Emile
James:
Historia Myśli Ekonomicznej XX wieku
Państwowe Wydawnictwo
Naukowe, Warszawa 1958
Tłumaczyli:
Przedmowę, wstęp i część pierwszą – Witold Giełżyński
Część drugą – Bolesław Wścieklica
Tytuł oryginału:
Histoire de la pensée économique au XXe
siécle
Paryż 1955
----------------------------------------------------------------------------------------
Cytuję wybrane fragmenty (Strona w budowie). Anonimus.
----------------------------------------------------------------------------------------
Spis Treści
Od wydawnictwa
......... 3
Przedmowa ……… 5
Wstęp ……… 10
Część pierwsza
Od roku 1900 do ukazania się „Ogólnej Teorii” J.M. Keynesa (1936)
Rozdział I.
Rewizja marksizmu ……… 25
Dział I.
„Rewizjonizm” ……… 26
§ 1. Plany przyszłych społeczności ………
27
I. Plany kolektywistyczne ………
28
II. Socjalizm państwowy ………
28
III. Plany zrywające całkowicie z zasadą
wymiany według wartości opartej na pracy
……… 30
IV. Socjalizm korporacyjny ……… 31
V. Program spółdzielczy ………
32
§ 2. Stanowisko głównych partii
socjalistycznych w poszczególnych krajach
……… 33
I. W Anglii
……… 34
II. We
Francji ……… 35
III. W
Belgii ……… 38
IV. W Niemczech ………
39
§ 3. Kilka prac na temat losów kapitalizmu ………
42
I. Werner Sombart ………
42
II. Lucien Laurat ………
44
III. Henri de Man
……… 47
Dział II.
Socjalizm rewolucyjny ……… 56
§ 1. W
Niemczech ……… 56
§ 2. „Syndykalizm rewolucyjny” we Francji: Georges Sorel ………
58
Rozdział
II. Pierwsze próby rozwinięcia ekonomii marginalistycznej i teorii równowagi ………
65
Dział I. Poprawki
wprowadzone do marginalizmu i do teorii równowagi przez ich zwolenników ………
68
§ 1. Knut
Wicksell
……… 68
§ 2. Koszty produkcji –
czynnikiem wartości poza użytecznością
……… 75
§ 3. Rola czasu ………
77
§ 4. Zagadnienia psychologiczne –
tematami ekonomicznymi ……… 80
§ 5. Próba koncepcji dynamicznej
J. Schumpetera
……… 88
Dział II. Pozycje
metodologiczne przeciwstawne marginalizmowi
……… 94
§ 1. Uniwersalizm ………
95
I. Krytyka innych szkół ………
96
II. Wkład pozytywny O. Spanna ………
98
§ 2. Thorstein
Veblen
……… 101
§ 3. Instytucjonalizm ………
105
§ 4. Metoda pozytywna: François Simiand ……… 109
§ 5. Początki ekonometrii ………
113
Rozdział III.
Ku idei kontroli ekonomicznej……… 116
§ 1. Studia nad zagadnieniem podziału
dochodów ……… 119
I. Nowe teorie zysku ………
120
II. Nowe teorie płacy ………
127
III. Nowe teorie procentu od
kapitału ……… 133
§ 2. Koszt niekoniecznie
dostosowuje się do ceny – „Koszty stałe” ………
136
I. Opis zjawiska ………
137
II. Oddziaływanie kosztów stałych na
politykę produkcyjną przedsiębiorstw
……… 138
III. Wpływ kosztów stałych na równowagę
ekonomiczną ……… 141
§ 3. Wolność nie zapewnia maksimum dobrobytu
społecznego. Ekonomia dobrobytu
……… 143
§ 4. Wolność nie zapewnia
utrzymania stanu konkurencji doskonałej
……… 150
I. Dlaczego świat współczesny nie
może już być uznany za dziedzinę konkurencji doskonałej ………
153
II. Ceny w warunkach konkurencji
niedoskonałej ……… 159
III. Ceny w warunkach oligopolu ………
160
IV. Zagadnienia społeczne w świetle
teorii konkurencji niedoskonałej i oligopolu
……… 164
§ 5. Liberalizm i wolność ……… 169
Rozdział IV.
Zakłócenia równowagi i dysproporcje gospodarki……… 173
§ 1. Teorie dotyczące wahań
koniunkturalnych ……… 173
§ 2. Teorie o istocie i roli
pieniądza ……… 183
I. Autorzy francuscy ………
191
II. Szkoła szwedzka ………
197
III. Szkoła wiedeńska ………
205
IV. Szkoła z Cambridge ………
214
V. Spór o walutę złotą ………
226
Rozdział V.
Gospodarka kierowana i nawroty liberalizmu………
231
§ 1. Zasadnicze formuły gospodarki
kierowanej ……… 232
§ 2. Nawroty liberalizmu ………
235
I. Odpowiedź zwolennikom
gospodarki kierowanej ……… 232
II. Wkład pozytywny
„neoliberalizmu” ……… 240
Zamiast
konkluzji ……… 244
Część druga
Od „Ogólnej Teorii” J.M. Keynesa do czasów najnowszych
Rozdział
I. Teoria Keynesa
……… 253
§
1. Keynesowski
system badawczy ……… 258
I. Ogólna metoda ………
259
II. Opis sił ekonomicznych ………
262
III. Równowaga przy niepełnym
zatrudnieniu ……… 268
§ 2. Opis współczesnego
mechanizmu gospodarczego u Keynesa
……… 270
§ 3. Polityka keynesowska ………
274
I. Odrzucenie teorii
klasycznej ……… 274
II. Keynesowskie metody interwencji ………
276
§ 4. Najważniejsze glosy krytyczne pod adresem
Keynesa ……… 286
Rozdział
II. Nowe oblicze nauki
ekonomicznej……… 296
§ 1. Rola nauki ekonomicznej ………
296
§ 2. Przyjęcie metody
ilościowej ……… 303
§ 3. Makroekonomia ………
307
§ 4. Metoda abstrakcyjna a
obserwacja faktów ……… 312
§ 5. Studia nad rachunkowością w
skali państwowej ……… 317
I. Najważniejsze prace o dochodzie
narodowym ……… 319
II. Trudności związane z ustalaniem
dochodu narodowego ……… 321
III. Niektóre prace specjalne ………
325
Rozdział
III. Badania nad krótkofalowymi
procesami ekonomicznymi……… 329
Dział I. Teorie rynku i
cen ……… 330
§ 1. Dzieło
J.R. Hicksa
……… 331
§ 2. Studia nad podażą i
popytem ……… 336
§ 3. Struktura rynków ………
338
§ 4. Związki zachodzące między
rynkami ……… 342
§ 5. Giętkość cen ………
346
Dział II.
Zachowanie się jednostek gospodarujących w ogólności ………
352
§ 1. Teoria gier ………
353
§ 2. Teoria panowania ………
357
Dział III.
Teorie podziału ……… 367
§ 1. Atmosfera ogólna badań nad podziałem
dochodu ……… 369
§ 2. Badania nad poszczególnymi
kategoriami dochodu ……… 373
I. Płaca ………
374
II. Procent od kapitału ………
378
III. Zysk i renta ………
379
Dział IV.
Rozwój działalności gospodarczej (Próby konstrukcji dynamiki
ekonomicznej) ……… 381
§ 1. Studia nad zagadnieniem pieniądza ………
390
I. Próby syntetycznego ujęcia roli
pieniądza ……… 393
II. Teoria nożyc inflacyjnych ………
398
III. Kilka najnowszych myśli na temat
inflacji ……… 403
§ 2. Teoria procentu od kapitału ………
406
§ 3. Przekazywanie całej
gospodarce bodźców pochodzących od jednej zmiennej ………
420
I. Mnożnik ………
421
II. Zasada przyśpieszenia ………
427
III. Wąskie gardła ………
432
IV. Połączenie teorii mnożnika z teorią
przyśpieszenia ……… 434
§ 4. Wahania
koniunkturalne ……… 436
I. Teorie wyjaśniające ………
440
….A.
Teorie traktujące wahania jako odchylenia od stanu równowagi ……..
441
….B.
Prace ekonometrów ……… 452
….C.
Stopniowy odwrót od pojęcia cyklu
…….. 459
II. Przewidywanie i zapobieganie
wahaniom ……… 465
§ 5. Losy teorii równowagi w chwili
obecnej ……… 436
Rozdział IV.
Dociekania nad zjawiskami długofalowymi……… 474
Dział I. Teorie
wzrostu ……… 477
§ 1. Ekonomiści szwedzcy ………
479
§ 2. Zagadnienie „dojrzałości”
gospodarczej ……… 489
I. Streszczenie teorii ………
490
II. Krytyka teorii ………
495
III. Najnowsze poglądy na zagadnienia
dojrzałości ekonomicznej ……… 498
§ 3. Dociekania nad stroną techniczną
postępu ……… 499
§ 4. Nadzieje na wzrost niezakłócony
……… 506
§ 5. Próba klasyfikacji czynników
wzrostu ……… 508
Dział
II. Przyszłość kapitalizmu ………
511
Dział III. Reformy strukturalne ………
531
§ 1. Reformy strukturalne
uznawane przez liberalizm ……… 532
§ 2. Nowe prądy widziane ze
stanowiska socjalistycznego ……… 551
I. Atrakcyjność nauki K. Marksa
……… 552
II. Zagadnienia gospodarki planowej ………
560
§ 3. Teorie dobrobytu ………
567
I. Definicja optimum
ekonomicznego ……… 568
II. Środki realizacji dobrobytu ………
572
III. Co w końcu myśleć o teoriach dobrobytu ………
576
Konkluzja ………
578
Bibliografia ogólna ……… 582
………………………………………………………………………………………………………………….
Od Wydawnictwa .........
3
Współczesna ogólnoeuropejska i amerykańska myśl ekonomiczna mało jest znana
czytelnikowi polskiemu. Już w okresie międzywojennego dwudziestolecia odczuwano
w tym zakresie dotkliwe braki. Wiadomości obejmowały w głównej mierze okres
klasyczny, szkołę historyczną i wiedeńską oraz angielską szkołę użyteczności
krańcowej. Myśl ekonomiczna wieku XX, a nawet schyłku wieku XIX pozostawała
mało znana. Od chwili wybuchu wojny niedostatki te stały się jeszcze
dotkliwsze.
„Historia myśli ekonomicznej XX
wieku” Emila Jamesa ma przynajmniej w
części wypełnić tę lukę. Ma zaznajomić czytelnika z rozwojem myśli ekonomicznej
w okresie bardzo daleko idącego „przewartościowania wartości”. Dając obraz
rozwoju teorii ekonomicznych i ich „odpowiedników doktrynalnych” autor, jak sam
przyznaje, zakreśla go bardzo szeroko, wkraczając nawet w sferę publicystyki. W
ten sposób czytelnik zapoznaje się nie tylko z dorobkiem teoretycznym, ale w
pewnej mierze również z największymi troskami, jakie nasuwa konkretny rozwój
gospodarczy, ze sferą celów i zadań działalności gospodarczej.
E. James usiłuje dać możliwie
wielostronny obraz rozwoju myśli ekonomicznej. Ta właśnie wielostronność,
bogactwo najróżnorodniejszego materiału, wśród którego spotyka się myśli
najbardziej rozbieżne i sprzeczne o
odległych od siebie punktach wyjścia, stanowi niewątpliwie wielką zaletę
książki. Obok materiału informacyjnego, obok bogatej bibliografii znajdzie tu
czytelnik niejedną cenną uwagę krytyczną, niejedną próbę systematyki poglądów
różnych autorów, zrobioną na gorąco”, na materiale naukowym częstokroć zupełnie
świeżym, który jeszcze nie ostygł i wobec którego żadna communis opinio nie mogła się jeszcze ustalić.
Jednocześnie trzeba podkreślić
nierównomierność potraktowania dorobku naukowego poszczególnych krajów. Autor
sam zresztą przyznaje w przedmowie, że nie uwzględnił tu w dostatecznym stopniu
dzieł napisanych w innych językach poza angielskim i francuskim. Jakoż istotnie
daje się w nim odczuć brak dostatecznego
uwzględnienia dorobku naukowego ekonomistów włoskich, szwedzkich, jak również
niemieckich. A przecież udział dwóch
pierwszych szkól w rozwoju myśli ekonomicznej ostatnich 50 – 60 lat jest
ogromny.
Obfitość materiału jest mimo to
olbrzymia. Można by raczej stanąć na stanowisku, że jest go za wiele. Zwłaszcza
piśmiennictwo francuskie jest reprezentowane
- jak dla niefrancuskiego czytelnika –
niewątpliwie zbyt obszernie, przy czym uwzględnione zostały, i to nawet bardzo
szeroko, prace będące jedynie echem twierdzeń wypowiadanych w innych krajach i
to nie zawsze tez o charakterze naukowym. Autor nierzadko wkracza w sferę
publicystyki ekonomicznej, w szczególności francuskiej, a zarazem w sferę
zagadnień związanych ze zbieraniem materiału informacyjnego.
Dygresje autora w dziedziny pozateoretyczne muszą sprawić, że obraz rozwoju myśli
ekonomicznej traci w pewnej mierze na zwartości, a wartość poznawcza książki
przesuwa się ku peryferiom zagadnień
ekonomicznych. Sądzimy jednak, że praca Jamesa będzie dobrym wstępem dla tych
licznych dziś czytelników, którzy interesują się zagadnieniami nurtującymi
ekonomistów zachodnioeuropejskich i amerykańskich.
Rzecz jasna, że książka tak aktualna, chwytająca w
znacznej mierze „na gorąco” zagadnienia
nurtujące ekonomię polityczną ostatnich zwłaszcza lat, musi nosić piętno
miejsca i czasu powstania. Toteż ta skłonność do ujmowania zagadnień pod kątem
widzenia czytelnika francuskiego sprawiła, że autor uznał za słuszne usunięcie
z przekładu polskiego niektórych fragmentów oryginału. Do wydania polskiego nie
wszedł rozdział poświęcony Leninowi oraz
fragment rozdziału IV części II polskiego przekładu poświęcony myśli
komunistycznej, potraktowane nazbyt informacyjnie. Nie weszły również w skład
polskiej wersji niniejszej książki rozważania na temat rozwoju teorii handlu
zagranicznego, które wyszły spod pióra innego autora.
Praca nad przyswojeniem czytelnikowi polskiemu
książki o tematyce tak różnorodnej, a ponadto obejmującej wiele szkól
ekonomicznych z ich miejscowymi tradycjami nie była łatwa. Niezwykła
płynność terminologii francuskiej i pewne braki terminologii polskiej stwarzały
przeszkody trudne do pokonania. Tym większy był wysiłek tłumaczy, którzy
dołożyli maksimum starań, aby trudności te przezwyciężyć.
Przedmowa ……… 5
Zazwyczaj
autor pisze przedmowę na samym końcu, chociaż jest przeświadczony, że będzie
czytana na początku. W ten sposób chce on nawiązać bezpośredni kontakt z
czytelnikiem, w zasadzie po to, aby mu powiedzieć co pragnął osiągnąć swoją
pracą, w rzeczywistości zaś, aby bronić się z góry i przeprosić go za jej
niedoskonałość, którą sam uznaje. Zgodnie z tą regułą musimy wytłumaczyć, jaki
mieliśmy zamiar, inaczej mówiąc, usprawiedliwić się, że nie wykonaliśmy go bez
zarzutu.
Zatytułowaliśmy tę książkę: Historia myśli ekonomicznej XX wieku, aby nie użyć słowa „teoria”, ani słowa
„doktryna”. Nasz mistrz Gaëtan Pirou
powiedział, że „należy jak najbardziej radykalnie oddzielić... teorię od
doktryny , wyjaśnienie od osądu, poznanie rzeczywistości od oceny wartości”.
Obserwacja życia ekonomicznego może wywołać dwa różne toki myśli: pierwszy
polegałby na badaniu mechanizmów, którym poddane jest działanie bodźców, od
których ono zależy, przeszkód, jakie napotyka, skutków, jakie wywołuje. Drugi –
zmierzałby do wydawania sądów o czynnościach jednostek ekonomicznych lub instytucji
służących im za ramy, stosownie do ideału moralnego czy politycznego, a w razie
potrzeby do proponowania reform. Przyjęcie pierwszej postawy byłoby
poszukiwaniem prawdy, tworzeniem teorii. Wybór drugiej – byłby pójściem za tym
co lepsze, moralniejsze lub sprawiedliwsze, byłby tworzeniem doktryny.
Niestety, jak wielu innych,2
opanowały i nas wątpliwości. Żaden twórca systemu naukowego nigdy całkowicie
nie oddzielił teorii od doktryny: najściślejsze dowodzenia „teoretyczne”
poprzedzały osądy i rady co do sposobu postępowania. Bardzo trudno orzec, czy
pewne wywody są teoretyczne czy też doktrynalne. Przedstawiając teorie bez ich
odpowiedników doktrynalnych narazilibyśmy się na ryzyko zniekształcenia myśli
większej części autorów, ryzyko odtworzenia obrazu cząstkowego, suchego i
ostatecznie nienaturalnego. Nie jest nawet pewne, czy postępując w ten sposób
dochowałoby się wierności czysto naukowemu punktowi widzenia. Nauka nie może
poprzestawać wyłącznie na syntetycznych opisach mechanizmów. Nie może pozostawać
obojętna wobec wniosków, jakie wyciągają
z tych wywodów ludzie czynu.
Oto dlaczego nie rozróżniamy teorii
od doktryny, dlaczego wolimy rozpatrywać każdy wielki wysiłek myśli
ekonomicznej w całej jego rozciągłości. Co najwyżej pominęliśmy spośród idei
ekonomicznych takie, które się nam wydają czystą utopią, nawet bardzo
szlachetną albo też pociągającą: nauka zajmuje się jedynie tym, co jest
możliwe.
Popełniliśmy może błąd, rozpoczynając swe studium od roku 1900. Byłoby
może słuszniej cofnąć się do roku 1870: rozpocząć od przedstawienia teorii
użyteczności krańcowej i teorii równowagi, jak to szczęśliwie zrobił T. W. Huthinson w doskonalej swej History
of economic doctrines
1870-19294. Wykład nasz byłby pełniejszy, jaśniejszy i bardziej spoisty.
W obawie jednak powiększenia książki, i tak już dość obszernej, woleliśmy nie
powracać do autorów dobrze znanych, przynajmniej we Francji…
Uważamy zresztą, że rok 1900 nie
jest punktem wyjściowym zupełnie sztucznym, narzuconym jedynie przez kalendarz:
dla ekonomisty data ta mniej więcej odpowiada pierwszym reakcjom przeciwko
ortodoksyjnemu charakterowi szkół wiedeńskiej czy lozańskiej.
Pragnęlibyśmy usprawiedliwić się z interpretowania w sposób bardzo
szeroki słów „myśl ekonomiczna”. Wiemy
dobrze, że według niektórych koncepcji nauka ekonomii ma dawać jedynie
odpowiedź na zagadnienie postawione człowiekowi przez trudności zaspokojenia
jego wielorakich potrzeb wobec niedostatecznej ilości dóbr. Zwolennicy tej
koncepcji usuwają poza granice ekonomii to wszystko, co dotyczy organizacji
wytwórczości, wymiany i podziału, zmian ustrojowych i obyczajowych, jako też
bodźców działalności. Przedstawiają tę naukę jako neutralną wobec celów, jakie
człowiek może sobie zakreślić, i pozostawiają badanie tych celów innym naukom
humanistycznym. Nie przyjęliśmy tak
wąskiego punktu widzenia. Nie wydaje się nam, żeby nauka ekonomii odpowiedziała
na wszystkie pytania zadawane jej przez zaniepokojoną ludzkość, jeśli zadowoli
się wyjaśnieniem skutków rzadkości dóbr, pomijając bodźce działania i systemy,
i jeśli przedstawi analizę nadającą się zarówno do gospodarki socjalistycznej, jak
i do gospodarki kapitalistycznej, jednakową dla świata rządzonego przez
Shylocka, jak i natchnionego przez św. Wincentego a Pàulo.
Poznawanie bodźców, form organizacyjnych działalności, instytucji – również
należy do dziedziny ekonomii.
Nie dążyliśmy
do napisania księgi uczonej ani oryginalnej. Sądzimy tylko, że w ekonomii
politycznej istnieje obecnie spór między Starymi i Młodymi: ci ostatni żywią w
stosunku do tamtych uczucia zapalczywe (nieraz bardzo niesłusznie) obrazoburców;
pierwsi zaś często gorszą się żargonem i zuchwałością intelektualną drugich;
potępiają ich nieraz nie poznawszy ich
nawet dobrze; pragniemy spróbować, czy nie udałoby się złagodzić tego sporu i w
tym celu chcemy wykazać, że pomimo różnic w terminologii i w sposobach badań,
obie grupy ekonomistów mają te same troski.
Chcieliśmy także skłonić
niewtajemniczonych do zapoznania się z pracami specjalistów, bez wprowadzania
ich we wszystkie subtelności tych ostatnich (myśli ich nie zawsze nadają się
zresztą do streszczenia). Prawie nigdy nie zaprawialiśmy swych wywodów krytyką
osobistą; celem naszym nie było stwierdzenie co ze swego stanowiska uważamy za
słuszne u rozpatrywanych autorów, lecz jedynie zwrócenie uwagi na rzeczy, które
wydają się nam u nich najbardziej nowe
Przy takiej metodzie zdajemy sobie
dobrze sprawę, że praca nasza nie będzie wyczerpująca, że wyda się wszystkim specjalistom
powierzchowna, że wzbudzi niezadowolenie każdego z omawianych autorów.
Spodziewamy się objawów ich gniewu. Można bez ryzyka przypisać autorom czasów
minionych dużo więcej myśli, niżby sobie życzyli: można mówić o „liberalizmie”
Proudhona, o „socjalizmie” Colberta lub Ricarda: nie zaprotestują. Nie możemy
jednak oczekiwać takiej powściągliwości ze strony autorów żyjących, których
dzieła są przedmiotem tej pracy. Niechaj jednak zechcą sobie uprzytomnić, że praca
każdego historyka myśli polega na streszczaniu (to znaczy interpretowaniu), na
zestawianiu jednych autorów z innymi, na wykrywaniu między nimi styczności lub współzależności.
W gąszczu nowych dzieł staraliśmy się wyznaczyć pewne drzewa, rozklasyfikować
je, przeprowadzić w pewien określony sposób jakieś aleje. Nie twierdzimy iż
nasza interpretacja zawsze była słuszna, lecz sądzimy, iż nie popełniliśmy nieprzebaczalnych
błędów.
Z pewnością też niejedną rzecz
pominęliśmy: jest to nieuniknione. Nie mogliśmy wszystkiego przeczytać. Z
przyczyn językowych prawdopodobnie nie uwzględniliśmy w dostatecznym stopniu
dzieł napisanych w innych językach poza francuskim i angielskim.
Niedostateczność wiedzy matematycznej nie pozwoliła nam odnieść się z należytą
czujnością do dzieł ekonometrycznych.
Ale na uzupełnienie tych braków,
poprawienie omyłek potrzeba by było jeszcze wielu lat pracy, a jesteśmy już w
jesieni swego życia... (...) Gdybyśmy chcieli usunąć wszystkie braki tej pracy,
niewątpliwie nigdy nie wyszłaby z druku.
Miejmy jednak nadzieję, że mimo
swych wad, praca nasza wzbudzi zaciekawienie tych, co zaczynają interesować się
zagadnieniami ekonomicznymi, pozwoli im poznać, w jaki sposób te zagadnienia
stawiane były przez wielkich teoretyków ostatnich dwóch generacji i skłoni do
przeczytania tych autorów, którymi się tu zajęliśmy.
Wstęp ……… 10
Myśl ekonomiczna XIX wieku, w porównaniu z tak
niespokojną myślą naszych czasów, może się wydawać pogodną i zrównoważoną; czyż nie istniała wówczas prawowierna „szkoła
klasyczna”, poza którą wszystko wydawało się herezją lub fantazją?
Takie przekonanie nie jest słuszne. Wiek XIX także
znał namiętne dysputy. Nie tylko „klasycy” nie zawsze byli w zgodzie z sobą,
ale też spotykali się wciąż z prądami przeciwnymi. Przypomnijmy pokrótce1
na czym polegała wówczas ewolucja ideologiczna:
Adam Smith utwierdził w końcu XVIII wieku wiarę w ustanowioną z góry
harmonię interesów w warunkach „wolnej
konkurencji” i w interwencje „niewidzialnej ręki Opatrzności” w sprawy ludzkie.
Jednakże optymizm jego był ograniczony, dopuszczał bowiem możliwość wyzysku
nawet w ustroju wolności z powodu utrzymania prawnych przywilejów i pewnych
monopoli. Po nim Ricardo nie sądził, aby ustalony system podziału dóbr był sprawiedliwy; wskazywał on na
niedostateczność płac i na nieuzasadniony wzrost renty gruntowej; ale
utrzymywał, że był to okup składany postępowi i że istniejący system nie da się
już zmienić.
Wkrótce uczniom tych dwóch wielkich autorów, a także
Janowi Baptyście Sayowi już w 1819 roku odpowiedział
Sismondi…, że w ustroju
„wolnokonkurencyjnym” rentowność skłania do produkowania towarów
najbardziej poszukiwanych, lecz nie najbardziej potrzebnych, dalej robotnicy
niezorganizowani, zagrożeni konkurencją maszyn, byli wyzyskiwani i wpędzani w
nędzę, że słabość ich siły nabywczej nie pozwalając nabywać produktów własnej
ich pracy stwarza w przyszłości dla społeczeństw uprzemysłowionych groźbę
wzrastającej nadprodukcji.
Daremny trud, idee te zostały prędko zapomniane,
Sismondi za życia nie był uważany za wielkiego ekonomistę. W latach
1820 – 1850 „optymistyczna szkoła liberalna” szerzyła we Francji myśl,
że instytucje liberalne (wolność i własność prywatna) były nie tylko najlepsze
ze wszystkich, ale też były „przyrodzone” i nieodzowne, że poza nimi wszystko
było sztuczne i stanowiło źródło nieładu, że nędza wynikała ze złego zachowania
się lub nierozsądnego postępowania tych, którzy ją cierpieli.
Jednakże wybujałość tej doktryny nie stanowiła
dowodu dobrej wiary. Jeśli liberałowie
czterdziestych lat XIX w., wykazywali tyle optymizmu, to dlatego, że odczuwali
potrzebę obrony instytucji już podważanych. Nędza warstw robotniczych tak
okrutnie przedstawiona przez Villermé, zrodziła
gwałtowne niezadowolenie z liberalnego systemu ekonomicznego, co znalazło wyraz
w „utopiach” autorów uważanych wówczas za socjalistów, jak: Saint-Simon, Fourier, Cabet,
Robert Owen, Louis Blanc, Proudhon. Jeśli Bastiat i
Amerykanin Carey, operując argumentami wątpliwej wartości, starali się dowieść,
że swobodna inicjatywa sprzyjając nader szybkiemu postępowi technicznemu,
powoduje coraz bardziej „bezpłatne” (to znaczy „łatwe”) zdobycie źródeł
naturalnych, to dlatego, że trzeba było odpowiadać pierwszym komunistom
zapowiadającym panowanie zasady: „każdemu według potrzeb”, a także Ricardowi,
który swą teorią renty podważał wiarę w harmonię interesów w warunkach
wolności. Jeśli zaś uczniowie Bastiata, wciąż przy
pomocy wątpliwych argumentów, twierdzili nieco później, że wolność i własność
zapewniając obfitość kapitałów wpływają na stopniową obniżkę stopy procentowej,
to robili to dlatego, że trzeba było walczyć z tezami Proudhona propagującego
organizację bezpłatnego kredytu.
Dopiero po 1850 roku pierwszy prąd wrogi pierwotnej
myśli klasycznej przezwyciężył ją,
przynajmniej w środowisku intelektualistów. Szkoła historyczna głosiła wówczas
tezę, że każdej strukturze ekonomicznej odpowiada inny mechanizm i że mogą
istnieć różne systemy ekonomiczne. Pozwoliła zatem na wyklucie się i rozwój myśli
reformistycznej w przeciwieństwie do tych, którzy twierdzili, że jedynie
instytucje liberalne były konieczne i „naturalne”. Ona natchnęła samego Stuarta
Milla, pomimo jego indywidualizmu i przywiązania do teorii ricardowskiej,
myślą, że pewne zmiany podziału dochodów stały się niezbędne i mogą się
przyjąć.
W tym samym czasie zaczął się rozlegać potężny głos
Karola Marksa. Rzekomo nieśmiertelne prawa, głoszone przez autorów klasycznych,
były dla niego prawami tylko jednego systemu – kapitalizmu. Jeśli ten system
potrafił doprowadzić do bardzo szybkiego
rozwoju produkcji, to jednocześnie spowodował ujarzmienie robotnika, wywołał z
konieczności wyzysk („wartość dodatkową”) i perturbacje (brak równowagi i
nadprodukcja). System ten zresztą nielogiczny i niestały kryje w sobie zarodek
własnej zagłady, nieodwołalnie przygotowuje
zniesienie prywatnego przywłaszczania wyprodukowanych dóbr i nastanie
socjalizmu. W ten sposób Marks nie tylko postawił zagadnienie zmian strukturalnych,
lecz ponadto stwierdził, że ustrój samorzutnie zmierza do swego
przekształcenia.
Po wkładzie – mającym raczej charakter krytyczny –
szkół socjalistycznej, historycznej i marksistowskiej, zwolennicy myśli
klasycznej czuli się w obowiązku przystąpić do energicznego wysiłku
rekonstrukcyjnego. Czyżby nie istniały prawa ekonomiczne sprawdzające się w
każdym ustroju? Ale do tej pracy
odbudowy należało postawić nowe badania na poziomie wyższej abstrakcji. Około
roku 1870 trzej wielcy pionierzy: Karl Menger, Stanley Jevons i Leon
Walras zabrali się do badań „czystej ekonomii”:
zadawali sobie pytanie, jakie podstawowe prawa kierują kształtowaniem
się wartości i cen, następnie podziałem
dochodów, jeśli się założy, że człowiek działa pod wpływem „zasady
hedonistycznej”, to znaczy w poszukiwaniu dobrze pojętego własnego interesu.
Uczniowie ich wyobrazili sobie „homo oeconomicus” umieszczonego kolejno w
warunkach konkurencji, a następnie monopolu. Marginaliści
wiedeńscy twierdzili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej, że dobra
pośrednie czerpały swą wartość z dóbr bezpośrednich, że dochody były cenami
czynników produkcji, a wiec podlegały zwykłym prawom cen. Walras utrzymywał, że
na rynku doskonalej konkurencji cena zależałaby od intensywności ostatnio
zaspokojonej potrzeby, że ruchy cen pozwoliłyby zrównać podaż i popyt i że w
całokształcie gospodarki konkurencja zapewniłaby zrównanie ceny produktów z
cenami czynników produkcji.
Lecz twierdzenia
marginalistów i teoretyków równowagi pozostały
sporne. Ponadto nie dali oni wyraźnej odpowiedzi
w sprawach organizacji społecznej. Można więc stwierdzić, że jednomyślność
wśród ekonomistów nie była wtedy bardziej budująca niż obecnie. Różnica między
rokiem 1900 i 1950 nie polega na zaniku ortodoksji, raczej daleko bardziej na
charakterze głównych zainteresowań.
Na początku XX wieku głównym zagadnieniem dla
ekonomistów było wciąż jeszcze
udoskonalenie podziału dochodów.
Zagadnienie to stanowiło główną podstawę sporów między liberałami,
socjalistami i reformistami. Pierwsi stali na gruncie istniejącego ustroju jako
możliwie najlepszego, albo też sądzili, że jedynie udoskonalenie swobody
działania (laisser faire)
mogłoby go jeszcze naprawić. Inni przypisywali wielkie wady podziału
instytucjom współczesnym: zupełnej wolności ekonomicznej i własności; żądali
więc zniesienia ich lub zreformowania; domagali się mianowicie kontroli
państwowej nad rynkiem lub gwałtownej rewolucji. W obliczu tych sprzecznych
zdań cóż odpowiadali ówcześni znani teoretycy?
Byli to bezpośredni uczniowie wielkich pionierów,
których nazwiska wymieniliśmy: Alfred
Marshall..., John Bates Clarc..., Leon Walras..., Menger, Böhm-Bawerk i Wiese... „Klasykami
wówczas nie byli już Smith, Say albo Ricardo, byli
nimi marginaliści
(szkoła wiedeńska lub amerykańska) lub teoretycy równowagi ekonomicznej
(szkoła lozańska). We Francji jednak, gdzie pod wpływem Leroy-Beaulieu
powoływano się jeszcze na Saya i Bastiata,
i w Niemczech, wyznających wiernie historyzm, idei nowych szkół klasycznych nie
przyjmowano bez zastrzeżeń.
Ci wielcy teoretycy sądzili przede wszystkim, że
przedmiotem nauki ekonomicznej było opisywanie mechanizmów działających w
różnych ustrojach ekonomicznych i wystrzegali się oceny instytucji. W stosunku
do zagadnień organizacji społecznej podstawowe ich teorie pozostawały
neutralne, to znaczy nie pochwalały ani nie ganiły istniejącego porządku.
Bez wątpienia wydawało
się, że teorie te aprobują wszelkie systemy oparte – jak ówczesny – na zasadzie
lesseferyzmu. Menger czy Böhm-Bawerk
w swym tłumaczeniu istoty wartości przez użyteczność krańcową mierzyli głównie
w marksistowską teorię wartości opartą na pracy; tłumacząc procent od kapitału
nastawieniem psychologicznym wszystkich czasów – deprecjonowaniem dóbr
przyszłych. Böhm-Bawerk chciał przez to powiedzieć,
że istnienie tego dochodu nie było wyłączną cechą ustroju kapitalistycznego.
Czyż nowe teorie klasyczne nie głosiły, że w
warunkach doskonałej konkurencji automatyczne wahania cen prowadziły
zawsze do zapewnienia równowagi między podażą i popytem, między produkcją i spożyciem,
że wszelkie ceny narzucane rynkowi przez jakąkolwiek władzę wbrew cenom
naturalnym wywoływały z konieczności zakłócenia równowagi, że dochody – jako
cena czynników produkcji – podlegają prawu produkcyjności krańcowej i ustalają
się niechybnie na właściwym poziomie?
„Podział dochodu społecznego,
pisał John Bates Clarc, określony jest prawem
naturalnym... i jeśli to prawo działa bez interwencji elementów zakłócających,
zapewni ono każdemu czynnikowi produkcji taką ilość bogactwa, jaką wytwarza”3.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że liberałowie lat
1900-ych utożsamiając w dalszym ciągu (według nas niesłusznie) wolność z
konkurencją widzieli w tym panegiryku konkurencji usprawiedliwienie lesseferyzmu.
Niestety więc twierdzili, że w warunkach wolności mechanizm naturalny zmierza
do ustalenia automatycznie i natychmiastowo równowagi. Sądzili nawet, że taki
stan został mniej więcej osiągnięty za ich czasów. W ich oczach przez system „laisser-faire” można osiągnąć nie tylko sprawiedliwy
podział dochodu, ale także możliwe maksimum dobrobytu i postępu. A że wydawało
się im, że ówczesny ustrój już jest oparty na wolności i własności prywatnej i
urzeczywistnia ideał organizacji liberalnej, nie sądzili przeto, aby mógł być
znacznie ulepszony: liberalizm stał się konserwatywny. Nawet godząc się z dążeniem do reformowania
ustroju dopuszczali jedynie możliwość zwiększania wolności i polemizowali z
każdą myślą o interwencji państwa, czy to jako producenta, czy jako kontrolera
produkcji lub wymiany. Zapewne zdawali sobie sprawę z ciężkiej sytuacji mas
robotniczych i z kryzysów nadprodukcji – tych jaskrawych objawów braku
równowagi. Żaden z nich nie ośmieliłby się w 1900 roku orzec, jak Reybaud przed pięćdziesięcioma laty, że nędza była wynikiem
złego prowadzenia się tych, którzy jej doznawali. Ale dowodzili, że niska cena
pracy pochodziła ze złej organizacji rynku pracy i zalecali jako środek
zaradczy (Molinari) tworzenie giełd pracy, przy
których wskutek udoskonalenia konkurencji, cena stanie się sprawiedliwsza. Co
do kryzysów, to dla usprawiedliwienia ustroju tłumaczono je pewnymi błędami
polityko bankowej (nadmierny rozwój kredytu przerywany nagłymi restrykcjami),
albo też chciano w nich widzieć czy to zjawiska uzdrawiające po okresie
nadprodukcji, czy też przejściowe wstrząsy zawierające pierwiastki owej własnej naprawy4. Liberalizm
wierzył więc w możność oparcia się na nowych teoriach klasycznych i
rzeczywiście były one całkowicie z nim zgodne.
Interpretowanie tych teorii w sensie liberalnym nie
było wcale koniecznością i wielu ze znanych autorów, których nazwiska
wymieniliśmy, to ominęło. Istotnie teorie te nie zawierały bynajmniej aprobaty
ani istniejącego ustroju, ani nawet ustroju pełnego lesseferyzmu. Łatwo w nich
ustalić cztery cechy zasadnicze.
1. Autorzy
tych teorii uznawali jedynie w teorii konkurencję
doskonałą, gdyż wiedzieli dobrze, że w rzeczywistości
nie istniała ona; nie mogli bowiem nie dostrzegać tendencji monopolistycznych
swej epoki. Czyż John Bates Clarc nie przestrzegał
przed tymi tendencjami i nie oświadczył, że wolałby socjalizację od monopoli
prywatnych? Neoklasycy wiedzieli też, że
wzmacniając zasadę wolnej konkurencji (laissez-faire)
nie koniecznie wzmacnia się konkurencyjny charakter organizacji ekonomicznej –
trusty i kartele były wszak dziećmi „lesseferyzmu”. Nie identyfikowali więc
prawnego stanu wolności ze stanem faktycznym, jakim jest konkurencja. John Bates Clarc
pragnął nie „wolnej konkurencji”, lecz konkurencji zorganizowanej.
2. Tak samo,
gdy ekonomiści szkoły lozańskiej mówili o równowadze, teoria głoszona przez
nich nie była opisem gospodarki ich epoki (ponieważ wiedzieli, że ta
przedstawiała często obraz niezrównoważenia ekonomicznego), lecz jedynie środkiem
analizy do badania braku równowagi rzeczywistej i wskazania, w jakich warunkach
równowaga mogłaby być ewentualnie realizowana.
3. Co więcej,
wiedzieli, że pojęcie równowagi było dużo mniej obiecujące od starego pojęcia
ładu ekonomicznego fizjokratów czy Smitha. Mówili tylko o wyrównywaniu pewnych
ilości dostarczanych na rynek. Ale ta równowaga mogłaby współistnieć z
niesprawiedliwością, z nędzą lub z niewłaściwym kierunkiem produkcji. Von
Wieser5 przypomniał, że wskutek nierówności w podziale siły nabywczej
przedmioty najwięcej poszukiwane, a więc najbardziej opłacalne w produkcji, nie
były najpotrzebnie4jsze z punktu widzenia społecznego.
4. Wreszcie,
kiedy neoklasycy twierdzili, że mechanizmy ekonomiczne w razie konkurencji
doprowadzały do optimum zadowolenia chcieli przez to tylko powiedzieć o optimum
osiąganym w pewnych warunkach strukturalnych, a mianowicie w danej sytuacji
podziału własności i siły nabywczej. Nie oznacza to wcale aprobaty tych
warunków; być może, że w innej sytuacji,
więc na przykład przy mniej nierównej repartycji siły nabywczej, można by było
osiągnąć wyższy poziom sprawiedliwości i dobrobytu. Karol Rist6
potrafił przypomnieć już w pierwszych latach XX wieku, jakie dokładnie było pod
tym względem stanowisko szkoły wiedeńskiej i lozańskiej. Wszystko to wyjaśnia
postawę reformistyczną Wiesera czy Walrasa7.
Nie trudno spostrzec co należałoby dodać do tego
kompleksu teoretycznego, aby móc w pełni
zaaprobować ówczesny ustrój: trzeba było dowieść, że realizował on stan
doskonałej konkurencji. Ale takiego dowodu nie można było przeprowadzić. Tak samo, gdyby teoretycy
marginalizmu albo równowagi byli prawdziwymi liberałami, dodaliby do swego
wykładu twierdzenie, że teoretyczny system integralnej wolności mógłby zapewnić
utrzymanie stanu doskonałej konkurencji, albo że równowaga ekonomiczna
wykluczała nędzę i niesprawiedliwość i że jedynymi mechanizmami mogącymi
działać w warunkach wolności były mechanizmy równoważące. Tego jednak nie
powiedzieli. W rzeczywistości nie doszli oni do jednolitych wniosków co do
organizacji społecznej, co oznaczało, że ich wykładnia mechanizmów
ekonomicznych była społecznie neutralna. Niektórzy uczniowie Mengera, jak Hayek albo Mises byli (i pozostali) czystymi liberałami, ale L. Walras
miał pewną skłonność ku socjalizmowi, a Wieser czy
A.. Marshall domagali się mniej lub więcej gorąco reform oraz w pewnym zakresie
interwencji państwa.
Tak więc pewne prądy reformistyczne mogły się
rozwijać i wpływ ich na aktywną politykę stawał się znaczny. Stopniowo powstało
szereg trudności, wobec których nie można było pozostawać obojętnym: trudności
zbytu w niektórych krajach zagrożonych konkurencją państw lepiej wyposażonych
technicznie lub mających niższe płace, nędza robotników, groźba rozruchów
rewolucyjnych. Wbrew zasadom liberalnym, Stany Zjednoczone wciąż uprawiały
restrykcyjną politykę celną i od 1890 r. protekcjonizm ich jeszcze się wzmógł.
Od roku 1880 Europa je naśladowała. Głównie jednak dla rozwiązania wielkiego
problemu ekonomicznego XIX wieku – podniesienie poziomu życia klas pracujących
– większość państw europejskich wstąpiła na drogę opieki prawnej nad
robotnikami wprowadzając prawne uprzywilejowanie płac, zezwalając na tworzenie
i łączenie się związków zawodowych i kooperatyw, chroniąc robotników przed
nieszczęśliwymi wypadkami i chorobami zawodowymi, zakładając podwaliny całego
systemu ubezpieczeń społecznych coraz bardziej rozszerzanego, powierzając nawet
pewnym przedsiębiorstwom publicznym (państwowym lub samorządowym) troskę o
tanie i nie obliczone na zyski zaspokajanie podstawowych potrzeb szerokich
mas.
Otóż
ta polityka reform i czynnej interwencji państwa rozwijała się empirycznie, bez
podstaw teoretycznych: władze publiczne
działały na los szczęścia, działalność chwili i działalność w miejscach,
gdzie wytwarzała się skandaliczna sytuacja nie licząca się z godnością ludzką.
Socjaliści-fabianie w Anglii zalecali reformy na gruncie doświadczeń (zwłaszcza
opodatkowanie renty gruntowej, niezasłużonej wartości dodatkowej, rozwój
związków zawodowych i spółdzielni). Na doświadczeniu też opierała się działalność niemieckiej socjaldemokracji,
rozwój przedsiębiorstw publicznych we Francji8, działalność w Belgii; na doświadczeniu opierała się
prawie wszędzie działalność związków zawodowych i opieka prawna nad
robotnikami.
Ta działalność pozbawiona podstaw teoretycznych
spotykała się z jednym zasadniczym zarzutem: wpływanie na poziom dochodu
społecznego – mówiono ze strony liberalnej – to sztuczne działanie na poziom
niektórych cen; opieka prawna nad robotnikami – to dążenie do sztucznej
podwyżki cen pracy. Tego rodzaju działanie nie może być skuteczne na
dłuższą metę; musi wcześniej czy później doprowadzić do zmniejszenia
zapotrzebowania na pracę i spowodować bezrobocie, po którym nastąpi nowa zniżka
płac. Ani związki zawodowe, ani państwo nie mogą ustalać cen pracy wbrew prawom
naturalnym; to musi się zemścić.
Takie obiekcje nie powstrzymały jednak nigdy
reformatorów społecznych. Ich większość rozumowała wówczas bardzo
prosto: „sławetne prawa ekonomiczne, które
rzekomo musimy przekraczać, istnieją jedynie w wyobraźni inteligentów.
Spróbujmy działać. Zawsze mamy czas zaprzestać swej działalności i nawet cofnąć
się, jeśli niepowodzenie przekona nas, żeśmy się omylili”. Dopiero około roku
1900, stojąc już na mocnym teoretycznym gruncie, reformiści zauważyli, że – jak
powiedzieliśmy wyżej – teorie neoklasyczne nie
powinny być rozumiane tak, jak to robili liberałowie czystej wody,
że twórcy tych teorii nie zmierzali do pochwalania istniejącego ustroju ekonomicznego,
że jeśli nawet Böhm-Bawerk, Menger
i większość Austriaków zdradzała chęć odrzucenia marksizmu, inni, jak Walras,
przeciwnie, nie ukrywali wcale swych dążeń socjalistycznych i proponowali
szereg reform, dających się pogodzić ze stanem konkurencji.
Jeśli
chodzi o marksizm, to zdobył on sobie wówczas jedynie intelektualistów i pewne
ośrodki robotnicze; przy czym nawet jego zwolennicy byli z nim obeznani
niedostatecznie. W Anglii laburzyści nie byli marksistami,
lecz fabianami; w Ameryce głównym
inspiratorem marksizmu był Henri George. W Rosji marksizm wyznawany był tylko
przez emigrantów i przez inteligencję, surowo dozorowanych przez policję
polityczną. We Francji Jules Guesde, wielki jego
krzewiciel, napotykał na utrzymujące się jeszcze w masach robotniczych tradycje
proudhonistyczne.
Materializm historyczny studiowano przede wszystkim w Niemczech, ale i
tam wywoływał on już sprzeciwy. Już E. Bernstein podał w wątpliwość
przekonanie, że kapitalizm musi automatycznie doprowadzić do narodzin świata
socjalistycznego.
W
rzeczywistości marksizm był jeszcze jedną doktryną opozycyjną, wobec której
masy robotnicze wykazywały niezdecydowanie, czy
to wskutek nieświadomości, czy z obawy poddania się złudzeniom, czy wreszcie z
powodu wiary w inne sposoby myślenia. Ale już wtedy marksizm pasjonował pewne
nieliczne, lecz bardzo aktywne ośrodki.
Około r. 1950 w porównaniu z
początkiem wieku myśl ekonomiczna przekształciła się radykalnie.
Wynikło to głównie z nieszczęść XX wieku. Cena pracy
z pewnością wzrosła od 50 lat, ale raczej pozornie niż w rzeczywistości, i
statystyki pozwalają stwierdzić, że w wielkich krajach przemysłowych udział
płac w ogólnej masie dochodów nie wykazuje wzrostu; w krajach azjatyckich i
afrykańskich poziom ceny pracy jest bardzo niski; w krajach dotkniętych
inflacją ruch cen nominalnych nie nadąża za wzrostem cen przedmiotów
codziennego użytku. Prawie wszędzie dają się nadal we znaki złe warunki
higieniczne, niedostateczne wyżywienie i nędza mieszkaniowa. Ameryka, chociaż
uprzywilejowana, żyje jednak pod nieustannym strachem niepełnego zatrudnienia. Nie podzielając wcale idei komunizmu, można w tych warunkach
wytłumaczyć sobie, dlaczego sukcesy osiągnięte na płaszczyźnie ekonomicznej
przez budowniczych nowej Rosji natchnęły masy robotnicze Zachodu nadzieją,
jakiej nie miały na progu wieku. Marksizm nie wygląda już na herezję
pozostającą poza nawiasem prawdziwej nauki; traktowany jest poważnie , badany i
komentowany nawet przez tych, którzy nie darzą go zaufaniem lub obawiają się jego
wpływu.
Zarazem jednak XX wiek nie cieszy się atmosferą
pokoju międzynarodowego i nieomal stałego postępu ekonomicznego, z jakich
korzystał wiek XIX. Wielkie wojny światowe doprowadziły do nacjonalistycznej polityki
ekonomicznej, co pociągnęło za sobą głód, perturbacje pieniężne i katastrofalny
brak kapitału. Ludzie naszego pokolenia przeszli nagle od nadmiaru do
niedostatku i mają wrażenie, że nigdy nie zaznali rozsądnie zrównoważonej
gospodarki. Niektórzy nawet przypuszczają, że istnieje związek między nadmiarem
a wojnami, które stają się jakby normalną jego korekturą. W tych warunkach
głównym przedmiotem pozytywnych badań ekonomistów nie jest już walka o
sprawiedliwy podział dochodów, tylko poszukiwanie środków zapewniających stałą
równowagę ekonomiczną. Najgorliwiej studiowanym rozdziałem podręczników nie
jest rozdział, który dotyczy podziału dochodów, lecz ten, w którym autor bada,
w jaki sposób można by uregulować w czasie poziom aktywności ekonomicznej.
Zmieniły się też same metody analizy.
Z jednej strony nie uważa się już za możliwe
wyjaśniać ogólne zjawiska ekonomiczne na podstawie działalności poszczególnych
jednostek ekonomicznych. Mikroekonomia ustąpiła miejsce makroekonomii; miejsce
marginalizmu zajęło badanie wielkości globalnych.
Z drugiej strony dla poznania sposobów uregulowania
rytmu działalności ekonomicznej teoretycy nowocześni starają się stworzyć
dynamikę ekonomiczną; ma ona przedstawić, w jaki sposób powstają zakłócenia
równowagi ekonomicznej, jak wzmagają się one, osiągając stan „wybuchowości” lub
przeciwnie – znikają ustępując miejsca innym zakłóceniom w odwrotnym kierunku.
