Joseph E. Stiglitz
Andrew Charlton
Fair trade
Szansa dla wszystkich
Dane oryginału: J. E. Stiglitz, Andrew Charlton, Fair trade for
all.
How trade can promote development
Copyright © Oxford University Press 2005
Przekład: Adam Szeworski
Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006
-----------------------------------------------------------------------------------
Cytuję:
- informacje z okładki książki,
- spis treści,
- Słowo
Wstępne,
- Przedmowę.
- Fragmenty z Rozdziału 1. Wprowadzenie. Co się działo dotychczas?
Anonimus
-----------------------------------------------------------------------------------
Z
okładki książki
Jak
pomóc biedniejszym krajom świata, aby rozwijały się poprzez wolny i uczciwy handel
Joseph E.
Stiglitz, laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii (2001 r.) wraz z Andrew
Charltonem, podejmuje jedno z kluczowych wyzwań, wobec których stoją światowi
przywódcy. Autorzy proponują nowy, radykalny i realistyczny, model ułożenia stosunków handlowych między najbogatszymi i najuboższymi krajami.
Przedstawiona przez nich koncepcja zmierza do otwarcia rynków w interesie
wszystkich gospodarek, a nie tylko najpotężniejszych, tak aby handel sprzyjał
rozwojowi i minimalizował koszty procesów dostosowawczych. Książka przeznaczona
jest dla szerokiego kręgu odbiorców, a jej publicystyczny charakter sprawia, że
jest to obowiązkowa lektura dla każdego, kto interesuje się handlem światowym i
rozwojem.
Niektórzy będą krytykować treść i
motywację tej książki. Zapewne istnieje obawa, że przez wykazanie nieuczciwości
reguł globalnego handlu książka ta spowoduje, że rządy i szczególne grupy
interesów w krajach rozwijających się, zamiast zabrać się do trudnych reform
wewnętrznych, winą za swoje problemy będą obarczały czynniki zewnętrzne. Ale podobnie jak w wyniku każdej
analizy, informacje te mogą być niewłaściwie wykorzystane, i dlatego jedyną ochroną
przed tym jest możliwie jasne wyłożenie założeń stanowiących podstawę analizy. Jakkolwiek prawdą jest, że kraje
rozwijające się mogłyby więcej zdziałać same dla siebie i wiele z ich problemów ma
tylko marginalny związek z ograniczeniami dostępu do rynków zagranicznych, nie jest to wytłumaczeniem dla systemu handlu międzynarodowego, który utrudnia życie krajom
rozwijającym się.
Joseph Stiglitz, fragment słowa wstępnego
Joseph
E. Stiglitz
profesor Columbia University w Nowym Jorku. W latach 1995-1997 był
przewodniczącym Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta USA Billa Clintona, a
później Głównym Ekonomistą i
Starszym Wiceprezesem Banku Światowego (1997-2000). Z jego najnowszych
publikacji najbardziej znane są Globalizacja
(2004) i Szalone lata dziewięćdziesiąte (2006) wydane przez Wydawnictwo Naukowe PWN.
Andrew
Charlton
jest pracownikiem naukowym w London School of Economics. Wykłada na Uniwersytecie w Oxfordzie i jest konsultantem Inicjatywy Dialogu Politycznego, Programu Rozwoju ONZ i Ośrodka
Rozwoju OECD.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Spis treści
Słowo wstępne ......... 7
Przedmowa ......... 11
Podziękowania ......... 13
Słowniczek ......... 15
Rozdział 1 Wprowadzenie. Co się działo dotychczas? .........
23
Rozdział 2 Handel może sprzyjać rozwojowi .........
30
Rozdział
3 Potrzebna jest runda
rozwoju ......... 55
Rozdział 4 Co osiągnięto na konferencji w Doha? .........
68
Rozdział
5 Zasadnicze założenia: podstawa
uczciwego porozumienia ......... 76
Rozdział
6 Specjalne traktowanie krajów
rozwijających się ......... 93
Rozdział
7 Priorytety dla rundy
rozwoju ......... 109
Rozdział 8 Jak otwierać rynki? .........
117
Rozdział 9 Priorytety w polityce wewnętrznej .........
133
Rozdział
10 Co nie powinno znajdować się
w programie negocjacji? ......... 140
Rozdział
11 Przystąpienie do systemu
handlowego ......... 153
Rozdział
12 Reformy instytucjonalne .........
160
Rozdział
13 Liberalizacja handlu i koszty
adaptacyjne ......... 164
Załącznik 1.
Empiryczny przegląd problemów dostępności rynków .........
202
Załącznik 2.
Empiryczny przegląd kwestii singapurskich .........
243
Bibliografia ......... 258
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Słowo wstępne
......... 7
Pod koniec
XX weku liberalizacja handlu stała się w rozwiniętych krajach przemysłowych
składnikiem magicznej formuły przywódców politycznych, zarówno na lewicy, jak i
na prawicy. Prezydent Clinton żywił nadzieję, że nowa runda rokowań handlowych,
którą miało zapoczątkować spotkanie Światowej Organizacji Handlu w Seattle w
grudniu 1999 roku, będzie jego końcowym osiągnięciem w dziele pomocy na rzecz
liberalizacji handlu i zwieńczeniem korzyści z utworzenia
Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA) oraz zakończenia Rundy
Urugwajskiej. Być może ta nowa runda przetrwałaby w pamięci potomnych jako
Runda Seattle, lub lepiej – jako Runda Clintona, tak jak poprzednie rundy,
które nazwy swe brały od miast goszczących
(jak np. Runda Torquay z 1952 roku czy Runda
Tokijska z okresu 1973-1979) lub od oficjalnych przedstawicieli kojarzonych z
prowadzonymi rozmowami (Runda Dillona z lat 1960-1961
czy Runda Kennedy’ego z lat 1964-1967).
