Drugi rejs kajakiem pneumatycznym wzdłuż wybrzeży Chorwacji

Drugi rejs tym samym kajakiem pneumatycznym Sevylor Pointer K2 wzdłuż wybrzeży Chorwacji. W nawiązaniu do"cudu melatoniny" trochę jest on także opisany na stronie http://www/anonimus.com.pl/cmkcd.html (bez wpisywania adresu łatwo znaleźć odpowiednie strony w wyszukiwarce Google.pl, pod frazą "kajak pneumatyczny na morzu" lub pod tytułem "cud melatoniny kajak pneumatyczny na morzu ").

Przebieg trasy:

- Biograd na Moru - opłynięcie wysp Ugljan i Pasman - powrót do Biogradu na Moru (od 5 do 12 września 2010 r. )

- Biograd na Moru - Tisno - Szibenik*- Trogir - Split - początek Riwiery Makarskiej - Bracz* - opłynięcie 2/3 Bracza* od strony wschodniej, północnej, zachodniej i częściowo południowej - Hvar - wyspa Szczedro* - wyspa Korczula* - półwysep Peliesacz* od południa do rejonu Zaton Żuljana: po drugiej stronie wyspa Mljet w odległości ca 12 km, a żeby nie lądować w Parku Narodowym - ca 15 km (od 12 do 24 września 2010 r.).

powrót

- Zaton Żuljana - Loviszte* - Hvar - Bracz - Szolta* - Veliki Drvenik - Razanj - Rogoznica - Szibenik* - Tisno - Biograd na Moru (od 26 września do 6 października 2010 r.).

Dodatkowy wypad

- Biograd na Moru - Sukoszan* - Biograd na Moru (od 7 do 8 października 2010 r. ).

W sumie około 740 km. Zamierzenia (nie do końca ujawnione) miałem daleko ambitniejsze. Niestety, dominujące przeciwne wiatry, częste deszcze i burze, prawie zupełnie mnie pokonały. Prezentowane zdjęcia mogłem robić tylko w dobrych warunkach. Mało one oddają atmosferę samotnego rejsu kajakowego. Część nie zawiera opisów. Nawiasem mówiąc,nie był to kajak w pełni przystosowany do trudnych warunków morskich. Po założeniu dodatkowych osłon był on też mocno przyciasny, nawet dla jednej osoby z dość skromnym bagażem. Wyobrażam sobie, jak ja musiałem wyglądać, gdy odbijając od brzegu podczas przybojowej fali, nie mogłem się razem z nogami zmieścić w kokpicie, czyli szybko siadałem w poprzek z nogami za jedną burtą, i dalej - to już była prawie ekwilibrystyka z jednoczesnym wiosłowaniem i upychaniem nóg przy pomocy rąk najpierw w kokpicie a następnie pod samą osłoną. Jakoś się nigdy nie wywróciłem ani o nic nie rozbiłem, ale kilka razy trochę wody się wlało, no i obtarcia nóg, upychanych na siłę. W ubiegłym roku nie miałem z tym problemów, bo po prostu przez większą część rejsu osłona wcale nie była potrzebna, i tym samym kajak był o wiele pakowniejszy i nie sprawiał kłopotów z wsiadaniem. No i teraz trochę więcej miałem bagażu, choć i tak za mało oraz niezbyt odpowiedniego do warunków.

Szkoda też, że nie mogę pokazać gwałtowności burz, oślepiających niemal błyskaskawic i "strasznych" grzmotów bijących niemal seriami. Przdarzyło mi się to wielokrotnie, zarówno na wodzie jak i na lądzie. Ściślej mówiąc, widząc co się dzieje albo na co się zanosi, mogłem zawczasu się gdzieś zatrzymać, albo w ogóle przerwać rejs, ale... Nie mogę też pokazać zmagań z falami i wiatrem. Wtedy myślałem tylko o jednym: nie dać się wywrócić lub zepchnąć na skały. Nawet wtedy, gdy nie było niebezpiecznie, tylko zwyczajnie "lał deszcz" lub bryzgał na mnie niesiony wiatrem pył wodny, mój aparat fotograficzny raczej nie nadawał się do robienia zdjęć. No cóż. W rejsie ubiegłorocznym (2009) miałem warunki pogodowe prawie idealne, teraz prawie "wprost przeciwnie", czyli średnio wyszło z pogodą nienajgorzej. Gdybym jeszcze był lepiej na nią przygotowany! Albo wybrał się latem, a nie na przełomie lata i jesieni.

