)
Podtrzymywanie reputacji najbardziej
się opłaca, gdy spełnione są dwa warunki. Pierwszym jest, by nagroda możliwa do
uzyskania za dostarczanie wysokiej jakości
- a ściślej mówiąc, za to, że się jest znanym z dostarczania wysokiej
jakości – była wysoka w porównaniu z kosztem zapewnienia tej jakości.
Wartość reputacji zależy również od
prawdopodobieństwa ponownego zakupu. Jeśli istnieje nieduża szansa na powtórne
świadczenie danej usługi, nie ma szczególnych powodów do podtrzymywania
reputacji. Jest to kolejna istotna cecha dylematu więźnia. Jeżeli gra się tylko
raz, lub po raz ostatni, to poprawną strategią zawsze jest oszukiwanie. („Piekło” jest jednak potrzebne! Anonimus). Na rynkach, na których nie można łatwo
ocenić jakości, gdzie na ogół sprzedający i kupujący spotykają się ze sobą
tylko jeden raz, jakość zazwyczaj bywa niska, chyba że konsumenci są skłonni
dzielić się między sobą doświadczeniami.
(...)
7 Innowacja - str. 143
Innowacja jest trzecią
z podstawowych wyróżniających zdolności. Jednakże firmom często nie udaje się
uzyskać przewagi konkurencyjnej dzięki innowacji. W obecnym rozdziale wyjaśniam
tego przyczyny. Opisuję koszty i niepewność związane z procesem innowacji oraz
omawiam trudności, na jakie natrafiają firmy dążąc do zachowania dla siebie
związanych z nią korzyści.
Historia gospodarcza zna wiele
przypadków firm, które nie zdołały przekształcić wprowadzanej innowacji w
możliwą do utrzymania przewagę konkurencyjną. Dotyczy to szczególnie
przedsiębiorstw europejskich. Brytyjska firma EMI była niegdyś jednym z
najskuteczniejszych innowatorów. Była pionierem w tworzeniu telewizji,
zajmowała czołową pozycję w dziedzinie komputerów, jej działalność dotycząca
muzyki przyczyniła się do rewolucji w kulturze popularnej, a technika skanerów
nadała nowe oblicze radiologii. Dziś firma zajmuje się jedynie muzyką. Philips
był pionierem niemal w każdej dziedzinie elektroniki użytkowej...
(...) Wymienione przykłady świadczą
o tym, że nie ma jakiejś jednej przyczyny wpływającej na brak handlowego
sukcesu przy wprowadzaniu innowacji. Trudności w uzyskaniu przewagi
konkurencyjnej dzięki innowacji dzielą się na trzy główne kategorie.
Po pierwsze, innowacja z samej istoty
jest już kosztowna i niepewna. Z tego wynika, że nawet innowacja
skuteczna z technicznego punktu
widzenia może być nierentowna.
Po drugie, trudno jest kierować procesem tworzenia innowacji. Zarządzanie
firmami innowacyjnymi wymaga szczególnych umiejętności, podobnie, jak
sprawowanie kontroli nad innowacją w firmach, których pozycja na rynku nie
zależy głównie od poziomu stosowanej techniki.
Po trzecie, trudno zachować na wyłączną własność korzyści płynące z innowacji.
Trzeba ich bronić przed konkurentami, dostawcami i klientami, a ponadto one
przypadać poszczególnym grupom w firmie, a nie samej firmie.
Proces
innowacyjny -
str. 145
Zarządzanie działalnością innowacyjną jest kosztowne i ryzykowne. Nowe wyroby
mogą zawieść oczekiwania ze względu na brak popytu lub zbyt mały popyt. Dotyczy
to innowacji o charakterze bardziej podstawowym niż „nowe” rodzaje wyrobów
cukierniczych czy proszków do prania,
wprowadzane na rynki nietrwałych wyrobów konsumpcyjnych.
Innowacja, chociaż kosztowna i niepewna,
niemniej jest konkurencyjna.
Najwięcej korzyści odnosi się dzięki opracowaniu techniki , którą inni
odrzucili. Xerox opracował technologie elektrostatycznego powielania , gdy jego
konkurenci doszli do wniosku, że potencjalny rynek nie uzasadnia takiej
inwestycji.
Najłatwiej można dostrzec strukturę
gry w tchórza, gdy istnieją duże możliwości zawłaszczenia innowacji, a wiec gdy
firma innowacyjna bierze udział w wyścigu, w którym zwycięzca bierze wszystko.
Tak się często zdarza w przemyśle farmaceutycznym. W każdej grze w tchórza
potencjalni uczestnicy muszą starannie rozważyć, czy w ogóle chcą w niej brać
udział. Jeżeli jest wielu graczy, bardzo łatwo może się zdarzyć, że ich łączne
nakłady przekroczą wielkość nagrody, o którą walczą. Jeżeli jest niewielu
uczestników, to wysokie nagrody można uzyskać przy stosunkowo niskich stawkach.
Aby uniknąć tych trudności, można
stosować różne strategie. (...) Jednym z
wciąż występujących zjawisk w rozwoju przemysłu komputerowego jest zapowiadanie
innowacyjnych wyrobów... (...)
Istota gry w tchórza polega na tym,
że ktoś musi zboczyć, ale nie wiemy, kto to powinien zrobić. (...)
Reputacja, świadcząca o tym, że się
ostro gra, może być potężną bronią w grze w tchórza, jednakże jej zdobywanie
może okazać się bardzo kosztowne... (...).
(…)
Ochrona
i wykorzystanie innowacji -
str. 149
Problem utrzymania wyłącznej własności ma istotne znaczenie. Podstawową cechą
wyróżniającej zdolności jest to, że nie da się jej łatwo odtworzyć. Główną
słabością innowacji jako źródła przewagi konkurencyjnej jest to, że na ogół
można ją łatwo naśladować. W efekcie innowator naraża się na koszty innowacji i
ryzyko dotyczące prac rozwojowych oaz wprowadzania jej na rynek jedynie po to,
by konkurenci dzielili się z nim owocami powodzenia, a niekiedy nawet zdołali
je przejąć. W polityce państwa od dawno dostrzegano, że istnieje problem
wyłącznej własności. Wymienione skutki są nie tylko niesprawiedliwe, ale i
potencjalnie zmniejszają efektywność, gdyż perspektywa naśladownictwa ogranicza
motywacje do podejmowania inicjatyw innowacyjnych. Innowatorzy uzyskują zatem
ochronę prawa patentowego i autorskiego, a wiele innowacji, w tym praktycznie
biorąc całość badań podstawowych, finansuje się z funduszy publicznych.
Prawo patentowe nie nadąża za
współczesnymi, złożonymi innowacjami pojawiającymi się w wielu dziedzinach.
(...)
Jeżeli innowacji nie da się zapewnić
prawnej ochrony, niekiedy można polegać na przestrzeganiu tajemnicy handlowej.
(...)
Jeżeli ani prawo, ani tajemnica nie
wystarczą, by przekształcić innowację w przewagę konkurencyjną, trzeba posłużyć
się strategią. (...)
Najskuteczniejszym sposobem
przekształcenia innowacji w przewagę konkurencyjną jest na ogół połączenie jej
z inną wyróżniającą zdolnością. Często odpowiednimi kombinacjami są innowacja i
reputacja albo innowacja i architektura.
(…)
Standardy - str. 151
Niektóre towary wymagają uzupełniającego wyposażenia. Do magnetowidów potrzebne
są wideokasety, wprowadzenie komputerów wiąże się z oprogramowaniem i systemami
operacyjnymi, oglądanie satelitarnych programów telewizyjnych – z odpowiednimi
antenami. Powstanie telewizji wysokiej rozdzielczości stworzyło jeden z
najpoważniejszych problemów dotyczących standardów, wynikający z trzech
konkurencyjnych technologii, wywodzących się z Japonii, USA i Europy. Jednakże standardy wchodzą w grę
także tam, gdzie nie występuje szczególnie wyszukana technika. Do korzystania z
kart kredytowych potrzeba zarówno właściciela karty, jak i osoby zgadzającej
się na jej przyjęcie, a sieci Visa oraz Mastercard
stosują dwa dominujące na świecie systemy, wywierające coraz większy nacisk na
starszy, lecz nie tak rozpowszechniony standard – Amex.
Na rysunku 7.2 przedstawiono prostą
grę o standardy. (…)
Łatwo można dostrzec, że jest to
odmiana walki płci, a więc problemu koordynacji. Jak w przypadku walki płci,
nie ma tu prostego rozwiązania. (...)
(...)
Architektura
wspierająca innowację - str. 154
Często to, co sprawia wrażenie przewagi konkurencyjnej wynikającej z innowacji,
w rzeczywistości jest wynikiem wyróżniających zdolności, opartych na
architekturze. Istnieją dwa powszechne rodzaje architektury. Jednym jest
architektura ułatwiająca firmie ciągłe wprowadzanie kolejnych innowacji. Drugi rodzaj architektury umożliwia firmie
szybkie i skuteczne adaptowanie ogólnie dostępnej techniki. Pierwszy rodzaj –
to architektura nastawiona na samą innowację, drugi – architektura oparta na
wyłącznej własności innowacji.
W wielu dziedzinach związanych z
wysoką techniką – zwłaszcza elektronice, farmacji, produkcji najnowszych
środków transportu – w przewadze konkurencyjnej podstawowe znaczenie ma
technologia. Nie oznacza to, że innowacja jest jedynym źródłem przewagi
konkurencyjnej. Nawet w tych sektorach firmy osiągające sukces niekoniecznie są
najbardziej innowacyjne, ale jednym z zasadniczych warunków jest prowadzenie
ciągłej działalności innowacyjnej lub szybka reakcja na zapotrzebowanie na
innowację. Skuteczne firmy związane z wysoką techniką generalnie charakteryzują
się rozległymi sieciami kontraktów relatywnych.
Sukces klasycznych firm
innowacyjnych, np. Hewlett-Packarda, w mniejszym stopniu zależy od pojedynczej
innowacji niż od architektury, która umożliwia im opracowywanie kolejnych
nowatorskich pomysłów.
Architektura firmy Sony umożliwia
jej nieustanne wprowadzanie innowacji w elektronice użytkowej. Jednakże ważna
jest też reputacja przedsiębiorstwa. Klienci kupują nie wypróbowane wyroby Sony
ze względu na innowacyjne osiągnięcia firmy w przeszłości. Naśladowcy musieliby
podjąć się niemal niewykonalnego zadania odtworzenia architektury i reputacji,
a nie jedynie rozwiązać stosunkowo prostą sprawę reprodukcji innowacji.
W innych sektorach innowacja i
technika stanowią raczej uzupełnienie pozostałych źródeł przewagi
konkurencyjnej niż jej bezpośrednią przyczynę.
(...)
Innowacja
jako źródło przewagi konkurencyjnej - str. 156
Trudno przecenić rolę innowacji przy zdobywaniu przewagi konkurencyjnej, ale
łatwo można błędnie pojmować jej rolę. Częstym błędem jest przekonanie, że
innowacja może zrównoważyć konkurencyjne słabości
przedsiębiorstwa w innych dziedzinach. Taka strategia niemal nigdy nie jest
skuteczna. Skoro innowacje rzadko kiedy mogą stanowić wyłączną własność,
skuteczna nowość zapewne szybko znajdzie naśladowców wśród silniejszych
konkurentów. Skoro zaś efektywne wykorzystanie innowacji jest sprawą trudną,
zapewne słaba firma będzie miała mniejsze niż jej konkurenci szanse na pomyślny
wynik.
Wiara w możliwość usunięcia słabości
konkurencyjnej dzięki innowacji nie stanowiącej wyłącznej własności jest
błędna, jak wskazują na to przykłady z różnych dziedzin...
Bywa, że innowacja jest wyróżniającą
zdolnością, prowadzącą do przewagi konkurencyjnej, ale w rzeczywistości zdarza
się to rzadko. Częściej to, co sprawia wrażenie korzyści płynącej z innowacji,
stanowi w istocie korzyść wynikającą z kombinacji przewag konkurencyjnych.
Najsilniejsza taka kombinacja, stosowana przez firmy typu Sony, łączy wszystkie
trzy wyróżniające właściwości – architekturę, reputację oraz innowację – i
wykorzystuje każdą z nich do wzmocnienia pozostałych.
(...)
8 Zasoby strategiczne - str. 159
Przewaga
konkurencyjna wynika czasami nie z wyróżniających zdolności firmy, lecz jej
dominacji lub pozycji na rynku. Są to jej zasoby (aktywa) strategiczne, które
dzielą się na trzy główne rodzaje. Niektóre przedsiębiorstwa mogą korzystać z
naturalnego monopolu. Działają one na rynku, na którym jest miejsce tylko dla
jednej firmy. Z kolei na niektórych rynkach działające na nich firmy mogły
ponieść wiele kosztów dotyczących zaopatrzenia, podczas gdy nowo wchodzące
jeszcze tego nie zrobiły. Struktura
kosztów firm może zapewnić im przewagę konkurencyjną. Jeszcze inne firmy
korzystają z ograniczeń rynkowych, będących wynikiem licencjonowania i
regulacji prawnych. Wszystko to różni się od rzeczywistych wyróżniających
zdolności tym, że każda inna firma, która by weszła do danego sektora, poniosła
określone koszty lub uzyskała daną licencję, dysponowałaby taką samą przewagą
konkurencyjną.
Firmy korzystające z zasobów
strategicznych zazwyczaj zajmują się
tymi dziedzinami działalności, w których na zachowania przedsiębiorstw
silny wpływ wywiera regulacja ze strony państwa. Około 40% przedsiębiorstw
europejskich działa w sektorach stanowiących własność państwa , regulowanych
przez państwo albo dla których jest ono głównym odbiorcą. Niekiedy samo państwo
tworzy lub wzmacnia zasoby strategiczne, może także ograniczać możliwości
uzyskania dzięki nim dodanej wartości. Tworzenie i wykorzystanie zasobów strategicznych często
jest ograniczane przez prawo i prowadzoną politykę antytrustową. W ostatniej
części tego rozdziału omawiam główne zasady obowiązujące przedsiębiorstwa europejskie.
Wyróżniające zdolności często umożliwiają przedsiębiorstwom produkowanie
po kosztach niższych od ich konkurentów lub zwiększanie wartości wyrobów w
sposób pozwalający na wyprzedzenie rywali. Zdolności te stanowią wynik
organizacji samej firmy – jej architektury, reputacji albo skutecznego
wprowadzania innowacji. Jednakże niektóre firmy korzystają z przewagi nad
swoimi potencjalnymi kontrahentami, chociaż nie potrafią robić niczego takiego,
czego nie potrafiłyby równie dobrze robić inne firmy, gdyby się znalazły w ich
położeniu. Mogą to być przedsiębiorstwa dysponujące licencją, której inni nie
mogą uzyskać. Często firmy działają na rynku, na którym nie ma miejsca dla
drugiego producenta.
(...)
Naturalne
monopole -
str. 160
Z niektórymi rynkami związane są naturalne monopole. Jest mało prawdopodobne,
by więcej niż jeden producent obsługiwał taki rynek. Naturalny monopol
występuje wtedy, kiedy istnieje ekonomia skali, a rynek jest zbyt mały na to,
by pomieścić więcej niż jednego producenta. Przy wytwarzaniu samolotów, a być
może także dużych komputerów, rynek światowy jest zbyt mały na to, by mogła ze
sobą konkurować większa liczba producentów. W przemyśle przetwórczym, w którym
nie ma wielu ograniczeń w odniesieniu do handlu, zaopatrzenia i produkcji, nie
ma też wielu naturalnych monopoli. Jeżeli nie ma prawnych lub innych przeszkód
dotyczących zaopatrywania się za granicą, uniemożliwiających przedsiębiorstwom
stworzenie międzynarodowego przemysłu (co występowało przez wiele lat w
dziedzinie łącznic telekomunikacyjnych), to handel niszczy monopole. Prawdziwy
monopol jest możliwy jedynie tam, gdzie rynek jest bardzo wąski, jak w
przypadku niektórych maszyn specjalnych, oraz w niektórych sektorach usługowych
lub użyteczności publicznej, gdzie istnieją ścisłe geograficzne granice rynku.
Najbardziej oczywiste przykłady naturalnego monopolu dotyczą sieci regularnej
dystrybucji energii i wody. Stworzenie dwóch alternatywnych systemów w celu
dostarczania gazu, elektryczności czy wody do danej dzielnicy mieszkaniowej
kosztowałoby dwukrotnie więcej niż stworzenie jednego. Być może odnosi się to
także do sieci dróg i linii kolejowych. Naturalny monopol może także istnieć,
gdy rynek ma lokalny charakter.
(...)
Krzywa
doświadczenia i koszty nieodwracalne - str. 163
Naturalny monopol staje się znacznie łatwiejszą do utrzymania przewagą
konkurencyjną, jeżeli wiąże się z przewagą strategiczną wynikającą z poniesienia
nieodwracalnych kosztów. Korzyści związane z istnieniem na danym rynku często
można określić na podstawie krzywej doświadczenia. Koncepcja ta –
spopularyzowana przez Boston Consulting Group – opiera się na powiązaniu
kosztów ze skumulowaną produkcją. Twierdzi się, że koszty maleją o około 15% z każdym podwojeniem całkowitej
produkcji (rysunek 8.1). W analizie tej łączy się wiele rozmaitych czynników.
Obserwowana zależność uwzględnia proces uczenia się, specyficzny dla danej
firmy i charakteryzujący cały sektor. Obejmuje koszty malejące wraz ze
skumulowaną wielkością produkcji i koszty malejące wraz ze wzrostem tempa
produkcji. Ponadto w analizie łączy skutki postępu technicznego w całej
gospodarce ze skutkami postępu technicznego w danej firmie i danym sektorze.
Te rozróżnienia są bardzo ważne, aby
zrozumieć wnioski płynące z krzywej doświadczenia. Na rysunku 8.1 przedstawiono
,krzywe doświadczenia z tak różnych dziedzin, jak produkcja samolotów i hodowla
brojlerów. (...)
W jakim stopniu to, że już się
istnieje na danym rynku, stanowi zasób strategiczny, zależy od struktury
kosztów w konkretnym sektorze. Doświadczenia Boeinga stanowią dobry, a zarazem
szczególny przykład strategicznego zasobu, zapewniającego przewagę już
istniejącej firmie. Strategicznym zasobem są nieodwracalne nakłady poniesione
na obsługiwanie danego rynku... (...)
(...)
Często myli się koszty nieodwracalne
z ekonomią skali; mogą być one ponoszone w sektorach, w których taka ekonomia
występuje w niewielkim stopniu. (...)
Najłatwiej można zidentyfikować
koszty nieodwracalne związane z inwestycjami. (...)
Zasoby strategiczne wynikające z
poniesionych nakładów nieodwracalnych są cenne jedynie wtedy, kiedy konkurenci
muszą je także ponosić.
Licencjonowanie
i regulacje prawne -
str. 168
Na wielu rynkach firmy zdobywają przewagę strategiczną dzięki uzyskaniu
licencji lub w wyniku regulacji prawnych. Obecnie istnieje mniej takich rynków
niż w przeszłości, ale nadal jest ich sporo.
Niekiedy państwo dążyło do
utworzenia scentralizowanych, skoncentrowanych sektorów w wyniku
nacjonalizacji. W większości krajów europejskich ustanowiono taką strukturę w
łączności, energetyce i transporcie. Wszystkie te sektory odznaczają się
pewnymi cechami naturalnego monopolu; jednakże często dominacja państwowych
przedsiębiorstw była rozszerzana na dziedziny potencjalnie konkurencyjne.
Wspierał ją, i często nadal wspiera ustawowy monopol. W innych sektorach
monopol został wprowadzony jako instrument poboru podatków (przemysł tytoniowy we Francji i Włoszech)
lub reglamentacji (przemysł spirytusowy w Norwegii i Szwecji).
Gdy państwo jest właścicielem
przedsiębiorstw działających na rynkach konkurencyjnych, może im pozostawić
swobodę działania – jak to jest w przypadku państwowych udziałów w firmie
Volkswagen. Może też traktować swoje przedsiębiorstwa jako narzędzia
oddziaływania politycznego i społecznego. Tak było w przypadku większości znacjonalizowanych przedsiębiorstw na
południu Europy. Stwarza to szczególne problemy dla ich konkurentów z sektora
prywatnego. Odnosi się to zwłaszcza do rynku samolotów pasażerskich, gdzie
Airbus Industrie, firma której istnienie zależy od
czynników pozaekonomicznych, rzuca wyzwanie strategicznym zasobom
konkurencyjnym przewadze Boeinga.
(...)
Polityka
antytrustowa -
str. 171
Zasoby strategiczne mogą wynikać z naturalnego monopolu, licencjonowania lub
regulacji prawnych. Mogą także powstawać na skutek działania zmierzającego do
zdobycia dominacji na rynku i utrzymania już posiadanej przewagi. W dwóch z
tych trzech kategorii – w naturalnym monopolu i monopolu wynikającym z
regulacji prawnych – państwo odgrywa podstawową rolę. W trzeciej zaś – gdzie
strategiczny zasób powstaje w wyniku samej strategii – państwo również często
interweniuje za pomocą polityki antytrustowej, by zapobiegać rzeczywistym czy
rzekomym nadużyciom. Tam gdzie istnieje siła na rynku lub gdzie się podejrzewa
jej istnienie, rząd i jego agendy przeważnie znajdują się w pobliżu.
Państwo zapewnia firmom władzę na
rynku, a jednocześnie ogranicza jej sprawowanie. We Wspólnocie Europejskiej
najważniejsze postanowienie jest zawarte w 1rt. 86 Traktatu Rzymskiego. Artykuł
ten zakazuje podejmowania działań stanowiących „nadużycie dominującej pozycji”
w obrębie Wspólnego Rynku lub znacznej jego części i wywierających wpływ na
handel między krajami członkowskimi.
W art. 86 wymieniono przykłady
nadużyć: niesprawiedliwe warunki sprzedaży, ograniczanie produkcji,
nieuzasadnioną dyskryminację, wiążące restrykcje. (...)
W prawodawstwie większości państw
Wspólnoty Europejskiej zawarte są pewne postanowienia antytrustowe w skali
krajowej. Najpoważniejsze są zawarte w przepisach brytyjskich i niemieckich.
(...)
***
Zagadnienie tworzenia i
wykorzystania zasobów strategicznych koncentruje się na naturalnych monopolach,
nieodwracalnych kosztach, licencjonowaniu i regulacjach prawnych. Wielu
ekonomistów analizuje te zagadnienia raczej z punktu widzenia polityki państwa
niż przedsiębiorstw. Ich uwaga skupia się bardziej na zainteresowanym obywatelu
niż na doradcy przemysłowym.
(...)
.................................................................................................................
Część IV OD WYRÓŻNIAJĄCYCH ZDOLNOŚCI DO PRZEWAGI KONKURENCYJNEJ - str.
175
W
części III tej książki zdefiniowano i określono podstawowe wyróżniające
zdolności, którymi charakteryzują się skuteczne firmy - architekturę, reputację
i innowację - oraz wyjaśniono, w jaki sposób firmom udało się stworzyć lub
wykorzystać zasoby strategiczne. W części IV podejmuję temat, w jaki sposób te
wyróżniające zdolności znajdują zastosowanie na określonych rynkach i prowadzą
do zdobycia przewagi konkurencyjnej, oraz przedstawiam problemy powstające przy
dążeniu do utrzymania i zachowania na wyłączną własność tej przewagi.