Jako główny ekonomista Banku
Światowego, martwiłem się bardzo przypadkami braku równowagi w Rundzie
Urugwajskiej i boleśnie odczuwałem fakt, iż runda ta nie spełniła obietnic,
które złożono krajom rozwijającym się. W przemówieniu w Światowej Organizacji
Handlu w Genewie udokumentowałem te dysproporcje i wzywałem do ich poprawy w rundzie rozwoju (Stiglitz,
1999b, c). Na kilka dni przed spotkaniem Światowej Organizacji Handlu w Seattle
przepowiedziałem (w przemówieniu na Uniwersytecie Harvarda), że jeśli nie
postawi się poprawy tych dysproporcji na czoło porządku obrad, kraje
rozwijające się sprzeciwią się jeszcze jednej rundzie rokowań. Jak się okazało,
Seattle było przełomem. Rozruchy i protesty na ulicach w czasie tej konferencji
stały się największą publiczną manifestacją zmiany w debacie o handlu i jego liberalizacji
– i jeszcze więcej znaczącej zmiany w relacji między światem rozwiniętym i
rozwijającym się.
Na przełomie tysiąclecia pojawiło się
nowe rozumienie odpowiedzialności zbiorowej, odczuwanej, gdy chodziło o
wyzwania stojące przed krajami biednymi, a także o uznanie nierówności stworzonych przez poprzednie rundy rokowań
handlowych. Zawansowane kraje przemysłowe odpowiedziały na zajścia w Seattle
szerszym poparciem publicznym dla nowego podejścia do kwestii międzynarodowych.
W listopadzie 2001 roku w Doha (emirat Katar) uzgodniły porządek obrad, który
ich zdaniem odzwierciedlał problemy nurtujące kraje rozwijające się.
Jednakże półtora roku później stało
się jasne, że kraje rozwinięte, ogólnie biorąc, nie dotrzymały obietnic
poczynionych w Doha. Okazało się, że gdyby nawet osiągnięto postęp w sprawach
rolnictwa, to byłby on powolny – upłynęłoby wiele lat, zanim doszłoby do
redukcji subsydiów z powrotem do poziomu z 1994 roku. Niemal aż do spotkania w Cancún we wrześniu 2003 roku Stany Zjednoczone były jedynym
krajem wciąż odmawiającym zgody na porozumienie o dostępności ratujących życie
leków, ale nawet gdy ustąpiły pod naciskiem, okazało się, że domagały się
surowych ograniczeń w ich dostawach. Warunki, jakie wymuszały na krajach rozwijających
się – nawet Australii – w porozumieniach dwustronnych, wskazywały wyraźnie iż
nie miały zamiaru ułatwić tym krajom nabywania po przystępnych cenach na
przykład leków podstawowych.
Żaden z ministrów handlu krajów
rozwiniętych nie stanie w obronie
nierówności znajdujących się dajmy na to
w postanowieniach dotyczących rolnictwa. Gdy wcześniejszą wersję tego raportu
przedstawiłem w ONZ na zaproszenie przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego, a
potem w Światowej Organizacji Handlu w Genewie, ani jeden z nich, nie
wyłączając przedstawicieli Stanów Zjednoczonych, nie kwestionował naszych
zarzutów przeciwko nierównościom z poprzednich rund rokowań lub zawartym
nawet w niektórych propozycjach będących
właśnie przedmiotem dyskusji. Ale prywatnie ministrowie handlu mówią: „Co mamy
robić? Nasze kongresy i parlamenty związały nam ręce. Nie możemy działać wbrew
specjalnym interesom. Żyjemy w krajach demokratycznych i to jest część ceny,
jaką musimy płacić za demokrację. Postępujemy najlepiej, jak możemy”.
W Cancún –
być może po raz pierwszy – panowała dostateczna jawność pozwalająca
dziennikarzom docierać do wszystkiego, co się działo. Wysyłano do stolic krajów
naprędce sporządzane sprawozdania z codziennego przebiegu rokowań. Delegacje
krajów rozwijających się odpowiadały: „My też żyjemy w demokracjach – i one
wymagają, abyśmy podpisali uczciwe porozumienie. Jeżeli wrócimy z jeszcze
jednym tak nieuczciwym porozumieniem jak ostatnie, to wyborcy przegłosują nas i
zostaniemy usunięci ze służby publicznej. My też nie mamy wyboru”. Tak więc
świat stanął przed wyborem między uczciwym porozumieniem, odzwierciedlającym
uczucia większości ludzi (w krajach tak
rozwiniętych, jak i mniej rozwiniętych), a jeszcze jednym nieuczciwym
porozumieniem, odzwierciedlającym szczególne interesy krajów rozwiniętych.
Jasne było, że stanowisko krajów rozwijających się było ugruntowane na
podstawie moralnej daleko solidniejszej od stanowiska krajów rozwiniętych.
Bezpośrednio po fiasku Cancún kraje Commonwealthu (grupa
krajów stowarzyszonych historycznie ze Zjednoczonym Królestwem) zwróciły się do
nas z prośbą o podjęcie badań nad rundą rozwoju. Wspólnota ta, licząca 52
kraje, składa się z krajów rozwiniętych
(Zjednoczone Królestwo, Kanada, Australia, Południowa Afryka i Nowa Zelandia),
wielkich krajów rozwijających się (Indie, Pakistan, Nigeria, Malezja) i wielu
innych małych krajów (łącznie z Saint Kitts, Fidżi i Cyprem). Stanowi więc ona
unikalne forum, na którym można dyskutować żywotne kwestie dotyczące stosunków
między rozwijającymi się i rozwiniętymi krajami – w atmosferze otwartości i
zrozumienia.
Wspólnota postawiła pytanie: „Jak
mogłaby wyglądać prawdziwa runda rozwoju – runda odzwierciedlająca interesy i
problemy rozwijających się krajów świata, runda wspierająca ich rozwój?”. Nasza
odpowiedź brzmiała, że wyglądałaby zupełnie inaczej niż runda oparta na
programie ustanowionym w Doha, a jeszcze bardziej różniłaby się od obrotu
spraw, jaki przybrały one od tego czasu.
