Emile James:
Historia Myśli Ekonomicznej XX wieku
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1958
Tłumaczyli:
Przedmowę, wstęp i część pierwszą – Witold Giełżyński
Część drugą – Bolesław Wścieklica
Tytuł oryginału:
Histoire de la pensée économique au XXe siécle
Paryż 1955
----------------------------------------------------------------------------------------
Cytuję wybrane fragmenty (
Strona w budowie). Anonimus.
----------------------------------------------------------------------------------------
Spis  Treści

Od  wydawnictwa    .........   3
Przedmowa   ………   5
Wstęp   ………   10

Część  pierwsza
Od roku 1900 do ukazania się „Ogólnej Teorii” J.M. Keynesa  (1936)

Rozdział I.  Rewizja marksizmu   ………   25
Dział I.  „Rewizjonizm”   ………   26
§ 1.  Plany przyszłych społeczności   ………   27
I.  Plany kolektywistyczne   ………   28
II.  Socjalizm państwowy   ………   28
III.  Plany zrywające całkowicie z zasadą wymiany według wartości opartej na pracy   ………   30
IV. Socjalizm korporacyjny   ………   31
V.  Program spółdzielczy   ………   32
  
§ 2.  Stanowisko głównych partii socjalistycznych w poszczególnych krajach   ………   33
I.  W  Anglii   ………   34
II.  We  Francji   ………   35
III.  W  Belgii   ………   38
IV. W  Niemczech   ………   39

§ 3.  Kilka prac na temat losów kapitalizmu   ………   42
I.  Werner  Sombart   ………   42
II.  Lucien  Laurat   ………   44
III.  Henri  de Man   ………   47

Dział  II.  Socjalizm rewolucyjny   ………   56
§ 1.  W  Niemczech   ………   56
§ 2.  „Syndykalizm rewolucyjny” we  Francji: Georges Sorel    ………   58
Rozdział II.  Pierwsze próby rozwinięcia ekonomii marginalistycznej i teorii równowagi   ………   65
Dział I.  Poprawki wprowadzone do marginalizmu i do teorii równowagi przez ich zwolenników   ………   68
§ 1.  Knut  Wicksell   ………   68
§ 2.
  Koszty produkcji – czynnikiem wartości poza użytecznością   ………   75
§ 3.
  Rola czasu   ………   77
§ 4.
  Zagadnienia psychologiczne – tematami ekonomicznymi   ………   80
§ 5.
  Próba koncepcji dynamicznej J. Schumpetera   ………   88

Dział II.  Pozycje metodologiczne przeciwstawne marginalizmowi   ………   94
§ 1.  Uniwersalizm   ………   95
I.  Krytyka innych szkół  ………   96
II.  Wkład pozytywny  O. Spanna   ………   98
§ 2.
  Thorstein Veblen   ………   101
§ 3.
  Instytucjonalizm   ………   105
§ 4.
  Metoda pozytywna:  François Simiand   ………   109
§ 5.
  Początki ekonometrii   ………   113

Rozdział III. Ku idei kontroli ekonomicznej………   116
§ 1.  Studia nad zagadnieniem podziału dochodów  ………   119
I.  Nowe teorie zysku  ………   120
II.  Nowe teorie płacy   ………   127
III.  Nowe teorie procentu od kapitału   ………   133
§ 2.  Koszt niekoniecznie dostosowuje się do ceny – „Koszty stałe” ………   136

I.  Opis zjawiska  ………   137
II.  Oddziaływanie kosztów stałych na politykę produkcyjną przedsiębiorstw   ………   138
III.  Wpływ kosztów stałych na równowagę ekonomiczną   ………   141

§ 3.  Wolność nie zapewnia maksimum dobrobytu społecznego. Ekonomia dobrobytu   ………   143
§ 4.
  Wolność nie zapewnia utrzymania stanu konkurencji doskonałej  ………   150

I.  Dlaczego świat współczesny nie może już być uznany za dziedzinę konkurencji doskonałej  ………   153
II.  Ceny w warunkach konkurencji niedoskonałej   ………   159
III.  Ceny w warunkach oligopolu   ………   160
IV.  Zagadnienia społeczne w świetle teorii konkurencji niedoskonałej i oligopolu   ………   164

§ 5.  Liberalizm i wolność ………   169
Rozdział IV. Zakłócenia równowagi i dysproporcje gospodarki………   173
§ 1.  Teorie dotyczące wahań koniunkturalnych  ………   173
§ 2.
  Teorie o istocie i roli pieniądza  ………   183

I.  Autorzy francuscy  ………   191
II.  Szkoła szwedzka   ………   197
III.  Szkoła wiedeńska   ………   205
IV.  Szkoła z Cambridge   ………   214
V.  Spór o walutę złotą   ………   226
Rozdział V. Gospodarka kierowana i nawroty liberalizmu………   231
§ 1.  Zasadnicze formuły gospodarki kierowanej  ………   232
§ 2.
  Nawroty liberalizmu  ………   235

I.  Odpowiedź zwolennikom gospodarki kierowanej  ………   232
II.  Wkład pozytywny „neoliberalizmu”   ………   240

Zamiast konkluzji   ………   244

Część  druga
Od „Ogólnej Teorii” J.M. Keynesa do czasów najnowszych

Rozdział  I.  Teoria  Keynesa   ………   253
§ 1.  Keynesowski system badawczy  ………   258
I.  Ogólna metoda  ………   259
II.  Opis sił ekonomicznych   ………   262
III.  Równowaga przy niepełnym zatrudnieniu   ………   268
§ 2.  Opis współczesnego mechanizmu gospodarczego u Keynesa  ………   270
§ 3.
  Polityka keynesowska  ………   274

I.  Odrzucenie teorii klasycznej  ………   274
II.  Keynesowskie metody interwencji   ………   276

§ 4.  Najważniejsze glosy krytyczne pod adresem Keynesa  ………   286
Rozdział II.  Nowe oblicze nauki ekonomicznej………   296
§ 1.  Rola nauki ekonomicznej   ………   296
§ 2.
  Przyjęcie metody ilościowej   ………   303
§ 3.
  Makroekonomia   ………   307
§ 4.
  Metoda abstrakcyjna a obserwacja faktów   ………   312
§ 5.
  Studia nad rachunkowością w skali państwowej   ………   317
I.  Najważniejsze prace o dochodzie narodowym  ………   319
II.  Trudności związane z ustalaniem dochodu narodowego   ………   321
III.  Niektóre prace specjalne   ………   325
Rozdział III.  Badania nad krótkofalowymi procesami ekonomicznymi………   329
Dział I.  Teorie rynku i cen   ………   330
§ 1.  Dzieło  J.R. Hicksa   ………   331
§ 2.
  Studia nad podażą i popytem   ………   336
§ 3.
  Struktura rynków   ………   338
§ 4.
  Związki zachodzące między rynkami   ………   342
§ 5.
  Giętkość cen   ………   346
Dział II.  Zachowanie się jednostek gospodarujących w ogólności   ………   352

§ 1.  Teoria gier   ………   353
§ 2.
  Teoria panowania   ………   357
Dział III.  Teorie podziału   ………   367

§ 1.  Atmosfera ogólna badań nad podziałem dochodu   ………   369
§ 2.
  Badania nad poszczególnymi kategoriami dochodu   ………   373
I.  Płaca  ………   374
II.  Procent od kapitału   ………   378
III.  Zysk i renta   ………   379
Dział IV.  Rozwój działalności gospodarczej (Próby konstrukcji dynamiki ekonomicznej)   ………   381

§ 1.  Studia nad zagadnieniem pieniądza   ………   390
I.  Próby syntetycznego ujęcia roli pieniądza  ………   393
II.  Teoria nożyc inflacyjnych   ………   398
III.  Kilka najnowszych myśli na temat inflacji   ………   403

§ 2.  Teoria procentu od kapitału   ………   406
§ 3.
  Przekazywanie całej gospodarce bodźców pochodzących od jednej zmiennej   ………   420
I.  Mnożnik  ………   421
II.  Zasada przyśpieszenia   ………   427
III.  Wąskie gardła   ………   432
IV.  Połączenie teorii mnożnika z teorią przyśpieszenia   ………   434
§ 4.  Wahania koniunkturalne   ………   436
I.  Teorie wyjaśniające  ………   440
….A.  Teorie traktujące wahania jako odchylenia od stanu równowagi   ……..   441
….B.  Prace ekonometrów   ………   452
….C.  Stopniowy odwrót od pojęcia cyklu   ……..   459
II.  Przewidywanie i zapobieganie wahaniom   ………   465

§ 5.  Losy teorii równowagi w chwili obecnej   ………   436
Rozdział  IV.  Dociekania nad zjawiskami długofalowymi………   474
Dział I.  Teorie wzrostu   ………   477
§ 1.  Ekonomiści szwedzcy   ………   479
§ 2.
  Zagadnienie „dojrzałości” gospodarczej   ………   489
I.  Streszczenie teorii  ………   490
II.  Krytyka teorii   ………   495
III.  Najnowsze poglądy na zagadnienia dojrzałości ekonomicznej   ………   498

§ 3.  Dociekania nad stroną techniczną postępu   ………   499
§ 4.
  Nadzieje na wzrost  niezakłócony   ………   506
§ 5.
  Próba klasyfikacji czynników wzrostu   ………   508
Dział  II.  Przyszłość kapitalizmu   ………   511
Dział  III.  Reformy strukturalne   ………   531
§ 1.
  Reformy strukturalne uznawane przez liberalizm   ………   532
§ 2.
  Nowe prądy widziane ze stanowiska socjalistycznego   ………   551
I.  Atrakcyjność nauki  K. Marksa  ………   552
II.  Zagadnienia gospodarki planowej   ………   560

§ 3.  Teorie dobrobytu   ………   567
I.  Definicja optimum ekonomicznego  ………   568
II.  Środki realizacji dobrobytu   ………   572
III.  Co w końcu myśleć o teoriach dobrobytu   ………   576

Konkluzja   ………   578
Bibliografia ogólna   ………   582

………………………………………………………………………………………………………………….

Od  Wydawnictwa    .........   3

     Współczesna ogólnoeuropejska i amerykańska myśl ekonomiczna mało jest znana czytelnikowi polskiemu. Już w okresie międzywojennego dwudziestolecia odczuwano w tym zakresie dotkliwe braki. Wiadomości obejmowały w głównej mierze okres klasyczny, szkołę historyczną i wiedeńską oraz angielską szkołę użyteczności krańcowej. Myśl ekonomiczna wieku XX, a nawet schyłku wieku XIX pozostawała mało znana. Od chwili wybuchu wojny niedostatki te stały się jeszcze dotkliwsze.
     „Historia myśli ekonomicznej XX wieku”  Emila Jamesa ma przynajmniej w części wypełnić tę lukę. Ma zaznajomić czytelnika z rozwojem myśli ekonomicznej w okresie bardzo daleko idącego „przewartościowania wartości”. Dając obraz rozwoju teorii ekonomicznych i ich „odpowiedników doktrynalnych” autor, jak sam przyznaje, zakreśla go bardzo szeroko, wkraczając nawet w sferę publicystyki. W ten sposób czytelnik zapoznaje się nie tylko z dorobkiem teoretycznym, ale w pewnej mierze również z największymi troskami, jakie nasuwa konkretny rozwój gospodarczy, ze sferą celów i zadań działalności gospodarczej.
     E. James usiłuje dać możliwie wielostronny obraz rozwoju myśli ekonomicznej. Ta właśnie wielostronność, bogactwo najróżnorodniejszego materiału, wśród którego spotyka się myśli najbardziej rozbieżne  i sprzeczne o odległych od siebie punktach wyjścia, stanowi niewątpliwie wielką zaletę książki. Obok materiału informacyjnego, obok bogatej bibliografii znajdzie tu czytelnik niejedną cenną uwagę krytyczną, niejedną próbę systematyki poglądów różnych autorów, zrobioną na gorąco”, na materiale naukowym częstokroć zupełnie świeżym, który jeszcze nie ostygł i wobec którego żadna
communis opinio nie mogła się jeszcze ustalić. 
     Jednocześnie trzeba podkreślić nierównomierność potraktowania dorobku naukowego poszczególnych krajów. Autor sam zresztą przyznaje w przedmowie, że nie uwzględnił tu w dostatecznym stopniu dzieł napisanych w innych językach poza angielskim i francuskim. Jakoż istotnie daje się w nim odczuć  brak dostatecznego uwzględnienia dorobku naukowego ekonomistów włoskich, szwedzkich, jak również niemieckich. A  przecież udział dwóch pierwszych szkól w rozwoju myśli ekonomicznej ostatnich 50 – 60 lat jest ogromny.
     Obfitość materiału jest mimo to olbrzymia. Można by raczej stanąć na stanowisku, że jest go za wiele. Zwłaszcza piśmiennictwo francuskie jest reprezentowane  - jak dla niefrancuskiego czytelnika – niewątpliwie zbyt obszernie, przy czym uwzględnione zostały, i to nawet bardzo szeroko, prace będące jedynie echem twierdzeń wypowiadanych w innych krajach i to nie zawsze tez o charakterze naukowym. Autor nierzadko wkracza w sferę publicystyki ekonomicznej, w szczególności francuskiej, a zarazem w sferę zagadnień związanych ze zbieraniem materiału informacyjnego.
     Dygresje autora w dziedziny pozateoretyczne muszą sprawić, że obraz rozwoju myśli ekonomicznej traci w pewnej mierze na zwartości, a wartość poznawcza książki przesuwa się  ku peryferiom zagadnień ekonomicznych. Sądzimy jednak, że praca Jamesa będzie dobrym wstępem dla tych licznych dziś czytelników, którzy interesują się zagadnieniami nurtującymi ekonomistów zachodnioeuropejskich i amerykańskich.

Rzecz jasna, że książka tak aktualna, chwytająca w znacznej mierze  „na gorąco” zagadnienia nurtujące ekonomię polityczną ostatnich zwłaszcza lat, musi nosić piętno miejsca i czasu powstania. Toteż ta skłonność do ujmowania zagadnień pod kątem widzenia czytelnika francuskiego sprawiła, że autor uznał za słuszne usunięcie z przekładu polskiego niektórych fragmentów oryginału. Do wydania polskiego nie wszedł rozdział poświęcony  Leninowi oraz fragment rozdziału IV części II polskiego przekładu poświęcony myśli komunistycznej, potraktowane nazbyt informacyjnie. Nie weszły również w skład polskiej wersji niniejszej książki rozważania na temat rozwoju teorii handlu zagranicznego, które wyszły spod pióra innego autora.       

Praca nad przyswojeniem czytelnikowi polskiemu książki o tematyce tak różnorodnej, a ponadto obejmującej wiele szkól ekonomicznych  z  ich miejscowymi tradycjami nie była łatwa. Niezwykła płynność terminologii francuskiej i pewne braki terminologii polskiej stwarzały przeszkody trudne do pokonania. Tym większy był wysiłek tłumaczy, którzy dołożyli maksimum starań, aby trudności te przezwyciężyć.

Przedmowa   ………   5 

     Zazwyczaj autor pisze przedmowę na samym końcu, chociaż jest przeświadczony, że będzie czytana na początku. W ten sposób chce on nawiązać bezpośredni kontakt z czytelnikiem, w zasadzie po to, aby mu powiedzieć co pragnął osiągnąć swoją pracą, w rzeczywistości zaś, aby bronić się z góry i przeprosić go za jej niedoskonałość, którą sam uznaje. Zgodnie z tą regułą musimy wytłumaczyć, jaki mieliśmy zamiar, inaczej mówiąc, usprawiedliwić się, że nie wykonaliśmy go bez zarzutu.

     Zatytułowaliśmy tę książkę:  Historia myśli ekonomicznej  XX wieku,  aby nie użyć słowa „teoria”, ani słowa „doktryna”. Nasz mistrz Gaëtan Pirou powiedział, że „należy jak najbardziej radykalnie oddzielić... teorię od doktryny , wyjaśnienie od osądu, poznanie rzeczywistości od oceny wartości”. Obserwacja życia ekonomicznego może wywołać dwa różne toki myśli: pierwszy polegałby na badaniu mechanizmów, którym poddane jest działanie bodźców, od których ono zależy, przeszkód, jakie napotyka, skutków, jakie wywołuje. Drugi – zmierzałby do wydawania sądów o czynnościach jednostek ekonomicznych lub instytucji służących im za ramy, stosownie do ideału moralnego czy politycznego, a w razie potrzeby do proponowania reform. Przyjęcie pierwszej postawy byłoby poszukiwaniem prawdy, tworzeniem teorii. Wybór drugiej – byłby pójściem za tym co lepsze, moralniejsze lub sprawiedliwsze, byłby tworzeniem doktryny.
     Niestety, jak wielu innych,2 opanowały i nas wątpliwości. Żaden twórca systemu naukowego nigdy całkowicie nie oddzielił teorii od doktryny: najściślejsze dowodzenia „teoretyczne” poprzedzały osądy i rady co do sposobu postępowania. Bardzo trudno orzec, czy pewne wywody są teoretyczne czy też doktrynalne. Przedstawiając teorie bez ich odpowiedników doktrynalnych narazilibyśmy się na ryzyko zniekształcenia myśli większej części autorów, ryzyko odtworzenia obrazu cząstkowego, suchego i ostatecznie nienaturalnego. Nie jest nawet pewne, czy postępując w ten sposób dochowałoby się wierności czysto naukowemu punktowi widzenia. Nauka nie może poprzestawać wyłącznie na syntetycznych opisach mechanizmów. Nie może pozostawać obojętna  wobec wniosków, jakie wyciągają z tych wywodów ludzie czynu. 
     Oto dlaczego nie rozróżniamy teorii od doktryny, dlaczego wolimy rozpatrywać każdy wielki wysiłek myśli ekonomicznej w całej jego rozciągłości. Co najwyżej pominęliśmy spośród idei ekonomicznych takie, które się nam wydają czystą utopią, nawet bardzo szlachetną albo też pociągającą: nauka zajmuje się jedynie tym, co jest możliwe.

     Popełniliśmy może błąd, rozpoczynając swe studium od roku 1900. Byłoby może słuszniej cofnąć się do roku 1870: rozpocząć od przedstawienia teorii użyteczności krańcowej i teorii równowagi, jak to szczęśliwie zrobił T. W. Huthinson w doskonalej swej History of economic doctrines 1870-19294. Wykład nasz byłby pełniejszy, jaśniejszy i bardziej spoisty. W obawie jednak powiększenia książki, i tak już dość obszernej, woleliśmy nie powracać do autorów dobrze znanych, przynajmniej we Francji…
     Uważamy zresztą, że rok 1900 nie jest punktem wyjściowym zupełnie sztucznym, narzuconym jedynie przez kalendarz: dla ekonomisty data ta mniej więcej odpowiada pierwszym reakcjom przeciwko ortodoksyjnemu charakterowi szkół wiedeńskiej czy lozańskiej. 

     Pragnęlibyśmy usprawiedliwić się z interpretowania w sposób bardzo szeroki słów „myśl ekonomiczna”.  Wiemy dobrze, że według niektórych koncepcji nauka ekonomii ma dawać jedynie odpowiedź na zagadnienie postawione człowiekowi przez trudności zaspokojenia jego wielorakich potrzeb wobec niedostatecznej ilości dóbr. Zwolennicy tej koncepcji usuwają poza granice ekonomii to wszystko, co dotyczy organizacji wytwórczości, wymiany i podziału, zmian ustrojowych i obyczajowych, jako też bodźców działalności. Przedstawiają tę naukę jako neutralną wobec celów, jakie człowiek może sobie zakreślić, i pozostawiają badanie tych celów innym naukom humanistycznym. Nie przyjęliśmy  tak wąskiego punktu widzenia. Nie wydaje się nam, żeby nauka ekonomii odpowiedziała na wszystkie pytania zadawane jej przez zaniepokojoną ludzkość, jeśli zadowoli się wyjaśnieniem skutków rzadkości dóbr, pomijając bodźce działania i systemy, i jeśli przedstawi analizę nadającą się zarówno do gospodarki socjalistycznej, jak i do gospodarki kapitalistycznej, jednakową dla świata rządzonego przez Shylocka, jak i natchnionego przez św. Wincentego a Pàulo. Poznawanie bodźców, form organizacyjnych działalności, instytucji – również należy do dziedziny ekonomii.

     Nie dążyliśmy do napisania księgi uczonej ani oryginalnej. Sądzimy tylko, że w ekonomii politycznej istnieje obecnie spór między Starymi i Młodymi: ci ostatni żywią w stosunku do tamtych uczucia zapalczywe (nieraz bardzo niesłusznie) obrazoburców; pierwsi zaś często gorszą się żargonem i zuchwałością intelektualną drugich; potępiają ich  nieraz nie poznawszy ich nawet dobrze; pragniemy spróbować, czy nie udałoby się złagodzić tego sporu i w tym celu chcemy wykazać, że pomimo różnic w terminologii i w sposobach badań, obie grupy ekonomistów mają te same troski.
     Chcieliśmy także skłonić niewtajemniczonych do zapoznania się z pracami specjalistów, bez wprowadzania ich we wszystkie subtelności tych ostatnich (myśli ich nie zawsze nadają się zresztą do streszczenia). Prawie nigdy nie zaprawialiśmy swych wywodów krytyką osobistą; celem naszym nie było stwierdzenie co ze swego stanowiska uważamy za słuszne u rozpatrywanych autorów, lecz jedynie zwrócenie uwagi na rzeczy, które wydają się nam u nich najbardziej nowe
     Przy takiej metodzie zdajemy sobie dobrze sprawę, że praca nasza nie będzie wyczerpująca, że wyda się wszystkim specjalistom powierzchowna, że wzbudzi niezadowolenie każdego z omawianych autorów. Spodziewamy się objawów ich gniewu. Można bez ryzyka przypisać autorom czasów minionych dużo więcej myśli, niżby sobie życzyli: można mówić o „liberalizmie” Proudhona, o „socjalizmie” Colberta lub Ricarda: nie zaprotestują. Nie możemy jednak oczekiwać takiej powściągliwości ze strony autorów żyjących, których dzieła są przedmiotem tej pracy. Niechaj jednak zechcą sobie uprzytomnić, że praca każdego historyka myśli polega na streszczaniu (to znaczy interpretowaniu), na zestawianiu jednych autorów z innymi, na wykrywaniu między nimi styczności lub współzależności. W gąszczu nowych dzieł staraliśmy się wyznaczyć pewne drzewa, rozklasyfikować je, przeprowadzić w pewien określony sposób jakieś aleje. Nie twierdzimy iż nasza interpretacja zawsze była słuszna, lecz sądzimy, iż nie popełniliśmy nieprzebaczalnych błędów.
     Z pewnością też niejedną rzecz pominęliśmy: jest to nieuniknione. Nie mogliśmy wszystkiego przeczytać. Z przyczyn językowych prawdopodobnie nie uwzględniliśmy w dostatecznym stopniu dzieł napisanych w innych językach poza francuskim i angielskim. Niedostateczność wiedzy matematycznej nie pozwoliła nam odnieść się z należytą czujnością do dzieł ekonometrycznych.
     Ale na uzupełnienie tych braków, poprawienie omyłek potrzeba by było jeszcze wielu lat pracy, a jesteśmy już w jesieni swego życia... (...) Gdybyśmy chcieli usunąć wszystkie braki tej pracy, niewątpliwie nigdy nie wyszłaby z druku.
     Miejmy jednak nadzieję, że mimo swych wad, praca nasza wzbudzi zaciekawienie tych, co zaczynają interesować się zagadnieniami ekonomicznymi, pozwoli im poznać, w jaki sposób te zagadnienia stawiane były przez wielkich teoretyków ostatnich dwóch generacji i skłoni do przeczytania tych autorów, którymi się tu zajęliśmy.

Wstęp   ………   10

Myśl ekonomiczna XIX wieku, w porównaniu z tak niespokojną myślą naszych czasów, może się wydawać pogodną i zrównoważoną;  czyż nie istniała wówczas prawowierna „szkoła klasyczna”, poza którą wszystko wydawało się herezją lub fantazją?

Takie przekonanie nie jest słuszne. Wiek XIX także znał namiętne dysputy. Nie tylko „klasycy” nie zawsze byli w zgodzie z sobą, ale też spotykali się wciąż z prądami przeciwnymi. Przypomnijmy pokrótce1 na czym polegała wówczas ewolucja ideologiczna:  Adam Smith utwierdził w końcu XVIII wieku wiarę w ustanowioną z góry harmonię interesów w warunkach  „wolnej konkurencji” i w interwencje „niewidzialnej ręki Opatrzności” w sprawy ludzkie. Jednakże optymizm jego był ograniczony, dopuszczał bowiem możliwość wyzysku nawet w ustroju wolności z powodu utrzymania prawnych przywilejów i pewnych monopoli. Po nim Ricardo nie sądził, aby ustalony system podziału dóbr  był sprawiedliwy; wskazywał on na niedostateczność płac i na nieuzasadniony wzrost renty gruntowej; ale utrzymywał, że był to okup składany postępowi i że istniejący system nie da się już zmienić.

Wkrótce uczniom tych dwóch wielkich autorów, a także Janowi Baptyście Sayowi już w 1819 roku odpowiedział Sismondi…, że w ustroju  „wolnokonkurencyjnym” rentowność skłania do produkowania towarów najbardziej poszukiwanych, lecz nie najbardziej potrzebnych, dalej robotnicy niezorganizowani, zagrożeni konkurencją maszyn, byli wyzyskiwani i wpędzani w nędzę, że słabość ich siły nabywczej nie pozwalając nabywać produktów własnej ich pracy stwarza w przyszłości dla społeczeństw uprzemysłowionych groźbę wzrastającej nadprodukcji.

Daremny trud, idee te zostały prędko zapomniane, Sismondi za życia nie był uważany za wielkiego ekonomistę.  W latach  1820 – 1850 „optymistyczna szkoła liberalna” szerzyła we Francji myśl, że instytucje liberalne (wolność i własność prywatna) były nie tylko najlepsze ze wszystkich, ale też były „przyrodzone” i nieodzowne, że poza nimi wszystko było sztuczne i stanowiło źródło nieładu, że nędza wynikała ze złego zachowania się lub nierozsądnego postępowania tych, którzy ją cierpieli.

Jednakże wybujałość tej doktryny nie stanowiła dowodu dobrej wiary.  Jeśli liberałowie czterdziestych lat XIX w., wykazywali tyle optymizmu, to dlatego, że odczuwali potrzebę obrony instytucji już podważanych. Nędza warstw robotniczych tak okrutnie przedstawiona przez Villermé, zrodziła gwałtowne niezadowolenie z liberalnego systemu ekonomicznego, co znalazło wyraz w „utopiach” autorów uważanych wówczas za socjalistów, jak:  Saint-Simon, Fourier, Cabet, Robert Owen, Louis Blanc, Proudhon. Jeśli Bastiat i Amerykanin Carey, operując argumentami wątpliwej wartości, starali się dowieść, że swobodna inicjatywa sprzyjając nader szybkiemu postępowi technicznemu, powoduje coraz bardziej „bezpłatne” (to znaczy „łatwe”) zdobycie źródeł naturalnych, to dlatego, że trzeba było odpowiadać pierwszym komunistom zapowiadającym panowanie zasady: „każdemu według potrzeb”, a także Ricardowi, który swą teorią renty podważał wiarę w harmonię interesów w warunkach wolności. Jeśli zaś uczniowie Bastiata, wciąż przy pomocy wątpliwych argumentów, twierdzili nieco później, że wolność i własność zapewniając obfitość kapitałów wpływają na stopniową obniżkę stopy procentowej, to robili to dlatego, że trzeba było walczyć z tezami Proudhona propagującego organizację bezpłatnego kredytu.     

Dopiero po 1850 roku pierwszy prąd wrogi pierwotnej myśli klasycznej przezwyciężył  ją, przynajmniej w środowisku intelektualistów. Szkoła historyczna głosiła wówczas tezę, że każdej strukturze ekonomicznej odpowiada inny mechanizm i że mogą istnieć różne systemy ekonomiczne. Pozwoliła zatem na wyklucie się i rozwój myśli reformistycznej w przeciwieństwie do tych, którzy twierdzili, że jedynie instytucje liberalne były konieczne i „naturalne”. Ona natchnęła samego Stuarta Milla, pomimo jego indywidualizmu i przywiązania do teorii ricardowskiej, myślą, że pewne zmiany podziału dochodów stały się niezbędne i mogą się przyjąć.

W tym samym czasie zaczął się rozlegać potężny głos Karola Marksa. Rzekomo nieśmiertelne prawa, głoszone przez autorów klasycznych, były dla niego prawami tylko jednego systemu – kapitalizmu. Jeśli ten system potrafił  doprowadzić do bardzo szybkiego rozwoju produkcji, to jednocześnie spowodował ujarzmienie robotnika, wywołał z konieczności wyzysk („wartość dodatkową”) i perturbacje (brak równowagi i nadprodukcja). System ten zresztą nielogiczny i niestały kryje w sobie zarodek własnej zagłady, nieodwołalnie przygotowuje  zniesienie prywatnego przywłaszczania wyprodukowanych dóbr i nastanie socjalizmu. W ten sposób Marks nie tylko postawił zagadnienie zmian strukturalnych, lecz ponadto stwierdził, że ustrój samorzutnie zmierza do swego przekształcenia.

Po wkładzie – mającym raczej charakter krytyczny – szkół socjalistycznej, historycznej i marksistowskiej, zwolennicy myśli klasycznej czuli się w obowiązku przystąpić do energicznego wysiłku rekonstrukcyjnego. Czyżby nie istniały prawa ekonomiczne sprawdzające się w każdym ustroju?  Ale do tej pracy odbudowy należało postawić nowe badania na poziomie wyższej abstrakcji. Około roku 1870 trzej wielcy pionierzy:  Karl Menger, Stanley Jevons i Leon Walras zabrali się do badań „czystej ekonomii”:  zadawali sobie pytanie, jakie podstawowe prawa kierują kształtowaniem się  wartości i cen, następnie podziałem dochodów, jeśli się założy, że człowiek działa pod wpływem „zasady hedonistycznej”, to znaczy w poszukiwaniu dobrze pojętego własnego interesu. Uczniowie ich wyobrazili sobie „homo oeconomicus” umieszczonego kolejno w warunkach konkurencji, a następnie monopolu. Marginaliści wiedeńscy twierdzili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej, że dobra pośrednie czerpały swą wartość z dóbr bezpośrednich, że dochody były cenami czynników produkcji, a wiec podlegały zwykłym prawom cen. Walras utrzymywał, że na rynku doskonalej konkurencji cena zależałaby od intensywności ostatnio zaspokojonej potrzeby, że ruchy cen pozwoliłyby zrównać podaż i popyt i że w całokształcie gospodarki konkurencja zapewniłaby zrównanie ceny produktów z cenami czynników produkcji.   

Lecz twierdzenia   marginalistów i teoretyków równowagi pozostały sporne. Ponadto nie dali oni wyraźnej  odpowiedzi w sprawach organizacji społecznej. Można więc stwierdzić, że jednomyślność wśród ekonomistów nie była wtedy bardziej budująca niż obecnie. Różnica między rokiem 1900 i 1950 nie polega na zaniku ortodoksji, raczej daleko bardziej na charakterze głównych zainteresowań.

Na początku XX wieku głównym zagadnieniem dla ekonomistów  było wciąż jeszcze udoskonalenie podziału dochodów.  Zagadnienie to stanowiło główną podstawę sporów między liberałami, socjalistami i reformistami. Pierwsi stali na gruncie istniejącego ustroju jako możliwie najlepszego, albo też sądzili, że jedynie udoskonalenie swobody działania (laisser faire) mogłoby go jeszcze naprawić. Inni przypisywali wielkie wady podziału instytucjom współczesnym: zupełnej wolności ekonomicznej i własności; żądali więc zniesienia ich lub zreformowania; domagali się mianowicie kontroli państwowej nad rynkiem lub gwałtownej rewolucji. W obliczu tych sprzecznych zdań cóż odpowiadali ówcześni znani teoretycy?

Byli to bezpośredni uczniowie wielkich pionierów, których nazwiska wymieniliśmy:  Alfred Marshall..., John Bates Clarc..., Leon Walras..., Menger, Böhm-Bawerk i Wiese...  „Klasykami wówczas nie byli już Smith, Say albo Ricardo, byli nimi marginaliści  (szkoła wiedeńska lub amerykańska) lub teoretycy równowagi ekonomicznej (szkoła lozańska). We Francji jednak, gdzie pod wpływem Leroy-Beaulieu powoływano się jeszcze na Saya i Bastiata, i w Niemczech, wyznających wiernie historyzm, idei nowych szkół klasycznych nie przyjmowano bez zastrzeżeń.

Ci wielcy teoretycy sądzili przede wszystkim, że przedmiotem nauki ekonomicznej było opisywanie mechanizmów działających w różnych ustrojach ekonomicznych i wystrzegali się oceny instytucji. W stosunku do zagadnień organizacji społecznej podstawowe ich teorie pozostawały neutralne, to znaczy nie pochwalały ani nie ganiły istniejącego porządku.

Bez wątpienia wydawało się, że teorie te aprobują wszelkie systemy oparte – jak ówczesny – na zasadzie lesseferyzmu. Menger czy Böhm-Bawerk w swym tłumaczeniu istoty wartości przez użyteczność krańcową mierzyli głównie w marksistowską teorię wartości opartą na pracy; tłumacząc procent od kapitału nastawieniem psychologicznym wszystkich czasów – deprecjonowaniem dóbr przyszłych. Böhm-Bawerk chciał przez to powiedzieć, że istnienie tego dochodu nie było wyłączną cechą ustroju kapitalistycznego. Czyż nowe teorie klasyczne nie głosiły, że w warunkach doskonałej konkurencji automatyczne wahania cen prowadziły zawsze do zapewnienia równowagi między podażą i popytem, między produkcją i spożyciem, że wszelkie ceny narzucane rynkowi przez jakąkolwiek władzę wbrew cenom naturalnym wywoływały z konieczności zakłócenia równowagi, że dochody – jako cena czynników produkcji – podlegają prawu produkcyjności krańcowej i ustalają się niechybnie na właściwym poziomie?  „Podział dochodu  społecznego, pisał John Bates Clarc, określony jest prawem naturalnym... i jeśli to prawo działa bez interwencji elementów zakłócających, zapewni ono każdemu czynnikowi produkcji taką ilość bogactwa, jaką wytwarza”3.  

Nie ulega żadnej wątpliwości, że liberałowie lat 1900-ych utożsamiając w dalszym ciągu (według nas niesłusznie) wolność z konkurencją widzieli w tym panegiryku konkurencji usprawiedliwienie lesseferyzmu. Niestety więc twierdzili, że w warunkach wolności mechanizm naturalny zmierza do ustalenia automatycznie i natychmiastowo równowagi. Sądzili nawet, że taki stan został mniej więcej osiągnięty za ich czasów. W ich oczach przez system „laisser-faire” można osiągnąć nie tylko sprawiedliwy podział dochodu, ale także możliwe maksimum dobrobytu i postępu. A że wydawało się im, że ówczesny ustrój już jest oparty na wolności i własności prywatnej i urzeczywistnia ideał organizacji liberalnej, nie sądzili przeto, aby mógł być znacznie ulepszony: liberalizm stał się konserwatywny.  Nawet godząc się z dążeniem do reformowania ustroju dopuszczali jedynie możliwość zwiększania wolności i polemizowali z każdą myślą o interwencji państwa, czy to jako producenta, czy jako kontrolera produkcji lub wymiany. Zapewne zdawali sobie sprawę z ciężkiej sytuacji mas robotniczych i z kryzysów nadprodukcji – tych jaskrawych objawów braku równowagi. Żaden z nich nie ośmieliłby się w 1900 roku orzec, jak Reybaud przed pięćdziesięcioma laty, że nędza była wynikiem złego prowadzenia się tych, którzy jej doznawali. Ale dowodzili, że niska cena pracy pochodziła ze złej organizacji rynku pracy i zalecali jako środek zaradczy (Molinari) tworzenie giełd pracy, przy których wskutek udoskonalenia konkurencji, cena stanie się sprawiedliwsza. Co do kryzysów, to dla usprawiedliwienia ustroju tłumaczono je pewnymi błędami polityko bankowej (nadmierny rozwój kredytu przerywany nagłymi restrykcjami), albo też chciano w nich widzieć czy to zjawiska uzdrawiające po okresie nadprodukcji, czy też przejściowe wstrząsy zawierające pierwiastki  owej własnej naprawy4. Liberalizm wierzył więc w możność oparcia się na nowych teoriach klasycznych i rzeczywiście były one całkowicie z nim zgodne.         

Interpretowanie tych teorii w sensie liberalnym nie było wcale koniecznością i wielu ze znanych autorów, których nazwiska wymieniliśmy, to ominęło. Istotnie teorie te nie zawierały bynajmniej aprobaty ani istniejącego ustroju, ani nawet ustroju pełnego lesseferyzmu. Łatwo w nich ustalić cztery cechy zasadnicze.

1.  Autorzy tych teorii uznawali jedynie w teorii konkurencję doskonałą, gdyż wiedzieli dobrze, że w rzeczywistości nie istniała ona; nie mogli bowiem nie dostrzegać tendencji monopolistycznych swej epoki. Czyż John Bates Clarc nie przestrzegał przed tymi tendencjami i nie oświadczył, że wolałby socjalizację od monopoli prywatnych?  Neoklasycy wiedzieli też, że wzmacniając zasadę wolnej konkurencji (laissez-faire) nie koniecznie wzmacnia się konkurencyjny charakter organizacji ekonomicznej – trusty i kartele były wszak dziećmi „lesseferyzmu”. Nie identyfikowali więc prawnego stanu wolności ze stanem faktycznym, jakim jest konkurencja.  John Bates Clarc pragnął nie „wolnej konkurencji”, lecz konkurencji zorganizowanej.   

2.  Tak samo, gdy ekonomiści szkoły lozańskiej mówili o równowadze, teoria głoszona przez nich nie była opisem gospodarki ich epoki (ponieważ wiedzieli, że ta przedstawiała często obraz niezrównoważenia ekonomicznego), lecz jedynie środkiem analizy do badania braku równowagi rzeczywistej i wskazania, w jakich warunkach równowaga mogłaby być ewentualnie realizowana.

3.  Co więcej, wiedzieli, że pojęcie równowagi było dużo mniej obiecujące od starego pojęcia ładu ekonomicznego fizjokratów czy Smitha. Mówili tylko o wyrównywaniu pewnych ilości dostarczanych na rynek. Ale ta równowaga mogłaby współistnieć z niesprawiedliwością, z nędzą lub z niewłaściwym kierunkiem produkcji. Von Wieser5 przypomniał, że wskutek nierówności w podziale siły nabywczej przedmioty najwięcej poszukiwane, a więc najbardziej opłacalne w produkcji, nie były najpotrzebnie4jsze z punktu widzenia społecznego.  

4.  Wreszcie, kiedy neoklasycy twierdzili, że mechanizmy ekonomiczne w razie konkurencji doprowadzały do optimum zadowolenia chcieli przez to tylko powiedzieć o optimum osiąganym w pewnych warunkach strukturalnych, a mianowicie w danej sytuacji podziału własności i siły nabywczej. Nie oznacza to wcale aprobaty tych warunków;  być może, że w innej sytuacji, więc na przykład przy mniej nierównej repartycji siły nabywczej, można by było osiągnąć wyższy poziom sprawiedliwości i dobrobytu. Karol Rist6 potrafił przypomnieć już w pierwszych latach XX wieku, jakie dokładnie było pod tym względem stanowisko szkoły wiedeńskiej i lozańskiej. Wszystko to wyjaśnia postawę reformistyczną Wiesera czy Walrasa7.

Nie trudno spostrzec co należałoby dodać do tego kompleksu teoretycznego, aby móc w pełni zaaprobować ówczesny ustrój: trzeba było dowieść, że realizował on stan doskonałej konkurencji. Ale takiego dowodu nie można było przeprowadzić.  Tak samo, gdyby teoretycy marginalizmu albo równowagi byli prawdziwymi liberałami, dodaliby do swego wykładu twierdzenie, że teoretyczny system integralnej wolności mógłby zapewnić utrzymanie stanu doskonałej konkurencji, albo że równowaga ekonomiczna wykluczała nędzę i niesprawiedliwość i że jedynymi mechanizmami mogącymi działać w warunkach wolności były mechanizmy równoważące. Tego jednak nie powiedzieli. W rzeczywistości nie doszli oni do jednolitych wniosków co do organizacji społecznej, co oznaczało, że ich wykładnia mechanizmów ekonomicznych była społecznie neutralna. Niektórzy uczniowie Mengera, jak Hayek albo Mises byli (i pozostali) czystymi liberałami, ale L. Walras miał pewną skłonność ku socjalizmowi, a Wieser czy A.. Marshall domagali się mniej lub więcej gorąco reform oraz w pewnym zakresie interwencji państwa.    

Tak więc pewne prądy reformistyczne mogły się rozwijać i wpływ ich na aktywną politykę stawał się znaczny. Stopniowo powstało szereg trudności, wobec których nie można było pozostawać obojętnym: trudności zbytu w niektórych krajach zagrożonych konkurencją państw lepiej wyposażonych technicznie lub mających niższe płace, nędza robotników, groźba rozruchów rewolucyjnych. Wbrew zasadom liberalnym, Stany Zjednoczone wciąż uprawiały restrykcyjną politykę celną i od 1890 r. protekcjonizm ich jeszcze się wzmógł. Od roku 1880 Europa je naśladowała. Głównie jednak dla rozwiązania wielkiego problemu ekonomicznego XIX wieku – podniesienie poziomu życia klas pracujących – większość państw europejskich wstąpiła na drogę opieki prawnej nad robotnikami wprowadzając prawne uprzywilejowanie płac, zezwalając na tworzenie i łączenie się związków zawodowych i kooperatyw, chroniąc robotników przed nieszczęśliwymi wypadkami i chorobami zawodowymi, zakładając podwaliny całego systemu ubezpieczeń społecznych coraz bardziej rozszerzanego, powierzając nawet pewnym przedsiębiorstwom publicznym (państwowym lub samorządowym) troskę o tanie i nie obliczone na zyski zaspokajanie podstawowych potrzeb szerokich mas.   

Otóż ta polityka reform i czynnej interwencji państwa rozwijała się empirycznie, bez podstaw teoretycznych: władze publiczne działały na los szczęścia, działalność chwili i działalność  w  miejscach, gdzie wytwarzała się skandaliczna sytuacja nie licząca się z godnością ludzką. Socjaliści-fabianie w Anglii zalecali reformy na gruncie doświadczeń (zwłaszcza opodatkowanie renty gruntowej, niezasłużonej wartości dodatkowej, rozwój związków zawodowych i spółdzielni). Na doświadczeniu też opierała  się działalność niemieckiej socjaldemokracji, rozwój przedsiębiorstw publicznych we Francji8, działalność  w Belgii; na doświadczeniu opierała się prawie wszędzie działalność związków zawodowych i opieka prawna nad robotnikami.

Ta działalność pozbawiona podstaw teoretycznych spotykała się z jednym zasadniczym zarzutem: wpływanie na poziom dochodu społecznego – mówiono ze strony liberalnej – to sztuczne działanie na poziom niektórych cen; opieka prawna nad robotnikami – to dążenie do sztucznej podwyżki cen pracy. Tego rodzaju działanie nie może być skuteczne na dłuższą metę; musi wcześniej czy później doprowadzić do zmniejszenia zapotrzebowania na pracę i spowodować bezrobocie, po którym nastąpi nowa zniżka płac. Ani związki zawodowe, ani państwo nie mogą ustalać cen pracy wbrew prawom naturalnym; to musi się zemścić.

Takie obiekcje nie powstrzymały jednak  nigdy  reformatorów społecznych. Ich większość rozumowała wówczas bardzo prosto: „sławetne prawa ekonomiczne, które rzekomo musimy przekraczać, istnieją jedynie w wyobraźni inteligentów. Spróbujmy działać. Zawsze mamy czas zaprzestać swej działalności i nawet cofnąć się, jeśli niepowodzenie przekona nas, żeśmy się omylili”. Dopiero około roku 1900, stojąc już na mocnym teoretycznym gruncie, reformiści zauważyli, że – jak powiedzieliśmy wyżej – teorie neoklasyczne nie powinny być rozumiane tak, jak to robili liberałowie czystej wody, że twórcy tych teorii nie zmierzali do pochwalania istniejącego ustroju ekonomicznego, że jeśli nawet Böhm-Bawerk, Menger i większość Austriaków zdradzała chęć odrzucenia marksizmu, inni, jak Walras, przeciwnie, nie ukrywali wcale swych dążeń socjalistycznych i proponowali szereg reform, dających się pogodzić ze stanem konkurencji.  

Jeśli chodzi o marksizm, to zdobył on sobie wówczas jedynie intelektualistów i pewne ośrodki robotnicze; przy czym nawet jego zwolennicy byli z nim obeznani niedostatecznie.  W Anglii laburzyści nie byli marksistami, lecz fabianami; w  Ameryce głównym inspiratorem marksizmu był Henri George. W Rosji marksizm wyznawany był tylko przez emigrantów i przez inteligencję, surowo dozorowanych przez policję polityczną. We Francji Jules Guesde, wielki jego krzewiciel, napotykał na utrzymujące się jeszcze w masach robotniczych tradycje proudhonistyczne.  Materializm historyczny studiowano przede wszystkim w Niemczech, ale i tam wywoływał on już sprzeciwy. Już E. Bernstein podał w wątpliwość przekonanie, że kapitalizm musi automatycznie doprowadzić do narodzin świata socjalistycznego.

W rzeczywistości marksizm był jeszcze jedną doktryną opozycyjną, wobec której masy robotnicze wykazywały niezdecydowanie, czy to wskutek nieświadomości, czy z obawy poddania się złudzeniom, czy wreszcie z powodu wiary w inne sposoby myślenia. Ale już wtedy marksizm pasjonował pewne nieliczne, lecz bardzo aktywne ośrodki.

Około r. 1950  w porównaniu z początkiem wieku myśl ekonomiczna przekształciła się radykalnie.

Wynikło to głównie z nieszczęść XX wieku. Cena pracy z pewnością wzrosła od 50 lat, ale raczej pozornie niż w rzeczywistości, i statystyki pozwalają stwierdzić, że w wielkich krajach przemysłowych udział płac w ogólnej masie dochodów nie wykazuje wzrostu; w krajach azjatyckich i afrykańskich poziom ceny pracy jest bardzo niski; w krajach dotkniętych inflacją ruch cen nominalnych nie nadąża za wzrostem cen przedmiotów codziennego użytku. Prawie wszędzie dają się nadal we znaki złe warunki higieniczne, niedostateczne wyżywienie i nędza mieszkaniowa. Ameryka, chociaż uprzywilejowana, żyje jednak pod nieustannym strachem niepełnego zatrudnienia. Nie podzielając wcale idei komunizmu, można w tych warunkach wytłumaczyć sobie, dlaczego sukcesy osiągnięte na płaszczyźnie ekonomicznej przez budowniczych nowej Rosji natchnęły masy robotnicze Zachodu nadzieją, jakiej nie miały na progu wieku. Marksizm nie wygląda już na herezję pozostającą poza nawiasem prawdziwej nauki; traktowany jest poważnie , badany i komentowany nawet przez tych, którzy nie darzą go zaufaniem lub obawiają się jego wpływu.

Zarazem jednak XX wiek nie cieszy się atmosferą pokoju międzynarodowego i nieomal stałego postępu ekonomicznego, z jakich korzystał wiek XIX. Wielkie wojny światowe doprowadziły do nacjonalistycznej polityki ekonomicznej, co pociągnęło za sobą głód, perturbacje pieniężne i katastrofalny brak kapitału. Ludzie naszego pokolenia przeszli nagle od nadmiaru do niedostatku i mają wrażenie, że nigdy nie zaznali rozsądnie zrównoważonej gospodarki. Niektórzy nawet przypuszczają, że istnieje związek między nadmiarem a wojnami, które stają się jakby normalną jego korekturą. W tych warunkach głównym przedmiotem pozytywnych badań ekonomistów nie jest już walka o sprawiedliwy podział dochodów, tylko poszukiwanie środków zapewniających stałą równowagę ekonomiczną. Najgorliwiej studiowanym rozdziałem podręczników nie jest rozdział, który dotyczy podziału dochodów, lecz ten, w którym autor bada, w jaki sposób można by uregulować w czasie poziom aktywności ekonomicznej.

Zmieniły się też same metody analizy.

Z jednej strony nie uważa się już za możliwe wyjaśniać ogólne zjawiska ekonomiczne na podstawie działalności poszczególnych jednostek ekonomicznych. Mikroekonomia ustąpiła miejsce makroekonomii; miejsce marginalizmu zajęło badanie wielkości globalnych.