Wydaje się, że w tym miejscu
powstaje luka - tak przynajmniej sądzili niektórzy z pierwszych czytelników tej
książki oraz wielu spośród tych, z którymi omawiałem jej tezy. Dostrzegali, w
jaki sposób efektywność korporacji wynika z wyróżniających zdolności. Pytali
jednak: „W jaki sposób uzyskuje się te wyróżniające zdolności? To z pewnością
musi stanowić podstawowe zagadnienie przy ustalaniu strategii korporacji?”.
Pytanie o sposób tworzenia
wyróżniających zdolności jest pytaniem trafnym, ale nie sądzę, by stanowiło
podstawowe zagadnienie strategii korporacji. Wyróżniające zdolności,
wartościowe z komercyjnego punktu widzenia, trudno jest tworzyć. Jest to niemal
oczywiste, gdyż gdyby nie było to trudne, nie byłyby one wyróżniające w
dłuższym okresie. Jeszcze ważniejszym jest zdanie sobie sprawy z tego, że
niemal nigdy nie są one wynikiem świadomych decyzji strategicznych. Wynika to
zasadniczo z tych samych powodów. Ustalenie, jakie wyróżniające zdolności warto
mieć i jakie byłyby dobre, nieuchronnie* prowadzi do strategii życzeniowej.
(* mam wątpliwości, czy nieuchronnie. A może warto coś celowo rozwijać
i czasami udaje się osiągnąć cel? Z.U.).
Firma może formułować swój cel w kategoriach wyróżniającej architektury,
reputacji lub innowacji. Jednakże jeżeli nie ma jakiejś szczególnej cechy,
umożliwiającej jej osiągnięcie tego celu przed innymi, i to w sposób bardziej
od nich wszechstronny, to wszelką architekturę, reputację czy innowację można
szybko odtworzyć. Po prostu poszukiwanie wyróżniającej zdolności przenosi się
na inny szczebel.
Firma powinna sobie stawiać
następujące pytanie: „Jaką mamy wyróżniającą zdolność?”, nie zaś „Jaką
wyróżniającą zdolność chcielibyśmy mieć”.*
(* Czemu nie można zadać pytania: „ Czy i jaką wyróżniającą zdolność
jesteśmy w stanie uzyskać i utrzymać i jak to zrobić?” Z.U.).
Duże firmy zazwyczaj mają jakąś wyróżniającą zdolność lub zdolności - bez nich
zapewne trudno byłoby im przetrwać. Dla większości małych firm również można
określić wyróżniającą zdolność - to właśnie jej dostrzeżenie lub faktyczne
posiadanie przez założyciela prowadzi do powstania takiej firmy. Nie oznacza
to, że wyróżniającej zdolności w ogóle nie można stworzyć. Jednakże rzadko jest
ona wynikiem świadomego aktu tworzenia. Jeżeli istnieje jakiś jeden podstawowy*
błąd we współczesnej teorii strategii, to jest nim pogląd, że najważniejszym
elementem osiągnięć korporacji jest akt woli*
(* Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś „przy zdrowych
zmysłach” był na tyle nierozsądny, aby akt woli nie łączyć z jakimś planem jego
realizacji. Plan realizacji może być błędny, nawet zupełnie nierealny, ale
raczej zawsze jest, choćby tylko w „głowie planującego”. Sądzę, że zachodzi tu
nieporozumienie związane z trudnościami jednoznacznej komunikacji. Z.U.)
Rzadko kiedy opłacalne jest tworzenie wyróżniających zdolności, ale często
warto skupić się na tworzeniu zasobów strategicznych. Zasoby strategiczne można
rozwijać lub pozyskać w sposób zarazem świadomy oraz opłacalny.
Pierwszym etapem analizy strategii
firmy jest opis jej wyróżniających zdolności. Następnym krokiem jest ich
dostosowanie do odpowiednich rynków. Taki proces dostosowania omawiam w
rozdziale 9, wymieniając szczegółowe zasady, zgodnie z którymi firma powinna
definiować swoją podstawową działalność. Jednym ze sposobów - często
najważniejszym - zdobywania rynków jest fuzja i zakup innego przedsiębiorstwa,
co omawiam w rozdziale 10. W rozdziałach 11 i 12 analizuję odpowiednio
możliwości utrzymania oraz zachowania przewagi konkurencyjnej na wyłączną
własność, a w rozdziale 13 powracam do zagadnienia kryteriów powodzenia firmy,
przedstawionych w rozdziale 2 oraz opisuję, w jaki sposób możliwa do utrzymania
i stanowiąca wyłączną własność przewaga konkurencyjna prowadzi do uzyskania
dodanej wartości.*
(* Uwagi. Odnoszę wrażenie, że Autor analizował jedynie działalność
firm wielkich albo mających wielkie aspiracje ciągłej ekspansji, aż do
uzyskania hegemonii światowej w jakiejś dziedzinie, włącznie. Nic dziwnego
zatem, że tylko nielicznym udało się zrealizować swoje wielkie cele, a część
firm wręcz zgubił przerost ambicji. Prawdopodobnie gdyby nie te przerosty
ambicji, wywołujących reakcję konkurencyjnego otoczenia, mogliby prosperować
nadal i to osiągając wyniki takie, które byłyby „szczytem marzeń” dla zwykłych
przeciętnych firm. Stąd też - moim zdaniem - bierze się pewne nieporozumienie
co do możliwości świadomego tworzenia i rozwijania wyróżniających zdolności?
Czemu akurat one mają być rzadko aktem świadomego tworzenia? Po prostu, jeśli
za wyróżniające zdolności uznamy tylko takie, które mają nas zaprowadzić na same
szczyty, to faktycznie rzadko się to uda zrealizować, i jeżeli kto nie posiada
odpowiednich wybitnych predyspozycji, to ich zaplanowanie i próba realizacji
zapewne może się jedynie zamienić w „ pobożne
życzenia” . Natomiast, jeśli, po dobrym rozpoznaniu, wyznaczymy cel realny! Co
wtedy? Czy nie warto jednak świadomie zaplanować i próbować zrealizować także i
wyróżniających zdolności, a nie ograniczyć się do rozpoznania i wykorzystania
już posiadanych? Bardzo łatwo tu o słowne nieporozumienia, chcę więc jedynie
nadmienić, że dla zwykłej przeciętnej firmy, której
jedyną ambicją jest istnieć i względnie dobrze prosperować na jakimś lokalnym
rynku, wyróżniającą zdolnością może być zwykły „brak wyróżniających zdolności
negatywnych”, nie pozostawanie w tyle za innymi, i - na zasadzie wzajemności -
nie wchodzenie „w drogę” innym również nie mającym przerostów ambicjonalnych. Gorzej,
gdy trafi się jakiś potentat, który chce wszystkich wyrugować! Wtedy rozpoczyna
się walka. Swoją drogą są to tematy w Polsce „jak najbardziej na czasie” do
gruntownej, konkretnej, w tym branżowej analizy. A tak na marginesie: czy warto
zbyt często dążyć do uzyskania przewagi konkurencyjnej? Przecież konkurenci też
mają rozum! Czy czasami a nawet często nie lepiej byłoby dążyć jedynie do równowagi
konkurencyjnej?
Z.U.).
9 Rynki - str. 178
Obecny
rozdział poświęcony jest temu, w jaki sposób skuteczne firmy wybierają rynki,
by uzyskać największe korzyści ze swych wyróżniających zdolności. Zawarta
została tu odpowiedź na pytanie: „Co stanowi podstawową działalność danego
przedsiębiorstwa?” W ostatnim 10-leciu było to centralne zagadnienie strategii
wielu firm.
Rozpoczynam od ważnego rozróżnienia
rynków, sektorów i grup strategicznych. Granice rynków są wyznaczane przez
możliwości konsumentów zastępowania jednego wyrobu innym. Sektory są określane przez sposób
organizowania produkcji. Grupy strategiczne są wyznaczane na podstawie sposobu, w jaki firmy ze sobą
konkurują. Kluczowym zagadnieniem dla firmy jest wybór rynków – zarówno ze
względu na wyrób, jak i geograficzne położenie – a jej przynależność do
określonego sektora i danej grupy
strategicznej jest tego pochodną.
Wyróżniająca zdolność zastosowana
na odpowiednim rynku staje się przewagą konkurencyjną. Każdej określonej
zdolności można przypisać rynek lub grupę rynków, na których dysponująca nią
firma może uzyskać przewagę konkurencyjną.
Wyróżniające zdolności lub zasoby
strategiczne prowadzą do przewagi konkurencyjnej jedynie w wyniku wykorzystania
ich na rynku lub rynkach. Przewaga konkurencyjna jest ze swej istoty względna.
Firma może korzystać z przewagi konkurencyjnej jedynie w odniesieniu do innych
dostawców na tym samym rynku, innych firm w tym samym sektorze czy innych
konkurentów w tej samej grupie strategicznej. Odpowiednie dostosowanie
działalności firmy do wyróżniających zdolności jest, być może, najważniejszym
elementem zdobywania przewagi konkurencyjnej.
Pytanie: „Na czym polega nasza
działalność?” jest źle sformułowane, bo „działalność” dotyczy trzech różnych i
odrębnych zagadnień. Niekiedy odnosi się do rynku obsługiwanego przez daną
firmę – do potrzeb jej obecnych i potencjalnych klientów. Częściej wiąże się z sektorem, w którym firma działa –
grupą wyrobów połączonych wspólną technologią, podażą lub kanałami dystrybucji.
Niekiedy odnosi się do grupy strategicznej – firm, które przedsiębiorstwo uznaje za
swoich bezpośrednich konkurentów.
Ważną sprawą jest, by firmy
rozpoznały każde z tych zagadnień – właściwy rynek, odpowiedni sektor, właściwą
grupę strategiczną – ale należy także zdawać sobie sprawę z tego, że
niekoniecznie są one takie same. (...)
Podstawową działalność określa zbiór
działań, dzięki którym wyróżniająca zdolność firmy zapewnia jej przewagę konkurencyjną.
Działania te mogą się wiązać z rynkami, sektorami czy grupami strategicznymi, w
obrębie których firma konkuruje lub mogłaby konkurować.
Granice rynku - str. 182
Istnienie rynku niegdyś było związane z określonym miejscem i czasem.
Konsumenci spotykali się tam z dostawcami, by porównać ich oferty. W przypadku niektórych towarów nadal stosuje
się taki sposób postępowania. Jeszcze w XIX w. termin „rynek” nabrał bardziej
abstrakcyjnego znaczenia. „Pierwotnie
rynek był miejscem publicznym w mieście, na którym wystawiano na sprzedaż
żywność i inne produkty, ,jednakże wyraz ten nabrał ogólniejszego znaczenia,
oznaczając dowolny zbiór osób, nawiązujących ze sobą ścisłe stosunki
gospodarcze i zawierających różnorodne transakcje, dotyczące dowolnego towaru”
[Jevons, 1871, rozdz. 4]. Podobnie do tych
historycznych rynków, współczesny rynek związany jest z wyrobami i położeniem
geograficznym – mówimy o londyńskim rynku taksówkowym i światowym rynku ropy
naftowej.
Określeniu wyrobów i położenia
geograficznego rynku poświęcono niezwykle niezwykle
dużo uwagi, gdyż sprawa ta staje się istotna niemal w każdym przypadku, którym
zajmują się władze nadzorujące politykę konkurencji. Podstawowym zagadnieniem
przy określaniu granic rynku jest możliwość zastępowania przez konsumentów
jednego wyrobu innym (...)
Jednym z powszechnie występujących
nieporozumień w ostatnim 10-leciu jest traktowanie globalizacji przemysłu jako
globalizacji rynków. Rynek wielu indywidualnych krajów – taki, na którym ten
sam wyrób sprzedaje się na wielu rozmaitych rynkach na całym świecie – bardzo
się różni od rynku światowego, na którym konsumenci mają swobodę zakupu w
dowolnym miejscu, a ceny są jednakowe w skali światowej. Istnieją światowe
rynki wyrobów, takich jak blacha czy samoloty, ale bardzo rzadko występują one
w przypadku wyrobów konsumpcyjnych lub usług. Jeden rynek, który Wspólnota
Europejska chciała ustanowić w 1993 r.,
jest pojęciem raczej o znaczeniu prawnym
niż ekonomicznym.
Przedsiębiorstwa, które definiują
rynki zbyt szeroko albo zbyt wąsko, mogą popełniać strategiczne błędy. (...)
Dostosowanie rynków do
wyróżniających zdolności - str. 185
Chcąc uzyskać odpowiedź na pytanie: „Na czym polega nasza podstawowa działalność?”,
należy zadać inne: „Na których rynkach istnieje dla nas najlepsza możliwość
przekształcenia naszej wyróżniającej zdolności w przewagę konkurencyjną?”. Z
przyjętej tu wąskiej definicji rynku wynika, że większość firm musi brać pod
uwagę, konkurowanie na rozmaitych rynkach, zarówno dotyczących wyrobów, jak i
geograficznych. Granice firmy są wyznaczane przez wybrane przez nią rynki.
Granice sektora są wyznaczane przez rynki wybrane już przez inne
przedsiębiorstwa. Podstawą takiego wyboru powinna być maksymalizacja przewagi
konkurencyjnej, a kluczem do tego jest sama istota wyróżniającej zdolności
firmy.
Reputacja ma wartość na tych rynkach, na których została
zdobyta. (...)
Reputacja ma wartość na rynku, na
którym została zdobyta i na pokrewnych rynkach towarów, ocenianych na podstawie
długiego doświadczenia. Reputację, którą się dobrze wykorzystuje, można z
czasem rozszerzać na inne wyroby, a to prowadzi do potężnej przewagi
konkurencyjnej, gdyż wartość reputacji wzrasta wraz z upływem czasu.
Dostosowanie do rynku przewagi
wynikającej z architektury zależy od charakteru tej architektury. (...)
W przypadku przewagi wynikającej z innowacji zazwyczaj na odpowiedni
rynek wskazuje sama istota innowacji. (...)
Sytuowanie
wyrobu - str. 188
Usytuowanie wyrobu jest sposobem określenia jego stosunku do innych wyrobów na
tym samym rynku. Na rynku samochodowym Fiat Panda jest usytuowany inaczej niż
modele BMW serii 7.
Terminu usytuowanie używa się także w szerszym
znaczeniu. Niekiedy rozumie się przez to
nie tylko pozycję wyrobu na danym rynku, ale stosunek całości strategii firmy
do strategii jej konkurentów. Zwłaszcza Michael Porter wiele uwagi poświęcił
sytuowaniu w tym znaczeniu, przestrzegając przed niebezpieczeństwem „ugrzęźnięcia”.
Porter [1980]3 ma rację, gdy ostrzega przed niebezpieczeństwem
stosowania niezdecydowanej strategii, ale ci autorzy, którzy błędnie
interpretowali jego pogląd jako odradzanie sytuowania wyrobu w środkowej
pozycji na rynku, poważnie się mylili. Wiele firm na świecie, osiągających
największe sukcesy, zapewniło swoim wyrobom usytuowanie pośrednie. Piwo Carling nie jest ani najmocniejsze, ani najsłabsze. Sprzęt
elektroniczny firmy Sony nie jest ani najtańszy, ani najbardziej wyszukany.
American Arlines stara się spełnić oczekiwania
pasażerów w szerokim zakresie. Dla tych firm i dla wielu innych środkowa
pozycja na rynku jest najskuteczniejszym sposobem wykorzystania ich przewagi
konkurencyjnej. Trudno się temu dziwić, bo zazwyczaj środkowa pozycja na rynku
zapewnia największe zagęszczenie klientów.
(...)
Dostosowanie pozycji do
wyróżniających zdolności -
str. 191
Wybór rynku zależy od wyróżniających zdolności. W taki sam sposób wybór pozycji
na rynku musi odpowiadać przewadze konkurencyjnej (por. przykład 9.2). Jeżeli
źródłem przewagi konkurencyjnej jest innowacja, to z niej samej może wynikać
pozycja wyrobu. Zegarek kwarcowy można usytuować jedynie w dolnej części rynku,
bo istotną cechą innowacji jest
stworzenie tańszego sposobu pomiaru czasu, co już było możliwe po wyższym
koszcie. (...)
Niekiedy architektura narzuca
pozycję na rynku. Tak było w przypadku BMW. W innych sytuacjach architektura
może być przydatna wszędzie... (...)
Jeżeli podstawę przewagi konkurencyjnej stanowi reputacja ,
zazwyczaj właściwa jest pozycja w pobliżu górnej granicy rynku pod względem
jakości i cen. (...)
Z powyższych rozważań wynika, że
wyróżniające zdolności często, chociaż nie zawsze, najskuteczniej wykorzystuje
się zajmując środkową i górną pozycję na rynku. (...)
Usytuowanie przy różnych
cechach wyrobów -
str. 193
Większość wyrobów charakteryzuje się rozmaitymi cechami. (...)
Atrakcyjność supermarketu zależy od
tego, czy jego asortyment towarów odpowiada konkretnym potrzebom klienta.
Ponadto, oprócz cen, istotne znaczenie może też mieć czystość i sposób
zagospodarowania pomieszczeń, postawa personelu, szybkość obsługi przy kasie.
Dla każdego wyrobu można określić
wiązkę cech, a każdą z tych cech można ocenić.
(...)
Dostosowanie przewagi
konkurencyjnej do rynku geograficznego -
str. 195
Wyróżniającą zdolność trzeba dostosować zarówno do zbioru rynków
geograficznych, jak i zbioru rynków wyrobów. Rzadko udaje się przenieść
reputację poza obszar rynku geograficznego, na którym została zdobyta – trzeba
ją tworzyć od nowa.
Reputacja najczęściej przenosi się
wraz z klientami.(...)
Ekonomia skali narzuca producentom
dóbr konieczność obsługiwania większej liczby rynków zagranicznych.
Ekonomie skali skłaniają firmy do
produkowania wyrobów na różne rynki, jeżeli występują istotne wspólne
komponenty.
Rozszerzenie działalności na inne
rynki geograficzne lub związane z wyrobami jest skuteczne jedynie pod
warunkiem, że firma ma przewagę konkurencyjną – wynikającą z reputacji,
innowacji, architektury lub ewentualnie wyłącznego prawa do korzystania z
licencji – przynajmniej na którymś rynku. Ani ekonomia skali, ani zakresu nie może zrekompensować
braku przewagi konkurencyjnej, bo skala i zakres są w istocie cechami
odtwarzalnymi.
Przemysł, rynek strategiczny, grupa strategiczna -
str. 197
Wybór rynku jest najważniejszym elementem wyboru strategicznego. Jednakże
przemysł, w którym się działa, ma dla przedsiębiorstwa znaczenie pod kilkoma
względami.
Zasięg danego przemysłu stanowi wskazówkę
dotyczącą sposobu postrzegania przez inne firmy pokrewnych rynków. Można więc
na tej podstawie określić inne sposoby wykorzystania przewagi konkurencyjnej.
Jest rzeczą ważną, by firma
zidentyfikowała swoich konkurentów. Istotne jest również to, by rozpoznała
konkurentów stosujących odmienne strategie i tych, którzy działają podobnie. W
istocie koncepcja dotycząca grupy strategicznej może odwrócić uwagę od
podstawowego zagadnienia strategii konkurencji - ustalenia wyróżniającej
zdolności. W końcu ważniejsze jest pytanie „Czym możemy się różnić?” niż
pytanie „Do kogo jesteśmy podobni?” Istnieje wiele firm zajmujących drugie
miejsce, które nie dążą do zajęcia pierwszego; chęć upodobnienia się do firmy
na pierwszym miejscu rzadko prowadzi do jego zajęcia lub maksymalnego
wykorzystania drugiego miejsca.
Rynek strategiczny to najmniejszy
obszar, na którym firma może konkurować, zapewniając sobie trwałość istnienia.
Jest to kombinacja rynków ekonomicznych, powiązanych ze sobą pod względem
ekonomii skali i zakresu.
Dla każdej firmy jej podstawowymi
rynkami są te, do których bezpośrednio odnoszą się jej wyróżniające zdolności
lub zasoby strategiczne. Bez takich rynków nie ma żadnej perspektywy uzyskania
dodanej wartości.
(...) Program Wspólnoty
Europejskiej dotyczący 1992 r., mimo wielu jego zalet, doprowadził do sporego
zamieszania w poglądach; jak to podkreślono w tym rozdziale, wspólny rynek jest
w istocie koncepcją prawną , a nie ekonomiczną. Sam program, wraz z niektórymi
jego konsekwencjami, został dobrze opisany przez Emersona i in. [1988]. Davis i
in. [1989] próbowali uporządkować niektóre z tych problemów koncepcyjnych.
Istnieje obecnie obszerna literatura
wskazująca na strategiczne korzyści, wynikające z usytuowania w górnej części
rynku. (...)
10 Fuzje - str. 200
Fuzja lub
zakup firmy stanowią najczęściej spotykany sposób wejścia na nowy rynek.
Odgrywają one centralną rolę w trakcie omawiania i formułowania strategii
korporacji. W obecnym rozdziale wykazuję, że rola ta jest często przeceniana.
Fuzja może zwiększyć dodaną wartość; tak się też dzieje, jeśli dzięki niej
można lepiej wykorzystać wyróżniające zdolności. Obecnie opisuję, jak to można
osiągnąć. Jednakże z przeglądu badań nad efektywnością fuzji wynika, że
przynoszą one częściej negatywne niż pozytywne efekty. Zazwyczaj tego przyczyną
jest fakt, że takie działania korporacji wynikające nie z dobrej znajomości jej
wyróżniających zdolności i rozpoznania rynków, na których najskuteczniej można
je wykorzystać, lecz z przesłanek finansowych – dążenia do zróżnicowania lub zrównoważenia portfela przedsiębiorstw –
albo po prostu z przyjemności polowania na firmy do zakupienia.
W ostatnich latach metody, za pomocą
których firmy mogą zmieniać strukturę swej działalności, wzbogaciły się o
wspólne przedsięwzięcia, strategiczne przymierza, pozbywanie się określonych
dziedzin działalności i wykup przedsiębiorstwa przez członków kierownictwa.
Wyjaśniam, dlaczego niektóre przymierza, podobnie jak fuzje, często nie
spełniają nadziei ich inicjatorów.
Dotychczasowe doświadczenia pozwalają na nieco bardziej optymistyczną
wykupywania i pozbywania się pewnych dziedzin działalności. W 1990 r. Wspólnota
Europejska przyjęła ustalenia dotyczące sprawowania kontroli nad fuzjami.
Niektóre kraje prowadzą określoną politykę w odniesieniu do fuzji. Opisuję te
zagadnienia w ostatniej części tego rozdziału.
Fuzja jest coraz
częściej spotykanym zjawiskiem we Wspólnocie Europejskiej. Zakup firmy może być
sposobem wejścia na nowy rynek, ale ma też wiele dalszych skutków. Prowadzi do
uzyskania nowych zdolności produkcyjnych, być może nowych , istotnych
wyróżniających zdolności albo nowych zasobów strategicznych.
Fuzje są uzasadnione o tyle, o ile
prowadzą do tworzenia dodanej wartości. Zwiększa się ją jedynie pod warunkiem,
że skuteczniej wykorzystuje się wyróżniające zdolności lub zasoby strategiczne.
Fuzje mogą prowadzić do zwiększenia
dodanej wartości, jeżeli wyróżniające zdolności dwóch firm wzajemnie się
uzupełniają.
Fuzję może też uzasadniać
zmniejszenie kosztów, wynikające z ekonomii skali lub zakresu.