Doszliśmy do wniosku, że tzw. runda rozwoju nie zasługiwała na tę nazwę.
Niniejsze opracowanie przedstawia zalecenia naszego raportu w rozszerzonym
kontekście polityki handlowej, rozwoju o Światowej Organizacji Handlu.
Niektórzy będą krytykować treść tej
książki i nasze w niej motywacje. Istnieje obawa, że przez wykazanie
nieuczciwości reguł globalnego handlu spowoduje ona, iż rządy i pewne grupy interesów w krajach
rozwijających się, miast zabrać się do trudnych reform wewnętrznych, winą za
swoje problemy zaczną obarczać czynniki zewnętrzne. Ale - tak jak w wyniku każdej analizy - informacje te mogą być niewłaściwie wykorzystane i dlatego jedyną przed tym ochroną jest możliwie
jasne wyłożenie założeń stanowiących podstawę analizy. Jakkolwiek prawdą jest, że kraje
rozwijające się mogłyby więcej zdziałać same dla siebie i wiele z ich problemów ma
marginalny ledwie związek z ograniczeniami dostępu do rynków zagranicznych, nie jest to wytłumaczeniem dla systemu handlu międzynarodowego, który utrudnia życie krajom
rozwijającym się. Fakt, iż prawda
może prowadzić jednostki do
tego, że będą czuć się nieszczęśliwe, gdy sobie uświadomią, jak podle były traktowane, nie może być
argumentem przeciw w angażowaniu się w analizę i upowszechnianie
jej wyników. Istnieje oczywiście ryzyko, że uparta sztywność Północy i nierealistyczne oczekiwania Południa utkną w martwym punkcie. Ale ta książka przez to, że wskazuje na
wielość problemów do
dalszej dyskusji, przedstawia różnorodność kanałów, którymi może
dokonywać się postęp.
Przeważająca część książki jest analizą oddziaływań i skutków. Opisuje środki polityki, które mogą najbardziej przyczynić się do integracji krajów rozwijających się z systemem handlu światowego, do pokazania im nowych możliwości wymiany
handlowej i kapitalizacji tych możliwości. Jej przesłanką jest nadzieja, że lepsze rozumienie
efektów porozumień handlowych może mobilizować opinię publiczną w
krajach tak rozwiniętych, jak i mniej
rozwiniętych, że przysłuży się sprawie rokowań w trudnych przetargach, jakie znamionują każdą rundę rokowań handlowych, i że pomoże w
urzeczywistnieniu reform procedur i instytucji Światowej Organizacji Handlu,
tak że przyczynią się one do większej przejrzystości i sprawiedliwości jej wyników. Jak mówi stary
aforyzm, wiedza jest potęgą. Pokładamy nadzieje w tym, że dostarczone
informacje odegrają jakąś rolę w kształtowaniu wyników rokowań handlowych.
Powinniśmy jeszcze wyjaśnić, czym ta książka jest, a czym nie jest. Jest
ona przeglądem dowodów teoretycznych i empirycznych (zainteresowanych szczegółami odsyłam do załączników),
dotyczących wpływów
dotychczasowych i proponowanych, nowych porozumień handlowych na dobrobyt i
rozwój krajów rozwijających się. Na podstawie
tego przeglądu zarysujemy zestaw priorytetów dla prawdziwej rundy rozwoju.
Książka jako taka nie podejmuje żadnych oryginalnych analiz tych wpływów, niemniej omawiamy w niej założenia oraz mocne i słabe strony badań już znanych w literaturze.
Jeśli dojdzie do pomyślnego
zakończenia Rundy Dohijskiej – lub jakiejkolwiek
kolejnej rundy rozmów handlowych – to kraje rozwijające się będą potrzebowały istotnej pomocy dla umożliwienia im adaptacji do zmian i wykorzystania
wszelkich nowych szans. Tak więc drugą kwestią, do której odnosimy się, jest: jakiego rodzaju pomocy powinny
dostarczać zaawansowane
kraje przemysłowe? Ale przed odniesieniem się do tego pytania, musieliśmy postawić wcześniej kilka innych: dlaczego taka pomoc
jest tak ważna? Dlaczego koszty adaptacji dla krajów rozwijających się są wyższe, a ich zdolność do poniesienia tych kosztów znacznie mniejsza
niż w przypadku krajów rozwiniętych? Żywimy
nadzieję, że przez
wyjaśnienie, dlaczego pomoc ta jest tak ważna (jeśli liberalizacja handlu ma
przynieść krajom
rozwijającym się potencjalne
korzyści), potrafimy jeszcze bardziej zwiększyć w krajach rozwiniętych pragnienie sprostania zaciągniętym zobowiązaniom co do udzielenia krajom rozwijającym się dodatkowej pomocy. Jak się okazało, kraje rozwinięte nie wywiązały się w pełni z podjętych w Doha w listopadzie 2001 roku zobowiązań
w stosunku do krajów rozwijających się i w stosunku do samych siebie, że
uczynią z bieżącej rundy rokowań handlowych rundę rozwoju. Tak samo okazuje się, że co najmniej jakaś część krajów rozwiniętych nie dotrzymuje zobowiązań, zaciągniętych w marcu 2003 roku w Monterrey, do udzielania pomocy finansowej. A
były to zobowiązania oparte na najbardziej szlachetnych ambicjach dążenia do
bardziej uczciwego ukształtowania
globalizacji i wzrostu dobrobytu w najbiedniejszych krajach świata. Mamy
nadzieję, że ta książka
przyczyni się, choćby w
niewielkim stopniu, do urzeczywistnienia tych ambicji.
Joseph Stiglitz
2005
Przedmowa ......... 11
Oddajemy tę książkę do
druku, gdy świat zbliża się do szóstego spotkania Światowej organizacji Handlu na
szczeblu ministrów, które ma się odbyć w grudniu 2005 roku w Hongkongu*. Będzie
to pierwsze takie ministerialne spotkanie od czasu piątego zgromadzenia w 2003
roku w Cancún (w Meksyku), które zakończyło się
fiaskiem i wzajemnymi oskarżeniami.