To co napisałem wyżej i w innych miejscach wcale nie zmienia mojego przekonania o tym, że kajak Sevylor Pointer K2, traktowany rekreacyjnie, a nie wyczynowo, jest na Adriatyku/Jadranie całkiem a nawet bardzo dobry, szczególnie gdy dysponujemy samochodem. Mamy wtedy w Chorwacji tyle wspaniałych miejsc na biwaki, możemy wodować kajak kiedy chcemy i na jak długo chcemy. Bez wyprawowego bagażu nie ma też problemów z ciasnotą. Co z pogodą? - Nie wiem, co tym sądzić. Czy ja miałem w tym roku wyjątkowgo pecha, dopływając kolejno do do wąskich przemieszczająch się pasów złej pogody, w związku z czym zamiast 2-4 niekorzystnych dni w miesiącu mnie wypadło ponad dwadzieścia. W ubiegłym roku deszczowych dni ani jeden, z bardzo silnym wiatrem pół dnia i jedna noc, z dość silnym wiatrem - ale "od biedy" jeszcze można było płynąć - dwa dni i kilka godzin. Czy ten rok był w ogóle wyjątkowy? Inaczej zresztą to wygląda od strony pełnego morza, a inaczej od strony zacisznej zatoki. W zacisznej zatoce może być słonecznie, bezwietrznie i ciepło cały czas, a kilkadziesięt a nawet kilkanaście kilometrów dalej, za górami, w tym samym czasie przechodzi sporo nawałnic. Nie wiem. Nie dociekałem, ograniczając się jedynie do przejrzenia informacji w Internecie i "Przewodnika Żeglarskiego po Adriatyku 888 portów i zatok". Wygląda na to, że w ubiegłym roku miałem szczęście, a w tym roku "ostrzeżenie", jak się to może skończyć.

* Pisownia zbliżona do wymowy polskiej. Oryginalna w pliku cmkcd.