Te badania doprowadziły do pesymistycznych wniosków. Już nie głosi się tezy,
według której każde zachwianie równowagi wywołuje automatycznie i niezwłocznie
reakcje zmierzającą do przywrócenia równowagi. „Dynamiści”
sądzą przeciwnie, że te zbawienne akcje, jeśli nawet następują, to działają z
pewnym opóźnieniem, że zresztą nie zawsze następują, że w przeciwieństwie do
mechanizmów równoważących, tak często opisywanych, mogą czasem działać
mechanizmy głęboko wytrącające z równowagi, wreszcie, że osiągnięta równowaga
jest często niestała. Niektórzy są też zdania, że pieniądz nigdy nie zachowuje
się obojętnie i zrzucają nań nieraz odpowiedzialność za zaburzenia ekonomiczne.
Teoretycy chętnie badają także sytuacje monopolowe
albo niedoskonałej konkurencji, które uważają za najbardziej częste, albo też
uznają, że firmy „dominujące” mogą nadawać rynkom kierunek dla siebie dogodny.
Wszystko to oddala ich od koncepcji równowagi trwałej, stałej i
automatycznej.
Wreszcie ponieważ przyjęto, że działające mechanizmy
ekonomiczne zmieniają się zależnie od struktury gospodarczej, musi powstać
zagadnienie zmian strukturalnych. Zagadnienie to znane ekonomistom końca XVIII
wieku, postawione na nowo przez Marksa, ale pomijane przez neoklasyków
wiedeńskich i lozańskich, stało się dzisiaj ponownie przedmiotem ogólnej uwagi
nawet wśród liberalnych autorów.
Te nowe interpretacje działalności ekonomicznej
pociągnęły za sobą zmianę zasadniczych stanowisk wobec instytucji. Jeżeli
automatyczny powrót do równowagi nie jest zapewniony, należy dążyć do jej
osiągnięcia za pomocą sztucznych zabiegów, jeśli zaś przywrócona w ten sposób
równowaga nie jest stała, trzeba ją utrzymywać przez zastosowanie szeregu
środków rozłożonych na krótszy lub dłuższy okres, lecz zharmonizowanych według
jednego planu. Jeśli pieniądz nie jest sam przez się neutralny, to trzeba go
zneutralizować; jeśli gospodarka naszych czasów zmierza do monopolu albo jeśli
rynki podporządkowują się faktycznie pewnym firmom potężniejszym od
pozostałych, należy chronić słabszych przed nadużyciami monopolistów i firm
dominujących na rynku.
Oto dlaczego wydaje się słusznym stanąć na gruncie
gospodarki kierowanej. Ale czy to jest zawsze skuteczne i czy nie może wywołać
skutków wręcz przeciwnych od zamierzonego celu? Na to pytanie, które tak
niepokoiło zwolenników reform społecznych około 1900 r., słyszy się obecnie
odpowiedź, że poziom cen nie jest absolutnie określony i że w ten sposób
oddziaływanie na strukturę (na przykład zastąpienie konkurencji monopolem lub
odwrotnie) albo też na elementy rynku (wpływanie raczej na podaż i popyt niż na
ceny) może się udać: słowem, wiele interwencji, niegdyś potępianych, teraz
wydaje się skuteczne, bo nie są w sprzeczności z lepiej rozumianymi prawami
rynku. Ponadto, interwencjonizm, niegdyś empiryczny, znalazł w teoriach J. M.
Keynesa i jego uczniów bardziej logiczne uzasadnienie.
Makroekonomia, a nie mikroekonomia, chęć badania
zjawisk ekonomicznych z punktu widzenia dynamiki, wiara w częstotliwość i w
„normalność” okresów zachwiania równowagi, porzucenie „lesseferyzmu” i rozwój
idei interwencyjnych – oto główne cechy charakteryzujące rok 1950 w porównaniu z
1900.
Celem niniejszej pracy jest pokazanie, w jaki sposób
odbyła się ta ideologiczna ewolucja. Będzie ona podzielona na dwie części: w
pierwszej zostaną przedstawione dwie główne teorie czy doktryny powstałe przed 1936 r. , tj.
przed datą ukazania się wielkiego dzieła lorda Keynesa: Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, druga
zawierać będzie próbę dokonania klasyfikacji najważniejszych idei, zrodzonych
po tej dacie9.
Część pierwsza
Od roku 1900 do ukazania się „Ogólnej Teorii”
J.M. Keynesa (1936) ……… 23
W 1900
roku ekonomiści zaabsorbowani byli jeszcze głównie, jak w ciągu XIX wieku,
zagadnieniem podziału dochodów.
Oczywiście, nastręczały się też inne problemy: sprawa międzynarodowej polityki
handlowej, sprawa „cyklicznych” przemian działalności ekonomicznej, sprawa
długofalowych wahań cen (było to w końcu okresu długotrwałej zniżki cen).
Powstawała kwestia reformy monetarnej w krajach bimetalicznych i w krajach
posługujących się pieniądzem papierowym, podczas gdy kraje o walucie złotej
dążyły do ustalenia, jaki związek istniał między pieniądzem a ceną, między
pieniądzem a stopą procentową. Niektórzy autorzy stawiali też sobie inne
jeszcze pytania – ogólniejsze: czy system oparty na poszukiwaniu maksimum
rentowności zawsze zapewnia najwyższą produkcyjność i możliwie największy
dobrobyt.
Ale te problemy wydawały się
sprawami mniejszej wagi lub przedwczesnymi w zestawieniu z wielkim zagadnieniem
wadliwego podziału dochodów. Marks uczynił z niego oręż do walki z kapitalizmem,
to znaczy z systemem, w którym władza znajduje się normalnie w rękach
posiadaczy kapitału, robotnicy zaś zmuszeni są do posłuszeństwa. System ten
marksiści oskarżali o grabież, o wywołanie nieładu; atakowali zarazem jego
podstawy prawne (prywatne przywłaszczanie czynników produkcji) i ideologiczne
(chęć zysku) U niemarksistów domagających się
reform występowało również dążenie do
zwiększenia udziału robotników w całości dochodu społecznego. Jeśli chodzi o zwolenników hasła „laissez
faire”, to nie negowali oni, że dochody były źle
rozdzielane, ale szczerze wierzyli, że ten błąd mógłby być naprawiony tylko
przez wprowadzenie jeszcze większej wolności rynkowej.
Od roku 1900 do 1936 trzy wielkie
wydarzenia dokonały zmiany sytuacji. Z jednej strony, pierwsza wojna światowa
zwróciła uwagę na doniosłość dobrej organizacji narodu; toteż na pierwszy plan
wysunęły się następujące zagadnienia: kwestie monetarne, handel zewnętrzny i
wymiana, kierunek produkcji. Ponadto pierwsza wojna światowa przyzwyczaiła umysły
do gospodarki kierowanej. Z drugiej strony wprowadzenie w Rosji ustroju
zdecydowanie „antykapitalistycznego” i inspirowanego ideologią marksistowską,
nadało tej ostatniej moc, jakiej dotąd nie miała. Wreszcie
„wielka depresja” lat trzydziestych skłoniła autorów do studiowania przede
wszystkim problemów zachwiania równowagi i sprzeczności ekonomicznych.
Aby obserwować ewolucję idei
wywołaną tymi wielkimi zdarzeniami historycznymi i jeszcze paru innymi,
będziemy się trzymali następującego porządku:
W rozdziale pierwszym zapoznamy się z
rozwojem socjalizmu. Myśl socjalistyczna powinna być traktowana osobno,
ponieważ szczególnie od czasu sukcesu bolszewizmu w Rosji, tworzy niejako
odrębny świat ideologiczny. Musi być rozpatrywana najprzód z wielu względów.
Przede wszystkim dla przestrzegania pewnej kolejności historycznej: bo istotnie
przed 1914 r. najgwałtowniejsze prądy ideowe powstawały w obozie
socjalistycznym. Następnie, ponieważ pod pewnymi względami socjalizm, zwłaszcza
w formie marksistowskiej, od początku podjął ofensywę przeciwko istniejącemu
ustrojowi, wskutek czego inne rodzaje myśli przybierały często postać
odpowiedzi niesocjalistów na zagadnienia, które socjalizm poruszył po raz
pierwszy.
W rozdziale drugim rozpatrzymy
pierwsze reakcje teoretyczne przeciwko ekonomii klasycznej wiedeńskiej i
lozańskiej. (…)
Rozdział trzeci będzie miał tytuł: Ku
idei kontroli ekonomicznej.
Rozdział czwarty będzie poświęcony
odpowiedziom liberalnym na te nowe prądy.
Rozdział I
Rewizja marksizmu ……… 25
W roku
1900 nie wszyscy socjaliści uważali się za marksistów. Co więcej, kryzys rozpoczął
się nawet wśród zwolenników Marksa.
Oto w r. 1899 Edward Bernstein
opublikował po niemiecku wybitne dzieło, wnet przetłumaczone na wiele języków:
..., w którym faktycznie rozstał się z zasadniczymi ideami swego mistrza.
Teoria wartości dodatkowej i materializm historyczny zostały porzucone.
Szczególnie dwie podstawy wiary w nadejście świata socjalistycznego, a więc
wzrost koncentracji i rewolucyjna wola mas zostały mocno podważone: Bernstein dowodził że koncentracja odbywa się bardzo wolno
i że w pewnych gałęziach produkcji nie następuje wcale. W całej dziedzinie
rolniczej, w handlu detalicznym, w wielu zawodach miejskich związanych z
pracami reparacyjnymi, usługami osobistymi, w wytwórczości luksusowej,
przedsiębiorstwa rzemieślnicze utrzymują się wyłamując się spod panowania
wielkiego kapitału. Tam zaś, gdzie odbywa się koncentracja przedsiębiorstw, nie pociąga to za sobą
koncentracji własności. Klasy średnie nie wykazują tendencji do
zanikania.
Czy nie byłoby rozsądniej – zapytuje
Bernstein – zadowolić zniecierpliwienie mas
proletariackich przez natychmiastowe złagodzenie ucisku, jaki one znoszą, i dążenia, nawet w ramach kapitalizmu, do
polepszenia ich losu. Organizacje robotnicze powinny ograniczyć się do
osiągnięcia celu mogącego zrealizować się zaraz, mianowicie do uzyskania dla
swych członków przedstawicielstwa w radach zarządzających przedsiębiorstwami.
Państwo, pobudzane przez partię socjalistyczną, powinno za pomocą kolejnych
reform ustawodawczych zmierzać do tego samego celu.
Książka znalazła głęboki oddźwięk.
Wywołała scysje wśród socjalistów czerpiących natchnienie z dzieł Karola
Marksa, spowodowała „rozkład marksizmu”2 na dwa zasadnicze
nurty: jeden z nich, w braku lepszego
określenia, nazwano „rewizjonizmem” doszukującym się, jakimi środkami można by
natychmiast urzeczywistnić, nawet w ramach kapitalizmu, dążenia świata
robotniczego. Drugi nurt – rewolucyjny,
o wiele wierniejszy czystej myśli marksowskiej, odradzał robotnikom pokładanie
jakiejkolwiek nadziei w możliwość poprawy bez załamania się kapitalizmu lub
gwałtownej rewolucji.
Dział I.
„Rewizjonizm” ……… 26
„Rewizjonizm” był zlewiskiem różnorodnych tendencji i idei, często
empirycznych, nieraz bardziej zbliżonych do ideału demokratycznego, czy do
myśli Proudhona lub George’a3, niż do myśli marksistowskiej, mimo iż
jego twórcy zaręczali często (choć nie zawsze), że pozostają wierni zasadom
Marksa.
Objawił się rewizjonizm naprzód –
około roku 1900 – w kreśleniu różnych planów „przyszłych społeczności”. Ale te
plany obowiązywały tylko ich twórców. Partie i związki poczuwające się do
reprezentowania świata robotniczego żywiły inne zamiary; należałoby zobaczyć
jakie. Bądź co bądź niektórzy autorzy pragnący dochować wierności metodzie
Marksa, chociaż dochodzili do wniosków zgoła odmiennych od swego mistrza, czuli
się w obowiązku poddać analizie zachodzące przemiany ustroju kapitalistycznego
i rolę historyczną związków zawodowych. Autorzy ci, mimo upływu 50 lat, wydają
się jeszcze godni poznania.
§ 1. Plany przyszłych społeczności ………
27
Marks był
zdania, że kreślenie planów przyszłych społeczności nie jest zadaniem nauki.
Miał rację; nie trzeba było długo czekać, aby się przekonać, że te „utopie”
pozbawione były wówczas wszelkich podstaw realnych, odzwierciedlały jednak zbyt
dobrze nadzieje danej epoki, aby je zupełnie przemilczeć.
Takich planów było bardzo dużo. Maurice Bourguin,
który starannie przestudiował plany swojej epoki4, sklasyfikował je
nieco dowolnie na kilka kategorii:
1) „związane
z kolektywizmem”, czyli systemem oddającym wszystkie środki produkcji
wspólnocie i dokonującym podziału towarów według zaplanowania władzy, czy to
stosownie do potrzeb każdego, czy też zależnie od czasu włożonej pracy;
2) zgodne z
zasadami „socjalizmu państwowego”, czyli także przewidujące przekazanie
wszystkich dóbr produkcyjnych państwu, reprezentującemu zbiorowość; zwolennicy
tych koncepcji, licząc się z trudnościami w zastosowaniu zasady „każdemu według
jego pracy”, uznawali, że wartość towarów spożywanych musi być regulowana
prawem popytu i podaży;
3) projekty
„korporacyjne”, domagające się oddania dóbr produkcyjnych wyspecjalizowanym
zespołom robotniczym, powołanym do dalszego dysponowania nimi.
I. Plany kolektywistyczne ………
28
Antoni Menger w
małej książeczce, jeszcze dziś dobrze znanej5, przedstawił w r. 1886
różne prace z XVIII i XIX
wieku wypowiadające się za
realizacją „prawa do pełnego produktu pracy”. Na początku XX wieku
niektóre utopie miały jeszcze związek z
ideami, rozwijanymi przez Rodbertusa6 w 1842 roku. Wiadomo, że
chciał on „ukonstytuować wartość” i w tym celu skłonić państwo do
zorganizowania pewnego rodzaju olbrzymiego magazynu uniwersalnego przyjmującego
wszelkie towary... płacącego za nie wytwórcom... i odsprzedającego... Przedstawił zresztą ten projekt raczej jako ideał... a nie jako zasadę do
natychmiastowej realizacji.
(...)
II. Socjalizm państwowy ………
28
Zastrzeżenia przeciwko czystemu kolektywizmowi miały dość szeroki
odgłos, aby skłonić projektodawców społeczności socjalistycznej do
przedstawienia planów, które dałyby się szybciej zrealizować. Nawet Jaures od
1891 roku uwzględniał w pewnej mierze zasadę rzadkości przy ustalaniu się
poziomu cen. Inni poszli za jego przykładem. Więc Georges Renard10 w
1903 r. proponował pewien poprawiony system kolektywistyczny.
(...)
Te rozmaite pomysły dowodzą, do
jakiego stopnia od 1900 r. wzbudzała wątpliwości możliwość urzeczywistnienia
stałej równowagi ekonomicznej przy czystym systemie wartości opartej na pracy12
i skoro raz dopuszczono częściowe ustalanie pewnych cen według popytu i podaży,
jak trudne staje się niedopuszczenie do upowszechniania tego systemu.
III. Plany zrywające całkowicie z zasadą wymiany
według wartości opartej na pracy
……… 30
Utopiści
tego nowego rodzaju nie mogą już powoływać się na zasady marksistowskie. Ich
zwolennicy co najwyżej objawiają pewne uznanie dla Marksa jako twórcy mitów i
siewcy nadziei. Raczej nawiązują oni do idei rozwijanych między rokiem 1870 a
1890 w Niemczech przez teoretyków zwanych „socjalistami ex cathedra”13.
Propagowali
oni przede wszystkim rozwój przedsięwzięć kolektywnych, lecz według nich
powinno się to odbywać bez stosowania przemocy, bez usuwania własności
prywatnej tam, gdzie pozostaje ona najbardziej ekonomicznym sposobem
gospodarowania i gdzie kapitał nie wywiera swej przemożnej władzy na
pracowników najemnych. W razie wywłaszczenia należy wypłacać
odszkodowania wywłaszczonym. Ta stopniowa socjalizacja, nie krzywdząca właścicieli
i bezbolesna, winna być realizowana bez stosowania zasady wartości opartej na
pracy. Ceny powinny być ustalone według prawa podaży i popytu; najwyżej
przedsiębiorstwa publiczne powinny dostarczać swych produktów i usług bez
zysku, po cenach korzystnych dla użytkowników, czyli w interesie ogólnym.
Dzisiaj
idee te wydają się przestarzałe…
Ale idee te w dalszym ciągu mają swoich wyznawców; odżywają one w
pewnych dzisiejszych propozycjach na rzecz „nacjonalizacji”.
IV.
Socjalizm korporacyjny ……… 31
Jeszcze na początku XX wieku wielu autorów wierzyło, że
socjalizm może być urzeczywistniony drogą mnożenia się związków pracowniczych,
podejmujących się prowadzenia niezależnych przedsiębiorstw na własny rachunek,
po uzyskaniu kapitału zakładowego drogą pożyczki lub daru. Czy w ten
sposób nie uniknęłoby się wyzysku pracowników? Czy dzięki temu kapitał nie
mógłby stać się wspólnikiem albo nawet sługą pracy?
Formuła ta, zapożyczona pośrednio od
Lous Blanca i od Proudhona, kierująca się tym samym
ideałem co spółdzielnie produkcyjne, zawsze wywoływała wiele przychylnych
odgłosów w krajach o tradycjach rękodzielniczych, to znaczy w Europie
Zachodniej19, a zwłaszcza we Francji. Hasła: „Kopalnie dla górników”
lub „Koleje dla kolejarzy” – zawsze były popularne i tłumaczą obecne
rozczarowanie świata pracy do reform ustrojowych, mających na celu
wywłaszczenie kapitału prywatnego na rzecz państwa, a nie na rzecz pracowników.
Nigdy
jednak ideał ten nie doprowadził do poważniejszych osiągnięć; kooperatywy wytwórcze robotników prawie
wszędzie upadly22. Obecnie wobec olbrzymich przemian
ustrojowych dokonanych w Rosji Radzieckiej – tworzenie drobnych grup
pracowniczych mających osiągać zyski, nie przedstawia się już jako reforma w
duchu rzeczywiście socjalistycznym23.
V. Program spółdzielczy24 ………
32
Wkrótce
po roku 1900 i po upadku różnych typów
przedsiębiorstw robotniczych (warsztaty społeczne, spółdzielnie wytwórcze
itd.) Charles Gide (1847 – 1932) wzbudził wielkie nadzieje,
twierdząc, że spółdzielnie spożywcze będą mogły zapewnić „panowanie konsumenta”25.
Czyż nie byłyby one w stanie drogą
współzawodnictwa usunąć swych konkurentów – kupców prywatnych, a następnie
dzięki nagromadzeniu rezerw przejść do
wielkiej produkcji? Ponieważ „zwracają” one cześć zysków swym członkom –
spożywcom proporcjonalnie do wysokości zakupów każdego, czy spółdzielnie te nie
osiągną w końcu, bez rewolucyjnej przemocy, zarówno ideału Bastiata
(obniżka cen) jak i celu socjalizmu (zanik zysku i kapitału) i chrystianizmu
(podporządkowanie życia ekonomicznego innym czynnikom, niż poszukiwanie
osobistych korzyści)?
Ilość i
rozmaitość wszystkich tych projektów przyszłej organizacji społecznej świadczy
o tym, do jakiego stopnia troszczono się o odnowę społeczną w zaraniu XX wieku
i jak wiele umysłów, nawet zniechęconych do ustroju kapitalistycznego jego
rabunkowością, wahało się jednak przyjąć bez zastrzeżeń kolektywizm.
§ 2.
Stanowisko głównych partii
socjalistycznych w poszczególnych krajach ………
33
Przywódcy
mas robotniczych zawsze jednak odnosili się z niejakim niedowierzaniem do
planów przyszłych społeczności, wskazanych powyżej. Większość ich od
1900 do 1914 roku bardziej uległa ideom marksistowskim, chociaż właściwie nie
były one całkowicie marksistowskie, to jednak w kierownictwie akcją masową liczyły się z pewnymi warunkami czasu i
miejsca. Można powiedzieć, że w każdym narodzie
socjalizm zajmował specyficzne stanowisko.
I. W Anglii
……… 33
Formą brytyjskiego socjalizmu jest „labouryzm”
– ruch czerpiący wskazania z doświadczeń, ale związany z ideologią
niemarksistowską, z ideologią „fabianów”. Wiadomo, co oznacza ten wyraz: pewna
ilość młodych ludzi pochodzenia burżuazyjnego i inteligenckiego, przejąwszy się
za Ruskinem odrazą do przeciętności ducha
„kapitalistycznego”, zgrupowała się około 1885 roku w celu działania w myśl
propagandy socjalistycznej. Ponieważ zamierzali posługiwać się przeciwko
kapitalizmowi taktyką „wyczekującą”, nie gwałtem, przyjęli nazwę od imienia
Fabiusa Kunktatora. Do ich grona należeli przede wszystkim Sidney Webb, Bernard
Shaw, G. H. Wells, J. Hobson. Poczucie humoru,
sceptycyzm, zdecydowana chęć zachowania pewnej niezależności umysłowej,
zabezpieczyły ich przed wszelkiego rodzaju dogmatyzmem. Nie byli nigdy marksistami ani też wielbicielami Marksa; nie wierzyli
nigdy w materializm historyczny, ani w teorię wartości dodatkowej, ani w prawo
wzrastającej koncentracji bogactw, ani w zalety walki klas28.
Przeciwnie, byli zdania, że socjalizm powinien mieć na celu wyzwolenie duchowe
i dlatego mniej mieli wiary w akcję mas robotniczych, niż w działalność kilku
intelektualistów.
Zawsze podniosłe ich myśli były
zabarwione moralizatorstwem; idee ekonomiczne nie zajmowały w nich pierwszego
miejsca29; są one często
rozwijane z większą elokwencją niż ścisłością teoretyczną. (...)
Ów
socjalizm, pozbawiony mocnych podstaw teoretycznych doprowadził do programu
rozszerzenia zakresu ekonomicznego działania państwa. Ziemia i kapitał
miały przejść z dziedziny zawłaszczenia prywatnego na własność wspólnoty. Przez
opodatkowanie progresywne i rozwój przedsiębiorstw publicznych państwo winno
się przyłączyć do akcji związków zawodowych i kooperatyw spożywczych dla
dokonania stopniowego przelewu własności. Powinno to odbywać się stopniowo i
bez gwałtów.
Ten program
empiryczny, tak odpowiadający umysłowości angielskiej, zatriumfował w Anglii
nad tradycjami liberalnymi. Sztab partii laburzystowskiej został w
krótkim czasie utworzony z fabianów lub ich zwolenników: ci zajęli ważne
stanowiska w radach rządu brytyjskiego, gdy labouryzm
doszedł do władzy. I nie można zaprzeczyć, że niektórzy członkowie partii
konserwatywnej i liberalnej zostali pociągnięci tą propagandą. Wszystko to w
pewnym stopniu wyjaśnia pokojową rewolucję, jakiej uległa od 1945 roku W.
Brytania.
II. We Francji ………
35
Po zdławieniu Komuny paryskiej w
1871 r., gdy zapanował „porządek moralny”, idee socjalistyczne straciły znaczną
część swego wpływu. Przywrócił go Jules Guesde;
twierdził on, zgodnie z myślą marksistowską, że masy robotnicze powinny same
dokonać swego wyzwolenia. W początkach wieku XX odrodzenie związków zawodowych
i powstanie zjednoczonej partii socjalistycznej31, reprezentowanej w
parlamencie przez niewielu deputowanych i należącej do II Międzynarodówki, dodały większej siły ideom
socjalistycznym. Ale ta partia wkrótce uległa wpływowi wielkiej postaci, jaką
był Jean Jaures, nie będący marksistą32.
Jaures (1859-1914) był przede
wszystkim idealistą o bardzo wysokiej kulturze, rozkochanym w „poetach i
filozofach”. Średniej miary ekonomista, nigdy jednak nie wyjaśnił przyczyn
ekonomicznych swego przystąpienia do socjalizmu. Bez wątpienia było to
pragnienie urzeczywistnienia większej sprawiedliwości społecznej, ale miało to charakter
dość mglisty. W gruncie rzeczy Jaures był raczej prudonistą
niż marksistą, więcej troszczył się o moralne i intelektualne dźwignięcie rzesz robotniczych, niż o polepszenie ich
bytu materialnego. (...)
Po wojnie 1914 r., gdy socjalizm
S.F.I.O.33 odgrodził się na swym lewym skrzydle od zwolenników
Międzynarodówki moskiewskiej, zrywając z nimi, na prawicy zaś – odrzucając
pewne „herezje”, z których najważniejszą reprezentowała „Francuska Partia Socjalistyczna”34,
miała S.F.I.O. dwóch głównych przedstawicieli: Leona Bluma i Leona Jouhaus. Pierwszy lepiej od Jauresa wyjaśnił, dlaczego
został socjalistą35. Najwyższą
niesprawiedliwością, którą winien naprawić socjalizm – myślał on – jest
nierówność startu: dziecko bez wykształcenia nigdy nie będzie miało tylu okazji
do rozwijania swej osobowości co dziecko, które przyszło na świat bogate i
mogło się uczyć. Skandal polega nie na nierówności, ale na tym, że nierówność
nie jest związana z zasługą. Należy więc
„wprowadzić rozsądek i sprawiedliwość tam, gdzie dzisiaj decyduje
przywilej i przypadek”. W tym celu Leon Blum nie liczył, wzorem marksistów, na
nieuniknione przekształcenie społeczeństwa kapitalistycznego; nie sądził, żeby
konieczne było zniesienie prywatnej własności. Twierdził tylko, że ona przekształca się (co
było niedostatecznie sprecyzowane). Dla przyspieszenia tej przemiany domagał
się, aby produkcja została naprzód poddana dyrektywom rządowym; dopiero po
przyjęciu systemu ekonomiki kierowanej można będzie dojść do kolektywizacji
środków produkcji.
Począwszy od 1920 r. S.F.I.O.37
stawała się ruchem coraz bardziej reformistycznym, a nawet
drobnomieszczańskim... (...)... w jej programie od 1920 r. [postulaty] mniej
uwzględniają interesy ściśle robotnicze, więcej natomiast kierują się koncepcją dobra ogólnego. (...)
Dodajmy do tego od 1930 r. program
gospodarki kierowanej, szczególnie usprawiedliwiony chęcią walki z oligarchią
„200 rodzin”, to znaczy z koncentracją władzy (nie własności), występującą w
organizacji kapitalizmu naszych czasów, i przeciwko zakłóceniom w równowadze
tej gospodarki (argument, który zyskał na znaczeniu od 1930 r., tj. od czasu
„wielkiej depresji”).
Wszystko to
nie jest ściśle marksistowskie. Przeciwnie, wydaje się, że S.F.I.O.we
Francji podjęła zadanie udowodnienia, że reformy mogą się udać nawet w ramach
instytucji obecnych lub przynajmniej , że mogą stopniowo się przekształcać i
zmierzać w kierunku socjalistycznym bez gwałtownej rewolucji.
III. W Belgii
……… 38
U sąsiadów
naszych jeszcze bardziej niż we Francji można spostrzec, że troska o ulepszenie
natychmiastowe góruje nad pragnieniem zbudowania podstaw społeczeństwa
niekapitalistycznego. Można też zauważyć, że
odwoływanie się do państwa jest nie tak częste niż u nas... Twierdzenie, że klasa robotnicza powinna
przede wszystkim liczyć na samą siebie...do opracowania „systemu gandawskiego”41...;
polega on na tym, że związki zawodowe lub spółdzielnie używają swego mienia
(składki i rezerwy) w ten sposób, by przeniknąć jako akcjonariusze do
istniejących towarzystw produkcyjnych lub zakładają nowe stowarzyszenia
produkcyjne, aby bronić w tych w tych przedsiębiorstwach interesów personelu
przez nie zatrudnianego. Został nawet utworzony Belgijski Bank Pracy, aby
zarządzać portfelem papierów wartościowych należących do instytucji
robotniczych. (...)... ruch ten nabrał wielkiego rozmachu przed 1930 r. i
został powstrzymany dopiero przez trudności , towarzyszące „wielkiej depresji”.
IV. W Niemczech
……… 39
Rozwój idei
socjalistycznych w Niemczech przed rokiem 1930 był odmienny od tego, jaki
odbywał się wówczas w krajach Europy Zachodniej w tym sensie, że zagadnienie
zgodności z Karolem Marksem nigdy nie przestawało w Niemczech istnieć.
Przecież Bernstein bardzo prędko
został uznany tam za renegata. Tak też traktował go Karol Kautsky, który aż do
1914 roku wraz z Beblem był głównym przedstawicielem niemieckiej myśli
socjalistycznej. Kautsky nazywał siebie
marksistą i główne jego dzieła miały na
celu krytykę stanowiska Bernsteina z marksistowskiego punktu widzenia. Bez
wątpienia – odpowiadał mu – koncentracja nie odbywa się tak szybko, jak
zapowiadał to Karol Marks; bez wątpienia klasy średnie utrzymują się i
odradzają, a masy robotnicze, chronione przez ustawodawstwo społeczne, nie wpadają
w coraz większą nędzę. Ale to wcale nie przeczy tezom marksistowskim. Zasadniczą rzeczą w tych tezach jest twierdzenie, że dopóki
istnieje kapitalizm, potęga kapitału, jego panowanie nad robotnikami musi
wzmacniać się aż do dnia, w którym uznają oni to jarzmo za nie do zniesienia.
(...)
Nastąpiła I wojna światowa, później klęska Niemiec i
rozruchy rewolucyjne, które nawiedziły Niemcy w końcu 1918 r.
W 1919 roku stanowiska zajęte
poprzednio uległy zupełnemu odwróceniu. Już nie Karol Kautsky, lecz Róża
Luksemburg, R. Hilferding i Karol Liebknecht
reprezentowali wówczas czystą tradycję rewolucyjną i marksistowską, starając
się skierować lud niemiecki na tory równoległe do tych, którymi w poprzednim
roku poszedł naród rosyjski45.
Główni przywódcy socjaldemokracji, w tej
liczbie Kautsky, przerazili się gwałtów rozpętanych wówczas i uznali, że lud
niemiecki nie dojrzał jeszcze do objęcia władzy. Niektórzy z nich brali
udział w poskramianiu rozruchów. Róża Luksemburg i Liebknecht zostali
zamordowani 15 stycznia 1919 r.46
W 1919 r. stanęło na porządku
dziennym zagadnienie socjalizacji. Rady Robotnicze utworzyły się w zakładach
wytwórczych i wkrótce stały się skrajne w porównaniu ze związkami zawodowymi.
Po klęsce jednak spartakizmu wpływy ich malały coraz bardziej i komisja socjalizacji pod
przewodnictwem Kautskiego przyjęła środki pośrednie. Twierdzono,
że do socjalizacji gospodarki można dojść w różny sposób: albo
uspołecznić własność, czyli skasować własność prywatną środków produkcji, albo
uspołecznić zyski, czyli ograniczyć podział dywidendy, albo wreszcie
uspołecznić władzę ekonomiczną, to znaczy ustanowić ścisły nadzór państwa nad
wszelką własnością prywatną. Ta ostatnia metoda
wydawała się dostateczna i najdogodniejsza do natychmiastowego zastosowania. (...)
Ostatecznie utworzono w imię socjalizacji całe piramidy rad i karteli nadzorowanych.
Zapomniano o tym, że w nich rzesze robotnicze nie są reprezentowane. Lecz zamęt
w umysłach był tak wielki, że teza ta przeszła bez poważniejszych trudności. Zasada socjalizacji według myśli marksistowskiej została
porzucona na rzecz systemu gospodarki kierowanej. Później potrafiono
także przedstawić kartele, jako znakomite narzędzia racjonalizacji.
W ten sposób wytyczono drogi dla
gospodarki nie mającej nic wspólnego z socjalizmem; rady robotnicze były
stopniowo pomijane, aż zostały zupełnie zniesione.
§ 3.
Kilka prac na temat losów kapitalizmu ……… 42
Jak
widzimy, w Europie Zachodniej partie socjalistyczne od początku XX wieku
skłaniały się stopniowo ku programowi reform natychmiastowych i praktycznych w
kapitalizmie. Przyznajemy, że jest to ciekawsze dla ogólnej historii, niż dla
historii rozwoju idei społecznych. Daleko bardziej interesujące z naszego
punktu widzenia są liczne studia, starające się wyjaśnić przyszły los
kapitalizmu lub akcji klasy robotniczej. Te interpretacje, dokonywane przez
intelektualistów pochodzenia marksistowskiego lub stosujące metody
marksistowskie, lecz bardzo mało liczące na przemoc walki klas, doprowadzały najczęściej
do wniosków odmiennych od Marksa, a nieraz wprost z nimi sprzecznych. Chociaż
angażowały one tylko osoby swych autorów, godne są jednak uwagi, gdyż świadczą
o niezależności myśli i opierają się na zjawiskach społecznych, których Marks,
występujący zbyt wcześnie, nie mógł znać.
Nie będziemy tu omawiali wszystkich
zrodzonych pomysłów, lecz jedynie trzy koncepcje najbardziej reprezentatywne
dla tego sposobu myślenia.
I. Werner Sombart
(1863 – 1941)47
W dziełach
Karola Marksa, powiedział W. Sombart, znalazłem punkt
wyjścia dla moich własnych badań. Studiując jednak kapitalizm, dał mu inną
definicję. Według niego, najbardziej charakterystyczną cechą każdego ustroju
jest najsilniejszy bodziec jego działania. Kapitalizmu nie charakteryzuje
więc według niego, jak według Marksa, panowanie posiadaczy kapitału, lecz nieograniczona chęć zysku; to właśnie dążenie
tłumaczy powstanie i rozwój kapitalizmu, tworzenie najpierw wielkich
przedsiębiorstw i zdobywanie rynków zbytu, następnie wyzysk i koncentrację.
Jednakże Sombart
był teoretykiem średniej miary. Wolał efektowne (i sporne) syntezy historyczne
od rozwijania abstrakcyjnych dowodzeń. Interesował się głównie początkami i
przyszłością kapitalizmu.
Według niego
kapitalizm rozpoczął się mniej więcej w XVI wieku, przede wszystkim wskutek
przemiany moralnej, jaka się wtedy dokonała.
Podczas gdy w wiekach średnich rzemieślnicy pracowali głównie dla zapewnienia
utrzymania rodzinie, z przymusu poddaństwa albo dla zbawienia duszy, w każdym
bądź razie bez zapału zdobywczego, w XVI wieku nieograniczona żądza zysku
została usprawiedliwiona przez Reformację48 i pod wpływem Żydów
stała się ogólnym bodźcem działania.
Kapitalizm rozwijał się stopniowo dzięki odkryciu nowych rynków zbytu i
nagromadzeniu kapitałów pochodzących głównie z renty gruntowej. Jego rozkwit
trwał przez dwa stulecia dzięki zyskom
realizowanym w dziedzinie spekulacji, handlu i przemysłu. Początkowo odwoływał
się do opieki państwa (merkantylizm, kolbertyzm), później stał się liberalny, gdy przypuszczał, że wolność
będzie sprzyjała jego zdobyczom, ułatwi inicjatywę jego przedstawicielom
i otworzy im rynki zbytu. Przez długi czas był więc systemem dynamicznym i
zdobywczym: sprzyjał bajecznemu rozwojowi produkcji i dochodów. Sombart nie ukrywał swego podziwu dla dzieła wielkich „kapitanów”
przemysłu.
Jednakże czuł się w obowiązku przedstawić wady
ustroju, ale zarzuty jego pod tym względem były zawsze mniej surowe od krytyki
Marksa. Dotyczyły przeważnie strony moralnej: marna żądza
wzbogacenia materialnego, brak skrupułów wśród wielkich kapitalistów,
poświęcanie jakości wytworów dla ich ilości, brak wyobraźni, kierowanie się
utylitaryzmem, powierzchowna tylko znajomość rzeczy. Sombart
bardzo niewiele zajmował się zjawiskiem wyzysku; rozpatrywał je głównie pod
kątem historycznym, przypominając bardzo niskie płace w początkach kapitalizmu
i tłumacząc je nieznajomością fachu oraz małą wydajnością pracy byłych
wieśniaków, zbyt wcześnie oderwanych od pracy w polu w celu użycia ich w
wielkich zakładach przemysłowych.
Ale dla tego historyka kapitalizm
nie był ustrojem jednolitym. Jeśli do XX wieku Frühkapitalismus był zdobywczy i ekspansywny, to dzisiejszy Hochkapitalismus, wskutek rozwoju ducha „burżuazyjnego” coraz mniej dąży do ekspansji,
coraz więcej zaś do bezpieczeństwa i racjonalnej organizacji. Wielkie firmy po
opanowaniu rynków pragną je zachować wbrew konkurencji nowoprzybywających,
lepiej wyposażonych technicznie lub bardziej rzutkich. W tym celu domagają się
pomocy od państwa, które im zapewnia ochronę celną. Albo też tworzą między sobą
porozumienia (kartele) dla podziału rynków zbytu, utrzymania pewnego podziału
cen, dobrowolnego ograniczenia produkcji (maltuzjanizm ekonomiczny). Racjonalizacja
oznacza zastąpienie faktycznej konkurencji systemem organizacji rynków. Co
więcej, w razie kryzysu, może się zdarzyć, że pod różnymi pretekstami
przedsiębiorstwa żądają od państwa ratunku finansowego, przez co może dojść do
zjawiska „uspołecznienia strat”49.
Ten kapitalizm zestarzały i
upadający jest bardziej wrażliwy na
poczucie społecznej sprawiedliwości niż wczesny kapitalizm. Więcej zajmuje się
zaspokojeniem żądań mas. Ale cnoty nabyte przezeń w ten sposób są z nadwyżką
skompensowane przez utratę dynamizmu. Zmierza on do stagnacji, to znaczy do
utrwalenia zdobytych pozycji i już osiągniętego poziomu produkcji, do
„stabilizacji koniunktury”, co – jak powiada Sombart
– staje się „poważną groźbą dla kapitalizmu w jego dzisiejszej formie”, gdyż
„kapitalizm najwięcej zawdzięcza rytmowi wzrastającej koniunktury”. Musi więc
zginąć.
Sombart
także wierzy w marsz ku socjalizacji, ale do socjalizacji bardzo różnej formą
od zapowiedzianej przez marksistów. Do „uspołecznienia strat” przyłączy swe
„uspołecznienie korzyści”, to znaczy udział państwa w zyskach, chociaż może to
być państwo niekoniecznie proletariackie. Zwłaszcza wierzył on, że tendencje
racjonalizatorskie doprowadzą do Planwirstschaft, do
ekonomiki planowanej, organizowanej początkowo przez wielkie kartele, później
jednak coraz ściślej kontrolowanej przez państwo, aż do czasu, kiedy władze
publiczne będą mogły obyć się bez karteli i same ustalać własne plany
produkcji. Otóż takie państwo, obarczone zrazu kontrolą produkcji, następnie
zaś samą produkcją, Sombart wyobrażał sobie zawsze
jako przedstawiciela interesów narodowych w dość wąskim pojęciu. Socjalizm, o
którym myślał, miał być daleko mniej proletariackim niż narodowym. I oto
prawdopodobnie dlaczego w ostatnich latach swego życia Sombart,
który niegdyś był marksistą, ale nigdy „nazistą”, dość dobrze współżył z
reżimem hitlerowskim. Wprawdzie nie był przezeń honorowany, ale istniała
zbieżność między jego myślą a światopoglądem, który służył za podstawę
hitleryzmowi: ta sama krytyka – natury etycznej – kapitalizmu, to samo
apoteozowanie ducha bohaterstwa przeciwnego racjonalizmowi burżuazyjnemu czy
żydowskiemu, ta sama skłonność do planowania gospodarki w skali
państwowej.
II. Lucien Laurat
Lucien Laurat, z pochodzenia Czech, mieszka we Francji i dzieła
swe pisze po francusku. Nigdy nie przestał uważać się za marksistę, od
trzydziestu prawie lat utrzymuje stosunki z marksistami z całej Europy nie
wyłączając Moskwy i uchodzi obecnie za jednego z najlepszych znawców nauki
Marksa i Engelsa. Wszystkie jego nowe prace znajdują się jednak w wyraźnej
sprzeczności z tezami stalinowskimi50.
L. Laurat
zapożyczył od Marksa teorię kryzysów, teorię wyzysku robotników, jego słownictwo
(na przykład formuły: „kapitał stały” i „kapitał zmienny”), przeważającą część
jego teorii państwa. Jest także marksistą w swej trosce, kiedy krytykuje
niektóre myśli snute obecnie przez marksistów, stara się wykazać, że to nie
Marks, lecz jego interpretatorzy się mylili. Trzeba się wystrzegać – powiada –
zbyt łatwych wulgaryzacji myśli mistrza.
Wierność dla Marksa – według Laurata
– powinna się objawiać przede wszystkim w przestrzeganiu zalecanej przez niego
metody badań. Należy w świetle materializmu historycznego, i idei walki klas,
studiować zjawiska naszych czasów i badać, dokąd prowadzą one świat
kapitalistyczny.
Analiza Laurata,
zwłaszcza w... rozwija się w takim mniej więcej sensie: Dążeniem socjalizmu
jest nie tyle ustrój sprawiedliwszy , ile ustrój bardziej rozumny. Od kilku
wieków technika produkcji zrobiła bezsporne postępy, ale nauka o organizacji
gospodarczej pozostała bardzo w tyle. Przypominając przykazanie: „Będziesz
zdobywał chleb swój w pocie czoła”; Laurat dodaje: „To
zdanie biblijne stało się nieco anachronizmem, nie walka z przyrodą wyciska
teraz pot z pracującego, lecz walka z gospodarką chaotyczną, a przecież
nieopanowaną”. Przystępuje więc do przedstawienia bezładu i chaosu
kapitalistycznego. Właściciele środków produkcji – powiada – są wszechpotężni
na rynku, gdyż wobec nich robotnicy są tylko pozornie wolni. Mogą więc
zagarniać wartość dodatkową przyjmującą trzy postacie: zysków, procentów od
kapitału i renty gruntowej.
Proces ten nieustannie przybiera na
sile. Rzeczywiście istnieją dwa wielkie prawa kapitalizmu. Pierwsze to prawo
przeludnienia względnego. W produkcji część kapitałów poświęcanych na budowę
maszyn (co Marks nazywa „kapitałem
stałym”) zwiększa się szybciej od części przeznaczonej na płacę („kapitał
zmienny”); stąd ciągły wzrost rezerwowej armii przemysłowej i nieustanne
powiększanie się liczby bezrobotnych (przeludnienie względne). Drugie wielkie
prawo dotyczy stałej tendencji do stosunkowego spadku funduszu płac w
całokształcie dochodów. W wyniku działania tych dwóch praw robotnicy nie mogą
już nabywać tego, co sami produkują, zjawisko nadprodukcji jest zatem w
systemie kapitalistycznym stanem normalnym. Jest tylko jeden sposób wyjścia z
tej quasi permanentnej nadprodukcji: zwiększenie zdolności nabywczej mas
robotniczych, tj. wzrost płac. Ale to nie może się odbyć bez zmniejszenia
udziału kapitalistów. Otóż z tym rozwiązaniem kapitalizm zacięcie walczy: woli
już stosować przeciwko własnym wynaturzeniom środki tak bezsensowne i wybitnie
chwilowe, jak niszczenie bogactw istniejących (maltuzjanizm ekonomiczny) lub
też poszukiwanie dalszych rynków zbytu, gdzie zawiera się transakcje na kredyt
(kolonializm). Musi się to jednak pewnego dnia skończyć wyjątkowo groźnym
kryzysem nadprodukcji.
To wszystko jest bardzo bliskie
marksizmu. Ale jest i coś nowego: Marks znał – powiada Laurat
– tylko początkową fazę kapitalizmu – kapitalizm wolnokonkurencyjny, ale ten
obecnie już nie istnieje, ustąpiwszy miejsca kapitalizmowi zorganizowanemu.
Ten kapitalizm uporządkowany,
zdyscyplinowany powinien odegrać w rozwoju społeczeństw ludzkich rolę zupełnie
nową. Nie zdąża on fatalistycznie, jak przypuszczał Marks, ku ostatecznej
katastrofie, związanej ze stałą nadprodukcją; zmierza bez wątpienia ku
socjalizacji, lecz innymi drogami. Jakież to drogi? Autor wymienia cztery
główne:
1.
Przede wszystkim „rozwój towarzystw akcyjnych podkopuje podstawy
własności prywatnej”. Uświęcając rozdział między funkcją kierowniczą i
własnością kapitału, system ten wykazuje, że działanie przedsiębiorstwa może
być zapewnione przez pracowników najemnych, począwszy od naczelnego dyrektora
aż do ostatniego wyrobnika. System towarzystw akcyjnych stanowi więc niezbędne
przejście do kolektywnej własności kapitału.
2.
Wzrastające podporządkowanie przedsiębiorstw dyrektywom wielkich
karteli, wielkich trustów – przyzwyczaja je stopniowo do podlegania
racjonalnemu planowi produkcji, podobnemu do takiego, który w gospodarce
uspołecznionej byłby ustalany przez odpowiedzialnych szefów gospodarki
kolektywnej. Z punktu widzenia administracji i kierownictwa kapitalizm zorganizowany wykazuje cechy
wybitnie socjalistyczne. W gałęziach zmonopolizowanych cala działalność jest
scentralizowana, skoordynowana, zreglamentowana, zracjonalizowana. Kapitał pod
tym względem wykonał olbrzymią pracę przygotowawczą do socjalizmu. W chwili
nadejścia socjalizmu wcale nie trzeba będzie dokonywać wielkich zmian w
funkcjonowaniu tego mechanizmu. Krótko mówiąc, z punktu widzenia technicznego i
administracyjnego, kapitalizm zorganizowany jest socjalizmem w stanie
potencjalnym i brakuje tylko jednej rzeczy, żeby go przekształcić w socjalizm
rzeczywisty: obalenia oligarchii monopolistów.
3.
Państwo odgrywa w kapitalizmie zorganizowanym zupełnie inną rolę niż w
kapitalizmie liberalnym. Laurat stara się nie
zaprzeczać Engelsowi, według którego państwo jest zawsze i z konieczności
narzędziem klasy panującej. Nie chcąc powiedzieć coś przeciwnego, Laurat stwierdza, że w czasach kapitalizmu zorganizowanego
mogą jednak zajść takie okoliczności, kiedy klasą panującą nie jest klasa
kapitalistów; może się więc zdarzyć, że od czasu do czasu państwo działa
zgodnie z interesami innych klas.
4.
Wreszcie zorganizowany kapitalizm natrafia na „zorganizowany antykapitalizm”:
czynnik, którego nie znał dawny kapitalizm liberalny. Oznacza to, że istnieją
instytucje robotnicze (związki zawodowe, spółdzielnie, towarzystwa wzajemnych
ubezpieczeń, banki robotnicze) walczące z
przywilejami kapitalistycznymi i mające za zadanie stopniową likwidację
wartości dodatkowej.
Gospodarka kierowana mogłaby być świetnym narzędziem
rewolucji, pod warunkiem, że przyszli dyrektorzy ekonomiki nie byliby
kapitalistami działającymi pod wpływem interesów osobistych, lecz
reprezentantami wspólnoty, mającej na celu jedynie dobro społeczne. Należałoby
więc dojść do ekonomiki mieszanej, tj. gospodarki posiadającej sektor
uspołeczniony i sektor wolny, pod warunkiem, że żadna granica nie byłaby
wytyczona między jednym a drugim i że pewna ilość czynności mogłaby z czasem
przesunąć się z sektora wolnego do sektora uspołecznionego.
III. Henri de Man51
Autorem
natchnionym przez marksizm i najbardziej zasadniczo odżegnującym się od
marksizmu ortodoksyjnego na początku XX
wieku zdaje się być Belgijczyk – Hennri
de Man, który w 1926 r. wydał w Jenie książkę zatytułowaną: Zur
Psychologie des Sozializmus.
Henri de Man przede wszystkim starał
się uzasadnić, dlaczego należało pójść „poza marksizm”. I odpowiada: dlatego,
że Marks popełnił błędy faktyczne, że przekazał swym uczniom, pragnącym
poprawić jego doktrynę, zły instrument metodologiczny, który psuje cały system
i popycha ich samych do fałszywej wykładni faktów, że wreszcie te błędy doprowadziły do zlej orientacji cały
ruch socjalistyczny.
Według Henri de Mana Marks popełnił trzy błędy
zasadnicze:
1.
Omylił się co do źródła uczuć socjalistycznych, i to tak poważnie, że
cała koncepcja socjalizmu została wypaczona. Dla niego socjalizm był ruchem
czysto robotniczym; wszystkie żądania socjalistyczne sprowadzały się do
jednego: odzyskania przez klasę robotniczą kapitalistycznej wartości
dodatkowej, której została pozbawiona. Dopiero po uświadomieniu sobie interesu
klasowego, kierując się poczuciem tego interesu mogliby robotnicy drogą walki
klasowej i w jej wyniku stać się sprawcami dzieła przekraczającego ich
zrozumienie. Ile twierdzeń – powiada de Man – tyle błędów i niezręczności.
Solidarność robotników nie pochodzi wyłącznie stąd, że zdobywają świadomość
swych wspólnych interesów. Jest to niemożliwe, gdyż nie istnieje wspólny
interes klasy robotniczej. Przeciwnie. W rzeczywistości robotnicy konkurują ze
sobą jako sprzedawcy siły roboczej.
(...)
2.
