Credo
----------------------------------------------------------------------------------------------
Ekonomika i zarządzanie?
- Nie dla niekompetencji.
- Tak dla wiedzy i rozumu.

Generalne problemy ekonomiki i zarządzania, wg mnie polegają na generalnej nieumiejętności łączenia wiedzy ogólnej z wiedzą szczegółową, oraz wiedzy wycinkowej z wiedzą interdyscyplinarną.

Tak jest w praktyce. Tak jest w teorii. Tak jest nawet w firmach konsultingowych.
Tak jest w praktyce - bo nie ma czasu.
Tak jest w teorii - bo nie zna szczegółów.
Tak jest w firmach konsultingowych - bo muszą zarabiać, a nie wgłębiać się w jakieś tam szczegółowe specyfiki.
Koło się zamyka.

Do tego dochodzi jeszcze, głównie w masowej praktyce zarządzania i ekonomiki, normalna zwykła niekompetencja, normalne zwykłe nieuctwo, normalny zwykły brak motywacji do mądrej pracy: „Mnie nie płacą za myślenie. Koń ma wielki łeb, niech więc myśli”.

Ci, co myśleli, że zmiana ustroju w Polsce automatycznie spowoduje masowy pęd zasiedziałych kadr do nauki, albo że nowi „samo przez się” będą zaraz mądrzejsi, i nadadzą ton mądrym przemianom, mylili się raczej. Skutki widać. Skutki fatalne: dla gospodarki, dla społeczeństwa. Można było do tego nie dopuścić, albo przynajmniej ograniczyć rozmiary klęski. Wystarczyło trochę więcej wiedzy a mniej byłoby bezrobocia, mniej nędzy, więcej firm dobrze prosperujących. Rozumiało to wielu, sam wielokrotnie, jeszcze w latach osiemdziesiątych a później dziewięćdziesiątych, próbowałem nakłonić do organizowania praktycznego szkolenia kadry menedżerskiej i specjalistycznej pod nowe warunki, ostrzegając, jak się to skończy, jeśli tak dalej. Niestety, jedni nie chcieli w ogóle, drudzy mogli tylko ogólnoteoretycznie, trzeci z miejsca się gniewali na pomysły, że powinni się uczyć, w końcu sam miałem „dość”.

Dlaczego u nas jest tyle partactwa gospodarczego, i czy aby tylko „partactwa”?
Czy i jak często widać mądre programy restrukturyzacji i napraw, które nie ograniczają się tylko do haseł, żądania pieniędzy, obniżania zatrudnienia, do spraw formalnych, do spraw techniki, ale sięgają głębiej: do sprawności systemów zarządzania, do sprawności systemów ekonomicznych, do rzetelnej i fachowej oceny samej kadry zarządzającej ?

----------------------------------------------------------------------------------------------
Czy nie przesadzam?
Jaki naprawdę jest stan faktyczny?
Co na niego wpływa?
Jak zmarginalizować zjawiska negatywne?
- Niełatwo rzetelnie odpowiedzieć, nie mówiąc już o realizacji zamierzeń naprawczych.
......................................................................................................................

Społeczeństwo słusznie narzeka na swoje elity. Trafnie widzi w nich za dużo niekompetencji, za dużo prywaty, za dużo partyjnych i grupowych interesów, za dużo „wodolejstwa”, a za mało zainteresowania losem społeczeństwa jako całości, za mało wiedzy i rozumu, za mało zainteresowania (poza okresami wyborów), co ma do powiedzenia samo społeczeństwo.

Podobnie, choć trochę inaczej w szczegółach, dzieje się w zakładach pracy, z tym, że tu niekompetencje i „prywata w nieprywatnych zakładach”, poza jakimiś sensacyjnymi wydarzeniami, zazwyczaj nie wychodzą na szersze „światło dzienne”, tym niemniej równie skutecznie „pogłębiają dno”.

Społeczeństwo czuje się manipulowane przez kolejne ekipy i władze „od wyborów do wyborów”, od jakichś celów, głoszonych instrumentalnie przez elity, do następnych takich samych podobnych instrumentalnych celów.

Jednocześnie to samo społeczeństwo masowo kultywuje kult cwaniactwa i egoizmu, nie ceni rzetelnej uczciwej pracy („módl się i pracuj a garb sam ci wyrośnie”), lekceważy wiedzę i mądrość (z wyjątkiem „życiowej”, „cwaniackiej”), nudzą go rzeczy trudne, za to łatwo daje poklask chwytliwej demagogii; nawet w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, np. przed utratą pracy lub bankructwem, bardziej liczy na stosunki i protekcje lub jakieś inne „walory”, a nie na pracowitość, kwalifikacje, kreatywność, przydatność i tym podobne głupstwa, podobno cenione na „Zachodzie”. Oczywiście, są wyjątki. Oczywiście, w ogniu krytyki i niezadowolenia, giną rzeczy dobre, oczywiście wielu najlepszych ucieka od „polskiej rzeczywistości” lub „zamyka się w sobie” ze szkodą dla społeczeństwa.

Skąd się to bierze?
Czy te negatywne zjawiska są na tyle masowe, że mocno zagrażają całemu społeczeństwu?
Jeśli tak - jak to zmienić?

Przejdźmy do zakładów pracy. Nie trzeba nawet specjalnie bystrego obserwatora, aby zauważyć, że kompetencje kadry zarządzającej, wiedza, rozum, racjonalność, sprawność organizacyjna, sprawiedliwość w wynagradzaniu za pracę itp., bynajmniej w nich nie dominują. Oczywiście, są wyjątki. Może nawet liczne wyjątki.
Jeśli źle się dzieje się w naczelnym kierownictwie, z reguły źle też będzie się działo z menedżerami (i dalej w dół hierarchii zarządzania), szczególnie z takimi menedżerami, którzy potencjalnie mogliby zagrozić naczelnemu kierownictwo, albo stanowić tylko zadrę w jego ambicjach rządzenia: „pod bokiem nie mogą znaleźć się lepsi, mądrzejsi, więc postarajmy się, żeby się nie znaleźli, a jeśli przypadkiem jakiś się trafi, trzeba jak najszybciej ale sprytnie go zniechęcić albo wręcz się go pozbyć.”

Dyktatura sprytnych dyletantów, traktujących zakład pracy, nawet państwowy lub spółdzielczy, jako własny folwark, tylko bez osobistej odpowiedzialności za swoje rządy, bynajmniej nie należy do rzadkości.

Czy naprawdę nie widać przyczyn zniechęcenia pracowników, nie widać skutków gospodarczych?
Czy naprawdę sądzimy, że terror bezrobocia, przy pomocy którego część menedżerów wymusza posłuch, ukrywając przy tym własne nieuctwo, własną winę w doprowadzeniu zakładów na skraj katastrofy, jest jakimś marginalnym „wypadkiem przy pracy”, który może się zdarzyć w najlepszej rodzinie?
- Jak jest naprawdę?
- Jaka jest masowość tego zjawiska?
- Jak się ono ma do rządów firmami w krajach Unii Europejskiej?
- Skąd się to wzięło?
- Jakim cudem jest nadal tolerowane lub niezauważane?
- Jak to zmienić, jeśli zjawisko jest na tyle masowe, że istotnie zagraża całemu społeczeństwu?
- Jak wyszukać i zespolić wysiłki ludzi mądrych, którzy zechcą i potrafią pomóc rzetelnie odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie do rządzących, czy to tylko małą firmą, większym tworem, czy całym krajem?
- Jak i jakie wypracować skuteczniejsze metody ochrony przed niekompetentnymi i karierowiczami?
- Jak spowodować, aby samo społeczeństwo więcej umiało, chciało umieć i potrafiło odróżnić „ziarno od plew”?