Postęp od czasu w Cancún w zakresie
najważniejszych kwestii spornych dotyczących choćby rolnictwa był powolny,
przez co wzbudził pesymizm wobec możliwych wyników rokowań w Hongkongu.
Optymiści spodziewają się już nie tylko po prostu ugody – liczą na takie
porozumienie, które będzie czymś więcej niż tylko gestem dla ratowania twarzy,
takim jak zobowiązania się pro forma
do kontynuowania rozmów i powrotu do
szczytnych ideałów z Doha.
----------
* VI konferencja ministerialna Światowej Organizacji
Handlu odbyła się w Hongkongu w dniach 13-18 grudnia 2005 r. z udziałem
przedstawicieli 149 państw, członków WTO. W końcowej deklaracji,
ogłoszonej po dokonaniu szczegółowego
przeglądu stanu realizacji programu uchwalonego w porozumieniu o tzw. rundzie
rozwoju na IV konferencji ministerialnej w Doha w 2001 roku, uczestnicy
konferencji wyrazili pełne poparcie dla tego programu i wolę zakończenia
przedłużających się negocjacji do końca 2006 roku. Oprócz tych ogólników
zawiera ona jednak trzy konkretne postanowienia: 1) stopniowe zniesienie
subsydiów eksportowych dla rolnictwa do 2013 roku; 2) zniesienie subsydiów
eksportowych (przez USA) dla bawełny do końca 2006 r.; 3) przyspieszenie
zniesienia przez kraje rozwinięte opłat celnych i ograniczeń ilościowych
importu wszelkich produktów eksportowanych przez kraje najmniej rozwinięte
(przyp. tłum.).
----------
Dokument, który zapoczątkował tę
rundę rozmów – Deklaracja Dohijska – pełen był
szlachetnych ambicji. Obiecywał sprostowanie przypadków nierównowagi,
powstałych w poprzednich rundach porozumień handlowych, które ustanowiły na
przykład taryfy celne krajów rozwiniętych dla produktów krajów rozwijających
się na daleko wyższym poziomie niż w odniesieniu do krajów rozwiniętych. Świat
uznał zmniejszenie ubóstwa w Trzecim Świecie za swój bezwzględny imperatyw. W rezultacie doszło do uzgodnienia
zestawu konkretnych celów – tzw. celów rozwojowych tysiąclecia. Z wolna
dojrzewało uznanie znaczenia otwarcia przed krajami rozwijającymi się możliwości
wymiany handlowej i wspomagania ich w wykorzystywaniu nadarzających się ku temu
sposobności, jeżeli cele te miały zostać osiągnięte. Dlatego było rzeczą
całkowicie właściwą uzgodnienie przez ministrów handlu na spotkaniu w Doha, że
podjęte wówczas rokowania handlowe staną się rundą rozwoju, rundą która
będzie pomagać, a nie przeszkadzać krajom rozwijającym się w ich aspiracjach.
Inne kraje nie mogą rozwiązywać problemów, jakie napotykają kraje rozwijające
się – ich sukces będzie zależał w dużym stopniu od nich samych, ale też nie
powinny ustawiać się na polu gry przeciwko nim, co – jak pokazaliśmy – pod
wieloma względami miało miejsce.
Problem polegał częściowo na tym, że
do dyskusji o reformie globalnego systemu handlowego podchodzono jak do
czystego przetargu, a na przetargu biedni i słabi – jakimi są kraje rozwijające
się – na ogół źle wychodzą. Nawet gdyby program rokowań ustalony w Doha został
w większym stopniu wypełniony, byłby on dalekim pogłosem prawdziwego programu
rozwojowego, a to, co się od tego czasu działo na pewno nie zasługuje na tak
szumne określenie. Ironią jest, że zarówno Północ, jak i Południe jako całość
mogły odnieść korzyści z uczciwego i nastawionego na rozwój programu
obrad.
Książka ta pokazuje, że niezależnie
od wyniku spotkania w Hongkongu czeka nas daleka droga, jeśli mamy ustanowić
globalny system handlowy, który reprezentowałby uczciwy handel dla wszystkich*.
Jednakże nic mniej nie powinno nas zadawalać.
----------
* Angielski wyraz
fair przyjął się w języku
polskim zarówno w brzmieniu, jak i w znaczeniu. Próby jego spolszczenia na
`uczciwy’, `sprawiedliwy’ bądź `słuszny’ itp. – zwłaszcza w odniesieniu do
handlu – są przedmiotem sporów. Autorzy książki w swoim podejściu do jej
centralnego problemu, tj. stosunków między krajami rozwiniętymi i rozwijającymi
się w ramach Światowej Organizacji Handlu, oceniają postępowanie krajów rozwiniętych raczej z
punktu widzenia moralnego niż prawnego, co przesądza omawiany spór na korzyść
wyrażenia `uczciwy’ i dlatego tym właśnie wyrażeniem posłużono się w
przekładzie książki, zachowując w jej tytule oryginalne wyrażenie (przyp.
tłum.).
----------
Rozdział
1
Wprowadzenie
Co się działo dotychczas ......... 23
W listopadzie 2001 roku
ministrowie handlu 140 krajów spotkali się w Doha (emirat Katar) w celu
udzielenia światowej Organizacji Handlu (WTO) nowego historycznego mandatu.
Poprzednie spotkanie ministerialne WTO w 1999 roku w Seattle (USA) zakończyło
się fiaskiem i wywołało na ulicach miasta gwałtowne akty protestu. Tym razem
ministrowie spotkali się w warunkach globalnej recesji, dwa miesiące po
wstrząsających atakach na Stany Zjednoczone z 11 września 2001 roku. Dnia 14
listopada wieczorem, po kilku dniach negocjacji i z górą 18 godzin później niż
początkowo zakładano, ministrowie podali do publicznej wiadomości, że osiągnęli
przełomowe porozumienie o rozpoczęciu nowej rundy rozmów handlowych.