Marks mylił się także co do znaczenia ruchu robotniczego dla dzieła
dokonania rewolucji. Proletariusz nie jest przecie bohaterem nieświadomym,
obarczonym bez swojej wiedzy misją dziejową, której cel nie jest mu wiadomy;
jest istotą żywą, ulegającą entuzjazmowi i słabościom, istotą, która się waha,
przeczy sobie, nie jest zdolna do prowadzenia ludzkości o własnych siłach ku
celowi wskazanemu przez Marksa. Ulega on zbyt wielu pokusom odstręczającym go
od czynu rewolucyjnego.
Przede wszystkim robotnik dąży do tego, by upodobnić się do bourgeois. Pochodzi to stąd, że ze
wszystkich sprężyn, które go pobudzają, najsilniejszą jest chęć unicestwienia
wyzysku, jakiego jest ofiarą. Dlatego te
zamierzenia rewolucyjne często przekształcają się po prostu w ruchy mające na
celu podniesienie płacy.
Błędem byłoby przypisywanie masom
zalet, których poszczególny robotnik nie posiada. (...)
To upodobnienie klasy robotniczej do
burżuazji objawia się głównie w braku kultury proletariackiej. Bourgeois, wraz ze swą próżnością,
swym zbytkiem prawdziwym czy fałszywym, jest dla robotnika nie źródłem
nienawiści i odrazy, lecz podziwu i zazdrości. (...)
3.
Marks omylił się co do stanowiska innych sił (poza ruchem robotniczym)
wobec socjalizmu. Socjalizm nie jest ruchem wyłącznie robotniczym i nie
utożsamia się z walką klas; przeciwnie, ruch robotniczy w swym dziele
realizowania socjalizmu ma dwóch sprzymierzeńców: państwo i inteligencję.
Państwo nie jest narzędziem panowania klasy kapitalistycznej, odwrotnie, może
ono służyć interesom robotniczym.
Te błędy Marksa, według H. D. Mana wynikały z fałszywych koncepcji
filozoficznych. Marks stał się ofiarą racjonalizmu i dążenia – właściwego
całemu wiekowi XIX – do zastosowania w naukach humanistycznych metod badawczych
właściwych naukom przyrodniczym. Doświadczalność, podstawowa cecha tych metod,
przyzwyczaiła uczonych do pracy nad kategoriami obdarzonymi przez nich takimi
właściwościami, jakich się nigdy nie spotyka w życiu w stanie czystym. (...)
Słowem de Man oskarża Marksa, kierującego
się fałszywą filozofią, o złe interpretowanie psychiki robotnika czy masy
robotniczej i o błędne zwrócenie ruchu robotniczego ku walce klas, przez
inspirowanie się wyłącznie interesami
jednej klasy. Wyobrażał sobie socjalizm jako doktrynę, która powinna być
bezinteresowna.
Czy po tej gwałtownej krytyce
marksizmu można znaleźć w dziełach Henri de Mana stronę konstruktywną? Musimy
przyznać, że jest ona słabsza. Nie ma w niej ani przedstawienia celu
wyznaczonego socjalizmowi, ani lepszych sposobów socjalizacji. (...)
Co należy robić, aby działać przeciw
kapitalizmowi?
Marks widział w robotnikach jedynych
budowniczych przyszłej społeczności socjalistycznej. De Man przeciwnie, mało w
nich pokłada nadziei, ponieważ nigdy klasa ujarzmiona nie mogła zrodzić nowej
cywilizacji i dlatego, że – dla zilustrowania tej ogólnej tezy - robotnicy wykazują w tym kierunku mało
zdolności. Czyż nie udowodniono, że robotnicy pomału grzęzną w podziwie i
pożądaniu zwyczajów burżuazyjnych, że masy są niedołężne i dążą jedynie do
polepszenia swych warunków materialnych. (...)
Ale przede wszystkim narzuca się
konieczność reformy moralnej i oto czemu de Man przypisuje największą rolę w
realizacjach socjalistycznych inteligencji, tej inteligencji, którą Marks wcale
się nie przejmował, chociaż do niej należał. Niesłusznie zapomniał, że
socjalizm był od początku ruchem inteligenckim i unicestwił zupełnie całą
„galerię przodków”, którzy występowali przed nim. Według de Mana wszyscy
inteligenci są przychylnie usposobieni
do socjalizmu. Rola ich powinna polegać przede wszystkim na strzeżeniu,
aby socjalizm zachował charakter ruchu szeroko otwartego; nie należy dopuścić,
aby opanował go prąd zbyt dogmatyczny, uznający się za ortodoksyjny i
narzucający swoje tematy. Przeciwnie, należy, aby wszystkie pierwiastki
socjalizmu, a więc i wszystkie utopie, były w nim reprezentowane. (...)
Streszczając się, ruch robotniczy
powinien stanowić zespół najlepszych chęci dobrowolnych. Ożywieni ideałem
sprawiedliwości, robotnicy i inteligenci powinni pokusić się o dokonanie
rewolucji, ale rewolucji pokojowej, poczętej we własnej duszy. Jedni i drudzy
powinni sposobić się do nadejścia świata, gdzie nie będzie się pracowało dla
zysku lub w obawie głodu, lecz z radością, dla celów bardziej bezinteresownych.
Wszystko to, co ułatwia tę reformę moralną: polepszenie sytuacji materialnej
robotnika, wykształcenie robotnicze, wzmożenie radości pracy, złagodzenie
wrażenia, że robotnik skazany jest na „pracę przymusową” – to wszystko stanowi
postęp i przygotowuje społeczność socjalistyczną.
Taka była myśl Henri de Mana.
Widzimy, że w gruncie rzeczy wierzył on w reformę kapitalizmu i świata
robotniczego, że widział w socjalizmie środek ustanowienia większej
sprawiedliwości i pełniejszego poszanowania istoty ludzkiej.
Niestety, ta szlachetna myśl w
następstwie wykoleiła się. Po pięknej
książce o „Radości pracy”..., po odegraniu doniosłej roli politycznej w Belgii,
Henri de Man był jednym z tych, co dali się uwieść utopiom
narodowo-socjalistycznym... Jego wpływ
bezpośredni nie był zbyt wielki. Inspirował on głównie „neosocjalizm”
francuski w ostatnich latach międzywojennych. Obecnie marksiści widzą w nim
jedynie renegata, a socjalizm umiarkowany nie przyjąłby tak kompromitującego
patronatu. Może później, gdy spory naszych czasów ucichną, niektórzy
intelektualiści mający na celu wyłącznie troskę o prawdę, przypomną sobie
dzieło Henri de Mana jako jednego z tych, którzy usiłowali nadać socjalizmowi
charakter bardziej idealistyczny i uchronić go przed zbyt wąską
ortodoksyjnością.
Dział
II. Socjalizm rewolucyjny ………
56
Empiryczne programy reform, które powyżej przedstawiliśmy, naszkicowane przez
partie socjalistyczne, i studia poszczególnych autorów na temat przyszłości
kapitalizmu nie były najciekawszymi objawami żywotności socjalistycznej w
początkach XX wieku. Daleko ważniejsze
było dzieło autorów lub kół rewolucyjnych inteligentów, pozostających
najczęściej na marginesie partii politycznych, lecz prowadzących badania nas
perspektywami kapitalizmu, badania, które Marks zaledwie zapoczątkował. Są to
ci rewolucjoniści, którzy nawet dla tych, co nie podzielają ich poglądów,
wydają się najwierniejszymi kontynuatorami Marksa. Czyż nie zachowali oni z
pietyzmem marksistowskich metod badawczych i kwintesencji myśli
marksistowskiej? I czy nie postawili sobie za cel, tak jak Marks, znalezienie
środków, przy których pomocy kapitalizm mógłby być nie poprawiony, lecz obalony
i zastąpiony przez system socjalistyczny? Przed rokiem 1914, zwłaszcza we
Francji i w Niemczech, istnieli autorzy i koła przejęte tym duchem. Jeśli nie
zdołali oni ugruntować się w tych krajach, to jednak zatriumfowali w Rosji radzieckiej.
Kierunki te reprezentowane były głównie przez Różę Luksemburg i Hilferdinga, a następnie przez francuski „syndykalizm
rewolucyjny”.
§ 1. W
Niemczech ……… 56
Hilferding i Róża Luksemburg począwszy od 1900 roku
uosabiali w Niemczech wierność Marksowi54. Uważali nawet, że Kautsky sprzed r. 1914
skłaniał się ku ugodzie z burżuazją. Hilferding w
książce swej: Das Finanzkapital napisanej w r. 1910, dokonał według metod marksistowskich rozbioru
przemian w kapitalizmie, stopniowego podporządkowania przedsiębiorstw
oligarchii finansistów i spekulantów. Miał on dobrą okazję wykazania, że od
czasów Marksa kapitalizm uległ przemianom. Nowe wielkie zjawiska przedstawione
przez niego wykazywały decydującą rolę syndykatów finansowych i banków w zakładaniu
przedsiębiorstw, następnie rozwój wielkich karteli, za pomocą których
finansiści dążyli do ograniczenia lub usunięcia konkurencji dla zapewnienia
sobie nietykalności zysków, wreszcie ustanowienie panowania potentatów
gospodarczych bezustannie rozszerzających zakres swego działania bez względu na
granice państwowe. Wszystko to wydaje nam się zgodne z poglądami Marksa: nie
jest istotne, że koncentracja przemysłowa następowała zwolna; kapitał jej nie
potrzebował, aby rozciągnąć swą władzę nad całością gospodarki. Być może, był
taki moment, kiedy ten Austriak, który w 1923 roku został ministrem finansów
Rzeszy Niemieckiej, był zmuszony wskutek odpowiedzialności władzy do
nierewolucyjnych decyzji politycznych. Lecz wnet po swym upadku powrócił do
ściśle marksistowskiej interpretacji wydarzeń swych czasów. (...)
Róża Luksemburg nigdy nie
sprzeniewierzyła się ideałom marksistowskim i potrafiła umrzeć za nie w
szczytowym okresie swej działalności. W jej dziele55 wiele jest do
podjęcia. Z teoretycznego punktu widzenia należy przede wszystkim podkreślić
twierdzenie, że zestarzały kapitalizm przekształca się w imperializm (idea,
którą później mieli szczególnie rozwinąć Lenin i Stalin). Ponadto Róża
Luksemburg dodała wiele ważnych szczegółów do marksistowskiej teorii kryzysów
ekonomicznych. Przypomnijmy, że dla Marksa normalnym stanem kapitalizmu jest
brak równowagi wywołany nadprodukcją spowodowaną przez niedostateczną siłę
nabywczą robotników i przez zniżkową tendencję zysków i że ta sytuacja musi się
stale pogarszać. Nieraz odpowiadano ze strony „burżuazyjnej” na tę tezę, że nie
jest prawdą, jakoby zakłócenia równowagi w kapitalizmie zwiększały się w sposób ciągły i że okresy
ożywienia pozostają niewytłumaczalne dla tych, którzy przyjmują teorię kryzysów.
Róża Luksemburg wpadła na myśl, że te nawroty dobrej koniunktury nie podważają
tłumaczenia kryzysów przez niedostateczną konsumpcję robotniczą: dla niej jest
to właśnie jedna z głównych cech kapitalizmu; jeśli nie wywołuje to wszystkich
skutków, to dlatego, że świat, w którym żyjemy obecnie, nie jest jeszcze
całkowicie kapitalistyczny, pozostały w nim jeszcze znaczne dziedziny dostępne
dla rzemiosła i dla przedkapitalistycznych form organizacyjnych. Otóż
podtrzymywanie tych sektorów pozwala wytłumaczyć możliwość ożywienia pomimo
niedostatecznego spożycia w ustroju kapitalistycznym.
Do tego wyjaśnienia Róża Luksemburg
dorzuciła zresztą inne: na kuli ziemskiej istnieją jeszcze regiony geograficzne
nie objęte kapitalizmem; te zapóźnione kraje dają możliwość otwarcia nowych
rynków zbytu, wówczas gdy w strefach kapitalistycznych normalny zbyt zanika z
powodu niedostatecznej zdolności nabywczej robotnika. Oto dlaczego kapitalizm
zmierza do imperializmu: aby spróbować wyjść z niedorzeczności swego funkcjonowania
i uniknąć zagrażającego mu braku równowagi. Każdy kraj kapitalistyczny
zabezpiecza sobie możliwości zbytu na rynkach kolonialnych, które stara się
zdobyć. Bez wątpienia jest to tylko
rozwiązanie prowizoryczne grożącej mu nadprodukcji, ale przynajmniej daje mu to
nieco wytchnienia56.
-------------------
56 Argumentacja
Róży Luksemburg w tym punkcie jest naturalnie bardzo sporna. Od dawna już
udowodniono, że najlepszym rynkiem zbytu dla krajów nadmiernie
uprzemysłowionych nie są kraje nowe, gdzie zdolność nabywcza jest słaba i
odbywa się jedynie przy pomocy kredytów udzielanych przez sprzedawców, lecz
inne kraje, już uprzemysłowione. Cairnes dawno już
przedstawił w tym względzie dowody przekonywające. Jesteśmy skłonni przyznać mu
rację wbrew Róży Luksemburg. Jednakże uzupełnienia wniesione przez nią do
teorii marksistowskiej nie mogą być przemilczane, tym bardziej, że stały się
podstawą pewnych świeżych teorii komunistycznych.
Teza Róży Luksemburg nie została w
całości przyjęta przez Lenina. Nie sądził on, że wszelki wzrost musi być
zahamowany wskutek braku niekapitalistycznych rynków zewnętrznych. Amerykańska
gospodarka kapitalistyczna – twierdził – nie posiada tych zewnętrznych rynków,
a jednak wzrost jej się odbywa; ożywienie następuje tam po kryzysach. Lenin
sądził, że utrzymanie systemu kapitalistycznego stało się niemożliwe wskutek
przeciwieństwa miedzy społecznym charakterem produkcji a prywatnym charakterem
przywłaszczania. Według niego ustrój komunistyczny mógłby się rozwijać nawet bez
tych zewnętrznych rynków zbytu, ponieważ położyłby kres temu przeciwieństwu.
-------------------
§ 2.
„Syndykalizm rewolucyjny we Francji: Georges Sorel ………
58
We Francji związki zawodowe, dozwolone
ustawą z r. 1884, nie zwlekały z połączeniem się: w 1895 r. stworzona została
Generalna Konfederacja Pracy (CGT) grupująca zarazem federacje przemysłowe i
giełdy pracy. Natychmiast jednak wtargnęły do niej żywioły inspirowane przez
anarchistów, wyznające gwałtowną nienawiść do wszelkiej władzy, nawet do
państwa (uważanego za sługę burżuazji). Powtarzały one, jak Jules Guesde, że masy robotnicze tylko same mogą się wyzwolić,
lecz idąc jeszcze dalej w stosowaniu tej zasady, potępiały panowanie
jakiejkolwiek partii politycznej, nawet socjalistycznej, nie uznawały wiązania
się z jakąkolwiek ideologią.
Rodzącemu się syndykalizmowi trzeba
jednak było dać zasady działania. Dokonała tego „Karta z Amiens”, uchwalona w
1906 roku na Kongresie Powszechnej Konfederacji Pracy. Proklamowała ona przede
wszystkim całkowitą niezależność ruchu związkowego od jakiejkolwiek ideologii;
wyznawała więc pewnego rodzaju pogardę wobec inteligentów i parlamentarzystów
(skierowane to było głównie przeciw Jaurésowi i
socjalistycznemu reformistycznemu parlamentowi), pouczała, że ogólne dyrektywy
polityki związkowej powinny być wysnuwane z samej działalności związków
zawodowych. Była antypatriotyczna („proletariusze nie
mają ojczyzny”), maltuzjańska (należało o ile
możności zmniejszyć stan liczbowy „armii rezerwowej” proletariatu, rewolucyjna.
Głosiła zasadę walki klas i wypowiadała się za strajkiem generalnym.
Cała twórczość pisarska Georges
Sorela58 była wykładnią „Karty z Amiens”. Ten wychowanek Ecole politechnique, inżynier budowy dróg i
mostów, urodził się w 1847 r. w rodzinie burżuazyjnej, ale zerwał z burżuazją i
nabrał do niej odrazy, gdyż jako moralista uważał ją za zbyt skłonną do
upodlających kompromisów, do plugawych walk o korzyści materialne, za
niedołężną i tchórzliwą. On zaś, Sorel, marzył o duchu bohaterskim i pierwszą
jego pracą pisarską była ciekawa Introduction à l’etude de la Bibble*, w której zalecał
czytanie Pisma Świętego „dla odnowienia heroicznego duha mas”
Na tak przygotowanym umyśle „Karta z
Amiens” musiała wywrzeć głębokie wrażenie. Czyżby klasa robotnicza miała
wskrzesić ducha bohaterskiego w dzisiejszym świecie? Walcząc o postęp nie
mogłaby uratować świata wbrew niemu samemu, niszcząc złe instytucje, które go
upadlają?
Réflexions sur
la violence* były więc panegirykiem gwałtu, gwałtu
klasowego oczywiście, ale na to ograniczenie uczniowie Sorela nalegali bardziej
niż on sam. Książka pełna jest sarkazmu i piętnuje wszystko co tchnie duchem
reformy, parlamentarzystów (zwłaszcza Jaurèsa), inteligencją (chociaż Sorel był typowym
intelektualistą), humanitaryzm, pacyfizm i demokrację, kooperatywy spożywcze.
Można liczyć jedynie na walkę klas, organizowaną przez związki zawodowe. Strajk
powszechny okazuje się jedynym źródłem ratowania cywilizacji. Liczne strajki
częściowe, urządzane przez związki zawodowe dla natychmiastowego rozwiązania
drobnych bieżących spraw (ruch płac, strajki solidarności itp. były
pożytecznymi manewrami, dzięki którym syndykalizm nabierał wprawy i świadomości
swej siły w przewidywaniu przyszłego strajku powszechnego, który pewnego dnia
zniesie kapitalizm. Nie jest rzeczą
ważną, że „walka klas” pozostanie przez długi czas zwykłym mitem... Sorel był zdania, że to właśnie mity prowadzą
świat.
Widać od razu wszystko, co
zasadniczo różni Sorela od Marksa. Nie podzielał on idei „materializmu
historycznego”, nie sądził, żeby rewolucja socjalna mogła wybuchnąć pewnego
dnia prawie automatycznie, po długim okresie przygotowania przez przemiany
wewnątrz struktury technologicznej czy ekonomicznej; rewolucja nie może
wyniknąć z powolnego ruchu rzeczy. Ta rewolucja socjalna nie wyniknie z
zakłóceń równowagi systemu kapitalistycznego..., musi być sprowokowana i
syndykalizm winien odegrać w tym główną rolę.
Czy syndykalizm, czynnik rewolucji,
ma jeszcze coś innego do zrobienia? Tak, mówi Sorel. Powinien podsycać pracę
produkcyjną, pracę dobrze wykonaną i przygotować dzień jutrzejszy po rewolucji.
Zrodziwszy uprzednio nową moralność winien po rewolucji dokonać dzieła
konstruktywnego. Sorel wyobrażał sobie społeczność socjalistyczną jako
federację autonomicznych zrzeszeń robotniczych, powiązanych ze sobą umowami i
nieufnych wobec państwa.
Wpływ Sorela na francuski ruch
robotniczy był prawie żaden: nie zwracał się on do świata robotniczego, a jego
moralizatorstwo w połączeniu z pewnymi cechami charakteru odsuwały od niego
przywódców ruchu związkowego. Na koła inteligenckie natomiast G. Sorel wywierał
znaczny wpływ, który jednak działał w rozbieżnych kierunkach. Pochwała przemocy
mogła istotnie służyć rozmaitym partiom i grupom, również tym, które nie
kierowały się myślą demokratyczną. Ponieważ rewolucja przestała się wydawać
fatalistycznie nieuchronną, wydawała się zaś zależną od woli ludzkiej, powstały
nowe zagadnienia: jaki rodzaj rewolucji należało realizować? Czy klasa
robotnicza, której powierzono zadanie dokonania rewolucji nadawała się do tego?
Przecież potrzebna tu była nie tylko siła ale i zdolność59. Zależnie od odpowiedzi na te pytania,
apoteoza gwałtu mogła doprowadzić do
wszelkiego rodzaju wniosków, nawet do rozwiązań reakcyjnych60. W
rzeczywistości już w okresie czasopisma... wśród uczniów Sorela były
reprezentowane tendencje wszelkiego rodzaju. Spośród nich można wymienić trzech-czterech
przedstawicieli różnych kierunków.
(...)
Widzimy teraz co było siłą a co
słabością ruchu sorelowskiego. Ci, którzy w nim
uczestniczyli, ulegali poczuciu moralnemu bezspornej szlachetności: zamiłowaniu
do heroizmu, odrazie do przeciętności. Wszystkim brakowało solidnej znajomości
mechanizmów i możliwości ustroju gospodarczego, na który się porywali. Ci
filozofowie i moraliści posiadali bardzo powierzchowną kulturę
ekonomiczną.
Rozdział II
Pierwsze próby rozwinięcia ekonomii marginalistycznej
i teorii równowagi ……… 65
Powróćmy
teraz na Zachód. Tam marksizm i inne doktryny socjalistyczne, pomimo entuzjazmu
, jaki wywołały w pewnych środowiskach,
wcale nie zdobyły sobie w r. 1900 dominującego stanowiska.
Dominowały nowe szkoły klasyczne:
szkoła marginalistyczna i szkoła równowagi ekonomicznej. Wiemy już , jakie były
ich metody i tendencje doktrynalne. Wyjaśniały działanie mechanizmów
ekonomicznych przedstawiając, jak zachowywałaby się na rynku jednostka
ekonomiczna, kierująca się dobrze rozumianym interesem własnym. To doprowadziło
owe szkoły do nowego sformułowania praw wartości: w przeciwieństwie do teorii ricardowskich lub marksistowskich marginaliści
dowodzili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej, to znaczy, że mając
pewną ilość towarów, z których każdy składa się z określonych jednostek
zmiennych, wartość każdej z nich będzie zależna od użyteczności, jaką
przedstawia jednostka najmniej użyteczna, tzn. ostatnia jednostka zaoferowana.
Teoria użyteczności krańcowej pozwoliła ustalić jak użyteczność i rzadkość
łączą się dla określenia wartości. Stosując tę
ogólną teorię do czynników produkcji, J. B. Clarc powiedział, że wartość ich zależy od
produkcyjności krańcowej.
Szkoły te uznały także, że cena
swobodnie ustalona w stanie konkurencji doskonałej byłaby ceną równowagi, to
znaczy, że urzeczywistniałaby równowagę między podażą i popytem zbywanego
przedmiotu (produktu lub czynnika produkcji). Życie ekonomiczne przedstawiałoby
się więc jako podlegające, przynajmniej w przypadku konkurencji, dobrze nastawionemu
i automatycznie funkcjonującemu mechanizmowi.
Tymczasem widzieliśmy już powyżej1, że optymizm
ten był ograniczony i że ówcześni wielcy teoretycy wcale nie byli skłonni do
wychwalania sytuacji ekonomicznej swych czasów. Ta aprobata nie dotyczyła sytuacji
istniejącej, lecz hipotetycznej, przy założeniu konkurencji doskonałej, sądzili
oni, że jedynie w stanie doskonałej konkurencji może być automatycznie osiągana
równowaga ekonomiczna, sprawiedliwość społeczna i postęp. Zachwycali się tylko
hipotezą tej szkoły.
Ale czy ta hipoteza była
dobrym instrumentem analizy życia ekonomicznego? Wielu już w to zwątpiło i
powodzenie neoklasycyzmu nie było powszechne.
Niektóre kraje przyjęły z wielkimi
zastrzeżeniami koncepcje Jevonsa, Mengera i Walrasa; w Anglii Alfred Marshall długo poszukiwał
możliwości pogodzenia myśli ricardowskiej z nowymi ideami.. (...) Wszyscy występowali z dość gwałtowną krytyką
marginalizmu i teorii równowagi3, chociaż znali je często powierzchownie. Dopiero
następna generacja Francuzów przyłączyła się na ogół do poglądów Walrasa i
Mengera4.
Skąd pochodzi ten sprzeciw wobec
teorii ekonomicznej, bądź co bądź najlepiej opracowanej ze wszystkich, jakie
się pojawiły na początku wieku? Niektórzy autorzy5 zarzucali jej, że
jest zbyt naiwna, inni, że opiera się na błędnej psychologii, jeszcze inni, że
głosi lub sugeruje, iż równowaga powinna ustalać się automatycznie. Wreszcie
zarzucano jej zbytnią statykę, czy też niedopuszczanie do wykładni zjawisk
społecznych, ograniczanie się do tłumaczenia zjawisk czysto indywidualnych itd.
Przeciwnie, powodzenie marginalizmu
było żywe w Austrii (szkoła wiedeńska), w Szwecji (szkoła sztokholmska), we
Włoszech i w Ameryce.
O płodności idei marginalistycznych
i teorii równowagi najlepiej świadczy fakt, że wyznający je autorzy sami zwolna
dochodzą do reformowania myśli swych mistrzów. Zamiast je na próżno zwalczać na
rzecz innych, dawniejszych metod, biorą je
za punkt wyjścia do ulepszania i nowych odkryć. Toteż większość oryginalnych
teorii ekonomicznych XX wieku znalazła u mistrzów z Lozanny lub Wiednia punkt
wyjścia do oparcia, nawet te, które pozornie były im wrogie. Oddziaływanie to
na początku XX wieku było dwojakiego
rodzaju.
1.
Pewne poprawki wprowadzone
zostały do owych teorii klasycznych przez ich zwolenników;
2.
Inne metody rozumowania były proponowane przez przeciwników tych teorii,
aby je ulepszyć.
Dział
I. Poprawki wprowadzone do marginalizmu
i do teorii równowagi
przez ich zwolenników
……… 68
Może należałoby za
przykładem Francois Perroux
nazwać „neomarginalizmem” prąd umysłowy
reprezentowany przez wiedeńskich lub amerykańskich uczniów Mengera,
Böhm-Bawerka, Wiesera czy J. B. Clarka. W rzeczywistości,
poprawiając teorie swoich mistrzów, byli oni oryginalni. Ten ich wkład właśnie
nas interesuje. Sądzę jednak, że nie należy oddzielać ich od bliskich sąsiadów
(a często oponentów) – teoretyków równowagi ekonomicznej. Postępy dokonane
przez naukę ekonomiczną na początku XX wieku były istotną zasługą obu tych
szkół.
Pierwszy doniosły wkład do nauki
ekonomii na początku XX wieku był dziełem K. Wicksella.
Wśród jego następców powinno się zwrócić uwagę przede wszystkim na tych, którzy
podkreślali rolę czasu w rozwoju zjawisk, na tych, którzy obok użyteczności uwzględniali jako czynnik
wartości koszty produkcji, na tych, którzy
proponowali wyzbycie się zbyt prymitywnej psychiki pierwszych marginalistów
(odrzucenie hedonizmu, uwzględnienie irracjonalizmu). Wreszcie podjęte
przez neo-marginalistów próby uwolnienia się od
statyki i stworzenia teorii dynamicznej zaprezentowane zostały głównie w
pierwszym wielkim dziele Józefa Schumpetera. `
§ 1. Knut Wicksell ……… 68
Knut Wicksell zaczął od przyjęcia idei klasycznych Ricarda i J.
B. Saya (mianowicie prawo rynków), skorygowanych
przez swych bezpośrednich nauczycieli: Böhm-Bawerka i
Walrasa. Wkrótce jednak chęć wytłumaczenia ruchu cen
w dłuższym okresie czasu zaprowadziła go poza udeptane ścieżki.
Po namyśle, klasyczne wyjaśnienie
praw tego ruchu wydało mu się wadliwe. Klasycy – myślał on – są przede
wszystkim nielogiczni przeciwstawiając objaśnienia subiektywne poszczególnych
cen (teoria marginalistyczna) obiektywnemu objaśnianiu ogólnych ruchów cen
(teoria ilościowa pieniądza). Następnie
ich wykładnia jest niezupełna, gdyż przyjmując, że ilość pieniądza wywiera
pewien wpływ, na ogólny poziom cen, niczym nie tłumaczy przyczyn wahań w ilości
pieniądza. Wreszcie i nade wszystko nie zdawali sobie sprawy z istnienia pewnej
sprzeczności między wiarą w prawo rynku a uznawaniem teorii ilościowej.
Istotnie prawo rynku oznacza, że z konieczności podaż globalna towarów równa
się ich globalnemu popytowi. Ale w tym wypadku nie mógłby powstać żaden ruch
cen, który teoria ilościowa próbuje wyjaśnić. Trzeba więc wybierać między
teorią rynku a teorią ilościową.
(...)
§ 2. Koszty
produkcji czynnikiem wartości poza użytecznością ………
75
Wcześni
autorzy wiedeńscy głosili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej i
odrzucali teorię wartości opartą na kosztach produkcji. Menger
i Böhm-Bawerk kładli na to nacisk, drugi zaatakował
na tej płaszczyźnie nawet Marksa. Zgodnie twierdzili, że wartość dóbr
pośrednich (urządzeń technicznych) była tylko konsekwencją albo odbiciem
wartości przedmiotów, do których produkowania dobra te służyły, albo też (co
wychodzi na jedno), że wartość narzędzi produkcji mierzy się ich
produkcyjnością krańcową.
Ta obojętność względem kosztów
produkcji i roli, jaką one mają odgrywać, była rażąco przesadna i stała się
powodem najcięższych zarzutów wobec szkoły wiedeńskiej14. Ale te zarzuty nie stosują się już do neomarginalistów. Już Alfred Marshall w swym Principles of Economics zwrócił kosztom całą ich doniosłość, ustalając przede wszystkim, że
odgrywały one pewną rolę w kształtowaniu się cen na przestrzeni długiego
okresu.
(...)
§ 3. Rola
czasu ……… 77
Pierwsza
teoria klasyczna (tj. teoria XVIII wieku) nie uznawała ważności roli czasu w
rozwoju zjawisk ekonomicznych. Pionierzy czystej ekonomii z lat 1870-tych
również nie analizowali tej roli. Wśród doktryn rozpowszechnionych około r.
1900 liberalny optymizm skłonny był do jej pomijania. Wiara w automatyczne
urzeczywistnienie równowagi prowadziła do przypuszczenia, że skutki wywołane
zjawieniem się zaburzeń ekonomicznych są chwilowe i że działanie ich też jest
chwilowe: niewiara w to byłaby jednoznaczna z przypuszczeniem, że okresy braku
równowagi mogą zdarzać się często i przedłużać. Ciężki to cios w optymizm
ekonomiczny.
Jednakże faktem bezspornym jest, że
czas gra poważną rolę w rozwoju zjawisk ekonomicznych.
(...)
§ 4.
Zagadnienia psychologiczne tematami ekonomicznymi21 ………
80
Od
czasu dyskusji między Mengerem i Schmollerem
główne zarzuty skierowane przeciwko pracom „psychologicznej szkoły austriackiej
mierzyły zawsze w psychologię pożyczaną przez tą szkołę do tematów
ekonomicznych. Czyż bohaterem jej nie był homo
oeconomicus, owa istota, kierowana wyłącznie racjonalnym
dążeniem do zaspokojenia swego osobistego interesu? Otóż jest rzeczą zupełnie
pewną, że homo oeconomicus – to fikcja24.
(...)
§ 5. Próba
koncepcji dynamicznej J. Schumpetera43 ………
88
Pierwszym
autorem austriackim, który próbował przedstawić syntezę dynamiczną życia
ekonomicznego, był Józef Schumpeter (1883-1950); był on od początku
uważany za „enfant
terrible” szkoły wiedeńskiej, ale potrafił zdobyć sobie stanowisko w
nauce. Został ministrem finansów w
Austrii w r. 1919, później musiał emigrować do Ameryki, gdzie wykładał w
uniwersytecie harwardzkim. Dzisiaj uważany jest obok Keynesa za jednego z
największych ekonomistów naszych czasów. Dużo pisał, ale swoją sławę zawdzięcza
trzem głównie książkom: Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung z r. 1912, Business cycles z r. 1939, Capitalism, socialism and demokracy z r. 1946. Dalej omówimy
dwa ostatnie dzieła. Na razie zajmiemy się pierwszym.
Ogłaszając je, Schumpeter chciał
przezwyciężyć statyczne ujecie zagadnień ekonomicznych przez mistrzów wiedeńskich
i pokazać, jak może się realizować teoretycznie postęp ekonomiczny. Książka była próbą dynamiki abstrakcyjnej.
Ale Schumpeter nie pojmował różnicy między statyką i dynamiką tak, jak przed
nim inni autorzy klasyczni, na przykład J. B. Clark.
(...)
Dział
II. Pozycje metodologiczne przeciwstawne
marginalizmowi ……… 94
Poprawki i uzupełnienia wniesione
przez neomarginalistów do dzieła ich pierwszych
mistrzów nie osłabiły krytyki niektórych przeciwników. Dla nich to wszystko, co
opierało się na rozumowaniu marginalistów, a więc
konstrukcja zbyt abstrakcyjnych systemów wyjaśniających odwoływanie się do
racjonalnej psychologii, tłumaczenie zjawisk ogólnych przez zestawienie z
jednostkami ekonomicznymi branymi indywidualnie, wykładnia wartości przy pomocy
użyteczności krańcowej albo cen za pomocą przecięcia krzywej kosztu krańcowego
z krzywą kosztu przeciętnego, upodobnienie dochodów do kosztu czynników
produkcji – wszystko to uważane było za bezwzględnie wadliwe. Nie podejmując
sporu między „historystami”, a „ekonomistami
dedukcyjnymi”, niektórzy pisarze przeciwstawiali marginalistom
nowe idee. Wśród prądów doktrynalnych, które pojawiły się przed r. 1936, trzy
zdają się zasługiwać na specjalną uwagę: uniwersalizm Othmara
Spanna, instytucjonalizm amerykański, do którego
trzeba dodać nazwisko Thorsteina Veblena
i kierunek metody pozytywnej, proponowanej we Francji przez François
Simianda. Ekonometria była także na swój sposób
rodzajem protestu przeciwko zbyt abstrakcyjnej ekonomii neoklasyków.
§ 1.
Uniwersalizm ……… 95
W
krajach używających języka niemieckiego przed r. 1930 najżywszy protest
przeciwko marginalizmowi wyszedł spod pióra Othmara Spanna48. Jego doktryna –
uniwersalizm – nie przekonała bynajmniej świata naukowego... (...)
Według Spanna
nie powinno się rozgraniczać dziedzin socjologii i ekonomii politycznej; nie
należy nawet uważać tych dwóch dyscyplin za niezależne od filozofii; są one z
konieczności związane z nią przynajmniej kwestiami metodologicznymi: sposób ich
ujmowania zależy od przekonań filozoficznych każdego autora; pogląd
mechanistyczny lub deterministyczny prowadzi w ekonomii politycznej do zwykłych
analiz rzeczywistości ekonomicznej; przekonania bardziej idealistyczne
skłaniają ekonomistę do szukania raczej środków oddziaływania na tę
rzeczywistość. (...)
I. Krytyka innych szkół .........
96
Bezużyteczne byłoby zatrzymywać się
dłużej na zarzutach stawianych przez O. Spanna starym
doktrynom ekonomicznym; nie były one zbyt oryginalne. Pierwsza szkoła klasyczna
wydaje mu się zbyt optymistyczna, skoro stwierdza ustanowioną z góry harmonię
interesu ogólnego z interesem osobistym wymieniających; następnie zbyt skłonną
do badania odrębnie atomów, jakimi są jednostki, podczas gdy głównym
przedmiotem ekonomii politycznej powinno być badanie organizacji społecznej
rozpatrywanej jako całość. Szkoła
marksistowska wydaje mu się destrukcyjną dla wszelkiej cywilizacji z powodu
swego materializmu i przyjęcia dogmatu walki klas. Szkoła historyczna – według
niego – doprowadziła do empiryzmu pozbawionego wszelkiej wartości naukowej.
(...)
II. Wkład pozytywny O. Spanna .........
98
Dla uniwersalizmu cała ekonomia jest
zespołem zróżniczkowanym i zhierarchizowanym. Spann
daleko bliższy jest tych, którzy chcą budować teorię ekonomiczną według
analogii z organizmem niż tych, którzy posługują się rozumowaniem
mechanistycznym. Podstawowymi jednostkami ekonomicznymi, nadającymi się do
rozpatrywania, nie są jednostki ludzkie, lecz większe grupy (na przykład
naród); składniki grupy nie są ani istotami równymi, ani niezależnymi: każda z
nich stanowi część integralną grupy; jednakże każdy składnik ma odrębne
funkcje, niektóre mają więcej władzy od innych.
(...)
§ 2. Thorstein Veblen50 ………
101
Około
r. 1920 grono ekonomistów amerykańskich nie chciało uznać marginalizmu i wersji
nadanej mu przez J. B. Clarka. Większość z nich uznała, że uległa wpływowi Thorsteina Veblena. Porównywano
go niejednokrotnie z Karolem Marksem: to samo gwałtowne oburzenie na nasz
system ekonomiczny; taka sama wrogość do ludzi interesu; taka sama zapowiedź
konieczności przemiany współczesnych instytucji.
(...)
§ 3.
Instytucjonalizm ……… 105
Wkrótce
po r.1920 – jak już mówiliśmy – pod wpływem Veblena i
John Maurice Clarka powstała zdecydowana reakcja przeciwko ekonomii
abstrakcyjnej i dedukcyjnej marginalistów, idących za
John Bates Clarkiem i Seligmannem55: zamiast opisywać to, co mogłoby
nastąpić na wolnym rynku, lepiej badać – myślano – w rzeczywistości ramy
instytucjonalne ekonomiki amerykańskiej, zobaczyć, co w niej było wynikiem
istnienia tych ram, wciąż przekształcanych, następnie zaś, jak się one
zmieniały i jak były zmuszane do zmian. Ruch ten nazwano instytucjonalizmem.
(...)
§ 4. Metoda
pozytywna: François Simiand ………
109
Podczas
gdy instytucjonalizm rozwijał się w Ameryce, inną próbą, zmierzającą do
podobnych rezultatów, zrobił we Francji François Simiand. Z kilkoma ekonomistami i socjologami francuskimi
chciał on wprowadzić do ekonomii politycznej stosowanie metody pozytywnej,
którą uważał za bardziej realistyczną od czystej ekonomii.
(...)
§ 5. Początki
ekonometrii77 ……… 113
Zawsze
istnieli matematycy interesujący się zagadnieniami ekonomii politycznej.
Jednakże w XIX wieku najczęściej przeprowadzano rozważania abstrakcyjne drogą
dedukcji, wychodząc z pewnych założeń ogólnych. Ekonometria postępuje inaczej:
ci, co ją stosują, używają metod statystycznych i głoszą, że nie ma nauki bez
mierzenia; uważają oni, że nie można nadać nauce ekonomicznej jakiejkolwiek
ścisłości, jeśli się jak najbardziej dokładnie nie oblicza i nie wymierza
intensywności badanych zjawisk; drogą indukcji zamierzają oni dojść do
formułowania praw.
(...)
Rozdział
III
Ku idei kontroli ekonomicznej ……… 116
Teorie
opracowane przez neoklasyków wiedeńskich i lozańskich nie pozwoliły im zająć
wyraźnego stanowiska w dyskusji nad organizacją społeczną. Już wskazaliśmy
powyżej1, co twórcy ich musieli dodać do swych podstawowych zasad,
aby zrobić z nich punkt oparcia dla doktryny liberalnej: przeświadczenie o
niezbędnie konkurencyjnym charakterze ekonomii wzorowanej na modelu liberalnym,
przekonanie, że w takich ramach może działać jeden tylko mechanizm, nadający
się do utrzymywania równowagi.
Co prawda, niektórzy z
interpretatorów nie przyjrzeli mu się tak dokładnie2. Przyjęli oni
teorię marginalną i teorię równowagi dla aprobowania albo obecnego ustroju,
albo ewentualnego systemu wolności absolutnej.
Ale zwolna zaczęto dostrzegać, że
system „lesseferyzmu” nie dotrzymywał obietnic tak nieopatrznie danych w jego
imieniu. Przeciwko niemu wysunięto pewne zastrzeżenia, początkowo dość słabo
opracowane; dotyczy to zwłaszcza okresu po pierwszej wojnie światowej.
1.
Najpierw w ekonomii liberalnej ujawniła się
możliwość wyzysku. Najgorszą i najczęściej wytykaną jego formą był
wyzysk robotników. (...) Ale w świecie, gdzie decydującą rolę odgrywają
towarzystwa akcyjne, stawały się coraz bardziej widoczne inne jeszcze rodzaje
wyzysku: mianowicie wyzyskiwanie kapitału kierowanego, tj. drobnych posiadaczy
akcji i obligacji przez kapitał kierujący, tj. przez krąg
administratorów przedsiębiorstw prywatnych i finansistów.4
Przeciwko temu wyzyskowi proponowano działać za pomocą prawodawstwa ochronnego
pracowników i przez ulepszanie statutów wielkich przedsiębiorstw
prywatnych.
2.
Nie jest prawdą – mówi się dalej że gospodarka liberalna jest
spontanicznie i zawsze zrównoważona. (...) Jeśli gospodarka liberalna nie
osiąga równowagi samorzutnie, usprawiedliwia to interwencje stabilizacyjne.
3.
Dodawano także, że nie jest wcale rzeczą udowodnioną, iż dla
realizowania większych zysków producenci byli zawsze zmuszeni wytwarzać więcej.
„Maltuzjanizm ekonomiczny” – czyli polityka polegająca na dobrowolnym
ograniczaniu produkcji...albo nawet niszczeniu części produkcji...w celu
podwyższenia cen towarów... (...)
4.
Niektórzy podnosili też, że być może klasycy (zwłaszcza w końcu XVIII i
na początku XIX wieku) mylili się sądząc, iż prawny system wolności wystarczy
do zapewnienia stanu konkurencji i przypisywali mu zalety tego systemu. (...)
5.
Często powoływano się na interes narodowy także dla usprawiedliwienia
środków interwencyjnych na granicach każdego państwa. (...)
6.
Wreszcie pewne przejściowe rodzaje polityki działały na rzecz gospodarki
kierowanej w silniejszym stopniu. Podczas wielkiej depresji lat trzydziestych,
niektóre przedsiębiorstwa prywatne, znalazłszy się w bardzo trudnej sytuacji,
zwróciły się do władz państwowych o pomoc finansową; władze w obawie, aby
upadek szczególnie ważnego przedsiębiorstwa prywatnego nie wywołał jeszcze większego kryzysu...
zgadzały się nieraz na ratowanie ich
groszem publicznym, żądając w zamian pewnego udziału w kapitale tych
przedsiębiorstw. Zapewne, władze miały z politycznego z politycznego punktu
widzenia rację, postępując w ten sposób. Jednakże przeciwnicy kapitalizmu nie
mogli nie zauważyć, że w ten sposób powstaje kapitał popierany i że słuszną
jest rzeczą, aby roztoczyć nad jego funkcjonowaniem kontrolę
„państwa-sanitariusza”, które miałoby z tego jakąś korzyść. Ponieważ
zastosowano w pewnym sensie „uspołecznienie strat”, to czyż nie byłoby słuszne
wprowadzić też „uspołecznienia zysków”,
lub przynajmniej kontroli nad ich osiąganiem5.
Takie były główne idee głoszone
około r. 1930 przez tych, których zawiódł „lesseferyzm”: domagali się oni w
słowach zmieniających się zależnie od kraju –
„gospodarki kierowanej” lub „kontroli społecznej” nad gospodarką.
§ 1. Studia
nad zagadnieniem podziału dochodów
……… 119
Teoria
ekonomiczna początków stulecia, jak to widzieliśmy, uważała, że dobra pośrednie
(dobra wytwórcze) czerpały swą wartość z dóbr bezpośrednich (dobra spożycia)i
że dochody stanowiące wynagrodzenie czynników produkcyjnych zależały od
produkcyjności krańcowej tych czynników. Głosiła więc, że dochody te były
wytłumaczalne i w zasadzie słuszne; jest
to zatem teoria optymistyczna6.
Optymizm ten nie był jednak bez
zastrzeżeń:
(...)
I. Nowe teorie zysku8 .........
120
Pierwsi autorzy zajmujący się
studiami nad czystą ekonomią nie atakowali bezpośrednio zysku. Walras zabrał
się raczej do renty (w ricardowskim znaczeniu tego słowa) wbrew temu, co jego
dzieło mogło sugerować przeciwko zyskowi i domagał się nacjonalizacji ziemi.
Wielu natomiast było autorów, którzy na początku XX wieku wyrazili wątpliwość
co do prawowitości prywatnego przywłaszczenia zysku.
(...)
II. Nowe teorie płacy24 .........
127
Teoretycy płac, przeciwnie, prawie
zawsze są przychylni badanemu przez siebie dochodowi. Podczas studiów starali się przede wszystkim
dowieść, wbrew przepowiedniom marksistowskim, że kapitalizm w miarę swego
trwania może się naprawiać. Poza tym chodziło o zbadanie polityki wysokich
płac.
(...)
III. Nowe teorie procentu od kapitału41
......... 133
Na początku XX wieku ogólnie
przyjętą teorią wyjaśniającą zagadnienie procentu była teoria Böhm-Bawerka. Istnienie procentu przedstawiono w niej jako
konsekwencję zjawiska psychologicznego: niższej ceny dóbr przyszłych w
zestawieniu z teraźniejszymi. Jednakże teza Böhm-Bawerka
wywoływała pewne głosy krytyczne42: ...
(...)
§ 2. Koszt niekoniecznie dostosowuje się do ceny.
„Koszty stałe” ……… 136
Propozycje
odnośnie kontroli ekonomicznej lub
systematycznego kierownictwa gospodarką nie mogły się zadowolić, jako podstawą
teoretyczną, ideą, że na pewnym rynku (rynek pracy) może istnieć wyzysk: z tego
wynikała potrzeba zreformowania tego jednego rynku. Aby wesprzeć ideę
systematycznego kierownictwa należało mieć teorię ogólną, stwierdzającą, że
równowaga między potrzebami i produkcją (tj. znacznie więcej niż między popytem
a podażą) lub równość między kosztami a ceną nie mogły się realizować
spontanicznie i natychmiastowo, albo że istnienie równowagi nie wykluczało
złego kierunku ogólnej działalności.
(...)
I. Opis zjawiska .........
137
Według John Maurice Clarka koszt
produkcji w każdym przedsiębiorstwie składa się z dwóch kategorii czynników:
istnieją przede wszystkim koszty zmienne (nazywane też czasem
„proporcjonalnymi” lub „różniczkowymi”, które, jak wskazuje sama nazwa,
zmieniają się w zależności od wielkości produkcji tak, że łatwo określić
związek między tymi nakładami i produkcją: najlepszym przykładem jest tu kupno
surowca.
(...)
II. Oddziaływanie kosztów stałych na politykę
produkcyjną przedsiębiorstw
......... 138
Istnienie kosztów stałych ma poważny
wpływ na politykę produkcyjną przedsiębiorstw. W tej sprawie należy uczynić
trzy zasadnicze spostrzeżenia.
1. Przede wszystkim istnienie
kosztów stałych tłumaczy, że polityka różnicowania cen może być stosowana nie
tylko w wypadkach monopolu, ale nawet przy swobodnej konkurencji. (...)
2.
Z istnienia kosztów stałych wynika także, iż w przekonaniu i w
rachunkach kierownika przedsiębiorstwa pojęcie kosztów zmienia się zależnie od
charakteru problemów, jakie ma rozstrzygnąć. (...)
3.
Każde przedsiębiorstwo stara się zwłaszcza przerzucić na inne ciężar
swych własnych kosztów stałych i jest to możliwe o tyle, że ich „zbieżność” –
można by powiedzieć – jest zawsze dość nieokreślona. (...)
III. Wpływ kosztów stałych na równowagę
ekonomiczną ......... 141
Teoria kosztów stałych nie była w
zasadzie krytyką ustroju istniejącego, lecz wyjaśnieniem procesu funkcjonowania
przedsiębiorstw. Ale UJ. M. Clark i po nim kilku innych autorów zajmujących się
tymi kwestiami doszli do wysnucia z tych rozważań pewnych doniosłych wniosków
teoretycznych dotyczących mechanizmu cen i dostosowania się kosztu do ceny.
Pierwszy z tych wniosków głosi, że
ceny nie są jednolite nawet wówczas, gdy nie istnieje monopol. Różnicowanie cen
jest praktykowane wtedy, kiedy koszty stałe stanowią znaczny procent kosztów
produkcji towaru.
Po wtóre, należy zaznaczyć, że
hipoteza, według której cena normalna określona jest przez koszt produkcji nie
odpowiada rzeczywistości.
(...)
§ 3. Wolność nie zapewnia maksimum dobrobytu
społecznego. Ekonomia dobrobytu54 ………
143
Dawni autorzy klasyczni (A. Smith) starali się dowieść, że w
stosunkach konkurencji istnieje ustalona z góry harmonia między interesem
ogólnym a interesem osobistym producenta; że każdy, aby zarobić więcej,
powinien więcej wytwarzać; słowem, że produkcyjność i dochodowość wzrastają i
zmniejszają się równolegle. Uświęcało to, jako
podstawowy bodziec systemu ekonomicznego, kierowanie się przez każdego swym
osobistym interesem, a nawet nieograniczoną chęcią zysku. Zbogacając się
osobiście, każdy przyczyniał się do ogólnego dobrobytu.
(...)
§ 4. Wolność nie zapewnia utrzymania stanu
konkurencji doskonałej ……… 150
Szkoła Adama Smitha utrzymywała, że w okolicznościach „wolnej
konkurencji” porządek ustala się spontanicznie. Szczerze wierzyła, że dla zapewnienia stanu konkurencji wystarczy znieść przepisy
reglamentacji państwowej lub cechowej, nadające monopol lub przywileje pewnym
kategoriom producentów. Identyfikowała „wolność” z „konkurencją”.
(...)
I. Dlaczego świat współczesny nie może już być
uznany za dziedzinę konkurencji doskonałej
......... 153
Większość
autorów współczesnych twierdzi, że do istnienia konkurencji doskonałej
potrzebne są cztery warunki.66
a)
Trzeba przede wszystkim, żeby popyt i podaż były rozproszone...