Z drugiej strony dla poznania sposobów uregulowania rytmu działalności ekonomicznej teoretycy nowocześni starają się stworzyć dynamikę ekonomiczną; ma ona przedstawić, w jaki sposób powstają zakłócenia równowagi ekonomicznej, jak wzmagają się one, osiągając stan „wybuchowości” lub przeciwnie – znikają ustępując miejsca innym zakłóceniom w odwrotnym kierunku. Te badania doprowadziły do pesymistycznych wniosków. Już nie głosi się tezy, według której każde zachwianie równowagi wywołuje automatycznie i niezwłocznie reakcje zmierzającą do przywrócenia równowagi. „Dynamiści” sądzą przeciwnie, że te zbawienne akcje, jeśli nawet następują, to działają z pewnym opóźnieniem, że zresztą nie zawsze następują, że w przeciwieństwie do mechanizmów równoważących, tak często opisywanych, mogą czasem działać mechanizmy głęboko wytrącające z równowagi, wreszcie, że osiągnięta równowaga jest często niestała. Niektórzy są też zdania, że pieniądz nigdy nie zachowuje się obojętnie i zrzucają nań nieraz odpowiedzialność za zaburzenia ekonomiczne.

Teoretycy chętnie badają także sytuacje monopolowe albo niedoskonałej konkurencji, które uważają za najbardziej częste, albo też uznają, że firmy „dominujące” mogą nadawać rynkom kierunek dla siebie dogodny. Wszystko to oddala ich od koncepcji równowagi trwałej, stałej i automatycznej. 

Wreszcie ponieważ przyjęto, że działające mechanizmy ekonomiczne zmieniają się zależnie od struktury gospodarczej, musi powstać zagadnienie zmian strukturalnych. Zagadnienie to znane ekonomistom końca XVIII wieku, postawione na nowo przez Marksa, ale pomijane przez neoklasyków wiedeńskich i lozańskich, stało się dzisiaj ponownie przedmiotem ogólnej uwagi nawet wśród liberalnych autorów.

Te nowe interpretacje działalności ekonomicznej pociągnęły za sobą zmianę zasadniczych stanowisk wobec instytucji. Jeżeli automatyczny powrót do równowagi nie jest zapewniony, należy dążyć do jej osiągnięcia za pomocą sztucznych zabiegów, jeśli zaś przywrócona w ten sposób równowaga nie jest stała, trzeba ją utrzymywać przez zastosowanie szeregu środków rozłożonych na krótszy lub dłuższy okres, lecz zharmonizowanych według jednego planu. Jeśli pieniądz nie jest sam przez się neutralny, to trzeba go zneutralizować; jeśli gospodarka naszych czasów zmierza do monopolu albo jeśli rynki podporządkowują się faktycznie pewnym firmom potężniejszym od pozostałych, należy chronić słabszych przed nadużyciami monopolistów i firm dominujących na rynku.

Oto dlaczego wydaje się słusznym stanąć na gruncie gospodarki kierowanej. Ale czy to jest zawsze skuteczne i czy nie może wywołać skutków wręcz przeciwnych od zamierzonego celu? Na to pytanie, które tak niepokoiło zwolenników reform społecznych około 1900 r., słyszy się obecnie odpowiedź, że poziom cen nie jest absolutnie określony i że w ten sposób oddziaływanie na strukturę (na przykład zastąpienie konkurencji monopolem lub odwrotnie) albo też na elementy rynku (wpływanie raczej na podaż i popyt niż na ceny) może się udać: słowem, wiele interwencji, niegdyś potępianych, teraz wydaje się skuteczne, bo nie są w sprzeczności z lepiej rozumianymi prawami rynku. Ponadto, interwencjonizm, niegdyś empiryczny, znalazł w teoriach J. M. Keynesa i jego uczniów bardziej logiczne uzasadnienie.

Makroekonomia, a nie mikroekonomia, chęć badania zjawisk ekonomicznych z punktu widzenia dynamiki, wiara w częstotliwość i w „normalność” okresów zachwiania równowagi, porzucenie „lesseferyzmu” i rozwój idei interwencyjnych – oto główne cechy charakteryzujące rok 1950 w porównaniu z 1900.

Celem niniejszej pracy jest pokazanie, w jaki sposób odbyła się ta ideologiczna ewolucja. Będzie ona podzielona na dwie części: w pierwszej zostaną przedstawione dwie główne teorie  czy doktryny powstałe przed 1936 r. , tj. przed datą ukazania się wielkiego dzieła lorda Keynesa: Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, druga zawierać będzie próbę dokonania klasyfikacji najważniejszych idei, zrodzonych po tej dacie9. 

Część  pierwsza 
Od roku 1900 do ukazania się „Ogólnej Teorii”
J.M. Keynesa  (1936)  
………   23

     W 1900 roku ekonomiści zaabsorbowani byli jeszcze głównie, jak w ciągu XIX wieku, zagadnieniem podziału dochodów.
Oczywiście, nastręczały się też inne problemy: sprawa międzynarodowej polityki handlowej, sprawa „cyklicznych” przemian działalności ekonomicznej, sprawa długofalowych wahań cen (było to w końcu okresu długotrwałej zniżki cen). Powstawała kwestia reformy monetarnej w krajach bimetalicznych i w krajach posługujących się pieniądzem papierowym, podczas gdy kraje o walucie złotej dążyły do ustalenia, jaki związek istniał między pieniądzem a ceną, między pieniądzem a stopą procentową. Niektórzy autorzy stawiali też sobie inne jeszcze pytania – ogólniejsze: czy system oparty na poszukiwaniu maksimum rentowności zawsze zapewnia najwyższą produkcyjność i możliwie największy dobrobyt.    
     Ale te problemy wydawały się sprawami mniejszej wagi lub przedwczesnymi w zestawieniu z wielkim zagadnieniem wadliwego podziału dochodów. Marks uczynił z niego oręż do walki z kapitalizmem, to znaczy z systemem, w którym władza znajduje się normalnie w rękach posiadaczy kapitału, robotnicy zaś zmuszeni są do posłuszeństwa. System ten marksiści oskarżali o grabież, o wywołanie nieładu; atakowali zarazem jego podstawy prawne (prywatne przywłaszczanie czynników produkcji) i ideologiczne (chęć zysku) U niemarksistów domagających się reform  występowało również dążenie do zwiększenia udziału robotników w całości dochodu społecznego. Jeśli chodzi o zwolenników hasła „laissez faire”, to nie negowali oni, że dochody były źle rozdzielane, ale szczerze wierzyli, że ten błąd mógłby być naprawiony tylko przez wprowadzenie jeszcze większej wolności rynkowej.
     Od roku 1900 do 1936 trzy wielkie wydarzenia dokonały zmiany sytuacji. Z jednej strony, pierwsza wojna światowa zwróciła uwagę na doniosłość dobrej organizacji narodu; toteż na pierwszy plan wysunęły się następujące zagadnienia: kwestie monetarne, handel zewnętrzny i wymiana, kierunek produkcji. Ponadto pierwsza wojna światowa przyzwyczaiła umysły do gospodarki kierowanej. Z drugiej strony wprowadzenie w Rosji ustroju zdecydowanie „antykapitalistycznego” i inspirowanego ideologią marksistowską, nadało tej ostatniej moc, jakiej dotąd nie miała. Wreszcie „wielka depresja” lat trzydziestych skłoniła autorów do studiowania przede wszystkim problemów zachwiania równowagi i sprzeczności ekonomicznych.   
     Aby obserwować ewolucję idei wywołaną tymi wielkimi zdarzeniami historycznymi i jeszcze paru innymi, będziemy się trzymali następującego porządku:
     W rozdziale pierwszym zapoznamy się z rozwojem socjalizmu. Myśl socjalistyczna powinna być traktowana osobno, ponieważ szczególnie od czasu sukcesu bolszewizmu w Rosji, tworzy niejako odrębny świat ideologiczny. Musi być rozpatrywana najprzód z wielu względów. Przede wszystkim dla przestrzegania pewnej kolejności historycznej: bo istotnie przed 1914 r. najgwałtowniejsze prądy ideowe powstawały w obozie socjalistycznym. Następnie, ponieważ pod pewnymi względami socjalizm, zwłaszcza w formie marksistowskiej, od początku podjął ofensywę przeciwko istniejącemu ustrojowi, wskutek czego inne rodzaje myśli przybierały często postać odpowiedzi niesocjalistów na zagadnienia, które socjalizm poruszył po raz pierwszy.
     W rozdziale drugim rozpatrzymy pierwsze reakcje teoretyczne przeciwko ekonomii klasycznej wiedeńskiej i lozańskiej. (…)
     Rozdział trzeci będzie miał tytuł:
Ku idei kontroli ekonomicznej.
     Rozdział czwarty będzie poświęcony odpowiedziom liberalnym na te nowe prądy.       

Rozdział I 
Rewizja marksizmu   ………   25

     W roku 1900 nie wszyscy socjaliści uważali się za marksistów. Co więcej, kryzys rozpoczął się nawet wśród zwolenników Marksa.
     Oto w r. 1899 Edward Bernstein opublikował po niemiecku wybitne dzieło, wnet przetłumaczone na wiele języków: ..., w którym faktycznie rozstał się z zasadniczymi ideami swego mistrza. Teoria wartości dodatkowej i materializm historyczny zostały porzucone. Szczególnie dwie podstawy wiary w nadejście świata socjalistycznego, a więc wzrost koncentracji i rewolucyjna wola mas zostały mocno podważone: Bernstein dowodził że koncentracja odbywa się bardzo wolno i że w pewnych gałęziach produkcji nie następuje wcale. W całej dziedzinie rolniczej, w handlu detalicznym, w wielu zawodach miejskich związanych z pracami reparacyjnymi, usługami osobistymi, w wytwórczości luksusowej, przedsiębiorstwa rzemieślnicze utrzymują się wyłamując się spod panowania wielkiego kapitału.  Tam zaś, gdzie odbywa się koncentracja  przedsiębiorstw, nie pociąga to za sobą koncentracji własności. Klasy średnie nie wykazują tendencji do zanikania.
     Czy nie byłoby rozsądniej – zapytuje Bernstein – zadowolić zniecierpliwienie mas proletariackich przez natychmiastowe złagodzenie ucisku, jaki one znoszą,  i dążenia, nawet w ramach kapitalizmu, do polepszenia ich losu. Organizacje robotnicze powinny ograniczyć się do osiągnięcia celu mogącego zrealizować się zaraz, mianowicie do uzyskania dla swych członków przedstawicielstwa w radach zarządzających przedsiębiorstwami. Państwo, pobudzane przez partię socjalistyczną, powinno za pomocą kolejnych reform ustawodawczych zmierzać do tego samego celu.
     Książka znalazła głęboki oddźwięk. Wywołała scysje wśród socjalistów czerpiących natchnienie z dzieł Karola Marksa, spowodowała „rozkład marksizmu”2 na dwa zasadnicze nurty:  jeden z nich, w braku lepszego określenia, nazwano „rewizjonizmem” doszukującym się, jakimi środkami można by natychmiast urzeczywistnić, nawet w ramach kapitalizmu, dążenia świata robotniczego.  Drugi nurt – rewolucyjny, o wiele wierniejszy czystej myśli marksowskiej, odradzał robotnikom pokładanie jakiejkolwiek nadziei w możliwość poprawy bez załamania się kapitalizmu lub gwałtownej rewolucji.

Dział I.  „Rewizjonizm”   ………   26

     „Rewizjonizm” był zlewiskiem różnorodnych tendencji i idei, często empirycznych, nieraz bardziej zbliżonych do ideału demokratycznego, czy do myśli Proudhona lub George’a3, niż do myśli marksistowskiej, mimo iż jego twórcy zaręczali często (choć nie zawsze), że pozostają wierni zasadom Marksa.
     Objawił się rewizjonizm naprzód – około roku 1900 – w kreśleniu różnych planów „przyszłych społeczności”. Ale te plany obowiązywały tylko ich twórców. Partie i związki poczuwające się do reprezentowania świata robotniczego żywiły inne zamiary; należałoby zobaczyć jakie. Bądź co bądź niektórzy autorzy pragnący dochować wierności metodzie Marksa, chociaż dochodzili do wniosków zgoła odmiennych od swego mistrza, czuli się w obowiązku poddać analizie zachodzące przemiany ustroju kapitalistycznego i rolę historyczną związków zawodowych. Autorzy ci, mimo upływu 50 lat, wydają się jeszcze godni poznania. 
    
§ 1.  Plany przyszłych społeczności   ………   27

     Marks był zdania, że kreślenie planów przyszłych społeczności nie jest zadaniem nauki. Miał rację; nie trzeba było długo czekać, aby się przekonać, że te „utopie” pozbawione były wówczas wszelkich podstaw realnych, odzwierciedlały jednak zbyt dobrze nadzieje danej epoki, aby je zupełnie przemilczeć.

Takich planów było bardzo dużo. Maurice Bourguin, który starannie przestudiował plany swojej epoki4, sklasyfikował je nieco dowolnie na kilka kategorii:

1)  „związane z kolektywizmem”, czyli systemem oddającym wszystkie środki produkcji wspólnocie i dokonującym podziału towarów według zaplanowania władzy, czy to stosownie do potrzeb każdego, czy też zależnie od czasu włożonej pracy;

2)  zgodne z zasadami „socjalizmu państwowego”, czyli także przewidujące przekazanie wszystkich dóbr produkcyjnych państwu, reprezentującemu zbiorowość; zwolennicy tych koncepcji, licząc się z trudnościami w zastosowaniu zasady „każdemu według jego pracy”, uznawali, że wartość towarów spożywanych musi być regulowana prawem popytu i podaży;

3)  projekty „korporacyjne”, domagające się oddania dóbr produkcyjnych wyspecjalizowanym zespołom robotniczym, powołanym do dalszego dysponowania nimi.  

I.  Plany kolektywistyczne   ………   28

     Antoni Menger w małej książeczce, jeszcze dziś dobrze znanej5, przedstawił w r. 1886 różne prace z XVIII  i  XIX  wieku wypowiadające się za  realizacją „prawa do pełnego produktu pracy”. Na początku XX wieku niektóre utopie  miały jeszcze związek z ideami, rozwijanymi przez Rodbertusa6 w 1842 roku. Wiadomo, że chciał on „ukonstytuować wartość” i w tym celu skłonić państwo do zorganizowania pewnego rodzaju olbrzymiego magazynu uniwersalnego przyjmującego wszelkie towary... płacącego za nie wytwórcom...  i odsprzedającego...  Przedstawił zresztą ten projekt  raczej jako ideał... a nie jako zasadę do natychmiastowej realizacji. 
(...)

II.  Socjalizm państwowy   ………   28

     Zastrzeżenia przeciwko czystemu kolektywizmowi miały dość szeroki odgłos, aby skłonić projektodawców społeczności socjalistycznej do przedstawienia planów, które dałyby się szybciej zrealizować. Nawet Jaures od 1891 roku uwzględniał w pewnej mierze zasadę rzadkości przy ustalaniu się poziomu cen. Inni poszli za jego przykładem. Więc Georges Renard10 w 1903 r. proponował pewien poprawiony system kolektywistyczny.
(...)
     Te rozmaite pomysły dowodzą, do jakiego stopnia od 1900 r. wzbudzała wątpliwości możliwość urzeczywistnienia stałej równowagi ekonomicznej przy czystym systemie wartości opartej na pracy12 i skoro raz dopuszczono częściowe ustalanie pewnych cen według popytu i podaży, jak trudne staje się niedopuszczenie do upowszechniania tego systemu.  

III.  Plany zrywające całkowicie z zasadą wymiany według wartości opartej na pracy   ………   30

     Utopiści tego nowego rodzaju nie mogą już powoływać się na zasady marksistowskie. Ich zwolennicy co najwyżej objawiają pewne uznanie dla Marksa jako twórcy mitów i siewcy nadziei. Raczej nawiązują oni do idei rozwijanych między rokiem 1870 a 1890 w Niemczech przez teoretyków zwanych „socjalistami ex cathedra”13.
     Propagowali oni przede wszystkim rozwój przedsięwzięć kolektywnych, lecz według nich powinno się to odbywać bez stosowania przemocy, bez usuwania własności prywatnej tam, gdzie pozostaje ona najbardziej ekonomicznym sposobem gospodarowania i gdzie kapitał nie wywiera swej przemożnej władzy na pracowników najemnych. W razie wywłaszczenia należy wypłacać odszkodowania wywłaszczonym. Ta stopniowa socjalizacja, nie krzywdząca właścicieli i bezbolesna, winna być realizowana bez stosowania zasady wartości opartej na pracy. Ceny powinny być ustalone według prawa podaży i popytu; najwyżej przedsiębiorstwa publiczne powinny dostarczać swych produktów i usług bez zysku, po cenach korzystnych dla użytkowników, czyli w interesie ogólnym.
     Dzisiaj idee te wydają się przestarzałe  Ale idee te w dalszym ciągu mają swoich wyznawców; odżywają one w pewnych dzisiejszych propozycjach na rzecz „nacjonalizacji”.

IV. Socjalizm korporacyjny   ………   31

     Jeszcze na początku XX wieku wielu autorów wierzyło, że socjalizm może być urzeczywistniony drogą mnożenia się związków pracowniczych, podejmujących się prowadzenia niezależnych przedsiębiorstw na własny rachunek, po uzyskaniu kapitału zakładowego drogą pożyczki lub daru. Czy w ten sposób nie uniknęłoby się wyzysku pracowników? Czy dzięki temu kapitał nie mógłby stać się wspólnikiem albo nawet sługą pracy?
     Formuła ta, zapożyczona pośrednio od Lous Blanca i od Proudhona, kierująca się tym samym ideałem co spółdzielnie produkcyjne, zawsze wywoływała wiele przychylnych odgłosów w krajach o tradycjach rękodzielniczych, to znaczy w Europie Zachodniej19, a zwłaszcza we Francji. Hasła: „Kopalnie dla górników” lub „Koleje dla kolejarzy” – zawsze były popularne i tłumaczą obecne rozczarowanie świata pracy do reform ustrojowych, mających na celu wywłaszczenie kapitału prywatnego na rzecz państwa, a nie na rzecz pracowników.
     Nigdy jednak ideał ten nie doprowadził do poważniejszych osiągnięć;  kooperatywy wytwórcze robotników prawie wszędzie upadly22. Obecnie wobec olbrzymich przemian ustrojowych dokonanych w Rosji Radzieckiej – tworzenie drobnych grup pracowniczych mających osiągać zyski, nie przedstawia się już jako reforma w duchu rzeczywiście socjalistycznym23.

V.  Program spółdzielczy24   ………   32

     Wkrótce po roku  1900 i po upadku różnych typów przedsiębiorstw robotniczych (warsztaty społeczne, spółdzielnie wytwórcze itd.)  Charles Gide  (1847 – 1932) wzbudził wielkie nadzieje, twierdząc, że spółdzielnie spożywcze będą mogły zapewnić „panowanie konsumenta”25.
     Czyż nie byłyby one w stanie drogą współzawodnictwa usunąć swych konkurentów – kupców prywatnych, a następnie dzięki nagromadzeniu rezerw  przejść do wielkiej produkcji? Ponieważ „zwracają” one cześć zysków swym członkom – spożywcom proporcjonalnie do wysokości zakupów każdego, czy spółdzielnie te nie osiągną w końcu, bez rewolucyjnej przemocy, zarówno ideału Bastiata (obniżka cen) jak i celu socjalizmu (zanik zysku i kapitału) i chrystianizmu (podporządkowanie życia ekonomicznego innym czynnikom, niż poszukiwanie osobistych korzyści)?
     Ilość i rozmaitość wszystkich tych projektów przyszłej organizacji społecznej świadczy o tym, do jakiego stopnia troszczono się o odnowę społeczną w zaraniu XX wieku i jak wiele umysłów, nawet zniechęconych do ustroju kapitalistycznego jego rabunkowością, wahało się jednak przyjąć bez zastrzeżeń kolektywizm.

§  2.   Stanowisko  głównych partii socjalistycznych w poszczególnych krajach ………   33

    
Przywódcy mas robotniczych zawsze jednak odnosili się z niejakim niedowierzaniem do planów przyszłych społeczności, wskazanych powyżej. Większość  ich  od 1900 do 1914 roku bardziej uległa ideom marksistowskim, chociaż właściwie nie były one całkowicie marksistowskie, to jednak w kierownictwie akcją masową  liczyły się z pewnymi warunkami czasu i miejsca. Można powiedzieć, że w każdym narodzie socjalizm zajmował specyficzne stanowisko.

I.  W Anglii   ………   33

   
 Formą brytyjskiego socjalizmu jest „labouryzm” – ruch czerpiący wskazania z doświadczeń, ale związany z ideologią niemarksistowską, z ideologią „fabianów”. Wiadomo, co oznacza ten wyraz: pewna ilość młodych ludzi pochodzenia burżuazyjnego i inteligenckiego, przejąwszy się za Ruskinem odrazą do przeciętności ducha „kapitalistycznego”, zgrupowała się około 1885 roku w celu działania w myśl propagandy socjalistycznej. Ponieważ zamierzali posługiwać się przeciwko kapitalizmowi taktyką „wyczekującą”, nie gwałtem, przyjęli nazwę od imienia Fabiusa Kunktatora. Do ich grona należeli przede wszystkim Sidney Webb, Bernard Shaw, G. H. Wells, J. Hobson. Poczucie humoru, sceptycyzm, zdecydowana chęć zachowania pewnej niezależności umysłowej, zabezpieczyły ich przed wszelkiego rodzaju dogmatyzmem.  Nie byli nigdy marksistami  ani też wielbicielami Marksa; nie wierzyli nigdy w materializm historyczny, ani w teorię wartości dodatkowej, ani w prawo wzrastającej koncentracji bogactw, ani w zalety walki klas28. Przeciwnie, byli zdania, że socjalizm powinien mieć na celu wyzwolenie duchowe i dlatego mniej mieli wiary w akcję mas robotniczych, niż w działalność kilku intelektualistów.
     Zawsze podniosłe ich myśli były zabarwione moralizatorstwem; idee ekonomiczne nie zajmowały w nich pierwszego miejsca29;  są one często rozwijane z większą elokwencją niż ścisłością teoretyczną. (...)
     Ów socjalizm, pozbawiony mocnych podstaw teoretycznych doprowadził do programu rozszerzenia zakresu ekonomicznego działania państwa. Ziemia i kapitał miały przejść z dziedziny zawłaszczenia prywatnego na własność wspólnoty. Przez opodatkowanie progresywne i rozwój przedsiębiorstw publicznych państwo winno się przyłączyć do akcji związków zawodowych i kooperatyw spożywczych dla dokonania stopniowego przelewu własności. Powinno to odbywać się stopniowo i bez gwałtów.
     Ten program empiryczny, tak odpowiadający umysłowości angielskiej, zatriumfował w Anglii nad tradycjami liberalnymi. Sztab partii laburzystowskiej został w krótkim czasie utworzony z fabianów lub ich zwolenników: ci zajęli ważne stanowiska w radach rządu brytyjskiego, gdy labouryzm doszedł do władzy. I nie można zaprzeczyć, że niektórzy członkowie partii konserwatywnej i liberalnej zostali pociągnięci tą propagandą. Wszystko to w pewnym stopniu wyjaśnia pokojową rewolucję, jakiej uległa od 1945 roku W. Brytania.

II.  We Francji   ………   35

    
Po zdławieniu Komuny paryskiej w 1871 r., gdy zapanował „porządek moralny”, idee socjalistyczne straciły znaczną część swego wpływu. Przywrócił go Jules Guesde; twierdził on, zgodnie z myślą marksistowską, że masy robotnicze powinny same dokonać swego wyzwolenia. W początkach wieku XX odrodzenie związków zawodowych i powstanie zjednoczonej partii socjalistycznej31, reprezentowanej w parlamencie przez niewielu deputowanych i należącej do II  Międzynarodówki, dodały większej siły ideom socjalistycznym. Ale ta partia wkrótce uległa wpływowi wielkiej postaci, jaką był Jean Jaures, nie będący marksistą32.
     Jaures (1859-1914) był przede wszystkim idealistą o bardzo wysokiej kulturze, rozkochanym w „poetach i filozofach”. Średniej miary ekonomista, nigdy jednak nie wyjaśnił przyczyn ekonomicznych swego przystąpienia do socjalizmu. Bez wątpienia było to pragnienie urzeczywistnienia większej sprawiedliwości społecznej, ale miało to charakter dość mglisty. W gruncie rzeczy Jaures był raczej prudonistą niż marksistą, więcej troszczył się o moralne i intelektualne dźwignięcie  rzesz robotniczych, niż o polepszenie ich bytu materialnego. (...)
     Po wojnie 1914 r., gdy socjalizm S.F.I.O.33 odgrodził się na swym lewym skrzydle od zwolenników Międzynarodówki moskiewskiej, zrywając z nimi, na prawicy zaś – odrzucając pewne „herezje”, z których najważniejszą reprezentowała  „Francuska Partia Socjalistyczna”34, miała S.F.I.O. dwóch głównych przedstawicieli: Leona Bluma i Leona Jouhaus. Pierwszy lepiej od Jauresa wyjaśnił, dlaczego został socjalistą35. Najwyższą niesprawiedliwością, którą winien naprawić socjalizm – myślał on – jest nierówność startu: dziecko bez wykształcenia nigdy nie będzie miało tylu okazji do rozwijania swej osobowości co dziecko, które przyszło na świat bogate i mogło się uczyć. Skandal polega nie na nierówności, ale na tym, że nierówność nie jest związana z zasługą. Należy więc  „wprowadzić rozsądek i sprawiedliwość tam, gdzie dzisiaj decyduje przywilej i przypadek”. W tym celu Leon Blum nie liczył, wzorem marksistów, na nieuniknione przekształcenie społeczeństwa kapitalistycznego; nie sądził, żeby konieczne było zniesienie prywatnej własności. Twierdził tylko, że ona
przekształca się (co było niedostatecznie sprecyzowane). Dla przyspieszenia tej przemiany domagał się, aby produkcja została naprzód poddana dyrektywom rządowym; dopiero po przyjęciu systemu ekonomiki kierowanej można będzie dojść do kolektywizacji środków produkcji.
     Począwszy od 1920 r. S.F.I.O.37 stawała się ruchem coraz bardziej reformistycznym, a nawet drobnomieszczańskim... (...)... w jej programie od 1920 r. [postulaty] mniej uwzględniają interesy ściśle robotnicze, więcej natomiast kierują się koncepcją dobra ogólnego. (...)
     Dodajmy do tego od 1930 r. program gospodarki kierowanej, szczególnie usprawiedliwiony chęcią walki z oligarchią „200 rodzin”, to znaczy z koncentracją władzy (nie własności), występującą w organizacji kapitalizmu naszych czasów, i przeciwko zakłóceniom w równowadze tej gospodarki (argument, który zyskał na znaczeniu od 1930 r., tj. od czasu „wielkiej depresji”).
     Wszystko to nie jest ściśle marksistowskie. Przeciwnie, wydaje się, że S.F.I.O.we Francji podjęła zadanie udowodnienia, że reformy mogą się udać nawet w ramach instytucji obecnych lub przynajmniej , że mogą stopniowo się przekształcać i zmierzać w kierunku socjalistycznym bez gwałtownej rewolucji.  

III.  W Belgii  ………   38

    
 U sąsiadów naszych jeszcze bardziej niż we Francji można spostrzec, że troska o ulepszenie natychmiastowe góruje nad pragnieniem zbudowania podstaw społeczeństwa niekapitalistycznego. Można też zauważyć, że odwoływanie się do państwa jest nie tak częste niż u nas...  Twierdzenie, że klasa robotnicza powinna przede wszystkim liczyć na samą siebie...do opracowania „systemu gandawskiego”41...; polega on na tym, że związki zawodowe lub spółdzielnie używają swego mienia (składki i rezerwy) w ten sposób, by przeniknąć jako akcjonariusze do istniejących towarzystw produkcyjnych lub zakładają nowe stowarzyszenia produkcyjne, aby bronić w tych w tych przedsiębiorstwach interesów personelu przez nie zatrudnianego. Został nawet utworzony Belgijski Bank Pracy, aby zarządzać portfelem papierów wartościowych należących do instytucji robotniczych. (...)... ruch ten nabrał wielkiego rozmachu przed 1930 r. i został powstrzymany dopiero przez trudności , towarzyszące „wielkiej depresji”.

IV.  W Niemczech  ………   39

      Rozwój idei socjalistycznych w Niemczech przed rokiem 1930 był odmienny od tego, jaki odbywał się wówczas w krajach Europy Zachodniej w tym sensie, że zagadnienie zgodności z Karolem Marksem nigdy nie przestawało w Niemczech istnieć.
     Przecież Bernstein bardzo prędko został uznany tam za renegata. Tak też traktował go Karol Kautsky, który aż do 1914 roku wraz z Beblem był głównym przedstawicielem niemieckiej myśli socjalistycznej.  Kautsky nazywał siebie marksistą  i główne jego dzieła miały na celu krytykę stanowiska Bernsteina z marksistowskiego punktu widzenia. Bez wątpienia – odpowiadał mu – koncentracja nie odbywa się tak szybko, jak zapowiadał to Karol Marks; bez wątpienia klasy średnie utrzymują się i odradzają, a masy robotnicze, chronione przez ustawodawstwo społeczne, nie wpadają w coraz większą nędzę. Ale to wcale nie przeczy tezom marksistowskim. Zasadniczą rzeczą w tych tezach jest twierdzenie, że dopóki istnieje kapitalizm, potęga kapitału, jego panowanie nad robotnikami musi wzmacniać się aż do dnia, w którym uznają oni to jarzmo za nie do zniesienia. (...)

Nastąpiła I wojna światowa, później klęska Niemiec i rozruchy rewolucyjne, które nawiedziły Niemcy w końcu 1918 r.
     W 1919 roku stanowiska zajęte poprzednio uległy zupełnemu odwróceniu. Już nie Karol Kautsky, lecz Róża Luksemburg, R. Hilferding i Karol Liebknecht reprezentowali wówczas czystą tradycję rewolucyjną i marksistowską, starając się skierować lud niemiecki na tory równoległe do tych, którymi w poprzednim roku poszedł naród rosyjski45.  Główni przywódcy socjaldemokracji, w tej liczbie Kautsky, przerazili się gwałtów rozpętanych wówczas i uznali, że lud niemiecki nie dojrzał jeszcze do objęcia władzy. Niektórzy z nich brali udział w poskramianiu rozruchów. Róża Luksemburg i Liebknecht zostali zamordowani 15 stycznia 1919 r.46
     W 1919 r. stanęło na porządku dziennym zagadnienie socjalizacji. Rady Robotnicze utworzyły się w zakładach wytwórczych i wkrótce stały się skrajne w porównaniu ze związkami zawodowymi. Po klęsce jednak spartakizmu wpływy ich malały  coraz bardziej i komisja socjalizacji pod przewodnictwem Kautskiego przyjęła środki pośrednie. Twierdzono, że do socjalizacji gospodarki można dojść w różny sposób: albo uspołecznić własność, czyli skasować własność prywatną środków produkcji, albo uspołecznić zyski, czyli ograniczyć podział dywidendy, albo wreszcie uspołecznić władzę ekonomiczną, to znaczy ustanowić ścisły nadzór państwa nad wszelką własnością prywatną. Ta ostatnia metoda wydawała się dostateczna i najdogodniejsza do natychmiastowego zastosowania.  (...)  Ostatecznie utworzono w imię socjalizacji  całe piramidy rad i karteli nadzorowanych. Zapomniano o tym, że w nich rzesze robotnicze nie są reprezentowane. Lecz zamęt w umysłach był tak wielki, że teza ta przeszła bez poważniejszych trudności. Zasada socjalizacji według myśli marksistowskiej została porzucona na rzecz systemu gospodarki kierowanej. Później potrafiono także przedstawić kartele, jako znakomite narzędzia racjonalizacji.
     W ten sposób wytyczono drogi dla gospodarki nie mającej nic wspólnego z socjalizmem; rady robotnicze były stopniowo pomijane, aż zostały zupełnie zniesione.   

§  3.   Kilka prac na temat losów kapitalizmu ………   42

    
Jak widzimy, w Europie Zachodniej partie socjalistyczne od początku XX wieku skłaniały się stopniowo ku programowi reform natychmiastowych i praktycznych w kapitalizmie. Przyznajemy, że jest to ciekawsze dla ogólnej historii, niż dla historii rozwoju idei społecznych. Daleko bardziej interesujące z naszego punktu widzenia są liczne studia, starające się wyjaśnić przyszły los kapitalizmu lub akcji klasy robotniczej. Te interpretacje, dokonywane przez intelektualistów pochodzenia marksistowskiego lub stosujące metody marksistowskie, lecz bardzo mało liczące na przemoc walki klas, doprowadzały najczęściej do wniosków odmiennych od Marksa, a nieraz wprost z nimi sprzecznych. Chociaż angażowały one tylko osoby swych autorów, godne są jednak uwagi, gdyż świadczą o niezależności myśli i opierają się na zjawiskach społecznych, których Marks, występujący zbyt wcześnie, nie mógł znać.
     Nie będziemy tu omawiali wszystkich zrodzonych pomysłów, lecz jedynie trzy koncepcje najbardziej reprezentatywne dla tego sposobu myślenia.   

                              I.  Werner Sombart (1863 – 1941)47

     W dziełach Karola Marksa, powiedział W. Sombart, znalazłem punkt wyjścia dla moich własnych badań. Studiując jednak kapitalizm, dał mu inną definicję. Według niego, najbardziej charakterystyczną cechą każdego ustroju jest najsilniejszy bodziec jego działania. Kapitalizmu nie charakteryzuje więc według niego, jak według Marksa, panowanie posiadaczy kapitału, lecz nieograniczona chęć zysku; to właśnie dążenie tłumaczy powstanie i rozwój kapitalizmu, tworzenie najpierw wielkich przedsiębiorstw i zdobywanie rynków zbytu, następnie wyzysk i koncentrację.
     Jednakże Sombart był teoretykiem średniej miary. Wolał efektowne (i sporne) syntezy historyczne od rozwijania abstrakcyjnych dowodzeń. Interesował się głównie początkami i przyszłością kapitalizmu.
     Według niego kapitalizm rozpoczął się mniej więcej w XVI wieku, przede wszystkim wskutek przemiany moralnej, jaka się wtedy dokonała. Podczas gdy w wiekach średnich rzemieślnicy pracowali głównie dla zapewnienia utrzymania rodzinie, z przymusu poddaństwa albo dla zbawienia duszy, w każdym bądź razie bez zapału zdobywczego, w XVI wieku nieograniczona żądza zysku została usprawiedliwiona przez Reformację48 i pod wpływem Żydów stała się ogólnym bodźcem  działania. Kapitalizm rozwijał się stopniowo dzięki odkryciu nowych rynków zbytu i nagromadzeniu kapitałów pochodzących głównie z renty gruntowej. Jego rozkwit trwał przez dwa stulecia  dzięki zyskom realizowanym w dziedzinie spekulacji, handlu i przemysłu. Początkowo odwoływał się do opieki państwa (merkantylizm, kolbertyzm), później stał się liberalny, gdy przypuszczał, że wolność będzie sprzyjała jego zdobyczom, ułatwi inicjatywę jego przedstawicielom i otworzy im rynki zbytu. Przez długi czas był więc systemem dynamicznym i zdobywczym: sprzyjał bajecznemu rozwojowi produkcji i dochodów. Sombart nie ukrywał swego podziwu dla dzieła wielkich „kapitanów” przemysłu.  
     Jednakże  czuł się w obowiązku przedstawić wady ustroju, ale zarzuty jego pod tym względem były zawsze mniej surowe od krytyki Marksa.
Dotyczyły przeważnie strony moralnej: marna żądza wzbogacenia materialnego, brak skrupułów wśród wielkich kapitalistów, poświęcanie jakości wytworów dla ich ilości, brak wyobraźni, kierowanie się utylitaryzmem, powierzchowna tylko znajomość rzeczy. Sombart bardzo niewiele zajmował się zjawiskiem wyzysku; rozpatrywał je głównie pod kątem historycznym, przypominając bardzo niskie płace w początkach kapitalizmu i tłumacząc je nieznajomością fachu oraz małą wydajnością pracy byłych wieśniaków, zbyt wcześnie oderwanych od pracy w polu w celu użycia ich w wielkich zakładach przemysłowych.  
     Ale dla tego historyka kapitalizm nie był ustrojem jednolitym. Jeśli do XX wieku
Frühkapitalismus był zdobywczy i ekspansywny, to dzisiejszy Hochkapitalismus, wskutek rozwoju ducha „burżuazyjnego” coraz mniej dąży do ekspansji, coraz więcej zaś do bezpieczeństwa i racjonalnej organizacji. Wielkie firmy po opanowaniu rynków pragną je zachować wbrew konkurencji nowoprzybywających, lepiej wyposażonych technicznie lub bardziej rzutkich. W tym celu domagają się pomocy od państwa, które im zapewnia ochronę celną. Albo też tworzą między sobą porozumienia (kartele) dla podziału rynków zbytu, utrzymania pewnego podziału cen, dobrowolnego ograniczenia produkcji (maltuzjanizm ekonomiczny). Racjonalizacja oznacza zastąpienie faktycznej konkurencji systemem organizacji rynków. Co więcej, w razie kryzysu, może się zdarzyć, że pod różnymi pretekstami przedsiębiorstwa żądają od państwa ratunku finansowego, przez co może dojść do zjawiska „uspołecznienia strat”49.  
     Ten kapitalizm zestarzały i upadający jest bardziej wrażliwy  na poczucie społecznej sprawiedliwości niż wczesny kapitalizm. Więcej zajmuje się zaspokojeniem żądań mas. Ale cnoty nabyte przezeń w ten sposób są z nadwyżką skompensowane przez utratę dynamizmu. Zmierza on do stagnacji, to znaczy do utrwalenia zdobytych pozycji i już osiągniętego poziomu produkcji, do „stabilizacji koniunktury”, co – jak powiada Sombart – staje się „poważną groźbą dla kapitalizmu w jego dzisiejszej formie”, gdyż „kapitalizm najwięcej zawdzięcza rytmowi wzrastającej koniunktury”. Musi więc zginąć.      
     Sombart także wierzy w marsz ku socjalizacji, ale do socjalizacji bardzo różnej formą od zapowiedzianej przez marksistów. Do „uspołecznienia strat” przyłączy swe „uspołecznienie korzyści”, to znaczy udział państwa w zyskach, chociaż może to być państwo niekoniecznie proletariackie. Zwłaszcza wierzył on, że tendencje racjonalizatorskie doprowadzą do Planwirstschaft, do ekonomiki planowanej, organizowanej początkowo przez wielkie kartele, później jednak coraz ściślej kontrolowanej przez państwo, aż do czasu, kiedy władze publiczne będą mogły obyć się bez karteli i same ustalać własne plany produkcji. Otóż takie państwo, obarczone zrazu kontrolą produkcji, następnie zaś samą produkcją, Sombart wyobrażał sobie zawsze jako przedstawiciela interesów narodowych w dość wąskim pojęciu. Socjalizm, o którym myślał, miał być daleko mniej proletariackim niż narodowym. I oto prawdopodobnie dlaczego w ostatnich latach swego życia Sombart, który niegdyś był marksistą, ale nigdy „nazistą”, dość dobrze współżył z reżimem hitlerowskim. Wprawdzie nie był przezeń honorowany, ale istniała zbieżność między jego myślą a światopoglądem, który służył za podstawę hitleryzmowi: ta sama krytyka – natury etycznej – kapitalizmu, to samo apoteozowanie ducha bohaterstwa przeciwnego racjonalizmowi burżuazyjnemu czy żydowskiemu, ta sama skłonność do planowania gospodarki w skali państwowej.  

                              II.  Lucien Laurat

     Lucien Laurat, z pochodzenia Czech, mieszka we Francji i dzieła swe pisze po francusku. Nigdy nie przestał uważać się za marksistę, od trzydziestu prawie lat utrzymuje stosunki z marksistami z całej Europy nie wyłączając Moskwy i uchodzi obecnie za jednego z najlepszych znawców nauki Marksa i Engelsa. Wszystkie jego nowe prace znajdują się jednak w wyraźnej sprzeczności z tezami stalinowskimi50.
     L. Laurat zapożyczył od Marksa teorię kryzysów, teorię wyzysku robotników, jego słownictwo (na przykład formuły: „kapitał stały” i „kapitał zmienny”), przeważającą część jego teorii państwa. Jest także marksistą w swej trosce, kiedy krytykuje niektóre myśli snute obecnie przez marksistów, stara się wykazać, że to nie Marks, lecz jego interpretatorzy się mylili. Trzeba się wystrzegać – powiada – zbyt łatwych wulgaryzacji myśli mistrza.
     Wierność  dla Marksa – według Laurata – powinna się objawiać przede wszystkim w przestrzeganiu zalecanej przez niego metody badań. Należy w świetle materializmu historycznego, i idei walki klas, studiować zjawiska naszych czasów i badać, dokąd prowadzą one świat kapitalistyczny.
     Analiza Laurata, zwłaszcza w... rozwija się w takim mniej więcej sensie: Dążeniem socjalizmu jest nie tyle ustrój sprawiedliwszy , ile ustrój bardziej rozumny. Od kilku wieków technika produkcji zrobiła bezsporne postępy, ale nauka o organizacji gospodarczej pozostała bardzo w tyle. Przypominając przykazanie: „Będziesz zdobywał chleb swój w pocie czoła”; Laurat dodaje: „To zdanie biblijne stało się nieco anachronizmem, nie walka z przyrodą wyciska teraz pot z pracującego, lecz walka z gospodarką chaotyczną, a przecież nieopanowaną”. Przystępuje więc do przedstawienia bezładu i chaosu kapitalistycznego. Właściciele środków produkcji – powiada – są wszechpotężni na rynku, gdyż wobec nich robotnicy są tylko pozornie wolni. Mogą więc zagarniać wartość dodatkową przyjmującą trzy postacie: zysków, procentów od kapitału i renty gruntowej.
     Proces ten nieustannie przybiera na sile. Rzeczywiście istnieją dwa wielkie prawa kapitalizmu. Pierwsze to prawo przeludnienia względnego. W produkcji część kapitałów poświęcanych na budowę maszyn  (co Marks nazywa „kapitałem stałym”) zwiększa się szybciej od części przeznaczonej na płacę („kapitał zmienny”); stąd ciągły wzrost rezerwowej armii przemysłowej i nieustanne powiększanie się liczby bezrobotnych (przeludnienie względne). Drugie wielkie prawo dotyczy stałej tendencji do stosunkowego spadku funduszu płac w całokształcie dochodów. W wyniku działania tych dwóch praw robotnicy nie mogą już nabywać tego, co sami produkują, zjawisko nadprodukcji jest zatem w systemie kapitalistycznym stanem normalnym. Jest tylko jeden sposób wyjścia z tej quasi permanentnej nadprodukcji: zwiększenie zdolności nabywczej mas robotniczych, tj. wzrost płac. Ale to nie może się odbyć bez zmniejszenia udziału kapitalistów. Otóż z tym rozwiązaniem kapitalizm zacięcie walczy: woli już stosować przeciwko własnym wynaturzeniom środki tak bezsensowne i wybitnie chwilowe, jak niszczenie bogactw istniejących (maltuzjanizm ekonomiczny) lub też poszukiwanie dalszych rynków zbytu, gdzie zawiera się transakcje na kredyt (kolonializm). Musi się to jednak pewnego dnia skończyć wyjątkowo groźnym kryzysem nadprodukcji.
     To wszystko jest bardzo bliskie marksizmu. Ale jest i coś nowego: Marks znał – powiada Laurat – tylko początkową fazę kapitalizmu – kapitalizm wolnokonkurencyjny, ale ten obecnie już nie istnieje, ustąpiwszy miejsca kapitalizmowi zorganizowanemu.
     Ten kapitalizm uporządkowany, zdyscyplinowany powinien odegrać w rozwoju społeczeństw ludzkich rolę zupełnie nową. Nie zdąża on fatalistycznie, jak przypuszczał Marks, ku ostatecznej katastrofie, związanej ze stałą nadprodukcją; zmierza bez wątpienia ku socjalizacji, lecz innymi drogami. Jakież to drogi? Autor wymienia cztery główne:
     1.  Przede wszystkim „rozwój towarzystw akcyjnych podkopuje podstawy własności prywatnej”. Uświęcając rozdział między funkcją kierowniczą i własnością kapitału, system ten wykazuje, że działanie przedsiębiorstwa może być zapewnione przez pracowników najemnych, począwszy od naczelnego dyrektora aż do ostatniego wyrobnika. System towarzystw akcyjnych stanowi więc niezbędne przejście do kolektywnej własności kapitału. 
     2.  Wzrastające podporządkowanie przedsiębiorstw dyrektywom wielkich karteli, wielkich trustów – przyzwyczaja je stopniowo do podlegania racjonalnemu planowi produkcji, podobnemu do takiego, który w gospodarce uspołecznionej byłby ustalany przez odpowiedzialnych szefów gospodarki kolektywnej. Z punktu widzenia administracji i kierownictwa  kapitalizm zorganizowany wykazuje cechy wybitnie socjalistyczne. W gałęziach zmonopolizowanych cala działalność jest scentralizowana, skoordynowana, zreglamentowana, zracjonalizowana. Kapitał pod tym względem wykonał olbrzymią pracę przygotowawczą do socjalizmu. W chwili nadejścia socjalizmu wcale nie trzeba będzie dokonywać wielkich zmian w funkcjonowaniu tego mechanizmu. Krótko mówiąc, z punktu widzenia technicznego i administracyjnego, kapitalizm zorganizowany jest socjalizmem w stanie potencjalnym i brakuje tylko jednej rzeczy, żeby go przekształcić w socjalizm rzeczywisty: obalenia oligarchii monopolistów.     
     3.  Państwo odgrywa w kapitalizmie zorganizowanym zupełnie inną rolę niż w kapitalizmie liberalnym. Laurat stara się nie zaprzeczać Engelsowi, według którego państwo jest zawsze i z konieczności narzędziem klasy panującej. Nie chcąc powiedzieć coś przeciwnego, Laurat stwierdza, że w czasach kapitalizmu zorganizowanego mogą jednak zajść takie okoliczności, kiedy klasą panującą nie jest klasa kapitalistów; może się więc zdarzyć, że od czasu do czasu państwo działa zgodnie z interesami innych klas.  
     4.  Wreszcie zorganizowany kapitalizm natrafia na „zorganizowany antykapitalizm”: czynnik, którego nie znał dawny kapitalizm liberalny. Oznacza to, że istnieją instytucje robotnicze (związki zawodowe, spółdzielnie, towarzystwa wzajemnych ubezpieczeń, banki robotnicze) walczące z  przywilejami kapitalistycznymi i mające za zadanie stopniową likwidację wartości dodatkowej.

Gospodarka kierowana mogłaby być świetnym narzędziem rewolucji, pod warunkiem, że przyszli dyrektorzy ekonomiki nie byliby kapitalistami działającymi pod wpływem interesów osobistych, lecz reprezentantami wspólnoty, mającej na celu jedynie dobro społeczne. Należałoby więc dojść do ekonomiki mieszanej, tj. gospodarki posiadającej sektor uspołeczniony i sektor wolny, pod warunkiem, że żadna granica nie byłaby wytyczona między jednym a drugim i że pewna ilość czynności mogłaby z czasem przesunąć się z sektora wolnego do sektora uspołecznionego.                     