Fuzja, obok wyróżniających
zdolności, może też prowadzić do stworzenia lub wzmocnienia zasobów
strategicznych. Najczęściej spotykanym sposobem jest ograniczenie konkurencji,
zwiększenie siły na rynku i podnoszenie cen dzięki wykupieniu bezpośredniego
konkurenta.
Powodzenie fuzji - str. 203
Mimo wielu argumentów przemawiających za fuzją i przypisywania ważnej roli zakupom
firm w większości dyskusji nad strategią
korporacji, badania dotyczące konsekwencji wyraźnie wykazują, że fuzje, ogólnie
biorąc, w bardzo niewielkim stopniu przyczyniają się do zwiększenia dodanej wartości.
Dane wywodzą się głównie z Wielkiej
Brytanii, ale stanowią wystarczającą podstawę przy wyciąganiu wniosków. Fuzja
jest w przeważającej mierze zjawiskiem anglosaskim.
Najprostszym sposobem oceny
efektywności fuzji i zakupów firm jest zapytanie samych zainteresowanych firm,
czy uważają, że fuzje zakończyły się powodzeniem. Według takiej samooceny,
tylko połowa fuzji przyniosła sukces. (...)
Jednakże takie metody badawcze są
subiektywne i nie odnoszą się bezpośrednio do zagadnienia dodanej
wartości. Alternatywnie, można
porównywać rentowność przed i po fuzji ... Wyniki zostały w selektywny sposób
przedstawione w tablicy 10.1. Widoczny jest relatywny spadek. Dane z giełdy
papierów wartościowych są raczej pomyślnie4jsze dla fuzji. (...)
Przy interpretacji tych danych
występują jednak pewne problemy. (...)
Fuzje na ogół następują wtedy, kiedy
ceny akcji przejmującego są względnie wysokie, a przejmowanego względnie
niskie. Wydaje się, że zyski z fuzji odzwierciedlają te rozbieżności, nie zaś
wynik w postaci dodanej wartości, uzyskanej dzięki fuzji.
Dlaczego wyniki fuzji są mierne? - str. 206
Nie należy na podstawie tych wszystkich danych
wyciągać wniosku, że żadna fuzja nigdy nie była skuteczna. Jest
oczywiste, że wiele fuzji, w tym liczne spośród omawianych w tym rozdziale,
przyniosło dodaną wartość połączonym w ich wyniku przedsiębiorstwom. Jednakże wyraźnie nasuwa się wniosek, że
zarówno menedżerowie, jak i inwestorzy na giełdzie poważnie przeceniają
wynikające z nich korzyści.
Jednym z powodów tego, że fuzje nie
przynoszą wyników oczekiwanych przez ich inicjatorów, jest to, że takie
oczekiwania są formułowane w sposób wadliwy. (...) Firmy w celu uzyskania
poparcia władz antytrustowych dla propozycji fuzji, w charakterystyczny sposób
posługują się mętnymi truizmami, takimi jak „masa krytyczna” czy „gra w skali
światowej”, albo też wychodzą z założenia, że sam fakt, iż dwa przedsiębiorstwa
prowadzą różne, lecz pod pewnymi względami podobne rodzaje działalności,
wskazuje na korzyści płynące z ich połączenia.
Obecnie za obiegową prawdę uważa
się, że przejęcie pokrewnej działalności daje lepsze wyniki niż obcej.
(...) Oczywiście podstawowym
zagadnieniem jest to, co się rozumie przez pokrewieństwo dziedzin. (...)
Dodana wartość uzyskana dzięki
zakupowi innej firmy musi pokryć koszty tego zakupu.
(...)
Zagadnienia finansowe przy fuzjach
i zakupach -
str. 208
Często dąży się do dywersyfikacji firmy w celu ograniczenia ryzyka. (...)
W praktyce istnieją dwa poważne
powody uważania zdywersyfikowanej korporacji za kiepską namiastkę
zdywersyfikowanego portfela akcji. (...)
Taka dywersyfikacja, chociaż często
błędnie się ją uzasadnia interesem udziałowców, w istocie głównie służy
interesom kierownictwa dywersyfikujących się firm. (...)
Rynki często mają trudności z oceną konglomeratów, zwłaszcza wtedy, kiedy
przedsiębiorstwa nie mają obowiązku, a często i chęci, rozbijania rachunku
ogólnej efektywności na efektywność poszczególnych jednostek operacyjnych.
(...)
Wspólne przedsięwzięcia,
strategiczne przymierza i udziały mniejszościowe -
str. 210
Nasiliło się nie tylko zjawisko dokonywania fuzji i przejmowania
przedsiębiorstw. Rozkwitły również wspólne przedsięwzięcia i strategiczne przymierza, szczególnie w
wymiarze międzynarodowym.
Jednakże, jak dotychczas, te wspólne
przedsięwzięcia nie spełniły oczekiwań ich założycieli. (...)
Niektóre przymierza zawiera się w
przekonaniu, że stanowią one pośrednią formę między kontraktem klasycznym a
relatywnym... (...)
Wspólne przedsięwzięcia dzielą się
na dwie główne kategorie – podejmowane „we wspólnym celu” i „dla korzystnej
wymiany”. (...)
(...)
Pozbywanie się i wykupywanie filii - str. 214
W ciągu całego stulecia można było obserwować znaczne tempo fuzji. Dopiero jednak w latach osiemdziesiątych
równie często występowało pozbywanie się i wykupywanie, jak i przejmowanie
firm.
Najważniejszym tego powodem była
reakcja na negatywne zjawiska związane z przejmowaniem przedsiębiorstw przez
konglomeraty w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych...
Pozbywano się nierzadko danej
jednostki na rzecz innej dużej firmy, która uznawała tę jednostkę za należącą
do jej „podstawowej działalności”, jednakże coraz większą liczbę jednostek
operacyjnych sprzedawano ich menedżerom (wykupywanie przez kierownictwo). Menedżerowie tacy zazwyczaj mieli niewielki
kapitał własny, a zatem często wykup opierał się w znacznym stopniu na obcym
kapitale. To doprowadziło do szczegółowych umów między firmą a jej bankami oraz
do wszechstronnego nadzorowania i kontrolowania działalności firmy.
W USA wykupywanie firm było blisko związane z rynkiem akcji spekulacyjnych.
Próby wprowadzenia takiego rynku do Europy w znacznej mierze okazały się
nieskuteczne.
Niektóre transakcje miały na celu
„sprywatyzowanie” firmy – przekształcenie istniejącej spółki publicznej w
przedsiębiorstwo stanowiące własność prywatną, w którym menedżerowie mają duże
udziały, bez zmiany jego podstawowej działalności operacyjnej. W transakcjach takich występuje sprzeczność
interesów. Istnieje nadal to samo przedsiębiorstwo z tym samym kierownictwem, z
czego zatem wywodzi się dodana wartość, powodująca, że przedsiębiorstwo jest
więcej warte jako własność menedżerów, niż kiedy było własnością akcjonariuszy
zatrudniających tych menedżerów? W
wyniku niektórych osławionych transakcji tego typu... działania takie zyskały
złą sławę, jeszcze zanim zaczęły się pojawiać poza USA.
Podczas gdy odnotowane wyniki fuzji
na ogół były niezadawalające, dotychczasowe oceny wykupów były neutralne lub
pozytywne... Dane giełdowe są
zdecydowanie pozytywne, a dużo większe znaczenie mają dane dotyczące
efektywności operacji. Mogą tu odgrywać
rolę dwa czynniki – zlikwidowanie kontroli sprawowanej przez centralę
korporacji, pomniejszającej dodaną wartość, oraz zwiększona motywacja
menedżerów będących właścicielami poważnych udziałów w ich przedsiębiorstwach.
Fuzje, zakupy i zarządzanie
korporacją -
str. 216
Fuzji dokonywano falami. Pierwsza wielka ich fala w Europie wystąpiła w latach
dwudziestych, gdy wprowadzenie metod masowej produkcji doprowadziło do
powstania nowoczesnej korporacji przemysłu przetwórczego.
Druga fala nastąpiła w latach
sześćdziesiątych. Wyraźnie przewodziła tu W. Brytania, a jednym z ważniejszych
motywów działania było przekonanie, że umiędzynarodowienie światowej gospodarki
prowadzi do tworzenia większych firm.
W latach osiemdziesiątych podstawowym argumentem na rzecz fuzji i
tworzenia dużych firm była internacjonalizacja gospodarki światowej...
Nową cechą współczesnych fuzji, zwłaszcza w Wielkiej
Brytanii i USA, jest to, że często uzasadnia się je twierdzeniem przejmującego,
iż potrafi lepiej wykorzystać zakupywane zasoby. Akcentuje się to zwłaszcza
przy „wrogich” zakupach, czyli zakupach firm wbrew woli ich kierownictwa.
Przejmujący zwraca się ponad głowami członków obecnego kierownictwa firmy do
akcjonariuszy przedsiębiorstwa, które chce kupić.
(...)
Agresywne oferty mogą zatem tworzyć
wartość albo skłaniać obecne kierownictwo do jej tworzenia; niekiedy prowadzą
jedynie do przejęcia wartości. (...)
Polityka fuzji - str. 218
Zarówno przepisy Wspólnoty Europejskiej dotyczące fuzji, jak i prawodawstwo
poszczególnych krajów określają zasady fuzji, przejmowania przedsiębiorstw i
tworzenia wspólnych przedsięwzięć. Jeżeli europejskie firmy mają filie w USA,
to ich działalność podlega amerykańskim przepisom antytrustowym, a to stanowiło
poważny problem przy niektórych dużych fuzjach europejskich. (...)
Fuzje podlegające kontroli Wspólnoty
są w większości przypadków wyłączone spod nadzoru władz krajowych – zasada „jednego przystanku” – a decyzje Komisji są
ostateczne. (...)
(...)
Fuzje w mniejszej skali lub nie
mające wymiarów Wspólnoty (zgodnie z definicją) podlegają prawodawstwu
poszczególnych krajów.
(...)
11 Możliwość utrzymania wyróżniających zdolności - str.
222
Wyróżniające
zdolności dodają wartość w sposób ciągły jedynie pod warunkiem, że zarówno sama
zdolność, jak i jej wyróżniający charakter są możliwe do utrzymania.
Z podstawowych takich zdolności, ogólnie biorąc, najłatwiej jest utrzymać
reputację, a najtrudniej innowację.
W drugiej części rozdziału posługuję
się kryterium możliwości utrzymania, by wyjaśnić, dlaczego niektóre czynniki,
często wymieniane jako źródła przewagi konkurencyjnej, rzadko kiedy przynoszą
poważną dodaną wartość w długim okresie. Rozpatruję rolę, jaką przy osiąganiu
sukcesu przez korporację odgrywają skala, udział w rynku, zróżnicowanie
portfela przedsiębiorstw i usytuowanie na rynku. Niekiedy wielkość i skala same
są wynikiem wyróżniających zdolności. Czasami dywersyfikacja lub usytuowanie
stanowi odbicie takiej zdolności. Jeżeli jednak czynniki takie nie opierają się
na tych zdolnościach, to uzyskana dzięki nim przewaga konkurencyjna rzadko
kiedy może przetrwać, gdy wejdą nowe firmy, charakteryzujące się prawdziwymi
wyróżniającymi zdolnościami, opartymi na architekturze, reputacji lub
innowacji.
(...)
Utrzymanie przewagi konkurencyjnej - str. 225
Przewaga konkurencyjna słabnie z dwóch powodów – sama wyróżniająca zdolność
może zanikać lub tracić wyróżniający charakter albo też rynki, na których się
korzysta z tej zdolności, mogą się
kurczyć lub z innych powodów podlegać niekorzystnym zmianom.
W większości przypadków przewaga
wynikająca z innowacji jest przejściowa, gdyż skuteczna innowacja przyciąga
naśladowców.
Przewagę wynikającą z innowacji najczęściej da się utrzymać, jeżeli wspierają
ją inne wyróżniające zdolności albo gdy chronią ją uzupełniające zasoby, bo
wówczas nie wystarczy już naśladownictwo innowacji. Często tak się zdarza, że przewaga
konkurencyjna wynikająca z innowacji przypada nie nowatorowi, lecz
naśladowcy z najsilniejszym zbiorem
uzupełniających zdolności wyróżniających. W taki właśnie sposób IBM zdołał
utrzymać czołową pozycje dzięki innowacji na kilku swoich głównych rynkach,
chociaż pionierami nowych rozwiązań często były mniejsze firmy. Oxford Instruments osiągał jedynie niewielką
dodaną wartość ze swych licznych innowacji w dziedzinie magnesów, bo jego
wyróżniające zdolności szybko są odtwarzane przez firmy takie, jak GE i
Siemens, które mają odpowiednie zasoby uzupełniające.
Przewagę konkurencyjną wynikającą z
architektury można utrzymać przez dłuższy czas. Nie przychodzi to jednak łatwo.
Trzeba się o nią troszczyć – odświeżać i uzupełniać wiedzę organizacyjną, a
ponadto nieustannie wzmacniać etykę współpracy.
Jednakże architekturę można równie
łatwo zniszczyć. Przez wiele lat banki obsługujące prywatną klientelę osiągały
przewagę konkurencyjną dzięki swojej architekturze. Jakość portfeli kredytów
ujawnia się dopiero w dłuższym okresie. Skuteczne banki stworzyły struktury
długoterminowych, relatywnych umów o pracę, chroniących ich pracowników przed
pokusą wykazywania się skutecznością w krótkim okresie. Klienci są oczywiście
skłonni optymistycznie przedstawiać bankowcom swoje perspektywy finansowe.
Skuteczne banki zdołały to przezwyciężyć, nawiązując ze swoimi klientami
kontrakty relatywne.
W latach siedemdziesiątych i
osiemdziesiątych kilka banków zlekceważyło te stosunki, dążąc do wewnętrznej
kultury , bardziej – ich zdaniem – zorientowanej na efektywność, i do
zewnętrznego, bardziej agresywnego, marketingowego punktu widzenia. Kontrakty
relatywne zastąpiono jednorazowymi i klasycznymi, co dotyczyło stosunków
zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. „Bankowość opartą na trwałych
stosunkach” zastąpiono „bankowością transakcyjną” i po pewnym czasie
zainteresowane instytucje odczuły skutki takiego działania w postaci
nieściągalnych kredytów i przeterminowanych pożyczek.
(…)
Trwałość zasobów strategicznych -
str. 228
Zasoby strategiczne dzielą się na trzy główne
kategorie. Po pierwsze, niektóre firmy mają zapewniony naturalny monopol. Po
drugie, firma może uzyskać licencję, korzystać z pewnych ograniczeń wejścia lub
mieć w inny sposób szczególny dostęp do deficytowych czynników. Po trzecie,
struktura kosztów w danym przemyśle, obejmująca znaczny udział kosztów
nieodwracalnych, może zapewnić przewagę firmom już w nim działającym. W jakim
stopniu zasoby te spełniają kryterium trwałości?
(…)
Trwałość rentowności -
str. 230
Przewaga konkurencyjna może rosnąc lub się zmniejszać. Z doświadczeń
gospodarczych krajów zachodnich wynika, że przewaga konkurencyjna może trwać w
czasie, ale w miarę trwania ulega erozji. Najlepszą miarą możliwości utrzymania
przewagi konkurencyjnej jest ponadprzeciętna rentowność danej firmy, osiągana w
kolejnych latach.
(…)
Wielkość firmy jako źródło przewagi konkurencyjnej -
str. 237
(...) Chociaż w międzynarodowej gospodarce nadal dominować będą wielkie
korporacje, to jednak wydaje się, że dobiegła końca koncentracja działalności
gospodarczej w rękach wielkich firm, stanowiąca najważniejszą cechę krajobrazu
przemysłowego pierwszych sześćdziesięciu lat obecnego stulecia.
Występuje skłonność do utożsamiania
objawów powodzenia z jego przyczynami. Król nosi koronę, ale to nie oznacza, że
jeżeli się włoży koronę, to się nim zostanie. Gdy patrzymy na Boeinga, Toyotę
lub IBM, widzimy firmy, które są zarazem wielkie i efektywne. Jednakże łańcuch
przyczynowo-skutkowy przebiega od powodzenia do wielkości, a nie od wielkości
do powodzenia. Dużym błędem jest przypuszczenie, że wystarczy osiągnąć ich
rozmiary, aby możliwe było odtworzenie ich organizacyjnej efektywności.
Błąd ten jest jednak często spotykany. (...)
(...)
Udział w rynku jako źródło przewagi
konkurencyjnej - str. 243
Skoro wielkość jako taka nie stanowi źródła przewagi konkurencyjnej, to jak
jest w przypadku udziału w rynku? W strategii przedsiębiorstwa zauważalny jest
związek między dużym udziałem w rynku i wysoką rentownością. Jednakże, tak jak
w przypadku związku wielkości i powodzenia, jest ważne, by nie mylić przejawów
przewagi konkurencyjnej z jej przyczynami.
Z analizy można, co prawda,
wyciągnąć wniosek, że walka o udział w rynku
zapewne jest elementem dążenia do zdobycia przewagi konkurencyjnej i
firma o małym udziale w rynku zapewne nie zdoła utrzymać swojej pozycji.
Jednakże wynika z tego mniej, niżby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.
(...)
Atrakcyjne rynki i pozycje na rynku -
str. 244
W rozdziale 9 rozpatrywaliśmy wybór rynków przez firmę z punktu widzenia zastosowania
wyróżniających zdolności. Nie rozpatrywaliśmy jednak tego, czy dany rynek jest
ze swojej istoty atrakcyjny czy nieatrakcyjny. Jednakże rzadko kiedy dyskusja
nad strategią pomija to zagadnienie. Poszukiwanie atrakcyjnych rynków było
podstawą planowania portfela przedsiębiorstw, stanowiącego najważniejsze
zagadnienie w latach osiemdziesiątych, a jeszcze dzisiaj wywierającego duży
wpływ na zachowania korporacji.
Na pierwszy rzut oka jest oczywiste,
że szybko rozwijające się rynki, np. usług finansowych czy elektroniki, są
bardziej atrakcyjne niż schyłkowe, np. stali czy tytoniu. Jednakże to właśnie
oczywistość tego stwierdzenia stwarza problem. Jeżeli rynki są obiektywnie
atrakcyjne, to są atrakcyjne dla każdego, a to doprowadzi o zmniejszenia
rentowności sektora, gdy tylko będzie możliwe wejście do niego. Problem polega
na tym, w jakim stopniu atrakcyjność czy jej brak, już została zdyskontowana.
Dostrzegając atrakcyjność rynków
usług finansowych czy elektroniki, wiele firm do nich weszło i wiele na tym
straciło. Największe straty ponosiły często te przedsiębiorstwa, które nie
dysponowały odpowiednią przewagą konkurencyjną, a dostrzegły atrakcyjność
rosnącego rynku... (...)
(...)
Źródła przewagi konkurencyjnej - str. 248
W ostatnich podrozdziałach rozpatrywałem czynniki często uznawane za źródła
przewagi konkurencyjnej - wielkość, udział w rynku, wybór rynku i pozycję na
rynku. Żaden z nich nie jest możliwym do utrzymania źródłem przewagi
konkurencyjnej, gdyż każdy jest cechą, którą po pewnym czasie i przy pewnych
nakładach inne firmy mogą odtworzyć. Pod tym względem czynniki te wyraźnie się
różnią od podstawowych wyróżniających zdolności - innowacji, reputacji i
architektury. Oczywiście często wyróżniająca zdolność umożliwia firmie
osiągnięcie dużych rozmiarów, zdobycie dominującego udziału w rynku czy zajęcie
na rynku pozycji związanej z wysoką jakością. Jednakże czynniki te są skutkiem
konkurencyjnego powodzenia firmy, nie zaś jego przyczyną. Jednym z
najpospolitszych błędów w myśleniu o strategii jest mylenie przejawów
powodzenia z jego przyczynami.
12 Możliwość zachowania dodanej wartości - str.
249
Jeżeli
korporacja ma wykorzystać przewagę konkurencyjną jako podstawę swojego
powodzenia, to musi mieć też możliwość jej zachowania. Wiąże się to ze
zdolnością firmy do przejmowania tworzonej przez siebie wartości. Dodawanie wartości jest w takim samym stopniu
celem organizacji nie nastawionej na zysk, jak i przedsiębiorstwa. Ale klub tenisowy czy uniwersytet pragnie, by
dodana wartość została rozdzielona między jej członków lub członków
społeczeństwa, a skuteczna korporacja musi troszczyć się o jej zachowanie dla siebie.
Jedynie gdy firma tworzy dodaną
wartość, ma ona coś, co może rozdzielić między różne powiązane ze sobą
jednostki, powyżej minimum niezbędnego do ich nakłonienia, by dla niej
pracowały, by w nią inwestowały, by ją zaopatrywały, czy żeby kupowały jej
wyroby. Jeżeli firma skutecznie tworzy wartość dodaną, rząd zazwyczaj będzie
chciał przejąć jej część w postaci podatków...
Akcjonariusze są pozostałymi stronami zainteresowanymi w dodanej
wartości, a w USA nawet głównymi. Taki prymat akcjonariuszy w mniejszym stopniu
występuje w innych krajach i kulturach.
Możliwość zachowania dodanej wartości -
zagadnienia ogólne - str. 250
Dodawanie wartości nie jest celem jedynie instytucji nastawionych na zysk. Jest
to cel zarówno uniwersytetu czy klubu tenisowego, jak i firm, IBM czy Sony.
Wszystkie organizacje dążą do uzyskania wyniku, który będzie miał wartość
większą od poniesionych nakładów. Sprawdzianem ich efektywności jest to, czy
lepiej wykorzystują dane zasoby, niż gdyby jej wykorzystywała inna organizacja.
Jednakże łatwiej jest określić cel
dla korporacji i łatwiej można ustalić, czy został on osiągnięty, bo pomiar
wyników korporacji jest dużo łatwiejszą sprawą.
Szczególnie trudno jest ocenić wyniki uniwersytetu, a już z pewnością
nie można posługiwać się jakimkolwiek wskaźnikiem finansowym. Gdy ludzie kierujący
uniwersytetem lub klubem tenisowym sprzeciwiają się wprowadzeniu finansowych
wskaźników oceny, robią to, gdyż obawiają się, że w efekcie położy się większy
nacisk na te aspekty wyników, które łatwiej można mierzyć, ze szkodą dla trudno
wymiernych aspektów o równym lub większym znaczeniu.
Dodawanie wartości nie jest jedyną wspólną
cechą wszelkich rodzajów działalności – gospodarczej i pozagospodarczej –
prowadzących do użytecznych efektów. Organizacje nie nastawione na zysk mają
nie tak bardzo odmienną strategię. Uniwersytet i klub tenisowy powinny określić
swoje wyróżniające zdolności, rozpoznać rynki, na których można je najlepiej
wykorzystać, oraz przeanalizować swoje usytuowanie w odniesieniu do
konkurentów. W organizacjach pozagospodarczych niebezpieczeństwo stosowania
strategii życzeniowej jest równie powszechne i realne, jak w
przedsiębiorstwach.
Występuje jednak zasadnicza różnica
między korporacją a organizacjami a organizacjami innych rodzajów. Sukces
korporacji w znacznym stopniu zależy od jej zdolności do zachowania dużej części
tworzonej przez nią dodanej wartości i zapobiegania jej podziałowi między
pracowników, dostawców i klientów firmy. Jednakże uniwersytet czy klub tenisowy
ponosi odpowiedzialność wobec zupełnie innej grupy powiązanych ze sobą
jednostek. Skuteczny uniwersytet to taki, który rozdziela swoją dodaną wartość
między swoich klientów – studentów – a jeżeli jest naprawdę skuteczny, to
pozwala na korzystanie z tej wartości znacznej części społeczeństwa.