(...)
b)
Trzeba, żeby zapewniona była wolność podaży i popytu... (...)
c)
Trzeba, żeby istniała pełna znajomość stanu rynku zarówno przez każdego
sprzedawcę, jak i nabywcę. (...)
d)
Ostatnim warunkiem istnienia konkurencji jest jednorodność dóbr,
stanowiących przedmiot transakcji. (...)
(...)
II. Ceny w warunkach konkurencji
niedoskonałej ......... 159
Dwie
analizy p. J. Robinson i E. Chamberlina wyrażone
zostały w sposób zgoła różny. Jednakże obie doprowadziły do tych samych
wyników. W świecie nowoczesnym ani konkurencja, ani monopol nie istnieją w
czystej formie. Należy więc sądzić je bez zbytniej obawy i bez entuzjazmu.
Obaj autorzy zresztą doszli do ustalenia następujących głównych – jak się
wydaje – punktów:
1.
W wypadku konkurencji doskonałej prawo jedności cen nie znajduje
potwierdzenia czy to wskutek stosowania przez sprzedawców różnych cen, czy też
dlatego, że brak „płynności” rozbija w rzeczywistości rynek na wiele drobnych
rynków mniej lub więcej niezależnych od siebie.
2.
Nie można jednak powiedzieć, że cena nie jest określona w wypadkach
monopolu. (...)
3.
Brak jednolitości produktów był głównie badany przez E. Chamberlina; jest to, jakeśmy już widzieli, cecha
charakterystyczna dla konkurencji „monopolistycznej”. (...)
4..
W wypadku dwustronnego monopolu71 także nie mówi się już, jak
to nieraz zdarzało się w XIX wieku, że cena jest nieokreślona. (...)
Widzimy, że ogólnie biorąc, teorie o
konkurencji niedoskonałej pozostają w sferze mikro-ekonomii i częściowej
równowagi, sferze, do której Alfred Marshall wprowadził swych uczniów. To samo
można powiedzieć o studiach Stackelberga nad
zagadnieniami oligopolu.
III. Ceny w warunkach oligopolu .........
160
Wobec istnienia „kapitalizmu
wielkich jednostek” H. Stackelberg zbadał przede wszystkim zagadnienia oligopolu72.
Jedną z charakterystycznych cech naszych czasów jest zjawisko mnożenia się
rynków, na których występuje wielka ilość nabywców i bardzo szczupła liczba
sprzedawców (kilka wielkich bardzo skoncentrowanych firm).
(...)
IV. Zagadnienia społeczne w świetle teorii konkurencji
niedoskonałej i
oligopolu ......... 164
Rozważania wyjaśniające współczesną rzeczywistość przez posługiwanie się
teoriami konkurencji niedoskonałej lub oligopolu są z każdego punktu widzenia
pesymistyczne. Ich twórcy nie wierzą w możliwość zapewnienia sprawiedliwości
społecznej ani maksimum produkcji; uważają, że równowaga ekonomiczna ustala się
w warunkach bardzo chwiejnych. Oto na czym polega w trzech punktach istota ich
myśli:
a)
Z punktu widzenia sprawiedliwości trudno powiedzieć, że istnienie stanu
niedoskonałej konkurencji może być źródłem niesłusznych cen lub wyzysku, gdyż
te pojęcia nie są ustalone i nie nadają się może wcale do ustalenia w
terminologii ekonomicznej. (...)
b)
Optimum produkcji niekoniecznie musi być osiągnięte. (...)
c)
Zajmijmy się wreszcie równowagą ekonomiczną w środowisku, gdzie nie istnieje konkurencja
doskonała; równowaga ta ustala się w warunkach bardzo trudnych:
(...)
§ 5. Liberalizm i wolność ………
169
W przededniu wielkiej depresji niektórzy
liberałowie skłonni byli przyznać niedoskonałość ustroju „laissez-faire”85.
Jednak pozostali mu wierni utrzymując, że ma on przynajmniej tę zaletę, że
zapewnia poszanowanie tak zasadniczemu składnikowi godności ludzkiej, jak
wolność osobista. Niestety, i co do tego także powstały wątpliwości: lesseferyzm
- twierdzili niektórzy ich przeciwnicy – nie gwarantuje wolności ani
swobód człowieka. (...)
Myślą zasadniczą jest, że system
„lesseferyzmu” daje ludziom, zwłaszcza najsłabszym, tylko czysto formalną
wolność, wiązkę praw jurydycznie określonych, lecz nie wolność rzeczywistą.
Myśl ta opiera się na następującym rozumowaniu:
1. Człowiek dopiero wtedy jest w istocie wolny,
gdy nie podlega przymusowi nędzy, obawie głodu, lękowi przed brakiem środków
niezbędnych do zachowania życia własnego i swoich bliskich. (...)
2.
Ludzie nie są sobie równi, przynajmniej faktycznie. Z tej nierówności
korzystają silniejsi... Konkurencja
między nierównymi jest dla silniejszych faktyczną wolnością postępowania według
swego widzi mi się...
3.
Nigdy nie istniała i nigdy istnieć nie będzie wolność zupełna. Zawsze
istnieją pewne przymusy. Instytucje
stanowią narzędzie przymusu, nawet jeśli polegają na układach czysto moralnych
4.
Wreszcie niektórzy autorzy zauważyli, że aby zapewnić wszystkim
korzystanie z pewnych swobód, trzeba, aby lad społeczny był ustalony i
przestrzegany, oraz że dla istnienia tego porządku jest rzeczą konieczną, aby
każdy zgodził się poświecić przynajmniej częściowo prawo postępowania według
swej fantazji.
Pozostaje zbadać argument
najsilniejszy, wytoczony przeciwko ideom liberalnym. Polega on na wykazaniu, że
nawet w czasach wolności powrót do równowagi po okresie załamania nie jest ani
natychmiastowy, ani automatyczny, albo nawet, że obok mechanizmów równoważących
istnieją mechanizmy naruszające równowagę. Ale argument ten jest tak ważny,
opiera się na obserwacjach faktów tak różnorodnych i wywołuje tyle sprzeciwów,
że należy mu poświęcić specjalny rozdział.
Rozdział
IV
Zakłócenia równowagi i dysproporcje gospodarki ……… 173
Teoretycy
liberalni XIX wieku nie zaprzeczali, że brak równowagi ekonomicznej może
nastąpić nawet w stosunkach konkurencji. Sądzili oni jednak, że w takiej
sytuacji każde zwichniecie równowagi zawiera w sobie czynniki korygujące; nie
mogło więc być trwałe. Według nich istniał mechanizm automatyczny przywracający
równowagę; taką funkcje spełniały ruchy cen. (...)
Niestety, wobec stanu gospodarki w
wieku XX (kryzysy, sprzedaż za bezcen, niedostatek wojenny, groźba inflacji)
wielu autorów współczesnych zrezygnowało
z tak optymistycznych nadziei. Zwłaszcza wyrzekli się wiary w równowagę
automatyczną.
(...)
§ 1. Teorie dotyczące wahań koniunkturalnych13 ………
178
„Wielka
depresja” lat trzydziestych nie od razu
wywołała odrodzenie teorii koniunktury. Nastąpiło to głównie po Keynesie,
będzie więc przedstawione dalej. Ale pierwsze trzydziestolecie wieku przyniosło
już wykluwanie się pewnych idei, które posłużyły za punkt wyjścia dla autorów pokeynesowskich. Oto co, zdaje się, było najbardziej
interesujące w tym pierwszym wkładzie.
(...)
§ 2. Teorie o istocie i roli pieniądza44 ………
188
Wiek
XIX zaniedbał nieco kwestie pieniężne. Stuart Mill wyraził najbardziej
rozpowszechnione wówczas zdanie mówiąc, że nic nie jest tak obojętne jak
problemy pieniądza. Pod wpływem Ricarda i J. B. Saya
uważano wymianę, mimo udziału w niej pieniądza, za rodzaj zwykłej zamiany
(dotyczyło to handlu wewnętrznego, jak i międzynarodowego). Zasadnicze teorie
pieniądza sprowadzały się do dwóch, zresztą ściśle ze sobą związanych:
1) do teorii ilościowej, służącej do
wyjaśniania ruchów cen w okresie pieniędzy papierowych, a następnie w okresie
zwiększania lub spadku produkcji złota,
2) teorii automatycznej repartycji złota
pomiędzy narodami, teorii, według której kruszec szlachetny szedł tam, gdzie
posiadał największą wartość w towarach, tzn. tam gdzie najbardziej go
brakowało.
Tej panującej teorii nie mogły przeciwstawić się na długo ani rzeczowe
studia Tooke’a45, ani wnikliwe badania bimetalistów.
Słowem sądzono, że pieniądz odgrywa rolę bierną...
W r. 1900 zaczęto wyrzekać się
zarazem i tej obojętności i tego optymizmu. Zarysowały się wówczas dwa wielkie
kierunki wśród ekonomistów, zajmujących się zagadnieniami pieniężnymi.
1.
Przede wszystkim tradycja klasyczna jednocześnie ilościowa i kruszcowa
głosząca, że pieniądz jest reprezentowany przez kruszce szlachetne „- taki
sam towar jak inne” - których wartość
zależy od będących w obiegu ich ilości, i zalecająca na ogół politykę monometaliczną opartą na złocie. Uważała się ona za jedyną
teorię ortodoksyjną. (...)
2.
Następnie prąd nominalistyczny47, którego we Francji
pierwszym przedstawicielem był Marcel Mongin48. Utrzymywał on, że
monety kruszcowe nie są oceniane przez swych posiadaczy według parytetu
kruszcowego, lecz według siły nabywczej, w towarach, jaką posiadały, i że to
świadczyło, iż możliwa jest miara wartości zupełnie bez oparcia o złoto. (...)
Takie oto były dwa kierunki
najbardziej wzięte wśród teoretyków pieniądza. Ale perturbacje pierwszej połowy
XX wieku wywróciły przekonania – zdawałoby się – najmocniej zakorzenione.
Zanim jeszcze wojny światowe
dokonały pogromu walut, rozwój bankowych biletów kredytowych doprowadził do
nowej definicji pieniądza. Pieniądzem nazywano już każde dobro, posiadające
natychmiastową zdolność nabywczą i moc środka płatniczego (z tytułu prawa lub
zwyczaju).
Nowe idee zrodziły się głównie na
podłożu inflacji. (...)
Wreszcie i nade wszystko „kryzysy”
X wieku wywołały nowe komentarze
włączając ogólną teorię pieniądza do teorii koniunktury, następnie zaś nowe
koncepcje ogólne dotyczące charakteru i roli pieniądza. Jednakże nowe
poglądy w pełni wykrystalizowały się
dopiero z chwilą ukazania się wielkiego dzieła Keynesa: Ogólna teoria...;
ich kształtowanie się było dość powolne i wynikło z wysiłków zrazu
rozproszonych podjętych w różnych krajach.
Przedstawimy je dopiero później56, ale już teraz należy
wskazać, jak do tego stopniowo doszło. W tym celu zbadamy kolejno prace
przygotowawcze...
I.
Autorzy francuscy57 ......... 191
Studia autorów francuskich nad
zagadnieniem pieniądza nie stały nigdy na tak wysokim poziomie abstrakcyjnym,
jak szkół, o których będzie mowa nieco dalej. Jednak badania chaosu zrodzonego
z inflacji i wywołanego jego zwalczaniem skłoniło Francuzów, przynajmniej
pośrednio, do ciekawej wymiany zdań co do wpływu pieniądza na ceny i
właściwości, jakie powinien posiadać dobry pieniądz.
(...)
II.
Szkoła szwedzka ......... 197
W krajach, które mniej od Francji
ucierpiały z powodu inflacji, krytyka teorii tradycyjnych była mniej
gwałtowana, ale bardziej jasna: być może przeciwstawiano jej mniejszą ilość
ścisłych faktów, silniej jednak atakowano sposób rozumowania jej zwolenników,
starając się wykazać, że to rozumowanie było niezbyt logiczne lub
tautologiczne. (...)
III.
Szkoła wiedeńska88 .........
205
Karl Menger
i jego następcy – marginaliści poruszyli w dziedzinie
teorii pieniądza zagadnienia jeszcze szersze niż zwolennicy szkoły szwedzkiej.
Poza badaniami nad zakłóceniami równowagi, wywołanymi działaniem czynników
pieniężnych, wypracowali oni tezy odnośnie samej natury pieniądza. (...)
IV.
Szkoła z Cambridge102 .........
214
Dysputy naukowe lat 1930 – 1940, w których
angielscy teoretycy pieniądza przeciwstawiali się ekonomistom wiedeńskim i szwedzkim, przypominały bardzo rozmowy
sąsiedzkie.
Istotnie, między trzema „szkołami”
istnieją punkty styczne. Wszystkie trzy włączyły teorię pieniężną do ogólnej
teorii działalności ekonomicznej; wszystkie skoncentrowały swą uwagę na
zagadnieniu zastosowania niewłaściwego poziomu stopy procentowej, wszystkie
poszły tą samą drogą badając przede wszystkim działanie pieniądza na ceny i
ostatecznie wpływ tego działania na produkcję. Ale badania te rozpoczęte
zostały z różnych punktów widzenia, zależnie od szkoły, i przede wszystkim
prowadzone były przy pomocy odmiennych środków analizy.
(...)
V.
Spór o walutę złotą .........
226
Różne teorie, o których wspomniano
poprzednio, widziały w pieniądzu przyczynę poważnego zamętu ekonomicznego; w
pieniądzu, lecz nie zawsze w walucie złotej. W pewnym stopniu niektórzy nawet
mogli myśleć, że ponieważ teorie te miały do czynienia z nieodpowiednią stopą
procentową, z inflacją i deflacją, więc zrzucały winę za sztuczne zjawiska,
które mogą powstać tylko wtedy, gdy nie są przestrzegane zasady pozwalające
utrzymać parytet złota.
(...)
Rozdział V
Gospodarka kierowana i nawroty liberalizmu ……… 231
Po
zapoznaniu się z rozdziałami poprzednimi można by sądzić, że myśl ekonomiczną
od roku 1900 do 1936 cechował stopniowy odwrót od optymizmu Smitha, Saya i jeszcze bardziej – Bastiata.
(...)
Nasuwa się więc następująca
konkluzja: „Skoro równowaga nie następuje samoczynnie,
władze odpowiedzialne za utrzymanie ładu w każdym kraju muszą starać się
osiągnąć ją w sposób sztuczny, albo podporządkowując wskazaniom jednolitego
planu różne dziedziny gospodarki, albo działając przynajmniej na dziedziny
kluczowe, od których zależy działalność wszystkich innych.
(...)
§ 1. Zasadnicze formuły gospodarki kierowanej ………
232
Liczne
prace powstały między dwoma wielkimi wojnami światowymi na temat najlepszych metod
kierowania gospodarką i reform strukturalnych. Od całkowitego planowania do
zwykłego nadawania kierunku gospodarce, od zupełnej kontroli do prostego
nadzoru nad pewnymi dziedzinami strategicznymi (zwłaszcza bankowości lub
kluczowych gałęzi przemysłu), od metod etatystycznych do systemów
korporacyjnych – wszystko już zostało powiedziane i zaproponowane. Mówiono o
dyrygowaniu tak za pośrednictwem karteli lub ugrupowań prywatnych, jak i władz
państwowych. Proponowano system gospodarki kierowanej bądź w celu socjalizacji,
bądź dla wprowadzenia gospodarki ściśle nacjonalistycznej lub nawet wojennej;
czasem przy jej pomocy zamierzano ugodzić w kapitalizm, to znów chciano go
obronić przywracając zysk. Czasem zmierzano do podniesienia, a czasem do
obniżenia cen.
(...)
§ 2. Nawroty liberalizmu ………
235
Pomimo
ofensywy zwolenników gospodarki kierowanej liberalizm zachował bardzo silne
pozycje; odznaczał się jeszcze pełną żywotnością w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej
i jest takim dotychczas9. W Ameryce sfery gospodarcze w dalszym
ciągu wierzą w zalety inicjatywy prywatnej10 i z jej obrony czynią
podstawę propagandową, przynajmniej w stosunkach z zagranicą.
(...)
I.
Odpowiedź zwolennikom gospodarki kontrolowanej ......... 236
Autorzy liberalni w okresie międzywojennym nie negowali możliwości ani
rzeczywistości wyzysku lub braku równowagi w dzisiejszym świecie
kapitalistycznym. F. Hayek, J. Rueff,
W. Lippmann na przykład kolejno wskazywali na te wady.
Lecz zajęli pod tym względem następujące stanowiska.
1. Prawie wszyscy twierdzili, że wielkość tych
wad w teraźniejszym świecie została przesadzona, a zwłaszcza że
przypisywano im charakter trwalszy niż miały w rzeczywistości. Według nich,
jeśli nawet prawa rynku są często krzywdzące dla słabszych, wymagane od nich
ofiary są chwilowe i stanowią konieczny warunek późniejszej poprawy bytu:
kapitalizm może być zreformowany i ulepszony. Czy nie zostało dowiedzione na
przykład, że poziom płac znacznie się podniósł i że kraje o najwyższych płacach
są jednocześnie krajami wielkiej wolności ekonomicznej? Pozostaje do zbadania,
czy ta poprawa stanowi konieczne następstwo samego funkcjonowania kapitalizmu.
(...) (...)
2. Ze strony liberalnej twierdzi się przede
wszystkim, że największe wady naszej epoki są wynikiem interwencjonizmu
państwowego lub systemu gospodarki kierowanej. Ze wszystkich argumentów
liberalnych ten najbardziej odpowiada głębokim przekonaniom ludzi interesu i
szerokiej opinii publicznej. (...)
3.
Inni liberałowie uważali wolność ekonomiczną za
system pozwalający najlepiej działać elicie. Otóż według nich postęp
nigdy nie jest dziełem mas i nie może nim być. Wszelka kontrola społeczna,
organizowana pod naciskiem mas i ich przedstawicieli jest szykaną w stosunku do
ludzi przedsiębiorczych, elity; opóźnia postęp. (...)
II.
Wkład pozytywny
„neoliberalizmu” ......... 240
Jeśli chodzi o „neoliberalizm”, to
protestował on mniej przeciwko produkcji państwowej, niż przeciwko kontroli
państwa. Sprzeciwiał się wprawdzie
„nacjonalizacji”, lecz głównie zwalczał „ceny społeczne”.
Najciekawsze
jest, że gdy neoliberałowie przedstawiali swój ideał, nie głosili powrotu do „lesseferyzmu”
zupełnego i nieograniczonego; nie potępiali też wszelkiej ingerencji
państwowej; mówili raczej o powrocie do ekonomii rynkowej. „Jedynie
mechanizm cen funkcjonujący na wolnych rynkach – powiedział W. Lippman30
– pozwoli utworzyć organizację produkcji zdolną do zaspokojenia maksimum pragnień ludzkich”. I dla przywrócenia ekonomiki rynkowej zgadzali się na pewne
rodzaje ingerencji ze strony państwa. W ten sposób stali się echem
dawniejszej myśli John Bates Clarca, według której
należało „organizować” konkurencję.
Opanowały ich pewne wątpliwości;
wiedzieli bowiem dobrze, iż nie tylko ingerencja państwa usunęła zjawisko
konkurencji; w większym stopniu zdziałały to powstające wielkie monopole
prywatne i porozumienia między producentami. (...)
Zrozumiałe, że dopuszczając pewne
rodzaje ingerencji neoliberałowie z kolokwium W. Lippmanna
uznali, iż mogą zredagować, wprawdzie nie „program” (gdyż wyraz ten wydawał się
im może zbyt rygorystyczny), lecz pewnego rodzaju „agendę”32. Jakież
więc rodzaje ingerencji zalecali?
1.
Przede wszystkim państwo musi określić instytucje służące za ramy
działalności ekonomicznej i zapewnić ich obronę. (...)
2.
Wiedząc, że „pozycje równowagi, ustalające się na rynkach, są
kształtowane i mogą być określane w sposób decydujący przez prawa dotyczące
własności, umów, ugrupowań”33, neoliberałowie ustosunkowują się
przychylnie jedynie do niektórych instytucji. (...)
3.
W wypadkach, kiedy elastyczność
podaży i popytu jest zmniejszona wskutek jakichś powodów faktycznych35
i wobec tego szybki powrót do równowagi za pomocą ruchu cen staje się trudny,
liberałowie dzisiejsi dopuszczają ingerencję państwa. (...)
4.
Niektórzy liberałowie, przeciwni zasadniczo kontroli cen, odróżniali
jednak „rzeczywiste” ceny urzędowe od „pozornych” i przeciwstawiali się tylko
pierwszym. (...)
5.
Przyjęli wreszcie, że na rynkach pewne interwencje są dopuszczalne i
mogą skutecznie wywoływać zmianę cen.
(...)
Cóż wynika z tego nowego stanowiska
neoliberałów? Prawdopodobnie, gdyby Bastiat czy Dunoyer mogli wstać z grobu, potraktowaliby jako zdrajców
tych wszystkich autorów, którzy dopuszczają ingerencję dla „organizowania”
konkurencji lub dla lepszego podziału
dochodów. (...)
Zobaczymy dalej, że rozwój myśli
keynesowskiej nadał liberalizmowi naszych czasów nowe oblicze.
Zamiast konkluzji .........
244
Dość trudno jest dokonać syntezy
prac teoretycznych między r. 1900 a ukazaniem się Ogólnej
teorii lorda Keynesa w r. 1936.
Cały ten okres historii ekonomicznej
zaznaczył się nieustannym szeregiem wstrząsów: wojny, inflacja, „wielka
depresja”, powstanie na Wschodzie Europy gospodarki sprzecznej z systemami XIX
wieku, na Zachodzie zaś - postępem
„reform strukturalnych”.
Wśród tych przewrotów narodziły się
nowe teorie ekonomiczne. Zrozumiałe jest tedy, że podstawową cechą był
niepokój.
Teorie te polegały głównie na
częściowej krytyce uznanych poprzednio idei.
Prawie wszystkie dawały się wyrazić w formułach negatywnych: nieprawdą jest, że świat, w którym żyjemy, opiera się na
konkurencji doskonałej, ani że wolność może wystarczyć do utrzymania stanu
konkurencji; nieprawdą jest, że ceny i koszty dostosowują się łatwo i prędko
jedne do drugich; nieprawdą jest, że podaż i popyt odpowiadają automatycznie i
natychmiast ruchom cen; nie jest prawdą, że całkowita podaż towarów musi
koniecznie równać się całkowitemu ich zapotrzebowaniu; nie jest prawdą, że
pieniądz z natury swej jest neutralny, ani też (jeśli się przyjmie, iż jest
aktywny), że działanie jego sprzyja równowadze lub międzynarodowemu wyrównaniu
cen, nie jest słuszne, że „lesseferyzm” zapewnia wszystkim możliwe maksimum
wolności, sprawiedliwości i dobrobytu.
Automatyzm
marksistowski był zresztą równie sporny jak i ricardowski
lub sayowski; nie jest wcale pewne, że
wzrastająca koncentracja może automatycznie i bez współdziałania świadomej i
kierowanej woli ludzkiej doprowadzić do komunizmu.
Tak oto autorzy nagromadzili wiele
wątpliwości. Jednakże pozostały one oderwane, bez związku ze sobą; nie
doprowadziły więc do opracowania nowego typu teorii ogólnej. (...)
W dziedzinie wskazań poprawy
ekonomicznej występowała ta sama niepewność. Zapewne coraz bardziej wyrzekano się czystego determinizmu pochodzenia
marksistowskiego lub innego.
Starano się pozostawić coraz więcej miejsca dla odnowicielskiej
działalności kierowanej wolą ludzką, czy to usprawiedliwiając tę działalność z
punktu widzenia społecznego, czy też dowodząc, że prawa naturalne, przynajmniej
w pewnych granicach, nie sprzeciwiają się jej skuteczności. Jednakże powstawała
wątpliwość: w jakim kierunku prowadzić gospodarkę? (...)
Taka sytuacja intelektualna domagała
się energicznych wysiłków odnowienia teorii ekonomicznej: potrzebne jej były
nowe instrumenty analizy, nowe ideały w badaniach działalności ekonomicznej,
nowa interpretacja ekspansji ekonomicznej, jej wahań i zmienności. Około r.
1935 teren był otwarty dla zjawienia się nowej teorii ogólnej: „rewolucja
keynesowska” mogła się rozpocząć, a po J. M. Keynesie
inni autorzy mogli się poczuć na siłach, by wyjaśnić w nowy sposób działanie
prawa rozwoju gospodarki naszych czasów.
CZĘŚĆ DRUGA
OD „OGÓLNEJ TEORII J. M. KEYNESA DO CZASÓW NAJNOWSZYCH ……… 247
„Wielka depresja” spowodowała powszechny
kryzys myśli ekonomicznej. Czy stanowiła ona kryzys „strukturalny” wskazujący ,
że mechanizm kapitalistyczny wykoleił się padając ofiarą swej dążności do
wytwarzania siły nabywczej, niedostatecznej w porównaniu z szybszym o wiele
rozwojem produkcji? Czy też, podobnie
jak w innych kryzysach XIX wieku, trzeba w nim widzieć zjawisko
„deflacji”? Czy należało starać się
zaradzić mu przekształcając wszystkie urządzenia, czy tylko poddając rewizji
dotychczasowy system podziału dochodu? Czy nie wystarczyłoby wreszcie
udoskonalenie techniki obiegu pieniężnego oraz bankowości? Ekonomiści spostrzegli, że najbardziej uznane
teorie nie pozwalały im się w tej
kwestii pogodzić.
Równocześnie zdawali sobie sprawę, w jak małej mierze
ustalone zasady naukowe pozwalały im przedstawić należycie bieg działalności
ekonomicznej i sformułować zasady postępowania. Możliwie skrupulatne
uprzytomnienie sobie wydarzeń ubiegłych lat pozwoliło im wyprowadzić trzy
wnioski o znaczeniu zasadniczym.
1.
Gospodarka ówczesna w coraz mniejszym stopniu opierała się na wolnej
konkurencji i daremna była wszelka nadzieja, aby zapewniając jej w większej mierze politykę nieingerowania ze strony
państwa, można by było znacznie rozszerzyć sferę działania wolnej
konkurencji.
2.
Stało się widoczne, że nie da się obronić teoria o automatycznym
powrocie do równowagi. Przyznawano, że w razie zaburzeń gospodarczych mogą
zachodzić wypadki spóźnionej reakcji (Rosenstein-Rodan),
że koszty i ceny nie dostosują się do siebie łatwo ani prędko (teorie kosztów
stałych), że podaż i popyt nie we wszystkich wypadkach reagują automatycznie na
ruch cen (teorie konkurencji niedoskonałej lub ograniczonej elastyczności
podaży i popytu). Zaczęto nawet myśleć (teorie wieksellowskie
i inne dotyczące procesów kumulacyjnych), że działają tu nie tylko mechanizmy
prowadzące do stanu równowagi i że obok nich są i takie, które zmierzają do
spontanicznego zaostrzenia pewnych przejawów braku równowagi. Pieniądz (nie
wyłączając waluty złotej) uważano za czynnik powodujący różne przejawy
zwichnięcia równowagi.
3.
Równowaga ekonomiczna sama przez się przestawała już być uważana za
ideał. W istocie uznawano za możliwe istnienie
równowagi opartej na marnotrawstwie i niszczycielstwie (na przykład w
wypadku konkurencji niedoskonałej lub maltuzjanizmu ekonomicznego) albo na rabunku, wreszcie na niedostatku.
Wszystko to razem prowadziło
do pewnego pesymizmu i skłaniało do porzucenia zasady „laissez-faire”.
Wątpliwości powstawały tymczasem
również wśród zwolenników reform strukturalnych. Wśród marksistów liczono coraz
mniej na zwykłą, spontaniczną ewolucję kapitalizmu... (...) U reformistów też nie brak było luk w
rozumowaniu... Zwolennicy gospodarki
kierowanej sprzed r. 1936 nie zbudowali systematycznego modelu nowego
gospodarstwa... (...) Teoria nie umiała
jeszcze odeprzeć zarzutu liberałów, którzy twierdzili, że wszelka interwencja
ze strony państwa jest sama przez się
źródłem braku równowagi. (...) Wiedza ekonomiczna weszła w stadium kryzysu.
Wśród tego zamętu umysłowego w roku 1936 Keynes ogłosił wreszcie Ogólną
teorię. Książka ta była tym, na co tak
bardzo czekano: spodziewano się od niej
ni mniej ni więcej tylko nowej analizy podstawowych mechanizmów
ekonomicznych i nowych zasad działania. Oczekiwanie to nie doznało zawodu:
książka otworzyła przed badaczami nowe drogi, przyniosła bowiem jednolite
uzasadnienie polityki interwencji, wskazała ideał w postaci pełnego
zatrudnienia, przedstawiła środki
prowadzące do jego urzeczywistnienia. Krótko mówiąc, system gospodarki
kierowanej znalazł w niej uzasadnienie i metodę. Keynes sam podał w wątpliwość
swą oryginalność. Nie można o niej wątpić2 w obliczu reakcji, jaką
książka ta wywołała: byli tacy, którzy mówili o „rewolucji keynesowskiej”3;
nie są oni dalecy od myśli, że książka ta w wieku XX odegrała równie wielką
rolę, jak Bogactwo narodów w
wieku XVIII i Manifest Komunistyczny w XIX wieku. Wprowadziła zamieszanie we
wszystkich systemach myślenia znajdujących się w stadium krystalizacji i
wprowadził ich przedstawicieli w stan podniecenia. Znalazła się w centrum ścierania się wszystkich poglądów
współczesnych.
Keynes nie
był jednak jedynym odnowicielem nauki ekonomicznej. W dwadzieścia lat po
ukazaniu się jego książki stwierdzić trzeba, że wielu autorów wprowadziło
poprawki do myśli keynesowskiej.
Jedni zmierzali przede wszystkim do udoskonalenia metody stosowanej w nauce
ekonomicznej, inni posługując się nawet w szerokiej mierze środkami badawczymi,
używanymi przez Keynesa, skorygowali pewne elementy jego systemu, w
szczególności te, które dotyczyły funkcji spożycia, roli stopy procentowej lub
ideału pełnego zatrudnienia. Inni sądzili, że „model” keynesowski jest nazbyt
statyczny i zbudowany bez powiązania z czasem: próbowali zbudować schemat
dynamiki, który służyłby do analizy czynników przekształcających gospodarkę
narodową w pełnym biegu. (...)
Jedni z nich położyli nacisk na zjawiska przemożnego wpływu pewnego
rodzaju jednostek gospodarujących lub przymusu, które to zjawiska nabrały
dużego znaczenia od chwili, gdy wielkie „grupy” ekonomiczne... (...) Myśli tego
rodzaju mogły pewnego dnia spowodować decyzje przerobienia ogólnej teorii
stosunków ekonomicznych. Inni stawiają sobie pytanie, jak przedstawia się
przyszłość kapitalizmu... (...) Czy przedsiębiorca stopniowo weźmie górę nad
rentierem? Czy idziemy raczej ku „erze organizatorów”?
Słowem
Keynes nie wydaje się nam już dziś twórcą teorii w jej formie ostatecznej i
pełnej. Model, którym się posługuje, odpowiada jedynie bardzo szczególnej
sytuacji. Nikt nie neguje jednak, że Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i
pieniądza była dziełem w najwyższym
stopniu zapładniającym i że stała się punktem wyjścia prawie całego ruchu
naukowego w następującym po nim okresie.
Spróbujmy w czterech rozdziałach
zanalizować idee keynesowskie i oddźwięki
przez nie wywołane. Pierwszy z tych rozdziałów poświęcimy Ogólnej teorii. Drugi będzie
dotyczył poglądów wypowiedzianych w odpowiedzi na tę książkę ze stanowiska
metodologii. W trzecim zobaczymy, jak poszczególni autorzy usiłują ostatnimi
czasy skorygować myśl keynesowską w odniesieniu do przebiegu zjawisk
krótkofalowych. W ostatnim wreszcie podejmiemy próbę systematycznego
przedstawienia głównych teorii najnowszej epoki na temat długofalowego rozwoju
gospodarki współczesnej.
Rozdział
I
Teoria Keynesa ……… 253
Znaczenie
autora Ogólnej teorii jest tak wielkie, że zwięzły jego życiorys4
powinien wzbudzić zainteresowanie czytelnika.
Urodzony w roku 1883 John Maynard
Keynes należał do najwybitniejszych uczniów Alfreda Marshalla na uniwersytecie
w Cambridge. Mistrz powiedział o nim wówczas, że miał więcej zdolności do ekonomii stosowanej niż do czystej teorii.
Keynes dał się wkrótce poznać ze swych upodobań i z fantazji wielkiego artysty
jako zbieracz obrazów i książek i jako subtelny przedstawiciel myśli naukowej.
Pierwsze prace ekonomiczne skierowały jego zainteresowania ku zagadnieniom
pieniądza. W roku 1913 opublikował Indian currency and finance, w
której to pracy, powstałej w następstwie pobytu w Indiach w charakterze
urzędnika, przedstawił sposób funkcjonowania gold exchange standard. Był rok 1920, gdy po raz pierwszy zwrócił na
siebie uwagę powszechną, najpierw podając się do dymisji ze stanowiska
konsultanta ekonomicznego Konferencji Pokojowej, następnie zaś ogłaszając swą
książkę Economic consequences of peace, przełożoną wkrótce na
szereg języków, między innymi na francuski.
Zarysował się w niej wyraźnie zarówno talent znakomitego pisarza –
obrazowego, barwnego, urodzonego pamflecisty, jak i jego mistrzowskie
opanowanie wiedzy ekonomicznej. Od tej chwili żadna z jego prac nie przeszła nie zauważona w międzynarodowych
kołach interesujących się czy to ekonomią polityczną (teoretyczną lub
praktyczną), czy też czystą polityką. (...)
Po
roku 1930, gdy wielka depresja szalała w Anglii, a bezrobocie stało się ustawiczną
plagą, Keynes podjął próbę wytłumaczenia, dlaczego jego zdaniem nie było
samoczynnego przeciwdziałania niepełnemu zatrudnieniu. Zagadnienie
to stało się tematem Ogólnej teorii
zatrudnienia, procentu i pieniądza, która ukazała się w
lutym roku 1936. Ale wyjaśnienia dane
przez Keynesa wykraczały daleko poza obręb kwestii bezrobocia w Anglii. Tkwi w
tym dziele próba interpretacji zjawiska kapitalizmu w całokształcie, tkwi nawet
zupełna odnowa teorii ekonomicznej i jej środków badawczych. (...)
W dalszym ciągu naszych wywodów
spośród prac Keynesa będziemy się zajmowali tylko ogólną teorią z r.
1936. Czy nie zaprzeczył on w niej większości
swych myśli wyłożonych wcześniej?
Punktem
wyjścia Keynesa w tej książce było dążenie do wykazania możliwości istnienia
stałego bezrobocia przymusowego. Ekonomiści rozróżniają zazwyczaj
cztery typy bezrobocia: bezrobocie frykcyjne, czyli przejściowe, występujące
gdy pewna liczba pracowników porzuca pracę i szuka innej; bezrobocie sezonowe,
wywołane brakiem pracy w niektórych gałęziach produkcji uzależnionych od pór
roku; bezrobocie cykliczne, tj. bezrobocie w okresach zastoju koniunkturalnego;
wreszcie bezrobocie strukturalne, które powstaje, gdy pewne gałęzie zanikają. Autorzy klasyczni skłonni byli zawsze nawet bezrobocie
cykliczne i strukturalne traktować jako „dobrowolne”. W istocie rzeczy sądzili, że bezrobocie we
wszystkich tych postaciach spowodowane jest przez to, że pracownicy, którzy
utracili pracę w dawnych miejscach zatrudnienia, odmawiają przyjęcia pracy
gdzie indziej za niższą płacę. (...)
Słowem, przedstawiciele szkoły klasycznej uważali bezrobocie za objaw
chwilowego , wyjątkowego zwichnięcia równowagi. Sądzili, że istnieje tendencja
prowadząca do tego, że po upływie krótszego lub dłuższego okresu
przygotowawczego wszystkie zasoby pracy, jakimi rozporządza gospodarka
narodowa, zawsze znajdują zastosowanie. Nie uważali za potrzebne dokonywać badań nad czynnikami, które
stanowią o rozmiarach wykorzystania rozporządzalnych zasobów pracy. W przeciwieństwie do nich dla Keynesa bezrobocie cykliczne
i strukturalne jest przymusowe, tzn. że nie jest ono
następstwem odmowy ze strony robotnika
wykonywania pracy na pewnych warunkach, lecz że przyczyną jego jest sam
mechanizm gospodarki współczesnej. Bezrobociu nie
można zapobiec drogą obniżki płac. Jest ono następstwem chronicznej
niedostateczności popytu efektywnego, która z kolei zakreśla granice
inwestycjom, a więc i rozmiarom zatrudnienia.
Od razu dostrzec można
najważniejsze momenty, co do których zasadnicze stanowisko Keynesa pociągnęło
za sobą zerwanie z myślą klasyczną lub neoklasyczną.
1.
Wszyscy klasycy mniej lub więcej
dokładnie powtarzali teorię rynku J. B. Saya... (...)
2.
Według neoklasyków, będących w większym lub mniejszym stopniu
zwolennikami teorii równowagi... (...)
3.
Co więcej, wysokość dochodu jest według klasyków dana... (...)
4.
Wreszcie, prawie wszyscy klasycy wykazywali jakby brak
zainteresowania dla zagadnień
pieniężnych... (...)
Keynes zerwał z tym sposobem
patrzenia na rzeczywistość i rozumowania, co nie znaczy , że przeciwstawił się
całej myśli ekonomicznej XIX wieku lub myśli klasycznej. (...)
Z drugiej strony Keynes stwierdził, że jest w zgodzie z
autorami, których szkoła klasyczna uznała za odstępców... (...)
(...)
(...) Postaramy się wyłożyć istotę tego
systemu nie licząc się z porządkiem, w jakim Keynes przedstawił swe myśli,
„porządek” ten może bowiem całkowicie zbić z tropu czytelnika. Zaczniemy od
nowych metod analizy , zaproponowanych przez Keynesa i wyjaśnienia, jak doszedł
on do przekonania, że równowaga ekonomiczna nie wymaga koniecznie pełnego
wykorzystania wszystkich rozporządzalnych zasobów (pracy lub kapitału).
Ustalimy następnie, na czym polega model keynesowski, tzn. jak Keynes opisuje
działanie gospodarki współczesnej. W końcu wskażemy, jakie sposoby postępowania
zaproponował Keynes. Wszystko to uzupełnimy sumarycznym zreferowaniem
najważniejszych głosów krytyki, której poddana została Ogólna teoria w okresie, jaki upłynął od jej ogłoszenia.
§ 1. Keynesowski system badawczy ………
258
Metoda
badawcza zastosowana w Ogólnej teorii odznacza się pewnymi szczególnymi
cechami, odróżniającymi ją od metod autorów klasycznych. Chcąc ją scharakteryzować
w sposób możliwie prosty można – jak się zdaje – sprowadzić ją do trzech
rodzajów nowości: jedne dotyczącą ogólnej metody Keynesa, drugą ich grupę
stanowią te nowe pojęcia, przy pomocy których Keynes zdefiniował czynniki
wpływające na działalność gospodarczą; w końcu zobaczymy, w jaki sposób
wykazał, że możliwa jest równowaga oparta na niepełnym zatrudnieniu.
I.
Ogólna metoda ......... 259
Pod tym względem wydaje się, że
istotne znaczenie mają następujące cztery spostrzeżenia:
A. Keynes miał ambicję
przedstawienia teorii „ogólnej”9. To ostatnie słowo może mieć sens
różny; przede wszystkim znaczy ono, że Keynes chciał dać obraz całokształtu życia
gospodarczego bardziej wyczerpujący niż jego poprzednicy. (...)
B.
Do swoich rozważań Keynes wprowadza „wielkości globalne” dochodu,
zatrudnienia, podaży, popytu, oszczędności, inwestycji, czyli że każda z tych
zmiennych traktowana jest jako całość. (...)
C.
Keynes odstępuje od myśli o współzależności zmiennych ekonomicznych i
poszukuje wśród nich stosunków przyczynowości. Jest to jedno z najważniejszych
założeń jego metody i ono właśnie najlepiej może wyjaśnia, dlaczego system jego
nie jest tak optymistyczny jak systemat klasyków. (...)
D.
Teoria Keynesa jest o wiele bardziej statyczna niż dynamiczna13.
Bez wątpienia, wprowadza ona niekiedy pojęcie czasu i w pewnej mierze robi
użytek z pojęcia „antycypacji”, tak bliskiego Szwedom, wówczas zwłaszcza, gdy
mowa o impulsach ruchu inwestycyjnego...
(...)
II.
Opis sił
ekonomicznych ......... 262
Zdaniem Keynesa zasadniczą
niewiadomą, której wartość trzeba znaleźć, ażeby zrozumieć, jak działa gospodarka
narodowa, jest wysokość dochodu narodowego. Ona to decyduje o rozmiarach
zatrudnienia, które jest funkcją dochodu a nie płacy. Keynes rzeczywiście
sądzi, że na rynku pracy istnieje zawsze mniej lub więcej znaczna rezerwa siły
roboczej, której posiadacze gotowi są zaofiarować swą pracę również i wówczas,
gdy nie skłania ich do tego zwyżka płac. Popyt na siłę roboczą, który ma tu
znaczenie rozstrzygające, zależy od wysokości dochodu narodowego15.
Otóż w Ogólnej
teorii dochód narodowy jest rozpatrywany pod dwoma
różnymi kątami widzenia: jeżeli brać pod uwagę rolę, jaką odgrywa, jest on
źródłem wszelkiej siły nabywczej, wszelkiego popytu; jeżeli zaś brać pod uwagę
jego pochodzenie, to powstaje on z pewnych wydatków dokonywanych przez różne
jednostki gospodarujące; przeciwstawieniem jego jest koszt opłacony przez osoby
ponoszące te wydatki, żeby ciągnąć z nich korzyści. Im bardziej rosną te
wydatki, tym bardziej podnosi się dochód narodowy. Są dwa rodzaje tych wydatków – wydatki
konsumpcyjne i wydatki inwestycyjne.
A.
Wysokość pierwszych zależy od dyspozycji psychologicznej, którą Keynes
traktuje jako zmienną niezależną, mianowicie od skłonności do konsumowania.
Rozpatrywał ją z dwojakiego punktu widzenia: z jednej strony określił on16
„skłonność do konsumowania” (bez epitetu) jako zależność funkcjonalną... (...)
Pozostawiając na uboczu wszystkie skrupuły keynesowskie co do nazywania rzeczy
po imieniu, powiemy, że jest to stosunek między spożyciem a dochodem. Keynes
bada sumiennie wszystko, co może wpłynąć na ustalenie się tej skłonności
(chodzi tu nade wszystko o dyspozycje psychologiczne), aby dojść do przekonania17,
że poza wypadkami, gdy wchodzą w grę pewne okoliczności wyjątkowe, jest ona
dosyć stała.
Z drugiej strony rozważa on „krańcową skłonność do konsumowania” jako „stosunek
między wzrostem dochodu a odpowiednim wzrostem konsumpcji... (...) Do wyjaśnień w sprawie krańcowej skłonności
do konsumowania Keynes dołączył wyjaśnienia dotyczące mnożnika. (...)
B.
Drugą kategorię wydatków wymienioną przez Keynesa stanowią nakłady
inwestycyjne. Termin ten oznacza wszystkie nakłady ponoszone przez
przedsiębiorców w celu wyprodukowania urządzeń wytwórczych (trwałych)21. Dla wykazania, jak ustala się ich wysokość,
Keynes przedstawia impulsy, jakimi kieruje się przedsiębiorca. Ten ostatni
porównuje krańcową wydajność kapitału ze stopą procentową. Im większa jest
rozpiętość miedzy tymi wielkościami, tym silniejsza jest pobudka do
inwestowania.
Co to jest krańcowa wydajność kapitału, czyli druga zmienna niezależna w
systemie keynesowskim? Keynes zdefiniował ją
w następujący sposób: „Krańcowa
wydajność kapitału równa (jest) stopie dyskontowej, przy której obecna wartość
szeregu przewidywanych przychodów z danego obiektu kapitałowego w ciągu jego
trwania równa się cenie podaży tego obiektu. W ten sposób otrzymujemy krańcową
wydajność poszczególnych typów kapitału. Największa z tych krańcowych
wydajności może być uważana za krańcową wydajność kapitału w ogóle”22.
W tej bardzo skondensowanej definicji każde słowo ma swoją wagę. W przekładzie
na język potoczny Keynes ma na myśli, co następuje. (...)
Krańcowa wydajność kapitału jest
pierwszym elementem tego porównania, na którego podstawie przedsiębiorca
decyduje się inwestować; drugim jest stopa procentowa. (...)
Zdaniem Keynesa, odwrotnie do tego,
jak sądzili klasycy, procent nie jest ceną oszczędności, a wzrost procentu nie
może być bezpośrednim bodźcem oszczędności23. (...)
Procent nie jest ceną oszczędności;
jest sumą, którą przedsiębiorca płaci posiadaczowi oszczędności, żeby skłonić
go do wyrzeczenia się płynności, czyli trzymania pewnej ich części w formie
gotówki; jest ceną wyrzeczenia się płynności.
(...)
III.
Równowaga przy niepełnym zatrudnieniu
......... 268
Po tym rozklasyfikowaniu .sił
wchodzących w grę w jakimkolwiek systemie ekonomicznym można zrozumieć, jakim
sposobem zdaniem Keynesa może w pewnych
wypadkach istnieć „równowaga przy niepełnym zatrudnieniu”.
Jak się zdaje, Keynes w następujący
sposób wyobrażał sobie równowagę ekonomiczną: popyt globalny realizowany jest w
postaci wydatków pieniężnych, które nadają produkcji towarowej określoną
wartość. Koniecznym warunkiem równowagi jest, aby wartość ta pozwoliła sprzedać
produkcję bez zysku i bez straty. Aby to mogło nastąpić, popyt globalny i podaż
globalna dóbr konsumpcyjnych i dóbr inwestycyjnych muszą być do siebie
dostosowane. Ponieważ jednak Keynes zakłada, że skłonność do konsumowania jest
niezmienna, zwichnięcie równowagi nie może pochodzić od strony dóbr
konsumpcyjnych. Może ona nastąpić tylko wtedy, gdy zachodzi niedopasowanie się
do siebie podaży dóbr inwestycyjnych i
popytu na nie. W ostatecznym wyniku równowaga polega w głównej mierze na
równości między oszczędnościami a inwestycjami. (...)
(...) Krótko mówiąc, w wypadku
wielkiej słabości popytu efektywnego równowaga ekonomiczna dochodzi do skutku,
ale pracy dla wszystkich nie ma. Osiąga się zatem równowagę przy niepełnym
zatrudnieniu27.
§ 2. Opis współczesnego mechanizmu gospodarczego u
Keynesa ……… 270
Skoro
znamy teraz mechanizmy, którym zdaniem Keynesa, podlega jakakolwiek gospodarka,
pozostaje przypomnieć, co sądził on o współczesnej mu gospodarce.
W jego rozumieniu gospodarkę tę
(kapitalizm zaawansowany, kierujący się w rozwoju „lesseferyzmem”)
cechuje niedostateczność popytu
efektywnego. Stąd pochodzi wszelkie zło. Myśl tę w zarodku spotkać można u
niektórych nieprawowiernych pisarzy z XIX wieku, na przykład u Malthusa,
Sismondiego lub u niektórych marksistów (u wszystkich, którzy rozwijali myśl o
podkonsumpcji). Ale u Keynesa przybrała ona postać szczególną.
Przyczyny niedostateczności popytu
efektywnego są, jego zdaniem, bardzo liczne. Ale trzy spośród nich nabrały w
jego systemie szczególnego znaczenia, a mianowicie: postępujący spadek
krańcowej skłonności do konsumowania, następnie spadek krańcowej wydajności
kapitału, wreszcie nadmierna preferencja płynności.
A.
Główną przyczyną jest postępujący spadek krańcowej skłonności
do konsumowania (...)
B.
Ale czy stosunkowa zniżka wydatków konsumpcyjnych, którą pociąga za sobą
osłabienie skłonności do konsumowania, nie może być wyrównana przez wzrost
wydatków inwestycyjnych? W żadnym razie – sądzi Keynes – ponieważ cechą
gospodarki współczesnej jest także stale postępujące obniżanie się krańcowej
wydajności kapitału. (...)
C.
Krańcowa wydajność kapitału nie jest jedynym czynnikiem pociągającym za
sobą wzrost gotowości inwestowania: w Ogólnej
teorii gotowość ta jest przedstawiona jako czynnik
zależny od rozpiętości między ową wydajnością a stopą procentową. (...)
D.
Nie kładąc na to zbyt wielkiego nacisku Keynes dodał, że zbyt duże
fundusze amortyzacyjne przemysłu mogłyby wywrzeć zgubny wpływ na rozwój
działalności gospodarczej, a więc i na dochód, a wreszcie na zatrudnienie.
(...)
Krótko mówiąc, gospodarka współczesna wydawała się
Keynesowi skazaną na chroniczną i coraz
dotkliwszą niedostateczność efektywnego popytu... (...) Niedostateczność popytu efektywnego tłumaczy, dlaczego świat nasz skazany jest na
niepełne zatrudnienie. Gospodarka nie podlegająca żadnej interwencji - sądził Keynes – nie posiada żadnego automatycznego
korektywu tej wady.
Keynes
oceniał pesymistycznie perspektywy rozwoju gospodarki kapitalistycznej. Wątpił,
by mogła ona samorzutnie osiągnąć nowy okres
nieprzerwanej i świetnej ekspansji. Pesymizm jego nie był jednak tak
bezwzględny, jak u Marksa. Nie sądził, że kapitalizm jest skazany
nieuchronnie na ostateczną katastrofę i zagładę, ani że sytuacja jego musi się stać rzeczywiście nieznośna,
ani nawet, że musi się gwałtownie pogorszyć.