Guru amerykańskiego i w znacznej mierze światowego zarządzania, Peter Drucker, napisał kiedyś:
 „Rozwój ekonomiczny i społeczny jest rezultatem zarządzania. Można powiedzieć bez zbytniego uproszczenia, że nie ma krajów słabo rozwiniętych, są tylko kraje źle, nieudolnie zarządzane.”1
- Ile w tym prawdy w odniesieniu do polskiej historii?
- Ile w tym prawdy w odniesieniu do zarządzania w Polsce na dzisiaj?
- Jeśli jest dużo prawdy, co i jak powinniśmy robić lepiej i więcej niż robimy dotychczas, aby wreszcie w realnym czasie były realne możliwości poprawy warunków bytu społeczeństwa?

Postawiłem bardzo dużo znaków zapytania.
Bardzo dużo odpowiedzi, uważny Czytelnik znajdzie we fragmentach prezentowanej na moich stronach literatury. Trochę, szczególnie szczegółowych a zarazem interdyscyplinarnych problemów, próbuję rozwiązywać sam.
Muszę jednak uprzedzić: wszystko to, zarówno prezentacja literatury, moje komentarze do niej i odrębne opracowania, są jeszcze bardzo daleko nie dopracowane, i w moim założeniu są tylko impulsem do analiz, opracowań zbiorowych, do działań zespołowych. Kieruję się pośpiechem w obliczu widzianego wokół niedowładu „ekonomiczno-organizacyjnego” oraz bezpowrotnie uciekającego czasu. Sytuacja, niestety, jest bardzo złożona, ale wcale nie beznadziejna. Jeśli ja, sam jeden, w ramach trochę niezwykłego hobby, w mocno niekorzystnych warunkach sytuacyjnych, zdołałem już tyle rozpracować, to gdyby ideę podchwycił ktoś bardziej kompetentny i mający większe możliwości...

......................................................................................................................
Przypisy
1 P.F. Drucker,
Technology, Management and Society, Pan Books, London 1970, s. 45).
Cytuję za Józefem Pencem: Strategie zarządzania, poz. 3 „Prezentowanej literatury”.

......................................................................................................................

Trochę szczegółów i refleksji

Swoją  internetową publikację (Ekonomika i zarządzanie, październik 1999 r., „anonimus.pro.onet.pl”) rozpocząłem pod wpływem wewnętrznego przekonania, że jeszcze raz w swoim życiu (tym razem chyba już ostatni) jestem świadkiem, jak rozpadają się nadzieje na lepszą przyszłość, że są to już niemal ostatnie chwile, aby ten proces powstrzymać, że trzeba działać bardzo szybko, i że jeżeli nawet nie zdołam przekonać, to przynajmniej będę miał czyste sumienie i wewnętrzny spokój: zrobiłem co mogłem.  Tym impulsem, który skłonił mnie do jeszcze jednej próby „naprawiania świata” była Unia Europejska.
Z jednej strony chciałem maksymalnie umożliwić podniesienie kwalifikacji w zakresie zarządzania, stąd moja, chyba bardzo obszerna „Prezentacja literatury” i nieco własnych uwag/przemyśleń na jej tle; z drugiej upatrywałem w Unii Europejskiej olbrzymią szansę dla Polski, nie w sensie, że nam „spadnie manna z nieba”, tylko, po prostu: UE jest sprawniejsza organizacyjnie i w jej własnym interesie leży, żeby Polska nie  pozostała zacofana. Obawiałem się jednak, że jeśli my sami nie będziemy się starali szybko podciągnąć, to pewne grupy interesów, zarówno krajowych, unijnych jak i  obcych,  będą wykorzystywać nasze zacofanie dla swoich celów i nastąpi kolejny „wielki zawód”.

W swojej publikacji starałem się zachować pewien logiczny ciąg:

1.   Najpierw chciałem sceptyków zachęcić w ogóle do czytania fachowej literatury na tematy zarządzania. Z mojego punktu widzenia, niemal idealnym, na początek, do tego celem było zaprezentowanie fragmentów „Controllingu” H. Vollmutha (cztery pierwsze odcinki na stronie „ekonomika, zarządzanie... [dawna – strona główna]  i poz. 2 prezentowanej literatury).  Po prostu dlatego, że znana mi praktyka niemal wszystko robiła niemal dokładnie  odwrotnie niż H. Vollmuth,  trafnie – wg mnie -  przekonywał,  a o czym przekonywał, właściwie prawie nic konkretnie nie wiedziała.

  Na „pierwszy ogień”, a swoje pierwsze motto, wybrałem słynne hasło H. Vollmutha:
 
„Zarządzanie nastawione na rynek wymaga od jego pracowników większej elastyczności i zaangażowania. O tym, kto wygra w walce z konkurencją, zadecyduje motywacja pracowników” 
a jego pierwsze przybliżenie konkretyzacyjne, rozdział 10 z tej książki   „Prowizja od zysku (prowizja od marży pokrycia
)  oraz moje, na jego tle, dalsze propozycje „ukierunkowanego obrotu”(odcinki  1-4 jw.)  

Biorąc na rozum,  gdyby decydenci nie szli „w zaparte”, powinni szybko zrozumieć, że propozycje H. Vollmutha są zupełnie oczywiste, choć nie pasują do pewnych sytuacji, moje zaś, w pewnych sytuacjach, mogą być jeszcze lepsze... ale... 
-  Tym pierwszym „ale” było to, że firmy muszą mieć najpierw  (to tylko warunek wyjściowy) prawdziwy rachunek kosztów. Jeśli mają zniekształcony, to zamiast korzyści, skutecznie motywując w niewłaściwym kierunku -  pogłębią  jedynie straty. Problem zaś polegał na tym,  że firmy nawet tego nie miały. Znowu, biorąc na rozum, przekonanie do  konieczności posiadania takiego, poprawnego/prawdziwego rachunku kosztów nie powinno sprawiać specjalnych kłopotów: wystarczy zaprezentować odpowiednią  literaturę, dodać co nie co specyfiki branżowej  i propozycji konkretyzacyjnych, w razie potrzeby skłonić do skorzystania z pomocy konsultantów, i właściwie nie powinno być sprawy. Przecież w końcu nie tak często decydenci mają interes w tym, żeby „własną”  firmę pogrążyć. Przeważnie, we własnym interesie zależy im na tym, żeby firma dobrze prosperowała. A jednak to nie jest takie proste. W „zaparte”, bez przyznawania się do tego, z różnych powodów, nie zawsze ujawnianych, nie zawsze negatywnych, idzie bardzo wiele osób na wielu szczeblach zarządzania.