                              III.  Henri de Man51

     Autorem natchnionym przez marksizm i najbardziej zasadniczo odżegnującym się od marksizmu ortodoksyjnego  na początku XX wieku zdaje się być BelgijczykHennri de Man, który w 1926 r. wydał w Jenie książkę zatytułowaną: Zur Psychologie des Sozializmus.
     Henri de Man przede wszystkim starał się uzasadnić, dlaczego należało pójść „poza marksizm”. I odpowiada: dlatego, że Marks popełnił błędy faktyczne, że przekazał swym uczniom, pragnącym poprawić jego doktrynę, zły instrument metodologiczny, który psuje cały system i popycha ich samych do fałszywej wykładni faktów, że wreszcie  te błędy doprowadziły do zlej orientacji cały ruch socjalistyczny.
     Według  Henri de Mana Marks popełnił trzy błędy zasadnicze:
     1.  Omylił się co do źródła uczuć socjalistycznych, i to tak poważnie, że cała koncepcja socjalizmu została wypaczona. Dla niego socjalizm był ruchem czysto robotniczym; wszystkie żądania socjalistyczne sprowadzały się do jednego: odzyskania przez klasę robotniczą kapitalistycznej wartości dodatkowej, której została pozbawiona. Dopiero po uświadomieniu sobie interesu klasowego, kierując się poczuciem tego interesu mogliby robotnicy drogą walki klasowej i w jej wyniku stać się sprawcami dzieła przekraczającego ich zrozumienie. Ile twierdzeń – powiada de Man – tyle błędów i niezręczności. Solidarność robotników nie pochodzi wyłącznie stąd, że zdobywają świadomość swych wspólnych interesów. Jest to niemożliwe, gdyż nie istnieje wspólny interes klasy robotniczej. Przeciwnie. W rzeczywistości robotnicy konkurują ze sobą jako sprzedawcy siły roboczej.  (...)
     2.  Marks mylił się także co do znaczenia ruchu robotniczego dla dzieła dokonania rewolucji. Proletariusz nie jest przecie bohaterem nieświadomym, obarczonym bez swojej wiedzy misją dziejową, której cel nie jest mu wiadomy; jest istotą żywą, ulegającą entuzjazmowi i słabościom, istotą, która się waha, przeczy sobie, nie jest zdolna do prowadzenia ludzkości o własnych siłach ku celowi wskazanemu przez Marksa. Ulega on zbyt wielu pokusom odstręczającym go od czynu rewolucyjnego.
     Przede wszystkim  robotnik dąży do tego, by upodobnić się do
bourgeois. Pochodzi  to stąd, że ze wszystkich sprężyn, które go pobudzają, najsilniejszą jest chęć unicestwienia wyzysku, jakiego jest ofiarą.  Dlatego te zamierzenia rewolucyjne często przekształcają się po prostu w ruchy mające na celu podniesienie płacy.
     Błędem byłoby przypisywanie masom zalet, których poszczególny robotnik nie posiada. (...)
     To upodobnienie klasy robotniczej do burżuazji objawia się głównie w braku kultury proletariackiej.
Bourgeois, wraz ze swą próżnością, swym zbytkiem prawdziwym czy fałszywym, jest dla robotnika nie źródłem nienawiści i odrazy, lecz podziwu i zazdrości. (...)   
     3.  Marks omylił się co do stanowiska innych sił (poza ruchem robotniczym) wobec socjalizmu. Socjalizm nie jest ruchem wyłącznie robotniczym i nie utożsamia się z walką klas; przeciwnie, ruch robotniczy w swym dziele realizowania socjalizmu ma dwóch sprzymierzeńców: państwo i inteligencję. Państwo nie jest narzędziem panowania klasy kapitalistycznej, odwrotnie, może ono służyć interesom robotniczym.
     Te błędy Marksa, według  H. D. Mana wynikały z fałszywych koncepcji filozoficznych. Marks stał się ofiarą racjonalizmu i dążenia – właściwego całemu wiekowi XIX – do zastosowania w naukach humanistycznych metod badawczych właściwych naukom przyrodniczym. Doświadczalność, podstawowa cecha tych metod, przyzwyczaiła uczonych do pracy nad kategoriami obdarzonymi przez nich takimi właściwościami, jakich się nigdy nie spotyka w życiu w stanie czystym. (...)
     Słowem de Man oskarża Marksa, kierującego się fałszywą filozofią, o złe interpretowanie psychiki robotnika czy masy robotniczej i o błędne zwrócenie ruchu robotniczego ku walce klas, przez inspirowanie się wyłącznie  interesami jednej klasy. Wyobrażał sobie socjalizm jako doktrynę, która powinna być bezinteresowna.
     Czy po tej gwałtownej krytyce marksizmu można znaleźć w dziełach Henri de Mana stronę konstruktywną? Musimy przyznać, że jest ona słabsza. Nie ma w niej ani przedstawienia celu wyznaczonego socjalizmowi, ani lepszych sposobów socjalizacji. (...)
     Co należy robić, aby działać przeciw kapitalizmowi?
     Marks widział w robotnikach jedynych budowniczych przyszłej społeczności socjalistycznej. De Man przeciwnie, mało w nich pokłada nadziei, ponieważ nigdy klasa ujarzmiona nie mogła zrodzić nowej cywilizacji i dlatego, że – dla zilustrowania tej ogólnej tezy  - robotnicy wykazują w tym kierunku mało zdolności. Czyż nie udowodniono, że robotnicy pomału grzęzną w podziwie i pożądaniu zwyczajów burżuazyjnych, że masy są niedołężne i dążą jedynie do polepszenia swych warunków materialnych. (...)
     Ale przede wszystkim narzuca się konieczność reformy moralnej i oto czemu de Man przypisuje największą rolę w realizacjach socjalistycznych inteligencji, tej inteligencji, którą Marks wcale się nie przejmował, chociaż do niej należał. Niesłusznie zapomniał, że socjalizm był od początku ruchem inteligenckim i unicestwił zupełnie całą „galerię przodków”, którzy występowali przed nim. Według de Mana wszyscy inteligenci są przychylnie usposobieni  do socjalizmu. Rola ich powinna polegać przede wszystkim na strzeżeniu, aby socjalizm zachował charakter ruchu szeroko otwartego; nie należy dopuścić, aby opanował go prąd zbyt dogmatyczny, uznający się za ortodoksyjny i narzucający swoje tematy. Przeciwnie, należy, aby wszystkie pierwiastki socjalizmu, a więc i wszystkie utopie, były w nim reprezentowane. (...)          
     Streszczając się, ruch robotniczy powinien stanowić zespół najlepszych chęci dobrowolnych. Ożywieni ideałem sprawiedliwości, robotnicy i inteligenci powinni pokusić się o dokonanie rewolucji, ale rewolucji pokojowej, poczętej we własnej duszy. Jedni i drudzy powinni sposobić się do nadejścia świata, gdzie nie będzie się pracowało dla zysku lub w obawie głodu, lecz z radością, dla celów bardziej bezinteresownych. Wszystko to, co ułatwia tę reformę moralną: polepszenie sytuacji materialnej robotnika, wykształcenie robotnicze, wzmożenie radości pracy, złagodzenie wrażenia, że robotnik skazany jest na „pracę przymusową” – to wszystko stanowi postęp i przygotowuje społeczność socjalistyczną.   
     Taka była myśl Henri de Mana. Widzimy, że w gruncie rzeczy wierzył on w reformę kapitalizmu i świata robotniczego, że widział w socjalizmie środek ustanowienia większej sprawiedliwości i pełniejszego poszanowania istoty ludzkiej.
     Niestety, ta szlachetna myśl w następstwie wykoleiła się.  Po pięknej książce o „Radości pracy”..., po odegraniu doniosłej roli politycznej w Belgii, Henri de Man był jednym z tych, co dali się uwieść utopiom narodowo-socjalistycznym...  Jego wpływ bezpośredni nie był zbyt wielki. Inspirował on głównie „neosocjalizm” francuski w ostatnich latach międzywojennych. Obecnie marksiści widzą w nim jedynie renegata, a socjalizm umiarkowany nie przyjąłby tak kompromitującego patronatu. Może później, gdy spory naszych czasów ucichną, niektórzy intelektualiści mający na celu wyłącznie troskę o prawdę, przypomną sobie dzieło Henri de Mana jako jednego z tych, którzy usiłowali nadać socjalizmowi charakter bardziej idealistyczny i uchronić go przed zbyt wąską ortodoksyjnością.      

Dział II.  Socjalizm rewolucyjny   ………   56

     Empiryczne programy reform, które powyżej przedstawiliśmy, naszkicowane przez partie socjalistyczne, i studia poszczególnych autorów na temat przyszłości kapitalizmu nie były najciekawszymi objawami żywotności socjalistycznej w początkach XX wieku.   Daleko ważniejsze było dzieło autorów lub kół rewolucyjnych inteligentów, pozostających najczęściej na marginesie partii politycznych, lecz prowadzących badania nas perspektywami kapitalizmu, badania, które Marks zaledwie zapoczątkował. Są to ci rewolucjoniści, którzy nawet dla tych, co nie podzielają ich poglądów, wydają się najwierniejszymi kontynuatorami Marksa. Czyż nie zachowali oni z pietyzmem marksistowskich metod badawczych i kwintesencji myśli marksistowskiej? I czy nie postawili sobie za cel, tak jak Marks, znalezienie środków, przy których pomocy kapitalizm mógłby być nie poprawiony, lecz obalony i zastąpiony przez system socjalistyczny? Przed rokiem 1914, zwłaszcza we Francji i w Niemczech, istnieli autorzy i koła przejęte tym duchem. Jeśli nie zdołali oni ugruntować się w tych krajach, to jednak zatriumfowali w Rosji radzieckiej. Kierunki te reprezentowane były głównie przez Różę Luksemburg i Hilferdinga, a następnie przez francuski „syndykalizm rewolucyjny”.

§  1.  W Niemczech   ………   56

     Hilferding i Róża Luksemburg począwszy od 1900 roku uosabiali w Niemczech wierność Marksowi54.  Uważali nawet, że Kautsky sprzed r. 1914 skłaniał się ku ugodzie z burżuazją. Hilferding w książce swej: Das Finanzkapital napisanej w r. 1910, dokonał według metod marksistowskich rozbioru przemian w kapitalizmie, stopniowego podporządkowania przedsiębiorstw oligarchii finansistów i spekulantów. Miał on dobrą okazję wykazania, że od czasów Marksa kapitalizm uległ przemianom. Nowe wielkie zjawiska przedstawione przez niego wykazywały decydującą rolę syndykatów finansowych i banków w zakładaniu przedsiębiorstw, następnie rozwój wielkich karteli, za pomocą których finansiści dążyli do ograniczenia lub usunięcia konkurencji dla zapewnienia sobie nietykalności zysków, wreszcie ustanowienie panowania potentatów gospodarczych bezustannie rozszerzających zakres swego działania bez względu na granice państwowe. Wszystko to wydaje nam się zgodne z poglądami Marksa: nie jest istotne, że koncentracja przemysłowa następowała zwolna; kapitał jej nie potrzebował, aby rozciągnąć swą władzę nad całością gospodarki. Być może, był taki moment, kiedy ten Austriak, który w 1923 roku został ministrem finansów Rzeszy Niemieckiej, był zmuszony wskutek odpowiedzialności władzy do nierewolucyjnych decyzji politycznych. Lecz wnet po swym upadku powrócił do ściśle marksistowskiej interpretacji wydarzeń swych czasów.            (...)
     Róża Luksemburg nigdy nie sprzeniewierzyła się ideałom marksistowskim i potrafiła umrzeć za nie w szczytowym okresie swej działalności. W jej dziele55 wiele jest do podjęcia. Z teoretycznego punktu widzenia należy przede wszystkim podkreślić twierdzenie, że zestarzały kapitalizm przekształca się w imperializm (idea, którą później mieli szczególnie rozwinąć Lenin i Stalin). Ponadto Róża Luksemburg dodała wiele ważnych szczegółów do marksistowskiej teorii kryzysów ekonomicznych. Przypomnijmy, że dla Marksa normalnym stanem kapitalizmu jest brak równowagi wywołany nadprodukcją spowodowaną przez niedostateczną siłę nabywczą robotników i przez zniżkową tendencję zysków i że ta sytuacja musi się stale pogarszać. Nieraz odpowiadano ze strony „burżuazyjnej” na tę tezę, że nie jest prawdą, jakoby zakłócenia równowagi w kapitalizmie  zwiększały się w sposób ciągły i że okresy ożywienia pozostają niewytłumaczalne dla tych, którzy przyjmują teorię kryzysów. Róża Luksemburg wpadła na myśl, że te nawroty dobrej koniunktury nie podważają tłumaczenia kryzysów przez niedostateczną konsumpcję robotniczą: dla niej jest to właśnie jedna z głównych cech kapitalizmu; jeśli nie wywołuje to wszystkich skutków, to dlatego, że świat, w którym żyjemy obecnie, nie jest jeszcze całkowicie kapitalistyczny, pozostały w nim jeszcze znaczne dziedziny dostępne dla rzemiosła i dla przedkapitalistycznych form organizacyjnych. Otóż podtrzymywanie tych sektorów pozwala wytłumaczyć możliwość ożywienia pomimo niedostatecznego spożycia w ustroju kapitalistycznym.
     Do tego wyjaśnienia Róża Luksemburg dorzuciła zresztą inne: na kuli ziemskiej istnieją jeszcze regiony geograficzne nie objęte kapitalizmem; te zapóźnione kraje dają możliwość otwarcia nowych rynków zbytu, wówczas gdy w strefach kapitalistycznych normalny zbyt zanika z powodu niedostatecznej zdolności nabywczej robotnika. Oto dlaczego kapitalizm zmierza do imperializmu: aby spróbować wyjść z niedorzeczności swego funkcjonowania i uniknąć zagrażającego mu braku równowagi. Każdy kraj kapitalistyczny zabezpiecza sobie możliwości zbytu na rynkach kolonialnych, które stara się zdobyć.  Bez wątpienia jest to tylko rozwiązanie prowizoryczne grożącej mu nadprodukcji, ale przynajmniej daje mu to nieco wytchnienia56.

-------------------
56 
Argumentacja Róży Luksemburg w tym punkcie jest naturalnie bardzo sporna. Od dawna już udowodniono, że najlepszym rynkiem zbytu dla krajów nadmiernie uprzemysłowionych nie są kraje nowe, gdzie zdolność nabywcza jest słaba i odbywa się jedynie przy pomocy kredytów udzielanych przez sprzedawców, lecz inne kraje, już uprzemysłowione. Cairnes dawno już przedstawił w tym względzie dowody przekonywające. Jesteśmy skłonni przyznać mu rację wbrew Róży Luksemburg. Jednakże uzupełnienia wniesione przez nią do teorii marksistowskiej nie mogą być przemilczane, tym bardziej, że stały się podstawą pewnych świeżych teorii komunistycznych.
     Teza Róży Luksemburg nie została w całości przyjęta przez Lenina. Nie sądził on, że wszelki wzrost musi być zahamowany wskutek braku niekapitalistycznych rynków zewnętrznych. Amerykańska gospodarka kapitalistyczna – twierdził – nie posiada tych zewnętrznych rynków, a jednak wzrost jej się odbywa; ożywienie następuje tam po kryzysach. Lenin sądził, że utrzymanie systemu kapitalistycznego stało się niemożliwe wskutek przeciwieństwa miedzy społecznym charakterem produkcji a prywatnym charakterem przywłaszczania. Według niego ustrój komunistyczny mógłby się rozwijać nawet bez tych zewnętrznych rynków zbytu, ponieważ położyłby kres temu przeciwieństwu.
    
------------------- 

§  2.  „Syndykalizm rewolucyjny we Francji: Georges Sorel   ………   58

     We Francji związki zawodowe, dozwolone ustawą z r. 1884, nie zwlekały z połączeniem się: w 1895 r. stworzona została Generalna Konfederacja Pracy (CGT) grupująca zarazem federacje przemysłowe i giełdy pracy. Natychmiast jednak wtargnęły do niej żywioły inspirowane przez anarchistów, wyznające gwałtowną nienawiść do wszelkiej władzy, nawet do państwa (uważanego za sługę burżuazji). Powtarzały one, jak Jules Guesde, że masy robotnicze tylko same mogą się wyzwolić, lecz idąc jeszcze dalej w stosowaniu tej zasady, potępiały panowanie jakiejkolwiek partii politycznej, nawet socjalistycznej, nie uznawały wiązania się z jakąkolwiek ideologią.  
     Rodzącemu się syndykalizmowi trzeba jednak było dać zasady działania. Dokonała tego „Karta z Amiens”, uchwalona w 1906 roku na Kongresie Powszechnej Konfederacji Pracy. Proklamowała ona przede wszystkim całkowitą niezależność ruchu związkowego od jakiejkolwiek ideologii; wyznawała więc pewnego rodzaju pogardę wobec inteligentów i parlamentarzystów (skierowane to było głównie przeciw Jaurésowi i socjalistycznemu reformistycznemu parlamentowi), pouczała, że ogólne dyrektywy polityki związkowej powinny być wysnuwane z samej działalności związków zawodowych. Była antypatriotyczna („proletariusze nie mają ojczyzny”), maltuzjańska (należało o ile możności zmniejszyć stan liczbowy „armii rezerwowej” proletariatu, rewolucyjna. Głosiła zasadę walki klas i wypowiadała się za strajkiem generalnym.
       Cała twórczość pisarska Georges Sorela58 była wykładnią „Karty z Amiens”. Ten wychowanek
Ecole politechnique, inżynier budowy dróg i mostów, urodził się w 1847 r. w rodzinie burżuazyjnej, ale zerwał z burżuazją i nabrał do niej odrazy, gdyż jako moralista uważał ją za zbyt skłonną do upodlających kompromisów, do plugawych walk o korzyści materialne, za niedołężną i tchórzliwą. On zaś, Sorel, marzył o duchu bohaterskim i pierwszą jego pracą pisarską była ciekawa Introduction à l’etude de la Bibble*, w której zalecał czytanie Pisma Świętego „dla odnowienia heroicznego duha mas”
     Na tak przygotowanym umyśle „Karta z Amiens” musiała wywrzeć głębokie wrażenie. Czyżby klasa robotnicza miała wskrzesić ducha bohaterskiego w dzisiejszym świecie? Walcząc o postęp nie mogłaby uratować świata wbrew niemu samemu, niszcząc złe instytucje, które go upadlają?  
   
Réflexions sur la violence*  były więc panegirykiem gwałtu, gwałtu klasowego oczywiście, ale na to ograniczenie uczniowie Sorela nalegali bardziej niż on sam. Książka pełna jest sarkazmu i piętnuje wszystko co tchnie duchem reformy, parlamentarzystów (zwłaszcza Jaurèsa),  inteligencją (chociaż Sorel był typowym intelektualistą), humanitaryzm, pacyfizm i demokrację, kooperatywy spożywcze. Można liczyć jedynie na walkę klas, organizowaną przez związki zawodowe. Strajk powszechny okazuje się jedynym źródłem ratowania cywilizacji. Liczne strajki częściowe, urządzane przez związki zawodowe dla natychmiastowego rozwiązania drobnych bieżących spraw (ruch płac, strajki solidarności itp. były pożytecznymi manewrami, dzięki którym syndykalizm nabierał wprawy i świadomości swej siły w przewidywaniu przyszłego strajku powszechnego, który pewnego dnia zniesie kapitalizm.  Nie jest rzeczą ważną, że „walka klas” pozostanie przez długi czas zwykłym mitem...  Sorel był zdania, że to właśnie mity prowadzą świat.
     Widać od razu wszystko, co zasadniczo różni Sorela od Marksa. Nie podzielał on idei „materializmu historycznego”, nie sądził, żeby rewolucja socjalna mogła wybuchnąć pewnego dnia prawie automatycznie, po długim okresie przygotowania przez przemiany wewnątrz struktury technologicznej czy ekonomicznej; rewolucja nie może wyniknąć z powolnego ruchu rzeczy. Ta rewolucja socjalna nie wyniknie z zakłóceń równowagi systemu kapitalistycznego..., musi być sprowokowana i syndykalizm winien odegrać w tym główną rolę.  
     Czy syndykalizm, czynnik rewolucji, ma jeszcze coś innego do zrobienia? Tak, mówi Sorel. Powinien podsycać pracę produkcyjną, pracę dobrze wykonaną i przygotować dzień jutrzejszy po rewolucji. Zrodziwszy uprzednio nową moralność winien po rewolucji dokonać dzieła konstruktywnego. Sorel wyobrażał sobie społeczność socjalistyczną jako federację autonomicznych zrzeszeń robotniczych, powiązanych ze sobą umowami i nieufnych wobec państwa.
     Wpływ Sorela na francuski ruch robotniczy był prawie żaden: nie zwracał się on do świata robotniczego, a jego moralizatorstwo w połączeniu z pewnymi cechami charakteru odsuwały od niego przywódców ruchu związkowego. Na koła inteligenckie natomiast G. Sorel wywierał znaczny wpływ, który jednak działał w rozbieżnych kierunkach. Pochwała przemocy mogła istotnie służyć rozmaitym partiom i grupom, również tym, które nie kierowały się myślą demokratyczną. Ponieważ rewolucja przestała się wydawać fatalistycznie nieuchronną, wydawała się zaś zależną od woli ludzkiej, powstały nowe zagadnienia: jaki rodzaj rewolucji należało realizować? Czy klasa robotnicza, której powierzono zadanie dokonania rewolucji nadawała się do tego? Przecież potrzebna tu była nie tylko siła ale i zdolność59.  Zależnie od odpowiedzi na te pytania, apoteoza gwałtu  mogła doprowadzić do wszelkiego rodzaju wniosków, nawet do rozwiązań reakcyjnych60. W rzeczywistości już w okresie czasopisma... wśród uczniów Sorela były reprezentowane tendencje wszelkiego rodzaju. Spośród nich  można wymienić trzech-czterech przedstawicieli różnych kierunków.                   
     (...)
     Widzimy teraz co było siłą a co słabością ruchu sorelowskiego. Ci, którzy w nim uczestniczyli, ulegali poczuciu moralnemu bezspornej szlachetności: zamiłowaniu do heroizmu, odrazie do przeciętności. Wszystkim brakowało solidnej znajomości mechanizmów i możliwości ustroju gospodarczego, na który się porywali. Ci filozofowie i moraliści posiadali bardzo powierzchowną kulturę ekonomiczną.     

Rozdział  II 
Pierwsze próby rozwinięcia ekonomii marginalistycznej i teorii równowagi   ………   65

     Powróćmy teraz na Zachód. Tam marksizm i inne doktryny socjalistyczne, pomimo entuzjazmu , jaki wywołały  w pewnych środowiskach, wcale nie zdobyły sobie w r. 1900 dominującego stanowiska.
     Dominowały nowe szkoły klasyczne: szkoła marginalistyczna i szkoła równowagi ekonomicznej. Wiemy już , jakie były ich metody i tendencje doktrynalne. Wyjaśniały działanie mechanizmów ekonomicznych przedstawiając, jak zachowywałaby się na rynku jednostka ekonomiczna, kierująca się dobrze rozumianym interesem własnym. To doprowadziło owe szkoły do nowego sformułowania praw wartości: w przeciwieństwie do teorii ricardowskich lub marksistowskich marginaliści dowodzili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej, to znaczy, że mając pewną ilość towarów, z których każdy składa się z określonych jednostek zmiennych, wartość każdej z nich będzie zależna od użyteczności, jaką przedstawia jednostka najmniej użyteczna, tzn. ostatnia jednostka zaoferowana. Teoria użyteczności krańcowej pozwoliła ustalić jak użyteczność i rzadkość łączą się dla określenia wartości. Stosując tę  ogólną teorię do czynników produkcji, J. B. Clarc  powiedział, że wartość ich zależy od produkcyjności krańcowej.
     Szkoły te uznały także, że cena swobodnie ustalona w stanie konkurencji doskonałej byłaby ceną równowagi, to znaczy, że urzeczywistniałaby równowagę między podażą i popytem zbywanego przedmiotu (produktu lub czynnika produkcji). Życie ekonomiczne przedstawiałoby się więc jako podlegające, przynajmniej w przypadku konkurencji, dobrze nastawionemu i automatycznie funkcjonującemu mechanizmowi.
     Tymczasem widzieliśmy już powyżej1, że optymizm ten był ograniczony i że ówcześni wielcy teoretycy wcale nie byli skłonni do wychwalania sytuacji ekonomicznej swych czasów. Ta aprobata nie dotyczyła sytuacji istniejącej, lecz hipotetycznej, przy założeniu konkurencji doskonałej, sądzili oni, że jedynie w stanie doskonałej konkurencji może być automatycznie osiągana równowaga ekonomiczna, sprawiedliwość społeczna i postęp. Zachwycali się tylko hipotezą tej szkoły. 
     Ale czy ta hipoteza była dobrym instrumentem analizy życia ekonomicznego? Wielu już w to zwątpiło i powodzenie neoklasycyzmu nie było powszechne.
     Niektóre kraje przyjęły z wielkimi zastrzeżeniami  koncepcje Jevonsa, Mengera i Walrasa; w Anglii Alfred Marshall długo poszukiwał możliwości pogodzenia  myśli ricardowskiej z nowymi ideami.. (...)  Wszyscy występowali z dość gwałtowną krytyką marginalizmu i teorii równowagi3, chociaż  znali je często powierzchownie. Dopiero następna generacja Francuzów przyłączyła się na ogół do poglądów Walrasa i Mengera4.
     Skąd pochodzi ten sprzeciw wobec teorii ekonomicznej, bądź co bądź najlepiej opracowanej ze wszystkich, jakie się pojawiły na początku wieku? Niektórzy autorzy5 zarzucali jej, że jest zbyt naiwna, inni, że opiera się na błędnej psychologii, jeszcze inni, że głosi lub sugeruje, iż równowaga powinna ustalać się automatycznie. Wreszcie zarzucano jej zbytnią statykę, czy też niedopuszczanie do wykładni zjawisk społecznych, ograniczanie się do tłumaczenia zjawisk czysto indywidualnych itd.
     Przeciwnie, powodzenie marginalizmu było żywe w Austrii (szkoła wiedeńska), w Szwecji (szkoła sztokholmska), we Włoszech i w Ameryce.
     O płodności idei marginalistycznych i teorii równowagi najlepiej świadczy fakt, że wyznający je autorzy sami zwolna dochodzą do reformowania myśli swych mistrzów. Zamiast je na próżno zwalczać na rzecz innych, dawniejszych metod, biorą
je za punkt wyjścia do ulepszania i nowych odkryć. Toteż większość oryginalnych teorii ekonomicznych XX wieku znalazła u mistrzów z Lozanny lub Wiednia punkt wyjścia do oparcia, nawet te, które pozornie były im wrogie. Oddziaływanie to na początku XX  wieku było dwojakiego rodzaju.
     1.  Pewne  poprawki wprowadzone zostały do owych teorii klasycznych przez ich zwolenników;
     2.  Inne metody rozumowania były proponowane przez przeciwników tych teorii, aby je ulepszyć.   


Dział I.  Poprawki wprowadzone do marginalizmu i do teorii równowagi
przez ich zwolenników
   ………   68

     
Może należałoby za przykładem Francois Perroux nazwać „neomarginalizmem” prąd umysłowy reprezentowany przez wiedeńskich lub amerykańskich uczniów Mengera, Böhm-Bawerka, Wiesera  czy J. B. Clarka. W rzeczywistości, poprawiając teorie swoich mistrzów, byli oni oryginalni. Ten ich wkład właśnie nas interesuje. Sądzę jednak, że nie należy oddzielać ich od bliskich sąsiadów (a często oponentów) – teoretyków równowagi ekonomicznej. Postępy dokonane przez naukę ekonomiczną na początku XX wieku były istotną zasługą obu tych szkół. 
     Pierwszy doniosły wkład do nauki ekonomii na początku XX wieku był dziełem K. Wicksella. Wśród jego następców powinno się zwrócić uwagę przede wszystkim na tych, którzy podkreślali rolę czasu w rozwoju zjawisk, na tych, którzy  obok użyteczności uwzględniali jako czynnik wartości koszty produkcji, na tych, którzy  proponowali wyzbycie się zbyt prymitywnej psychiki pierwszych marginalistów  (odrzucenie hedonizmu, uwzględnienie irracjonalizmu). Wreszcie podjęte przez neo-marginalistów próby uwolnienia się od statyki i stworzenia teorii dynamicznej zaprezentowane zostały głównie w pierwszym wielkim dziele Józefa Schumpetera.     `
  
§  1.  Knut Wicksell  ………   68

    
Knut Wicksell zaczął od przyjęcia idei klasycznych Ricarda i J. B. Saya (mianowicie prawo rynków), skorygowanych przez swych bezpośrednich nauczycieli: Böhm-Bawerka i Walrasa. Wkrótce jednak chęć wytłumaczenia ruchu cen w dłuższym okresie czasu zaprowadziła go poza udeptane ścieżki.
     Po namyśle, klasyczne wyjaśnienie praw tego ruchu wydało mu się wadliwe. Klasycy – myślał on – są przede wszystkim nielogiczni przeciwstawiając objaśnienia subiektywne poszczególnych cen (teoria marginalistyczna) obiektywnemu objaśnianiu ogólnych ruchów cen (teoria ilościowa pieniądza).  Następnie ich wykładnia jest niezupełna, gdyż przyjmując, że ilość pieniądza wywiera pewien wpływ, na ogólny poziom cen, niczym nie tłumaczy przyczyn wahań w ilości pieniądza. Wreszcie i nade wszystko nie zdawali sobie sprawy z istnienia pewnej sprzeczności między wiarą w prawo rynku a uznawaniem teorii ilościowej. Istotnie prawo rynku oznacza, że z konieczności podaż globalna towarów równa się ich globalnemu popytowi. Ale w tym wypadku nie mógłby powstać żaden ruch cen, który teoria ilościowa próbuje wyjaśnić. Trzeba więc wybierać między teorią rynku a teorią ilościową.
(...)

§  2.  Koszty produkcji czynnikiem wartości poza użytecznością  ………   75

    
Wcześni autorzy wiedeńscy głosili, że wartość zależy od użyteczności krańcowej i odrzucali teorię wartości opartą na kosztach produkcji. Menger i Böhm-Bawerk kładli na to nacisk, drugi zaatakował na tej płaszczyźnie nawet Marksa. Zgodnie twierdzili, że wartość dóbr pośrednich (urządzeń technicznych) była tylko konsekwencją albo odbiciem wartości przedmiotów, do których produkowania dobra te służyły, albo też (co wychodzi na jedno), że wartość narzędzi produkcji mierzy się ich produkcyjnością krańcową.
     Ta obojętność względem kosztów produkcji i roli, jaką one mają odgrywać, była rażąco przesadna i stała się powodem najcięższych zarzutów wobec szkoły wiedeńskiej14.  Ale te zarzuty nie stosują się już do neomarginalistów. Już Alfred Marshall w swym
Principles of Economics zwrócił kosztom całą ich doniosłość, ustalając przede wszystkim, że odgrywały one pewną rolę w kształtowaniu się cen na przestrzeni długiego okresu.
(...)

§  3.  Rola czasu  ………   77

    
Pierwsza teoria klasyczna (tj. teoria XVIII wieku) nie uznawała ważności roli czasu w rozwoju zjawisk ekonomicznych. Pionierzy czystej ekonomii z lat 1870-tych również nie analizowali tej roli. Wśród doktryn rozpowszechnionych około r. 1900 liberalny optymizm skłonny był do jej pomijania. Wiara w automatyczne urzeczywistnienie równowagi prowadziła do przypuszczenia, że skutki wywołane zjawieniem się zaburzeń ekonomicznych są chwilowe i że działanie ich też jest chwilowe: niewiara w to byłaby jednoznaczna z przypuszczeniem, że okresy braku równowagi mogą zdarzać się często i przedłużać. Ciężki to cios w optymizm ekonomiczny.
     Jednakże faktem bezspornym jest, że czas gra poważną rolę w rozwoju zjawisk ekonomicznych.
(...)

§  4.  Zagadnienia psychologiczne tematami ekonomicznymi21  ………   80

    
Od czasu dyskusji między Mengerem i Schmollerem główne zarzuty skierowane przeciwko pracom „psychologicznej szkoły austriackiej mierzyły zawsze w psychologię pożyczaną przez tą szkołę do tematów ekonomicznych. Czyż bohaterem jej nie był homo oeconomicus, owa istota, kierowana wyłącznie racjonalnym dążeniem do zaspokojenia swego osobistego interesu? Otóż jest rzeczą zupełnie pewną, że homo oeconomicus – to fikcja24.
(...)   

§  5.  Próba koncepcji dynamicznej J. Schumpetera43  ………   88

    
Pierwszym autorem austriackim, który próbował przedstawić syntezę dynamiczną życia ekonomicznego, był Józef Schumpeter (1883-1950); był on od początku uważany  za „enfant terrible” szkoły wiedeńskiej, ale potrafił zdobyć sobie stanowisko w nauce.  Został ministrem finansów w Austrii w r. 1919, później musiał emigrować do Ameryki, gdzie wykładał w uniwersytecie harwardzkim. Dzisiaj uważany jest obok Keynesa za jednego z największych ekonomistów naszych czasów. Dużo pisał, ale swoją sławę zawdzięcza trzem głównie książkom: Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung z r. 1912, Business cycles z r. 1939, Capitalism, socialism and demokracy z r. 1946. Dalej omówimy dwa ostatnie dzieła. Na razie zajmiemy się pierwszym.
     Ogłaszając je, Schumpeter chciał przezwyciężyć statyczne ujecie zagadnień ekonomicznych przez mistrzów wiedeńskich i pokazać, jak może się realizować teoretycznie postęp ekonomiczny.  Książka była próbą dynamiki abstrakcyjnej. Ale Schumpeter nie pojmował różnicy między statyką i dynamiką tak, jak przed nim inni autorzy klasyczni, na przykład J. B. Clark.
(...)

Dział II.  Pozycje metodologiczne przeciwstawne marginalizmowi   ………   94

     Poprawki i uzupełnienia wniesione przez neomarginalistów do dzieła ich pierwszych mistrzów nie osłabiły krytyki niektórych przeciwników. Dla nich to wszystko, co opierało się na rozumowaniu marginalistów, a więc konstrukcja zbyt abstrakcyjnych systemów wyjaśniających odwoływanie się do racjonalnej psychologii, tłumaczenie zjawisk ogólnych przez zestawienie z jednostkami ekonomicznymi branymi indywidualnie, wykładnia wartości przy pomocy użyteczności krańcowej albo cen za pomocą przecięcia krzywej kosztu krańcowego z krzywą kosztu przeciętnego, upodobnienie dochodów do kosztu czynników produkcji – wszystko to uważane było za bezwzględnie wadliwe. Nie podejmując sporu między „historystami”, a „ekonomistami dedukcyjnymi”, niektórzy pisarze przeciwstawiali marginalistom nowe idee. Wśród prądów doktrynalnych, które pojawiły się przed r. 1936, trzy zdają się zasługiwać na specjalną uwagę: uniwersalizm Othmara Spanna, instytucjonalizm amerykański, do którego trzeba dodać nazwisko Thorsteina Veblena i kierunek metody pozytywnej, proponowanej we Francji przez François Simianda. Ekonometria była także na swój sposób rodzajem protestu przeciwko zbyt abstrakcyjnej ekonomii neoklasyków.  

§  1.  Uniwersalizm  ………   95

    
W krajach używających języka niemieckiego przed r. 1930 najżywszy protest przeciwko marginalizmowi wyszedł spod pióra Othmara  Spanna48. Jego doktryna – uniwersalizm – nie przekonała bynajmniej świata naukowego... (...)
     Według Spanna nie powinno się rozgraniczać dziedzin socjologii i ekonomii politycznej; nie należy nawet uważać tych dwóch dyscyplin za niezależne od filozofii; są one z konieczności związane z nią przynajmniej kwestiami metodologicznymi: sposób ich ujmowania zależy od przekonań filozoficznych każdego autora; pogląd mechanistyczny lub deterministyczny prowadzi w ekonomii politycznej do zwykłych analiz rzeczywistości ekonomicznej; przekonania bardziej idealistyczne skłaniają ekonomistę do szukania raczej środków oddziaływania na tę rzeczywistość.  (...)

                              I.  Krytyka innych szkół   .........   96

     Bezużyteczne byłoby zatrzymywać się dłużej na zarzutach stawianych przez O. Spanna starym doktrynom ekonomicznym; nie były one zbyt oryginalne. Pierwsza szkoła klasyczna wydaje mu się zbyt optymistyczna, skoro stwierdza ustanowioną z góry harmonię interesu ogólnego z interesem osobistym wymieniających; następnie zbyt skłonną do badania odrębnie atomów, jakimi są jednostki, podczas gdy głównym przedmiotem ekonomii politycznej powinno być badanie organizacji społecznej rozpatrywanej jako całość.  Szkoła marksistowska wydaje mu się destrukcyjną dla wszelkiej cywilizacji z powodu swego materializmu i przyjęcia dogmatu walki klas. Szkoła historyczna – według niego – doprowadziła do empiryzmu pozbawionego wszelkiej wartości naukowej.
(...)

                              II.  Wkład pozytywny O. Spanna   .........   98

     Dla uniwersalizmu cała ekonomia jest zespołem zróżniczkowanym i zhierarchizowanym. Spann daleko bliższy jest tych, którzy chcą budować teorię ekonomiczną według analogii z organizmem niż tych, którzy posługują się rozumowaniem mechanistycznym. Podstawowymi jednostkami ekonomicznymi, nadającymi się do rozpatrywania, nie są jednostki ludzkie, lecz większe grupy (na przykład naród); składniki grupy nie są ani istotami równymi, ani niezależnymi: każda z nich stanowi część integralną grupy; jednakże każdy składnik ma odrębne funkcje, niektóre mają więcej władzy od innych.
(...)

§  2.  Thorstein Veblen50  ………   101

    
Około r. 1920 grono ekonomistów amerykańskich nie chciało uznać marginalizmu i wersji nadanej mu przez J. B. Clarka. Większość z nich uznała, że uległa wpływowi Thorsteina Veblena. Porównywano go niejednokrotnie z Karolem Marksem: to samo gwałtowne oburzenie na nasz system ekonomiczny; taka sama wrogość do ludzi interesu; taka sama zapowiedź konieczności przemiany współczesnych instytucji.
(...)

§  3.  Instytucjonalizm  ………   105

    
Wkrótce po r.1920 – jak już mówiliśmy – pod wpływem Veblena i John Maurice Clarka powstała zdecydowana reakcja przeciwko ekonomii abstrakcyjnej i dedukcyjnej marginalistów, idących za John Bates Clarkiem i Seligmannem55: zamiast opisywać to, co mogłoby nastąpić na wolnym rynku, lepiej badać – myślano – w rzeczywistości ramy instytucjonalne ekonomiki amerykańskiej, zobaczyć, co w niej było wynikiem istnienia tych ram, wciąż przekształcanych, następnie zaś, jak się one zmieniały i jak były zmuszane do zmian. Ruch ten nazwano instytucjonalizmem.
(...)

§  4.  Metoda pozytywna: François Simiand  ………   109

    
Podczas gdy instytucjonalizm rozwijał się w Ameryce, inną próbą, zmierzającą do podobnych rezultatów, zrobił we Francji François Simiand. Z kilkoma ekonomistami i socjologami francuskimi chciał on wprowadzić do ekonomii politycznej stosowanie metody pozytywnej, którą uważał za bardziej realistyczną od czystej ekonomii.
(...)

§  5.  Początki ekonometrii77  ………   113

    
Zawsze istnieli matematycy interesujący się zagadnieniami ekonomii politycznej. Jednakże w XIX wieku najczęściej przeprowadzano rozważania abstrakcyjne drogą dedukcji, wychodząc z pewnych założeń ogólnych. Ekonometria postępuje inaczej: ci, co ją stosują, używają metod statystycznych i głoszą, że nie ma nauki bez mierzenia; uważają oni, że nie można nadać nauce ekonomicznej jakiejkolwiek ścisłości, jeśli się jak najbardziej dokładnie nie oblicza i nie wymierza intensywności badanych zjawisk; drogą indukcji zamierzają oni dojść do formułowania praw.
(...) 

Rozdział III 
Ku idei kontroli ekonomicznej   ………   116

     Teorie opracowane przez neoklasyków wiedeńskich i lozańskich nie pozwoliły im zająć wyraźnego stanowiska w dyskusji nad organizacją społeczną. Już wskazaliśmy powyżej1, co twórcy ich musieli dodać do swych podstawowych zasad, aby zrobić z nich punkt oparcia dla doktryny liberalnej: przeświadczenie o niezbędnie konkurencyjnym charakterze ekonomii wzorowanej na modelu liberalnym, przekonanie, że w takich ramach może działać jeden tylko mechanizm, nadający się do utrzymywania równowagi.
     Co prawda, niektórzy z interpretatorów nie przyjrzeli mu się tak dokładnie2. Przyjęli oni teorię marginalną i teorię równowagi dla aprobowania albo obecnego ustroju, albo ewentualnego systemu wolności absolutnej.
     Ale zwolna zaczęto dostrzegać, że system „lesseferyzmu” nie dotrzymywał obietnic tak nieopatrznie danych w jego imieniu. Przeciwko niemu wysunięto pewne zastrzeżenia, początkowo dość słabo opracowane; dotyczy to zwłaszcza okresu po pierwszej wojnie światowej.
     1.  Najpierw w ekonomii liberalnej ujawniła się możliwość wyzysku. Najgorszą i najczęściej wytykaną jego formą był wyzysk robotników. (...) Ale w świecie, gdzie decydującą rolę odgrywają towarzystwa akcyjne, stawały się coraz bardziej widoczne inne jeszcze rodzaje wyzysku: mianowicie wyzyskiwanie kapitału kierowanego, tj. drobnych posiadaczy akcji i obligacji przez kapitał kierujący, tj. przez krąg administratorów przedsiębiorstw prywatnych i finansistów.4 Przeciwko temu wyzyskowi proponowano działać za pomocą prawodawstwa ochronnego pracowników i przez ulepszanie statutów wielkich przedsiębiorstw prywatnych. 
     2.  Nie jest prawdą – mówi się dalej że gospodarka liberalna jest spontanicznie i zawsze zrównoważona. (...) Jeśli gospodarka liberalna nie osiąga równowagi samorzutnie, usprawiedliwia to interwencje stabilizacyjne.
     3.  Dodawano także, że nie jest wcale rzeczą udowodnioną, iż dla realizowania większych zysków producenci byli zawsze zmuszeni wytwarzać więcej. „Maltuzjanizm ekonomiczny” – czyli polityka polegająca na dobrowolnym ograniczaniu produkcji...albo nawet niszczeniu części produkcji...w celu podwyższenia cen towarów... (...)
     4.  Niektórzy podnosili też, że być może klasycy (zwłaszcza w końcu XVIII i na początku XIX wieku) mylili się sądząc, iż prawny system wolności wystarczy do zapewnienia stanu konkurencji i przypisywali mu zalety tego systemu. (...)
     5.  Często powoływano się na interes narodowy także dla usprawiedliwienia środków interwencyjnych na granicach każdego państwa. (...)
     6.  Wreszcie pewne przejściowe rodzaje polityki działały na rzecz gospodarki kierowanej w silniejszym stopniu. Podczas wielkiej depresji lat trzydziestych, niektóre przedsiębiorstwa prywatne, znalazłszy się w bardzo trudnej sytuacji, zwróciły się do władz państwowych o pomoc finansową; władze w obawie, aby upadek szczególnie ważnego przedsiębiorstwa prywatnego  nie wywołał jeszcze większego kryzysu... zgadzały się nieraz  na ratowanie ich groszem publicznym, żądając w zamian pewnego udziału w kapitale tych przedsiębiorstw. Zapewne, władze miały z politycznego z politycznego punktu widzenia rację, postępując w ten sposób. Jednakże przeciwnicy kapitalizmu nie mogli nie zauważyć, że w ten sposób powstaje kapitał popierany i że słuszną jest rzeczą, aby roztoczyć nad jego funkcjonowaniem kontrolę „państwa-sanitariusza”, które miałoby z tego jakąś korzyść. Ponieważ zastosowano w pewnym sensie „uspołecznienie strat”, to czyż nie byłoby słuszne wprowadzić też  „uspołecznienia zysków”, lub przynajmniej kontroli nad ich osiąganiem5.
     Takie były główne idee głoszone około r. 1930 przez tych, których zawiódł „lesseferyzm”: domagali się oni w słowach zmieniających się zależnie od kraju –  „gospodarki kierowanej” lub „kontroli społecznej” nad gospodarką.

§  1.  Studia nad zagadnieniem podziału dochodów  ………   119

    
Teoria ekonomiczna początków stulecia, jak to widzieliśmy, uważała, że dobra pośrednie (dobra wytwórcze) czerpały swą wartość z dóbr bezpośrednich (dobra spożycia)i że dochody stanowiące wynagrodzenie czynników produkcyjnych zależały od produkcyjności krańcowej tych czynników. Głosiła więc, że dochody te były wytłumaczalne i w zasadzie słuszne;  jest to zatem teoria optymistyczna6. 
     Optymizm ten nie był jednak bez zastrzeżeń:
(...)
    
                              I.  Nowe teorie zysku8    .........   120

     Pierwsi autorzy zajmujący się studiami nad czystą ekonomią nie atakowali bezpośrednio zysku. Walras zabrał się raczej do renty  (w ricardowskim znaczeniu tego słowa) wbrew temu, co jego dzieło mogło sugerować przeciwko zyskowi i domagał się nacjonalizacji ziemi. Wielu natomiast było autorów, którzy na początku XX wieku wyrazili wątpliwość co do prawowitości prywatnego przywłaszczenia zysku.
(...)
 
                             II.  Nowe teorie płacy24   .........   127

     Teoretycy płac, przeciwnie, prawie zawsze są przychylni badanemu przez siebie dochodowi.  Podczas studiów starali się przede wszystkim dowieść, wbrew przepowiedniom marksistowskim, że kapitalizm w miarę swego trwania może się naprawiać. Poza tym chodziło o zbadanie polityki wysokich płac.
(...)

                              III.  Nowe teorie procentu od kapitału41    .........   133

     Na początku XX wieku ogólnie przyjętą teorią wyjaśniającą zagadnienie procentu była teoria Böhm-Bawerka. Istnienie procentu przedstawiono w niej jako konsekwencję zjawiska psychologicznego: niższej ceny dóbr przyszłych w zestawieniu z teraźniejszymi. Jednakże teza Böhm-Bawerka wywoływała pewne głosy krytyczne42: ...
(...)
    
§  2.  Koszt niekoniecznie dostosowuje się do ceny. „Koszty stałe”  ………   136

    
Propozycje odnośnie kontroli ekonomicznej  lub systematycznego kierownictwa gospodarką nie mogły się zadowolić, jako podstawą teoretyczną, ideą, że na pewnym rynku (rynek pracy) może istnieć wyzysk: z tego wynikała potrzeba zreformowania tego jednego rynku. Aby wesprzeć ideę systematycznego kierownictwa należało mieć teorię ogólną, stwierdzającą, że równowaga między potrzebami i produkcją (tj. znacznie więcej niż między popytem a podażą) lub równość między kosztami a ceną nie mogły się realizować spontanicznie i natychmiastowo, albo że istnienie równowagi nie wykluczało złego kierunku ogólnej działalności. 
(...) 
                              I.  Opis zjawiska    .........   137

     Według John Maurice Clarka koszt produkcji w każdym przedsiębiorstwie składa się z dwóch kategorii czynników: istnieją przede wszystkim koszty zmienne (nazywane też czasem „proporcjonalnymi” lub „różniczkowymi”, które, jak wskazuje sama nazwa, zmieniają się w zależności od wielkości produkcji tak, że łatwo określić związek między tymi nakładami i produkcją: najlepszym przykładem jest tu kupno surowca.
(...)

    II.  Oddziaływanie kosztów stałych na politykę produkcyjną przedsiębiorstw   .........  
138

     Istnienie kosztów stałych ma poważny wpływ na politykę produkcyjną przedsiębiorstw. W tej sprawie należy uczynić trzy zasadnicze spostrzeżenia.
     1. Przede wszystkim istnienie kosztów stałych tłumaczy, że polityka różnicowania cen może być stosowana nie tylko w wypadkach monopolu, ale nawet przy swobodnej konkurencji. (...)
     2.  Z istnienia kosztów stałych wynika także, iż w przekonaniu i w rachunkach kierownika przedsiębiorstwa pojęcie kosztów zmienia się zależnie od charakteru problemów, jakie ma rozstrzygnąć. (...)
     3.  Każde przedsiębiorstwo stara się zwłaszcza przerzucić na inne ciężar swych własnych kosztów stałych i jest to możliwe o tyle, że ich „zbieżność” – można by powiedzieć – jest zawsze dość            nieokreślona. (...)

                      III.  Wpływ kosztów stałych na równowagę ekonomiczną    .........  
141

     Teoria kosztów stałych nie była w zasadzie krytyką ustroju istniejącego, lecz wyjaśnieniem procesu funkcjonowania przedsiębiorstw. Ale UJ. M. Clark i po nim kilku innych autorów zajmujących się tymi kwestiami doszli do wysnucia z tych rozważań pewnych doniosłych wniosków teoretycznych dotyczących mechanizmu cen i dostosowania się kosztu do ceny.
     Pierwszy z tych wniosków głosi, że ceny nie są jednolite nawet wówczas, gdy nie istnieje monopol. Różnicowanie cen jest praktykowane wtedy, kiedy koszty stałe stanowią znaczny procent kosztów produkcji towaru.
     Po wtóre, należy zaznaczyć, że hipoteza, według której cena normalna określona jest przez koszt produkcji nie odpowiada rzeczywistości.
(...)

§  3.  Wolność nie zapewnia maksimum dobrobytu społecznego. Ekonomia dobrobytu54   ………   143

    
Dawni autorzy klasyczni (A. Smith) starali się dowieść, że w stosunkach konkurencji istnieje ustalona z góry harmonia między interesem ogólnym a interesem osobistym producenta; że każdy, aby zarobić więcej, powinien więcej wytwarzać; słowem, że produkcyjność i dochodowość wzrastają i zmniejszają się równolegle. Uświęcało to, jako podstawowy bodziec systemu ekonomicznego, kierowanie się przez każdego swym osobistym interesem, a nawet nieograniczoną chęcią zysku. Zbogacając się osobiście, każdy przyczyniał się do ogólnego dobrobytu.
     (...)    

§  4.  Wolność nie zapewnia utrzymania stanu konkurencji doskonałej   ………   150

    
Szkoła Adama Smitha utrzymywała, że w okolicznościach „wolnej konkurencji” porządek ustala się spontanicznie. Szczerze wierzyła, że dla zapewnienia stanu konkurencji wystarczy znieść przepisy reglamentacji państwowej lub cechowej, nadające monopol lub przywileje pewnym kategoriom producentów. Identyfikowała „wolność” z „konkurencją”.
     (...)