(…) Aby osiągnąć sukces, firma musi
mieć możliwość wyłącznego dysponowania dodaną wartością, wbrew interesom
członków organizacji, a także jednostek z zewnątrz. (...)
Z możliwością zachowania dodanej
wartości związana jest zdolność przekształcenia jej w zysk. Może się jednak
zdarzać, będzie się przywiązywać zbyt dużą wagę do możliwości zachowania
dodanej wartości w porównaniu z jej tworzeniem. Występowało to wyraźnie w
ostatnim dziesięcioleciu. Spójrzmy na przedsiębiorstwa, które znalazłyby się na
listach najefektywniejszych korporacji na świecie. Zapewne można do nich
zaliczyć: IBM, Volkswagena, Matsushitę, Hondę, Glaxo
i Hewlet-Packarda. Z pewnością w każdej z tych firm
przywiązuje się duże znaczenie do zysku i rentowności. Jednakże żadna z nich
nie koncentruje się wyłącznie na maksymalizacji zysku. Każda z nich uważa, że
ma większy zakres odpowiedzialności – wobec klientów, pracowników
społeczeństwa, w którym działa – a jest to ważny element w naszym postrzeganiu
ich sukcesu. (Obawiam się, że
mechanizmy zaostrzającej się wciąż konkurencji będą coraz mocniej wymuszały
poświęcanie czyjegoś dobra na rzecz przetrwania samej korporacji. Ta
konkurencja chwilami przekształca się wręcz
w walkę o życie samej korporacji. Pierwszą jej ofiarą zazwyczaj padają pracownicy. Trendy, w tym
kierunku, w ostatnich latach są chyba już wyraźnie widoczne. Rzecz w tym, że
chyba nieco „przeholowaliśmy” w rozwiązaniach neoliberalnej, czy nawet tylko
liberalnej gospodarki. Anonimus).
Jednakże firmy o szerszych
horyzontach, m.in. wymienione wyżej, są efektywne według wszelkich kryteriów.
IBM, Glaxo i Hewlett-Packard w ciągu dziesięcioleci
dobrze działały na rzecz swoich akcjonariuszy. Powszechnie jest znana
obojętność japońskich firm wobec udziałowców, co najwyraźniej znajduje odbicie
w znikomych dywidendach i znacznym udziale zysków nie rozdzielonych. Jednakże,
jeśli nawet ktoś narzeka na efektywność japońskich korporacji, to z pewnością
nie są to ludzie inwestujący w ich akcje. Ten pozorny paradoks łatwo można
wyjaśnić, gdy uwzględni się znaczenie kontraktów relatywnych w prowadzeniu
interesów i wagę architektury w zdobywaniu przewagi konkurencyjnej.
W obecnym rozdziale zajmujemy się
tym, w jakim stopniu firmy mogą zachować dodaną przez siebie wartość i w jakim
stopniu rzeczywiście to robią.
Działania rządu i możliwość
zachowania dodanej wartości - str. 253
Rola rządu stanowi jedno z ograniczeń możliwości wyłącznego wykorzystania przez
firmę dodanej wartości. Państwo, ogólnie biorąc, uczestniczy w podziale dodanej
wartości i wywiera wpływ na jej tworzenie. W tablicy 12.1 przedstawiono to zagadnienie w
odniesieniu do dwóch przedsiębiorstw państwowych.. (...)
W omawianych przypadkach wpływ
państwa jest bezpośrednim wynikiem posiadania pakietu akcji. Jednakże firmy
prywatne są także poważnymi podatnikami, tworząc i przejmując dodaną wartość,
by ją udostępnić dla celów publicznych. (...)
Rządy są poważnie zainteresowane
działalnością niemal wszystkich przedsiębiorstw, wymienionych w tej książce.
(...)
Stosunki między firmą a rządem są
problemem dla każdego przedsiębiorstwa, podobnie jak jego stosunki z klientami,
dostawcami, pracownikami i inwestorami. (...)
Podział dodanej wartości -
str. 256
Podział dodanej wartości w większości jednak stanowi przedmiot umowy, a nie
ustawodawstwa. Dwa czynniki odgrywają podstawową rolę przy ustalaniu, w jaki
sposób dzieli się dodaną wartość między
różne powiązane z przedsiębiorstwem strony. Pierwszym z nich jest stopień, w
jakim każda z nich, czy wszystkie, przyczyniły się do osiągnięcia tej wartości.
Firma nastawiona na zysk często chce
się dzielić stworzoną przez siebie dodaną wartością z powiązanymi z nią
jednostkami, bo ma w tym interes. (...)
Firma, której przewaga konkurencyjna
wynika z reputacji, znajduje się często w podobnej sytuacji. (...)
Firma korzystająca z innowacji lub
zasobów strategicznych ma mniej powodów, by dzielić się dodaną wartością,
tworzoną dzięki tej innowacji lub tym zasobom. Często jednak jest do tego
zmuszana.
( ...)
W jaki sposób liczba uczestników wpływa
na wyniki? - str. 259
Niekiedy nie ma żadnego innego konkurenta i obie strony muszą albo zawrzeć ze
sobą transakcję, albo z niej zrezygnować. (...)
(...)
Przekazywanie dodanej wartości na rzecz
akcjonariuszy - str. 261
Firma EDF przekazuje dodaną wartość swoim klientom. Statoil przekazuje dodaną
wartość rządowi norweskiemu. Większość efektywnych firm przekazuje stworzoną
wartość swoim pracownikom i – za pośrednictwem podatków – rządom krajów, w
których prowadzą działalność, oraz swoim inwestorom. Tworzeniu dodanej wartości
towarzyszy jej przekazywanie rozmaitym powiązanym z firmą jednostkom. Stopień
skuteczności przejmowania wartości przez niektóre czy wszystkie te grupy można
określić za pomocą różnicy między tym, co zarabiają lub płacą zgodnie z
kontraktem zawartym z daną firmą, a tym co zarabiałyby lub płaciły, zgodnie z
najlepszym z innych możliwych dla nich kontraktów. (Problem w tym, że np. w wielu krajach
Trzeciego Świata – ale nie tylko, dla wielu pracowników najlepszym
kontraktem jest jakikolwiek kontrakt, na jakichkolwiek warunkach. Sytuacje te, opisuje, choć może nieco
przesadnie, Naomi Klein w książce No
Logo: poz. 100 prezentowanej
literatury. Anonimus)
Gdy zaczynamy się zastanawiać, w
jakim stopniu ceny uwzględnione w księgach firmy rzeczywiście odzwierciedlają
koszty lub wartości, poruszamy całą gamę zagadnień. Na przykład ceny rzadko
kiedy uwzględniają koszty zanieczyszczenia środowiska. To może prowadzić do
poważnego niedoszacowania kosztów uzyskania energii elektrycznej. (Gdy zostanie doszacowane, to koszty, oczywiście,
poniesie konsument; zyski...?, a skutki dla Planety Ziemia i jej
mieszkańców...? Anonimus). Jeżeli spalanie oleju lub
węgla prowadzi do efektu cieplarnianego...
(Ostatnio czytałem, choć nie
starczyło mi czasu na poważniejsze zapoznanie się z naukowymi
argumentami „za i przeciw”, że efekt cieplarniany, to tylko chwyt
biznesowy, a tak naprawdę
to grozi nam oziębienie a nie
ocieplenie klimatu w skali
całej Planety. Celowo nie podaję źródeł. Sam nie wiem, co o tym sądzić.
Zainteresowany Czytelnik chyba nie powinien mieć poważniejszego problemu z
wyszukaniem odpowiednich publikacji. Anonimus).
Firma, która szkodzi środowisku,
raczej przejmuje dodaną wartość, niż ją tworzy. Ogólniej omawiam te zagadnienia
w rozdziale 20.
Wśród jednostek
powiązanych z korporacją akcjonariusze zajmują miejsce szczególne, gdyż mają
oni prawo do pozostałej części dodanej wartości firmy; w warunkach wolnego
rynku zdolność firmy do tworzenia
dodanej wartości na rzecz jej udziałowców jest podstawowym sprawdzianem tego,
czy jest zdolna czy też nie do prowadzenia operacji w długim okresie. Dlatego
zysk – w znaczeniu dochodów akcjonariuszy – często jest określany jako
ostateczna miara działalności przedsiębiorstwa.
Akcjonariusze zajmują takie szczególne miejsce
przy przejmowaniu dodanej wartości we wszystkich gospodarkach rynkowych.
Interes akcjonariuszy dominuje* w USA i W. Brytanii, ale ma mniejsze znaczenie
w Japonii, na kontynencie europejskim zajmuje zaś pozycję pośrednią.
Zagadnienia te prowadzą do podstawowych pytań dotyczących zarządzania
korporacją i ekonomicznej efektywności jej działalności. Powracam do nich w
rozdziałach 20 i 22. Natomiast zależność między dodaną wartością a innymi
miarami efektywności finansowej ma znaczenie wszędzie. Tym zajmuję się w
rozdziale 13.
Zagadnienie możliwości
zachowania dodanej wartości łączy ze sobą wiele pozornie odrębnych wątków.
Jedną z ważnych kwestii są cele korporacji. Występuje tu strona normatywna –
jakie powinny być cele firm – oraz strona opisowa – jak firmy postępują w
rzeczywistości.
Szerzej omawiam zagadnienia
normatywne w rozdziale 21, w którym rozważam zagadnienia etyki w gospodarce. W
kategoriach celów firmy, skrajne poglądy reprezentuje Milton Friedman, którego
artykuł Społeczna
odpowiedzialność firmy polega na zwiększaniu jej zysków w „New York Times” jest
często cytowany. Jest to jednak
zagadnienie, z którym często wiąże się zniekształcanie poglądów przez
etnocentryzm amerykańskich autorów z dziedziny zarządzania; przeciwne poglądy
reprezentują... (...)
------------------
* Na marginesie
Świat się zmienia. Szkoda, że Autor nie
napisał nowej książki: Podstawy Sukcesu
Firmy bis kilkanaście lat później.
Zbyt duża przewaga akcjonariuszy, jeśli
nawet nie dominują wśród nich poczynania spekulacyjne, nie zawsze ma same tylko dobre strony.
Przykładów jest dużo. Dużo jest też kontrowersji na ten temat. Wiele też
tłumaczy, z pozoru cyniczne zachowania koncernów, które mając olbrzymie zyski,
szukają jeszcze większych, zwalniając pracowników, zamykając i/lub przenosząc
fabryki... itp. A to wcale nie musi być
cynizm ani nawet chciwość, tylko zwyczajnie, konkurencyjna walka: być
albo nie być.
Cytuję kilka początkowych
fragmentów, dodanych przeze mnie, z bieżących publikacji, do końcowych stron
poz. 100 (Naomi Klein: No Logo) prezentowanej literatury. Tematu, w tym
miejscu, nie rozwijam.
Anonimus
Mimo rekordowych zysków IBM przenosi tysiące miejsc
pracy z kraju do kraju. Zatrudnienie tracą informatycy w Niemczech, z czego
cieszą się Węgry, gdzie Amerykanie teraz inwestują. Ale
IBM już myśli o przeprowadzce do Indii.
DIE ZEIT
Dla dobra klientów
A potem nadszedł 3 marca. Tydzień po zebraniu zakładowym. Nagel ponownie staje za pulpitem mównicy. Tym razem jednak
postawił ochronę przy drzwiach. Powiedział, że z dniem 30 września koncern postanowił zamknąć ośrodki w IBM BS w Schweinfurcie i
Hanowerze, gdzie pracuje 278 osób. Praca będzie w przyszłości wykonywana w Czechach i na Węgrzech. Od tego
momentu litery IBM w Schweinfurcie mówią już o przeszłości.
Stuttgart. Przy Pascalstrasse
100 mieści się niemiecka centrala IBM. To tu pracują
menedżerowie, którzy znają odpowiedź na pytania nurtujące od miesięcy pracowników Schweinfurtu i Hanoweru:
dlaczego kierownictwo najpierw wyraża swoje zadowolenie, a potem mówi o zamknięciu oddziału? Kto zmusza wysoce rentowne przedsiębiorstwo, jakim jest IBM BS, do przenoszenia miejsc pracy? Czy można
jeszcze na czymś polegać w gospodarce, jeżeli
dobre zyski przedsiębiorstwa przestają być gwarancją zatrudnienia?
Schweinfurt. Miasto ma 55 tys. mieszkańców, 430 letni ratusz, przed którym szumi
fontanna. W ratuszu zasiada pani Gudrun Grieser,
burmistrz. Mówi, że decyzja IBM to świństwo. Grieser
od 15 lat zajmuje się polityką komunalną, przedtem była nauczycielką. Od 15 lat jest w CSU,
nie mówi wprawdzie o „szarańczy” (głośna wypowiedź
przywódcy SPD Franza Münteferinga o zagranicznych funduszach
spekulacyjnych, kupujących firmy i doprowadzających je do ruiny – przyp.
FORUM), ale oburzona jest mimo to. Pani burmistrz mówi, że rozumie firmy, które
wędrują za granicę, bo nie mają wyjścia, bo
grozi im bankructwo. – Ale IBM BS przynosi przecież wysokie zyski, jeżeli takie
przedsiębiorstwo redukuje zatrudnienie, jest to cynizm.
W połowie lat 90. koncern odkrył Szekésfehérvár. Na skraju
niegdysiejszego terenu Videotonu IBM stawia fabrykę, ściany co prawda nie z kamienia, jak w fabryce FAG w Schweinfurcie, ale z blachy, bo dają się szybko złożyć w jedną całość. 500 metrów długa, 100 metrów
szeroka hala dla taśm produkcyjnych i robotników, którzy montowali twarde
dyski. Do jesieni 2002 roku.
Wtedy IBM zamyka fabrykę, dyski twarde będą w przyszłości produkowane w Azji, 3,7 tys. osób traci pracę. Węgierski
minister pracy mówi o fenomenie IBM, a cały kraj zaczyna pojmować, że
inwestorzy nie tylko przychodzą, ale że mogą również odejść. Tam, gdzie praca
jest tańsza: do Rumunii, Chin, na Ukrainę.
Koncern odchodzi i przychodzi
Teraz IBM ponownie daje zatrudnienie w Szekésfehérvár. Innym ludziom niż wtedy przy taśmach
produkcyjnych. Takim jak István Nagy. W przyszłości musimy więcej inwestować w edukację, abyśmy mieli jakiś atut wobec krajów
o taniej sile roboczej.
Schweinfurt
i Szekésfehérvár. Martin Kinkelin był tam, przed trzema laty, cały tydzień. Tam,
gdzie teraz pracuje István Nagy, w budynku IBM na
terenie Videotonu. Firma właśnie wybudowała tam swój
oddział. Kinkelin przybył jako docent, miał objaśniać
Węgrom sposoby pracy z różnymi programami komputerowymi. Miał pomóc w
podniesieniu tamtejszego standardu do niemieckiego poziomu. Sprawiało mu to
przyjemność. Węgrzy i Niemcy traktowali się jak koledzy, wieczorami chodzili na
piwo. Kinkelin nie miał pojęcia, że pracuje na to, by
jego własny etat stał się zbędny.
...
Poranek po nocnej zmianie. István Nagy
... Idzie z kolegą przez wieś. Tamten
także jest informatykiem, także pracuje ...
Martwi się. Z wizytą w firmie jest kilku Hindusów. Są na razie
przyuczani, a potem mają realizować swoje zadania w Indiach. Zaczyna ... István Nagy sądzi,
że jego praca jest pewna. A że kiepskie wyniki kwartalne w Ameryce znowu rodzą
konieczność twardych działań? – IBM tyle inwestuje w moje szkolenie –
mówi Nagy – Przecież tak po prostu mnie nie wyrzucą.
Wolfang
Uchatius
Die Zeit, 28.07.2005
FORUM (najciekawsze artykuły
z prasy światowej)
Nr 34 (22.08. – 28.08.2005), str. 26 – 29.
------------------
13
Wartość przewagi konkurencyjnej - str. 264
W obecnym
rozdziale wyjaśniam sposoby kwantyfikacji przewagi konkurencyjnej, jej
przekształcania w wartość dodaną oraz to, w jaki sposób dodana wartość znajduje
odbicie w tradycyjnych miarach dotyczących efektywności finansowej, opartych na
przepływach pieniężnych, zyskach firmy i dochodach akcjonariuszy.
Z konieczności przewaga
konkurencyjna ma charakter względny – jest czymś, czym dysponuje jedna firma w
stosunku do drugiej. Gdy mówię o przewadze konkurencyjnej bez wyraźnego punktu
odniesienia, to mam na myśli porównanie z firmą normalną czy reprezentatywną –
np. z najsłabszym konkurentem albo z hipotetycznym nowo wchodzącym na rynek, na
którym omawiana firma dysponuje przewagą konkurencyjną. Przewidywane koszty i
dochody tej reprezentatywnej firmy stanowią punkt odniesienia przy dokonywaniu
pomiaru przewagi konkurencyjnej innych firm na tym samym rynku. (...)
Powodzenie strategii korporacji na ogół mierzy się za pomocą finansowych
mierników jej efektywności. Istnieje wiele różnych takich mierników . Niektórzy
kładą nacisk na rentowność i zysk przypadający na jedną akcję, inni na
przepływy pieniężne i dochody akcjonariuszy. Te różne mierniki wynikają z
odmiennych punktów widzenia. (...)
Zyski oraz dochód na jedną akcję nadal stanowią najpowszechniej stosowane
mierniki efektywności, a mimo kwestionowania ich dominującej roli, księgowi
nadal decydują o sposobie prezentacji sprawozdań finansowych korporacji.
Tradycyjnie zwolennicy rozmaitych mierników wzajemnie okazują sobie pogardę, a już
zwłaszcza okazują ją księgowym. (...)
Te kłótnie w dużym stopniu są przesadzone i zbędne. (...) W dalszej części tego
rozdziału wyjaśniam, że mierniki te są w istocie równoważne oraz to, że ich
podłoże stanowi koncepcja wartości dodanej.
Sposoby mierzenia przewagi
konkurencyjnej
Przewaga konkurencyjna zawsze jest względna. Firma ma przewagę konkurencyjną –
lub jej nie ma – nad inną firmą, obsługującą ten sam rynek, lub nad inną firmą
w tym samym sektorze. (...)
Kwik Save
ma dużą przewagę konkurencyjną dzięki temu, że jego nisza jest mała i ma
niewielu rywali. Sainsbury’s ma mniejszą przewagę
konkurencyjną w większym i bardziej konkurencyjnym segmencie rynku. Chociaż
więc Kwik Save ma większą dodaną wartość na jednostkę nakładów, Sainsbury’s
ma większą dodaną wartość ogółem.
(...)
Od zdobycia przewagi konkurencyjnej do
stworzenia dodanej wartości
Powyższa definicja punktu odniesienia umożliwia bezpośrednie powiązanie
przewagi konkurencyjnej z dodaną wartością. W spornym sektorze – takim, do
którego łatwo można wejść i z którego łatwo jest wyjść, a jedno i drugie nie
wiąże się z poważniejszymi kosztami – firmy krańcowe na poszczególnych
rynkach... ani nie tworzą dodanej wartości, ani jej nie zmniejszają. Nie tworzą
jej, bo gdyby to robiły, zachęciłoby to inne firmy do wejścia do tego sektora.
W efekcie albo uległyby zmniejszeniu zyski wszystkich, albo do firmy krańcowej
dołączyłaby następna, jeszcze bardziej krańcowa, nad którą ta poprzednia
miałaby przewagę konkurencyjną. W spornym sektorze firma krańcowa nie
pomniejszałaby też dodanej wartości, zarabiając mniej, niż warte byłyby jej
aktywa, gdyby je sprzedano i wykorzystano w inny sposób. W takiej sytuacji
powinna bowiem wyjść z sektora. Wtedy jakaś inna stałaby się firmą krańcową i
stanowiła punkt odniesienia przy określaniu przewagi konkurencyjnej.
Detaliczny handel artykułami
spożywczymi jest sektorem zbliżonym do spornego. Potrzeby kapitałowe są
skromne, a ponadto nie ma wielu ograniczających przepisów. Sklepy można
wykorzystać do innych celów... (...)
Rynki samochodowe w ogóle nie są
sporne. Wejście wymaga poważnych nakładów na zakup urządzeń produkcyjnych i
opracowanie modeli, a także na stworzenie sieci dystrybucji. Wszystko to wiąże
się z konkretnymi wyrobami lub grupami rynków geograficznych. Rządy często
wspomagają słabsze firmy samochodowe. (...)
Europejskie banki osiągają różne
wyniki na poszczególnych rynkach... (...)
Sposoby mierzenia kosztów kapitału
Aby dokonać pomiaru przewagi konkurencyjnej czy dodanej wartości, trzeba
obliczyć koszt kapitału zaangażowanego w przedsiębiorstwie. Obliczenie tych
kosztów stanowi ogniwo łączące zestawienia dodanej wartości w kolejnych
okresach działalności przedsiębiorstwa. Istnieje kilka różnych sposobów
mierzenia kosztów kapitału. Każdy z nich odpowiada innemu spojrzeniu na
operacje firmy.
Najprościej można je określić na
podstawie przepływów pieniężnych. W tym przypadku wydatki na kapitał są
traktowane tak jak każdy inny wydatek firmy i uwzględniane w zestawieniu
dodanej wartości w miarę ich ponoszenia. W przepływach pieniężnych nie
uwzględnia się amortyzacji i nie jest potrzebna żadna definicja wartości
kapitałowej.
Najczęściej podstawę oszacowania
kosztów i amortyzacji stanowią budzące najmniej wątpliwości dane historyczne –
kwota, którą firma faktycznie zapłaciła za dane środki trwałe. Rachunek kosztów
historycznych ma na celu rozłożenie wydatków kapitałowych na cały okres
użytkowania środków. Odpisy amortyzacyjne uwzględniają ten historyczny koszt.
Historyczny koszt zasobów może nie
mieć żadnego związku z ich obecną wartością. Inflacja może powodować, że koszty
historyczne nie będą miały żadnego znaczenia. Niektóre firmy wykazują w swoich
księgach wartość ziemi i budynków według cen płaconych wiele pokoleń wcześniej.
Ceny jednak nie tylko rosną. W telekomunikacji nastąpiły zasadnicze zmiany...
(...)
Szacunki dotyczące bieżącego kosztu
oparte są na cenach „nowoczesnego równorzędnego zasobu”. Jest to kwota, jaką
trzeba byłoby zapłacić za porównywalną inwestycję, biorąc pod uwagę aktualne
ceny i zastosowanie najnowszej techniki. Zazwyczaj, w wyniku inflacji, bieżące
koszty zasobów są wyższe od kosztów historycznych, ale w przedsiębiorstwach
związanych z informatyką i elektroniką koszty te są często niższe. (...)
Gdy w latach siedemdziesiątych ceny
gwałtownie rosły, wielu księgowych było zwolennikami przejścia z historycznego
na bieżący rachunek kosztów, wychodząc z założenia, że rachunek historyczny
wprowadza w błąd inwestorów wprowadza w błąd inwestorów i prowadzi do
nierozsądnych decyzji. (...)