Jego zdaniem gospodarka współczesna bynajmniej nie zmierza do upadku,
ale raczej do mizernego bytowania lub zastoju. Oscyluje ona „wokół jakiejś
pośredniej pozycji, znacznie poniżej pełnego zatrudnienia i znacznie powyżej
minimalnego poziomu zatrudnienia, którego przekroczenie w dół zagrażałoby
życiu.
§ 3. Polityka Keynesowska ………
274
Keynes
nie sądził, że w tej sytuacji brak jest środków zaradczych. Będąc autorem
broszury o The end of laissez-faire, zmierzał do potępienia
polityki siedzenia z założonymi rękami. Jeżeli w Ogólnej
teorii w dalszym ciągu twierdził, że nie należy oczekiwać automatycznego powrotu do stanu pełnego
zatrudnienia, czynił to w celu usprawiedliwienia
polityki aktywnej interwencji i w celu przedstawienia jej zasad.
„Nie należy jednak wyprowadzać wniosku, że ta... pozycja (niepełne zatrudnienie
i niedostateczność popytu efektywnego) ustanowiona została przez jakieś prawo
konieczności. Niczym nie skrępowany wpływ powyższych warunków jest jedynie
zaobserwowanym faktem, który odnosi się do świata takiego, jaki jest lub jakim
był dotychczas, a nie jakąś konieczną zasadą, której nie można zmienić”38.
Jak zaradzić jednak tej sytuacji? Według
Keynesa należałoby drogą pośrednią spowodować wzrost tej zmiennej zależnej, jaką jest wysokość
dochodu narodowego, a mianowicie przez zwiększenie
popytu efektywnego. Tylko (i dlatego właśnie książka Keynesa wywołała
skandal w kołach tradycjonalistycznych) zalecał środki, które prawie bez
wyjątku znalazły się w sprzeczności z zasadami uznanymi przez klasyczną terapię
antydepresyjną. Pokażemy przede wszystkim, jak odrzucił te stare zasady,
następnie zaś powiemy, jaką metodę działania uważał za godną zalecenia.
I.
Odrzucenie terapii klasycznej
.........
274
Umysły przesiąknięte myślą klasyczną
były przekonane, że do wyjścia ze stanu depresji prowadzą
dwa sposoby postępowania, z których każdy może być zresztą stosowany w różnych
stadiach cyklu, a mianowicie obniżka płac i odpowiednie manipulowanie stopą
procentową. Oto jak oceniał Keynes ich poglądy na tę sprawę. Od zniżki
płac oczekiwali oni zmniejszenia kosztów produkcji przedsiębiorstw
produkcyjnych i wzrostu przewidywanego zysku, a więc widzieli w niej zachętę do
dokonywania wydatków inwestycyjnych. Od zwyżki stopy procentowej jako czynnika
pomocniczego spodziewali się po upływie pewnego okresu sanacji (zniżka cen i
zahamowanie spekulacji) późniejszego wzrostu rozporządzalnych oszczędności.
Keynes zajął stanowisko zdecydowanie przeciwne tym dwom sposobom uważając, że są one w możności jedynie pogorszyć chorobę, której
leczeniu rzekomo miały służyć.
Spadek płac może tylko
zaostrzyć stan niepełnego zatrudnienia. Istotnie oznacza on zmniejszenie
udziału w dochodzie narodowym klas, których skłonność do konsumowania jest
najsilniejsza. W następstwie zaś pociąga za sobą ograniczenie popytu efektywnego,
w dalszej zaś konsekwencji spadek krańcowej efektywności kapitału, a więc
osłabienie gotowości inwestowania. (...)
Bezcelowe jest, zdaniem Keynesa,
obstawanie przy drugim sposobie postępowania propagowanym przez klasyków, a
polegającym na podnoszeniu stopy procentowej. Klasycy – twierdził Keynes –
sądzili, że podniesienie jej może na dłuższą metę pobudzać oszczędzanie i
pośrednio ułatwiać inwestowanie. Nic bardziej fałszywego zdaniem Keynesa;
procent, jak to już wiedzieliśmy, nie jest dla niego ceną płaconą za
oszczędzanie, tylko wynagrodzeniem, które się płaci, żeby wpłynąć na
zrezygnowanie przez ciułaczy z płynnej formy części ich zasobów; oszczędności są zwykłą nieskonsumowaną
pozostałością dochodu i zależą od innych pobudek niż nadzieja pobrania dochodu;
nie można więc pobudzić oszczędzania
przez podniesienie stopy procentowej. (...)
Keynes, wprost przeciwnie, uważał za pożądane, żeby stopa procentowa
pozostawała na poziomie możliwie najniższym.
II.
Keynesowskie metody interwencji ......... 276
Celem, do którego należy dążyć, było
według Keynesa zwiększenie popytu efektywnego. Miało ono pociągnąć za sobą
wzrost dochodu i, co za tym idzie, zatrudnienia. Sposoby postępowania zalecanie
przez autora były różnorodne, nie przypisywał jednakże im wszystkim
równorzędnego znaczenia.
A. Przede wszystkim należało zastosować politykę
pieniężną, która pozwoliłaby na ekspansję gospodarczą, tj. wprowadzić do obiegu
dostateczną ilość pieniądza i utrzymywać stopę procentową na poziomie możliwie
najniższym. (...)
B.
Keynes sądził, że w celu wyrównania skutków ujemnego wpływu, jaki
wywiera spadek inwestycji prywatnych na poziom dochodu globalnego oraz
zatrudnienia, należy zwiększyć inwestycje publiczne. (...)
C.
Keynes zalecał również politykę dokonywania przesunięć w podziale dochodu na korzyść klas stosunkowo
najwięcej wydatkujących. Był niechętny rentierom, przychylny pracownikom
najemnym i przedsiębiorcom, podejmującym duże inwestycje. Obawiał się, żeby
wielkie przedsiębiorstwa nie wpadały w ręce jednostek o mentalności drobnych
rentierów. (...)
D.
Wreszcie Keynes wypowiadał się za nawrotem do polityki protekcjonizmu.
(...) Uważał mianowicie, że skoro kraj
cierpiący na bezrobocie zamknie swe granice chcąc dać pracę bezrobotnym i
umożliwić w ten sposób powstanie nowych przedsiębiorstw, nawet jeżeli są one
zmuszone produkować przy wysokich kosztach i, co za tym idzie, nie są w
możności wytrzymać konkurencji zagranicznej, niesłusznym byłoby twierdzić, że
polityka taka nie jest racjonalna i że w interesie kraju leży kupować za
granicą to, czego nie może wytwarzać równie tanio. W istocie rzeczy kraj taki
nie robi złego użytku z rozporządzalnej siły roboczej; daje jej możność powrotu
do pracy, zamiast utrzymywać w stanie bezczynności, odnosi więc z tego korzyść.
Rozumowanie wolnohandlowców wydaje się więc uzasadnione wówczas tylko,
gdy założymy istnienie pełnego zatrudnienia.
Oto główne rady, jakie Keynes uważał
za możliwe wyprowadzić ze swej Ogólnej teorii. Z pewnością cechą ich jest reakcja przeciwko klasycznemu sposobowi
myślenia. Trzeba jednak stwierdzić, że
ani jedna z nich nie przewiduje jakiegoś rzeczywistego przewrotu w
kapitalizmie. (...)
W gruncie rzeczy autor Ogólnej teorii był
konsekwentny nie domagając się środków prawdziwie rewolucyjnych. Przede wszystkim podkreślał jedną wadę kapitalizmu, a
mianowicie niedostateczność popytu efektywnego. Czyniąc to nie składał odpowiedzialności na
oszczędzanie; to nie ono ponosi tu winę, ale raczej nadmierna tezauryzacja lub, ściśle biorąc, rozpiętość, która mogłaby
powstać między wzrostem oszczędności a inwestycjami, albo, bardziej jeszcze, w
ostatecznym rachunku, niedostatecznie silny ruch inwestycyjny. Przeto
poprzestał na zalecaniu środków, które by pozwoliły na jego wzmożenie. Sądził, że kapitalizm nadaje się do naprawy.
§ 4. Najważniejsze glosy krytyczne pod adresem
Keynesa53 ……… 283
Wywody
składające się na treść Ogólnej teorii są dostatecznie oryginalne, a wnioski praktyczne, które trzeba z nich
wyciągnąć, wystarczająco ważne, by książce tej zapewnić niezwykły rozgłos.
Chociaż autor ich nie wysunął prawdziwie rewolucyjnego rozwiązania
współczesnych mu zagadnień i chociaż sam podał w wątpliwość swą oryginalność,
to jednak można było mówić o rewolucji keynesowskiej. Na kontynencie
europejskim i w Ameryce uważa się, iż dokonała się rewolucja w dziedzinie
teorii. Stanowisko autorów brytyjskich jest może trochę bardziej powściągliwe;
nie godzą się oni z myślą o „rewolucji keynesowskiej”, ale większość liberałów
angielskich54 uzupełniła swe wykształcenie poznaniem tego, co
stanowi istotę myśli Keynesa; inni autorowie55 wysnuli nawet z tej
książki uzasadnienie polityki planowej.
Krótko mówiąc, miał rację Samuelson, że po
roku 1936 kryzys doktrynalny niby epidemia poraził wszystkich ekonomistów
liczących mniej niż 35 lat, podczas gdy liczący 35 do 50 lat wykazali
zainteresowanie, ale zachowali się powściągliwie, ci zaś, którzy przekroczyli
50 lat, początkowo przeważnie uniknęli zarażenia się nowymi ideami.
Jeżeli książka jako całość była
przedmiotem wielkiego podziwu56, to jednak wywołała żywą krytykę, w
szczególności po roku 1940. Spotkała ją mianowicie niemiła przygoda: w kilka
lat zaledwie po jej ukazaniu się sytuacja gospodarcza, do której wyjaśnienia
zmierzała, uległa odwróceniu do góry nogami. Keynes opisywał gospodarkę
dotkniętą niedostatecznością inwestycji; otóż II wojna światowa, przeciwnie,
wywołała obawy o nacisk inflacyjny, grożący wobec niedostatecznych rozmiarów
oszczędności w obliczu konieczności zwiększenia inwestycji publicznych i
prywatnych. Keynes uznał za wskazane krytykować nieporadność „lesseferyzmu”;
otóż wojna wywołała taki rozrost kontroli państwowej nad produkcją i podziałem
dóbr, że, wprost przeciwnie, to wszędobylskie utrzymywanie się tendencji do
kierowania gospodarką wywołuje obecnie niepokój: czy „makrodecyzje”
państwa są rzeczywiście uzasadnione? Wreszcie
Keynes nie wątpił o zaletach podstawowych urządzeń kapitalizmu i myślał jedynie
o poczynieniu w nim poprawek przez oddziaływanie na stopę procentową, na
podział dochodu narodowego, jako też przez wielkie roboty publiczne.
Dzisiaj, w przeciwieństwie do tego, sukcesy* osiągnięte przez nie kapitalistyczne
organizmy gospodarcze skłaniają niektórych badaczy do postawienia sobie
pytania, czy ustrój kapitalistyczny nie wymaga reformy od podstaw.
------
* Jeśli te „sukcesy” wywołają, w
pierwszym odruchu, u kogoś ironiczny uśmiech, proponuję przemyśleć: W którym
roku pisane były te słowa! Jak wtedy wyglądał świat! Co się później w nim zmieniło! Co się już
zmieniło od czasu triumfalnego ogłoszenia
„Koniec historii!” i „Nie ma innej alternatywy!”. Jaki może być naprawdę
„Koniec historii człowieka”? Czy naprawdę nie ma innej alternatywy?
Anonimus
------
(...)
Rozdział II
Nowe oblicze nauki ekonomicznej ……… 296
Otwórzmy
dwie książki o zasadach ekonomi politycznej, jedną - napisaną przed lat
trzydziestu, drugą niedawno. Dla pewności wybierzemy je spośród
najpoważniejszych prac; weźmiemy dwóch autorów, którzy obaj odznaczają się
rozległą kulturą ogólną i matematycznym ukształtowaniem umysłu. Porównajmy na przykład Cours d’économie politique Clement Colsona
w sześciu tomach wyd. .... z r.
1907 i
podręcznik Paul Samuelsona – Economics (Mac Graw
Hill, New York 1951). Różnice rzucają się w oczy natychmiast.
Najpierw różnice w tematyce.
Wcześniejsza z tych prac zaczynała się od „ogólnej teorii zjawisk
ekonomicznych”, tj. od abstrakcyjnego wykładu ekonomii czystej, analizującego
przede wszystkim mechanizm powstawania cen i podział dochodu narodowego, przy
czym dochody poszczególnych uczestników traktowane były jako wynagrodzenie
odpowiednich usług produkcyjnych. Po tym pierwszym tomie następowało pięć
innych, poświęconych ekonomii stosowanej: opis ram prawnych, w jakich rozwijała
się działalność gospodarcza, zajmował miejsce pokaźne; dociekania dotyczące
pieniądza prowadziły ku kwestiom organizacji rynku pieniężnego, ale pomijały
rolę pieniądza w przebiegu działalności gospodarczej. Nie było tam ogólnych
dociekań nad zmianami zachodzącymi w działalności gospodarczej, nad tworzeniem
ani też nad zużytkowaniem dochodu narodowego, który rozważany był nade wszystko
jako przedmiot opodatkowania w rozdziałach poświeconych podatkom. W całej
książce położono nacisk na spontaniczność powrotu do równowagi w warunkach
panowania konkurencji i na niebezpieczeństwo interwencji państwowej w
dziedzinie produkcji, cen i podziału dochodu.
Książka Samuelsona,
wprost przeciwnie, zaczyna się od opisu wspólnego świata, w którym wolne
przedsiębiorstwo przedstawia się jako znajdujące się w stanie konkurencji z
licznymi przedsiębiorstwami publicznymi, w których podkreśla się w pewnej
mierze zmierzch własności prywatnej, w którym oddziaływanie rządu na poziom
działalności gospodarczej i na podział dochodu uważa się za zjawisko stałe,
normalne, a w żadnym razie nie wyjątkowe. Następnie wysuwa się zaraz na
pierwszy plan dociekania na temat dochodu narodowego; rozważa się, od czego
zależy jego wielkość, jaki wpływ wywiera nań polityka pieniężna i podatkowa,
dalej zmiany zachodzące w sferze działalności gospodarczej. Kwestia
kształtowania się cen zajmuje tu stosunkowo mało miejsca; bezpośrednio po dociekaniach
na ten temat następują rozważania dotyczące dwóch jeszcze zagadnień – podziału
dochodu narodowego i handlu międzynarodowego.
Książka zamyka się porównaniem dodatnich stron kapitalizmu i socjalizmu.
Zagadnieniem, które zgodnie z myślą keynesowską dominuje nad całą książką, jest
poznanie czynników, które wyznaczają rozmiary dochodu narodowego oraz
działalności gospodarczej traktowane jako zmienne zależne.
(...)
§ 1. Rola nauki ekonomicznej ………
299
Ekonomiści
dziewiętnastowieczni, przede wszystkim ci, którzy stanowili drugą szkołę
klasyczną (szkoła wiedeńska i lozańska)
wprowadzili w użycie abstrakcyjną teorię ekonomiczną, która sformułowała szereg
praw ekonomicznych. Prawa te dawały wyraz koniecznościom,
którym podlega mechanizm wymiany (prawa wartości i cen lub podziału dóbr).
Niektóre z nich przedstawione zostały jako mające zastosowanie w każdym ustroju
gospodarczym i jako słusznie niezależne od woli ludzkiej; mściły się, gdy
ludzie usiłowali wymknąć się spod ich władzy.
Widzieliśmy już, że ta ścisła prawowierność
miała w sobie coś irytującego, skoro niektórzy marni interpretatorzy korzystali
z niej dla poparcia swoich twierdzeń, że dochody – poprzez ceny czynników
produkcji, będące wynagrodzeniem jednostkowym każdego z tych czynników –
ustalały się na poziomie wyznaczonym przez prawa naturalne i że wszelkie
poczynania zmierzające do zmian byłyby bezskuteczne. W związku z tym wybuchło
coś w rodzaju rewolty przeciwko teorii ekonomicznej (spór między szkołą
historyczną a zwolennikami czystej ekonomii, później sarkastyczne uwagi Veblena pod adresem szkoły użyteczności krańcowej, dalej
rozwój ekonomii instytucjonalnej). Ale buntownicy nie wiedzieli, jak
odpowiedzieć na abstrakcyjne rozumowania swoich przeciwników, gdy ci powoływali
się na „prawa naturalne podziału dóbr”.
Nie mogli poradzić sobie z nimi,
dopóki nie wyszli poza ramy empiryzmu i nie stanęli sami na gruncie rozumowania
abstrakcyjnego, co dało im możność ustalić, że niektóre „prawa” klasyczne były
słuszne tylko w pewnych warunkach (na przykład w warunkach konkurencji
doskonałej), że świat współczesny różni się od tych hipotetycznych warunków, że
każda poważna czysta teoria powinna brać pod uwagę szereg możliwych hipotez (na
przykład szereg możliwych ukształtowań rynków), że ani poziom cen, ani różnych
kategorii dochodów nie jest bezwzględnie ustalony i że wola ludzka ma
możność kształtowania ram działalności
gospodarczej (na przykład może zmienić ukształtowanie rynku), a nawet samego
mechanizmu gospodarki narodowej. Powtarzamy, że mówiąc to ekonomiści, o których
wspominaliśmy, nie stawali w sprzeczności z myślą najznakomitszych autorów
końca XIX wieku (na przykład teoretycy równowagi ekonomicznej nie twierdzili
nigdy, że otaczający nas świat zjawisk ekonomicznych może zawsze i
automatycznie osiągnąć równowagę, wskazywali tylko, w jakich warunkach
równowaga ekonomiczna może się urzeczywistnić). Prawa naturalne nie zostały
odrzucone, ale zaczęto przypisywać im w pewien sposób relatywny charakter:
każde ukształtowanie rynku, każdy system podziału dochodu narodowego rządzi się
własnym prawem. Oto dlaczego przed trzydziestu laty dociekania nad monopolem,
nad oligopolem, nad monopolem dwustronnym nabrały w sferze czystej ekonomii
takiego znaczenia stając obok dociekań nad konkurencją doskonałą. (...)
(...) Z wywodów na temat niedoskonałości metody
abstrakcyjnej nie należy wiec wyciągać wniosku, że koniecznie trzeba zwrócić
się do wręcz przeciwnej metody. Narzucają się jednak trzy wnioski następujące:
1.
W dążeniu do odkrycia prawdy należy stosować postępowanie oparte na
współdziałaniu dwóch metod – oderwanych dociekań i obserwacji konkretnych
faktów. W następnym paragrafie zobaczymy, jak sobie wyobrażali współcześni
autorowie to postępowanie.
2.
Prawa ekonomiczne, sformułowane przez teorię, rzadko podlegają w pełnej
mierze sprawdzeniu drogą badania rzeczywistości, są to bowiem prawa warunkowe –
prawdziwe przy założeniu pewnych hipotez ukutych przez myśl ludzką, zawsze
jednak w pewien sposób różniące się od rzeczywistości. „Teoria abstrakcyjna – pisze dalej Myrdal ...
– musi być zawsze a priori w zestawieniu z „faktami” i z „prawami” sprawdzanymi. Fakty i prawa
istnieją dla nauki w ogóle tylko w ramach hipotetycznej teorii... Zasadniczymi
terminami dociekania teoretycznego są więc „zagadnienie” i „hipoteza” , nie
zaś „fakt” i „prawo”. W teorii każde twierdzenie opatrzone jest
warunkiem i wówczas nawet, gdy przybiera postać skrótu logicznego”. Meyerson8 mówił przecie o każdym
prawie naukowym: „Prawo jest konstrukcją idealną, która wyraża nie to, co się
dzieje, ale to, co działoby się w razie nastąpienia pewnych warunków”.
3.
Z drugiej strony nowe pojmowanie wiedzy ekonomicznej zmierza do zatarcia
różnicy miedzy teorią a doktryną, na którą to różnicę zwrócił uwagę Pirou9.
(...) Wszelka teoria zmierza w istocie
rzeczy do poznania wyników działania10. Jeżeli przyjąć to założenie (a prawie wszyscy
skłonni są przyjąć je), stracą na znaczeniu różnice między teorią a doktryną,
między poznaniem a poradą w działaniu, między nauką a sztuką. A z punkty
widzenia polityki ekonomicznej teoria stanowi wstęp do interwencji.
§ 2. Przyjęcie metody ilościowej ………
303
Jednym
z gorących życzeń, jakimi kierują się ekonomiści współcześni w poszukiwaniu
precyzji, jest ilościowe ujmowanie roli badanych przez nich zjawisk.
„Przedmiotem wiedzy może być tylko to co wymierne” – mówią. Pierwsi ekonomiści
matematycy, jak Dupuit lub Walras
posługiwali się przede wszystkim matematyką jako narzędziem dowodzenia i
ilustracji. W wieku XX panuje raczej przekonanie, że skoro nauka ekonomiczna
zajmuje się zjawiskami ilościowymi, powinny one być mierzone i że w tym właśnie
celu należy posługiwać się matematyką.
W. Clair Mitchell w r. 193711 twierdził bez ogródek, że nauka
ekonomiczna powinna mieć charakter ilościowy. Odpowiedzią na takie dezyderaty
był rozwój ekonometrii.
Ekonometrzy nie posługują się jednak
matematyką tak, jak to czynił Walras i jego poprzednicy. Ci ostatni operowali
przede wszystkim znakami algebraicznymi, aby dokonywać odkryć drogą dedukcji albo w celu wybitnie
ścisłego sformułowania pewnych praw ekonomicznych. Udoskonalili oni stare prawo
podaży i popytu wprowadzając pojęcie współzależności między podażą, popytem a
cenami. Pozostali jednak w sferze teorii abstrakcyjnej. Ekonometrzy, wprost
przeciwnie, biorąc za punkt wyjścia obserwację życia codziennego pragną zwrócić
uwagę na pewne zjawiska ekonomiczne, wymierzyć amplitudę ich wahań lub
intensywność.
(...)
§ 3. Makroekonomia ………
307
Mówi
się często, że autorowie współcześni, naśladując Keynesa, zajmują się
teraz „makroekonomią”, różniąc się w ten
sposób od pisarzy wieku XIX, którzy zajmowali się jedynie badaniami „mikroekonomicznymi”.
Niektóre jednak interpretacje tych dwóch terminów wydają się nam błędne,
uważamy więc za konieczne zacząć od ich wyjaśnienia, zanim wskażemy, jakie
zalety przyznawane są nowej metodzie i
jakie braki jej się zarzuca.
Około r. 1900 szkoły neoklasyczne, w
szczególności szkoła Marshalla i wiedeńska szkoła użyteczności krańcowej,
tłumaczyły zjawiska ekonomiczne zachowaniem się różnych jednostek
gospodarujących. Szkoły te zajmowały się przede wszystkim zjawiskami równowagi
cząstkowej, co pociągało za sobą badania „następstw zachowania się jednostki
(lub ewentualnie ogółu jednostek) w pewnym środowisku gospodarczym, uważanym za
ustalone niezależnie od zachowania się badanej jednostki”18.
Dociekały jak dochodzi do skutku
równowaga w łonie przedsiębiorstwa lub
równowaga na takim a takim rynku. Walras skonstruował co prawda teorię ogólnej
równowagi ekonomicznej, ale postępowanie jego polegało na badaniu związków
zachodzących między poszczególnymi rynkami, przy czym działanie ich tłumaczy zachowaniem
się jednostek oraz pewnymi właściwościami psychiki indywidualnej.
W przeciwieństwie do tego teoria
najnowsza zajmuje się „wielkościami globalnymi” (po angielsku aggregates), tj. agregatami wartości, które krążą miedzy grupami społecznymi”.
(...)
Dociekania makroskopijne nabrały
więc od lat dwudziestu szerokiego rozmachu. (...)
Jakiekolwiek byłyby sukcesy
makroekonomii, obserwujemy jednak w chwili obecnej reakcję przeciwko
początkowemu zachwytowi. (...)
Makroekonomii zarzuca się nade wszystko, że nie zdaje sobie
niekiedy sprawy z konieczności przeprowadzenia rozróżnień niezbędnych do
poznania prawdy. W każdej spośród „wielkości globalnych” zawarte są w istocie
rzeczy składniki, które reagują w niejednakowy sposób na otrzymane impulsy: na
przykład dochody osiągane na spekulacji zachowują się inaczej niż pochodzące z
produkcji w ścisłym znaczeniu; pewne wydatki wywołują zwiększenie zatrudnienia
silniejsze od innych; inflacja lub deficyt budżetowy w pewnych granicach nie
pociąga za sobą groźnych następstw, podczas gdy z chwilą przekroczenia tych
granic może nastąpić katastrofa. Ekspansja kredytowa nie we wszystkich
dziedzinach gospodarki działa w jednakowym stopniu inflacyjnie. „Mechanika
wielkości globalnych” z braku dostatecznej subtelności analizy zapomina często
o niezbędnych rozróżnieniach; może ona też pobudzać do chybionych
interwencji.
Nie oznacza to jednak, że trzeba
wyrzec się całkowicie makroekonomii. Również i tutaj krytyka nie zmierza do
zwrotu ku przeszłości, lecz do posunięcia się o krok dalej. Nie trzeba wyrzekać
się nowych metod, ale doskonalić je, a przede wszystkim starać się ustalić prawa
rządzące działalnością składników, z których składa każda wielkość
globalna.*
*
Sprawa bardzo istotna i równie słabo
opanowana do dzisiaj. Makroekonomia po
prostu nie zna, nie chce znać i boi się
praktycznych szczegółów, szczególnie interdyscyplinarnych. Jest też za łatwowierna (statystyce, a ta
sprawozdaniom i rachunkowości). Dla
równowagi lubuje się
natomiast „w dzieleniu włosa na czworo” przy sztucznie wymyślonych założeniach, oddając przy tym resztę pola walkowerem praktyce.
Tematy „nie jak morze” tylko „jak ocean”!
Kładą się one cieniem nie tylko w sprawach
makro ale także i mikro.
Bliżej je naświetlam na wielu swoich stronach, przy czym swoistym po nich
przewodnikiem jest strona „Credo”.
Aktualnie, choćby na
początek, warto bliżej rozeznać wielkość globalną „Produkt Krajowy Brutto”. Może by to nieco
pomogło w walce z bezrobociem.
Anonimus
§ 4. Metoda abstrakcyjna a obserwacja faktów ………
312
By
ująć w formę praw stosunki istniejące między kilku szeregami zjawisk,
ekonomiści sprzed lat pięćdziesięciu posługiwali się bądź metodą abstrakcyjną
(dedukcyjną), bądź obserwacją bezpośrednią (metoda indukcyjna). Od dawna
wiadomo, że zarówno jedna, jak i druga nie jest doskonała29. Pierwsza z nich daje dobre wyniki pod
warunkiem, że punkt wyjścia całego rozumowania nie budzi wątpliwości (co nigdy
nie daje się osiągnąć w zupełności), jak również, że pojęcia są odpowiednio
dobrane. Co więcej, jest ona narażona na niedociągnięcia wobec zbyt wielu ogniw
składających się na całość rozumowania. Druga metoda pozwala mówić jedynie o
stosunku statystycznym, a nie o związku przyczynowym ani nawet o współzależności,
i napotyka na przeszkody w postaci niedostatecznej obserwacji. Od dawna szukano sposobu prowadzenia badań,
który łączyłby zalety obu metod tradycyjnych.
Postępowanie najczęściej stosowane od
lat dwudziestu polega na posługiwaniu się „modelem”30.
(...)
§ 5. Studia nad rachunkowością w skali państwowej ………
317
Widzieliśmy
już przy okazji omawiania podręcznika Samuelsona, że
ekonomiści współcześni mają skłonność do stosowania national
income approach. Zamiast zaczynać od przedstawienia zagadnień instytucjonalnych lub też
bardziej od nich abstrakcyjnej problematyki wymiany i podziału dóbr, autorowie
biorą za punkt wyjścia wykład teoretyczny warunków, w których może kształtować
się poziom dochodu narodowego, następnie zaś próbują opisać, jak w
rzeczywistości ustala się dochód narodowy kraju, o który im chodzi.
(...)
I.
Najważniejsze prace o dochodzie narodowym ......... 319
Wszystkie te względy sprawiły, iż zaczęły
się ukazywać liczne studia nad zagadnieniem dochodu narodowego, jego
wysokością, pochodzeniem, sposobem obliczania, podziałem i zużyciem. Prace te
zmusiły ich autorów do podjęcia wysiłków nad ustaleniem używanych przez nich
pojęć, jak również do ścisłej współpracy ze statystykami zatrudnionymi w
administracji publicznej i prywatnej.
(...)
II.
Trudności związane z ustaleniem pojęcia dochodu narodowego ......... 321
Przebieg tych niezwykle
skrupulatnych prac jest w oczach każdego, który je śledzi, świadectwem pewnych
trudności tkwiących w badaniu dochodu narodowego. Trudno jest go zdefiniować, a
co za tym idzie, trudno dokładnie go obliczyć i śledzić jego wahania.
(...)
III.
Niektóre prace specjalne .........
325
Badania nad krążeniem dochodu
narodowego przez różne dziedziny gospodarki narodowej dało impuls do pewnych
prac budzących żywe zainteresowanie. Wystarczy przytoczyć w związku z tym
książki Copelanda i Leontiefa.
Morris A. Copeland64 poświęcił się badaniu przepływu pieniądza przez
jedenaście działów gospodarki amerykańskiej65. Rozpatruje on nie tylko podział kredytów, ale
i sposób, w jaki pieniądz przenosi się z jednego działu gospodarki do innego.
(...)
Rozdział III
Badania nad krótkotrwałymi procesami ekonomicznymi ……… 329
Widzieliśmy już, jak dalece gospodarka współczesna różni się od
gospodarki z r. 1900, a nawet od gospodarki, którą starał się zobrazować
Keynes. Jest w coraz mniejszym zakresie wolnokonkurencyjna, co stwarza
konieczność pewnej kontroli społecznej nad wielkimi interesami. (...)
Autorowie współcześni, ciągle
jeszcze odczuwając niepokój pod wpływem myśli keynesowskiej, usiłują znaleźć
dla tej sytuacji wytłumaczenie teoretyczne. Często posługują się przy tym
terminami Keynesa czyniąc to nawet wówczas, gdy odrzucają wyjaśnienia lub
wnioski mistrza brytyjskiego. Najważniejsze z tych teorii dotyczą rytmu
działalności gospodarczej oraz krótkofalowych procesów ekonomicznych. Przedstawimy
tutaj tylko te, które według nas mają największe znaczenie...
Rozklasyfikujemy je, grupując pod czterema wielkimi tytułami działowymi, na:
1)
teorie rynku cen;
2)
teorie zachowania się jednostek gospodarujących w ogólności;
3)
teorie podziału dochodu oraz zatrudnienia;
4)
teorie dotyczące rozwoju działalności gospodarczej.
Dział
I. Teorie rynku i cen ………
330
W okresie
przedkeynesowskim XIX stulecia teoria cen uległa, jak
to widzieliśmy, głębokiej przemianie spowodowanej badaniami zagadnień
oligopolu, monopolu i konkurencji monopolistycznej. Mówiliśmy już o wkładzie
wniesionym do tej dziedziny przez Pierro Sraffa, E. Chamberlina, panią
Joan Robinson, H. von Stackelberga, Jean Marchala2.
Wśród wszystkich najnowszych teorii
wpływ Keynesa najmniej daje się odczuć w teorii cen. Wpływ ten zaznacza się
natomiast w uwadze, jaką niektórzy spośród najnowszych teoretyków (O. Lange,
Kenneth Boulding) skupiają na roli zjawisk
pieniężnych w kształtowaniu się cen. Wszystkim pozostałym wydaje się, że rozwój
teorii iść powinien w kierunku zagadnień pozostawionych w zawiedzeniu przez
teoretyków konkurencji niedoskonałej lub monopolu. Zagadnienia te są bardzo
liczne. Przytoczymy najważniejsze z nich: polegają one na usiłowaniach
nakreślenia krzywych podaży i popytu o przebiegu bardziej zbliżonym do
rzeczywistości; dotyczą struktury rynków i różnorodnych związków zachodzących
między rynkami; obracają się koło kwestii stopnia giętkości cen w zależności od rodzaju towarów i jeszcze
bardziej – wahań cen w czasie. Nad wszystkim góruje dążenie do wyznaczenia
warunków prowadzących do ustalenia się równowagi dynamicznej. We wszystkich
tych kierunkach w dalszym ciągu prowadzone są badania . Następująca
klasyfikacja pozwoli ująć główne ich wyniki:
1.
Na wstępie postaramy się poddać badaniu wkład J. R. Hicksa...
2.
Wykażemy, co nowego tkwi w najważniejszych dociekaniach nad podażą i
popytem.
3, 4 i 5. Następnie zanalizujemy najważniejsze
przyczynki dotyczące struktury rynku, związków między rynkami oraz kwestii
giętkości cen.
§
1. Dzieło J. R. Hicksa ………
331
Za
najwybitniejszy wkład w teorię wartości i cen w ciągu ostatnich lat piętnastu
uważana jest niemal jednogłośnie3 działalność naukowa J. R. Hicksa, a przede wszystkim ogłoszona w r. 1939 Value and
capital. W pracy tej Hicks
postawił sobie zadanie przedstawienia syntezy najważniejszych zjawisk
ekonomicznych. Praca ta na pierwszy rzut oka mniej błyskotliwa niż dzieło Keynesa,
bliższa natomiast dziełom klasyków. Hicks wykroczył
jednak znacznie poza ramy ich rozważań, a to przez swą stałą troskę o
wyjaśnienie, w jaki sposób dokonują się pewne wypadki zakłócenia stanu
równowagi. Wszelako umysł jego o wybitnie syntetycznym nastawieniu wzbraniał
się przeprowadzić w tej książce linię graniczną między statyką i dynamiką
uważając, że ta ostatnia jest jedynie szczególną postacią statyki, dobra
wchodzą bowiem do jej zakresu mając o jeden „wymiar” więcej, a mianowicie ich
umiejscowienie w czasie. Najważniejsze zaś zjawisko w sferze dynamiki, tj. kapitalizacja, może być
jego zdaniem rozpatrywana jako wymiana usług teraźniejszych pewnego dobra na
długi szereg przyszłych usług rozłożonych w czasie4.
Hicks
zajmuje się na wstępie udoskonaleniem teorii popytu. W tym celu odrzuca pojęcie
użyteczności krańcowej jako mogące jego zdaniem prowadzić do zamieszania i
zastępuje je pojęciem krańcowej stopy substytucji, którą definiuje w
następujący sposób: „Krańcowa stopa substytucji X względem Y jest to ta ilość
Y, która dla konsumenta ściśle równoważy utratę krańcowej jednostki5”.
Z pojęcia tego korzysta później przy definiowaniu komplementarności i
substytucji dóbr za pomocą terminów ściślejszych od tych, które czerpiemy z
mowy potocznej.
(...)
§ 2. Studia nad podażą i popytem12 ………
336
W
oczach ekonomistów współczesnych mówienie o punkcie przecięcia krzywych podaży
i popytu lub o punkcie zetknięcia się krzywej kosztu krańcowego z krzywą kosztu
przeciętnego nie stanowi rozwiązania problemu; oznacza zatrzymanie się u progu.
Kenneth Boulding13 powiedział, że czynniki rozstrzygające w
ostatecznym wyniku o cenach są różnorodne i że cała analiza polega na odkryciu
kategorii abstrakcyjnych pozwalających te czynniki sklasyfikować, po czym dodał
wielce trafnie: „Nasze pojęcia podaży i popytu są takimi kategoriami. Bez
względu na to, jak się nimi posługujemy, nie są ostatecznymi wyznacznikami
czegokolwiek, są tylko wygodnymi kanałami, które umożliwiają nam klasyfikację i
opis oddziaływania mnóstwa wyznaczników w systemie wielkości ekonomicznych.”
Trzeba więc spróbować zbadać, co się kryje za tymi pojęciami, postarać się
odkryć wyznaczniki przebiegu krzywych podaży i popytu i zapełnić, jeśli kto
chce, te „puste pudełka”14.
(...)
§ 3. Struktura rynków ………
338
Istniał
zapewne kiedyś czas, gdy zjawiskiem typowym był rynek, na którym panowała
konkurencja doskonała, a „powrót do gospodarki rynkowej był mianem, jakie
nadawano polityce, której nie chciano już nazywać „liberalną”. Dzisiaj nie
można już mówić o „rynku” bez bliższego określenia, wiadomo bowiem, że może
istnieć szereg rynków różniących się od siebie strukturą.
Rynek nie daje się już terenem
działania sił dających się ujmować ilościowo, a więc rozmiarów podaży i popytu,
poziomu cen18. Wiadomo, że pewne czynniki psychologiczne odgrywają
rolę, gdy chodzi o kształtowanie się tych wielkości, że oddziaływanie podaży i
popytu na ceny jest skomplikowane i różne, zależnie od warunków. Wiadomo
również, że czynniki instytucjonalne (mniej lub bardziej wyraźna kontrola ze
strony władz, kontrola przez grupy prywatne, polityka celna) mają znaczny wpływ
na kształtowanie się cen. (...)
§ 4. Związki zachodzące między rynkami34 ………
342
Współczesna
wiedza teoretyczna dąży, jak widzieliśmy, do wytworzenia realistycznej
koncepcji podaży oraz popytu. Idzie o to, by znać czynniki, które je
wyznaczają, znać dokładnie siłę ich oddziaływania przy każdym poziomie cen,
znać tendencje do przesunięć i deformacji, właściwe krzywym, które je
reprezentują. Tak postawione zagadnienia rozwiąże się jedynie wtedy, gdy stanie
się na stanowisku, że wszystkie rynki przy całej ich różnorodności są ze sobą
powiązane.
(...)
§ 5. Giętkość cen ………
346
Jeżeli
wszystkie rynki są między sobą powiązane, to staje się koniecznością zbadanie,
które z nich będą miały wpływ na inne w układzie cenowym. Prowadzi to m. in. do
dociekań nad stopniem giętkości cen różnych rodzajów towarów. (...)
Dział
II. Zachowanie się jednostek
gospodarujących w ogólności
……… 352
Teoretycy
współcześni zdają sobie sprawę, że nie można budować na przyszłość
wyczerpującej realistycznej teorii przypuszczając po prostu, że jednostki
gospodarujące powodowane są interesem osobistym skłaniającym je do dokonywania wymiany towarów na rynkach. W
rzeczywistości życie gospodarcze pociąga za sobą nie tylko powstawanie
stosunków wymiennych między równymi sobie osobami, ale również usiłowania
niektórych jednostek zmierzające do wpływania na sposób postępowania innych, a niekiedy
do nadużywania osiągniętego w ten sposób znaczenia. Co się tyczy interesu
„interesu osobistego” jednostek gospodarujących, to należy bliżej określić, jak
każda z nich go rozumie. Niektóre z tych jednostek w mniejszym stopniu dążą do
doraźnego powiększania tych korzyści niż do zdobycia potęgi dającej się
wykorzystać później. Słowem konieczne się stało zrewidowanie podstaw
tradycyjnej teorii zachowania się jednostek gospodarujących46 w
ogólności.
W tym względzie szczególnie
zasługują na rozważenie dwie nowe teorie: „teoria gier” i teoria panowania.
§ 1. Teoria gier ………
353
Strategia,
której oddają się oligopoliści, uzasadnia w głównej mierze to zainteresowanie,
jakie od lat budzi nowe ujęcie teoretyczne działalności gospodarczej, a mianowicie
„teoria gier”.
Podmiot ekonomiczny, konsument lub
producent nie wydaje się już dziś zwykłym homo
oeconomicus, w tok swej działalności mającym do czynienia
z „danymi”, których nie może zmienić, i podległym prawom precyzyjnych
mechanizmów. Jest jednostką gotową walczyć, zdolną do poczynań odważnych, ale i
podstępnych, stawiającą czoło ryzyku i napotykającą opór ze strony innych
jednostek. (...)
Od lat dwudziestu niektórzy
matematycy usiłowali zbadać
funkcjonowanie mechanizmu gier, przy tym nie tylko gier, w którym o
losie graczy rozstrzyga czysty traf, ale i tych również, w którym współdziała z
nim biegłość lub, jeśli kto woli, strategia każdego gracza. To zastosowanie
matematyki do postępowania graczy nazywano niekiedy teorią „gier strategicznych”.
Słuszniej byłoby może mówić o teorii strategii gier, ale ta różnica nie ma
istotnego znaczenia. Interesujące jest natomiast (i z tego właśnie usiłowano
sobie zdać sobie sprawę), czy najnowsza teoria matematyczna nie potrafiłaby
wyjaśnić nie tylko postępowanie gracza, ale również zachowania się jednostek
gospodarujących w walce jednych przeciwko drugim o zapewnienie sobie korzyści
ekonomicznych. Już w r. 1937 Emil Borel przewidział takie zastosowanie teorii.
(...)
§ 2. Teoria panowania ……… 357
Autorowie
klasyczni wprowadzili w użycie teorię cen opartą na hipotezie równości sił
poszczególnych podmiotów ekonomicznych występujących na rynku. Przedstawia ona
stosunki, które na nim powstają, oparte z istoty rzeczy na umowie. Trudno wskazać coś, co mniej odpowiadałoby sposobowi
funkcjonowania gospodarki współczesnej niż ta myśl o konkurencji równych sobie
jednostek. Oto dlaczego tylu autorów uważało za stosowne przeciwstawić
tej myśli pogląd, że nie wszystkie przedsiębiorstwa występujące na rynku
reprezentują taką samą siłę ekonomiczną i że niektóre są w możności narzucić
innym posłuch dla swej własnej polityki produkcji lub polityki cen: korzystają
one w stosunku do pozostałych ze skutków swego panującego stanowiska.
(...)
Słowem, uświadomienie sobie znaczenia „stanowiska panującego” teraz, gdy
jego sens jest znany, prowadzi, jak się wydaje, do odnowienia
całej teorii ekonomii. Bez żadnej też wątpliwości idea ta doprowadzić
musi do pewnego odnowienia doktryny ekonomicznej i uzasadnić całkowite odrzucenie czystego ideału liberalizmu. Panowanie, jak to
widzieliśmy, jest w istocie rzeczy bardzo często sprawowane przez
przedsiębiorstwa dbające wyłącznie o własny interes i bardzo mało troszczące
się o interes ogółu. W czasach gdy myślano, że każde przedsiębiorstwo natrafia
w samym mechanizmie rynku na przeszkody, gdyby chciało nadużywać swej przewagi,
można było usprawiedliwiać układ stosunków oparty na kierowaniu się przez
każdego swym osobistym interesem; można było bronić tezy o panowaniu
nieodzownej harmonii między interesem jednostki a interesem zbiorowym. Nie jest
to możliwe, odkąd panuje przekonanie, że wpływ, jaki wywierają pewne
przedsiębiorstwa, nie daje się odwrócić. „Lesseferyzm”
nie jest już wolnością dla wszystkich, jest to jedynie udzielenie
swobody działania przedsiębiorstwom panującym na rynku.
Interwencja
władz państwowych może więc być uznana za uzasadnioną, gdy ma na celu
naprawę tej sytuacji wszelkimi możliwymi
sposobami, na przykład przez osłabienie lub wytworzenie przeciwwagi dla potęgi
wielkich interesów prywatnych albo przez dopuszczenie przedsiębiorstw dbałych o
interes ogólny do korzystania z dobrodziejstw stanowiska panującego, albo
wreszcie przez zapewnienie tego stanowiska niektórym racjonalnie wybranym
funkcjom gospodarczym.
Dział
III. Teorie podziału ………
367
Dociekania, w które wiek XIX od czasu Ricarda i Jana Baptysty Saya wkładał najwięcej pasji, dotyczyły podziału dochodu.
Została opracowana w tym przedmiocie teoria, która była zastosowaniem bardziej
ogólnej od niej teorii cen. Dochody ludności dzielono na cztery81
kategorie, a mianowicie na rentę, płace, procent od kapitału i zysk, przy czym
każdą z nich, z wyjątkiem procentu, uważano za wynagrodzenie odpowiedniego
czynnika produkcji.
(...)
§ 1. Atmosfera ogólna nad podziałem dochodu ………
369
Już
przed pojawieniem się w druku Ogólnej teorii kierunek badań nad podziałem uległ
zmianie84 w związku z rozwojem związków zawodowych i ustawodawstwa
chroniącego niektóre rodzaje wynagrodzeń (płace). Istotnie, do rynku pracy
stosowano teorię monopolu dwustronnego, brano też pod uwagę względy natury
socjologicznej jako czynniki kształtowania się poziomu płac.
(...)
W każdym razie, w naszej epoce
rozwoju związków zawodowych i etatyzacji trudno uwierzyć, że podział dochodu
wyznaczany jest przez mechanizm, w którym produkcyjność krańcowa każdego z
czynników produkcji miałaby odgrywać zasadniczą rolę. Jest nawet rzeczą
wątpliwą, czy może całkowicie zadowolić sumiennego badacza pojęcie
„rynku”. Ale jeszcze nie doszliśmy do
tego, żeby dawną teorię liberalną, statyczną i mikroekonomiczną, której wady są
znane, móc zastąpić nową teorią, obejmującą całokształt zjawiska podziału. Być
może, słuszne byłoby stwierdzenie, że od początku wieku XX, przede wszystkim w
porównaniu z wiekiem XIX uwaga
ekonomistów odwrócona została od zagadnień podziału i skierowana na zagadnienie
rytmu produkcji. Czy jednak prędzej, czy później
teoria podziału nie powróci pod naciskiem wydarzeń socjalnych na pierwszy plan
zainteresowań teoretyków?
§ 2. Badania nad poszczególnymi kategoriami
dochodu ………
373
Niezależnie
od tego, o czym mówiliśmy wyżej, odrębne dociekania nad poszczególnymi tradycyjnymi
kategoriami dochodu zachowały swoich zwolenników. We Francji pozostał im wierny
H. Noyelle95. W Ameryce W. Fellner
wykazał, że przy zachowaniu pewnej ostrożności są one bardzo użyteczne i na
ogół przyznawano mu słuszność96. Spróbujemy wykazać, jakie postępy
osiągnięto ostatnio przy zastosowaniu tej metody.
(...)
I. Płaca97
.........
374
Jeszcze przed okresem przez nas
obecnie rozpatrywanym, liczni autorowie, w szczególności M. Dobb
w swoich Wages i J. R. Hicks w swej
Theory of wages zajmowali
się rolą, jaką odgrywają na rynku pracy trade-uniony i umowy zbiorowe. Nikt nie wątpi dziś o
skuteczności, przynajmniej na krótki przeciąg czasu, akcji związków zawodowych
lub ochrony prawnej pracowników w dziedzinie podnoszenia poziomu płac. Teoria
produktywności krańcowej jest więc potencjalnie pozbawiona znaczenia.
Większość współczesnych ekonomistów
Nowego Świata twierdzi, że poziom płac zależy w dużej mierze od organizacji
rynku pracy i od niektórych czynników instytucjonalnych. Najnowsi teoretycy,
wracając od czasu do czasu do myśli, że na rynku tym istnieje stan monopolu
dwustronnego, rozróżniają szereg możliwych sytuacji. (...) Te rozważania na
temat sposobu ustalania się płac odwodzą autorów anglosaskich daleko od myśli o
krańcowej produkcyjności pracy.
Ekonomiści europejscy bardziej
jeszcze oddalają się od tej myśli bez wątpienia dlatego, że stoją wobec
sytuacji, w której czynniki publiczne nieustannie interweniują w kierunku
zapewnienia pewnego minimum płacy albo pełnego zatrudnienia, lub wreszcie aby
mieć pewność, że wśród składników płacy uwzględnione będą elementy takie, jak
dodatki rodzinne, których nie można traktować jako cenę pracy ani jako wielkość
podległą prawu produkcyjności krańcowej.
Jednakże nawet ci, którzy wierzą w
skuteczność instytucjonalnej ochrony poziomu płac na krótką metę lub wzbraniają
się mówić o „rynku” pracy, nie mogą uniknąć pewnych obaw co do tego, czy zwyżka
lub sztuczne utrzymywanie płac na określonym poziomie nie może na dłuższą metę
wywołać reakcji niekorzystnych dla osób
żyjących z pracy najemnej? Twierdzą tak zwolennicy liberalizmu i twierdzenie to
przybiera w naszych czasach najczęściej trzy postacie: polityka ochrony poziomu
płac miałaby być mianowicie niebezpieczna dla postępu ekonomicznego, dla
rozmiarów zatrudnienia i dla stałości waluty. Te trzy rodzaje zarzutów
szczególnie niepokoją ekonomistów współczesnych.
1.
J. R. Hicks rzucił w r. 1932 ciekawe myśli
dotyczące związku miedzy postępem gospodarczym a poziomem płac. W swej Theory of wages podkreślił, że postęp
gospodarczy nie zawsze pociąga za sobą nieodzowny wzrost popytu na pracę...
(...)
2.
Co się tyczy związku między płacą a poziomem zatrudnienia, to jesteśmy,
o ile się zdaje, świadkami zwycięstwa Keynesa nad Pigou w tym znaczeniu, że
większość ekonomistów współczesnych nie sądzi, żeby w powszechnej zniżce płac
można było upatrywać źródło wzrostu zatrudnienia. (...)
3.
Najczęściej spotykanym zarzutem przeciwko zwyżce płac w kraju o walucie
nieustabilizowanej jest dziś twierdzenie, że zwyżka ta, podnosząc dochód klas
najwięcej wydatkujących, może pociągnąć za sobą deprecjację pieniądza. Teza ta
ma jednak bardzo podejrzany charakter. (...)