I.  Dlaczego świat współczesny nie może już być uznany za dziedzinę konkurencji doskonałej   .........   153

     Większość autorów współczesnych twierdzi, że do istnienia konkurencji doskonałej potrzebne są cztery warunki.66
     a)  Trzeba przede wszystkim, żeby popyt i podaż były rozproszone... (...)   
     b)  Trzeba, żeby zapewniona była wolność podaży i popytu... (...)
     c)  Trzeba, żeby istniała pełna znajomość stanu rynku zarówno przez każdego sprzedawcę, jak i nabywcę. (...)  
     d)  Ostatnim warunkiem istnienia konkurencji jest jednorodność dóbr, stanowiących przedmiot transakcji. (...)
(...) 
 
II.  Ceny w warunkach konkurencji niedoskonałej   .........   159

     Dwie analizy p. J. Robinson i E. Chamberlina wyrażone zostały w sposób zgoła różny. Jednakże obie doprowadziły do tych samych wyników. W świecie nowoczesnym ani konkurencja, ani monopol nie istnieją w czystej formie. Należy więc sądzić je bez zbytniej obawy i bez entuzjazmu. Obaj autorzy zresztą doszli do ustalenia następujących głównych – jak się wydaje – punktów:
     1.  W wypadku konkurencji doskonałej prawo jedności cen nie znajduje potwierdzenia czy to wskutek stosowania przez sprzedawców różnych cen, czy też dlatego, że brak „płynności” rozbija w rzeczywistości rynek na wiele drobnych rynków mniej lub więcej niezależnych od siebie.  
     2.  Nie można jednak powiedzieć, że cena nie jest określona w wypadkach monopolu. (...)
     3.  Brak jednolitości produktów był głównie badany przez E. Chamberlina; jest to, jakeśmy już widzieli, cecha charakterystyczna dla konkurencji „monopolistycznej”. (...)
     4..  W wypadku dwustronnego monopolu71 także nie mówi się już, jak to nieraz zdarzało się w XIX wieku, że cena jest nieokreślona. (...)
     Widzimy, że ogólnie biorąc, teorie o konkurencji niedoskonałej pozostają w sferze mikro-ekonomii i częściowej równowagi, sferze, do której Alfred Marshall wprowadził swych uczniów. To samo można powiedzieć o studiach Stackelberga nad zagadnieniami oligopolu.

III.  Ceny w warunkach oligopolu   .........   160
   
     Wobec istnienia „kapitalizmu wielkich jednostek”  H. Stackelberg zbadał przede wszystkim zagadnienia oligopolu72. Jedną z charakterystycznych cech naszych czasów jest zjawisko mnożenia się rynków, na których występuje wielka ilość nabywców i bardzo szczupła liczba sprzedawców (kilka wielkich bardzo skoncentrowanych firm).
(...)

IV.  Zagadnienia społeczne w świetle teorii konkurencji niedoskonałej i oligopolu   .........   164

     Rozważania wyjaśniające współczesną rzeczywistość przez posługiwanie się teoriami konkurencji niedoskonałej lub oligopolu są z każdego punktu widzenia pesymistyczne. Ich twórcy nie wierzą w możliwość zapewnienia sprawiedliwości społecznej ani maksimum produkcji; uważają, że równowaga ekonomiczna ustala się w warunkach bardzo chwiejnych. Oto na czym polega w trzech punktach istota ich myśli:
     a)  Z punktu widzenia sprawiedliwości trudno powiedzieć, że istnienie stanu niedoskonałej konkurencji może być źródłem niesłusznych cen lub wyzysku, gdyż te pojęcia nie są ustalone i nie nadają się może wcale do ustalenia w terminologii ekonomicznej. (...)
     b)  Optimum produkcji niekoniecznie musi być osiągnięte. (...)
     c)  Zajmijmy się wreszcie równowagą ekonomiczną  w środowisku, gdzie nie istnieje konkurencja doskonała; równowaga ta ustala się w warunkach bardzo trudnych:
(...)   

§  5.  Liberalizm i wolność  ………   169

    
W  przededniu wielkiej depresji niektórzy liberałowie skłonni byli przyznać niedoskonałość ustroju „laissez-faire”85. Jednak pozostali mu wierni utrzymując, że ma on przynajmniej tę zaletę, że zapewnia poszanowanie tak zasadniczemu składnikowi godności ludzkiej, jak wolność osobista. Niestety, i co do tego także powstały wątpliwości:  lesseferyzm  - twierdzili niektórzy ich przeciwnicy – nie gwarantuje wolności ani swobód człowieka. (...)
     Myślą zasadniczą jest, że system „lesseferyzmu” daje ludziom, zwłaszcza najsłabszym, tylko czysto formalną wolność, wiązkę praw jurydycznie określonych, lecz nie wolność rzeczywistą. Myśl ta opiera się na następującym rozumowaniu:
     1.  Człowiek dopiero wtedy jest w istocie wolny, gdy nie podlega przymusowi nędzy, obawie głodu, lękowi przed brakiem środków niezbędnych do zachowania życia własnego i swoich bliskich. (...)
     2.  Ludzie nie są sobie równi, przynajmniej faktycznie. Z tej nierówności korzystają silniejsi...  Konkurencja między nierównymi jest dla silniejszych faktyczną wolnością postępowania według swego widzi mi się...
     3.  Nigdy nie istniała i nigdy istnieć nie będzie wolność zupełna. Zawsze istnieją pewne przymusy.  Instytucje stanowią narzędzie przymusu, nawet jeśli polegają na układach czysto moralnych
     4.  Wreszcie niektórzy autorzy zauważyli, że aby zapewnić wszystkim korzystanie z pewnych swobód, trzeba, aby lad społeczny był ustalony i przestrzegany, oraz że dla istnienia tego porządku jest rzeczą konieczną, aby każdy zgodził się poświecić przynajmniej częściowo prawo postępowania według swej fantazji.  
    
 Pozostaje zbadać argument najsilniejszy, wytoczony przeciwko ideom liberalnym. Polega on na wykazaniu, że nawet w czasach wolności powrót do równowagi po okresie załamania nie jest ani natychmiastowy, ani automatyczny, albo nawet, że obok mechanizmów równoważących istnieją mechanizmy naruszające równowagę. Ale argument ten jest tak ważny, opiera się na obserwacjach faktów tak różnorodnych i wywołuje tyle sprzeciwów, że należy mu poświęcić specjalny rozdział.

Rozdział IV 
Zakłócenia równowagi i dysproporcje gospodarki    ………   173

     Teoretycy liberalni XIX wieku nie zaprzeczali, że brak równowagi ekonomicznej może nastąpić nawet w stosunkach konkurencji. Sądzili oni jednak, że w takiej sytuacji każde zwichniecie równowagi zawiera w sobie czynniki korygujące; nie mogło więc być trwałe. Według nich istniał mechanizm automatyczny przywracający równowagę; taką funkcje spełniały ruchy cen. (...)
     Niestety, wobec stanu gospodarki w wieku XX (kryzysy, sprzedaż za bezcen, niedostatek wojenny, groźba inflacji) wielu autorów współczesnych  zrezygnowało z tak optymistycznych nadziei. Zwłaszcza wyrzekli się wiary w równowagę automatyczną.
(...)

§  1.  Teorie dotyczące wahań koniunkturalnych13  ………   178

    
Wielka depresja”  lat trzydziestych nie od razu wywołała odrodzenie teorii koniunktury. Nastąpiło to głównie po Keynesie, będzie więc przedstawione dalej. Ale pierwsze trzydziestolecie wieku przyniosło już wykluwanie się pewnych idei, które posłużyły za punkt wyjścia dla autorów pokeynesowskich. Oto co, zdaje się, było najbardziej interesujące  w tym pierwszym wkładzie.
(...)

§  2.  Teorie o istocie i roli pieniądza44  ………   188

    
Wiek XIX zaniedbał nieco kwestie pieniężne. Stuart Mill wyraził najbardziej rozpowszechnione wówczas zdanie mówiąc, że nic nie jest tak obojętne jak problemy pieniądza. Pod wpływem Ricarda i J. B. Saya uważano wymianę, mimo udziału w niej pieniądza, za rodzaj zwykłej zamiany (dotyczyło to handlu wewnętrznego, jak i międzynarodowego). Zasadnicze teorie pieniądza sprowadzały się do dwóch, zresztą ściśle ze sobą związanych:
1)  do teorii ilościowej, służącej do wyjaśniania ruchów cen w okresie pieniędzy papierowych, a następnie w okresie zwiększania lub spadku produkcji złota,
2)  teorii automatycznej repartycji złota pomiędzy narodami, teorii, według której kruszec szlachetny szedł tam, gdzie posiadał największą wartość w towarach, tzn. tam gdzie najbardziej go brakowało.
     Tej panującej teorii nie mogły  przeciwstawić się na długo ani rzeczowe studia Tooke’a45, ani wnikliwe badania bimetalistów. Słowem sądzono, że pieniądz odgrywa rolę bierną...
     W r. 1900 zaczęto wyrzekać się zarazem i tej obojętności i tego optymizmu. Zarysowały się wówczas dwa wielkie kierunki wśród ekonomistów, zajmujących się zagadnieniami pieniężnymi.
     1.  Przede wszystkim tradycja klasyczna jednocześnie ilościowa i kruszcowa głosząca, że pieniądz jest reprezentowany przez kruszce szlachetne „- taki sam  towar jak inne” - których wartość zależy od będących w obiegu ich ilości, i zalecająca na ogół politykę monometaliczną opartą na złocie. Uważała się ona za jedyną teorię ortodoksyjną. (...)
     2.  Następnie prąd nominalistyczny47, którego we Francji pierwszym przedstawicielem był Marcel Mongin48. Utrzymywał on, że monety kruszcowe nie są oceniane przez swych posiadaczy według parytetu kruszcowego, lecz według siły nabywczej, w towarach, jaką posiadały, i że to świadczyło, iż możliwa jest miara wartości zupełnie bez oparcia o złoto. (...)
     Takie oto były dwa kierunki najbardziej wzięte wśród teoretyków pieniądza. Ale perturbacje pierwszej połowy XX wieku wywróciły przekonania – zdawałoby się – najmocniej zakorzenione.
     Zanim jeszcze wojny światowe dokonały pogromu walut, rozwój bankowych biletów kredytowych doprowadził do nowej definicji pieniądza. Pieniądzem nazywano już każde dobro, posiadające natychmiastową zdolność nabywczą i moc środka płatniczego (z tytułu prawa lub zwyczaju).
     Nowe idee zrodziły się głównie na podłożu inflacji. (...)
     Wreszcie i nade wszystko „kryzysy” X  wieku wywołały nowe komentarze włączając ogólną teorię pieniądza do teorii koniunktury, następnie zaś nowe koncepcje ogólne dotyczące charakteru i roli pieniądza. Jednakże nowe poglądy  w pełni wykrystalizowały się dopiero z chwilą ukazania się wielkiego dzieła Keynesa:
Ogólna teoria...; ich kształtowanie się było dość powolne i wynikło z wysiłków zrazu rozproszonych podjętych w różnych krajach.  Przedstawimy je dopiero później56, ale już teraz należy wskazać, jak do tego stopniowo doszło. W tym celu zbadamy kolejno prace przygotowawcze...

                             
I.  Autorzy francuscy57   .........   191

     Studia autorów francuskich nad zagadnieniem pieniądza nie stały nigdy na tak wysokim poziomie abstrakcyjnym, jak szkół, o których będzie mowa nieco dalej. Jednak badania chaosu zrodzonego z inflacji i wywołanego jego zwalczaniem skłoniło Francuzów, przynajmniej pośrednio, do ciekawej wymiany zdań co do wpływu pieniądza na ceny i właściwości, jakie powinien posiadać dobry pieniądz.
(...)
                             
II.  Szkoła szwedzka   .........   197

     W krajach, które mniej od Francji ucierpiały z powodu inflacji, krytyka teorii tradycyjnych była mniej gwałtowana, ale bardziej jasna: być może przeciwstawiano jej mniejszą ilość ścisłych faktów, silniej jednak atakowano sposób rozumowania jej zwolenników, starając się wykazać, że to rozumowanie było niezbyt logiczne lub tautologiczne. (...)
             
                             
III.  Szkoła wiedeńska88   .........   205

     Karl Menger i jego następcy – marginaliści poruszyli w dziedzinie teorii pieniądza zagadnienia jeszcze szersze niż zwolennicy szkoły szwedzkiej. Poza badaniami nad zakłóceniami równowagi, wywołanymi działaniem czynników pieniężnych, wypracowali oni tezy odnośnie samej natury pieniądza. (...)

                              IV.  Szkoła z Cambridge102   .........   214

     Dysputy naukowe lat 1930 – 1940, w których angielscy teoretycy pieniądza przeciwstawiali się ekonomistom wiedeńskim  i szwedzkim, przypominały bardzo rozmowy sąsiedzkie.
     Istotnie, między trzema „szkołami” istnieją punkty styczne. Wszystkie trzy włączyły teorię pieniężną do ogólnej teorii działalności ekonomicznej; wszystkie skoncentrowały swą uwagę na zagadnieniu zastosowania niewłaściwego poziomu stopy procentowej, wszystkie poszły tą samą drogą badając przede wszystkim działanie pieniądza na ceny i ostatecznie wpływ tego działania na produkcję. Ale badania te rozpoczęte zostały z różnych punktów widzenia, zależnie od szkoły, i przede wszystkim prowadzone były przy pomocy odmiennych środków analizy.
(...)
                              
V.  Spór o walutę złotą   .........   226

     Różne teorie, o których wspomniano poprzednio, widziały w pieniądzu przyczynę poważnego zamętu ekonomicznego; w pieniądzu, lecz nie zawsze w walucie złotej. W pewnym stopniu niektórzy nawet mogli myśleć, że ponieważ teorie te miały do czynienia z nieodpowiednią stopą procentową, z inflacją i deflacją, więc zrzucały winę za sztuczne zjawiska, które mogą powstać tylko wtedy, gdy nie są przestrzegane zasady pozwalające utrzymać parytet złota.
(...)

Rozdział V 
Gospodarka kierowana i nawroty liberalizmu   ………   231

     Po zapoznaniu się z rozdziałami poprzednimi można by sądzić, że myśl ekonomiczną od roku 1900 do 1936 cechował stopniowy odwrót od optymizmu Smitha, Saya i jeszcze bardziej – Bastiata. (...)
     Nasuwa się więc następująca konkluzja: „Skoro równowaga nie następuje samoczynnie, władze odpowiedzialne za utrzymanie ładu w każdym kraju muszą starać się osiągnąć ją w sposób sztuczny, albo podporządkowując wskazaniom jednolitego planu różne dziedziny gospodarki, albo działając przynajmniej na dziedziny kluczowe, od których zależy działalność wszystkich innych.
(...)

§  1.  Zasadnicze formuły gospodarki kierowanej   ………   232

    
Liczne prace powstały między dwoma wielkimi wojnami światowymi na temat najlepszych metod kierowania gospodarką i reform strukturalnych. Od całkowitego planowania do zwykłego nadawania kierunku gospodarce, od zupełnej kontroli do prostego nadzoru nad pewnymi dziedzinami strategicznymi (zwłaszcza bankowości lub kluczowych gałęzi przemysłu), od metod etatystycznych do systemów korporacyjnych – wszystko już zostało powiedziane i zaproponowane. Mówiono o dyrygowaniu tak za pośrednictwem karteli lub ugrupowań prywatnych, jak i władz państwowych. Proponowano system gospodarki kierowanej bądź w celu socjalizacji, bądź dla wprowadzenia gospodarki ściśle nacjonalistycznej lub nawet wojennej; czasem przy jej pomocy zamierzano ugodzić w kapitalizm, to znów chciano go obronić przywracając zysk. Czasem zmierzano do podniesienia, a czasem do obniżenia cen.
(...) 

§  2.  Nawroty liberalizmu  ………   235

    
Pomimo ofensywy zwolenników gospodarki kierowanej liberalizm zachował bardzo silne pozycje; odznaczał się jeszcze pełną żywotnością  w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej i jest takim dotychczas9. W Ameryce sfery gospodarcze w dalszym ciągu wierzą w zalety inicjatywy prywatnej10 i z jej obrony czynią podstawę propagandową, przynajmniej w stosunkach z zagranicą.
(...)  

                              I.  Odpowiedź zwolennikom gospodarki kontrolowanej   .........   236

     Autorzy liberalni w okresie  międzywojennym nie negowali możliwości ani rzeczywistości wyzysku lub braku równowagi w dzisiejszym świecie kapitalistycznym. F. Hayek, J. Rueff, W. Lippmann na przykład kolejno wskazywali na te wady. Lecz zajęli pod tym względem następujące stanowiska.
     1.  Prawie wszyscy twierdzili, że wielkość tych wad w teraźniejszym świecie została przesadzona, a zwłaszcza że przypisywano im charakter trwalszy niż miały w rzeczywistości. Według nich, jeśli nawet prawa rynku są często krzywdzące dla słabszych, wymagane od nich ofiary są chwilowe i stanowią konieczny warunek późniejszej poprawy bytu: kapitalizm może być zreformowany i ulepszony. Czy nie zostało dowiedzione na przykład, że poziom płac znacznie się podniósł i że kraje o najwyższych płacach są jednocześnie krajami wielkiej wolności ekonomicznej? Pozostaje do zbadania, czy ta poprawa stanowi konieczne następstwo samego funkcjonowania kapitalizmu. (...)         (...)
     2.  Ze strony liberalnej twierdzi się przede wszystkim, że największe wady naszej epoki są wynikiem interwencjonizmu państwowego lub systemu gospodarki kierowanej. Ze wszystkich argumentów liberalnych ten najbardziej odpowiada głębokim przekonaniom ludzi interesu i szerokiej opinii publicznej. (...)
     3.  Inni liberałowie uważali wolność ekonomiczną za system pozwalający najlepiej działać elicie. Otóż według nich postęp nigdy nie jest dziełem mas i nie może nim być. Wszelka kontrola społeczna, organizowana pod naciskiem mas i ich przedstawicieli jest szykaną w stosunku do ludzi przedsiębiorczych, elity; opóźnia postęp. (...)  

                                         II.  Wkład pozytywny „neoliberalizmu”   .........   240

     Jeśli chodzi o „neoliberalizm”, to protestował on mniej przeciwko produkcji państwowej, niż przeciwko kontroli państwa.  Sprzeciwiał się wprawdzie „nacjonalizacji”, lecz głównie zwalczał „ceny społeczne”.
     Najciekawsze jest, że gdy neoliberałowie przedstawiali swój ideał, nie głosili powrotu do „lesseferyzmu” zupełnego i nieograniczonego; nie potępiali też wszelkiej ingerencji państwowej; mówili raczej o powrocie do ekonomii rynkowej. „Jedynie mechanizm cen funkcjonujący na wolnych rynkach – powiedział W. Lippman30 – pozwoli utworzyć organizację produkcji zdolną do zaspokojenia  maksimum pragnień ludzkich”. I dla przywrócenia ekonomiki rynkowej zgadzali się na pewne rodzaje ingerencji ze strony państwa. W ten sposób stali się echem dawniejszej myśli John Bates Clarca, według której należało „organizować” konkurencję.
     Opanowały ich pewne wątpliwości; wiedzieli bowiem dobrze, iż nie tylko ingerencja państwa usunęła zjawisko konkurencji; w większym stopniu zdziałały to powstające wielkie monopole prywatne i porozumienia między producentami. (...)
     Zrozumiałe, że dopuszczając pewne rodzaje ingerencji neoliberałowie z kolokwium W. Lippmanna uznali, iż mogą zredagować, wprawdzie nie „program” (gdyż wyraz ten wydawał się im może zbyt rygorystyczny), lecz pewnego rodzaju „agendę”32. Jakież więc rodzaje ingerencji zalecali?
     1.  Przede wszystkim państwo musi określić instytucje służące za ramy działalności ekonomicznej i zapewnić ich obronę.  (...)
     2.  Wiedząc, że „pozycje równowagi, ustalające się na rynkach, są kształtowane i mogą być określane w sposób decydujący przez prawa dotyczące własności, umów, ugrupowań”33, neoliberałowie ustosunkowują się przychylnie jedynie do niektórych instytucji. (...)
     3.  W wypadkach, kiedy elastyczność  podaży i popytu jest zmniejszona wskutek jakichś powodów faktycznych35 i wobec tego szybki powrót do równowagi za pomocą ruchu cen staje się trudny, liberałowie dzisiejsi dopuszczają ingerencję państwa. (...)
     4.  Niektórzy liberałowie, przeciwni zasadniczo kontroli cen, odróżniali jednak „rzeczywiste” ceny urzędowe od „pozornych” i przeciwstawiali się tylko pierwszym. (...)
     5.  Przyjęli wreszcie, że na rynkach pewne interwencje są dopuszczalne i mogą skutecznie wywoływać  zmianę cen. (...)
     Cóż wynika z tego nowego stanowiska neoliberałów? Prawdopodobnie, gdyby Bastiat czy Dunoyer mogli wstać z grobu, potraktowaliby jako zdrajców tych wszystkich autorów, którzy dopuszczają ingerencję dla „organizowania” konkurencji lub dla lepszego  podziału dochodów.  (...)
     Zobaczymy dalej, że rozwój myśli keynesowskiej nadał liberalizmowi naszych czasów nowe oblicze.         
            
                                                          
Zamiast konkluzji   .........   244

     Dość trudno jest dokonać syntezy prac teoretycznych między r. 1900 a ukazaniem się
Ogólnej teorii lorda Keynesa w r. 1936.
     Cały ten okres historii ekonomicznej zaznaczył się nieustannym szeregiem wstrząsów: wojny, inflacja, „wielka depresja”, powstanie na Wschodzie Europy gospodarki sprzecznej z systemami XIX wieku, na Zachodzie zaś  - postępem „reform strukturalnych”.
     Wśród tych przewrotów narodziły się nowe teorie ekonomiczne. Zrozumiałe jest tedy, że podstawową cechą był niepokój.
     Teorie te polegały głównie na częściowej krytyce uznanych poprzednio idei.  Prawie wszystkie dawały się wyrazić w formułach negatywnych: nieprawdą jest, że świat, w którym żyjemy, opiera się na konkurencji doskonałej, ani że wolność może wystarczyć do utrzymania stanu konkurencji; nieprawdą jest, że ceny i koszty dostosowują się łatwo i prędko jedne do drugich; nieprawdą jest, że podaż i popyt odpowiadają automatycznie i natychmiast ruchom cen; nie jest prawdą, że całkowita podaż towarów musi koniecznie równać się całkowitemu ich zapotrzebowaniu; nie jest prawdą, że pieniądz z natury swej jest neutralny, ani też (jeśli się przyjmie, iż jest aktywny), że działanie jego sprzyja równowadze lub międzynarodowemu wyrównaniu cen, nie jest słuszne, że „lesseferyzm” zapewnia wszystkim możliwe maksimum wolności, sprawiedliwości i dobrobytu. 
     Automatyzm marksistowski był zresztą równie sporny jak i ricardowski lub sayowski; nie jest wcale pewne, że wzrastająca koncentracja może automatycznie i bez współdziałania świadomej i kierowanej woli ludzkiej doprowadzić do komunizmu. 
     Tak oto autorzy nagromadzili wiele wątpliwości. Jednakże pozostały one oderwane, bez związku ze sobą; nie doprowadziły więc do opracowania nowego typu teorii ogólnej. (...)
    W dziedzinie wskazań poprawy ekonomicznej występowała ta sama niepewność. Zapewne coraz bardziej wyrzekano się czystego determinizmu pochodzenia marksistowskiego lub innego.  Starano się pozostawić coraz więcej miejsca dla odnowicielskiej działalności kierowanej wolą ludzką, czy to usprawiedliwiając tę działalność z punktu widzenia społecznego, czy też dowodząc, że prawa naturalne, przynajmniej w pewnych granicach, nie sprzeciwiają się jej skuteczności. Jednakże powstawała wątpliwość: w jakim kierunku prowadzić gospodarkę? (...)
     Taka sytuacja intelektualna domagała się energicznych wysiłków odnowienia teorii ekonomicznej: potrzebne jej były nowe instrumenty analizy, nowe ideały w badaniach działalności ekonomicznej, nowa interpretacja ekspansji ekonomicznej, jej wahań i zmienności. Około r. 1935 teren był otwarty dla zjawienia się nowej teorii ogólnej: „rewolucja keynesowska” mogła się rozpocząć, a po J. M. Keynesie inni autorzy mogli się poczuć na siłach, by wyjaśnić w nowy sposób działanie prawa rozwoju gospodarki naszych czasów.           

CZĘŚĆ  DRUGA 
OD „OGÓLNEJ TEORII J. M. KEYNESA DO CZASÓW NAJNOWSZYCH   ………   247

     „Wielka depresja” spowodowała powszechny kryzys myśli ekonomicznej. Czy stanowiła ona kryzys „strukturalny” wskazujący , że mechanizm kapitalistyczny wykoleił się padając ofiarą swej dążności do wytwarzania siły nabywczej, niedostatecznej w porównaniu z szybszym o wiele rozwojem produkcji?  Czy też, podobnie jak w innych kryzysach XIX wieku, trzeba w nim widzieć zjawisko „deflacji”?  Czy należało starać się zaradzić mu przekształcając wszystkie urządzenia, czy tylko poddając rewizji dotychczasowy system podziału dochodu? Czy nie wystarczyłoby wreszcie udoskonalenie techniki obiegu pieniężnego oraz bankowości?  Ekonomiści spostrzegli, że najbardziej uznane teorie nie pozwalały  im się w tej kwestii pogodzić.
     Równocześnie zdawali sobie sprawę, w jak małej mierze ustalone zasady naukowe pozwalały im przedstawić należycie bieg działalności ekonomicznej i sformułować zasady postępowania. Możliwie skrupulatne uprzytomnienie sobie wydarzeń ubiegłych lat pozwoliło im wyprowadzić trzy wnioski o znaczeniu zasadniczym.
     1.  Gospodarka ówczesna w coraz mniejszym stopniu opierała się na wolnej konkurencji i daremna była wszelka nadzieja, aby zapewniając jej w  większej mierze politykę nieingerowania ze strony państwa, można by było znacznie rozszerzyć sferę działania wolnej konkurencji. 
     2.  Stało się widoczne, że nie da się obronić teoria o automatycznym powrocie do równowagi. Przyznawano, że w razie zaburzeń gospodarczych mogą zachodzić wypadki spóźnionej reakcji (Rosenstein-Rodan), że koszty i ceny nie dostosują się do siebie łatwo ani prędko (teorie kosztów stałych), że podaż i popyt nie we wszystkich wypadkach reagują automatycznie na ruch cen (teorie konkurencji niedoskonałej lub ograniczonej elastyczności podaży i popytu). Zaczęto nawet myśleć (teorie wieksellowskie i inne dotyczące procesów kumulacyjnych), że działają tu nie tylko mechanizmy prowadzące do stanu równowagi i że obok nich są i takie, które zmierzają do spontanicznego zaostrzenia pewnych przejawów braku równowagi. Pieniądz (nie wyłączając waluty złotej) uważano za czynnik powodujący różne przejawy zwichnięcia równowagi. 
     3.  Równowaga ekonomiczna sama przez się przestawała już być uważana za ideał. W istocie uznawano za możliwe istnienie równowagi opartej na marnotrawstwie i niszczycielstwie (na przykład w wypadku konkurencji niedoskonałej lub maltuzjanizmu ekonomicznego) albo na rabunku, wreszcie na niedostatku.
     Wszystko to razem prowadziło do pewnego pesymizmu i skłaniało do porzucenia zasady „laissez-faire”.
     Wątpliwości powstawały tymczasem również wśród zwolenników reform strukturalnych. Wśród marksistów liczono coraz mniej na zwykłą, spontaniczną ewolucję kapitalizmu... (...)  U reformistów też nie brak było luk w rozumowaniu...  Zwolennicy gospodarki kierowanej sprzed r. 1936 nie zbudowali systematycznego modelu nowego gospodarstwa... (...)  Teoria nie umiała jeszcze odeprzeć zarzutu liberałów, którzy twierdzili, że wszelka interwencja ze strony państwa jest sama przez się  źródłem braku równowagi. (...)  Wiedza ekonomiczna weszła w stadium kryzysu.  
     Wśród tego zamętu umysłowego  w roku 1936 Keynes ogłosił wreszcie Ogólną teorię.  Książka ta była tym, na co tak bardzo czekano: spodziewano się od niej  ni mniej ni więcej tylko nowej analizy podstawowych mechanizmów ekonomicznych i nowych zasad działania. Oczekiwanie to nie doznało zawodu: książka otworzyła przed badaczami nowe drogi, przyniosła bowiem jednolite uzasadnienie polityki interwencji, wskazała ideał w postaci pełnego zatrudnienia, przedstawiła środki  prowadzące do jego urzeczywistnienia. Krótko mówiąc, system gospodarki kierowanej znalazł w niej uzasadnienie i metodę. Keynes sam podał w wątpliwość swą oryginalność. Nie można o niej wątpić2 w obliczu reakcji, jaką książka ta wywołała: byli tacy, którzy mówili o „rewolucji keynesowskiej”3; nie są oni dalecy od myśli, że książka ta w wieku XX odegrała równie wielką rolę, jak Bogactwo narodów w wieku XVIII  i Manifest Komunistyczny w XIX wieku. Wprowadziła zamieszanie we wszystkich systemach myślenia znajdujących się w stadium krystalizacji i wprowadził ich przedstawicieli w stan podniecenia. Znalazła się w centrum  ścierania się wszystkich poglądów współczesnych.     
     Keynes nie był jednak jedynym odnowicielem nauki ekonomicznej. W dwadzieścia lat po ukazaniu się jego książki stwierdzić trzeba, że wielu autorów wprowadziło poprawki  do myśli keynesowskiej. Jedni zmierzali przede wszystkim do udoskonalenia metody stosowanej w nauce ekonomicznej, inni posługując się nawet w szerokiej mierze środkami badawczymi, używanymi przez Keynesa, skorygowali pewne elementy jego systemu, w szczególności te, które dotyczyły funkcji spożycia, roli stopy procentowej lub ideału pełnego zatrudnienia. Inni sądzili, że „model” keynesowski jest nazbyt statyczny i zbudowany bez powiązania z czasem: próbowali zbudować schemat dynamiki, który służyłby do analizy czynników przekształcających gospodarkę narodową w pełnym biegu. (...)  
     Jedni z nich położyli nacisk  na zjawiska przemożnego wpływu pewnego rodzaju jednostek gospodarujących lub przymusu, które to zjawiska nabrały dużego znaczenia od chwili, gdy wielkie „grupy” ekonomiczne... (...) Myśli tego rodzaju mogły pewnego dnia spowodować decyzje przerobienia ogólnej teorii stosunków ekonomicznych. Inni stawiają sobie pytanie, jak przedstawia się przyszłość  kapitalizmu... (...)  Czy przedsiębiorca stopniowo weźmie górę nad rentierem? Czy idziemy raczej ku „erze organizatorów”?
     Słowem Keynes nie wydaje się nam już dziś twórcą teorii w jej formie ostatecznej i pełnej. Model, którym się posługuje, odpowiada jedynie bardzo szczególnej sytuacji. Nikt nie neguje jednak, że Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza  była dziełem w najwyższym stopniu zapładniającym i że stała się punktem wyjścia prawie całego ruchu naukowego w następującym po nim okresie. 
     Spróbujmy w czterech rozdziałach zanalizować idee keynesowskie i oddźwięki  przez nie wywołane. Pierwszy z tych rozdziałów poświęcimy Ogólnej teorii. Drugi będzie dotyczył poglądów wypowiedzianych w odpowiedzi na tę książkę ze stanowiska metodologii. W trzecim zobaczymy, jak poszczególni autorzy usiłują ostatnimi czasy skorygować myśl keynesowską w odniesieniu do przebiegu zjawisk krótkofalowych. W ostatnim wreszcie podejmiemy próbę systematycznego przedstawienia głównych teorii najnowszej epoki na temat długofalowego rozwoju gospodarki współczesnej.    
 
Rozdział I 
Teoria Keynesa   ………   253

     Znaczenie autora Ogólnej teorii jest tak wielkie, że zwięzły jego życiorys4 powinien wzbudzić zainteresowanie czytelnika.
     Urodzony w roku 1883 John Maynard Keynes należał do najwybitniejszych uczniów Alfreda Marshalla na uniwersytecie w Cambridge. Mistrz powiedział o nim wówczas, że miał więcej zdolności  do ekonomii stosowanej niż do czystej teorii. Keynes dał się wkrótce poznać ze swych upodobań i z fantazji wielkiego artysty jako zbieracz obrazów i książek i jako subtelny przedstawiciel myśli naukowej. Pierwsze prace ekonomiczne skierowały jego zainteresowania ku zagadnieniom pieniądza. W roku 1913 opublikował
Indian currency and finance, w której to pracy, powstałej w następstwie pobytu w Indiach w charakterze urzędnika, przedstawił sposób funkcjonowania gold exchange standard.  Był rok 1920, gdy po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę powszechną, najpierw podając się do dymisji ze stanowiska konsultanta ekonomicznego Konferencji Pokojowej, następnie zaś ogłaszając swą książkę Economic consequences of peace, przełożoną wkrótce na szereg języków, między innymi na francuski.  Zarysował się w niej wyraźnie zarówno talent znakomitego pisarza – obrazowego, barwnego, urodzonego pamflecisty, jak i jego mistrzowskie opanowanie wiedzy ekonomicznej. Od tej chwili żadna z jego prac  nie przeszła nie zauważona w międzynarodowych kołach interesujących się czy to ekonomią polityczną (teoretyczną lub praktyczną), czy też czystą polityką. (...)

     Po roku 1930, gdy wielka depresja szalała w Anglii, a bezrobocie stało się ustawiczną plagą, Keynes podjął próbę wytłumaczenia, dlaczego jego zdaniem nie było samoczynnego przeciwdziałania niepełnemu zatrudnieniu. Zagadnienie to stało się tematem
Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza, która ukazała się w lutym roku 1936.  Ale wyjaśnienia dane przez Keynesa wykraczały daleko poza obręb kwestii bezrobocia w Anglii. Tkwi w tym dziele próba interpretacji zjawiska kapitalizmu w całokształcie, tkwi nawet zupełna odnowa teorii ekonomicznej i jej środków badawczych. (...)
     W dalszym ciągu naszych wywodów spośród prac Keynesa będziemy się zajmowali tylko ogólną teorią  z  r. 1936. Czy nie zaprzeczył on w niej większości  swych myśli wyłożonych wcześniej?
     Punktem wyjścia Keynesa w tej książce było dążenie do wykazania możliwości istnienia stałego bezrobocia przymusowego. Ekonomiści rozróżniają zazwyczaj cztery typy bezrobocia: bezrobocie frykcyjne, czyli przejściowe, występujące gdy pewna liczba pracowników porzuca pracę i szuka innej; bezrobocie sezonowe, wywołane brakiem pracy w niektórych gałęziach produkcji uzależnionych od pór roku; bezrobocie cykliczne, tj. bezrobocie w okresach zastoju koniunkturalnego; wreszcie bezrobocie strukturalne, które powstaje, gdy pewne gałęzie zanikają. Autorzy klasyczni skłonni byli zawsze nawet bezrobocie cykliczne i strukturalne traktować jako „dobrowolne”. W  istocie rzeczy sądzili, że bezrobocie we wszystkich tych postaciach spowodowane jest przez to, że pracownicy, którzy utracili pracę w dawnych miejscach zatrudnienia, odmawiają przyjęcia pracy gdzie indziej za niższą płacę. (...)  Słowem, przedstawiciele szkoły klasycznej uważali bezrobocie za objaw chwilowego , wyjątkowego zwichnięcia równowagi. Sądzili, że istnieje tendencja prowadząca do tego, że po upływie krótszego lub dłuższego okresu przygotowawczego wszystkie zasoby pracy, jakimi rozporządza gospodarka narodowa, zawsze znajdują zastosowanie. Nie uważali za potrzebne  dokonywać badań nad czynnikami, które stanowią o rozmiarach wykorzystania rozporządzalnych zasobów pracy. W przeciwieństwie do nich dla Keynesa bezrobocie cykliczne i strukturalne jest przymusowe, tzn. że nie jest ono następstwem  odmowy ze strony robotnika wykonywania pracy na pewnych warunkach, lecz że przyczyną jego jest sam mechanizm gospodarki współczesnej. Bezrobociu nie można zapobiec drogą obniżki płac. Jest ono następstwem chronicznej niedostateczności popytu efektywnego, która z kolei zakreśla granice inwestycjom, a więc i rozmiarom zatrudnienia. 
     Od razu dostrzec można najważniejsze momenty, co do których zasadnicze stanowisko Keynesa pociągnęło za sobą zerwanie z myślą klasyczną lub neoklasyczną.
     1.  Wszyscy klasycy  mniej lub więcej dokładnie powtarzali teorię rynku J. B. Saya... (...)
     2.  Według neoklasyków, będących w większym lub mniejszym stopniu zwolennikami teorii równowagi... (...)
     3.  Co więcej, wysokość dochodu jest według klasyków dana... (...)
     4.  Wreszcie, prawie wszyscy klasycy wykazywali jakby brak zainteresowania  dla zagadnień pieniężnych... (...)
     Keynes zerwał z tym sposobem patrzenia na rzeczywistość i rozumowania, co nie znaczy , że przeciwstawił się całej myśli ekonomicznej XIX wieku lub myśli klasycznej. (...)
     Z drugiej strony  Keynes stwierdził, że jest w zgodzie z autorami, których szkoła klasyczna uznała za odstępców...  (...)     
     (...)
    
(...) Postaramy się wyłożyć istotę tego systemu nie licząc się z porządkiem, w jakim Keynes przedstawił swe myśli, „porządek” ten może bowiem całkowicie zbić z tropu czytelnika. Zaczniemy od nowych metod analizy , zaproponowanych przez Keynesa i wyjaśnienia, jak doszedł on do przekonania, że równowaga ekonomiczna nie wymaga koniecznie pełnego wykorzystania wszystkich rozporządzalnych zasobów (pracy lub kapitału). Ustalimy następnie, na czym polega model keynesowski, tzn. jak Keynes opisuje działanie gospodarki współczesnej. W końcu wskażemy, jakie sposoby postępowania zaproponował Keynes. Wszystko to uzupełnimy sumarycznym zreferowaniem najważniejszych głosów krytyki, której poddana została Ogólna teoria w okresie, jaki upłynął od jej ogłoszenia.  

§  1.  Keynesowski system badawczy   ………   258

    
Metoda badawcza zastosowana w Ogólnej teorii odznacza się pewnymi szczególnymi cechami, odróżniającymi ją od metod autorów klasycznych. Chcąc ją scharakteryzować w sposób możliwie prosty można – jak się zdaje – sprowadzić ją do trzech rodzajów nowości: jedne dotyczącą ogólnej metody Keynesa, drugą ich grupę stanowią te nowe pojęcia, przy pomocy których Keynes zdefiniował czynniki wpływające na działalność gospodarczą; w końcu zobaczymy, w jaki sposób wykazał, że możliwa jest równowaga oparta na niepełnym zatrudnieniu.        

                             
I.  Ogólna metoda   .........   259

     Pod tym względem wydaje się, że istotne znaczenie mają następujące cztery spostrzeżenia:
     A. Keynes miał ambicję przedstawienia teorii „ogólnej”9. To ostatnie słowo może mieć sens różny; przede wszystkim znaczy ono, że Keynes chciał dać obraz całokształtu życia gospodarczego bardziej wyczerpujący niż jego poprzednicy. (...)
     B.  Do swoich rozważań Keynes wprowadza „wielkości globalne” dochodu, zatrudnienia, podaży, popytu, oszczędności, inwestycji, czyli że każda z tych zmiennych traktowana jest jako całość. (...)
     C.  Keynes odstępuje od myśli o współzależności zmiennych ekonomicznych i poszukuje wśród nich stosunków przyczynowości. Jest to jedno z najważniejszych założeń jego metody i ono właśnie najlepiej może wyjaśnia, dlaczego system jego nie jest tak optymistyczny jak systemat klasyków. (...)
     D.  Teoria Keynesa jest o wiele bardziej statyczna niż dynamiczna13. Bez wątpienia, wprowadza ona niekiedy pojęcie czasu i w pewnej mierze robi użytek z pojęcia „antycypacji”, tak bliskiego Szwedom, wówczas zwłaszcza, gdy mowa o impulsach ruchu inwestycyjnego...
(...)
 
                             
II.  Opis sił ekonomicznych   .........   262

     Zdaniem Keynesa zasadniczą niewiadomą, której wartość trzeba znaleźć, ażeby zrozumieć, jak działa gospodarka narodowa, jest wysokość dochodu narodowego. Ona to decyduje o rozmiarach zatrudnienia, które jest funkcją dochodu a nie płacy. Keynes rzeczywiście sądzi, że na rynku pracy istnieje zawsze mniej lub więcej znaczna rezerwa siły roboczej, której posiadacze gotowi są zaofiarować swą pracę również i wówczas, gdy nie skłania ich do tego zwyżka płac. Popyt na siłę roboczą, który ma tu znaczenie rozstrzygające, zależy od wysokości dochodu narodowego15. 
     Otóż w
Ogólnej teorii dochód narodowy jest rozpatrywany pod dwoma różnymi kątami widzenia: jeżeli brać pod uwagę rolę, jaką odgrywa, jest on źródłem wszelkiej siły nabywczej, wszelkiego popytu; jeżeli zaś brać pod uwagę jego pochodzenie, to powstaje on z pewnych wydatków dokonywanych przez różne jednostki gospodarujące; przeciwstawieniem jego jest koszt opłacony przez osoby ponoszące te wydatki, żeby ciągnąć z nich korzyści. Im bardziej rosną te wydatki, tym bardziej podnosi się dochód narodowy.  Są dwa rodzaje tych wydatków – wydatki konsumpcyjne i wydatki inwestycyjne.
     A.  Wysokość pierwszych zależy od dyspozycji psychologicznej, którą Keynes traktuje jako zmienną niezależną, mianowicie od skłonności do konsumowania. Rozpatrywał ją z dwojakiego punktu widzenia: z jednej strony określił on16 „skłonność do konsumowania” (bez epitetu) jako zależność funkcjonalną... (...) Pozostawiając na uboczu wszystkie skrupuły keynesowskie co do nazywania rzeczy po imieniu, powiemy, że jest to stosunek między spożyciem a dochodem. Keynes bada sumiennie wszystko, co może wpłynąć na ustalenie się tej skłonności (chodzi tu nade wszystko o dyspozycje psychologiczne), aby dojść do przekonania17, że poza wypadkami, gdy wchodzą w grę pewne okoliczności wyjątkowe, jest ona dosyć stała. 
Z drugiej strony rozważa on „krańcową skłonność do konsumowania” jako „stosunek między wzrostem dochodu a odpowiednim wzrostem konsumpcji... (...)  Do wyjaśnień w sprawie krańcowej skłonności do konsumowania Keynes dołączył wyjaśnienia dotyczące mnożnika. (...)
     B.  Drugą kategorię wydatków wymienioną przez Keynesa stanowią nakłady inwestycyjne. Termin ten oznacza wszystkie nakłady ponoszone przez przedsiębiorców w celu wyprodukowania urządzeń wytwórczych (trwałych)21.  Dla wykazania, jak ustala się ich wysokość, Keynes przedstawia impulsy, jakimi kieruje się przedsiębiorca. Ten ostatni porównuje krańcową wydajność kapitału ze stopą procentową. Im większa jest rozpiętość miedzy tymi wielkościami, tym silniejsza jest pobudka do inwestowania. 
Co to jest krańcowa wydajność kapitału, czyli druga zmienna niezależna w systemie keynesowskim? Keynes zdefiniował ją  w następujący sposób:  „Krańcowa wydajność kapitału równa (jest) stopie dyskontowej, przy której obecna wartość szeregu przewidywanych przychodów z danego obiektu kapitałowego w ciągu jego trwania równa się cenie podaży tego obiektu. W ten sposób otrzymujemy krańcową wydajność poszczególnych typów kapitału. Największa z tych krańcowych wydajności może być uważana za krańcową wydajność kapitału w ogóle”22. W tej bardzo skondensowanej definicji każde słowo ma swoją wagę. W przekładzie na język potoczny Keynes ma na myśli, co następuje. (...)
     Krańcowa wydajność kapitału jest pierwszym elementem tego porównania, na którego podstawie przedsiębiorca decyduje się inwestować; drugim jest stopa procentowa. (...)
   Zdaniem Keynesa, odwrotnie do tego, jak sądzili klasycy, procent nie jest ceną oszczędności, a wzrost procentu nie może być bezpośrednim bodźcem oszczędności23. (...)
     Procent nie jest ceną oszczędności; jest sumą, którą przedsiębiorca płaci posiadaczowi oszczędności, żeby skłonić go do wyrzeczenia się płynności, czyli trzymania pewnej ich części w formie gotówki; jest ceną wyrzeczenia się płynności. 
(...)
         
                             
III.  Równowaga przy niepełnym zatrudnieniu   .........   268

     Po tym rozklasyfikowaniu .sił wchodzących w grę w jakimkolwiek systemie ekonomicznym można zrozumieć, jakim sposobem zdaniem Keynesa  może w pewnych wypadkach istnieć „równowaga przy niepełnym zatrudnieniu”.
     Jak się zdaje, Keynes w następujący sposób wyobrażał sobie równowagę ekonomiczną: popyt globalny realizowany jest w postaci wydatków pieniężnych, które nadają produkcji towarowej określoną wartość. Koniecznym warunkiem równowagi jest, aby wartość ta pozwoliła sprzedać produkcję bez zysku i bez straty. Aby to mogło nastąpić, popyt globalny i podaż globalna dóbr konsumpcyjnych i dóbr inwestycyjnych muszą być do siebie dostosowane. Ponieważ jednak Keynes zakłada, że skłonność do konsumowania jest niezmienna, zwichnięcie równowagi nie może pochodzić od strony dóbr konsumpcyjnych. Może ona nastąpić tylko wtedy, gdy zachodzi niedopasowanie się do siebie podaży dóbr inwestycyjnych  i popytu na nie. W ostatecznym wyniku równowaga polega w głównej mierze na równości między oszczędnościami a inwestycjami. (...)
     (...) Krótko mówiąc, w wypadku wielkiej słabości popytu efektywnego równowaga ekonomiczna dochodzi do skutku, ale pracy dla wszystkich nie ma. Osiąga się zatem równowagę przy niepełnym zatrudnieniu27.

§  2.  Opis współczesnego mechanizmu gospodarczego u Keynesa   ………   270

    
Skoro znamy teraz mechanizmy, którym zdaniem Keynesa, podlega jakakolwiek gospodarka, pozostaje przypomnieć, co sądził on o współczesnej mu gospodarce.  
     W jego rozumieniu gospodarkę tę (kapitalizm zaawansowany, kierujący się w rozwoju „lesseferyzmem”) cechuje niedostateczność  popytu efektywnego. Stąd pochodzi wszelkie zło. Myśl tę w zarodku spotkać można u niektórych nieprawowiernych pisarzy z XIX wieku, na przykład u Malthusa, Sismondiego lub u niektórych marksistów (u wszystkich, którzy rozwijali myśl o podkonsumpcji). Ale u Keynesa przybrała ona postać szczególną.
     Przyczyny niedostateczności popytu efektywnego są, jego zdaniem, bardzo liczne. Ale trzy spośród nich nabrały w jego systemie szczególnego znaczenia, a mianowicie: postępujący spadek krańcowej skłonności do konsumowania, następnie spadek krańcowej wydajności kapitału, wreszcie nadmierna preferencja płynności.
     A.  Główną  przyczyną  jest postępujący spadek krańcowej skłonności do konsumowania (...)
     B.   Ale czy stosunkowa zniżka wydatków konsumpcyjnych, którą pociąga za sobą osłabienie skłonności do konsumowania, nie może być wyrównana przez wzrost wydatków inwestycyjnych? W żadnym razie – sądzi Keynes – ponieważ cechą gospodarki współczesnej jest także stale postępujące obniżanie się krańcowej wydajności kapitału. (...)
     C.  Krańcowa wydajność kapitału nie jest jedynym czynnikiem pociągającym za sobą wzrost gotowości inwestowania: w
Ogólnej teorii gotowość ta jest przedstawiona jako czynnik zależny od rozpiętości między ową wydajnością a stopą procentową. (...)
     D.  Nie kładąc na to zbyt wielkiego nacisku Keynes dodał, że zbyt duże fundusze amortyzacyjne przemysłu mogłyby wywrzeć zgubny wpływ na rozwój działalności gospodarczej, a więc i na dochód, a wreszcie na zatrudnienie. (...)
 
Krótko mówiąc, gospodarka współczesna wydawała się Keynesowi  skazaną na chroniczną i coraz dotkliwszą niedostateczność efektywnego popytu... (...)  Niedostateczność popytu efektywnego  tłumaczy, dlaczego świat nasz skazany jest na niepełne zatrudnienie. Gospodarka nie podlegająca żadnej interwencji  - sądził Keynes – nie posiada żadnego automatycznego korektywu tej wady.
     Keynes oceniał pesymistycznie perspektywy rozwoju gospodarki kapitalistycznej. Wątpił, by mogła ona samorzutnie osiągnąć nowy okres  nieprzerwanej i świetnej ekspansji. Pesymizm jego nie był jednak tak bezwzględny, jak u Marksa. Nie sądził, że kapitalizm jest skazany nieuchronnie na ostateczną katastrofę i zagładę, ani że sytuacja  jego musi się stać rzeczywiście nieznośna, ani nawet, że musi się gwałtownie pogorszyć.  Jego zdaniem gospodarka współczesna bynajmniej nie zmierza do upadku, ale raczej do mizernego bytowania lub zastoju. Oscyluje ona „wokół jakiejś pośredniej pozycji, znacznie poniżej pełnego zatrudnienia i znacznie powyżej minimalnego poziomu zatrudnienia, którego przekroczenie w dół zagrażałoby życiu. 