2.  W drugiej kolejności postanowiłem ułatwić szersze korzystanie z fachowej literatury, szczególnie tym, co od niej stronili, uprzedzając jednocześnie, że nie można bezkrytycznie wszystkiemu ulegać „co akurat wpadnie w ręce”, że poglądy są różne i się zmieniają, że nie wszystko jest dopracowane, że teoria nie do końca rozumie praktykę i vice versa, a mimo to warto czytać, choćby tylko bardzo wybiórczo (Ekonomika i zarządzanie, odcinek 5, grudzień 1999 r.)  oraz „Prezentacja literatury”, zapoczątkowana też w grudniu 1999 r.).  Swoje motto, w tej fazie prezentacji, dość przekornie uzupełniłem cytatami z książki M. Croziera:
„Sceptycy mają okazję uśmiechać się i powtarzać, że „im więcej się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje po staremu”. O tyle mają oni rację, że rzeczywiście za parawanem ruchów intelektualnych kontynuowane są stare praktyki. Każda nowa idea wyzwala niebywały
entuzjazm i wciąż te same trudności z jej urzeczywistnieniem, to samo zmęczenie po pewnym czasie, to samo zniechęcenie i tę samą gotowość na przyjęcie następnej mody. Mylą się oni jednak o tyle, że w wyniku tych kolejnych wysiłków i porażek realny świat mimo wszystko nieustannie i głęboko się zmienia. Problem polega na tym, że zmiany te nie tylko nie znajdują wyraźnego i adekwatnego odzwierciedlenia intelektualnego, ale pozostają mało widoczne, nie wnosząc wiele do filozofii i ogólnych zasad zarządzania. Jednak ich kumulowanie się przygotowuje grunt pod wielkie zachwianie i spektakularną zmianę, jaka nastąpi wówczas, gdy już w pełni uświadomimy sobie jej konieczność.”*
*  Odcinek 5 Ekonomiki... i poz. 1 Prezentowanej literatury.

oraz z książki Jánosa Kornaia
W dyskusjach dotyczących obecnego stanu nauk ekonomicznych często natrafiamy na następujący pogląd. Nasza dyscyplina jest obecnie w takim stanie, jak fizyka na początku tego stulecia. Mamy już coś w rodzaju „klasycznej fizyki”: teorię równowagi ogólnej. Teraz musimy stworzyć „nowoczesną fizykę” w dziedzinie ekonomii, która powinna odznaczać się bardziej ogólną stosowalnością, ale która obejmowałaby, jako szczególny przypadek, naszą klasyczną fizykę - teorię równowagi ogólnej.
 Sądzę, że to porównanie jest nie do utrzymania i
że daje ono powody do popadania w stan nieuzasadnionego samozadowolenia. ... Bylibyśmy zupełnie zadowoleni, gdybyśmy w naszej dyscyplinie osiągnęli sytuację taką, jaką osiągnęła fizyka przed rokiem 1905. Ale nasza sytuacja jest inna.”
*  Odcinek 5 Ekonomiki... i poz. 20 Prezentowanej literatury.  

3.  W naturalny sposób nasuwała się konieczność konkretyzacji tego co ogólne, czyli mówiąc inaczej, zajęcia się istotnymi, interdyscyplinarnymi szczegółami w ich wzajemnym powiązaniu. Wiedziałem, że sprawa jest trudna, łatwo o nieporozumienia i oburzenie zanim się zrozumie. Pamiętałem, ile zniecierpliwienia lub ukrytej  złości  wywoływałem kolejno w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy tylko zaczynałem coś mówić o szczegółach. Docierały do mnie zaoczne dowcipy, coś w tym rodzaju:  „Od zajmowania się szczegółami są gospodynie domowe i referenci, a nie ludzie na stanowiskach” (Naturalnie: nie wszyscy tak reagowali).  Lub poważnie: „My mamy inne obowiązki”.  „Że co, że my mamy tylko zorganizować!  A kto przyjdzie za takie pieniądze?”. (Naturalnie: mój skrót nie oddaje wiernie intencji i sytuacji. Na odpowiednich stronach rozwijam go szerzej. Ja sam często miałem takie same poglądy: wywoływałem tematy, ale zdawałem sobie sprawę z bezsilności swojej i najbliższego otoczenia).

A przecież starałem się tylko przekonać, że:
- z powodu „szczegółów”,  z powołanych w latach sześćdziesiątych  służb ekonomicznych powstała  głównie  ich parodia, i tak już pozostało do końca PRL,
-  „szczegóły”  mocno zaważyły na trafności inwestowania i w ogóle gospodarowania w latach siedemdziesiątych,
-  „szczegóły”  znacznie się przyczyniły do niepowodzenia reform w latach osiemdziesiątych,
-  z powodu „szczegółów”  nie mogłem  znaleźć chętnych do prowadzenia praktycznego szkolenia w latach osiemdziesiątych, pod kątem pełnej reformy gospodarczej, spodziewanej w niedalekiej przyszłości. Oj przydało by się wkrótce takie szkolenie (ze „szczegółami”), oj przydało! 
-  „szczegóły”  w znacznej mierze zaważyły na naszej Transformacji  w latach dziewięćdziesiątych,
-  „szczegóły” mogą zaważyć, przynajmniej w pierwszych latach,  na naszych losach w Unii Europejskiej,
-  przestać wreszcie zwalać winę na „cyklistów”, i  czekać na pomoc opatrzności a zająć się „szczegółami”.

Oczywiście, „szczegóły” nie wszystkiemu są winne.
Oczywiście, „szczegółami” łatwiej sterować w technice niż w ekonomii.
Oczywiście, lekceważenie „szczegółów” nie bierze się bez przyczyny.
Chyba powinno być oczywistym, że sprawę „szczegółów”  powinno się przynajmniej przeanalizować.

Powstała więc kolejno strona „konkretyzacja” (zapoczątkowana: marzec 2000)  ze wstępem :
„Powiedz gringo, czy ja łżę”, zapożyczonym z fragmentu książki  Wiktora Ostrowskiego: Życie Wielkiej Rzeki. Czytelnik. Warszawa.1975).

Opracowując tę stronę wiedziałem,  że opisane przypadki i mechanizmy są raczej nie do obalenia, i chyba nikt nie będzie próbował tego kwestionować, najwyżej przemilczy.  Natomiast sam nie byłem pewny ich zasięgu, masowości, skutków w skali makro. Jak to sprawdzić?  W swoim czasie nie było to nawet specjalnie trudne. W PRL: chyba jedni się bali, drudzy nie chcieli, trzeci nie wiedzieli. A obecnie: sam nie wiem co powiedzieć.  Zmienił się charakter i skutki „szczegółów”. Jest więcej grup interesów i metod ich realizacji. Trudniej sprawdzić. Trzeba by mieć do tego celu sztab fachowców, którzy „by chcieli i umieli”. Pozostaje też nadal bardzo szeroki margines z nienadążaniem przez praktykę za rozwojem nawet zwykłej ogólnoteoretycznej wiedzy o zarządzaniu, ekonomice, ekonomii, rachunkowości itp., a jednocześnie „teoria” jakby nadal  nie do końca zrozumiała praktykę i nadal nie nadąża za zmieniającym się światem.

4.  Od  zamarkowanej  dość ogólnie konieczności konkretyzacji w ogóle,  wypadało  przedstawić coś bardziej konkretnie. Bardziej konkretnie, to ja sam, w pojedynkę mogłem przedstawić jedynie przemysł mleczarski  (strona „mleczarstwo”, zapoczątkowana w sierpniu 2000 ) i to też tylko w wersji minimum, do dzisiaj (maj 2004) niezbyt mocno rozwiniętej. Sądzę jednak, że nawet i to powinno skłonić do zastanowienia nie tylko nad losem mleczarstwa polskiego, ale w ogóle nad koniecznością pełniejszego i lepszego  uzupełnienia podejścia „ogólnoteoretycznego” w zarządzaniu i ekonomii, podejściem szczegółowym/konkretyzacyjnym  a zarazem interdyscyplinarno-kompleksowym (samo standardowe podejście branżowe jest po prostu zazwyczaj mocno spłycone). Tematy „konkretyzacyjne” przewijają się też w kilkudziesięciu  pozycjach „Prezentowanej literatury”, niestety: najczęściej tylko w moich komentarzach.
Pewne charakterystyczne podejście charakteryzuje kilka plików, adresowanych  na aktualnej stronie głównej” jako „Dobre samopoczucie nie tylko prezesów”. 