II.
Procent od kapitału ......... 378
Dociekania nad procentem od kapitału
grały od czasów Keynesa większą rolę niż wywody na temat płac. Wiele
dyskutowano nad jego pochodzeniem, wahaniami, nad jego oddziaływaniem na bieg
działalności gospodarczej. Ale zaniedbano nieco zajmowania się nim jako jedną z postaci dochodu.
Sposób patrzenia na procent jako jedną z kategorii dochodu nie został
jednak całkowicie zapomniany. Niektórzy ekonomiści stawiają sobie na przykład
pytanie, jaka część ogólnego dochodu
narodowego w warunkach współczesnego kapitalizmu pochodzi, pod postacią
procentu, od czystych kapitałów i jakim wahaniom podlega udział tej części.
(...)
III.
Zysk i renta
......... 379
We współczesnych teoriach renta
gruntowa zatraca powoli charakter szczególnej kategorii dochodu. Jest natomiast
nie tak często upodobniana do zysku jak pod koniec XIX wieku. Jakkolwiek
zagadnienia , które ona wysuwa, są niezwykle interesujące, to jednak nie stały się
tematem nowych badań w dużej skali. Co najwyżej można zauważyć, że zwłaszcza od
czasu rozwoju ustawodawstwa w przedmiocie dzierżawy zwykłej i połownictwa –
renta utraciła swój dawny charakter dochodu dominującego.
Co się tyczy zysku109, to
wszyscy ekonomiści widzą w nim akumulację nadwyżek uzyskanych w wyniku sytuacji
rynkowych110.
(...)
Dział
IV. Rozwój działalności gospodarczej (Próby
konstrukcji dynamiki ekonomicznej)116 ………
381
Pamiętamy
niewątpliwie, że pod koniec ubiegłego stulecia John Bates zapowiedział, że
opracowanie zagadnienia dynamiki ekonomicznej skupi na sobie uwagę całego
pokolenia ekonomistów, które po nim się pojawi. Nie omylił się, taki jest
bowiem główny temat, którym zajmują się współcześni teoretycy. Zgrzeszył jednak
nadmiarem optymizmu, trzeba bowiem będzie o wiele więcej niż życia jednego
pokolenia, by doprowadzić do szczęśliwego końca dzieło w ten sposób rozpoczęte.
Tak jest ono trudne. W pięćdziesiąt lat od chwili wygłoszenia tego proroctwa
teoretycy są w trakcie przygotowań do podjęcia
pracy i wahają się jeszcze z ustaleniem ścisłego przedmiotu dynamiki jak
i co do środków, przy których pomocy należy się nią zajmować. .
Na wstępie więc, co to jest
dynamika? Długo wydawało się, że w przeciwieństwie do statyki, która daje obraz
gospodarki ustabilizowanej w punkcie równowagi, dynamika powinna być wiedzą o
siłach decydujących o rozwoju. Z tego punktu widzenia można by powiedzieć, że
dynamiką zajmowała się większa część pierwszych klasyków, a więc Malthus ze swymi
badaniami nad rozwojem ludności, Ricardo ze swymi dociekaniami nad wzrostem
renty, K. Marks ze swym prawem koncentracji kapitału i innymi teoriami, jak
również pierwsi teoretycy kryzysów i cyklów. Stuart Mill głoszący, że kresem
ewolucji gospodarki narodowej XIX wieku jest „stan ustabilizowany”, robił próbę
naszkicowania dynamiki.
Ale najnowsi pisarze stali się
bardziej skrupulatni. Dążyli do lepszego określenia właściwego przedmiotu oraz
metod dynamiki, zwłaszcza w odróżnieniu od statyki porównawczej i od historii.
Rozgraniczenie to jest z pewnością jeszcze tematem dyskusji, które świadczą
jednakże, do jakiego stopnia zagadnienie to wydaje się poważne.
(...)
§ 1. Studia nad zagadnieniem pieniądza132 ………
390
Widzieliśmy
już wyżej, że od początku wieku XX teoria pieniądza uległa głębokim
przeobrażeniom. Między r. 1900 a 1936 byliśmy świadkami chylenia się ku upadkowi zbyt ciasnych
koncepcji kruszcowych i postępów
nominalizmu walutowego, którego zwolennicy zajmują wobec teorii ilościowej raz
po raz stanowisko to wrogie, to znów przychylne.
(...)
I.
Próby syntetycznego ujęcia roli pieniądza ......... 393
Dwie prace przede wszystkim
zasługują tutaj na uwagę. Obie ukazały się wkrótce po Ogólnej teorii i obie
usiłowały pogodzić nowe poglądy na pieniądz z ujęciami dawniejszymi, jak na
przykład ze stanowiskiem I. Fishera. Chodzi nam o pracę Jamesa W. Angella i Arthura W. Margeta.
(...)
II.
Teoria nożyc inflacyjnych ......... 398
Teoretycy pieniądza od lat piętnastu
z największą skrupulatnością studiowali zjawisko inflacji139. Nie
występuje ona już dziś absolutnie w tej samej postaci jak w r. 1919, gdy
uważano ją za zjawisko wyjątkowe, polegające na dużych emisjach pieniądza, z
których korzystał rząd mający do czynienia z deficytem budżetowym, i wywołujące
mniej lub więcej znaczną zwyżkę cen.
Odnowienie teorii inflacji wywołane
zostało, jak się zdaje, przede wszystkim przez ogłoszenie na początku II wojny
światowej małej pracy Keynesa: How to pay for the war, w której tu i ówdzie
chciano widzieć poprawki do Ogólnej teorii, zgłoszone przez samego autora, podczas gdy my sądzimy, że jest to
raczej dalszy jej ciąg. Już w tej książce znajdowało się pojęcie nożyc
inflacyjnych (inflationary gap).
Na temat tego pojęcia niektórzy
ekonomiści amerykańscy140 konstruowali na początku II wojny
światowej następujące rozumowanie, którego podstawy odnaleźć już zresztą można
w Ogólnej teorii: inflacja, czyli zwyżka cen, jest wynikiem rozpiętości między masą
rozporządzalnych towarów a masą płynnych dochodów dających się zużytkować w
charakterze siły nabywczej. Jeżeli ta ostatnia przewyższa pierwszą, wtedy
rozpiętość ta znajduje wyraz w nadmiernym popycie i może być usunięta przez
zwiększenie produkcji towarów albo, jeżeli to jest niemożliwe wskutek pełnego
zatrudnienia lub jakichś innych wąskich gardeł, przez zwyżkę cen141.
Kilka uwag pozwoli bliżej określić istotę i znaczenie teorii nożyc
inflacyjnych.
(...)
III.
Kilka najnowszych myśli na temat inflacji .........
403
Braki zarzucane teoriom, które
cieszyły się powodzeniem około r. 1940, są dość poważne. Może nie były one
nazbyt widoczne w Ameryce z r. 1940, jednakże w Europie z r. 1954 są
dostatecznie uderzające, żeby teorii tych nie uważać za wierny obraz
rzeczywistości. W obliczu nowych doświadczeń inflacyjnych usiłowano uzupełnić i
udoskonalić teorię inflacji. Dotyczyło to przede wszystkim dwóch punktów:
I.
Naprzód zaznacza się dążenie do „zdynamizowania” teorii inflacji. Przede
wszystkim określa się tę teorię jako zakłócenie równowagi zmierzające do
zaostrzania się samoistnie pod wpływem gry sił ekonomicznych. Zwyżka cen będąca
w toku dziś prowadzi do wywołania mocniejszej jeszcze zwyżki cen jutro: sama
obawa przed zwyżką cen w przyszłości wywołuje zwyżkę natychmiastową143.
Zwyżka ta pociąga za sobą wzrost dochodów lub nawet dodatkową emisję środków
pieniężnych. Zważywszy, że inflacja wywołuje zjawiska wtórne, przede wszystkim
zaś spekulację, od chwili więc osiągnięcia pewnego stopnia natężenia rozwija
się dalej sama przez się. Dla kierowników polityki pieniężnej wielkim
zagadnieniem jest częstokroć zapobieżenie przeradzaniu się inflacji „pierwotnej”
we „wtórną” lub w hiperinflację144 i uniknięcie zbyt krzyczących
nierówności między kształtowaniem się różnych kategorii dochodów.
II.
Istnieją również usiłowania mniej makroekonomicznego ujęcia zagadnienia.
Może na miejscu będzie tu powołanie się na próbę dokonaną przez Benta Hansena145. Wierny metodom swych
szwedzkich mistrzów, usiłował on dać wytłumaczenie bardziej dynamiczne, tj.
zanalizować rytm rozwoju inflacyjnego w czasie. Zarazem starał się rozróżnić
dwa szeregi zjawisk – te, które zachodzą w razie inflacji na rynku wyrobów
gotowych i te, które występują na rynku czynników produkcji.
III.
Inne wytłumaczenie zjawiska inflacji dali teoretycy „zachowania się”
jednostek gospodarczych146, w szczególności F. D. Holzman, J. Duesenberry lub Henri
Aujac. Autorzy ci stoją daleko od tłumaczeń mniej lub
więcej ilościowych teorii rezerw kasowych, teorii szybkości i obiegu, teorii
nożyc inflacyjnych. Dwaj pierwsi zajmują się grupami społecznymi walczącymi
jedne przeciwko drugim, których zachowanie się wobec pieniądza jest różne:
jedne z tych grup hamują zwyżkę cen (rentierzy), inne wydzierają sobie zdobycz,
którą powołała do życia zwyżka nominalna cen niektórych dóbr. Od wyniku tej
walki zależy los jednostki pieniężnej. Co się tyczy wyjaśnienia danego przez
Henri Aujaca, to powstaje ono w związku z ideą
„panowania”, która jest droga François Perroux
i może być traktowana jako udoskonalenie psychologicznej teorii
pieniądza, której zwolennikiem jest A. Aftalion. (...)
Widzimy więc, w jakim kierunku
rozwijała się teoria inflacji w ciągu ostatnich lat dwudziestu. Wiemy, że przyczyny inflacji mogą być różnorodne i
niekoniecznie ograniczają się do emisji banknotów pozbawionych zabezpieczenia
albo do braku równowagi budżetowej. Szuka się ich raczej w sferze
produkcji (w nagłym jej spadku) albo w wymianie międzynarodowej (w braku
równowagi bilansu płatniczego), albo wreszcie w dziedzinie kształtowania się
dochodów realnych i dochodów pieniężnych lub raczej między współistnieniem
pewnych elastyczności – cen i dochodów, które prowadzą do przeradzania się
rozwoju ekonomicznego w proces kumulacyjny147. Wiemy też, że początkowo inflacja może przedstawiać pewne
korzyści dla niektórych dziedzin działalności gospodarczej, może bowiem
ułatwić ich ekspansję. Ale na własnej skórze poznaliśmy, że stanowi ona ruch,
którego rytm trudny jest do skontrolowania i że pomimo przyjemnego podniecenia
towarzyszącego jej początkom pociąga za sobą zjawiska inflacji „wtórnej” oraz
nierówności mających tendencję samorzutnego zaostrzania się. U kresu tego ruchu
wartość pieniądza zanika i gospodarka narodowa ulega niebezpiecznemu zubożeniu.
Wiemy, że inflacja nie może w nieskończoność dostarczać podniety do ekspansji148.
§ 2. Teoria procentu od kapitału ………
406
Od lat
pięćdziesięciu zagadnienie stopy procentowej znajduje się w centrum wszystkich
dyskusji, związanych z kwestią rytmu działalności ekonomicznej, przy czym uważa
się ją to za podnietę do tej działalności, to znów za jej hamulec. Jest więc
rzeczą ważną przyjrzeć się kierunkowi rozwoju teorii procentu.
Widzieliśmy już, że od chwili
wystąpienia na widownię Keynesa procent od kapitału, pod wpływem Böhm-Bawerka i J. Fishera, traktowany był jako zjawisko
realne, jako cena płacona za użytkowanie kapitału, której istnienie objaśniano
bądź jego produkcyjnością, bądź psychologicznie – niższą ceną wartości
przyszłej aniżeli obecnej. Widzieliśmy też, że pod wpływem szkoły Wicksella procent
stawał się w oczach ekonomistów jednym z czynników wyznaczających wielkość
emisji pieniądza i rozmiary działalności gospodarczej.
Ale kształtowanie się i rola stopy
procentowej stanowi jeden z tematów, w których zakresie wywody Keynesa
wstrząsnęły teoriami klasycznymi. Teorię Keynesa streszcza się często mówiąc,
że w oczach jego procent jest zjawiskiem czysto pieniężnym, że jest ceną
płaconą za jej preferencję płynności. Interpretacja ta nie wydaje się nam
zupełnie ścisła. W istocie Keynes z naciskiem150 powtarzał, że z
każdym dobrem wiąże się coś, co przypomina procent w zastosowaniu do pieniądza:
wartość aktualna pewnej ilości dobra (na przykład zboża) jest w istocie zawsze
równa wartości większej nieco ilości tego samego dobra z dostawą późniejszą.
Obniżenie się przyszłej wartości wchodzi w grę w odniesieniu do każdego dobra.
Dopiero załatwiwszy się z tą kwestią Keynes zajmuje się już całkiem wyłącznie procentem pieniężnym, czyli dodatkiem, który musi płacić periodycznie pożyczający pewną sumę
pieniędzy, dopóki nie nastąpi zwrot kapitału. (...)
Następnie Keynes kładzie nacisk na
różnice między swoim sposobem myślenia a myślą klasyczną: procent nie jest
według niego ceną płaconą za użytkowanie kapitału ani za oszczędzanie, ale ceną
płaconą oszczędzającym za wyrzeczenie się formy płynnej (pieniężnej) ich
majątku. Stopa procentowa, nie będąc ceną płaconą za oszczędzanie, nie ma bezpośredniego
wpływu na rozmiary oszczędzania. Stanowi cenę preferencji płynności ,
wyznaczona jest przez dwie zmienne niezależne -
przez stopień istniejącej w danej chwili preferencji płynności i
wielkości podaży pieniądza. Wielkości tej jednak nie wyznacza. Wręcz
przeciwnie, stopa procentowa wywiera znaczny wpływ na poziom działalności
gospodarczej, wielkość inwestycji (a zatem i dochodu oraz zatrudnienia), zależy
bowiem od rozpiętości między stopą procentową a krańcową wydajnością kapitału.
Jedynie poprzez wzrost inwestycji, a co za tym idzie i dochodu, zniżka stopy
procentowej może wywierać bezpośrednio
wpływ pobudzający oszczędzanie, odwrotnie więc, niż utrzymywały teorie
klasyczne. Keynes wreszcie, jak sobie przypominamy, wypowiadał się za
utrzymywaniem stopy procentowej na poziomie możliwie niskim153.
Ten krąg myślowy miał stać się po r.
1936 źródłem niezwykle ożywionych sporów. Z pewnością tłumaczenie zjawiska
procentu w kategoriach pieniężnych zdobyło sobie przewagę nad tłumaczeniem go w
kategoriach realnych154, niezupełną jednakże, bo z drugiej strony
trzeba postawić sobie szereg pytań: czy prawdą jest, że stopa procentowa nie ma
bezpośredniego związku z rozmiarami oszczędności, że ma decydujący wpływ na
rozmiary inwestycji, podczas gdy te ostatnie ze swej strony nie mają na nią
żadnego wpływu? Czy zniżka stopy
procentowej może trwać do nieskończoności,
spadając do zera, i czy stopa procentowa może stać się nawet „negatywna”?
Wielu ekonomistów poświeciło niemało
czasu różnorodnym zagadnieniom dotyczącym istoty procentu i wpływowi stopy
procentowej na poziom działalności gospodarczej, najczęściej po to, jak
zobaczymy, by powrócić do myśli bliższych poglądom klasycznym. Oto co wśród
najnowszych prac tych ekonomistów wydaje się godne zapamiętania:
(...)
§ 3. Przekazywanie całej gospodarce bodźców
pochodzących od jednej zmiennej ……… 420
Jednym
z zadań dynamiki jest zbadanie, jak poszczególne siły motoryczne przeobrażeń,
pojawiając się w jednej dziedzinie zaczynają wywierać wpływ na całokształt gospodarki narodowej. Źródło ich może się
znajdować w jednej jakiejkolwiek bądź dziedzinie. Mogą polegać na przykład na
ekspansji albo na restrykcjach
kredytowych, na zwiększeniu albo na ograniczeniu spożycia, na wynalazkach
technicznych albo na „nowej kombinacji” czynników produkcji. Chodzi o to, by
wiedzieć, jak bodziec dotyczący wielkości globalnej (na przykład spożycia lub
inwestycji) zostaje przekazany całej gospodarce, jak działanie jego może być
zahamowane przez pewne przeszkody. Do badań nad przekazywaniem i tamowaniem
tych bodźców dynamika posługuje się dziś pewnymi środkami badawczymi, z których
najważniejsze stanowią mnożnik, zasada przyspieszenia, wąskie gardła (bottleneck).
I.
Mnożnik ......... 421
Wzrost jednej ekonomicznej może
spowodować wzrost innej. Mnożnik jest to współczynnik, przez który należy
przemnożyć wzrost zmiennej wyznaczającej (determinanty), żeby otrzymać przyrost
zmiennej poszukiwanej. Można by sobie wyobrazić dużo mnożników, można bowiem
zastosować ten środek badawczy do dociekań nad związkami zachodzącymi między
wieloma zmiennymi ekonomicznymi.
Przedstawiliśmy już wyżej, jak
rzucili tę myśl profesorowie Kahn i Keynes. Pierwszy
z nich szukał związków między kwotą wydatkowaną na roboty publiczne a ogólnym
wzrostem zatrudnienia. Keynes chciał przedstawić stosunki zachodzące między
rozwojem inwestycji a wzrostem dochodu narodowego. Mnożnik przedstawił jako
wielkość zależną od krańcowej skłonności do konsumowania. Obaj autorzy
przypuścili, że ich mnożnik jest niezmienny.
Teraz wypadnie nam ustalić, jakie
zmiany wprowadzili do teorii mnożnika późniejsi autorowie. Trzeba tu wziąć pod
uwagę cztery spostrzeżenia.:
1.
Coraz bardziej przeważa opinia, iż rachunek oparty na przeświadczeniu,
że istnieje mnożnik jeden jedyny i niezmienny, jest błędny. Przypominamy, że
według Keynesa mnożnik zależy wyłącznie od krańcowej skłonności do konsumowania,
którą uważał ona za stałą. (...)
2.
Przede wszystkim ujęto dynamicznie teorię mnożnika wskazującego, jak
może on działać w przebiegu następujących po sobie okresów. (...)
3.
Sfera zastosowania teorii mnożnika uległa rozszerzeniu. (...)
4. Na
koniec sądzimy, że teoria mnożnika sama przez się nie daje dokładnego
wyjaśnienia mechanizmu potęgowania się zjawisk gospodarczych. (...)
Słowem –
godząc się nawet z istotą rozumowania sformułowanego przez Kahna
i Keynesa – można być pewnym, że działanie mnożnika jest w praktyce
zjawiskiem wielce skomplikowanym, że wiąże się ono z działaniem stanowiącym
następstwo określonych zjawisk i że, na odwrót, pozostaje w sprzeczności z
innymi zjawiskami, wreszcie że obliczenia mnożnika w zastosowaniu do niektórych
szczególnych wypadków kreowania dochodu pozostają i pozostaną niewątpliwie
zawsze źródłem błędów. Planiści i koniunkturaliści nie mogą więc posługiwać się
mnożnikiem bez zastrzeżeń.
II.
Zasada przyspieszenia203
.........
427
Teoretycy wahań sytuacji
gospodarczej często zwracają uwagę, że wahania popytu na wyroby gotowe
pociągają za sobą wahania popytu na środki produkcji odpowiadające im co do
kierunku, ale o amplitudzie o wiele większej.
To właśnie nazywa się zasadą przyspieszenia.
(...)
III.
Wąskie gardła .........
432
Ekonomiści zajmujący się dynamiką
często robią użytek z pojęcia wąskiego gardła. W gospodarce zmierzającej do
ekspansji lub przynajmniej do przebudowy może się zdarzyć, że ruch naprzód
zostanie całkowicie zahamowany wskutek tego, że jedna ze zmiennych, której
wzrost jest niezbędny, nie może dalej wzrastać. (...)
IV.
Połączenie teorii
mnożnika z teorią przyspieszenia .........
434
Za naszych czasów podjęto próbę
połączenia dociekań nad mnożnikiem i nad zasadą przyspieszenia. Niecelowe
byłoby rozpatrywanie każdego z nich z osobna. Dynamika mając na względzie
właściwe sobie modele powinna pilnie baczyć, jak one się łączą i jak się do
siebie dostosowują.
(...)
Henri Guitton sądzi więc, że działanie
mnożnikowe jest zjawiskiem wielopostaciowym i że „przyspieszenie” jest po
prostu tylko jednym z jego przejawów. Myśl bardzo ciekawa. Trudni
nie zauważyć, że nasuwa ona nowe zagadnienia. Sam H. Guitton
doskonale zdaje sobie z tego sprawę i w zakończeniu swej rozprawy nie
pozbawionym akcentów rozczarowania przypomina, że działanie
mnożnika może mieć granice i że nierozważne posługiwanie się tym
pojęciem w praktyce może pociągnąć za sobą błędy. Pisze on:
„Każda teoria działania mnożnikowego pozostaje w zależności od pojęć, które
wiążą się z elementem uważanym za wyznacznik jako też z elementem uważanym za
podlegający wyznaczeniu. Wyznacznikiem jest mnożnik, podlega zaś wyznaczeniu
to, co pozostaje z oddziaływania mnożnika na mnożną. Nie podobna raz na zawsze ustalić tego elementu gospodarki
narodowej, który stanowi wyznacznik”230.
§ 4. Wahania koniunkturalne231 ……… 436
Dociekania
nad wahaniami koniunktury gospodarczej stanowiły w wieku XIX pierwszy,
nieświadomy zarys dynamiki ekonomicznej. Nie mogły one pozostać bez wpływu na
zainteresowania ekonomistów dwudziestowiecznych posługujących się dynamiką w
sposób wyraźnie sformułowany i świadomy. Co więcej, przedłużanie się „kryzysu”
z r. 1930 i strach przed ponownym pojawieniem się z końcem II wojny światowej
długotrwałego okresu depresji zmusiły wszystkich ekonomistów do zainteresowania
się w ciągu ostatnich lat dwudziestu zagadnieniem wahań koniunktury
gospodarczej.
Warto przypomnieć, że ekonomistom XX
stulecia już przed Keynesem udało się odnowić teorię wahań koniunkturalnych.
(...)
Rozpowszechnienie się teorii
keynesowskich również i w tej dziedzinie wywarło pewien wpływ. Nie znaczy to,
że Keynes wystąpił z nową teorią cyklu: depresja, na którą usiłował znaleźć
lekarstwo, w istocie rzeczy nie wydawała mu się cykliczną, tylko stałą, z
drugiej zaś strony (jak to już widzieliśmy) model keynesowski nie był
dynamiczny w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Można jednak wyobrazić sobie myśli
Keynesa na temat wahań koniunktury gospodarczej, chociaż nie została ona
wyraźnie sformułowana. Niektórzy autorowie232 usiłowali wypełnić tę
lukę. Na podstawie fragmentów rozproszonych po dziele Keynesa można by ich
zdaniem sformułować następujący schemat: według Keynesa ani proces ekspansji,
ani proces „zaciskania pasa” nie może trwać bez końca. Wynika to z samego
charakteru skłonności do konsumowania. Gdy dochód rośnie (ekspansja), konsumpcja
ma tendencje wzrastania mniej niż proporcjonalnie do niego; tak samo gdy dochód
spada (recesja), konsumpcja spada również, jednakże wolniej niż dochód. Wobec
tego, że wahania popytu na dobra konsumpcyjne mają swoje granice, każda
ekspansja natrafia na pewnego rodzaju pułap, każda recesja – na „dno”. W tych
warunkach najistotniejsze dociekania dotyczą czynników rozstrzygających o
załamaniu się koniunktury. Wypowiadając
się w tej kwestii Keynes uznał, że trzeba tu brać pod uwagę trzy główne zmienne
jego systemu: „Stwierdzamy w szczególności, że odgrywają w nim rolę zarówno
wahania skłonności do konsumowania, jak i stanu preferencji płynności, jak
wreszcie krańcowej wydajności kapitału”233, Największe znaczenie nadawał on wszakże jednej z tych zmiennych, a
mianowicie krańcowej wydajności kapitału.
W istocie, cóż się dzieje pod koniec
boomu? W ciągu całej fazy ożywienia konsumenci kupują towary na oślep,
jedynie z obawy przed nastąpieniem zwyżki cen; spekulanci przystępują do
inwestycji bez rozważnej oceny przyszłej dochodowości kapitałów i tylko w
oczekiwaniu przyszłej zwyżki kursów na giełdzie papierów wartościowych. (...)
Keynesowska teoria cyklu nie została
jednak nigdy systematycznie opracowana237; wywody Keynesa zawierają
luki. (...) Słowem Keynes raczej zmusił swych czytelników do postawienia sobie
nowych pytań, aniżeli dał rozwiązanie dawniej znanych.
Powodzenie teorii Keynesa nie jest
zresztą jedyną przyczyną powstania w ciągu ostatnich lat dwudziestu nowego
kierunku w dziedzinie badań nad wahaniami koniunktury gospodarczej.
(...)
I.
Teorie wyjaśniające239 ......... 440
Możemy śmiało wyrzec się wyliczania
ważniejszych nawet spośród autorów, którzy w ciągu ostatnich piętnastu lat
zajmowali się wahaniami koniunktury gospodarczej: jest ich zbyt wielu i trudno
byłoby wskazać odcienie różnic, które ich dzielą.
Możemy też wyrzec się odrębnego
zgrupowania uczniów K. Marksa240, jak można było to zrobić w czasach
poprzedzających r. 1930. (...)
Możemy wreszcie wyrzec się
obszernego omówienia bardzo ciekawych może prac, które zmierzały nade wszystko
do dokonania bardzo pożytecznej syntezy wyjaśnień starszej daty... (...)
Z tego punktu widzenia można dojść
do rozróżnienia trzech głównych tendencji, między którymi panuje dość znaczna
rozbieżność.
1.
Niektórzy ekonomiści, wierni pojęciu cyklu, nadal traktują wahania
koniunktury gospodarczej jako odchylenie od normalnego stanu równowagi. Są oni
dość bliscy tradycyjnym koncepcjom, różnią się
natomiast od nich tym, że nie wierzą w samorzutny powrót do stanu
równowagi stałej, lub tym, że posługują się nowymi środkami badawczymi.
2.
Inni uważają, że pojęcie odchylenia w stosunku do stanu równowagi nic
nie wyjaśnia, stan ten nie wydaje się im bowiem normalny. Sądzą, że każdy
system gospodarczy jest z natury rzeczy niestały. Nie mówią więc już o stanach
równowagi, od których kolejno się odchodzi i do których się powraca, lecz po
prostu rozpatrują funkcjonowanie tych systemów ekonomicznych, które uważają za
niestałe. Tak rozumuje większość ekonometrów.
3.
Inni wreszcie autorowie odrzucają pojęcie cyklu i po prostu pragną
zajmować się wahaniami sytuacji gospodarczych ujętymi w liczby surowe.
(...)
II. Przewidywanie i zapobieganie
wahaniom ......... 465
Przewidywanie wahań i zapobieganie
nim jest głównym chyba zadaniem współczesnej polityki ekonomicznej: wiadomo
powszechnie , że zwłaszcza kraje anglosaskie żyją pod strachem powrotu „wielkiej
depresji” lat trzydziestych i wysilają swoją pomysłowość, aby jej uniknąć.
Jeżeli nie da się przeszkodzić całkowicie wahaniom koniunktury gospodarczej, to
przynajmniej pozostaje nadzieja, że będzie można złagodzić ich ostrość.
(...)
§ 5. Losy teorii równowagi w chwili obecnej ……… 471
Wydaje
się nieuniknione, że rozwój dynamiki, który dokonał już obecnie przeobrażenia
teorii ekonomii, pociągnie za sobą również i w przyszłości zmiany i to głębsze
od dotychczasowych. Dla ustalenia tego faktu nie jest bez znaczenia
przedstawienie sytuacji, w jakiej znalazła się idea równowagi ekonomicznej311.
Na początku XIX stulecia w oczach Saya, twórcy prawa dróg zbytu, równowaga ekonomiczna była
najprawdziwszą rzeczywistością w rym znaczeniu, że cała podaż i cały popyt były
sobie bezwarunkowo równe. Dla Walrasa, przeciwnie, teoria równowagi była
narzędziem badawczym: mistrz z Lozanny nie sądził, że gospodarka ówczesna była
w stanie równowagi ani że samoczynnie zmierzała do punktu równowagi, ani też że
można lepiej zapewnić równowagę w warunkach dalej posuniętego liberalizmu.
Teoria równowagi była jedynie wizją hipotetyczną pozwalającą na badanie
przejawów braku równowagi w sferze rzeczywistości gospodarczej, przyczyn oraz
konsekwencji tego zjawiska. Cały teoretyczny ruch naukowy poczynając od K. Wicksella do J.M. Keynesa wyszedł poza tę koncepcję i
zwrócił się w kierunku odwrotnym od optymizmu J.B. Saya.
Już przed Keynesem zebrano wiele argumentów przemawiających za tym, że nie ma
wcale pewności, czy powrót do równowagi rzeczywiście nastąpi i czy nastąpiłby
nawet w sferze czystej gospodarki rynkowej. W sposobie przedstawiania
mechanizmów ekonomicznych dopuszczono istnienie procesów kumulacyjnych uznając
przy tym, że niektóre z tych mechanizmów jawnie prowadziły do zwichnięcia
równowagi. Skądinąd stwierdzono istnienie stanów
równowagi opartych na niedostatku i marnotrawstwie (na przykład przy
monopolu lub w wypadku maltuzjanizmu ekonomicznego), stwierdzono więc, że mogą istnieć stany równowagi obrażające poczucie
słuszności. Idąc za Keynesem zaczęto mówić o równowadze przy
niepełnym zatrudnieniu. Słowem, zrezygnowano z traktowania równowagi jako
naturalnej tendencji gospodarki i z przedstawiania jej wobec kierowników
polityki ekonomicznej jako ideału.
Czy nie można jednak w dalszym ciągu
ujmować równowagi jako narzędzia myśli służącego do analizy stanów braku
równowagi w sferze rzeczywistości?
Wysiłek ekonomistów współczesnych
zmierzających do opracowania zagadnień dynamiki w tym właśnie punkcie oddala
nas jeszcze nieco bardziej od koncepcji J.B. Saya, a
nawet Walrasa. (...)
Staje się zatem zrozumiałe, że
niektórzy ekonomiści (w szczególności szwedzcy) usiłują obecnie prowadzić
dociekania nad ekonomiką nie wspominając o równowadze, obserwować bezpośrednio
rozbieżność między wartościami przewidywanymi a wartościami realizowanymi i
traktować wahania koniunktury gospodarczej jako odchylenia od linii trendu lub
wzrostu, a nie od stanu równowagi. Staje się zrozumiałe, że ekonomiści ci odrzucają
pojęcie równowagi, opiera się ono bowiem na przypuszczeniu, że między
zjawiskami ekonomicznymi istnieje współzależność, w którą oni nie wierzą, a
ponadto ponieważ nie pozwala ona objaśnić antycypacji oraz decyzji314.
Takie odstępstwo od pojęcia
równowagi idzie może zbyt daleko. Jeżeli jednak niektórzy ekonomiści (a są oni
wciąż jeszcze liczni) chcą się jeszcze posługiwać tym pojęciem, powinni je
ściślej zdefiniować.
Rozdział IV
Dociekania nad zjawiskami długofalowymi ……… 474
Keynes
powiedział, że „na długą metę wszyscy będziemy nieboszczykami” i skupiał uwagę
przede wszystkim na zagadnieniach krótkofalowych. Może dlatego, aby móc
należycie odpowiedzieć na jego „wyzwanie”, większość teoretyków współczesnych
obrała sobie ten sam teren działania. Bez wątpienia dociekania krótkofalowe,
jak to mogliśmy zaobserwować, poczyniły w ciągu ostatnich lat dwudziestu
znaczne postępy.
Nie należy jednak lekceważyć innych
prac. W istocie od kilku lat dokonywa się coś w rodzaju rehabilitacji dociekań
długofalowych. Wkraczamy na ich teren pod wpływem dążeń do interwencji lub
systematycznego planowania, panujących zarówno na Zachodzie, jak i w świecie
socjalizmu, oraz pod wpływem coraz to nowych postępów teorii wahań koniunktury
gospodarczej. Coraz trudniej jest izolować badania nad tymi wahaniami od
dociekań nad wzrostem, ten zaś należy do zjawisk długofalowych.
(...)
Dział
I. Teorie wzrostu13 ………
477
Metą, do
której zmierza zawsze dynamika, są dociekania nad problemem wzrostu (lub ruchu
wstecznego) tej lub owej gospodarki, wszystko poza tym to dopiero wstęp.
(...) Trzeba uznać, że pomimo
najnowszych usiłowań jesteśmy wielkimi ignorantami, gdy idzie o warunki oraz
rytm, w jakim dokonywa się wzrost, i że dociekania na ten temat były zawsze
fragmentaryczne i rozbieżne: każdy autor zajmuje się swym własnym problemem. W
tym nagromadzeniu materiałów pewne elementy są, jak się zdaje, wartościowe i
użyteczne. Należą tu przede wszystkim następujące poczynania17.
1.
Ekonomiści szwedzcy (zwłaszcza Eryk Lundberg)
pracowali nad środkami analizy wzrostu; kładli nacisk na różnorodność typów
wzrostu.
2.
Stawiano sobie pytanie, czy gospodarka współczesna nie osiągnęła już
pewnej „dojrzałości”, co dawałoby podstawy do przewidywania, że tempo wzrostu
ulegnie zwolnieniu.
3.
Interesowano się zagadnieniami technologicznymi.
4.
Niektórzy pisarze stawiali sobie pytanie, jak można osiągnąć „równowagę”
w dziedzinie wzrostu i jego „zharmonizowanie”.
5.
Wreszcie ostatnio próbowano stworzyć metodyczną klasyfikację czynników
wzrostu.
§ 1. Ekonomiści szwedzcy18 ……… 479
Szwedzi
długo i wytrwale starali się dojść, jaką metodą można by najlepiej badać
zjawisko ekspansji. Można tylko podziwiać metody Wicksella
zauważając, że jego uczniowie, biorąc za punkt wyjścia wyjaśnienie ruchu cen po
prostu czynnikami pieniężnymi z biegiem czasu doszli do wyjaśnienia, jak
powstaje ekspansja ekonomiczna. Prawdę mówiąc, środki badawcze, które znaleźli,
częściowo tylko nadają się do użytku i pozwalają jedynie na objaśnianie zjawisk
krótkofalowych19. Nie mniej jednak pisarze szwedzcy, może dlatego,
że niedostatecznie rozróżniali zagadnienia krótko- i długofalowe, usiłowali
wyjaśnić wszystkie zjawiska rozwoju, i prace ich pozwalają wyrobić sobie
zaczątek wiedzy o tych zjawiskach. Dwaj ekonomiści, których znaczenie w tej
dziedzinie jest szczególnie doniosłe, to Eryk Lindahl
i Eryk Lundberg. Dzieła ich zostały opublikowane
mniej więcej w tym samym czasie, w przeddzień drugiej wojny światowej.
(...)
§ 2. Zagadnienie „dojrzałości gospodarczej” ……… 489
Kraje
posługujące się językiem angielskim zostały w przededniu wielkiej wojny głęboko zaniepokojone
pojawieniem się idei „dojrzałości” gospodarczej lub mówiąc ściślej „stagnacji”.
Zdaniem Alvina Hansena społeczeństwa zachodnie doszły pod względem gospodarczym
do punktu „dojrzałości” tego rodzaju, że w przyszłości rozwój ich może odbywać
się w dalszym ciągu jedynie w tempie o wiele wolniejszym niż w przeszłości.
Niepodobna mówić o współczesnej
teorii stagnacji nie powołując się na dawną ideę stanu zastoju (stationary state, przyp. tłum.), którą w
ubiegłym stuleciu rozwijał Stuart Mill. Analogia nie jest jednakże oczywista.
Mill brał pod uwagę stan zastoju mając na myśli czas bardzo odległy, podczas
gdy teoretycy stagnacji uważali, że czasy jej już nastąpiły. Mill przypisywał
nadejście stanu zastoju zatamowaniu kapitalizacji, która ze swej strony
związana była z osłabieniem akcji oszczędzania. Teoretycy
stagnacji natomiast przypisują jej powstanie nadmiernemu oszczędzaniu* i
brakowi rynków zbytu. (* Ciekawe, co o tym sądzą współcześni
bezrobotni, „liczący każdy grosz”
emeryci itp. Anonimus). Mill cieszył się z góry z nadejścia stanu zastoju spodziewając się, że wówczas ludzie przestaną
się troszczyć o poprawę bytu materialnego i będą mogli zwrócić się ku daleko
szlachetniejszym przyjemnościom o charakterze intelektualnym, w przeciwieństwie
do tego współcześni wyznawcy teorii stagnacji uważają dojrzałość gospodarki
narodowej szeregu krajów za katastrofę.
Trzeba więc mieć na względzie nie
Milla, ale raczej i nade wszystko lorda Keynesa. (...)
Prawdę mówiąc, stanowisko
najwybitniejszych wyznawców teorii stagnacji wobec kapitalizmu nie zawsze jest
jednakowe. (...)
I.
Streszczenie teorii30 ......... 490
Ekonomiści, którzy liczą się z
groźbą „stagnacji wieloletniej”, przywiązywali znaczenie do bliższego określenia,
co należy rozumieć pod tymi słowami i z jakich powodów doszli do tak
pesymistycznych przewidywań. (...)
II.
Krytyka teorii ......... 495
Teoria dojrzałości poddana została
wkrótce ostrej krytyce w samej Ameryce, a mianowicie przez G. Terborga32.
Od pierwszej chwili, gdy teoria ta stała się znana we Francji, spotkała się tam
ze złym przyjęciem. (...)
III.
Najnowsze poglądy na zagadnienia dojrzałości ekonomicznej .........
498
By wydać właściwy sąd o teorii
dojrzałości ekonomicznej, nie należy się, być może, poddawać względom na te lub
owe zjawiska przejściowe. (...)
§ 3. Dociekania nad stroną techniczną postępu ……… 499
Niektórzy
autorowie ubocznie jedynie rozważali pytanie, czy postęp mógłby trwać stale w
tym samym tempie.
(...)
§ 4. Nadzieje na wzrost niezakłócony ……… 506
Teoretycy
wahań koniunkturalnych prowadzą dociekania nad wzrostem z zupełnie innego
punktu widzenia, niż to przed chwilą
widzieliśmy. Najczęściej wahania te rozważają w powiązaniu ze wzrostem i
główną ich troską jest znalezienie sposobów złagodzenia owych wahań i
zapewnienia wzrostowi charakteru możliwie nieprzerwanego.
(...)
§ 5. Próba klasyfikacji czynników wzrostu ……… 508
Badania
nad wzrostem mają wśród swych ostatnich interpretatorów tendencję do
obejmowania coraz szerszego kręgu zagadnień. Wzrostu nie miesza się już z
podnoszeniem się dochodu ani z akumulacją kapitału59. Wchodzi
natomiast w grę wiele innych elementów.
(...)
Dział
II. Przyszłość kapitalizmu ………
511
Z tej
strony „żelaznej kurtyny” przyszłość kapitalizmu była, podobnie jak i z
przeciwnej, przedmiotem niezliczonych dociekań. Najważniejsze wśród nich to J. Schumpetera: Capitalism, Socialism and Democracy61.
Książka ta, jak mówi autor, jest wynikiem czterdziestu lat rozmyślań. Ma
ona charakter odpowiedzi Karolowi Marksowi, ale nie jest „antymarksistowska”.
Schumpeter podejmuje raz jeszcze kwestie postawione na porządku dziennym przez
Marksa, jeśli daje na nie odpowiedzi odmienne, to nie z chęci polemizowania,
ale przez troskę o prawdę naukową.
Cała książka ma na celu wykazanie,
że „dzisiejsze i przyszłe zdobycze ustroju kapitalistycznego są tego rodzaju,
że pozbawiają podstaw hipotezę jego załamania się pod ciężarem niepowodzeń
gospodarczych i że właśnie jego sukcesy podważają urządzenia społeczne, które
go bronią, przy czym nieuchronnie wytwarzają warunki pozbawiające go zdolności
utrzymania się przy życiu i wyraźnie wskazujące na socjalizm jako na jego
domniemanego spadkobiercę”65.
Książka Schumpetera
składa się z pięciu części: pierwsza stanowi interpretację i krytykę spuścizny
pisarskiej Karola Marksa, którego rozpatruje kolejno jako „proroka”,
„socjologa”, „ekonomistę” i „profesora”. Autor nie ukrywa tu swego głębokiego
podziwu dla wielkiego socjalisty. Pełen jest zachwytu dla Marksa, przede
wszystkim jako twórcy mitu, a nawet „religii”, dającego swym zwolennikom
pewność, że sprawa rewolucji zatriumfuje i nawołującego do działania, nawet
jeżeli sprawa ta opiera się na błędnych przesłankach. Schumpeter wyraża
Marksowi uznanie za to, że opracował myśli (mimo, że sporne) opierające się
niewątpliwie na podłożu klasycznym (ricardowskim),
ale wybitnie wybiegające naprzód poza dorobek klasyczny szkoły angielskiej –
ideę walki klas, ideę ekonomicznego pojmowania dziejów, ideę „eksploatacji”
niezależnej od dobrej czy złej woli ludzi albo od takiej a takiej specyficznej
sytuacji, nieodłączną jednakże od głębokiej logiki tkwiącej w ustroju kapitalistycznym. Jako pionierowi
wypadło Schumpeterowi niejednokrotnie zbijać wiele
spośród mniemanych dowodów świadczących przeciwko Marksowi, a wysuniętych przez
zwolenników czystej tradycji liberalnej. Rozprawia się on, na przykład, z
zarzutem „materializmu”, którym obciążono ekonomiczne pojmowanie dziejów66.
Nie odmawia sobie nawet przyjemności głoszenia tezy, że teoria wartości Marksa
daje się pogodzić z nowszą teorią wartości opartej na użyteczności krańcowej67
(co wydaje się mocno sporne).
Wszelako po tych hołdach Schumpeter
odrzuca zasadnicze punkty myśli Marksa. Odrzuca koniec końców teorię wartości
opartą na pracy68, teorię wartości dodatkowej69,
marksowską teorię państwa70. Krytykując także ekonomiczne pojmowanie
dziejów Schumpeter twierdzi, że instytucje mają najczęściej twarde życie i
wloką swe istnienie o wiele dłużej od „podłoża”, które je zrodziło71.
Odrzuca po namyśle teorię walki klas stawiając Marksowi zarzut, że nigdy nie
określił ściśle, co to jest „klasa społeczna”72. Nade wszystko
Schumpeter zarzuca Marksowi niedostateczną obserwację faktów: przedstawia go
jako pisarza „głęboko uczonego”73, ale o wiedzy nazbyt książkowej.
Ta niedostateczność informacji doprowadziła mistrza socjalistycznego do
zasadniczego błędu: sądził on – mówi Schumpeter – że kapitalizm ma umrzeć od
niepowodzeń albo wskutek kryzysu zbytu, albo wskutek nielogiczności wynikającej
stąd, że „akumulacja” kapitału musi pociągnąć za sobą zwichnięcie równowagi
między sumą bogactw produkowanych a rozmiarami siły nabywczej przekazywanej
robotnikom. Otóż Schumpeter sądzi wprost
przeciwnie, że kapitalizm osiągnie powodzenie, „kryzysy” mogą się wessać;
kapitalizm umrze od tych właśnie sukcesów. Wreszcie Schumpeter uważa za
konieczne wyraźnie oddzielić od siebie dwie tezy – o nieuniknionym upadku
kapitalizmu i o nieuniknionym nadejściu socjalizmu. Przyjęcie pierwszej wcale
nie oznacza, że się wyraża zgodę na słuszność drugiej. „Socjalistyczny porządek rzeczy w żadnym razie nie stanie się
rzeczywistością samoczynnie”74.
Ta krytyka Marksa nie wydaje się nam
jednakże istotą wielkiego dzieła schumpeterowskiego.
Pozostawimy zatem na uboczu pierwszą część tej książki. Nie uważamy również za
wskazane odwoływać się do ostatniej (5-tej) części tyczącej się historii ruchu
socjalistycznego, nie wzbudza bowiem zainteresowania z punktu widzenia teorii –
w tym samym w każdym razie stopniu, co reszta dzieła. Pozostaje więc druga, trzecia i czwarta cześć, które
zasługują na bliższe poznanie. Zadaniem drugiej części jest powiedzieć, dlaczego kapitalizm musi
zniknąć z widowni; trzecia część ma przestrzec przed trudnościami, na jakie
natknąć się musi socjalizm; w czwartej Schumpeter ukazuje jaką koncepcję
demokracji reprezentuje jego własny ideał społeczny.
I.
„Czy kapitalizm może utrzymać się przy życiu? Nie, nie myślę, żeby to było możliwe”75.
Ta brzmią pierwsze słowa Schumpetera, postawione na czołowym miejscu drugiej części
jego książki. Ale cóż jego zdaniem grozi kapitalizmowi?
Przede wszystkim, co rozumie
Schumpeter przez „kapitalizm”. Według niego kapitalizm jest ustrojem z natury
rzeczy dynamicznym, nacechowanym akcją wielkich przedsiębiorców nieustannie
wprowadzających w życie innowacje w celu zapewnienia sobie zysków. Z pewnością
kapitalizm opiera się na określonych instytucjach – na własności prywatnej i
swobodzie zawierania umów, na jednej sile napędowej – pogoni za zyskiem, na
istnieniu klasy panującej, burżuazji zajętej nieustannym gromadzeniem
oszczędności i tworzeniem instytucji kredytowych. Ale to są zaledwie warunki
funkcjonowania kapitalizmu, i to nie najważniejsze. Istotą rzeczy jest
nieustanna twórcza działalność wielkich przedsiębiorców prywatnych w pogoni za
zyskiem. To właśnie odróżnia ustrój kapitalistyczny od przedkapitalistycznych formacji
ekonomicznych (w których nie istnieli wielcy twórcy nowych kombinacji) i od
gospodarki socjalistycznej (w której nie istnieliby oni jako niezależni
przedsiębiorcy dążący do zysku).
Otóż Schumpeter rozpływa się w
pochwałach nad wspaniałymi zdobyczami tego systemu gospodarki, dynamicznego z
samej swej istoty. (...)
Co zagraża więc przyszłości kapitalizmu?
Schumpeter oświadcza się tutaj
przeciwko trzem popularnym tezom współczesnym i nie obawia się, by
kapitalizmowi mógł zaszkodzić czy to wzrost dobrowolnych ograniczeń produkcji,
czy wzrost tendencji monopolistycznych, czy wreszcie „dojrzałość” ekonomiczna.
(...)
Schumpeter, oczyściwszy w ten sposób
kapitalizm z grzechów, które mu się najczęściej zarzuca, tj. tendencji
monopolistycznych i „dojrzałości”, wskazuje, jakie ma powody do mniemania, że
nastąpi upadek kapitalizmu. Jeżeli
kapitalizm ma zginąć, sądzi, to właśnie z powodu swych sukcesów. W
rzeczywistości doprowadzają one powoli do unicestwienia instytucji, jako też
sposobu myślenia, stanowiących naturalne ramy jego rozwoju i uzasadnienie jego
istnienia93. Kapitalizm jako
całość opiera się zdaniem Schumpetera na procesie
„niszczenia twórczego” w tym znaczeniu, że innowacje, do których przystępują
przedsiębiorcy, zmierzają nieprzerwanie do usuwania poza nawias przestarzałych
sposobów produkcji oraz „urządzeń”. Proces ten „nieustannie rewolucjonizuje od
wewnątrz strukturę gospodarki narodowej, nieustannie niszczy dawną strukturę i
nieustannie tworzy nową”94.
Tym sposobem pojawia się nowa forma konkurencji, mało zbadana, bardzo
jednak ważna, „konkurencja, która dysponuje zdecydowaną przewagą w zakresie
kosztów i jakości wyrobu i która uderza istniejące przedsiębiorstwa nie w ich
krańcowe pozycje zysku i produkcji, ale wprost w podstawę, w rdzeń ich
egzystencji95, krótko mówiąc konkurencja, która wywołuje już nie
zniżkę cen, ale wyrzucenie poza nawias przedsiębiorstw słabych i źle
wyposażonych technicznie.
Najgroźniejsze jest to, że w miarę
utwierdzania się postępu materialnego jesteśmy świadkami „zmierzchu funkcji
przedsiębiorcy”. Nie są to już niezależni i pełni rozmachu szefowie
wprowadzający w życie innowacje w pogoni za zyskiem; są to sztabowcy stojący na
czele starych już przedsiębiorstw, słuchający nakazów otrzymywanych z
góry: „Postęp techniczny staje się w
coraz większym stopniu sprawą wyszkolonych zespołów specjalistów, którzy dają
to, czego się od nich wymaga...
Przedsiębiorca jako osobowość niezależna jest zjawiskiem schyłkowym;
ustępuje miejsca biurom, takie jakie miałyby istnieć w dobrze zorganizowanym
ustroju socjalistycznym. Stąd przejście do socjalizmu przygotowuje się na
naszych oczach. „Prawdziwymi pionierami
socjalizmu – mówi Schumpeter97 – nie byli intelektualiści ani
agitatorzy, którzy głosili tę doktrynę, ale Vanderbiltowie, Carnegiowie
i Rockefellerzy”. Czy to nie oni powierzyli
administracji pieczę nad doprowadzeniem do skutku innowacji, jakby to się
działo w ustroju socjalistycznym?