§  3.  Polityka Keynesowska   ………   274

    
Keynes nie sądził, że w tej sytuacji brak jest środków zaradczych. Będąc autorem broszury o The end of laissez-faire, zmierzał do potępienia polityki siedzenia z założonymi rękami. Jeżeli w Ogólnej teorii w dalszym ciągu twierdził, że nie należy oczekiwać automatycznego powrotu do stanu pełnego zatrudnienia, czynił to w celu usprawiedliwienia polityki aktywnej interwencji i w celu przedstawienia jej zasad. „Nie należy jednak wyprowadzać wniosku, że ta... pozycja (niepełne zatrudnienie i niedostateczność popytu efektywnego) ustanowiona została przez jakieś prawo konieczności. Niczym nie skrępowany wpływ powyższych warunków jest jedynie zaobserwowanym faktem, który odnosi się do świata takiego, jaki jest lub jakim był dotychczas, a nie jakąś konieczną zasadą, której nie można zmienić”38.
     Jak zaradzić jednak tej sytuacji? Według Keynesa należałoby drogą pośrednią spowodować wzrost  tej zmiennej zależnej, jaką jest wysokość dochodu narodowego, a mianowicie przez zwiększenie popytu efektywnego. Tylko (i dlatego właśnie książka Keynesa wywołała skandal w kołach tradycjonalistycznych) zalecał środki, które prawie bez wyjątku znalazły się w sprzeczności z zasadami uznanymi przez klasyczną terapię antydepresyjną. Pokażemy przede wszystkim, jak odrzucił te stare zasady, następnie zaś powiemy, jaką metodę działania uważał za godną zalecenia. 

                             
I.  Odrzucenie terapii klasycznej   .........   274

     Umysły przesiąknięte myślą klasyczną były przekonane, że do wyjścia ze stanu depresji prowadzą dwa sposoby postępowania, z których każdy może być zresztą stosowany w różnych stadiach cyklu, a mianowicie obniżka płac i odpowiednie manipulowanie stopą procentową. Oto jak oceniał Keynes ich poglądy na tę sprawę. Od zniżki płac oczekiwali oni zmniejszenia kosztów produkcji przedsiębiorstw produkcyjnych i wzrostu przewidywanego zysku, a więc widzieli w niej zachętę do dokonywania wydatków inwestycyjnych. Od zwyżki stopy procentowej jako czynnika pomocniczego spodziewali się po upływie pewnego okresu sanacji (zniżka cen i zahamowanie spekulacji) późniejszego wzrostu rozporządzalnych oszczędności. Keynes zajął stanowisko zdecydowanie przeciwne tym dwom sposobom uważając, że są one w możności jedynie pogorszyć chorobę, której leczeniu rzekomo miały służyć.  
     Spadek płac może tylko zaostrzyć stan niepełnego zatrudnienia. Istotnie oznacza on zmniejszenie udziału w dochodzie narodowym klas, których skłonność do konsumowania jest najsilniejsza. W następstwie zaś pociąga za sobą ograniczenie popytu efektywnego, w dalszej zaś konsekwencji spadek krańcowej efektywności kapitału, a więc osłabienie gotowości inwestowania. (...)
     Bezcelowe jest, zdaniem Keynesa, obstawanie przy drugim sposobie postępowania propagowanym przez klasyków, a polegającym na podnoszeniu stopy procentowej. Klasycy – twierdził Keynes – sądzili, że podniesienie jej może na dłuższą metę pobudzać oszczędzanie i pośrednio ułatwiać inwestowanie. Nic bardziej fałszywego zdaniem Keynesa; procent, jak to już wiedzieliśmy, nie jest dla niego ceną płaconą za oszczędzanie, tylko wynagrodzeniem, które się płaci, żeby wpłynąć na zrezygnowanie przez ciułaczy z
płynnej formy części ich zasobów; oszczędności są zwykłą nieskonsumowaną pozostałością dochodu i zależą od innych pobudek niż nadzieja pobrania dochodu; nie można więc pobudzić oszczędzania  przez podniesienie stopy procentowej. (...) 
Keynes, wprost przeciwnie, uważał za pożądane, żeby stopa procentowa pozostawała na poziomie możliwie najniższym.   
 
                             
II.  Keynesowskie metody interwencji   .........   276

     Celem, do którego należy dążyć, było według Keynesa zwiększenie popytu efektywnego. Miało ono pociągnąć za sobą wzrost dochodu i, co za tym idzie, zatrudnienia. Sposoby postępowania zalecanie przez autora były różnorodne, nie przypisywał jednakże im wszystkim równorzędnego znaczenia.
     A.  Przede wszystkim należało zastosować politykę pieniężną, która pozwoliłaby na ekspansję gospodarczą, tj. wprowadzić do obiegu dostateczną ilość pieniądza i utrzymywać stopę procentową na poziomie możliwie najniższym. (...)
     B.  Keynes sądził, że w celu wyrównania skutków ujemnego wpływu, jaki wywiera spadek inwestycji prywatnych na poziom dochodu globalnego oraz zatrudnienia, należy zwiększyć inwestycje publiczne. (...)  
     C.  Keynes zalecał również politykę dokonywania
przesunięć w podziale dochodu na korzyść klas stosunkowo najwięcej wydatkujących. Był niechętny rentierom, przychylny pracownikom najemnym i przedsiębiorcom, podejmującym duże inwestycje. Obawiał się, żeby wielkie przedsiębiorstwa nie wpadały w ręce jednostek o mentalności drobnych rentierów. (...)
     D.  Wreszcie Keynes wypowiadał się za nawrotem do polityki protekcjonizmu. (...)  Uważał mianowicie, że skoro kraj cierpiący na bezrobocie zamknie swe granice chcąc dać pracę bezrobotnym i umożliwić w ten sposób powstanie nowych przedsiębiorstw, nawet jeżeli są one zmuszone produkować przy wysokich kosztach i, co za tym idzie, nie są w możności wytrzymać konkurencji zagranicznej, niesłusznym byłoby twierdzić, że polityka taka nie jest racjonalna i że w interesie kraju leży kupować za granicą to, czego nie może wytwarzać równie tanio. W istocie rzeczy kraj taki nie robi złego użytku z rozporządzalnej siły roboczej; daje jej możność powrotu do pracy, zamiast utrzymywać w stanie bezczynności, odnosi więc z tego korzyść.
Rozumowanie wolnohandlowców  wydaje się więc uzasadnione wówczas tylko, gdy założymy istnienie pełnego zatrudnienia. 
     Oto główne rady, jakie Keynes uważał za możliwe wyprowadzić ze swej
Ogólnej teorii. Z pewnością cechą ich jest reakcja przeciwko klasycznemu sposobowi myślenia.  Trzeba jednak stwierdzić, że ani jedna z nich nie przewiduje jakiegoś rzeczywistego przewrotu w kapitalizmie. (...)
     W gruncie rzeczy autor
Ogólnej teorii był konsekwentny nie domagając się środków prawdziwie rewolucyjnych. Przede wszystkim podkreślał jedną wadę kapitalizmu, a mianowicie niedostateczność popytu efektywnego.  Czyniąc to nie składał odpowiedzialności na oszczędzanie; to nie ono ponosi tu winę, ale raczej nadmierna tezauryzacja  lub, ściśle biorąc, rozpiętość, która mogłaby powstać między wzrostem oszczędności a inwestycjami, albo, bardziej jeszcze, w ostatecznym rachunku, niedostatecznie silny ruch inwestycyjny. Przeto poprzestał na zalecaniu środków, które by pozwoliły na jego wzmożenie. Sądził, że kapitalizm nadaje się do naprawy.       

§  4.  Najważniejsze glosy krytyczne pod adresem Keynesa53   ………   283

    
Wywody składające się na treść Ogólnej teorii są dostatecznie oryginalne, a wnioski praktyczne, które trzeba z nich wyciągnąć, wystarczająco ważne, by książce tej zapewnić niezwykły rozgłos. Chociaż autor ich nie wysunął prawdziwie rewolucyjnego rozwiązania współczesnych mu zagadnień i chociaż sam podał w wątpliwość swą oryginalność, to jednak można było mówić o rewolucji keynesowskiej. Na kontynencie europejskim i w Ameryce uważa się, iż dokonała się rewolucja w dziedzinie teorii. Stanowisko autorów brytyjskich jest może trochę bardziej powściągliwe; nie godzą się oni z myślą o „rewolucji keynesowskiej”, ale większość liberałów angielskich54 uzupełniła swe wykształcenie poznaniem tego, co stanowi istotę myśli Keynesa; inni autorowie55 wysnuli nawet z tej książki uzasadnienie polityki planowej.  Krótko mówiąc, miał rację Samuelson, że po roku 1936 kryzys doktrynalny niby epidemia poraził wszystkich ekonomistów liczących mniej niż 35 lat, podczas gdy liczący 35 do 50 lat wykazali zainteresowanie, ale zachowali się powściągliwie, ci zaś, którzy przekroczyli 50 lat, początkowo przeważnie uniknęli zarażenia się nowymi ideami.
     Jeżeli książka jako całość była przedmiotem wielkiego podziwu56, to jednak wywołała żywą krytykę, w szczególności po roku 1940. Spotkała ją mianowicie niemiła przygoda: w kilka lat zaledwie po jej ukazaniu się sytuacja gospodarcza, do której wyjaśnienia zmierzała, uległa odwróceniu do góry nogami. Keynes opisywał gospodarkę dotkniętą niedostatecznością inwestycji; otóż II wojna światowa, przeciwnie, wywołała obawy o nacisk inflacyjny, grożący wobec niedostatecznych rozmiarów oszczędności w obliczu konieczności zwiększenia inwestycji publicznych i prywatnych. Keynes uznał za wskazane krytykować nieporadność „lesseferyzmu”; otóż wojna wywołała taki rozrost kontroli państwowej nad produkcją i podziałem dóbr, że, wprost przeciwnie, to wszędobylskie utrzymywanie się tendencji do kierowania gospodarką wywołuje obecnie niepokój: czy  makrodecyzje” państwa są rzeczywiście uzasadnione? Wreszcie Keynes nie wątpił o zaletach podstawowych urządzeń kapitalizmu i myślał jedynie o poczynieniu w nim poprawek przez oddziaływanie na stopę procentową, na podział dochodu narodowego, jako też przez wielkie roboty publiczne. Dzisiaj, w przeciwieństwie do tego, sukcesy* osiągnięte przez nie kapitalistyczne organizmy gospodarcze skłaniają niektórych badaczy do postawienia sobie pytania, czy ustrój kapitalistyczny nie wymaga reformy od podstaw.
------
*  Jeśli te „sukcesy” wywołają, w pierwszym odruchu, u kogoś ironiczny uśmiech, proponuję przemyśleć: W którym roku pisane były te słowa!  Jak wtedy wyglądał świat!  Co się później w nim zmieniło! Co się już zmieniło od czasu triumfalnego ogłoszenia  „Koniec historii!” i  „Nie ma  innej alternatywy!”. Jaki może być naprawdę „Koniec historii człowieka”?  Czy naprawdę nie ma innej alternatywy?
Anonimus

------       
(...)    

Rozdział II
Nowe oblicze nauki ekonomicznej   ………   296

     Otwórzmy dwie książki o zasadach ekonomi politycznej, jedną - napisaną przed lat trzydziestu, drugą niedawno. Dla pewności wybierzemy je spośród najpoważniejszych prac; weźmiemy dwóch autorów, którzy obaj odznaczają się rozległą kulturą ogólną i matematycznym ukształtowaniem umysłu.  Porównajmy na przykład Cours  d’économie  politique  Clement Colsona w sześciu tomach wyd. .... z  r. 1907  i  podręcznik  Paul SamuelsonaEconomics (Mac Graw Hill, New York 1951). Różnice rzucają się w oczy natychmiast.
     Najpierw różnice w tematyce. Wcześniejsza z tych prac zaczynała się od „ogólnej teorii zjawisk ekonomicznych”, tj. od abstrakcyjnego wykładu ekonomii czystej, analizującego przede wszystkim mechanizm powstawania cen i podział dochodu narodowego, przy czym dochody poszczególnych uczestników traktowane były jako wynagrodzenie odpowiednich usług produkcyjnych. Po tym pierwszym tomie następowało pięć innych, poświęconych ekonomii stosowanej: opis ram prawnych, w jakich rozwijała się działalność gospodarcza, zajmował miejsce pokaźne; dociekania dotyczące pieniądza prowadziły ku kwestiom organizacji rynku pieniężnego, ale pomijały rolę pieniądza w przebiegu działalności gospodarczej. Nie było tam ogólnych dociekań nad zmianami zachodzącymi w działalności gospodarczej, nad tworzeniem ani też nad zużytkowaniem dochodu narodowego, który rozważany był nade wszystko jako przedmiot opodatkowania w rozdziałach poświeconych podatkom. W całej książce położono nacisk na spontaniczność powrotu do równowagi w warunkach panowania konkurencji i na niebezpieczeństwo interwencji państwowej w dziedzinie produkcji, cen i podziału dochodu.
     Książka Samuelsona, wprost przeciwnie, zaczyna się od opisu wspólnego świata, w którym wolne przedsiębiorstwo przedstawia się jako znajdujące się w stanie konkurencji z licznymi przedsiębiorstwami publicznymi, w których podkreśla się w pewnej mierze zmierzch własności prywatnej, w którym oddziaływanie rządu na poziom działalności gospodarczej i na podział dochodu uważa się za zjawisko stałe, normalne, a w żadnym razie nie wyjątkowe. Następnie wysuwa się zaraz na pierwszy plan dociekania na temat dochodu narodowego; rozważa się, od czego zależy jego wielkość, jaki wpływ wywiera nań polityka pieniężna i podatkowa, dalej zmiany zachodzące w sferze działalności gospodarczej. Kwestia kształtowania się cen zajmuje tu stosunkowo mało miejsca; bezpośrednio po dociekaniach na ten temat następują rozważania dotyczące dwóch jeszcze zagadnień – podziału dochodu narodowego i handlu międzynarodowego.  Książka zamyka się porównaniem dodatnich stron kapitalizmu i socjalizmu. Zagadnieniem, które zgodnie z myślą keynesowską dominuje nad całą książką, jest poznanie czynników, które wyznaczają rozmiary dochodu narodowego oraz działalności gospodarczej traktowane jako zmienne zależne.        
(...) 

§  1.  Rola nauki ekonomicznej   ………   299

    
Ekonomiści dziewiętnastowieczni, przede wszystkim ci, którzy stanowili drugą szkołę klasyczną (szkoła  wiedeńska i lozańska) wprowadzili w użycie abstrakcyjną teorię ekonomiczną, która sformułowała szereg praw ekonomicznych. Prawa te dawały wyraz koniecznościom, którym podlega mechanizm wymiany (prawa wartości i cen lub podziału dóbr). Niektóre z nich przedstawione zostały jako mające zastosowanie w każdym ustroju gospodarczym i jako słusznie niezależne od woli ludzkiej; mściły się, gdy ludzie usiłowali wymknąć się spod ich władzy.
     Widzieliśmy już, że ta ścisła prawowierność miała w sobie coś irytującego, skoro niektórzy marni interpretatorzy korzystali z niej dla poparcia swoich twierdzeń, że dochody – poprzez ceny czynników produkcji, będące wynagrodzeniem jednostkowym każdego z tych czynników – ustalały się na poziomie wyznaczonym przez prawa naturalne i że wszelkie poczynania zmierzające do zmian byłyby bezskuteczne. W związku z tym wybuchło coś w rodzaju rewolty przeciwko teorii ekonomicznej (spór między szkołą historyczną a zwolennikami czystej ekonomii, później sarkastyczne uwagi Veblena pod adresem szkoły użyteczności krańcowej, dalej rozwój ekonomii instytucjonalnej). Ale buntownicy nie wiedzieli, jak odpowiedzieć na abstrakcyjne rozumowania swoich przeciwników, gdy ci powoływali się na „prawa naturalne podziału dóbr”. 
     Nie mogli poradzić sobie z nimi, dopóki nie wyszli poza ramy empiryzmu i nie stanęli sami na gruncie rozumowania abstrakcyjnego, co dało im możność ustalić, że niektóre „prawa” klasyczne były słuszne tylko w pewnych warunkach (na przykład w warunkach konkurencji doskonałej), że świat współczesny różni się od tych hipotetycznych warunków, że każda poważna czysta teoria powinna brać pod uwagę szereg możliwych hipotez (na przykład szereg możliwych ukształtowań rynków), że ani poziom cen, ani różnych kategorii dochodów nie jest bezwzględnie ustalony i że wola ludzka ma możność  kształtowania ram działalności gospodarczej (na przykład może zmienić ukształtowanie rynku), a nawet samego mechanizmu gospodarki narodowej. Powtarzamy, że mówiąc to ekonomiści, o których wspominaliśmy, nie stawali w sprzeczności z myślą najznakomitszych autorów końca XIX wieku (na przykład teoretycy równowagi ekonomicznej nie twierdzili nigdy, że otaczający nas świat zjawisk ekonomicznych może zawsze i automatycznie osiągnąć równowagę, wskazywali tylko, w jakich warunkach równowaga ekonomiczna może się urzeczywistnić). Prawa naturalne nie zostały odrzucone, ale zaczęto przypisywać im w pewien sposób relatywny charakter: każde ukształtowanie rynku, każdy system podziału dochodu narodowego rządzi się własnym prawem. Oto dlaczego przed trzydziestu laty dociekania nad monopolem, nad oligopolem, nad monopolem dwustronnym nabrały w sferze czystej ekonomii takiego znaczenia stając obok dociekań nad konkurencją doskonałą.  (...)

     (...)  Z wywodów na temat niedoskonałości metody abstrakcyjnej nie należy wiec wyciągać wniosku, że koniecznie trzeba zwrócić się do wręcz przeciwnej metody. Narzucają się jednak trzy wnioski następujące:
     1.  W dążeniu do odkrycia prawdy należy stosować postępowanie oparte na współdziałaniu dwóch metod – oderwanych dociekań i obserwacji konkretnych faktów. W następnym paragrafie zobaczymy, jak sobie wyobrażali współcześni autorowie to postępowanie.
     2.  Prawa ekonomiczne, sformułowane przez teorię, rzadko podlegają w pełnej mierze sprawdzeniu drogą badania rzeczywistości, są to bowiem prawa warunkowe – prawdziwe przy założeniu pewnych hipotez ukutych przez myśl ludzką, zawsze jednak w pewien sposób różniące się od rzeczywistości.  „Teoria abstrakcyjna – pisze dalej Myrdal ... – musi być zawsze a priori w zestawieniu z „faktami”  i z „prawami” sprawdzanymi. Fakty i prawa istnieją dla nauki w ogóle tylko w ramach hipotetycznej teorii... Zasadniczymi terminami dociekania teoretycznego są więc „zagadnienie” i „hipoteza” , nie zaś  „fakt” i „prawo”.  W teorii każde twierdzenie opatrzone jest warunkiem i wówczas nawet, gdy przybiera postać skrótu logicznego”.  Meyerson8 mówił przecie o każdym prawie naukowym: „Prawo jest konstrukcją idealną, która wyraża nie to, co się dzieje, ale to, co działoby się w razie nastąpienia pewnych warunków”.
     3.  Z drugiej strony nowe pojmowanie wiedzy ekonomicznej zmierza do zatarcia różnicy miedzy teorią a doktryną, na którą to różnicę zwrócił uwagę Pirou9. (...)  Wszelka teoria zmierza w istocie rzeczy do poznania wyników działania10.  Jeżeli przyjąć to założenie (a prawie wszyscy skłonni są przyjąć je), stracą na znaczeniu różnice między teorią a doktryną, między poznaniem a poradą w działaniu, między nauką a sztuką. A z punkty widzenia polityki ekonomicznej teoria stanowi wstęp do interwencji.      

§  2.  Przyjęcie metody ilościowej   ………   303

    
Jednym z gorących życzeń, jakimi kierują się ekonomiści współcześni w poszukiwaniu precyzji, jest ilościowe ujmowanie roli badanych przez nich zjawisk. „Przedmiotem wiedzy może być tylko to co wymierne” – mówią. Pierwsi ekonomiści matematycy, jak Dupuit lub Walras posługiwali się przede wszystkim matematyką jako narzędziem dowodzenia i ilustracji. W wieku XX panuje raczej przekonanie, że skoro nauka ekonomiczna zajmuje się zjawiskami ilościowymi, powinny one być mierzone i że w tym właśnie celu należy posługiwać się matematyką.   W. Clair Mitchell w r. 193711 twierdził bez ogródek, że nauka ekonomiczna powinna mieć charakter ilościowy. Odpowiedzią na takie dezyderaty był rozwój ekonometrii. 
     Ekonometrzy nie posługują się jednak matematyką tak, jak to czynił Walras i jego poprzednicy. Ci ostatni operowali przede wszystkim znakami algebraicznymi, aby dokonywać odkryć drogą
dedukcji albo w celu wybitnie ścisłego sformułowania pewnych praw ekonomicznych. Udoskonalili oni stare prawo podaży i popytu wprowadzając pojęcie współzależności między podażą, popytem a cenami. Pozostali jednak w sferze teorii abstrakcyjnej. Ekonometrzy, wprost przeciwnie, biorąc za punkt wyjścia obserwację życia codziennego pragną zwrócić uwagę na pewne zjawiska ekonomiczne, wymierzyć amplitudę ich wahań lub intensywność.
(...)

§  3.  Makroekonomia   ………   307

    
Mówi się często, że autorowie współcześni, naśladując Keynesa, zajmują się teraz  „makroekonomią”, różniąc się w ten sposób od pisarzy wieku XIX, którzy zajmowali się jedynie badaniami „mikroekonomicznymi”. Niektóre jednak interpretacje tych dwóch terminów wydają się nam błędne, uważamy więc za konieczne zacząć od ich wyjaśnienia, zanim wskażemy, jakie zalety przyznawane są  nowej metodzie i jakie braki jej się zarzuca.
     Około r. 1900 szkoły neoklasyczne, w szczególności szkoła Marshalla i wiedeńska szkoła użyteczności krańcowej, tłumaczyły zjawiska ekonomiczne zachowaniem się różnych jednostek gospodarujących. Szkoły te zajmowały się przede wszystkim zjawiskami równowagi cząstkowej, co pociągało za sobą badania „następstw zachowania się jednostki (lub ewentualnie ogółu jednostek) w pewnym środowisku gospodarczym, uważanym za ustalone niezależnie od zachowania się badanej jednostki”18. Dociekały  jak dochodzi do skutku równowaga w łonie przedsiębiorstwa  lub równowaga na takim a takim rynku. Walras skonstruował co prawda teorię ogólnej równowagi ekonomicznej, ale postępowanie jego polegało na badaniu związków zachodzących między poszczególnymi rynkami, przy czym działanie ich tłumaczy zachowaniem się jednostek oraz pewnymi właściwościami psychiki indywidualnej.
     W przeciwieństwie do tego teoria najnowsza zajmuje się „wielkościami globalnymi” (po angielsku
aggregates), tj. agregatami wartości, które krążą miedzy grupami społecznymi”. (...)
     Dociekania makroskopijne nabrały więc od lat dwudziestu szerokiego rozmachu. (...)
     Jakiekolwiek byłyby sukcesy makroekonomii, obserwujemy jednak w chwili obecnej reakcję przeciwko początkowemu zachwytowi. (...)
     Makroekonomii  zarzuca się nade wszystko, że nie zdaje sobie niekiedy sprawy z konieczności przeprowadzenia rozróżnień niezbędnych do poznania prawdy. W każdej spośród „wielkości globalnych” zawarte są w istocie rzeczy składniki, które reagują w niejednakowy sposób na otrzymane impulsy: na przykład dochody osiągane na spekulacji zachowują się inaczej niż pochodzące z produkcji w ścisłym znaczeniu; pewne wydatki wywołują zwiększenie zatrudnienia silniejsze od innych; inflacja lub deficyt budżetowy w pewnych granicach nie pociąga za sobą groźnych następstw, podczas gdy z chwilą przekroczenia tych granic może nastąpić katastrofa. Ekspansja kredytowa nie we wszystkich dziedzinach gospodarki działa w jednakowym stopniu inflacyjnie. „Mechanika wielkości globalnych” z braku dostatecznej subtelności analizy zapomina często o niezbędnych rozróżnieniach; może ona też pobudzać do chybionych interwencji.     
     Nie oznacza to jednak, że trzeba wyrzec się całkowicie makroekonomii. Również i tutaj krytyka nie zmierza do zwrotu ku przeszłości, lecz do posunięcia się o krok dalej. Nie trzeba wyrzekać się nowych metod, ale doskonalić je, a przede wszystkim starać się ustalić prawa  rządzące działalnością składników, z których składa każda wielkość globalna.*

*   Sprawa bardzo  istotna i równie słabo opanowana do dzisiaj.  Makroekonomia po prostu nie zna, nie chce znać i boi się praktycznych szczegółów, szczególnie interdyscyplinarnych. Jest też za łatwowierna (statystyce, a ta sprawozdaniom i rachunkowości).  Dla równowagi lubuje się natomiast „w dzieleniu włosa na czworo” przy sztucznie wymyślonych założeniach, oddając przy tym resztę pola walkowerem  praktyce.
Tematy „nie jak morze” tylko „jak ocean”!
K
ładą się one cieniem nie tylko w sprawach makro ale także i mikro.
Bliżej je naświetlam na wielu swoich stronach, przy czym swoistym po nich przewodnikiem jest strona „Credo”. 
Aktualnie, cho
ćby na początek,  warto bliżej rozeznać wielkość globalną  „Produkt Krajowy Brutto”. Może by to nieco pomogło w walce z bezrobociem.    
Anonimus
      

§  4.  Metoda abstrakcyjna a obserwacja faktów   ………   312

    
By ująć w formę praw stosunki istniejące między kilku szeregami zjawisk, ekonomiści sprzed lat pięćdziesięciu posługiwali się bądź metodą abstrakcyjną (dedukcyjną), bądź obserwacją bezpośrednią (metoda indukcyjna). Od dawna wiadomo, że zarówno jedna, jak i druga nie jest doskonała29.  Pierwsza z nich daje dobre wyniki pod warunkiem, że punkt wyjścia całego rozumowania nie budzi wątpliwości (co nigdy nie daje się osiągnąć w zupełności), jak również, że pojęcia są odpowiednio dobrane. Co więcej, jest ona narażona na niedociągnięcia wobec zbyt wielu ogniw składających się na całość rozumowania. Druga metoda pozwala mówić jedynie o stosunku statystycznym, a nie o związku przyczynowym ani nawet o współzależności, i napotyka na przeszkody w postaci niedostatecznej obserwacji.  Od dawna szukano sposobu prowadzenia badań, który łączyłby zalety obu metod tradycyjnych.
    Postępowanie najczęściej stosowane od lat dwudziestu polega na posługiwaniu się „modelem”30. 
(...)

§  5.  Studia nad rachunkowością w skali państwowej   ………   317

    
Widzieliśmy już przy okazji omawiania podręcznika Samuelsona, że ekonomiści współcześni mają skłonność do stosowania national income approach. Zamiast zaczynać od przedstawienia zagadnień instytucjonalnych lub też bardziej od nich abstrakcyjnej problematyki wymiany i podziału dóbr, autorowie biorą za punkt wyjścia wykład teoretyczny warunków, w których może kształtować się poziom dochodu narodowego, następnie zaś próbują opisać, jak w rzeczywistości ustala się dochód narodowy kraju, o który im chodzi.
(...)     

                              I.  Najważniejsze prace o dochodzie narodowym   .........   319

     Wszystkie te względy sprawiły, iż zaczęły się ukazywać liczne studia nad zagadnieniem dochodu narodowego, jego wysokością, pochodzeniem, sposobem obliczania, podziałem i zużyciem. Prace te zmusiły ich autorów do podjęcia wysiłków nad ustaleniem używanych przez nich pojęć, jak również do ścisłej współpracy ze statystykami zatrudnionymi w administracji publicznej i prywatnej.
(...) 

              
II.  Trudności związane z ustaleniem pojęcia dochodu narodowego   .........   321

     Przebieg tych niezwykle skrupulatnych prac jest w oczach każdego, który je śledzi, świadectwem pewnych trudności tkwiących w badaniu dochodu narodowego. Trudno jest go zdefiniować, a co za tym idzie, trudno dokładnie go obliczyć i śledzić jego wahania.
(...)          

                                      
III.  Niektóre prace specjalne   .........   325

     Badania nad krążeniem dochodu narodowego przez różne dziedziny gospodarki narodowej dało impuls do pewnych prac budzących żywe zainteresowanie. Wystarczy przytoczyć w związku z tym książki Copelanda i Leontiefa. Morris A. Copeland64 poświęcił się badaniu przepływu pieniądza przez jedenaście działów gospodarki amerykańskiej65.  Rozpatruje on nie tylko podział kredytów, ale i sposób, w jaki pieniądz przenosi się z jednego działu gospodarki do innego.
(...)   

Rozdział III
Badania nad krótkotrwałymi procesami ekonomicznymi   ………   329

     Widzieliśmy już, jak dalece gospodarka współczesna różni się od gospodarki z r. 1900, a nawet od gospodarki, którą starał się zobrazować Keynes. Jest w coraz mniejszym zakresie wolnokonkurencyjna, co stwarza konieczność pewnej kontroli społecznej nad wielkimi interesami. (...)
     Autorowie współcześni, ciągle jeszcze odczuwając niepokój pod wpływem myśli keynesowskiej, usiłują
znaleźć dla tej sytuacji wytłumaczenie teoretyczne. Często posługują się przy tym terminami Keynesa czyniąc to nawet wówczas, gdy odrzucają wyjaśnienia lub wnioski mistrza brytyjskiego. Najważniejsze z tych teorii dotyczą rytmu działalności gospodarczej oraz krótkofalowych procesów ekonomicznych. Przedstawimy tutaj tylko te, które według nas mają największe znaczenie...
Rozklasyfikujemy je, grupując pod czterema wielkimi tytułami działowymi, na:
     1)  teorie rynku cen;
     2)  teorie zachowania się jednostek gospodarujących w ogólności;
     3)  teorie podziału dochodu oraz zatrudnienia;
     4)  teorie dotyczące rozwoju działalności gospodarczej.        

Dział I.  Teorie rynku i cen   ………   330

     W okresie przedkeynesowskim XIX stulecia teoria cen uległa, jak to widzieliśmy, głębokiej przemianie spowodowanej badaniami zagadnień oligopolu, monopolu i konkurencji monopolistycznej. Mówiliśmy już o wkładzie wniesionym do tej dziedziny przez Pierro Sraffa, E. Chamberlina, panią Joan Robinson, H. von Stackelberga, Jean Marchala2.
     Wśród wszystkich najnowszych teorii wpływ Keynesa najmniej daje się odczuć w teorii cen. Wpływ ten zaznacza się natomiast w uwadze, jaką niektórzy spośród najnowszych teoretyków (O. Lange, Kenneth Boulding) skupiają na roli zjawisk pieniężnych w kształtowaniu się cen. Wszystkim pozostałym wydaje się, że rozwój teorii iść powinien w kierunku zagadnień pozostawionych w zawiedzeniu przez teoretyków konkurencji niedoskonałej lub monopolu. Zagadnienia te są bardzo liczne. Przytoczymy najważniejsze z nich: polegają one na usiłowaniach nakreślenia krzywych podaży i popytu o przebiegu bardziej zbliżonym do rzeczywistości; dotyczą struktury rynków i różnorodnych związków zachodzących między rynkami; obracają się koło kwestii stopnia giętkości  cen w zależności od rodzaju towarów i jeszcze bardziej – wahań cen w czasie. Nad wszystkim góruje dążenie do wyznaczenia warunków prowadzących do ustalenia się równowagi dynamicznej. We wszystkich tych kierunkach w dalszym ciągu prowadzone są badania . Następująca klasyfikacja pozwoli ująć główne ich wyniki:
     1.  Na wstępie postaramy się poddać badaniu wkład  J. R. Hicksa...
     2.  Wykażemy, co nowego tkwi w najważniejszych dociekaniach nad podażą i popytem.
     3, 4 i 5.  Następnie zanalizujemy najważniejsze przyczynki dotyczące struktury rynku, związków między rynkami oraz kwestii giętkości cen.     

§  1.  Dzieło J. R. Hicksa    ………   331

    
Za najwybitniejszy wkład w teorię wartości i cen w ciągu ostatnich lat piętnastu uważana jest niemal jednogłośnie3 działalność naukowa J. R. Hicksa, a przede wszystkim ogłoszona w r. 1939 Value and capital. W pracy tej Hicks postawił sobie zadanie przedstawienia syntezy najważniejszych zjawisk ekonomicznych. Praca ta na pierwszy rzut oka mniej błyskotliwa niż dzieło Keynesa, bliższa natomiast dziełom klasyków. Hicks wykroczył jednak znacznie poza ramy ich rozważań, a to przez swą stałą troskę o wyjaśnienie, w jaki sposób dokonują się pewne wypadki zakłócenia stanu równowagi. Wszelako umysł jego o wybitnie syntetycznym nastawieniu wzbraniał się przeprowadzić w tej książce linię graniczną między statyką i dynamiką uważając, że ta ostatnia jest jedynie szczególną postacią statyki, dobra wchodzą bowiem do jej zakresu mając o jeden „wymiar” więcej, a mianowicie ich umiejscowienie w czasie. Najważniejsze zaś zjawisko w  sferze dynamiki, tj. kapitalizacja, może być jego zdaniem rozpatrywana jako wymiana usług teraźniejszych pewnego dobra na długi szereg przyszłych usług rozłożonych w czasie4.
     Hicks zajmuje się na wstępie udoskonaleniem teorii popytu. W tym celu odrzuca pojęcie użyteczności krańcowej jako mogące jego zdaniem prowadzić do zamieszania i zastępuje je pojęciem krańcowej stopy substytucji, którą definiuje w następujący sposób: „Krańcowa stopa substytucji X względem Y jest to ta ilość Y, która dla konsumenta ściśle równoważy utratę krańcowej jednostki5”. Z pojęcia tego korzysta później przy definiowaniu komplementarności i substytucji dóbr za pomocą terminów ściślejszych od tych, które czerpiemy z mowy potocznej.
(...)

§  2.  Studia nad podażą i popytem12    ………   336

    
W oczach ekonomistów współczesnych mówienie o punkcie przecięcia krzywych podaży i popytu lub o punkcie zetknięcia się krzywej kosztu krańcowego z krzywą kosztu przeciętnego nie stanowi rozwiązania problemu; oznacza zatrzymanie się u progu. Kenneth Boulding13 powiedział, że czynniki rozstrzygające w ostatecznym wyniku o cenach są różnorodne i że cała analiza polega na odkryciu kategorii abstrakcyjnych pozwalających te czynniki sklasyfikować, po czym dodał wielce trafnie: „Nasze pojęcia podaży i popytu są takimi kategoriami. Bez względu na to, jak się nimi posługujemy, nie są ostatecznymi wyznacznikami czegokolwiek, są tylko wygodnymi kanałami, które umożliwiają nam klasyfikację i opis oddziaływania mnóstwa wyznaczników w systemie wielkości ekonomicznych.” Trzeba więc spróbować zbadać, co się kryje za tymi pojęciami, postarać się odkryć wyznaczniki przebiegu krzywych podaży i popytu i zapełnić, jeśli kto chce, te „puste pudełka”14.  (...)

§  3.  Struktura rynków    ………   338

    
Istniał zapewne kiedyś czas, gdy zjawiskiem typowym był rynek, na którym panowała konkurencja doskonała, a „powrót do gospodarki rynkowej był mianem, jakie nadawano polityce, której nie chciano już nazywać „liberalną”. Dzisiaj nie można już mówić o „rynku” bez bliższego określenia, wiadomo bowiem, że może istnieć szereg rynków różniących się od siebie strukturą.
     Rynek nie daje się już terenem działania sił dających się ujmować ilościowo, a więc rozmiarów podaży i popytu, poziomu cen18. Wiadomo, że pewne czynniki psychologiczne odgrywają rolę, gdy chodzi o kształtowanie się tych wielkości, że oddziaływanie podaży i popytu na ceny jest skomplikowane i różne, zależnie od warunków. Wiadomo również, że czynniki instytucjonalne (mniej lub bardziej wyraźna kontrola ze strony władz, kontrola przez grupy prywatne, polityka celna) mają znaczny wpływ na kształtowanie się cen. (...)    

§  4.  Związki zachodzące między rynkami34    ………   342

    
Współczesna wiedza teoretyczna dąży, jak widzieliśmy, do wytworzenia realistycznej koncepcji podaży oraz popytu. Idzie o to, by znać czynniki, które je wyznaczają, znać dokładnie siłę ich oddziaływania przy każdym poziomie cen, znać tendencje do przesunięć i deformacji, właściwe krzywym, które je reprezentują. Tak postawione zagadnienia rozwiąże się jedynie wtedy, gdy stanie się na stanowisku, że wszystkie rynki przy całej ich różnorodności są ze sobą powiązane.
(...)

§  5.  Giętkość cen    ………   346

    
Jeżeli wszystkie rynki są między sobą powiązane, to staje się koniecznością zbadanie, które z nich będą miały wpływ na inne w układzie cenowym. Prowadzi to m. in. do dociekań nad stopniem giętkości cen różnych rodzajów towarów. (...)

Dział II.  Zachowanie się jednostek gospodarujących w ogólności   ………   352

     Teoretycy współcześni zdają sobie sprawę, że nie można budować na przyszłość wyczerpującej realistycznej teorii przypuszczając po prostu, że jednostki gospodarujące powodowane są interesem osobistym skłaniającym je  do dokonywania wymiany towarów na rynkach. W rzeczywistości życie gospodarcze pociąga za sobą nie tylko powstawanie stosunków wymiennych między równymi sobie osobami, ale również usiłowania niektórych jednostek zmierzające do wpływania na sposób postępowania innych, a niekiedy do nadużywania osiągniętego w ten sposób znaczenia. Co się tyczy interesu „interesu osobistego” jednostek gospodarujących, to należy bliżej określić, jak każda z nich go rozumie. Niektóre z tych jednostek w mniejszym stopniu dążą do doraźnego powiększania tych korzyści niż do zdobycia potęgi dającej się wykorzystać później. Słowem konieczne się stało zrewidowanie podstaw tradycyjnej teorii zachowania się jednostek gospodarujących46 w ogólności.
     W tym względzie szczególnie zasługują na rozważenie dwie nowe teorie: „teoria gier” i teoria panowania.

§  1.  Teoria gier    ………   353

    
Strategia, której oddają się oligopoliści, uzasadnia w głównej mierze to zainteresowanie, jakie od lat budzi nowe ujęcie teoretyczne działalności gospodarczej, a mianowicie „teoria gier”.
     Podmiot ekonomiczny, konsument lub producent nie wydaje się już dziś zwykłym
homo oeconomicus, w tok swej działalności mającym do czynienia z „danymi”, których nie może zmienić, i podległym prawom precyzyjnych mechanizmów. Jest jednostką gotową walczyć, zdolną do poczynań odważnych, ale i podstępnych, stawiającą czoło ryzyku i napotykającą opór ze strony innych jednostek. (...)
     Od lat dwudziestu niektórzy matematycy usiłowali zbadać  funkcjonowanie mechanizmu gier, przy tym nie tylko gier, w którym o losie graczy rozstrzyga czysty traf, ale i tych również, w którym współdziała z nim biegłość lub, jeśli kto woli, strategia każdego gracza. To zastosowanie matematyki do postępowania graczy nazywano niekiedy teorią „gier strategicznych”. Słuszniej byłoby może mówić o teorii strategii gier, ale ta różnica nie ma istotnego znaczenia. Interesujące jest natomiast (i z tego właśnie usiłowano sobie zdać sobie sprawę), czy najnowsza teoria matematyczna nie potrafiłaby wyjaśnić nie tylko postępowanie gracza, ale również zachowania się jednostek gospodarujących w walce jednych przeciwko drugim o zapewnienie sobie korzyści ekonomicznych. Już w r. 1937 Emil Borel przewidział takie zastosowanie teorii.
(...)  

§  2.  Teoria panowania    ………   357

    
Autorowie klasyczni wprowadzili w użycie teorię cen opartą na hipotezie równości sił poszczególnych podmiotów ekonomicznych występujących na rynku. Przedstawia ona stosunki, które na nim powstają, oparte z istoty rzeczy na umowie. Trudno wskazać coś, co mniej odpowiadałoby sposobowi funkcjonowania gospodarki współczesnej niż ta myśl o konkurencji równych sobie jednostek. Oto dlaczego tylu autorów uważało za stosowne przeciwstawić tej myśli pogląd, że nie wszystkie przedsiębiorstwa występujące na rynku reprezentują taką samą siłę ekonomiczną i że niektóre są w możności narzucić innym posłuch dla swej własnej polityki produkcji lub polityki cen: korzystają one w stosunku do pozostałych ze skutków swego panującego stanowiska.
(...)
     Słowem, uświadomienie sobie  znaczenia „stanowiska panującego” teraz, gdy jego sens jest znany, prowadzi, jak się wydaje, do odnowienia całej teorii ekonomii. Bez żadnej też wątpliwości idea ta doprowadzić musi do pewnego odnowienia doktryny ekonomicznej  i uzasadnić całkowite odrzucenie czystego ideału liberalizmu. Panowanie, jak to widzieliśmy, jest w istocie rzeczy bardzo często sprawowane przez przedsiębiorstwa dbające wyłącznie o własny interes i bardzo mało troszczące się o interes ogółu. W czasach gdy myślano, że każde przedsiębiorstwo natrafia w samym mechanizmie rynku na przeszkody, gdyby chciało nadużywać swej przewagi, można było usprawiedliwiać układ stosunków oparty na kierowaniu się przez każdego swym osobistym interesem; można było bronić tezy o panowaniu nieodzownej harmonii między interesem jednostki a interesem zbiorowym. Nie jest to możliwe, odkąd panuje przekonanie, że wpływ, jaki wywierają pewne przedsiębiorstwa, nie daje się odwrócić. „Lesseferyzm” nie jest już wolnością dla wszystkich, jest to jedynie udzielenie swobody działania przedsiębiorstwom panującym na rynku.
     Interwencja władz państwowych może więc być uznana za uzasadnioną, gdy ma na celu naprawę  tej sytuacji wszelkimi możliwymi sposobami, na przykład przez osłabienie lub wytworzenie przeciwwagi dla potęgi wielkich interesów prywatnych albo przez dopuszczenie przedsiębiorstw dbałych o interes ogólny do korzystania z dobrodziejstw stanowiska panującego, albo wreszcie przez zapewnienie tego stanowiska niektórym racjonalnie wybranym funkcjom gospodarczym.

Dział III.  Teorie podziału   ………   367

     Dociekania, w które wiek XIX od czasu Ricarda i Jana Baptysty Saya wkładał najwięcej pasji, dotyczyły podziału dochodu. Została opracowana w tym przedmiocie teoria, która była zastosowaniem bardziej ogólnej od niej teorii cen. Dochody ludności dzielono na cztery81 kategorie, a mianowicie na rentę, płace, procent od kapitału i zysk, przy czym każdą z nich, z wyjątkiem procentu, uważano za wynagrodzenie odpowiedniego czynnika produkcji.
(...)  

§  1.  Atmosfera ogólna nad podziałem dochodu    ………   369

    
Już przed pojawieniem się w druku Ogólnej teorii kierunek badań nad podziałem uległ zmianie84 w związku z rozwojem związków zawodowych i ustawodawstwa chroniącego niektóre rodzaje wynagrodzeń (płace). Istotnie, do rynku pracy stosowano teorię monopolu dwustronnego, brano też pod uwagę względy natury socjologicznej jako czynniki kształtowania się poziomu płac. 
     (...)
     W każdym razie, w naszej epoce rozwoju związków zawodowych i etatyzacji trudno uwierzyć, że podział dochodu wyznaczany jest przez mechanizm, w którym produkcyjność krańcowa każdego z czynników produkcji miałaby odgrywać zasadniczą rolę. Jest nawet rzeczą wątpliwą, czy może całkowicie zadowolić sumiennego badacza pojęcie „rynku”.  Ale jeszcze nie doszliśmy do tego, żeby dawną teorię liberalną, statyczną i mikroekonomiczną, której wady są znane, móc zastąpić nową teorią, obejmującą całokształt zjawiska podziału. Być może, słuszne byłoby stwierdzenie, że od początku wieku XX, przede wszystkim w porównaniu z wiekiem XIX  uwaga ekonomistów odwrócona została od zagadnień podziału i skierowana na zagadnienie rytmu produkcji. Czy jednak prędzej, czy później teoria podziału nie powróci pod naciskiem wydarzeń socjalnych na pierwszy plan zainteresowań teoretyków?  

§  2.  Badania nad poszczególnymi kategoriami dochodu    ………   373

    
Niezależnie od tego, o czym mówiliśmy wyżej, odrębne dociekania nad poszczególnymi tradycyjnymi kategoriami dochodu zachowały swoich zwolenników. We Francji pozostał im wierny H. Noyelle95. W Ameryce W. Fellner wykazał, że przy zachowaniu pewnej ostrożności są one bardzo użyteczne i na ogół przyznawano mu słuszność96. Spróbujemy wykazać, jakie postępy osiągnięto ostatnio przy zastosowaniu tej metody.
(...)

                              I.  Płaca97   .........   374

     Jeszcze przed okresem przez nas obecnie rozpatrywanym, liczni autorowie, w szczególności M. Dobb w swoich
Wages  i J. R. Hicks w swej Theory of wages zajmowali się rolą, jaką odgrywają na rynku pracy  trade-uniony i umowy zbiorowe. Nikt nie wątpi dziś o skuteczności, przynajmniej na krótki przeciąg czasu, akcji związków zawodowych lub ochrony prawnej pracowników w dziedzinie podnoszenia poziomu płac. Teoria produktywności krańcowej jest więc potencjalnie pozbawiona znaczenia.
     Większość współczesnych ekonomistów Nowego Świata twierdzi, że poziom płac zależy w dużej mierze od organizacji rynku pracy i od niektórych czynników instytucjonalnych. Najnowsi teoretycy, wracając od czasu do czasu do myśli, że na rynku tym istnieje stan monopolu dwustronnego, rozróżniają szereg możliwych sytuacji. (...) Te rozważania na temat sposobu ustalania się płac odwodzą autorów anglosaskich daleko od myśli o krańcowej produkcyjności pracy.
     Ekonomiści europejscy bardziej jeszcze oddalają się od tej myśli bez wątpienia dlatego, że stoją wobec sytuacji, w której czynniki publiczne nieustannie interweniują w kierunku zapewnienia pewnego minimum płacy albo pełnego zatrudnienia, lub wreszcie aby mieć pewność, że wśród składników płacy uwzględnione będą elementy takie, jak dodatki rodzinne, których nie można traktować jako cenę pracy ani jako wielkość podległą prawu produkcyjności krańcowej.
     Jednakże nawet ci, którzy wierzą w skuteczność instytucjonalnej ochrony poziomu płac na krótką metę lub wzbraniają się mówić o „rynku” pracy, nie mogą uniknąć pewnych obaw co do tego, czy zwyżka lub sztuczne utrzymywanie płac na określonym poziomie nie może
na dłuższą metę wywołać  reakcji niekorzystnych dla osób żyjących z pracy najemnej? Twierdzą tak zwolennicy liberalizmu i twierdzenie to przybiera w naszych czasach najczęściej trzy postacie: polityka ochrony poziomu płac miałaby być mianowicie niebezpieczna dla postępu ekonomicznego, dla rozmiarów zatrudnienia i dla stałości waluty. Te trzy rodzaje zarzutów szczególnie niepokoją ekonomistów współczesnych.
    1.  J. R. Hicks rzucił w r. 1932 ciekawe myśli dotyczące związku miedzy postępem gospodarczym a poziomem płac. W swej
Theory of wages podkreślił, że postęp gospodarczy nie zawsze pociąga za sobą nieodzowny wzrost popytu na pracę... (...)
    2.  Co się tyczy związku między płacą a poziomem zatrudnienia, to jesteśmy, o ile się zdaje, świadkami zwycięstwa Keynesa nad Pigou w tym znaczeniu, że większość ekonomistów współczesnych nie sądzi, żeby w powszechnej zniżce płac można było upatrywać źródło wzrostu zatrudnienia. (...)
    3.  Najczęściej spotykanym zarzutem przeciwko zwyżce płac w kraju o walucie nieustabilizowanej jest dziś twierdzenie, że zwyżka ta, podnosząc dochód klas najwięcej wydatkujących, może pociągnąć za sobą deprecjację pieniądza. Teza ta ma jednak bardzo podejrzany charakter. (...)     
 