5.  W styczniu 2001 r., obok dotychczasowej strony głównej  [anonimus.pro.onet.pl], na serwerze wirtualnym  u innego dostawcy usług internetowych,  powstała nowa witryna „anonimus.com.pl” o treści niemal identycznej tylko trochę inaczej zorganizowanej.  
Motto tej witryny, też zapewne nieco przekorne, to:
Ekonomika i nowoczesne mądre zarządzanie?

Nie wystarczy nowoczesne. - Musi być jednocześnie mądre!
Wiedza i rozum zawsze powinny iść w parze.

Przez jakiś czas chciałem utrzymywać obie witryny, tak ze względu na dużo większą popularność starej, jak i fakt, że w  niej było zachowane pewne stopniowanie wprowadzanego materiału.  Nawet obecny plik Credo (zapoczątkowany w 2003 r.) ze swoim ostrym atakiem na początku,  zupełnie inaczej wygląda na tle tego, co było przed nim,  niż wtedy gdy ktoś najpierw na niego trafi i oceni, że to wstęp do całości.   Podobnie jest z pierwszym wrażeniem po trafieniu na obecną stronę główną.  Docelowo chcę wszystko po raz trzeci  przeorganizować i częściowo przeredagować, ale odkładam: wszystkiego naraz nie da się zrobić.

Na marginesie. Stara strona główna wraz z całym kompletem plików, w lutym  2003 r. nagle przestała się otwierać, zarówno poprzez wyszukiwarki  jak i bezpośrednie adresy.  Dowiedziałem się o tym  po kilku dniach.  Trochę mnie to zdenerwowało (chyba coś tam, przy przenoszeniu na inny serwer nie dopatrzono, i nie chciano poprawić),  i uczyniło prezentację nieco mniej czytelną.  Umieściłem o tym informację i odłożyłem przeredagowanie „na lepsze czasy”.

6.  Początkowo, gdzieś do połowy  2001 r., miałem zamiar w ogóle nic nie komentować z zakresu  makroekonomii, polityki, zagadnień społecznych itp. Po prostu nie moja specjalność. Chciałem się ograniczać tylko do tego, co znam względnie dobrze (na dopracowanie tegoż  też mi nie starcza czasu a trochę także i chęci). Pod wpływem lektury i wydarzeń stopniowo zmieniłem jednak nieco poglądy na temat sensu własnego „samoograniczenia”, zaczynając najpierw  od prezentacji  zagadnień głównie społecznych, i swoich delikatnych komentarzy, a później także i nieco makroekonomicznych, szczególnie na tle konkretyzacji.  Czymś w rodzaju szerszego „balonu próbnego” w zakresie makroekonomii i polityki społecznej, jest dopiero plik „Produkt krajowy brutto (PKB) a wzrost gospodarczy i jego skutki”, sygnowany  na stronie głównej jako „strona tymczasowa”, wprowadzony w maju 2004 r.  Czy temat będę rozwijał i kiedy – sam się jeszcze do końca nie zdecydowałem. Sprawa jest poważna,  wymaga poważnej analizy, przy której mniej trzeba posługiwać się statystyką z przeszłości, a nawet z teraźniejszości,  a bardziej trendami na przyszłość, i to nie tylko trendami „ogólnoteoretycznymi”. Szczerze mówiąc, posiadam za mało danych i nie czuję się zbyt kompetentny, a jednocześnie trochę mnie denerwują wyraźnie spłycone niektóre publiczne wypowiedzi. Mam więc raczej zamiar „sprowokować” do analizy niż ją sam rozwijać.  Nawiasem mówiąc, sam fakt, że technika coraz bardziej zastępuje pracę ludzką, jest, przynajmniej w odniesieniu do produkcji, chyba oczywisty. Nie ma się więc co łudzić, że sam wzrost produkcji, np. na eksport, automatycznie spowoduje wzrost zatrudnienia. Owszem, może tak być, ale niekoniecznie. Może nawet wyjść „wprost przeciwnie”: po prostu, żeby eksportować – trzeba być konkurencyjnym. Żeby być konkurencyjnym, często, nie ma wyjścia, trzeba obniżyć koszty zatrudnienia (redukcja, obniżki płac realnych, „obchodzenie” prawa pracy i przepisów ubezpieczeniowych, zatrudnianie „na czarno”, „import” taniej siły roboczej, przenoszenie produkcji do miejsc, gdzie występuje tańsza siła robocza, zastępowanie ludzi tańszą techniką  itp.). 

Niektórzy sądzili, że wszystko zrównoważy rozwój handlu i usług.  Chyba się trochę pomylili !  -  Dla niektórych zapewne zrównoważy. Dla większości raczej nie.  Większość po prostu nie będzie miała pieniędzy na korzystanie z potencjalnie korzystnych usług i tym samym nie da pracy innym.  Coś trzeba więcej, lepiej, inaczej!  Jak?  Na pewno nie tak, żeby pozostawić załatwienie wszystkiego „niewidzialnej ręce rynku ”, ograniczając maksymalnie wszelki interwencjonizm państwowy. Po prostu, przewaga kapitału nad pracą, w procesach globalnych, stała się już zbyt drastyczna, i ciągle rośnie. To nie wróży nic dobrego.   Tu już sam „rynek” nie wystarczy, żeby proces powstrzymać, i doprowadzić, w przyszłości, do jakiej takiej równowagi. Równowaga również nie może być dyktatem jednej strony. Państwo musi interweniować!  Oczywiście, interwencjonizm państwowy powinien być fachowy, mądry, nie ingerować za dużo, wyważać jakoś  interesy całego społeczeństwa, jako takiego. Jak do tego doprowadzić? Jak doprowadzić, żeby samo społeczeństwo było mądrzejsze, bardziej zaangażowane w sprawy ogólne, potrafiło w pełni, świadomie korzystać z mechanizmów demokracji,  i nie stawał się „łupem” graczy politycznych?     

Przy próbie odpowiedzi na pytanie „Jak?”, warto „co nie co”  zastanowić się nad istotą i skutkami konkurencji, bo chyba nie wszystko jest tu tak oczywiste, jak się popularnie w neoliberalizmie głosi.  Mam mieszane uczucia słuchając głosów „za i przeciw”. Nie mam też do końca skrystalizowanych poglądów na te tematy. W ogólnym zarysie wyglądają one mniej więcej tak:

  Konkurencja jest niewątpliwie motorem postępu techniczno-organizacyjnego.
  Konkurencja wśród firm jest niewątpliwie korzystna dla konsumentów jako takich, tj. bez wnikania, z jakich źródeł mają pieniądze.
  Konkurencja wśród firm, jeśli na rynku występuje nadwyżka „rąk do pracy”, może stać się bardzo łatwo niekorzystna dla tych konsumentów, którzy żyją z pracy i przegrali w swojej walce konkurencyjnej o pracę.
  Konkurencja, ze wszystkimi jej pozytywnymi i negatywnymi skutkami, coraz łatwiej i skuteczniej, dzięki/lub na skutek globalizacji, obejmuje cały świat.
 