Równocześnie odbywa się niszczenie
warstw popierających kapitalizm, to znaczy, że burżuazja przestaje panować nad
spółkami akcyjnymi; traci coraz bardziej wiarę w swoją misję, zaczyna wątpić w
swoje dobre prawo, w słuszność pobudek wyznaczających kierunek działania.
Niekiedy, zaspokoiwszy do syta swe potrzeby, niedołężnieje, zatraca skłonność
do ryzyka; troszczy się bardziej o ratowanie swych ostatnich przywilejów niż o
zdobywanie nowych dziedzin.
Z drugiej strony „rozwój kapitalizmu poza obrębem wielkich
jednostek uderza we własne zręby instytucjonalne”100, tj. prowadzi
do stopniowego zaniku własności i swobody zawierania umów. W spółce akcyjnej
widzimy, jak w naszych czasach ginie sylwetka właściciela, a wraz z nią
„pańskie oko”. Pozostają tylko płatni dyrektorowie oraz akcjonariusze; pierwsi
mają urzędniczy sposób myślenia; ostatni uważają się często za poszkodowanych i
zajmują wrogie stanowisko wobec spółek, których są członkami.
Otóż wszystko to dzieje się w
czasie, gdy w masach rosną wrogie uczucia wobec uprzywilejowanych
przedstawicieli kapitału i wobec skali wartości przyjętej przez moralność
burżuazyjną. (...)
Koniec końców prowadzi to do
„dekompozycji” całego systemu... (...)
II. Ale czy socjalizm jest zdolny do życia? Oto drugie pytanie, które stawia sobie
Schumpeter. I w tejże chwili odpowiada na nie twierdząco: tak, socjalizm może
funkcjonować105. Pozostaje do ustalenia jak.
Schumpeter zaczyna od definicji:
„Mianem społeczeństwa socjalistycznego – powiada106 – nazwiemy taki
model instytucjonalny, w którym dysponowanie środkami produkcji i samą
produkcją należy do władzy centralnej – lub, jeśli kto woli – w którym sprawy
gospodarcze społeczeństwa należą z zasady do sfery publicznej, a nie
prywatnej”. Wyklucza to kooperatywizm, socjalizm
gildyjny, recepty tchnące ekskluzywizmem robotniczym lub syndykalizmem, jak
„kopalnia dla górników, koleje żelazne dla kolejarzy”. Dla Schumpetera nie
ma socjalizmu, jeżeli nie istnieje kierownictwo działalnością gospodarczą przez
tego przedstawiciela zbiorowości, jakim jest państwo, i jeżeli odpowiedzialność
za równowagę gospodarczą nie ciąży na państwie. Socjalizm może jednak nie
odstępując od swoich zasad dopuścić pewną samodzielność jednostek wytwórczych.
Ale ani bezwzględna równość, ani demokracja nie należą do istoty socjalizmu.
Może on być równościowy, albo nim nie być; tak samo może być demokratyczny albo
autokratyczny. (...)
(...)
Na zakończenie tych rozważań nasuwa się nieodparcie jedna
kwestia: dlaczego Schumpeter nie zgłosił swego przystąpienia do obozu
socjalistycznego? Jak, w przeciwieństwie do tego, w swych ostatnich
wystąpieniach publicznych123 mógł powiedzieć: „Ja bynajmniej nie
zalecam socjalizmu. Nie prorokuję, ani nie przepowiadam jego nadejścia?” Jak
pogodzić to stanowisko z takim zaufaniem do wartości socjalistycznych? Chodzi o
to, że wielki socjolog, jakim był Schumpeter, zbyt gruntownie stwierdził dzięki
swym studiom nad historią, jak wielka różnica może zachodzić między pewnym systemem logicznie
wyłożonym przez pisarza a wprowadzeniem w życie tegoż systemu przez ludzi w
pewnych określonych warunkach historycznych. (...)
(...)
(...) Bieg myśli Schumpetera
można by, jak się zdaje, podsumować w następujący sposób:
1. Wierzy on, podobnie jak Marks, ale z
innych względów (odwołując się mniej do techniki i do ekonomiki, a bardziej do
psychologii grup społecznych) w przyjście socjalizmu.
2. Sądzi, że socjalizm scentralizowany,
jednocześnie jednak zapożyczający niektóre prawidła funkcjonalne od gospodarki
rynkowej, mógłby wykazać się większą sprawnością gospodarczą niż dzisiejszy
kapitalizm spętany.
3. Nie jest wszakże socjalistą, ponieważ
obawia się trudności wynikających z przedwczesnego wprowadzenia socjalizmu i
lęka się, by rządy socjalistyczne z chwilą dojścia do władzy nie poświęciły
tendencjom demagogicznym racjonalności teoretycznego programu socjalizmu lub
pewnych naturalnych praw jednostki ludzkiej.
Książka Schumpetera
znalazła szeroki oddźwięk. Zapewne, nie zachwiała w Ameryce126
przekonaniami pochodzącymi od tamtejszych konformistów, zwolenników liberalizmu
nieprzejednanego. Badacze zagadnień krótkofalowych orzekli, że praca jego
należy raczej do dziedziny socjologii niż ekonomii politycznej w ścisłym
znaczeniu. Nie wydaje się również, by ze
strony radzieckiej oceniono tę aprobatę abstrakcyjnej nieco formuły
socjalizacji. Ale w Europie zachodniej książka ta była czytana i stała się
przedmiotem rozważań; i ci nawet, którzy nie zgodzili się ze sposobem myślenia
autora, zdobyli się co najmniej na uznanie dla jego wielkiej kultury, subtelności
i ścisłości rozumowania.
Kwestia przyszłości kapitalizmu
powołała do życia dużo publikacji. Nie wszystkie spośród nich127
mają jednakową wartość, niektóre jednak zasługują, by o nich wspomnieć, czy to
z uwagi na swą istotną wartość, czy też z powodu powodzenia, jakie
osiągnęły.
Książka Jamesa Burnhama
The managerial Revolution128 jest nie tyle pracą ekonomiczną, co bardzo
żywym pamfletem, który potrafił znaleźć oddźwięk w szerokich kołach czytelników. Zdaniem Burnhama punkt szczytowy kapitalizmu należy już do
przeszłości. (...) W obliczu
skomplikowania się technicznego i finansowego sfery wielkich interesów
społecznych, nie mają wglądu w nie i niczym nie kierują. Zasłużyli zresztą na
to: nie mają już zmysłu „pionierskiego”; myślą tylko o rentowności danego
przedsiębiorstwa, mają mentalność rentierów i trutni.
Burnham
jest jednak zajadłym antymarksistą i cała jego książka zmierza do wykazania, że
istniejąca sytuacja musi znaleźć inne
wyjście niż socjalizm. Świat współczesny odbywa jego zdaniem ewolucję ku
stanowi, którego cechą jest coraz dobitniej rysujący się racjonalizm i
dominująca pozycja techników. Zaczęła się „era organizatorów”.
Będzie się rozwijała. Gospodarka
narodowa każdego kraju w coraz większym stopniu będzie podlegała planom
ułożonym przez państwo, ale poza państwem kryją się wielcy dyrygenci sfery interesów130. Organizatorowie ci odgrywają rolę tak
poważną, że kpią sobie nawet i z granic państwowych, tak że powstają dążenia do
czegoś w rodzaju międzynarodowych planów gospodarczych.
Na gruncie francuskim szczególnie
interesującą repliką na książkę Schumpetera zdaje się
być mały tomik, który wyszedł spod pióra François Perroux: Le capitalisme133. (...)
(...)
Te wywody na temat losów kapitalizmu
czerpią swoją siłę stąd, że nie są jego obroną: w płaszczyźnie moralnej François Perroux jest istotnie daleki od
podziwu dla kapitalizmu. Końcowe jego słowa mówią, że „nie ma cywilizacji
kapitalistycznej”146 i że cywilizacja, jakkolwiek liczy na kapitalizm
w dążeniu do rozwoju materialnego, musi niezależnie od jego zdobyczy, zapewnić
prowadzenie walki z nędzą, z mieszkaniem po norach i z upokorzeniem
człowieka. „Ci, którzy określają sobie
te cele elementarne, unikają niekonsekwentnego mówienia o kapitalizmie. Nic
spośród ogromnych dobrodziejstw, które – mimo jego krzywd i zbrodni – przyniósł
światu, nie powinno być utracone. Kapitalizm nie wyczerpał swej płodności,
jeżeli tylko, rozumiejąc prawa jego rozwoju i nad nim panując, będziemy umieli
stosować przy jego prześciganiu zmysł innowacji, który zapewnił mu wzrost”147.
„Prześcignąć” kapitalizm, czyż nie jest to koniec końców
przedmiot nadziei, z którym czują się dziś związani wszyscy ludzie dobrej
woli? Pozostaje stwierdzić, jakie mogą
być najlepsze drogi pozwalające na jego prześcignięcie.
Dział
III. Reformy strukturalne ………
531
Od r.
1919 mówiło się, w Europie zwłaszcza, o „reformach strukturalnych”: nasamprzód
pod koniec pierwszej wojny światowej, następnie po spustoszeniach dokonanych
przez „wielką depresję” (kryzys „strukturalny”, jak niektórzy mówili, a nie
zwykłą depresję cykliczną), wreszcie w okresie „nacjonalizacji”, który nastąpił
po 1945 roku. Z pewnością wnioski w tym kierunku, wysuwane w poszczególnych
krajach, różniły się między sobą: we Francji chodziło przede wszystkim o
upaństwowienie przedsiębiorstw i o kontrolę robotniczą nad kierownictwem
przedsiębiorstw, w Anglii o upaństwowienie, o powrót do protekcjonizmu i o
wtórny podział dochodu narodowego przez budżet, w Ameryce o kontrolę nad
kredytem i o zastępowanie środków wyrównujących wahania produkcji. Wszystkie te
żądania miały pewną cechę wspólną: pod mianem „reform strukturalnych” rozumiano
przede wszystkim reformy dotyczące sposobu funkcjonowania przedsiębiorstwa148
lub ram, w których ono działa.
Pod tym kątem widzenia można się
pokusić o rozróżnienie trzech zasadniczych stanowisk doktrynalnych: stanowiska
liberałów, socjalistów i zwolenników gospodarki kierowanej. Niestety to ostanie
miano jest pokrywką dla poglądów mocno rozbieżnych; jest to niby burzliwa
rzeka, do której wpadają różnorakie dopływy. Znajdują tu ujście i postulaty
niektórych przedstawicieli zarówno odrodzonego liberalizmu, jak i umiarkowanego
socjalizmu. W istocie nie trudno byłoby dziś odnaleźć dwa prądy liberalne,
jeden tradycyjny, trzymający się „lesseferyzmu” i zasadniczo nieprzychylny
reformom strukturalnym oraz drugi, bardziej podległy wpływowi Keynesa i
dopuszczający bez zastrzeżeń niektóre z tych reform. Można też mówić o dwóch
stanowiskach socjalistycznych: jedno z nich dopuszcza myśl, że w ustroju
socjalistycznym gra podaży i popytu może zachować wpływ przeważający, i drugie,
które myśl tę odrzuca. Między liberałami dopuszczającymi pewne reformy
strukturalne a socjalistami zgadzającymi się na częściowe zachowanie rynku
można pod wieloma względami odnaleźć
więcej podobieństwa niż między dwoma kierunkami wśród socjalistów.
Zwolennicy gospodarki kierowanej to rzeka powstała z dwóch prądów dośrodkowych.
Nie uważamy za potrzebne rozważać z osobna dwóch dopływów, które ją tworzą.
Wręcz przeciwnie, po rozpatrzeniu
się w aktualnym stanie doktryn liberalnych i socjalistycznych powinniśmy
niewątpliwie zbadać, jakie losy spotkały myśl związaną z pojęciem „dobrobytu”,
w której z pewnych stron chciano widzieć sposób pogodzenia różnych doktryn
społecznych.
§ 1. Reformy strukturalne uznawane przez
liberalizm149 ………
532
Już
przed Keynesem liberalizm uległ przeobrażeniu. Jako mniej optymistyczny niż w
XIX wieku nie rościł sobie pretensji do tego, by „lesseferyzm” miał być jedynym
poważnym środkiem, jaki można przeciwstawić brakowi równowagi gospodarczej lub
niesprawiedliwości społecznej. Z pewnością, niektórzy z jego zwolenników
głosili (i głoszą dalej) poglądy bliskie „lesseferyzmowi”,
ale ci byli uważani za elementy skrajne. Większość pozostałych ograniczała się
do powoływania się na trudności, jakie napotyka gospodarka kierowana, i na jej
nieporadność lub do utrzymywania, że wolność sprzyja aktywności elit albo że
pobudza inicjatywę, od której zależy postęp. Twierdzili przede wszystkim, że
„lesseferyzmu” nie można porzucić bez niedopuszczalnych ofiar ze swobody
jednostki ludzkiej. Nie domagali się już „lesseferyzmu” bezwzględnego, ale
przywrócenia gospodarki rynkowej jako jedynego, ich zdaniem, środka zachowania
tego, co pozostało z konkurencji w dzisiejszych stosunkach. Godzili się na
pewnego rodzaju interwencje ze strony państwa mające na względzie powrót do
gospodarki rynkowej, interwencje zmierzające do przywrócenia konkurencji lub do
obrony swobody małych jednostek gospodarujących przed akcją zorganizowanych
grup. Liberalizm przekształcił się w indywidualizm lub w „konkurencjonizm”150.
Takie same tendencje rozwijały się
dalej po Keynesie: za dopuszczalne
uważano interwencje zmierzające do zapewnienia poszanowania jednostki ludzkiej
lub dobrego funkcjonowania rynków. Jednakże w łonie liberalizmu tak
przeobrażonego pojawiły się dwa wielkie prądy: 1) niektórzy autorowie sądzą
dotąd, że „lesseferyzm” jest podstawą kształtowania się równowagi, a co za tym
idzie, dopuszczają jedynie minimalną liczbę wypadków odstępstwa od zasady151; inni wręcz przeciwnie, dopuszczają większy
zakres interwencji, a nawet sądzą, że gospodarka rynkowa mogłaby być
przywrócona po przeprowadzeniu poważnych reform strukturalnych.
1.
Pierwsza grupa152 wydaje nam się mniej liczna, przynajmniej
wśród intelektualistów. Świetnie reprezentuje ją Hazlitt
w swych Economics in one lesson153. Książka ta wyraża przede wszystkim głęboką
wiarę amerykańskich środowisk interesu w zalety wolnej konkurencji i stanowi
pracę propagandową obliczoną na Europę Zachodnią. (...)
Autorem jednak, którego wystąpienie
w charakterze rzecznika liberalizmu bez nadmiernej ilości reform
strukturalnych, znalazło szczególny oddźwięk w świecie, był F. von Hayek. Książka jego The road to serfdom167 miała wielkie powodzenie we
wszystkich państwach Europy Zachodniej. Książka ta może uchodzić za próbkę
sposobu myślenia bardzo jeszcze rozpowszechnionego i zasługuje na bardziej
szczegółowe potraktowanie niż prace innych autorów liberalnych.
W książce tej F. von Hayek zaczyna od przedstawienia licznych iluzji socjalizmu
(nie tylko komunizmu, ale również wszelkich postaci socjalizmu demokratycznego,
a nawet zwykłej doktryny gospodarki kierowanej). Głównym źródłem błędów
popełnianych przez socjalistów – mówi – jest chęć zmiany znaczenia słowa:
wolność, chęć nazywania wolnością możliwości nieodczuwania przez kogokolwiek
jarzma nędzy i głodu. Na tym polega zniekształcenie tego słowa, które staje się
wyrazem „bardzo dawnego wymagania równości podziału bogactw pod inną nazwą168. Jest to obietnica, której socjalizm nie może dotrzymać. Do tego złudzenia
dochodzą inne: nie jest prawdą, że nadejście ery planowania jest „nieuniknione”
(konkurencja może się utrzymywać, wielkie quasi-monopole są dziś tworzone i
podtrzymywane przez państwo). Błędem jest myśleć, że demokratyczna forma
państwa mogłaby ocalić wolność osobistą, gdyby rozwinął się etatyzm. To, co o
tym sądzi F. Hayek, jest wszystko wybitnie sporne.
Ale otóż i osnowa jego wywodów:
Przechodząc do ofensywy Hayek (patrz zwłaszcza rozdział 6) usiłuje wykazać, że
każdy system gospodarczy polegający na kontroli prowadzi do totalizmu i do
składania mu bez reszty w ofierze wolności osobistej. Człowiek nie ma w tych
warunkach prawa wyboru zajęcia i, co gorsza, warunki te pozbawiają go stopniowo
wolności wyboru swych przedmiotów spożycia, państwo bowiem, nie licząc się z
mechanizmem cen, ustawowo zakazuje mu ubiegania o zaspokojenie pewnych potrzeb
i w przeciwieństwie do tego sztucznie, za pomocą przesadnej propagandy powołuje
doi życia inne. Od chwili, gdy ustali się system przymusu, spotęguje się walka
o władzę. Stąd też nowe konflikty między grupami i klasami społecznymi.
Z drugiej strony przywileje, których może dostarczyć
gospodarka kierowana, dają przewagę klasom liczniejszym i mniej zdolnym do
wykazania inicjatywy lub do bezinteresowności: ofiarą padają elity. Masy mają
kult dla jednostek, oddają się też im duszą i ciałem, a ponieważ wyznają „kult
władzy”, kończy się na tym, że powierzają im władzę absolutną. Tylko elity
mogłyby się oprzeć takiemu marszowi ku dyktaturze, ale w ustroju
socjalistycznym elity zostałyby zniszczone.
Wreszcie i przede wszystkim ustrój
taki prowadziłby do zniszczenia wolności myśli. Bo istotnie, gdyby został
ułożony plan gospodarczy lub gdyby została sztucznie ustalona skala wartości
dla różnych potrzeb i różnych dóbr, trzeba doprowadzić do ich przyjęcia. Jest
to sprawa trudna...
Trzeba więc zorganizować wielką
propagandę... Nieuniknionym jest, że
propaganda staje się coraz bardziej tyranią.
Książka ta, jak to nietrudno
zauważyć, napisana została pod wpływem nienawiści do ustroju hitlerowskiego i
do wszelkich ustrojów totalnych. Podstawą jej jest myśl, że wyrzeczenie się
wolności ekonomicznej prowadzi do totalizmu, bo wolność jest „niepodzielna”.
Czy Hayek
ma do zaofiarowania drogę ocalenia? Jego wniosek ostateczny w tym względzie
jest raczej niepocieszający. „Nie chcemy ani nie możemy... wrócić do wieku XIX,
ale mamy możność urzeczywistnić jego ideał, który nie jest do pogardzenia”. Ale
jak? Hayek
wzbrania się to powiedzieć, utrzymując, że nie jest w stanie nakreślić programu
postępu społecznego. Nie jest jednakże po prostu zwolennikiem powrotu „lesseferyzmu”170. Chce uniknąć
gospodarki kierowanej systemem polegającym na „ujęciu konkurencji w racjonalne
ramy”. Chciałby też wiedzieć, na czym polegać ma to „ujęcie w ramy”, czy nie
zachodzi możliwość zastosowania takich
lub owakich, niezbyt liberalnych środków kontroli. Ustępy książki dotyczące
tego zagadnienia świadczą jednak o wahaniu autora, który nie wie, jak się do
niego ustosunkować.
Inni zwrócili uwagę na to, że chcąc
bronić liberalizmu Hayek zszedł z terenu
ekonomicznego, na którym trzeba myśleć o osiągnięciu równowagi, o unikaniu
nierówności, o zapewnieniu gospodarce ekspansji, terenu, który przecie jest mu
bardzo dobrze znany. Czyżby obrona wolności wydawała mu się łatwiejsza na
socjologicznym terenie niepodzielności swobody jednostki ludzkiej? Ale nawet i
tutaj przeciwnicy mają piękną okazję do
odpowiedzi, że liberalizm zawsze zapewniał tylko czysto formalną wolność, z
której korzystali tylko silni, i że w „sytuacji
nierównych sytuacji” – używając słów Lacordaire’a
– narzędziem ucisku jest wolność, a tym, co daje nań przyzwolenie –
prawo...
W gruncie rzeczy wymienieni przed
chwilą autorowie nie wniknęli w istotę rozumowania zwolenników gospodarki
kierowanej oraz keynesistów albo je rozmyślnie odrzucili; są to ci, którzy –
używając wyrażenia Samuelsona – nie zostali dotknięci
epidemią keynesowską.
2. Istnieją,
w przeciwieństwie do tego, liberałowie, których ta epidemia dotknęła, i co za
tym idzie, są oni rzecznikami śmiałych reform. Jedni, jakkolwiek odrzucili
stanowisko Keynesa, uznali jednak pewne interwencje za pożądane; inni zgadzają
się na rozumowanie Keynesa i sądzą, że niektóre reformy, których potrzebę głosi
Ogólna teoria, są potrzebne choćby z punktu widzenia przywrócenia gospodarki
rynkowej.
Do pierwszej grupy należy autor,
który jakkolwiek zna Keynesa, to jednak w najmniejszym nie poddał się jego
wpływowi, a mianowicie Jaques Rueff.
Myśl, że w systemie liberalnym równowaga jest zapewniona stale i automatycznie,
nie jest zapewne najważniejszym punktem jego Ordre
Social171. Posługuje się nią tu
autor jedynie a contrario, w przeciwieństwie do
omawianego przezeń braku równowagi, do którego prowadzi porzucenie sytuacji
wolnorynkowej i ustalanie cen przez administrację. Punktu centralnego nie
stanowi też krytyka socjalizmu a la Schumpeter, tj. takiego, którego cechą
podstawową jest planowanie gospodarki. Stanowi go natomiast krytyka praktyk,
które czerpią natchnienie w socjalizmie i występują na zachodzie od czasu wielkiej
depresji i podczas dwóch wojen światowych, a polegają na kontroli cen
niektórych towarów. Zdaniem Rueffa, ilekroć państwo
zastępuje ceny wynikające z wolnej gry podaży i popytu cenami dowolnie przez
się ustalonymi, wystawia tym, których chciałoby chronić, weksel na
społeczeństwo. Producentom zboża, którym daje rękojmię uzyskania pewnego
minimum cen, udziela tym samym zobowiązania i pokryciem jego kosztów z wartości
sprzedażnej innych towarów obciąża społeczeństwo. To samo dzieje się, jeżeli
państwo uświęca zasadę minimalnej ceny
pracy. Niestety społeczeństwo tak obciążone nie jest zdolne do płacenia
narzuconych mu zobowiązań; inne towary, które powinno ono dostarczyć w zamian za siłę nabywczą w ten sposób
wytworzoną, istnieją w wielkości niedostatecznej ze względu na sztucznie
ustanowiony stosunek wymienny między nimi a siłą nabywczą; zobowiązanie to jest więc zobowiązaniem
„fikcyjnym” i prawo udzielone jej posiadaczowi „prawem fikcyjnym”172. Skutkiem takiej polityki jest spadek wartości
pieniądza, który staje się głównym „kanałem zbiorczym wszystkich zobowiązań
fikcyjnych”. Koniec końców owe fikcyjne prawa znajdują wyraz w takim wzroście
popytu, że przestają znajdować odpowiednik w podaży i ceny podnoszą się. A jeżeli władza zakaże oficjalnie podnoszenia cen, towary
znikają z rynków kontrolowanych; stąd zwichnięcie równowagi potęguje się. I
autor wyciąga wniosek ostateczny: nie twórzcie przez kontrolę rynku praw
fikcyjnych, praw złudnych. „Bądźcie liberałami albo socjalistami, ale nie bądźcie
kłamcami”173.
W tych rozważaniach nie trudno
poznać myśli bardzo podobnej do tych, które autor rozwijał już poprzednio w
swych artykułach na temat ubezpieczenia od bezrobocia. Można je streścić w
następujący sposób: wszelkie ustalanie cen maksymalnych pociąga za sobą zanik
sprzedaży. Wszelkie ustalanie cen minimalnych usuwa z rynku popyt. Wszelka
zatem interwencja na rynku pociąga za sobą zwichnięcie równowagi w tym samym
kierunku, ale silniejsze niż to, które miała naprawić.
Wszystko to nie mieści w sobie
jeszcze formalnego potępienia wszelkiej interwencji ze strony państwa. Można by
się zapytać, jak Jacques Rueff rozumie, że można być
„socjalistą” nie będąc „kłamcą”, i jaki rodzaj socjalizmu mógłby mu się wydać
mniej potępienia godnym niż kontrola cen niektórych towarów: czy pragnie
wtórnego podziału dochodu narodowego za pomocą budżetu, czy planowania do
pewnego stopnia we wszystkich okolicznościach? Jego Ordre social nie daje wyraźnej
odpowiedzi na te pytania, ale w innych pracach Rueff
udziela na nie tych lub owych odpowiedzi fragmentarycznych...
Należy od do tych, którzy uważają,
że nie oddziałując bezpośrednio na
poziom cen, można oddziaływać na czynniki, które go kształtują (tj. na podażą i
popyt). W każdym razie jasno podkreśla, że jeżeli według niego dziedzina
produkcji i wymiany powinna być wolna, to możliwe są, a nawet konieczne
interwencje w dziedzinie podziału dochodu narodowego. Rzecz prosta, nie o
wszystkie kategorie dochodów mu chodzi.
Na przykład przeciwny jest wszelkim środkom zmierzającym do sztucznego
podnoszenia pewnych wynagrodzeń , których podstawą jest cena czynnika
produkcji, na przykład pracy: wydaje mu się to sprzeczne z zasadami gospodarki
rynkowej. Uznaje jednak pewne subwencje dla osób mających małe dochody, jako też
środki podatkowe zmierzające do ograniczenia wysokości dochodów uzyskiwanych i
wykorzystywanych, które wydają mu się bezzasadnie wygórowane.
Stanowisko liberalizmu angielskiego
jest w chwili obecnej zupełnie inne. W Anglii panuje pogląd, że można być
równocześnie liberałem i keynesistą (czyż Keynes nie
uważał się uparcie za liberała?), a także iż w rzeczywistości nigdy nie było
żadnej „rewolucji keynesowskiej”175; przeto umysłowości
klasycystyczne i liberalne mogą doskonale godzić kwintesencję tego, co wniósł
do nauki Keynes, z całokształtem swych dawniejszych poglądów. Wyraz tej
tendencji znaleźć można przede wszystkim w dziełach Jamesa F. Meade’a, Lionela Robbinsa, Roya
F. Harroda, a przede wszystkim Williama Beveridge’a.
James E. Meade
był jednym z pierwszych, którzy wyrazili aprobatę dla myśli rzuconych przez
Keynesa. (...)
R. F. Harrod179 zgadza
się również na niektóre rodzaje interwencji, byle tylko miały na celu pewne
złagodzenie wahań produkcji. Wobec tego, że gospodarka kapitalistyczna polega
zawsze na przeplataniu się okresów pomyślności i zastoju, trzeba walczyć z tymi
wahaniami za pomocą interwencji wyrównawczych. (...)
Sir William Beveridge190 jest
liberałem, który zdecydowanie przyjął poglądy Keynesa na temat regulacji zagadnień zatrudnienia.
(...)
Sir William Beveridge
kładł w szczególności nacisk na poprawę metod finansowania wydatków publicznych
mających na celu doprowadzenie do stanu pełnego zatrudnienia. (...)
Co więcej, chcąc uniknąć tendencji
przerzucania ciężarów bezrobocia z jednego kraju do drugiego, które mogłyby
przejawiać niektóre państwa, Beveridge uważa za
wskazaną całkowitą kontrolę nad handlem zagranicznym, stanowiącą wstęp do
międzynarodowej organizacji wymiany towarowej.
Jak z tego widać Sir W. Beveridge doszedł do tego, że uznał za słuszne większą
część postulatów Labour Party. Uważał jednak, że
wszystko to da się pogodzić z ideałami liberalizmu. (...)
Razem wziąwszy, na powojennym
liberalizmie angielskim znać rozczarowanie i gotowość przeobrażenia się.
Rozczarowanie, brak bowiem wiary w to, by „lesseferyzm” zdolny był do
rozwiązania wszystkich zagadnień współczesnych, ani żeby mechanizm cen mógł
automatycznie dopasować do siebie podaż i popyt globalny. Gotowość przeobrażenia
się, bo uważa za dopuszczalne głębokie reformy strukturalne i pewne typy
interwencji.
We Francji, jak to widzieliśmy wyżej
liberalizm pozostawał na stanowisku przeciwnym poglądom Keynesa. Można jednak
wskazać autora, na którego wywarł on wpływ. Jest to Maurice Allais192.
Niewątpliwie ocenia on bardzo surowo
doktrynę systematycznego kierowania gospodarką, zastosowanie jej pociąga bowiem
za sobą nadmierny rozwój funkcji publicznych, szerzenie się maltuzjanizmu
ekonomicznego i marnotrawstwa. Allais wierzy przede
wszystkim w to, że wolność ekonomiczna związana jest ściśle z wolnością
człowieka i że aby jej bronić, trzeba pozostać wiernym gospodarce rynkowej.
Wzbrania się jednak wierzyć w zalety czystego „lesseferyzmu” i zapewnia, że
wolność ekonomiczna nie może się z nią utożsamiać. Uważa, że konkurencja daje
się pogodzić z istnieniem planu produkcji ułożonego przez władze, podczas gdy
„lesseferyzm” może prowadzić do monopolu: „Pozwalając wolności ekonomicznej
przerodzić się, w braku jakiejkolwiek reglamentacji ekonomicznej, w monopole, w
kartele... liberałowie doprowadzili życie gospodarcze do najdalej idącego
nieładu”195. Wreszcie, jakkolwiek ma zaufanie do gospodarki
rynkowej, że zapewni równowagę ekonomiczną, wie dobrze, iż w gospodarce w
stanie chaosu mechanizm cen nie może wystarczyć do zapewnienia rozwoju
produkcji.
Wypowiada się więc za reformami
strukturalnymi – i co jest współczesnym pragnieniem wszystkich wielkich
liberałów współczesnych – uważa za pożądaną akcję państwa zmierzającą do
przywrócenia konkurencji zagrożonej przez nadużycia wielkich monopolistów
prywatnych: „Zasadniczym warunkiem panowania wolności ekonomicznej jest
wszechpotęga władzy państwowej, która jedynie zdolna jest w interesie ogólnym
ująć w karby monopole i kartele”. Z drugiej strony wypowiada się za
„planowaniem konkurencyjnym”, pociągającym za sobą scentralizowane układanie
planu produkcji, ale wykonywanie tego planu przez przedsiębiorstwa konkurujące
i bez kontroli cen. Wreszcie uważając, że wybitnie nierównomierny system
podziału jest przeszkodą do podniesienia dochodu narodowego i mając na
względzie potrzebę skorygowania tego
podziału, wypowiedział się za całym szeregiem środków, jak przykręcenie śruby
podatkowej, uniemożliwienie powstawania rent rzadkości, a nawet zniesienie
prywatnej własności ziemi196(? Anonimus), ponieważ środek ten wydaje mu się jedynym,
jaki mógłby zapewnić powodzenie polityki niskiej stopy procentowej197,
którą uważa za szczególnie pożądaną.
Ostatni głos, który ma poważny oddźwięk,
szczególnie godny zanotowania, należy do John Maurice Clarca.
Nie jest to jednak głos liberała w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Bez
wątpienia wypowiada się on zawsze jako
obrońca jednostki ludzkiej i demokracji. John Maurice Clarc
jest jednak synem człowieka, który jak to widzieliśmy, twierdził, że woli
socjalizm od monopolu prywatnego; on sam nigdy nie wierzył w cnoty
„lesseferyzmu”; od dawna uznawał za pożądaną kontrolę społeczną nad sferą
wielkich interesów oraz interwencje państwa w okresie kryzysu działające jako
regulatory w pewnych punktach strategicznych198.
Nowe jego książki199,
które stanowią z reguły jedynie teksty przejrzane popularnych odczytów, są
jednak wspaniałym dowodem subtelności umysłu i stałości przekonań. Pozwoliły mu
one bliżej określić swe stanowisko osobiste wobec zagadnień współczesnych i
wobec najważniejszych dzieł ostatnich lat, jakie wyszły spod pióra E. Chamberlina, lorda Keynesa, J. Schumpetera
i Hayeka.
J. M. Clarc
uznał za stosowne wypowiedzieć się na temat rozwoju monopoli i zmierzchu
konkurencji. Z pewnością nie przedstawił wyczerpującego ani metodycznego planu
działania. Ale postulaty jego na ten temat tkwią implicite w sformułowanym
przezeń ideale. Podstawę jego twierdzenia stanowi teza, że społeczeństwo
współczesne ma potrzeby, których nie można zaspokoić w sytuacji, gdy panuje
zasada „laissez-faire”. Duch konkurencji i upodobanie
do ryzyka słabnie: każdy przystępuje do jakichś i wymaga, żeby chroniły go od
ryzyka zamiast szukać walki z „rywalami” i stawić im czoło. Co się tyczy owych
ugrupowań, to te, wręcz przeciwnie, zamiast stanowić „fragmenty zorganizowanego
społeczeństwa”, są grupami monopolistycznymi w walce jednych przeciwko drugim,
nie mają poczucia interesu ogólnego. (...)
Po swych rozważaniach na temat
wolności, tak różnych treścią od tego, co głosił liberalizm
dziewiętnastowieczny, J. M. Clarc stawia sobie
pytanie, jak sprawić, żeby w gospodarce opartej na grupach panował porządek
zgodny z cywilizacją demokratyczną. (...)
Cóż za szmat drogi ode czasów Bastiata! Między nim
a współczesnymi obrońcami konkurencji lub wolności nie ma już wiele wspólnych
poglądów. „Lesseferyzm” został zaniechany; właśnie w imię „odbudowy gospodarki
rynkowej” lub obrony wolności człowieka
- wymaga się pewnych rodzajów interwencji od państwa. Niewątpliwie
opiera się to na analizie mechanizmów ekonomicznych, w większym stopniu
liczącej się dziś z oligopolem i z nierównością, jaka panuje między
konkurentami, ale odpowiada to również ideałowi socjologicznemu o wiele
bardziej godziwemu i ludzkiemu, dotyczącemu samego pojęcia wolności.
2. Nowe prądy widziane ze stanowiska
socjalistycznego ………
551
Może
nigdy jeszcze Karol Marks nie był tak czytany, jak za naszych czasów, i to nie
tylko za „żelazną kurtyną”, ale właśnie na Zachodzie. W ślad za powodzeniem,
które zawsze miał na kontynencie europejskim, poglądy jego narzuciły się uwadze
sfer labourzystowskich, a nawet pewnych radykalnych środowisk w W. Brytanii. Pewne
koła intelektualne w Ameryce, na przekór nieprzyjaznemu stanowisku sfer
oficjalnych, biorą go na serio.
Interpretacja Marksa na Zachodzie
nie jest jednak interpretacją leninowsko-stalinowską206. Od czasu
niektórych przeobrażeń kapitalizmu (kapitalizm wielkich jednostek, kontrola cen
lub zysków, współistnienie przedsiębiorstw prywatnych i upaństwowionych, próby
kontroli robotniczej nad zarządzaniem przedsiębiorstwami albo współzarządu
itd.) socjalizm przyciąga do siebie więcej umysłów, ale pod wpływem nowych
zwolenników sam ulega przeobrażeniu. Pozostaje marksistowski, ale jest w tym
mniej ekskluzywny, pewne elementy (w szczególności keynesowskie) przeniknęły
bowiem do umysłowości jego przedstawicieli. Stanowiska jednak, jakie oni zajmują,
są tak różnorodne, że nawet
jeżeli pozostawić na uboczu argumenty propagandowe partii politycznych i poddać
badaniu tylko prace intelektualistów, to trzeba powierzyć je specjalistom.
Zadowolimy się tu przedstawieniem dwóch zasadniczych rysów współczesnej myśli
ekonomicznej, którymi są:
1.
siła atrakcyjna myśli marksistowskiej w stosunku do niektórych umysłów
wiernych poza tym pewnemu indywidualizmowi lub zasadom chrześcijańskim;
2.
wysiłek teoretyczny ze strony ze strony niektórych socjalistów
skierowany ku rozwiązaniu zagadnień równowagi, takich mianowicie, które nasuwa
gospodarka planowana integralnie.
I.
Atrakcyjność
nauki K. Marksa ......... 552
Wiadomo, że ulubionym argumentem
przeciwników ustroju kapitalistycznego jest dziś twierdzenie, że planowanie
socjalistyczne pozwala na „gospodarkę bezkryzysową”. Argument ten odegrał pewną
rolę w rozwoju myśli niejednego socjalisty, nieprawowiernego z punktu widzenia
stalinistów, a nawet zdecydował o wypowiedzeniu się niektórych pisarzy
„burżuazyjnych” na rzecz zasady planowania. Takie jednak podejście do marksizmu
to nie żaden gładki szlak: nie trudno zauważyć, że Związek Radziecki zawdzięcza
swój przywilej uniknięcia jak dotąd zarażenia się kryzysami nie planowaniu, ale
innym elementom strukturalnym swej gospodarki; nie jest też rzeczą pewną, że
uniknie kryzysów w przyszłości.
Zainteresowanie
wzbudzać muszą inne sposoby zbliżenia się do marksizmu. Godne uwagi są przede
wszystkim trzy spośród nich: jeden prowadzi przez Keynesa, drugi przez teorie
wzrostu, trzeci przez pewne koncepcje moralne odziedziczone po chrystianizmie.
A.
Między Marksem a Keynesem istnieją pewne punkty styczne; pewne
rozumowania stanowią jakby wspólne koryto, w którym zbiega się myśl Keynesa i
myśl Marksa207. Niewątpliwie lord Keynes pozostawał zawsze liberałem
i lekarstwa na niedostateczność popytu efektywnego, jakie zaproponował (wielkie
roboty publiczne, utrzymywanie stopy procentowej na niskim poziomie), nie mają
w sobie w zasadzie nic strasznego dla liberała. Ale pewne umysłowości na jego
analizie kapitalizmu zaawansowanego w rozwoju oparły propozycje o wiele
śmielsze. Autorowie, którzy pod wpływem
Keynesa opracowali dzieło zbiorowe The economics of full emploryment208, a poza tym niektórzy z tych, którzy
współdziałali w ukazaniu się The new economics209, przyjmują bez obawy myśl o mniej lub więcej
sztywnym planowaniu gospodarki narodowej w celu osiągnięcia keynesowskiego
ideału pełnego zatrudnienia. Podwaliny keynesowskie tkwią w propozycjach M.
Kaleckiego212 na temat wtórnego podziału dochodu narodowego, w
wystąpieniach N. Kaldora213 za subwencjami dla wielkiego przemysłu w
celu osiągnięcia pełnego zatrudnienia , T. Balogha214 na rzecz
utworzenia wielkiego banku międzynarodowego powołanego do finansowania zakupu
surowców dla walki z bezrobociem grożącym albo już istniejącym w niektórych
krajach. Pani Joan Robinson uważa również , że J. M. Keynes zatrzymał się w pół
drogi, że środki, które zaproponował przeciwko bezrobociu, są niedostateczne i
że dzieło jego prowadzi logicznie do tak daleko idącej kontroli państwa nad
działalnością produkcyjną i nad podziałem dochodu, że byłaby ona równoznaczna z
prawdziwym planowaniem gospodarki narodowej215.
Ale najbardziej interesującą rzeczą
w działalności pisarskiej Mrs Robinson jest to, że
biorąc za punkt wyjścia niektóre twierdzenia Keynesa, doszła w swym Essay marxian economics216 do pewnego rodzaju rehabilitacji Karola Marksa na użytek autorów
liberalnych. Jej zdaniem ogólna filozofia Marksa stoi o wiele wyżej od
filozofii klasyków XVIII wieku lub przedstawicieli szkoły użyteczności
krańcowej wieku XIX, a metody, którymi się posługuje, pozwalają o wiele lepiej
objaśnić funkcjonowanie gospodarki współczesnej. Bez wątpienia Marks mylił się
w wielu punktach, ale błędy jego pochodzą stąd, że zbyt wiernie trzymał się
niektórych myśli Ricarda. W istocie rzeczy miał jednak intuicyjną świadomość
pewnych zagadnień nasuwających się dziś, zagadnień, które sformułował Keynes.
Wyższość metody Marksa w porównaniu
z metodą klasyków polega, zdaniem Mrs J. Robinson na
tym, że tamci „uznali ustrój kapitalistyczny za część porządku naturalnego i
wiecznego”, podczas gdy Marks dysponując żywszym zmysłem historycznym, słusznie
uważał go za ustrój przemijający; ponadto pierwsi wierzą naiwnie w harmonię
interesów, podczas gdy Marks słusznie chciał przedstawić konflikty, a przede
wszystkim konflikt między posiadającymi a nieposiadającymi.
Wyższość Marksa widoczna jest, na przykład, na stosunku do
kwestii kształtowania się płac.
Rozważania klasyków na ten temat nie odpowiadają rzeczywistości.
„Prawowierna koncepcja płac, o których wysokości stanowi krańcowa przykrość
związana z wykonaniem pracy, bierze początek w obrazie farmera pochylonego nad
swą motyką i stawiającego sobie pytanie, czy produkt dodatkowy jeszcze jednej
godziny pracy wart będzie tego dodatkowego trudu. Koncepcja ta została
przeniesiona na współczesny rynek pracy, na którym pracownik nie ma jednak nic
innego do roboty, jak pracować lub umrzeć z głodu”217. Marks dobrze
zrozumiał nierealność takiej koncepcji; miał słuszność chcąc uwzględnić walkę o
byt i różne pobudki grup, które biorą udział w działalności gospodarczej. Nie
znaczy to, żeby marksowska teoria płacy
miała być uznana za słuszną.
(...)
Mrs.
Robinson usiłuje również usprawiedliwić Marksa z tego, że mylił się w swej
teorii wartości. (...)
Marks stał wyżej od klasyków przede
wszystkim w zakresie teorii zatrudnienia. (...)
Co się tyczy przyszłości tego
ustroju, to analiza, jakiej dokonał K. Marks zawiera w sobie, zdaniem Mrs. Robinson, poglądy bardzo zbliżone do poglądów M.
Keynesa. Pewnego rodzaju prorok220, jakim był Marks bez wątpienia,
źle sformułował swe idee, ale mimo to tkwią one w jego dziełach. Tak oto
marksowska teoria kryzysów opiera się na trzech założeniach: na istnieniu
rezerwowej armii bezrobotnych, na stałej tendencji zniżkowej stopy zysku i na
niedostateczności siły nabywczej robotników. Otóż w tych różnych punktach
tłumaczenia współczesne są bliskie stanowisku Marksa. (...)
W
ostatecznym rachunku Marks gra w książce pani Robinson rolę niezręcznego
prekursora współczesnej myśli ekonomicznej. Został prześcignięty przez Keynesa,
który lepiej wyłożył prawo płacy, zysku i zatrudnienia i lepiej wyjaśnił
osłabienie popytu efektywnego, miał jednak intuicyjne wyczucie wszystkich
zagadnień, które nasuwa kapitalizm po osiągnięciu punktu kulminacyjnego swego
rozwoju, zagadnienia te sformułował Keynes. Mrs.
Robinson chętnie powtórzyłaby, jak się zdaje, za M. Kaleckim, że ekonomiści
prawowierni nie mieli racji nie licząc się z twierdzeniami Marksa; zmusili nas
do odkrycia ich po raz drugi.
B.
– Innych autorów pociągnęły ku marksizmowi jego badania nad wzrostem.
Należałoby może w związku z tym wymienić wszystkich tych ekonomistów, którzy
uważają, że w ustroju kapitalistycznym
wzrost z konieczności związany jest z dużymi wahaniami rozmiarów
działalności gospodarczej i wypowiadają się za interwencjami wyrównawczymi ze
strony państwa lub nawet za planowaniem gospodarki w całej rozciągłości w celu
osłabienia tych wahań. Jako reprezentanta takiego sposobu myślenia można by tu
przytoczyć nazwisko M. Kaleckiego231.
Bardziej jeszcze podkreślić trzeba,
że według niektórych ekonomistów wzrost w ustroju kapitalistycznym hamowany
jest przez pogoń za osiągnięciem maksimum zysku. W tym względzie najwięcej
danych wnosi Paul Sweezy222, o którym była mowa przy omawianiu
teorii dojrzałości. Jego zdaniem w ustroju kapitalistycznym pobudki inwestowania,
lepiej zbadane przez Keynesa niż przez Marksa, są tego rodzaju, że należy
liczyć się ze spadkiem zysków, a zatem zastojem w gospodarce krajów Zachodu.
(...)
Zwróćmy uwagę, że zbliżenie się do
marksizmu drogą wiodącą poprzez teorię wzrostu rozpowszechniło się od pewnego
czasu w Europie zachodniej pod nową postacią. Radzieckie tempo wzrostu
przedstawia się tam jako bardzo wysokie i jako zdecydowanie wyższe aniżeli w
pozostałej Europie. Ludzie zadają sobie pytanie, jak Europa da radę odeprzeć argumenty
propagandy marksistowskiej w dniu, w którym ZSRR zdoła
odrobić swe wiekowe zapóźnienie i w którym stopa życia będzie wyższa niż
na zachód od „żelaznej kurtyny”.
C.
– Wreszcie nie można zaprzeczyć, że od kilku lat Marksa studiowali i
interpretowali na nowy sposób z wielką sympatią przekonani zwolennicy ideologii
chrześcijańskiej. Trzymając się ruchu ideowego istniejącego na gruncie
francuskim można tu rozróżnić kilka odcieni.
Na wstępie odcień, który pozostał
bardzo bliski prawowiernemu marksizmowi i który reprezentuje ruch postępowy;
jego najkompetentniejszym przedstawicielem jest Henri Denis226. W
istocie uznaje on niemal w całości poglądy ekonomiczne Marksa. Teoria wartości
Marksa wydaje mu się całkiem do pogodzenia z najnowszymi teoriami na ten temat
i w niczym nie naruszoną w świetle faktów. Co do teorii wartości dodatkowej, to
myśli on jedynie o jej wzbogaceniu nowymi dowodami w oparciu o oligopolistyczny
charakter kapitalizmu zaawansowanego w rozwoju.
W przeciwieństwie do niego Pierre
Bigo227 reprezentuje, można powiedzieć, prawe skrzydło myśli
chrześcijańskiej, którą pobudził Karol Marks. Autor ten wyszedł z punktu
widzenia żywej krytyki kapitalizmu opartej o tekst encykliki papieskiej:
„Robotnik natrafia na ustrój społeczny, odbiegający daleko od naturalnego
porządku rzeczy, na ustrój, który przeciwstawia się porządkowi ustawionemu
przez Boga i celowi, który on wyznaczył dobrom ziemskim”228.
Aprobuje u Marksa potępienie „wyobcowania”, na które skazany został człowiek
przez kapitalizm: „Marks – mówi229 rozpatrywał kapitalizm , jako
stan wyobcowania człowieka i przyrównania go do rzeczy, należałoby powiedzieć –
jako stan materializmu. Materializm marksowski... dąży właśnie do wyzwolenia
człowieka od tego materializmu ekonomicznego, który stanowi podstawę
wyobcowania człowieka”.
P. Bigo, jako humanista
chrześcijański, nie przekroczył w swoim zbliżeniu do Marksa stanowiska
antykapitalistycznego. Nie uważa, żeby komunizm marksowski zdolny był
rzeczywiście dać człowiekowi wolność; w
ostatecznym wyniku ma więcej przekonania do kapitalizmu zreformowanego; chodzi
o to – mówi233 – żeby „znaleźć taką formę
powiązania kapitału i pracy, która pozwoliłaby uniknąć ujarzmienia pracy przez
kapitał... (...)
Między tymi dwiema tendencjami - „lewicową” i „prawicową”, reprezentowanymi
przez H. Denisa i P. Bigo, należy umieścić Henri Bartoliego235. Jego
zdaniem Marks „wydobył na jaw zasadnicze cechy kapitalizmu współczesnego, a
mianowicie dysproporcję między inwestycjami a oszczędnością, stałe bezrobocie,
nieruchliwość kapitałów trwałych, wzrastającą niedoskonałość konkurencji na
rynkach, imperializm monopoli itd.236. Ale nade wszystko trzeba mu być wdzięcznym za
to, że protestował przeciwko wyobcowaniu człowieka w ustroju kapitalistycznym:
„Marks zdemaskował ohydny grzech XIX wieku. Występując przeciwko traktowaniu
człowieka jako rzeczy, przedmiotu, towaru, przywrócił człowiekowi godność,
obronił i ocalił osobowość ludzką”237.
Henri Bartoli,
jeżeli wypowiedział się za poglądami Marksa, to jednak daleki jest od uznania
wszystkich tez marksistowskich. Cała jego książka poświęcona jest dyskusjom na
temat wielkich teorii marksizmu zwulgaryzowanego, teorii wartości, wartości
dodatkowej i procesu samounicestwiania się
kapitalizmu. Nie spieszy się z wypowiedzeniem sądu na temat sukcesów Rosji czy
też demokracji ludowych238. Samemu Karolowi Marksowi też brak
czegoś: wewnętrznych nakazów moralnych. „Nie istnieją dla niego wartości
wieczne, ale tylko wartości tkwiące immanentnie w łonie ludzkości, w jej
historii. Moralność jest względna, jest wytworem warunków działania. Moralne
jest to, nad czego wytworzeniem pracuje rozwój ekonomiczny, niemoralne zaś to,
co usiłuje zniszczyć”239. Ale właśnie dlatego, że nie istnieje
moralność marksowska, nie można jej przeciwstawić moralności chrześcijańskiej,
a z drugiej strony w filozofii Marksa tkwi pustka zbyt oczywista, by pewnego
dnia nie miano się pokusić o jej zapełnienie.