Porozumienie to – tzw. Deklaracja Dohijska –
zarysowało ramy nowej, szeroko zakrojonej rundy negocjacji wielostronnych.
Główny negocjator handlowy po stronie amerykańskiej, Robert Zoellick,
promieniał ze szczęścia. „Nadaliśmy światu doniosły sygnał””, powiedział,
dodając, iż nowa runda handlowa ma przynieść „wzrost, rozwój i prosperity”1.
Jego zapowiedź, że owa runda przyniesie światu prosperity, była wiarygodna, ale
był on chyba nazbyt wielkim optymistą co do negocjacji, które miały do niej
doprowadzić.
Naszym celem jest próba odpowiedzi na
kilka istotnych pytań. Po pierwsze, w jaki sposób można kształtować politykę
handlową w krajach rozwiniętych i rozwijających się, mając w perspektywie
włączenie tych ostatnich do systemu handlu światowego? A po drugie, jak im pomagać w osiąganiu
korzyści ze współuczestnictwa w tym systemie? Uważamy, że handel może być siłą
sprzyjającą rozwojowi. We właściwych warunkach polityka polegająca na obniżaniu taryf celnych i innych barier
tamujących przepływ dóbr i usług może ułatwiać wymianę handlową między krajami
i przyczyniać się do ich dobrobytu*. Jednakże podkreślamy również – niezależnie
od tego, że zwiększone możliwości wymiany są korzystne dla krajów rozwijających
się – iż politykę liberalizacji trzeba prowadzić bardzo ostrożnie; jej zadanie
to coś o wiele bardziej złożonego od prostych recept konsensu waszyngtońskiego,
który beztrosko nawołuje kraje rozwijające się do liberalizowania swoich rynków
szybko i bez dyskryminacji2.
W czasie poprzedzającym spotkanie w
Doha oczekiwania krajów rozwijających się, członków WTO, były raczej
powściągliwe, co wynikało z negatywnych doświadczeń z poprzednich rund negocjacji
handlowych. Wiele z tych krajów żywiło obawy, że państwa uprzemysłowione
skorzystają ze swej siły przetargowej, by narzucić porozumienia niekorzystne
dla krajów rozwijających się. Obawy te nieomal urzeczywistniły się w Rundzie
Urugwajskiej, tak się przynajmniej zdawało po zakończeniu rundy i
podpisaniu porozumienia. Kraje rozwijające się czuły, że nie były w pełni
świadome kosztów zobowiązań, na które wyraziły zgodę, a ponadto, że
liberalizacja w krajach rozwiniętych zupełnie nie przystawała do ich oczekiwań.
Kraje rozwijające się skorzystały mniej niż się spodziewały, w takich
kwestiach, jak szybka redukcja ochrony przemysłu tekstylnego krajów
rozwiniętych oraz obniżka poziomu taryf celnych i subsydiów na produkty rolne.
Jednakże na przełomie tysiąclecia
znowu zapanował optymizm. Rozwój sytuacji sugerował, że zaczęło się zarysowywać
nowe globalne porozumienie wobec wyzwań gospodarczych, jakim musiały stawić
czoła kraje najuboższe, które dzięki serii nowych inicjatyw zyskały na
znaczeniu w stosunkach międzynarodowych. W dziedzinie handlu taką rolę odegrały
Porozumienie z Cotonou, do którego doprowadziła Unia Europejska, oraz uchwalona
w Stanach Zjednoczonych ustawa African Growth and Opportunity Act (AGOA), które
to dokumenty eksporterom z najbiedniejszych w świecie krajów zapewniły wolny
dostęp do Najbogatszych w świecie rynków. W tym samym czasie masowe ruchy
społeczne, jak Jubileusz 2000 (światowa kampania o darowanie długów najuboższym
krajom) czy Światowe Forum Socjalne, osiągnęły bezprecedensową popularność
głoszonych z wielkim rozmachem haseł. Szefowie największych państw podpisali
wówczas przełomowe traktaty, które w centrum globalnej debaty postawiły kłopoty
krajów najbiedniejszych. Na milenijnym szczycie ONZ w Nowym Jorku we wrześniu
2000 roku ci sami przywódcy akceptowali Millenium
Development Goals (MDG) – milenijne cele
rozwojowe3, zaś zaawansowane kraje przemysłowe na międzynarodowej
konferencji o finansowaniu rozwoju, w marcu 2000 roku w Monterrey (Meksyk),
zobowiązały się do pomagania biednym krajom w mobilizowaniu środków na
finansowanie ich priorytetowych celów rozwojowych. Z kolei światowy szczyt
zrównoważonego rozwoju w Johannesburgu we wrześniu 2002 roku nakreślił plan
działań dla zapewnienia trwałości globalnego rozwoju.
Konferencja WTO w Doha odzwierciedla ten nowy kurs – zdecydowanie się na
zbiorowe traktowanie problematyki rozwoju na wielostronnych forach. Dla krajów
rozwijających się była ona kamieniem milowym, budziła wielkie nadzieje i
optymizm. Ich kłopoty zostały włączone do przyjętego w Doha porozumienia, które
skupiło explicite uwagę na promocji
rozwoju gospodarczego i złagodzeniu ubóstwa w biednych krajach. Ta tak zwana
Runda Dohijska – dziewiąta w serii tego rodzaju
negocjacji i pierwsza po formalnym uznaniu kompetencji WTO w sprawach
negocjacji handlowych4 – została okrzyknięta mianem rundy rozwoju.
Niestety, w ciągu tych kilku lat od
jej rozpoczęcia Runda Dohijska nie wypełniła zobowiązań związanych z powierzonym
jej mandatem pod wieloma ważnymi względami. Po pierwsze, w sprawach
interesujących kraje rozwijające się osiągnięto niewielki postęp. Przypomnijmy
– są one szczególnie zainteresowane porozumieniami o obniżce taryf celnych od
dóbr, które mogą eksportować na konkurencyjnych warunkach. Chodzi głównie o
dobra, których produkcja charakteryzuje się intensywnością nakładów pracy, tzn.
o dobra, które są produkowane tanio w krajach o niskich płacach i dużej podaży
niewykwalifikowanej siły roboczej.