Każdy kij ma dwa końce. Jeden ten, który my trzymamy w ręku, drugi ten, którym sami możemy oberwać.

„Na świecie występuje nadwyżka rąk do pracy, bo:
-  procesy demograficzne,
-  konkurencja,
-  postęp techniczno-organizacyjny.


Problemy nabrzmiewają! Czy można je rozwiązać, ograniczając negatywne skutki konkurencji, a wzmacniając pozytywne?  Rzucę tylko kilka haseł, dość zresztą znanych, ale trudnych do prawidłowego urzeczywistnienia.

  Rozwiązania prawne.
  Umowy międzynarodowe.
  Przestrzeganie.
  Fachowość zarządzających, mądre i wyważone decyzje.
  Odpowiedni sektor publiczny w gospodarce, traktowany jako „wentyl bezpieczeństwa”, w tym
-  zapewnienie dla tego sektora fachowego zarządzania,
-  zapewnienie dla tego sektora ochrony na tyle, żeby w ramach konkurencji nie musiał/nie mógł sięgać do rozwiązań antyspołecznych, nie upadł, a jednocześnie nie dopuścił do nadużywania jego roli.

Co mogę powiedzieć na uzasadnienie. Też argumenty dość znane, choć jakby lekceważone.

  Gdyby, „władcy świata”, w porę i skuteczniej rozwiązywali narastające napięcia,
  Gdyby, „władcy świata”, w porę przestali lekceważyć  „komunizm”  i „faszyzm”
-  na świecie nie doszło by do niewyobrażalnych tragedii. 

Historia „nie lubi” powtarzać się dosłownie. „Generałowie wiedzą, jak można było wygrać wojnę, która się zakończyła. Zaskakują ich jedynie warunki nowej”. Ruchy idealistyczne, w pewnych warunkach, przekształcają się w rozwiązania skrajne, będące zaprzeczeniem ideałów, które same głosiły/głoszą. Czysty racjonalizm, nawet bez egoistycznego wyrachowania, nie zawsze jest nieomylny.  Wyszydzanie  idei sprawiedliwości społecznej, raczej nie jest zbyt mądre, nawet gdy mamy na myśli, co z tej „sprawiedliwości społecznej” czasami/często naprawdę w praktyce wychodzi.  Godzenie się na to, żeby coraz więcej ludzi na świecie czuło się odrzuconymi, jest nie tylko nieetyczne, ale wręcz niebezpieczne. Przeludnienie, w wielu rejonach świata, będące rezerwuarem nadwyżek taniej siły roboczej, też nie jest obojętne dla panujących tam warunków życia, a pośrednio, w ramach globalizacji,  wpływa na „resztę świata”: dla jednych korzystnie, dla drugich odwrotnie, dla trzecich...   Nowe rynki zbytu też nie są nieograniczone (...)

Dalej nie rozwijam, bo...mniejsza z tym dlaczego (Naturalnie, to nie konkurencja jest wszystkiemu winna, tak jak i nie „szczegóły”, jak również nie wszystko na naturę ludzką można zwalić).  Nawiasem mówiąc, sam się w tym wszystkim, to jest w czytaniu i analizowaniu  przeróżnych poglądów, danych (często nie wiadomo, na ile prawdziwych), czuję się „nieco zagubiony”, a nawet zniechęcony,  i dlatego, w pewnym  sensie nawet dla relaksu, postanowiłem na swoich stronach zaprezentować nieco filozofii.

Wracając do bezrobocia.

Niektórzy twierdzą, że za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, z powodu starzenia się społeczeństwa,  grozi nam nie jeszcze większe bezrobocie, ale ostry deficyt rąk do pracy (mała to pociecha dla aktualnych bezrobotnych), uzupełniany importem siły roboczej z „bliższego lub dalszego” Wschodu, co różnie może się zakończyć dla rodzimego społeczeństwa.   

Bardzo charakterystyczny jest tu artykuł Jacka Żakowskiego w Polityce, z wyeksponowanym przez Redakcję, na okładce, tytułem:

„Jacek Żakowski apeluje:  Jeśli chcemy być zdrowym społeczeństwemRóbmy dzieci! *

Dzieci a sprawa polska (W oryginale: Raport... Jak zrobić dzieci. Cytuję kilka zdań.)   

„Ekonomiści rwą włosy z głowy, bo bez dzisiejszych dzieci nie będzie przyszłych pracowników, a bez pracowników nie będzie podatków ani składek emerytalnych. Z czego za 30 lat będzie żyło bezdzietne pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków?  Już dziś, gdy na 100 osób w „wieku produkcyjnym” przypada 55 osób w „wieku nieprodukcyjnym”, w systemie emerytalnym, służbie zdrowia, pomocy społecznej trudno nam związać koniec  z końcem.  A jak może wyglądać bezpieczeństwo socjalne Polaków za 25 lat, jeżeli na stu „produkcyjnych” będzie 70 „nieprodukcyjnych”?

Politolodzy także załamują ręce, bo brak polskich rąk do pracy będzie oczywiście oznaczał import „siły roboczej”.  (...)

Socjologowie i psycholodzy zastanawiają się, czy ludzie mogą być szczęśliwi w społeczeństwie bez dzieci.  (...)

Politycy się martwią, bo zeszliśmy poniżej prostej zastępowalności pokoleń i w wolnej Polsce ubywa Polaków. (...)

(...) Nowoczesne państwo, emerytury, bezpłatna służba zdrowia, zniszczyły te kalkulacje.  Dzieci przestały być inwestycją tworzącą bogactwo.  (...)”

*  Jacek Żakowski: 
Raport
Place zabaw pustoszeją. Przedszkola się zamykają. Szkoły przygotowują się do likwidacji. Polacy nie mają dzieci. Podobnie jak większość Europejczyków. Niektórzy jednak sobie wreszcie z dziećmi poradzili. Teraz pora na nas. 
Jak zrobić dzieci
Polityka nr 33 z 14 sierpnia 2004 r.

Szczerze mówiąc, miałem trochę ochotę wykorzystać artykuł do pożartowania sobie z „Niewidzialnej Ręki Rynku” i  Rwących sobie włosy z głowy ekonomistów”, ale doszedłem do wniosku, że nie warto.  Systemy emerytalne już bardzo dawno temu powinny opierać się przede wszystkim na osobistych oszczędnościach pracowników, nie byłoby wtedy poważniejszych problemów budżetowych z emeryturami, pod warunkiem, że odpowiednie fundusze działały by tak jak trzeba. Komuś odpowiedzialnemu  wyraźnie zabrakło wyobraźni.  Struktura demograficzna społeczeństw  europejskich pogarsza się w sposób oczywisty(co wcale nie oznacza, że ludzi stale musi być coraz więcej), ale wiele innych  problemów, chyba ważniejszych dla społeczeństw, pogarsza się jeszcze bardziej.  Stąd też, raczej bardziej bym się obawiał skutków  bezrobocia i wzrastającego obszaru nędzy, niż ewentualnego niedoboru pracowników. Nie będę jednak o to „kruszył kopii”.  Nawiasem mówiąc, chyba niektórzy rodzice (przeważnie bogaci rodzice) nadal – lub jeszcze więcej - traktują własne dzieci jako własne inwestycje na przyszłość.  Z punktu widzenia tych rodziców  - można ich zrozumieć.  Mam jedynie niejakie wątpliwości, czy to się zawsze „inwestycjom” podoba. Cóż.  Obyczaje się zmieniają.  Na marginesie, apel Róbmy dzieci!, raczej prędzej trafi do „biedoty” (choć nie do niej jest kierowany), niż do bogatych, którzy sami wiedzą co robić.  

