
(51/90)
Pierwszy raz biwakowałem niemal pod samymi domami. Najpierw chodziłem i wołałem, coś w tym rodzaju"Hallo. Jest tu kto? ". Nikt się nie odezwał. Domy były pozamykane "na głucho". Gdzieś wysoko, na górskiej szosie, zatrzymał się samochód. Ktoś wysiadł z niego, zniknął wśród krzaków i kamieni, i do czegoś sobie strzelał. Może tylko na wiwat lub postrach. Nie zauważyłem, kiedy odjechał.
|