Innym sposobem mierzenia kosztu
kapitału i dochodów kapitałowych jest posługiwanie się bieżącą wartością
rynkową. Potrzebne do tego zostały również przedstawione w przykładzie 13.1.
(...)
Te różne podstawy obliczania kosztów
kapitału odpowiadają rozmaitym sposobom szacowania dodanej wartości tworzonej
przez firmę. Można tu wyróżnić:
•
dodaną wartość określaną na podstawie przepływu pieniężnego netto
generowanego w danym okresie,
•
dodaną wartość w kategoriach kosztu historycznego,
•
dodaną wartość w kategoriach kosztu bieżącego,
•
nadwyżkę dochodu akcjonariuszy.
Koszt historyczny i koszt bieżący
Rachunkowość oparta na kosztach historycznych ma służyć przede wszystkim do
oceny postępu gospodarowania przez zarząd powierzonymi mu środkami pieniężnymi.
Chociaż często krytykuje się ten rodzaj rachunkowości, to jednak ze względu na
główny cel niemal wszędzie stanowi on nadal podstawę systemów sprawozdawczości korporacji.
Przy stosowaniu rachunkowości
opartej na koszcie historycznym należy uwzględnić alternatywny koszt kapitału
zaangażowanego. Niektóre z zasadniczych zarzutów dotyczących wykorzystania
zysków księgowych lub dochodów przypadających na akcje (liczonych według
kosztów historycznych) do oceny efektywności firmy, że można podwyższać wartość
tych mierników bez dodawania wartości. Nierozdzielnie zysków w celu ich
reinwestowania przy stopie dochodów poniżej kosztu kapitału albo zamiana
kapitału własnego na akcje przedsiębiorstw o niższym stosunku ceny do dochodów spowodują
wzrost dochodów przypadających na akcje, jednakże w obu przypadkach zapewne bez
korzyści dla akcjonariuszy czy innych jednostek powiązanych z firmą.
Rachunkowość oparta na kosztach
historycznych stanowi jedną z podstaw
szacowania wartości dodanej. (...)
Jednakże rachunkowość oparta na
kosztach historycznych niekoniecznie wykazuje, w jakim stopniu firma ma obecnie
przewagę konkurencyjną. Jeżeli przedsiębiorstwo tworzy wartość dodaną w
kategoriach kosztu historycznego, ale nie kosztu bieżącego, to oznacza, że
mądrze dokonywało zakupów w przeszłości. Rachunkowość oparta na kosztach
bieżących na podstawie teraźniejszości przewiduje przyszłość, oparta zaś na
kosztach historycznych na podstawie teraźniejszości analizuje przeszłość. Obie
służą różnym celom. Przewaga konkurencyjna jest istotna z punktu widzenia dnia
dzisiejszego i jutrzejszego, a nie wczorajszego.
Dokonywanie pomiaru dodanej wartości
w kategoriach kosztów historycznych jest właściwym sposobem oceny jakości
gospodarowania zasobami korporacji przez jej kierownictwo w przeszłości.
Może okazać się jednak niewystarczające do oceny tego, co zaplanowano na
przyszłość. Nie jest też żadną wskazówką przy podejmowaniu decyzji obecnych i
przyszłych działań strategicznych.
Chociaż więc koszt historyczny jest
miernikiem jakości gospodarowania przez zarząd zasobami przedsiębiorstwa, to
rachunek oparty na kosztach bieżących umożliwia ocenę pozycji konkurencyjnej i
strategii korporacji.*
* Dla własnych celów (w rachunkowości
zarządczej) można prowadzić rachunek równolegle: zarówno w kosztach
historycznych, jak i bieżących. Przy odpowiednim wykorzystaniu technik
informatycznych – nie powinno być z tym poważniejszego problemu.
Anonimus
Wartość dla akcjonariuszy
W latach osiemdziesiątych popularnym terminem ekonomicznym stała się wartość
dla akcjonariuszy. Pod koniec tego dziesięciolecia jedynie nieliczne
amerykańskie firmy pomijały te koncepcję w swoich rocznych sprawozdaniach. Ten
nowy akcent na tworzenie dochodów dla akcjonariuszy przedsiębiorstwa ma kilka
przyczyn. Stwierdzono, że wiele konglomeratów, zbudowanych w latach
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w dążeniu do dywersyfikacji i synergizmów, raczej zmniejszało lub ukrywało wartość dla
akcjonariuszy, niż ją zwiększało. Zainteresowanie menedżerów znacznie też
wzrosło, gdy w wyniku nowych metod finansowania zakupów akcji okazało się, że
żadne przedsiębiorstwo, niezależnie od wielkości, nie zdoła uchronić się przed przejęciem przez korsarzy
giełdowych, obiecującym akcjonariuszom o wiele większą wartość.
Wartość dla akcjonariuszy stanowi nadwyżkę ich dochodów – wartość,
o którą całość tych dochodów, obejmująca sumę dywidend i zysków kapitałowych,
przewyższa koszt kapitału. Obliczana w ten sposób wartość podlega gwałtownym
zmianom; niemal nie istnieje widoczny związek miedzy nią a efektywnością firmy.
Z czołowej dziesiątki europejskich firm, wymienionych w rozdziale 2, jedynie
cztery osiągały w 1990 r. wyniki lepsze niż indeksy miejscowych giełd papierów wartościowych, a portfel składający
się z ich akcji zmieniałby wartość proporcjonalnie do indeksu giełdowego. To
właśnie prowadzi do pojęcia „ekonomiki magicznej” i podobnych ekstrawaganckich określeń. Inaczej jest jednak w
dłuższym okresie. W latach 1980-1990 dziewięć z tych przedsiębiorstw uzyskało
wyniki lepsze od indeksów giełdowych, w większości znacznie lepsze... Portfel akcji tych przedsiębiorstw zapewniał dochody o 10% wyższe od średniej giełdy. Im dłuższy okres
się rozpatruje, tym są wyraźniejsze
związki miedzy dochodami akcjonariuszy a miarami efektywności opartymi na
danych księgowych.
Przyczyny tego są dość oczywiste. Informacje na temat kosztów historycznych
dotyczą głównie przeszłości, a kosztów bieżących – teraźniejszości, natomiast
wartości rynkowe wynikają z przewidywań przyszłości
...
Pojecie wartości
dla akcjonariuszy wiąże się przede wszystkim
z metodami oceny inwestycji, opartymi na przepływach pieniężnych.
...
Równorzędność finansowych mierników
efektywności
Mierniki oparte na bieżącym koszcie dotyczą obecnej efektywności, na koszcie
historycznym zaś – efektywności w
przeszłości. Wartość akcji na rynku umożliwia przewidywanie przyszłości;
przepływy pieniężne stanowią podstawę obliczenia zysku i są źródłem dochodów
akcjonariuszy. Te rozmaite mierniki różnią się głównie pod względem okresu,
którego dotyczą.
…
Eurotunnel
...
-
Dodatek: Zestawienie dodanej wartości - str. 289
W dodatku
tym przedstawiono pewne zagadnienia techniczne, związane z opracowaniem i interpretacją
zestawień dodanej wartości.
Dodana wartość, koszty materiałowe i
produkcja netto
W tablicy 2.2 przedstawiono zestawienie dodanej wartości firmy Glaxo. Jak można zauważyć, dodana wartość wynosi mniej niż
marża operacyjna lub zyski, bo zyski oblicza się odejmując od marży operacyjnej
oprocentowanie kredytów długoterminowych, a dodaną wartość oblicza się
odejmując ponadto od zysku dochód z kapitału własnego. Powiązania między
odpowiednimi wielkościami przedstawiono na rysunku A13.1.
(...)
Łańcuch wartości
Struktura danych w zestawieniach dodanej wartości różnych firm, działających w
różnych sektorach jest rozmaita. Na rysunku A13.2 przedstawiono firmy związane
z różnymi etapami procesu produkcyjnego.
(...)
Pracochłonność i kapitałochłonność
...
Dodana wartość i koszt kapitału
...
Zagadnienie ryzyka w zestawieniu dodanej
wartości
Celem organizacji gospodarczej jest tworzenie dodanej wartości, jednakże nie
zawsze udaje się go osiągnąć. Jeżeli się to nie uda, to któraś z jednostek
powiązanych z przedsiębiorstwem zarobi mniej, niżby mogła zarobić gdzie
indziej. Ale która?
Jeżeli przedsiębiorstwo działa jako
spółka akcyjna, to jego struktura pozwala odpowiedzieć na to pytanie. Dlatego
właśnie spółka akcyjna stanowi na całym świecie dominującą formę organizacyjną.
Akcjonariusze zapewniają długoterminowe finansowanie przedsiębiorstwa. (...)
Organizacja bez udziałowców... musi sobie radzić z takimi potencjalnymi
problemami w inny sposób. (...)
Tak więc przedsiębiorstwo uzyskuje
dwa świadczenia – dostarczanie kapitału oraz ponoszenie ryzyka związanego z
jego działalnością – a przy mierzeniu dodanej wartości każde z nich należy
oceniać i naliczać odrębnie. (...)
Krańcowa firma w danym przemyśle
jest punktem odniesienia przy dokonywaniu pomiaru przewagi konkurencyjnej.
(...)
***
Rozważania w pierwszej części obecnego rozdziału ściśle się wiążą z „systemem przedsiębiorstwa” McKinseya i łańcuchem wartości Portera... (...)
Koncepcja wartości dla akcjonariuszy
jest ściśle związana z pracą Rappaporta. (...)
..................................................................................................................
Część V STRATEGIE KONKURENCJI
14 Ustalanie cen i sytuowanie na rynku (1) - str.
303
Jest to pierwszy z
czterech rozdziałów, poświęconych zagadnieniom strategii konkurencji -
sposobowi kierowania przez skuteczne firmy ich stosunkami z konkurentami,
dostawcami i klientami na wybranych przez nie rynkach. W obecnym i następnym
rozdziale rozpatruję zagadnienia pozycji na rynku i cen wyrobów. Na różnych
rynkach występują różne rodzaje środowisk konkurencyjnych. Niektóre są
stabilne. Występują na nich domyślne reguły gry, znane wszystkim
zainteresowanym. Podstawę stanowią zatem relatywne kontrakty między
konkurentami. Na innych rynkach firmy nie mają ani chęci, ani okazji do
nawiązywania długotrwałych stosunków z konkurentami i prowadzą wojny cenowe
albo zajmują agresywną postawę na rynku, nie zwracając uwagi na przyszłe skutki
obecnych zachowań. Określam je jako niestabilne środowiska konkurencyjne.
Na ceny rynkowe podstawowy wpływ
wywierają dwa czynniki: koszty ponoszone przez firmy i wartość, jaką się
oferuje klientom. Gdy środowisko konkurencyjne jest mniej stabilne, to w
większym stopniu cenę będą wyznaczać koszty, a nie wartość. W najgorszym
przypadku ceny mogą zostać zepchnięte do poziomu krańcowego. Nierzadko uważa
się ceny krańcowe za bardzo niskie, ale wyjaśniam, dlaczego często jest to
pogląd błędny, a także wyjaśniam, w jaki sposób ustalenie kosztów na podstawie
działalności ułatwia wypełnienie luki między teoretycznymi koncepcjami kosztu
krańcowego a księgowymi systemami podziału kosztów.
Programy telewizyjne
...
Istota środowiska konkurencyjnego
...
Jak koszty wpływają na ceny?
Tworzenie dodanej wartości zależy od dwóch czynników – wartości wyrobu lub
usługi dla klienta i kosztu produkcji dla firmy. (...)
Jak wartość wpływa na ceny?
...
Geograficzna segmentacja rynku
...
Różnice między rynkami geograficznymi
...
15 Ustalanie cen i sytuowanie na rynku (2) - str.
321
W tym
rozdziale w dalszym ciągu rozważam zagadnienia związane z ustalaniem cen i
usytuowaniem wyrobów, będące przedmiotem zainteresowania w rozdziale 14.
Skuteczne przedsiębiorstwa muszą dążyć do stabilnego środowiska
konkurencyjnego. Opisuję warunki, które to ułatwiają lub uniemożliwiają.
Niestabilność konkurencji nie musi oznaczać, że ceny ulegają obniżeniu do
poziomu kosztów, chyba że na danym rynku działa bardzo wiele firm. Nadal mają
one pewną swobodę w swoich zachowaniach cenowych, ale w niestabilnym środowisku
konkurencyjnym firmy nie tylko muszą uwzględniać usytuowanie konkurentów, ale
także przeprowadzać analizę rozmaitych możliwych ich reakcji.
Decyzje dotyczące usytuowania w
części wynikają z wyróżniającej zdolności firmy. Omawialiśmy to zagadnienie w
rozdziale 9. Usytuowanie jest też jednak sprawą dynamiki konkurencji. Jeżeli na
danym rynku działa niewiele firm, prawdopodobnym wynikiem będzie ich skupianie
się - na skutek dążenia do zajęcia tej samej pozycji na rynku. W miarę wzrostu
liczby firm na rynku, prawdopodobnie będą rozmieszczone bardziej równomiernie.
Stabilne czy niestabilne środowiska
konkurencyjne?
Jeżeli firmy mają maksymalizować dodaną wartość, to przy ustalaniu cen muszą
mieć możliwość pomijania kosztów i koncentrowania się na wartości wyrobów.
(...)
Ustalanie cen w niestabilnym
środowisku
...
Model sytuowania wyrobu
...
Usytuowanie w przypadku wydawnictw
prasowych i handlu detalicznego żywnością
...
Ustalanie cen i sytuowanie
...
16 Reklama i marka - str. 342
Reklama i
marka firmowa stanowią ważne narzędzia strategii konkurencji. W obecnym
rozdziale wyjaśniam, dlaczego dla niektórych skutecznych firm mają one
zasadnicze znaczenie, podczas gdy inne osiągały równie duże powodzenie,
stosując je w niewielkim zakresie albo wcale. Reklama i marka firmowa służą
głównie podtrzymywaniu przewagi konkurencyjnej opartej na wyróżniającej
zdolności, reputacji danego producenta. Ogólnie biorąc, ilość informacji
przekazywanych w reklamie jest niewielka. Jej wartość polega głównie na
demonstrowaniu ciągłości zaangażowania producenta w dany rynek. Producenci
wyrobów, których jakość ujawnia się dopiero w trakcie wielokrotnego ich
użytkowania, stosują reklamę do sygnalizowania swojego zaangażowania. Są także
inne typy reklamy; może też ona wspomagać inne rodzaje przewagi konkurencyjnej,
ale podtrzymywanie reputacji stanowi najważniejszy sposób przyczyniania się reklamy
do powodzenia korporacji.
Reklama umożliwia stworzenie marki,
jednakże występują pewne różnice między funkcją reklamy i funkcją marki
firmowej. O markach częściej się mówi, niż je definiuje. O ustalonej marce
świadczy wyższa cena uzyskiwana za opatrzony nią wyrób niż za jego funkcjonalny
odpowiednik. Ta właśnie cena odróżnia markę od nazwy wyrobu. Najczęściej
uzyskuje się wyższą cenę... dzięki temu, że klient nie jest pewny właściwości
danego wyrobu, a reputacja producenta rozwiewa jego wątpliwości. Jednakże marki
służą też do osiągania innych celów...
(...) Reklama może służyć do informowania lub namawiania do kupna...
(...) Wynika z tego wniosek, że skuteczność współczesnej reklamy jest
zasadniczo zjawiskiem irracjonalnym. Wydaje się nawet, że jest to wniosek, co
do którego zgadzają się zarówno wierni obrońcy, jak i zażarci krytycy reklamy.
(...) Gdyby jednak reklama naprawdę była irracjonalna, to można by oczekiwać,
że będzie przeznaczona głównie dla ludzi niewykształconych i nie znających się na
rzeczy. Tak jednak nie jest...
(...) Nie wszystkie aspekty reklamy można wyjaśnić w sposób analityczny. Spora
część kampanii reklamowych jest nastawiona na różnorodne potrzeby
psychologiczne, z których część można określić na podstawie badań marketingowych.
Reklama jako informacja
...
Reklama a jakość wyrobu
Jak wygląda zatem sprawa tych cech wyrobu, których klienci nie mogą łatwo
sprawdzić? Reklamy charakteryzują się skłonnością do przesady. Klienci zaś mają
skłonność do sceptycznego traktowania stwierdzeń reklamujących się firm i
odpowiednio je traktują.
…
Wartość marki firmowej
...
Marki jako sygnały
...
Rola marki
...
***
Większość prac dotyczących reklamy i marek nawiązuje do jednego z dwóch
zagadnień: czy reklama jest rzeczą dobrą i jak się reklamować. Pierwszy z tych
tematów stał się przedmiotem ogromnie zajmującej krytyki współczesnych
przedsiębiorstw...
17 Związki pionowe - str. 362
Przewagę
konkurencyjną mogą wzmocnić skuteczne związki z dostawcami lub dystrybutorami
(związki pionowe). Nieskuteczne pokierowanie tymi związkami może natomiast
doprowadzić do utraty dodanej wartości. W obecnym rozdziale opisuję problemy i
okazje wynikające z takich powiązań.
...
Cena kontraktowa
...
Kontrakty jednorazowe czy
długoterminowe?
...
Podział ryzyka w kontraktach
...
Struktury zachęt w kontraktach
...
Kontrakty klasyczne czy relatywne?
...
Związki pionowe a struktura rynku
Czy można wykorzystać związki pionowe do wywierania wpływu na strukturę
rynku? Firmy powszechnie stosują rozwiązania zapewniające im wyłączność dostaw,
by utrwalić swój udział w rynku. (...)
..................................................................................................................
Część VI STRATEGICZNA ANALIZA FIRMY
18 Sektor - str.
385
Strategiczna
analiza sektora rozpoczyna się od rozpoznania potrzeb konsumentów. Jakie cechy
wyrobów umożliwiają zaspokojenie tych potrzeb? Czy są to proste towary, czy
mają wiele cech? Jakie są wymiary tych cech? Jak konsumenci je poznają - w
wyniku poszukiwań czy przez doświadczenie? Czy jest to doświadczenie nabywane
od razu, czy w dłuższym okresie? Jakie rynki są obsługiwane? Jakie są ich
wymiary geograficzne i jakich wyrobów dotyczą? Które z nich rozwijają się, a
które kurczą? Na tym etapie należy wyróżnić możliwie wiele rynków.
Koszty, przychody i podaż są
jednakowo ważne. Jakie podstawowe grupy strategiczne obsługują te rynki? Należy
opisać łańcuch wartości. Co wyznacza koszty? W jakim stopniu są to koszty
nieodwracalne, a w jakim bieżące? Czy firmom w tym sektorze udaje się tworzyć
dodaną wartość? Które są krańcowe?
W następnym etapie kojarzymy
zagadnienia podaży i popytu. Jakie są wyróżniające zdolności i zasoby
strategiczne firm należących do danego sektora? W jakim stopniu te zdolności i
zasoby są trwałe i czy możliwe jest ich wyłączne wykorzystanie? W jakim stopniu
doprowadziły one do zdobycia przewagi konkurencyjnej?
Uzyskanie odpowiedzi na te pytania
umożliwia firmie rozpoznanie jej podstawowych stosunków zewnętrznych (z
dostawcami, klientami i konkurentami), określenie sposobu ustalania przewagi
konkurencyjnej na rynkach, na których konkuruje, i ocenę, w jaki sposób
przypuszczalnie czynniki te będą się rozwijać. W rozdziale tym przeprowadzimy
takie ćwiczenie dla czterech sektorów europejskich...
Cztery sektory europejskie
...
Popyt i rynki
...
Koszty, renty i przychody
...
Istota przewagi konkurencyjnej
...
Przyszłość sektora
...
19 Firma - str. 407
W tym
rozdziale omawiamy analizę strategiczną samej firmy. Jakie są jej własne wyróżniające
zdolności i zasoby strategiczne? Na których rynkach mogą one zapewnić przewagę
konkurencyjną? Czy są inne rynki, na których firma powinna też konkurować mimo
braku przewagi konkurencyjnej, gdyż może dzięki nim uzyskać ekonomie skali lub
zakresu, związane z jej podstawowym rynkiem?
Z czego wynika przewaga
konkurencyjna i w odniesieniu do których konkurentów? Jaka jest jej wartość? W
jakim stopniu przejawia się ona w postaci dodanej wartości, a jeśli nie można
jej w pełni wykorzystać, to jakie czynniki w tym przeszkadzają? Kiedy i w jakim
stopniu przewaga konkurencyjna znalazła odbicie w cenach akcji
przedsiębiorstwa? Jakie firma podejmuje działania, by zapewnić utrzymanie i
wykorzystanie swoich wyróżniających zdolności i zasobów strategicznych?
Odpowiedzi na te pytania określają
strategię korporacji. Na ich podstawie można ustalić, jakimi dziedzinami
działalności firma powinna się zajmować. W analizie strategicznej należy
również uwzględnić zagadnienia dotyczące strategii konkurencji, a więc
przeprowadzić analizę rynku, która w naturalny sposób prowadzi do pytań
dotyczących usytuowania firmy i segmentacji rynku. Usytuowanie w części jest
narzucone przez istotę wyróżniających zdolności firmy, a w części przez ocenę
usytuowania konkurentów. Przy określaniu swoich rynków firma powinna wyróżnić
tyle odrębnych rynków ekonomicznych, ile ich w ogóle istnieje. Jakie można
podjąć kroki, by utrzymać odrębność tych rynków? Jaką należy przyjąć politykę
cenową w odniesieniu do tych konkurentów? To ostatnie zagadnienie w części
wiąże się z usytuowaniem na rynku, a w części z dynamiką konkurencji. Jaką
funkcję pełni w przypadku firmy oraz jej sektora reklama i marka firmowa? Na
jakich zasadach opierają się pionowe związki firmy z jej dostawcami i dystrybutorami
- jak wpływają na zachęty oraz na obecną i potencjalną konkurencję, a także na
podział dodanej wartości?
Są to podstawowe zagadnienia analizy
strategicznej. W rozdziale obecnym przedstawiam niektóre z nich na przykładzie
dwóch firm - British Airways i Benetton.
Dwie skuteczne firmy europejskie
...
Wyróżniające zdolności
...
Dobór rynków do wyróżniających zdolności
...
Wartość przewagi konkurencyjnej
...
Trwałość zasobów strategicznych i
możliwość utrzymania przewagi konkurencyjnej
...
Strategia konkurencji
...
Przyszłość firm
...
20 Kraj - str. 431
Istotną
część tej książki stanowią
wnioski wynikające z przedstawionej tu analizy dla polityki przedsiębiorstwa. W
rozdziale 20 rozważam natomiast związki między polityką przedsiębiorstwa i
polityką państwa. Jakie związki istnieją między przewagą konkurencyjną firmy a
przewagą konkurencyjną gospodarki narodowej? Gospodarka wolnorynkowa jest
skuteczna wtedy, kiedy pierwsza z nich prowadzi do drugiej. Jednakże przewaga
konkurencyjna firmy i przewaga konkurencyjna całej gospodarki narodowej nie są
identyczne. Najpierw rozpatruję przyczyny ewentualnego braku efektywności
gospodarki rynkowej. Takimi przyczynami mogą być: niejednakowy dostęp do
informacji, czynniki zewnętrzne oraz istnienie naturalnego lub strategicznego
monopolu. Gdy występują takie warunki, firmy mogą osiągać dodaną wartość, ale
mogą to robić raczej przez przejmowanie już istniejącej wartości niż dzięki
przyrostowi majątku narodowego. W dalszej części rozdziału rozważam pewne
wynikające stąd wnioski dla etyki przedsiębiorstw, sugerując, że współczesne
korporacje zawierają ze sobą i społeczeństwami, w których działają, kontrakty
zarówno klasyczne, jak i relatywne,
oraz że postępowanie przedsiębiorstw podlega warunkom narzucanym przez obydwa rodzaje
kontraktów.