                             
II.  Procent od kapitału   .........   378

     Dociekania nad procentem od kapitału grały od czasów Keynesa większą rolę niż wywody na temat płac. Wiele dyskutowano nad jego pochodzeniem, wahaniami, nad jego oddziaływaniem na bieg działalności gospodarczej. Ale zaniedbano nieco zajmowania się nim
jako jedną z postaci dochodu.
     Sposób patrzenia na procent jako jedną z kategorii dochodu nie został jednak całkowicie zapomniany. Niektórzy ekonomiści stawiają sobie na przykład pytanie, jaka część  ogólnego dochodu narodowego w warunkach współczesnego kapitalizmu pochodzi, pod postacią procentu, od czystych kapitałów i jakim wahaniom podlega udział tej części.
(...)            
                             
III.  Zysk i renta   .........   379

     We współczesnych teoriach renta gruntowa zatraca powoli charakter szczególnej kategorii dochodu. Jest natomiast nie tak często upodobniana do zysku jak pod koniec XIX wieku. Jakkolwiek zagadnienia , które ona wysuwa, są niezwykle interesujące, to jednak nie stały się tematem nowych badań w dużej skali. Co najwyżej można zauważyć, że zwłaszcza od czasu rozwoju ustawodawstwa w przedmiocie dzierżawy zwykłej i połownictwa – renta utraciła swój dawny charakter dochodu dominującego.
     Co się tyczy zysku109, to wszyscy ekonomiści widzą w nim akumulację nadwyżek uzyskanych w wyniku sytuacji rynkowych110.
(...) 

Dział IV.  Rozwój działalności gospodarczej (Próby konstrukcji dynamiki ekonomicznej)116    ………   381

     Pamiętamy niewątpliwie, że pod koniec ubiegłego stulecia John Bates zapowiedział, że opracowanie zagadnienia dynamiki ekonomicznej skupi na sobie uwagę całego pokolenia ekonomistów, które po nim się pojawi. Nie omylił się, taki jest bowiem główny temat, którym zajmują się współcześni teoretycy. Zgrzeszył jednak nadmiarem optymizmu, trzeba bowiem będzie o wiele więcej niż życia jednego pokolenia, by doprowadzić do szczęśliwego końca dzieło w ten sposób rozpoczęte. Tak jest ono trudne. W pięćdziesiąt lat od chwili wygłoszenia tego proroctwa teoretycy są w trakcie przygotowań do podjęcia  pracy i wahają się jeszcze z ustaleniem ścisłego przedmiotu dynamiki jak i co do środków, przy których pomocy należy się nią zajmować. .
     Na wstępie więc, co to jest dynamika? Długo wydawało się, że w przeciwieństwie do statyki, która daje obraz gospodarki ustabilizowanej w punkcie równowagi, dynamika powinna być wiedzą o siłach decydujących o rozwoju. Z tego punktu widzenia można by powiedzieć, że dynamiką zajmowała się większa część pierwszych klasyków, a więc Malthus ze swymi badaniami nad rozwojem ludności, Ricardo ze swymi dociekaniami nad wzrostem renty, K. Marks ze swym prawem koncentracji kapitału i innymi teoriami, jak również pierwsi teoretycy kryzysów i cyklów. Stuart Mill głoszący, że kresem ewolucji gospodarki narodowej XIX wieku jest „stan ustabilizowany”, robił próbę naszkicowania dynamiki.
     Ale najnowsi pisarze stali się bardziej skrupulatni. Dążyli do lepszego określenia właściwego przedmiotu oraz metod dynamiki, zwłaszcza w odróżnieniu od statyki porównawczej i od historii. Rozgraniczenie to jest z pewnością jeszcze tematem dyskusji, które świadczą jednakże, do jakiego stopnia zagadnienie to wydaje się poważne.    
     (...) 

§  1.  Studia nad zagadnieniem pieniądza132    ………   390

    
Widzieliśmy już wyżej, że od początku wieku XX teoria pieniądza uległa głębokim przeobrażeniom. Między r. 1900 a 1936 byliśmy świadkami  chylenia się ku upadkowi zbyt ciasnych koncepcji  kruszcowych i postępów nominalizmu walutowego, którego zwolennicy zajmują wobec teorii ilościowej raz po raz stanowisko to wrogie, to znów przychylne.
(...)

                              I.  Próby syntetycznego ujęcia roli pieniądza   .........   393

     Dwie prace przede wszystkim zasługują tutaj na uwagę. Obie ukazały się wkrótce po Ogólnej teorii i obie usiłowały pogodzić nowe poglądy na pieniądz z ujęciami dawniejszymi, jak na przykład ze stanowiskiem I. Fishera. Chodzi nam o pracę Jamesa W. Angella i Arthura W. Margeta.
(...) 
                             
II.  Teoria nożyc inflacyjnych   .........   398

     Teoretycy pieniądza od lat piętnastu z największą skrupulatnością studiowali zjawisko inflacji139. Nie występuje ona już dziś absolutnie w tej samej postaci jak w r. 1919, gdy uważano ją za zjawisko wyjątkowe, polegające na dużych emisjach pieniądza, z których korzystał rząd mający do czynienia z deficytem budżetowym, i wywołujące mniej lub więcej znaczną zwyżkę cen.
     Odnowienie teorii inflacji wywołane zostało, jak się zdaje, przede wszystkim przez ogłoszenie na początku II wojny światowej małej pracy Keynesa:
How to pay for the war, w której tu i ówdzie chciano widzieć poprawki do Ogólnej teorii, zgłoszone przez samego autora, podczas gdy my sądzimy, że jest to raczej dalszy jej ciąg. Już w tej książce znajdowało się pojęcie nożyc inflacyjnych (inflationary gap).
     Na temat tego pojęcia niektórzy ekonomiści amerykańscy140 konstruowali na początku II wojny światowej następujące rozumowanie, którego podstawy odnaleźć już zresztą można w
Ogólnej teorii: inflacja, czyli zwyżka cen, jest wynikiem rozpiętości między masą rozporządzalnych towarów a masą płynnych dochodów dających się zużytkować w charakterze siły nabywczej. Jeżeli ta ostatnia przewyższa pierwszą, wtedy rozpiętość ta znajduje wyraz w nadmiernym popycie i może być usunięta przez zwiększenie produkcji towarów albo, jeżeli to jest niemożliwe wskutek pełnego zatrudnienia lub jakichś innych wąskich gardeł, przez zwyżkę cen141. Kilka uwag pozwoli bliżej określić istotę i znaczenie teorii nożyc inflacyjnych.
(...)
           
                             
III.  Kilka najnowszych myśli na temat inflacji   .........   403

     Braki zarzucane teoriom, które cieszyły się powodzeniem około r. 1940, są dość poważne. Może nie były one nazbyt widoczne w Ameryce z r. 1940, jednakże w Europie z r. 1954 są dostatecznie uderzające, żeby teorii tych nie uważać za wierny obraz rzeczywistości. W obliczu nowych doświadczeń inflacyjnych usiłowano uzupełnić i udoskonalić teorię inflacji. Dotyczyło to przede wszystkim dwóch punktów:
     I.  Naprzód zaznacza się dążenie do „zdynamizowania” teorii inflacji. Przede wszystkim określa się tę teorię jako zakłócenie równowagi zmierzające do zaostrzania się samoistnie pod wpływem gry sił ekonomicznych. Zwyżka cen będąca w toku dziś prowadzi do wywołania mocniejszej jeszcze zwyżki cen jutro: sama obawa przed zwyżką cen w przyszłości wywołuje zwyżkę natychmiastową143. Zwyżka ta pociąga za sobą wzrost dochodów lub nawet dodatkową emisję środków pieniężnych. Zważywszy, że inflacja wywołuje zjawiska wtórne, przede wszystkim zaś spekulację, od chwili więc osiągnięcia pewnego stopnia natężenia rozwija się dalej sama przez się. Dla kierowników polityki pieniężnej wielkim zagadnieniem jest częstokroć zapobieżenie przeradzaniu się inflacji „pierwotnej” we „wtórną” lub w hiperinflację144 i uniknięcie zbyt krzyczących nierówności między kształtowaniem się różnych kategorii dochodów. 
     II.  Istnieją również usiłowania mniej makroekonomicznego ujęcia zagadnienia. Może na miejscu będzie tu powołanie się na próbę dokonaną przez Benta Hansena145. Wierny metodom swych szwedzkich mistrzów, usiłował on dać wytłumaczenie bardziej dynamiczne, tj. zanalizować rytm rozwoju inflacyjnego w czasie. Zarazem starał się rozróżnić dwa szeregi zjawisk – te, które zachodzą w razie inflacji na rynku wyrobów gotowych i te, które występują na rynku czynników produkcji.  
     III.  Inne wytłumaczenie zjawiska inflacji dali teoretycy „zachowania się” jednostek gospodarczych146, w szczególności F. D. Holzman, J. Duesenberry lub Henri Aujac. Autorzy ci stoją daleko od tłumaczeń mniej lub więcej ilościowych teorii rezerw kasowych, teorii szybkości i obiegu, teorii nożyc inflacyjnych. Dwaj pierwsi zajmują się grupami społecznymi walczącymi jedne przeciwko drugim, których zachowanie się wobec pieniądza jest różne: jedne z tych grup hamują zwyżkę cen (rentierzy), inne wydzierają sobie zdobycz, którą powołała do życia zwyżka nominalna cen niektórych dóbr. Od wyniku tej walki zależy los jednostki pieniężnej. Co się tyczy wyjaśnienia danego przez Henri Aujaca, to powstaje ono w związku z ideą „panowania”, która jest droga François Perroux  i może być traktowana jako udoskonalenie psychologicznej teorii pieniądza, której zwolennikiem jest A. Aftalion.  (...)

     Widzimy więc, w jakim kierunku rozwijała się teoria inflacji w ciągu ostatnich lat dwudziestu. Wiemy, że przyczyny inflacji mogą być różnorodne i niekoniecznie ograniczają się do emisji banknotów pozbawionych zabezpieczenia albo do braku równowagi budżetowej. Szuka się ich raczej w sferze produkcji (w nagłym jej spadku) albo w wymianie międzynarodowej (w braku równowagi bilansu płatniczego), albo wreszcie w dziedzinie kształtowania się dochodów realnych i dochodów pieniężnych lub raczej między współistnieniem pewnych elastyczności – cen i dochodów, które prowadzą do przeradzania się rozwoju ekonomicznego w proces kumulacyjny147. Wiemy też, że początkowo inflacja może przedstawiać pewne korzyści dla niektórych dziedzin działalności gospodarczej, może bowiem ułatwić ich ekspansję.  Ale na własnej skórze poznaliśmy, że stanowi ona ruch, którego rytm trudny jest do skontrolowania i że pomimo przyjemnego podniecenia towarzyszącego jej początkom pociąga za sobą zjawiska inflacji „wtórnej” oraz nierówności mających tendencję samorzutnego zaostrzania się. U kresu tego ruchu wartość pieniądza zanika i gospodarka narodowa ulega niebezpiecznemu zubożeniu. Wiemy, że inflacja nie może w nieskończoność dostarczać podniety do ekspansji148.  

§  2.  Teoria procentu od kapitału    ………   406

    
Od lat pięćdziesięciu zagadnienie stopy procentowej znajduje się w centrum wszystkich dyskusji, związanych z kwestią rytmu działalności ekonomicznej, przy czym uważa się ją to za podnietę do tej działalności, to znów za jej hamulec. Jest więc rzeczą ważną przyjrzeć się kierunkowi rozwoju teorii procentu.
     Widzieliśmy już, że od chwili wystąpienia na widownię Keynesa procent od kapitału, pod wpływem Böhm-Bawerka i J. Fishera, traktowany był jako zjawisko realne, jako cena płacona za użytkowanie kapitału, której istnienie objaśniano bądź jego produkcyjnością, bądź psychologicznie – niższą ceną wartości przyszłej aniżeli obecnej. Widzieliśmy też, że pod wpływem szkoły  Wicksella procent stawał się w oczach ekonomistów jednym z czynników wyznaczających wielkość emisji pieniądza i rozmiary działalności gospodarczej.
     Ale kształtowanie się i rola stopy procentowej stanowi jeden z tematów, w których zakresie wywody Keynesa wstrząsnęły teoriami klasycznymi. Teorię Keynesa streszcza się często mówiąc, że w oczach jego procent jest zjawiskiem czysto pieniężnym, że jest ceną płaconą za jej preferencję płynności. Interpretacja ta nie wydaje się nam zupełnie ścisła. W istocie Keynes z naciskiem150 powtarzał, że z każdym dobrem wiąże się coś, co przypomina procent w zastosowaniu do pieniądza: wartość aktualna pewnej ilości dobra (na przykład zboża) jest w istocie zawsze równa wartości większej nieco ilości tego samego dobra z dostawą późniejszą. Obniżenie się przyszłej wartości wchodzi w grę w odniesieniu do każdego dobra. Dopiero załatwiwszy się z tą kwestią Keynes zajmuje się już całkiem wyłącznie
procentem pieniężnym, czyli dodatkiem, który musi płacić periodycznie pożyczający pewną sumę pieniędzy, dopóki nie nastąpi zwrot kapitału. (...) 
     Następnie Keynes kładzie nacisk na różnice między swoim sposobem myślenia a myślą klasyczną: procent nie jest według niego ceną płaconą za użytkowanie kapitału ani za oszczędzanie, ale ceną płaconą oszczędzającym za wyrzeczenie się formy płynnej (pieniężnej) ich majątku. Stopa procentowa, nie będąc ceną płaconą za oszczędzanie, nie ma
bezpośredniego wpływu na rozmiary oszczędzania. Stanowi cenę preferencji płynności , wyznaczona jest przez dwie zmienne niezależne -  przez stopień istniejącej w danej chwili preferencji płynności i wielkości podaży pieniądza. Wielkości tej jednak nie wyznacza. Wręcz przeciwnie, stopa procentowa wywiera znaczny wpływ na poziom działalności gospodarczej, wielkość inwestycji (a zatem i dochodu oraz zatrudnienia), zależy bowiem od rozpiętości między stopą procentową a krańcową wydajnością kapitału. Jedynie poprzez wzrost inwestycji, a co za tym idzie i dochodu, zniżka stopy procentowej może wywierać  bezpośrednio wpływ pobudzający oszczędzanie, odwrotnie więc, niż utrzymywały teorie klasyczne. Keynes wreszcie, jak sobie przypominamy, wypowiadał się za utrzymywaniem stopy procentowej na poziomie możliwie niskim153.     
     Ten krąg myślowy miał stać się po r. 1936 źródłem niezwykle ożywionych sporów. Z pewnością tłumaczenie zjawiska procentu w kategoriach pieniężnych zdobyło sobie przewagę nad tłumaczeniem go w kategoriach realnych154, niezupełną jednakże, bo z drugiej strony trzeba postawić sobie szereg pytań: czy prawdą jest, że stopa procentowa nie ma bezpośredniego związku z rozmiarami oszczędności, że ma decydujący wpływ na rozmiary inwestycji, podczas gdy te ostatnie ze swej strony nie mają na nią żadnego wpływu?  Czy zniżka stopy procentowej może trwać  do nieskończoności, spadając do zera, i czy stopa procentowa może stać się nawet „negatywna”?
     Wielu ekonomistów poświeciło niemało czasu różnorodnym zagadnieniom dotyczącym istoty procentu i wpływowi stopy procentowej na poziom działalności gospodarczej, najczęściej po to, jak zobaczymy, by powrócić do myśli bliższych poglądom klasycznym. Oto co wśród najnowszych prac tych ekonomistów wydaje się godne zapamiętania:  
(...)  

§  3.  Przekazywanie całej gospodarce bodźców pochodzących od jednej zmiennej    ………   420

    
Jednym z zadań dynamiki jest zbadanie, jak poszczególne siły motoryczne przeobrażeń, pojawiając się w jednej dziedzinie zaczynają wywierać wpływ na całokształt  gospodarki narodowej. Źródło ich może się znajdować w jednej jakiejkolwiek bądź dziedzinie. Mogą polegać na przykład na ekspansji  albo na restrykcjach kredytowych, na zwiększeniu albo na ograniczeniu spożycia, na wynalazkach technicznych albo na „nowej kombinacji” czynników produkcji. Chodzi o to, by wiedzieć, jak bodziec dotyczący wielkości globalnej (na przykład spożycia lub inwestycji) zostaje przekazany całej gospodarce, jak działanie jego może być zahamowane przez pewne przeszkody. Do badań nad przekazywaniem i tamowaniem tych bodźców dynamika posługuje się dziś pewnymi środkami badawczymi, z których najważniejsze stanowią mnożnik, zasada przyspieszenia, wąskie gardła  (bottleneck).

                              
I.  Mnożnik   .........   421

     Wzrost jednej ekonomicznej może spowodować wzrost innej. Mnożnik jest to współczynnik, przez który należy przemnożyć wzrost zmiennej wyznaczającej (determinanty), żeby otrzymać przyrost zmiennej poszukiwanej. Można by sobie wyobrazić dużo mnożników, można bowiem zastosować ten środek badawczy do dociekań nad związkami zachodzącymi między wieloma zmiennymi ekonomicznymi.
     Przedstawiliśmy już wyżej, jak rzucili tę myśl profesorowie Kahn i Keynes. Pierwszy z nich szukał związków między kwotą wydatkowaną na roboty publiczne a ogólnym wzrostem zatrudnienia. Keynes chciał przedstawić stosunki zachodzące między rozwojem inwestycji a wzrostem dochodu narodowego. Mnożnik przedstawił jako wielkość zależną od krańcowej skłonności do konsumowania. Obaj autorzy przypuścili, że ich mnożnik jest niezmienny.
     Teraz wypadnie nam ustalić, jakie zmiany wprowadzili do teorii mnożnika późniejsi autorowie. Trzeba tu wziąć pod uwagę cztery spostrzeżenia.:
     1.  Coraz bardziej przeważa opinia, iż rachunek oparty na przeświadczeniu, że istnieje mnożnik jeden jedyny i niezmienny, jest błędny. Przypominamy, że według Keynesa mnożnik zależy wyłącznie od krańcowej skłonności do konsumowania, którą uważał ona za stałą.  (...)
     2.  Przede wszystkim ujęto dynamicznie teorię mnożnika wskazującego, jak może on działać w przebiegu następujących po sobie okresów. (...)
     3.  Sfera zastosowania teorii mnożnika uległa rozszerzeniu.  (...)
     4.  Na koniec sądzimy, że teoria mnożnika sama przez się nie daje dokładnego wyjaśnienia mechanizmu potęgowania się zjawisk gospodarczych. (...) 
     Słowem – godząc się nawet z istotą rozumowania sformułowanego przez Kahna i Keynesa – można być pewnym, że działanie mnożnika jest w praktyce zjawiskiem wielce skomplikowanym, że wiąże się ono z działaniem stanowiącym następstwo określonych zjawisk i że, na odwrót, pozostaje w sprzeczności z innymi zjawiskami, wreszcie że obliczenia mnożnika w zastosowaniu do niektórych szczególnych wypadków kreowania dochodu pozostają i pozostaną niewątpliwie zawsze źródłem błędów. Planiści i koniunkturaliści nie mogą więc posługiwać się mnożnikiem bez zastrzeżeń.      

                             
II.  Zasada przyspieszenia203   .........   427

     Teoretycy wahań sytuacji gospodarczej często zwracają uwagę, że wahania popytu na wyroby gotowe pociągają za sobą wahania popytu na środki produkcji odpowiadające im co do kierunku, ale o amplitudzie o wiele większej.  To właśnie nazywa się zasadą przyspieszenia.
(...)          
                             
III.  Wąskie gardła   .........   432

     Ekonomiści zajmujący się dynamiką często robią użytek z pojęcia wąskiego gardła. W gospodarce zmierzającej do ekspansji lub przynajmniej do przebudowy może się zdarzyć, że ruch naprzód zostanie całkowicie zahamowany wskutek tego, że jedna ze zmiennych, której wzrost jest niezbędny, nie może dalej wzrastać. (...)

                             
IV.  Połączenie teorii mnożnika z teorią przyspieszenia    .........   434

     Za naszych czasów podjęto próbę połączenia dociekań nad mnożnikiem i nad zasadą przyspieszenia. Niecelowe byłoby rozpatrywanie każdego z nich z osobna. Dynamika mając na względzie właściwe sobie modele powinna pilnie baczyć, jak one się łączą i jak się do siebie dostosowują.
     (...)
Henri Guitton sądzi więc, że działanie mnożnikowe jest zjawiskiem wielopostaciowym i że „przyspieszenie” jest po prostu tylko jednym z jego przejawów. Myśl bardzo ciekawa. Trudni nie zauważyć, że nasuwa ona nowe zagadnienia. Sam H. Guitton doskonale zdaje sobie z tego sprawę i w zakończeniu swej rozprawy nie pozbawionym akcentów rozczarowania przypomina, że działanie mnożnika może mieć granice i że nierozważne posługiwanie się tym pojęciem w praktyce może pociągnąć za sobą błędy. Pisze on: „Każda teoria działania mnożnikowego pozostaje w zależności od pojęć, które wiążą się z elementem uważanym za wyznacznik jako też z elementem uważanym za podlegający wyznaczeniu. Wyznacznikiem jest mnożnik, podlega zaś wyznaczeniu to, co pozostaje z oddziaływania mnożnika na mnożną. Nie podobna raz na zawsze ustalić tego elementu gospodarki narodowej, który stanowi wyznacznik”230. 

§  4.  Wahania koniunkturalne231   ………   436

    
Dociekania nad wahaniami koniunktury gospodarczej stanowiły w wieku XIX pierwszy, nieświadomy zarys dynamiki ekonomicznej. Nie mogły one pozostać bez wpływu na zainteresowania ekonomistów dwudziestowiecznych posługujących się dynamiką w sposób wyraźnie sformułowany i świadomy. Co więcej, przedłużanie się „kryzysu” z r. 1930 i strach przed ponownym pojawieniem się z końcem II wojny światowej długotrwałego okresu depresji zmusiły wszystkich ekonomistów do zainteresowania się w ciągu ostatnich lat dwudziestu zagadnieniem wahań koniunktury gospodarczej.
     Warto przypomnieć, że ekonomistom XX stulecia już przed Keynesem udało się odnowić teorię wahań koniunkturalnych. (...)
     Rozpowszechnienie się teorii keynesowskich również i w tej dziedzinie wywarło pewien wpływ. Nie znaczy to, że Keynes wystąpił z nową teorią cyklu: depresja, na którą usiłował znaleźć lekarstwo, w istocie rzeczy nie wydawała mu się cykliczną, tylko stałą, z drugiej zaś strony (jak to już widzieliśmy) model keynesowski nie był dynamiczny w ścisłym tego słowa znaczeniu. 
     Można jednak wyobrazić sobie myśli Keynesa na temat wahań koniunktury gospodarczej, chociaż nie została ona wyraźnie sformułowana. Niektórzy autorowie232 usiłowali wypełnić tę lukę. Na podstawie fragmentów rozproszonych po dziele Keynesa można by ich zdaniem sformułować następujący schemat: według Keynesa ani proces ekspansji, ani proces „zaciskania pasa” nie może trwać bez końca. Wynika to z samego charakteru skłonności do konsumowania. Gdy dochód rośnie (ekspansja), konsumpcja ma tendencje wzrastania mniej niż proporcjonalnie do niego; tak samo gdy dochód spada (recesja), konsumpcja spada również, jednakże wolniej niż dochód. Wobec tego, że wahania popytu na dobra konsumpcyjne mają swoje granice, każda ekspansja natrafia na pewnego rodzaju pułap, każda recesja – na „dno”. W tych warunkach najistotniejsze dociekania dotyczą czynników rozstrzygających o załamaniu się koniunktury.  Wypowiadając się w tej kwestii Keynes uznał, że trzeba tu brać pod uwagę trzy główne zmienne jego systemu: „Stwierdzamy w szczególności, że odgrywają w nim rolę zarówno wahania skłonności do konsumowania, jak i stanu preferencji płynności, jak wreszcie krańcowej wydajności kapitału”233, Największe znaczenie  nadawał on wszakże jednej z tych zmiennych, a mianowicie krańcowej wydajności kapitału.
     W istocie, cóż się dzieje pod koniec boomu?  W ciągu całej fazy  ożywienia konsumenci kupują towary na oślep, jedynie z obawy przed nastąpieniem zwyżki cen; spekulanci przystępują do inwestycji bez rozważnej oceny przyszłej dochodowości kapitałów i tylko w oczekiwaniu przyszłej zwyżki kursów na giełdzie papierów wartościowych.  (...)
     Keynesowska teoria cyklu nie została jednak nigdy systematycznie opracowana237; wywody Keynesa zawierają luki. (...) Słowem Keynes raczej zmusił swych czytelników do postawienia sobie nowych pytań, aniżeli dał rozwiązanie dawniej znanych.
     Powodzenie teorii Keynesa nie jest zresztą jedyną przyczyną powstania w ciągu ostatnich lat dwudziestu nowego kierunku w dziedzinie badań nad wahaniami koniunktury gospodarczej.
(...)    

                              I.  Teorie wyjaśniające239    .........   440

     Możemy śmiało wyrzec się wyliczania ważniejszych nawet spośród autorów, którzy w ciągu ostatnich piętnastu lat zajmowali się wahaniami koniunktury gospodarczej: jest ich zbyt wielu i trudno byłoby wskazać odcienie różnic, które ich dzielą.
     Możemy też wyrzec się odrębnego zgrupowania uczniów K. Marksa240, jak można było to zrobić w czasach poprzedzających r. 1930. (...)  
     Możemy wreszcie wyrzec się obszernego omówienia bardzo ciekawych może prac, które zmierzały nade wszystko do dokonania bardzo pożytecznej syntezy wyjaśnień starszej daty... (...)
     Z tego punktu widzenia można dojść do rozróżnienia trzech głównych tendencji, między którymi panuje dość znaczna rozbieżność.
     1.  Niektórzy ekonomiści, wierni pojęciu cyklu, nadal traktują wahania koniunktury gospodarczej jako odchylenie od normalnego stanu równowagi. Są oni dość bliscy tradycyjnym koncepcjom, różnią się  natomiast od nich tym, że nie wierzą w samorzutny powrót do stanu równowagi stałej, lub tym, że posługują się nowymi środkami badawczymi.
     2.  Inni uważają, że pojęcie odchylenia w stosunku do stanu równowagi nic nie wyjaśnia, stan ten nie wydaje się im bowiem normalny. Sądzą, że każdy system gospodarczy jest z natury rzeczy niestały. Nie mówią więc już o stanach równowagi, od których kolejno się odchodzi i do których się powraca, lecz po prostu rozpatrują funkcjonowanie tych systemów ekonomicznych, które uważają za niestałe. Tak rozumuje większość ekonometrów.
     3.  Inni wreszcie autorowie odrzucają pojęcie cyklu i po prostu pragną zajmować się wahaniami sytuacji gospodarczych ujętymi w liczby surowe.
     (...)
                              
II.  Przewidywanie i zapobieganie wahaniom   .........   465

     Przewidywanie wahań i zapobieganie nim jest głównym chyba zadaniem współczesnej polityki ekonomicznej: wiadomo powszechnie , że zwłaszcza kraje anglosaskie żyją pod strachem powrotu „wielkiej depresji” lat trzydziestych i wysilają swoją pomysłowość, aby jej uniknąć. Jeżeli nie da się przeszkodzić całkowicie wahaniom koniunktury gospodarczej, to przynajmniej pozostaje nadzieja, że będzie można złagodzić ich ostrość.   
     (...)

§  5.  Losy teorii równowagi w chwili obecnej   ………   471

    
Wydaje się nieuniknione, że rozwój dynamiki, który dokonał już obecnie przeobrażenia teorii ekonomii, pociągnie za sobą również i w przyszłości zmiany i to głębsze od dotychczasowych. Dla ustalenia tego faktu nie jest bez znaczenia przedstawienie sytuacji, w jakiej znalazła się idea równowagi ekonomicznej311.
     Na początku XIX stulecia w oczach Saya, twórcy prawa dróg zbytu, równowaga ekonomiczna była najprawdziwszą rzeczywistością w rym znaczeniu, że cała podaż i cały popyt były sobie bezwarunkowo równe. Dla Walrasa, przeciwnie, teoria równowagi była narzędziem badawczym: mistrz z Lozanny nie sądził, że gospodarka ówczesna była w stanie równowagi ani że samoczynnie zmierzała do punktu równowagi, ani też że można lepiej zapewnić równowagę w warunkach dalej posuniętego liberalizmu. Teoria równowagi była jedynie wizją hipotetyczną pozwalającą na badanie przejawów braku równowagi w sferze rzeczywistości gospodarczej, przyczyn oraz konsekwencji tego zjawiska. Cały teoretyczny ruch naukowy poczynając od K. Wicksella do J.M. Keynesa wyszedł poza tę koncepcję i zwrócił się w kierunku odwrotnym od optymizmu J.B. Saya. Już przed Keynesem zebrano wiele argumentów przemawiających za tym, że nie ma wcale pewności, czy powrót do równowagi rzeczywiście nastąpi i czy nastąpiłby nawet w sferze czystej gospodarki rynkowej. W sposobie przedstawiania mechanizmów ekonomicznych dopuszczono istnienie procesów kumulacyjnych uznając przy tym, że niektóre z tych mechanizmów jawnie prowadziły do zwichnięcia równowagi. Skądinąd stwierdzono istnienie stanów równowagi opartych na niedostatku i marnotrawstwie (na przykład przy monopolu lub w wypadku maltuzjanizmu ekonomicznego), stwierdzono więc, że mogą istnieć stany równowagi obrażające poczucie słuszności. Idąc za Keynesem zaczęto mówić o równowadze przy niepełnym zatrudnieniu. Słowem, zrezygnowano z traktowania równowagi jako naturalnej tendencji gospodarki i z przedstawiania jej wobec kierowników polityki ekonomicznej jako ideału.  
     Czy nie można jednak w dalszym ciągu ujmować równowagi jako narzędzia myśli służącego do analizy stanów braku równowagi w sferze rzeczywistości?
     Wysiłek ekonomistów współczesnych zmierzających do opracowania zagadnień dynamiki w tym właśnie punkcie oddala nas jeszcze nieco bardziej od koncepcji J.B. Saya, a nawet Walrasa. (...)
     Staje się zatem zrozumiałe, że niektórzy ekonomiści (w szczególności szwedzcy) usiłują obecnie prowadzić dociekania nad ekonomiką nie wspominając o równowadze, obserwować bezpośrednio rozbieżność między wartościami przewidywanymi a wartościami realizowanymi i traktować wahania koniunktury gospodarczej jako odchylenia od linii trendu lub wzrostu, a nie od stanu równowagi. Staje się zrozumiałe, że ekonomiści ci odrzucają pojęcie równowagi, opiera się ono bowiem na przypuszczeniu, że między zjawiskami ekonomicznymi istnieje współzależność, w którą oni nie wierzą, a ponadto ponieważ nie pozwala ona objaśnić antycypacji oraz decyzji314. 
     Takie odstępstwo od pojęcia równowagi idzie może zbyt daleko. Jeżeli jednak niektórzy ekonomiści (a są oni wciąż jeszcze liczni) chcą się jeszcze posługiwać tym pojęciem, powinni je ściślej zdefiniować.       

Rozdział IV
Dociekania nad zjawiskami długofalowymi    ………   474

     Keynes powiedział, że „na długą metę wszyscy będziemy nieboszczykami” i skupiał uwagę przede wszystkim na zagadnieniach krótkofalowych. Może dlatego, aby móc należycie odpowiedzieć na jego „wyzwanie”, większość teoretyków współczesnych obrała sobie ten sam teren działania. Bez wątpienia dociekania krótkofalowe, jak to mogliśmy zaobserwować, poczyniły w ciągu ostatnich lat dwudziestu znaczne postępy. 
     Nie należy jednak lekceważyć innych prac. W istocie od kilku lat dokonywa się coś w rodzaju rehabilitacji dociekań długofalowych. Wkraczamy na ich teren pod wpływem dążeń do interwencji lub systematycznego planowania, panujących zarówno na Zachodzie, jak i w świecie socjalizmu, oraz pod wpływem coraz to nowych postępów teorii wahań koniunktury gospodarczej. Coraz trudniej jest izolować badania nad tymi wahaniami od dociekań nad wzrostem, ten zaś należy do zjawisk długofalowych.
(...)    

Dział I.  Teorie wzrostu13    ………   477

     Metą, do której zmierza zawsze dynamika, są dociekania nad problemem wzrostu (lub ruchu wstecznego) tej lub owej gospodarki, wszystko poza tym to dopiero wstęp.
     (...) Trzeba uznać, że pomimo najnowszych usiłowań jesteśmy wielkimi ignorantami, gdy idzie o warunki oraz rytm, w jakim dokonywa się wzrost, i że dociekania na ten temat były zawsze fragmentaryczne i rozbieżne: każdy autor zajmuje się swym własnym problemem. W tym nagromadzeniu materiałów pewne elementy są, jak się zdaje, wartościowe i użyteczne. Należą tu przede wszystkim następujące poczynania17.
     1.  Ekonomiści szwedzcy (zwłaszcza Eryk Lundberg) pracowali nad środkami analizy wzrostu; kładli nacisk na różnorodność typów wzrostu.
     2.  Stawiano sobie pytanie, czy gospodarka współczesna nie osiągnęła już pewnej „dojrzałości”, co dawałoby podstawy do przewidywania, że tempo wzrostu ulegnie zwolnieniu.
     3.  Interesowano się zagadnieniami technologicznymi.
     4.  Niektórzy pisarze stawiali sobie pytanie, jak można osiągnąć „równowagę” w dziedzinie wzrostu i jego „zharmonizowanie”.  
     5.  Wreszcie ostatnio próbowano stworzyć metodyczną klasyfikację czynników wzrostu.       

§  1.  Ekonomiści szwedzcy18   ………   479

    
Szwedzi długo i wytrwale starali się dojść, jaką metodą można by najlepiej badać zjawisko ekspansji. Można tylko podziwiać metody Wicksella zauważając, że jego uczniowie, biorąc za punkt wyjścia wyjaśnienie ruchu cen po prostu czynnikami pieniężnymi z biegiem czasu doszli do wyjaśnienia, jak powstaje ekspansja ekonomiczna. Prawdę mówiąc, środki badawcze, które znaleźli, częściowo tylko nadają się do użytku i pozwalają jedynie na objaśnianie zjawisk krótkofalowych19. Nie mniej jednak pisarze szwedzcy, może dlatego, że niedostatecznie rozróżniali zagadnienia krótko- i długofalowe, usiłowali wyjaśnić wszystkie zjawiska rozwoju, i prace ich pozwalają wyrobić sobie zaczątek wiedzy o tych zjawiskach. Dwaj ekonomiści, których znaczenie w tej dziedzinie jest szczególnie doniosłe, to Eryk Lindahl i Eryk Lundberg. Dzieła ich zostały opublikowane mniej więcej w tym samym czasie, w przeddzień drugiej wojny światowej.
     (...)      

§  2.  Zagadnienie „dojrzałości gospodarczej”   ………   489

    
Kraje posługujące się językiem angielskim zostały w przededniu  wielkiej wojny głęboko zaniepokojone pojawieniem się idei „dojrzałości” gospodarczej lub mówiąc ściślej „stagnacji”. Zdaniem Alvina Hansena społeczeństwa zachodnie doszły pod względem gospodarczym do punktu „dojrzałości” tego rodzaju, że w przyszłości rozwój ich może odbywać się w dalszym ciągu jedynie w tempie o wiele wolniejszym niż w przeszłości.
     Niepodobna mówić o współczesnej teorii stagnacji nie powołując się na dawną ideę stanu zastoju (
stationary state, przyp. tłum.), którą w ubiegłym stuleciu rozwijał Stuart Mill. Analogia nie jest jednakże oczywista. Mill brał pod uwagę stan zastoju mając na myśli czas bardzo odległy, podczas gdy teoretycy stagnacji uważali, że czasy jej już nastąpiły. Mill przypisywał nadejście stanu zastoju zatamowaniu kapitalizacji, która ze swej strony związana była z osłabieniem akcji oszczędzania. Teoretycy stagnacji natomiast przypisują jej powstanie nadmiernemu oszczędzaniu* i brakowi rynków zbytu. (* Ciekawe, co o tym sądzą współcześni bezrobotni, „liczący każdy grosz”  emeryci itp. Anonimus).  Mill cieszył się z góry z nadejścia stanu zastoju  spodziewając się, że wówczas ludzie przestaną się troszczyć o poprawę bytu materialnego i będą mogli zwrócić się ku daleko szlachetniejszym przyjemnościom o charakterze intelektualnym, w przeciwieństwie do tego współcześni wyznawcy teorii stagnacji uważają dojrzałość gospodarki narodowej szeregu krajów za katastrofę.
     Trzeba więc mieć na względzie nie Milla, ale raczej i nade wszystko lorda Keynesa. (...)
     Prawdę mówiąc, stanowisko najwybitniejszych wyznawców teorii stagnacji wobec kapitalizmu nie zawsze jest jednakowe. (...)      

                              I.  Streszczenie teorii30   .........   490

     Ekonomiści, którzy liczą się z groźbą „stagnacji wieloletniej”, przywiązywali znaczenie do bliższego określenia, co należy rozumieć pod tymi słowami i z jakich powodów doszli do tak pesymistycznych przewidywań. (...)

                             
II.  Krytyka teorii   .........   495

     Teoria dojrzałości poddana została wkrótce ostrej krytyce w samej Ameryce, a mianowicie przez G. Terborga32. Od pierwszej chwili, gdy teoria ta stała się znana we Francji, spotkała się tam ze złym przyjęciem. (...)            

                             
III.  Najnowsze poglądy na zagadnienia dojrzałości ekonomicznej   .........   498

     By wydać właściwy sąd o teorii dojrzałości ekonomicznej, nie należy się, być może, poddawać względom na te lub owe zjawiska przejściowe. (...)

§  3.  Dociekania nad stroną techniczną postępu   ………   499

    
Niektórzy autorowie ubocznie jedynie rozważali pytanie, czy postęp mógłby trwać stale w tym samym tempie.
(...) 

§  4.  Nadzieje na wzrost niezakłócony   ………   506

    
Teoretycy wahań koniunkturalnych prowadzą dociekania nad wzrostem z zupełnie innego punktu widzenia, niż to przed chwilą  widzieliśmy. Najczęściej wahania te rozważają w powiązaniu ze wzrostem i główną ich troską jest znalezienie sposobów złagodzenia owych wahań i zapewnienia wzrostowi charakteru możliwie nieprzerwanego.
(...) 

§  5.  Próba klasyfikacji czynników wzrostu   ………   508

    
Badania nad wzrostem mają wśród swych ostatnich interpretatorów tendencję do obejmowania coraz szerszego kręgu zagadnień. Wzrostu nie miesza się już z podnoszeniem się dochodu ani z akumulacją kapitału59. Wchodzi natomiast w grę wiele innych elementów.
(...)

Dział II.  Przyszłć kapitalizmu     ………   511

     Z tej strony „żelaznej kurtyny” przyszłość kapitalizmu była, podobnie jak i z przeciwnej, przedmiotem niezliczonych dociekań. Najważniejsze wśród nich to J. Schumpetera: Capitalism, Socialism and Democracy61.  Książka ta, jak mówi autor, jest wynikiem czterdziestu lat rozmyślań. Ma ona charakter odpowiedzi Karolowi Marksowi, ale nie jest „antymarksistowska”. Schumpeter podejmuje raz jeszcze kwestie postawione na porządku dziennym przez Marksa, jeśli daje na nie odpowiedzi odmienne, to nie z chęci polemizowania, ale przez troskę o prawdę naukową.
     Cała książka ma na celu wykazanie, że „dzisiejsze i przyszłe zdobycze ustroju kapitalistycznego są tego rodzaju, że pozbawiają podstaw hipotezę jego załamania się pod ciężarem niepowodzeń gospodarczych i że właśnie jego sukcesy podważają urządzenia społeczne, które go bronią, przy czym nieuchronnie wytwarzają warunki pozbawiające go zdolności utrzymania się przy życiu i wyraźnie wskazujące na socjalizm jako na jego domniemanego spadkobiercę”65.
     Książka Schumpetera składa się z pięciu części: pierwsza stanowi interpretację i krytykę spuścizny pisarskiej Karola Marksa, którego rozpatruje kolejno jako „proroka”, „socjologa”, „ekonomistę” i „profesora”. Autor nie ukrywa tu swego głębokiego podziwu dla wielkiego socjalisty. Pełen jest zachwytu dla Marksa, przede wszystkim jako twórcy mitu, a nawet „religii”, dającego swym zwolennikom pewność, że sprawa rewolucji zatriumfuje i nawołującego do działania, nawet jeżeli sprawa ta opiera się na błędnych przesłankach. Schumpeter wyraża Marksowi uznanie za to, że opracował myśli (mimo, że sporne) opierające się niewątpliwie na podłożu klasycznym (ricardowskim), ale wybitnie wybiegające naprzód poza dorobek klasyczny szkoły angielskiej – ideę walki klas, ideę ekonomicznego pojmowania dziejów, ideę „eksploatacji” niezależnej od dobrej czy złej woli ludzi albo od takiej a takiej specyficznej sytuacji, nieodłączną jednakże od głębokiej logiki tkwiącej  w ustroju kapitalistycznym. Jako pionierowi wypadło Schumpeterowi niejednokrotnie zbijać wiele spośród mniemanych dowodów świadczących przeciwko Marksowi, a wysuniętych przez zwolenników czystej tradycji liberalnej. Rozprawia się on, na przykład, z zarzutem „materializmu”, którym obciążono ekonomiczne pojmowanie dziejów66. Nie odmawia sobie nawet przyjemności głoszenia tezy, że teoria wartości Marksa daje się pogodzić z nowszą teorią wartości opartej na użyteczności krańcowej67 (co wydaje się mocno sporne).
     Wszelako po tych hołdach Schumpeter odrzuca zasadnicze punkty myśli Marksa. Odrzuca koniec końców teorię wartości opartą na pracy68, teorię wartości dodatkowej69, marksowską teorię państwa70. Krytykując także ekonomiczne pojmowanie dziejów Schumpeter twierdzi, że instytucje mają najczęściej twarde życie i wloką swe istnienie o wiele dłużej od „podłoża”, które je zrodziło71. Odrzuca po namyśle teorię walki klas stawiając Marksowi zarzut, że nigdy nie określił ściśle, co to jest „klasa społeczna”72. Nade wszystko Schumpeter zarzuca Marksowi niedostateczną obserwację faktów: przedstawia go jako pisarza „głęboko uczonego”73, ale o wiedzy nazbyt książkowej. Ta niedostateczność informacji doprowadziła mistrza socjalistycznego do zasadniczego błędu: sądził on – mówi Schumpeter – że kapitalizm ma umrzeć od niepowodzeń albo wskutek kryzysu zbytu, albo wskutek nielogiczności wynikającej stąd, że „akumulacja” kapitału musi pociągnąć za sobą zwichnięcie równowagi między sumą bogactw produkowanych a rozmiarami siły nabywczej przekazywanej robotnikom.  Otóż Schumpeter sądzi wprost przeciwnie, że kapitalizm osiągnie powodzenie, „kryzysy” mogą się wessać; kapitalizm umrze od tych właśnie sukcesów. Wreszcie Schumpeter uważa za konieczne wyraźnie oddzielić od siebie dwie tezy – o nieuniknionym upadku kapitalizmu i o nieuniknionym nadejściu socjalizmu. Przyjęcie pierwszej wcale nie oznacza, że się wyraża zgodę na słuszność drugiej. „Socjalistyczny  porządek rzeczy w żadnym razie nie stanie się rzeczywistością samoczynnie”74.  
     Ta krytyka Marksa nie wydaje się nam jednakże istotą wielkiego dzieła schumpeterowskiego. Pozostawimy zatem na uboczu pierwszą część tej książki. Nie uważamy również za wskazane odwoływać się do ostatniej (5-tej) części tyczącej się historii ruchu socjalistycznego, nie wzbudza bowiem zainteresowania z punktu widzenia teorii – w tym samym w każdym razie stopniu, co reszta dzieła. Pozostaje więc  druga, trzecia i czwarta cześć, które zasługują na bliższe poznanie. Zadaniem drugiej części  jest powiedzieć, dlaczego kapitalizm musi zniknąć z widowni; trzecia część ma przestrzec przed trudnościami, na jakie natknąć się musi socjalizm; w czwartej Schumpeter ukazuje jaką koncepcję demokracji reprezentuje jego własny ideał społeczny.

     I.  „Czy kapitalizm może utrzymać się przy życiu?  Nie, nie myślę, żeby to było możliwe”75. Ta brzmią  pierwsze słowa Schumpetera, postawione na czołowym miejscu drugiej części jego książki. Ale cóż jego zdaniem grozi kapitalizmowi?
     Przede wszystkim, co rozumie Schumpeter przez „kapitalizm”. Według niego kapitalizm jest ustrojem z natury rzeczy dynamicznym, nacechowanym akcją wielkich przedsiębiorców nieustannie wprowadzających w życie innowacje w celu zapewnienia sobie zysków. Z pewnością kapitalizm opiera się na określonych instytucjach – na własności prywatnej i swobodzie zawierania umów, na jednej sile napędowej – pogoni za zyskiem, na istnieniu klasy panującej, burżuazji zajętej nieustannym gromadzeniem oszczędności i tworzeniem instytucji kredytowych. Ale to są zaledwie warunki funkcjonowania kapitalizmu, i to nie najważniejsze. Istotą rzeczy jest nieustanna twórcza działalność wielkich przedsiębiorców prywatnych w pogoni za zyskiem. To właśnie odróżnia ustrój kapitalistyczny od przedkapitalistycznych formacji ekonomicznych (w których nie istnieli wielcy twórcy nowych kombinacji) i od gospodarki socjalistycznej (w której nie istnieliby oni jako niezależni przedsiębiorcy dążący do zysku).
     Otóż Schumpeter rozpływa się w pochwałach nad wspaniałymi zdobyczami tego systemu gospodarki, dynamicznego z samej swej istoty. (...)
     Co zagraża więc przyszłości  kapitalizmu?
     Schumpeter oświadcza się tutaj przeciwko trzem popularnym tezom współczesnym i nie obawia się, by kapitalizmowi mógł zaszkodzić czy to wzrost dobrowolnych ograniczeń produkcji, czy wzrost tendencji monopolistycznych, czy wreszcie „dojrzałość” ekonomiczna. (...) 
     Schumpeter, oczyściwszy w ten sposób kapitalizm z grzechów, które mu się najczęściej zarzuca, tj. tendencji monopolistycznych i „dojrzałości”, wskazuje, jakie ma powody do mniemania, że nastąpi upadek kapitalizmu.   Jeżeli kapitalizm ma zginąć, sądzi, to właśnie z powodu swych sukcesów. W rzeczywistości doprowadzają one powoli do unicestwienia instytucji, jako też sposobu myślenia, stanowiących naturalne ramy jego rozwoju i uzasadnienie jego istnienia93.  Kapitalizm jako całość opiera się zdaniem Schumpetera na procesie „niszczenia twórczego” w tym znaczeniu, że innowacje, do których przystępują przedsiębiorcy, zmierzają nieprzerwanie do usuwania poza nawias przestarzałych sposobów produkcji oraz „urządzeń”. Proces ten „nieustannie rewolucjonizuje od wewnątrz strukturę gospodarki narodowej, nieustannie niszczy dawną strukturę i nieustannie tworzy nową”94.   Tym sposobem pojawia się nowa forma konkurencji, mało zbadana, bardzo jednak ważna, „konkurencja, która dysponuje zdecydowaną przewagą w zakresie kosztów i jakości wyrobu i która uderza istniejące przedsiębiorstwa nie w ich krańcowe pozycje zysku i produkcji, ale wprost w podstawę, w rdzeń ich egzystencji95, krótko mówiąc konkurencja, która wywołuje już nie zniżkę cen, ale wyrzucenie poza nawias przedsiębiorstw słabych i źle wyposażonych technicznie.  
     Najgroźniejsze jest to, że w miarę utwierdzania się postępu materialnego jesteśmy świadkami „zmierzchu funkcji przedsiębiorcy”. Nie są to już niezależni i pełni rozmachu szefowie wprowadzający w życie innowacje w pogoni za zyskiem; są to sztabowcy stojący na czele starych już przedsiębiorstw, słuchający nakazów otrzymywanych z góry:  „Postęp techniczny staje się w coraz większym stopniu sprawą wyszkolonych zespołów specjalistów, którzy dają to, czego się od nich wymaga...  Przedsiębiorca jako osobowość niezależna jest zjawiskiem schyłkowym; ustępuje miejsca biurom, takie jakie miałyby istnieć w dobrze zorganizowanym ustroju socjalistycznym. Stąd przejście do socjalizmu przygotowuje się na naszych oczach.  „Prawdziwymi pionierami socjalizmu – mówi Schumpeter97 – nie byli intelektualiści ani agitatorzy, którzy głosili tę doktrynę, ale Vanderbiltowie, Carnegiowie i Rockefellerzy”. Czy to nie oni powierzyli administracji pieczę nad doprowadzeniem do skutku innowacji, jakby to się działo w ustroju socjalistycznym?  
     Równocześnie odbywa się niszczenie warstw popierających kapitalizm, to znaczy, że burżuazja przestaje panować nad spółkami akcyjnymi; traci coraz bardziej wiarę w swoją misję, zaczyna wątpić w swoje dobre prawo, w słuszność pobudek wyznaczających kierunek działania. Niekiedy, zaspokoiwszy do syta swe potrzeby, niedołężnieje, zatraca skłonność do ryzyka; troszczy się bardziej o ratowanie swych ostatnich przywilejów niż o zdobywanie nowych dziedzin. 
     Z drugiej strony  „rozwój kapitalizmu poza obrębem wielkich jednostek uderza we własne zręby instytucjonalne”100, tj. prowadzi do stopniowego zaniku własności i swobody zawierania umów. W spółce akcyjnej widzimy, jak w naszych czasach ginie sylwetka właściciela, a wraz z nią „pańskie oko”. Pozostają tylko płatni dyrektorowie oraz akcjonariusze; pierwsi mają urzędniczy sposób myślenia; ostatni uważają się często za poszkodowanych i zajmują wrogie stanowisko wobec spółek, których są członkami.
     Otóż wszystko to dzieje się w czasie, gdy w masach rosną wrogie uczucia wobec uprzywilejowanych przedstawicieli kapitału i wobec skali wartości przyjętej przez moralność burżuazyjną. (...) 
     Koniec końców prowadzi to do „dekompozycji” całego systemu...  (...)