Anonimus

(1/68): 7 września. Trzeci dzień rejsu. Kilka kilometrów przed miejscowością Ugljan na wyspie o tej samej nazwie. Pierwszego dnia pogodę miałem dobrą. Drugiego dnia już rano dorwała mnie burza, do południa jeszcze trzy. Wyładowania bardzo częste i dość gwałtowne, ulewa rzęsista, w przerwach pomiędzy ulewami  zwyczajnie padało. Na szczęście prznajmniej wiatr nie był zbyt silny, mogłem więc płynąć cały czas, choć jak gdzieś tam blisko (2/68): 7 września.  Koniec Ugljanu. Pogodę cały dzień miałem dobrą. Umiarkowany wiatr wschodni. Po lewej stronie widać samą
(3/68): 8 września. Około półtora kilometra od miejscowości Muline na zachodnim brzegu Ugljanu. Dobra pogoda się skończyła. Wiatr południowy i południowo-zachodni coraz silniejszy. W nocy gdzieś tam się błyskało, a rano już u mnie grzmiało, lało i wiało. Czołowy wiatr  unieruchomił mnie na cały dzień. W wysmukłym i niskim kajaku morskim nie miał bym poważniejszego problemu. Siła wiatru na otwartej przestrzeni raczej nie przekraczała piątki, może w krótkich porywach. Tu miałem dobrą osłonę przez Rivanj i mały półwysep przy Muline. (4/68): 8 września. Dalej przymusowa przerwa.
(5/68): 8 września. Jak wyżej. (6/68): 9 września. To już most łączący wyspy Ugljan i Pasman. Trochę wietrzno  i chwilami pochmurno ale nie pada. Wiatr r południowy.
(7/68): 15 września. Jestem już (dopiero!) w Trogirze. W planach miałem (8/68): 15 wrzesień. Dalej Trogir.
(9/68): 15 wrzesień. Jak wyżej. (10/68): 15 wrzesień.  J.w.
(11/68): 17 wrzesień. Okolice Splitu. (12/68): 17 wrzesień. Jak wyżej.
(13/68): 21 wrzesień. Pomiędzy Braczem a Hvarem. Wiatr zmusił mnie do zrezygnowania z Makarskiej. Liczyłem na to, że będzie wiał ze wschodu, czyli ja będę miał osłonę gór (abstrahując od bora). Niestety on wiał z południa i trochę zbyt silnie. Gdy w ciągu godziny przepłynąłem zaledwie około jednego kilometra, klucząc za każdą najmniejszą osłoną, zawróciłem na zachód do Bracza.  W końcu z południowego cypla Bracza było niewiele dalej do Makarskiej. Chciałem niekorzystny wiatr przeczekać, opływając przy okazji Bracz. W okolicach Milnej znowu mnie dorwały seryjne burze.  Burze przeszły.  Następnego dnia (i nocy) znowu jednak lało i wiało. Korzystając z chwilowej  ładnej pogody (zdjęcie) połynąłem  wprost na Rt Pelegrin przy zachodnim cyplu Hvaru. (14/68): 22 wrzesień. Hvar. Początkowo bezwietrznie i słonecznie. Ładne widoki na bliskie góry. Później zaczęło wiać ze wschodu. Dalej piękne słońce. Szukam osłony przy wyspie Szczedro (kolejne zdjęcia).
(15/68): 22 wrzesień. Wyspa Sczedro. W ładnej zatoczce. Jak tu cicho, ciepło i spokojnie. Aż wierzyć się nie chce, jakie panują warunki kilkaset metrów dalej. W wysmukłym i niskim kajaku morskim nie byłoby problemów z płynięciem pod taki wiatr. W moim pneumatyku jednak są. (16/68): 22 wrzesień wyspa Szczedro. Na horyzoncie  widoczny oczywiście Hvar.
(17/68): 22 wrzesień. Dalej Szczedro. (18/68): 22 wrzesień. Szczedro. Widok na Hvar.
(19/68): 22 września. Szczedro. Nie jestem już sam. Przypłynęła jednostka trochę większa od mojego kajaka. (20/68): 22 września. Szczedro. Im też tutaj się podoba.
(21/68): 23 września. To już Korczula. Dopłynąłem do niej wczoraj wieczorem. (22/68): 23 września. Po prawej Korczula. Po lewej półwysep Peliesacz.
(23/68): 23 września. Półwysep Peliesacz. Spory kawałek za Orebiczem. Teraz jest tu bardzo spokojnie. Jak będzie wyglądało w drodze powrotnej -  widać na zdjęciach z 27 września. W lewym górnym rogu (w cieniu) gęste kolące krzaki, dodatkowo poprzeplatane drutem kolczastym. W środku widać dość wygodne, dawno nieużywane miejsce biwaku ( (24/68): 23 września. J.W.
(25/68): 23 września. J.W. (26/68): 23 września. J.W.
(27/68): 24 września. Wypływam. Teraz jeszcze bardzo spokojnie. Za kilka godzin... (28/68): 24 września. Jeszcze kiladziesiąt minut spokoju.