Z kolei rozpatruję przewagę
konkurencyjną krajów. Wynika ona z możliwych do utrzymania i wykorzystania
wyróżniających zdolności - architektury, reputacji i innowacji - oraz
posiadania zasobów strategicznych. Niekiedy wartość tworzona dzięki tym
wyróżniającym zdolnościom jest skutecznie przejmowana przez poszczególne
korporacje, a często służy całej ludności. Tak jak w przypadku firm, uzyskanie
przewagi konkurencyjnej przez dany kraj zależy od identyfikacji
wyróżniających zdolności, wyboru odpowiednich rynków i maksymalizacji wartości
tych zdolności. Na tej podstawie
można określić, jaką politykę przemysłową powinny prowadzić poszczególne
państwa. Strategie życzeniowe są równie nieskuteczne dla krajów jak i dla firm,
a skuteczna polityka przemysłowa powinna zmierzać do wzmacniania silnych, a nie
do kompensowania słabych stron.
Adam Smith pisał: „Nie od
przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu, lecz
od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz
do egoizmu” [Smith, 1776]1
(1 A. Smith, Badania nad naturą
i przyczynami bogactwa narodów, PWN, Warszawa 1954, t.1, s.21-22. Przyp.
tłum.).
Smith dalej opisywał „niewidzialną
rękę”, która powoduje, że ludzie osiągają nie zamierzone przez siebie wyniki.
Smith wyraźniej i w sposób bardziej wymowny , niż ktokolwiek przed nim czy po
nim zwrócił uwagę na największe paradoksy instytucji ekonomicznych. System
wolnego rynku, oparty na dążeniu poszczególnych firm do osiągnięcia nie skoordynowanych
celów, nie tylko funkcjonuje, ale jak się wydaje, funkcjonuje lepiej niż
jakakolwiek inna dotychczas wprowadzona forma organizowania gospodarki.
W
ciągu następnych dwóch wieków parafrazowano argumentację Smitha na wiele
różnych, chociaż mniej wyrazistych sposobów. Dziś występują dwa główne nurty -
dwa odmienne sposoby wyjaśniania ekonomicznej wyższości systemu wolnorynkowego.
„Podstawowe twierdzenia ekonomii dobrobytu” opisują warunki, w których na
konkurencyjnych rynkach dokonuje się efektywny podział zasobów. Konkurencyjny
rynek zrównuje ceny z kosztami, w wyniku czego zasoby kieruje się na daną
działalność, biorąc pod uwagę ich wartość w alternatywnych zastosowaniach. Inna
szkoła, często zwana „neoaustriacką” ze względu na
jej wpływowych zwolenników, takich jak Hayek i Schumpeter, kładzie nacisk na konkurencję jako na proces
dynamiczny. Środowisko gospodarcze jest nieskończenie innowacyjne. Większość
innowacji zawodzi, ale skuteczne przetrwają i będą stanowić podstawę dalszego
rozwoju. Firmy, rodzaje działalności i koncepcje podlegają zasadzie doboru
naturalnego, podobnie jak w przyrodzie funkcjonuje biologiczny proces doboru
naturalnego.
Opierając się na takich założeniach
wyróżniono wiele przyczyn efektywności ekonomicznej, niż można było oczekiwać
od jakiejkolwiek teorii. Początkowo krytyka współczesnego totalitaryzmu
opierała się na zagrożeniu, jakie stwarzał on dla indywidualnej własności
osobistej. Krytycy nie podawali w wątpliwość tego, że reżymy totalitarne, z ich
możliwościami centralizacji i koordynowania zasobów, mogą odnosić sukcesy w
kategoriach ekonomicznych. Historia pozornie to potwierdzała. Rosja Stalina
przeniosła społeczeństwo przedindustrialne w erę współczesnej techniki w ciągu
dwóch dziesięcioleci; hitlerowskie Niemcy szybciej niż jakikolwiek inny kraj
wyprowadziły swoją gospodarkę z kryzysu. W istocie jednak ekonomiczne
niepowodzenia reżimów wschodnioeuropejskich doprowadziły do załamania ich
systemów politycznych. Jakie by nie były teoretyczne zalety systemu centralnego
kierowania i kontroli, praktyka okazała się inna. Istnienie obok siebie Niemiec
Wschodnich i Zachodnich stanowiło kontrolowany eksperyment na dużą skalę, z
jakim zapewne nauki społeczne nigdy już nie będą miały do czynienia.
Wyniki tego eksperymentu i jego
dramatyczne zakończenie wskazują, że w przewidywalnej przyszłości podstawę
działalności gospodarczej w Europie stanowić będzie prywatna korporacja
maksymalizująca wartość. Wynika stąd znaczenie związków między dodaną wartością
w firmie i dodaną wartością w skali kraju. W pierwszej części tego rozdziału
rozważmy, w jakim stopniu wartość tworzona w firmie przekształca się, lub nie,
w wartość tworzoną w gospodarce narodowej lub międzynarodowej. W drugiej części
zajmujemy się konkurencyjną przewagą krajów oraz tym, w jakim stopniu znajduje
ona odbicie w efektywności poszczególnych firm.
Do uzyskania odpowiedzi na te
pytania istotna jest zarówno ekonomia dobrobytu, jak i poglądy Schumptera. Ekonomia dobrobytu określa warunki, w jakich
maksymalizacja dodanej wartości korporacji prowadzi do najlepszego
wykorzystania dostępnych zasobów. Wskazuje również okoliczności, w których
maksymalizacja dodanej wartości na szczeblu korporacji może być niezgodna z
najlepszym sposobem wykorzystania takich zasobów. Według szkoły austriackiej
będą się rozwijać i prosperować te firmy, które potrafią dodawać wartość, a
inne, którym się to nie uda, będą słabnąć i upadać. Ze
społecznego punktu widzenia możemy zapytać, czy taki proces naturalnej selekcji
rzeczywiście pozwala wyróżnić cechy pożądane i niepożądane - czy dodana wartość
uzyskiwana przez korporację jest rzeczywiście wynikiem przedsiębiorczości i
innowacji, czy też jest po prostu zawłaszczana?
Dodana
wartość a tworzenie bogactwa - str. 434
Zgodnie z poglądem
na istotę działalności gospodarczej, z którego korzystam w tej książce, celem
firmy jest dodawanie wartości do wartości wykorzystywanych przez nią zasobów.
Powodzenie przy osiąganiu tego celu jest zarazem miarą jej przewagi
konkurencyjnej i wielkości jej osiągnięć.
Jednakże dodawanie wartości na rzecz
udziałowców czy innych jednostek powiązanych z firmą nie zawsze jest
równoznaczne z dodawaniem wartości na rzecz społeczeństwa. Znów mamy tu do
czynienia z zagadnieniem wykorzystania dodanej wartości. Firma może -
najczęściej dzięki monopolowi - dodawać wartość, której nie stworzyła. Po
prostu przejmuje ją od konsumentów na rzecz udziałowców czy innych powiązanych
ze sobą jednostek. Albo też firma może tworzyć bogactwo, którego nie potrafi
skutecznie zachować dla siebie, jak w przypadku innowacji, której nie może
chronić. Tworzenie dodanej wartości przez korporacje nie jest wiec równoznaczne
z tworzeniem bogactwa w całej gospodarce.
Społeczne korzyści wynikające z
tworzenia wartości dodanej przez korporacje zależą od źródeł tej wartości. Gdy
dodana wartość jest wynikiem reputacji albo architektury, to w przybliżeniu
prywatna i społeczna wartość efektów działalności korporacji jest taka sama.
Wartość wynikająca z reputacji firmy w znacznym stopniu może być przejęta przez
tą firmę. W przypadku architektury również występuje zbieżność interesu
prywatnego i publicznego. Jednakże gdy architektura zależy od sieci kontraktów
relatywnych, to korporacja może narazić tę sieć na niebezpieczeństwo, jeżeli nadmiernie
będzie dążyć do wykorzystania dodanej wartości.
(...)
Polityka państwa a etyka przedsiębiorstwa - str. 437
Dodana
wartość tworzona na szczeblu korporacji i na szczeblu kraju nie jest tym samym.
Pojawia się tu problem etyki postępowania przedsiębiorstw. Kiedy jest zasadne
przejmowanie przez korporację bogactwa, którego nie stworzyła?
Można niemal od razu odrzucić dwa
skrajne poglądy. Nie jest rzeczą korporacji określanie, czym jest dobro
społeczne, ani jego pilnowanie.
Nie jest też uzasadniony pogląd, że
przedsiębiorstwo może podjąć każde legalne działanie przynoszące mu zyski.
Istnieją indywidualne zachowania, które nie są sprzeczne z prawem, ale są
naganne; dotyczy to także działalności korporacji.
(...)
Ważnym wnioskiem dla polityki publicznej jest
to, że im rzadziej zmusza się menedżerów do dokonywania wyborów między
korzyściami dla korporacji a względami społecznymi, tym lepiej. Gospodarka kapitalistyczna
działa najsprawniej wtedy, gdy menedżerowie mogą bez przeszkód poświęcić się
interesom swojej firmy, wiedząc, że dodawanie wartości na szczeblu korporacji
jednocześnie przyczynia się do powiększania bogactwa społeczeństwa. Oznacza to, że w ramach
polityki ochrony środowiska należy tak wyznaczać ceny nakładów i wyrobów, by w
dostatecznym stopniu odzwierciedlały związane z nimi koszty. Oznacza to także
prowadzenie polityki antymonopolowej, umożliwiającej osiąganie przewagi
konkurencyjnej na konkurencyjnych rynkach i wprowadzanie przepisów wyraźnie
określających granice prawnej dopuszczalności nieuniknionego działania
monopolistycznego. Chociaż przemysłowcy nieustannie sprzeciwiają się takim
przepisom, to jednak rozsądniejsi spośród nich zdają sobie sprawę, że muszą one
istnieć, jeżeli kapitalizm ma przetrwać czy zasłużyć na przetrwanie2.
Od konkurencyjnej przewagi krajów do konkurencyjnej przewagi firm - str.
441
Firmy
dodają wartość zdobywając przewagę konkurencyjną dzięki innowacji, reputacji i
architekturze oraz dzięki wykorzystaniu zasobów strategicznych. W warunkach
handlu międzynarodowego możemy analizować przewagę konkurencyjną państw w
obrębie gospodarki światowej, podobnie jak rozważamy przewagę konkurencyjną
firm w ich środowisku handlowym.
Analogia ta jest dość ogólna.
Podobnie jak wielkie firmy obejmują zazwyczaj wiele odmiennych jednostek
operacyjnych, o zróżnicowanej przewadze konkurencyjnej, poszczególne kraje mogą
prowadzić wiele różnych rodzajów działalności gospodarczej. Jednakże sposoby
tworzenia oraz wykorzystywania dodanej wartości przez te kraje są na tyle
podobne do sposobów typowych dla firm, że warto to porównanie kontynuować.
(...)
Architektura
finansowa - str. 446
Architektura
ma szczególnie duże znaczenie w usługach finansowych. Ci którzy finansują daną
działalność, muszą mieć możliwość określenia zarówno wielkości, jak i
istoty ponoszonego ryzyka oraz stopnia uczciwości i kompetencji tych, którzy tą
działalnością zarządzają. Istnieją zachęty skłaniające osoby odpowiedzialne za
taką działalność do zniekształcania informacji, do pomniejszania ryzyka i
wyolbrzymiania przyszłych efektów. Zagadnienia te kilkakrotnie poruszałem już
przy analizowaniu kontraktów relatywnych i architektury.
Jednym z powszechnie stosowanych
rozwiązań jest narzucanie szczegółowych kontraktów klasycznych. Zazwyczaj
jednak to się nie sprawdza. (...)
(...)
Polityka przemysłowa a strategia korporacji - str.
447
Tworzenie
skutecznej strategii korporacji należy rozpocząć od rozpoznania wyróżniających
zdolności firmy. Jeżeli jednak strategia życzeniowa i naśladownictwo stanowią
pospolite błędy popełniane przez firmy, to są one nie mniej pospolitymi błędami
rządów.
W rozdziale 1 opisałem, w jaki
sposób mocarstwa europejskie popierały krajowych producentów komputerów: ICL w W. Brytanii, Siemensa-Nixdorfa w Niemczech, a przede
wszystkim Groupe Bull we Francji. Naśladowanie IBM
nie wystarczy do tego, by być podobnym do IBM, a pragnienie posiadania
krajowego zwycięzcy nie wystarczy do zagwarantowania powodzenia przedsięwzięciu.
Dokumentem, najwyraźniej prezentującym strategię życzeniową, jest raport
Rydera, opracowany dla rządu brytyjskiego po finansowym załamaniu się British Leyland w 1975 r. Wychodząc z założenia, że sprawą
zasadniczą dla W. Brytanii jest dysponowanie masowym producentem samochodów, w
raporcie przedstawiono plany dotyczące sprzedaży, przychodów i potrzebnych do
tego inwestycji. Żadne z tych danych nie miały najmniejszego związku z
rzeczywistością ani w ujęciu perspektywicznym, ani w retrospektywnym.
Pragnienie osiągnięcia jakiegoś celu nie wystarczy.
Są dwa rodzaje niepowodzenia
strategii życzeniowej. Do pierwszego należy zaliczyć beznadziejne aspiracje
Groupe Bull, do drugiego - pyrrusowe zwycięstwo firmy
Saatchi & Saatchi,
która osiągnęła cel, ale za zbyt wysoką cenę. Strategia Leylanda
stanowi przykład pierwszego rodzaju, istnieje zaś mnóstwo przykładów drugiego -
zwłaszcza we Francji, gdzie powstały wspaniałe, lecz nieekonomiczne
przedsięwzięcia w transporcie, energetyce i niemal każdej gałęzi przemysłu, w
której rząd odgrywał rolę centralną.
Naśladownictwo strategii nie
zapewnia firmie przewagi konkurencyjnej. Strategia taka zawodzi w części
dlatego, że trudno odróżnić to, co jest istotne, od tego, co uboczne w
powodzeniu firmy czy firm, które się chce naśladować. W części zawodzi ze
względu na problem sprawnego rynku. Jeżeli każdy może prowadzić daną
działalność, to przestaje to zapewniać komukolwiek przewagę konkurencyjną lub
zysk*
(* Na temat przewagi
konkurencyjnej - zaraz powstaje pytanie „nad kim?”- po części chyba można się
zgodzić. Natomiast z tym zyskiem, to Autor, wg mnie wyraźnie przesadził, albo
jego słów nie wolno traktować dosłownie. Z.U.).
Naśladowanie strategii zawodzi z tych samych powodów w przypadku kraju. Byłoby
nierozsądne nieuwzględnianie doświadczeń innych krajów. Jednakże równie
nierozsądna jest wiara, że można powtórzyć osiągnięcia Japonii, czy innego
kraju, korzystając ze zbioru japońskich metod postępowania... Korzystanie z
cudzego doświadczenia musi być procesem bardziej wyrafinowanym.
Wynika stąd, że zarówno w przypadku
krajów jak i firm można osiągnąć sukces ekonomiczny nie dzięki robieniu tego,
co inni robią dobrze, lecz tego, czego inni w ogóle nie mogą robić lub nie mogą
robić równie dobrze *
(* Zaraz powstaje pytanie: „co
to jest sukces ekonomiczny?”. Czy to koniecznie musi być dorównanie
najlepszemu, którego staramy się w czymś tam naśladować, czy też tylko
zadowolenie się swoim własnym skromniejszym celem, korzystając przy tym z
odpowiadających nam a dostępnych do zapoznania wzorców postępowania
najlepszego? Mam nadzieję, że odpowiedź na to pytanie, daje nam większą szansę
optymistycznego a zarazem realnego patrzenia w przyszłość, niż stresująca a
zarazem mało realna dla większości firm, koncepcja przewagi konkurencyjnej -
znowu pytanie: nad kim? - i czy w ogóle warto, zamiast zwyczajnie „dogadać” się
z firmami będącymi w podobnej sytuacji? Z.U.).
..................................................................................................................
Część VII PRZYSZŁOŚĆ STRATEGII - str. 451
Przedmiotem strategii konkurencji
jest zarządzanie stosunkami między firmą a jej otoczeniem – klientami,
dostawcami, konkurentami oraz rządami krajów, w których prowadzi działalność. Oczywiście
zarządzanie obejmuje znacznie więcej niż tylko strategie. Jednakże rzadko kiedy
firma może osiągnąć powodzenie bez skutecznej strategii, a tworzenie strategii
zazwyczaj jest najbardziej dostrzegalnym rodzajem działalności kierownictwa
i głównym przedmiotem zainteresowań menedżerów najwyższego szczebla.
Specjaliści z tej dziedziny zaliczają się do najbardziej szanowanych, a także
najlepiej opłacanych, doradców gospodarczych.
Jak pan Jourdain w sztuce Moliera, który przekonał
się, że cale życie mówił prozą , nic o tym nie wiedząc , skuteczni menedżerowie
opracowywali i wdrażali strategie na długo przed tym, gdy strategia stała się przedmiotem opracowań naukowych,
nauczania i publicznej dyskusji.
…
(…) Informatyka stwarzała wówczas
zupełnie nowe możliwości zbierania i przetwarzania danych. Wydawało się, że da
się zastosować metodologie nauk ścisłych do nauk społecznych i rzeczywiście
podjęto próbę takich zastosowań.
Przez pewien czas niektórzy ludzie uważali, że badania operacyjne i planowanie
strategiczne przekształca zarządzanie w
przedmiot taki, jak fizyka jądrowa lub elektrotechnika… Te nadzieje dawno się
już rozwiały – lub przynajmniej uległy poważnemu ograniczeniu – jednakże
zapoczątkowany przez nie racjonalistyczny sposób podejścia do zagadnień
strategii nadal dominował w tej dyscyplinie przez ostatnie trzydzieści lat.
Na racjonalistyczny punkt widzenia duży wpływ wywarła analogia militarna…
…
(…) Jednakże większość menedżerów wysokiego szczebla jednocześnie krytycznie
odnosi się do racjonalistycznego sposobu postępowania. Wyczuwają oni, że
racjonalizm nie docenia znaczenia ludzi, że nie przypisuje dostatecznej
wagi sprawom wdrożeń. Uważają, że potrzebne są nowe, bardziej behawioralne
metody. Jednakże w niewielkim stopniu panuje zgoda co do tego, jakie te metody
powinny czy mogłyby być.
21 Krótka historia strategii przedsiębiorstw - str.
454
Wiele
napisano o tym, z jakich strategii powinny korzystać firmy dążące do
osiągnięcia powodzenia. W rozdziale 21 zamierzam opisać ewolucję myśli na temat
strategii przedsiębiorstw w ciągu ostatnich trzydziestu lat, w okresie, gdy
traktowano ją jako odrębny przedmiot badań, oraz związki tej myśli z analizą
prezentowaną w tej książce. Rozpoczynam od poglądów przedstawianych w latach
sześćdziesiątych, kiedy strategię w dużym stopniu utożsamiano z planowaniem
działalności korporacji. W latach siedemdziesiątych zwracano uwagę przede
wszystkim na dywersyfikację oraz planowanie portfeli, w latach osiemdziesiątych
skupiono się natomiast bardziej na działalności podstawowej oraz poświęcono
więcej uwagi ludziom, a w mniejszym stopniu zajmowano się analitycznymi
sposobami zarządzania. Przedstawiam zarys tradycyjnego, dziś niemodnego, lecz
niemniej nadal dominującego racjonalistycznego sposobu myślenia o strategii –
„obserwuj otoczenie, formułuj strategię, następnie zapewnij jej realizację”.
Odnotowuję też podstawowe krytyczne uwagi kierowane pod adresem takiego
postępowania. Powszechnie dziś się uważa, że jest łatwo formułować strategię,
jednakże istotne problemy wiążą się z jej wdrażaniem; że konwencjonalny,
normatywny sposób traktowania strategii pomija zagadnienie, w jakim stopniu
strategia w rzeczywistym przedsiębiorstwie ma charakter wynikowy, a w jakim
jest zależna od przyjętych z góry ustaleń.
Wskazuję, że jest to uzasadniona
krytyka tradycyjnych sposobów traktowania strategii; jednakże same te sposoby
wynikają z niezrozumienia istoty strategii przedsiębiorstwa. Krytyka taka jest
słuszna w przypadku życzeniowego traktowania strategii, akcentującego przywództwo,
wizję i misję. Jeżeli to jest strategią, to nic dziwnego, że jej formułowanie
jest łatwe, a wdrażanie trudne; nic też dziwnego, że taka „strategia” wywiera
niewielki wpływ na to, co przedsiębiorstwo rzeczywiście robi. Strategia nie
jest jednak opisem aspiracji korporacji, lecz wynika z wyróżniających zdolności
konkretnej firmy. Gdy strategia w tym znaczeniu jest „wynikowa”, to różnica
między jej formułowaniem a wdrażaniem w znacznym stopniu zanika.
W ogólniejszy sposób omawiam też
istotę badań nad koncepcją w dziedzinie strategii i wykazuję, że to brak
możliwości wprowadzenia dostatecznych rozróżnień między taksonomią, logiką
dedukcyjną i obserwacją empiryczną jest przyczyną niewielkiego postępu w
tworzeniu organizacyjnych ram badań zachowań przedsiębiorstw.
General
Electric - str. 455
Gdyby
trzeba było przedstawić ewolucję strategii przedsiębiorstwa na Zachodzie na
podstawie historii jednego tylko przedsiębiorstwa, to przedsiębiorstwem tym
byłby General Electric Company of the United States (GE). W ciągu ostatnich czterdziestu lat GE
przewodził w dziedzinie strategicznego zarządzania, a zarazem korzystał ze
wszystkich poważniejszych jej osiągnięć teoretycznych.
Koncern GE powstał dzięki geniuszowi
Thomasa Edisona, który przekształcił energię elektryczną w towar. Do 1900 r.
firma zajmowała się wszelkimi rodzajami działalności związanymi z
elektrycznością. W ciągu pierwszej połowy XX w. wprowadziła wyróżniającą się
gamę innowacji technologicznych i nowych wyrobów, które doprowadziły do o0pracowania
ogólnokrajowego systemu nadawania audycji radiowych i telewizyjnych,
zastosowania energii jądrowej do celów pokojowych oraz stworzenia rynku na
elektryczne urządzenia gospodarstwa domowego. Dziś firma jest mocno
zdywersyfikowanym konglomeratem. Najważniejszą dziedziną jej
działalności jest produkcja silników elektrycznych, ale jest też dużym bankiem,
firmą świadczącą usługi finansowe i właścicielem jednej z głównych
amerykańskich sieci telewizyjnych - NBC.
W latach pięćdziesiątych i
sześćdziesiątych GE był zwolennikiem decentralizacji prowadzącej do zwiększenia
roli poszczególnych jednostek operacyjnych. Wydziały, podstawowe jednostki tego
zdecentralizowanego systemu zarządzania, miały być „takiej wielkości, by
człowiek mógł je objąć ramionami”... Zasady ogólnego zarządzania zostały z
nabożeństwem zamieszczone w słynnych „błękitnych księgach” firmy.