Politycy, żeby mniej „żarli się między sobą”, mniej bawili się w propagandę a więcej myśleli  o warunkach życia swoich wyborców, też zapewne więcej pożytecznego by dokonali.  Tylko że znowu, w porzekadle, „jakie społeczeństwo – tacy politycy”, jest chyba sporo prawdy, przynajmniej w warunkach demokracji.

Ekonomistom też by się przydało nieco bliżej przyjrzeć się swojej sztuce, jej narzędziom i metodom.  Kiedyś myślałem, że tylko w socjalistycznej zbiurokratyzowanej ekonomice i ekonomii, „idiotyzm wręcz pogania idiotyzm”, i tylko dzięki osobistemu rozsądkowi poszczególnych fachowców, wszystko jakoś się trzyma, a z daleka  nawet specjalnie nie widać rys, pęknięć, szmelcu (chyba wtedy zbyt surowo to oceniałem, idealizując jednocześnie nieco przesadnie sprawność kapitalizmu). Później, po zmianie ustroju,  na pewno nie byłem „nadmiernym” optymistą, raczej przeciwnie, ale, mimo wszystko, sądziłem  że zmiany na lepsze, przynajmniej w  zarządzaniu  i ekonomice przedsiębiorstw, będą o wiele pełniejsze, szybsze, mądrzejsze. Niestety!  Nie doceniłem też, przewidując konkretne kierunki zmian w zarządzaniu, rozmiarów  pazerności i osobistego sprytu, w kierunku: do siebie, który, wygląda na to, że w znacznej mierze przesłonił  inne cele zarządzania. 

Coraz bardziej bulwersuje mnie także makroekonomia. Odnoszę wrażenie, że ramowe modele i zasady, które w zamyśle samych autorów miały być jedynie punktem wyjścia do analizy konkretnej sytuacji, są często traktowane jako jedyna realna rzeczywistość. Kiedyś myślałem, że to jest głównie nasza polska postsocjalistyczna specjalność
nuworyszy gospodarki rynkowej
;  niemożliwe, żeby na Zachodzie byli aż tak niedouczeni. Teraz, w oparciu o lekturę, sam nie wiem co sądzić. W każdym razie, szczególnie książka Globalizacja Stiglitza (poz. 99 prezentowanej literatury), mocno zachwiała moje przekonanie o fachowości zachodnich ekspertów doradzających w niezbyt znanych im krajach (nawet przyjmując, że  Autor, w polemicznym zapędzie, sporo przesadził z krytyką). O naszych politykach, i wielu naszych „ekspertach”, świadomie lub nieświadomie wprowadzających ludzi w  błąd uproszczonymi hasłami ekonomiczno-rynkowymi, aż przykro mówić.         

Na razie postanowiłem jeszcze trochę zająć się głównie popularyzacją i prezentacją odpowiedniej literatury, tym razem z jeszcze większym  naciskiem na zagadnienia makroekonomiczne, polityczne i społeczne, a nawet, niektóre, w ujęciu typowo filozoficznym, choć, przyznaję, bardzo daleko nie do końca podejście filozoficzne  rozumiem, a jeszcze więcej mam wątpliwości.  
 
Co dalej... ?  Sam się waham... i  zbyt optymistycznie nie oceniam swoich możliwości. Chciałbym zarazem jakoś dokończyć wybrane zagadnienia konkretyzacyjne, szczególnie na styku zastosowania informatyki (praktycznie najlepiej byłoby w praktyce, ale nie samemu we wszystkim), a jednocześnie nieco zająć się wybranymi zagadnieniami makroekonomicznymi, społecznymi, politycznymi, znowu pod kątem „normalnego rozumu”, bez propagandowych doktrynacji i „przefilozofywania”. Czy w ogóle warto „zawracać sobie głowę”?  Sam nie wiem, co odpowiedzieć!  „Pod prąd przeważnie płynąć jest ciężko, choć czasami warto!”.  Dla kogo warto?  Ostatnio coś mnie znowu „napadło” i obok tymczasowej  strony „pkb”, dodałem także stronę „Wybory”,  uzasadniając nieco jej końcowe wnioski ekonomiczne  na  stronie „konkretyzacja”.  Wypadało by też trochę uzupełnić stronę „ekonomika” nasilającymi się nowymi trendami w zarządzaniu,  bo hasło powtórzone przeze mnie za H.  Vollmuthem: 
„Zarządzanie nastawione na rynek wymaga od jego pracowników większej elastyczności i zaangażowania. O tym, kto wygra w walce z konkurencją, zadecyduje motywacja pracowników”, co nie co jakby straciło na aktualności (Posługując się tym hasłem, wprowadziłem jednak zastrzeżenie, już wtedy nieco na czasie: patrz Ekonomika i zarządzanie, Część I, Odcinek pierwszy, plik „ekonomika”).   Straciło nieco na praktycznej aktualności (pozostając jednak nadal pięknym hasłem), bo pracowników, nawet bardzo dobrych (z wyjątkiem najlepszych), silne firmy mogą stosunkowo łatwo zastąpić, a główny ciężar walki konkurencyjnej, przynajmniej wśród potentatów, przesuwa się trochę jakby w innym kierunku niż przejmowanie się motywacjami zwykłych pracobiorców, nawet jeśli są nimi fachowcy dużej klasy.

    
Planowanie a rynek

Nieporozumienia językowe.  Negatywne skutki potraktowania na serio, w praktyce zarządzania,  zawężonej  i przeformalizowanej definicji planowania, wymyślonej przez Szkołę planistyczną. Dogmaty planowania. Dogmaty rynku. Wpadka Centralnego Systemu Planowania. Wpadka... W gospodarce rynkowej też się planuje, nawet systematycznie, tylko że pod różnymi nazwami i w różny sposób. Pogodzenie filozofii rynku z filozofią planowania może okazać się nawet proste i pożyteczne, jeśli odstąpimy od dogmatów i zaczniemy myśleć racjonalnie. Główny problem tkwi jednak nie w nazwach, nawet nie w usprawnieniu procesów cząstkowych, nawet nie w sposobach zapewnienia konkurencyjnej przewagi, tylko w tym, jak skutecznie i w czyim interesie ukierunkować procesy gospodarcze.    

Mam nadzieję, że samo powyższe zaakcentowanie problemów powinno skłonić do refleksji. Niestety, obawiam się, że próba nawet samej symulacji rozwiązań nie może poprzestać na uproszczonych modelach ogólnoteoretycznych. Jeszcze bardziej się obawiam, że aby faktycznie coś rozwiązać, nawet w skali makro trzeba sięgnąć także do interdyscyplinarnych, istotnych szczegółów.  To może okazać się nadzwyczaj trudne, i przynieść wyniki niekoniecznie zgodne z oczekiwaniami takich czy innych opcji politycznych.    
     Czy ja sam, na swoich aktualnych stronach, będę dalej tematy rozwijał (w wielu miejscach są one zamarkowane) – nie wiem.