Drugim problemem z tzw. rundą rozwoju
jest to, że nowe problemy, że nowe problemy, że nowe problemy, które
uwzględniono początkowo w jej programie, odzwierciedlały przede wszystkim
interesy zaawansowanych krajów przemysłowych, czemu ostro sprzeciwiało się
wiele krajów rozwijających się. Najważniejsze z tych nowych problemów w Rundzie
Dochijskiej wynikały z decyzji podjętych przez
członków WTO na konferencji ministerialnej w Singapurze w 1996 roku w kwestii
utworzenia trzech nowych grup roboczych do spraw handlu i inwestycji, polityki
konkurencji oraz przejrzystości zakupów rządowych. Zawierały one również
wskazówki dla Rady Dóbr WTO w sprawie rozpatrzenia sposobów uproszczenia
procedur handlowych, zagadnienia znanego niekiedy pod nazwą „ułatwień
handlowych”. Ponieważ wszystkie te cztery kwestie wprowadzono do porządku obrad
w czasie spotkania ministerialnego w Singapurze, nazywa się je często
„kwestiami singapurskimi”. Sprzeciwy wobec nich zgłosiły kraje rozwijające się,
które odnoszą się sceptycznie do nowych zobowiązań wielostronnych, ponieważ
mogły one ograniczać posiadaną przez nie swobodę wyboru środków swej
wewnętrznej polityki rozwojowej i wymagać ponoszenia wysokich kosztów
realizacji.
Niespełna dwa lata po Deklaracji Dohijskiej stało się jasne, że początkowe założenia rundy
stanęły pod znakiem zapytania. We wrześniu 2003 roku WTO zorganizowała nowe
spotkanie ministerialne w Cancún (Meksyk) ze
specjalnym zadaniem „podsumowania postępów dokonanych w negocjacjach (w ramach dohijskiego programu rozwojowego), udzielenia wszelkich
niezbędnych wskazań politycznych i w razie potrzeby podjęcia niezbędnych
decyzji”5. Po czterech dniach spotkanie nagle skończyło się, bez
porozumienia się na temat którejkolwiek z głównych kwestii. Ten wyraźnie nie
dający się przezwyciężyć konflikt między krajami rozwiniętymi a rozwijającymi
się, który był przyczyną fiaska w Cancún, doprowadził
do pojawienia się żądań rewizji kierunku globalnych negocjacji handlowych.
Wielu uczestników spotkania w Cancún miało poczucie,
że Europa i Stany Zjednoczone wycofały się z obietnic poczynionych w Doha,
czego wyrazem był brak postępu kwestiach rolnictwa.
Na tym tle doszło do wzajemnych
oskarżeń, kto ponosi winę za fiasko w Cancún. Nie było nawet zgody co do tego, kto na tym
najbardziej ucierpiał. Stany Zjednoczone i Europa pospiesznie orzekły, że
ostatecznymi przegranymi stały się kraje rozwijające się6. Ale te
uznały, że brak porozumienia jest lepszy od złego porozumienia i że Runda Dohijska – można rzec – pędziła ma złamanie karku (jeśli o
jakimś pędzeniu można mówić w kontekście porozumienia handlowego) do
porozumienia mającego nie tyle przywrócić równowagę, ile raczej pogłębić
przypadki nierównowagi z przeszłości. Mimo, że osiągnięto pewien postęp w
sprawie budzącego niezadowolenie sposobu prowadzenia negocjacji, sam fakt, że sprawy
tej nie załatwiono w całosci7, zrodził dalsze niepokoje – uważano,
że kraje rozwijające się będą w pewnym sensie dobrze uzbrojone (w argumenty),
by w końcu zmierzyć się z niekorzystnym dla nich porozumieniem. Istniały też
pewne zagrożenia, zwłaszcza ze strony Stanów Zjednoczonych, że w końcu
zrezygnują z rozwiązań wielostronnych na rzecz rozwiązań dwustronnych.
Wprowadziłoby to różnicę między krajami, „które mogą sobie na to pozwolić”, i
resztą, z której można było wnioskować, że te pierwsze odniosłyby korzyści z
szeregu porozumień dwustronnych. Mniejsze kraje rozwijające się uznały, że w
takich dwustronnych dyskusjach ich siła przetargowa będzie jeszcze słabsza niż
w układzie wielostronnym. Kilkanaście takich dwustronnych porozumień, zawartych
od czasu spotkania w Cancún, pokazało, iż obawy te
były uzasadnione. Z drugiej strony, Stanom Zjednoczonym nie udało się zawrzeć
dwustronnego porozumienia handlowego z żadnym spośród ważniejszych krajów
rozwijających się.
W książce tej staramy się odstąpić od
tych sporów i podtrzymać postęp w przebiegu bieżącej rundy, stawiając pytanie, jak powinna wyglądać prawdziwa runda rozwoju
negocjacji handlowych, która by odzwierciedlała interesy i problemy krajów
rozwijających się oraz służyła promocji ich rozwoju. Jak powinno wyglądać
porozumienie oparte na zasadach analizy ekonomicznej i sprawiedliwości
społecznej – a nie na sile ekonomicznej i specjalnych interesach? W naszej
analizie dochodzimy do wniosku, że program negocjacji powinien różnić się w
znaczącym stopniu od tego, co znajdowało się w centrum dyskusji w ostatnich dwu
latach. Bo, niestety, obawy krajów rozwijających się, że Runda Dohijska nie przyniesie im korzyści (gdyby przystały na
żądania krajów rozwiniętych), były uzasadnione.