Pod koniec lat sześćdziesiątych
dostrzeżono pewne słabości tego systemu. W szczególności planistyczne funkcje
centrali korporacji były niedostatecznie powiązane z działalnością jednostek
operacyjnych; możliwości skutecznego analizowania przez centralę ich planów
były bardzo ograniczone, a w podejmowanych próbach zwiększenia przez szefa
każdego z wydziałów jego własnego imperium dostrzeżono przyczynę nierentownego
wzrostu korporacji jako całości. W ślad za raportem, opracowanym przez firmę
doradczą Mc Kinsey w 1969 r., GE stworzył
„strategiczne jednostki gospodarcze”. Mniejsza liczba jednostek operacyjnych
miała teraz ponosić odpowiedzialność za własne plany strategiczne.
Funkcją centrali miało być teraz
planowanie portfela - podział zasobów między strategiczne jednostki
gospodarcze. Nowa grupa konsultantów opracowała „ekran GE”, macierz, w której
zestawiono jednostki według udziału w rynku i perspektyw jego rozwoju. GE stało
się jednym z pierwszych zdywersyfikowanych przedsiębiorstw, które nie tylko
kupowało firmy, ale także się ich pozbywało, chociaż zakup nowych firm stanowił
również zasadniczą część procesu planowania portfela. Strategiczne planowanie
było podstawowym zadaniem każdej z czterdziestu trzech jednostek gospodarczych.
Rzeczywiście nadszedł wielki dzień dla strategicznego planisty i strategicznego
doradcy.
Nadal jednak centrala korporacji GE
miała ograniczone możliwości nadzorowania czterdziestu trzech strategicznych
jednostek gospodarczych. Nie było też jasne, gdzie w organizacji należało
szukać poważnych nowych możliwości działania. W 1977 r. utworzono zatem ze
strategicznych jednostek gospodarczych sześć sektorów. Centrala miała w
większym stopniu przejąć odpowiedzialność za planowanie w korporacji.
Zlikwidowano pośrednie szczeble personelu planistycznego i określono „areny”
rozwoju działalności. W związku z silną konkurencją japońską szczególny nacisk
położono na arenę międzynarodową.
Według Jacka Welcha,
który został szefem korporacji w 1981 r., centralną rolę w strategii miała
odgrywać wizja. „Skuteczni przywódcy gospodarczy tworzą wizję, formułują ją,
uznają za swoją i nieustępliwie dążą do jej urzeczywistnienia” [Welch,
cyt. w Tichy, Charan, 1989, s.113]. Własna wizja Welcha obejmowała dwa podstawowe elementy:
1. „Zachowajmy tylko takie jednostki,
które zajmują pierwsze lub drugie miejsce na swoich światowych rynkach”.
2. „Oprócz wykorzystania siły,
zasobów i zasięgu wielkiego przedsiębiorstwa... angażujemy się w rozwijanie
wrażliwości, smukłości, prostoty i ruchliwości cechujących małe firmy”.
Dążąc do osiągnięcia tych celów GE
przekształcił portfel korporacji. „Zaczęliśmy od 411 000 pracowników. Zatrudniliśmy
dalszych 111 500. W wyniku zbywania jednostek pozbyliśmy się 122 700
pracowników. Doprowadziliśmy do restrukturyzacji lub zmniejszenia zatrudnienia,
by zwiększyć sprawność, zredukowaliśmy około 123 450 pracowników. Ogromnie
wielu przybyło oraz ubyło”.
Jednakże w 1988 r. Welch uznał, że
giełda papierów wartościowych niedostatecznie docenia efektywność
przedsiębiorstwa. „Nie wiemy, co jest tego przyczyną, ale przychodzi nam na
myśl, że być może tempo i różnorodność naszej działalności mogą się wydawać
niedostatecznie ukierunkowane komuś, kto na to patrzy z zewnątrz” [Roczne
sprawozdanie GE za 1988 r.]. Firma zaczęła skupywać własne akcje, ale z punktu widzenia
strategii ważniejsza była nowa inicjatywa Welcha:
„praca na zewnątrz firmy w GE”. ... „W firmie pozbawionej granic dostawcy nie
znajdują się na zewnątrz niej. Przyciągamy ich, by stali się zaufanymi
partnerami w naszym procesie gospodarczym... W przedsiębiorstwie bez granic
wewnętrzne funkcje zaczynają się zacierać” [Roczne sprawozdanie GE za 1990
r.]. W
kwiecistych metaforach i sloganach można dostrzec świadomość znaczenia
relatywnych kontaktów dla elastyczności reakcji i rozwoju wiedzy
organizacyjnej.
Głównym wątkom rozwoju GE - cyklom
centralizacji i decentralizacji, zmieniającej się roli centralnej korporacji,
stałemu przechodzeniu od „twardych”, ilościowych koncepcji planowania do
swobodniejszych, opartych na organizacji - dokładnie odpowiadają koncepcje
prezentowane w literaturze poświęconej strategii przedsiębiorstw. Czy
doprowadziło to do większej skuteczności firmy?
Efektywność GE można rozpatrywać z
dwóch punktów widzenia. W długim okresie ceny akcji GE ściśle odpowiadają
notowaniom indeksu Standard & Poor, z tym że ogólnie biorąc wykazują
niewielką nadwyżkę. Jako koncern zarządzający zdywersyfikowanym portfelem
amerykańskich przedsiębiorstw GE wyprzedza rynek, a menedżerowie GE uzyskali
wyniki lepsze od przeciętnego funduszu powierniczego.
Istnieje też inny pogląd. Produkcja
komputerów i elektroniki konsumpcyjnej należała do najbardziej rozwojowych i
interesujących obszarów działania w ostatnim pięćdziesięcioleciu, ale GE,
niegdyś dominujący na amerykańskich rynkach wszelkiego rodzaju urządzeń
elektrycznych, zawiódł w obu tych dziedzinach. Być może firma nie miała odpowiednich
wyróżniających zdolności; albo też, mimo niewątpliwych umiejętności i
pomysłowości menedżerów oraz dobrze opracowanych systemów zarządzania, GE nie
zdołała w pełni ich dostrzec i wykorzystać.
„Gdy odwiedzają nas japońscy menedżerowie, nie
proszą o pokazanie im naszych ośrodków badawczych czy urządzeń produkcyjnych.
Jedyne, co chcą poznać, to nasze systemy zarządzania” (Anonimowy menedżer GE,
cyt. HBS, 1981.)
Szkoła racjonalistyczna: ocena otoczenia - str.
459
Ilość informacji,
które przedsiębiorstwo może zebrać o swoim otoczeniu i o sobie, jest
oszałamiająca. Pierwszym problemem w opisowej fazie formułowania strategii jest
określenie sposobu uporządkowania tej masy danych. Najwcześniejsze procesy
formułowania strategii ściśle się wiązały z planowaniem w korporacji.
Takie sformalizowane procedury
planowania w typowym przypadku wyrastały z planowania finansowego, stanowiącego
w większości firm jeden z kluczowych instrumentów kontrolnych. Zazwyczaj plan
finansowy obejmuje przychody i wydatki, wpływy i nakłady pieniężne,
zapotrzebowanie na robociznę i materiały.
Na tej podstawie tworzone są prognozy na przyszłość. W najwcześniejszych
okresach planowania robiono to za pomocą prostej ekstrapolacji. Następnie
opracowano bardziej wymyślne procedury planistyczne, by uwzględnić
przewidywania firmy dotyczące wzrostu gospodarczego, prawdopodobnego rozwoju
jej rynków, jej własne plany i zamierzenia. Modele planowania strategicznego
przedstawili Brandenburg i Gilmore [1962] oraz
Anthony [1965].
Każda dobrze zarządzana firma musi
realizować jakiś proces planowania tego typu. Wiele ważnych zasobów korporacji
– pracowników, budynków, środków finansowych – nie można na bieżąco zwiększać
lub zmniejszać odpowiednio do ewolucji sytuacji na rynkach, ale trzeba je
przewidywać, określać i negocjować z wieloletnim wyprzedzenie. Firmie potrzebne
są prognozy dotyczące tych potrzeb, a takie prognozy są niezbędnym elementem
decyzji kierowniczych; stosowane procedury opisuje Argenti
[1965], [1968], [1980]. Jednakże planowanie nie jest strategią, a firmy, które
sądziły, że dzięki opisaniu przyszłości - często bardzo szczegółowemu - uda się
im osiągnąć założone cele, często stwierdzały, że wyniki ich kolejnych rund
planistycznych przynosiły rozczarowanie. Starannie opracowane plany korporacji
pokrywa kurz na półkach w pokojach menedżerów, którzy i tak by podejmowali
decyzje, gdyby te plany w ogóle nie istniały. Pojawiają się teraz coraz
bardziej krytyczne oceny: Brown i in. [1969], Ansoff
[1970], Lorange [1979], Amstrong
[1982].
Szczytowy okres takiego planowania w
przedsiębiorstwach - lata sześćdziesiąte
– był jednocześnie okresem, w którym podobne procedury były stosowane przez
rządy wielu krajów. Powszechnie podziwiano francuski system planowania. Wielka
Brytania podjęła opracowywanie planu w skali całej gospodarki, a każdy z mniej
rozwiniętych krajów, który właśnie uzyskał niepodległość, traktował planowanie
gospodarcze jako klucz dla przyszłego rozwoju. Wyniki na ogół były równie niezadowalające
dla państw, jak i dla korporacji.
Planowanie wychodzi poza
prognozowanie i zaczyna stanowić podstawę wyborów strategicznych, gdy
uwzględnia rozmaite możliwe wyniki. Jedną z przemyślanych metod jest planowanie
za pomocą scenariuszy (Mc Nulty [1977], Grant i King
[1979], Zentner [1982], Wack
[1985]). Jest to metoda stosowana powszechnie, a kojarzona zwłaszcza z firmą
Shell (Beck [1981], de Geus [1988]). Firma zachęca
swoich planistów do swobodnych spekulacji na temat rozmaitych, wewnętrznie
spójnych koncepcji dotyczących przyszłości przedsiębiorstwa w ramach gospodarki
światowej. W przypadku Shella i innych korporacji, które stosują podobne, ale
często mniej sformalizowane metody, scenariusze są sposobem
porządkowania informacji o otoczeniu, z którym firmy mają do czynienia, i
formułowania strategicznych możliwości.
Opracowywanie modelu dotyczącego
środowiska gospodarczego służy zarówno do prognozowania przyszłości
przedsiębiorstwa, jak i oceny wpływu ewentualnych czynników zewnętrznych i
wewnętrznych (Lyles [1981]). Takie modele symulujące
cały system mogą opisywać jednostkę operacyjną, firmę czy nawet całą gospodarkę
(duże modele makroekonomiczne). Celem tych modeli jest opisywanie złożonego
zbioru wzajemnych oddziaływań i sprzężeń zwrotnych, których nie można zbadać
intuicyjnie lub za pomocą modeli analitycznych (szerzej omawianych w dalszej
części rozdziału).
Opracowywanie modeli rozpoczęto w
latach sześćdziesiątych, a upowszechniło się, gdy bazy danych, arkusze
kalkulacyjne, specjalistyczne metody modelowania i powszechna dostępność
komputerów umożliwiły każdemu menedżerowi tworzenie własnych modeli. Modele te
nie są jednak niczym więcej niż sposobem gromadzenia danych i ich analizowaniu
w celu podjęcia decyzji strategicznych. Nie można polegać na modelach
dotyczących prognozowania, a nawet duże ekonometryczne modele prognostyczne,
których wyniki są powszechnie wykorzystywane, chociaż spotykają się z szeroką
krytyką, są w istocie systemami służącymi do przetwarzania informacji i
wydawaniu sądów, a nie odzwierciedleniem rzeczywistej gospodarki.
Optymizm z lat sześćdziesiątych -
wiara w to, że zarządzanie stanowi proces, który kiedyś da się dostatecznie
precyzyjnie zdefiniować, tak aby można go było powierzyć komputerowi - obecnie
gwałtownie się zmniejszył. Jednakże nadal jeszcze panuje powszechny brak
zrozumienia roli, jaką w przedsiębiorstwie może odegrać informatyka w ogóle, a
modelowanie w szczególności. Świat przedsiębiorstwa jest zbyt skomplikowany,
aby kiedykolwiek dało się go zadawalająco opisać za pomocą jakiegokolwiek
modelu. To banalne i oczywiste stwierdzenie wywołuje dwie skrajne, jednakowo
błędne, reakcje.
Prostszą z nich jest odrzucenie w
ogóle modelu analitycznego. Jednakże intuicyjne reakcje i sądy nie zawsze są
trafne, a czy są trafne, czy błędne, zawsze wynikają z jakiegoś domniemanego
modelu. W typowym przypadku taki model lub teoria opiera się na poprzednim
doświadczeniu w analogicznej sytuacji... Zaletą modelu - wykorzystującego
proces rozumowania dedukcyjnego - jest to, że ujawnia ten proces, określa
założenia, na jakich został oparty, oraz te cechy rzeczywistości, od których
wyniki mogą zależeć.
Alternatywnym i bardziej subtelnym
błędem jest kolejne komplikowanie modelu do uchwycenia większego fragmentu
złożonej rzeczywistości. Słabość takiego sposobu postępowania polega na tym, że
poza pewnym punktem, do którego się szybko dochodzi, dodatkowa wartość
poznawcza modelu jest niewielka, podczas gdy koszt w kategoriach rzeczywistego
celu - pełniejszego uwzględnienia analitycznej struktury odpowiedniej
zależności - jest duży. Model, który
wymaga wielu godzin pracy komputera, a który ani nie prognozuje rzeczywistości
w sposób uznawany przez użytkowników za wiarygodny, ani nie opisuje
zrozumiałego zbioru zależności, nie jest do niczego przydatny.
Przez wielu menedżerów takie
sformalizowane sposoby analizowania otoczenia zostały uznane za nieodpowiednie.
Niektórzy po prostu przestraszyli się technicznej strony takich modeli, inni
wyczuli ich ograniczenia. Plany korporacji sprawiały wrażenie dokumentów
pozbawionych związku z bieżącymi decyzjami operacyjnymi; scenariusze uznawano
za wymysł podejrzanych intelektualistów, modele za zabawki maniaków
komputerowych. Potrzebne były w większym stopniu jakościowe sposoby
porządkowania odpowiednich danych. Wiele takich technik dostarczyli
konsultanci.
Przykładami takich narzędzi są: macierz planowania portfela… oraz cykl życia
wyrobu… Umożliwiają one menedżerom
zaliczenie swoich przedsiębiorstw do kategorii dojnych krów, piesków czy gwiazd
i rozróżniania fazy rozwoju, dojrzałości i schyłku. Są to modele porządkowania
informacji ułatwiające porównania miedzy różnymi dziedzinami działalności w
portfelu korporacji lub różnymi wyrobami w portfelu wyrobów przedsiębiorstwa.
Planowanie portfeli i wykorzystywanie cyklu życia wyrobu są metodami organizowania informacji o rynkach i popycie.
Inne narzędzia odnoszą się do produkcji i podaży. System gospodarczy McKinsey, rozwinięty później jako łańcuch wartości Portera…
jest sposobem opisywania kolejnych faz procesu produkcyjnego i analizowania
wyznaczników kosztów w układzie odniesienia, służącym raczej do wspierania
decyzji gospodarczych niż do księgowego naliczania kosztów.
Planiści korporacji z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych bardzo wiele
uwagi poświęcali takim zagadnieniom, jak rynek i otoczenie makroekonomiczne,
portfel wyrobów i cykl życia produktu. Wykazywali skłonność do pomniejszania
wpływu konkurentów i zachowań konkurencyjnych na wyniki firmy.
„Pięć sił” przedstawionych przez
Portera… - konkurencja, wejścia, substytucja, dostawcy i klienci – jest jednym
z bardziej wszechstronnych wykazów czynników otoczenia (Porter, 1981).
Szkoła
racjonalistyczna: formułowanie strategii - str. 465
Po
dokonaniu analizy otoczenia i własnej pozycji konkurencyjnej firma musi
przystąpić do formułowania swojej strategii. Szkoła racjonalistyczna za
kluczowy element formułowania strategii uważa definiowanie celów firmy. Pogląd
ten, który wiele zawdzięcza utrzymującemu się wpływowi Duckera1 na
teorię zarządzania, sam w sobie nie jest sporny, ale z definiowaniem celów
wiążą się poważne trudności
(1 P.F. Drucker jest od ponad pięćdziesięciu lat jednym z najbardziej
twórczych autorów w dziedzinie zarządzania).
Firma musi określić zarówno cele korporacji – czym powinniśmy się zajmować? –
jak i cele poszczególnych jednostek operacyjnych – jaką pozycje firma powinna
zając w odniesieniu do swoich konkurentów na wybranych przez siebie rynkach.
Można wyróżnić dwie odrębne fazy
historyczne w ewolucji myśli na temat strategii korporacji. Do początku lat
osiemdziesiątych głównym celem strategii korporacji było tworzenie
zdywersyfikowanego portfela dziedzin działalności. Taki portfel mógł być
wynikiem dywersyfikacji w dziedzinach pokrewnych – motywowanej przez synergizmy dawnych i nowych dziedzin – oraz dywersyfikacji
w dziedzinach niezależnych – wspomaganej za pomocą metod planowania portfeli.
Na początku lat osiemdziesiątych nagromadziło się wiele dowodów na to, że
dywersyfikacja niezależna w niewielkim stopniu tworzyła wartość dodaną…
Poglądy uległy zmianie. W latach
osiemdziesiątych występowała tendencja do skupiania się na podstawowej
działalności… Dyskusja nad strategią
korporacji koncentrowała się wówczas na tym, czym jest podstawowa działalność.
Czy firma komputerowa jest przedsiębiorstwem przemysłu przetwórczego, czy
dostawcą systemów informatycznych przydatnych w zarządzaniu?
W formułowaniu strategii konkurencji
krzywa doświadczenia spopularyzowana przez Boston Consulting Group... W jakości dostrzeżono kluczowy czynnik
powodzenia Japończyków. (…) w drugiej połowie lat osiemdziesiątych skupiono
uwagę na „totalnym zarządzaniu jakością”.
Koncepcje pochodzące z lat osiemdziesiątych sprzyjały prostemu, wyraźnemu określaniu
celów w kategoriach wizji korporacji… lub definiowaniu „zamiarów
strategicznych”… Dziś dyskusja na temat
istoty misji korporacji stanowi często punkt wyjścia do przyjęcia określonej
strategii.
(...)
W latach dziewięćdziesiątych
najnowsze osiągnięcia w dziedzinie strategii racjonalistycznej obejmowały formułowanie celów
przedsiębiorstwa, często zawarte w „stwierdzeniu o misji”, łączące strategiczne
cele korporacji – jakiego rodzaju działalnością się zajmujemy – z celami
strategii konkurencji wyrażanymi w kategoriach planowania udziału w rynku,
jakości wyrobów i zasięgu geograficznego. Nic dziwnego, że uwaga zaczęła się
przesuwać z formułowania strategii na zagadnienia jej wdrażania.
Naśladownictwo
strategii - str. 471
Istnieje
mechanizm formułowania strategii, który wydaje się łatwiejszy od dokonania
wyboru spośród wykazu podstawowych rodzajów strategii na podstawie poprawnie
przeprowadzonej oceny otoczenia gospodarczego. Polega on na spojrzeniu na to,
co robią inne firmy i na naśladowaniu tego. W sposób bardziej elegancki określa
się to jako „korzystanie z najlepszych wzorów”.
Jednakże naśladownictwo strategii z
konieczności prowadzi do wystąpienia zasadniczych problemów. (...) Ktoś pragnie
być wielkim skrzypkiem. Idzie więc na koncert i widzi, że wielki skrzypek
ubrany we frak, trzymając kosztowny instrument, przeciąga smyczkiem po
strunach. Wkłada więc na siebie frak, kupuje drogie skrzypce i przeciąga
smyczkiem po ich strunach. Jednakże czynniki, które umożliwiają wspaniałą grę wielkiemu
skrzypkowi, nie są tymi, które są najbardziej oczywiste dla przypadkowego
obserwatora.
(...)
Szkoła racjonalistyczna: wdrażanie strategii - str.
472
Ustalenia
Chandlera dotyczyły bezpośrednio wdrożeń. Dowodził on, że struktura jest
konsekwencją strategii.
Chandler zwracał szczególnie uwagę
na powstanie wielozakładowych form organizacji w odpowiedzi na rosnącą
złożoność i różnorodność wielkich korporacji, prowadzących działalność w
rozmaitych kierunkach. Tradycyjne firmy przeprowadzały decentralizację
funkcjonalną, tworząc działy księgowości, grupy marketingowe i inne jednostki
specjalistów. Firma wielozakładowa przeprowadzała decentralizację według
rodzajów działalności gospodarczej, tak że każda z jednostek operacyjnych miała
własną księgowość i swoich specjalistów marketingu.
(...) Dywersyfikacja z lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych skłoniła wiele dalszych przedsiębiorstw do
stosowania struktur wielozakładowych. W latach osiemdziesiątych bardzo wyraźnie
ujawniła się tendencja do decentralizacji, przy ograniczaniu wpływu centrali
korporacji do minimum, aż do roli biernego właściciela udziałów w jednostkach
operacyjnych.
(...) Według tych poglądów proces
tworzenia strategii nie przebiega już w sposób jednoznaczny; od oceny otoczenia,
poprzez formułowanie strategii, do procesu jej wdrażania. Jeżeli zależności
przyczynowo-skutkowe między strategią i strukturą przebiegają w obydwu
kierunkach, to równie dobrze można określić strategię przez zdefiniowanie
struktury, jak i wybierać strukturę, która odpowiadałaby strategii... W tym
momencie racjonalistyczny pogląd, traktujący strategię jako opracowywaną dla
organizacji, ustępuje miejsca takiemu traktowaniu strategii, w którym uważa się
ją za pochodną organizacji.
Krytycy racjonalizmu - str. 476
Powszechnie
występuje niezadowolenie z teorii szkoły racjonalistycznej. Racjonalizm jest w
odwrocie, ale nie został pokonany, przede wszystkim ze względu na brak równie
wyraźnie sformułowanych alternatywnych ram odniesienia.
Jednym z przejawów niezadowolenia
jest często wyrażany pogląd: „Łatwo jest formułować strategię, ale jej
wdrożenie jest trudne”. Takie stwierdzenia mówią wiele o słabości sposobów
opracowywania racjonalistycznej strategii. Wynikające z nich rozróżnianie
opracowania strategii i jej wdrażania jest nieporozumieniem, jak na to wskazuje
analogia wojskowa. Czy klęska Napoleona w Rosji była wynikiem zawodnej
strategii, czy zawodnego jej wdrażania? Pytanie to właściwie nie ma sensu, bo
dla wprawnego stratega formułowanie i wdrażanie strategii są nierozłączne.
Jeżeli jednak strategia nie jest niczym innym niż wizją, określeniem misji lub
wyrazem aspiracji - a często jest tym właśnie - to trudno się dziwić, że łatwe
wydaje się formułowanie strategii, ale trudne jej wdrażanie. Równie dobrze
można by powiedzieć, że Saddam Hussein miał świetną
strategię - pokonać armię USA w twardej walce i w ten sposób zdobyć wszystkie
zasoby ropy naftowej na Środkowym Wschodzie - jednakże wystąpiły błędy w jej
wdrożeniu... Jeżeli formułowanie strategii
ogranicza się do określenia celów, to wszystkie ważne i interesujące aspekty
strategii przekształca się w problemy jej wdrażania. To jednak wynika z
niezrozumienia istoty strategii, nie zaś z rzeczywistych cech środowiska
gospodarczego.