(29/68): 26 września. Mała plaża w małej zatoczce, gdzieś w Zaton Żuljana. Na horyzoncie wyspa Mljet. W linii prostej około 12 km. Do miejsca planowanego lądowania na wyspie Mljet około 15 kilometrów.  Przybyłem tu dwa dni temu jeszcze z optymizmem, że następnego dnia do Mljetu dotrę. Niestety, w nocy rozpoczęła się pierwsza burza. Później następne. Deszcz padał prawie bez przerwy przez około 30 godzin.  Ostatniej nocy fale zaczęły zalewać  już prawie całą plażę. Rozwaliły kamienny murek, którym otoczyłem swój namiot (prawdopodobnie najpierw podmyły podłoże). Po ciemku musiałem się ewakuować z całym swoim (30/68): 26 września. Około godz. 13.  To samo miejsce.  Teraz jest wprost wspaniale.  Suszę i podsuszam. Kto sam coś podobnego nie przeżył, chyba nie do końca zrozumie, co się tu działo przez ostatnie trzydzieści godzin. Za dwie godziny  wyruszę w drogę powrotną. Na Mljet już nie mam czasu, nawet gdyby była ładna pogoda. Nawiasem mówiąc, wcale nie była. Już za kilkanaście godzin w miniaturowej zatoczce i plaży (tej z miejscem starego biwaku otoczonym drutem kolczastym, jakby nie wystarczyły same kolące krzaki), uwięził mnie na całą dobę  sztorm albo inne jugo.
(31/68): 26 września. Droga powrotna. (32/68): 26 września. J.W.
(33/68): 26 września. J.W. (34/68): 26 września. Zbliża się wieczór. Już tu gdzieś  blisko powinno być miejsce wypatrzone na biwak kilka dni temu - jeszcze w drodze do Mljetu, niestety zakończonej niepowodzeniem. Było. Pomimo zapadająch szybko ciemności, dzięki Garminowi i notowanych na biwakach pozycjach, trafiłem na nie precyzyjnie. Wtedy było jeszcze spokojnie.
(35/68): 27  września, rano. Teraz, w porównaniu z tym, co się działo w nocy, to już fraszka. W nocy nadszedł sztorm (chyba to było jugo). Huk był straszny. Bez przerwy. Zmieniało się tylko jego natężenie. Część fal wpadała wprost do gardzieli skalnej, tu się spiętrzała, wpadała do zatoczki i tu (36/68): J.W.
(37/68): J.W. (38/68): J.w.
(39/68): J.W.  Niemal w ostatniej chwili uchroniłem aparat przed zamoczeniem. Siebie już nie zdążyłem. (40/68): 27 września.
(41/68): J.W. Powoli ogarnia mnie irytacja, przechodząca w wiesielczy humor. Czas ucieka. Mam go coraz mniej. Gdybym się tylko stąd wydostał, od biedy mógłbym już płynąć, nawet dość szybko. Fale na otwartej przestrzeni, co obserwuję przez lornetkę nie są specjalnie duże. Wkrótce zresztą miałbym osłonę Korczuli. A ja tu siedzę prawie jak  (42/68): J.W.
(43/68): J.W. (44/68): 28 wrzesień.  Rano wystartowałem i wypłynąłem bez szwanku. W gardzieli skalnej jeszcze się woda trochę przelewała.  Wiosłem musiałem reagować dość energicznie.
(45/68): 28 wrzesień. (46/68): 28 wrzesień.
(47/68): 28 wrzesień. (48/68): 28 wrzesień.
(49/68): 28 wrzesień. (50/68): 29  wrzesień.
(51/68): 29 wrzesień. (52/68): 29 wrzesień.
(53/68): 29 wrzesień. (54/68): 29 wrzesień.
(55/68): 29 wrzesień. (56/68): 29  wrzesień.
(57/68): 30 wrzesień. (58/68): 1 październik.
(59/68): 1 październik. (60/68): 1 październik.
(61/68): 1 październik. (62/68): 3 październik.
(63/68): 3 pażdziernik. (64/68): 3 paździenik. Nie komentuję.
(65/68): 3 październik. J.W. (66/68): 3 Październik: jedyny komentarz: to na pewno nie miejscowi.
(67/68): 8 październik. Dzisiaj nad ranem wróciłem z Sukoszanu. Suszę wszystko, co mokre, a mokre prawie wszystko. Sam odpoczywam, wygrzewam się na plaży i trochę odsypiam.  To miała być lekka wycieczka do Sukoszanu, do którego, z powodu gwałtownych burz,  zabrakło mi dosłownie kilku kilometrów na początku rejsu. Owszem, do samego Sukoszanu była lekka i przyjemna. Przy okazji mogłem  naocznie ocenić szybkość prądu w przewężeniach (68/68): 9 październik. Ostatni dzień. Pomimo niezbyt udanej
Galernik - Jak zrobić galerię zdjęć - Twoja własna Internetowa Galeria Zdjęć - Kreator - Publikowanie - Tworzenie - GIF, JPG, PNG