W rozdziale 2. omawiamy koncepcyjne podstawy przedstawionych tu
propozycji politycznych, poczynając od tezy, że liberalizacja handlu jest, ogólnie biorąc, czynnikiem wzrostu dobrobytu. Następnie pokazujemy, że założenia,
na których opiera się ta teza, pod wieloma względami nie dotyczą pewnych
krajów, zwłaszcza tych najmniej rozwiniętych. Problemy ubóstwa, nierówności,
niekompletnych rynków ryzyka i kapitału powodują, że doświadczenia tych krajów
odbiegają od predykcji prostych modeli neoklasycznych. Problemy te sprawiają, że
doświadczenia z liberalizacją wykazują różnice między krajami w zależności od
ich indywidualnych cech. Otwartość handlu (stan, w którym bariery importowe są
niskie) nie jest bowiem tym samym co liberalizacja handlu (proces obniżania
tych barier). Liberalizacja handlu ma przynosić korzyści przez to, że przesuwa
zasoby gospodarcze kraju z sektorów chronionych, w których nie posiada on
komparatywnej przewagi, do sektorów, w których jest bardziej efektywny i może z
powodzeniem zwiększyć swój eksport. Ale w krajach rozwijających się brak
zasobów (siły roboczej i innych nakładów produkcyjnych) zazwyczaj nie stanowi
ograniczenia uniemożliwiającego wzrost nowych sektorów eksportowych8.
Kraje rozwijające się mają duże rezerwy zasobów, zwłaszcza siły roboczej, które
nie są wykorzystywane wcale lub są tylko częściowo. Liberalizacja handlu nie
jest potrzebna do tego, żeby „zwalniała” te zasoby w celu ich zastosowania do
nowych gałęzi przemysłu. Jeśli więc nie zastosuje się komplementarnych środków
do usunięcia innych ograniczeń uniemożliwiających poszerzenie sektorów
eksportowych, liberalizacja, usuwając ochronę, z której dotąd korzystały
krajowe gałęzie przemysłu, może powodować, że siła robocza i inne zasoby
zatrudnione w tych chronionych poprzednio gałęziach pozostaną krótkim okresie
bez zatrudnienia.
Rozdział
3. traktuje o potrzebie rzeczywistej
rundy rozwoju. Badamy w nim pewne elementy doświadczeń wyniesionych przez
kraje rozwijające się z poprzednich negocjacji handlowych i dokonujemy
krótkiego przeglądu korzyści, jakie można osiągnąć z dalszej liberalizacji. Z
kolei rozdział 4. zawiera krótki przegląd dotychczasowego przebiegu
Rundy Dohijskiej i zakresu, w jakim jej
realizacja odpowiadała rzeczywistym oczekiwaniom krajów rozwijających się.
Analiza ta pokazuje wyraźnie olbrzymi rozdźwięk między programem negocjacji w
rundzie rozwoju, zarówno sformułowanym w Doha, jak i poddanym późniejszej
ewolucji, a programem prawdziwej rundy rozwoju , która mogłaby zdziałać dużo
więcej dla integracji krajów rozwijających się ze światowym systemem handlowym
i usunięcia barier umniejszających korzyści z uczestnictwa w tym systemie. Taki
program negocjacji sprzyjałby wzrostowi w krajach rozwijających się i
przyczyniał do zmniejszenia olbrzymiej nierówności dzielącej je od bardziej
zaawansowanych krajów przemysłowych.
Rozdział
5. przedstawia zarys naszych propozycji co do zasad, które należałoby przyjąć w negocjacjach handlowych rundy
rozwoju. Podstawową zasadą Rundy Dohijskiej musi być
zapewnienie, że porozumienia będą sprzyjały rozwojowi w biednych krajach. Żeby
zasada ta stała się operatywna, Światowa Organizacja Handlu musi wykształcić
kulturę twardej analizy ekonomicznej dla identyfikacji, w jakiej mierze odnośne
propozycje sprzyjają rozwojowi, i odpowiednio stawiać je na czołowym miejscu w
programie negocjacji. W praktyce oznacza to stworzenie źródła bezstronnej i
publicznie dostępnej analizy efektów różnych inicjatyw dla różnych krajów i
różnych grup społecznych. To powinno stać się podstawowym zadaniem, za które
odpowiedzialny byłby rozszerzony Sekretariat WTO. Na podstawie takiej analizy
wszelkie porozumienie, które przez różnicowanie krajów przynosi szkody krajom
rozwijającym się lub zapewnia niewspółmiernie duże korzyści krajom rozwiniętym,
byłoby z założenia uznawane za nieuczciwe i sprzeczne z duchem rundy rozwoju.
Porozumienia muszą uświęcić uczciwość
zarówno de iure, jak i de facto. Oznacza to zapewnienie, że
krajom rozwijającym się nie odmawia się klucza dostępu do korzyści z wolnego
handlu z powodu braku odpowiedniej zdolności instytucjonalnej. Pod tym względem
kraje rozwijające się będą potrzebowały specjalnej pomocy, żeby móc
uczestniczyć w WTO na równi z innymi.
Zasada uczciwości powinna również być
uczulona na wyjściowe warunki krajów. W rozdziale
6. omawiamy specjalne traktowanie
krajów rozwijających się. Niezbędne jest tu uznanie, że ich dostosowanie
się do nowych reguł handlowych łączy się ze szczególnie wysokimi kosztami dla
tych krajów rozwijających się, których instytucje są najsłabsze, a których
ludność jest najbardziej narażona na jego skutki. Nie można dopuszczać do tego,
ażeby zalecane porozumienia wielostronne nie brały pod uwagę strategii
rozwojowych poszczególnych krajów, stosowanych w odniesieniu do wrodzonych im z
natury problemów rozwojowych.