     II.  Ale czy socjalizm jest zdolny do życia?  Oto drugie pytanie, które stawia sobie Schumpeter. I w tejże chwili odpowiada na nie twierdząco: tak, socjalizm może funkcjonować105. Pozostaje do ustalenia jak.
     Schumpeter zaczyna od definicji: „Mianem społeczeństwa socjalistycznego – powiada106 – nazwiemy taki model instytucjonalny, w którym dysponowanie środkami produkcji i samą produkcją należy do władzy centralnej – lub, jeśli kto woli – w którym sprawy gospodarcze społeczeństwa należą z zasady do sfery publicznej, a nie prywatnej”. Wyklucza to kooperatywizm, socjalizm gildyjny, recepty tchnące ekskluzywizmem robotniczym lub syndykalizmem, jak „kopalnia dla górników, koleje żelazne dla kolejarzy”.  Dla Schumpetera nie ma socjalizmu, jeżeli nie istnieje kierownictwo działalnością gospodarczą przez tego przedstawiciela zbiorowości, jakim jest państwo, i jeżeli odpowiedzialność za równowagę gospodarczą nie ciąży na państwie. Socjalizm może jednak nie odstępując od swoich zasad dopuścić pewną samodzielność jednostek wytwórczych. Ale ani bezwzględna równość, ani demokracja nie należą do istoty socjalizmu. Może on być równościowy, albo nim nie być; tak samo może być demokratyczny albo autokratyczny. (...)
     (...)
     Na zakończenie  tych rozważań nasuwa się nieodparcie jedna kwestia: dlaczego Schumpeter nie zgłosił swego przystąpienia do obozu socjalistycznego? Jak, w przeciwieństwie do tego, w swych ostatnich wystąpieniach publicznych123 mógł powiedzieć: „Ja bynajmniej nie zalecam socjalizmu. Nie prorokuję, ani nie przepowiadam jego nadejścia?” Jak pogodzić to stanowisko z takim zaufaniem do wartości socjalistycznych? Chodzi o to, że wielki socjolog, jakim był Schumpeter, zbyt gruntownie stwierdził dzięki swym studiom nad historią, jak wielka różnica może  zachodzić między pewnym systemem logicznie wyłożonym przez pisarza a wprowadzeniem w życie tegoż systemu przez ludzi w pewnych określonych warunkach historycznych. (...)
     (...)    
     (...)  Bieg myśli Schumpetera można by, jak się zdaje, podsumować w następujący sposób:
1.  Wierzy on, podobnie jak Marks, ale z innych względów (odwołując się mniej do techniki i do ekonomiki, a bardziej do psychologii grup społecznych) w przyjście socjalizmu.
2.  Sądzi, że socjalizm scentralizowany, jednocześnie jednak zapożyczający niektóre prawidła funkcjonalne od gospodarki rynkowej, mógłby wykazać się większą sprawnością gospodarczą niż dzisiejszy kapitalizm spętany.
3.  Nie jest wszakże socjalistą, ponieważ obawia się trudności wynikających z przedwczesnego wprowadzenia socjalizmu i lęka się, by rządy socjalistyczne z chwilą dojścia do władzy nie poświęciły tendencjom demagogicznym racjonalności teoretycznego programu socjalizmu lub pewnych naturalnych praw jednostki ludzkiej.
     Książka Schumpetera znalazła szeroki oddźwięk. Zapewne, nie zachwiała w Ameryce126 przekonaniami pochodzącymi od tamtejszych konformistów, zwolenników liberalizmu nieprzejednanego. Badacze zagadnień krótkofalowych orzekli, że praca jego należy raczej do dziedziny socjologii niż ekonomii politycznej w ścisłym znaczeniu.  Nie wydaje się również, by ze strony radzieckiej oceniono tę aprobatę abstrakcyjnej nieco formuły socjalizacji. Ale w Europie zachodniej książka ta była czytana i stała się przedmiotem rozważań; i ci nawet, którzy nie zgodzili się ze sposobem myślenia autora, zdobyli się co najmniej na uznanie dla jego wielkiej kultury, subtelności i ścisłości rozumowania. 
     Kwestia przyszłości kapitalizmu powołała do życia dużo publikacji. Nie wszystkie spośród nich127 mają jednakową wartość, niektóre jednak zasługują, by o nich wspomnieć, czy to z uwagi na swą istotną wartość, czy też z powodu powodzenia, jakie osiągnęły.  
     Książka Jamesa Burnhama
The managerial Revolution128 jest nie tyle pracą ekonomiczną, co bardzo żywym pamfletem, który potrafił znaleźć oddźwięk  w szerokich kołach czytelników. Zdaniem Burnhama punkt szczytowy kapitalizmu należy już do przeszłości. (...)  W obliczu skomplikowania się technicznego i finansowego sfery wielkich interesów społecznych, nie mają wglądu w nie i niczym nie kierują. Zasłużyli zresztą na to: nie mają już zmysłu „pionierskiego”; myślą tylko o rentowności danego przedsiębiorstwa, mają mentalność rentierów i trutni.
     Burnham jest jednak zajadłym antymarksistą i cała jego książka zmierza do wykazania, że istniejąca sytuacja musi znaleźć  inne wyjście niż socjalizm. Świat współczesny odbywa jego zdaniem ewolucję ku stanowi, którego cechą jest coraz dobitniej rysujący się racjonalizm i dominująca pozycja techników. Zaczęła się „era organizatorów”.
     Będzie się rozwijała. Gospodarka narodowa każdego kraju w coraz większym stopniu będzie podlegała planom ułożonym przez państwo, ale poza państwem kryją się wielcy  dyrygenci sfery interesów130.  Organizatorowie ci odgrywają rolę tak poważną, że kpią sobie nawet i z granic państwowych, tak że powstają dążenia do czegoś w rodzaju międzynarodowych planów gospodarczych.
     Na gruncie francuskim szczególnie interesującą repliką na książkę Schumpetera zdaje się być mały tomik, który wyszedł spod pióra François Perroux:
Le capitalisme133.  (...)
     (...)
     Te wywody na temat losów kapitalizmu czerpią swoją siłę stąd, że nie są jego obroną: w płaszczyźnie moralnej  François Perroux jest istotnie daleki od podziwu dla kapitalizmu. Końcowe jego słowa mówią, że „nie ma cywilizacji kapitalistycznej”146 i że cywilizacja, jakkolwiek liczy na kapitalizm w dążeniu do rozwoju materialnego, musi niezależnie od jego zdobyczy, zapewnić prowadzenie walki z nędzą, z mieszkaniem po norach i z upokorzeniem człowieka.  „Ci, którzy określają sobie te cele elementarne, unikają niekonsekwentnego mówienia o kapitalizmie. Nic spośród ogromnych dobrodziejstw, które – mimo jego krzywd i zbrodni – przyniósł światu, nie powinno być utracone. Kapitalizm nie wyczerpał swej płodności, jeżeli tylko, rozumiejąc prawa jego rozwoju i nad nim panując, będziemy umieli stosować przy jego prześciganiu zmysł innowacji, który zapewnił mu wzrost”147.
     „Prześcignąć”  kapitalizm, czyż nie jest to koniec końców przedmiot nadziei, z którym czują się dziś związani wszyscy ludzie dobrej woli?  Pozostaje stwierdzić, jakie mogą być najlepsze drogi pozwalające na jego prześcignięcie.

Dział III.  Reformy strukturalne    ………   531

     Od r. 1919 mówiło się, w Europie zwłaszcza, o „reformach strukturalnych”: nasamprzód pod koniec pierwszej wojny światowej, następnie po spustoszeniach dokonanych przez „wielką depresję” (kryzys „strukturalny”, jak niektórzy mówili, a nie zwykłą depresję cykliczną), wreszcie w okresie „nacjonalizacji”, który nastąpił po 1945 roku. Z pewnością wnioski w tym kierunku, wysuwane w poszczególnych krajach, różniły się między sobą: we Francji chodziło przede wszystkim o upaństwowienie przedsiębiorstw i o kontrolę robotniczą nad kierownictwem przedsiębiorstw, w Anglii o upaństwowienie, o powrót do protekcjonizmu i o wtórny podział dochodu narodowego przez budżet, w Ameryce o kontrolę nad kredytem i o zastępowanie środków wyrównujących wahania produkcji. Wszystkie te żądania miały pewną cechę wspólną: pod mianem „reform strukturalnych” rozumiano przede wszystkim reformy dotyczące sposobu funkcjonowania przedsiębiorstwa148 lub ram, w których ono działa.
     Pod tym kątem widzenia można się pokusić o rozróżnienie trzech zasadniczych stanowisk doktrynalnych: stanowiska liberałów, socjalistów i zwolenników gospodarki kierowanej. Niestety to ostanie miano jest pokrywką dla poglądów mocno rozbieżnych; jest to niby burzliwa rzeka, do której wpadają różnorakie dopływy. Znajdują tu ujście i postulaty niektórych przedstawicieli zarówno odrodzonego liberalizmu, jak i umiarkowanego socjalizmu. W istocie nie trudno byłoby dziś odnaleźć dwa prądy liberalne, jeden tradycyjny, trzymający się „lesseferyzmu” i zasadniczo nieprzychylny reformom strukturalnym oraz drugi, bardziej podległy wpływowi Keynesa i dopuszczający bez zastrzeżeń niektóre z tych reform. Można też mówić o dwóch stanowiskach socjalistycznych: jedno z nich dopuszcza myśl, że w ustroju socjalistycznym gra podaży i popytu może zachować wpływ przeważający, i drugie, które myśl tę odrzuca. Między liberałami dopuszczającymi pewne reformy strukturalne a socjalistami zgadzającymi się na częściowe zachowanie rynku można pod wieloma względami odnaleźć  więcej podobieństwa niż między dwoma kierunkami wśród socjalistów. Zwolennicy gospodarki kierowanej to rzeka powstała z dwóch prądów dośrodkowych. Nie uważamy za potrzebne rozważać z osobna dwóch dopływów, które ją tworzą.
     Wręcz przeciwnie, po rozpatrzeniu się w aktualnym stanie doktryn liberalnych i socjalistycznych powinniśmy niewątpliwie zbadać, jakie losy spotkały myśl związaną z pojęciem „dobrobytu”, w której z pewnych stron chciano widzieć sposób pogodzenia różnych doktryn społecznych.  

§  1.  Reformy strukturalne uznawane przez liberalizm149   ………   532

    
Już przed Keynesem liberalizm uległ przeobrażeniu. Jako mniej optymistyczny niż w XIX wieku nie rościł sobie pretensji do tego, by „lesseferyzm” miał być jedynym poważnym środkiem, jaki można przeciwstawić brakowi równowagi gospodarczej lub niesprawiedliwości społecznej. Z pewnością, niektórzy z jego zwolenników głosili (i głoszą dalej) poglądy bliskie „lesseferyzmowi”, ale ci byli uważani za elementy skrajne. Większość pozostałych ograniczała się do powoływania się na trudności, jakie napotyka gospodarka kierowana, i na jej nieporadność lub do utrzymywania, że wolność sprzyja aktywności elit albo że pobudza inicjatywę, od której zależy postęp. Twierdzili przede wszystkim, że „lesseferyzmu” nie można porzucić bez niedopuszczalnych ofiar ze swobody jednostki ludzkiej. Nie domagali się już „lesseferyzmu” bezwzględnego, ale przywrócenia gospodarki rynkowej jako jedynego, ich zdaniem, środka zachowania tego, co pozostało z konkurencji w dzisiejszych stosunkach. Godzili się na pewnego rodzaju interwencje ze strony państwa mające na względzie powrót do gospodarki rynkowej, interwencje zmierzające do przywrócenia konkurencji lub do obrony swobody małych jednostek gospodarujących przed akcją zorganizowanych grup. Liberalizm przekształcił się w indywidualizm lub w „konkurencjonizm”150. 
     Takie same tendencje rozwijały się dalej po Keynesie:  za dopuszczalne uważano interwencje zmierzające do zapewnienia poszanowania jednostki ludzkiej lub dobrego funkcjonowania rynków. Jednakże w łonie liberalizmu tak przeobrażonego pojawiły się dwa wielkie prądy: 1) niektórzy autorowie sądzą dotąd, że „lesseferyzm” jest podstawą kształtowania się równowagi, a co za tym idzie, dopuszczają jedynie minimalną liczbę wypadków odstępstwa od zasady151;  inni wręcz przeciwnie, dopuszczają większy zakres interwencji, a nawet sądzą, że gospodarka rynkowa mogłaby być przywrócona po przeprowadzeniu poważnych reform strukturalnych. 

     1.  Pierwsza grupa152 wydaje nam się mniej liczna, przynajmniej wśród intelektualistów. Świetnie reprezentuje ją Hazlitt w swych
Economics in one lesson153. Książka ta wyraża przede wszystkim głęboką wiarę amerykańskich środowisk interesu w zalety wolnej konkurencji i stanowi pracę propagandową obliczoną na Europę Zachodnią. (...)
     Autorem jednak, którego wystąpienie w charakterze rzecznika liberalizmu bez nadmiernej ilości reform strukturalnych, znalazło szczególny oddźwięk w świecie, był F. von Hayek. Książka jego
The road to serfdom167 miała  wielkie powodzenie we wszystkich państwach Europy Zachodniej. Książka ta może uchodzić za próbkę sposobu myślenia bardzo jeszcze rozpowszechnionego i zasługuje na bardziej szczegółowe potraktowanie niż prace innych autorów liberalnych.
     W książce tej F. von Hayek zaczyna od przedstawienia licznych iluzji socjalizmu (nie tylko komunizmu, ale również wszelkich postaci socjalizmu demokratycznego, a nawet zwykłej doktryny gospodarki kierowanej). Głównym źródłem błędów popełnianych przez socjalistów – mówi – jest chęć zmiany znaczenia słowa: wolność, chęć nazywania wolnością możliwości nieodczuwania przez kogokolwiek jarzma nędzy i głodu. Na tym polega zniekształcenie tego słowa, które staje się wyrazem „bardzo dawnego wymagania równości podziału bogactw pod inną nazwą168.  Jest to obietnica, której socjalizm  nie może dotrzymać. Do tego złudzenia dochodzą inne: nie jest prawdą, że nadejście ery planowania jest „nieuniknione” (konkurencja może się utrzymywać, wielkie quasi-monopole są dziś tworzone i podtrzymywane przez państwo). Błędem jest myśleć, że demokratyczna forma państwa mogłaby ocalić wolność osobistą, gdyby rozwinął się etatyzm. To, co o tym sądzi F. Hayek, jest wszystko wybitnie sporne. Ale otóż i osnowa jego wywodów:                   
     Przechodząc do ofensywy Hayek (patrz zwłaszcza rozdział 6) usiłuje wykazać, że każdy system gospodarczy polegający na kontroli prowadzi do totalizmu i do składania mu bez reszty w ofierze wolności osobistej. Człowiek nie ma w tych warunkach prawa wyboru zajęcia i, co gorsza, warunki te pozbawiają go stopniowo wolności wyboru swych przedmiotów spożycia, państwo bowiem, nie licząc się z mechanizmem cen, ustawowo zakazuje mu ubiegania o zaspokojenie pewnych potrzeb i w przeciwieństwie do tego sztucznie, za pomocą przesadnej propagandy powołuje doi życia inne. Od chwili, gdy ustali się system przymusu, spotęguje się walka o władzę. Stąd też nowe konflikty między grupami i klasami społecznymi.
     Z drugiej strony  przywileje, których może dostarczyć gospodarka kierowana, dają przewagę klasom liczniejszym i mniej zdolnym do wykazania inicjatywy lub do bezinteresowności: ofiarą padają elity. Masy mają kult dla jednostek, oddają się też im duszą i ciałem, a ponieważ wyznają „kult władzy”, kończy się na tym, że powierzają im władzę absolutną. Tylko elity mogłyby się oprzeć takiemu marszowi ku dyktaturze, ale w ustroju socjalistycznym elity zostałyby zniszczone.  
     Wreszcie i przede wszystkim ustrój taki prowadziłby do zniszczenia wolności myśli. Bo istotnie, gdyby został ułożony plan gospodarczy lub gdyby została sztucznie ustalona skala wartości dla różnych potrzeb i różnych dóbr, trzeba doprowadzić do ich przyjęcia. Jest to sprawa trudna...
     Trzeba więc zorganizować wielką propagandę...  Nieuniknionym jest, że propaganda staje się coraz bardziej tyranią.  
     Książka ta, jak to nietrudno zauważyć, napisana została pod wpływem nienawiści do ustroju hitlerowskiego i do wszelkich ustrojów totalnych. Podstawą jej jest myśl, że wyrzeczenie się wolności ekonomicznej prowadzi do totalizmu, bo wolność jest „niepodzielna”.
     Czy Hayek ma do zaofiarowania drogę ocalenia? Jego wniosek ostateczny w tym względzie jest raczej niepocieszający. „Nie chcemy ani nie możemy... wrócić do wieku XIX, ale mamy możność urzeczywistnić jego ideał, który nie jest do pogardzenia”. Ale jak?  Hayek wzbrania się to powiedzieć, utrzymując, że nie jest w stanie nakreślić programu postępu społecznego. Nie jest jednakże po prostu zwolennikiem powrotu  „lesseferyzmu”170. Chce uniknąć gospodarki kierowanej systemem polegającym na „ujęciu konkurencji w racjonalne ramy”. Chciałby też wiedzieć, na czym polegać ma to „ujęcie w ramy”, czy nie zachodzi możliwość  zastosowania takich lub owakich, niezbyt liberalnych środków kontroli. Ustępy książki dotyczące tego zagadnienia świadczą jednak o wahaniu autora, który nie wie, jak się do niego ustosunkować. 
     Inni zwrócili uwagę na to, że chcąc bronić liberalizmu Hayek zszedł z terenu ekonomicznego, na którym trzeba myśleć o osiągnięciu równowagi, o unikaniu nierówności, o zapewnieniu gospodarce ekspansji, terenu, który przecie jest mu bardzo dobrze znany. Czyżby obrona wolności wydawała mu się łatwiejsza na socjologicznym terenie niepodzielności swobody jednostki ludzkiej? Ale nawet i tutaj przeciwnicy  mają piękną okazję do odpowiedzi, że liberalizm zawsze zapewniał tylko czysto formalną wolność, z której korzystali tylko silni, i że w „sytuacji  nierównych sytuacji” – używając słów Lacordaire’a – narzędziem ucisku jest wolność, a tym, co daje nań przyzwolenie – prawo... 
     W gruncie rzeczy wymienieni przed chwilą autorowie nie wniknęli w istotę rozumowania zwolenników gospodarki kierowanej oraz keynesistów albo je rozmyślnie odrzucili; są to ci, którzy – używając wyrażenia Samuelsona – nie zostali dotknięci epidemią keynesowską.   

2.  Istnieją, w przeciwieństwie do tego, liberałowie, których ta epidemia dotknęła, i co za tym idzie, są oni rzecznikami śmiałych reform. Jedni, jakkolwiek odrzucili stanowisko Keynesa, uznali jednak pewne interwencje za pożądane; inni zgadzają się na rozumowanie Keynesa i sądzą, że niektóre reformy, których potrzebę głosi Ogólna teoria, są potrzebne choćby z punktu widzenia przywrócenia gospodarki rynkowej.  
     Do pierwszej grupy należy autor, który jakkolwiek zna Keynesa, to jednak w najmniejszym nie poddał się jego wpływowi, a mianowicie Jaques Rueff. Myśl, że w systemie liberalnym równowaga jest zapewniona stale i automatycznie, nie jest zapewne najważniejszym punktem jego
Ordre Social171. Posługuje się nią tu autor jedynie a contrario, w przeciwieństwie do omawianego przezeń braku równowagi, do którego prowadzi porzucenie sytuacji wolnorynkowej i ustalanie cen przez administrację. Punktu centralnego nie stanowi też krytyka socjalizmu a la Schumpeter, tj. takiego, którego cechą podstawową jest planowanie gospodarki. Stanowi go natomiast krytyka praktyk, które czerpią natchnienie w socjalizmie i występują na zachodzie od czasu wielkiej depresji i podczas dwóch wojen światowych, a polegają na kontroli cen niektórych towarów. Zdaniem Rueffa, ilekroć państwo zastępuje ceny wynikające z wolnej gry podaży i popytu cenami dowolnie przez się ustalonymi, wystawia tym, których chciałoby chronić, weksel na społeczeństwo. Producentom zboża, którym daje rękojmię uzyskania pewnego minimum cen, udziela tym samym zobowiązania i pokryciem jego kosztów z wartości sprzedażnej innych towarów obciąża społeczeństwo. To samo dzieje się, jeżeli państwo uświęca zasadę  minimalnej ceny pracy. Niestety społeczeństwo tak obciążone nie jest zdolne do płacenia narzuconych mu zobowiązań; inne towary, które powinno ono dostarczyć  w zamian za siłę nabywczą w ten sposób wytworzoną, istnieją w wielkości niedostatecznej ze względu na sztucznie ustanowiony stosunek wymienny między nimi a siłą nabywczą;  zobowiązanie to jest więc zobowiązaniem „fikcyjnym” i prawo udzielone jej posiadaczowi „prawem fikcyjnym”172.  Skutkiem takiej polityki jest spadek wartości pieniądza, który staje się głównym „kanałem zbiorczym wszystkich zobowiązań fikcyjnych”. Koniec końców owe fikcyjne prawa znajdują wyraz w takim wzroście popytu, że przestają znajdować odpowiednik w podaży i ceny podnoszą się.  A jeżeli władza  zakaże oficjalnie podnoszenia cen, towary znikają z rynków kontrolowanych; stąd zwichnięcie równowagi potęguje się. I autor wyciąga wniosek ostateczny: nie twórzcie przez kontrolę rynku praw fikcyjnych, praw złudnych.  „Bądźcie  liberałami albo socjalistami, ale nie bądźcie kłamcami”173.
     W tych rozważaniach nie trudno poznać myśli bardzo podobnej do tych, które autor rozwijał już poprzednio w swych artykułach na temat ubezpieczenia od bezrobocia. Można je streścić w następujący sposób: wszelkie ustalanie cen maksymalnych pociąga za sobą zanik sprzedaży. Wszelkie ustalanie cen minimalnych usuwa z rynku popyt. Wszelka zatem interwencja na rynku pociąga za sobą zwichnięcie równowagi w tym samym kierunku, ale silniejsze niż to, które miała naprawić.
     Wszystko to nie mieści w sobie jeszcze formalnego potępienia wszelkiej interwencji ze strony państwa. Można by się zapytać, jak Jacques Rueff rozumie, że można być „socjalistą” nie będąc „kłamcą”, i jaki rodzaj socjalizmu mógłby mu się wydać mniej potępienia godnym niż kontrola cen niektórych towarów: czy pragnie wtórnego podziału dochodu narodowego za pomocą budżetu, czy planowania do pewnego stopnia we wszystkich okolicznościach? Jego
Ordre social nie daje wyraźnej odpowiedzi na te pytania, ale w innych pracach Rueff udziela na nie tych lub owych odpowiedzi fragmentarycznych...
     Należy od do tych, którzy uważają, że nie oddziałując bezpośrednio  na poziom cen, można oddziaływać na czynniki, które go kształtują (tj. na podażą i popyt). W każdym razie jasno podkreśla, że jeżeli według niego dziedzina produkcji i wymiany powinna być wolna, to możliwe są, a nawet konieczne interwencje w dziedzinie podziału dochodu narodowego. Rzecz prosta, nie o wszystkie  kategorie dochodów mu chodzi. Na przykład przeciwny jest wszelkim środkom zmierzającym do sztucznego podnoszenia pewnych wynagrodzeń , których podstawą jest cena czynnika produkcji, na przykład pracy: wydaje mu się to sprzeczne z zasadami gospodarki rynkowej. Uznaje jednak pewne subwencje dla osób mających małe dochody, jako też środki podatkowe zmierzające do ograniczenia wysokości dochodów uzyskiwanych i wykorzystywanych, które wydają mu się bezzasadnie wygórowane.             

     Stanowisko liberalizmu angielskiego jest w chwili obecnej zupełnie inne. W Anglii panuje pogląd, że można być równocześnie liberałem i keynesistą (czyż Keynes nie uważał się uparcie za liberała?), a także iż w rzeczywistości nigdy nie było żadnej „rewolucji keynesowskiej”175; przeto umysłowości klasycystyczne i liberalne mogą doskonale godzić kwintesencję tego, co wniósł do nauki Keynes, z całokształtem swych dawniejszych poglądów. Wyraz tej tendencji znaleźć można przede wszystkim w dziełach Jamesa F. Meade’a, Lionela Robbinsa, Roya F. Harroda, a przede wszystkim Williama Beveridge’a. 
     James E. Meade był jednym z pierwszych, którzy wyrazili aprobatę dla myśli rzuconych przez Keynesa. (...)
     R. F. Harrod179 zgadza się również na niektóre rodzaje interwencji, byle tylko miały na celu pewne złagodzenie wahań produkcji. Wobec tego, że gospodarka kapitalistyczna polega zawsze na przeplataniu się okresów pomyślności i zastoju, trzeba walczyć z tymi wahaniami za pomocą interwencji wyrównawczych. (...)  
     Sir William Beveridge190 jest liberałem, który zdecydowanie przyjął poglądy Keynesa  na temat regulacji zagadnień zatrudnienia. (...)
     Sir William Beveridge kładł w szczególności nacisk na poprawę metod finansowania wydatków publicznych mających na celu doprowadzenie do stanu pełnego zatrudnienia. (...)
     Co więcej, chcąc uniknąć tendencji przerzucania ciężarów bezrobocia z jednego kraju do drugiego, które mogłyby przejawiać niektóre państwa, Beveridge uważa za wskazaną całkowitą kontrolę nad handlem zagranicznym, stanowiącą wstęp do międzynarodowej organizacji wymiany towarowej.
     Jak z tego widać Sir W. Beveridge doszedł do tego, że uznał za słuszne większą część postulatów Labour Party. Uważał jednak, że wszystko to da się pogodzić z ideałami liberalizmu. (...)
     Razem wziąwszy, na powojennym liberalizmie angielskim znać rozczarowanie i gotowość przeobrażenia się. Rozczarowanie, brak bowiem wiary w to, by „lesseferyzm” zdolny był do rozwiązania wszystkich zagadnień współczesnych, ani żeby mechanizm cen mógł automatycznie dopasować do siebie podaż i popyt globalny. Gotowość przeobrażenia się, bo uważa za dopuszczalne głębokie reformy strukturalne i pewne typy interwencji.
     We Francji, jak to widzieliśmy wyżej liberalizm pozostawał na stanowisku przeciwnym poglądom Keynesa. Można jednak wskazać autora, na którego wywarł on wpływ. Jest to Maurice Allais192. Niewątpliwie  ocenia on bardzo surowo doktrynę systematycznego kierowania gospodarką, zastosowanie jej pociąga bowiem za sobą nadmierny rozwój funkcji publicznych, szerzenie się maltuzjanizmu ekonomicznego i marnotrawstwa. Allais wierzy przede wszystkim w to, że wolność ekonomiczna związana jest ściśle z wolnością człowieka i że aby jej bronić, trzeba pozostać wiernym gospodarce rynkowej. Wzbrania się jednak wierzyć w zalety czystego „lesseferyzmu” i zapewnia, że wolność ekonomiczna nie może się z nią utożsamiać. Uważa, że konkurencja daje się pogodzić z istnieniem planu produkcji ułożonego przez władze, podczas gdy „lesseferyzm” może prowadzić do monopolu: „Pozwalając wolności ekonomicznej przerodzić się, w braku jakiejkolwiek reglamentacji ekonomicznej, w monopole, w kartele... liberałowie doprowadzili życie gospodarcze do najdalej idącego nieładu”195. Wreszcie, jakkolwiek ma zaufanie do gospodarki rynkowej, że zapewni równowagę ekonomiczną, wie dobrze, iż w gospodarce w stanie chaosu mechanizm cen nie może wystarczyć do zapewnienia rozwoju produkcji.
     Wypowiada się więc za reformami strukturalnymi – i co jest współczesnym pragnieniem wszystkich wielkich liberałów współczesnych – uważa za pożądaną akcję państwa zmierzającą do przywrócenia konkurencji zagrożonej przez nadużycia wielkich monopolistów prywatnych: „Zasadniczym warunkiem panowania wolności ekonomicznej jest wszechpotęga władzy państwowej, która jedynie zdolna jest w interesie ogólnym ująć w karby monopole i kartele”. Z drugiej strony wypowiada się za „planowaniem konkurencyjnym”, pociągającym za sobą scentralizowane układanie planu produkcji, ale wykonywanie tego planu przez przedsiębiorstwa konkurujące i bez kontroli cen. Wreszcie uważając, że wybitnie nierównomierny system podziału jest przeszkodą do podniesienia dochodu narodowego i mając na względzie  potrzebę skorygowania tego podziału, wypowiedział się za całym szeregiem środków, jak przykręcenie śruby podatkowej, uniemożliwienie powstawania rent rzadkości, a nawet zniesienie prywatnej własności ziemi196(
? Anonimus),  ponieważ środek ten wydaje mu się jedynym, jaki mógłby zapewnić powodzenie polityki niskiej stopy procentowej197, którą uważa za szczególnie pożądaną.      
     Ostatni głos, który ma poważny oddźwięk, szczególnie godny zanotowania, należy do John Maurice Clarca. Nie jest to jednak głos liberała w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Bez wątpienia wypowiada się on  zawsze jako obrońca jednostki ludzkiej i demokracji. John Maurice Clarc jest jednak synem człowieka, który jak to widzieliśmy, twierdził, że woli socjalizm od monopolu prywatnego; on sam nigdy nie wierzył w cnoty „lesseferyzmu”; od dawna uznawał za pożądaną kontrolę społeczną nad sferą wielkich interesów oraz interwencje państwa w okresie kryzysu działające jako regulatory w pewnych punktach strategicznych198.
     Nowe jego książki199, które stanowią z reguły jedynie teksty przejrzane popularnych odczytów, są jednak wspaniałym dowodem subtelności umysłu i stałości przekonań. Pozwoliły mu one bliżej określić swe stanowisko osobiste wobec zagadnień współczesnych i wobec najważniejszych dzieł ostatnich lat, jakie wyszły spod pióra E. Chamberlina, lorda Keynesa, J. Schumpetera i Hayeka.  
     J. M. Clarc uznał za stosowne wypowiedzieć się na temat rozwoju monopoli i zmierzchu konkurencji. Z pewnością nie przedstawił wyczerpującego ani metodycznego planu działania. Ale postulaty jego na ten temat tkwią implicite w sformułowanym przezeń ideale. Podstawę jego twierdzenia stanowi teza, że społeczeństwo współczesne ma potrzeby, których nie można zaspokoić w sytuacji, gdy panuje zasada „laissez-faire”. Duch konkurencji i upodobanie do ryzyka słabnie: każdy przystępuje do jakichś i wymaga, żeby chroniły go od ryzyka zamiast szukać walki z „rywalami” i stawić im czoło. Co się tyczy owych ugrupowań, to te, wręcz przeciwnie, zamiast stanowić „fragmenty zorganizowanego społeczeństwa”, są grupami monopolistycznymi w walce jednych przeciwko drugim, nie mają poczucia interesu ogólnego. (...)
     Po swych rozważaniach na temat wolności, tak różnych treścią od tego, co głosił liberalizm dziewiętnastowieczny, J. M. Clarc stawia sobie pytanie, jak sprawić, żeby w gospodarce opartej na grupach panował porządek zgodny z cywilizacją demokratyczną. (...)
                                         
     Cóż za szmat drogi ode czasów Bastiata!  Między nim a współczesnymi obrońcami konkurencji lub wolności nie ma już wiele wspólnych poglądów. „Lesseferyzm” został zaniechany; właśnie w imię „odbudowy gospodarki rynkowej” lub obrony wolności człowieka  - wymaga się pewnych rodzajów interwencji od państwa. Niewątpliwie opiera się to na analizie mechanizmów ekonomicznych, w większym stopniu liczącej się dziś z oligopolem i z nierównością, jaka panuje między konkurentami, ale odpowiada to również ideałowi socjologicznemu o wiele bardziej godziwemu i ludzkiemu, dotyczącemu samego pojęcia wolności.    

  2.  Nowe prądy widziane ze stanowiska socjalistycznego    ………   551

    
Może nigdy jeszcze Karol Marks nie był tak czytany, jak za naszych czasów, i to nie tylko za „żelazną kurtyną”, ale właśnie na Zachodzie. W ślad za powodzeniem, które zawsze miał na kontynencie europejskim, poglądy jego narzuciły się uwadze sfer labourzystowskich, a nawet pewnych radykalnych środowisk w W. Brytanii.  Pewne koła intelektualne w Ameryce, na przekór nieprzyjaznemu stanowisku sfer oficjalnych, biorą go na serio.  
     Interpretacja Marksa na Zachodzie nie jest jednak interpretacją leninowsko-stalinowską206. Od czasu niektórych przeobrażeń kapitalizmu (kapitalizm wielkich jednostek, kontrola cen lub zysków, współistnienie przedsiębiorstw prywatnych i upaństwowionych, próby kontroli robotniczej nad zarządzaniem przedsiębiorstwami albo współzarządu itd.) socjalizm przyciąga do siebie więcej umysłów, ale pod wpływem nowych zwolenników sam ulega przeobrażeniu. Pozostaje marksistowski, ale jest w tym mniej ekskluzywny, pewne elementy (w szczególności keynesowskie) przeniknęły bowiem do umysłowości jego przedstawicieli. Stanowiska jednak, jakie oni zajmują, są
tak różnorodne, że nawet jeżeli pozostawić na uboczu argumenty propagandowe partii politycznych i poddać badaniu tylko prace intelektualistów, to trzeba powierzyć je specjalistom. Zadowolimy się tu przedstawieniem dwóch zasadniczych rysów współczesnej myśli ekonomicznej, którymi są:
     1.  siła atrakcyjna myśli marksistowskiej w stosunku do niektórych umysłów wiernych poza tym pewnemu indywidualizmowi lub zasadom chrześcijańskim;
     2.  wysiłek teoretyczny ze strony ze strony niektórych socjalistów skierowany ku rozwiązaniu zagadnień równowagi, takich mianowicie, które nasuwa gospodarka planowana integralnie.
 

                             
I.  Atrakcyjność nauki K. Marksa   .........   552

     Wiadomo, że ulubionym argumentem przeciwników ustroju kapitalistycznego jest dziś twierdzenie, że planowanie socjalistyczne pozwala na „gospodarkę bezkryzysową”. Argument ten odegrał pewną rolę w rozwoju myśli niejednego socjalisty, nieprawowiernego z punktu widzenia stalinistów, a nawet zdecydował o wypowiedzeniu się niektórych pisarzy „burżuazyjnych” na rzecz zasady planowania. Takie jednak podejście do marksizmu to nie żaden gładki szlak: nie trudno zauważyć, że Związek Radziecki zawdzięcza swój przywilej uniknięcia jak dotąd zarażenia się kryzysami nie planowaniu, ale innym elementom strukturalnym swej gospodarki; nie jest też rzeczą pewną, że uniknie kryzysów w przyszłości.
     Zainteresowanie wzbudzać muszą inne sposoby zbliżenia się do marksizmu. Godne uwagi są przede wszystkim trzy spośród nich: jeden prowadzi przez Keynesa, drugi przez teorie wzrostu, trzeci przez pewne koncepcje moralne odziedziczone po chrystianizmie.

     A.  Między Marksem a Keynesem istnieją pewne punkty styczne; pewne rozumowania stanowią jakby wspólne koryto, w którym zbiega się myśl Keynesa i myśl Marksa207. Niewątpliwie lord Keynes pozostawał zawsze liberałem i lekarstwa na niedostateczność popytu efektywnego, jakie zaproponował (wielkie roboty publiczne, utrzymywanie stopy procentowej na niskim poziomie), nie mają w sobie w zasadzie nic strasznego dla liberała. Ale pewne umysłowości na jego analizie kapitalizmu zaawansowanego w rozwoju oparły propozycje o wiele śmielsze.  Autorowie, którzy pod wpływem Keynesa opracowali dzieło zbiorowe 
The economics of full emploryment208, a poza tym niektórzy z tych, którzy współdziałali w ukazaniu się The new economics209, przyjmują bez obawy myśl o mniej lub więcej sztywnym planowaniu gospodarki narodowej w celu osiągnięcia keynesowskiego ideału pełnego zatrudnienia. Podwaliny keynesowskie tkwią w propozycjach M. Kaleckiego212 na temat wtórnego podziału dochodu narodowego, w wystąpieniach N. Kaldora213 za subwencjami dla wielkiego przemysłu w celu osiągnięcia pełnego zatrudnienia , T. Balogha214 na rzecz utworzenia wielkiego banku międzynarodowego powołanego do finansowania zakupu surowców dla walki z bezrobociem grożącym albo już istniejącym w niektórych krajach. Pani Joan Robinson uważa również , że J. M. Keynes zatrzymał się w pół drogi, że środki, które zaproponował przeciwko bezrobociu, są niedostateczne i że dzieło jego prowadzi logicznie do tak daleko idącej kontroli państwa nad działalnością produkcyjną i nad podziałem dochodu, że byłaby ona równoznaczna z prawdziwym planowaniem gospodarki narodowej215. 
     Ale najbardziej interesującą rzeczą w działalności pisarskiej Mrs Robinson jest to, że biorąc za punkt wyjścia niektóre twierdzenia Keynesa, doszła w swym
Essay marxian economics216 do pewnego rodzaju rehabilitacji Karola Marksa na użytek autorów liberalnych. Jej zdaniem ogólna filozofia Marksa stoi o wiele wyżej od filozofii klasyków XVIII wieku lub przedstawicieli szkoły użyteczności krańcowej wieku XIX, a metody, którymi się posługuje, pozwalają o wiele lepiej objaśnić funkcjonowanie gospodarki współczesnej. Bez wątpienia Marks mylił się w wielu punktach, ale błędy jego pochodzą stąd, że zbyt wiernie trzymał się niektórych myśli Ricarda. W istocie rzeczy miał jednak intuicyjną świadomość pewnych zagadnień nasuwających się dziś, zagadnień, które sformułował Keynes.
     Wyższość metody Marksa w porównaniu z metodą klasyków polega, zdaniem Mrs J. Robinson na tym, że tamci „uznali ustrój kapitalistyczny za część porządku naturalnego i wiecznego”, podczas gdy Marks dysponując żywszym zmysłem historycznym, słusznie uważał go za ustrój przemijający; ponadto pierwsi wierzą naiwnie w harmonię interesów, podczas gdy Marks słusznie chciał przedstawić konflikty, a przede wszystkim konflikt między posiadającymi a nieposiadającymi. 
     Wyższość Marksa  widoczna jest, na przykład, na stosunku do kwestii kształtowania się płac.  Rozważania klasyków na ten temat nie odpowiadają rzeczywistości. „Prawowierna koncepcja płac, o których wysokości stanowi krańcowa przykrość związana z wykonaniem pracy, bierze początek w obrazie farmera pochylonego nad swą motyką i stawiającego sobie pytanie, czy produkt dodatkowy jeszcze jednej godziny pracy wart będzie tego dodatkowego trudu. Koncepcja ta została przeniesiona na współczesny rynek pracy, na którym pracownik nie ma jednak nic innego do roboty, jak pracować lub umrzeć z głodu”217. Marks dobrze zrozumiał nierealność takiej koncepcji; miał słuszność chcąc uwzględnić walkę o byt i różne pobudki grup, które biorą udział w działalności gospodarczej. Nie znaczy to, żeby marksowska teoria płacy  miała być uznana za słuszną.  (...)
     Mrs. Robinson usiłuje również usprawiedliwić Marksa z tego, że mylił się w swej teorii wartości. (...)
     Marks stał wyżej od klasyków przede wszystkim w zakresie teorii zatrudnienia. (...)
     Co się tyczy przyszłości tego ustroju, to analiza, jakiej dokonał K. Marks zawiera w sobie, zdaniem Mrs. Robinson, poglądy bardzo zbliżone do poglądów M. Keynesa. Pewnego rodzaju prorok220, jakim był Marks bez wątpienia, źle sformułował swe idee, ale mimo to tkwią one w jego dziełach. Tak oto marksowska teoria kryzysów opiera się na trzech założeniach: na istnieniu rezerwowej armii bezrobotnych, na stałej tendencji zniżkowej stopy zysku i na niedostateczności siły nabywczej robotników. Otóż w tych różnych punktach tłumaczenia współczesne są bliskie stanowisku Marksa. (...)
     W  ostatecznym rachunku Marks gra w książce pani Robinson rolę niezręcznego prekursora współczesnej myśli ekonomicznej. Został prześcignięty przez Keynesa, który lepiej wyłożył prawo płacy, zysku i zatrudnienia i lepiej wyjaśnił osłabienie popytu efektywnego, miał jednak intuicyjne wyczucie wszystkich zagadnień, które nasuwa kapitalizm po osiągnięciu punktu kulminacyjnego swego rozwoju, zagadnienia te sformułował Keynes. Mrs. Robinson chętnie powtórzyłaby, jak się zdaje, za M. Kaleckim, że ekonomiści prawowierni nie mieli racji nie licząc się z twierdzeniami Marksa; zmusili nas do odkrycia ich po raz drugi.         

     B.  – Innych autorów pociągnęły ku marksizmowi jego badania nad wzrostem. Należałoby może w związku z tym wymienić wszystkich tych ekonomistów, którzy uważają, że w ustroju kapitalistycznym  wzrost z konieczności związany jest z dużymi wahaniami rozmiarów działalności gospodarczej i wypowiadają się za interwencjami wyrównawczymi ze strony państwa lub nawet za planowaniem gospodarki w całej rozciągłości w celu osłabienia tych wahań. Jako reprezentanta takiego sposobu myślenia można by tu przytoczyć nazwisko M. Kaleckiego231.
     Bardziej jeszcze podkreślić trzeba, że według niektórych ekonomistów wzrost w ustroju kapitalistycznym hamowany jest przez pogoń za osiągnięciem maksimum zysku. W tym względzie najwięcej danych wnosi Paul Sweezy222, o którym była mowa przy omawianiu teorii dojrzałości. Jego zdaniem w ustroju kapitalistycznym pobudki inwestowania, lepiej zbadane przez Keynesa niż przez Marksa, są tego rodzaju, że należy liczyć się ze spadkiem zysków, a zatem zastojem w gospodarce krajów Zachodu. (...)
     Zwróćmy uwagę, że zbliżenie się do marksizmu drogą wiodącą poprzez teorię wzrostu rozpowszechniło się od pewnego czasu w Europie zachodniej pod nową postacią. Radzieckie tempo wzrostu przedstawia się tam jako bardzo wysokie i jako zdecydowanie wyższe aniżeli w pozostałej Europie. Ludzie zadają sobie pytanie, jak Europa da radę odeprzeć argumenty propagandy marksistowskiej w dniu, w którym ZSRR zdoła odrobić swe wiekowe zapóźnienie i w którym stopa życia będzie wyższa niż na zachód od „żelaznej kurtyny”.   

     C.  – Wreszcie nie można zaprzeczyć, że od kilku lat Marksa studiowali i interpretowali na nowy sposób z wielką sympatią przekonani zwolennicy ideologii chrześcijańskiej. Trzymając się ruchu ideowego istniejącego na gruncie francuskim można tu rozróżnić kilka odcieni.
     Na wstępie odcień, który pozostał bardzo bliski prawowiernemu marksizmowi i który reprezentuje ruch postępowy; jego najkompetentniejszym przedstawicielem jest Henri Denis226. W istocie uznaje on niemal w całości poglądy ekonomiczne Marksa. Teoria wartości Marksa wydaje mu się całkiem do pogodzenia z najnowszymi teoriami na ten temat i w niczym nie naruszoną w świetle faktów. Co do teorii wartości dodatkowej, to myśli on jedynie o jej wzbogaceniu nowymi dowodami w oparciu o oligopolistyczny charakter kapitalizmu zaawansowanego w rozwoju.  
     W przeciwieństwie do niego Pierre Bigo227 reprezentuje, można powiedzieć, prawe skrzydło myśli chrześcijańskiej, którą pobudził Karol Marks. Autor ten wyszedł z punktu widzenia żywej krytyki kapitalizmu opartej o tekst encykliki papieskiej: „Robotnik natrafia na ustrój społeczny, odbiegający daleko od naturalnego porządku rzeczy, na ustrój, który przeciwstawia się porządkowi ustawionemu przez Boga i celowi, który on wyznaczył dobrom ziemskim”228. Aprobuje u Marksa potępienie „wyobcowania”, na które skazany został człowiek przez kapitalizm: „Marks – mówi229 rozpatrywał kapitalizm , jako stan wyobcowania człowieka i przyrównania go do rzeczy, należałoby powiedzieć – jako stan materializmu. Materializm marksowski... dąży właśnie do wyzwolenia człowieka od tego materializmu ekonomicznego, który stanowi podstawę wyobcowania człowieka”.
     P. Bigo, jako humanista chrześcijański, nie przekroczył w swoim zbliżeniu do Marksa stanowiska antykapitalistycznego. Nie uważa, żeby komunizm marksowski zdolny był rzeczywiście dać człowiekowi wolność;  w ostatecznym wyniku ma więcej przekonania do kapitalizmu zreformowanego; chodzi o to – mówi233 – żeby „znaleźć taką formę powiązania kapitału i pracy, która pozwoliłaby uniknąć ujarzmienia pracy przez kapitał... (...)
     Między tymi dwiema tendencjami  - „lewicową” i „prawicową”, reprezentowanymi przez H. Denisa i P. Bigo, należy umieścić Henri Bartoliego235. Jego zdaniem Marks „wydobył na jaw zasadnicze cechy kapitalizmu współczesnego, a mianowicie dysproporcję między inwestycjami a oszczędnością, stałe bezrobocie, nieruchliwość kapitałów trwałych, wzrastającą niedoskonałość konkurencji na rynkach, imperializm monopoli itd.236.  Ale nade wszystko trzeba mu być wdzięcznym za to, że protestował przeciwko wyobcowaniu człowieka w ustroju kapitalistycznym: „Marks zdemaskował ohydny grzech XIX wieku. Występując przeciwko traktowaniu człowieka jako rzeczy, przedmiotu, towaru, przywrócił człowiekowi godność, obronił i ocalił osobowość ludzką”237.       
     Henri Bartoli, jeżeli wypowiedział się za poglądami Marksa, to jednak daleki jest od uznania wszystkich tez marksistowskich. Cała jego książka poświęcona jest dyskusjom na temat wielkich teorii marksizmu zwulgaryzowanego, teorii wartości, wartości dodatkowej i procesu samounicestwiania się kapitalizmu. Nie spieszy się z wypowiedzeniem sądu na temat sukcesów Rosji czy też demokracji ludowych238. Samemu Karolowi Marksowi też brak czegoś: wewnętrznych nakazów moralnych. „Nie istnieją dla niego wartości wieczne, ale tylko wartości tkwiące immanentnie w łonie ludzkości, w jej historii. Moralność jest względna, jest wytworem warunków działania. Moralne jest to, nad czego wytworzeniem pracuje rozwój ekonomiczny, niemoralne zaś to, co usiłuje zniszczyć”239. Ale właśnie dlatego, że nie istnieje moralność marksowska, nie można jej przeciwstawić moralności chrześcijańskiej, a z drugiej strony w filozofii Marksa tkwi pustka zbyt oczywista, by pewnego dnia nie miano się pokusić o jej zapełnienie. 
     Marksizm woła o swą własną odnowę przez uzupełnienie zasadami moralnymi tego kośćca myślowego, który reprezentuje, i właśnie dlatego „jest humanizmem”240. Nie jest nawet wyłączone, że może oddać usługi moralności tradycyjnej. „Kryje w sobie duchowość rozproszoną”241. Między idealizmem, który „mistyfikuje człowieka”, a materializmem, który „kradnie mu wolność  i wieczność, nadszedł czas... pomyślnej syntezy, która nie byłaby narażona na to, że stanie się realnym integralnym”242.       