(...)
Strategia wynikowa - str. 478
Badanie
procesu strategicznego ujawnia dalsze słabości strategii racjonalistycznej.
Często wydaje się, że skuteczne firmy osiągnęły swoją pozycję bez procesu
analizy, formułowania i wdrażania, sugerowanego przez szkołę racjonalistyczną.
W istocie badacze często powołują się na przykład wejścia Hondy na amerykański
rynek motocykli, opisany w rozdziale 1, by właśnie to zilustrować.
Pogląd, że skuteczne strategie są
często oportunistyczne i dostosowawcze, a nie dedukcyjne i planowe, jest równie
stary, jak samo zagadnienie strategii przedsiębiorstwa. Jednym z najlepszych
jego określeń jest przedstawione przez Lindbloma:
„nauka, jak przebrnąć”.
(...)
Istota strategii przedsiębiorstwa - str. 481
Opisana
przeze mnie strategia jako przedmiot badań nie spełnia warunków stawianych
dyscyplinie naukowej, która powinna się charakteryzować powszechnie akceptowaną
strukturą porządkującą i rosnącym zasobem wiedzy empirycznej. W istocie,
komercyjny charakter strategii jako działalności doradczej nie odpowiada takim
warunkom. Zgodnie z tradycją nauki, każdy autor powinien starannie wyjaśniać, w
jaki sposób to, co ma do powiedzenia, wiąże się z tym wszystkim, co miało
miejsce poprzednio; reguły działalności komercyjnej nakazują zaś, aby każdy
konsultant odrzucał „wątpliwe” teorie swoich rywali i by przedstawiał swoje
własne rozwiązanie jako jedynie skuteczne lekarstwo.
Najlepszym i najbardziej znanym przykładem układu odniesienia jest
analiza SWOT4 – silnych stron, słabości, okazji i zagrożeń, z jakimi
firma ma do czynienia. SWOT jest po prostu wykazem. Nie przekazuje nam żadnych
informacji, lecz ułatwia uporządkowanie tych informacji, którymi już
dysponujemy. (...)
Łatwo jest tworzyć wykazy (łatwo, jeśli specjalnie nie przejmujemy
się ich merytoryczną jakością. Przyp. Anonimus), a literatura poświecona strategii
przedsiębiorstwa zawiera ich wiele, nieliczne jednak wytrzymują próbę czasu.
(...)
Model stanowi bardziej wyrafinowany układ odniesienia. Wykracza poza samo
zestawienie poszczególnych pozycji i obejmuje pewne założenia oraz wnioski.
(...)
Układ odniesienia stanowi pomost od osądu, poprzez doświadczenie, do uczenia
się. Uzasadniony układ to taki, który skupia uwagę na tym, co menedżer już zna
lub wyczuwa instynktownie. Menedżer wciąż zdaje sobie sprawę z silnych stron,
słabości, okazji i zagrożeń, z jakimi ma do czynienia. Rozumie, że
współdziałania nie można po prostu założyć lub wymusić, że wymaga ono wsparcia
w postaci wyraźnie określonego systemu zachęt lub przewidywania trwałości związków.
W obu przypadkach skuteczny układ odniesienia porządkuje i rozszerza jego
dotychczasową wiedzę.
Strategia przedsiębiorstwa również wykorzystuje gromadzoną wiedzę empiryczną.
Do tej kategorii zalicza się hipoteza Chandlera, że struktura organizacyjna
jest konsekwencją strategii. (...)
Opracowanie układu odniesienia i zgromadzenie odpowiednich danych empirycznych
są ze sobą związane. Po prostu jest do dyspozycji zbyt wiele informacji o
przedsiębiorstwach, by można je było zinterpretować bez korzystania z jakiejś
porządkującej struktury koncepcyjnej. (...)
...
Jednakże w złożonym świecie do poprawnej interpretacji danych empirycznych
również potrzeba modeli i teorii. Z pewnością błędem byłoby twierdzenie na
podstawie danych PIMS, że zwiększenie udziału w rynku jest niezbędnym lub
wystarczającym warunkiem wzrostu rentowności. (...)
Układy odniesienia, modele i klasyfikacje, w istocie nigdy nie mogą być
normatywne.(...)
Formułowanie strategii na podstawie zasobów i sytuacji - str.
485
Analiza przedstawiona
w tej książce wywodzi się z teorii sytuacyjnej, która dominuje w nauce o
zachowaniach organizacji. Przedstawiona po raz pierwszy w pracach Burnsa i Stalkera (1961) oraz Woodwarda
(1965) teoria sytuacyjna (Steiner [1979], Grinyer
i in. [1986])
opiera się na stwierdzeniu, że nie ma jednej najlepszej formy organizacyjnej i
że powodzenie zależy od dostosowania organizacji do jej otoczenia. Występuje tu
uderzająca zbieżność między socjologicznymi przesłankami teorii sytuacyjnej a
koncepcją sprawnego rynku ekonomisty finansowego; według tej ostatniej nie może
być uniwersalnych recept na sukces, bo gdyby istniały, ich powszechne
zastosowanie obniżyłoby ich przydatność dla wszystkich. Te dwa poglądy prowadzą
do ogólnego wniosku, że jądrem skutecznej strategii jest tworzenie i utrzymanie
wyróżniających zdolności.
Skuteczne dostosowanie struktury
organizacyjnej i otoczenia nie jest samo w sobie źródłem przewagi
konkurencyjnej; jest warunkiem
koniecznym, ale nie wystarczającym. Bankowość wymaga struktury mechanistycznej
– w żaden inny sposób po prostu nie dałoby się zarządzać milionami codziennych
transakcji w zdecentralizowanych warunkach.
Jednakże źródeł przewagi konkurencyjnej w bankowości należy szukać gdzie
indziej – w reputacji i architekturze stosunków kredytowych. Z samej swojej
istoty struktury mechanistyczne są możliwe do odtworzenia, ale nie dotyczy to
pewnych typów struktur organizacyjnych, utożsamianych z architekturą.
Ekonomia umożliwia nam zrozumienie
istoty wyróżniających zdolności, zarazem jednak rozszerza i ogranicza ich
skalę. Rozszerza ją, wprowadzając
czynniki pozabehawioralne, które przyczyniają się do
zdobycia przewagi konkurencyjnej, zwłaszcza przez podkreślenie roli zasobów
strategicznych. Ogranicza ją, skupiając uwagę na cechach organizacji, które są
zarazem możliwe do utrzymania i niemożliwe do odtworzenia.
...
(...) Ekonomika przemysłu opierała się
na ogół na teorii Alfreda Marshalla, w której pierwotną analizowaną jednostką
była „typowa firma”, a kolejne modele konkurujących firm albo się zupełnie nie
różniły miedzy sobą, albo różniły się pod drobnymi w zasadzie względami... To właśnie ten punkt widzenia doprowadził do
odrzucenia przez Ansoffa mikroekonomii jako podstawy
strategii – „teoria mikroekonomiczna nie uwzględnia różnic między zachowaniami
firm... w efekcie tradycyjna teoria mikroekonomii do naszych celów nie jest ani
wystarczająco bogata, ani nie ma dostatecznie dużego zasięgu” (Ansoff, 1969).
Chociaż ta krytyka mikroekonomii obecnie w znacznym stopniu straciła
aktualność, wkład ekonomii do teorii strategii pozostał niewielki.
Spojrzenie w przyszłość – str. 487
Jest jednak jasne, że zaniedbanie oczywistych korzeni strategii,
sięgających socjologii i ekonomii, niekorzystnie się na niej odbiło. Zbyt wiele
tego, co się proponuje jako strategię, opiera się wykazach lub truizmach. Nie
należy ich lekceważyć. Wykazy umożliwiają ustrukturyzowanie
myślenia. Truizmy często są truizmami dlatego, że stanowią niezbędne
powtórzenia ważnych prawd. Jednakże zasługi, jakie można przypisać wiedzy tego
rodzaju, są naprawdę skromne.
Przez wieki wiedza medyczna składała
się głównie z nonsensów. Lekarze stosowali modne leki, niekiedy puszczali krew
pacjentom, niekiedy ich głodzili. Ogólnie biorąc, kuracje były bezużyteczne, niekiedy
przypadkowo korzystne, niekiedy zaś mimowolnie szkodliwe. Stan zdrowia
określano na podstawie nienaukowych klasyfikacji, jak „humory” lub „żywioły”.
Prestiż lekarza zależał bardziej od pozycji społecznej jego pacjentów i od
pewności siebie, z jaką wygłaszał swoje stwierdzenia, niż od dowodów
skuteczności przepisywanych przez niego kuracji.
Analogie są oczywiste, chociaż nie w
pełni ścisłe, a ich przyczyny są również oczywiste. Zarówno medycyna, jak i
zarządzanie zajmują się ważnymi i pilnymi problemami. Chęć odzyskania zdrowia
jest odczuwana tak silnie, że chwilowo zanika zdolność krytycznego spojrzenia.
Znachor, który obiecuje szybką ulgę, zyskuje cieplejsze przyjęcie niż
praktykujący lekarz, który zdaje sobie sprawę z ograniczeń własnej wiedzy;
skoro zaś trudno jest określić skuteczność kuracji, wrażenie to może pozostać
nawet po jej zakończeniu.
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat
zastosowanie metody naukowej w medycynie oraz rozwój i wykorzystanie wiedzy z
dziedziny fizyki, chemii i biologii zwiększyło skuteczność leczenia. Medycyna
nadal jest dyscypliną praktyczną. Doświadczenie i rozsądek dobrego lekarza
odgrywają równie ważną rolę, jak zakres jego wiedzy i jakość wykształcenia.
Osoby bez wykształcenia nadal wyrażają swoje opinie w sprawach medycznych, nie
zawsze błędnie. Jednakże niewielu z nas byłoby skłonnych zawierzyć swoje
zdrowie lekarzom bez odpowiedniej wiedzy i wykształcenia lub oświadczających,
że nimi gardzą.
Teorię
zarządzania czeka jeszcze długa droga, zanim osiągnie pozycję naukową zbliżoną
do współczesnej medycyny. W książce tej postawiłem sobie za cel dokonanie paru
niezbyt pewnych kroków na tej drodze.
(Uwagi.
Dodam do tego, że praktyka zarządzania wielu, ale to naprawdę bardzo wielu polskich przedsiębiorstw, bardzo pilnie
potrzebuje użytecznej wiedzy na tematy zarządzania, ale, obawiam się, że zbyt
często nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak daleko jest „do tyłu”, i że
„potrzebuje”. Anonimus).
22 Zakończenie - str. 489
Łatwo można
zrozumieć, dlaczego analogia militarna nadal wywiera tak duży wpływ na myślenie
o strategii przedsiębiorstwa. Któryż chłopiec ( a większość szefów korporacji
to mężczyźni) nie marzył o zniszczeniu przeciwników dzięki swojej nowej
technice lub pomysłowości? Któryż młodzieniec nie utożsamiał się z wielkimi
dowódcami z historii, przebywającymi wśród swoich podkomendnych,
rozmieszczającymi tu dywizje, tam bataliony, zagrzewającymi żołnierzy do walki
kilkoma trafnie dobranymi słowami?
Oczywiście jest coś w analogii
wojskowej, ale wprowadza ona w błąd w podobnym stopniu, w jakim jest przydatna.
Uważam, że jest ona bezpośrednio odpowiedzialna za dwa spośród najczęściej
spotykanych błędów w interpretacji zachowań gospodarczych i efektywności
ekonomicznej. Pierwszym jest niemal powszechne przecenianie znaczenia wielkości
i skali. Współczesna wojna polega na niszczeniu sił przeciwnika. Powodzenie
bezpośrednio zależy od możliwości niszczenia innych i od własnej zdolności
przetrwania. Można stwierdzić, że USA odniosły zwycięstwo w dwóch wojnach
światowych w XX wieku dzięki swoim zasobom ludzkim i materialnym, które były
niemal nieograniczone w porównaniu z tymi, którymi dysponowali ich przeciwnicy.
Ten sam aspekt można dostrzec w klęsce dwóch największych machin wojennych
Europy, stworzonych przez Napoleona oraz przez Hitlera, na niegościnnych
bezkresach Rosji, najgorzej rządzonego kraju Europy.
Przedsiębiorstwo jest czymś zupełnie
innym. Sukces w gospodarce osiąga się dzięki dodawaniu
samemu wartości, a nie zmniejszaniu tej, którą dodają konkurenci; opiera się na
wyróżniającej zdolności, a nie zdolności niszczenia. Wyróżniającą zdolność jest
trudniej, a nie łatwiej, utrzymać w miarę zwiększania rozmiarów
przedsiębiorstwa. Jednakże w opisach dotyczących zarówno przedsiębiorstwa, jak
i państwa, często po prostu zakłada się równoważność wielkości, siły i
efektywności. Szczególnie wyraźnie występuje to w dyskusjach nad kształtem
Europy po 1992 r., gdzie skutki integracji wciąż się opisuje w kategoriach
stosowanych do przymierza wojskowego.
Przenoszenie
koncepcji ze sfery wojskowej na gospodarczą często uważane jest za aż tak
oczywiste, że nie wymagające konkretyzacji. Jednakże jest całkowicie
fałszywe...
Drugim powodem wprowadzania w błąd przez stosowanie analogii militarnej jest
zwracanie nadmiernej uwagi na przywództwo, wizję i determinację... Walka z
przeważającymi siłami niekiedy może być konieczną strategią militarną. Niemal
nigdy nie jest rozsądną strategią konkurencji.
Anglo-amerykańskie
środowiska gospodarcze silnie eksponują rolę szefa przedsiębiorstwa. Osiągnął
on status głównodowodzącego generała. Jego autorytet (w czasie gdy zajmuje on
swoje stanowisko) nie podlega dyskusji. On tworzy wizję organizacji. Jego
podstawowym...
Zjawiskiem ściśle z tym związanym jest skupianie uwagi w środowisku
gospodarczym krajów anglojęzycznych na fuzjach, zakupach przedsiębiorstw, ich
zbywaniu oraz na zarządzaniu portfelem korporacji...
Opisane przeze mnie poglądy są
wynikiem sposobu traktowania, głównie w USA, przedmiotu strategii w ciągu
ostatnich trzydziestu lat. Wynikają także z systemów finansowych w tych
krajach, które zwracają szczególną uwagę na obrót papierami wartościowymi i
dopuszczają do przejmowania przedsiębiorstw wbrew woli kierownictwa oraz do swobodnego
funkcjonowania rynku kontrolnych pakietów akcji korporacji. Jednakże systemy te
nie są w ogóle stosowane w Japonii - jak to często obserwowano, Japończycy
uważają model racjonalistyczny za dziwny. Nie był on też w takim samym stopniu
uznawany na kontynencie europejskim.
Japoński menedżer, który pod koniec lat osiemdziesiątych
zaproponowałby, by zwiększyć wartość dla akcjonariuszy rozbijając korporację i
sprzedając jej aktywa..., byłby traktowany w taki sam sposób jak nowy dziekan
jednego z kolegiów Uniwersytetu Oksfordzkiego, który, stwierdzając, że
historyczne budynki są całkowicie nie przystosowane do potrzeb nowoczesnego
kształcenia, zaproponowałby ich sprzedanie i zainwestowanie uzyskanej sumy w
budowę nowych, funkcjonalnych pomieszczeń. Każdy z
nich byłby uważany za ofiarę nieporozumienia co do zadań i celów organizacji...
Poza światem anglojęzycznym korporację traktuje się w sposób raczej organiczny
niż instrumentalny. Uważa się ją za organizację, która ma indywidualny
charakter, własne cele wewnętrzne i określony dynamizm.
Dychotomia ta znajduje odbicie w
sposobach tworzenia dodanej wartości i jej podziału. Na jednym krańcu znajduje
się gospodarka USA. Przejmowanie dodanej wartości przez akcjonariuszy uważa się za
główny, a może nawet jedyny cel korporacji. Pogląd taki znajduje
odbicie w przepisach prawa, a w praktyce jest narzucany przez groźbę przejęcia
korporacji. W Japonii, w której występuje druga skrajność, menedżerowie traktują
udziałowców jak jedną tylko spośród wielu grup powiązanych z przedsiębiorstwem,
i to bynajmniej nie najważniejszą.
Odagiri, wyjaśniając, dlaczego fuzje i zakupy przedsiębiorstw nie są
ważnym elementem strategii korporacji japońskich, wyraźnie przedstawia te
różnice i ich konsekwencje:
„Menedżerowie japońskich firm w
większości awansują z wewnątrz i w mniejszym stopniu są ograniczani przez ocenę
giełdy papierów wartościowych. Ceni się wzrost korporacji i dąży do niego
przede wszystkim ze względu na to, że umożliwia wykorzystanie i wzbogacenie
zasobów ludzkich i stwarza możliwości awansowe... Oczywiście, do osiągnięcia
tego celu przyczynia się jedynie rozwój wewnętrzny... robotnicy utożsamiają
własne interesy z interesami firmy, którą w efekcie traktuje się jako pewną
społeczność. Każda oferta zakupu firmy będzie więc zapewne uważana za
wtargnięcie... dzięki temu, że stosunki pracownicze są pod wieloma względami
zależne od konkretnej firmy, ich ujednolicenie w skali dwóch różnych firm
zapewne byłoby nie tylko kosztowne, ale prowadziłoby też do niepokojów i sprzeczności
interesów” [Odagiri 1991, s. 106].
Paradoks
zawarty w tym porównaniu polega oczywiście na tym, że odmienne cele japońskich
menedżerów nie działały na niekorzyść osób inwestujących w japońskie papiery
wartościowe.
Z powodów omówionych w rozdziale 12 skupianie uwagi na interesach jedynie
jednej z grup powiązanych z przedsiębiorstwem może nie działać na korzyść nawet
tej grupy, jeżeli przeszkadza w zawieraniu relatywnych kontraktów w obrębie
korporacji. Natomiast w amerykańskich
firmach strategiczne przetargi między poszczególnymi grupami powiązanymi z
przedsiębiorstwami traktowane są jako centralny element wszelkiej działalności
gospodarczej. Takie przetargi nabrały nowego charakteru w latach
osiemdziesiątych, gdy członkowie naczelnego kierownictwa dostrzegli, że wobec
wysokich kosztów ich usunięcia sami mogą dążyć do przejęcia poważnej części
dodanej wartości tworzonej przez firmę.
W tym wszystkim przedsiębiorstwa
europejskie, jak zwykle, zajmują pozycję pośrednią. Brytyjskie rynki finansowe i
systemy zarządzania korporacjami są zbliżone do amerykańskich. Włochy, gdzie znaczną część skutecznej działalności gospodarczej
prowadzi się w mniejszych firmach, w których dominują wpływy właścicieli,
zajmują nieco inną pozycję, Francja i Niemcy stosują zaś „model reński”, opisany przez Michela Alberta, w którym postrzega się firmę w jej
szerszym społecznym kontekście.
Centralną tezą mojej książki jest to, że
przewaga konkurencyjna zazwyczaj oparta jest na stabilności i ciągłości
wzajemnych stosunków. Jest to teza, , którą rozwijałem na wiele rozmaitych sposobów. Na
początku (w rozdziałach 1 i 2) rozpocząłem od przedstawienia poglądu na to, co
oznacza sukces przedsiębiorstwa, i od zaprezentowania firm, które osiągnęły
taki sukces...
Zagadnienia te rozwinąłem w
rozdziałach 4 i 5, wyjaśniających rolę zawierania kontraktów relatywnych i
opisujących, dlaczego sieć takich kontraktów - architektura firmy - często
stanowi podstawę przewagi konkurencyjnej. W rozdziale 9 opisałem, w jaki sposób
w wyniku wykorzystania wyróżniających zdolności na określonych rynkach powstaje
przewaga konkurencyjna. Wynika z tego, że dodana wartość zazwyczaj powstaje na
szczeblu indywidualnych jednostek operacyjnych. W rozdziale 10 przedstawiłem
niezadawalające wyniki fuzji i zakupów przedsiębiorstw, a w rozdziale 11
wyjaśniałem, dlaczego wielkość i skala rzadko kiedy stanowią podstawę możliwej
do utrzymania przewagi konkurencyjnej oraz dlaczego rzadko kiedy osiąga się
korzyści z planowania portfela. W rozdziale 13 rozwinąłem argumenty
przemawiające za tym, że efektywność firmy zależy od tworzenia dodanej wartości
w jednostkach operacyjnych. Manipulacja finansowa w długim
okresie w niczym nie przyczynia się do powodzenia korporacji.
W jaki sposób można pogodzić potrzebę
stabilizacji i ciągłości z równie palącą potrzebą zmiany i elastyczności w
przedsiębiorstwie dnia dzisiejszego? Jeżeli istnieje jeden, podstawowy wniosek
wynikający z sukcesu japońskiego przemysłu przetwórczego, z historii Benettona czy z wielu innych opisów firm przedstawionych w
tej książce, to jest nim to, że stabilność wzajemnych związków i zdolność reagowania na zmiany są
wzajemnie się wzmacniającymi, a nie wzajemnie wykluczającymi się, niezbędnymi
czynnikami. To właśnie w ramach stosunków długoteminowych
, a często jedynie w tych ramach, można zapewnić rozwój wiedzy organizacyjnej,
swobodną wymianę informacji oraz szybkie i elastyczne reagowanie.
Tak więc najważniejszym wyzwaniem dla
europejskich przedsiębiorstw jest utrzymanie i wzmacnianie przewagi
konkurencyjnej wynikającej z architektury. Z
trzech głównych obszarów gospodarczych świata jeden - Ameryka Północna -
stworzył kulturę przemysłową, będącą
w niewielkim stopniu podstawą struktur kontraktów relatywnych. Przewaga
konkurencyjna w USA zazwyczaj ma inne źródła - oparta jest na innowacji, marce
i reputacji oraz na wykorzystaniu zasobów strategicznych. Firmy japońskie i dalekowschodnie przywiązują dużą wagę do tych
źródeł przewagi konkurencyjnej, które określane są jako architektura. Jednakże naciski wywierane na
firmy europejskie powodują, że skłaniają się one do przyjmowania rozwiązań
amerykańskich. Znajduje to
wyraz w nasilającym się tempie fuzji i zakupów firm, w bardziej amerykańskim
sposobie traktowania strategii korporacji i bardziej agresywnym zachowaniu w
środowisku gospodarczym. Środowisko to charakteryzuje się występowaniem
instrumentów ściślejszej kontroli finansowej, bardziej szczegółowym
nadzorowaniem efektywności i zwracaniem mniejszej uwagi na długookresowe
stosunki z podwykonawcami i pracownikami. W polityce państwa, jak i w polityce gospodarczej,
potencjalne straty związane z tymi zjawiskami są znacznie większe od
potencjalnych wynikających z nich korzyści.
O
sukcesie firmy decyduje rozpoznanie i wykorzystanie wyróżniających zdolności.
Trudno byłoby o bardziej wyróżniające zdolności od tych, które cechują Glaxo i Benettona czy Reutera i
BMW. Poszukiwanie podstawowych rodzajów strategii, recept na sukces
przedsiębiorstwa skazane są na klęskę. Nie może być żadnych takich recept, bo
stałyby się one bezwartościowe przez sam fakt ich rozpoznania.
..................................................................................................................
Załącznik
- str. 496
Bibliografia - str.
497
Indeks
firm - str. 517
Indeks
rzeczowy - str.523
==================================================
Wstęp | Literatura | Strona główna