Rozdziały od 7. do 10. przedstawiają sprzyjające rozwojowi priorytety, które powinny były stanowić jądro
porozumień Rundy Dohijskiej. Najnowsza dyskusja
koncentrowała się w dużej mierze wokół rolnictwa, lecz prawdziwa runda rozwoju
wymaga czegoś więcej. Najwięcej uwagi należy poświęcić dostępowi do rynków dla
dóbr produkowanych przez kraje rozwijające się. Wiąże się to z pilną potrzebą
ograniczenia protekcji wytwórczości dóbr o wysokich nakładach pracy (tekstylia
i przetwory spożywcze) i sfery niewykwalifikowanych usług (transport morski i
budownictwo). Należy również zastrzec priorytet dla rozwoju programów
zwiększenia mobilności siły roboczej, zwłaszcza ułatwień dla czasowej migracji
robotników niewykwalifikowanych. W miarę, jak obniżały się taryfy celne, kraje
rozwinięte przechodziły coraz bardziej do stosowania barier nietaryfowych;
ich ścisłe ograniczenie jest niezbędne. Propozycje zawarte w tych rozdziałach
są uzasadnione empiryczną analizą korzyści i kosztów liberalizacji. Dla
ułatwienia wykładu analiza tych dowodów z praktyki jest przedstawiona
oddzielnie w załącznikach 1. i 2.
Rozdział
11. dotyczy warunków przystąpienia do WTO dla tych krajów, które jeszcze
nie są jej członkami. W rozdziale 12.
przyglądamy się pewnym reformom
instytucjonalnym, które mogłyby ułatwić bardziej przejrzysty i
demokratyczny przebieg procesów negocjacyjnych, jak również reformom, które
mogłyby z większym prawdopodobieństwem prowadzić do porozumień uczciwych, a
zarazem odpowiadających ogólnym interesom świata. Uczciwe porozumienie nie może
dojść do skutku w nieuczciwym procesie. Żeby taki proces przetargowy miał
bardziej pełny charakter, szczególnie niezbędna jest jego większa przejrzystość
i otwartość.
W rozdziale 13. rozpatrujemy potencjalne
koszty procesów dostosowawczych do nowego systemu handlowego tego rodzaju,
jaki opisujemy w naszej książce. Koszty tej adaptacji można w pewnym sensie
uważać za cenę, jaką trzeba zapłacić za korzyści płynące z wielostronnej
liberalizacji handlu. I te właśnie koszty adaptacyjne razem z korzyściami
handlowymi decydują o tym, jaki będzie czysty efekt reformy handlu dla
poszczególnych krajów. Runda Dohijska położyła
ponownie nacisk na znaczenie uczciwego podziału korzyści z rozwoju handlu między kraje rozwinięte i rozwijające
się, mniej uwagi natomiast poświęciła podziałowi kosztów adaptacyjnych. Fakt,
iż w przypadku krajów rozwijających się koszty realizacyjne i adaptacyjne mogą
być większe, że stopy bezrobocia mogą być wyższe, sieci zabezpieczenia
społecznego słabsze, a rynki ryzyka mniej sprawne – wszystko należy brać pod
uwagę w negocjacjach handlowych. Dla niektórych spośród najmniejszych i
najuboższych krajów koszty adaptacyjne związane z liberalizacją handlu mogą
znacznie przewyższyć płynące z niej korzyści.
Jeżeli runda rozwoju ma przynieść
rozległe korzyści ludności żyjącej w krajach rozwijających się – i jeżeli
konieczne jest rozległe poparcie dla kontynuowania programu reformy i
liberalizacji handlu – świat krajów rozwiniętych musi przyjąć bardziej
zdecydowane rozwiązania, niż to miało miejsce w przeszłości, do udzielenia
pomocy światowi krajów rozwijających się. Pomoc ta jest potrzebna nie tylko do
ulżenia tym krajom w ponoszeniu niejednokrotnie wysokich kosztów związanych z
reformą handlu, ale również do umożliwienia im korzystania z nowych szans, jakie
stwarza bardziej zintegrowana gospodarka globalna.
----------
Wybrane przypisy do rozdz. 1
2 Waszyngtoński konsensus
jest to zestaw środków politycznych uznawanych przez niektórych ekonomistów za
formułę promocji wzrostu gospodarczego w krajach rozwijających się. Środki te
obejmują prywatyzację, dyscyplinę budżetową, liberalizację handlu i zniesienie
państwowej regulacji gospodarki. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku środki
te były energicznie zalecane przez kilka potężnych instytucji ekonomicznych,
zlokalizowanych w Waszyngtonie, m.in. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy,
Bank Światowy i Ministerstwo Skarbu Stanów Zjednoczonych.
3 Milenijne cele rozwojowe
są to konkretne cele Organizacji Narodów Zjednoczonych, dotyczące zmniejszenia
ubóstwa, głodu, chorób, analfabetyzmu, degradacji środowiska naturalnego i
dyskryminacji kobiet, które mają być osiągnięte do 2015 roku. Cele te
wymierzone są przeciw skrajnemu ubóstwu w jego wielu wymiarach: pod względem
dochodu, głodu, chorób, braku odpowiedniego dachu nad głową i wykluczenia, w
połączeniu z promocją równości pod względem płci, oświaty i ochrony środowiska*
(*zdrowia? Przyp. Anonimus).
Są one jednocześnie podstawowymi prawami człowieka – prawami każdej osoby na
globie ziemskim do zdrowia, oświaty, mieszkania i bezpieczeństwa.
7 Najbardziej godne uwagi
pod tym względem było żądanie kilkunastu krajów rozwijających się, aby projekt
porozumienia w Cancún został przygotowany z
uwzględnieniem poglądów i materiałów z otwartych konsultacji, z wyraźnym
wskazaniem przeciwnych stanowisk i poglądów. Propozycja ta została odrzucona
przez koalicję krajów rozwiniętych.
8 Do innych ograniczeń zdolności krajów
rozwijający się do pomyślnego rozwoju przemysłów eksportowych można zaliczyć
zacofanie technologiczne, zbyt małe rozmiary potencjału dla wystąpienia korzyści
skali, wysokie koszty handlu i transportu, ubogą infrastrukturę, słabość instytucji
państwowych i brak wykwalifikowanych kadr.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
| Literatura | Strona główna |