Uwagi techniczne

Większość  stron jest  jeszcze dość daleko od pełnego dopracowania.  Ciągle coś dodaję i uzupełniam albo poprawiam.  Wiem, że to bardzo utrudnia czytanie, kopiowanie, drukowanie. Przepraszam.  Z przyczyn,  które starałem się wyjaśnić, zależy mi na jak najszybszym zamarkowaniu istotnych tematów a nie na  ich pełnym rozpracowaniu. Gdy uznam, że jakieś strony przestaję już dalej rozwijać (bez względu na ich zaawansowanie), zamieszczę na nich odpowiednią informację. Z niektórymi już mógłbym to zrobić, chcę jednak, w miarę wolnego czasu, trochę je jeszcze przejrzeć.  Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to nie jest najlepsza metoda promowania stron, czy poglądów, ale hobbystę  „czegoś tam”  czasami trudno zrozumieć.

Proszę też wybaczyć, że dotychczas nie rozwiązałem sposobu udostępnienia stron do wymiany poglądów.  Po prostu pesymistycznie oceniłem swoje hobbystyczne możliwości  zrobienia tego dobrze (organizacyjnego i merytorycznego opanowania).    

Dc./chyba nastąpi
Anonimus

--------------

Kryzys/Recesja?    

Łatwiej coś popsuć, niż później naprawiać.
Łatwiej  zapobiegać, niż leczyć.
Łatwiej naprawiać, gdy mniej popsute.
Łatwiej jest, gdy ma się odpowiednie narzędzia i wie, jak się nimi posługiwać, niż gdy się nie ma i nie wie.

Co tu więcej mogę napisać, poza tym, co już wyżej napisałem? Głównie jedynie to, że z makroekonomią jest chyba znacznie gorzej niż z ekonomikami szczegółowymi, a jednocześnie znacznie trudniej rozszyfrować jej wszystkie powiązania. Naturalnie, mam na myśli fachowe analizy, bo tak „ogólnie” lub nawet szczegółowo, ale bez pełnej znajomości zagadnień, to można pisać/mówić dużo i pięknie, a nawet łatwiej niż o czymś bardzo konkretnym, wymagającym jako takiej znajomości rzeczy.

Pod kątem aktualnego kryzysu, uważam za najważniejsze (wstępnie) strony:

  Szalone lata  dziewięćdziesiąte; autor J. Stiglitz, poz. 106  prezentowanej literatury (tak ze względu na tematy jak i rok wydania – 2003 w USA, i 2006 w Polsce, dające dużo do przeanalizowania pod kątem, co się dalej działo i z jakim skutkiem, do czego w końcu doszło, i co dalej?), 
  Konkretyzacja  -
plik otwierany ze strony głównej,  
  Wybory -
plik otwierany ze strony głównej,
  Człowiek, rynek, sprawiedliwość,
poz. 84 prezentowanej literatury.

Co mogłem, to uzupełniłem. Tematy makroekonomiczne i polityczne mnie przerastają. Mogłem tu stawiać głównie tylko pytania, i jakieś fragmentaryczne propozycje rozwiązań. Do idei konkretyzacji, wymagającej podejścia interdyscyplinarnego ze znajomością istotnych szczegółów, nie udało mi się przekonać. Chyba głównie dlatego, że idea ta wymaga wyjścia poza własną specjalność. Wymaga więcej współpracy a mniej konkurencji. Wymaga pokonania pewnej bariery psychologicznej utrwalonej bardzo głęboko, szczególnie w podejściach teoretycznych. Wymaga, w znacznym stopniu, innej organizacji pracy, tak zespołowej, jak i indywidualnej. W sytuacjach nadzwyczajnych, szczególnie w chwilach wielkiego zagrożenia, taka współpraca ludzi już się w wielu sprawach wielokrotnie się udawała. Normalnie – jest o nią raczej trudno, chyba że w jakimś wąskim zakresie.    
    Wobec sytuacji w makroekonomii i polityce społeczno-gospodarczej, nie widzę też dla siebie miejsca w dalszym rozwijaniu podejścia konkretyzacyjnego  w ekonomikach szczegółowych. Po prostu, w istniejących warunkach, chcąc skutecznie zarządzać i chociaż nie dopuścić do upadku przedsiębiorstwa, trzeba w znacznej mierze pozbyć się skrupułów..., inaczej zazwyczaj się przegra. Przegrana dla idei solidaryzmu, to też nienajlepsze rozwiązanie. Wzniosłe hasła o wartościach..., niestety, to tylko hasła. Niestety, egoizm i brutalizacja życia nadal wygrywają. Niestety, rozum przegrywa, chyba że za rozum uważamy działanie głównie dla własnych korzyści (póki się da!). 
    Przegrałem z propagowaniem idei M. Croziera i H. Vollmutha (poz. 1 i 2 prezentowanej literatury). To już nie ten kapitalizm! Szkoda. Może jednak kiedyś się to zmieni? Wtedy znowu idee te będą aktualne.
   Podpowiadać, jak robić wyniki, których skutkiem będzie wyrzucanie ludzi na bruk, po prostu nie chcę, tak jak w okresie PRL nie chciałem nikomu pomagać w ulepszaniu metod robienia wyników tzw. „sposobem”, który wprawdzie nikogo na bruk nie wyrzucał (a nawet wprost przeciwnie: dawał pracę, stanowiska i premie), a jedynie dołował gospodarkę
. 

  Podsumowanie w stanie niedokończonym

     
W ramach jednoosobowego hobby nie jestem w stanie nawet swoich stron jako tako uporządkować. Do żadnych wdrożeń nie doszło. Żaden zespół nie powstał. Postanowiłem przerwać (a przynajmniej zawiesić) swoją przygodę z ekonomiką i ekonomią, i zająć się głównie swoim drugim hobby. Nie piszę jakim – żeby nie zapeszyć. Jeśli się choć trochę powiedzie...?  Na razie? – nie wiem!  Sprawdziany w latach 2007-2008, na „choć trochę”, dają pewną nadzieję. Może to jednak tylko złudzenie. W tym roku, zamierzam podjąć poważniejsze i bardziej obiektywne. Na razie wie o tym tylko kilka osób. I dopóki sam nie będę wiedział więcej, wolę żeby tak to pozostało.

Sprawy techniczne i informacje końcowe

   
Rozwój stron w Internecie został zawieszony na początku lipca 2008 r. Prawie wszystko co zdążyłem w międzyczasie dopracować (niestety niewiele), wysyłam teraz.
   