Marksizm woła o swą własną odnowę
przez uzupełnienie zasadami moralnymi tego kośćca myślowego, który
reprezentuje, i właśnie dlatego „jest humanizmem”240. Nie jest nawet
wyłączone, że może oddać usługi moralności tradycyjnej. „Kryje w sobie
duchowość rozproszoną”241. Między idealizmem, który „mistyfikuje
człowieka”, a materializmem, który „kradnie mu wolność i wieczność, nadszedł czas... pomyślnej
syntezy, która nie byłaby narażona na to, że stanie się realnym integralnym”242.
II.
Zagadnienia gospodarki planowej243 ......... 560
Współczesne doktryny socjalistyczne
musiały szukać rozwiązania zagadnień właściwych gospodarce planowej. Błędna byłaby opinia, że planowanie stanowi receptę
wyłącznie socjalistyczną; może ono służyć celom nacjonalistycznym lub
militarnym (przygotowaniu wojny); może zmierzać wyłącznie do odbudowy lub
modernizacji gospodarki, która pozostaje w istocie rzeczy burżuazyjna lub
kapitalistyczna. W tym wypadku planowanie ma jednak charakter
prowizoryczny albo jest tylko częściowe; polega jedynie na nastawieniu w pewnym
kierunku albo też na oddziaływaniu na strategiczne gałęzie gospodarki: uznaje
zawłaszczenie przez czynniki prywatne środków produkcji i kapitalistycznych
kategorii dochodu, jak również, z grubsza, zasadę kształtowania się cen na
rynku. Zagadnienia, które się tu nasuwają, wydają się więc łatwe do
rozwiązania.
Gdy gospodarka jest w całej
rozciągłości i raz na zawsze planowana, gdy środki produkcji nie mogą być
własnością osób prywatnych i nie ma wolnego rynku, sprawa przedstawia się
zupełnie inaczej. Nasuwają się wówczas zagadnienia nowe i niełatwe.
Na wstępie kwestia celów, do których
dążyć ma gospodarka. Na ten temat dyskutowano od lat piętnastu wśród
socjalistów i wśród tych, których socjalizm pociągał do siebie244.
Istnieje też zagadnienie obrony wolności: czy w gospodarce planowej pracownik
ma mieć wolny wybór zawodu i miejsca pracy245, czy ma swobodę doboru
przedmiotów spożycia według własnego upodobania? Zagadnieniem tym, które wiąże
się w znacznej mierze z organizacją polityczną społeczeństwa, nie będziemy się
tu zajmowali.
Ale jest jeszcze inna kwestia, o
wiele poważniejsza: czy przy gospodarce planowej produkcja może stanowić tak
samo całkowity równoważnik potrzeb, jak przy gospodarce rynkowej, i czy
znajdujące się w dyspozycji społeczeństwa zasoby mogą być równie dokładnie
podzielone na cele zaspokojenia poszczególnych potrzeb odpowiednio do mniejszej
lub większej roli każdej z nich?
Zagadnienie to, jak sądzimy, dobrze
przedstawił między innymi Robert Mossé. Jego zdaniem
występuje ono w każdej gospodarce. „Za każdym razem, gdy do zaspokojenia
jakiejś potrzeby zachodzi konieczność pewnego poświęcenia..., wypadnie porównać
zadowolenie i poświęcenie, by zdecydować, czy operacja jest korzystna...” Tak
samo biorąc pod uwagę, że rozporządzalne zasoby są zazwyczaj ograniczone „i
wszystkich potrzeb zaspokoić niepodobna, trzeba dokonać wyboru pomiędzy
zaspokojeniem różnych potrzeb albo, ściślej mówiąc, ustalić system kolejnych
preferencji, który powinien odegrać rolę drogowskazu przy korzystaniu z
rozporządzalnych zasobów (bogactwa naturalne, praca, wyroby gotowe, siła
nabywcza itd.). Zasoby te po większej części mogą być różnie zużytkowane,
trzeba więc dokonać wyboru między różnymi teoretycznymi możliwościami tkwiącymi
w każdym czynniku produkcji (albo w każdym środku zakupu) i o ile to możliwe,
wybrać przeznaczenie najkorzystniejsze”. To zagadnienie optymalnego
przeznaczenia rozporządzalnych zasobów łatwo rozwiązuje się w gospodarce
rynkowej, ruch cen sam bowiem wskazuje, jakie dobra z punktu widzenia popytu
winny być w pierwszym rzędzie produkowane. R. Mossé
sądzi, że zagadnienie to jest w gospodarce kolektywistycznej do rozwiązania.
Ale inaczej patrzy na tę kwestię Ludwik von Mises246.
(246 ... wyd. 1920 r. Anonimus). Poza rynkiem nie widzi on nic,
co mogłoby wskazać kierunek produkcji, ani też nic, co mogłoby nakazać produkcji zwrócenie się w na pewno właściwym kierunku. Władze, które
nadają kierunek produkcji , działają zatem na oślep; podział rozporządzalnych
zasobów między poszczególne gałęzie produkcji nie może wiec być dokonany w
warunkach ekonomicznie racjonalnych; stąd niemożność osiągnięcia równowagi i
marnotrawstwo. Zdaniem Misesa w gospodarce
socjalistycznej racjonalna produkcja staje się bezwzględnie niemożliwością247. (wyd. jw. Anonimus)
Stawiano sobie, co prawda, pytanie,
jakie jest ścisłe znaczenie tych słów: czy Mises
chciał przez to powiedzieć, że gospodarka socjalistyczna bezwzględnie nie może
funkcjonować? Tak interpretują słowa Misesa jego przeciwnicy sprzyjający socjalizmowi, łatwo
jest im bowiem oponować, skoro gospodarka radziecka funkcjonuje od trzydziestu
lat, chociaż jest zsocjalizowana. Ekonomiści o
nastawieniu liberalnym, jak F. Hayek czy L. Robbims, sądzą raczej, iż Mises
chciał tylko powiedzieć, że gospodarka planowa funkcjonowałaby źle, że
produkcja byłaby przy niej mniejsza niż ta, jaką w tych samych warunkach
technicznych mogłaby realizować
gospodarka rynkowa, i że panowałoby przy niej marnotrawstwo. Liczba
porównań, które wypadłoby robić pomiędzy poszczególnymi koncepcjami
przewidywanej struktury produkcji, byłaby też znaczna, tak że żadna
administracja mająca dokonać wyboru nie
mogłaby powziąć racjonalnej decyzji. W takiej interpretacji formuła Misesa mogłaby się utrzymać.
Jakąkolwiek interpretację nadać tej
formule, faktem jest, że miała wielki rozgłos i wywołała ze strony autorów
bliskich socjalizmowi liczne dociekania nad środkami prowadzącymi do
umożliwienia panowania równowagi w gospodarce
planowej. Jak przy tej gospodarce władze układające plany mogłyby zawczasu
wejrzeć w stosunki w dziedzinie popytu na poszczególne wyroby, a co za tym
idzie, dzielić rozporządzalne zasoby między poszczególne dziedziny produkcji
odpowiednio do zapotrzebowania ze strony konsumentów? Co mogłoby służyć do
oświetlenia tych potrzeb zastępując wskazówki, jakie w gospodarce rynkowej daje
ruch cen? Jak narzucić ruch cen nie
odpowiadający zasadzie rzadkości, który jednak nie pociągałby za sobą
naruszenia równowagi między podażą a popytem w tym wypadku, gdyby nastąpił
konflikt między relacją pewnych celów uważanych za odpowiadające interesom
społeczeństwa, a tym, czego życzy sobie większość?248
Większość pisarzy, marksistów nawet,
którzy sobie te pytania stawiali, nie krępowała się, trzeba przyznać, zasadą
wartości opartej na pracy429.
Nie mieli oni pod tym względem wyrzutów sumienia ani wówczas, gdy twierdzili, że Marks nigdy
nie wysuwał tej zasady jako podstawy budowania socjalizmu, ani też gdy odróżniali
wartość od ceny, przy czym uważali, że cena powinna być o wiele bardziej
ruchoma i giętka aniżeli wartość.
Ale odrzucenie teorii wartości
opartej na pracy nie wystarcza do rozstrzygnięcia zagadnień, o których mowa.
Rozwiązanie to nawet w ramach gospodarki planowej wymaga, by mieć możność liczenia się w pewnej mierze z grą popytu i
podaży przy ustalaniu cen i przydzielaniu rozporządzalnych zasobów
poszczególnym dziedzinom produkcji. Na ten temat obmyślono już szereg systemów.
Dwa z nich powinny skupić na sobie zainteresowanie.
Pierwszy system polega na tym, że
władza państwowa sama decyduje o tym, jakim celom ma służyć gospodarka.
Decyduje, nie licząc się z upodobaniami indywidualnymi, co się produkuje oraz
jak dochody pobierane powinny być dzielone między wydatki konsumpcyjne i
inwestycyjne. W tym wypadku konsument nie decyduje250. Można jednak
osiągać równowagę, przynajmniej w short run
organizując racjonowanie albo za pomocą bardzo
skomplikowanej gry ustalonych arbitralnie cen oraz subwencji. Panuje
przekonanie, że jeśli przypuścić, iż dzięki tym zabiegom popyt na wyroby gotowe
zrówna się z podażą, to podział rozporządzalnych zasobów między poszczególne
dziedziny produkcji nasuwa potem tylko zagadnienia techniczne, dające się
rozwiązać automatycznie. Metodę tę nazywano niekiedy „centralistyczną”.
Opowiedział się za nią zwłaszcza Maurice Dobb w swym
artykule Economic theory and the problem of socialist economy251.
Wspomina też o niej H. D. Dickinson w swej Economics of socialism (1939); uważa ją za
nadającą się do przyjęcia nie występując jednak w charakterze jej zwolennika w
stopniu większym niż w stosunku do metody , która będzie opisana poniżej.
Pisarze, którzy są zwolennikami tej metody, sądzą, że można uznać, iż zdała ona
egzamin w Związku Radzieckim.
Być może, że nadzieje, jakie wiąże
się z tym systemem, idą zbyt daleko. Nie jest pewne, że taki system panuje w
ZSRR. Można przypuścić, że przy tego
rodzaju systemie mogłyby powstać konflikty między decyzjami władzy a
upodobaniami większości konsumentów; polityka racjonowania cen urzędowych oraz
subwencji mogłaby na krótką metę przytłumić objawy tych konfliktów,
niewątpliwie jednak tliłyby się one i nie jest widoczne, jak na dłuższą metę
można by doprowadzić do zniknięcia dysproporcji, które by stąd powstały.
Oto dlaczego inni autorzy uważali za
możliwe przeciwstawić krytyce Misesa compettive solution. W szczególności Oskar Lange usiłuje odwołać się do systemu rynku
właśnie w odniesieniu do gospodarki planowej252. Przypuszcza on, że organizacja gospodarki
powinna odznaczać się następującymi cechami253:
1.
Wszystkie wypadki przekazywania
dóbr i usług... są rejestrowane w przeliczeniu na jednostkę rachunkową, przy
czym dobra są oceniane według cen ustalonych, a usługi według ustalonych stawek
płac... Początkowe ceny i płace są
ustalane według uznania władzy,
2.
Konsumenci mają wolność wyboru rodzaju pracy, którą mają wykonać, i dóbr
które chcą konsumować,
3.
Każda jednostka produkcyjna musi działać zgodnie z dwiema podstawowymi
zasadami. Odpowiednio do danych rozmiarów produkcji musi dążyć do łączenia ze
sobą czynników produkcji w taki sposób, żeby przy danej cenie koszt
przypadający na jednostkę produkcji był możliwie najniższy. Następnie powinna
starać się doprowadzić swą produkcję do punktu, w którym cena równa się
krańcowemu kosztowi jej wyrobów.
4.
Kapitał, jakiego potrzeba jednostkom produkcyjnym, jest im dostarczany
po ustalonej stopie procentowej, przy czym oprocentowanie zalicza się do kosztów
produkcji.
--------------------
252 Patrz On the
economic theory of socialism,
253 Całe
to studium referuję, jak łatwo zauważyć, zgodnie z doskonałą pracą A. Bergsona Socialist economics w Survey t. I, s.
432 i następne. Streścił on przede wszystkim konstrukcję przedstawioną przez
Langego na s. 75 i nast. jego pracy. Trzymam się bardzo ściśle tego
streszczenia.
--------------------
O. Lange sądzi, że w tych warunkach
równowaga może być zapewniona. Wystarczy do tego, żeby władze centralne
zmieniały od czasu do czasu poziom cen i stopę procentową biorąc pod uwagę
nadwyżki podaży albo popytu, skoro tylko wystąpią one na jaw na rynku usług i
kapitałów. Rynek artykułów konsumpcyjnych byłby kierowany przez władze
centralne, które zmieniałyby ceny uwzględniając nadwyżki, jakie powinny być
wchłonięte i niedobory wymagające pokrycia. Gdyby władze te chciały narzucić
konsumentom skalę użyteczności nie odpowiadającą tej, jaką konsumenci
przyjęliby samorzutnie, mogłyby ustalić cenniki na artykuły, których konsumpcję
pragnęłyby obniżyć i udzielić subwencji w celu podniesienia konsumpcji innych.
W ten sposób równowaga mogłaby się ustalić na każdym poszczególnym rynku i
jeżeli tylko władze centralne przestrzegałyby zgodności swej polityki cen z
polityką płac i z polityką stopy procentowej, równowaga ogólna zapanowałaby
niezawodnie.
Niestety wątpić można, czy tak
pojęty plan mógłby mieć wszystkie zalety
prawdziwej gospodarki rynkowej. Autorowi postawiono sporo zarzutów. Najprostszy
z nich polega na zwróceniu uwagi, że właściwe decyzje, dotyczące kierunku
produkcji należałyby do państwa, które nie liczyłoby się ze wskazówkami w
dziedzinie wahań popytu, jakie daje ruch cen.
Ruchy cen zostały, co prawda, przewidziane, ale występowałyby poniewczasie.
Byłyby przy tym nakazywane przez administrację centralną. Dlatego też nie
odgrywałyby roli drogowskazów i nie mogłyby służyć do opracowania planu poprzedzającego działanie.
Mogłyby więc służyć jedynie za podstawę do dokonywania poprawek.
Ponadto skuteczność poprawek dokonanych ex post byłaby ograniczona.
Naprzód dlatego, że wchodziłyby one w grę z pewnym opóźnieniem, jako lekarstwo
zastosowane po wybuchu choroby lub nawet epidemii. Zanim mogłyby nastąpić,
nieład, przeciwko któremu byłyby skierowane, miałby czas się rozszerzyć254.
Nie ma żadnych podstaw, aby przypuszczać, że ruchy cen byłyby zawsze zarządzane
we właściwym kierunku. W rzeczywistości mogłyby pojawić się opory ze strony
biur powołanych do wykonania planu lub do utrzymania równowagi finansów
publicznych lub nawet ze strony niektórych kół dostawców lub konsumentów. Nie
ma powodu przypuszczać, że reakcje poszczególnych zainteresowanych grup miałyby
przejawiać się w mniejszej skali w gospodarce socjalistycznej niż w liberalnej albo
na poły liberalnej.
Co się tyczy samego określenia
celów, do których ma dążyć gospodarka, to skoro nie odbywałoby się to na
podstawie obserwacji ruchu cen w okresie poprzedzającym, byłoby zatem wynikiem
arbitralnego nieco wyboru dokonywanego przez biuro centralne. Zależałoby od
przypadku i kaprysów najbardziej wpływowej sfery polityków: nie ma rękojmi -
jak mówi François Perroux,
że makrodecyzje w ten sposób podejmowane byłyby
ekonomicznie racjonalne.
Co gorsza, częściowy powrót do gry
podaży i popytu przy gospodarce nie dopuszczającej prywatnej własności środków
produkcji stanowiłby karykaturę
prawdziwego rynku. (...)
Należałoby zapytać wreszcie, jaki
system przyjęto w Związku Radzieckim. Wydaje się niewątpliwe, że stosowano tam
politykę empiryczną. Zbliża się ona zapewne bardziej do metody
„centralistycznej” niż do metody „konkurencyjnej”. Ale osiągnięte wyniki dają
pole do ostrych korektyw periodycznych (zwłaszcza co się tyczy decyzji
dotyczących układu cen). Z drugiej strony nie wydaje się, aby zrównoważenie
podaży i popytu dochodziło do skutku inaczej, jak przez poświęcenie wolności
wyboru ze strony konsumenta, wolności, do, której przedstawiciele cywilizacji
zachodniej są szczególnie przywiązani.
Bądź co bądź stanowisko, jakie
zajęli autentyczni marksiści, skłania do zastanowienia. To, że uznali potrzebę
przynajmniej częściowego powrotu do systemu „konkurencji” w celu doprowadzenia
do równowagi, stanowi przekonywujący argument na rzecz obrońców tego systemu. W
ostatecznym rachunku rzeczą interesującą jest, że liberałowie współcześni
zgadzają się na głębokie reformy strukturalne, a niektórzy na sztuczne
przesunięcia w dochodzie społecznym w kierunku wyrównania udziału w nim różnych
grup społeczeństwa, podczas gdy socjaliści dążą do przywrócenia gry podaży i
popytu w ramach gospodarki planowej. Dwie wielkie
doktryny przeciwstawne zbiegają się do pewnego stopnia dążąc ku wzorom nie
wspólnym wprawdzie, ale bardziej zbliżonym do siebie niż były w punkcie
wyjścia. Oto dlaczego, jak to już powiedzieliśmy, nie należy zaliczać do
kategorii specjalnej doktryn
opowiadających się za gospodarką kierowaną: zarówno doktryny jednego, jak i
drugiego typu, wszystkie bez wyjątku dopuszczają dziś taki lub inny stopień
kierowania gospodarką.
§ 3. Teorie dobrobytu ………
567
By móc
kierować gospodarką, trzeba było nie tylko odkryć środki skutecznego przymusu,
ale także, i przede wszystkim, określić cel, do którego ma dążyć działalność
gospodarcza. Najlepiej byłoby, gdyby cel ten mógł być ustalony przez samą naukę
ekonomiczną, a nie na podstawie ideału wysuniętego przez inne dyscypliny, w ten
sposób, by konserwatyści w kwestiach społecznych oraz socjaliści mogli wziąć za
punkt wyjścia poglądy zbliżone do siebie, jeżeli nie wspólne. Lionel Robbins256
słusznie powiedział, że to jest niemożliwe, nauka ekonomiczna jest bowiem jego
zdaniem poszukiwaniem zasobów zapewniających możliwie najlepszy rozdział
środków rzadkich między różnorodne rodzaje zużycia, nie może zatem zajmować się
celami, do których dążą poszczególne jednostki ekonomiczne; cele te są z jej
punktu widzenia danymi, które może jedynie uznać. Ale teza ta nie została
powszechnie przyjęta: w dalszym ciągu poszukuje się lepszej „normy”, do jakiej
miałaby zmierzać działalność gospodarcza.
Niestety te poszukiwania jakiejś
normy nie dały pomyślnych wyników. „Równowaga” nie może być sama w sobie
ideałem (zdajemy sobie bowiem sprawę, że może istnieć równowaga oparta na
ubóstwie, na marnotrawstwie, na niepełnym zatrudnieniu, a nawet równowaga
oparta na niesprawiedliwości); produkcyjność również nie (bo właściwy podział
dochodu narodowego jest prawie tak samo potrzebny, jak wzrost produkcyjności,
pełne zatrudnienie tym bardziej nie (bo pełne zatrudnienie jest często nieracjonalnym
zatrudnieniem)... Przekonaliśmy się o
tym z poprzednich już wywodów.
Czy jednakże pojęcie dobrobytu (welfare) nie mogłoby stanowić celu każdej gospodarki? Czy
przedstawiciele doktryn hołdujący różnym zasadom moralnym nie mogliby się co do
niego pogodzić? Ściśle mówiąc, interesowano się ostatnio nie tyle pojęciem
„dobrobytu człowieka”, tak bliskim J. Hobsonowi257, ale mniej
wyszukanym pojęciem „dobrobytu ekonomicznego”, które wysunął A. C. Pigou258
mając na względzie reformę społeczeństwa nazbyt zajętego pogonią za
„bogactwem”, czyli korzyścią osobistą. Przeciwstawić tej właśnie wealth economics prawdziwą welfare economics, a nawet, wyrażając się
ściśle, collective welfare economics, zbadać co oznacza tak określony
ideał i jak w jego imię mogłyby wystąpić z tą lub ową inicjatywą władze
państwowe – takie oto wielkie troski stanęły przed niektórymi autorami w
ostatnich dwudziestu latach.
Próbując ustawić pewne punkty
wyjścia w splątanym i bardzo różnolitym gąszczu trochę chaotycznych opinii259
wypadnie nam wyodrębnić dwie sfery dociekań, pomimo że więzy, które je łączą,
nie są zbyt wyraźnie zarysowane. Są to mianowicie: 1) dociekania dotyczące definicji optimum
ekonomicznego, 2) dociekania dotyczące środków osiągnięcia tego optimum.
I.
Definicja optimum ekonomicznego
.........
568
Przypominamy sobie, że A. C. Pigou
od r. 1920 zwracał uwagę, iż osiągnięcie economic welfare wymaga produkcji możliwie
obfitej, tj. przedstawiającej możliwie wysoką wartość pieniężną, i usprawnienia
pewnych dziedzin produkcji, wybitnie dochodowych i może nawet wybitnie
wydajnych, ale ubocznie pociągających za sobą pewne szkody dla całego otoczenia
ich bezpośrednich użytkowników260. Dlatego domagał się poważnych
reform.
Ale ujęty w ten sposób ideał wydaje
się dziś bardzo podejrzany. Panuje nie tylko powszechny brak zaufania wobec
nadmiernej tendencji ku równości, za najpewniejszy bodziec działalności i ducha
inicjatywy uważa się bowiem nadzieję zdobycia sytuacji uprzywilejowanej, ale
nikt nie może jakoś zdobyć się na odwagę podjęcia próby obliczania poziomu
dobrobytu w pieniądzu, krańcowa użyteczność jednostki pieniądza nie jest bowiem
jednakowa dla każdej jednostki gospodarującej. Ponadto koncepcji Pigou
przeciwstawiono inne doniosłe argumenty. Obfitość towarów nie może uchodzić za
właściwy sprawdzian dobrobytu; nie są one porównywalne między sobą, nikt wiec
nie może powiedzieć, która z dwóch sytuacji, polegających na posiadaniu na
różnej wielkości zapasów dwóch towarów, bliższa jest ideałowi welfare. Wreszcie, myśl współczesna jest zgodna na tym
punkcie, że optimum społecznego nie należy mieszać z sumą optimów zadowolenia
indywidualnego. Istnieją też potrzeby grup jako całości, wykraczające poza
granice potrzeb ich uczestników, a niekiedy sprzeczne z nimi.
A. Oto refleksje, które sprawiły, że wielu
autorów zwróciło się ku poszukiwaniu definicji dla welfare
od innej strony7. Wysiłki, podjęte w tym kierunku w szczególności przez N. Kaldora, J. R. Hicksa, Hotelinga, Abba Lernera, M. Redera, zyskały sobie
nazwę new welfare economice. Podobnie jak Pareto, do
którego nawiązują, przynajmniej pośrednio, wszyscy ci ekonomiści, uważają oni,
że welfare określić można nie uciekając się do pojęcia użyteczności ani do
porównywania użyteczności poszczególnych dóbr dla różnych jednostek. Czy należy
uważać, że optimum zostało osiągnięte, skoro – biorąc pod uwagę dany zespół
wytworów – nie można by było podnieść produkcji jednego wytworu zmieniając
repartycję jej czynników, nie zmniejszając jednocześnie produkcji innego
wytworu? W istocie rzeczy optimum takie
(takie jedynie miał na myśli Pareto) nie może być właściwym sprawdzianem dobrobytu,
ponieważ nie odpowiada maximum zadowolenia, jakie
mogłoby być osiągnięte.
Wyjaśnienie to musi jednak wywołać
pewne dyskusje. Co myśleć o akcie
ekonomicznym, który pociąga za sobą poważną korzyść dla jednego lub większej
liczby podmiotów, a jednocześnie mniejszą od niej stratę innych? Czy można
powiedzieć, że akt ten podniósł dobrobyt jako całość? I tu właśnie
wprowadza się zasadę wynagrodzenia. Tak jest – uważa Kaldor
– pod warunkiem, że wygrywający na tym płacą tym, którzy tracą, odszkodowanie
wynagradzające im poniesioną stratę. Słuszność tego stanowiska została jednak
podana w wątpliwość. (...)
B. Ale czy nie poczyniono właśnie za dużo
ustępstw na rzecz mikroekonomicznego punktu widzenia? Tak właśnie utrzymują niektóre umysły
krytyczne, według których zagadnienie rozwiązane zostało tylko na papierze.
Czyż gospodarka zmierzająca do collective welfare nie musi mieć przed sobą określonych celów konkretnych, do których dążyć
ma działalność gospodarcza? A jeżeli to określenie celów nastąpiło, to czy
suwerenne prawa konsumenta nie padły tu ofiarą w stopniu o wiele większym niż
życzyliby sobie tego wymienieni przed chwilą ekonomiści. Kolektywne optimum
ekonomiczne jest czymś różnym od sumy indywidualnych zadowoleń
ekonomicznych. (...)
Koniec końców niepodobna powiedzieć
, że optimum społeczne może być zdefiniowane. Poważny wysiłek przedsięwzięty w tym kierunku w ciągu lat
dwudziestu nie pozwolił jednak rozwiązać zagadnienia; dał tylko możność
uświadomienia sobie trudności, na jakie natrafiają tego rodzaju dociekania.
II.
Środki realizacji dobrobytu ......... 572
Czy nie można jednak stanąć na
stanowisku, że zagadnienie optimum społecznego jest rozwiązane, wyobrazić
sobie, że jakieś społeczeństwo wie, w jakim kierunku ma iść, by podnieść swój
dobrobyt? Jakich środków musi w tym celu użyć? Szereg autorów nie ulękło się
wymienionych przed chwilą trudności i zbudowało konkretne systemy prowadzące,
ich zdaniem, do welfare.
Niektóre założenia są wspólne im
wszystkim. Sądzą na przykład, że w dziedzinie wymiany optimum zostaje osiągnięte, gdy cena równa
jest krańcowemu kosztowi. Ale od tego punktu poglądy różnią się między sobą.
K. Boulding268 utrzymuje, że optimum może być
osiągnięte na „rynkach doskonałych”, tj. na rynkach, na których panowałby stan
konkurencji doskonałej. Nasunęły mu się, co prawda, pewne wątpliwości: stan
konkurencji doskonałej daje się urzeczywistnić jedynie w społeczeństwie, gdzie
jednostki, do których należą decyzje, są – odpowiednio do struktury rynku –
stosunkowo drobne. Otóż te małe jednostki są zazwyczaj mało wydajne. Jedna
tylko droga pozwala na wybrnięcie z tego dylematu, sądzi Boulding:
trzeba dopuścić do tworzenia przedsiębiorstw produkcyjnych na dużą skalę, ale
roztoczyć nad ich działalnością kontrolę publiczną, która by zapewniła
ustalanie cen na poziomie kosztu krańcowego każdego towaru.
Inni autorowie, jakkolwiek szukają
natchnienia w tym samym ideale, proponują o wiele odważniejsze reformy
strukturalne. Oskar Lange269 uważa, że ponieważ warunki
funkcjonowania kapitalizmu nie zapewniają istnienia konkurencji doskonałej,
ponieważ w ramach współczesnego kapitalizmu „rynek doskonały” nie istnieje i
ponieważ ideał dobrobytu (równość ceny i kosztu krańcowego) nie odpowiada rzeczywistości,
trzeba wprowadzić ustrój socjalistyczny, w którym administracja miałaby dość
autorytetu, by ustalać poziom cen zgodnie z tą zasadą. Abram Bergson270,
który w welfare economics widzi środek
pozwalający określić cele gospodarki zsocjalizowanej, sądzi również, że w ramach gospodarki
planowej można by dążyć do zrównania ceny z kosztem krańcowym.
Bardziej dociekliwe stanowisko zajął
Abba Lerner w swej Economics of control 271. Lerner uważa się za socjalistę i stwierdza, że celem jego
jest przedstawienie teorii mechanizmu cen w społeczeństwie socjalistycznym.
Socjalizmowi daje jednak dość szczególną
definicję272. Istotą socjalizmu jest pozytywny cel, do którego on
dąży, zachowanie i rozwinięcie demokratycznej formy życia, o wiele bardziej niż
metoda, za pomocą której zamierza się dojść do tego celu, a więc zniesienie
prywatnej własności środków produkcji. Mimo wszystko przecie metoda ta może
służyć także społeczeństwom autokratycznym (Lerner
bez wątpienia ma na myśli faszyzm), o wiele dalszym od socjalizmu niż jego
zwykły przeciwnik, tj. kapitalizm. I on również stanowi typ gospodarki kontrolowanej
(słowo „kontrola” powinno być brane o wiele bardziej w znaczeniu angielskim,
jako „kierownictwo” niż w złagodzonym raczej znaczeniu francuskim, jako „nadzór).
„Kontrola” nie może być sama w sobie ideałem, może bowiem służyć równie dobrze
powołaniu do życia społeczeństwa
autorytarnego, jak budowie świata socjalistycznego. Przede wszystkim zdawać
sobie trzeba sprawę, w jakim celu wprowadza się kontrolę. Otóż z chwilą gdy
usiłuje się określić cel organizacji socjalistycznej, napotyka się – jak sądzi Abba Lerner – „ideę dobrobytu”;
dał przeto swej książce podtytuł: Principles of welfare economics.
Należałoby na wstępie określić, co
to jest welfare. Abba Lerner unika
odwoływania się w tym celu do pojęć socjologicznych... i zwraca się ku pojęciom
czysto ekonomicznym, jak te, którymi posługują się Kaldor,
Hicks lub Hotelling. Ideał welfare przypuszcza, jego zdaniem, urzeczywistnienie trzech warunków: nasamprzód
co się tyczy produkcji, trzeba doprowadzić do optymalnego wykorzystania
rozporządzalnych zasobów czynników produkcji. (...) Po drugie, osiągnięcie dobrobytu opiera się
na założeniu, że urzeczywistniony został pewnego rodzaju idealny stan w
zakresie podziału dochodu narodowego. (...)
Wreszcie trzeba, żeby zatrudnienie osiągnęło możliwie znaczne rozmiary i
żeby działalność gospodarcza podlegała
możliwie małym wahaniom w czasie.
Otóż Lerner
uważa, że ideał ten nie znajduje urzeczywistnienia w kapitalistycznym ustroju
„wolnego przedsiębiorstwa. Niewątpliwie mógłby znaleźć zastosowanie (zwłaszcza w zakresie pierwszego warunku) w
stanie konkurencji doskonałej. Ale kapitalizm nie jest systemem konkurencji
doskonałej. (...)
Ściślej biorąc, Abba
Lerner zarzuca kapitalizmowi trzy wady, które nie
dają mu możności funkcjonowania zgodnie z ideałem welfare:
monopolizację, nieodpowiedni podział dochodu narodowego i niepełne
zatrudnienie. Cena i koszt krańcowy często nie są ze sobą zgodne przede wszystkim
z powodu tendencji monopolistycznych. Niewłaściwy podział dochodu narodowego
jest konsekwencją aktów rabunku, a zarazem źródłem większych jeszcze
rabunków. Idąc śladami Keynesa Lerner uważa
niepełne zatrudnienie za jedną z wielkich klęsk współczesnych i przy tym jedną
z tych, które mogą ulec spotęgowaniu.
Pragnąc usunięcia tych wad Lerner nie ma na myśli nadejścia komunizmu; jest bardziej keynesistą niż marksistą. Za pożądaną uważa raczej
gospodarkę ściśle kontrolowaną, ale taką, w której inicjatywa prywatna grałaby
nadal pewną rolę. Kontrola ta mogłaby przybrać
trzy główne formy: „kontrspekulacji” ze strony
państwa, nacjonalizacji pewnych dziedzin gospodarki, wreszcie wprowadzenia w
szerokim zakresie „finansów funkcjonalnych”.
„Kontrspekulację”275
przedstawia się jako lekarstwo na wady ustroju, które powstają na gruncie
rozwoju monopoli. Trzeba przeszkodzić monopolistom w ograniczaniu produkcji
albo zapotrzebowania w zamiarze spowodowania korzystnych dla nich rozpiętości
między cenami. W tym celu276 władze państwowe powinny utworzyć
„Biuro kontrspekulacji”, którego zadaniem byłoby
badanie, na jakim poziomie cen następowałoby zrównanie się ze sobą podaży i
popytu na dany towar, gdyby żadne z tych ograniczeń produkcji, jakie zarzuca
się monopolistom, nie miało miejsca, a zatem w razie panowania wolnej
konkurencji. Z chwilą ustalenia w ten sposób ceny towaru, władze państwowe
powinny by zapewnić sprzedaż i zakup towaru po tej cenie w ilości
nieograniczonej. A. Lerner przypuszcza, że żaden monopolista
nie miałby dość siły, żeby przeciwstawić się akcji państwowej; stąd też żaden
nie mógłby samodzielnie i według własnego widzi mi się stanowić o poziomie
cen.
Powinna by nastąpić nacjonalizacja
tych dziedzin gospodarki, w których z powodu zjawiska „niepodzielności”
albo „komplementarności” sprzedaż po
kosztu krańcowego pociągałaby za sobą upadłość przedsiębiorstw. Przedsiębiorstwo państwowe mogłoby sprzedawać
ze stratą, ale to nie miałoby już znaczenia, bo niedobór pokrywano by za pomocą
subwencji.
Co się tyczy „finansów
funkcjonalnych”, to miałyby one na celu przede wszystkim zwalczanie niepełnego
zatrudnienia i wahań działalności gospodarczej. Żaden budżet nie może być
neutralny. Z chwilą, gdy zdaliśmy sobie z tego sprawę, nie możemy się oburzać
na politykę finansową zmierzającą do realizacji pewnych celów, w szczególności
do zwiększenia popytu efektywnego (z
zatem i zatrudnienia), gdy zaczyna on być niewystarczający, i do podnoszenia
cen w razie przeciwnym. W tym punkcie Abba Lerner nadaje tylko systematyczny charakter myśli Keynesa277.
Wypowiada się on za polityką fiskalną rygorystyczną i oszczędnościową w okresie ekspansji spekulacyjnej; w czasie
depresji, wprost przeciwnie, nacisk fiskalny powinien być miarkowany, a wydatki
publiczne powinny wzrastać. Wielkość wewnętrznego długu publicznego jest tam
potraktowana jako rzecz „stosunkowo bez znaczenia”, oprocentowanie tego długu
nie byłoby bowiem faktycznie ciężarem dla narodu, który nie mógłby zbankrutować z tego powodu. Inflacja została
naturalnie potępiona albo raczej potraktowana jako środek pomocniczy. Ale
pożyczka i podatek uważane są nie tyle za sposoby zmierzające do
osiągnięcia równowagi budżetowej (autor uważa zresztą, że równowagę tę osiągnąć można
jedynie jako przeciętną dłuższego okresu czasu), ile za środki oddziaływania na
sposób w jaki społeczeństwo danego kraju może robić użytek z siły nabywczej.
Wywody te nie są może naprawdę
oryginalne. Nigdy chyba jednak sprawy te nie zostały wyłożone w sposób równie systematyczny.
Abba Lerner jest
ekonomistą, który najlepiej posłużył się zagadnieniem dobrobytu dla
uzasadnienia polityki głoszonej przez keynesistów.
III.
Co w końcu myśleć
o teoriach dobrobytu? ......... 576
Rozważając teorie dobrobytu trudno w
ostatecznym wyniku pozbyć się wrażenia klęski. Autorom tych teorii nie udało
się w gruncie rzeczy jasno zdefiniować optimum społecznego i wielu ekonomistów
sądzi nadal, że nie jest rzeczą możliwą zdefiniować je bez oparcia się na skali
wartości ustalonej trochę dowolnie (przez władzę, przez elity albo przez
większość zainteresowanych), a nie według kryterium, które mogłaby przepisać
nauka ekonomiczna.
Z drugiej strony nie ma zgody co do
tego, w jakim ustroju gospodarczym byłoby najłatwiej urzeczywistnić ten ideał.
Nadzieja na pogodzenie konserwatystów i socjalistów na gruncie ideału dobrobytu
została obecnie porzucona.
Stąd też wśród najnowszych
interpretatorów panuje do pewnego stopnia tendencja pożegnania się z nadzieją
na realizację economic velfare w czystej formie.
Jeżeli zgodzić się, że cele
działalności gospodarczej nie mogą być określone przez samą naukę ekonomiczną i
że wymaga to odwołania się do pewnych pojęć etycznych, to powstaje pytanie, dlaczego
nie powrócić do dalej sięgającej nadziei na urzeczywistnienie human welfare w tej postaci, w jakiej pomyślał ją Hobson
przed ćwierć wiekiem. W książce Hla Mynta, zawierającymi
dociekania nad dawnymi teoriami welfare, znajdują się ustępy, które zdają się świadczyć o żalu z powodu, że
autorzy współcześni pojmowali welfjare jedynie jako materialne wzbogacenie się człowieka albo jako uzyskanie
pewnej sumy zadowolenia bez klasyfikowania aktów zadowolenia według tego, w
jakiej mierze są one zdolne dać człowiekowi więcej poczucia godności osobistej
albo pełnię szczęścia.
Inni278 znajdują, że ideał, jaki można wysunąć w imię economic welfare, może być tylko
statyczny i nie ukrywają, iż woleliby politykę, która brałaby bardziej pod
uwagę dynamiczny charakter całej gospodarki: powinna ona dążyć do
wyeliminowania wahań koniunkturalnych, do osiągnięcia możliwie szybkiego tempa
wzrostu, jako też „ochrony i waloryzacji sił wzrostu”, zwłaszcza zaś do
„utrzymania w nienaruszonym stanie kapitału ludzkiego”. Wiążą się przez to z
takim ideałem human welfare, który jest szlachetniejszy od różnych drobiazgowych rachunków, ale też
jest trochę przyziemny, a mianowicie z ideałem new welfare economics. Przyjęcie tego ideału, nie oznaczałoby zdrady nauki ekonomicznej.
Jeżeli nawet pogodzić się z tym, że nie może ona określić celu, pozostanie jej
zawsze do ustalenia, jakie ze środków zaleconych w imię uznawanego ideału
nadają się do realizacji.
Słuszność ma może Sir D. Robertson
pisząc z powodu rozważań na temat welfare: „Osobiście
mam wrażenie, że chociaż w ciągu ostatnich piętnastu lat zużyto w tej
dziedzinie sporą porcję pierwszorzędnej energii intelektualnej, nie powstało
przez to nic naprawdę godnego uwagi”279.
Konkluzja ......... 578
Bez wątpienia nie należałoby
formułować żadnej „konkluzji”. Rozprawa z zakresu historii zwykle jej nie
zawiera: konkludować to sporządzać inwentarz u kresu doświadczenia; owóż bieg
wydarzeń lub myśli nie ma kresu. (Jak się to ma do
buńczucznych, współczesnych, jeszcze bardzo niedawnych wypowiedzi..., w
rodzaju: „Koniec historii”, „Nie ma innej alternatywy”. Przyp. Anonimus). Historyk, w szczególności swej własnej
epoki, z niepokojem stawia sobie zaraz pytanie, czy elementy jego opowieści
przedstawiają kres pewnego szeregu zdarzeń
czy początek innego. Czyż możemy stwierdzić, która z wymienionych tutaj
książek będzie miała największy wpływ na myśl ekonomiczną r. 1960 lub roku
2000? Być może będzie to mały tomik lekceważony dziś lub nieznany.
Co najwyżej, podobnie jak żeglarz od
czasu do czasu wyznacza na mapie położenie statku, można zrobić próbę
podsumowania najważniejszych zdobyczy myśli ekonomicznej w ostatnim okresie jej
rozwoju i wskazania, czemu powinien by być poświęcony okres najbliższy.
W ciągu pół wieku nauka ekonomiczna
przybrała nową postać: jej odnowa może być porównana do tej, jaka miała miejsce w przeszłości
dzięki dorobkowi fizjokratów, Adama Smitha i Karola Marksa. W porównaniu z tym,
co opracowała szkoła „klasyczna”, teoria współczesna jest daleko bliższa
konkretnej rzeczywistości. Teoretycy dochodu narodowego są bardziej realistami,
niż byli nimi fizjokraci, Keynes był bardziej realistą niż Ricardo lub C. Menger. Nie wprowadza się na scenę
abstrakcyjnego homo oeconomicus
powołanego wyłącznie do kierowania się swym dobrze rozumianym interesem
osobistym*, ale jednostki gospodarujące różnego typu kierujące się
różnymi, niekiedy nawet irracjonalnymi pobudkami. (*
Kto nie wprowadza, to nie wprowadza; a kto nadal wprowadza, to wprowadza.
Przyp. Anonimus). Psychologia, na której opiera się współczesna teoria, nie jest dziełem wyobraźni; tłumaczy
ona postępowanie grup
społecznych żywych i
różnorodnych. Jednostek gospodarujących (pojedynczych
ludzi, przedsiębiorstw lub grup) nie wyobraża się już jako działających w hipotetycznych i nie
ustalonych dokładnie ramach konkurencji doskonałej. Działają one w ramach ściśle określonych, najczęściej na gruncie stosunków kapitalistycznych.
Ramy te są różne; mieszczą w sobie dziedziny gospodarki, w których panuje
konkurencja doskonała,
oraz inne, uzależnione od monopolu albo oligopolu; przymus prywatny lub
publiczny nie jest wyłączony. Jednostki gospodarujące są w stanie zmieniać te ramy, reformować je: są one plastyczne a nie sztywne.
Jeszcze jeden przejaw „realizmu”: teoretycy współcześni nie zadawalają się twierdzeniem, że po mniej lub więcej długotrwałym okresie zamętu równowaga powraca sama przez się. Uwaga ich zwraca się najczęściej ku samym zjawiskom braku równowagi. Ekonomiści opracowujący
zagadnienia dynamiki badają, jak powstaje zwichnięcie równowagi, jak powstają nierówności,
odchylenia, jak zakłócenia
wykazują niekiedy tendencję rozszerzania się
wywołując zjawiska
wtórne, jak w innych wypadkach ulegają wchłonięciu. Obserwacja nauczyła nas, że istnieją mechanizmy prowadzące do równowagi i inne, prowadzące
do zakłóceń równowagi,
że postęp gospodarczy
dokonywa się poprzez
wahania.
Wynika z tego, że nauka ekonomiczna
w jej stanie obecnym utraciła charakter optymistyczny lub co najmniej uspokajający, jaki jej nadała większość pisarzy
XIX wieku. Jest źródłem
niepokoju. Ale czy i to jeszcze nie
dowodzi, że stanowi ona bardzo realistyczne odbicie świata skazanego na życie w
niepewności?
Wielu ekonomistów wzbrania się, co prawda, uznać istnienie tego realizmu. Dziwią się oni zbyt abstrakcyjnemu charakterowi
dowodzeń ekonometrów i dowolnym uproszczeniom makroekonomii; zwracają uwagę, że ostatnie dwadzieścia lat poświęcono zarówno opracowaniu nowych środków
badawczych, jak pozytywnemu posługiwaniu się
istniejącymi; przypominają, że twórcy „modeli” zajmują z reguły stanowisko hipotetyczne.
Żaden z tych zarzutów nie jest
jednak w istocie rzeczy uzasadniony: próby mierzenia zjawisk ekonomicznych, do
których przystępują
ekonometrzy, wydają się
naprawdę abstrakcyjne
tylko tym, którzy nie biorą pod uwagę przesłanek
rozumowań stosowanych przez język matematyczny. Przesłanki te opierają się na liczbach zapożyczonych ze statystyki i ekonometrzy bardzo często odpowiadają na ściśle konkretne
zagadnienia wysunięte
przez administrację
publiczną lub prywatną o szerokim zakresie działania.
W swych ostatecznych konkluzjach żaden z nich nie pomija „czynnika
ludzkiego”. To prawda, że makroekonomia
posługiwała się dowolnymi uproszczeniami, ale byłoby to grube nieporozumienie, spowodowane chyba tylko niejasnością
naszych wywodów, gdyby czytelnik nie zdawał sobie sprawy, że teoria najnowsza od lat piętnastu przeciwstawia się nadużywaniu analizy makroekonomicznej,
jakie z początku zwłaszcza
miało miejsce. Prawdą
jest także, że ostatnie czasy dały nam dużo nowych środków badawczych, skąd więc pretensje, iż nie zastosowano ich do
dociekań konkretnych? Czyż trzeba przypomnieć na przykład, że lord Keynes lub W. Leontief starali
się, czy też starają się rozwiązać zagadnienia w istocie rzeczy praktyczne:
jak doprowadzić do pełnego zatrudnienia w W.
Brytanii w r. 1936 lub jak spowodować ożywienie powojennej gospodarki amerykańskiej? Co się tyczy „modeli”, to mimo iż prawdą jest, że budowa ich opiera się na pewnych hipotezach, są o wiele bliższe
rzeczywistości, aniżeli liczne „przypuśćmy że...” Ricarda, szkoły użyteczności krańcowej albo
pierwszych teoretyków równowagi. Przyznanie wprost, że modele opierają się częściowo na danych hipotetycznych
jest aktem lojalności, na który nie zawsze zdobyliby się klasycy, i pogodzeniem się z korektywami niezbędnymi w ramach ekonomii stosowanej. Czyż
twórcy modeli ostatnich czasów nie godzili się poświęcić prostoty i
jasności swych wywodów trosce o bliższe prawdy przedstawienie różnorodnych
sytuacji, które pojawiają się w rzeczywistości?
Po energicznych wysiłkach czynionych od pięćdziesięciu lat znamy rzeczywiście o wiele lepiej proces funkcjonowania
gospodarki kapitalistycznej i o wiele lepiej wiemy, jak walczyć z jej wadami.
Badania teoretyczne mają jednak
jeszcze wiele do zrobienia. Wydaje się, że w najbliższym okresie powinny one zmierzać w następujących głównych kierunkach:
1.
Dociekania z zakresu dynamiki znajdują się dopiero w fazie początkowej; dały one wyniki zwłaszcza w zakresie zagadnień
krótkofalowych. „Wzrost” ekonomiczny
pozostaje czymś dość tajemniczym. Pojęcie to należałoby zdefiniować w przeciwstawieniu do takich słów, jak „rozwój”, „ekspansja”, „postęp techniczny”, albo „postęp gospodarczy”. Trzeba żeby wszyscy badacze zgodzili się na wspólną miarę wzrostu. Należałoby bliżej określić warunki strukturalne i instytucjonalne jego
realizacji, a zwłaszcza
zbadać, jak
„zharmonizować” i złagodzić wahania, które mu towarzyszą.
2.
Dziedzina pobudek działalności gospodarczej pozostaje nadal niedostatecznie zbadana. Teorie
panujące opierają się w
dalszym ciągu na założeniu,
że wszystkie akty ekonomiczne są aktami wymiany, dokonywanymi w myśl zasady do ut des,
zasady równości wymienianych świadczeń, zasady poszukiwania jak największej korzyści osobistej przez każdego z
wymieniających. Wokół nas jednak mnożą się działania
podlegające przymusowi, czyny, którymi rządzi ryzyko przedsiębiorstwa, gdzie nikt z uczestników nie wie,
czy ostatecznie otrzyma więcej niż włożył. I
„dar” mniej lub więcej
nieodpłatny zaczyna grać poważną rolę nawet w stosunkach międzynarodowych. Tych aktów niezaprzeczenie gospodarczych
nie może objaśnić
teoria, która twierdzi, że wszystko jest wymianą. François Perroux dużo już zużył słów nawołując do
zejścia z tej utartej drogi1 i ma w tej sprawie jeszcze dużo do
powiedzenia.
3.
Teoria przedsiębiorstwa
zrobiła od kilku lat
pewne postępy w oparciu
o prace szeregu specjalistów. Jesteśmy
tu dopiero w punkcie wyjścia. Potrzebne jest dokonanie w ciągu najbliższych lat
długich badań nad
funkcjonowaniem „mikrojednostek”.
4.
Dociekania nad ustrojami gospodarczymi, nad ich wartością i przyszłością, zostały cokolwiek zaniedbane w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, główny
wysiłek teorii
skierowany został bowiem
ku zagadnieniom krótkofalowym, ku kwestii rytmu działalności gospodarczej. Z obu stron „żelaznej
kurtyny” nasuwają się
zagadnienia reform instytucjonalnych. Z obu stron wzrost wymaga zmian
strukturalnych, wobec których teoretycy nie mogą zostać obojętni.
5.
Najtrudniejszą rzeczą będzie znaleźć normę ekonomiczną, którą mogliby zastosować zwolennicy różnych ideałów społecznych. Ani równowaga, ani pełne zatrudnienie, ani produkcyjność nie mogą nikogo zadowolić. Pojęcie
„dobrobytu kolektywnego” wzbudziło dużo nadziei. Jakże nie wiedzieć, że doprowadziło
w końcu do rozczarowania, jak dotąd przynajmniej. Ale czy uda się w tej dziedzinie kiedykolwiek osiągnąć zgodę?
Wszelako nauka ekonomiczna wybiega i
będzie wybiegała coraz
bardziej poza te zbyt wąskie ramy, w
które chcieliby ją wtłoczyć ci, co widzą w niej tylko dociekania w
zmaganiach z ograniczonością zasobów dóbr. Z jednej strony zajmuje się ona zachowaniem się grup, a nie tylko zachowaniem się jednostek. Z drugiej zaś, wychodząc poza
zwykły opis zjawisk występujących samorzutnie, usiłuje rozwiązać wielkie zagadnienia organizacji społeczeństwa.
W ten sposób przygotowuje wykluwanie się wyższych form cywilizacyjnych.
----------------------------------------------------------------------------------------
| Literatura | Strona główna |
----------------------------------------------------------------------------------------