                             
II.  Zagadnienia gospodarki planowej243   .........   560
 

     Współczesne doktryny socjalistyczne musiały szukać rozwiązania zagadnień właściwych gospodarce planowej. Błędna byłaby opinia, że planowanie stanowi receptę wyłącznie socjalistyczną; może ono służyć celom nacjonalistycznym lub militarnym (przygotowaniu wojny); może zmierzać wyłącznie do odbudowy lub modernizacji gospodarki, która pozostaje w istocie rzeczy burżuazyjna lub kapitalistyczna. W tym wypadku planowanie ma jednak charakter prowizoryczny albo jest tylko częściowe; polega jedynie na nastawieniu w pewnym kierunku albo też na oddziaływaniu na strategiczne gałęzie gospodarki: uznaje zawłaszczenie przez czynniki prywatne środków produkcji i kapitalistycznych kategorii dochodu, jak również, z grubsza, zasadę kształtowania się cen na rynku. Zagadnienia, które się tu nasuwają, wydają się więc łatwe do rozwiązania.
     Gdy gospodarka jest w całej rozciągłości i raz na zawsze planowana, gdy środki produkcji nie mogą być własnością osób prywatnych i nie ma wolnego rynku, sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Nasuwają się wówczas zagadnienia nowe i niełatwe.
     Na wstępie kwestia celów, do których dążyć ma gospodarka. Na ten temat dyskutowano od lat piętnastu wśród socjalistów i wśród tych, których socjalizm pociągał do siebie244. Istnieje też zagadnienie obrony wolności: czy w gospodarce planowej pracownik ma mieć wolny wybór zawodu i miejsca pracy245, czy ma swobodę doboru przedmiotów spożycia według własnego upodobania? Zagadnieniem tym, które wiąże się w znacznej mierze z organizacją polityczną społeczeństwa, nie będziemy się tu zajmowali.
     Ale jest jeszcze inna kwestia, o wiele poważniejsza: czy przy gospodarce planowej produkcja może stanowić tak samo całkowity równoważnik potrzeb, jak przy gospodarce rynkowej, i czy znajdujące się w dyspozycji społeczeństwa zasoby mogą być równie dokładnie podzielone na cele zaspokojenia poszczególnych potrzeb odpowiednio do mniejszej lub większej roli każdej z nich?      
     Zagadnienie to, jak sądzimy, dobrze przedstawił między innymi Robert Mossé. Jego zdaniem występuje ono w każdej gospodarce. „Za każdym razem, gdy do zaspokojenia jakiejś potrzeby zachodzi konieczność pewnego poświęcenia..., wypadnie porównać zadowolenie i poświęcenie, by zdecydować, czy operacja jest korzystna...” Tak samo biorąc pod uwagę, że rozporządzalne zasoby są zazwyczaj ograniczone „i wszystkich potrzeb zaspokoić niepodobna, trzeba dokonać wyboru pomiędzy zaspokojeniem różnych potrzeb albo, ściślej mówiąc, ustalić system kolejnych preferencji, który powinien odegrać rolę drogowskazu przy korzystaniu z rozporządzalnych zasobów (bogactwa naturalne, praca, wyroby gotowe, siła nabywcza itd.). Zasoby te po większej części mogą być różnie zużytkowane, trzeba więc dokonać wyboru między różnymi teoretycznymi możliwościami tkwiącymi w każdym czynniku produkcji (albo w każdym środku zakupu) i o ile to możliwe, wybrać przeznaczenie najkorzystniejsze”. To zagadnienie optymalnego przeznaczenia rozporządzalnych zasobów łatwo rozwiązuje się w gospodarce rynkowej, ruch cen sam bowiem wskazuje, jakie dobra z punktu widzenia popytu winny być w pierwszym rzędzie produkowane. R. Mossé sądzi, że zagadnienie to jest w gospodarce kolektywistycznej do rozwiązania.
     Ale inaczej  patrzy na tę kwestię Ludwik von Mises246. (246
... wyd. 1920 r. Anonimus).  Poza rynkiem nie widzi on nic, co mogłoby wskazać kierunek produkcji, ani też nic, co mogłoby nakazać  produkcji zwrócenie się  w na pewno właściwym kierunku. Władze, które nadają kierunek produkcji , działają zatem na oślep; podział rozporządzalnych zasobów między poszczególne gałęzie produkcji nie może wiec być dokonany w warunkach ekonomicznie racjonalnych; stąd niemożność osiągnięcia równowagi i marnotrawstwo. Zdaniem Misesa w gospodarce socjalistycznej racjonalna produkcja staje się bezwzględnie niemożliwością247.  (wyd. jw. Anonimus)
     Stawiano sobie, co prawda, pytanie, jakie jest ścisłe znaczenie tych słów: czy Mises chciał przez to powiedzieć, że gospodarka socjalistyczna bezwzględnie nie może funkcjonować?  Tak interpretują słowa Misesa jego przeciwnicy sprzyjający socjalizmowi, łatwo jest im bowiem oponować, skoro gospodarka radziecka funkcjonuje od trzydziestu lat, chociaż jest zsocjalizowana. Ekonomiści o nastawieniu liberalnym, jak F. Hayek czy L. Robbims, sądzą raczej, iż Mises chciał tylko powiedzieć, że gospodarka planowa funkcjonowałaby źle, że produkcja byłaby przy niej mniejsza niż ta, jaką w tych samych warunkach technicznych mogłaby realizować  gospodarka rynkowa, i że panowałoby przy niej marnotrawstwo. Liczba porównań, które wypadłoby robić pomiędzy poszczególnymi koncepcjami przewidywanej struktury produkcji, byłaby też znaczna, tak że żadna administracja  mająca dokonać wyboru nie mogłaby powziąć racjonalnej decyzji. W takiej interpretacji formuła Misesa mogłaby się utrzymać.     
     Jakąkolwiek interpretację nadać tej formule, faktem jest, że miała wielki rozgłos i wywołała ze strony autorów bliskich socjalizmowi liczne dociekania nad środkami prowadzącymi do umożliwienia panowania równowagi  w gospodarce planowej. Jak przy tej gospodarce władze układające plany mogłyby zawczasu wejrzeć w stosunki w dziedzinie popytu na poszczególne wyroby, a co za tym idzie, dzielić rozporządzalne zasoby między poszczególne dziedziny produkcji odpowiednio do zapotrzebowania ze strony konsumentów? Co mogłoby służyć do oświetlenia tych potrzeb zastępując wskazówki, jakie w gospodarce rynkowej daje ruch cen?  Jak narzucić ruch cen nie odpowiadający zasadzie rzadkości, który jednak nie pociągałby za sobą naruszenia równowagi między podażą a popytem w tym wypadku, gdyby nastąpił konflikt między relacją pewnych celów uważanych za odpowiadające interesom społeczeństwa, a tym, czego życzy sobie większość?248   
     Większość pisarzy, marksistów nawet, którzy sobie te pytania stawiali, nie krępowała się, trzeba przyznać, zasadą wartości opartej na pracy429.  Nie mieli oni pod tym względem wyrzutów sumienia  ani wówczas, gdy twierdzili, że Marks nigdy nie wysuwał tej zasady jako podstawy budowania socjalizmu, ani też gdy odróżniali wartość od ceny, przy czym uważali, że cena powinna być o wiele bardziej ruchoma i giętka aniżeli wartość.
     Ale odrzucenie teorii wartości opartej na pracy nie wystarcza do rozstrzygnięcia zagadnień, o których mowa. Rozwiązanie to nawet w ramach gospodarki planowej wymaga, by mieć możność  liczenia się w pewnej mierze z grą popytu i podaży przy ustalaniu cen i przydzielaniu rozporządzalnych zasobów poszczególnym dziedzinom produkcji. Na ten temat obmyślono już szereg systemów. Dwa z nich powinny skupić na sobie zainteresowanie.
     Pierwszy system polega na tym, że władza państwowa sama decyduje o tym, jakim celom ma służyć gospodarka. Decyduje, nie licząc się z upodobaniami indywidualnymi, co się produkuje oraz jak dochody pobierane powinny być dzielone między wydatki konsumpcyjne i inwestycyjne. W tym wypadku konsument nie decyduje250. Można jednak osiągać równowagę, przynajmniej w
short run organizując racjonowanie albo za pomocą bardzo skomplikowanej gry ustalonych arbitralnie cen oraz subwencji. Panuje przekonanie, że jeśli przypuścić, iż dzięki tym zabiegom popyt na wyroby gotowe zrówna się z podażą, to podział rozporządzalnych zasobów między poszczególne dziedziny produkcji nasuwa potem tylko zagadnienia techniczne, dające się rozwiązać automatycznie. Metodę tę nazywano niekiedy „centralistyczną”. Opowiedział się za nią zwłaszcza Maurice Dobb w swym artykule Economic theory and the problem of socialist economy251.  Wspomina też o niej H. D. Dickinson w swej Economics of socialism (1939); uważa ją za nadającą się do przyjęcia nie występując jednak w charakterze jej zwolennika w stopniu większym niż w stosunku do metody , która będzie opisana poniżej. Pisarze, którzy są zwolennikami tej metody, sądzą, że można uznać, iż zdała ona egzamin w Związku Radzieckim.
     Być może, że nadzieje, jakie wiąże się z tym systemem, idą zbyt daleko. Nie jest pewne, że taki system panuje w ZSRR.  Można przypuścić, że przy tego rodzaju systemie mogłyby powstać konflikty między decyzjami władzy a upodobaniami większości konsumentów; polityka racjonowania cen urzędowych oraz subwencji mogłaby na krótką metę przytłumić objawy tych konfliktów, niewątpliwie jednak tliłyby się one i nie jest widoczne, jak na dłuższą metę można by doprowadzić do zniknięcia dysproporcji, które by stąd powstały.
     Oto dlaczego inni autorzy uważali za możliwe przeciwstawić krytyce Misesa
compettive solution. W szczególności Oskar Lange usiłuje odwołać się do systemu rynku właśnie w odniesieniu do gospodarki planowej252.  Przypuszcza on, że organizacja gospodarki powinna odznaczać się następującymi cechami253: 
     1.  Wszystkie  wypadki przekazywania dóbr i usług... są rejestrowane w przeliczeniu na jednostkę rachunkową, przy czym dobra są oceniane według cen ustalonych, a usługi według ustalonych stawek płac...  Początkowe ceny i płace są ustalane według uznania władzy,    
     2.  Konsumenci mają wolność wyboru rodzaju pracy, którą mają wykonać, i dóbr które chcą konsumować,
     3.  Każda jednostka produkcyjna musi działać zgodnie z dwiema podstawowymi zasadami. Odpowiednio do danych rozmiarów produkcji musi dążyć do łączenia ze sobą czynników produkcji w taki sposób, żeby przy danej cenie koszt przypadający na jednostkę produkcji był możliwie najniższy. Następnie powinna starać się doprowadzić swą produkcję do punktu, w którym cena równa się krańcowemu kosztowi jej wyrobów.     
     4.  Kapitał, jakiego potrzeba jednostkom produkcyjnym, jest im dostarczany po ustalonej stopie procentowej, przy czym oprocentowanie zalicza się do kosztów produkcji.

--------------------
     252 Patrz On the economic theory of socialism, University of Minnesota Press, 1938, wydane po raz drugi w 1948 roku. W tej książce wydanej z przedmową B. Lipincotta studium O. Langego następuje po innej pracy utrzymanej w tym samym duchu a mianowicie M. Taylora: The quidance of production in a socialist state.
    
253 Całe to studium referuję, jak łatwo zauważyć, zgodnie z doskonałą pracą A. Bergsona Socialist economics w Survey t. I, s. 432 i następne. Streścił on przede wszystkim konstrukcję przedstawioną przez Langego na s. 75 i nast. jego pracy. Trzymam się bardzo ściśle tego streszczenia.
--------------------

    O. Lange sądzi, że w tych warunkach równowaga może być zapewniona. Wystarczy do tego, żeby władze centralne zmieniały od czasu do czasu poziom cen i stopę procentową biorąc pod uwagę nadwyżki podaży albo popytu, skoro tylko wystąpią one na jaw na rynku usług i kapitałów. Rynek artykułów konsumpcyjnych byłby kierowany przez władze centralne, które zmieniałyby ceny uwzględniając nadwyżki, jakie powinny być wchłonięte i niedobory wymagające pokrycia. Gdyby władze te chciały narzucić konsumentom skalę użyteczności nie odpowiadającą tej, jaką konsumenci przyjęliby samorzutnie, mogłyby ustalić cenniki na artykuły, których konsumpcję pragnęłyby obniżyć i udzielić subwencji w celu podniesienia konsumpcji innych. W ten sposób równowaga mogłaby się ustalić na każdym poszczególnym rynku i jeżeli tylko władze centralne przestrzegałyby zgodności swej polityki cen z polityką płac i z polityką stopy procentowej, równowaga ogólna zapanowałaby niezawodnie.  
     Niestety wątpić można, czy tak pojęty plan mógłby mieć  wszystkie zalety prawdziwej gospodarki rynkowej. Autorowi postawiono sporo zarzutów. Najprostszy z nich polega na zwróceniu uwagi, że właściwe decyzje, dotyczące kierunku produkcji należałyby do państwa, które nie liczyłoby się ze wskazówkami w dziedzinie wahań popytu, jakie daje ruch cen.  Ruchy cen zostały, co prawda, przewidziane, ale występowałyby
poniewczasie. Byłyby przy tym nakazywane przez administrację centralną. Dlatego też nie odgrywałyby roli drogowskazów i nie mogłyby służyć do opracowania planu poprzedzającego działanie. Mogłyby więc służyć jedynie za podstawę do dokonywania poprawek.
     Ponadto skuteczność poprawek dokonanych
ex post byłaby ograniczona. Naprzód dlatego, że wchodziłyby one w grę z pewnym opóźnieniem, jako lekarstwo zastosowane po wybuchu choroby lub nawet epidemii. Zanim mogłyby nastąpić, nieład, przeciwko któremu byłyby skierowane, miałby czas się rozszerzyć254. Nie ma żadnych podstaw, aby przypuszczać, że ruchy cen byłyby zawsze zarządzane we właściwym kierunku. W rzeczywistości mogłyby pojawić się opory ze strony biur powołanych do wykonania planu lub do utrzymania równowagi finansów publicznych lub nawet ze strony niektórych kół dostawców lub konsumentów. Nie ma powodu przypuszczać, że reakcje poszczególnych zainteresowanych grup miałyby przejawiać się w mniejszej skali w gospodarce socjalistycznej niż w liberalnej albo na poły liberalnej.
     Co się tyczy samego określenia celów, do których ma dążyć gospodarka, to skoro nie odbywałoby się to na podstawie obserwacji ruchu cen w okresie poprzedzającym, byłoby zatem wynikiem arbitralnego nieco wyboru dokonywanego przez biuro centralne. Zależałoby od przypadku i kaprysów najbardziej wpływowej sfery polityków: nie ma rękojmi - jak mówi François Perroux, że makrodecyzje w ten sposób podejmowane byłyby ekonomicznie racjonalne.        
     Co gorsza, częściowy powrót do gry podaży i popytu przy gospodarce nie dopuszczającej prywatnej własności środków produkcji stanowiłby  karykaturę prawdziwego rynku. (...)
     Należałoby zapytać wreszcie, jaki system przyjęto w Związku Radzieckim. Wydaje się niewątpliwe, że stosowano tam politykę empiryczną. Zbliża się ona zapewne bardziej do metody „centralistycznej” niż do metody „konkurencyjnej”. Ale osiągnięte wyniki dają pole do ostrych korektyw periodycznych (zwłaszcza co się tyczy decyzji dotyczących układu cen). Z drugiej strony nie wydaje się, aby zrównoważenie podaży i popytu dochodziło do skutku inaczej, jak przez poświęcenie wolności wyboru ze strony konsumenta, wolności, do, której przedstawiciele cywilizacji zachodniej są szczególnie przywiązani.    
     Bądź co bądź stanowisko, jakie zajęli autentyczni marksiści, skłania do zastanowienia. To, że uznali potrzebę przynajmniej częściowego powrotu do systemu „konkurencji” w celu doprowadzenia do równowagi, stanowi przekonywujący argument na rzecz obrońców tego systemu. W ostatecznym rachunku rzeczą interesującą jest, że liberałowie współcześni zgadzają się na głębokie reformy strukturalne, a niektórzy na sztuczne przesunięcia w dochodzie społecznym w kierunku wyrównania udziału w nim różnych grup społeczeństwa, podczas gdy socjaliści dążą do przywrócenia gry podaży i popytu w ramach gospodarki planowej. Dwie wielkie doktryny przeciwstawne zbiegają się do pewnego stopnia dążąc ku wzorom nie wspólnym wprawdzie, ale bardziej zbliżonym do siebie niż były w punkcie wyjścia. Oto dlaczego, jak to już powiedzieliśmy, nie należy zaliczać do kategorii  specjalnej doktryn opowiadających się za gospodarką kierowaną: zarówno doktryny jednego, jak i drugiego typu, wszystkie bez wyjątku dopuszczają dziś taki lub inny stopień kierowania gospodarką.  
    
§  3.  Teorie dobrobytu    ………   567

    
By móc kierować gospodarką, trzeba było nie tylko odkryć środki skutecznego przymusu, ale także, i przede wszystkim, określić cel, do którego ma dążyć działalność gospodarcza. Najlepiej byłoby, gdyby cel ten mógł być ustalony przez samą naukę ekonomiczną, a nie na podstawie ideału wysuniętego przez inne dyscypliny, w ten sposób, by konserwatyści w kwestiach społecznych oraz socjaliści mogli wziąć za punkt wyjścia poglądy zbliżone do siebie, jeżeli nie wspólne. Lionel Robbins256 słusznie powiedział, że to jest niemożliwe, nauka ekonomiczna jest bowiem jego zdaniem poszukiwaniem zasobów zapewniających możliwie najlepszy rozdział środków rzadkich między różnorodne rodzaje zużycia, nie może zatem zajmować się celami, do których dążą poszczególne jednostki ekonomiczne; cele te są z jej punktu widzenia danymi, które może jedynie uznać. Ale teza ta nie została powszechnie przyjęta: w dalszym ciągu poszukuje się lepszej „normy”, do jakiej miałaby zmierzać działalność gospodarcza.
     Niestety te poszukiwania jakiejś normy nie dały pomyślnych wyników. „Równowaga” nie może być sama w sobie ideałem (zdajemy sobie bowiem sprawę, że może istnieć równowaga oparta na ubóstwie, na marnotrawstwie, na niepełnym zatrudnieniu, a nawet równowaga oparta na niesprawiedliwości); produkcyjność również nie (bo właściwy podział dochodu narodowego jest prawie tak samo potrzebny, jak wzrost produkcyjności, pełne zatrudnienie tym bardziej nie (bo pełne zatrudnienie jest często nieracjonalnym zatrudnieniem)...  Przekonaliśmy się o tym z poprzednich już wywodów.
     Czy jednakże pojęcie dobrobytu (welfare) nie mogłoby stanowić celu każdej gospodarki? Czy przedstawiciele doktryn hołdujący różnym zasadom moralnym nie mogliby się co do niego pogodzić? Ściśle mówiąc, interesowano się ostatnio nie tyle pojęciem „dobrobytu człowieka”, tak bliskim J. Hobsonowi257, ale mniej wyszukanym pojęciem „dobrobytu ekonomicznego”, które wysunął A. C. Pigou258 mając na względzie reformę społeczeństwa nazbyt zajętego pogonią za „bogactwem”, czyli korzyścią osobistą. Przeciwstawić tej właśnie
wealth economics prawdziwą welfare economics, a nawet, wyrażając się ściśle, collective welfare economics, zbadać co oznacza tak określony ideał i jak w jego imię mogłyby wystąpić z tą lub ową inicjatywą władze państwowe – takie oto wielkie troski stanęły przed niektórymi autorami w ostatnich dwudziestu latach.     
     Próbując ustawić pewne punkty wyjścia w splątanym i bardzo różnolitym gąszczu trochę chaotycznych opinii259 wypadnie nam wyodrębnić dwie sfery dociekań, pomimo że więzy, które je łączą, nie są zbyt wyraźnie zarysowane. Są to mianowicie:  1) dociekania dotyczące definicji optimum ekonomicznego, 2) dociekania dotyczące środków osiągnięcia tego optimum.

                              I.  Definicja optimum ekonomicznego   .........   568

     Przypominamy sobie, że A. C. Pigou od r. 1920 zwracał uwagę, iż osiągnięcie
economic welfare wymaga produkcji możliwie obfitej, tj. przedstawiającej możliwie wysoką wartość pieniężną, i usprawnienia pewnych dziedzin produkcji, wybitnie dochodowych i może nawet wybitnie wydajnych, ale ubocznie pociągających za sobą pewne szkody dla całego otoczenia ich bezpośrednich użytkowników260. Dlatego domagał się poważnych reform.
     Ale ujęty w ten sposób ideał wydaje się dziś bardzo podejrzany. Panuje nie tylko powszechny brak zaufania wobec nadmiernej tendencji ku równości, za najpewniejszy bodziec działalności i ducha inicjatywy uważa się bowiem nadzieję zdobycia sytuacji uprzywilejowanej, ale nikt nie może jakoś zdobyć się na odwagę podjęcia próby obliczania poziomu dobrobytu w pieniądzu, krańcowa użyteczność jednostki pieniądza nie jest bowiem jednakowa dla każdej jednostki gospodarującej. Ponadto koncepcji Pigou przeciwstawiono inne doniosłe argumenty. Obfitość towarów nie może uchodzić za właściwy sprawdzian dobrobytu; nie są one porównywalne między sobą, nikt wiec nie może powiedzieć, która z dwóch sytuacji, polegających na posiadaniu na różnej wielkości zapasów dwóch towarów, bliższa jest ideałowi welfare. Wreszcie, myśl współczesna jest zgodna na tym punkcie, że optimum społecznego nie należy mieszać z sumą optimów zadowolenia indywidualnego. Istnieją też potrzeby grup jako całości, wykraczające poza granice potrzeb ich uczestników, a niekiedy sprzeczne z nimi.
     A.  Oto refleksje, które sprawiły, że wielu autorów zwróciło się ku poszukiwaniu definicji dla welfare od innej strony7. Wysiłki, podjęte w tym kierunku w szczególności przez N. Kaldora, J. R. Hicksa, Hotelinga, Abba Lernera, M. Redera, zyskały sobie nazwę
new welfare economice. Podobnie jak Pareto, do którego nawiązują, przynajmniej pośrednio, wszyscy ci ekonomiści, uważają oni, że welfare określić można nie uciekając się do pojęcia użyteczności ani do porównywania użyteczności poszczególnych dóbr dla różnych jednostek. Czy należy uważać, że optimum zostało osiągnięte, skoro – biorąc pod uwagę dany zespół wytworów – nie można by było podnieść produkcji jednego wytworu zmieniając repartycję jej czynników, nie zmniejszając jednocześnie produkcji innego wytworu?  W istocie rzeczy optimum takie (takie jedynie miał na myśli Pareto) nie może być właściwym sprawdzianem dobrobytu, ponieważ nie odpowiada maximum zadowolenia, jakie mogłoby być osiągnięte.      
     Wyjaśnienie to musi jednak wywołać pewne dyskusje.  Co myśleć o akcie ekonomicznym, który pociąga za sobą poważną korzyść dla jednego lub większej liczby podmiotów, a jednocześnie mniejszą od niej stratę innych? Czy można powiedzieć, że akt ten podniósł dobrobyt jako całość?  I tu właśnie  wprowadza się zasadę wynagrodzenia. Tak jest – uważa Kaldor – pod warunkiem, że wygrywający na tym płacą tym, którzy tracą, odszkodowanie wynagradzające im poniesioną stratę. Słuszność tego stanowiska została jednak podana w wątpliwość.  (...)
     B.  Ale czy nie poczyniono właśnie za dużo ustępstw na rzecz mikroekonomicznego punktu widzenia?  Tak właśnie utrzymują niektóre umysły krytyczne, według których zagadnienie rozwiązane zostało tylko na papierze. Czyż gospodarka zmierzająca do
collective welfare nie musi mieć przed sobą określonych celów konkretnych, do których dążyć ma działalność gospodarcza? A jeżeli to określenie celów nastąpiło, to czy suwerenne prawa konsumenta nie padły tu ofiarą w stopniu o wiele większym niż życzyliby sobie tego wymienieni przed chwilą ekonomiści. Kolektywne optimum ekonomiczne jest czymś różnym od sumy indywidualnych zadowoleń ekonomicznych.  (...) 
     Koniec końców niepodobna powiedzieć , że optimum społeczne może być zdefiniowane. Poważny wysiłek  przedsięwzięty w tym kierunku w ciągu lat dwudziestu nie pozwolił jednak rozwiązać zagadnienia; dał tylko możność uświadomienia sobie trudności, na jakie natrafiają tego rodzaju dociekania.         

                             
II.  Środki realizacji dobrobytu   .........   572

     Czy nie można jednak stanąć na stanowisku, że zagadnienie optimum społecznego jest rozwiązane, wyobrazić sobie, że jakieś społeczeństwo wie, w jakim kierunku ma iść, by podnieść swój dobrobyt? Jakich środków musi w tym celu użyć? Szereg autorów nie ulękło się wymienionych przed chwilą trudności i zbudowało konkretne systemy prowadzące, ich zdaniem, do
welfare.
     Niektóre założenia są wspólne im wszystkim. Sądzą na przykład, że w dziedzinie wymiany  optimum zostaje osiągnięte, gdy cena równa jest krańcowemu kosztowi. Ale od tego punktu poglądy różnią się między sobą.
     K. Boulding268  utrzymuje, że optimum może być osiągnięte na „rynkach doskonałych”, tj. na rynkach, na których panowałby stan konkurencji doskonałej. Nasunęły mu się, co prawda, pewne wątpliwości: stan konkurencji doskonałej daje się urzeczywistnić jedynie w społeczeństwie, gdzie jednostki, do których należą decyzje, są – odpowiednio do struktury rynku – stosunkowo drobne. Otóż te małe jednostki są zazwyczaj mało wydajne. Jedna tylko droga pozwala na wybrnięcie z tego dylematu, sądzi Boulding: trzeba dopuścić do tworzenia przedsiębiorstw produkcyjnych na dużą skalę, ale roztoczyć nad ich działalnością kontrolę publiczną, która by zapewniła ustalanie cen na poziomie kosztu krańcowego każdego towaru.
     Inni autorowie, jakkolwiek szukają natchnienia w tym samym ideale, proponują o wiele odważniejsze reformy strukturalne. Oskar Lange269 uważa, że ponieważ warunki funkcjonowania kapitalizmu nie zapewniają istnienia konkurencji doskonałej, ponieważ w ramach współczesnego kapitalizmu „rynek doskonały” nie istnieje i ponieważ ideał dobrobytu (równość ceny i kosztu krańcowego) nie odpowiada rzeczywistości, trzeba wprowadzić ustrój socjalistyczny, w którym administracja miałaby dość autorytetu, by ustalać poziom cen zgodnie z tą zasadą. Abram Bergson270, który  w
welfare economics widzi środek pozwalający  określić cele gospodarki zsocjalizowanej, sądzi również, że w ramach gospodarki planowej można by dążyć do zrównania ceny z kosztem krańcowym.
     Bardziej dociekliwe stanowisko zajął Abba Lerner w swej
Economics of control 271.  Lerner uważa się za socjalistę i stwierdza, że celem jego jest przedstawienie teorii mechanizmu cen w społeczeństwie socjalistycznym. Socjalizmowi daje  jednak dość szczególną definicję272. Istotą socjalizmu jest pozytywny cel, do którego on dąży, zachowanie i rozwinięcie demokratycznej formy życia, o wiele bardziej niż metoda, za pomocą której zamierza się dojść do tego celu, a więc zniesienie prywatnej własności środków produkcji. Mimo wszystko przecie metoda ta może służyć także społeczeństwom autokratycznym (Lerner bez wątpienia ma na myśli faszyzm), o wiele dalszym od socjalizmu niż jego zwykły przeciwnik, tj. kapitalizm. I on również stanowi typ gospodarki kontrolowanej (słowo „kontrola” powinno być brane o wiele bardziej w znaczeniu angielskim, jako „kierownictwo” niż w złagodzonym raczej znaczeniu francuskim, jako „nadzór). „Kontrola” nie może być sama w sobie ideałem, może bowiem służyć równie dobrze powołaniu do życia  społeczeństwa autorytarnego, jak budowie świata socjalistycznego. Przede wszystkim zdawać sobie trzeba sprawę, w jakim celu wprowadza się kontrolę. Otóż z chwilą gdy usiłuje się określić cel organizacji socjalistycznej, napotyka się – jak sądzi Abba Lerner – „ideę dobrobytu”; dał przeto swej książce podtytuł: Principles of welfare economics.
     Należałoby na wstępie określić, co to jest
welfare. Abba Lerner unika odwoływania się w tym celu do pojęć socjologicznych... i zwraca się ku pojęciom czysto ekonomicznym, jak te, którymi posługują się Kaldor, Hicks lub Hotelling. Ideał welfare przypuszcza, jego zdaniem, urzeczywistnienie trzech warunków: nasamprzód co się tyczy produkcji, trzeba doprowadzić do optymalnego wykorzystania rozporządzalnych zasobów czynników produkcji. (...)  Po drugie, osiągnięcie dobrobytu opiera się na założeniu, że urzeczywistniony został pewnego rodzaju idealny stan w zakresie podziału dochodu narodowego. (...)  Wreszcie trzeba, żeby zatrudnienie osiągnęło możliwie znaczne rozmiary i żeby działalność gospodarcza  podlegała możliwie małym wahaniom w czasie.
     Otóż Lerner uważa, że ideał ten nie znajduje urzeczywistnienia w kapitalistycznym ustroju „wolnego przedsiębiorstwa. Niewątpliwie mógłby znaleźć zastosowanie  (zwłaszcza w zakresie pierwszego warunku) w stanie konkurencji doskonałej. Ale kapitalizm nie jest systemem konkurencji doskonałej.  (...)      
     Ściślej biorąc, Abba Lerner zarzuca kapitalizmowi trzy wady, które nie dają mu możności funkcjonowania zgodnie z ideałem welfare: monopolizację, nieodpowiedni podział dochodu narodowego i niepełne zatrudnienie. Cena i koszt krańcowy często nie są ze sobą zgodne przede wszystkim z powodu tendencji monopolistycznych. Niewłaściwy podział dochodu narodowego jest konsekwencją aktów rabunku, a zarazem źródłem większych jeszcze rabunków.  Idąc śladami Keynesa  Lerner uważa niepełne zatrudnienie za jedną z wielkich klęsk współczesnych i przy tym jedną z tych, które mogą ulec spotęgowaniu.
     Pragnąc usunięcia tych wad Lerner nie ma na myśli nadejścia komunizmu; jest bardziej keynesistą niż marksistą. Za pożądaną uważa raczej gospodarkę ściśle kontrolowaną, ale taką, w której inicjatywa prywatna grałaby nadal pewną rolę. Kontrola ta mogłaby przybrać  trzy główne formy: „kontrspekulacji” ze strony państwa, nacjonalizacji pewnych dziedzin gospodarki, wreszcie wprowadzenia w szerokim zakresie „finansów funkcjonalnych”.
     „Kontrspekulację”275 przedstawia się jako lekarstwo na wady ustroju, które powstają na gruncie rozwoju monopoli. Trzeba przeszkodzić monopolistom w ograniczaniu produkcji albo zapotrzebowania w zamiarze spowodowania korzystnych dla nich rozpiętości między cenami. W tym celu276 władze państwowe powinny utworzyć „Biuro kontrspekulacji”, którego zadaniem byłoby badanie, na jakim poziomie cen następowałoby zrównanie się ze sobą podaży i popytu na dany towar, gdyby żadne z tych ograniczeń produkcji, jakie zarzuca się monopolistom, nie miało miejsca, a zatem w razie panowania wolnej konkurencji. Z chwilą ustalenia w ten sposób ceny towaru, władze państwowe powinny by zapewnić sprzedaż i zakup towaru po tej cenie w ilości nieograniczonej. A. Lerner przypuszcza, że żaden monopolista nie miałby dość siły, żeby przeciwstawić się akcji państwowej; stąd też żaden nie mógłby samodzielnie i według własnego widzi mi się stanowić o poziomie cen.    
     Powinna by nastąpić nacjonalizacja tych dziedzin gospodarki, w których z powodu zjawiska „niepodzielności” albo  „komplementarności” sprzedaż po kosztu krańcowego pociągałaby za sobą upadłość przedsiębiorstw.  Przedsiębiorstwo państwowe mogłoby sprzedawać ze stratą, ale to nie miałoby już znaczenia, bo niedobór pokrywano by za pomocą subwencji. 
     Co się tyczy „finansów funkcjonalnych”, to miałyby one na celu przede wszystkim zwalczanie niepełnego zatrudnienia i wahań działalności gospodarczej. Żaden budżet nie może być neutralny. Z chwilą, gdy zdaliśmy sobie z tego sprawę, nie możemy się oburzać na politykę finansową zmierzającą do realizacji pewnych celów, w szczególności do zwiększenia popytu efektywnego  (z zatem i zatrudnienia), gdy zaczyna on być niewystarczający, i do podnoszenia cen w razie przeciwnym. W tym punkcie Abba Lerner nadaje tylko systematyczny charakter myśli Keynesa277. Wypowiada się on za polityką fiskalną rygorystyczną i oszczędnościową  w okresie ekspansji spekulacyjnej; w czasie depresji, wprost przeciwnie, nacisk fiskalny powinien być miarkowany, a wydatki publiczne powinny wzrastać. Wielkość wewnętrznego długu publicznego jest tam potraktowana jako rzecz „stosunkowo bez znaczenia”, oprocentowanie tego długu nie byłoby bowiem faktycznie ciężarem dla narodu, który nie mógłby  zbankrutować z tego powodu. Inflacja została naturalnie potępiona albo raczej potraktowana jako środek pomocniczy. Ale pożyczka i podatek uważane są nie tyle za sposoby zmierzające do osiągnięcia  równowagi budżetowej (autor  uważa zresztą, że równowagę tę osiągnąć można jedynie jako przeciętną dłuższego okresu czasu), ile za środki oddziaływania na sposób w jaki społeczeństwo danego kraju może robić użytek z siły nabywczej.
     Wywody te nie są może naprawdę oryginalne. Nigdy chyba jednak sprawy te nie zostały wyłożone w sposób równie systematyczny. Abba Lerner jest ekonomistą, który najlepiej posłużył się zagadnieniem dobrobytu dla uzasadnienia polityki głoszonej przez keynesistów.   

                             
III.  Co w końcu myśleć o teoriach dobrobytu?    .........   576
 

     Rozważając teorie dobrobytu trudno w ostatecznym wyniku pozbyć się wrażenia klęski. Autorom tych teorii nie udało się w gruncie rzeczy jasno zdefiniować optimum społecznego i wielu ekonomistów sądzi nadal, że nie jest rzeczą możliwą zdefiniować je bez oparcia się na skali wartości ustalonej trochę dowolnie (przez władzę, przez elity albo przez większość zainteresowanych), a nie według kryterium, które mogłaby przepisać nauka ekonomiczna.
     Z drugiej strony nie ma zgody co do tego, w jakim ustroju gospodarczym byłoby najłatwiej urzeczywistnić ten ideał. Nadzieja na pogodzenie konserwatystów i socjalistów na gruncie ideału dobrobytu została obecnie porzucona. 
     Stąd też wśród najnowszych interpretatorów panuje do pewnego stopnia tendencja pożegnania się z nadzieją na realizację
economic velfare w czystej formie.
     Jeżeli zgodzić się, że cele działalności gospodarczej nie mogą być określone przez samą naukę ekonomiczną i że wymaga to odwołania się do pewnych pojęć etycznych, to powstaje pytanie, dlaczego nie powrócić do dalej sięgającej nadziei na urzeczywistnienie
human welfare w tej postaci, w jakiej pomyślał ją Hobson przed ćwierć  wiekiem. W książce Hla Mynta, zawierającymi dociekania nad dawnymi teoriami welfare, znajdują się ustępy, które zdają się świadczyć o żalu z powodu, że autorzy współcześni pojmowali welfjare jedynie jako materialne wzbogacenie się człowieka albo jako uzyskanie pewnej sumy zadowolenia bez klasyfikowania aktów zadowolenia według tego, w jakiej mierze są one zdolne dać człowiekowi więcej poczucia godności osobistej albo pełnię szczęścia. 
     Inni278 znajdują,  że ideał, jaki można wysunąć w imię
economic welfare, może być tylko statyczny i nie ukrywają, iż woleliby politykę, która brałaby bardziej pod uwagę dynamiczny charakter całej gospodarki: powinna ona dążyć do wyeliminowania wahań koniunkturalnych, do osiągnięcia możliwie szybkiego tempa wzrostu, jako też „ochrony i waloryzacji sił wzrostu”, zwłaszcza zaś do „utrzymania w nienaruszonym stanie kapitału ludzkiego”. Wiążą się przez to z takim ideałem human welfare, który jest szlachetniejszy od różnych drobiazgowych rachunków, ale też jest trochę przyziemny, a mianowicie z ideałem new welfare economics. Przyjęcie tego ideału, nie oznaczałoby zdrady nauki ekonomicznej. Jeżeli nawet pogodzić się z tym, że nie może ona określić celu, pozostanie jej zawsze do ustalenia, jakie ze środków zaleconych w imię uznawanego ideału nadają się do realizacji.    
     Słuszność ma może Sir D. Robertson pisząc z powodu rozważań na temat welfare: „Osobiście mam wrażenie, że chociaż w ciągu ostatnich piętnastu lat zużyto w tej dziedzinie sporą porcję pierwszorzędnej energii intelektualnej, nie powstało przez to nic naprawdę godnego uwagi”279.     
    
                                                  
Konkluzja   .........   578

     Bez wątpienia nie należałoby formułować żadnej „konkluzji”. Rozprawa z zakresu historii zwykle jej nie zawiera: konkludować to sporządzać inwentarz u kresu doświadczenia; owóż bieg wydarzeń lub myśli nie ma kresu. (Jak się to ma do buńczucznych, współczesnych, jeszcze bardzo niedawnych wypowiedzi..., w rodzaju:Koniec historii”, „Nie ma innej alternatywy”.
Przyp. Anonimus). Historyk, w szczególności swej własnej epoki, z niepokojem stawia sobie zaraz pytanie, czy elementy jego opowieści przedstawiają kres pewnego szeregu zdarzeń  czy początek innego. Czyż możemy stwierdzić, która z wymienionych tutaj książek będzie miała największy wpływ na myśl ekonomiczną r. 1960 lub roku 2000? Być może będzie to mały tomik lekceważony dziś lub nieznany.
     Co najwyżej, podobnie jak żeglarz od czasu do czasu wyznacza na mapie położenie statku, można zrobić próbę podsumowania najważniejszych zdobyczy myśli ekonomicznej w ostatnim okresie jej rozwoju i wskazania, czemu powinien by być poświęcony okres najbliższy.
     W ciągu pół wieku nauka ekonomiczna przybrała nową postać: jej odnowa może być porównana  do tej, jaka miała miejsce w przeszłości dzięki dorobkowi fizjokratów, Adama Smitha i Karola Marksa. W porównaniu z tym, co opracowała szkoła „klasyczna”, teoria współczesna jest daleko bliższa konkretnej rzeczywistości. Teoretycy dochodu narodowego są bardziej realistami, niż byli nimi fizjokraci, Keynes był bardziej realistą niż Ricardo lub C. Menger. Nie wprowadza się na scenę abstrakcyjnego homo oeconomicus powołanego wyłącznie do kierowania się swym dobrze rozumianym interesem osobistym*, ale jednostki gospodarujące różnego typu kierujące się różnymi, niekiedy nawet irracjonalnymi pobudkami. (* Kto nie wprowadza, to nie wprowadza; a kto nadal wprowadza, to wprowadza.
Przyp. Anonimus). Psychologia, na której opiera się współczesna teoria, nie jest dziełem wyobraźni; tłumaczy ona postępowanie grup społecznych żywych i różnorodnych. Jednostek gospodarujących (pojedynczych ludzi, przedsiębiorstw lub grup) nie wyobraża się już jako działających w hipotetycznych i nie ustalonych dokładnie ramach konkurencji doskonałej. Działają one w ramach ściśle określonych, najczęściej na gruncie stosunków kapitalistycznych. Ramy te są różne; mieszczą w sobie dziedziny gospodarki, w których panuje konkurencja doskonała, oraz inne, uzależnione od monopolu albo oligopolu; przymus prywatny lub publiczny nie jest wyłączony.  Jednostki gospodarujące są w stanie zmieniać te ramy, reformować je: są one plastyczne a nie sztywne.
     Jeszcze jeden przejaw „realizmu”: teoretycy wspó
ł
cześni nie zadawalają się twierdzeniem, że po mniej lub więcej długotrwałym okresie zamętu równowaga powraca sama przez się. Uwaga ich zwraca się najczęściej ku samym zjawiskom braku równowagi. Ekonomiści opracowujący zagadnienia dynamiki badają, jak powstaje zwichnięcie równowagi, jak powstają nierówności, odchylenia, jak zakłócenia wykazują niekiedy tendencję rozszerzania się wywołując zjawiska wtórne, jak w innych wypadkach ulegają wchłonięciu. Obserwacja nauczyła nas, że istnieją mechanizmy prowadzące do równowagi i inne, prowadzące do zakłóceń równowagi, że postęp gospodarczy dokonywa się poprzez wahania.  
     Wynika z tego, że nauka ekonomiczna w jej stanie obecnym utraci
ł
a charakter optymistyczny lub co najmniej uspokajający, jaki jej nadała większość pisarzy XIX wieku. Jest źródłem niepokoju.  Ale czy i to jeszcze nie dowodzi, że stanowi ona bardzo realistyczne odbicie świata skazanego na życie w niepewności?
     Wielu ekonomistów wzbrania si
ę
, co prawda, uznać istnienie tego realizmu. Dziwią się oni zbyt abstrakcyjnemu charakterowi dowodzeń ekonometrów i dowolnym uproszczeniom makroekonomii; zwracają uwagę, że ostatnie dwadzieścia lat poświęcono zarówno opracowaniu nowych środków badawczych, jak pozytywnemu posługiwaniu się istniejącymi; przypominają, że twórcy „modeli” zajmują z reguły stanowisko hipotetyczne. 
     Żaden z tych zarzutów nie jest jednak w istocie rzeczy uzasadniony: próby mierzenia zjawisk ekonomicznych, do których przyst
ę
pują ekonometrzy, wydają się naprawdę abstrakcyjne tylko tym, którzy nie biorą pod uwagę przesłanek rozumowań stosowanych przez język matematyczny. Przesłanki te opierają się na liczbach zapożyczonych ze statystyki i ekonometrzy bardzo często odpowiadają na ściśle konkretne zagadnienia wysunięte przez administrację publiczną lub prywatną o szerokim zakresie działania.  W swych ostatecznych konkluzjach żaden z nich nie pomija „czynnika ludzkiego”. To prawda, że makroekonomia  posługiwała się dowolnymi uproszczeniami, ale byłoby to grube nieporozumienie, spowodowane chyba tylko niejasnością naszych wywodów, gdyby czytelnik nie zdawał sobie sprawy, że teoria najnowsza od lat piętnastu przeciwstawia się nadużywaniu analizy makroekonomicznej, jakie z początku zwłaszcza miało miejsce. Prawdą jest także, że ostatnie czasy dały nam dużo nowych środków badawczych, skąd więc pretensje, iż nie zastosowano ich do dociekań konkretnych? Czyż trzeba przypomnieć na przykład, że lord Keynes lub W. Leontief starali się, czy też starają się rozwiązać zagadnienia w istocie rzeczy praktyczne: jak doprowadzić do pełnego zatrudnienia w W. Brytanii w r. 1936 lub jak spowodować ożywienie powojennej gospodarki amerykańskiej?  Co się tyczy „modeli”, to mimo iż prawdą jest, że budowa ich opiera się na pewnych hipotezach, są o wiele bliższe rzeczywistości, aniżeli liczne „przypuśćmy że...” Ricarda, szkoły użyteczności  krańcowej albo pierwszych teoretyków równowagi. Przyznanie wprost, że modele opierają się częściowo na danych hipotetycznych jest aktem lojalności, na który nie zawsze zdobyliby się klasycy, i pogodzeniem się z korektywami niezbędnymi w ramach ekonomii stosowanej. Czyż twórcy modeli ostatnich czasów nie godzili się poświęcić prostoty i jasności swych wywodów trosce o bliższe prawdy przedstawienie różnorodnych sytuacji, które pojawiają się w rzeczywistości?
     Po energicznych wysi
ł
kach czynionych od pięćdziesięciu lat znamy rzeczywiście o wiele lepiej proces funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej i o wiele lepiej wiemy, jak walczyć z jej wadami.
     Badania teoretyczne mają jednak jeszcze wiele do zrobienia. Wydaje si
ę
, że w najbliższym okresie powinny one zmierzać w następujących głównych kierunkach:
     1.  Dociekania z zakresu dynamiki znajdują si
ę
dopiero w fazie początkowej; dały one wyniki zwłaszcza w zakresie zagadnień krótkofalowych.  „Wzrost” ekonomiczny pozostaje czymś dość  tajemniczym. Pojęcie to należałoby zdefiniować w przeciwstawieniu  do takich słów, jak „rozwój”, „ekspansja”, „postęp techniczny”, albo „postęp gospodarczy”.  Trzeba żeby wszyscy badacze zgodzili się na wspólną miarę wzrostu. Należałoby bliżej określić warunki strukturalne i instytucjonalne jego realizacji, a zwłaszcza zbadać, jak „zharmonizować” i złagodzić wahania, które mu towarzyszą.
     2.  Dziedzina pobudek dzia
ł
alności gospodarczej pozostaje nadal niedostatecznie zbadana. Teorie panujące opierają się w dalszym ciągu na założeniu, że wszystkie akty ekonomiczne są aktami wymiany, dokonywanymi w myśl zasady do ut des, zasady równości wymienianych świadczeń, zasady poszukiwania jak największej korzyści osobistej przez każdego z wymieniających. Wokół nas jednak mnożą się działania podlegające przymusowi, czyny, którymi rządzi ryzyko przedsiębiorstwa, gdzie nikt z uczestników nie wie, czy ostatecznie otrzyma więcej niż włożył.  I „dar” mniej lub więcej nieodpłatny zaczyna grać poważną rolę nawet w stosunkach międzynarodowych. Tych aktów niezaprzeczenie gospodarczych nie może objaśnić teoria, która twierdzi, że wszystko jest wymianą. François Perroux dużo już zużył słów nawołując do zejścia z tej utartej drogi1 i ma w tej sprawie jeszcze dużo do powiedzenia.   
     3.  Teoria przedsi
ę
biorstwa zrobiła od kilku lat pewne postępy w oparciu o prace szeregu specjalistów.  Jesteśmy tu dopiero w punkcie wyjścia. Potrzebne jest dokonanie w ciągu najbliższych lat długich badań nad funkcjonowaniem „mikrojednostek”.
     4.  Dociekania nad ustrojami gospodarczymi, nad ich wartością i przysz
ł
ością, zostały cokolwiek zaniedbane w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, główny wysiłek teorii skierowany został bowiem ku zagadnieniom krótkofalowym, ku kwestii rytmu działalności gospodarczej. Z obu stron „żelaznej kurtyny” nasuwają się zagadnienia reform instytucjonalnych. Z obu stron wzrost wymaga zmian strukturalnych, wobec których teoretycy nie mogą zostać obojętni.
     5.  Najtrudniejszą rzeczą będzie znaleź
ć
normę ekonomiczną, którą mogliby zastosować zwolennicy różnych ideałów społecznych. Ani równowaga, ani pełne zatrudnienie, ani produkcyjność nie mogą nikogo zadowolić. Pojęcie „dobrobytu kolektywnego” wzbudziło dużo nadziei. Jakże nie wiedzieć, że doprowadziło w końcu do rozczarowania, jak dotąd przynajmniej. Ale czy uda się w tej dziedzinie kiedykolwiek osiągnąć zgodę?  
     Wszelako nauka ekonomiczna wybiega i będzie wybiega
ł
a coraz bardziej poza te  zbyt wąskie ramy, w które chcieliby ją wtłoczyć ci, co widzą w niej tylko dociekania w zmaganiach z ograniczonością zasobów dóbr. Z jednej strony zajmuje się ona zachowaniem się grup, a nie tylko zachowaniem się jednostek. Z drugiej zaś, wychodząc poza zwykły opis zjawisk występujących samorzutnie, usiłuje rozwiązać wielkie zagadnienia organizacji społeczeństwa.  W ten sposób przygotowuje wykluwanie się wyższych form cywilizacyjnych.

 ----------------------------------------------------------------------------------------
| Literatura | Strona główna |
----------------------------------------------------------------------------------------