Wygląd stron i ich organizacja. Przyznaję: nietypowy i wygląda wręcz na prymitywny. W pewnym momencie przymierzałem się nawet z dostosowaniem się do szablonów; po namyśle doszedłem jednak do wniosku, że merytorycznie to jednak nic nie zmieni, a i czytania też nie ułatwi, a nawet „wprost przeciwnie”. Pozostało więc bez zmian. Wyszukiwarki miały/mają jednak  z tym chyba trochę problemów. Nie było to jednak moim celem.   
    Słowa i frazy kluczowe (tylko część z nich została formalnie zdefiniowana) – plik „Frazy”. 
    Z „wielkich zamierzeń”, co prawda uwarunkowanych rozwojem sytuacji,  nie wiele wyszło, a raczej prawie nic, może z wyjątkiem obszernej, kontrowersyjnej publikacji, która, gdyby nie Internet, nie miałaby żadnych szans opublikowania. Gwoli ścisłości. Nawet w tej publikacji, całościowe, spójne opracowanie, a choćby tylko uporządkowanie, przerasta moje siły. Tematów kontrowersyjnych jest zbyt dużo, są one zbyt trudne, podejść do nich rutynowo nie chciałem, a do końca dopracować analitycznie nie potrafię.
Podkreślałem – na swoich stronach – w  wielu miejscach: chciałem wnieść tylko pewne impulsy..., które podchwyci ktoś znacznie bardziej kompetentny, przeanalizuje, rozwinie lub odrzuci. Z tych też powodów nadużywałem sporo cierpliwości Autorów i Wydawców, zbyt obszernie (szczególnie w prezentacji literatury) cytując fragmenty książek i artykułów prasowych. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że czyniłem to w dobrych intencjach i nie dla celów komercyjnych. Jeszcze raz proszę o wybaczenie.
    Może moje strony komuś się przydadzą.  Życzę powodzenia.
 

     czerwiec  2009 r.
Anonimus

Hobby
Cud melatoniny?
Kajak pneumatyczny na morzu!


     W czerwcu br., kończąc/zawieszając dotychczasową publikację internetową na tematy ekonomiczne i pokrewne, napisałem (Podsumowanie w stanie niedokończonym):

     „Postanowiłem przerwać (a przynajmniej zawiesić) swoją przygodę z ekonomiką i ekonomią, i zająć się głównie swoim drugim hobby. Nie piszę jakim – żeby nie zapeszyć. Jeśli się choć trochę powiedzie...?  Na razie? – nie wiem!  Sprawdziany w latach 2007-2008, na „choć trochę”, dają pewną nadzieję. Może to jednak tylko złudzenie. W tym roku, zamierzam podjąć poważniejsze i bardziej obiektywne. Na razie wie o tym tylko kilka osób. I dopóki sam nie będę wiedział więcej, wolę żeby tak to pozostało.”

     Próby podjąłem; wiem też więcej, przynajmniej na tyle, żeby wyników nie zachować dla siebie. Może się one komuś przydadzą do badań; może też kogoś natchną nadzieją, że nie wszystko ma już w życiu stracone.

     Te drugie hobby, o ile w ogóle można je określić jako „hobby”, to jakieś połączenie próby realizacji na starość (mam aktualnie 74 lata) niespełnionych młodzieńczych marzeń o dalekich wyprawach kajakowych po rzekach, jeziorach i morzach, z walką z objawami starości w ogóle. Dlaczego niespełnionych w młodości?  – brak paszportu i „przepisy”. Później, w latach 90., gdy paszport już miałem, najpierw nie miałem czasu, a później uznałem, że jestem za stary. Teraz, gdy jestem jeszcze starszy, a kondycja wraca, wróciły też i marzenia.
     Czy to się wiąże z „cudem melatoniny? – W jakimś stopniu na pewno tak, ale w jakim? – Nie wiem. Po prostu, oprócz melatoniny przyjmuję sporo różnych suplementów diety, mocno wspieram się siłami przyrody (las, woda, góry), a ponadto jestem „z dawien dawna” aktywny fizycznie i umysłowo, choć w dzieciństwie, w szkole podstawowej, byłem bardzo chorowitym i najsłabszym fizycznie uczniem w klasie. Wtedy uzdrowił mnie głównie las. Nie tylko uzdrowił, ale uczynił nawet lekkoatletą. Miernym bo miernym, ale zawsze. Dla mnie, który wg rokowań miał jeszcze przed sobą jakieś dwa – trzy lata życia, to już był bez mała cud. Dłuższa historia, trochę jak bajka.  Zresztą, czy tak naprawdę zupełnie miernym, to też zależy od tego, jaki przyjmujemy punkt odniesienia i w jakich czasach. Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy np. rekordy świata a przynajmniej Polski, to faktycznie – „kompletne zero”. Ale jeśli tylko „okolicy” albo rówieśników - nawet trochę wysportowanych, lecz nie  parających się sportem wyczynowym, to już wygląda zupełnie inaczej.
     Skąd się późnej wzięły kajaki, i to z myślą o wielkich eskapadach, to już następna „bajka”. W kajakarstwie turystycznym, z elementami wyczynu,  byłem znacznie lepszy niż w lekkoatletyce, ale niemal całkowicie nieznany, chyba że odpowiednim władzom. Stare dzieje.   
    Teraz, ta moja historia kajakowo-melatoninowa, z różnymi przyległościami, i powrót do części marzeń a nawet ich realizacji, też wygląda jak bajka. Ale czy to faktycznie bajka! – Realizację można sprawdzić .
    Akurat do uprawiania kajakarstwa turystyczno-rekreacyjnego specjalnie nikogo nie namawiam, choć ono jest zdrowe i stosunkowo tanie. Ale w ogóle do dbania o własne zdrowie i kondycję, to i owszem. Można to robić na różne sposoby. Ważne jest, aby to robić mądrze, i w miarę przyjemnie oraz ciekawie. Do ekstremalnych wysiłków, bez widocznej szkody dla zdrowia, są zdolni raczej tylko nieliczni, i to z dużym ryzykiem „wypalenia się organizmu”, jeśli tak w kółko, przez długie lata.

     Co do przyjmowania przez długie lata melatoniny i suplementów diety, podaję jedynie własny przykład. Nikogo nie namawiam do naśladowania. Ja świadomie zaryzykowałem. Wygląda na to, że jestem na dobrej drodze. Ale jak może wyjść u innych?  

     Mój tegoroczny rejs kajakiem pneumatycznym po Adriatyku, coś około 500 km w ciągu dwudziestu dni, był jednym z poważniejszych sprawdzianów, czy faktycznie wraca mi kondycja fizyczna sprzed kilkunastu lat. Wyszło na to, że wraca. Inne próby, w tym w dalekich marszach z ciężkim plecakiem i w biegach, też to potwierdzają, choć w znacznie mniejszym stopniu i znacznie mniej są efektowne. Po prostu w zaprawie fizycznej skupiłem się na kajaku, inne dyscypliny traktując jedynie pomocniczo.             

     Melatoninę przyjmuję regularnie od ośmiu lat (od chwili dopuszczenia do obrotu w Polsce). Książkę Cud melatoniny przeczytałem dwanaście lat temu (pierwsze wydanie w języku polskim). Melatonina nie była i nie jest mi potrzebna jako środek nasenny (tylko tak jest oficjalnie reklamowana) ani jako środek wspomagający leczenie jakichś chorób, tylko zafascynowała mnie hipoteza autorów o zegarze biologicznym w cyklu całego życia. Krótko mówiąc, nie tylko przedłużenia młodości, ale nawet znacznego cofnięcia objawów starości.
Kto by nie chciał w ogóle obalić bariery wieku – przynajmniej w niektórych dziedzinach życia, i przynajmniej na kilkadziesiąt lat? Kto w ogóle ośmieli się twierdzić, że to nigdy nie będzie realne? A może sukces jest już bardzo blisko, tylko nadal w czymś błądzimy?

Tematy są nieco rozwinięte na stronie „cmk”.  Trochę zdjęć z rejsu kajakowego po Adriatyku wzdłuż wybrzeży Chorwacji  - strona „Adriatyk”.  

Grudzień 2009 r.
strona „cmk” dodana 11 stycznia 2010 r. 
       
---------------------------------------------------------------------------------------
| Literatura | Strona główna |
---------------------------------------------------------------------------